Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

“Twierdza Bukowa” ponownie obroniona

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Po przerwie związaną z meczami kobiecej reprezentacji Polski, Orlen Ekstraliga wznowiła rozgrywki. Nasza drużyna wygrała w kolejnym (17 kolejka) spotkaniu ligowym z KKP Bydgoszcz 2:0 (1:0). Następny mecz zespół rozegra na wyjeździe ze Sportową Czwórką Radom w sobotę, 22 kwietnia o godzinie 12:00. Drużyna męska, rozegrała w minionym tygodniu dwa spotkania: z Odrą Opole, przegranym 0:2 (0:2) oraz z Górnikiem Łęczna, wygranym 2:0 (2:0). Prasówkę po tych meczach znajdziecie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ.  Piłkarze kolejne spotkanie rozegrają w Tychach z GKS-em, w niedzielę, 23 kwietnia o godzinie 12:40.

Siatkarze rozegrali pierwsze ze spotkań o zajęcie 11-12 miejsca PlusLigi, w którym wygrali 3:1 ze Skrą Bełchatów. Kolejne spotkanie zaplanowano na wtorek 18 kwietnia w Bełchatowie. Drużyny grają do dwóch zwycięstw.

Trwa podsumowanie sezonu w Polskiej Hokej Lidze: frekwencja na lodowiskach była minimalnie wyższa w porównaniu do sezonu 2021/22.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – “Twierdza Bukowa” ponownie obroniona

“Twierdza Bukowa” miała dzisiaj trudne zadanie. Liderujące rozgrywkom przez większą część sezonu piłkarki GKS Katowice mierzyły się ze Sportisem KKP Bydgoszcz. Bydgoszczanki potrzebują punktów jak ryba wody, zaś podopieczne Karoliny Koch wysyłają jasny sygnał, że celem jest złoty medal w tym sezonie.

Pierwsze 45. minut nie było porywającym widowiskiem Pomimo kilku ciekawych sytuacji z obu stron żadnej z drużyn nie udało się pokonać Kingi Seweryn z Katowic ani Moniki Walaszek z Bydgoszczy. Dopiero w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry pierwszej połowy na rajd zdecydowała się Kamila Tkaczyk, wyłożyła piłkę do Nicoli Brzęczek a ta ostatnia pokonała dobrze spisującą się jak do tej pory Walaszek.

W drugiej połowie jedynym wartym uwagi zdarzeniem była bramka Kamili Tkaczyk. Bramka, dodajmy, wielkiej urody. Pomocniczka gospodyń uderzyła wspaniale i pokonała Walaszek. Strzałów i ładnych akcji kibice przy ulicy Bukowej za wiele nie oglądali. Podopieczne Karoliny Koch wykonały zadanie i znów “Twierdza Bukowa” się obroniła.

 

sportdziennik.com – Najgorsza seria od 18 lat

Ostatnio katowiczanie równie długo czekali na zwycięstwo, gdy grali jeszcze w ekstraklasie.

Do sobotniego (20.00) spotkania z Górnikiem Łęczna katowiczanie przystąpią po serii 9 meczów bez wygranej. Po wtorkowej porażce z Odrą Opole (0:2) kibice dość ironicznie pytali na konferencji prasowej za pośrednictwem redakcji swojej strony internetowej, w jaki sposób trener Rafał Górak zaprosiłby na kolejny mecz przy Bukowej i czy pamięta ostatnie zwycięstwo GieKSy. – Tak, pamiętam – odparł szkoleniowiec, którego odejścia trybuny domagają się coraz głośniej. W internecie założona została nawet strona licznik-goraka.pl, z zainstalowanym licznikiem okraszonym opisem: „Od ostatniej wygranej trenera Rafała Góraka w lidze upłynęło…”. Dziś to już ponad 161 dni. Na początku listopada GKS ograł Chojniczankę 3:0. Potem był w stanie zremisować z Bruk-Betem, Podbeskidziem, Sandecją i Arką, a ulegając ŁKS-owi, Zagłębiu, Wiśle, Resovii i wspomnianej Odrze umiejscowił się na ostatnim miejscu w tabeli rundy rewanżowej.

Co ciekawe, Rafałowi Górakowi zdarzały się w Katowicach już równie złe serie. Dziewięcioma meczami bez zwycięstwa… zaczynał swoją pierwszą tu kadencję, czyli sezon 2011/12. Po drodze uległ w Pucharze Polski II-ligowej wtedy Puszczy Niepołomice po serii karnych, a wygranej doczekał się w 9. kolejce, 14 września, po rozbiciu 5:0 Górnika Polkowice.

9 występów bez pełnej puli zdarzyło się też „górakowej” GieKSie na przełomie sezonów 11/12 i 12/13. Zaczęła się w w maju w Szczecinie, obejmowała nawet pucharową porażkę 2:4 z Lubońskim KS, zawierała takich rywali jak Warta, Piast, Sandecja, ŁKS, Cracovia czy Łęczna, a skończyła – we wrześniu przy Bukowej z Kolejarzem Stróże, pokonanym 2:0 po dublecie Przemysława Pitrego, Chcąc znaleźć gorszą od obecnej ligową serię GKS-u w jednym sezonie, trzeba jednak cofnąć się w czasie sporo. Aż do ostatniego sezonu w ekstraklasie, czyli 2004/05, gdy targany problemami klub żegnał się z hukiem z elitą, nie wracając do niej po dziś dzień.

Od październikowej wygranej z Cracovią po golu Stanisława Wróbla z karnego do majowego zwycięstwa 2:0 z Zagłębiem Lubin (trafienia Tadeusza Bartnika i Wojciecha Krauzego), zespół prowadzony najpierw przez Mieczysława Broniszewskiego, a następnie Jana Furtoka, nie znalazł sposobu na 11 kolejnych rywali: Legię, Górnika, Wisłę, Groclin, Polonię W., Łęczną, Lecha, Płock, Pogoń oraz Amikę. Ta zła seria była nawet dłuższa – tuzin spotkań – gdyby uwzględniać jeszcze fazę grupową (kto pamięta tego potworka?) Pucharu Polski.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Katowiczanie bliżej 11. miejsca

Siatkarze GKS-u Katowice udanie rozpoczęli rywalizację o 11. miejsce w PlusLidze na zakończenie sezonu 2022/2023. We własnej hali nie dali większych szans PGE Skrze Bełchatów. Śląska ekipa pokonała podopiecznych Andrei Gardiniego w czterech setach. Spotkanie rewanżowe odbędzie się w najbliższy wtorek w Bełchatowie.

Atak z szóstej strefy Lukasa Vasiny otworzył czwartkowy pojedynek. Chociaż po kontrataku Wiktora Musiała Skra prowadziła 4:2, skuteczne zagranie Damiana Domagały i błąd Kooya wyrównały wynik (4:4). W kolejnych akcjach zespoły wymieniały się celnymi zagraniami, rezultat pozostawał na styku. Gdy przechodzącą piłkę skończył Dawid Gunia, Skra odskoczyła na 13:11 i o czas poprosił trener Słaby. W kolejnych akcjach skutecznie atakowali Sebastian Adamczyk i Jakub Szymański, a wynik ponownie się wyrównał (13:13). Gra nie miała większego tempa. Ze zmiennym szczęściem atakował Szymański. Raz za razem swoje akcje kończył Musiał. W końcówce po raz kolejny katowiczanie odrobili straty, przy stanie 21:21 interweniował trener bełchatowian. Chociaż po ataku Szymańskiego GKS miał piłkę setową, za sprawą zagrania Bartłomieja Janusa goście doprowadzili do gry na przewagi. Skrze nie udało się odwrócić biegu seta. Atak Domagały i as Szymańskiego dały ostatnie punkty katowiczanom.

Druga partia od początku toczyła się punkt za punkt. Większość akcji kończyła się w pierwszym uderzeniu. Żaden z zespołów nie był w stanie zbudować znacznej przewagi, zdarzały się błędy w polu zagrywki. Z czasem sytuacja na boisku nie ulegała zmianie. Po trzech z rzędu asach Domagały GKS wyszedł na prowadzenie 13:11 i o czas poprosił trener Gardini. Atak Guni i błędy gospodarzy pozwoliły bełchatowianom złapać kontakt punktowy (15:14). W kolejnych akcjach nieznaczna przewaga siatkarzy z Katowic utrzymywała się. Swoje akcje kończył Musiał (20:18). Gdy w końcówce przedłużoną wymianę zamknął celnym zagraniem z prawego skrzydła atakujący Skry, interweniował trener Słaby (21:20). Atak Szymańskiego i as Adamczyka skłoniły szkoleniowca gości do poproszenia o czas (23:20). Po przerwie podwójny blok zatrzymał Domagałę. Bełchatowianie tym razem nie zdołali odrobić wszystkich strat. Kontratak Gonzalo Quirogi zamknął seta.

W trzeciej odsłonie początkowo prowadzili goście, po nieudanym ataku Domagały Skra miała dwa punkty przewagi – 3:1. Gospodarze szybko odrobili straty i po asie Quirogi wyszli na prowadzenie 5:4. Akcje były krótkie, a wynik wciąż oscylował wokół remisu. Żaden z zespołów nie był w stanie wyjść na wyraźne prowadzenie. Skutecznymi zagraniami wymieniali się Domagała i Musiał (13:14). Trwała gra punkt za punkt, pojedyncze pomyłki nie wpływały znacząco na wynik. W końcówce po zerwanym ataku Szymańskiego interweniował trener Słaby (18:20). Po czasie katowiczanie walczyli, ale nie zdołali odrobić powstałych strat. Atak z szóstej strefy Vasiny i zagranie z przechodzącej piłki Miticia dały ostatnie punkty gościom.

Otwarcie seta numer trzy należało do gospodarzy, którzy szybko wyszli na prowadzenie 5:2. Kolejne ataki Kooya pozwoliły Skrze wyrównać, jednak po serii przy zagrywkach Quirogi ponownie przewagę odbudowali gospodarze (7:7, 10:7). Dopiero po przerwie dla trenera Gardiniego skutecznie zaatakował Janus. Po obu stronach siatki nie brakowało błędów. Gdy zablokowany został Musiał, ponownie interweniował bełchatowski szkoleniowiec (14:10). Gospodarze grali konsekwentnie utrzymując przewagę. Raz za razem punktował Domagała (17:13). Goście nie poddawali się, skutecznie funkcjonował bełchatowski blok. Gdy nie przebił się przez niego Szymański, interweniował trener Słaby (19:17). Przyjezdni walczyli do końca, jednak nie zdołali odrobić wcześniej powstałych strat. Po ataku Musiała Skra obroniła pierwszą piłkę setową. W kolejnej akcji Vasina zaserwował w aut, kończąc spotkanie.

MVP: Damian Domagała

GKS Katowice – PGE Skra Bełchatów  3:1 (26:24, 25:21, 22:25, 25:21)

 

HOKEJ

hokej.net – Ranking frekwencji w Europie: Najlepsze polskie kluby w drugiej setce

Średnia widownia na meczach Polskiej Hokej Ligi w ostatnim sezonie minimalnie wzrosła w porównaniu z poprzednimi rozgrywkami. W europejskim rankingu frekwencji trzy polskie kluby zmieściły się w drugiej „setce”.

Sojusz Europejskich Klubów Hokejowych opublikował raport na temat frekwencji na meczach ligowych w ostatnim sezonie zasadniczym na Starym Kontynencie. Jego częścią jest ranking klubów i lig pod względem liczby widzów na meczach.

Wynika z niego, że w porównaniu z poprzednim sezonem średnia liczba kibiców na spotkaniach polskiej ligi wzrosła, ale minimalnie, bo tylko o 2,74 %. W liczbach jest to wzrost o 23 widzów – z 848 do 871. PHL w rankingu najwyższych klas rozgrywkowych w Europie zajęła pod względem frekwencji 15. miejsce.

W rankingu klubowym sklasyfikowano aż 359 klubów. Najwyższe miejsce wśród polskich zajął Marma Ciarko STS Sanok, który uplasował się na 188. pozycji ze średnią frekwencją 1 582 widzów. W drugiej „setce” są jeszcze sąsiadujące ze sobą – odpowiednio – na 196. i 197. miejscu TAURON Re-Plast Unia Oświęcim i GKS Tychy.

Co ciekawe, tych dwóch wielkich rywali różnił… jeden kibic. Średnia frekwencja na meczach w Oświęcimiu wyniosła bowiem 1 436, a w Tychach 1 435.

Kolejne polskie kluby zajęły miejsca: KH Energa Toruń 251., Comarch Cracovia 264., GKS Katowice 282., JKH GKS Jastrzębie 285., Zagłębie Sosnowiec 289., a Podhale Nowy Targ 310.

Przed rokiem i polskie kluby, i nasza liga były w rankingu wyżej, ale miało to związek z luźniejszymi w Polsce niż w wielu innych krajach ograniczeniami liczby widzów na meczach w związku z pandemią Covid-19. PHL zajmowała wówczas 12. miejsce, w rankingu klubowym 5 drużyn z naszego kraju znalazło się w drugiej „setce”, a najwyżej notowany STS Sanok był na 130. pozycji.

Na czele klasyfikacji od lat niewiele się zmienia. Wciąż najwięcej ludzi w Europie chodzi na mecze w Szwajcarii. Frekwencja w National League wzrosła o ponad 14 % w porównaniu z poprzednim sezonem, jeszcze częściowo dotkniętym ograniczeniami liczby widzów z powodu pandemii.

7 005 widzów średnio na meczach w szwajcarskiej ekstraklasie to drugi najwyższy wynik w historii rankingu. Rekord ustanowiła ta sama liga w ostatnim przedpandemicznym sezonie 2019-20 z wynikiem 7 074 fanów.

Drugie miejsce ze swoją rekordową frekwencją 5 964 zajęła szwedzka SHL, a trzecie niemiecka DEL, której mecze oglądało w ostatnim sezonie zasadniczym średnio 5 879 fanów.

Najchętniej oglądaną z trybun drugą klasą rozgrywkową w Europie jest szwedzka Hockey Allsvenskan ze średnią frekwencją 2 827, tuż przed niemiecką DEL z wynikiem 2 437. Więcej widzów niż na mecze PHL przychodzi na drugie ligi także w Szwajcarii, Czechach i Rosji (Wyższa Liga).

Na szczycie rankingu klubowego niezmiennie pozostaje szwajcarski klub SC Berno, choć trwający od 3 lat kryzys drużyny „Niedźwiedzi” odbija się na frekwencji. Ta spadła o ok. 1,5 tys. od czasu sprzed pandemii, ale wynik 14 750 widzów na mecz wystarczył, by już po raz 22. z rzędu móc się pochwalić największą widownią w Europie.

Na 2. miejsce z 7. awansował niemiecki klub Kölner Haie, który w 2001 roku był ostatnim innym niż SC Berno liderem rankingu. „Rekiny” z Kolonii w ostatnim sezonie dopingowało z trybun średnio 13 901 widzów. Trzecią pozycję zajął rosyjski Awangard Omsk.

W pierwszej „dziesiątce” klubowego zestawienia znalazło się 3 przedstawicieli Niemiec, po 2 Czech, Rosji i Szwajcarii oraz jeden ze Szwecji.

Raport pokazuje, że hokej jest sportem halowym z najwyższą frekwencją w Europie, a działacze cieszą się, że po zdjęciu ograniczeń covidowych liczba widzów wróciła do poziomu znanego z czasów przed pandemią.

– Ostatni sezon zasadniczy pokazał, że definitywnie mamy efekty pandemii za sobą – mówi Denis Vaucher, prezes szwajcarskiej National League i związku europejskich lig hokejowych Hockey Europe. – Jako Szwajcar jestem oczywiście bardzo szczęśliwy, że National League jest na czele zarówno na liście lig, jak i klubów. Ale też szwedzka SHL ustanowiła nowy rekord łącznej frekwencji. A nawet ważniejsze jest całkowite odbicie się europejskiego hokeja klubowego po Covid-19.

Ranking frekwencji lig europejskich (plus Liga Azjatycka):

1. Szwajcaria (NL) – 7 005 widzów

2. Szwecja (SHL) – 5 964

3. Niemcy (DEL) – 5 879

4. Czechy (Extraliga) – 5 582

5. Rosja (KHL) – 5 433

6. Finlandia (Liiga) – 4 334

7. Wielka Brytania (EIHL) – 3 182

8. Austria (ICEHL) – 2 343

9. Słowacja (Extraliga) – 2 305

10. Francja (Ligue Magnus) – 2 148

11. Norwegia (Fjordkraft) – 1 865

12. Dania (Metal Ligaen) – 1 632

13. Białoruś (Ekstraliha) – 918

14. Japonia/Korea Południowa (Liga Azjatycka) – 883

15. POLSKA(PHL) – 871

16. Węgry/Rumunia (Erste Liga) – 717

17. Holandia/Belgia (BeNeLiga) – 627

18. Austria/Włochy/Słowenia (Liga Alpejska) – 446

19. Łotwa/Litwa (OHL) – 343

20. Hiszpania (LNHH) – 299

21. Estonia (Hokiliiga) – 220*

22. Słowenia/Chorwacja/Serbia (IHL) – 126*

* w Słowenii i Estonii nie wszystkie kluby notują frekwencję

Ranking frekwencji klubów europejskich – Top 20 i miejsca polskich klubów:

1. SC Berno (Szwajcaria) – 14 750 widzów

2. Kölner Haie (Niemcy) – 13 901

3. Awangard Omsk (Rosja) – 11 527

4. ZSC Lions Zurych (Szwajcaria) – 11 459

5. Eisbären Berlin (Niemcy) – 11 278

6. SKA Petersburg (Rosja) – 10 969

7. Sparta Praga (Czechy) – 10 837

8. Adler Mannheim (Niemcy) – 10 225

9. Frölunda Göteborg (Szwecja) – 9 908

10. Dynamo Pardubice (Czechy) – 9 047

11. HC Fribourg-Gottéron (Szwajcaria) – 8 922

12. Dynama Mińsk (Białoruś/KHL) – 8 613

13. Ilves Tampere (Finlandia) – 8 216

14. Tappara Tampere (Finlandia) – 7 646

15. Düsseldorfer EG (Niemcy) – 7 615

16. Ak-Bars Kazań (Rosja) – 7 311

17. Färjestad Karlstad (Szwecja) – 7 296

18. IFK Helsinki (Finlandia) – 7 104

19. Lozanna HC (Szwajcaria) – 7 099

20. EV Zug (Szwajcaria) – 6 975

———————————————-

188. Marma Ciarko STS Sanok – 1 582

196. TAURON Re-Plast Unia Oświęcim – 1 436

197. GKS Tychy – 1 435

251. KH Energa Toruń – 807

264. Comarch Cracovia – 680

282. GKS Katowice – 538

285. JKH GKS Jastrzębie – 526

289. Zagłębie Sosnowiec – 492

310. TAURON Podhale Nowy Targ – 341

2 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

2 komentarze

  1. Avatar photo

    dzbanek

    18 kwietnia 2023 at 19:37

    2k to nawet nie jesteśmy w stanie pomieścić, ba nawet 1,5k.
    Tu jeszcze długo będziemy w końcówce rankingu.
    🙂

  2. Avatar photo

    Kato

    19 kwietnia 2023 at 08:52

    Dziewczyny idą po majstra? Całkiem możliwe, kibicuje z całego serca.
    Może być kolejna feta. Brawo!

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Hokej Podcasty

Wywiad z Bartoszem Fraszko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.

Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!

Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):

Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej

PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej

Posłuchaj archiwalne podcasty:

Z klepy

Jesteśmy dostępni także na Spotify:.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Dokąd zmierzacie Szoszoni?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 23 latach GKS Katowice wraca do Europy. Niezwykłym faktem jest to, że trafiając na tak bliskiego geograficznie rywala jak MŠK Žilina, GieKSa zagra w pucharach z przeciwnikiem oddalonym zaledwie jedną czwartą odległości od miejsca, w którym te puchary drużyna sobie w lidze zapewniła. Jeśli Baltika Kaliningrad nie wywalczyła kiedyś pucharów w ostatniej serii gier z Łucz Energią Władywostok, to zapewne próżno szukać takiej sytuacji w annałach europejskiej piłki.

W lidze wyjazd 150 kilometrów kwalifikujemy jako nie najbliższy, ale bliski. Przecież to mniej niż choćby do Wrocławia, a przecież tam to jest szast prast i jest się na miejscu. Tak więc logistycznie wypadło dla GKS idealnie – brak konieczności lotu, a i dla kibica jest to wycieczka bardzo łatwa. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie przekraczać granice w Zwardoniu, to odcinek autostrady D3 (Skalite – Svrčinovec) jest zamknięty i trzeba jechać wioseczkami i miasteczkami m.in. przez Oszczadnicę. Wiadomo – jeśli chodzi o przygodę dla kibiców, to lepszy byłby Hajduk, ale przygody zostawmy sobie po prostu na następne rundy.

MŠK Žilina to drugi po Slovanie Bratysława najbardziej utytułowany klub Słowacji. Został założony w 1908 roku pod węgierską – w wyniku madziaryzacji – nazwą Zsolnai Testgyakorlók Köre (Klub Gimnastyczny w Żilinie). Później nazwa zmieniana była kilkukrotnie, choć w latach 1919-1948 była bliska obecnej – ŠK Žilina. Zresztą tak samo nazywał się w latach 1990-1995 i właśnie wtedy dodana została literka „M”, czyli „Miejski”. Pierwsze sukcesy klub odniósł w latach 1928 i 1929 w nieoficjalnych rozgrywkach zdobywając Mistrzostwo Słowacji. To był czas, kiedy istniała Czechosłowacja i był okres, w którym najlepsze drużyny słowackie grały w fazie play-off o mistrzostwo łączonego kraju. W omawianych latach nie miało to jednak miejsca.

W lidze czechosłowackiej zespół grał przez 30 sezonów, a najwyższym miejscem z tamtego czasu było czwarte w sezonie 1946/47. Wielkimi zgłoskami zapisał się początek lat 60. W pierwszej w historii edycji Pucharu Czechosłowacji ówczesne Dynamo Żilina dotarło aż do finału, gdzie w Ołomuńcu uległo praskiej Dukli 0:3. Jako, że Dukla zdobyła mistrzostwo, Słowacy dostali przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam to zrobili niemałą furorę, dochodząc aż do ćwierćfinału, choć były to czasy, że aby dotrzeć na ten szczebel wystarczyło przejść… jedną rundę.

W dwumeczu Żilina trafiła na grecki Olympiakos. W pierwszym meczu w Pireusie goście mimo dwukrotnego tracenia prowadzenia, w 87. minucie jednak dopięli swego, gdy Julius David po raz trzeci trafił do siatki. W rewanżu Słowacy wygrali 1:0 po golu Vladimira Pisarika.

Prawdziwa bomba miała miejsce w ćwierćfinale. Dynamo trafiło na broniącą pucharu Fiorentinę i w pierwszym meczu to właśnie klub z Żiliny sensacyjnie wygrał to spotkanie 3:2, wprawiając w osłupienie byłego wicemistrza świata, węgierskiego trenera Nandora Hidegkutiego, mającego swego czasu swój epizod na ławce w… Stali Rzeszów. W rewanżu jednak faworyt odrobił straty i wygrał 2:0.

Ciekawostka! Bramkarzem Żiliny w tych spotkaniach był zawodnik nazywający się… František Plach. Tak, to nie przypadek – był to dziadek obecnego golkipera Piasta Gliwice, mającego to samo imię, co świadczy, że była to persona poważana i szanowana w rodzinie. Kontuzjowanemu od marca wnukowi słynnego dziadka życzmy dobrej rekonwalescencji i dalszego dochodzenia do siebie po marcowym urazie kolana.

W nowożytnej historii, czyli grze już w stricte w lidze słowackiej – po rozpadzie Czechosłowacji – MŠK Žilina odniosła sporo sukcesów. Siedmiokrotnie zdobyli mistrzostwo, choć pięć z tych tytułów przypadło na pierwszą dekadę XXI wieku. Dodatkowo dwukrotnie zdobyli Puchar Słowacji i cztery razy byli finalistą. To właśnie zdobycie pucharu w tym roku dało piłkarzom Pavola Staňo przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.

Pavol Staňo to postać w polskiej piłce aż nadto znana. Jako piłkarz rozegrał aż 243 mecze w ekstraklasie i zdobył 23 bramki. Występował w Polonii Bytom, Jagiellonii, Koronie, Podbeskidziu i Termalice.

W XXI wieku Słowacy zagrali niezliczoną ilość spotkań w europejskich pucharach. Raz nawet awansowali do Ligi Mistrzów, gdy w decydujących bojach dwukrotnie wygrali ze Spartą Praga, ale w grupie już poszło im fatalnie – przegrali wszystkie sześć meczów, a z Marsylią polegli u siebie aż 0:7. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to na pewno słowaccy kibice wspominają triumf na Villa Park w 2008 roku, kiedy to niedoceniany przybysz z Europy środkowej wygrał z Aston Villa 2:1, co oklaskiwał z ławki trenerskiej dobrze znany w Polsce Dusan Radolsky. Co ciekawe Żilina, która teraz przecież przegrała dwumecz z Hajdukiem, wyeliminowała Chorwatów w 2009 roku w eliminacjach do Ligi Europy. Z ciekawszych wyników na uwagę zasługuje zwycięstwo z luksemburskim Dudelange… 5:4 oraz niesamowita końcówka dwumeczu z Worskłą Połtawa z 2015 roku. Żilina w pierwszym spotkaniu wygrała 2:0, taki sam wynik, tyle że na korzyść Ukraińców był po 90 minutach rewanżu. W dogrywce Worskła strzeliła na 3:0, ale w doliczonym czasie goście ze Słowacji zdołali strzelić gola dającego awans – wtedy jeszcze bramki na wyjeździe były premiowane. Potem Żilina nawet wygrała pierwszy mecz z Athletikiem Bilbao 3:2 (przegrywając 0:2 do przerwy!), ale w rewanżu Baskowie ugrali 1:0.

W poprzednim sezonie doszło w końcu do starcia MŠK Žilina z polskim klubem, mianowicie Rakowem Częstochowa. Medaliki nie zostawiły złudzeń Słowakom wygrywając 3:0 u siebie i 3:1 na wyjeździe. W dwumeczu tym debiutował w europejskich pucharach Oskar Repka, dla którego pierwsze starcie było dopiero drugim meczem w ogóle w barwach Rakowa, po inauguracji przeciw GKS Katowice. Choć proforma dodajmy, że w 1997 roku Żilina zmierzyła się w Pucharze Intertoto z Odrą Wodzisław, a było to o tyle ciekawe, że teoretycznie niemająca szans na Puchar UEFA Odra została właśnie zgłoszona do rozgrywek „Pucharu Lata”. Intertoto odbywało się wówczas jeszcze w trakcie trwania poprzedzającego sezonu i na finiszu ligi wodzisławianie jednak do Pucharu UEFA się dostali – kosztem GieKSy. Odra zremisowała z Żiliną 0:0, a trenerem gości było – co za zaskoczenie – Dusan Radolsky.

1 maja 2026 MŠK Žilina zdobyła swój trzeci Puchar Słowacji. W rozegranym u siebie, czyli na Stadioniem pod Dubnom, drużyna wygrała z FC Košice 3:1. Bramki zdobyli Michal Fasko, Filip Kasa i Marko Roginić. Tym samym trofeum wróciło do Żiliny po 14 latach. Co ciekawe z rywalem z Koszyc zespół zmierzy się w pierwszej kolejce nowego sezonu i pojedynek ten odbędzie się pomiędzy dwoma meczami z GKS Katowice.

Przez lata przewinęło się przez ten klub wielu nie tylko znanych zawodników, ale przede wszystkim znanych nam – polskim kibicom. Z racji bliskości do polskiej granicy, wielu słowackich zawodników czy trenerów mieliśmy okazję gościć na terytorium naszego kraju, ale przecież też Polacy zaznaczyli swój ślad w klubie spod Małej Fatry.

Obecnie barw słowackiego klubu broni Fabian Bzdyl, młodzian z Cracovii, który jednak nie miał okazji zagrać na Nowej Bukowej w przegranym przez Pasy 1:2 meczu. W przeszłości w Żilinie grał jeszcze Dawid Kurminowski i robił tam niemałą furorę – strzelając w 52 meczach aż 27 bramek i mając na koncie tytuł króla strzelców w sezonie 2020/21 z 19 trafieniami na koncie. No i największa obecnie gwiazda Jakub Kiwior, który z Železiarne Podbrezová trafił właśnie do Żiliny i rozegrał tam 50 meczów. Dobre występy zaowocowały transferem do Spezii, a potem piłkarz zdobył kontrakt życia w Arsenalu. Obecnie broni barw FC Porto.

A piłkarze, którzy grali w Żilinie oraz w polskich rozgrywkach: Aleš Besta strzelił nam kiedyś bramkę w meczu Górnika z GieKSą, gdy rozpoczynała się i umacniała ówczesna zgoda, a na Roosevelta, na starym jeszcze stadionie, przy 20 tysiącach kibiców mieliśmy piłkarskie święto. W Polsce grali lub grają przecież Wahan Biczachczjan, Roman Gergel, Ľubomír Guldan, Róbert Jež, Dušan Kuciak, Samuel i Patrik Mrázowie, Ján Mucha, Róbert Pich, František Plach, Ivan Trabalik czy Kristian Vallo.

Zdecydowanie największą karierę w światowej piłce zrobił Milan Škrinjar, reprezentant Słowacji, wychowanek tego klubu, który rozegrał niemal dwieście meczów w Interze Mediolan, a grał też w PSG. Zawodnik obecnie gra w Fenerbahçe i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Polscy kibice mogą pamiętać Stanislava Sestaka, który niegdyś w Bratysławie w dwie minuty strzelił dwie bramki reprezentacji Polski w eliminacjach do Mundialu 2010 odwracają losy spotkania. No i oczywiście Martin Dúbravka, wieloletni bramkarz Newcastle United. Ostatnio grał w Burnley, a pod koniec czerwca został ogłoszony zawodnikiem Tottenhamu.

MŠK Žilina ma też powiązania z GieKSą. Jedno przeszłe, jedno obecne. Oliver Praznovsky grał w GKS przez dwa sezony. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w formie był zawodnikiem bardzo solidnym. Katowicki Senderos strzelił cztery bramki dla naszego zespołu. Potem m.in. przez cztery lata grał w Chrobrym Głogów. No i obecny zawodnik – Marko Roginić. Chorwat w GieKSie był przez półtora sezonu i rozegrał 43 mecze zdobywając zawrotne 3 bramki – przeciw ŁKS, Łęcznej i Tychom – co ciekawe wszystkie na wyjeździe. Potem właśnie trafił do zespołu z Lubelszczyzny.

Nazwa stadionu MŠK Žilina wprost nawiązuje do wzgórza Dubeň znajdującego się nieopodal – po drugiej stronie rzeki Wag, a widocznego z samego obiektu. Analogicznie więc z wieży widokowej na górze tejże, widać stadion, jak i całą piękną panoramę miasta. Na tym jednak widoki się nie kończą, gdyż Żilina znajduje się nieopodal Małej Fatry ze swoimi wysokimi szczytami i bardzo wymagającymi podejściami na Wielki Krywań, Stoh czy Wielki Rozsutec, szpizczastą górę widoczną świetnie choćby z naszej Magurki Radziechowskiej w Beskidzie Żywieckim. Swoją drogą obiekt ten tak do złudzenia przypomina stadion Górnika Łęczna, że wspomniany Roginić, gdy zmieniał barwy klubowe musiał mieć w głowie niezłe zamieszanie i zastanowienie, czy aby na pewno transfer doszedł do skutku i nadal nie dźwięczyły mu w głowie tony głosu Krzysztofa Cugowskiego.

Drużyna i trenerzy Żiliny mieli duże aspiracje przed meczami z Hajdukiem. Pavol Staňo zapowiadał, że zespół chce grać swoją i odważną piłkę. Czy jednak te słowa mogły się ziścić? Piłkarze ze Słowacji w Splicie nie zaprezentowali się najlepiej, choć mimo to mieli swoje stuprocentowe okazje, których nie wykorzystali Hranica i Roginić, a jeden z obrońców Hajduka nieomal zaliczył „estońską sztuczkę”, bo bramkarz znajdował się za światłem bramki, ale po przeciwległej stronie i podanie do pustaka… minimalnie minęło lewy słupek. Tak, chorwacki obrońca zrobił to co należy, czyli nie zagrał w światło bramki, ale serce kibicom Torcidy podeszło do gardła, a nasi południowi sąsiedzi mieli nadzieję. Märtenowi Kuuskowi życzymy wszystkiego dobrego w barwach Dumy Stolicy!

Fani z Żiliny nie byli pocieszeni. W sieci pojawiło się utyskiwanie na postawę zespołu w tym meczu, ale też kibice zwracali uwagę na szerszy kontekst, czyli zarówno brak wzmocnień, jak i kontynuację słabej gry z końcówki poprzedniego sezonu.

„Kpiną jest to, że na Europę nie zostało wystawione ani jedno wzmocnienie, ale to nie jest niespodzianka w ostatnich latach”

„Wynik z przebiegu meczu powinien brzmieć 6:1. Zero obrony”

„Możemy się cieszyć, że z tak nędzną grą, mamy taki wynik. Z drużyny, która miała tytuł w garści, zajęliśmy czwarte miejsce na wiosnę, a puchar był cudem”

„Strasznie słaby występ wczoraj. Atak to katastrofa, Roginič i Faško wypadli z formy, czuję się jakbyśmy ich tam nie mieli”

„Žilina = obolałe oczy, nieszczęście”.

Trudno się dziwić frustracji kibiców, bo rzeczywiście – mimo, że drużyna awansowała do pucharów, to wiosna do dobrych nie należała. Sezon zasadniczy (22 kolejki) Żilina zakończyła na 3. miejscu z sześciopunktową stratą do lidera. Bilans 11-7-4 nie wyglądał najgorzej. Grupa mistrzowska to jednak były cztery zwycięstwa i sześć porażek. W ostatnich pięciu kolejkach sezonu drużyna przegrała czterokrotnie. To skutkowało wypadnięciem poza podium i strefę pucharów, dlatego tak ważne było zdobycie Pucharu Słowacji.

Patrząc na składy z meczu z Rakowem sprzed roku, widać, że w zespole doszło do kilku przetasowań. W pierwszym meczu grało czterech, a w drugim pięciu zawodników, których już w klubie nie ma. Przede wszystkim odszedł młody, zdolny Ghańczyk Samuel Gidi, który trafi do Cincinati i w Major Leauge Soccer rozegrał już (na raty – 2 pobyty) 23 mecze, grając m.in. przeciw takim gwiazdom jak Leo Messi. To była ważna postać, bo w Żilinie zawodnik rozegrał ponad sto meczów. No ale odeszli też tacy piłkarze jak Ľubomír Belko (Viking), Samuel Kopásek (Pardubice, a dosłownie wczoraj wypożyczony do Lechii Gdańsk), Adrián Kaprálik (Holstein Kiel) czy Dávid Ďuriš (Rosenborg).

Popularni Szoszoni kilka lat temu nie mogli być jednak pewni, że ich klub nadal będzie znajdował się na piłkarskiej mapie Słowacji. Krótko bowiem po ogłoszeniu w Europie pandemii, trzy tygodnie po przerwaniu rozgrywek – MŠK Žilina ogłosiła komunikat z enigmatycznym określeniem „postawienia klubu w stan likwidacji”. Powodem była fatalna sytuacja finansowa. Klub w związku z nią chciał obciąć siedemnastu najlepiej zarabiającym piłkarzom aż 80 procent pensji, na co zawodnicy nie chcieli przystać, choć byli gotowi na zrzeczenie się pewnej części wynagrodzenia. W związku z odmową piłkarze dostawali wypowiedzenia. Problem polegał na tym, że klub nie ogłaszał bankructwa, chciał po prostu ogarnąć finanse – sportowo w przypadku powrotu do rozgrywek, drużyna miałaby do nich przystąpić, tylko grając juniorami, ewentualnie tymi, którzy zgodziliby się na drastyczną obniżkę apanaży i zostali w klubie. Nasi Kurminowski i Kiwior byli wówczas młodymi zawodnikami, więc ich tak drastyczna obniżka pensji nie dotyczyła i w klubie zostali. Jednym z tych, który odszedł był obecny bramkarz Piasta Gliwice, który trafił do klubu w obliczu kontuzji Placha – Dominik Holec, który sam głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tej 80-procentowej obniżki. Natomiast, że stara miłość nie rdzewieje pokazali inni zawodnicy, którzy wówczas rzeczywiście z klubu odeszli, ale dziś po kilku latach znów bronią barw MŠK Žilina – jak choćby Filip Kasa czy kapitan Miroslav Kacer.

A dlaczego w ogóle MŠK Žilina to Szoszoni? Przydomek i maskotka nawiązują do grupy plemion indiańskich. Plemiona te zamieszkujące m.in. tereny dzisiejszych stanów Wyoming i Idaho, zajmowały się głównie łowiectwem i zbieractwem. Ich głównym pożywieniem były orzeszki piniowe, ale ci, którzy mieli zdolność polowania, próbowali zdobyć zające wielkouche, ale także sarny, bizony czy antylopy. Była to grupa uboga, wedle relacji amerykańskich i brytyjskich traperów nie stanowili mocnej siły w tym regionie. Dodatkowo dochodziło do starć i nieporozumień ze względu na wybijanie przez traperów populacji bobra, która to była dla Szoszonów m.in. źródłem odzieży. Rząd USA próbował ogarnąć sytuację, stworzyć rezerwaty i dostarczać im środki na przetrwanie, ale wyglądało to różnie, a na pewno dość szorstko i dochodziło na tym tle do wielu nieporozumień.

Co ciekawe nie tylko amerykańskie, ale i afrykańskie wątki dotyczą naszego najbliższego rywala. W 2018 roku założono bowiem w Ghanie filię MŠK Žilina, mianowicie MŠK Žilina Africa FC. Klub zlokalizowany jest w Labadi na przedmieściach Akry i występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. W zakończonym sezonie zespół w czterozespołowej grupie play-off o awans zajął trzecie miejsce, w niefortunnym układzie punktów 6-6-6-0 (Czesław Michniewicz na Euro U-21 nie lubi tego). Drużyna wygrała dwa mecze i jeden przegrała, ale bilans bramkowy 2:2 nie pozwolił wywalczyć awansu na zaplecze. Między klubem-matką, a ghańską filią rzadko dochodziło do wymian piłkarzy, ale wspomniany wcześniej Samuel Gidi był właśnie tą perełką wyłowioną z afrykańskiego kraju. Zawodnik przyjął słowackie obywatelstwo i zagrał sześć meczów w młodzieżówce.

Swoją drogą nazwy trzecioligowych ghańskich drużyn są… specyficzne. True Life, Prestige, Immigration, Ghana Army, Third World, Still Believe, John Paintsil czy Mobile Phone People raczej przywołują skojarzenia z rozgrywek Red Boxa lub innych lig szóstek. Dla młodszych i niewtajemniczonych kibiców przypomnę, że np. John Painstil to po prostu były reprezentant Ghany w piłce nożnej, uczestnik Mundialu w 2006. Natomiast jeśli chodzi o filię lub (?) fancluby (?) to można tam znaleźć także choćby… Schalke 04 czy Besiktas Berlin.

Wróćmy do dwumeczu z Hajdukiem. W rewanżu Żilina zaczęła grać, ale… zbyt późno. Kiedy Van Hoorenbeeck strzelał dla gości bramkę do szatni, wydawało się, że wszystko jest pozamiatane. Pogoń Żiliny zakończyła się strzeleniem dwóch bramek, z czego tej drugiej w doliczonym czasie gry. Na więcej nie starczyło czasu. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Roginić, natomiast dwukrotnie zawodnik ten tak szpetnie zmarnował stuprocentowe sytuacje, że naprawdę trudno się dziwić komentarzowi jednego z fanów zespołu: „Ale ten chłopak to drewno!”.

Kibice zwracali uwagę na dobrą postawę w drugiej połowie.

„Gdyby grali tak, jak przez ostatnie 30 minut to skończyłoby się 4:1”

„Dlaczego od początku nie grał Bzdyl?”.

Prawda. Fabian zastąpił kapitana Miroslav Káčera i wniósł mnóstwo ożywienia dla gry zespołu. Wypracował drugiego gola.

Kapitan zespołu Miroslav Káčer powiedział, że ma nadzieję, że w kolejne rundzie z tych sytuacji, które sobie wykreują, bramki będą już strzelać. Obrona GKS musi się więc mieć na baczności.

Bardzo ciekawy komentarz zawarł jeden z kibiców, który patrzy na szerszy kontekst:

„Po zwycięstwie w Pucharze Słowacji pan Antošík zapowiadał: „Tym razem chcemy odnieść sukces w Europie. Sprowadzimy dwóch nowych zawodników!”. Tymczasem znów zamieniliście to w przedsięwzięcie czysto biznesowe. Wystawialiście do gry piłkarzy, których chcieliście sprzedać. Z Polakami też odpadniecie, a potem nastąpi kolejna wyprzedaż – dokładnie tak jak ostatnim razem. Czy dziwi was, że cała Żylina i okolice kompletnie nie interesują się waszą drużyną piłkarską?”.

To daje obraz, że kibice są niezadowoleni nie tylko z braku wzmocnień, ale z permanentnych osłabień, ba – niektórzy przewidują odejścia zawodników jeszcze przed dwumeczem z GieKSą. Ktoś inny napisał:

„Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz Polacy wygnają nas z europejskich pucharów”

Całość pokazuje, że mimo triumfu w krajowym pucharze, nastroje kibiców w kontekście kilku ostatnich lat najlepsze nie są. Systematyczne porażki w pierwszych rundach europejskich pucharów są dla żilinian frustrujące. Mają oni nadzieję na przejście GKS, jednak zdania są podzielone – jedni uważają rewanżowy mecz z Hajdukiem za dobry prognostyk, inni mają dość sporo defetyzmu i przewidują porażkę.

Czy Adam Zreľák zagra przeciw swoim rodakom to zawsze jest niewiadoma, ale w przeszłości miał już tę okazję. W barwach Rużomberoka strzelił przeciwko Żilinie gola i zaliczył asystę.

Dla GKS Katowice europejskie puchary to wielka niewiadoma. Dodatkowo katowiczanie nie trafiają na amatorów z San Marino czy Andory, jak to kiedyś bywało w przypadku polskich drużyn we wczesnych fazach. Trafiamy na drużynę z regionu, niesłabą i też nieprzesadnie mocną. Wydaje się, że liga słowacka jest nieco słabsza od polskiej, co by dawało pewną przewagę naszej drużynie. Z drugiej strony rywale są na europejskiej arenie dość ograni. Nie ma więc chyba co dywagować, kto jest faworytem tej potyczki. Na pewno rywal jest w zasięgu, a dwumecz Rakowa z poprzedniego roku wyraźnie to pokazał.

Źródła:
Wikipedia PL
Wikipedia EN
https://igol.pl/msk-zilina-likwidacja-co-oznacza/
Transfermarkt
https://sciezkimojegoswiata.pl/2020/09/26/vyhliadkova-veza-duben-czyli-wieza-widokowa-w-zylinie/
90minut.pl
https://www.mskzilina.sk/
Facebook – MŠK Žilina
Foto: https://img.uefa.com/imgml/stadium/uw/65053.jpg

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Bliżej Żiliny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Hajduk Split wygrał w pierwszym meczu pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy z MSK Żilina 2:0. Przegrany tego dwumeczu będzie rywalem GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji.

Pierwszą bramkę zdobył w 22. minucie Roko Brajković, pięknym technicznym strzałem z kilkunastu metrów pokonując Jakuba Badzgona. Drugie trafienie zaliczył Dalisson, który przeprowadził indywidualną akcję i płaskim strzałem zza pola karnego podwyższył prowadzenie swojego zespołu.

Hajduk był zespołem dominującym i stworzył sobie jeszcze kilka sytuacji, jednak Żilina również miała swoje okazje – m.in. znakomitych sytuacji sam na sam nie wykorzystali Timotij Hranica i Marko Roginić.

Rewanż odbędzie się w czwartek 16 lipca o 20:30 w Żilinie.

Pierwszy mecz drugiej rundy eliminacji Ligi Konferencji GKS Katowice rozegra na wyjeździe 23 lipca.

Hajduk Split – MSK Żilina 2:0
Bramki: Brajković (22), Dalisson (49).
Hajduk: Silić – Acapandie, Maresić, Van Horenbeeck, Hrgović, Brajković (79. Hodak), Pajaziti, Pukstas, Dalisson (79. Del Moral), Melnjak (73. Huram), Sego (86. Livaja).
Żilina: Badzgon – Paliscak, Kasa (63. Minarik), Narimanidze, Hranica (82. Datko), Kaceer (71. Adang), Bzdyl, Kasko (63. Ilko), Kosa (63. Florea), Bari, Roginić.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga