Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd doniesień mass mediów: Za GieKSą długa noc
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej oraz siatkówki GieKSy.
Wczoraj piłkarze rozegrali mecz, z drużyną Stali Rzeszów. GieKSa wygrała 4:1 (2:1), zwycięstwo w tym meczu zagwarantowało naszemu zespołowi awans do Fortuna I Ligi. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ.
Po zakończeniu sezonu w sekcjach: kobiecej piłki nożnej, siatkarskiej i hokejowej trwają ruchy/rozmowy kadrowe w przed startem nowego sezonu.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – Klaudia Miłek w Górniku Łęczna
No to mamy pierwszy transferowy hit tego lata. Klaudia Miłek podpisała dwuletni kontrakt z Górnikiem Łęczna.
Dwudziestodwuletnia napastniczka ostatnie dwa lata spędziła w GKSie Katowice. W ubiegłym sezonie zdobyła w Ekstralidze siedem goli
Z GieKSy do konkurencji! Trzy piłkarki odchodzą z Katowic
GKS Katowice poinformował o rozstaniu się z trzema piłkarkami. Z klubu odchodzą Klaudia Miłek, Zofia Buszewska oraz Jessica Ludwiczak. Wiemy gdzie!
[…] Według naszych informacji reprezentantka Polski Zofia Buszewska podpisała już kontrakt z nowym Mistrzem Polski Czarnymi Sosnowiec. Gdzie zagra Ludwiczak ? Według naszych informacji interesują się nią dwa kluby: AP Lotos Gdańsk i TME UKS SMS Łódź. Czekamy na oficjalne potwierdzenia.
Cztery na dłużej w GieKSie
W GieKSie trwają roszady kadrowe. Po trzech rozstaniach (Miłek, Ludwiczak, Buszewska) klub ogłosił przedłużenie umów z czterema zawodniczkami.
Dwuletnie umowy podpisały pomocniczki Anita Turkiewicz i Weronika Kłoda oraz napastniczki Klaudia Maciążka i Nicola Brzęczek.
sportdziennik.com – Za GieKSą długa noc
Na takie chwile, jak po pieczętującym awans zwycięstwie ze Stalą Rzeszów, społeczność GKS-u Katowice długo czekała. Klub wykonał zadanie na ten rok, którego ukoronowaniem ma być podpisanie przez miasto umowy z wykonawcą nowego stadionu…
To była długa noc w Katowicach. Mijała już 2.30 we wtorek, gdy Adrian Błąd publikował w sieci filmik z szatni, na którym rozśpiewana drużyna nuci „Jeszcze nie idziemy spać…”. Ale były powody do radości. Mimo kiepskiego początku sezonu, mimo koronawirusowej zapaści na przełomie kwietnia i maja, GieKSa dobrnęła do mety, odniosła 3 z rzędu wygrane, stylem udowadniając, że całkowicie należy jej się I liga. 4:1 z Bytovią, 3:0 w Chojnicach, 4:1 ze Stalą…
Poniedziałkowe zwycięstwo z rzeszowianami przypieczętowało awans do I ligi.
[…] Gdy skończył się mecz ze Stalą, przy Bukowej trwała już feta, rozpoczęta w okolicach 60 minuty – po tym, jak Arkadiusz Woźniak skompletował, zapewniając swej drużynie 3-bramkowe prowadzenie, które spokojnie doholowała do ostatniego gwizdka. Po nim spiker Aleksander Matusek zszedł na murawę i tam odczytał nazwiska wszystkich zawodników, którzy stworzyli drużynę na awans.
Bo to rzeczywiście była drużyna, o szerokiej i mocnej kadrze. Przecież w kluczowym momencie sezonu, po powrocie z kwietniowej kwarantanny, prym zaczęli wieść ci, którym jesienią raczej nikt by tego nie przewidział – jak Bartosz Jaroszek czy Dominik Kościelniak. Długo rozkręcał się Rafał Figiel, ale w dwóch ostatnich występach przy Bukowej był już profesorem. Do bramki w miejsce kontuzjowanego Bartosza Mrozka wskoczyć musiał Patryk Królczyk i choć w poniedziałek przy straconej bramce się akurat nie popisał, to w innych sytuacjach pomógł.
Bez takiej ławki katowiczanom byłoby o ten awans dużo trudniej. I choć bić pokłony za sukces przed GKS-em trudno – skoro mowa jedynie o wydostaniu się z poziomu rozgrywkowego nr 3, przez klub z 300-tysięcznego miasta, mający wielkie samorządowe wsparcie i ponad 6-milionową dotację – to niewątpliwie jest to sukces ludzi, którzy ten zespół tworzyli.
Twarzą był oczywiście Rafał Górak. Choć niektórzy – po przegranym poprzednim sezonie, albo po fatalnym początku tego wciąż trwającego – zdążyli w niego zwątpić, to nie zwątpili dyrektor Robert Góralczyk i prezes Marek Szczerbowski. O trenerze po prostu nie było sensu dyskutować, także podczas kwietniowo-majowej covidowej zapaści, gdy drużyna zaczęła trwonić przewagę nad Chojniczanką, a Polkowice jej odjechały.
314 dni wcześniej Górak samotnie i ze zwieszoną głową tłumaczył się przed „Blaszokiem” z przegranego barażu ze Stalą, po czym rzucił w stronę trybun czapkę. W poniedziałek, gdy zespół pozował dla fotoreporterów, szkoleniowiec znów sam stanął frontem do „Blaszoka”, wymachując radośnie okolicznościową żółtą koszulką z napisem „Awans dla Was”. Pod takim hasłem, doceniając kibiców, celebrowano przy Bukowej powrót do I ligi.
– Dziękuję wam wszystkim za wyrozumiałość, za niekiedy ciężkie słowa. Za to, że jesteście. W I lidze będziemy walczyć dla was, bo stanowicie wspaniałą publiczność. Strasznie was kocham. Wszystkiego dobrego! – rzucił do mikrofonu Górak, kibice skandowali jego nazwisko, a on sam pofrunął w górę, podrzucany przez zawodników. Kontrakt szkoleniowca, podpisany na 2 sezony, w obliczu realizacji celu zostanie przedłużony.
Wielkie emocje udzieliły się też Arkadiuszowi Jędrychowi. Poproszony o kilka słów do kibiców, nie gryzł się w język.
– Daliście nam k… kopa. Nie jeb…ście nas po Motorze i wtedy poczuliśmy, że jesteście z nami. W tym momencie wiedzieliśmy, że to zrobimy i dzisiaj jesteśmy w I lidze. Dzięki! – wykrzyczał kapitan GieKSy, zbierając burzę braw.
Porażka (1:2) w Lublinie – ledwie 19 dni przed dniem awansu! – sprawiła, że katowiczanie znaleźli się poza strefą premiowaną bezpośrednią promocją, ale od tamtej pory wyłącznie wygrywali i dziś mogą się szykować już do większych wyzwań.
Gdy wspólne śpiewy na trybunach i murawie dobiegały końca, a drużyna zaczęła kierować się w stronę szatni, do przedstawicieli mediów wyszli jeszcze trener Górak i bohater wieczoru Arkadiusz Woźniak, co nie zdarzyło się od kilkunastu miesięcy z powodu nadal obowiązujących, choć dziś już kompletnie nieżyciowych i absurdalnych covidowych obostrzeń, na które klub delikatnie przymknął oko.
GieKSa wreszcie ma się czym chwalić. Z wiarą, że kolejny awans przyjdzie szybciej niż za kolejnych 14 lat, no i do ligi wyższej niż pierwsza. Jedno zadanie na ten rok zostało wykonane, a drugie należy już do miasta: czyli podpisanie umowy z generalnym wykonawcą stadionu. Jeśli tak się stanie, to kto wie, czy 2021 rok nie będzie wspominany jako symboliczne otwarcie nowego, lepszego etapu w historii GieKSy i katowickiego futbolu. Nigdy więcej II ligi…?
14 LAT minęło od poprzedniego awansu GieKSy. W 2007 roku awansowała do II, a tym razem – do I ligi, ale to przecież nadal ten sam szczebel. Przez długi czas zmieniło się tak wiele, że również nomenklatura…
11 GOLI w trzech ostatnich meczach strzelił GKS, nie pozostawiając wątpliwości, że zasługuje na powrót do I ligi.
Marcin Krupa, prezydent Katowic, czyli większościowego akcjonariusza GKS-u, szybko pogratulował klubowi sukcesu. Napisał:
„Mamy awans do 1. Ligi! Serdeczne gratulacje dla zawodników za imponujące zwycięstwo ze Stalą Rzeszów, które zapewniło naszej drużynie awans na kolejkę przed końcem rozgrywek. Gratulacje dla Trenera Rafała Góraka, Roberta Góralczyka, całego sztabu, wszystkich pracowników klubu GKS Katowice. Gratulacje i podziękowania dla Prezesa Marka Szczerbowskiego za wiarę do końca i zdobycie pierwszego, upragnionego od wielu lat awansu! Słowa podziękowania kieruję też do kibiców, którzy w trudnych chwilach byli 12. zawodnikiem GieKSy!”.
dziennikzachodni.pl – Jak GKS Katowice wygrał z koronawirusem? Odpowiada trener Rafał Górak
W poniedziałek wieczorem GKS Katowice rozbił Stal Rzeszów 4:1 i zapewnił sobie awans z do Fortuna 1. Ligi. Takiego wybuchu szczęścia nie widziano na Bukowej od 14 lat. Droga do celu nie była jednak łatwa – o najtrudniejszym momencie mówił trener Rafał Górak.
[…] – Najtrudniejszym momentem był dzień, gdy dowiedziałem się, że siedemnastu piłkarzy ma pozytywne wyniki testów koronawirusowych i trafia na kwarantannę. Nie mieli dużych objawów, ale byli poza zajęciami i wiedziałem, że to się gdzieś musi potem pokazać w ich grze – wspominał w poniedziałek trener Rafał Górak. – Po powrocie do treningów nie było łatwo, a w meczach w Kaliszu czy w Stargardzie zespół po prostu cierpiał. Mamy kosztowny, ale znakomity elektroniczny monitoring każdego zawodnika i widzieliśmy, że jest bardzo źle. A czasu na trening nie było, bo czekało nas dziesięć meczów w trzydzieści dni.
Jak przełamano ten kryzys?
– To zasługa wielkiej mobilizacji piłkarzy i pracy, jaką wykonaliśmy wcześniej. Bez tej podstawy nie byłoby szans na wyjście z tej sytuacji. Oczywiście praca w czasie tego impasu też była bardzo ważna. I później już poszło. Było już bardzo dobrze z Wigrami i na Motorze, ale nie było punktów. I to był kolejny trudny moment dla mnie, bo trzeba było motywować drużynę, pokazywać, że jest dobrze, a punkty przyjdą. A wokół nas opinia publiczna już wrzała… Przyszła jednak Bytovia i wszystko ruszyło w dobrym kierunku do szczęśliwego końca – opowiadał szkoleniowiec, którego kontrakt został przedłużony.
SIATKÓWKA
siatka.org – Tomas Rousseaux: co roku wielu zawodników przenosi się do innego klubu
Tomas Rousseaux po sezonie spędzonym w Ślepsku Malow Suwałki przenosi się do GKS-u Katowice.
– Jedno jest pewne: uwielbiam grać w Polsce. Dlatego bardzo się cieszę, że udało mi się wzbudzić zainteresowanie polskiego klubu – przyznał belgijski przyjmujący.
Dla Tomasa Rousseaux nadchodzący sezon będzie piątym, które rozegra w PlusLidze. Przyjmujący po dwóch latach wraca do GKS-u Katowice.
– Bardzo się cieszę, że mogę wrócić do Katowic. Środowisko jest mi znane, to trochę jak powrót do domu. Zespół wzmocnią też bardzo dobrzy zawodnicy, w tym Micah Ma’a, trzeci rozgrywający reprezentacji USA, a także Argentyńczyk Gonzalo Quiroga, półfinalista ligi francuskiej – potwierdził siatkarz.
Belgijski przyjmujący trafił do PlusLigi w 2017 roku i od tamtej pory zadomowił się w Polsce.
– Zacząłem od jednego sezonu w Indykpolu AZS Olsztyn. To było dla mnie bardzo dobre doświadczenie, mimo że klub znajduje się na północy Polski, dość daleko od stolicy, a wokół Olsztyna nie było wiele atrakcji. Potem nastąpił mój pierwszy transfer do GKS-u Katowice, w większej aglomeracji. To był mój najlepszy sezon w życiu – stwierdził Rousseaux.
[…] Miniony sezon dla wszystkich zespołów był bardzo trudny ze względu na pandemię koronawirusa, która dotknęła niemal wszystkich zawodników. Choroba nie ominęła również Rousseaux.
– Rzeczywiście nie byłem w stanie zagrać we wszystkich meczach Ślepska i jeśli nie dałem z siebie wszystkiego w końcowej fazie, to było to ze względu na dość mocny atak koronawirusa. Byłem na kwarantannie przez trzy tygodnie, to wcale nie było zabawne. Później musiałem też przejść wiele badań. Przez półtora miesiąca nie radziłem sobie zbyt dobrze. Na szczęście nigdy nie wpadłem w panikę i teraz znów czuję się bardzo zdrowy. Mam co prawda drobne dolegliwości z kolanem, ale z tym boryka się każdy topowy zawodnik po bardzo ciężkim sezonie. Z pewnością również na poziomie psychicznym był to okres szczególnie stresujący ze względu na izolację od mojej rodziny, kolegów z drużyny i dziewczyny – przyznał Tomas Rousseaux.
HOKEJ
hokej.net – Musioł w GieKSie
Zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami, Dawid Musioł wrócił do GKS-u Katowice. 24-letni defensor podpisał dwuletnią umowę z GieKSą.
Rodowity katowiczanin, który trzy ostatnie sezony spędził w Cracovii, wraca do GKS-u Katowice po czterech latach. Musioł rozegrał dla GieKSy w sezonie 2016/17 31 spotkań, w których zdobył 2 bramki i jedną asystę. Nowy obrońca katowiczan w swojej karierze występował także w Naprzodzie Janów oraz ekipie SMS PZHL, ponadto ma na koncie dwa występy w seniorskiej kadrze Polski i 20 meczów w reprezentacjach U-18 i U-20.
– Pomimo młodego wieku, Dawid ma już spore doświadczenie z lodowisk PHL. Wierzymy, że zwiększy rywalizację wśród naszych obrońców. Warto podkreślić, że przyjście do Katowic oznacza dla niego powrót do rodzinnego miasta – powiedział dyrektor hokejowej sekcji GieKSy Roch Bogłowski.
– Do przyjścia do GKS-u skłoniła mnie chęć osiągania dobrych wyników. W Katowicach buduje się fajna drużyna. Miałem już przyjemność współpracować z trenerem Jackiem Płachtą. Tamten zespół GKS-u był budowany dość późno, ale zagraliśmy w play off, co było wtedy małym sukcesem. To był bardzo fajny okres i liczę, że teraz będzie podobnie – tak swój transfer do naszego Klubu skomentował sam zawodnik.
Nowa dwuletnia umowa Pasiuta
To z pewnością dobra informacja dla fanów GKS-u Katowice. Nowy kontrakt z ekipą GieKSy podpisał Grzegorz Pasiut. Będzie on obowiązywał przez kolejne dwa lata.
33-letni środkowy jest zawodnikiem od którego niemal wszyscy trenerzy pracujący w Polskiej Hokej Lidze rozpoczynaliby zestawianie składu. Nie raz pokazał, że nie boi się wziąć ciężaru gry na własne barki i jest liderem zarówno na lodzie, jak i w szatni.
Nic więc dziwnego, że to właśnie on pełni funkcję kapitana katowickiego klubu.
W poprzednim sezonie Pasiut był najlepiej punktującym zawodnikiem GieKSy. W 50 spotkaniach zdobył 47 „oczek” za 14 bramek i 33 asysty. Stworzył dobrze uzupełniający się atak, w którym partnerowali mu Andriej Stiepanow i Bartosz Fraszko. Teraz miejsce Białorusina zajmie Patryk Wronka.
Krawczyk z nową umową. Na dwa lata
Oskar Krawczyk zostaje w ekipie GKS-u Katowice. 26-letni defensor podpisał nowy, dwuletni kontrakt.
W poprzednim sezonie Krawczyk rozegrał 41 meczów, w których zdobył jednego gola i zanotował 5 asyst. Na ławce kar spędził 22 minuty, a w klasyfikacji plus/minus wypadł na -12.
Nadchodzący sezon będzie dla niego szóstym sezonem z rzędu spędzonym w Katowicach. W barwach ekipy z alei Korfantego rozegrał już 215 spotkań, notując 35 punktów.
Smal wybrał Katowice
Igor Smal, po sezonie spędzonym w Zagłębiu Sosnowiec, chce przenieść się do GKS-u Katowice. Aby transfer doszedł do skutku, musi zostać spełniony jeden ważny warunek. Jaki?
Przypomnijmy, że szefostwo ekipy z Zamkowej 4 przed rokiem wykupiło Igora Smala z jego macierzystego klubu, czyli Stoczniowca Gdańsk. Kwota transferu opiewała na 15 tysięcy złotych.
Zgodnie z obowiązującymi regulaminami, niespełna 21-letni napastnik do ukończenia 23. roku życia będzie własnością Zagłębia. Potencjalny transfer do katowickiego klubu wiąże się zatem z wpłaceniem odstępnego.
– To prawda, nie przedłużyliśmy z Igorem kontraktu. Powiedział nam, że chce grać w ekipie z Katowic, a my nie zamierzamy trzymać zawodników na siłę – zaznaczył Piotr Majewski, dyrektor sportowy Zagłębia. – Na razie nie kontaktował się z nami żaden działacz z ekipy GKS-u.
Smal w poprzednim sezonie rozegrał 36 meczów, w których zdobył 10 punktów za 4 bramki i 6 asyst. Na ławce kar spędził 36 minut.
Z Katowic nad Lazurowe Wybrzeże
Mikael Kuronen, który w poprzednim sezonie występował w drużynie GKS-u Katowice, znalazł nowy klub. Fiński skrzydłowy przenosi się do Francji.
Piłka nożna
Od Krakowa do Warszawy
Poznaliśmy terminarz Ekstraklasy na sezon 2026/27. GKS Katowice rozpocznie zmagania w niedzielę 26 lipca od meczu z Wisłą w Krakowie, a zakończy 22 maja z Legią w Warszawie.
Terminarz pierwszej kolejki zostanie podany po losowaniu europejskich pucharów (17 czerwca), ale już wiemy, że w Krakowie zagramy w niedzielę 26 lipca (do ustalenia została godzina). Z racji tego, że Arena Katowice jest jednym ze stadionów, na których rozgrywane będą Mistrzostwa Świata Kobiet U-20, to jesienią zagramy trzy mecze wyjazdowe z rzędu, z czego dwa bliskie (Zabrze i Gliwice). Nim GieKSa rozpocznie zmagania ligowe to w czwartek 23 lipca czeka nas pierwszy mecz w II rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji.
Kluby uczestniczące w rozgrywkach UEFA będą mogły przełożyć dwa mecze ligowe: jeden podczas rund kwalifikacyjnych Q1–Q3 oraz jeden w okresie pomiędzy rundą play-off a fazą ligową. Na 5. kolejkę, pomiędzy fazą play-off europejskich pucharów, zaplanowano nasz domowy mecz z Wisłą Płock, który w razie przełożenia odbędzie się najwcześniej 15-16 września. Pozostałe terminy rezerwowe to 15-16 i 19-20 grudnia oraz 2-3 i 9-10 lutego. Przypomnijmy także, że GieKSa jako drużyna reprezentująca Polskę w Europie, rozgrywki Pucharu Polski rozpocznie dopiero od 1/16 finałów, które zaplanowano na 28 października.
Jesienią zostanie rozegranych 18 spotkań, z czego połowa na wyjeździe. Na wiosnę zaplanowano 16 kolejek i tutaj też połowę zagramy w delegacji. Tym razem Wielkanoc (28 marca) wypada w trakcie przerwy na reprezentację. Nie będzie też żadnej kolejki rozgrywanej w środku tygodnia (poza terminami rezerwowymi).
Terminarz GKS Katowice w Ekstraklasie w sezonie 2026/27 (dokładne daty i godziny spotkań zostaną dopiero ustalone):
1. kolejka, 26 lipca 2026 Wisła Kraków – GKS Katowice
2. kolejka, 1 sierpnia 2026 GKS Katowice – Radomiak Radom
3. kolejka, 8 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wieczysta Kraków
4. kolejka, 15 sierpnia 2026 Motor Lublin – GKS Katowice
5. kolejka, 22 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wisła Płock
6. kolejka, 29 sierpnia 2026 Górnik Zabrze – GKS Katowice
7. kolejka, 5 września 2026 Piast Gliwice – GKS Katowice
8. kolejka, 12 września 2026 KGHM Zagłębie Lubin – GKS Katowice
9. kolejka, 19 września 2026 GKS Katowice – Cracovia
10. kolejka, 10 października 2026 Raków Częstochowa – GKS Katowice
11. kolejka, 17 października 2026 GKS Katowice – Pogoń Szczecin
12. kolejka, 24 października 2026 Korona Kielce – GKS Katowice
13. kolejka, 31 października 2026 GKS Katowice – Widzew Łódź
14. kolejka, 7 listopada 2026 Jagiellonia Białystok – GKS Katowice
15. kolejka, 21 listopada 2026 GKS Katowice – Lech Poznań
16. kolejka, 28 listopada 2026 Śląsk Wrocław – GKS Katowice
17. kolejka, 5 grudnia 2026 GKS Katowice – Legia Warszawa
18. kolejka, 12 grudnia 2026 GKS Katowice – Wisła Kraków
19. kolejka, 30 stycznia 2027 Radomiak Radom – GKS Katowice
20. kolejka, 6 lutego 2027 Wieczysta Kraków – GKS Katowice
21. kolejka, 13 lutego 2027 GKS Katowice – Motor Lublin
22. kolejka, 20 lutego 2027 Wisła Płock – GKS Katowice
23. kolejka, 27 lutego 2027 GKS Katowice – Górnik Zabrze
24. kolejka, 6 marca 2027 GKS Katowice – Piast Gliwice
25. kolejka, 13 marca 2027 GKS Katowice – KGHM Zagłębie Lubin
26. kolejka, 20 marca 2027 Cracovia – GKS Katowice
27. kolejka, 3 kwietnia 2027 GKS Katowice – Raków Częstochowa
28. kolejka, 10 kwietnia 2027 Pogoń Szczecin – GKS Katowice
29. kolejka, 17 kwietnia 2027 GKS Katowice – Korona Kielce
30. kolejka, 23 kwietnia 2027 Widzew Łódź – GKS Katowice
31. kolejka, 1 maja 2027 GKS Katowice – Jagiellonia Białystok
32. kolejka, 8 maja 2027 Lech Poznań – GKS Katowice
33. kolejka, 15 maja 2027 GKS Katowice – Śląsk Wrocław
34. kolejka, 22 maja 2027 Legia Warszawa – GKS Katowice
Piłka nożna Wywiady
Co matematyka mówi o futbolu? Szanse GieKSy na LKE
Choć Mundial nabiera tempa, my w przyszłym tygodniu bardziej niż zza Wielkiej Wody nasłuchiwać będziemy wieści ze Szwajcarii, bo 17 czerwca w Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji, podczas którego swojego rywala pozna GKS Katowice. Czego możemy się spodziewać w tej i kolejnych rundach i jak nasze szanse widzi jeden z najlepszych ekspertów od piłkarskich cyferek na polskim Twitterze? Zapytaliśmy Piotra Klimka o drogę GieKSy do Europy przez pryzmat matematycznych modeli i scenariusze na najbliższe tygodnie w kwalifikacjach do europejskich pucharów.
Twoje konto na Twitterze obserwuje ponad 35 tysięcy ludzi, głównie ze środowiska futbolowego. Tymczasem, jak sam zaznaczasz w opisie konta, nie znasz się na kopaniu piłki.
Faktycznie sądzę, że się nie znam. Przez większą część sezonu uważałem na przykład, że Raków będzie mistrzem Polski, typowałem też, że Motor zakręci się koło miejsc spadkowych, tymczasem praktycznie wcale nie był zagrożony degradacją. „Na czuja” nie udaje mi się trafiać konkretnych rozstrzygnięć skuteczniej niż przeciętnemu twitterowiczowi. Nie jest więc tak, że zarabiam miliony u bukmachera. Jeśli natomiast chodzi o trendy poparte danymi, na pewnym etapie sezonu można było np. zakładać, że Termalica już się nie odkręci i spadnie.
W przeciwieństwie do wielu kibiców patrzących na futbol przez pryzmat emocji, ty próbujesz go definiować za pomocą liczb. Da się wytłumaczyć piłkę nożną językiem matematyki?
Próbuję, ale piłka nożna jest jednym z najbardziej losowych sportów. Zupełnie inny jest na przykład baseball, gdzie rzadko zdarza się, aby niżej notowany zespół pokonywał faworyta. Tymczasem u nas niespodzianki zdarzają się praktycznie w każdej kolejce, np. Termalica wygrywa w Białymstoku albo ktoś niespodziewany awansuje do Ekstraklasy, tak jak Warta Poznań kilka lat temu. W innych sportach nie zdarza się to tak często – czołówka bywa zwykle stabilna i rzadko trafiają się niespodzianki.
O niedawno zakończonym sezonie Ekstraklasy mówiło się jako o szczególnie zwariowanym. Tymczasem cofnąłem się do pierwszej z twoich tabel, publikowanych na Twitterze jeszcze przed pierwszą kolejką. Chciałbym przytoczyć dwa komentarze tego posta. Pierwszy: „Coś Panu styki przegrzało. Motor, Widzew i Lechia będą znacznie wyżej!”. Ty typowałeś je odpowiednio na 12., 13. i 16. miejscu, a sezon zakończyli odpowiednio na 12., 14., i 16. Drugi ciekawy komentarz: „Przewidywanie Widzewa na 13. miejscu pokazuje tylko, że cyferki z komputera są bez sensu”. Jak to skomentować?
Trafił się chyba dobry sezon pod kątem przewidywań. Pamiętam za to, że we wrześniu próg utrzymania wychodził mi na poziomie 35/36 punktów. Ta prognoza skompromitowała się już w okolicach listopada.
Na czym więc opierasz swoje wyliczenia? Na każdym kroku pojawia się tajemnicze słowo Elo, które mnie kojarzy się bardziej z podwórkowym zawołaniem sprzed 15 lat.
Do sporządzenia kalkulacji pobierana jest baza wyników mniej więcej 50 poprzednich meczów każdego zespołu. Na tej podstawie wyliczana jest „moc” poszczególnych klubów. Stąd najsilniejszą drużyną w Polsce jest Lech, dalej Jagiellonia i Raków, a Górnik na drugim miejscu to w tym sezonie pewna anomalia, grający ponad swój potencjał. Z kolei najsłabsze w Ekstraklasie są Termalica i Arka, co znalazło potwierdzenie w tabeli. W ten sposób powstaje baza do procentowych wyliczeń wyników starcia np. GieKSy z Zagłębiem Lubin. Na podstawie pojedynczych meczów powstaje oczekiwane zestawienie ligowe – co by było, gdyby wszyscy grali tak jak do tej pory. Takie zestawienie jest aktualizowane po każdej kolejce. Stąd wspomniane wcześniej trafienia, np. Motor grał dokładnie tak jak do tej pory – nie zrobił ani kroku w przód, ani w tył. Tutaj najwłaściwszym parametrem bardziej niż miejsce w tabeli jest oczekiwana liczba punktów.
Michał Trela z Canal+ robi podobne zestawienie według swojego przekonania, a na koniec sezonu zestawia je z twoimi wyliczeniami. Tym razem zdecydowanie dokładniejszy był model matematyczny.
Michał Trela jako jedyny z ekspertów, których obserwuję, ma odwagę podjąć się takiego typowania. Lubię takie zabawy – na ile bazowanie na rankingu Elo ma sens w porównaniu z obserwacjami ekspertów, którzy na co dzień śledzą i analizują Ekstraklasę. W tym roku wyliczenia były wyjątkowo dokładne, nie jest jednak tak, że mój model wygrywa co sezon. O ile dobrze pamiętam, w ubiegłym roku górą był człowiek. Najlepszym przykładem jest tutaj drużyna awansująca do Ekstraklasy przez baraże – ją maszyna wskazuje zwykle jako najsłabszą. Tymczasem w ostatnich sezonach ekipy z trzecich miejsc w pierwszej lidze radzą sobie całkiem przyzwoicie na najwyższym poziomie. Z kolei zespół gromiący rywali w 1. Lidze często spada potem z Ekstraklasy, jak choćby Arka czy kilka lat temu Miedź Legnica.
Przed sezonem typowałeś GieKSę na 48 oczekiwanych punktów, więc pomyliłeś się niewiele. Dawało to ok. 21% szans na europejskie puchary. W miarę upływu kolejnych tygodni, jak zmieniało się twoje postrzeganie naszego klubu?
Pamiętam, że mieliście bardzo słaby start sezonu. W pewnym momencie byłem wręcz przekonany, że GKS będzie walczył o utrzymanie. Koło października widać było wasz wyraźny dołek i jeśli wtedy nie zaczęlibyście się odkręcać, to mogło być naprawdę gorąco. Tym bardziej nikt w Katowicach nie mówił wtedy o Europie. Tymczasem bardzo udana wiosna w tym dziwnym sezonie z wyjątkowo zagęszczonym środkiem tabeli, po kilku zwycięstwach pozwoliła wyskoczyć do góry. Można było zauważyć, że w pewnym momencie procenty dla GieKSy, szczególnie w kontekście szans na Europę, z kolejki na kolejkę rosły znacząco.
Na Twitterze ukuło się określenie „rankingorze” dla użytkowników śledzących europejskie rozgrywki pod kątem jak najmocniejszej pozycji Polski w rankingu UEFA. Niektórzy z nich ubolewali nad rozstrzygnięciami ostatniej kolejki Ekstraklasy. Jak ty patrzysz na sytuację Polski na progu nowych rozgrywek w Europie?
Śledzę ten ranking intensywnie, co widać na moim Twitterze, a każdy awans Polski jest dla mnie powodem do radości. Przekłada się to na fakt, że wypuszczamy do Europy coraz więcej klubów, dochodzących do coraz dalszych faz. Musimy jednak dostrzec także drugą stronę: ranking nie jest celem samym w sobie. Właśnie po to go nabijamy, aby dać szansę na europejską przygodę właśnie takim klubom jak GieKSa. Innym przykładem jest Jagiellonia, która dwa lata temu niespodziewanie została mistrzem i dzięki temu dostała mecze z FK Bodø/Glimt, a na stulecie klubu grała z Ajaxem. Kolejne karty tej historii zapisali w Lidze Konferencji, zwieńczone ćwierćfinałem z Betisem. Po to rok temu wywalczyliśmy piąty slot dla Polski, aby dać szansę innym klubom napisać podobną historię. Być może i GieKSa w sierpniu zagra z Ajaxem.
W ostatnich latach wiele napisano o rankingowym TOP15, które dało nam piąty slot w Europie. O co gramy w tym sezonie?
Dzięki TOP15 dziś w Europie gra GieKSa, a nie Brøndby, bo m. in. Duńczyków przeskoczyliśmy w rankingu. W tym sezonie osiągnęliśmy miejsce dwunaste, co w kolejnych rozgrywkach pozwoli zwycięzcy Pucharu Polski grać od razu w 4. rundzie kwalifikacji Ligi Europy. Zespół z dobrym współczynnikiem będzie więc miał jeden łatwy krok do tych rozgrywek, a gwarantowana będzie Liga Konferencji. Z kolei Mistrz Polski zacznie od ostatniej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów, z pełną oprawą Champions League, a w razie niepowodzenia ląduje w Lidze Europy. Gdzieś w tle są jeszcze pieniądze – w LE da się zarobić ok 15 mln euro, natomiast w Lidze Mistrzów kasa leje się już strumieniami. Wicemistrz tak jak dziś gra w drugiej rundzie kwalifikacji LM, czwarty w lidze gra w kwalifikacjach Ligi Europy, a piąty bez zmian. Teraz celujemy w miejsce dziesiąte, które dziś jest dla nas wyjściowe. Aby je utrzymać, nie możemy dać się wyprzedzić ani Czechom, ani Grekom, którzy będą większym zagrożeniem niż nasi południowi sąsiedzi. Nawet w przypadku gorszych scenariuszy powinniśmy utrzymać dwunaste miejsce, a piętnaste jest w zasadzie zapewnione na kilka lat do przodu.
Nabicie wysokiego współczynnika umożliwiła nam przede wszystkim reforma europejskich rozgrywek i utworzenie Ligi Konferencji. Dla ciebie są to wartościowe rozgrywki czy – jak mówią niektórzy – „puchar pasztetowej”?
Dla mnie jest to odpowiednie narzędzie do zbudowania siły naszej ligi w Europie. Dotychczas było tak, że o sile ligi nie świadczył hegemon dobrze radzący sobie w pucharach, np. Crvena Zvezda. Musiał być jeszcze równie silny Partizan i kolejne zespoły, które dokładały punkty w rankingu. Liga Konferencji pozwoliła wyrównać te szanse i uwypuklić znaczenie innych niż mocny mistrz zespołów w danych ligach. Nie mamy klubu na tyle silnego, aby regularnie kwalifikował się do Ligi Mistrzów, ale mamy kilka w miarę mocnych drużyn, które są w stanie zostawiać w tyle zespoły drugie, trzecie czy czwarte w swoich ligach. Nie odpadamy już ze słabeuszami, a na europejskich średniaków patrzymy jak na ekipy w naszym zasięgu. W moim odczuciu ten ranking jest dziś bardziej sprawiedliwy niż wcześniej.
Napisałeś niedawno, że druga runda kwalifikacji do Ligi Konferencji to w zasadzie runda amatorska. Co czeka GieKSę na tym etapie? Awans to nasz obowiązek?
Zdecydowanie jest to obowiązek zarówno Rakowa, jak i GieKSy. Potencjalnych rywali jest 44 i są wśród nich zespoły typowo amatorskie, np. z Gibraltaru, Andory, Walii czy Irlandii Północnej. Z drugiej strony są rywale z lig średnich, które mogą nam sprawić trochę kłopotów, ale i tak widzę tu polskie zespoły w roli faworyta. Tutaj wskazałbym np. węgierskie Paksi FC, ukraińskie Polissia Żytomierz i LNZ Czerkasy, rumuńskie Universitatea Cluj, a dalej Dunajska Streda ze Słowacji albo szkockie Motherwell. Gdyby GieKSa nie miała w losowaniu ani pecha, ani szczęścia, to trafiłaby na kogoś pokroju FK Železničar Pančevo – czwarty zespół serbskiej ekstraklasy, co nie brzmi specjalnie groźnie.
Spośród wspomnianych rywali nie będziemy mieli szansy trafić na wszystkich, bo tuż przed losowaniem UEFA dokona czegoś w rodzaju podziału geograficznego. Na czym będzie on polegał?
W dzień losowania UEFA dzieli wszystkie 86 zespołów na kilkanaście koszyków, według kryterium umownie nazywanego geograficznym. Dodatkowe znaczenie ma uniemożliwienie wylosowania się zespołów z tego samego kraju. Czynnik geograficzny teoretycznie też ma znaczenie, dlatego w ostatnich latach często trafialiśmy np. na Kazachstan czy Słowację. UEFA stara się również tak dobierać koszyki, aby ich poziom był względnie wyrównany, ale to wychodzi już różnie.
Nie zakładamy więc innego scenariusza niż zameldowanie się w komplecie w 3. rundzie kwalifikacji. Co nas tam czeka?
W tej rundzie GieKSa na 99% będzie nierozstawiona. Ten jeden procent to szansa trafienia w drugiej rundzie Sheriffa Tyraspol, który startuje od Q1 LE z ogromnym współczynnikiem, ale w tym sezonie jest bardzo słaby i może spaść do nierozstawionych Q2 LKE. Wtedy GieKSa przejęłaby współczynnik Sheriffa w losowaniu Q3. Szansa na to jest jednak marginalna i w trzeciej rundzie traficie na drużynę rozstawioną, z odpowiednim współczynnikiem. W razie pokonania tej przeszkody przejmujecie współczynnik rywala, który może dać rozstawienie w Q4.
Jak oceniasz nasze szanse w Q3?
GieKSa może trafić na rywala z czterech kategorii. Pierwsza to rywal z potężną marką i ogromnym współczynnikiem, którego raczej nie przejdziecie, ale jeśli wydarzy się cud, to w czwartej rundzie będziecie rozstawieni. Przykłady to Braga, Ajax, Kopenhaga albo Panathinaikos. Druga półka to rozstawieni, którzy ostatnimi laty nie radzą sobie najlepiej: Partizan Belgrad mający ogromne problemy finansowe, Rapid Wiedeń, który w zeszłym sezonie był najgorszy w LKE, a Raków i Lech wręcz ich zmiażdżyły, być może także Steaua Bukareszt, która rok temu odpadła z macedońską Shkëndiją Tetowo albo Lugano, choć ostatnio ciężko nam idzie ze Szwajcarami. Trzecia kategoria to zespoły, które nie dadzą rozstawienia w Q4, ale są wyraźnie słabsze od polskich drużyn, np. wspomniana Shkëndija, Żalgiris Wilno, Astana, Ryga czy Zrinjski Mostar. Ich po prostu trzeba przejść, bo nie możemy odpadać z drugim zespołem macedońskiej ekstraklasy.
Kogo jak kogo, ale zespołów z Macedonii w Katowicach lekceważyć nie będziemy, bo mamy do wyrównania pewne rachunki sprzed 23 lat…
Znam tę historię z opowieści, bo z racji wieku nie mam prawa jej pamiętać. Takie to były czasy, że odpadaliśmy wtedy z różnymi egzotycznymi rywalami. Wracając jednak do czekających nas rozgrywek, czwarta kategoria to chyba najgorszy scenariusz, bo są to zespoły na tyle mocne, że nie gwarantujące awansu, a jednocześnie nie dające rozstawienia w kolejnej rundzie. Tutaj wskazałbym Twente Enschede, Beşiktaş, Cluj, Rijekę lub Başakşehir. Z nimi GieKSa się namęczy, a i tak może potem polec w Q4.
Patrząc na te wszystkie zestawienia, którego z rywali byś nam życzył w danej fazie, a który byłby dla nas najgorszym trafem?
W drugiej rundzie jest to w zasadzie obojętne, bo tę przeszkodę po prostu trzeba pokonać. Najsłabszy wydaje się być Vestri Ísafjördur – drugoligowiec z Islandii, który niespodziewanie wygrał krajowy puchar. W trzeciej rundzie życzyłbym wam Partizana lub Rapidu, które są do przejścia i raczej dadzą rozstawienie w Q4. Nie życzyłbym natomiast Bragi, bo nie jest to marka z pierwszych stron gazet, a jednocześnie będzie trudnym do przejścia rywalem. Podobnie z Panathinaikosem nie widziałbym GieKSy w roli faworyta, a to właśnie z Grecją walczymy o TOP10 w rankingu.
W jednym z twitterowych komentarzy wyliczyłeś nam 21% szans, że przebrniemy wszystkie 3 rundy i zakwalifikujemy się do fazy ligowej LKE. Zważywszy, że takie same szanse mieliśmy przed sezonem na awans do Europy, a cel udało się osiągnąć, to nie brzmi to jak mission impossible. Wierzysz, że jesteśmy w stanie dojść do fazy grupowej? I jak będzie z pozostałymi ekipami z Polski?
Bez obrazy, ale nie postawiłbym pieniędzy na awans GieKSy do fazy ligowej. Mimo to nie jest to nierealny wariant. Czasem wystarczy jeden „cudowny” dwumecz i pokonanie rozstawionego rywala, które wprowadzi na łatwiejszą ścieżkę w ostatniej rundzie. Do Ligi Konferencji co roku kwalifikują się zespoły, od których GieKSa na pewno nie jest gorsza. Dwa lata temu grała tam choćby Mlada Boleslav, na której mecze w Czechach przychodzi po 500 widzów. Jeśli los będzie sprzyjał GieKSie, to awans do fazy ligowej może się udać. Obok GieKSy najtrudniejszą sytuację ma Raków, bo nie ma żadnego marginesu błędu. Jest wprawdzie rozstawiony, ale musi być bezbłędny. Szanse Górnika oceniam w miarę wysoko, bo ma do rozegrania sześć spotkań, każde z rywalem mocniejszym od siebie, ale wystarczy, że wyjdzie im jeden dwumecz. Byłoby idealnie, gdyby trafił na Sturm Graz. Jaga, jeśli spadnie do Q4 LKE, to na 90% będzie rozstawiona więc powinna sobie poradzić. Natomiast na wszystkie rozstawione zespoły w Q4 LKE czeka nierozstawione Getafe, które jest największą pułapką i może pokrzyżować nasze plany.
Jaki jest więc scenariusz dla polskich drużyn na te kwalifikacje – minimalny i realny?
Za dobry uznałbym scenariusz, gdy do faz ligowych wprowadzamy cztery zespoły – dwa w Lidze Europy i dwa w Lidze Konferencji. Byłby to kolejny krok do przodu. Minimum to trzy zespoły w Europie, w tym Lech w Lidze Europy, bo ma na tyle dobry współczynnik, że wręcz musi grać co najmniej w LE. W przypadku awansu dwóch zespołów będziemy musieli oglądać się za siebie w walce o TOP12.
Felietony Piłka nożna
Felieton o Zagłębiu Lubin
„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.
Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.
Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.
Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.
We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.
Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.
Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.
I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.
W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.
Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…
Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.
Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.
Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.
Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.
Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.
Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.


Najnowsze komentarze