Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Szachy

Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów: Piotr Hain: Nie ma się do czego przyczepić

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

W drugiej kolejce Ekstraligi Kobiet piłkarki GieKSy wygrały w meczu wyjazdowym z KKP Bydgoszcz 2:1 (1:1). Piłkarze rozegrali dwa spotkania, w pierwszym z nich GKS zremisował z Sandecją 0:0, w drugim wygraliz Zagłębiem Sosnowiec 3:2 (0:2). Prasówkę po tych meczach znajdziecie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ.

Siatkarze przygotowują się startu sezonu 2021/22.

Hokeiści rozegrali sparing z drużyną Zagłębia Sosnowiec, w którym przegrali 2:4.

PKN Orlen został sponsorem szachisty grającego w barwach GieKSy Jana Krzysztofa Dudy.

 

PIŁKA NOŻNA

sportisfc.com – Relacja z meczu Sportis KKP Bydgoszcz – GKS Katowice

W 2. kolejce ekstraligi Sportis KKP Bydgoszcz przegrał przed własną publicznością z GKS Katowice 1:2 (1:1). Podopieczne trenera Adama Górala rozegrały zdecydowanie lepsze spotkanie niż przez tygodniem z Tarnovią Tarnów, imponowały sercem do walki i determinacją. Niestety, to nie wystarczyło, by zapunktować w starciu z silną ekipą z Górnego Śląska.

Piłkarki Sportis KKP ponownie bardzo źle weszły w mecz. Już w 4. minucie piłkę z lewej strony pola karnego otrzymała Klaudia Maciążka, minęła Wiktorię Bagińską i pewnym uderzeniem pokonała Natalię Piątek. W 10. minucie przyjezdne były bliskie podwyższenia prowadzenia, lecz w pojedynku sam na sam z Amelią Bińkowską lepsza okazała się Natalia Piątek. Mimo dominacji Gieksy zawodniczki Sportis KKP nieustannie głośno mobilizowane przez trenera Górala nie zamierzały zwieszać głów i w 20 minucie ich starania zostały wynagrodzone. W 20 minucie skuteczną dobitką strzału Pauliny Oleksiak popisała się Aleksandra Stasiak i mieliśmy 1:1.

Bez wątpienia duży wpływ na końcowy rezultat miało wydarzenie z 28 minuty meczu, a mianowicie druga żółta i w konsekwencji czerwona kartka dla Martyny Boguszyńskiej. Gra przez niemal godzinę w dziesiątkę przeciwko dobrze przygotowanej fizycznie ekipie z Katowic nie była łatwą sztuką. Bydgoszczanki jednak nie załamały się i toczyły zacięty bój z szóstą ekipą poprzedniego sezonu ekstraligi. Przewagę w liczbie oddanych strzałów celnych (8:3) czy posiadaniu piłki (65% – 35%) posiadały co prawda katowiczanki, ale Sportis KKP miał z kolei czujną defensywę i bardzo dobrze dysponowaną Natalię Piątek w bramce. W 64 minucie nowa golkiperka drużyny z Bydgoszczy nie miała jednak nic do powiedzenia przy potężnym uderzeniu sprzed pola karnego Kasandry Parczewskiej.

Ambitne bydgoszczanki do końca walczyły o korzystny rezultat, podejmując próby sforsowania dobrze spisującej się defensywy GKS-u. Jedną z takich prób podjęła w 77 minucie Aleksandra Stasiak, lecz nie zdołała oddać strzału, ponieważ została popchnięta w polu karnym przez Alicję Dyguś. Gwizdek pani Emilii Szymuli jednak milczał. Po dwóch minutach GKS odpowiedział główką Weroniki Kłody obronioną przez Piątek. W doliczonym czasie gry próbę sprawdzenia bramkarki gości Weroniki Klimek podjęła jeszcze Agata Stępień, ale jej strzał głową oddany był ze zbyt dużej odległości i nie mógł sprawić problemów doświadczonej golkiperce.

 

pomorska.pl – Sportis KKP Bydgoszcz dzielnie walczył z GKS Katowice

Piłkarki znad Brdy przegrały na własnym stadionie 1:2 (1:1) w meczu 2. kolejki Ekstraligi. Gole: Aleksandra Stasiak (20.) – Klaudia Maciążka (4.), Kasandra Parczewska (64.). Bydgoszczanki od 28. minuty grały w osłabieniu po czerwonej kartce dla Martyny Boguszyńskiej.

 

sportdziennik.com – Coś zostało zrozumiane

Chyba wszyscy przez ten okres, odkąd wróciłem do GKS-u, w jakiś sposób się dogadaliśmy i uznaliśmy, że coś trzeba zmienić; że na Bukowej nie mogą być tylko negatywne emocje – trener Rafał Górak dzieli się wrażeniami ze zwycięskiego klasyku z Zagłębiem, gratulując też kibicom.

Świetna gra, niosące drużynę trybuny, a w konsekwencji odrobienie z nawiązką dwubramkowej straty i 3 punkty. Na taki mecz, jak z Zagłębiem Sosnowiec (3:2), czekano w Katowicach długo. GieKSa chwalona już za poprzednie występy, jakościowy futbol udokumentowała w niedzielę pierwszym zwycięstwem po powrocie na zaplecze ekstraklasy. Nikt nie musi już liczyć jej spotkań bez wygranej…

– Różne rzeczy ludzie wyliczają. Czytałem nawet o trzech latach – mówi trener [Rafał Górak], jakby nawiązując do tego, o czym przypominał „Sport” – że poprzednie zwycięstwo przy Bukowej w I lidze miało miejsce dawno temu, w sierpniu 2018 roku z Wigrami Suwałki. Potem była fatalna seria skutkująca spadkiem i dwuletnim pobycie w II lidze, a po wydostaniu się z niej pierwsze trzy domowe występy katowiczan kończyły się remisami – z Resovią, Podbeskidziem i Sandecją.

– Gdy dorobi się historię, to kurczę, można nieraz spaść z krzesła i potem ciężko jest wstać. Ale nie, spokojnie! Przecież myśmy tu grali dobre mecze. Uczymy się tej ligi. Jesteśmy beniaminkiem, mamy swój plan na ten sezon. Chcemy działać, pomagać młodym ludziom, jak Filip Szymczak, który otrzymał powołanie do reprezentacji Polski, a przeciw Zagłębiu zagrał dobry mecz.

Pomogli też ludzie wchodzący z ławki. Ta drużyna się buduje, uczy. Rozwijamy się, chcemy zdobywać punkty. To jest dla nas naprawdę bardzo trudna liga. To nie są byle jakie, z byle jakimi przeciwnikami. Nie opowiadajmy, że tu jest słaby poziom. W niedzielę widzieliśmy na boisku kawał piłki – przekonuje szkoleniowiec GieKSy.

[…] – Nie uważam, byśmy grali w pierwszej połowie źle. Trochę wytrąciła nas z rytmu sytuacja z rzutem karnym. Byłem przekonany, że chodzi o to, czy piłka przekroczyła całym obwodem linię. Nie zdawałem sobie sprawy, że „varowane” jest oderwanie nóg Dawida Kudły od linii. Ale nie sądzę, że ktoś ma złe zamiary. Skoro sędziowie uznali, że karny jest do powtórki, to ja to rozumiem. Uważam, że do tego momentu mieliśmy optyczną przewagę, byliśmy zespołem ciut lepszym.

[…] Przy Bukowej czuć po powrocie do I ligi inny klimat. Nie jest tak, jak podczas poprzedniego wieloletniego pobytu zespołu na tym poziomie rozgrywkowym. Nadzieja na awans do ekstraklasy nie przysłania nikomu rzeczywistości, nie zaczadza umysłu, a tracone gole czy nieukładające się mecze nie powodują, że z ust kibiców wylewają się wiadra frustracji. To być może z jednej strony ich mądrość, ale chyba bardziej sukces drużyny budowanej przez trenera Góraka i dyrektora Roberta Góralczyka, która na taki kredyt zaufania w II lidze zapracowała.

– Chyba wszyscy przez ten okres, odkąd wróciłem do GKS-u, w jakiś sposób się dogadaliśmy. Wszyscy zrozumieliśmy, że coś trzeba zmienić. Że na Bukowej nie mogą być tylko negatywne emocje. Że musi być też pozytywnie, nawet kiedy przegrywa się 0:2 i to z takim rywalem, jak w niedzielę, a wiadomo, że o „świętej wojnie” to i opowiadano legendy. Ale coś zmieniło się. Tak jak powiedział to Filip Szymczak – po przerwie drużyna została przywitana brawami. To nie wszędzie się dzieje.

Gratuluję tym ludziom. Widać, że ich „mental” też się zmienia. Wszyscy potrzebujemy zwycięstw, chcemy uczyć się tego zwyciężania. To są właśnie takie kroki! Gdybyśmy po przerwie zostali wygwizdani, to nie wiem, czy bylibyśmy w stanie się podnieść. Zawodnicy wyszli z szatni, poczuli wsparcie. Dwunasty zawodnik jest w tej materii naprawdę bardzo istotny – uderza w emocjonalne tony trener GieKSy.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Piotr Hain: Nie ma się do czego przyczepić

GKS Katowice od początku sierpnia przygotowuje się do nadchodzącego sezonu PlusLigi. W składzie dziewiątej ekipy minionej edycji rozgrywek zaszły znaczące zmiany. Jedną z nowych twarzy jest środkowy Piotr Hain.

– Byłem w pełni przygotowany na to, co zastanę i mogę wypowiadać się o klubie w samych superlatywach – przyznał siatkarz.

[…] – Jeżeli chodzi o pierwsze tygodnie, pracujemy naprawdę dobrze i nie ma się do czego przyczepić – przyznał Piotr Hain, środkowy GKS-u.

[…] – Organizacja w klubie jest taka, jaka powinna być i nikomu niczego nie brakuje. Pozostaje spokojnie trenować i czekać na chłopaków, którzy mają za jakiś czas dołączyć do naszego składu. Staramy się wykorzystać w stu procentach nasze aktualne możliwości kadrowe – zaznaczył Hain. GKS przygotowuje się póki co bez rozgrywającego Micah Ma’a oraz przyjmującego Tomasa Rousseaux, którzy są na zgrupowaniach reprezentacji. – Wielu moich kolegów z boiska występowało w GKS-ie i wielokrotnie podkreślali, że mieli tutaj dobre warunki do trenowania i życia, dlatego byłem w pełni przygotowany na to, co zastanę i mogę wypowiadać się o klubie w samych superlatywach – dodał środkowy.

GKS zakończył sezon 2020/2021 w PlusLidze na dziewiątym miejscu. W jego szeregach po zakończeniu minionego sezonu pozostało pięciu zawodników. Nie zmienił się również pierwszy trener, którym wciąż jest Grzegorz Słaby.

– Formowanie się drużyny z wieloma nowymi zawodnikami wychodzi zawsze „w praniu”, do tego musi dojść element presji i walki o właściwy wynik na tablicy. Takie momenty zwykle pokazują, kto jest w stanie dźwignąć ciężar odpowiedzialności i wziąć go na swoje barki. Na treningach panuje dobra atmosfera, nie ma tutaj osób zbyt pewnych siebie i noszących zbyt wysoko głowę, tylko jest solidna praca i dobre nastroje. Poczekajmy na właściwy sezon, wtedy będziemy wiedzieć więcej – zakończył Piotr Hain. Pierwszym rywalem katowiczan w nadchodzącej edycji rozgrywek będzie Trefl Gdańsk, z którym zmierzą się we własnej hali 2 października.

 

HOKEJ

hokej.net – Zabrakło detali

GKS Katowice zajął trzecie miejsce w turnieju zorganizowanym z okazji 75. rocznicy powstania Klubu Sportowego Unia Oświęcim. – Mogliśmy wygrać wszystkie trzy mecze, ale w naszej grze zabrakło detali – ocenił Bartosz Fraszko, jeden z liderów GieKSy.

Podopieczni Jacka Płachty w swoim pierwszym meczu przegrali po rzutach karnych z GKS-em Tychy 3:4, później ulegli Re-Plast Unii 1:4, a w ostatnim meczu pokonali JKH GKS Jastrzębie 2:1.

– Jeśli chodzi o nasz ogólny występ, to wiadomo, że mogło być lepiej. Oczywiście są to mecze sparingowe, ale chcieliśmy je wygrać. Cieszymy się, że ten ostatni mecz był dla nas zwycięski – zaznaczył 25-letni skrzydłowy.

– Fajnie, że udało się zorganizować taki turniej i mieliśmy okazję zmierzyć się w nim z ligową czołówką. Warunki były ciężkie, bo naprawdę nie jest łatwo rozegrać trzy spotkania w ciągu trzech dni – dodał „Fracho”.

Katowiczanie otrzymali od trenera dwa dni wolnego. Później wracają do ciężkiej pracy.

– Liga za pasem, więc trzeba mocniej potrenować. Im ciężej będziemy teraz pracować, tym w sezonie będzie łatwiej – zakończył Bartosz Fraszko.

 

Zagłębie lepsze od „GieKSy”. Hat-trick Wasiljewa

Hokeiści Zagłębia Sosnowiec pokonali w piątkowy wieczór na Jantorze GKS Katowice 4:2. Decydującą o losach spotkania była trzecia tercja w której goście wygrali 3:0. Hat-trickiem popisał się Aleksandr Wasiljew, który był zmorą hokeistów z Katowic.

O końcowym wyniku dzisiejszego spotkania zadecydowała głównie trzecia tercja, którą sosnowiczanie wygrali 3:0. Jako pierwsi do siatki rywala trafili jednak gospodarze, a grę z przewagą jednego zawodnika w szóstej minucie meczu wykorzystał Szymon Mularczyk. W 18 minucie „GieKSa” prowadziła już dwoma bramkami, a Michała Czernika z bliska pokonał Mateusz Bepierszcz. Warto odnotować, że w danym momencie sosnowiczanie ponownie grali w osłabieniu. Dystans do rywala jeszcze w premierowej odsłonie zmniejszył Aleksandr Wasiljew, który w liczebnej przewadze wpakował krążek do bramki obok Macieja Miarki.

W drugiej tercji podopieczni Grzegorza Klicha mogli doprowadzić do wyrównania jednak Kamil Sikora nie zdołał wykorzystać rzutu karnego. Dużo większa precyzją popisał się za to w 47 minucie pojedynku ponownie Wasiljew, który strzałem z nadgarstka doprowadził do remisu.

Zagłębie po raz pierwszy w dzisiejszym spotkaniu wyszło na prowadzenie na niecałe dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry. Wtedy właśnie bramkę w liczebnym osłabieniu zdobył Jarosław Rzeszutko. Wynik meczu strzałem do pustej bramki ustalił ponownie Wasiljew, który z połowy lodowiska posłał krążek do siatki. Tym samym rosyjski napastnik w dzisiejszym pojedynku zanotował hat-tricka.

 

Bepierszcz: Trener przykłada bardzo dużą wagę do kwestii taktycznych

GKS Katowice przegrał sparingowe starcie z Zagłębiem Sosnowiec 2:4. Trener Jacek Płachta musiał zestawić skład bez ośmiu czołowych zawodników, którzy przebywają na zgrupowaniu reprezentacji Polski.

Na turniej kwalifikacyjny do Bratysławy zostali powołani bramkarz John Murray, dwóch obrońców Patryk Wajda i Jakub Wanacki, a także pięciu napastników Bartosz Fraszko Patryk Krężołek, Mateusz Michalski, Grzegorz Pasiut i Patryk Wronka.

W piątkowym meczu ze sosnowiczanami sztab szkoleniowy miał do dyspozycji 16 zawodników z pola.

– Brakowało nam kluczowych zawodników, ale nie możemy patrzeć tylko na to. Mieliśmy trzy pełne piątki z młodymi zawodnikami i przez dłuższy czas ten mecz był pod naszą kontrolą, ale niestety po naszych głupich błędach dostaliśmy bramkę na 3:2 dla rywala, a potem jeszcze jednego gola na pustą bramkę – wyjaśnił Mateusz Bepierszcz.

30-letni skrzydłowy zaznaczył też, że wyniku spotkania nie można zrzucić wyłącznie na brak sił. W jego opinii zespołowi zabrakło właściwego podejścia.

– Graliśmy sporo minut w osłabieniu, co nie pomagało nam przy wąskiej kadrze meczowej i ostatecznie straciliśmy niepotrzebnie bramki, choć mieliśmy szansę wygrać cały mecz – analizował wychowanek warszawskiej Legii.

GieKSa cały czas pracuje nad taktyką, a trener Jacek Płachta dba o każdy szczegół.

– Trener przykłada bardzo dużą wagę do kwestii taktycznych, na przykład do właściwego ustawienia forechecku, wyjścia z tercji czy poszczególnych formacji. Nie ma „spiny” na konkretny wynik, trenera przede wszystkim interesuje to, jak spełniamy nasze założenia w sparingach – zakończył Mateusz Bepierszcz.

 

SZACHY

wirtualnemedia.pl – Jan-Krzysztof Duda ze wsparciem od Orlenu

Polski arcymistrz szachowy Jan Jan-Krzysztof Duda dołączył do grona sportowców wspieranych przez PKN Orlen.

Jan-Krzysztof Duda niedawno odniósł swój największy życiowy sukces. Po pokonaniu mistrza świata Magnusa Carlsena, jako pierwszy Polak w historii, zatriumfował w Pucharze Świata. Podczas nadchodzących zawodów w Ustroniu szachista rywalizować będzie już w barwach Grupy Sportowej Orlen. – Cieszę się, że dołączam do Grupy Sportowej Orlen. Wierzę, że dzięki wsparciu stabilnego sponsora, jakim jest PKN ON, będę mógł konsekwentnie budować swoją karierę, osiągając kolejne sukcesy. Współpraca w ramach jednej grupy z ikonami polskiego sportu, na przykład z Anitą Włodarczyk i Marią Andrejczyk, to dla mnie szansa na zdobywanie kolejnych ważnych doświadczeń, które jeszcze bardziej pomogą mi rozwijać się sportowo – mówi Jan-Krzysztof Duda, zawodnik Grupy Sportowej Orlen.

Pierwszy występ Jana-Krzysztofa Dudy w barwach Grupy Sportowej Orlen odbędzie się podczas festiwalu szachowego w Ustroniu. Dzięki zwycięstwu w Pucharze Świata naszego arcymistrza czeka też udział w przyszłorocznym Turnieju Kandydatów, którego triumfator będzie pretendentem w walce o tytuł mistrza świata.

Jan-Krzysztof Duda gra w szachy od piątego roku życia. Na swoim koncie ma ponad sto wygranych turniejów. W wieku 10 lat został szachowym mistrzem świata, natomiast tuż po 15. urodzinach zdobył tytuł arcymistrza.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Huczny jubileusz!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga