Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Mocny początek i szczęśliwy koniec. GieKSa notuje upragnione przełamanie – media o wygranej GieKSy z Olimpią Elbląg

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego meczu II ligi GKS Katowice – Olimpia Elbląg. GieKSa wygrała 1:0 (1:0) i awansowała na pozycję wicelidera.

 

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – Olimpia Elbląg 1:0. Zobaczcie zdjęcia z przełamania impasu na Bukowej

Piłkarze GKS Katowice w zaległym meczu pokonali Olimpię Elbląg i wrócili na drugie miejsce w tabeli. Zespół Rafała Góraka przełamał w ten sposób impas związany z problemami po przejściu przez zakażenia koronawirusem.

[…] Katowiczanie zaległy mecz z Olimpią Elbląg rozpoczęli znakomicie. W 4 minucie Adrian Błąd podał w pole karne do Bartosza Juroszka, a ten pokonał Andrzeja Witana. Bramkarz, który strzelił GKS-ie pamiętną bramkę decydującą o spadku do II ligi, nie miał żadnych szans.

Gospodarze mieli okazje na podwyższenie wyniku – m.in. Arkadiusz Woźniak – ale już im się nie udało posłać piłki do siatki. Z kolei w miarę upływu czasu Olimpia była bliższa wyrównania.

Po zakończeniu meczu piłkarze Katowic wyglądali na wyczerpanych, co potwierdza tezę, że COVID-19 pozostawił w ich organizmach ślady, które mają wpływ na formę i wyniki.

 

portel.pl – W Katowicach bez niespodzianki

Nie udało się Olimpii wywieźć punktów ze Śląska. W dzisiejszym meczu Olimpijczycy przegrali z walczącym o awans GKS Katowice. Żółto-biało-niebiescy bramkę stracili w początkowych minutach meczu i do koca spotkania musieli gonić wynik.

[…] Żeby się przekonać, jak tragiczna jest sytuacja kadrowa Olimpii w tym sezonie, wystarczyło zerknąć na ławkę rezerwowych. Olimpijczycy na Śląsk pojechali w piętnastu.

[…] Zgodnie z oczekiwaniami to gospodarze prowadzili grę. Goście szukali szans w kontratakach. Jedna z pierwszych prób miała miejsce kilka minut po stracie bramki. Niestety Dominik Kościelniak udaremnił atak żółto – biało – niebieskich., którzy nie wykorzystali błędu Jędrycha.

Kilka minut później piłkę głową minimalnie nad poprzeczkę wysłał Michał Kołodziejski. Andrzej Witan miał w pierwszej połowie dużo pracy przy wyłapywaniu groźnych dośrodkowań gospodarzy. W 21. minucie elbląski bramkarz złapał strzał Woźniaka, po tym jak Kościelniak minął trzech Olimpijczyków i gospodarze wyszli trzech na dwóch. Dużo szczęścia mieli w tym momencie elblążanie.

Olimpijczycy próbowali wysokiego pressingu, ale większych problemów katowiczanie z tym elementem nie mieli. Gospodarze nie potrafili jednak przekuć przewagi na kolejne bramki.

Olimpijczycy bardziej aktywnie w ataku zagrali pod koniec pierwszej połowie. Katowickiej obronie problemy sprawiał Aleksander Waniek.

Druga połowa zaczęła się od żółte kartki dla Klaudiusza Krasy. Nie mający nic do stracenia Olimpijczycy kontynuowali odważną grę. Tymczasem w 55.minucie Andrzej Witan na raty obronił strzał Adriana Błąda.

Żółto-biało-niebiescy najlepszą sytuację mieli w 60. minucie. Strzał pod poprzeczkę obronił Bartosz Mrozek. Kilka minut później szansę miał na doprowadzenie do remisu miał Sebastian Kamiński.

W drugiej części spotkania GKS wyraźnie się pogubił, gospodarze stosunkowo często się mylili. Niestety Olimpijczycy nie byli w stanie wykorzystać dekoncentracji rywali.

W 82. minucie gospodarze mieli szansę podwyższyć wynik spotkania. Patryk Szwedzik znalazł się sam na sam z Andrzejem Witanem, na szczęście zwycięsko z tego pojedynku wyszedł bramkarz elblążan.

 

infokatowice.pl – Wymęczone zwycięstwo GieKSy z czerwoną latarnią ligi

[…] Spotkanie rozpoczęło się idealnie dla katowiczan, którzy już w 4 min. objęli prowadzenie po precyzyjnym strzale Kościelniaka, który wykorzystał dobre podanie Błąda. W kolejnych minutach GieKSa nadal przeważała, ale niewiele z tego wynikało. Jedyną godną odnotowania sytuację miał w 21 min. Woźniak, który otrzymał podanie od Kościelniaka, ale trafił wprost w golkipera gości.

W drugiej połowie mecz w wykonaniu gospodarzy był jeszcze słabszy. Widać było, że ich głównym celem było utrzymanie skromnego prowadzenia w związku z czym bardzo rzadko zapuszczali się pod pole karne rywala. Z akcji ofensywnych przez całe 45 min. wymienić można jedynie mocny strzał Błąda i niewykorzystaną sytuację sam na sam Szwedzika. Goście za to z każdą minutą atakowali coraz odważniej i kilka razy byli blisko pokonania Mrozka. Najlepszą sytuację do wyrównania mieli w 60 min., kiedy katowicki bramkarz świetnie sparował bombę Kamińskiego. Końcówka spotkania to już prawdziwa obrona Częstochowy w wykonaniu podopiecznych trenera Rafała Góraka. Na szczęście, pomimo sporych kłopotów, udało im się wybronić korzystny rezultat. Dzięki temu zwycięstwu z najsłabszą drużyną ligi GieKSa z powrotem wróciła na drugą pozycję w tabeli, premiowaną awansem na zaplecze ekstraklasy.

 

sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice zmazał plamę w zaległym meczu

Podopieczni Rafała Góraka tym razem nie potknęli się i poradzili sobie w roli faworytów. W zaległym meczu GKS Katowice zwyciężył 1:0 z Olimpią Elbląg dzięki strzałowi już w 4. minucie.

[…] GKS podjął Olimpię Elbląg, a walcząca o utrzymanie drużyna jest prowadzona przez dobrze znanego na Śląsku trenera Jacka Trzeciaka.

GKS świetnie rozpoczął mecz i od 4. minuty bronił prowadzenia. Adrian Błąd uruchomił odważnym podaniem w pole karne Dominika Kościelniaka, a ten pewnym strzałem pokonał doświadczonego Andrzeja Witana. Tego samego, który w przeszłości zdecydował swoim golem o spadku katowiczan z zaplecza PKO Ekstraklasy.

Olimpia pozostawała w kontakcie z przeciwnikiem, nie pozwoliła mu na powiększenie przewagi, ale jednocześnie nie potrafiła doprowadzić do remisu. Drużyna z Elbląga stosowała coraz bardziej ryzykowne rozwiązania i coraz mniej uwagi poświęcała obronie. Nie doprowadziło to jednak do żadnego przełomu i gol już w 4. minucie zdecydował o zwycięstwie katowiczan 1:0. GKS odzyskał drugie miejsce w tabeli wyłącznie za Górnikiem Polkowice, a przedostatni elblążanie nie poprawili swoich notowań w grze o pozostanie na szczeblu centralnym.

 

sportdziennik.com – O wynik drżeli do końca

Zaczęło się świetnie, ale im dalej w las, tym więcej drzew – i coraz gorszej gry piłkarzy GKS-u. Ostatecznie katowiczanie pokonali Olimpię, ale „nerwówka” pod koniec była spora.

[…] Gospodarze byli lepszą stroną, a Olimpia ograniczała się głównie do przeszkadzania, rzadko decydując się na stosowanie pressingu. GKS starał się spokojnie rozgrywać piłkę, szukając przestrzeni między formacjami obrony a pomocy ekipy z Elbląga, gdzie najlepiej odnajdywał się wszędobylski Błąd. W 11. minucie „GieKSa” miała kolejną sytuację, kiedy nieźle po rzucie rożnym główkował Michał Kołodziejski. W 21. minucie natomiast fantastyczny rajd środkiem pola zaliczył Kościelniak, dograł do Arkadiusza Woźniaka, lecz ten w dogodnej sytuacji strzelił za słabo i wprost w Andrzeja Witana – którego nazwisko nadal budzi w Katowicach strach po pamiętnym golu w ostatniej kolejce sezonu 2018/19 roku, kiedy bramkarz grał jeszcze w Bytovii Bytów i przyczynił się do spadku „GieKSy”.

Dopiero koło 40. minuty Olimpia spróbowała zdziałać coś w ataku. Aktywny Tomasz Sedlewski dograł do wbiegającego w „szesnastkę” Aleksandra Wańka, który jednak skiksował i posłał piłkę daleko od bramki. Chwilę później elblążanie znów uderzali, ale w ostatniej chwili zblokował ich Arkadiusz Jędrych. GKS prowadził w pełni zasłużenie, ale wynik 1:0 nie dawał poczucia pewności – tym bardziej że w drugą połowę Olimpia weszła z większą dawką odwagi i gdyby w 53. minucie zamykający akcję Michał Ressel dostał lepsze podanie, goście mogliby wyrównać. Chwilę później niebezpiecznym strzałem w Witana odpowiedział Błąd, ale w kolejnych minutach dużo więcej roboty miał bramkarz GKS-u, Bartosz Mrozek, który musiał kilka razy bronić groźne strzały gości – w tym potężny z dystansu, lecący prosto pod poprzeczkę.

Gospodarze po przerwie wyglądali dużo słabiej niż w pierwszej połowie. Elblążanie – czyli zespół z najmniejszą liczbą zwycięstw w II lidze – częściej prowadzili grę, spokojniej operowali piłką. Choć większość ich ataków koniec końców bazowała na 35-letnim Januszu Surdykowskim, który często przytrzymywał futbolówkę, to GKS i tak dawał się tłamsić. Wynik był niepewny, chociaż w 82. minucie podwyższyć powinien Patryk Szwedzik, który przegrał z wychodzącym poza pole karne Witanem, a w doliczonym czasie nieznacznie pomylił się Kościelniak. Fakty jednak były takie, że gdyby Olimpia strzeliła na 1:1, nikt nie mógłby mieć szczególnych pretensji o taki wynik, bo przyjezdni po przerwie mieli przewagę i okazje do wyrównania.

 

sportslaski.pl – Mocny początek i szczęśliwy koniec. GieKSa notuje upragnione przełamanie

[…] Gola na wagę trzech punktów zdobył dobrze dysponowany w ostatnich tygodniach Dominik Kościelniak, który wykorzystał płaskie zagranie od Adriana Błąda i tym samym zdobył swoją czwartą bramkę w bieżących rozgrywkach. Ciekawostką jest fakt, że jeżeli pochodzący z Zakopanego już wpisywał się na listę strzelców w tym sezonie, „GieKSa” zawsze sięgała po komplet punktów. Nie inaczej było tym razem, choć po końcowym gwizdku, poza oczywiście radością z triumfu, katowiczanie musieli również poczuć swoiste westchnienie ulgi. Przyjezdni z Elbląga mieli bowiem wiele dobrych momentów przy Bukowej, czego potwierdzeniem było częstsze prowadzenie przez nich gry czy większa odwaga w ofensywnych poczynaniach po zmianie stron.

Nic więc dziwnego, że dominującymi nastrojami w obozie Olimpii był niedosyt, bo pomimo bycia tzw. underdogiem, mecz wcale nie musiał się zakończyć niekorzystnym dla nich wynikiem. – Wiem, że przyjechaliśmy na GKS, który po prostu nie pasuje do tej ligi i powiedziałem chłopakom oraz trenerowi, że mają z niej „wypieprzać”. Z pewnością klub ten zasługuje na grę co najmniej w 1. Lidze. Natomiast, biorąc pod uwagę przebieg spotkania, jestem dumny z gry moich zawodników. Ta przegrana jest dla nas nie do końca sprawiedliwa, bo mieliśmy sporo sytuacji, niemniej naprawdę przyjemnie było patrzeć na naszą grę. Wszyscy harowali jak woły, a z taką grą nie zasługujemy na obecne miejsce w tabeli oraz na spadek – zaznaczał nie tylko niegryzący się w język trener Jacek Trzeciak, ale także kilkukrotnie podkreślający dumę z poczynań elbląskiej jedenastki.

Dobrą dyspozycję Olimpii zauważył również opiekun katowickiej „GieKSy”, przyznając przy okazji, że zwycięstwo jego podopiecznych po dwóch poniesionych porażkach miało swoją wyjątkową wartość. – W pierwszej połowie mieliśmy dużo dobrych momentów i mogliśmy wyciągnąć z nich więcej. Wiadomo również, że mierzyliśmy się z rywalem zdeterminowanym i walczącym o utrzymanie, więc można go uznać za trudnego. Po meczu tylko powiedzieliśmy sobie w szatni, że najważniejsze są punkty, aczkolwiek mogliśmy do tego dołożyć jeszcze lepszy styl. Liga ma jednak to do sobie, że nie można trzydzieści kilka razy zagrać tak samo dobrze – powiedział tuż po środowej rywalizacji trener gospodarzy.

Zwycięzców się nie sądzi – to stare piłkarskie porzekadło idealnie zatem pasuje do klubu z Bukowej, który dzięki ważnym trzem punktom, wrócił na drugie miejsce w II-ligowej tabeli.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Potencjalni rywale w Lidze Konferencji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Dziś o 14:00 w szwajcarskim Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji. Własnie poznaliśmy sześciu potencjalnych rywali GKS Katowice.

GieKSa została przydzielona do grupy 5, w której jest rozstawiona. Na tym etapie wylosować możemy jeden z poniższych klubów: FK Panevėžys (Litwa), przegranego z pary pierwszej rundy kwalifikacyjnej Ligi Europy HNK Hajduk Split (Chorwacja) – MŠK Žilina (Słowacja), ŁNZ Cherkasy (Ukraina), Zimbru Kiszyniów (Mołdawia) lub Auda Ķekava (Łotwa).

ŁNZ Czeraksy swoje mecze ma rozgrywać na stadionie Wisły Płock.

Mecze drugiej rundy kwalifikacyjnej zostaną rozegrane w czwartki – 23 i 30 lipca.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hajduk lub Żilina rywalem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji trafił na przegranego z pary I rundy eliminacji Ligi Europy – Hajduk Split/MSK Żilina.

Mecze tej rundy odbędą się 23 i 30 lipca.

Pierwsze spotkanie GieKSa rozegra na wyjeździe.

W zakończonym sezonie Hajduk zajął drugie miejsce w lidze chorwackiej z dorobkiem 68 punktów w 36 meczach, na który złożyło się 20 zwycięstw, 8 remisów i 8 porażek (bramki: 61-36)

MSK Żilina natomiast zajęła w lidze słowackiej miejsce czwarte, zdobywając 52 punkty w 32 meczach – 15 zwycięstw, 7 remisów i 10 porażek (bramki: 59-41). Zespół zdobył również Puchar Słowacji w finale pokonując Koszyce 3:1.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga