Piłka nożna Prasówka
Sensacja w Pruszkowie. Znicz lepszy od GKS Katowice – media o meczu Znicz Pruszków-GKS Katowice 1:0
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego meczu II ligi Znicz Pruszków – GKS Katowice. GieKSa przegrała w Pruszkowie 0:1 (0:1).
sport.tvp.pl – 2. liga. Sensacja w Pruszkowie. Znicz lepszy od GKS Katowice
Znicz Pruszków wygrał z GKS Katowice 1:0 (1:0) w meczu 26. kolejki 2. ligi. Dzięki trafieniu Macieja Firleja gospodarze pokonali lidera rozgrywek.
[…] Dzięki sensacyjnej wygranej Znicz awansował na czternaste miejsce w tabeli 2. ligi. GKS, pomimo porażki, pozostał na pierwszej lokacie. Górnik Polkowice, już w tej kolejce, będzie mógł jednak wskoczyć na fotel lidera.
dziennikzachodni.pl – Lider II ligi zatrzymany w Pruszkowie
W czwartek 8.04.2021 r. w meczu 26. kolejki eWinner II ligi GKS Katowice grał w Pruszkowie ze Zniczem. GieKSa jest liderem tabeli i zmierza do Fortuna. 1 Ligi, ale zaliczyła potknięcie w Pruszkowie.
zniczpruszkow.com.pl – Pokonujemy lidera ligi! Znicz 1:0 GKS Katowice
Walka, siła, odpowiednia taktyka i wiara w siebie samych czyli recepta na pokonanie lidera ligi. Dzisiejszy wieczór w Pruszkowie otworzył 26. kolejkę eWinner 2 Liga. Jak mawiali sceptycy: przeciętny zespół z Pruszkowa będzie musiał się namęczyć, by pokonać lidera. Cóż.. o tym jak grał lider mogli przekonać się wszyscy przed telewizorami.
W dzisiejszym meczu gospodarze zdecydowanie przeważali od pierwszego gwizdka Ewy Augustyn. Byli szybsi, wykorzystywali sytuacje, przerywali akcje przeciwników i oddali więcej strzałów na bramkę. Gola dla żółto-czerwonych w 45′ zdobył Maciej Firlej, który po ostatniej kolejce znalazł się w „11” Tygodnika Piłka Nożna. Po przerwie Znicz nie spoczął na laurach i nie dał się sprowokować drużynie Arkadiusza Jędrycha, wychowanka Znicza grającego dziś w katowickich barwach. Kilka prób zdobycia punktów skutecznie przerywał Piotr Misztal, który w dzisiejszym meczu nie puścił żadnej bramki i bardzo dobrze pomagał zawodnikom z pola, co nie umknęło uwadze komentatorom podczas transmisji w TVP Sport. Znicz mógł zdecydowanie wyżej wygrać, niestety poza dobrymi sytuacjami było też kilka niewykorzystanych, w tym pojedynek sam na sam z bramkarzem Gieksy.
sportslaski.pl – Wyjazdowa passa „GieKSy” przerwana. Osłabiony lider bez patentu na Znicz
Z pewnością nie takiego przebiegu rywalizacji w Pruszkowie spodziewali się zawodnicy katowickiej „GieKSy”. Lider drugoligowej tabeli poległ bowiem z walczącym o utrzymanie Zniczem 0:1, a jedyna bramka padła na samym końcu pierwszej części gry. Tym samym podopieczni Rafała Góraka ponieśli pierwszą wyjazdową porażkę od 24 października i mogą po tej serii gier stracić pozycję lidera.
[…] Podopieczni Rafała Góraka musieli mieć jednak z tyłu głowy fakt, że choć oba zespoły przez bezpośrednią rywalizacją dzieliło aż 14 pozycji i 30 punktów, Znicz w ostatnim czasie bywał dla GKS-u dość niewygodnym rywalem.
Dość powiedzieć, że w trzech ostatnich starciach wspomnianych drużyn w 2. Lidze, katowiczanie byli w stanie wywalczyć tylko jedno oczko.
[…] Klub poinformował bowiem w oficjalnym oświadczeniu, że u dwóch zawodników pierwszego zespołu potwierdzono obecność wirusa SARS CoV-2, a zgodnie z zaleceniami Zespołu Medycznego PZPN, od niedzieli zostali oni odizolowani od drużyny. Jak pokazał wyjściowy skład na dzisiejsze spotkanie w Pruszkowie, owymi pechowcami zostali dotychczasowi pewniacy w talii trenera Góraka – lewy obrońca Grzegorz Rogala oraz skrzydłowy Szymon Kiebzak.
Zmiany w jedenastce „żółto-zielono-czarnych” były zatem konieczne, a od pierwszej minuty szkoleniowiec lidera postawił m.in. na Daniana Pavlasa czy też na „rezerwowe” trio, które miało mniejszy bądź większy udział w zdobyciu jedynej bramki przeciwko Olimpii Grudziądz. W Pruszkowie ofensywnie usposobionemu GKS-owi szło jednak jak po grudzie. W poczynaniach gości brakowało bowiem odpowiedniej płynności, przyspieszenia czy po prostu pomysłu, by przełamać bardzo dobrze dysponowaną obronę przeciwnika. Potwierdza to choćby statystyka oddanych strzałów, bowiem do przerwy zespół ze Śląska oddał zaledwie jeden strzał w kierunku bramki Piotra Misztala.
Jakby katowiczanie mieli mało problemów, powiązanych choćby z dość powolnym rozegraniem piłki czy początkową nieumiejętnością kreowania okazji bramkowych, zakończyli oni pierwszą połowę w najgorszy możliwy sposób. W ostatniej akcji przed zmianą stron na listę strzelców wpisał się Maciej Firlej, który po przyjęciu futbolówki obrócił się z nią i pokonał golkipera mierzonym strzałem. Jak się okazało, więcej goli w czwartkowym pojedynku już nie wpadło. Gościom w ewentualnej zmianie wyniku nie pomogła mocniejsza końcówka i zepchnięcie rywala do defensywy, czy też dokonanie po godzinie gry aż czterech roszad w jedenastce.
– Mecz wyglądał jak wyglądał i być może dopiero w ostatnich 20 minutach prezentowaliśmy się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Nie ustrzegliśmy się jednak błędów i na pewno czeka nas dość mocna analiza tego wszystkiego. Musimy jak najlepiej przygotować się do kolejnego spotkania – zapowiedział rozgoryczony po ostatnim gwizdku trener Rafał Górak.
Tym samym „GieKSa” przerwała swoją serię sześciu wyjazdowych zwycięstw (pierwsza porażka na obcym stadionie od 24 października) i ponownie dała się zaskoczyć niżej notowanemu rywalowi z Mazowsza. Co jednak równie istotne, podopieczni trenera Góraka mogą po tej serii gier stracić nawet pozycję lidera, choć w tym przypadku wszystko zależy od wyniku sobotniego spotkania Górnika Polkowice z Pogonią Siedlce.
sportdziennik.com – GKS Katowice potknął się w Pruszkowie
Koniec rekordowej wyjazdowej serii GieKSy, która zawitała do Pruszkowa osłabiona, zagrała kiepsko i już w weekend może stracić fotel lidera II-ligowej tabeli na rzecz Górnika Polkowice.
Na cyfrze sześć zatrzymał się licznik wyjazdowych zwycięstw GKS-u, który od dnia porażki w Częstochowie – 24 października – w delegacji wyłącznie wygrywał. Wrocław, Suwałki, Bytów, Rzeszów, Wronki, Siedlce… Zgarnięcie pełnej puli w tych miejscowościach oznaczało wyśrubowanie rekordowej serii w historii występów katowiczan na szczeblu centralnym. Jej kres nastał wczoraj w Pruszkowie.
Od chwili spadku do II ligi GieKSie nie wiedzie się w konfrontacjach ze Zniczem. Jesienią przy Bukowej była w stanie zremisować, pozostałe trzy spotkania z tym rywalem przegrała.
Drużyna Rafała Góraka zawitała na Mazowsze osłabiona. Do autokaru nie wsiedli Grzegorz Rogala i Szymon Kiebzak. Dwaj podstawowi zawodnicy otrzymali pozytywny wynik testu na koronawirusa i zostali odizolowani od zespołu podczas przygotowań do tego meczu. Na ławce rezerwowych zaczął tym razem lider ofensywy Adrian Błąd. I takiego lidera GieKSie w Pruszkowie brakowało.
Widoczny był Dominik Kościelniak, robił na skrzydle sporo szumu, ale bez efektów, zaś Rafał Figiel nadal daleki jest od dyspozycji, jakiej oczekiwałoby się po kimś, kogo zakontraktowanie określono mianem transferowego hitu. Starał się prowadzić grę, ale poza kilkoma niezłymi dośrodkowaniami ze stałych fragmentów oraz minimalnie niecelnym (górna siatka) uderzeniem z rzutu wolnego w końcówce, niewiele pozytywnego można o Figlu napisać.
Uczciwie trzeba jednak zauważyć, że powinien zakończyć występ z asystą. W I połowie sprytnie, krótko, zagrał z wolnego do Filipa Kozłowskiego, ale ten uderzył w dobrze ustawionego bramkarza, a nie pomogła mu też murawa, której stan generalnie pozostawiał nieco do życzenia.
Trener Górak jeszcze przed upływem godziny dokonał… poczwórnej zmiany, posyłając w bój Błąda, a także Bartosza Jaroszka, Arkadiusza Woźniaka i Piotra Kurbiela. Gra GieKSy trochę drgnęła, dwaj ostatni mieli okazje na wyrównanie, ale to było za mało, by zdobyć choćby punkt. Przewaga nad grupą pościgową z miejsc 3-5 wciąż jest bezpieczna, ale już w weekend katowiczanie mogą stracić na rzecz Górnika Polkowice fotel lidera tabeli.
– GKS Katowice oczekuje od siebie dużo więcej. Niestety, nie udało się nawet zremisować w Pruszkowie. Z czego to wynikało? Najprawdopodobniej ze słabej gry. Mamy na tyle wyrównaną kadrę, że trener przyzwyczaił już do wpuszczania w jednym momencie 3-4 zawodników, ale tym razem nie udało się pomóc drużynie, nad czym mocno ubolewam – komentował rezerwowy pomocnik Bartosz Jaroszek.
Jedyny gol padł tuż przed przerwą – dosłownie do szatni. Lukasz Hrnciar dośrodkował z prawego skrzydła, piłkę zgrał Owe Bonyanga, a Maciej Firlej z dużym spokojem przygotował sobie pozycję do strzału, przymierzył między nogami Michała Kołodziejskiego w „długi” róg, nie dając szans Bartoszowi Mrozkowi. Znicz miał swoje atuty z przodu, a przede wszystkim cierpliwie się bronił. O ile na poprzednim wyjeździe, do Siedlec, katowiczanom pomógł bramkarz Pogoni Rafał Misztal, o tyle wczoraj jego młodszy brat Piotr spisywał się w pruszkowskiej „świątyni” bez żadnego zarzutu.
– Dopisujemy kolejne 3 punkty, starając się wyjść z dołka i spokojnie walcząc o utrzymanie. Czuliśmy na boisku, że gdy staliśmy blisko siebie i podchodziliśmy do wysokiego pressingu, to GKS nie zagrażał nam, nie stwarzał sytuacji. Wypełniliśmy nasz plan na ten mecz – mówił Maciej Firlej, napastnik Znicza. Słowo pochwały należy się też pani sędzi. Ewa Augustyn z Gdańska, czyli arbiter międzynarodowy, prowadziła zawody bardzo stanowczo i konsekwentnie, dzięki czemu obyło się bez kontrowersji i negatywnych emocji.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!

Najnowsze komentarze