Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Mocny początek i szczęśliwy koniec. GieKSa notuje upragnione przełamanie – media o wygranej GieKSy z Olimpią Elbląg

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego meczu II ligi GKS Katowice – Olimpia Elbląg. GieKSa wygrała 1:0 (1:0) i awansowała na pozycję wicelidera.

 

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – Olimpia Elbląg 1:0. Zobaczcie zdjęcia z przełamania impasu na Bukowej

Piłkarze GKS Katowice w zaległym meczu pokonali Olimpię Elbląg i wrócili na drugie miejsce w tabeli. Zespół Rafała Góraka przełamał w ten sposób impas związany z problemami po przejściu przez zakażenia koronawirusem.

[…] Katowiczanie zaległy mecz z Olimpią Elbląg rozpoczęli znakomicie. W 4 minucie Adrian Błąd podał w pole karne do Bartosza Juroszka, a ten pokonał Andrzeja Witana. Bramkarz, który strzelił GKS-ie pamiętną bramkę decydującą o spadku do II ligi, nie miał żadnych szans.

Gospodarze mieli okazje na podwyższenie wyniku – m.in. Arkadiusz Woźniak – ale już im się nie udało posłać piłki do siatki. Z kolei w miarę upływu czasu Olimpia była bliższa wyrównania.

Po zakończeniu meczu piłkarze Katowic wyglądali na wyczerpanych, co potwierdza tezę, że COVID-19 pozostawił w ich organizmach ślady, które mają wpływ na formę i wyniki.

 

portel.pl – W Katowicach bez niespodzianki

Nie udało się Olimpii wywieźć punktów ze Śląska. W dzisiejszym meczu Olimpijczycy przegrali z walczącym o awans GKS Katowice. Żółto-biało-niebiescy bramkę stracili w początkowych minutach meczu i do koca spotkania musieli gonić wynik.

[…] Żeby się przekonać, jak tragiczna jest sytuacja kadrowa Olimpii w tym sezonie, wystarczyło zerknąć na ławkę rezerwowych. Olimpijczycy na Śląsk pojechali w piętnastu.

[…] Zgodnie z oczekiwaniami to gospodarze prowadzili grę. Goście szukali szans w kontratakach. Jedna z pierwszych prób miała miejsce kilka minut po stracie bramki. Niestety Dominik Kościelniak udaremnił atak żółto – biało – niebieskich., którzy nie wykorzystali błędu Jędrycha.

Kilka minut później piłkę głową minimalnie nad poprzeczkę wysłał Michał Kołodziejski. Andrzej Witan miał w pierwszej połowie dużo pracy przy wyłapywaniu groźnych dośrodkowań gospodarzy. W 21. minucie elbląski bramkarz złapał strzał Woźniaka, po tym jak Kościelniak minął trzech Olimpijczyków i gospodarze wyszli trzech na dwóch. Dużo szczęścia mieli w tym momencie elblążanie.

Olimpijczycy próbowali wysokiego pressingu, ale większych problemów katowiczanie z tym elementem nie mieli. Gospodarze nie potrafili jednak przekuć przewagi na kolejne bramki.

Olimpijczycy bardziej aktywnie w ataku zagrali pod koniec pierwszej połowie. Katowickiej obronie problemy sprawiał Aleksander Waniek.

Druga połowa zaczęła się od żółte kartki dla Klaudiusza Krasy. Nie mający nic do stracenia Olimpijczycy kontynuowali odważną grę. Tymczasem w 55.minucie Andrzej Witan na raty obronił strzał Adriana Błąda.

Żółto-biało-niebiescy najlepszą sytuację mieli w 60. minucie. Strzał pod poprzeczkę obronił Bartosz Mrozek. Kilka minut później szansę miał na doprowadzenie do remisu miał Sebastian Kamiński.

W drugiej części spotkania GKS wyraźnie się pogubił, gospodarze stosunkowo często się mylili. Niestety Olimpijczycy nie byli w stanie wykorzystać dekoncentracji rywali.

W 82. minucie gospodarze mieli szansę podwyższyć wynik spotkania. Patryk Szwedzik znalazł się sam na sam z Andrzejem Witanem, na szczęście zwycięsko z tego pojedynku wyszedł bramkarz elblążan.

 

infokatowice.pl – Wymęczone zwycięstwo GieKSy z czerwoną latarnią ligi

[…] Spotkanie rozpoczęło się idealnie dla katowiczan, którzy już w 4 min. objęli prowadzenie po precyzyjnym strzale Kościelniaka, który wykorzystał dobre podanie Błąda. W kolejnych minutach GieKSa nadal przeważała, ale niewiele z tego wynikało. Jedyną godną odnotowania sytuację miał w 21 min. Woźniak, który otrzymał podanie od Kościelniaka, ale trafił wprost w golkipera gości.

W drugiej połowie mecz w wykonaniu gospodarzy był jeszcze słabszy. Widać było, że ich głównym celem było utrzymanie skromnego prowadzenia w związku z czym bardzo rzadko zapuszczali się pod pole karne rywala. Z akcji ofensywnych przez całe 45 min. wymienić można jedynie mocny strzał Błąda i niewykorzystaną sytuację sam na sam Szwedzika. Goście za to z każdą minutą atakowali coraz odważniej i kilka razy byli blisko pokonania Mrozka. Najlepszą sytuację do wyrównania mieli w 60 min., kiedy katowicki bramkarz świetnie sparował bombę Kamińskiego. Końcówka spotkania to już prawdziwa obrona Częstochowy w wykonaniu podopiecznych trenera Rafała Góraka. Na szczęście, pomimo sporych kłopotów, udało im się wybronić korzystny rezultat. Dzięki temu zwycięstwu z najsłabszą drużyną ligi GieKSa z powrotem wróciła na drugą pozycję w tabeli, premiowaną awansem na zaplecze ekstraklasy.

 

sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice zmazał plamę w zaległym meczu

Podopieczni Rafała Góraka tym razem nie potknęli się i poradzili sobie w roli faworytów. W zaległym meczu GKS Katowice zwyciężył 1:0 z Olimpią Elbląg dzięki strzałowi już w 4. minucie.

[…] GKS podjął Olimpię Elbląg, a walcząca o utrzymanie drużyna jest prowadzona przez dobrze znanego na Śląsku trenera Jacka Trzeciaka.

GKS świetnie rozpoczął mecz i od 4. minuty bronił prowadzenia. Adrian Błąd uruchomił odważnym podaniem w pole karne Dominika Kościelniaka, a ten pewnym strzałem pokonał doświadczonego Andrzeja Witana. Tego samego, który w przeszłości zdecydował swoim golem o spadku katowiczan z zaplecza PKO Ekstraklasy.

Olimpia pozostawała w kontakcie z przeciwnikiem, nie pozwoliła mu na powiększenie przewagi, ale jednocześnie nie potrafiła doprowadzić do remisu. Drużyna z Elbląga stosowała coraz bardziej ryzykowne rozwiązania i coraz mniej uwagi poświęcała obronie. Nie doprowadziło to jednak do żadnego przełomu i gol już w 4. minucie zdecydował o zwycięstwie katowiczan 1:0. GKS odzyskał drugie miejsce w tabeli wyłącznie za Górnikiem Polkowice, a przedostatni elblążanie nie poprawili swoich notowań w grze o pozostanie na szczeblu centralnym.

 

sportdziennik.com – O wynik drżeli do końca

Zaczęło się świetnie, ale im dalej w las, tym więcej drzew – i coraz gorszej gry piłkarzy GKS-u. Ostatecznie katowiczanie pokonali Olimpię, ale „nerwówka” pod koniec była spora.

[…] Gospodarze byli lepszą stroną, a Olimpia ograniczała się głównie do przeszkadzania, rzadko decydując się na stosowanie pressingu. GKS starał się spokojnie rozgrywać piłkę, szukając przestrzeni między formacjami obrony a pomocy ekipy z Elbląga, gdzie najlepiej odnajdywał się wszędobylski Błąd. W 11. minucie „GieKSa” miała kolejną sytuację, kiedy nieźle po rzucie rożnym główkował Michał Kołodziejski. W 21. minucie natomiast fantastyczny rajd środkiem pola zaliczył Kościelniak, dograł do Arkadiusza Woźniaka, lecz ten w dogodnej sytuacji strzelił za słabo i wprost w Andrzeja Witana – którego nazwisko nadal budzi w Katowicach strach po pamiętnym golu w ostatniej kolejce sezonu 2018/19 roku, kiedy bramkarz grał jeszcze w Bytovii Bytów i przyczynił się do spadku „GieKSy”.

Dopiero koło 40. minuty Olimpia spróbowała zdziałać coś w ataku. Aktywny Tomasz Sedlewski dograł do wbiegającego w „szesnastkę” Aleksandra Wańka, który jednak skiksował i posłał piłkę daleko od bramki. Chwilę później elblążanie znów uderzali, ale w ostatniej chwili zblokował ich Arkadiusz Jędrych. GKS prowadził w pełni zasłużenie, ale wynik 1:0 nie dawał poczucia pewności – tym bardziej że w drugą połowę Olimpia weszła z większą dawką odwagi i gdyby w 53. minucie zamykający akcję Michał Ressel dostał lepsze podanie, goście mogliby wyrównać. Chwilę później niebezpiecznym strzałem w Witana odpowiedział Błąd, ale w kolejnych minutach dużo więcej roboty miał bramkarz GKS-u, Bartosz Mrozek, który musiał kilka razy bronić groźne strzały gości – w tym potężny z dystansu, lecący prosto pod poprzeczkę.

Gospodarze po przerwie wyglądali dużo słabiej niż w pierwszej połowie. Elblążanie – czyli zespół z najmniejszą liczbą zwycięstw w II lidze – częściej prowadzili grę, spokojniej operowali piłką. Choć większość ich ataków koniec końców bazowała na 35-letnim Januszu Surdykowskim, który często przytrzymywał futbolówkę, to GKS i tak dawał się tłamsić. Wynik był niepewny, chociaż w 82. minucie podwyższyć powinien Patryk Szwedzik, który przegrał z wychodzącym poza pole karne Witanem, a w doliczonym czasie nieznacznie pomylił się Kościelniak. Fakty jednak były takie, że gdyby Olimpia strzeliła na 1:1, nikt nie mógłby mieć szczególnych pretensji o taki wynik, bo przyjezdni po przerwie mieli przewagę i okazje do wyrównania.

 

sportslaski.pl – Mocny początek i szczęśliwy koniec. GieKSa notuje upragnione przełamanie

[…] Gola na wagę trzech punktów zdobył dobrze dysponowany w ostatnich tygodniach Dominik Kościelniak, który wykorzystał płaskie zagranie od Adriana Błąda i tym samym zdobył swoją czwartą bramkę w bieżących rozgrywkach. Ciekawostką jest fakt, że jeżeli pochodzący z Zakopanego już wpisywał się na listę strzelców w tym sezonie, „GieKSa” zawsze sięgała po komplet punktów. Nie inaczej było tym razem, choć po końcowym gwizdku, poza oczywiście radością z triumfu, katowiczanie musieli również poczuć swoiste westchnienie ulgi. Przyjezdni z Elbląga mieli bowiem wiele dobrych momentów przy Bukowej, czego potwierdzeniem było częstsze prowadzenie przez nich gry czy większa odwaga w ofensywnych poczynaniach po zmianie stron.

Nic więc dziwnego, że dominującymi nastrojami w obozie Olimpii był niedosyt, bo pomimo bycia tzw. underdogiem, mecz wcale nie musiał się zakończyć niekorzystnym dla nich wynikiem. – Wiem, że przyjechaliśmy na GKS, który po prostu nie pasuje do tej ligi i powiedziałem chłopakom oraz trenerowi, że mają z niej „wypieprzać”. Z pewnością klub ten zasługuje na grę co najmniej w 1. Lidze. Natomiast, biorąc pod uwagę przebieg spotkania, jestem dumny z gry moich zawodników. Ta przegrana jest dla nas nie do końca sprawiedliwa, bo mieliśmy sporo sytuacji, niemniej naprawdę przyjemnie było patrzeć na naszą grę. Wszyscy harowali jak woły, a z taką grą nie zasługujemy na obecne miejsce w tabeli oraz na spadek – zaznaczał nie tylko niegryzący się w język trener Jacek Trzeciak, ale także kilkukrotnie podkreślający dumę z poczynań elbląskiej jedenastki.

Dobrą dyspozycję Olimpii zauważył również opiekun katowickiej „GieKSy”, przyznając przy okazji, że zwycięstwo jego podopiecznych po dwóch poniesionych porażkach miało swoją wyjątkową wartość. – W pierwszej połowie mieliśmy dużo dobrych momentów i mogliśmy wyciągnąć z nich więcej. Wiadomo również, że mierzyliśmy się z rywalem zdeterminowanym i walczącym o utrzymanie, więc można go uznać za trudnego. Po meczu tylko powiedzieliśmy sobie w szatni, że najważniejsze są punkty, aczkolwiek mogliśmy do tego dołożyć jeszcze lepszy styl. Liga ma jednak to do sobie, że nie można trzydzieści kilka razy zagrać tak samo dobrze – powiedział tuż po środowej rywalizacji trener gospodarzy.

Zwycięzców się nie sądzi – to stare piłkarskie porzekadło idealnie zatem pasuje do klubu z Bukowej, który dzięki ważnym trzem punktom, wrócił na drugie miejsce w II-ligowej tabeli.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Hokej Podcasty

Wywiad z Bartoszem Fraszko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.

Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!

Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):

Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej

PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej

Posłuchaj archiwalne podcasty:

Z klepy

Jesteśmy dostępni także na Spotify:.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Dokąd zmierzacie Szoszoni?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 23 latach GKS Katowice wraca do Europy. Niezwykłym faktem jest to, że trafiając na tak bliskiego geograficznie rywala jak MŠK Žilina, GieKSa zagra w pucharach z przeciwnikiem oddalonym zaledwie jedną czwartą odległości od miejsca, w którym te puchary drużyna sobie w lidze zapewniła. Jeśli Baltika Kaliningrad nie wywalczyła kiedyś pucharów w ostatniej serii gier z Łucz Energią Władywostok, to zapewne próżno szukać takiej sytuacji w annałach europejskiej piłki.

W lidze wyjazd 150 kilometrów kwalifikujemy jako nie najbliższy, ale bliski. Przecież to mniej niż choćby do Wrocławia, a przecież tam to jest szast prast i jest się na miejscu. Tak więc logistycznie wypadło dla GKS idealnie – brak konieczności lotu, a i dla kibica jest to wycieczka bardzo łatwa. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie przekraczać granice w Zwardoniu, to odcinek autostrady D3 (Skalite – Svrčinovec) jest zamknięty i trzeba jechać wioseczkami i miasteczkami m.in. przez Oszczadnicę. Wiadomo – jeśli chodzi o przygodę dla kibiców, to lepszy byłby Hajduk, ale przygody zostawmy sobie po prostu na następne rundy.

MŠK Žilina to drugi po Slovanie Bratysława najbardziej utytułowany klub Słowacji. Został założony w 1908 roku pod węgierską – w wyniku madziaryzacji – nazwą Zsolnai Testgyakorlók Köre (Klub Gimnastyczny w Żilinie). Później nazwa zmieniana była kilkukrotnie, choć w latach 1919-1948 była bliska obecnej – ŠK Žilina. Zresztą tak samo nazywał się w latach 1990-1995 i właśnie wtedy dodana została literka „M”, czyli „Miejski”. Pierwsze sukcesy klub odniósł w latach 1928 i 1929 w nieoficjalnych rozgrywkach zdobywając Mistrzostwo Słowacji. To był czas, kiedy istniała Czechosłowacja i był okres, w którym najlepsze drużyny słowackie grały w fazie play-off o mistrzostwo łączonego kraju. W omawianych latach nie miało to jednak miejsca.

W lidze czechosłowackiej zespół grał przez 30 sezonów, a najwyższym miejscem z tamtego czasu było czwarte w sezonie 1946/47. Wielkimi zgłoskami zapisał się początek lat 60. W pierwszej w historii edycji Pucharu Czechosłowacji ówczesne Dynamo Żilina dotarło aż do finału, gdzie w Ołomuńcu uległo praskiej Dukli 0:3. Jako, że Dukla zdobyła mistrzostwo, Słowacy dostali przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam to zrobili niemałą furorę, dochodząc aż do ćwierćfinału, choć były to czasy, że aby dotrzeć na ten szczebel wystarczyło przejść… jedną rundę.

W dwumeczu Żilina trafiła na grecki Olympiakos. W pierwszym meczu w Pireusie goście mimo dwukrotnego tracenia prowadzenia, w 87. minucie jednak dopięli swego, gdy Julius David po raz trzeci trafił do siatki. W rewanżu Słowacy wygrali 1:0 po golu Vladimira Pisarika.

Prawdziwa bomba miała miejsce w ćwierćfinale. Dynamo trafiło na broniącą pucharu Fiorentinę i w pierwszym meczu to właśnie klub z Żiliny sensacyjnie wygrał to spotkanie 3:2, wprawiając w osłupienie byłego wicemistrza świata, węgierskiego trenera Nandora Hidegkutiego, mającego swego czasu swój epizod na ławce w… Stali Rzeszów. W rewanżu jednak faworyt odrobił straty i wygrał 2:0.

Ciekawostka! Bramkarzem Żiliny w tych spotkaniach był zawodnik nazywający się… František Plach. Tak, to nie przypadek – był to dziadek obecnego golkipera Piasta Gliwice, mającego to samo imię, co świadczy, że była to persona poważana i szanowana w rodzinie. Kontuzjowanemu od marca wnukowi słynnego dziadka życzmy dobrej rekonwalescencji i dalszego dochodzenia do siebie po marcowym urazie kolana.

W nowożytnej historii, czyli grze już w stricte w lidze słowackiej – po rozpadzie Czechosłowacji – MŠK Žilina odniosła sporo sukcesów. Siedmiokrotnie zdobyli mistrzostwo, choć pięć z tych tytułów przypadło na pierwszą dekadę XXI wieku. Dodatkowo dwukrotnie zdobyli Puchar Słowacji i cztery razy byli finalistą. To właśnie zdobycie pucharu w tym roku dało piłkarzom Pavola Staňo przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.

Pavol Staňo to postać w polskiej piłce aż nadto znana. Jako piłkarz rozegrał aż 243 mecze w ekstraklasie i zdobył 23 bramki. Występował w Polonii Bytom, Jagiellonii, Koronie, Podbeskidziu i Termalice.

W XXI wieku Słowacy zagrali niezliczoną ilość spotkań w europejskich pucharach. Raz nawet awansowali do Ligi Mistrzów, gdy w decydujących bojach dwukrotnie wygrali ze Spartą Praga, ale w grupie już poszło im fatalnie – przegrali wszystkie sześć meczów, a z Marsylią polegli u siebie aż 0:7. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to na pewno słowaccy kibice wspominają triumf na Villa Park w 2008 roku, kiedy to niedoceniany przybysz z Europy środkowej wygrał z Aston Villa 2:1, co oklaskiwał z ławki trenerskiej dobrze znany w Polsce Dusan Radolsky. Co ciekawe Żilina, która teraz przecież przegrała dwumecz z Hajdukiem, wyeliminowała Chorwatów w 2009 roku w eliminacjach do Ligi Europy. Z ciekawszych wyników na uwagę zasługuje zwycięstwo z luksemburskim Dudelange… 5:4 oraz niesamowita końcówka dwumeczu z Worskłą Połtawa z 2015 roku. Żilina w pierwszym spotkaniu wygrała 2:0, taki sam wynik, tyle że na korzyść Ukraińców był po 90 minutach rewanżu. W dogrywce Worskła strzeliła na 3:0, ale w doliczonym czasie goście ze Słowacji zdołali strzelić gola dającego awans – wtedy jeszcze bramki na wyjeździe były premiowane. Potem Żilina nawet wygrała pierwszy mecz z Athletikiem Bilbao 3:2 (przegrywając 0:2 do przerwy!), ale w rewanżu Baskowie ugrali 1:0.

W poprzednim sezonie doszło w końcu do starcia MŠK Žilina z polskim klubem, mianowicie Rakowem Częstochowa. Medaliki nie zostawiły złudzeń Słowakom wygrywając 3:0 u siebie i 3:1 na wyjeździe. W dwumeczu tym debiutował w europejskich pucharach Oskar Repka, dla którego pierwsze starcie było dopiero drugim meczem w ogóle w barwach Rakowa, po inauguracji przeciw GKS Katowice. Choć proforma dodajmy, że w 1997 roku Żilina zmierzyła się w Pucharze Intertoto z Odrą Wodzisław, a było to o tyle ciekawe, że teoretycznie niemająca szans na Puchar UEFA Odra została właśnie zgłoszona do rozgrywek „Pucharu Lata”. Intertoto odbywało się wówczas jeszcze w trakcie trwania poprzedzającego sezonu i na finiszu ligi wodzisławianie jednak do Pucharu UEFA się dostali – kosztem GieKSy. Odra zremisowała z Żiliną 0:0, a trenerem gości było – co za zaskoczenie – Dusan Radolsky.

1 maja 2026 MŠK Žilina zdobyła swój trzeci Puchar Słowacji. W rozegranym u siebie, czyli na Stadioniem pod Dubnom, drużyna wygrała z FC Košice 3:1. Bramki zdobyli Michal Fasko, Filip Kasa i Marko Roginić. Tym samym trofeum wróciło do Żiliny po 14 latach. Co ciekawe z rywalem z Koszyc zespół zmierzy się w pierwszej kolejce nowego sezonu i pojedynek ten odbędzie się pomiędzy dwoma meczami z GKS Katowice.

Przez lata przewinęło się przez ten klub wielu nie tylko znanych zawodników, ale przede wszystkim znanych nam – polskim kibicom. Z racji bliskości do polskiej granicy, wielu słowackich zawodników czy trenerów mieliśmy okazję gościć na terytorium naszego kraju, ale przecież też Polacy zaznaczyli swój ślad w klubie spod Małej Fatry.

Obecnie barw słowackiego klubu broni Fabian Bzdyl, młodzian z Cracovii, który jednak nie miał okazji zagrać na Nowej Bukowej w przegranym przez Pasy 1:2 meczu. W przeszłości w Żilinie grał jeszcze Dawid Kurminowski i robił tam niemałą furorę – strzelając w 52 meczach aż 27 bramek i mając na koncie tytuł króla strzelców w sezonie 2020/21 z 19 trafieniami na koncie. No i największa obecnie gwiazda Jakub Kiwior, który z Železiarne Podbrezová trafił właśnie do Żiliny i rozegrał tam 50 meczów. Dobre występy zaowocowały transferem do Spezii, a potem piłkarz zdobył kontrakt życia w Arsenalu. Obecnie broni barw FC Porto.

A piłkarze, którzy grali w Żilinie oraz w polskich rozgrywkach: Aleš Besta strzelił nam kiedyś bramkę w meczu Górnika z GieKSą, gdy rozpoczynała się i umacniała ówczesna zgoda, a na Roosevelta, na starym jeszcze stadionie, przy 20 tysiącach kibiców mieliśmy piłkarskie święto. W Polsce grali lub grają przecież Wahan Biczachczjan, Roman Gergel, Ľubomír Guldan, Róbert Jež, Dušan Kuciak, Samuel i Patrik Mrázowie, Ján Mucha, Róbert Pich, František Plach, Ivan Trabalik czy Kristian Vallo.

Zdecydowanie największą karierę w światowej piłce zrobił Milan Škrinjar, reprezentant Słowacji, wychowanek tego klubu, który rozegrał niemal dwieście meczów w Interze Mediolan, a grał też w PSG. Zawodnik obecnie gra w Fenerbahçe i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Polscy kibice mogą pamiętać Stanislava Sestaka, który niegdyś w Bratysławie w dwie minuty strzelił dwie bramki reprezentacji Polski w eliminacjach do Mundialu 2010 odwracają losy spotkania. No i oczywiście Martin Dúbravka, wieloletni bramkarz Newcastle United. Ostatnio grał w Burnley, a pod koniec czerwca został ogłoszony zawodnikiem Tottenhamu.

MŠK Žilina ma też powiązania z GieKSą. Jedno przeszłe, jedno obecne. Oliver Praznovsky grał w GKS przez dwa sezony. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w formie był zawodnikiem bardzo solidnym. Katowicki Senderos strzelił cztery bramki dla naszego zespołu. Potem m.in. przez cztery lata grał w Chrobrym Głogów. No i obecny zawodnik – Marko Roginić. Chorwat w GieKSie był przez półtora sezonu i rozegrał 43 mecze zdobywając zawrotne 3 bramki – przeciw ŁKS, Łęcznej i Tychom – co ciekawe wszystkie na wyjeździe. Potem właśnie trafił do zespołu z Lubelszczyzny.

Nazwa stadionu MŠK Žilina wprost nawiązuje do wzgórza Dubeň znajdującego się nieopodal – po drugiej stronie rzeki Wag, a widocznego z samego obiektu. Analogicznie więc z wieży widokowej na górze tejże, widać stadion, jak i całą piękną panoramę miasta. Na tym jednak widoki się nie kończą, gdyż Żilina znajduje się nieopodal Małej Fatry ze swoimi wysokimi szczytami i bardzo wymagającymi podejściami na Wielki Krywań, Stoh czy Wielki Rozsutec, szpizczastą górę widoczną świetnie choćby z naszej Magurki Radziechowskiej w Beskidzie Żywieckim. Swoją drogą obiekt ten tak do złudzenia przypomina stadion Górnika Łęczna, że wspomniany Roginić, gdy zmieniał barwy klubowe musiał mieć w głowie niezłe zamieszanie i zastanowienie, czy aby na pewno transfer doszedł do skutku i nadal nie dźwięczyły mu w głowie tony głosu Krzysztofa Cugowskiego.

Drużyna i trenerzy Żiliny mieli duże aspiracje przed meczami z Hajdukiem. Pavol Staňo zapowiadał, że zespół chce grać swoją i odważną piłkę. Czy jednak te słowa mogły się ziścić? Piłkarze ze Słowacji w Splicie nie zaprezentowali się najlepiej, choć mimo to mieli swoje stuprocentowe okazje, których nie wykorzystali Hranica i Roginić, a jeden z obrońców Hajduka nieomal zaliczył „estońską sztuczkę”, bo bramkarz znajdował się za światłem bramki, ale po przeciwległej stronie i podanie do pustaka… minimalnie minęło lewy słupek. Tak, chorwacki obrońca zrobił to co należy, czyli nie zagrał w światło bramki, ale serce kibicom Torcidy podeszło do gardła, a nasi południowi sąsiedzi mieli nadzieję. Märtenowi Kuuskowi życzymy wszystkiego dobrego w barwach Dumy Stolicy!

Fani z Żiliny nie byli pocieszeni. W sieci pojawiło się utyskiwanie na postawę zespołu w tym meczu, ale też kibice zwracali uwagę na szerszy kontekst, czyli zarówno brak wzmocnień, jak i kontynuację słabej gry z końcówki poprzedniego sezonu.

„Kpiną jest to, że na Europę nie zostało wystawione ani jedno wzmocnienie, ale to nie jest niespodzianka w ostatnich latach”

„Wynik z przebiegu meczu powinien brzmieć 6:1. Zero obrony”

„Możemy się cieszyć, że z tak nędzną grą, mamy taki wynik. Z drużyny, która miała tytuł w garści, zajęliśmy czwarte miejsce na wiosnę, a puchar był cudem”

„Strasznie słaby występ wczoraj. Atak to katastrofa, Roginič i Faško wypadli z formy, czuję się jakbyśmy ich tam nie mieli”

„Žilina = obolałe oczy, nieszczęście”.

Trudno się dziwić frustracji kibiców, bo rzeczywiście – mimo, że drużyna awansowała do pucharów, to wiosna do dobrych nie należała. Sezon zasadniczy (22 kolejki) Żilina zakończyła na 3. miejscu z sześciopunktową stratą do lidera. Bilans 11-7-4 nie wyglądał najgorzej. Grupa mistrzowska to jednak były cztery zwycięstwa i sześć porażek. W ostatnich pięciu kolejkach sezonu drużyna przegrała czterokrotnie. To skutkowało wypadnięciem poza podium i strefę pucharów, dlatego tak ważne było zdobycie Pucharu Słowacji.

Patrząc na składy z meczu z Rakowem sprzed roku, widać, że w zespole doszło do kilku przetasowań. W pierwszym meczu grało czterech, a w drugim pięciu zawodników, których już w klubie nie ma. Przede wszystkim odszedł młody, zdolny Ghańczyk Samuel Gidi, który trafi do Cincinati i w Major Leauge Soccer rozegrał już (na raty – 2 pobyty) 23 mecze, grając m.in. przeciw takim gwiazdom jak Leo Messi. To była ważna postać, bo w Żilinie zawodnik rozegrał ponad sto meczów. No ale odeszli też tacy piłkarze jak Ľubomír Belko (Viking), Samuel Kopásek (Pardubice, a dosłownie wczoraj wypożyczony do Lechii Gdańsk), Adrián Kaprálik (Holstein Kiel) czy Dávid Ďuriš (Rosenborg).

Popularni Szoszoni kilka lat temu nie mogli być jednak pewni, że ich klub nadal będzie znajdował się na piłkarskiej mapie Słowacji. Krótko bowiem po ogłoszeniu w Europie pandemii, trzy tygodnie po przerwaniu rozgrywek – MŠK Žilina ogłosiła komunikat z enigmatycznym określeniem „postawienia klubu w stan likwidacji”. Powodem była fatalna sytuacja finansowa. Klub w związku z nią chciał obciąć siedemnastu najlepiej zarabiającym piłkarzom aż 80 procent pensji, na co zawodnicy nie chcieli przystać, choć byli gotowi na zrzeczenie się pewnej części wynagrodzenia. W związku z odmową piłkarze dostawali wypowiedzenia. Problem polegał na tym, że klub nie ogłaszał bankructwa, chciał po prostu ogarnąć finanse – sportowo w przypadku powrotu do rozgrywek, drużyna miałaby do nich przystąpić, tylko grając juniorami, ewentualnie tymi, którzy zgodziliby się na drastyczną obniżkę apanaży i zostali w klubie. Nasi Kurminowski i Kiwior byli wówczas młodymi zawodnikami, więc ich tak drastyczna obniżka pensji nie dotyczyła i w klubie zostali. Jednym z tych, który odszedł był obecny bramkarz Piasta Gliwice, który trafił do klubu w obliczu kontuzji Placha – Dominik Holec, który sam głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tej 80-procentowej obniżki. Natomiast, że stara miłość nie rdzewieje pokazali inni zawodnicy, którzy wówczas rzeczywiście z klubu odeszli, ale dziś po kilku latach znów bronią barw MŠK Žilina – jak choćby Filip Kasa czy kapitan Miroslav Kacer.

A dlaczego w ogóle MŠK Žilina to Szoszoni? Przydomek i maskotka nawiązują do grupy plemion indiańskich. Plemiona te zamieszkujące m.in. tereny dzisiejszych stanów Wyoming i Idaho, zajmowały się głównie łowiectwem i zbieractwem. Ich głównym pożywieniem były orzeszki piniowe, ale ci, którzy mieli zdolność polowania, próbowali zdobyć zające wielkouche, ale także sarny, bizony czy antylopy. Była to grupa uboga, wedle relacji amerykańskich i brytyjskich traperów nie stanowili mocnej siły w tym regionie. Dodatkowo dochodziło do starć i nieporozumień ze względu na wybijanie przez traperów populacji bobra, która to była dla Szoszonów m.in. źródłem odzieży. Rząd USA próbował ogarnąć sytuację, stworzyć rezerwaty i dostarczać im środki na przetrwanie, ale wyglądało to różnie, a na pewno dość szorstko i dochodziło na tym tle do wielu nieporozumień.

Co ciekawe nie tylko amerykańskie, ale i afrykańskie wątki dotyczą naszego najbliższego rywala. W 2018 roku założono bowiem w Ghanie filię MŠK Žilina, mianowicie MŠK Žilina Africa FC. Klub zlokalizowany jest w Labadi na przedmieściach Akry i występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. W zakończonym sezonie zespół w czterozespołowej grupie play-off o awans zajął trzecie miejsce, w niefortunnym układzie punktów 6-6-6-0 (Czesław Michniewicz na Euro U-21 nie lubi tego). Drużyna wygrała dwa mecze i jeden przegrała, ale bilans bramkowy 2:2 nie pozwolił wywalczyć awansu na zaplecze. Między klubem-matką, a ghańską filią rzadko dochodziło do wymian piłkarzy, ale wspomniany wcześniej Samuel Gidi był właśnie tą perełką wyłowioną z afrykańskiego kraju. Zawodnik przyjął słowackie obywatelstwo i zagrał sześć meczów w młodzieżówce.

Swoją drogą nazwy trzecioligowych ghańskich drużyn są… specyficzne. True Life, Prestige, Immigration, Ghana Army, Third World, Still Believe, John Paintsil czy Mobile Phone People raczej przywołują skojarzenia z rozgrywek Red Boxa lub innych lig szóstek. Dla młodszych i niewtajemniczonych kibiców przypomnę, że np. John Painstil to po prostu były reprezentant Ghany w piłce nożnej, uczestnik Mundialu w 2006. Natomiast jeśli chodzi o filię lub (?) fancluby (?) to można tam znaleźć także choćby… Schalke 04 czy Besiktas Berlin.

Wróćmy do dwumeczu z Hajdukiem. W rewanżu Żilina zaczęła grać, ale… zbyt późno. Kiedy Van Hoorenbeeck strzelał dla gości bramkę do szatni, wydawało się, że wszystko jest pozamiatane. Pogoń Żiliny zakończyła się strzeleniem dwóch bramek, z czego tej drugiej w doliczonym czasie gry. Na więcej nie starczyło czasu. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Roginić, natomiast dwukrotnie zawodnik ten tak szpetnie zmarnował stuprocentowe sytuacje, że naprawdę trudno się dziwić komentarzowi jednego z fanów zespołu: „Ale ten chłopak to drewno!”.

Kibice zwracali uwagę na dobrą postawę w drugiej połowie.

„Gdyby grali tak, jak przez ostatnie 30 minut to skończyłoby się 4:1”

„Dlaczego od początku nie grał Bzdyl?”.

Prawda. Fabian zastąpił kapitana Miroslav Káčera i wniósł mnóstwo ożywienia dla gry zespołu. Wypracował drugiego gola.

Kapitan zespołu Miroslav Káčer powiedział, że ma nadzieję, że w kolejne rundzie z tych sytuacji, które sobie wykreują, bramki będą już strzelać. Obrona GKS musi się więc mieć na baczności.

Bardzo ciekawy komentarz zawarł jeden z kibiców, który patrzy na szerszy kontekst:

„Po zwycięstwie w Pucharze Słowacji pan Antošík zapowiadał: „Tym razem chcemy odnieść sukces w Europie. Sprowadzimy dwóch nowych zawodników!”. Tymczasem znów zamieniliście to w przedsięwzięcie czysto biznesowe. Wystawialiście do gry piłkarzy, których chcieliście sprzedać. Z Polakami też odpadniecie, a potem nastąpi kolejna wyprzedaż – dokładnie tak jak ostatnim razem. Czy dziwi was, że cała Żylina i okolice kompletnie nie interesują się waszą drużyną piłkarską?”.

To daje obraz, że kibice są niezadowoleni nie tylko z braku wzmocnień, ale z permanentnych osłabień, ba – niektórzy przewidują odejścia zawodników jeszcze przed dwumeczem z GieKSą. Ktoś inny napisał:

„Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz Polacy wygnają nas z europejskich pucharów”

Całość pokazuje, że mimo triumfu w krajowym pucharze, nastroje kibiców w kontekście kilku ostatnich lat najlepsze nie są. Systematyczne porażki w pierwszych rundach europejskich pucharów są dla żilinian frustrujące. Mają oni nadzieję na przejście GKS, jednak zdania są podzielone – jedni uważają rewanżowy mecz z Hajdukiem za dobry prognostyk, inni mają dość sporo defetyzmu i przewidują porażkę.

Czy Adam Zreľák zagra przeciw swoim rodakom to zawsze jest niewiadoma, ale w przeszłości miał już tę okazję. W barwach Rużomberoka strzelił przeciwko Żilinie gola i zaliczył asystę.

Dla GKS Katowice europejskie puchary to wielka niewiadoma. Dodatkowo Katowiczanie nie trafiają na amatorów z San Marino czy Andory, jak to kiedyś bywało w przypadku polskich drużyn we wczesnych fazach. Trafiamy na drużynę z regionu, niesłabą i też nieprzesadnie mocną. Wydaje się, że liga słowacka jest nieco słabsza od polskiej, co by dawało pewną przewagę naszej drużynie. Z drugiej strony rywale są na europejskiej arenie dość ograni. Nie ma więc chyba co dywagować, kto jest faworytem tej potyczki. Na pewno rywal jest w zasięgu, a dwumecz Rakowa z poprzedniego roku wyraźnie to pokazał.

Źródła:
Wikipedia PL
Wikipedia EN
https://igol.pl/msk-zilina-likwidacja-co-oznacza/
Transfermarkt
https://sciezkimojegoswiata.pl/2020/09/26/vyhliadkova-veza-duben-czyli-wieza-widokowa-w-zylinie/
90minut.pl
https://www.mskzilina.sk/
Facebook – MŠK Žilina
Foto: https://img.uefa.com/imgml/stadium/uw/65053.jpg

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Bliżej Żiliny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Hajduk Split wygrał w pierwszym meczu pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy z MSK Żilina 2:0. Przegrany tego dwumeczu będzie rywalem GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji.

Pierwszą bramkę zdobył w 22. minucie Roko Brajković, pięknym technicznym strzałem z kilkunastu metrów pokonując Jakuba Badzgona. Drugie trafienie zaliczył Dalisson, który przeprowadził indywidualną akcję i płaskim strzałem zza pola karnego podwyższył prowadzenie swojego zespołu.

Hajduk był zespołem dominującym i stworzył sobie jeszcze kilka sytuacji, jednak Żilina również miała swoje okazje – m.in. znakomitych sytuacji sam na sam nie wykorzystali Timotij Hranica i Marko Roginić.

Rewanż odbędzie się w czwartek 16 lipca o 20:30 w Żilinie.

Pierwszy mecz drugiej rundy eliminacji Ligi Konferencji GKS Katowice rozegra na wyjeździe 23 lipca.

Hajduk Split – MSK Żilina 2:0
Bramki: Brajković (22), Dalisson (49).
Hajduk: Silić – Acapandie, Maresić, Van Horenbeeck, Hrgović, Brajković (79. Hodak), Pajaziti, Pukstas, Dalisson (79. Del Moral), Melnjak (73. Huram), Sego (86. Livaja).
Żilina: Badzgon – Paliscak, Kasa (63. Minarik), Narimanidze, Hranica (82. Datko), Kaceer (71. Adang), Bzdyl, Kasko (63. Ilko), Kosa (63. Florea), Bari, Roginić.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga