Piłka nożna
Minusy po Hutniku
Nie będziemy na siłę doszukiwać się po meczu z Hutnikiem plusów w stylu „wygrali drugą połowę”. Choć na szczęście teraz zawodnicy i trenerzy nie posunęli się do tak absurdalnych stwierdzeń. Trudno też za plus uznać to, że po pierwszej połowie, nie zaliczyli kompromitującego wyniku na koniec spotkania. Ogólnie w Krakowie mieliśmy obraz nędzy i rozpaczy.
Minusy:
– Tradycyjnie w łeb na inaugurację – po raz piąty z rzędu GKS przegrywa w pierwszej kolejce. Punktów m.in. właśnie z pierwszych kolejek brakowało do awansów w poprzednich sezonach.
– W łeb w lidze i pucharze – pisaliśmy o tym przed meczem. Z tych pięciu przegranych inauguracji ligi, po raz trzeci zostało to „wzbogacone” odpadnięciem z pucharu już w przedbiegach.
– „Skuteczność” – bez zmian, czyli piłkarze GKS nadal w idiotyczny sposób strzelają sobie bramki. Dejmek dosłownie (interwencja kuriozum), Mrozek tradycyjnie notuje pusty pzelot, ktoś (Sanocki) robi idiotycznego karnego w 40. sekundzie meczu.
– Brak gryzienia trawy – mimo, że strzelili dwie bramki w drugiej połowie, to nie było widać jakiejś przemożnej chęci gonienia wyniku.
– Urynowicz – strzelił gola i jest w minusach? No owszem, bo trudno wytłumaczyć logicznie celebracje bramki na 2:3 w 90. minucie. Celebrację polegającą na robieniu jakichś „uszu” i gestykulacji zwycięzcy.
– Nikt już nie ufa – kibice dwoją się i troją, żeby w obliczu sportowego zera przyciągać ludzi na trybuny. Piłkarze od lat regularnie te działania kibicowskie sabotują.
Plus:
+ Pauza – jednak jest jeden plus. Za tydzień nie będziemy musieli tego oglądać.
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!
Piłka nożna Wideo Wywiady
Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26
Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.

Irishman
2 września 2020 at 16:47
Ja bym jeszcze dodał do minusów fatalny styl i wręcz POTĘŻNY REGRES w grze drużyny!
Polecam obejrzeć sobie mecz sprzed roku ze Zniczem:
https://www.youtube.com/watch?v=yvEBIhyIHZ8
Wtedy też przegraliśmy pierwszą połowę 0:3, a cały mecz 1:3. Ale ta nasza gra była o dwie klasy lepsza! I wtedy można mieć było nadzieję, że z taką grą wyniki przyjdą. Teraz po prostu nie da się patrzeć na te nudne klepanie piłki z czego po prostu ABSOLUTNIE NIC nie wynika. Obecnie, po ponad roku pracy z drużyną trenera Góraka potrzebujemy 3-4 meczów, aby stworzyć (z gry) tyle groźnych sytuacji pod bramką przeciwników ile wtedy stwarzaliśmy w JEDNYM meczu. To wygląda wręcz tak jakby trener ODUCZYŁ swoją drużynę grać ładnie w piłkę.
Fakt, byłem ogromnym optymistą przed tym sezonem. I ten optymizm opierał się na tym, że logiczną konsekwencją pozbycia się najsłabszych piłkarzy i uzupełnienia drużyny o takich, którzy pomimo, że przyszli ze słabych drużyn to jednak indywidualnie dobrze prezentowali się w tej lidze POWINNO BYĆ PODNIESIENIE JEJ JAKOŚCI!
Oczywiście pewnie znajdzie się wielu, którzy dziś triumfują, bo przecież wiedzieli, że z tego nic nie będzie. Ale dla mnie i myślę, że dla obiektywnych, nie nastawionych jeszcze przed sezonem negatywnie do drużyny obserwatorów jest to trochę niezrozumiałe.
No nic, ja ich (trenerów i piłkarzy) jeszcze nie skreślam ale nie ukrywam, że ten mój optymizm zabili wręcz w piorunującym tempie!
jezyk
2 września 2020 at 18:06
Irishman cieszy mnie to ze w końcu zaczynasz cokolwiek rozumieć. Lepiej późno niż wcale. Niestety wszyscy kumaci przewidywali taki rozwój wypadków, gdyż właśnie obiektywne a nie subiektywne fakty o tym decydują. Brak sensownego Prezesa, który wie co to znaczy zarządzać. Niestety tęczowy komuch nie sprawdza się w tej roli wcale. Jego nie ma wcale. Klub zarządza się sam a to oznacza ze jest generalne rozprężenie. Największym problemem GKS jest właśnie brak dobrego zarządzania. Prezes jest od stawiania celi i rozliczania ich wykonania. Każdy najemnik musi wiedzieć za co mu się płaci i co się stanie jak nie będzie wyników w jego pracy. I wtedy wszyscy wiedza za co odpowiadają a Prezes ich z tego rozlicza i konsekwentnie do bólu egzekwuje. Nadto Prezes buduje zespól ludzki adekwatny do postawionych celi. Dyrektor sportowy ma być fachowcem orientującym się w rynku i możliwościach sprowadzenia wartościowych zawodników i mało ważne z jakiej ligi byle dawali wartość dodana. Niestety Pan Góralczyk jest najsłabszym dyrektorem sportowym jaki kiedykolwiek był w gks. Głównym jego pomysłem jest sciąganie zawodników znanych trenerowi i dobrych w jego subiektywnej ocenie. Brak penetracji rynku w poszukiwaniu talentów. Piłkarska akademia to jakaś kpina. To jest wręcz niemożliwe żeby nie było tam wartościowych zawodników. Wiec albo to wina trenera albo trzeba się wziąć za zarządzających ta akademia. Trener musi mieć mentalność zwycięzcy a nie zwyklej bezradnej pizdy. Musi tez oprócz warsztatu którego Górak nie ma wcale być dobrym motywatorem a nie tylko kumplem zawodników. Na dobrej atmosferce za długo jechać się nie da. I tak w wielkim skrócie każdy kto myśli wie ze przy słabych tych trzech ogniwach sukcesu być nie może. No i nie ma.
Fanatyk1964
2 września 2020 at 22:27
Moim zdaniem Górak powinien zabrać cały swój zaciąg z Torunia i pożegnać się z klubem. Miał czas na stworzenie drużyny przez cały poprzedni sezon a jak nie było gry tak nie ma. Jedyne zagrożenie jakie stwarzamy to stałe fragmenty gry DRAMAT
Rafał
2 września 2020 at 23:33
Ciekawe kiedy nastąpią zmiany, w połowie sezonu jak już trza będzie ratować utrzymanie to się dopiero obudzą dupy wołowe że coś nie tak. Zagrożenie jakie GKS stwarza to pod swoją bramką i gole dla przeciwników zdobywają- TRAGIKOMEDIA przeplatana DRAMATEM a wręcz HORROREM.
KaTe
3 września 2020 at 21:36
Jedno czego nie można odmówić panom G-G to upór. Nie zmieniają zdania nawet wówczas, gdy wszystko wskazuje na to, że się mylą.
Pobieżna lista „uporów”:
1. Uwielbiają powtarzać jakiego to mieli „nosa”, nie robiąc dodatkowych transferów w końcu sierpnia 2019, gdy kontuzjowanych było 5 zawodników.
A przecież gdyby wtedy trafili do nas dwaj dobrzy gracze, to nie musielibyśmy wtopić w Łęcznej – a wiosną mogliśmy cieszyć się z awansu!
2. Stawiają na młodocianych bramkarzy. Nie jakichś wybitnych (Mrozek to chyba siódmy bramkarz w rankingu kadry Lecha) i potrzebujących jeszcze wiele nauki.
3.Wszyscy wiedzą, że nasza obrona to dno. W każdym szpilu jakiś babol. I niech tego nie przykrywa skuteczność Jędrycha, bo w defensywie to on nie przypomina Baresiego. I teraz mamy pięciu kiepskich stoperów, jednego zadufanego w sobie lewego (Rogala) i jednego słabego siłowo i wytrzymałościowo Wojciechowskiego.
4. Urynowicz. Chyba wszyscy widzą, że się nie nadaje do pomocy z wyjątkiem pana G. Wystawia go na wszystkich pozycjach. Nawet na skrzydle (ha, ha, ha).
KaTe
3 września 2020 at 21:38
c.d.
5. Błąd jako „10”. Żeby egzekwować rzuty wolne i rożne, chyba nie trzeba grać na tej pozycji.
6. Napastnicy – wszyscy spod jednej sztancy: wzrost około 186 cm., spora toporność techniczna, nienadzwyczajna szybkość i skuteczność pod warunkiem dogrania piłki na 5 metr (Rogalski też taki był). Może Kozłowski coś w tym zmieni, bo jest jakby ruchliwszy, umie się zastawić i strzelić głową.
6. Brak młodziaków. Poza tymi, którzy muszą być, aby było w zgodzie z przepisami. Czy naprawdę nie ma trzech dziadowskich skautów, którzy wskazaliby jakichś zdolnych juniorów? Kosztem przeciętniaka Kościelniaka na pewno dało by się ze trzech takich sprowadzić, a może jeden z nich by potem wystrzelił?
7. Stefanowicz. Co pan G. w nim widzi? Umiejętność strzelania karnych? To już przeszłość. A Grychtolik albo się zmarnuje jak Szołtys, albo ucieknie do Opola lub Tychów.
I na koniec: dlaczego Gieksa kontynuuje daremną tradycję wg której dyrektor sportowy jest mniej ważny niż trener. Podobnie było z Brzęczkiem i Motałą, a Góralczyk to przecie były asystent Góraka (i tak zostało).
Na trenera klasy Nawałki to się prędko nie doczekamy…5. Błąd jako „10”. Żeby egzekwować rzuty wolne i rożne, chyba nie trzeba grać na tej pozycji.
6. Napastnicy – wszyscy spod jednej sztancy: wzrost około 186 cm., spora toporność techniczna, nienadzwyczajna szybkość i skuteczność pod warunkiem dogrania piłki na 5 metr (Rogalski też taki był). Może Kozłowski coś w tym zmieni, bo jest jakby ruchliwszy, umie się zastawić i strzelić głową.
6. Brak młodziaków. Poza tymi, którzy muszą być, aby było w zgodzie z przepisami. Czy naprawdę nie ma trzech dziadowskich skautów, którzy wskazaliby jakichś zdolnych juniorów? Kosztem przeciętniaka Kościelniaka na pewno dało by się ze trzech takich sprowadzić, a może jeden z nich by potem wystrzelił?
7. Stefanowicz. Co pan G. w nim widzi? Umiejętność strzelania karnych? To już przeszłość. A Grychtolik albo się zmarnuje jak Szołtys, albo ucieknie do Opola lub Tychów.
I na koniec: dlaczego Gieksa kontynuuje daremną tradycję wg której dyrektor sportowy jest mniej ważny niż trener. Podobnie było z Brzęczkiem i Motałą, a Góralczyk to przecie były asystent Góraka (i tak zostało).
Na trenera klasy Nawałki to się prędko nie doczekamy…