Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
“Twierdza Bukowa” ponownie obroniona
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Po przerwie związaną z meczami kobiecej reprezentacji Polski, Orlen Ekstraliga wznowiła rozgrywki. Nasza drużyna wygrała w kolejnym (17 kolejka) spotkaniu ligowym z KKP Bydgoszcz 2:0 (1:0). Następny mecz zespół rozegra na wyjeździe ze Sportową Czwórką Radom w sobotę, 22 kwietnia o godzinie 12:00. Drużyna męska, rozegrała w minionym tygodniu dwa spotkania: z Odrą Opole, przegranym 0:2 (0:2) oraz z Górnikiem Łęczna, wygranym 2:0 (2:0). Prasówkę po tych meczach znajdziecie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ. Piłkarze kolejne spotkanie rozegrają w Tychach z GKS-em, w niedzielę, 23 kwietnia o godzinie 12:40.
Siatkarze rozegrali pierwsze ze spotkań o zajęcie 11-12 miejsca PlusLigi, w którym wygrali 3:1 ze Skrą Bełchatów. Kolejne spotkanie zaplanowano na wtorek 18 kwietnia w Bełchatowie. Drużyny grają do dwóch zwycięstw.
Trwa podsumowanie sezonu w Polskiej Hokej Lidze: frekwencja na lodowiskach była minimalnie wyższa w porównaniu do sezonu 2021/22.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – “Twierdza Bukowa” ponownie obroniona
“Twierdza Bukowa” miała dzisiaj trudne zadanie. Liderujące rozgrywkom przez większą część sezonu piłkarki GKS Katowice mierzyły się ze Sportisem KKP Bydgoszcz. Bydgoszczanki potrzebują punktów jak ryba wody, zaś podopieczne Karoliny Koch wysyłają jasny sygnał, że celem jest złoty medal w tym sezonie.
Pierwsze 45. minut nie było porywającym widowiskiem Pomimo kilku ciekawych sytuacji z obu stron żadnej z drużyn nie udało się pokonać Kingi Seweryn z Katowic ani Moniki Walaszek z Bydgoszczy. Dopiero w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry pierwszej połowy na rajd zdecydowała się Kamila Tkaczyk, wyłożyła piłkę do Nicoli Brzęczek a ta ostatnia pokonała dobrze spisującą się jak do tej pory Walaszek.
W drugiej połowie jedynym wartym uwagi zdarzeniem była bramka Kamili Tkaczyk. Bramka, dodajmy, wielkiej urody. Pomocniczka gospodyń uderzyła wspaniale i pokonała Walaszek. Strzałów i ładnych akcji kibice przy ulicy Bukowej za wiele nie oglądali. Podopieczne Karoliny Koch wykonały zadanie i znów “Twierdza Bukowa” się obroniła.
sportdziennik.com – Najgorsza seria od 18 lat
Ostatnio katowiczanie równie długo czekali na zwycięstwo, gdy grali jeszcze w ekstraklasie.
Do sobotniego (20.00) spotkania z Górnikiem Łęczna katowiczanie przystąpią po serii 9 meczów bez wygranej. Po wtorkowej porażce z Odrą Opole (0:2) kibice dość ironicznie pytali na konferencji prasowej za pośrednictwem redakcji swojej strony internetowej, w jaki sposób trener Rafał Górak zaprosiłby na kolejny mecz przy Bukowej i czy pamięta ostatnie zwycięstwo GieKSy. – Tak, pamiętam – odparł szkoleniowiec, którego odejścia trybuny domagają się coraz głośniej. W internecie założona została nawet strona licznik-goraka.pl, z zainstalowanym licznikiem okraszonym opisem: „Od ostatniej wygranej trenera Rafała Góraka w lidze upłynęło…”. Dziś to już ponad 161 dni. Na początku listopada GKS ograł Chojniczankę 3:0. Potem był w stanie zremisować z Bruk-Betem, Podbeskidziem, Sandecją i Arką, a ulegając ŁKS-owi, Zagłębiu, Wiśle, Resovii i wspomnianej Odrze umiejscowił się na ostatnim miejscu w tabeli rundy rewanżowej.
Co ciekawe, Rafałowi Górakowi zdarzały się w Katowicach już równie złe serie. Dziewięcioma meczami bez zwycięstwa… zaczynał swoją pierwszą tu kadencję, czyli sezon 2011/12. Po drodze uległ w Pucharze Polski II-ligowej wtedy Puszczy Niepołomice po serii karnych, a wygranej doczekał się w 9. kolejce, 14 września, po rozbiciu 5:0 Górnika Polkowice.
9 występów bez pełnej puli zdarzyło się też „górakowej” GieKSie na przełomie sezonów 11/12 i 12/13. Zaczęła się w w maju w Szczecinie, obejmowała nawet pucharową porażkę 2:4 z Lubońskim KS, zawierała takich rywali jak Warta, Piast, Sandecja, ŁKS, Cracovia czy Łęczna, a skończyła – we wrześniu przy Bukowej z Kolejarzem Stróże, pokonanym 2:0 po dublecie Przemysława Pitrego, Chcąc znaleźć gorszą od obecnej ligową serię GKS-u w jednym sezonie, trzeba jednak cofnąć się w czasie sporo. Aż do ostatniego sezonu w ekstraklasie, czyli 2004/05, gdy targany problemami klub żegnał się z hukiem z elitą, nie wracając do niej po dziś dzień.
Od październikowej wygranej z Cracovią po golu Stanisława Wróbla z karnego do majowego zwycięstwa 2:0 z Zagłębiem Lubin (trafienia Tadeusza Bartnika i Wojciecha Krauzego), zespół prowadzony najpierw przez Mieczysława Broniszewskiego, a następnie Jana Furtoka, nie znalazł sposobu na 11 kolejnych rywali: Legię, Górnika, Wisłę, Groclin, Polonię W., Łęczną, Lecha, Płock, Pogoń oraz Amikę. Ta zła seria była nawet dłuższa – tuzin spotkań – gdyby uwzględniać jeszcze fazę grupową (kto pamięta tego potworka?) Pucharu Polski.
SIATKÓWKA
siatka.org – Katowiczanie bliżej 11. miejsca
Siatkarze GKS-u Katowice udanie rozpoczęli rywalizację o 11. miejsce w PlusLidze na zakończenie sezonu 2022/2023. We własnej hali nie dali większych szans PGE Skrze Bełchatów. Śląska ekipa pokonała podopiecznych Andrei Gardiniego w czterech setach. Spotkanie rewanżowe odbędzie się w najbliższy wtorek w Bełchatowie.
Atak z szóstej strefy Lukasa Vasiny otworzył czwartkowy pojedynek. Chociaż po kontrataku Wiktora Musiała Skra prowadziła 4:2, skuteczne zagranie Damiana Domagały i błąd Kooya wyrównały wynik (4:4). W kolejnych akcjach zespoły wymieniały się celnymi zagraniami, rezultat pozostawał na styku. Gdy przechodzącą piłkę skończył Dawid Gunia, Skra odskoczyła na 13:11 i o czas poprosił trener Słaby. W kolejnych akcjach skutecznie atakowali Sebastian Adamczyk i Jakub Szymański, a wynik ponownie się wyrównał (13:13). Gra nie miała większego tempa. Ze zmiennym szczęściem atakował Szymański. Raz za razem swoje akcje kończył Musiał. W końcówce po raz kolejny katowiczanie odrobili straty, przy stanie 21:21 interweniował trener bełchatowian. Chociaż po ataku Szymańskiego GKS miał piłkę setową, za sprawą zagrania Bartłomieja Janusa goście doprowadzili do gry na przewagi. Skrze nie udało się odwrócić biegu seta. Atak Domagały i as Szymańskiego dały ostatnie punkty katowiczanom.
Druga partia od początku toczyła się punkt za punkt. Większość akcji kończyła się w pierwszym uderzeniu. Żaden z zespołów nie był w stanie zbudować znacznej przewagi, zdarzały się błędy w polu zagrywki. Z czasem sytuacja na boisku nie ulegała zmianie. Po trzech z rzędu asach Domagały GKS wyszedł na prowadzenie 13:11 i o czas poprosił trener Gardini. Atak Guni i błędy gospodarzy pozwoliły bełchatowianom złapać kontakt punktowy (15:14). W kolejnych akcjach nieznaczna przewaga siatkarzy z Katowic utrzymywała się. Swoje akcje kończył Musiał (20:18). Gdy w końcówce przedłużoną wymianę zamknął celnym zagraniem z prawego skrzydła atakujący Skry, interweniował trener Słaby (21:20). Atak Szymańskiego i as Adamczyka skłoniły szkoleniowca gości do poproszenia o czas (23:20). Po przerwie podwójny blok zatrzymał Domagałę. Bełchatowianie tym razem nie zdołali odrobić wszystkich strat. Kontratak Gonzalo Quirogi zamknął seta.
W trzeciej odsłonie początkowo prowadzili goście, po nieudanym ataku Domagały Skra miała dwa punkty przewagi – 3:1. Gospodarze szybko odrobili straty i po asie Quirogi wyszli na prowadzenie 5:4. Akcje były krótkie, a wynik wciąż oscylował wokół remisu. Żaden z zespołów nie był w stanie wyjść na wyraźne prowadzenie. Skutecznymi zagraniami wymieniali się Domagała i Musiał (13:14). Trwała gra punkt za punkt, pojedyncze pomyłki nie wpływały znacząco na wynik. W końcówce po zerwanym ataku Szymańskiego interweniował trener Słaby (18:20). Po czasie katowiczanie walczyli, ale nie zdołali odrobić powstałych strat. Atak z szóstej strefy Vasiny i zagranie z przechodzącej piłki Miticia dały ostatnie punkty gościom.
Otwarcie seta numer trzy należało do gospodarzy, którzy szybko wyszli na prowadzenie 5:2. Kolejne ataki Kooya pozwoliły Skrze wyrównać, jednak po serii przy zagrywkach Quirogi ponownie przewagę odbudowali gospodarze (7:7, 10:7). Dopiero po przerwie dla trenera Gardiniego skutecznie zaatakował Janus. Po obu stronach siatki nie brakowało błędów. Gdy zablokowany został Musiał, ponownie interweniował bełchatowski szkoleniowiec (14:10). Gospodarze grali konsekwentnie utrzymując przewagę. Raz za razem punktował Domagała (17:13). Goście nie poddawali się, skutecznie funkcjonował bełchatowski blok. Gdy nie przebił się przez niego Szymański, interweniował trener Słaby (19:17). Przyjezdni walczyli do końca, jednak nie zdołali odrobić wcześniej powstałych strat. Po ataku Musiała Skra obroniła pierwszą piłkę setową. W kolejnej akcji Vasina zaserwował w aut, kończąc spotkanie.
MVP: Damian Domagała
GKS Katowice – PGE Skra Bełchatów 3:1 (26:24, 25:21, 22:25, 25:21)
HOKEJ
hokej.net – Ranking frekwencji w Europie: Najlepsze polskie kluby w drugiej setce
Średnia widownia na meczach Polskiej Hokej Ligi w ostatnim sezonie minimalnie wzrosła w porównaniu z poprzednimi rozgrywkami. W europejskim rankingu frekwencji trzy polskie kluby zmieściły się w drugiej „setce”.
Sojusz Europejskich Klubów Hokejowych opublikował raport na temat frekwencji na meczach ligowych w ostatnim sezonie zasadniczym na Starym Kontynencie. Jego częścią jest ranking klubów i lig pod względem liczby widzów na meczach.
Wynika z niego, że w porównaniu z poprzednim sezonem średnia liczba kibiców na spotkaniach polskiej ligi wzrosła, ale minimalnie, bo tylko o 2,74 %. W liczbach jest to wzrost o 23 widzów – z 848 do 871. PHL w rankingu najwyższych klas rozgrywkowych w Europie zajęła pod względem frekwencji 15. miejsce.
W rankingu klubowym sklasyfikowano aż 359 klubów. Najwyższe miejsce wśród polskich zajął Marma Ciarko STS Sanok, który uplasował się na 188. pozycji ze średnią frekwencją 1 582 widzów. W drugiej „setce” są jeszcze sąsiadujące ze sobą – odpowiednio – na 196. i 197. miejscu TAURON Re-Plast Unia Oświęcim i GKS Tychy.
Co ciekawe, tych dwóch wielkich rywali różnił… jeden kibic. Średnia frekwencja na meczach w Oświęcimiu wyniosła bowiem 1 436, a w Tychach 1 435.
Kolejne polskie kluby zajęły miejsca: KH Energa Toruń 251., Comarch Cracovia 264., GKS Katowice 282., JKH GKS Jastrzębie 285., Zagłębie Sosnowiec 289., a Podhale Nowy Targ 310.
Przed rokiem i polskie kluby, i nasza liga były w rankingu wyżej, ale miało to związek z luźniejszymi w Polsce niż w wielu innych krajach ograniczeniami liczby widzów na meczach w związku z pandemią Covid-19. PHL zajmowała wówczas 12. miejsce, w rankingu klubowym 5 drużyn z naszego kraju znalazło się w drugiej „setce”, a najwyżej notowany STS Sanok był na 130. pozycji.
Na czele klasyfikacji od lat niewiele się zmienia. Wciąż najwięcej ludzi w Europie chodzi na mecze w Szwajcarii. Frekwencja w National League wzrosła o ponad 14 % w porównaniu z poprzednim sezonem, jeszcze częściowo dotkniętym ograniczeniami liczby widzów z powodu pandemii.
7 005 widzów średnio na meczach w szwajcarskiej ekstraklasie to drugi najwyższy wynik w historii rankingu. Rekord ustanowiła ta sama liga w ostatnim przedpandemicznym sezonie 2019-20 z wynikiem 7 074 fanów.
Drugie miejsce ze swoją rekordową frekwencją 5 964 zajęła szwedzka SHL, a trzecie niemiecka DEL, której mecze oglądało w ostatnim sezonie zasadniczym średnio 5 879 fanów.
Najchętniej oglądaną z trybun drugą klasą rozgrywkową w Europie jest szwedzka Hockey Allsvenskan ze średnią frekwencją 2 827, tuż przed niemiecką DEL z wynikiem 2 437. Więcej widzów niż na mecze PHL przychodzi na drugie ligi także w Szwajcarii, Czechach i Rosji (Wyższa Liga).
Na szczycie rankingu klubowego niezmiennie pozostaje szwajcarski klub SC Berno, choć trwający od 3 lat kryzys drużyny „Niedźwiedzi” odbija się na frekwencji. Ta spadła o ok. 1,5 tys. od czasu sprzed pandemii, ale wynik 14 750 widzów na mecz wystarczył, by już po raz 22. z rzędu móc się pochwalić największą widownią w Europie.
Na 2. miejsce z 7. awansował niemiecki klub Kölner Haie, który w 2001 roku był ostatnim innym niż SC Berno liderem rankingu. „Rekiny” z Kolonii w ostatnim sezonie dopingowało z trybun średnio 13 901 widzów. Trzecią pozycję zajął rosyjski Awangard Omsk.
W pierwszej „dziesiątce” klubowego zestawienia znalazło się 3 przedstawicieli Niemiec, po 2 Czech, Rosji i Szwajcarii oraz jeden ze Szwecji.
Raport pokazuje, że hokej jest sportem halowym z najwyższą frekwencją w Europie, a działacze cieszą się, że po zdjęciu ograniczeń covidowych liczba widzów wróciła do poziomu znanego z czasów przed pandemią.
– Ostatni sezon zasadniczy pokazał, że definitywnie mamy efekty pandemii za sobą – mówi Denis Vaucher, prezes szwajcarskiej National League i związku europejskich lig hokejowych Hockey Europe. – Jako Szwajcar jestem oczywiście bardzo szczęśliwy, że National League jest na czele zarówno na liście lig, jak i klubów. Ale też szwedzka SHL ustanowiła nowy rekord łącznej frekwencji. A nawet ważniejsze jest całkowite odbicie się europejskiego hokeja klubowego po Covid-19.
Ranking frekwencji lig europejskich (plus Liga Azjatycka):
1. Szwajcaria (NL) – 7 005 widzów
2. Szwecja (SHL) – 5 964
3. Niemcy (DEL) – 5 879
4. Czechy (Extraliga) – 5 582
5. Rosja (KHL) – 5 433
6. Finlandia (Liiga) – 4 334
7. Wielka Brytania (EIHL) – 3 182
8. Austria (ICEHL) – 2 343
9. Słowacja (Extraliga) – 2 305
10. Francja (Ligue Magnus) – 2 148
11. Norwegia (Fjordkraft) – 1 865
12. Dania (Metal Ligaen) – 1 632
13. Białoruś (Ekstraliha) – 918
14. Japonia/Korea Południowa (Liga Azjatycka) – 883
15. POLSKA(PHL) – 871
16. Węgry/Rumunia (Erste Liga) – 717
17. Holandia/Belgia (BeNeLiga) – 627
18. Austria/Włochy/Słowenia (Liga Alpejska) – 446
19. Łotwa/Litwa (OHL) – 343
20. Hiszpania (LNHH) – 299
21. Estonia (Hokiliiga) – 220*
22. Słowenia/Chorwacja/Serbia (IHL) – 126*
* w Słowenii i Estonii nie wszystkie kluby notują frekwencję
Ranking frekwencji klubów europejskich – Top 20 i miejsca polskich klubów:
1. SC Berno (Szwajcaria) – 14 750 widzów
2. Kölner Haie (Niemcy) – 13 901
3. Awangard Omsk (Rosja) – 11 527
4. ZSC Lions Zurych (Szwajcaria) – 11 459
5. Eisbären Berlin (Niemcy) – 11 278
6. SKA Petersburg (Rosja) – 10 969
7. Sparta Praga (Czechy) – 10 837
8. Adler Mannheim (Niemcy) – 10 225
9. Frölunda Göteborg (Szwecja) – 9 908
10. Dynamo Pardubice (Czechy) – 9 047
11. HC Fribourg-Gottéron (Szwajcaria) – 8 922
12. Dynama Mińsk (Białoruś/KHL) – 8 613
13. Ilves Tampere (Finlandia) – 8 216
14. Tappara Tampere (Finlandia) – 7 646
15. Düsseldorfer EG (Niemcy) – 7 615
16. Ak-Bars Kazań (Rosja) – 7 311
17. Färjestad Karlstad (Szwecja) – 7 296
18. IFK Helsinki (Finlandia) – 7 104
19. Lozanna HC (Szwajcaria) – 7 099
20. EV Zug (Szwajcaria) – 6 975
———————————————-
188. Marma Ciarko STS Sanok – 1 582
196. TAURON Re-Plast Unia Oświęcim – 1 436
197. GKS Tychy – 1 435
251. KH Energa Toruń – 807
264. Comarch Cracovia – 680
282. GKS Katowice – 538
285. JKH GKS Jastrzębie – 526
289. Zagłębie Sosnowiec – 492
310. TAURON Podhale Nowy Targ – 341
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!
Piłka nożna Wideo Wywiady
Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26
Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.

dzbanek
18 kwietnia 2023 at 19:37
2k to nawet nie jesteśmy w stanie pomieścić, ba nawet 1,5k.
Tu jeszcze długo będziemy w końcówce rankingu.
🙂
Kato
19 kwietnia 2023 at 08:52
Dziewczyny idą po majstra? Całkiem możliwe, kibicuje z całego serca.
Może być kolejna feta. Brawo!