Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Trenerze Górak – oto lista do poprawy w trakcie przerwy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Za nami kolejna kolejka ligowych zmagań, w których GieKSa zanotowała kolejny remis. Tym razem nie udało się wygrać z tyskim GKS-em. Bilans punktowy GieKSy nie jest może najgorszy, ale do „mitycznych” baraży ciągle czegoś brakuje. 

Jako że czeka przerwa na reprezentację, to można nieco dłużej potrenować i dopracować kilka elementów w grze GieKSy. Po meczu z Łęczną trener Górak przyjął uwagę na temat treningów strzeleckich dla Araka, więc nie omieszkamy przedstawić kolejnych uwag, które naszym zdaniem należałoby poprawić przed powrotem na ligowe boiska. 

Treningi strzeleckie – najlepiej 3-4 w tygodniu. Skoro już Marco Roginic potrenował sobie na bramce, to może należy w końcu dać mu więcej szans na treningach strzeleckich. Bilans dwóch podstawowych napastników w 1/3 rozgrywek jest wręcz dramatyczny i ogranicza się do dwóch trafień Chorwata. Wielki transfer Jakub Arak bez gola. Może więc czas na solidniejszy trening, a nie tylko zachwycanie się dobrą zmianą czy umiejętnościami gry tyłem do bramki. Mamy super napastników tylko bramek nie potrafią strzelać – tak można by rzecz, póki co.

.

Stałe fragmenty gry – czas na solidniejszy trening tego elementu. W drugiej lidze był to nasz solidny atut, po którym zdobywaliśmy wiele bramek. Po awansie było dobrze, ponieważ również udawało się stwarzać zagrożenie pod bramką rywali. W tym sezonie coś się jednak zacięło i coś nam się wydaje, że to przez te wszystkie stare schematy, które nie zmieniają się od dawna. Trenerze, na Boga, cała liga już jest przygotowana na lekką wrzutkę w formie balona na stojącego z boku pola karnego Jędrycha czy też Kołodziejskiego (Jaroszka). To jest tak oczywiste, że ciężko tego nie zauważyć. Pomijamy fakt, że jest to tak czytelne, że każdy zespół spokojnie to broni. Czy naprawdę musimy tak rozgrywać każdy stały fragment? Czy nie można uświadczyć solidnego, mocnego dośrodkowania w światło bramki?

Rozmowa z Jędrychem – co miał w głowie Jędrych, kiedy postanowił się końcówce zabawić z napastnikiem Tychów i nabić go piętką jako ostatni obrońca, wie tylko sam kapitan. Idiotyczne zachowanie mogło nas kosztować utratę bramki. Nie byłby to pierwszy błąd Jędrycha, ponieważ spotkanie wcześniej, to jego słabe wybicie zadecydowało o stracie bramki. Poważna rozmowa o braku koncentracji mile widziana. I jeszcze jedno trenerze – nie zgadzamy się, że bez Jędrycha nie zrobimy postępu. Zrobimy, tylko trzeba zapukać do drzwi dyrektora sportowego i popracować nad transferem solidnego środkowego obrońcy, a nie… kontuzjowanego.

Więcej kreacji – trzy podania i piękna bramka. Kto wie, czy w ostatnim czasie gol na 1:1 nie był najładniejszym, jeśli chodzi o zespołowość. Z Sosnowcem również pokazaliśmy, że potrafimy budować akcje. Dlaczego więc robimy to tak rzadko? Dlaczego brakuje w rozegraniu trójkątów tworzonych przez zawodników? Dlaczego brakuje wychodzenia na pozycje? Dlaczego tego jest tak mało trenerze? Czwarty rok pracy w GieKSie i dwie solidne zespołowe akcje w ostatnim czasie, to zdecydowanie za mało. Oczekujemy więcej i wierzymy, że można grać przez większą część spotkania tak, jak przy golach z Tychami czy Sosnowcem.

26 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

26 komentarzy

  1. Avatar photo

    Sas

    20 września 2022 at 06:58

    Górak cel stawiają Ci kibice. Minimum baraże. Inaczej udowodnisz, że jesteś przeciętnym trenerem.

  2. Avatar photo

    tomek

    20 września 2022 at 10:03

    To kiepski trener

  3. Avatar photo

    tomek

    20 września 2022 at 10:10

    Nigdy nie byłem zwolennikiem tego trenera ze względu na niskie jego kwalifikacje. Słabo mu wychodzi dobór zawodników. Motywatorem wybitnym też nie jest. Najlepiej mu wychodzi puste gadanie z którego i tak za wiele nie wynika. Gdyby nie GKS nikt by go nie wziął na poziom 1 ligi. W II lidze miał bardzo dobry skład a awansował w wymęczony sposób dopiero przy drugim podejściu. W mojej ocenie z tym trenerem nie osiągniemy nic więcej jak okolica 10 ,11 miejsca. On teraz ma zamiar 10 lat sie uczyc tej ligi. No nic ja na to wpływu nie mam żadnego wiec nie ma sensu się denerwować ale wygląda to tak jakby wszystkim układ z Górakiem pasował. Mało ambitnie ale stabilnie

  4. Avatar photo

    Marek

    20 września 2022 at 10:26

    jebac cie koszecka kurwo cwelu jebany. wszyscy an mecz, jebac koszeckiego kurwe.

  5. Avatar photo

    GKS

    20 września 2022 at 12:38

    Trenerze Górak może by Jędrych spoczął kilka meczów?

  6. Avatar photo

    Irishman

    20 września 2022 at 13:13

    Tomek, kwalifikacje zawsze można podnieść.
    Trener Górak nie jest z pewnością wybitny w swoim fachu ale ambitny jest. Czyli pierwszy, niezbędny warunek, aby się rozwijać spełnia. Niestety w moim przekonaniu nie jest zbyt odważny. Ja tam jakoś przełknąłem to jego gadanie o „uczeniu się I ligi”, bo jakiś w tym niewielki sens od biedy był. Aczkolwiek też nam sąsiedzi pokazują, że wcale nie trzeba się tej ligi uczyć żeby sobie ODWAŻNIE wyznaczyć ambitne cele i skutecznie je realizować. Co by szkodziło, gdyby trener powiedział otwarcie – chcemy spróbować powalczyć w tym sezonie o awans? Nawet jak mu tego z góry ani niezbyt ambitny jak się okazuje właściciel, ani wykonawca jego woli prezes nie nakazuje. A tak, to skoro właściciel klubu, prezes, a nawet trener są zachwyceni 8-mym miejscem w I lidze, a za cel stawiają sobie to, aby szybko zapewnić sobie utrzymanie to niby po co, wbrew temu także i piłkarze mieliby walczyć o coś więcej? No i mamy po derbach Adriana Błąda wesolutkiego, pomimo że zmarnował dwie kapitalne sytuacje czy Arka Jędrycha, który beztrosko sobie chciał pokazać gieksiarską brassilianę pustym trybunom, mając przeciwnika na plecach.

    Panie trenerze. To nie było wcale takie złe, aby się uczyć I ligi, tak aby mieć przygotowaną drużynę nie tylko do awansu ale później do utrzymania się w ekstraklasie. Ale uczenie się polega na rozwoju, na stawianiu sobie ambitnych celów, a nie siedzeniu kilka lat w tej samej klasie i tylko pilnowaniu, aby nas nie wyrzucili ze szkoły! Dlaczego tak się Pan boi postawić na młodzież? Przecież przykład Szwedzika pokazał, że czasem warto zaryzykować! Tymczasem mamy kolejnego wychowanka Alana Bróda, którego Pan „chroni” i „umiejętnie wprowadza do gry”. Kuchnia, no jeśli Pan nie chce walczyć o awans to niech Pan przynajmniej spróbuje zrobić z kilku młodzików wartościowych piłkarzy. Grając dla przykładu ciągle takim Jędrychem, który ciągle, co jakiś czas popełnia śmieszne błędy, to może Pan i utrzyma się w lidze ale NIC WIĘCEJ NIE OSIĄGNIE! Ostatnio mieliśmy problem z kontuzjami, no i miał Pan ból głowy. Ale może byłby on mniejszy gdyby Pan w ubiegłym sezonie po Stomili postawi na dublerów sprawdzając co są warci? Ale Pan wolał stawiać na przykład na Szymczyka, pomimo, że przecież wiadomo było, że odejdzie. No i osiągnął Pan „sukces” zajmując 8-me miejsce w lidze, tylko co z tego???
    Panie trenerze, więcej odwagi! Powodzenia!

  7. Avatar photo

    Marco

    20 września 2022 at 13:54

    Ja osobiście uważam za aktualnie nie stać nas na więcej z tą kadrą i tym prezesem.
    Trener z pewnością robi co może i potrafi. Czy stać nas na więcej?
    Tak, ale to również sprawa mentalności i siły charakteru naszych piłkarzy..

  8. Avatar photo

    Kato

    20 września 2022 at 14:32

    Za dwa/trzy lata trener pokarze co potrafi albo odejdzie. Za dwa lata, bądźmy cierpliwi. Na razie możemy sobie spokojnie pooglądać niezwykłe wyczyny i zwroty akcji na boisku.
    Nie ma się czym irytować, po prostu wykonujemy solidnie przygotowany plan na przyszłe lata.
    Będzie nowy stadion (o ile będzie)
    Będzie awans i feta w Katowicach.

  9. Avatar photo

    Nowa miotła na już!

    20 września 2022 at 16:11

    Jak coś to wuefista Górak a nie trener Górak. Wy tego jeszcze nie widzicie?

  10. Avatar photo

    Irishman

    20 września 2022 at 17:05

    Kato, nie wiem skąd ta wiara w jakąś mityczną wręcz moc nowego stadionu? No ludzie! Awans się nie zrobi jeśli nie będziemy mieli przygotowanej do tego drużyny! A tej nie zbudujemy na licząc np. na rozwój leciwego już Arka Jędrycha czy ściągając jeszcze starszego Tanżynę i to z kontuzja, z której nie potrafi się wyleczyć od marca!
    Spójrz sobie na Motor Lublin, który mają nowy, piękny, nowoczesny stadion a za chwilę będą na nim grać derby z Lublinianką w III lidze. Spójrz na Tychy, na ŁKS, przypomnij sobie jak Widzew musiał się męczyć żeby ten awans zrobić pomimo nowego stadionu!

    No i ja właśnie o tym przecież piszę. Jak mamy teraz nie awansować to przynajmniej wzmacniajmy stopniowo drużynę, najlepiej młodymi, którzy nam ten awans za kilka lat dadzą. Nie zrobimy tego stawiając na weteranów i to chorych!

  11. Avatar photo

    Irishman

    20 września 2022 at 17:09

    Dodam jeszcze, że właśnie tego m.in. chcą kibice od prezesa! Rozwoju klubu! Choć właściwie to błędnie to adresują, bo powinni wymagać tego od właściciela klubu czyli Magistratu. Prezes jest tu tylko wykonawcą ich woli.

  12. Avatar photo

    Kato

    21 września 2022 at 06:11

    Irishman
    Kierujesz kibiców z postulatami do magistratu, jako że jest właścicielem. Ten sam magistrat buduje nowy stadion i jednocześnie daje poparcie zarządowi klubu w sporze z kibicami. Drużyna uczy się drugi rok ligi po dwóch latach przeznaczonych na powrót do pierwszej ligi. Za dwa lata planowane jest oddanie nowego stadionu. To nie jest moja wiara, tylko analiza faktów.

  13. Avatar photo

    Irishman

    21 września 2022 at 06:50

    Ja nie twierdzę, że nie masz racji co do planów Magistratu tylko pokazuję, że takie myślenie jest pozbawione sensu. Bo to czy będziesz miał stadion czy nie nic nie zmieni jeśli nie będziesz miał drużyny. A ta nie zbuduje się ot tak – pstryk, czary-mary i teraz mamy super-ekipę walczącą o awans.
    Poza tym sam mi przyznałeś rację, że to w Magistracie, od którego wszystko zależy leży problem, a nie w prezesie. Dlatego chyba już nawet nie ma sensu, aby kibice prowadzili z nim jakieś choćby nawet trójstronne rozmowy tylko trzeba porozmawiać z przedstawicielami miasta. A jeśli tam uważają, że z kibicami się nie rozmawia (bo może np. to ktoś gorszy?) to trzeba to zrobić jako mieszkańcy Katowic i wyborcy.

    Zresztą nie byłoby tego całego, niepotrzebnego zamieszania, gdyby wykazano odrobinę dobrej woli. Ale to czasem trzeba, aby ktoś się zachował jak mąż stanu, potrafiący się wznieść ponad pewien przyziemny poziom.

  14. Avatar photo

    Kato

    21 września 2022 at 08:17

    Irishman
    Czasami drużyna grająca w Ekstraklasie domaga się nowoczesnego stadionu, bo go nie posiada. A czasami gdy jest nowoczesny stadion wymaga się od drużyny awansu do Ekstraklasy, bo są warunki ku temu. Każdy klub funkcjonuje w innych realiach.
    U nas nie ma obecnie celów do awansu co powiedziano, więc drużyna gra jak gra. Stadion powstanie (oby) za co najmniej dwa/trzy lata, zależy to od dalej pogarszających się warunków na rynku. Więc nikt oprócz kibiców nie ma ciśnienia co do jakichkolwiek zmian. Możemy mieć olbrzymią wiarę w poprawę sytuacji i oby w końcu nastała.
    Ale po prostu tak to obecnie widzę, to są moje osobiste przemyślenia. Po grze naszej drużyny (bezpieczny środek tabeli) i tylko się w nich upewniam.

  15. Avatar photo

    Irishman

    21 września 2022 at 23:32

    Ja też tego nie rozumiem dlaczego jesteśmy traktowani jako zło konieczne. Ala w takim razie, to chyba wszyscy są zadowoleni, że nie ma nas na trybunach?
    I tylko, mała poprawka – młodsi koledzy nie siedzą w ciepłych domach tylko stoją pod płotem podczas meczów. Mnie niestety zdrowie już na to nie pozwala więc… cóż, faktycznie zostaję w domu. Trudno, jak trzeba to trzeba, skoro chodzi o dobro klubu!

  16. Avatar photo

    Irishman

    22 września 2022 at 20:28

    Pdw
    Jeśli twierdzisz, że przez bojkot jakaś duża liczba kibiców została „wciągnięta w ruch” to znaczy, że jesteś zupełnie oderwany od rzeczywistości. I dyskusja z Tobą to niestety strata czasu.

    A bojkot właśnie się nasila i właśnie dołączyli do niego kibice z Zabrza.
    Kto następny?

    Już niedługo będzie o Katowicach głośno w całej sportowej Polsce. Szkoda, że nie dlatego, ze walczymy o awans do ekstraklasy i tym bardziej szkoda, że tak to musi wyglądać….. Piszę to nie tylko jako kibic ale chyba nawet bardziej jako katowiczanin, bo po prostu mi wstyd za nasze miasto.

  17. Avatar photo

    Kato

    23 września 2022 at 08:33

    Irishman
    Akurat rozgłos i pusty stadion w PP może przynieść odwrotny skutek.
    To kibice uważają że coś to da.
    Może być inaczej. Bojkot w tej formie może wywołać i spowodować weryfikację wielu spraw w magistracie względem Gieksy. A miasto jest obecnie głównym właścicielem i płatnikiem całej wielo sekcyjnej Gieksy.
    Długo trwający impas i rozgłos medialny (od lat głównie
    nam nieprzychylny), to nie jest nic dobrego. I bardzo się obawiam, bo czasy są ciężkie a będą jeszcze gorsze gospodarczo i finansowo, o to co się może jeszcze wydarzyć.
    Oglądanie się w kibiców Zabrza, gdzie Górnik gra w Ekstraklasie na nowym (choć jeszcze nie dokończonym) stadionie z dużą frekwencja,której nam brakuje. No cóż… tylko z pełnych trybun możliwe jest skuteczne przekazanie manifestu wobec zarządu klubu. To pokazują pełne trybuny kibiców w innych klubach.
    A tak, to czas pokarze co w obecnych realiach przyniesie tak prowadzony bojkot. Tylko żeby analizującym historię w przyszłości, nie wpadło olśnienie że majstra w hokeju od 52lat zdobyliśmy pod zarządem znienawidzonego prezesa , przeciw któremu kibice prowadzą bojkot i opuszczają obiekty. Oby tych majstrów było więcej i nie był tylko ten jedyny, i tylko w sekcji hokeja, tego życzę sobie i innym.

  18. Avatar photo

    firek

    23 września 2022 at 09:00

    już to pisałem w komentarzu pod innym artykułem: jeśli bojkot się nie zakończy, to cały obecny skład się rozpadnie. Żaden piłkarz nie chce grać przy pustych trybunach – dostaną propozycję z klubu, w którym kibice niosą dopingiem, to nie będą się zastanawiali ani chwili.

    druga kwestia jest taka, że każdy tu marudzi na „bezpieczny środek tabeli”, a w moim odczuciu z kibicami mogłoby być kilka pkt. więcej. Te kilka pkt oznaczałoby przy spłaszczonej tabeli okolice lidera

    Wracając do meritum artykułu, czyli rad do trenera: Panie trenerze – więcej odwagi! Czemu jak tylko wychodzimy na prowadzenie, cała drużyna cofa się na 40-metr i broni 1:0 do końca?;/ w tym sezonie wygraliśmy 2 mecze różnicą więcej, niż jednej bramki, przy czym ten z Sosnowcem to też była obrona Częstochowy i jakoś udało się strzelić. Grajmy przez 90 minut swoją piłkę, a jak trafimy na kogoś słabszego, to wygrajmy to 3, czy 4:0, a nie starajmy się dowieźć jednobramkowego prowadzenia do końca, bo to się zawsze może źle skończyć…

  19. Avatar photo

    Kato

    23 września 2022 at 13:00

    firek
    Oby to nie nastąpiło, bo mecz tej rangi, przy pustych trybunach w PP może być tym przysłowiowym gwoździem.
    No i jeszcze wspaniale grający hokeiści, gdy zobaczą puste trybuny w satelicie…

  20. Avatar photo

    Łukasz Z.

    23 września 2022 at 21:39

    Kato
    Ja właśnie się tego boję, że puste trybuny na meczach piłkarzy i hokeistów właśnie doprowadzi do tego,że miasto wycofa się z finansowania Naszego Klubu i skończymy w A klasie. Ja się pytam czy o to nam chodzi? Bo może racja jest po naszej stronie,ale jeśli nie masz alternatywnego rozwiązania (czytaj:kasy) to upoważnia cię do zarżnięcia Gieksy? Naprawdę musimy iść śladem Zawiszy? Były gorsze czasy Gieksy i nie było takich akcji jak ta. Teraz jest najgorszej od 20 lat? A dlaczego nie wcześniej? Usuwanie komentarzy to nie rozwiązanie.

  21. Avatar photo

    Irishman

    24 września 2022 at 09:22

    Czyli co, jeśli dobrze rozumiem to albo kibice staną na baczność przed prezesem albo skończymy w A-klasie???
    Wielkie słowa i ja nawet nie chcę myśleć co by się działo zanim by do tego doszło.

    A wystarczy tak niewiele – usiąść i porozmawiać. I jestem w 100%, że doszlibyśmy do porozumienia, bo na tym zamieszaniu nikomu nie zależy. Tylko Magistrat musi też wysłuchać tego co mówią kibice, a nie tylko tego co mówi prezes.

  22. Avatar photo

    Łukasz Z.

    24 września 2022 at 11:18

    Nic nie pisałem o stawaniu na baczność, tylko o tym , że bez pieniędzy z miasta hokejowa Gieksa przestanie po prostu istnieć a piłkarze będą się błąkać gdzieś w niższych ligach. To miliony z miasta dają życie temu klubowi, może w sekcji piłkarskiej szare ale jednak na zapleczu ekstraklasy. Tak ciężko zrozumieć, że nie ma na horyzoncie nikogo z wielką kasą kto by podniósł nasz poziom o tyle by już teraz był pewny awans i szansa na dobre wyniki poziom wyżej? Jeżeli miasto wycofa finansowanie to będzie oznaczało upadek czego tu nie rozumieć?

  23. Avatar photo

    Kato

    24 września 2022 at 11:49

    Irishman
    Cel słuszny, metody już nie. Mało skuteczne jak do tej pory widać i niosące dużo ryzyka i niepewności.
    O tym piszemy

  24. Avatar photo

    Łukasz Z.

    24 września 2022 at 13:43

    Potęga Gieksy z końca lat 80 i większości 90 wynikała z mądrości prezesa Dziurowicza,ale przede wszystkim z tego że nasz Klub był w trójce najbogatszych klubów w Polsce. Za naszych najlepszych piłkarzy którzy wyjeżdżali na zachód byli sprowadzani najlepsi piłkarze z ligi polskiej i tak się to kręciło! Teraz jest inny etap naszej historii i trzeba się do niego dostosować a nie żyć marzeniami!

  25. Avatar photo

    Irishman

    25 września 2022 at 09:18

    Łukasz, piszesz: „Tak ciężko zrozumieć, że nie ma na horyzoncie nikogo z wielką kasą kto by podniósł nasz poziom o tyle by już teraz był pewny awans i szansa na dobre wyniki poziom wyżej?”

    Nie ma czegoś takiego jak pewny wynik sportowy, bez względu na to jaką kasę wpompujesz w drużynę. Bo to jest nieprzewidywalny i dlatego tak fascynujący sport!
    I ja nawet nie chciałbym, tego wpompowywania kasy! Zdecydowanie wolę stopniowy rozwój, który jest z reguły trwalszy. Tylko, że my po awansie do I ligi po prostu stanęliśmy w miejscu i wręcz zaczęliśmy się cofać. Transferujemy jakichś słabych piłkarzy, którzy i tak nie mają szansy na grę, wiekowych, kontuzjowanych. Poprzedłużano umowy z zawodnikami, którzy nie rokują już rozwoju, a nawet gdyby to po co mieliby się rozwijać skoro stawia się przed nimi jakieś śmieszne cele? No i czekamy na ten stadion jak na jakiegoś Świętego Gralla, który rozwiąże wszystkie nasze problemy! To jest droga donikąd!
    No i bardzo dobrze pamiętam to jak za prezesa Dziurowicza staliśmy się z kopciuszka jednym z czołowych klubów w Polsce. I raczej BARDZO mocno wątpię, abyśmy wtedy, w połowie lat 80-tych byli w trójce najbogatszych klubów w Polsce! Natomiast byliśmy znakomicie zarządzani! I takiego zarządzania naszym klubem, choćby tylko w części pragną kibice. Tak bardzo, że skoro ludzie, którzy mogli zrobić coś w tej sprawie pozostawali na nich głusi zdecydowali się na bojkot.

    PS.
    I tylko nie piszcie proszę, że przecież mamy mistrza w hokeju! Moim zdaniem to trafiliśmy jak pełną pulę w totka z tym, że na pracę u nas zdecydował się Jacek Płachta i stąd to mistrzostwo. Oczywiście doceniam też to, że miasto Katowice zapewniło mu do tego warunki. Niestety w męskiej piłce nożnej to jest to tylko niedoścignione marzenie, aby tak było 🙁 🙁 🙁

  26. Avatar photo

    Łukasz Z.

    25 września 2022 at 12:52

    Przecież trenera Płachtę ktoś zatrudnił. A sukces w hokeja bierze się z tego że nie odstajemy finansowo od najlepszych z tej ligi. Uważam, że dobry poziom finansowania oraz dobre zarządzanie daje sukces sportowy. Nie pewny sukces bo czegoś takiego w sporcie nie ma,ale duże prawdopodobieństwo. Ja też z wieloma rzeczami się nie zgadzam i pisałem o tym często. Denerwuje mnie na przykład promowanie piłkarzy innych klubów zamiast stawianie na swoją młodzież co na pewno nie przyczynia się do naszego rozwoju. Te transfery też do dupy, szczególnie Tanzyny, wiek nie ten i kontuzja w pakiecie ale tu wychodzi nasza słabość finansowa. Mylisz, że trener czy dyrektor sportowy nie chcieli by lepszych piłkarzy i że nie wiedzą którzy to są? Wiedzą tylko nas na nich nie stać! Powtórzę to jeszcze raz, obecna forma protestu jest niewłaściwa i szkodzi mojemu ukochanemu Klubowi i nie mogę milczeć gdy zamiast korzystać z sukcesów które ewidentnie ostatnimi czasy są walczymy z prezesem i rozwalamy to co udało się stworzyć .

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

Feta na Arenie Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wspaniałe zakończenie weekendu! Piłkarze i sztab szkoleniowy GKS Katowice spotkali się dziś na Nowej Bukowej z kibicami GieKSy, aby razem świętować wielki powrót do europejskich pucharów po 23 latach. Zapraszamy do fotorelacji z tego wydarzenia.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Esencja piłki nożnej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kurz już lekko opadł. Wczoraj na Nowej Bukowej świętowaliśmy i już samo to wydarzenie było czymś szczególnym. Kibice w liczbie kilku tysięcy pojawili się na stadionie, aby podziękować drużynie za ten kapitalny sezon. Organizacyjnie i eventowo wyszło top. Fajnie, konkretnie, bez zbędnego przedłużania. Były też stoiska gastronomiczne i atrakcje. Zarówno zagorzali kibice, jak i całe rodziny mogły spędzić tę ciepłą, słoneczną majową niedzielę relaksując się i świętując sukces.

Dziś mamy już nowy tydzień. Część naszej ekipy pojedzie na galę Canal Plus, gdzie – mamy nadzieję – kilka nagród nasi ludzie otrzymają. Rafał Strączek, Arek Jędrych, Bartek Nowak, Rafał Górak – są w nominacjach i liczymy na to, że nagrody wpadną w ich ręce. Faworytem do tytułu Piłkarza Sezonu jest Bartek i oby tak się stało, bo byłoby to niesamowite wyróżnienie dla naszego zawodnika.

Wróćmy jednak do soboty. Przyznam szczerze, że stresowałem się jak nigdy. To znaczy pierwszy stres mnie złapał tydzień wcześniej, bo gdy Colak strzelił dla Legii bramkę w doliczonym czasie gry w Gdańsku – zaczęły się dla nas ciężary. Wówczas ze złości cisnąłem jakąś koszulką o ziemię i cały wieczór miałem zepsuty. Bo wyjściowo mieliśmy się oglądać tylko na Zagłębie Lubin, a jego zwycięstwo w Białymstoku było przecież stosunkowo mało prawdopodobne. Wygrana Legii w Gdańsku spowodowała, że w Szczecinie MUSIELIŚMY zremisować, by Warszawianie nas nie dogonili. Bo w takie cuda, że Legia nie wygra z Motorem nie było co wierzyć.

W samym tygodniu ten stres nieco opadł. Wiadomo, życie się toczyło, praca i różne inne sprawy. Jednak w sobotę rano po pobudce emocje znowu wróciły. Ten dzień był jak egzamin. To nie był mecz jak jeden z wielu – w środku sezonu, że z mniejszymi lub większymi emocjami, ale względnie na luzie do niego podchodzisz. Wiadomo, że mieliśmy kilka takich kluczowych spotkań, głównie w Pucharze Polski. Mieliśmy kilka mega ważnych meczów, gdy znajdowaliśmy się tuż nad lub tuż pod kreską. Jesienny Motor czy chociażby pierwszy mecz w tym roku w Lubinie. Mecz z Rakowem w półfinale Pucharu Polski to był już wielki bonus tej pięknej przygody. I oczywiście żal było braku awansu do finału, ale zaszliśmy tak daleko, że i tak byliśmy zadowoleni. Mecz w Szczecinie miał innego rodzaju rangę. Graliśmy o coś więcej niż tylko super wrażenie wynikające z zajęcia takiego czy innego miejsca w tabeli. Graliśmy o realny cel, którym była przepustka do Europy. Dodatkowo ten cel był tak bliski, bo przecież wystarczyło zremisować, co praktycznie dałoby grę w europejskich pucharach.

A puchary to było wielkie marzenie nas wszystkich. To jest wyjście poza Polskę, poza nasze uniwersum krajowe. To trochę egzotyka, poznanie czegoś nowego, a jeśli się powiedzie – wejście na europejskie salony.

No i najpierw była ta długa i mozolna droga do Szczecina. Tam oczywiście zahaczyliśmy o znaną nam knajpkę z poprzedniego sezonu (więcej w PS). No i pojechaliśmy na mecz. Gdy już byłem na stadionie i usadowiłem się na miejscu na prasówce, czułem, jak stres robi się coraz większy. Zaraz miał się rozpocząć ten decydujący mecz. Zero przyjemności, maksimum skupienia. Oraz nadziei i wiary. To jest ten moment, którego osoba nie do końca zaangażowana nigdy nie zrozumie. Nie chcę tu oczywiście dzielić kibiców na takich i takich, no ale… tak się kibice dzielą. Są te słynne pikniki, które są bardzo potrzebne klubowi. I dla mnie to określenie „piknik” nie jest pejoratywne. To jest specyfika, a nie ocena. To są właśnie te rodziny z dziećmi, kibice, którzy na przykład pojawili się dopiero po otwarciu stadionu, którzy chcą, żeby GKS wygrywał, ale raczej traktują kibicowanie w kategorii relaksu i przyjemności. łapali modę na GKS. Piękna sprawa, też bym tak czasem chciał, ale chyba bym tak nie umiał.

Dla mnie ta identyfikacja z klubem, coś tak mocno wpojonego, wiąże się z tym, że porażki przeżywam boleśnie, a zwycięstwa euforycznie. Nawet jeśli przez jakiś czas emocjonalnie zdystansowałem się – to raczej w formie mechanizmu obronnego, żeby już tak nie cierpieć, a nie jakiejś chęci odejścia. Bo odejść się nie da. Jak 30 lat temu GieKSa pojawiła się w moim sercu i głowie, tak zostanie już na zawsze. To jest jeden z głównych aspektów życia.

Czekałem więc z niepokojem na pierwszy gwizdek, no i on wybrzmiał. Liczyłem na dobrą grę GKS i to, że wynik będzie korzystny. Oczywiście sama dobra gra go nie gwarantowała. Tak to jest w piłce, że gdy dwie wyrównane drużyny grają, to prawdopodobieństwo rozkłada się w jakiś określony sposób. I nawet jeśli na to, że GKS nie przegra szanse wynosiłyby 60-70% to wcale by mnie to nie uspokajało.

Pierwsza połowa… załamała mnie. Zamiast drużyny walczącej o marzenia widziałem zespół bezradny. Jak wydawało mi się, że nie da się zagrać gorzej niż pierwsza połowa z Piastem, tak… dało się jak najbardziej. I to jest ta nasza kochana, ale czasem niesforna GieKSa, która potrafi zagrać świetne zawody przeciw najlepszym zespołom w Polsce, ale czasem prezentuje nam taką kaszanę, że nie ma co zbierać. To co mnie czasem jeszcze wkurza to to, że przeciwnicy jakoś dziwnie potrafią przeciw nam się mobilizować i nagle przypominają się, jak się gra w piłkę. Tak było i w przypadku Pogoni. Od początku Szczecinianie cisnęli i wszelkie teorie, że się podłożą widać było, że nie mają racji bytu. Grali szybko, stworzyli kilka sytuacji i byliśmy w bardzo poważnych opałach.

W końcu stało się nieuniknione – straciliśmy bramkę. Gol sytuacyjny, raczej taki, jakie strzelamy, a nie tracimy, bo po wyrzucie z autu. Za chwilę dostaliśmy informację, że Legia strzeliła i zrobiło się bardzo źle. Do końca pierwszej połowy nie zdziałaliśmy nic. Zero strzałów, xG równe 0. Niezrozumiała była to niemoc.

Wiary nie traciłem, choć czułem, że jesteśmy w ciężkiej sytuacji. Tu już nie mieliśmy bronić – musieliśmy gonić. Co z tą grą było trudne. Ale GKS wielokrotnie po przerwie się budził i wyglądało to lepiej. Pozostawało mieć nadzieję, że tak będzie i tym razem.

I rzeczywiście gra się trochę poprawiła, choć dalej nie był to wybitny mecz. Natomiast Pogoń trochę stonowała, a GKS zaczął atakować i kilka sytuacji sobie wykreował. Mateusz Wdowiak miał setkę, ale strzelił tuż obok słupka. Lukas Klemenz trafił w poprzeczkę. Bartek Nowak główkował pięknie, ale Kamiński wyciągnął to spod poprzeczki. Minuty mijały, trenerzy robili zmiany.

No i zamarliśmy. Portowcy wyprowadzili akcję, po której strzelili drugiego gola. Stadion w euforii. My w rozpaczy. Miałem jednak wrażenie, że jest spalony – ale w początkowej fazie tej akcji, znaczy w okolicach środka boiska. Liczyłem, że sędzia podniesie rękę, więc od razu na niego popatrzyłem. Ludzie jeszcze byli w amoku, z trybun rozległ się tyfon i triumfalna melodia, ale ja już widziałem, że ręka arbitra Sylwestrzaka jest w górze. Czułem więc, że kamień spadł mi z serca. Jak później się okazało, spalony był też w sytuacji samego strzału w polu karnym, gdzie później wybitą piłkę dobijał Kamil Grosicki. O tym już nie wiedziałem i nie wiem, który moment był VAR-owany. W telewizji tej pierwszej sytuacji – gdy Grosik jest na spalony niemal na środku boiska – nie widać. Ja natomiast byłem na żywo przekonany, że ofsajd jest. Któryś z naszych zawodników leżał na murawie i nie wiedział, że gol nie został uznany. Drugi podszedł do niego i mówi – wstawaj.

Byliśmy już totalnie przemeblowani, Arek i Lukas gdzieś tam szaleli w ataku, Adrian na stoperze. Pomieszanie z poplątaniem.

Nie byliśmy jeszcze pogrzebani. Ale czasu było coraz mniej, Powoli kończył się ten regulaminowy. Przerw trochę było i zastanawiałem się, ile doliczy sędzia. Myślałem o sześciu. Dostaliśmy aż osiem. Nadal mnóstwo czasu.

Problem polegał na tym, że atak atakiem, ale bez ręki grał Rafał Strączek. Po którejś interwencji znów mu się odezwał bark i widać było, jak cierpi z bólu. Potem znów padł na murawę. W szale trener Górak kazał mu wstawać i grać, sam Rafał też odesłał fizjoterapeutów, którzy wbiegli na murawę. Było naprawdę nerwowo.

Szczerze mówiąc nie widziałem dobrze tej interwencji Kamińskiego. Znaczy nie byłem pewien, czy to ręce czy klatka, a już tym bardziej, czy było to poza polem karnym. Zdziwiłem się więc, że sędzia znów coś sprawdza na VAR, bo nie miałem pojęcia co, usłyszałem, że tę potencjalną rękę. Pojawił się promyk nadziei. Zaraz sędzia skierował się w stronę bramkarza i już wiedziałem, że to będzie czerwona kartka. Pogoń dokonała pięć zmian? Chyba tak! Jeszcze patrzę w swoje składy i liczę zmiany gospodarzy. Liczę: raz, dwa, trzy, cztery, pięć. Jest! Będzie musiał wejść zawodnik z pola. Więc trzeba zrobić wszystko, by na naszą bramkę z jednorękim Strączkiem nie strzelano, a sami musimy po prostu uderzać na bramkę przeciwnika, ile wlezie.

Padło na Cuića. Napastnika, który strzelił nam gola w pierwszej połowie.

Dobra, z tym „ile wlezie” to przesadziłem. Trzeba dobrze i rozsądnie rozegrać akcję, żeby jako taką pozycję do strzału sobie wyrobić. Nic na hurra. Musimy dojść do okazji, żeby móc oddać celny strzał na bramkę, a to nie musi być takie łatwe. Najpierw rzut wolny po ręce Kamińskiego. Bartek Nowak trafia w mur, potem tracimy piłkę. Nic z tego. Kibice Pogoni w euforii, złapanie piłki i wykop Ciuića fetują niesamowitą wrzawą. Minuty upływają, choć ta przerwa z czerwoną kartką była długa.

W końcu odzyskaliśmy którąś piłkę pod naszym polem karnym i rozprowadziliśmy akcję. Kapitalnie zachował się Borja, który podprowadził piłkę i podał do niepilnowanego Marcela. Świetnie pokazywał się Mateusz Wdowiak, ale jednak były Portowiec zdecydował się na strzał. Dokładnie tak, jak należy. Z szesnastu metrów trzeba uderzyć mocno, gdy w bramce nie stoi w bramkarz.

Piłka wpadła do siatki! GOL! EUFORIA na ławce, sektorze gości, najmniejsza chyba… na boisku. Nasi zawodnicy tym razem wytrawni, cieszą się tak, by spowolnić tę grę i schłodzić rozgrzane głowy wszystkich.

Ja sam wyskakuję z radości na tej prasówce. Zazwyczaj powiem pod nosem „jest”, jakiś lekki gest radości wykonam. Tutaj nie umiałem się pohamować, więc po prostu zacząłem skakać z tej euforii. Coś co wydawało się tak nierealne, żeby w takich okolicznościach wyrównać, stało się faktem. Scenariusz nieprawdopodobny. Teraz pozostawało to tylko utrzymać. Te kilka minut. Pogoń na szczęście już nie atakowała, no i przecież grała w osłabieniu. Jeszcze chwilkę…

Koniec! GieKSa remisuje, nie przegrywa ósmego meczu i zapewnia sobie miejsce w pucharach. Ławka wyskakuje z radości, kibice w ekstazie, GKS Katowice osiąga historyczny sukces.

Ja sam nie widziałem, w co ręce włożyć. Tu zmieniłem tytuł live na „Mamy to!”, tu wrzucam na FB, zaraz nagrywam filmiki z radości. Ręce trzęsą mi się z emocji, przecież dopiero co byliśmy w piłkarskim piekle i nagle znaleźliśmy się w niebie. Niesamowita radość.

Tak jak pisałem w którymś felietonie – były takie mecze, po których nawet nie czułem jakiejś wielkiej radości, bo byłem tak wypruty nerwowo i emocjonalnie. Wówczas czułem raczej ulgę. Tym razem było inaczej. To była czysta, niezmącona radość. Autentycznie byłem przeszczęśliwy każdą komórką ciała.

Tu mnie jakiś dziennikarz ze Szczecina zaczepił, tu znajome twarze, równie radosne jak ja trybunach, na VIP-ach. Mamy to – po 23 latach GieKSa wraca na europejskie boiska.

Nie puszczały mnie te emocje długo. Oczywiście nagrywkę swoją tradycyjną zrobiłem, a w końcu udałem się na salkę konferencyjną. Tam spotkałem tę naszą i nie naszą katowicką ekipę, naszych fotografów, chłopaków z oficjalnej, pofatygował się też Kacper Janoszka, dziennikarz Sportu. Były piąteczki i radość. Gdzieś tam w tle też podśmiechujki, takie wiadomo nie prima sort, bo ktoś do tych pucharów awansował, a ktoś nie. Cóż, kibicowanie bywa nieco małostkowe, nikt nam tego zabronić nie może.

Bardzo się to wszystko przeciągało, długo czekaliśmy na trenerów. Był czas, żeby sobie odpalić fragmenty z Multiligi i zobaczyć na podzielonym ekranie, jak Marcel strzela gola dla GieKSy i jak reagują na to przy Łazienkowskiej. Był czas, żeby emocje opadły, ale opaść nie chciały. W końcu pojawił się trener i konferencja się rozpoczęła.

Mały prztyczek oczywiście dam, jednocześnie znów doceniając nas wszystkich, skromnych chłopaków z Katowic. Byliśmy oczywiście zadowoleni i było to po nas widać, ale naprawdę byliśmy na tej salce stonowani i po prostu wręcz cicho się zachowywaliśmy. Już sobie wyobraziłem, gdyby tam w takich okolicznościach byli „dziennikarze Widzewa” czy „dziennikarze Arki”. Podejrzewam, że ich zajebistość i narcystyczne ego roz…bałoby tę salkę w drobny mak. Byłoby pieprzenie o swoje wspaniałości i że w ogóle Liga Mistrzów, żarty, żarciki i tysiącprocentowy poziom kumatości. Boże, jak ja sobie przypominam te uniwersa, to żenadometr wywala mi poza skale.

Kilka pytań do trenera, już trochę innych, trochę bardziej na luzie, niekoniecznie merytorycznych. Widać było, że Rafał Górak też jest wzruszony, przecież to dla niego kolejny sukces w trenerskiej karierze, ale sukces większy niż taki zwykły, bo od podstaw stworzony i mający swoją kontynuację – najpierw był awans, potem super sezon i spokojne utrzymanie, a teraz puchary. Wszystko stworzone od zera. Absolutnego zera.

Popracowaliśmy jeszcze na salce. Fotografowie wrzucili galerię, ja konferencję, w międzyczasie Flifen zbierał wywiady. W końcu się ogarnęliśmy i ruszyliśmy do samochodu. Radośni i szczęśliwi. Nie zabrakło śpiewów w aucie. Czekała nas długa podróż do domu.

To był bardzo emocjonujący i ekscytujący dzień. Wiedzieliśmy, że musimy osiągnąć konkretny wynik, ale nikt z nas nie spodziewał się, że stanie się to w takich okolicznościach. W 97. minucie. Że obie drużyny na koniec będą grały praktycznie bez bramkarzy. Że otworzy nam się taka szansa.

Było blisko, żebyśmy wracali z nosem spuszczonym na kwintę. Wracaliśmy w wielkiej radości.

W piłce każdy klub ma czasem taką sytuację, że przechyla swoją szalę w doliczonym czasie gry. Każdy klub też mecze w taki sposób przegrywa. To jest czysta statystyka, grając dziesiątki czy setki meczów – coś takiego co jakiś czas się musi przydarzyć. Nie jest natomiast dane każdemu, żeby taki gol decydował o sukcesie czy klęsce w całym sezonie. To dotyka tylko niektórych. I niesamowite jest to, że my doświadczyliśmy tak potężnej klęski, gdy Witan nam strzelał gola w ostatniej minucie ostatniej kolejki. A teraz los nam oddał i to my na sam koniec, w tym horrorze okazaliśmy się zwycięzcami. To jest unikatowe doświadczenie. Coś, co w naszych kibicowskich sercach pozostanie już na zawsze.

Dłużyła się ta podróż bardzo. Śledziłem, co tam w necie na nasz temat piszą. A gdy po piątej wróciłem do domu, to zamiast pójść spać, zaparzyłem herbatkę i siedziałem jeszcze godzinę i oglądałem fragmenty Multiligi z kluczowymi momentami. Człowiek naprawdę jest chory psychicznie. Chory na punkcie swojego klubu.

Ten sezon doświadczył nas kilkoma bardzo trudnymi momentami. Stracony gol w doliczonym czasie gry przy Łazienkowskiej czy porażka w karnych z Rakowem. Straszna frustracja po meczu z Cracovią. Żal po Arce. Sama inauguracja sezonu bardzo słaba – punkt w dwóch meczach. Trochę tego było. Ale dużo więcej było momentów radosnych. Takich, że wracaliśmy z meczu i byliśmy bardzo zadowoleni. Gol Marcela i końcowy gwizdek to była wisienka na torcie.

Teraz nadszedł czas odpoczynku. Będziemy śledzić różne newsy dotyczące GieKSy. Terminarzowe czy transferowe. W połowie czerwca zasiądziemy z wielką ciekawością do internetu czy gdzie tam to losowanie będzie można śledzić. I zobaczymy gdzie nas wywieje. Czy do dalekiego Kazachstanu, a może po sąsiedzku Słowacja? A może Bałkany? Będzie to bardzo, bardzo ekscytujące.

Ale na razie odpoczywajmy. Zobaczymy jeszcze sobie baraże, żeby poznać komplet uczestników ekstraklasy w przyszłym sezonie. Oczywiście z naszym udziałem. Bo GieKSa już nie jest w ekstraklasie na dorobku. GieKSa jest z ekstraklasą zrośnięta. Jesteśmy jedną z twarzy najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Nadajemy jej kolorytu – rodzinną postawą, kultem pracy, niesamowitą determinacją i widowiskową grą. GieKSa robi wszystko, by na nowo stać się marką. Solidną marką piłkarską. I wygląda na to, że już za chwilę to stanie się rzeczywistością.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do meczu z Pogonią

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz w Szczecinie był ostatnim w tym sezonie. Oczywiście jako redakcja pojawiliśmy się na każdym z 34 meczów ligowych i 5 spotkań Pucharu Polski. Nie będziemy tym razem pisać, że zamykamy temat meczu, bo będzie on w naszych sercach jeszcze bardzo długo. Ale post scriptum musi być.

1. Tym razem pojechaliśmy aż w 5 osób: Misiek, Flifen, Kazik, Marcin i moja skromna osoba. Mieliśmy więc bardzo mocny skład na ten daleki wyjazd. Po meczu więc mieliście okazję obejrzeć m.in. trzy galerie.

2. Wyjazd mieliśmy zaplanowany wcześnie, bo chcieliśmy jeszcze w Szczecinie mieć czas na Ziemniaka. Jak to mówi Misiek – od mojego powrotu trochę zmieniły się zwyczaje – wcześniej redakcja na wyjazdach była o kanapkach, a teraz stołujemy się w knajpach 😊

3. Na mecz wziąłem amulet. Akredytację z Gryfa Wejherowo, czyli pierwszego meczu wyjazdowego w drugiej kadencji Rafała Góraka. GKS wygrał wtedy 2:0. Siedem lat odbudowy. Doprowadziło nas to do europejskich pucharów.

4. Droga była długa, bardzo długa. Zarówno tam i powrót subiektywnie wydawał się dużo bardziej mozolny niż droga do Białegostoku czy Trójmiasta.

5. Oczywiście w tamtą stronę nie brakowało ultraabsurdalnych rozmów. Musiał nam jakoś ten czas zlatywać, w końcu późnym popołudniem już miała być pełna powaga i skupienie.

6. Mogliśmy podziwiać górującą nad Dolnym Śląskiem Ślężę, która zawsze pięknie prezentuje się z autostrady. No i przejeżdżaliśmy obok Świebodzina, gdzie posąg Jezusa jest wyższy niż w Rio.

7. Gdzieś tam po drodze mini postój na mini jedzenie. Pogoda była ładna, wszystko zapowiadało piękną aurę podczas tej ostatniej kolejki na polskich stadionach.

8. Do Szczecina dojechaliśmy nieco przed piętnastą. Mieliśmy już upatrzoną knajpę, w której byliśmy rok temu, czyli „Ziemniak i spółka”. Już wiele miesięcy wcześniej mówiliśmy, że w ostatniej kolejce to będzie obowiązkowy punkt programu.

9. No właśnie – rok temu byliśmy w niedzielę, więc była duża kolejka. Tym razem kolejki nie było żadnej, do tego chłopaki zgadali się z dwoma ziomkami, którzy zajęli nam miejsce. Wszystko więc poszło szybko i sprawnie.

10. Zamówienie też przebiegło sprawnie. Dostaliśmy swoje ziemniaki, względnie inne dania, jak Misiek, który miał piramidkę z placków ziemniaczanych i schabowych. Wyglądało wybitnie, więc to chyba będzie mój wybór w następnym sezonie.

11. Naprawdę wszystko przebiegło bardzo szybko. Dzięki temu nic nam się nie opóźniło, a też do stadionu mieliśmy niedaleko. Ponownie więc przejechaliśmy przez Plac Wolności Platz, czyli Platz, który do złudzenia przypomina nasz Plac Wolności w Katowicach.

12. Po chwili byliśmy pod stadionem Pogoni Szczecin. Tym razem wiedzieliśmy już, gdzie się kierować, więc od razu wjechaliśmy na parking. Obok oczywiście było boczne boisko, na którym GieKSa grała kilka lat temu mecz Pucharu Polski z Pogonią II. Ale o tym już pisaliśmy. Ten mecz pamiętają Arkadiusz Jędrych, Marcin Wasielewski i Adrian Błąd.

13. Tym razem akredytacje były do odbioru w innym miejscu. Rok temu odbieraliśmy je w takim czarnym budynku. Teraz normalnie były w kasie. Wszystko dużymi literami, dlatego poszło szybko i znów bardzo sprawnie.

14. Kibice zbierali się na mecz. Sympatycy Pogoni zadowoleni, że w poprzednim spotkaniu udało im się zapewnić ligowy byt. Chcieli godnie pożegnać swój zespół po tych – niezbyt udanych – rozgrywkach.

15. No i już też wiedzieliśmy, gdzie kierować się do wejścia na stadion. Rok temu pobłądziliśmy – z naszej winy, bo nie przeczytaliśmy informacji na akredytacjach. Teraz więc wszystko było wiadomo, co, jak i gdzie.

16. Weszliśmy, przetrzepali nas i się rozdzieliliśmy, każdy poszedł w swoją stronę. Ja najpierw zakupiłem proporczyk Pogoni. Na różnych stadionach czasem mają, a czasem nie. Udało mi się kupić na Arce czy Cracovii, ale na większości nie było.

17. Poszedłem na dół, znaczy najpierw na górę, bo popierniczyły mi się kierunki, do Sali konferencyjnej. Zazwyczaj podczas meczu wypijam kilka herbat, ale tym razem po tym jedzeniu, nie miałem za bardzo ochoty. Wziąłem więc składy i udałem się na prasówkę.

18. Gdy zobaczyłem, że prawie wszystkie miejsca są oklejone nazwami poszczególnych redakcji, trochę się zirytowałem. Zobaczyłem jednak, że po drugiej stronie też są miejsca ze stolikami, nawet wygodniejsze. Tam więc usiadłem, myśląc, że to nadal są miejsca prasowe.

19. Ku mojemu zdziwieniu przyszedł pan starszy z panem średnim i powiedzieli, że mają na te miejsca bilety. Moja irytacja się zwiększyła, no ale skoro mieli bilety, to co miałem zrobić. Sympatyczni byli. Mimo więc, że byłem już porozkładany i podłączony – musiałem się ewakuować.

20. Wróciłem na pierwotne miejsca i jednak dostrzegłem wolne, więc je zająłem. W takim najniższym rzędzie, przed barierką. To jeszcze jednak nie było problemem, bo widoczność była okej. Większym kłopotem było to, że przed stanowiskiem dosłownie było przejście, którym chodzili kibice i – co gorsza – stali se przy barierkach. Na szczęście podczas meczu się usunęli i nie zasłaniali.

21. I pewnie dobrze, bo był kilka miejsc dalej taki furiat, który, jak ktoś z rzędów już zwykłych kibicowskich przed nim wstawał, to darł się na niego i mocno przeklinał. Z jednej strony rozumiałem złość, ale z drugiej tak łatwo dać się podpalać to zdeczko niefajne.

22. Ten sam jegomość w pewnym momencie odwalił już mega słabą akcję. Jeszcze przed meczem chodził sobie jakiś długowłosy człowiek w tym miejscu. Jakiś chłopak poprosił go o zdjęcie, więc akurat selfiak był robiony dokładnie przed stanowiskiem tego furiata. I ten normalnie walnął tego długowłosego.

23. Nie rozpoznałem go wcześniej, ale po meczu na socialach Pogoni zobaczyłem, że to był Alex Gorgon, czyli były piłkarz Portowców, który zresztą w poprzednim sezonie strzelił nam bramkę na starej jeszcze Bukowej. No i wyobraźcie sobie to – przyjeżdża były piłkarz, lubiany piłkarz, a jakiś facet go wali po plecach, bo ten sobie robi zdjęcie z młodym kibicem.

24. Do meczu było coraz bliżej. Ostatecznie warunki do pracy nieidealne, ale dobre. Prąd jest, stolik wystarczający jest, widoczność okej. Pozostawało tylko czekać na rozpoczęcie spotkania.

25. Pierwsza połowa jaka była – każdy widział. Beznadziejna w naszym wykonaniu. Pogoń objęła prowadzenie. Kibice gospodarzy bardzo głośno dopingowali, kompletnie nie odpuścili ostatniego meczu. Sektor gości też głośno wspierał swoich zawodników.

26. W przerwie był niepokój. GKS przegrywał, Legia wygrywała, więc to piłkarze ze stolicy byli w pucharach. Czekało nas ciężkie 45 minut. Takie, w których trzeba było zagrać dużo lepiej.

27. Minuty mijały. Nadzieja była, ale czasu coraz mniej. Świetnych sytuacji nie wykorzystał Mateusz Wdowiak. Lukas trafił w poprzeczkę. Trener robił już ostateczne roszady w ustawieniu.

28. Czerwona kartka dla Kamińskiego wlała trochę nadziei. Gdyby do końca pozostawało pół godziny, ta nadzieja byłaby wielka. Tu mieliśmy 7-8 minut do końca, więc tliła się. Ale gospodarze grali w dziesiątkę i mieli napastnika w bramce. My też mieliśmy kontuzjowanego bramkarza.

29. Potem to już była tylko historia. Borja Galan przeprowadził kapitalną akcję, podał do Marcela, a ten z 16 metrów strzelił tak, że Cuić nie wiedział czy bronić ręką czy nogą. Ostatecznie w pewnym sensie to był strzał perfekcyjny, bo totalnie zdezorientował bramkarza.

30. Wybuch radości, ekstaza, na boisku i na trybunach. Kilka minut jeszcze przetrwaliśmy bez większego problemu i sędzia zakończył mecz.

31. Nie będę się powtarzał z felietonu z tym, że nie wiedziałem, w co ręce włożyć. Plus ten kontekst emocjonalny. Zrobiłem więc swoją robotę, Flifen wrzucił relację i można było udać się na konferencję prasową.

32. Zadziwiająco było na niej mało dziennikarzy. Znaczy większość to byliśmy my, z Katowic i tylko kilku Szczecinian. Wśród regionalnych mediów, w przeciwieństwie do kibiców, ten mecz jak widać nie wzbudził większego zainteresowania.

33. Co ciekawe – istnieje taka obiegowa opinia, że Szczecin był/jest dla nas bardzo trudnym terenem. Uwielbiam tę opinię, bo jest powielana z dawnych czasów, jeszcze z lat 90. A przecież w nowej historii GKS Katowiczanie wcześniej wygrali tam raz i przegrali dwa razy. Więc nie aż tak źle. Bardzo trudnym terenem to jest dla nas Widzew, gdzie na ileś prób nie wygraliśmy meczu, zaliczając jedynie dwa remisy.

34. No i po raz drugi przeżyliśmy euforię w doliczonym czasie gry. Pamiętamy słynne 4:3 z 2010 roku i remontadę z 1:3 na 4:3 w końcówce. To było jeszcze na starym stadionie. Teraz – już na nowym – znów to mieliśmy okazję przeżyć.

35. Porobiliśmy swoje na salce, oczekiwanie na konferencję się bardzo przedłużało. Wróciliśmy do auta i ruszyliśmy do Katowic. Po drodze jeszcze oczywiście Maczek 😊

36. W drodze powrotnej byliśmy radośni i zmęczeni. Snuliśmy plany. Zastanawialiśmy się, jak ogarniemy puchary, jako redakcja, głównie jeśli chodzi o mecze wyjazdowe. Wyzwania przed nami. Radosne wyzwania. Możemy być dumni.

37. W stolicy Górnego Śląska byliśmy już, gdy było jasno. Po piątej rano. Mogliśmy wrócić do domu i w radości położyć się spać.

38. GieKSa w Europie!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga