Piłka nożna Prasówka
Spotkanie charakternych – media o meczu Grabarnia-GKS Katowice
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat dzisiejszego meczu II ligi Garbarnia Kraków – GKS Katowice.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice gra dziś w Krakowie z Garbarnią. Będzie rewanż za Puchar Polski?
[…] GKS Katowice musiał przełożyć mecze z Olimpią Elbląg i z Błękitnymi w Stargardzie i teraz musi godzić granie zgodne z ligowym planem i z meczami do nadrobienia. W środę drużyna Rafała Góraka zagra w Krakowie z Garbarnią.
GieKSa w sobotę zagrała u siebie ze Skrą Częstochowa i choć przegrywała 0:1, w końcówce odwróciła losy meczu, wygrywając 2:1. Skra przy prowadzeniu 1:0 w 61. minucie nie wykorzystała rzutu karnego. Goście od 80. minuty grali w dziesiątkę, co wykorzystali katowiczanie. Bramki dla GKS-u zdobyli: Patryk Szwedzik (83) i Dominik Kościelniak (89).
Tamte emocje jeszcze są świeżo w pamięci, a już dziś następny mecz.
– Musimy być przygotowani, bo będzie naprawdę gorąco i bardzo intensywnie – przestrzega trener Górak widząc, co jeszcze czeka GKS w walce o awans.
Jak wygląda sytuacja w tabeli? Liderem jest Górnik Polkowice, który ma 57 punktów. GieKSa jest druga – 56 pkt. Trzecie miejsce zajmuje Chojniczanka Chojnice (54 pkt), ale ma trzy więcej rozegrane mecze niż prowadząca dwójka. Bezpośredni awans do Fortuna 1. Ligi daje zajęcie pierwszego lub drugiego miejsca. Garbarnia Kraków do tej pory zgromadziła 38 pkt i jest 10. Drużyna Łukasza Surmy wygrała cztery z ostatnich pięciu spotkań, ale ostatnio została pokonana w ”wyjazdowych” derbach Krakowa przez Hutnik 2:0. W tym meczu czerwoną kartkę dostał Michał Rutkowski i nie zagra przeciw GKS-owi. Czwarta żółta kartka wyklucza Daniela Morysa. Garbarnia ciągle walczy o baraże, więc katowiczan czeka trudna przeprawa.
[…] GieKSa chce się w środę zrewanżować za porażkę w 1/32 Fortuna Pucharu Polski. W meczu rozegranym w Krakowie 22 sierpnia Garbarnia wygrała 1:0 (0:0) po golu Błażeja Radwanka.
sportdziennik.com – Spotkanie charakternych
Nie ma drugiej takiej pary na szczeblu centralnym. Dziś GieKSa zagra na wyjeździe z Garbarnią Kraków. Będzie to konfrontacja drużyn, które wyspecjalizowały się w odrabianiu strat i wygrywaniu meczów, w których pierwsi do siatki trafiają rywale.
GKS Katowice dokonał tego w tym sezonie już 7 razy, Garbarnia Kraków – tylko raz mniej. Pod tym względem jedni i drudzy nie mają sobie równych nie tylko w II lidze, ale i na całym polskim szczeblu centralnym. Bardzo dobrze opanowali sztukę wygrywania meczów, w których przegrywają 0:1. Katowiczanie dali temu wyraz w dwóch spotkaniach z Lechem II Poznań (3:1, 2:1), a także z Olimpią Grudziądz (3:1), KKS-em 1925 Kalisz (4:1), Wigrami Suwałki (2:1), Bytovią (2:1) i – ostatniej soboty – ze Skrą Częstochowa (2:1).
Trener Rafał Górak po zbudowaniu nowej II-ligowej GieKSy zwykł mawiać kilkanaście miesięcy temu, że „walczymy o to, by kibice polubili tę drużynę”. Dziś, gdy ma dość komfortowe położenie w walce o powrót na zaplecze ekstraklasy, katowicki kibic otrzymał wiele argumentów, by rzeczywiście tę ekipę polubić. Choć obraca się w innych realiach finansowych niż reszta stawki, to różnica na boisku nigdy nie odda różnicy w kasie.
Umiejętności może zatem mimo przewagi pieniądza brakować, ale serca i charakteru – nigdy, a to właśnie cechuje w tym sezonie GKS. Potrafi odwracać losy spotkań, potrafi zdobywać bramki w końcówkach. W ostatnim kwadransie zawodnicy Góraka wbili ich rywalom aż 12, z czego 9 miało bezpośredni wpływ na punktowe zdobycze. Cierpliwość, konsekwencja, chłodna głowa – to wszystko musi towarzyszyć aktualnemu wiceliderowi II ligi.
Trzeba też oddać, że starta bramki na 0:1 nie przewraca zwykle planów GieKSy o 180 stopni – bo przecież w zdecydowanej większości meczów i tak zmuszona jest prowadzić atak pozycyjny i nie ma tu znaczenia, czy remisuje 0:0, czy przegrywa 0:1. A ze stanem 0:1 mierzyła się w tym sezonie aż 13-krotnie. Sporo, zważywszy na fakt, iż zdołała rozegrać dotąd 25 meczów… Odniosła w takich okolicznościach 7 zwycięstw, zanotowała 1 remis – pechowy z Pogonią Siedlce, po bramce straconej w samej końcówce – i poniosła 5 porażek. To naprawdę niewiele. Z kolei w 12 meczach, w których katowiczanie obejmowali prowadzenie, potknęli się ledwie raz – przy Bukowej ze Zniczem Pruszków, remisując 1:1, o czym zdecydował doliczony czas gry.
Można spojrzeć na to szerzej i z mocą podkreślić – odkąd GieKSa spadła do II ligi, nie poniosła porażki w meczu, w którym prowadziła 1:0! W tym sezonie jej bilans w spotkaniach, które tak się potoczyły, wynosi 11-1-0. W poprzednim sezonie? 15-3-0. Wtedy jednak znacznie gorzej było w tych starciach, w których to rywale jako pierwsi trafiali do siatki. Zespół Góraka dał radę zwycięsko odwrócić jedynie losy dwóch – z Bytovią i Łęczną. Poza tym zanotował 5 remisów i 10 porażek.
Teraz jest pod tym względem znacznie lepiej, ale trudno też wygłaszać pod adresem katowiczan peany, bo awans jest w pewnym sensie ich obowiązkiem.
Patrząc przez ten pryzmat, nawet bardziej imponuje ta drużyna, od której walki o czołowe lokaty nikt wymagać nie powinien, czyli Garbarnia. Ona straty z nawiązką odrabiała 6-krotnie. KKS 1925 Kalisz, Hutnika Kraków, Olimpię Grudziądz, Olimpię Elbląg, Bytovię i Chojniczankę drużyna trenera Łukasza Surmy pokonywała solidarnie w stosunku 2:1, czyli takim wynikiem, jaki upodobała też sobie w tym sezonie GieKSa.
Nie inaczej było zresztą w jesiennym spotkaniu katowiczan z Garbarnią przy Bukowej. Też skończyło się 2:1, przy czym tam come backu nie było, gospodarze prowadzili już różnicą dwóch bramek…
W II lidze takie powroty, odwracanie losów meczu, zdarzają się najczęściej spośród rozgrywek szczebla centralnego. W ekstraklasie ta sztuka 5-krotnie udała się Zagłębiu Lubin, a 4-krotnie – Rakowowi Częstochowa. Mizernie pod tym względem wypadają natomiast I-ligowcy. Ledwie po 2 razy drogę od stanu 0:1 do zwycięstwa przebyły zespoły Bruk-Betu Termaliki Nieciecza, GKS-u Tychy i Zagłębia Sosnowiec, a połowie ligi nie zdarzyło się to nawet raz! To dowodzi, że na zapleczu elity bramka na 1:0 w zdecydowanej większości przypadków ustawia spotkanie. A gdy grają GieKSa i Garbarnia, oznacza ona nieraz dopiero początek emocji.
sportslaski.pl – Rezerwowi na wagę złota. „GieKSa” wróciła do gry i czeka na meczowy maraton
[…] Po zakończeniu kwarantanny w minionym tygodniu, powrocie z izolacji i „ugaszeniu” powstałego w zespole ogniska zakażeń koronawirusem, w ciągu miesiąca GKS rozegra aż dziewięć spotkań o punkty. Pierwsze z nich odbędzie się już jutro o godzinie 17, gdy podopieczni trenera Góraka zmierzą się na wyjeździe z dziesiątą Garbarnią. I choć oba zespoły przed 30. serią gier dzieli aż 18 punktów, a krakowianie nie utrzymali się na dotychczasowej fali wnoszącej, „GieKSa” przed pierwszym gwizdkiem może mieć pewne powody do niepokoju.
Zanotowany na początku sezonu spory falstart jest bowiem silnie skorelowany z kameralnym obiektem przy ulicy Rydlówka. To właśnie na tym stadionie zawodnicy z Katowic odpadli już w pierwszej rundzie tegorocznej edycji Fortuna Pucharu Polski, choć „Brązowi” przystępowali do bezpośredniego pojedynku w zaledwie 15-osobowym składzie. Osiem dni później „GieKSa” przyjęła na siebie kolejny kubeł zimnej wody, gdy na tym samym obiekcie, już w ramach 1. kolejki eWinner II Ligi, uległa innej krakowskiej drużynie – Hutnikowi. Czy zatem drugiemu zespołowi w tabeli uda się przełamać mały krakowski kompleks?
– Musimy być bardzo przygotowani, tym bardziej że do końca maja będziemy grali co 3 dni. Z pewnością będzie gorąco oraz intensywnie i nastawiam się na to, że czekać nas będzie trudny kawałek chleba – zakończył trener GKS-u, który w przypadku ewentualnej straty punktów w Stargardzie przez Górnik Polkowice, będzie miał szanse na powrót na fotel lidera.
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Kielc i Łęcznej
Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.
1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.
2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.
3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.
4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.
5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.
6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.
7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.
8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.
9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.
10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.
11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.
12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.
13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.
14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.
15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.
16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.
17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.
18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.
19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna i schludna.
20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.
21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.
22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.
23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.
24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.
25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.
26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.
27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.
28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.
29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.
30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.
31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.
32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.
33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!
34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.
35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.







































Najnowsze komentarze