Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Zniczu
GieKSa niestety przegrała w wyjazdowym meczu 26. kolejki II ligi ze Zniczem Pruszków. Spotkanie nie należało do najlepszych w wykonaniu trójkolorowych.
Plusy:
+ Wojciechowski, Gałecki i Mrozek – to zawodnicy, którzy w tym sezonie nie schodzą poniżej pewnego stałego poziomu.
+ Stałe fragmenty – GKS co jakiś czas prezentuje bardzo ciekawe rozegrania stałych fragmentów, tym razem rzut wolny został rozegrany na tyle zaskakująco, że Kozłowski miał bardzo dobrą okazję do strzelenia bramki.
Minusy:
– Przegrywamy z drużyną walczącą o utrzymanie – niestety takich wpadek w naszym wykonaniu jest zdecydowanie za dużo.
– Na zero z przodu – niestety nie daliśmy rady strzelić nawet jednej bramki rywalom.
– Brak pomysłu na rozgrywanie akcji – mieliśmy posiadanie piłki ponad 60%, a w zasadzie przez zdecydowaną większość meczu nie zagrażaliśmy bramce Znicza.
– Lewa obrona – jak pokazało to spotkanie, Pavlasowi dużo brakuje do zastąpienia zdrowego Rogali.
– Rafał Figiel – strasznie nierówno gra ten zawodnik, oczekiwania po przyjściu były dużo większe.
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!
Piłka nożna Wideo Wywiady
Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26
Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.

GieKSiarz
10 kwietnia 2021 at 17:18
Nie rozumiem, jak mogą być jakiekolwiek plusy po przegranym meczu w frajerski sposób.
Riko
10 kwietnia 2021 at 18:26
Nie zgodziłbym się co Figla … on od początku rundy prezentuje równy poziom …
KaTe
10 kwietnia 2021 at 21:11
Gałecki nie schodzi poniżej pewnego poziomu, ale schodzi z placu już w 58 min.
To decyzja trenera Góraka. Podobnie jak wyobrażenie, że potrafimy coś zwojować w ataku bez Błąda. I notoryczne przebywanie środkowych napastników w bocznych strefach boiska.
Irishman
11 kwietnia 2021 at 17:39
No pozwolę sobie w BARDZO dużej części nie zgodzić.
Nie wiem skąd te pochwały nad Wojciechowskim, a zjebka dla Pavlasa.
W pierwszej połowie Wojciechowski TOTALNIE niewidoczny, potem może jedna akcja. Tymczasem Pavlas przez długi czas robił z Kościelniakiem całą grę! I jakiegoś błędu z jego strony nie zanotowałem.
Gałeckim, Mrozek….. Nie mówię, że coś zawalili ale specjalnie nie musieli się wysilać, gdy my w ogromnej części meczu raczej atakowaliśmy niż się broniliśmy.
Stałe fragmenty? No OK ta jedna sytuacja była fajna ale….. z reguły Figiel bił takie zawiesinki spokojnie opanowywane przez bramkarza albo defensorów Znicza.
Ja bym jednak do plusów dodał Kościelniaka! Kurde, nie wiem skąd ten chłopak miał tyle siły! Niestety dopiero po zmianach miał z kim pograć.
Do minusów jeszcze, to skład wyjściowy, zbyt późne zmiany i być może taktyka Góraka na ten mecz, choć to ostatnie to nie wiem czy takie były założenia trenera, czy może piłkarze tak kiepsko realizowali to co im pooleciła grać.
Toczmek
12 kwietnia 2021 at 10:04
Irish,
Akcja bramkowa ze strony Pavlasa, przed nią groźna akcja również stroną Pavlasa. W drugiej połowie górna piłka i Pavlas zagubiony i ograny jak dziecko, gdzie całe zagrożenie notabene wyjasnia Wojciechowski. Zaraz po tej akcji górna piłka – zagubiony Pavlas nawet nie przeszkadza przeciwnikowi w spokojnym odegraniu. Po tym kolejna akcja stroną Pavlasa gdzie nie jest w stanie przeszkodzić rywalowi, co znowu w polu karnym uratował Wojciechowski. Dopiero później jak jego stronę przejął Wojciechowski to też był bierny przy akcji w końcówce zakończonej strzałem, ale miał też groźne dośrodkowanie.
To jest tylko ze skrótu, akcji stroną Wojciechowskiego nie było, bo je kasował i nie dawał się napędzać przeciwnikom. Gałecki przeciął kilka kluczowych piłek, po których mogło być gorąco, a Mrozek też obronił w 2 połowie pewnie łapiąc mocny strzał i piłkę po koźle, plus dośrodkowania i szybkie wznowienia.
SFG chodziło, że co jakiś czas po prostu pokazujemy coś czym zaskakujemy rywala, co jest ogólnie wartościowe bo kilka SFG w meczu zawsze jest.
Z tym składem wyjściowym też mam mieszane uczucia, jednak nie na takim poziomie, żeby traktować to jako minus.
Toczmek
12 kwietnia 2021 at 10:09
KaTe,
zgoda z tą zmianą, jednak bardziej bym był za opcją, że to była zmiana koncepcji ataku. Gałecki przez ten czas co grał nie robił błędów w defensywie i pomagał w rozgrywaniu.
Co do napastników w bocznych strefach to jak jeszcze wychodzimy z atakiem i Kozłowski próbuje wziąć gościa na plecy i obrócić to jeszcze jest z tego efekt, bo ktoś szybki może wejść i zamknąć akcję, ale grając pozycyjnie nie ma potem nikogo w polu karnym – 100% zgoda
Riko,
Figiel miał tragiczny mecz z Hutnikiem, ale miał też lepsze, gra jak sinusoida..
tomassi
13 kwietnia 2021 at 18:46
ja może aż tak bardzo nie analizuję jak wy ale co do Figla
to same straty i nie dokładne podania zostają mi w pamięci
i nie mam na myśli tylko tego meczu
myślałem że będzie konkretnym wzmocnieniem i będzie profesorem na boisku
jestem bardzo zawiedziony jego grą.