Felietony Piłka nożna
Post scriptum do meczu w Kielcach
Na zakończenie wyjazdowego sezonu zapraszam do podsumowania ostatniego meczu w tradycyjnym „Post scriptum”.
- Na wyjazd udaliśmy się składem trzyosobowym: z Miśkiem, który tym samym zaliczył 100 proc. wyjazdów oraz Maykiem, znanym też jako Bóg Mayos. Trochę szydery nie zaszkodzi, ponieważ ów kolega miał już wymówkę chwilę przed wyjazdem, ale ostatecznie pojechał z nami, czego chyba nie żałował.
- Wyjazd zaplanowaliśmy na 9:00. Musiałem czekać na kolegów, ponieważ byłem przed czasem. Muszę to zaznaczyć, ponieważ redakcyjni koledzy zarzucają mi wieczne spóźnienia. Piękna katowicka pogoda skłoniła nas do letnich ubiorów. Dlaczego o tym wspominam? Będzie później.
- Nawigacja wybrała nam iście malowniczą trasę, która oprócz pięknych krajobrazów wymagała abstrakcyjnej wyobraźni do omijania dziur w drodze. Na szczęście grało się w Colin McRae Rally 2.0, więc jedyny minus był taki, że Mayek nie mógł spać na tylnym siedzeniu.
- Na stadion dojechaliśmy po zamieszaniu na rondzie. Pal licho, że pełno samochodów dookoła, redakcja najważniejsza! Chociaż czerwonego dywanu nie było. Żarty na bok, bo gościnność w Kielcach na najwyższym poziomie, stadion bardzo przyjemny, z niczym nie było problemu.
- Tzn. był jeden malutki problem. Znacie takie powiedzenie „piździ jak w kieleckiem?” No właśnie, my też znamy, ale przypomnieliśmy sobie o tym po pierwszym wiaterku, który nas przywitał po wejściu na stadion. W sumie w trakcie meczu można było wielokrotnie powiedzieć: „łooo jakie widowisko, aż ciary na całym ciele!”. Tylko niestety w większości to efekt kieleckiego klimatu, aczkolwiek kilkukrotnie doping na obie strony robił kapitalną robotę. Powiem szczerze, że dawno nie pamiętam takiego spotkania, żeby obie ekipy dopingowały na takim poziomie.
- W trakcie wizyty na obiekcie trochę połaziliśmy i oglądaliśmy, co kryją zakamarki Suzuki Areny. W sumie nic nie kryją, niemniej jest to bardzo dobrze zrobiony przyzwoity stadion. Po meczu zdecydowaliśmy się z Maykiem na wuszta i jest to jedna z gorszych decyzji tego dnia. Kiełbasa była daremna, a bułka jeszcze gorsza. To był w zasadzie jedyny minus tego wyjazdu.
- Na konferencji zauważyliśmy, czemu nikt nie rozwinął nam wspomnianego czerwonego dywanu wcześniej. „I wtedy wchodzi ona, cała na czerwono” Pani Daria, rzecznik prasowy Korony… HE HE. Bardzo długo czekaliśmy na wypowiedzi trenerów, a sam Leszek Ojrzyński jest wybitnie gadatliwy, chociaż odniosłem wrażenie, że merytoryki w jego wypowiedziach nie było, a sam był rozczarowany występem swojej drużyny.
- Po spisaniu konferencji zawinęliśmy się w podróż powrotną i zameldowaliśmy się około 17:30 w Katowicach. Tym samym zamknęliśmy sezon wyjazdowy 2021/22. Do następnego!
Galeria Piłka nożna
My im nie dali wygrać
Ostatni mecz w tym sezonie na Nowej Bukowej GieKSa zremisowała z Jagiellonią Białystok 2:2. Zapraszamy do fotorelacji z Areny Katowice.
Piłka nożna
LIVE: Remis cenniejszy niż złoto
17.05.2026 Katowice
GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2
Bramki: Nowak (3), Galan (78) – Vital (31), Pululu (56-k)
GKS: Strączek – Wasielewski, Czerwiński, Jędrych, Olsen (90. Klemenz), Galan (90. Jirka) – Kowalczyk, Milewski (65. Rasak), Nowak, Marković (65. Wędrychowski) – Zrel’ák (65. Szkurin).
Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia, Pozo (76. Jóźwiak), Kozłowski (90. Nahuel), Lozano (63. Mazurek), Imaz, Szmyt, Pululu (63. Bazdar).
Ż.kartki: Wasielewski, Jędrych, Galan, Olsen
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Widzów: 14651
Piłka nożna Wywiady
Nowak: Nie będziemy się cieszyć ani płakać
Po remisie z Jagiellonią w strefie mieszanej porozmawialiśmy z Bartoszem Nowakiem, strzelcem pierwszej bramki dla GieKSy.
Remis, który nie usatysfakcjonuje żadnej drużyny, czy właśnie punkt, który na koniec może przynieść oczekiwaną radość?
Bartosz Nowak: Ja już nie wiem. Graliśmy tak, jakbyśmy chcieli to wygrać do końca, tak samo, jak Jaga. Mecz był mocno bliski. Były wślizgi, bramki, ładne akcje, kiksy, więc myślę, że to fajny mecz dla kibica. Może nie do oglądania przez tę aurę, ale zagorzały fan potrafi taki mecz docenić. Ostatni mecz przed nami, gramy w nim jak zawsze o zwycięstwo. Tylko ono może nam dać spełnić te marzenia, o których przed sezonem jeszcze nie myśleliśmy. Fajnie, gramy dalej.
Można było paść z sił, mecz się rozgrywał od pola karnego do pola karnego. Dla kibica na pewno ciekawe, a dla piłkarza?
Jakbyśmy mieli pograć jeszcze 10 minut, to też byśmy dali radę. W takim momencie sezonu, gdzie już grasz o realne cele… Tak przed sezonem, w pierwszej rundzie, gdy każdy pyta „O co gracie?” to tak naprawdę nikt nie wie, bo sezon jest szalony, nigdy nie wiesz, jak to będzie wyglądało. Trzeba się skupiać na tym najbliższym meczu, a teraz ten mecz jest ostatni, najważniejszy, on daje realne miejsce na koniec sezonu.
Myślałeś zimą, że ostatni mecz może być tak istotny dla GKS-u Katowice?
Wiedzieliśmy, że na pewno będzie istotny, widząc, co się dzieje w tej tabeli. Każdy mecz daje wahania pozycji. Cieszy to, że w tym roku utrzymujemy stabilną formę, stabilnie gramy. Wiadomo, czasem są mecze bardzo dobre, czasem takie okej, ale dążymy do gry po swojemu i nie mamy się co bać żadnego przeciwnika. Jasne, trzeba podchodzić z szacunkiem, że przyjeżdża do nas jedna z najmocniejszych drużyn, najlepiej grających w piłkę, ale nie pękliśmy. To jest budujące, nie mamy co chować głowy w piasek. Nie będziemy się cieszyć z tego remisu, ale nie mamy zamiaru też płakać, bo szanujemy rywala.
Z perspektywy trybun ta sytuacja z rzutem karnym była taką jedną z kilkudziesięciu w trakcie spotkania.
Ja nie wiem, już od dłuższego czasu nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo nie wiem, kiedy jest faul, kiedy jest ręka. Wydawało mi się, że trafiłem najpierw piłkę, potem gdzieś był kontakt. Sędzia główny i VAR to widzieli, ja jeszcze nie widziałem powtórki. Sędzia podyktował rzut karny i szkoda, bo brakło nam tej jednej bramki.
Bartosz Nowak przypomniał się dzisiaj w kontekście reprezentacji.
Nie, jesteśmy przed urlopami, jeszcze czeka nas ostatni mecz. Nawet nie wiem, kiedy gra reprezentacja. Wszystkie ręce na pokład na najważniejszy mecz tego sezonu.
Dzisiaj pole gry bardziej przypominało lodowisko niż piłkarską murawę, przeszkadzało ci to?
E, dobre boisko było. Szybko piłka latała, szybki mecz był. Jasne, że jak biegniesz szybko, to murawa jest nawilżona i łatwo się poślizgnąć. W takich warunkach moglibyśmy zawsze grać, bo mecz jest szybki.


Najnowsze komentarze