Piłka nożna
Minusy po Hutniku
Nie będziemy na siłę doszukiwać się po meczu z Hutnikiem plusów w stylu „wygrali drugą połowę”. Choć na szczęście teraz zawodnicy i trenerzy nie posunęli się do tak absurdalnych stwierdzeń. Trudno też za plus uznać to, że po pierwszej połowie, nie zaliczyli kompromitującego wyniku na koniec spotkania. Ogólnie w Krakowie mieliśmy obraz nędzy i rozpaczy.
Minusy:
– Tradycyjnie w łeb na inaugurację – po raz piąty z rzędu GKS przegrywa w pierwszej kolejce. Punktów m.in. właśnie z pierwszych kolejek brakowało do awansów w poprzednich sezonach.
– W łeb w lidze i pucharze – pisaliśmy o tym przed meczem. Z tych pięciu przegranych inauguracji ligi, po raz trzeci zostało to „wzbogacone” odpadnięciem z pucharu już w przedbiegach.
– „Skuteczność” – bez zmian, czyli piłkarze GKS nadal w idiotyczny sposób strzelają sobie bramki. Dejmek dosłownie (interwencja kuriozum), Mrozek tradycyjnie notuje pusty pzelot, ktoś (Sanocki) robi idiotycznego karnego w 40. sekundzie meczu.
– Brak gryzienia trawy – mimo, że strzelili dwie bramki w drugiej połowie, to nie było widać jakiejś przemożnej chęci gonienia wyniku.
– Urynowicz – strzelił gola i jest w minusach? No owszem, bo trudno wytłumaczyć logicznie celebracje bramki na 2:3 w 90. minucie. Celebrację polegającą na robieniu jakichś „uszu” i gestykulacji zwycięzcy.
– Nikt już nie ufa – kibice dwoją się i troją, żeby w obliczu sportowego zera przyciągać ludzi na trybuny. Piłkarze od lat regularnie te działania kibicowskie sabotują.
Plus:
+ Pauza – jednak jest jeden plus. Za tydzień nie będziemy musieli tego oglądać.
Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion
Budżet Obywatelski – głosujemy!
Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”.
Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek.
Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.
W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów).
Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic.
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie do złamania
Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.
Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.
Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.
Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.
Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.
Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.
Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.
To był kolejny tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.
Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.
I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.
Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.
Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.
Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.
Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.
No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.
Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.
Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.
Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.
Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.
Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.
Kibice Piłka nożna Wideo
Stadion znowu eksplodował
W sobotę GieKSiarze wyglądali imponująco na trybunach i murawie, a stadion (kolejny już raz) eksplodował w 90. minucie. Nowa Bukowa zgromadziła prawie 12,5 tys. fanów, a do Katowic zawitała też liczna grupa sympatyków Cracovii ze swoimi zgodami. Zapraszamy do materiału wideo, na którym zarejestrowaliśmy doping kibiców GieKSy.


Irishman
2 września 2020 at 16:47
Ja bym jeszcze dodał do minusów fatalny styl i wręcz POTĘŻNY REGRES w grze drużyny!
Polecam obejrzeć sobie mecz sprzed roku ze Zniczem:
https://www.youtube.com/watch?v=yvEBIhyIHZ8
Wtedy też przegraliśmy pierwszą połowę 0:3, a cały mecz 1:3. Ale ta nasza gra była o dwie klasy lepsza! I wtedy można mieć było nadzieję, że z taką grą wyniki przyjdą. Teraz po prostu nie da się patrzeć na te nudne klepanie piłki z czego po prostu ABSOLUTNIE NIC nie wynika. Obecnie, po ponad roku pracy z drużyną trenera Góraka potrzebujemy 3-4 meczów, aby stworzyć (z gry) tyle groźnych sytuacji pod bramką przeciwników ile wtedy stwarzaliśmy w JEDNYM meczu. To wygląda wręcz tak jakby trener ODUCZYŁ swoją drużynę grać ładnie w piłkę.
Fakt, byłem ogromnym optymistą przed tym sezonem. I ten optymizm opierał się na tym, że logiczną konsekwencją pozbycia się najsłabszych piłkarzy i uzupełnienia drużyny o takich, którzy pomimo, że przyszli ze słabych drużyn to jednak indywidualnie dobrze prezentowali się w tej lidze POWINNO BYĆ PODNIESIENIE JEJ JAKOŚCI!
Oczywiście pewnie znajdzie się wielu, którzy dziś triumfują, bo przecież wiedzieli, że z tego nic nie będzie. Ale dla mnie i myślę, że dla obiektywnych, nie nastawionych jeszcze przed sezonem negatywnie do drużyny obserwatorów jest to trochę niezrozumiałe.
No nic, ja ich (trenerów i piłkarzy) jeszcze nie skreślam ale nie ukrywam, że ten mój optymizm zabili wręcz w piorunującym tempie!
jezyk
2 września 2020 at 18:06
Irishman cieszy mnie to ze w końcu zaczynasz cokolwiek rozumieć. Lepiej późno niż wcale. Niestety wszyscy kumaci przewidywali taki rozwój wypadków, gdyż właśnie obiektywne a nie subiektywne fakty o tym decydują. Brak sensownego Prezesa, który wie co to znaczy zarządzać. Niestety tęczowy komuch nie sprawdza się w tej roli wcale. Jego nie ma wcale. Klub zarządza się sam a to oznacza ze jest generalne rozprężenie. Największym problemem GKS jest właśnie brak dobrego zarządzania. Prezes jest od stawiania celi i rozliczania ich wykonania. Każdy najemnik musi wiedzieć za co mu się płaci i co się stanie jak nie będzie wyników w jego pracy. I wtedy wszyscy wiedza za co odpowiadają a Prezes ich z tego rozlicza i konsekwentnie do bólu egzekwuje. Nadto Prezes buduje zespól ludzki adekwatny do postawionych celi. Dyrektor sportowy ma być fachowcem orientującym się w rynku i możliwościach sprowadzenia wartościowych zawodników i mało ważne z jakiej ligi byle dawali wartość dodana. Niestety Pan Góralczyk jest najsłabszym dyrektorem sportowym jaki kiedykolwiek był w gks. Głównym jego pomysłem jest sciąganie zawodników znanych trenerowi i dobrych w jego subiektywnej ocenie. Brak penetracji rynku w poszukiwaniu talentów. Piłkarska akademia to jakaś kpina. To jest wręcz niemożliwe żeby nie było tam wartościowych zawodników. Wiec albo to wina trenera albo trzeba się wziąć za zarządzających ta akademia. Trener musi mieć mentalność zwycięzcy a nie zwyklej bezradnej pizdy. Musi tez oprócz warsztatu którego Górak nie ma wcale być dobrym motywatorem a nie tylko kumplem zawodników. Na dobrej atmosferce za długo jechać się nie da. I tak w wielkim skrócie każdy kto myśli wie ze przy słabych tych trzech ogniwach sukcesu być nie może. No i nie ma.
Fanatyk1964
2 września 2020 at 22:27
Moim zdaniem Górak powinien zabrać cały swój zaciąg z Torunia i pożegnać się z klubem. Miał czas na stworzenie drużyny przez cały poprzedni sezon a jak nie było gry tak nie ma. Jedyne zagrożenie jakie stwarzamy to stałe fragmenty gry DRAMAT
Rafał
2 września 2020 at 23:33
Ciekawe kiedy nastąpią zmiany, w połowie sezonu jak już trza będzie ratować utrzymanie to się dopiero obudzą dupy wołowe że coś nie tak. Zagrożenie jakie GKS stwarza to pod swoją bramką i gole dla przeciwników zdobywają- TRAGIKOMEDIA przeplatana DRAMATEM a wręcz HORROREM.
KaTe
3 września 2020 at 21:36
Jedno czego nie można odmówić panom G-G to upór. Nie zmieniają zdania nawet wówczas, gdy wszystko wskazuje na to, że się mylą.
Pobieżna lista „uporów”:
1. Uwielbiają powtarzać jakiego to mieli „nosa”, nie robiąc dodatkowych transferów w końcu sierpnia 2019, gdy kontuzjowanych było 5 zawodników.
A przecież gdyby wtedy trafili do nas dwaj dobrzy gracze, to nie musielibyśmy wtopić w Łęcznej – a wiosną mogliśmy cieszyć się z awansu!
2. Stawiają na młodocianych bramkarzy. Nie jakichś wybitnych (Mrozek to chyba siódmy bramkarz w rankingu kadry Lecha) i potrzebujących jeszcze wiele nauki.
3.Wszyscy wiedzą, że nasza obrona to dno. W każdym szpilu jakiś babol. I niech tego nie przykrywa skuteczność Jędrycha, bo w defensywie to on nie przypomina Baresiego. I teraz mamy pięciu kiepskich stoperów, jednego zadufanego w sobie lewego (Rogala) i jednego słabego siłowo i wytrzymałościowo Wojciechowskiego.
4. Urynowicz. Chyba wszyscy widzą, że się nie nadaje do pomocy z wyjątkiem pana G. Wystawia go na wszystkich pozycjach. Nawet na skrzydle (ha, ha, ha).
KaTe
3 września 2020 at 21:38
c.d.
5. Błąd jako „10”. Żeby egzekwować rzuty wolne i rożne, chyba nie trzeba grać na tej pozycji.
6. Napastnicy – wszyscy spod jednej sztancy: wzrost około 186 cm., spora toporność techniczna, nienadzwyczajna szybkość i skuteczność pod warunkiem dogrania piłki na 5 metr (Rogalski też taki był). Może Kozłowski coś w tym zmieni, bo jest jakby ruchliwszy, umie się zastawić i strzelić głową.
6. Brak młodziaków. Poza tymi, którzy muszą być, aby było w zgodzie z przepisami. Czy naprawdę nie ma trzech dziadowskich skautów, którzy wskazaliby jakichś zdolnych juniorów? Kosztem przeciętniaka Kościelniaka na pewno dało by się ze trzech takich sprowadzić, a może jeden z nich by potem wystrzelił?
7. Stefanowicz. Co pan G. w nim widzi? Umiejętność strzelania karnych? To już przeszłość. A Grychtolik albo się zmarnuje jak Szołtys, albo ucieknie do Opola lub Tychów.
I na koniec: dlaczego Gieksa kontynuuje daremną tradycję wg której dyrektor sportowy jest mniej ważny niż trener. Podobnie było z Brzęczkiem i Motałą, a Góralczyk to przecie były asystent Góraka (i tak zostało).
Na trenera klasy Nawałki to się prędko nie doczekamy…5. Błąd jako „10”. Żeby egzekwować rzuty wolne i rożne, chyba nie trzeba grać na tej pozycji.
6. Napastnicy – wszyscy spod jednej sztancy: wzrost około 186 cm., spora toporność techniczna, nienadzwyczajna szybkość i skuteczność pod warunkiem dogrania piłki na 5 metr (Rogalski też taki był). Może Kozłowski coś w tym zmieni, bo jest jakby ruchliwszy, umie się zastawić i strzelić głową.
6. Brak młodziaków. Poza tymi, którzy muszą być, aby było w zgodzie z przepisami. Czy naprawdę nie ma trzech dziadowskich skautów, którzy wskazaliby jakichś zdolnych juniorów? Kosztem przeciętniaka Kościelniaka na pewno dało by się ze trzech takich sprowadzić, a może jeden z nich by potem wystrzelił?
7. Stefanowicz. Co pan G. w nim widzi? Umiejętność strzelania karnych? To już przeszłość. A Grychtolik albo się zmarnuje jak Szołtys, albo ucieknie do Opola lub Tychów.
I na koniec: dlaczego Gieksa kontynuuje daremną tradycję wg której dyrektor sportowy jest mniej ważny niż trener. Podobnie było z Brzęczkiem i Motałą, a Góralczyk to przecie były asystent Góraka (i tak zostało).
Na trenera klasy Nawałki to się prędko nie doczekamy…