Piłka nożna Prasówka
Spotkanie charakternych – media o meczu Grabarnia-GKS Katowice
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat dzisiejszego meczu II ligi Garbarnia Kraków – GKS Katowice.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice gra dziś w Krakowie z Garbarnią. Będzie rewanż za Puchar Polski?
[…] GKS Katowice musiał przełożyć mecze z Olimpią Elbląg i z Błękitnymi w Stargardzie i teraz musi godzić granie zgodne z ligowym planem i z meczami do nadrobienia. W środę drużyna Rafała Góraka zagra w Krakowie z Garbarnią.
GieKSa w sobotę zagrała u siebie ze Skrą Częstochowa i choć przegrywała 0:1, w końcówce odwróciła losy meczu, wygrywając 2:1. Skra przy prowadzeniu 1:0 w 61. minucie nie wykorzystała rzutu karnego. Goście od 80. minuty grali w dziesiątkę, co wykorzystali katowiczanie. Bramki dla GKS-u zdobyli: Patryk Szwedzik (83) i Dominik Kościelniak (89).
Tamte emocje jeszcze są świeżo w pamięci, a już dziś następny mecz.
– Musimy być przygotowani, bo będzie naprawdę gorąco i bardzo intensywnie – przestrzega trener Górak widząc, co jeszcze czeka GKS w walce o awans.
Jak wygląda sytuacja w tabeli? Liderem jest Górnik Polkowice, który ma 57 punktów. GieKSa jest druga – 56 pkt. Trzecie miejsce zajmuje Chojniczanka Chojnice (54 pkt), ale ma trzy więcej rozegrane mecze niż prowadząca dwójka. Bezpośredni awans do Fortuna 1. Ligi daje zajęcie pierwszego lub drugiego miejsca. Garbarnia Kraków do tej pory zgromadziła 38 pkt i jest 10. Drużyna Łukasza Surmy wygrała cztery z ostatnich pięciu spotkań, ale ostatnio została pokonana w ”wyjazdowych” derbach Krakowa przez Hutnik 2:0. W tym meczu czerwoną kartkę dostał Michał Rutkowski i nie zagra przeciw GKS-owi. Czwarta żółta kartka wyklucza Daniela Morysa. Garbarnia ciągle walczy o baraże, więc katowiczan czeka trudna przeprawa.
[…] GieKSa chce się w środę zrewanżować za porażkę w 1/32 Fortuna Pucharu Polski. W meczu rozegranym w Krakowie 22 sierpnia Garbarnia wygrała 1:0 (0:0) po golu Błażeja Radwanka.
sportdziennik.com – Spotkanie charakternych
Nie ma drugiej takiej pary na szczeblu centralnym. Dziś GieKSa zagra na wyjeździe z Garbarnią Kraków. Będzie to konfrontacja drużyn, które wyspecjalizowały się w odrabianiu strat i wygrywaniu meczów, w których pierwsi do siatki trafiają rywale.
GKS Katowice dokonał tego w tym sezonie już 7 razy, Garbarnia Kraków – tylko raz mniej. Pod tym względem jedni i drudzy nie mają sobie równych nie tylko w II lidze, ale i na całym polskim szczeblu centralnym. Bardzo dobrze opanowali sztukę wygrywania meczów, w których przegrywają 0:1. Katowiczanie dali temu wyraz w dwóch spotkaniach z Lechem II Poznań (3:1, 2:1), a także z Olimpią Grudziądz (3:1), KKS-em 1925 Kalisz (4:1), Wigrami Suwałki (2:1), Bytovią (2:1) i – ostatniej soboty – ze Skrą Częstochowa (2:1).
Trener Rafał Górak po zbudowaniu nowej II-ligowej GieKSy zwykł mawiać kilkanaście miesięcy temu, że „walczymy o to, by kibice polubili tę drużynę”. Dziś, gdy ma dość komfortowe położenie w walce o powrót na zaplecze ekstraklasy, katowicki kibic otrzymał wiele argumentów, by rzeczywiście tę ekipę polubić. Choć obraca się w innych realiach finansowych niż reszta stawki, to różnica na boisku nigdy nie odda różnicy w kasie.
Umiejętności może zatem mimo przewagi pieniądza brakować, ale serca i charakteru – nigdy, a to właśnie cechuje w tym sezonie GKS. Potrafi odwracać losy spotkań, potrafi zdobywać bramki w końcówkach. W ostatnim kwadransie zawodnicy Góraka wbili ich rywalom aż 12, z czego 9 miało bezpośredni wpływ na punktowe zdobycze. Cierpliwość, konsekwencja, chłodna głowa – to wszystko musi towarzyszyć aktualnemu wiceliderowi II ligi.
Trzeba też oddać, że starta bramki na 0:1 nie przewraca zwykle planów GieKSy o 180 stopni – bo przecież w zdecydowanej większości meczów i tak zmuszona jest prowadzić atak pozycyjny i nie ma tu znaczenia, czy remisuje 0:0, czy przegrywa 0:1. A ze stanem 0:1 mierzyła się w tym sezonie aż 13-krotnie. Sporo, zważywszy na fakt, iż zdołała rozegrać dotąd 25 meczów… Odniosła w takich okolicznościach 7 zwycięstw, zanotowała 1 remis – pechowy z Pogonią Siedlce, po bramce straconej w samej końcówce – i poniosła 5 porażek. To naprawdę niewiele. Z kolei w 12 meczach, w których katowiczanie obejmowali prowadzenie, potknęli się ledwie raz – przy Bukowej ze Zniczem Pruszków, remisując 1:1, o czym zdecydował doliczony czas gry.
Można spojrzeć na to szerzej i z mocą podkreślić – odkąd GieKSa spadła do II ligi, nie poniosła porażki w meczu, w którym prowadziła 1:0! W tym sezonie jej bilans w spotkaniach, które tak się potoczyły, wynosi 11-1-0. W poprzednim sezonie? 15-3-0. Wtedy jednak znacznie gorzej było w tych starciach, w których to rywale jako pierwsi trafiali do siatki. Zespół Góraka dał radę zwycięsko odwrócić jedynie losy dwóch – z Bytovią i Łęczną. Poza tym zanotował 5 remisów i 10 porażek.
Teraz jest pod tym względem znacznie lepiej, ale trudno też wygłaszać pod adresem katowiczan peany, bo awans jest w pewnym sensie ich obowiązkiem.
Patrząc przez ten pryzmat, nawet bardziej imponuje ta drużyna, od której walki o czołowe lokaty nikt wymagać nie powinien, czyli Garbarnia. Ona straty z nawiązką odrabiała 6-krotnie. KKS 1925 Kalisz, Hutnika Kraków, Olimpię Grudziądz, Olimpię Elbląg, Bytovię i Chojniczankę drużyna trenera Łukasza Surmy pokonywała solidarnie w stosunku 2:1, czyli takim wynikiem, jaki upodobała też sobie w tym sezonie GieKSa.
Nie inaczej było zresztą w jesiennym spotkaniu katowiczan z Garbarnią przy Bukowej. Też skończyło się 2:1, przy czym tam come backu nie było, gospodarze prowadzili już różnicą dwóch bramek…
W II lidze takie powroty, odwracanie losów meczu, zdarzają się najczęściej spośród rozgrywek szczebla centralnego. W ekstraklasie ta sztuka 5-krotnie udała się Zagłębiu Lubin, a 4-krotnie – Rakowowi Częstochowa. Mizernie pod tym względem wypadają natomiast I-ligowcy. Ledwie po 2 razy drogę od stanu 0:1 do zwycięstwa przebyły zespoły Bruk-Betu Termaliki Nieciecza, GKS-u Tychy i Zagłębia Sosnowiec, a połowie ligi nie zdarzyło się to nawet raz! To dowodzi, że na zapleczu elity bramka na 1:0 w zdecydowanej większości przypadków ustawia spotkanie. A gdy grają GieKSa i Garbarnia, oznacza ona nieraz dopiero początek emocji.
sportslaski.pl – Rezerwowi na wagę złota. „GieKSa” wróciła do gry i czeka na meczowy maraton
[…] Po zakończeniu kwarantanny w minionym tygodniu, powrocie z izolacji i „ugaszeniu” powstałego w zespole ogniska zakażeń koronawirusem, w ciągu miesiąca GKS rozegra aż dziewięć spotkań o punkty. Pierwsze z nich odbędzie się już jutro o godzinie 17, gdy podopieczni trenera Góraka zmierzą się na wyjeździe z dziesiątą Garbarnią. I choć oba zespoły przed 30. serią gier dzieli aż 18 punktów, a krakowianie nie utrzymali się na dotychczasowej fali wnoszącej, „GieKSa” przed pierwszym gwizdkiem może mieć pewne powody do niepokoju.
Zanotowany na początku sezonu spory falstart jest bowiem silnie skorelowany z kameralnym obiektem przy ulicy Rydlówka. To właśnie na tym stadionie zawodnicy z Katowic odpadli już w pierwszej rundzie tegorocznej edycji Fortuna Pucharu Polski, choć „Brązowi” przystępowali do bezpośredniego pojedynku w zaledwie 15-osobowym składzie. Osiem dni później „GieKSa” przyjęła na siebie kolejny kubeł zimnej wody, gdy na tym samym obiekcie, już w ramach 1. kolejki eWinner II Ligi, uległa innej krakowskiej drużynie – Hutnikowi. Czy zatem drugiemu zespołowi w tabeli uda się przełamać mały krakowski kompleks?
– Musimy być bardzo przygotowani, tym bardziej że do końca maja będziemy grali co 3 dni. Z pewnością będzie gorąco oraz intensywnie i nastawiam się na to, że czekać nas będzie trudny kawałek chleba – zakończył trener GKS-u, który w przypadku ewentualnej straty punktów w Stargardzie przez Górnik Polkowice, będzie miał szanse na powrót na fotel lidera.
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie do złamania
Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.
Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.
Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.
Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.
Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.
Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.
Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.
To był kolejny tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.
Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.
I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.
Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.
Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.
Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.
Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.
No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.
Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.
Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.
Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.
Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.
Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.
Kibice Piłka nożna Wideo
Stadion znowu eksplodował
W sobotę GieKSiarze wyglądali imponująco na trybunach i murawie, a stadion (kolejny już raz) eksplodował w 90. minucie. Nowa Bukowa zgromadziła prawie 12,5 tys. fanów, a do Katowic zawitała też liczna grupa sympatyków Cracovii ze swoimi zgodami. Zapraszamy do materiału wideo, na którym zarejestrowaliśmy doping kibiców GieKSy.
Piłka nożna
Oceny za wyszarpanie z Cracovią
Zapraszamy do zapoznania się z ocenami za emocjonujący mecz z Cracovią, końcowo wygrany 3:2. Waszym MVP został Ilja Szkurin dzięki zdobyciu 30,4% głosów.
Gabriel Kobylak (4-) – Czy miał dużo pracy? Ależ skąd, Cracovia oddała trzy celne strzały, a i w rozegraniu do tyłu niezbyt przeszkadzała. Zasadniczo nie mógł nic poradzić na stracone bramki, może gdyby akurat idealnie wyczuł napastnika i podjął jakąś decyzję w ciemno – po prostu były to tak zwane „stuprocentowe sytuacje”.
Pau Resta (4-) – Świetne podanie już w drugiej minucie zostało przyćmione przez jego przegrane walki powietrzne w drugiej połowie meczu.
Lukas Klemenz (4-) – Bardzo pewnie wyglądał jako środkowa postać naszego bloku obronnego, zresztą jego mocne strony najlepiej pasują właśnie do tej pozycji. Może istnieje jeszcze margines do poprawy w komunikacji z pozostałą dwójką, ale po dwóch latach gry na boku tej formacji to w pełni zrozumiałe. Blisko był wpisania się na listę strzelców, zabrakło nieco szczęścia.
Alan Czerwiński (3) – Był aktywnym i dobrze odnajdywał się tam, gdzie powinien się znaleźć w danym momencie. Nie wychodziło mu co prawda idealnie wykręcanie liczb już na pozycji, ale nie można mu odebrać zaangażowania.
Marcin Wasielewski (3) – Zdecydowanie nie jest to Marcin Wasielewski w formie 'Top’, podobnie jak u Alana Czerwińskiego – prawa flanka nie miała swojego najlepszego dnia. Dzięki niemu cieszyliśmy się z rzutu karnego, nieustępliwie chciał wedrzeć się w szesnastkę i opłaciło mu (i nam) się to.
Mateusz Kowalczyk (4+) – Wrzut z autu na początku spotkania zaskoczył nie tylko nas, także Cracovia nie była przygotowana na taki wariant: ciekawe, czy musiał uzyskać pozwolenie na zostanie trebuszem. Razem z Łukasiakiem szczelnie zamknęli środek pola, jak zwykle dobrze widzieć takiego walczaka na murawie.
Kacper Łukasiak (4) – Cały czas drzemie w nim potencjał i momentami potrafi pokazać swój arsenał, choć czasami brakowało mu decyzji o ułamek sekundy szybszej. Dobrze zastawiał się z piłką i prowokował rywali do pressingu, otwierając tym pozostałe części boiska.
Mateusz Wdowiak (4+) – Ten rogal z pierwszej połowy zasługiwał na skończenie w siatce. Takich wahadłowych chce się oglądać.
Bartosz Nowak (4+) – Ależ z energią wyszedł na to spotkanie, spokojnie mógłby dopisać sobie o bramkę i asystę więcej. Szczęście mu tym razem nie sprzyjało, a cieszy także więcej decyzji o oddawaniu strzału.
Szymon Bartlewicz (4) – Oby skurcz złapany w jego ostatniej akcji został do końca wyleczony w przerwie na reprezentację. Pokazał, że chce zostawić serce na boisku, kolejny piłkarz, dla którego nie ma straconych piłek.
Ilja Szkurin (5, MVP) – Ponownie wygrał nam mecz. Można zaryzykować stwierdzenie, że jest najlepszym napastnikiem na świecie… po 90. minucie. Prawdopodobnie przy odrobinę lepszych decyzjach mógł strzelić bramkę już wcześniej.
Marcel Wędrychowski (4-) – Nie był kluczową postacią tego meczu, choć widać u niego chęć walki na boisku.
Erik Jirka (brak oceny) – Po jego wejściu Cracovia znajdowała mniej okazji na flance.
Bartosz Wolski (brak oceny) – W końcówce pokazał dokładnie to, czego od niego można oczekiwać – zagranie długiej piłki z perfekcyjną precyzją.
Marius Olsen (brak oceny) – Jego wyskok utrzymał przy życiu akcję na 3:2.
Borja Galan (brak oceny) – Zmiana w końcówce skutkująca asystą i kluczową akcją w defensywie? Ciężko oczekiwać więcej od występu trwającego kilka minut.

Najnowsze komentarze