Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd doniesień mass mediów: Za GieKSą długa noc

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej oraz siatkówki GieKSy.

Wczoraj piłkarze rozegrali mecz, z drużyną Stali Rzeszów. GieKSa wygrała 4:1 (2:1), zwycięstwo w tym meczu zagwarantowało naszemu zespołowi awans do Fortuna I Ligi. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ.

Po zakończeniu sezonu w sekcjach: kobiecej piłki nożnej, siatkarskiej i hokejowej trwają ruchy/rozmowy kadrowe w przed startem nowego sezonu.

 

PIŁKA NOŻNA

tylkokobiecyfutbol.pl – Klaudia Miłek w Górniku Łęczna

No to mamy pierwszy transferowy hit tego lata. Klaudia Miłek podpisała dwuletni kontrakt z Górnikiem Łęczna.

Dwudziestodwuletnia napastniczka ostatnie dwa lata spędziła w GKSie Katowice. W ubiegłym sezonie zdobyła w Ekstralidze siedem goli

 

Z GieKSy do konkurencji! Trzy piłkarki odchodzą z Katowic

GKS Katowice poinformował o rozstaniu się z trzema piłkarkami. Z klubu odchodzą Klaudia Miłek, Zofia Buszewska oraz Jessica Ludwiczak. Wiemy gdzie!

[…] Według naszych informacji reprezentantka Polski Zofia Buszewska podpisała już kontrakt z nowym Mistrzem Polski Czarnymi Sosnowiec. Gdzie zagra Ludwiczak ? Według naszych informacji interesują się nią dwa kluby: AP Lotos Gdańsk i TME UKS SMS Łódź. Czekamy na oficjalne potwierdzenia.

 

Cztery na dłużej w GieKSie

W GieKSie trwają roszady kadrowe. Po trzech rozstaniach (Miłek, Ludwiczak, Buszewska) klub ogłosił przedłużenie umów z czterema zawodniczkami.

Dwuletnie umowy podpisały pomocniczki Anita Turkiewicz i Weronika Kłoda oraz napastniczki Klaudia Maciążka i Nicola Brzęczek.

 

sportdziennik.com – Za GieKSą długa noc

Na takie chwile, jak po pieczętującym awans zwycięstwie ze Stalą Rzeszów, społeczność GKS-u Katowice długo czekała. Klub wykonał zadanie na ten rok, którego ukoronowaniem ma być podpisanie przez miasto umowy z wykonawcą nowego stadionu…

To była długa noc w Katowicach. Mijała już 2.30 we wtorek, gdy Adrian Błąd publikował w sieci filmik z szatni, na którym rozśpiewana drużyna nuci „Jeszcze nie idziemy spać…”. Ale były powody do radości. Mimo kiepskiego początku sezonu, mimo koronawirusowej zapaści na przełomie kwietnia i maja, GieKSa dobrnęła do mety, odniosła 3 z rzędu wygrane, stylem udowadniając, że całkowicie należy jej się I liga. 4:1 z Bytovią, 3:0 w Chojnicach, 4:1 ze Stalą…

Poniedziałkowe zwycięstwo z rzeszowianami przypieczętowało awans do I ligi.

[…] Gdy skończył się mecz ze Stalą, przy Bukowej trwała już feta, rozpoczęta w okolicach 60 minuty – po tym, jak Arkadiusz Woźniak skompletował, zapewniając swej drużynie 3-bramkowe prowadzenie, które spokojnie doholowała do ostatniego gwizdka. Po nim spiker Aleksander Matusek zszedł na murawę i tam odczytał nazwiska wszystkich zawodników, którzy stworzyli drużynę na awans.

Bo to rzeczywiście była drużyna, o szerokiej i mocnej kadrze. Przecież w kluczowym momencie sezonu, po powrocie z kwietniowej kwarantanny, prym zaczęli wieść ci, którym jesienią raczej nikt by tego nie przewidział – jak Bartosz Jaroszek czy Dominik Kościelniak. Długo rozkręcał się Rafał Figiel, ale w dwóch ostatnich występach przy Bukowej był już profesorem. Do bramki w miejsce kontuzjowanego Bartosza Mrozka wskoczyć musiał Patryk Królczyk i choć w poniedziałek przy straconej bramce się akurat nie popisał, to w innych sytuacjach pomógł.

Bez takiej ławki katowiczanom byłoby o ten awans dużo trudniej. I choć bić pokłony za sukces przed GKS-em trudno – skoro mowa jedynie o wydostaniu się z poziomu rozgrywkowego nr 3, przez klub z 300-tysięcznego miasta, mający wielkie samorządowe wsparcie i ponad 6-milionową dotację – to niewątpliwie jest to sukces ludzi, którzy ten zespół tworzyli.

Twarzą był oczywiście Rafał Górak. Choć niektórzy – po przegranym poprzednim sezonie, albo po fatalnym początku tego wciąż trwającego – zdążyli w niego zwątpić, to nie zwątpili dyrektor Robert Góralczyk i prezes Marek Szczerbowski. O trenerze po prostu nie było sensu dyskutować, także podczas kwietniowo-majowej covidowej zapaści, gdy drużyna zaczęła trwonić przewagę nad Chojniczanką, a Polkowice jej odjechały.

314 dni wcześniej Górak samotnie i ze zwieszoną głową tłumaczył się przed „Blaszokiem” z przegranego barażu ze Stalą, po czym rzucił w stronę trybun czapkę. W poniedziałek, gdy zespół pozował dla fotoreporterów, szkoleniowiec znów sam stanął frontem do „Blaszoka”, wymachując radośnie okolicznościową żółtą koszulką z napisem „Awans dla Was”. Pod takim hasłem, doceniając kibiców, celebrowano przy Bukowej powrót do I ligi.

– Dziękuję wam wszystkim za wyrozumiałość, za niekiedy ciężkie słowa. Za to, że jesteście. W I lidze będziemy walczyć dla was, bo stanowicie wspaniałą publiczność. Strasznie was kocham. Wszystkiego dobrego! – rzucił do mikrofonu Górak, kibice skandowali jego nazwisko, a on sam pofrunął w górę, podrzucany przez zawodników. Kontrakt szkoleniowca, podpisany na 2 sezony, w obliczu realizacji celu zostanie przedłużony.

Wielkie emocje udzieliły się też Arkadiuszowi Jędrychowi. Poproszony o kilka słów do kibiców, nie gryzł się w język.

– Daliście nam k… kopa. Nie jeb…ście nas po Motorze i wtedy poczuliśmy, że jesteście z nami. W tym momencie wiedzieliśmy, że to zrobimy i dzisiaj jesteśmy w I lidze. Dzięki! – wykrzyczał kapitan GieKSy, zbierając burzę braw.

Porażka (1:2) w Lublinie – ledwie 19 dni przed dniem awansu! – sprawiła, że katowiczanie znaleźli się poza strefą premiowaną bezpośrednią promocją, ale od tamtej pory wyłącznie wygrywali i dziś mogą się szykować już do większych wyzwań.

Gdy wspólne śpiewy na trybunach i murawie dobiegały końca, a drużyna zaczęła kierować się w stronę szatni, do przedstawicieli mediów wyszli jeszcze trener Górak i bohater wieczoru Arkadiusz Woźniak, co nie zdarzyło się od kilkunastu miesięcy z powodu nadal obowiązujących, choć dziś już kompletnie nieżyciowych i absurdalnych covidowych obostrzeń, na które klub delikatnie przymknął oko.

GieKSa wreszcie ma się czym chwalić. Z wiarą, że kolejny awans przyjdzie szybciej niż za kolejnych 14 lat, no i do ligi wyższej niż pierwsza. Jedno zadanie na ten rok zostało wykonane, a drugie należy już do miasta: czyli podpisanie umowy z generalnym wykonawcą stadionu. Jeśli tak się stanie, to kto wie, czy 2021 rok nie będzie wspominany jako symboliczne otwarcie nowego, lepszego etapu w historii GieKSy i katowickiego futbolu. Nigdy więcej II ligi…?

14 LAT minęło od poprzedniego awansu GieKSy. W 2007 roku awansowała do II, a tym razem – do I ligi, ale to przecież nadal ten sam szczebel. Przez długi czas zmieniło się tak wiele, że również nomenklatura…

11 GOLI w trzech ostatnich meczach strzelił GKS, nie pozostawiając wątpliwości, że zasługuje na powrót do I ligi.

Marcin Krupa, prezydent Katowic, czyli większościowego akcjonariusza GKS-u, szybko pogratulował klubowi sukcesu. Napisał:

„Mamy awans do 1. Ligi! Serdeczne gratulacje dla zawodników za imponujące zwycięstwo ze Stalą Rzeszów, które zapewniło naszej drużynie awans na kolejkę przed końcem rozgrywek. Gratulacje dla Trenera Rafała Góraka, Roberta Góralczyka, całego sztabu, wszystkich pracowników klubu GKS Katowice. Gratulacje i podziękowania dla Prezesa Marka Szczerbowskiego za wiarę do końca i zdobycie pierwszego, upragnionego od wielu lat awansu! Słowa podziękowania kieruję też do kibiców, którzy w trudnych chwilach byli 12. zawodnikiem GieKSy!”.

 

dziennikzachodni.pl – Jak GKS Katowice wygrał z koronawirusem? Odpowiada trener Rafał Górak

W poniedziałek wieczorem GKS Katowice rozbił Stal Rzeszów 4:1 i zapewnił sobie awans z do Fortuna 1. Ligi. Takiego wybuchu szczęścia nie widziano na Bukowej od 14 lat. Droga do celu nie była jednak łatwa – o najtrudniejszym momencie mówił trener Rafał Górak.

[…] – Najtrudniejszym momentem był dzień, gdy dowiedziałem się, że siedemnastu piłkarzy ma pozytywne wyniki testów koronawirusowych i trafia na kwarantannę. Nie mieli dużych objawów, ale byli poza zajęciami i wiedziałem, że to się gdzieś musi potem pokazać w ich grze – wspominał w poniedziałek trener Rafał Górak. – Po powrocie do treningów nie było łatwo, a w meczach w Kaliszu czy w Stargardzie zespół po prostu cierpiał. Mamy kosztowny, ale znakomity elektroniczny monitoring każdego zawodnika i widzieliśmy, że jest bardzo źle. A czasu na trening nie było, bo czekało nas dziesięć meczów w trzydzieści dni.

 

Jak przełamano ten kryzys?

– To zasługa wielkiej mobilizacji piłkarzy i pracy, jaką wykonaliśmy wcześniej. Bez tej podstawy nie byłoby szans na wyjście z tej sytuacji. Oczywiście praca w czasie tego impasu też była bardzo ważna. I później już poszło. Było już bardzo dobrze z Wigrami i na Motorze, ale nie było punktów. I to był kolejny trudny moment dla mnie, bo trzeba było motywować drużynę, pokazywać, że jest dobrze, a punkty przyjdą. A wokół nas opinia publiczna już wrzała… Przyszła jednak Bytovia i wszystko ruszyło w dobrym kierunku do szczęśliwego końca – opowiadał szkoleniowiec, którego kontrakt został przedłużony.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Tomas Rousseaux: co roku wielu zawodników przenosi się do innego klubu

Tomas Rousseaux po sezonie spędzonym w Ślepsku Malow Suwałki przenosi się do GKS-u Katowice.

– Jedno jest pewne: uwielbiam grać w Polsce. Dlatego bardzo się cieszę, że udało mi się wzbudzić zainteresowanie polskiego klubu – przyznał belgijski przyjmujący.

Dla Tomasa Rousseaux nadchodzący sezon będzie piątym, które rozegra w PlusLidze. Przyjmujący po dwóch latach wraca do GKS-u Katowice.

– Bardzo się cieszę, że mogę wrócić do Katowic. Środowisko jest mi znane, to trochę jak powrót do domu. Zespół wzmocnią też bardzo dobrzy zawodnicy, w tym Micah Ma’a, trzeci rozgrywający reprezentacji USA, a także Argentyńczyk  Gonzalo Quiroga, półfinalista ligi francuskiej –  potwierdził siatkarz.

Belgijski przyjmujący trafił do PlusLigi w 2017 roku i od tamtej pory zadomowił się w Polsce.

– Zacząłem od jednego sezonu w Indykpolu AZS Olsztyn. To było dla mnie bardzo dobre doświadczenie, mimo że klub znajduje się na północy Polski, dość daleko od stolicy, a wokół Olsztyna nie było wiele atrakcji. Potem nastąpił mój pierwszy transfer do GKS-u Katowice, w większej aglomeracji. To był mój najlepszy sezon w życiu – stwierdził Rousseaux.

[…] Miniony sezon dla wszystkich zespołów był bardzo trudny ze względu na pandemię koronawirusa, która dotknęła niemal wszystkich zawodników. Choroba nie ominęła również Rousseaux.

– Rzeczywiście nie byłem w stanie zagrać we wszystkich meczach Ślepska i jeśli nie dałem z siebie wszystkiego w końcowej fazie, to było to ze względu na dość mocny atak koronawirusa. Byłem na kwarantannie przez trzy tygodnie, to wcale nie było zabawne. Później musiałem też przejść wiele badań. Przez półtora miesiąca nie radziłem sobie zbyt dobrze. Na szczęście nigdy nie wpadłem w panikę i teraz znów czuję się bardzo zdrowy. Mam co prawda drobne dolegliwości z kolanem, ale z tym boryka się każdy topowy zawodnik po bardzo ciężkim sezonie. Z pewnością również na poziomie psychicznym był to okres szczególnie stresujący ze względu na izolację od mojej rodziny, kolegów z drużyny i dziewczyny – przyznał Tomas Rousseaux.

 

HOKEJ

hokej.net – Musioł w GieKSie

Zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami, Dawid Musioł wrócił do GKS-u Katowice. 24-letni defensor podpisał dwuletnią umowę z GieKSą.

Rodowity katowiczanin, który trzy ostatnie sezony spędził w Cracovii, wraca do GKS-u Katowice po czterech latach. Musioł rozegrał dla GieKSy w sezonie 2016/17 31 spotkań, w których zdobył 2 bramki i jedną asystę. Nowy obrońca katowiczan w swojej karierze występował także w Naprzodzie Janów oraz ekipie SMS PZHL, ponadto ma na koncie dwa występy w seniorskiej kadrze Polski i 20 meczów w reprezentacjach U-18 i U-20.

– Pomimo młodego wieku, Dawid ma już spore doświadczenie z lodowisk PHL. Wierzymy, że zwiększy rywalizację wśród naszych obrońców. Warto podkreślić, że przyjście do Katowic oznacza dla niego powrót do rodzinnego miasta – powiedział dyrektor hokejowej sekcji GieKSy Roch Bogłowski.

– Do przyjścia do GKS-u skłoniła mnie chęć osiągania dobrych wyników. W Katowicach buduje się fajna drużyna. Miałem już przyjemność współpracować z trenerem Jackiem Płachtą. Tamten zespół GKS-u był budowany dość późno, ale zagraliśmy w play off, co było wtedy małym sukcesem. To był bardzo fajny okres i liczę, że teraz będzie podobnie – tak swój transfer do naszego Klubu skomentował sam zawodnik.

 

Nowa dwuletnia umowa Pasiuta

To z pewnością dobra informacja dla fanów GKS-u Katowice. Nowy kontrakt z ekipą GieKSy podpisał Grzegorz Pasiut. Będzie on obowiązywał przez kolejne dwa lata.

33-letni środkowy jest zawodnikiem od którego niemal wszyscy trenerzy pracujący w Polskiej Hokej Lidze rozpoczynaliby zestawianie składu. Nie raz pokazał, że nie boi się wziąć ciężaru gry na własne barki i jest liderem zarówno na lodzie, jak i w szatni.

Nic więc dziwnego, że to właśnie on pełni funkcję kapitana katowickiego klubu.

W poprzednim sezonie Pasiut był najlepiej punktującym zawodnikiem GieKSy. W 50 spotkaniach zdobył 47 „oczek” za 14 bramek i 33 asysty. Stworzył dobrze uzupełniający się atak, w którym partnerowali mu Andriej Stiepanow i Bartosz Fraszko. Teraz miejsce Białorusina zajmie Patryk Wronka.

 

Krawczyk z nową umową. Na dwa lata

Oskar Krawczyk zostaje w ekipie GKS-u Katowice. 26-letni defensor podpisał nowy, dwuletni kontrakt.

W poprzednim sezonie Krawczyk rozegrał 41 meczów, w których zdobył jednego gola i zanotował 5 asyst. Na ławce kar spędził 22 minuty, a w klasyfikacji plus/minus wypadł na -12.

Nadchodzący sezon będzie dla niego szóstym sezonem z rzędu spędzonym w Katowicach. W barwach ekipy z alei Korfantego rozegrał już 215 spotkań, notując 35 punktów.

 

Smal wybrał Katowice

Igor Smal, po sezonie spędzonym w Zagłębiu Sosnowiec, chce przenieść się do GKS-u Katowice. Aby transfer doszedł do skutku, musi zostać spełniony jeden ważny warunek. Jaki?

Przypomnijmy, że szefostwo ekipy z Zamkowej 4 przed rokiem wykupiło Igora Smala z jego macierzystego klubu, czyli Stoczniowca Gdańsk. Kwota transferu opiewała na 15 tysięcy złotych.

Zgodnie z obowiązującymi regulaminami, niespełna 21-letni napastnik do ukończenia 23. roku życia będzie własnością Zagłębia. Potencjalny transfer do katowickiego klubu wiąże się zatem z wpłaceniem odstępnego.

– To prawda, nie przedłużyliśmy z Igorem kontraktu. Powiedział nam, że chce grać w ekipie z Katowic, a my nie zamierzamy trzymać zawodników na siłę – zaznaczył Piotr Majewski, dyrektor sportowy Zagłębia. – Na razie nie kontaktował się z nami żaden działacz z ekipy GKS-u.

Smal w poprzednim sezonie rozegrał 36 meczów, w których zdobył 10 punktów za 4 bramki i 6 asyst. Na ławce kar spędził 36 minut.

 

Z Katowic nad Lazurowe Wybrzeże

Mikael Kuronen, który w poprzednim sezonie występował w drużynie GKS-u Katowice, znalazł nowy klub. Fiński skrzydłowy przenosi się do Francji.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga