Hokej Kibice Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka SK 1964 Stadion
Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów: Kibice GKS Katowice odsłonili mural upamiętniający 40-lecie pacyfikacji KWK Wujek
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.
Drużyny piłkarskie GieKSy zakończyły rundę jesienną sezonu 2021/22. Trwa podsumowanie rozegranych do tej pory spotkań oraz ustalanie przygotowań i sparingpartnerów. Zawodniczki GieKSy w kategorii U-17 awansowały do finału Młodzieżowych Mistrzostw Polski.
Siatkarze w ubiegłym tygodniu rozegrali spotkanie na wyjeździe, z PGE Skrą Bełchatów, ulegając 1:3. Przed Świętami, w środę o godzinie 18:00, drużyna rozegra spotkanie w ramach rozgrywek Pucharu Polski z ZAKSĄ Strzelce Opolskie. Drużyna ze Strzelec Opolskich występuje na co dzień w I lidze.
Po przerwie, ze względu na stwierdzone zakażenia wirusem SARS-CoV-2 u naszych hokeistów, drużyna rozegrała jedno spotkanie: ulegając w Oświęcimiu RE – Plast Unii 1:2. Reprezentujący szachową GieKSę Jan-Krzysztof Duda, zdobył tytuł mistrza Europy w szachach błyskawicznych.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Wiemy kto zagra na MMP U-17 w Żorach!
Znamy już wszystkie zespoły, które w styczniu powalczą o Młodzieżowe Mistrzostwa Polski w kategorii U-17. Nie zabraknie interesujących zespołów.
Wczoraj oraz dzisiaj toczyła się batalia o 14 możliwych miejsc na Młodzieżowych Mistrzostwach Polski. Ostatecznie na turnieju najwięcej przedstawicieli będzie miało województwo śląskie i małopolskie. Ze Śląska awans uzyskały następujące zespoły: BTS Rekord Bielsko-Biała, SWD Wodzisław Śląski, GKS Katowice, a także TS ROW Rybnik, który grę na turnieju miał zapewniony już wcześniej ze względu na bycie gospodarzem mistrzostw. Natomiast Małopolskę będzie reprezentować Prądniczanka Kraków, UKS 3 Weronica Staszkówka-Jelna, Tarnovia Tarnów i obrońca tytułu Wierzbowianka Wierzbno.
Turniej jest zaplanowany w dniach 14-16 stycznia w śląskich Żorach.
[…] Grupa 1: AS Stomil Olsztyn, KS Pogoń Dekpol Tczew
Grupa 2: Praga Warszawa, Tęcza Bydgoszcz
Grupa 3: UKS SMS Łódź, UKS Ząbkovia Ząbki
Grupa 4: AZS UAM Poznań, Unia Opole
Grupa 5: BTS Rekord Bielsko-Biała, SWD Wodzisław Śląski
Grupa 6: Prądniczanka Kraków, GKS Katowice
Grupa 7: UKS 3 Weronica Staszkówka Jelna, Tarnovia Tarnów
sportdziennik.com – Podsumowanie – GKS Katowice. Beniaminek o dwóch twarzach
W pierwszoligowej tabeli uwzględniającej okres do września GieKSa zajmowała ostatnie miejsce. W liczonej od października jest w czołówce. Za drużyną z Bukowej dość zwariowana jesień, w której najważniejsze było to, co wydarzyło się poza boiskiem.
Ostatnia sobota września. GieKSa gra w Opolu. Na początku drugiej połowy Odra wbija gola na 4:1. Trener Rafał Górak już wie, że nic z tego nie będzie i w głowie zaczyna układać plan na drugą część rundy. Plan, jak odbić się od samego dna tabeli, zacząć regularnie punktować, przestać tracić gole w stopniu tak hurtowym, jak żaden inny rywal. No i w konsekwencji uratować posadę. To był moment zwrotny. Pierwsza liga ujrzała jesienią dwa oblicza drużyny z Bukowej.
Gdy w 5. kolejce GKS wygrał „świętą wojnę” z Zagłębiem Sosnowiec, wyciągając wynik z 0:2 na 3:2, nie można się go było nachwalić. Beniaminek wreszcie doczekał się pierwszej po awansie pełnej puli, na którą zasłużył. Bukową nazywaliśmy stolicą pierwszoligowych widowisk – zremisowane 2:2 mecze z Resovią i Podbeskidziem były bardzo emocjonujące, nudzić nie można się też było podczas bezbramkowej konfrontacji z Sandecją. A po zwycięskim dreszczowcu z Zagłębiem trener Rafał Górak porównywał swój zespół do AC/DC i mówił, że to był rock and roll. Wydawało się, że GieKSa ruszy z kopyta, że może w tej lidze namieszać, mając piłkarzy pokroju Adriana Błąda, Filipa Szymczaka, Rafała Figiela.
Wyszło inaczej. Zespół z Bukowej, który po awansie znacząco się nie zmienił i był nadal usposobiony tak ofensywnie, jak w drugiej lidze, może i grał rocka, tyle że pod dyktando rywali. Po 4 gole wbijali katowiczanom zespoły Chrobrego, Arki, Odry, o jednego mniej – Widzew. Na domiar złego, więzadła krzyżowe zerwał jeden z jaśniejszych punktów ofensywy, czyli Dominik Kościelniak. Po klęsce w Opolu sytuacja stała się poważna i wymagała reakcji.
Na przełomie września i października okoliczności stworzyły dla GKS-u koło ratunkowe. Po pierwsze – w postaci pucharowego meczu z IV-ligową Olimpią Zambrów, w którym można było przećwiczyć pewne rozwiązania. Po drugie – w postaci serialu „Bez Alternatywy 4”, jak określono przy Bukowej serię czterech domowych spotkań: ze Stomilem, Tychami, Skrą i Puszczą.
W Zambrowie trener Górak pierwszy raz ustawił swój zespół z trójką środkowych obrońców. Skończyło się zwycięstwem 1:0, które jeszcze niczego nie zmieniło, bo kluczowa była konfrontacja z olsztynianami. Bramka Bartosza Jaroszka z szóstej minuty doliczonego czasu dała wygraną 2:1 i pierwszy oddech. Potem był frajerski remis z Tychami (od 2:0 do 2:2), aż wreszcie – seria czterech ligowych występów bez straty gola.
Nawet pucharowa porażka z ekstraklasowiczem z Niecieczy – po dogrywce i w kontrowersyjnych okolicznościach – dowodziła, że beniaminek idzie w dobrą stronę. Stał się bardziej pragmatyczny, przewidywalny, momentami – jak z Koroną i ŁKS-em – na boisku cierpiał, a kibice mogli kręcić głowami, wyrażając niezadowolenie ze stylu.
Trener Górak kontrował, że podobać to się może żona, a drużyna ma być skuteczna. Taka też była na ostatniej prostej, wbijając po 2 gole Miedzi, Resovii i Podbeskidziu. Ostatnia podróż, do Bielska-Białej, dała upragnione wyjazdowe przełamanie i względnie spokojną zimę, podczas której nie trzeba będzie drżeć o utrzymanie.
Choć fanatycy GieKSy narzekają na kondycję organizacyjną spółki, to wszystkie ich uwagi na margines spycha to, co zaczęło się 14 października i było najważniejszym wydarzeniem jesieni. Tego dnia na Załęskiej Hałdzie uroczyście zainaugurowano budowę nowego stadionu, który daje poczucie, że za rogiem czeka coś dobrego, a obecny stan jest już czymś tymczasowym.
Realia się zmieniły – miliony płynące do klubu z miejskiej kasy na nikim nie robią już wrażenia i nie powodują, że – jak jeszcze kilka lat temu – GKS uchodzić musi za dyżurnego kandydata do awansu. W obecnych okolicznosciach kibic powinien docenić pierwszą ligę, nie obrzydzać sobie jej, cieszyć się ciekawymi kibicowsko meczami, no i aktywnie uczestniczyć we „wstecznym odliczaniu” na Bukowej. Jej ligowe dni są już przecież policzone.
[…] PLUS
Patryk Szwedzik
Bywają takie mecze, w których łapie rytm, a wtedy ręce same składają się do oklasków. Szybki, przebojowy, mający łatwość wygrywania pojedynków. No i uniwersalny, mogący występować zarówno jako napastnik, jak i „dziesiątka” czy skrzydłowy. 20-latek to bez cienia wątpliwości największy wygrany jesieni przy Bukowej i wyjątek od reguły, że akademia GieKSy jest w stanie wychować ciekawego zawodnika.
Szwedzik co prawda pochodzi z Legnicy, ale w Katowicach jest od lat. Choć pierwszą bramkę zdobył ponad dwa lata temu, to jeszcze nigdy jego rola nie była tak istotna. Nie zdziwilibyśmy się, gdyby już teraz zwrócił na niego uwagę ktoś z ekstraklasy, w której status młodzieżowca będzie mu przysługiwał jeszcze przez 1,5 roku – a nie pół, jak w ligach pierwszej i niższych.
MINUS
Frekwencja
Moglibyśmy tu wytykać palcami któregoś z zawodników, np. Michała Kołodziejskiego, który ma na sumieniu kilka bramek, a gdy do formy doszedł Hubert Sadowski, to brakowało dla niego miejsca nawet w trójce, a nie parze środkowych obrońców. Ale minus stawiamy przy frekwencji. GKS po ponad dwóch latach wrócił do I ligi, atrakcyjnej kibicowsko, jego mecze dostarczały mnóstwa emocji, a mimo to na Bukowej aż 5-krotnie publika była mniejsza niż 2-tysięczna. Jak na tak duże miasto i na tuzin rozegranych spotkań – słabo…
Zobligowani do stadionu
Katowicka rada miasta przyjęła wczoraj budżet na przyszły rok oraz wieloletnią prognozę finansową. Uchwalono też emisję obligacji, z których w sporej części sfinansowana zostanie budowa kompleksu sportowego przy autostradzie A4.
Katowice w latach 2022-24 wyemitują obligacje na łączną kwotę 150 milionów złotych. Spłacać je będą w latach 2032-40. Taką uchwałę przyjęła rada miasta na wczorajszej sesji. Za emisją obligacji opowiedziało się 19 radnych, troje wstrzymało się od głosu, a pięcioro było przeciw (radni Koalicji Obywatelskiej oraz niezrzeszony Dawid Durał). Dyskusji na ten temat nikt nie zainicjował.
Wykonany został zatem kolejny krok ku temu, by w Katowicach powstał wreszcie nowy stadion. Prace już się zaczęły – w połowie października prezydent Marcin Krupa wbił symboliczną pierwszą łopatę, generalny wykonawca firma NDI wykarczował teren z kilkuset drzew, a w styczniu ma ruszyć fundamentowanie obiektów – ale trzeba było jeszcze dokonać formalności w postaci zapewnienia finansowania tej wielkiej inwestycji. Przed rokiem miastu kredytu odmówił Bank Rozwoju Rady Europy, zasłaniając się sytuacją covidową. Już wtedy zapadła decyzja o emisji obligacji.
Montaż finansowy budowy kompleksu sportowego z halą i boiskami treningowymi przedstawia się zatem tak: 150 mln zł z obligacji, 98,8 mln ze środków własnych. Już w tym roku inwestycja ta pochłonęła 20 mln zł. W wieloletniej prognozie finansowej na przyszły rok zarezerwowano 80,9 mln zł, na 2023 – 69,7 mln zł, a na 2024 – 85,3 mln zł. Potem dla sportowej tkanki Katowic, czyli przede wszystkim wielosekcyjnej GieKSy, ma nastać zupełnie nowa rzeczywistość.
Za przyjęciem budżetu i WPF jednomyślnie głosowali radni Forum Samorządowego Marcina Krupy oraz Prawa i Sprawiedliwości. Przeciw był Dawid Durał, wstrzymał się natomiast klub Koalicji Obywatelskiej, argumentując, że w budżecie znalazły się pozycje, których finansowanie z racji trudnego okresu dla samorządów powinny być odłożone w czasie.
Dodajmy, że w połowie przyszłego roku zakończyć się ma trwająca od połowy 2020 r. budowa kompleksu sportowego przy ul. Asnyka w dzielnicy Piotrowice, która będzie nowym domem dla Rozwoju. W tym roku pochłonęła 15,1 mln zł, w 2022 – nieco ponad 10 mln zł więcej.
Tradycyjnie już, w budżecie rocznym Katowic nie ma wprost zapisanych środków dla wielosekcyjnego GKS-u, czyli miejskiej spółki. Pieniądze na sport dzielone są w formie konkursów: na młodzież oraz sport kwalifikowany. W 2022 roku na sport kwalifikowany będzie do rozdysponowania aż 20 mln zł. To aż o 7 mln zł więcej niż w roku 2020 i o milion więcej niż przed rokiem. Wtedy z kwoty 19 mln zł aż 16,5 przypadło GieKSie (6,35 mln dla piłkarzy, 4,9 mln dla hokeistów, 4 mln dla siatkarzy, 1,2 mln dla piłkarek nożnych).
Wzrosły też środki na „realizację zadań w zakresie upowszechniania sportu i turystyki”, z których finansowane będzie szkolenie młodzieży. Przed rokiem było to 2,34 mln zł (400 tys. zasiliło Akademię GieKSy), teraz – 2,62 mln zł. Termin składania ofert do konkursu mija niebawem, wyniki zwykle publikowane są w połowie stycznia.
Dla samorządów nastał trudny czas wywołany rządowymi reformami podatkowymi, ale sportowa tkanka Katowic, w szczególności GieKSa, raczej nie ma powodów do obaw. Ani o teraźniejszość, ani przyszłość.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice oddał hołd poległym górnikom z KWK Wujek
W dzień obchodów 40. rocznicy pacyfikacji kopalni „Wujek”, oficjalna delegacja GKS-u Katowice złożyła wieniec pod Pomnikiem Dziewięciu z Wujka oddając hołd poległym górnikom – Janowi Stawisińskiemu, Joachimowi Gnidzie, Józefowi Czekalskiemu, Józefowi Krzysztofowi Gizie, Ryszardowi Józefowi Gzikowi, Bogusławowi Kopczakowi, Andrzejowi Pełce, Zbigniewowi Wilkowi i Zenonowi Zającowi.
GKS Katowice we współpracy ze Śląskim Centrum Wolności i Solidarności włączył się w obchody 40. rocznicy pacyfikacji kopalni „Wujek” i przez ostatni miesiąc w ramach kampanii informacyjnej przypominał o tragicznych wydarzeniach z grudnia 1981 roku.
Okazją do uczczenia pamięci zmarłych górników były także domowe mecze piłkarzy przeciwko Miedzi Legnica oraz siatkarzy przeciwko Projektowi Warszawa, które poprzedzone były minutą ciszy.
Drużyna hokejowa GieKSy wystąpi w turnieju finałowym Pucharu Polski (27-28 grudnia w Bytomiu) w specjalnych strojach, które przypomną o tragicznej rocznicy. Szczególna oprawa towarzyszyć będzie też meczowi Polskiej Hokej Ligi GKS Katowice – Tauron Podhale Nowy Targ (30 grudnia).
katowice.naszemiasto.pl – Kibice GKS Katowice odsłonili mural upamiętniający 40-lecie pacyfikacji KWK Wujek
Nowy mural w Katowicach. Kibice GKS przygotowali mural upamiętniający 40-lecie pacyfikacji KWK Wujek. Odsłonięcia muralu dokonał Stanisław Płatek, przewodniczący komitetu strajkowego na kopalni w 1981 roku.
Mural upamiętniający 40-lecie pacyfikacji KWK Wujek powstał na Załęskiej Hałdzie, nieopodal kopalni. Zajmuje całą ścianę dwupiętrowej kamienicy i jest doskonale widoczny z głównej drogi wiodącej przez tą dzielnicę Katowic w kierunku wyjazdu na autostradę A4. Olbrzymie malowidło przygotowali kibice GKS Katowice.
– Od ponad 10 lat angażujemy się w kolejne rocznice pacyfikacji Wujka. Na 40-lecie tych wydarzeń chcieliśmy zrobić coś dużego. Załatwianie wszystkich zezwoleń trwało rok. Mieliśmy do wyboru kilka budynków, które dzięki swojej uprzejmości udostępniła nam Śląsko-Dąbrowska Spółka Mieszkaniowa. Wybraliśmy ten z najlepszą ekspozycją, a miejsce też jest symboliczne, bo widać z niego komin kopalni znajdujący się na muralu – powiedział Marcin Gruszczyński ze Stowarzyszenia Kibiców GKS Katowice SK 1964.
Mural nie zawiera żadnych emblematów klubowych, bo jego twórcy chcieli by malowidło łączyło mieszkańców Śląska pamiętających o tragicznych wydarzeniach sprzed 40 lat, a nie stało się elementem kibicowskich wojen. Autorem projektu i wykonawcą muralu był Karol Kobryń.
– Początkowo chciałem na muralu umieścić wizerunek Świętej Barbary, patronki górników, ale po dyskusji uznaliśmy, że przekaz musi być bardziej czytelny. Wykonanie muralu zajęło mi kilka dni, bo ostatnio nie bardzo sprzyjała nam pogoda – stwierdził Karol Kobryń.
Odsłonięcia muralu we wtorkowe przedpołudnie 30 listopada dokonał przewodniczący komitetu strajkowego KWK Wujek w 1981 r. Stanisław Płatek w towarzystwie Roberta Ciupy, dyrektora Śląskiego Centrum Wolności i Solidarności.
– Kibice GKS Katowice od dawna angażują się w sprawy Wujka i to nie jest ich pierwszy mural poświęcony temu wydarzeniu. Najpierw namalowali przecież mural na ul. Galusa obok kopalni. To dzieło mi się podoba, a jego przekaz jest dla wszystkich jasny, bo jest na nim krzyż stojący przy kopalni i jedna z kopalnianych wież, a dziewięć zapalnych górniczych lampek symbolizuje pamięć o dziewięciu poległych w trakcie pacyfikacji górnikach – stwierdził Stanisław Płatek.
silesia24.pl – Odsłonięto mural upamiętniający 40-lecie pacyfikacji KWK Wujek. To inicjatywa kibiców GKS Katowice
Dzięki inicjatywie kibiców GieKSy na Załęskiej Hałdzie powstał wyjątkowy mural poświęcony pamięci dziewięciu górników, którzy 16 grudnia 1981 roku oddali życie za wolność i solidarność.
SIATKÓWKA
siatka.org – PGE Skra Bełchatów lepsza od GKS-u Katowice, przyjezdni z kolejną porażką
PGE Skra Bełchatów pokonała w meczu otwierającym dwunastą serię gier GKS Katowice 3:1. Przyjezdni dzielnie walczyli przez trzy sety, potem zeszło z nich powietrze i czwartą partię przegrali bardzo wysoko. Była to czwarta porażka z rzędu ekipy ze stolicy Górnego Śląska.
Po błędach własnych gości bełchatowianie wyszli na pierwsze dwupunktowe prowadzenie. Dodatkowo szczęśliwie po siatce zaserwował Karol Kłos i ich przewaga wzrosła do trzech ,,oczek”. Podopieczni Grzegorza Słabego często się mylili, dodatkowo byli podbijani w obronie, w efekcie czego gracze PGE Skry mieli możliwość rozgrywania kontrataków. Kiedy jeden z nich wykorzystał Robert Täht było już 12:8, ale całą różnicę roztrwonili w jednym ustawieniu.
[…] W drugiej partii bełchatowianie także szybko uzyskali dwupunktowe prowadzenie. Niemniej Milad Ebadipour nie poradził sobie z blokiem Marcina Kani i zrobiło się po 4. Dobrze obie drużyny prezentowały się w tym elemencie, dlatego skuteczność atakujących nie była za wysoka. Po asie serwisowym Micaha Ma`a to siatkarze GKS-u mieli dwa ,,oczka” więcej. Kiedy pomylił się Aleksandar Atanasijević goście jeszcze zwiększyli dystans. Serb grał na bardzo niskiej skuteczności w ataku i miał co poprawiać. Kolejna dobra zagrywka, tym razem w wykonaniu Gonzalo Quirogi, a także ,,czapa” Ma`a dawała przyjezdnym wysokie prowadzenie. W jednym ustawieniu zapunktowali czterokrotnie i dopiero krótka zagrana z Mateuszem Bieńkiem sytuację tą przerwała, ale przewaga katowiczan wynosiła sześć punktów. Prezentowali oni dobrą siatkówkę i cały czas dystans utrzymywał się. Wprawdzie ich rywale ryzykując w polu serwisowym oddawali im sporo punktów za darmo, ale kiedy trzeba było potrafili także skończyć swoją akcję. Kropkę nad ,,i” postawił Jakub Jarosz zagraniem z prawej flanki.
W trzecim secie trwała walka punkt za punkt. Kolejny blok na Aleksandarze Atanasijeviciu dawał prowadzenie graczom Gieksy 6:4, ale trzy kolejne akcje wygrali gospodarze. Prowadzący zmieniał się cały czas, gdyż po przestrzeleniu ataku przez Mateusza Bieńka oraz kolejnej ,,czapie” na Atanasijeviciu było już 8:11. Serb w tym momencie opuścił boisko, ponieważ wyraźnie nie pomagał swojej ekipie. As serwisowy Roberta Tähta pozwolił bełchatowianom nawiązać kontakt punktowy (12:13), a po zagraniu blok-aut Milada Ebadipoura doprowadzili do wyrównania. Od tego momentu trwała wymiana ciosów i żadna z drużyn nie mogła uzyskać choć dwupunktowej przewagi. Stało się to dopiero za sprawą Ebadipoura, który skończył atak z szóstej strefy (20:18). Dodatkowo pomylił się Jakub Jarosz i w końcówce partii to gospodarze mieli zdecydowanie łatwiejszą sytuację. Po zagraniu do skosu Damiana Schulza było już 24:20, a w kolejnej akcji dobry blok ustawił Karol Kłos i siatkarze PGE Skry prowadzili 2:1.
Na boisku pozostał Damian Schulz, który zanotował dobre wejście. Katowiczanie trochę na własne życzenie rozpoczęli czwartą partię źle, gdyż całkowicie zacięli się w ofensywie. Przestrzelone zagrania Jakuba Jarosza, czy Gonzalo Quirogi oraz dobry blok Mateusza Bieńka sprawiły, że było 9:4 i trener Słaby musiał prosić o czas. Niewiele on wniósł, gdyż trzy kolejne akcje akcje przegrali i ich sytuacja była bardzo ciężka. Po wykorzystaniu przechodzącej piłki przez Milada Ebadipoura było już 13:4, a goście utknęli w jednym ustawieniu. Serię tą przerwał Quiroga, ale przyjezdni powoli przestawali wierzyć, że są w stanie jeszcze cokolwiek zrobić w tym meczu. Wprowadzone zmiany niewiele wniosły, a różnica dziesięciu punktów cały czas utrzymywała się. W pewnym momencie wynosiła nawet dwanaście ,,oczek”, ale w końcówce seta siatkarze GKS-u trochę ją zniwelowali. Nic to im nie dało, gdyż go przegrali, a trzy punkty pozostały w Bełchatowie. Rok 2021 kończą z dorobkiem 11 punktów, a przed świętami obie drużyny zagrają jeszcze mecze Pucharu Polski.
PGE Skra Bełchatów – GKS Katowice 3:1 (25:22, 19:25, 25:20, 25:16)
HOKEJ
sportdziennik.com – Clarke Saunders jak skała
W zaległym meczu na szczycie PHL działo się od samego początku. Czasami zdarza się, że na bramkarzy nakładane są kary. Ale to, czym „popisał się” w pierwszej tercji John Murray, trafia się niezwykle rzadko.
Golkiper katowiczan najpierw został ukarany za uderzanie, a minutę później za celowe poruszenie bramki! Unia grała w podwójnej przewadze, ale rywal się wybronił.
Taka sztuka nie udała się gościom pod koniec pierwszej tercji, kiedy to na ławce odpoczywał Kalle Valtona. Najsprytniejszy w kotle pod bramką Murraya okazał się Krystian Dziubiński, który z najbliższej odległości dał liderowi prowadzenie po pierwszej tercji. Czy zasłużone?
To była wyrównana odsłona, a Clarke Saunders pokazał kilka razy rywalowi, że między słupkami czuje się znakomicie. W drugiej tercji kanadyjski golkiper również spisywał się bez zarzutu. Był to zresztą mecz bramkarzy, bo Murray – prócz głupiego zachowania z początku meczu – również stawał na wysokości zadania. Nie miał jednak reprezentant Polski nic do powiedzenia w 37. minucie spotkania. Unia przeprowadziła zgrabną kontrę, którą przepięknym strzałem wykończył Sebastian Kowalówka. Dwubramkowa zaliczka po dwóch w tercja w takim spotkaniu, to bardzo solidny kapitał.
Tym bardziej, jeżeli ma się w bramce tak dobrze dysponowanego człowieka. Unia w trzeciej odsłonie skupiła się na obronie. Katowiczanie tymczasem bili głową w mur, choć przeprowadzili kilka zmyślnych akcji. Gol kontaktowy był jednak trochę przypadkowy. Patryk Wronka zagrał sprytnie, a krążek odbił się od Bartosza Fraszki i Saunders w końcu skapitulował.
Do końca meczu pozostawało jeszcze niemal osiem minut i było to osiem minut katowickiego szturmu, który jednak efektu nie przyniósł. Unia zainkasowała trzy punkty i umocniła się na fotelu lidera rozgrywek.
Re-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice 2:1 (1:0, 1:0, 0:1)
SZACHY
sport.onet.pl – Jan-Krzysztof Duda mistrzem Europy w szachach błyskawicznych
Jan-Krzysztof Duda zdobył w piątek w katowickim Spodku złoty medal mistrzostw Europy w szachach błyskawicznych, gromadząc 18 pkt w 22 partiach. Srebro wywalczył Maciej Klekowski – 17,5, a brąz Rosjanin Anton Demczenko – 16,5.
Klasyfikowany w blitzu na dziewiątym miejscu w rankingu FIDE arcymistrz z Wieliczki był zdecydowanym faworytem imprezy. Wydawało się, że pewnie zmierza po pierwszy w seniorskiej karierze międzynarodowy tytuł. Jednak w 10. rundzie nieoczekiwanie przegrał białymi z Klekowskim, remisując w rewanżu. W ostatniej wygrał z Niemcem Ilją Schneiderem i ponownie przegrał białymi, co na chwilę postawiło pod znakiem zapytania jego triumf w turnieju. Żeby go wyprzedzić Klekowski, złoty medalista rozegranych w ub. roku pierwszych internetowych mistrzostw Polski, musiałby wygrać ostatni pojedynek z Demczenką. Klasyfikowany na 34. miejscu w kraju arcymistrz doznał jednak porażki.
[…] Duda stawał już na podium mistrzostw Europy w blitzu rozgrywanych w Polsce. W 2014 r. we Wrocławiu, mając 16 lat, wywalczył srebrny medal, ustępując tylko Czechowi Davidowi Navarze.
[…] W tegorocznych mistrzostwach w katowickim Spodku, rozgrywanym w formule open, wystartowało 529 zawodniczek i zawodników.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.
Felietony Piłka nożna
Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną
Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.
Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.
To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.
Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.
Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…
No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.
Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.
Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.
Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.
Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…
No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.
Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.
Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…
Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.
A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.
I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.
Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.
Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.
Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.
Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.
Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.
Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.
Z niecierpliwością czekamy na Lubin!
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do meczu z Piastem
Kolejne derby za nami – tym razem niestety przegrane. To był drugi z wyjazdowej serii trzech meczów. Za tydzień gramy kolejne spotkanie w Lubinie i tam będziemy walczyć o zwycięstwo, by jednak z delegacji wrócić z pokaźnym dorobkiem punktowym. Tymczasem wracamy po raz ostatni do piątkowego starcia w Gliwicach.
1. Dla mnie „wyjazd” rozpoczął się już w czwartek. Zadecydowała logistyka i chęć oddechu. Co do logistyki, to powód był prozaiczny. Wiedząc, że w piątek będę mógł dotrzeć na mecz dopiero na styk, chciałem sobie zapewnić miejsce parkingowe. Wziąłem więc po prostu nocleg, a nawet dwa, żeby zapewnić sobie pełen komfort. Ale ten parking to był tylko jeden z powodów.
2. No i zawsze pretekst do tego, żeby pospać w mieście rywala jest dobry. Przez to zaraz po przyjeździe na miejscówkę, którą miałem niecały kilometr od stadionu, udałem się właśnie pod stadion Piasta, żeby zrobić nagrywkę w przeddzień meczu.
3. Sam pokój taki w stylu loft był jednak bardzo schludny i czysty. Trzeba było jednak uważać na jeden stopień, co jest eufemizmem. To po prostu była zmiana kondygnacji. Kilkadziesiąt centymetrów wyżej.
4. A miejscówka była nieopodal Radiostacji Gliwice. Dzięki temu dowiedziałem się, że w piątek równolegle będą odbywać się dwie imprezy kulturalne – w odległości około dwóch kilometrów. Pierwszy to mecz Piast Gliwice – GKS Katowice, w drugim koncert z udziałem legendarnej Beaty Kozidrak.
5. Wracając do wspomnianej nagrywki. Zahaczyłem jeszcze o sklep Piasta, który był otwarty. Piast, nie sklep. Znaczy sklep, nie Piast. Niestety nie mieli proporczyków, pani powiedziała, że w tym sezonie jeszcze nie było. Ogólnie uważam to za słabość wielu klubów. Proporczyki, jak szale, powinny być jednym ze sztandarowych produktów i być dostępne przez cały czas.
6. Nagrywkę przed stadionem, nazywanym żartobliwie przez kibiców innych klubów Tesco Arena, zrobiłem. Mnie tam się ten stadion z zewnątrz podoba. Mimo, że „nowy” to ma swój vibe elewacji na przykład Stomilu Olsztyn czy… Bukowej. Taki socjalistyczny. Zakład pracy jakiś, fabryka.
7. Małe zakupy i zamówienie hambuksa w Wilku. Nie byłem teraz głodny, ale zamówiłem, żeby na wieczór przyjść i odebrać. Tak między meczami, bo przecież czwartek był napakowany kilkoma spotkaniami Pucharu Polski, no i zaległościami ligowymi.
8. No i tak też zrobiłem, najpierw Raków – Górnik przy herbatce. Górnik nie załamał się porażką GieKSą i pewnie wygrał to spotkanie. Z małymi problemami w końcówce. I gdy Raków cisnął do wyrównania, Diaby-Fadiga zachował się idiotycznie, dostał czerwień i tyle było z marzeń o remisie.
9. Raków po sześciu meczach ligi ma sześć porażek. Niepojęte. A chcą zabrać Fejaka, czyli kolejny strzał w kolano. Niebywałe, jak wiele błędów tam ostatnio popełniają.
10. Na obrazku zupełnie to nie wygląda, ale burger był znakomity. Z chorizo i jalapeno. Polecam tego Allegrowicza. Konsumowałem to jadło przy meczu Śląska z Pogonią w Pucharze Polski. Jak widać – na obrazku – znów gola strzelił Samiec-Talar. Znakomity sezon tego zawodnika, byłego zawodnika GKS, który wówczas jednak nie był czołową postacią drużyny.
11. Śląsk wygrał to spotkanie i odprawił Pogoń z kwitkiem. Tak więc po dobrych występach w ostatnich latach w pucharze, tym razem Szczecinianie mogą pomarzyć. I jeśli chcą jakieś tituli mieć, to muszą wygrać ligę.
12. Potem jeszcze kuknąłem Lecha z Jagą, ale pierwszą połowę, bo już spać mi się chciało. Drugą obejrzałem rano. Bramka Kobayashiego to coś niebywałego. Tak huknąć. Znakomity gol. A Lech się po Aarhus otrząsnął i wygrywa kolejne mecze jak leci.
13. Zazdro jeśli chodzi o Lecha i Jagę. Obie ekipy sobie zagrają z Crystal Palace czy Sunderlandem. No i inni przeciwnicy w Lidze Europy. Musimy jako klub dążyć do tego, żeby mieć szansę na takie świetne mecze. Wygrać Puchar Polski i fazę grupową pucharów będziemy mieli zapewnioną.
14. Nazajutrz udałem się na spacer do cukiernio-śniadaniowni Cacy. Mijałem traktory. Spacer był sympatyczny, a śniadanie piękne i smakowite. Pani co prawda była jakaś smutna, ale to pewnie dlatego, że musiała wybierać pomiędzy Beatą, a meczem Piasta. Ciekawe co wybrała.
15. A żyrafy mówią „no elo”. Co ciekawe w tym miejscu, w którym miałem nocleg jest… drukarnia. Normalnie działająca, pracująca w piątek. Dość specyficzne to było.
16. Wkrótce musiałem się udać do… Katowic. Wzywały obowiązki zawodowe. Dlatego też właśnie logistyka tego wszystkiego była specyficzna. Na 14.30 chciałem być w Katowicach, by o 19.00 z powrotem jechać do Gliwic i mieć jeszcze zapas.
17. Gdy szedłem już na mecz – bo zaparkowałem na miejscówce – rzeczywiście w tych małych uliczkach między domkami było pełno samochodów. Zastanawiałem się, jak to tolerują mieszkańcy, że im przed działkami ciśnie się masa aut, gdy tylko jest mecz. No ale cieszyłem się z dokonanego wyboru i braku stresu. Nawet nie chodzi o stres związany ze znalezieniem miejsca, co o to, że w takiej ciasnocie bałbym się, że jeden czy drugi ancymon poskrobie mi auto po marchewkach.
18. Pod stadionem było już dużo ludzi. Do meczu pozostawało około pół godziny. Wspomnę, że po drodze zahaczyłem znów o Wilka, żeby zamówić na „po meczu”. Ustaliłem godzinę 23.50, czyli 10 minut przed zamknięciem. Musiałem więc liczyć, że nie przedłuży się ani mecz, ani konferencja.
19. Znów autokar, który można sobie zwiedzić. Autokar Piasta. Tak samo było w maju. Nie lada gratka dla fanów.
20. Akredytację odebrałem bez problemu, no i skierowałem się na stadion. Przez to, że dopiero co graliśmy w Gliwicach miałem wrażenie, że zarówno pani na bramie, jak i pan na schodach to ci sami ludzie.
21. Wszedłem więc po tym rusztowaniu, zrobiłem herbatkę i udałem się na prasówkę. Niestety z racji krótkiego czasu do pierwszego gwizdka, dobre miejsca prasowe były już zajęte, więc musiałem zejść do najniższego rzędu. Z niecierpliwością czekałem na mecz.
22. Ciasnota, jak to na Piaście. Jednak w tym najniższym rzędzie trochę dalej był jakiś facet, a poza tym dużo luzu. No i na początku rzędu dwóch sympatycznych jegomości. Nikt więc nie przechodził, żeby musieć wstawać. Co prawda wołał ten jeden pan dwa razy takiego grubasa, ale on chyba był świadomy, więc nie decydował się przeciskać w tym miejscu.
23. Blaty pochyłe, ale powiedzmy w miarę. Jednak trochę vibe pierwszoligowych prasówek. No może pogranicza między zapleczem, a ekstraklasą. Najważniejsze, że prąd był i przede wszystkim – znakomicie działał internet, co jak wiemy nie jest oczywistością…
24. Kibice obu drużyn od razu zaczęli mocno dopingować. Na trybunach znów więc mieliśmy świetne widowisko.
25. Z wydarzeń boiskowych mogli być zadowoleni jedynie kibice Piasta. Bo już w piątej minucie objęli prowadzenie, a cały mecz wygrali 3:0. Tym samym Piast powtórzył wynik z sezonu 2011/12, kiedy to również w tych rozmiarach pokonał GKS. Wówczas Gliwiczanie awansowali do ekstraklasy.
26. To była jakaś totalnie dziwna historia, związana chyba z budową stadionu. Na wiosnę Piast zagrał tylko dwa mecze na wyjeździe, resztę u siebie. Ale by pykło nam coś takiego. Mistrz na wiosnę gwarantowany (oczywiście po wygrzebaniu się z ostatniego miejsca z powodu gry na wyjazdach na jesieni).
27. Ciekawostką jest to, że jak teraz nam strzeliło bramki dwóch Hiszpanów – Juande Rivas i Hugo Vallejo, to w tamtym meczu z 2012 trafił również obywatel Półwyspu Iberyjskiego – Ruben Jurado. Nie leżą nam ci gliwiccy Hiszpanie.
28. Nie leży nam ten stadion, oj nie leży. Dla mnie to była szósta wizyta w Gliwicach – bo byłem jeszcze na meczach na starym stadionie – i czwarta porażka. Poza tym zaledwie dwa remisy. Piast u siebie z GieKSą nie przegrywa.
29. Po awansie do ekstraklasy Gliwiczanie nadal pozostają jedną z trzech ekip, które ciągle za naszej bytności w niej są, a z którą nie wygraliśmy. Pozostałymi są Legia i Lech. Może przynajmniej z Warszawianami czy Poznaniakami uda się przełamać tę złą passę.
30. No i po meczu nagrywka i na konferencję prasową. Bartka Nowaka brali do Super Piątku, a my czekaliśmy na trenerów. Jakoś wyjątkowo długo, a na Górniku tydzień temu było krótko.
31. W końcu przyszli szkoleniowcy – Rafał Górak, potem Daniel Myśliwiec. Uwinęliśmy się jakoś z pytaniami i powoli zacząłem montować konfę, ale zbliżała się północ. Toteż około 23.40 wyszedłem, aby odebrać swoje zamówienie.
32. Wróciłem na kwaterę, dokończyłem konferencję, zobaczyłem, co tam Bartek miał do powiedzenia, no i z rozczarowaniem zakończyliśmy swój udział w tej kolejce.
33. Wracając widziałem ludzi, którzy już wracali z koncertu. Uraczyli się może bardziej Beatką z Bajmu, niż kibice gości meczem. Ale tak to bywa.
34. Tylko trzy punkty w Lubinie!






























Najnowsze komentarze