Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Szachy
Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów: Piotr Hain: Nie ma się do czego przyczepić
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.
W drugiej kolejce Ekstraligi Kobiet piłkarki GieKSy wygrały w meczu wyjazdowym z KKP Bydgoszcz 2:1 (1:1). Piłkarze rozegrali dwa spotkania, w pierwszym z nich GKS zremisował z Sandecją 0:0, w drugim wygraliz Zagłębiem Sosnowiec 3:2 (0:2). Prasówkę po tych meczach znajdziecie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ.
Siatkarze przygotowują się startu sezonu 2021/22.
Hokeiści rozegrali sparing z drużyną Zagłębia Sosnowiec, w którym przegrali 2:4.
PKN Orlen został sponsorem szachisty grającego w barwach GieKSy Jana Krzysztofa Dudy.
PIŁKA NOŻNA
sportisfc.com – Relacja z meczu Sportis KKP Bydgoszcz – GKS Katowice
W 2. kolejce ekstraligi Sportis KKP Bydgoszcz przegrał przed własną publicznością z GKS Katowice 1:2 (1:1). Podopieczne trenera Adama Górala rozegrały zdecydowanie lepsze spotkanie niż przez tygodniem z Tarnovią Tarnów, imponowały sercem do walki i determinacją. Niestety, to nie wystarczyło, by zapunktować w starciu z silną ekipą z Górnego Śląska.
Piłkarki Sportis KKP ponownie bardzo źle weszły w mecz. Już w 4. minucie piłkę z lewej strony pola karnego otrzymała Klaudia Maciążka, minęła Wiktorię Bagińską i pewnym uderzeniem pokonała Natalię Piątek. W 10. minucie przyjezdne były bliskie podwyższenia prowadzenia, lecz w pojedynku sam na sam z Amelią Bińkowską lepsza okazała się Natalia Piątek. Mimo dominacji Gieksy zawodniczki Sportis KKP nieustannie głośno mobilizowane przez trenera Górala nie zamierzały zwieszać głów i w 20 minucie ich starania zostały wynagrodzone. W 20 minucie skuteczną dobitką strzału Pauliny Oleksiak popisała się Aleksandra Stasiak i mieliśmy 1:1.
Bez wątpienia duży wpływ na końcowy rezultat miało wydarzenie z 28 minuty meczu, a mianowicie druga żółta i w konsekwencji czerwona kartka dla Martyny Boguszyńskiej. Gra przez niemal godzinę w dziesiątkę przeciwko dobrze przygotowanej fizycznie ekipie z Katowic nie była łatwą sztuką. Bydgoszczanki jednak nie załamały się i toczyły zacięty bój z szóstą ekipą poprzedniego sezonu ekstraligi. Przewagę w liczbie oddanych strzałów celnych (8:3) czy posiadaniu piłki (65% – 35%) posiadały co prawda katowiczanki, ale Sportis KKP miał z kolei czujną defensywę i bardzo dobrze dysponowaną Natalię Piątek w bramce. W 64 minucie nowa golkiperka drużyny z Bydgoszczy nie miała jednak nic do powiedzenia przy potężnym uderzeniu sprzed pola karnego Kasandry Parczewskiej.
Ambitne bydgoszczanki do końca walczyły o korzystny rezultat, podejmując próby sforsowania dobrze spisującej się defensywy GKS-u. Jedną z takich prób podjęła w 77 minucie Aleksandra Stasiak, lecz nie zdołała oddać strzału, ponieważ została popchnięta w polu karnym przez Alicję Dyguś. Gwizdek pani Emilii Szymuli jednak milczał. Po dwóch minutach GKS odpowiedział główką Weroniki Kłody obronioną przez Piątek. W doliczonym czasie gry próbę sprawdzenia bramkarki gości Weroniki Klimek podjęła jeszcze Agata Stępień, ale jej strzał głową oddany był ze zbyt dużej odległości i nie mógł sprawić problemów doświadczonej golkiperce.
pomorska.pl – Sportis KKP Bydgoszcz dzielnie walczył z GKS Katowice
Piłkarki znad Brdy przegrały na własnym stadionie 1:2 (1:1) w meczu 2. kolejki Ekstraligi. Gole: Aleksandra Stasiak (20.) – Klaudia Maciążka (4.), Kasandra Parczewska (64.). Bydgoszczanki od 28. minuty grały w osłabieniu po czerwonej kartce dla Martyny Boguszyńskiej.
sportdziennik.com – Coś zostało zrozumiane
Chyba wszyscy przez ten okres, odkąd wróciłem do GKS-u, w jakiś sposób się dogadaliśmy i uznaliśmy, że coś trzeba zmienić; że na Bukowej nie mogą być tylko negatywne emocje – trener Rafał Górak dzieli się wrażeniami ze zwycięskiego klasyku z Zagłębiem, gratulując też kibicom.
Świetna gra, niosące drużynę trybuny, a w konsekwencji odrobienie z nawiązką dwubramkowej straty i 3 punkty. Na taki mecz, jak z Zagłębiem Sosnowiec (3:2), czekano w Katowicach długo. GieKSa chwalona już za poprzednie występy, jakościowy futbol udokumentowała w niedzielę pierwszym zwycięstwem po powrocie na zaplecze ekstraklasy. Nikt nie musi już liczyć jej spotkań bez wygranej…
– Różne rzeczy ludzie wyliczają. Czytałem nawet o trzech latach – mówi trener [Rafał Górak], jakby nawiązując do tego, o czym przypominał „Sport” – że poprzednie zwycięstwo przy Bukowej w I lidze miało miejsce dawno temu, w sierpniu 2018 roku z Wigrami Suwałki. Potem była fatalna seria skutkująca spadkiem i dwuletnim pobycie w II lidze, a po wydostaniu się z niej pierwsze trzy domowe występy katowiczan kończyły się remisami – z Resovią, Podbeskidziem i Sandecją.
– Gdy dorobi się historię, to kurczę, można nieraz spaść z krzesła i potem ciężko jest wstać. Ale nie, spokojnie! Przecież myśmy tu grali dobre mecze. Uczymy się tej ligi. Jesteśmy beniaminkiem, mamy swój plan na ten sezon. Chcemy działać, pomagać młodym ludziom, jak Filip Szymczak, który otrzymał powołanie do reprezentacji Polski, a przeciw Zagłębiu zagrał dobry mecz.
Pomogli też ludzie wchodzący z ławki. Ta drużyna się buduje, uczy. Rozwijamy się, chcemy zdobywać punkty. To jest dla nas naprawdę bardzo trudna liga. To nie są byle jakie, z byle jakimi przeciwnikami. Nie opowiadajmy, że tu jest słaby poziom. W niedzielę widzieliśmy na boisku kawał piłki – przekonuje szkoleniowiec GieKSy.
[…] – Nie uważam, byśmy grali w pierwszej połowie źle. Trochę wytrąciła nas z rytmu sytuacja z rzutem karnym. Byłem przekonany, że chodzi o to, czy piłka przekroczyła całym obwodem linię. Nie zdawałem sobie sprawy, że „varowane” jest oderwanie nóg Dawida Kudły od linii. Ale nie sądzę, że ktoś ma złe zamiary. Skoro sędziowie uznali, że karny jest do powtórki, to ja to rozumiem. Uważam, że do tego momentu mieliśmy optyczną przewagę, byliśmy zespołem ciut lepszym.
[…] Przy Bukowej czuć po powrocie do I ligi inny klimat. Nie jest tak, jak podczas poprzedniego wieloletniego pobytu zespołu na tym poziomie rozgrywkowym. Nadzieja na awans do ekstraklasy nie przysłania nikomu rzeczywistości, nie zaczadza umysłu, a tracone gole czy nieukładające się mecze nie powodują, że z ust kibiców wylewają się wiadra frustracji. To być może z jednej strony ich mądrość, ale chyba bardziej sukces drużyny budowanej przez trenera Góraka i dyrektora Roberta Góralczyka, która na taki kredyt zaufania w II lidze zapracowała.
– Chyba wszyscy przez ten okres, odkąd wróciłem do GKS-u, w jakiś sposób się dogadaliśmy. Wszyscy zrozumieliśmy, że coś trzeba zmienić. Że na Bukowej nie mogą być tylko negatywne emocje. Że musi być też pozytywnie, nawet kiedy przegrywa się 0:2 i to z takim rywalem, jak w niedzielę, a wiadomo, że o „świętej wojnie” to i opowiadano legendy. Ale coś zmieniło się. Tak jak powiedział to Filip Szymczak – po przerwie drużyna została przywitana brawami. To nie wszędzie się dzieje.
Gratuluję tym ludziom. Widać, że ich „mental” też się zmienia. Wszyscy potrzebujemy zwycięstw, chcemy uczyć się tego zwyciężania. To są właśnie takie kroki! Gdybyśmy po przerwie zostali wygwizdani, to nie wiem, czy bylibyśmy w stanie się podnieść. Zawodnicy wyszli z szatni, poczuli wsparcie. Dwunasty zawodnik jest w tej materii naprawdę bardzo istotny – uderza w emocjonalne tony trener GieKSy.
SIATKÓWKA
siatka.org – Piotr Hain: Nie ma się do czego przyczepić
GKS Katowice od początku sierpnia przygotowuje się do nadchodzącego sezonu PlusLigi. W składzie dziewiątej ekipy minionej edycji rozgrywek zaszły znaczące zmiany. Jedną z nowych twarzy jest środkowy Piotr Hain.
– Byłem w pełni przygotowany na to, co zastanę i mogę wypowiadać się o klubie w samych superlatywach – przyznał siatkarz.
[…] – Jeżeli chodzi o pierwsze tygodnie, pracujemy naprawdę dobrze i nie ma się do czego przyczepić – przyznał Piotr Hain, środkowy GKS-u.
[…] – Organizacja w klubie jest taka, jaka powinna być i nikomu niczego nie brakuje. Pozostaje spokojnie trenować i czekać na chłopaków, którzy mają za jakiś czas dołączyć do naszego składu. Staramy się wykorzystać w stu procentach nasze aktualne możliwości kadrowe – zaznaczył Hain. GKS przygotowuje się póki co bez rozgrywającego Micah Ma’a oraz przyjmującego Tomasa Rousseaux, którzy są na zgrupowaniach reprezentacji. – Wielu moich kolegów z boiska występowało w GKS-ie i wielokrotnie podkreślali, że mieli tutaj dobre warunki do trenowania i życia, dlatego byłem w pełni przygotowany na to, co zastanę i mogę wypowiadać się o klubie w samych superlatywach – dodał środkowy.
GKS zakończył sezon 2020/2021 w PlusLidze na dziewiątym miejscu. W jego szeregach po zakończeniu minionego sezonu pozostało pięciu zawodników. Nie zmienił się również pierwszy trener, którym wciąż jest Grzegorz Słaby.
– Formowanie się drużyny z wieloma nowymi zawodnikami wychodzi zawsze „w praniu”, do tego musi dojść element presji i walki o właściwy wynik na tablicy. Takie momenty zwykle pokazują, kto jest w stanie dźwignąć ciężar odpowiedzialności i wziąć go na swoje barki. Na treningach panuje dobra atmosfera, nie ma tutaj osób zbyt pewnych siebie i noszących zbyt wysoko głowę, tylko jest solidna praca i dobre nastroje. Poczekajmy na właściwy sezon, wtedy będziemy wiedzieć więcej – zakończył Piotr Hain. Pierwszym rywalem katowiczan w nadchodzącej edycji rozgrywek będzie Trefl Gdańsk, z którym zmierzą się we własnej hali 2 października.
HOKEJ
hokej.net – Zabrakło detali
GKS Katowice zajął trzecie miejsce w turnieju zorganizowanym z okazji 75. rocznicy powstania Klubu Sportowego Unia Oświęcim. – Mogliśmy wygrać wszystkie trzy mecze, ale w naszej grze zabrakło detali – ocenił Bartosz Fraszko, jeden z liderów GieKSy.
Podopieczni Jacka Płachty w swoim pierwszym meczu przegrali po rzutach karnych z GKS-em Tychy 3:4, później ulegli Re-Plast Unii 1:4, a w ostatnim meczu pokonali JKH GKS Jastrzębie 2:1.
– Jeśli chodzi o nasz ogólny występ, to wiadomo, że mogło być lepiej. Oczywiście są to mecze sparingowe, ale chcieliśmy je wygrać. Cieszymy się, że ten ostatni mecz był dla nas zwycięski – zaznaczył 25-letni skrzydłowy.
– Fajnie, że udało się zorganizować taki turniej i mieliśmy okazję zmierzyć się w nim z ligową czołówką. Warunki były ciężkie, bo naprawdę nie jest łatwo rozegrać trzy spotkania w ciągu trzech dni – dodał „Fracho”.
Katowiczanie otrzymali od trenera dwa dni wolnego. Później wracają do ciężkiej pracy.
– Liga za pasem, więc trzeba mocniej potrenować. Im ciężej będziemy teraz pracować, tym w sezonie będzie łatwiej – zakończył Bartosz Fraszko.
Zagłębie lepsze od „GieKSy”. Hat-trick Wasiljewa
Hokeiści Zagłębia Sosnowiec pokonali w piątkowy wieczór na Jantorze GKS Katowice 4:2. Decydującą o losach spotkania była trzecia tercja w której goście wygrali 3:0. Hat-trickiem popisał się Aleksandr Wasiljew, który był zmorą hokeistów z Katowic.
O końcowym wyniku dzisiejszego spotkania zadecydowała głównie trzecia tercja, którą sosnowiczanie wygrali 3:0. Jako pierwsi do siatki rywala trafili jednak gospodarze, a grę z przewagą jednego zawodnika w szóstej minucie meczu wykorzystał Szymon Mularczyk. W 18 minucie „GieKSa” prowadziła już dwoma bramkami, a Michała Czernika z bliska pokonał Mateusz Bepierszcz. Warto odnotować, że w danym momencie sosnowiczanie ponownie grali w osłabieniu. Dystans do rywala jeszcze w premierowej odsłonie zmniejszył Aleksandr Wasiljew, który w liczebnej przewadze wpakował krążek do bramki obok Macieja Miarki.
W drugiej tercji podopieczni Grzegorza Klicha mogli doprowadzić do wyrównania jednak Kamil Sikora nie zdołał wykorzystać rzutu karnego. Dużo większa precyzją popisał się za to w 47 minucie pojedynku ponownie Wasiljew, który strzałem z nadgarstka doprowadził do remisu.
Zagłębie po raz pierwszy w dzisiejszym spotkaniu wyszło na prowadzenie na niecałe dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry. Wtedy właśnie bramkę w liczebnym osłabieniu zdobył Jarosław Rzeszutko. Wynik meczu strzałem do pustej bramki ustalił ponownie Wasiljew, który z połowy lodowiska posłał krążek do siatki. Tym samym rosyjski napastnik w dzisiejszym pojedynku zanotował hat-tricka.
Bepierszcz: Trener przykłada bardzo dużą wagę do kwestii taktycznych
GKS Katowice przegrał sparingowe starcie z Zagłębiem Sosnowiec 2:4. Trener Jacek Płachta musiał zestawić skład bez ośmiu czołowych zawodników, którzy przebywają na zgrupowaniu reprezentacji Polski.
Na turniej kwalifikacyjny do Bratysławy zostali powołani bramkarz John Murray, dwóch obrońców Patryk Wajda i Jakub Wanacki, a także pięciu napastników Bartosz Fraszko Patryk Krężołek, Mateusz Michalski, Grzegorz Pasiut i Patryk Wronka.
W piątkowym meczu ze sosnowiczanami sztab szkoleniowy miał do dyspozycji 16 zawodników z pola.
– Brakowało nam kluczowych zawodników, ale nie możemy patrzeć tylko na to. Mieliśmy trzy pełne piątki z młodymi zawodnikami i przez dłuższy czas ten mecz był pod naszą kontrolą, ale niestety po naszych głupich błędach dostaliśmy bramkę na 3:2 dla rywala, a potem jeszcze jednego gola na pustą bramkę – wyjaśnił Mateusz Bepierszcz.
30-letni skrzydłowy zaznaczył też, że wyniku spotkania nie można zrzucić wyłącznie na brak sił. W jego opinii zespołowi zabrakło właściwego podejścia.
– Graliśmy sporo minut w osłabieniu, co nie pomagało nam przy wąskiej kadrze meczowej i ostatecznie straciliśmy niepotrzebnie bramki, choć mieliśmy szansę wygrać cały mecz – analizował wychowanek warszawskiej Legii.
GieKSa cały czas pracuje nad taktyką, a trener Jacek Płachta dba o każdy szczegół.
– Trener przykłada bardzo dużą wagę do kwestii taktycznych, na przykład do właściwego ustawienia forechecku, wyjścia z tercji czy poszczególnych formacji. Nie ma „spiny” na konkretny wynik, trenera przede wszystkim interesuje to, jak spełniamy nasze założenia w sparingach – zakończył Mateusz Bepierszcz.
SZACHY
wirtualnemedia.pl – Jan-Krzysztof Duda ze wsparciem od Orlenu
Polski arcymistrz szachowy Jan Jan-Krzysztof Duda dołączył do grona sportowców wspieranych przez PKN Orlen.
Jan-Krzysztof Duda niedawno odniósł swój największy życiowy sukces. Po pokonaniu mistrza świata Magnusa Carlsena, jako pierwszy Polak w historii, zatriumfował w Pucharze Świata. Podczas nadchodzących zawodów w Ustroniu szachista rywalizować będzie już w barwach Grupy Sportowej Orlen. – Cieszę się, że dołączam do Grupy Sportowej Orlen. Wierzę, że dzięki wsparciu stabilnego sponsora, jakim jest PKN ON, będę mógł konsekwentnie budować swoją karierę, osiągając kolejne sukcesy. Współpraca w ramach jednej grupy z ikonami polskiego sportu, na przykład z Anitą Włodarczyk i Marią Andrejczyk, to dla mnie szansa na zdobywanie kolejnych ważnych doświadczeń, które jeszcze bardziej pomogą mi rozwijać się sportowo – mówi Jan-Krzysztof Duda, zawodnik Grupy Sportowej Orlen.
Pierwszy występ Jana-Krzysztofa Dudy w barwach Grupy Sportowej Orlen odbędzie się podczas festiwalu szachowego w Ustroniu. Dzięki zwycięstwu w Pucharze Świata naszego arcymistrza czeka też udział w przyszłorocznym Turnieju Kandydatów, którego triumfator będzie pretendentem w walce o tytuł mistrza świata.
Jan-Krzysztof Duda gra w szachy od piątego roku życia. Na swoim koncie ma ponad sto wygranych turniejów. W wieku 10 lat został szachowym mistrzem świata, natomiast tuż po 15. urodzinach zdobył tytuł arcymistrza.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze