Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Lider postraszony w Radomiu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

W ramach osiemnastej rundy spotkań Orlen Ekstraligi Kobiet piłkarki pokonały na wyjeździe Sportową Czwórkę Radom (Hydro Truck Radom) 3:2 (1:1). Kolejne spotkanie zespół rozegra w Katowicach z Pogonią Tczew. Początek spotkania 29 kwietnia o godzinie 13:00. Do końca rozgrywek pozostały cztery kolejki spotkań – piłkarki zapewniły sobie medal, ostatnie mecze zadecydują z jakiego kruszcu. PZPN zwiększył nagrody dla żeńskich drużyn z dwóch pierwszych poziomów rozgrywek. Drużyna męska rozegrała w minionym tygodniu spotkanie z GKS Tychy, w którym wygrała na wyjeździe 3:0 (1:0). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Następny mecz zespół rozegra na Bukowej, w piątek 28 kwietnia, od godziny 18:00 ze Skrą Częstochowa.

Siatkarze rozegrali drugie ze spotkań o zajęcie 11-12 miejsca PlusLigi. Nasza drużyna wprawdzie przegrała 0:3, ale w „złotym secie” zespół wygrał 15:11 i ostatecznie zajął jedenastą pozycję w Plus Lidze. Przyjmujący Jakub Szymański został wypożyczony do końca kwietnia do drużyny Al Ain z Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Trwa podsumowanie sezonu 2022/23 w Polskiej Hokej Lidze. Wg strony hokej.net trenerem sezonu został Jacek Płachta, bramkarzem John Murray a MVP Grzegorz Pasiut. Media informują na temat możliwego odejścia Macieja Miarki do JKH GKS-u Jastrzębie.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Hydrotruck postawił się GieKSie

Walczący o utrzymanie HydroTruck Radom napsuł sporo krwi zespołowi z Katowic, który pokonał ostatni zespół tabeli 3:2.

Początek meczu to przewaga faworyzowanej GieKSy, jednak to radomianki strzeliły pierwszą bramkę, a jej autorką była Wiktoria Orłowska. Katowiczanki dość szybko odpowiedziały doprowadzając do wyrównania, a autorką bramki była Nicola Brzęczek przy asyście Klaudii Maciążki.  Mimo, że GKS próbował zmienić sytuację do przerwy utrzymał się remis 1:1. Po przerwie rozdrażnione katowiczanki rozpoczęły zmasowanymi atakami i skutkiem tego były szybko strzelone dwie bramki. W 53 minucie swoją pierwszą bramkę w barwach GKS-u strzeliła Nicole Zając, a cztery minuty później do bramki Radomia trafiła Amelia Bińkowska. To już 14 bramka pochodzącej ze Szczecina zawodniczki GKS-u w tym sezonie. Zawodniczki z Katowic mając dobry wynik uspokoiły grę, jednak nerwowo się zrobiło w końcówce meczu, gdy w 84 minucie bramkę kontaktową po strzale Amelii Chmury. Jednak to zawodniczki ze stolicy Śląska utrzymały wynik i zabierają do Katowic 3 punkty.

 

PZPN zwiększył nagrody dla klubów z ekstraligi i i ligi. 300 tysięcy dla Mistrza Polski

Polski Związek Piłki Nożnej poinformował dzisiaj o wprowadzeniu systemu nagród finansowych za miejsca w końcowych tabelach na dwóch najwyższych poziomach rozgrywkowych w naszym kraju, a więc Orlen Ekstralidze oraz Orlen I lidze.

Już od tego sezonu nowy mistrz Polski za zajęcie pierwszego miejsca w tabeli otrzyma 300 tysięcy złotych. 2/3 tej kwoty to nagroda, jaką otrzymają tylko ekipy z podium Ekstraligi. Dla pierwszej drużyny to 200 tysięcy, dla drugiej 100, a dla trzeciej 50.

Ponadto, na nagrodę będą mogły liczyć wszystkie kluby, w zależności od miejsca w końcowej tabeli. W połączeniu tych dwóch finansowych bonusów finalne wsparcie ekstraligowców przedstawia się następująco:

1. MIEJSCE – 300 TYSIĘCY ZŁ

2. MIEJSCE – 150 TYSIĘCY ZŁ

3. MIEJSCE – 75 TYSIĘCY ZŁ

[…] Oprócz tego, każdy z klubów Ekstraligi zostaje co sezon od PZPN stałą kwotę 100 tysięcy złotych za udział w rozgrywkach, a także może liczyć na około 50 tysięcy złotych od UEFA w przypadku braku kwalifikacji do Ligi Mistrzyń.

 

luksiary.futbolowo.pl – Lider postraszony w Radomiu

Tanio skóry nie sprzedały nasze Panie w meczu z liderem Orlen EkstraLigi GKS Katowice. Po dobrym meczu przegrały 2:3. Bramki dla naszego zespołu zdobyły: Wiktoria Orłowska i Amelia Chmura.

[…] Sam mecz mógł się rozpocząć od mocnego uderzenia gości, bo Już w 8. minucie GKS mógłby cieszyć się z gola, ale nasza bramkarka Oliwia Macała świetnie obroniła wymagający strzał głową Brzęczek po rzucie rożnym. Napastniczka GieKSy sześć minut później miała okazję sam na sam, ale wybrała podanie do Klaudii Maciążki, które ostatecznie nie doszło do skutku. Niewykorzystane sytuacje zemściły się na Katowiczankach w 25 minucie po rzucie wolnym z prawej strony boiska dla HydroTrucku. Wiktoria Orłowska zachowała się najlepiej w zamieszaniu w polu karnym i skierowała piłkę do bramki GKSu. Po krótkim okresie dobijania się do bramki radomianek padło wyrównanie po strzale Nicoli Brzęczek z najbliższej odległości po podaniu Maciążki w 33. minucie meczu. Do przerwy więcej bramek nie padło. Druga połowa zaczęła się niemal standardowo dla Hydro. Szybkie dwie bramki gości w 53 minucie Zając popisała się fenomenalnym strzałem i w 56 minucie podwyższyła Amelia Bińkowska i wzrosły obawy że wynik znów się rozjedzie do wysokich rozmiarów. Ale nie tym razem!!! Nasze dziewczyny zwarły szyki w obronie i czyhały na kontry. W 85 minucie po kolejnym zamieszaniu w polu karnym katowiczanek Amelia Chmura popisała się strzałem po którym piłka wylądowała w siatce Klimek. Na wyrównanie zabrakło czasu. To był dobry mecz HydroTrucku, kolejna ekipa przekonuje się, że w Radomiu ciężko na wiosnę się zdobywa punkty. To była pierwsza porażka radomianek u siebie w rundzie wiosennej

 

sportdziennik.com – Dublet zapadnie w pamięci

Na początku kwietnia Sebastian Bergier zaaplikował pół tuzina goli Pogoni Imielin w meczu „okręgówki”, co spodobało się trenerowi Rafałowi Górakowi i ułatwiło trafną decyzję o wystawieniu go w pierwszym składzie na spotkanie z Górnikiem Łęczna.

Takiego debiutu w wyjściowym składzie swojej nowej drużyny życzyłby sobie każdy napastnik. Sebastian Bergier w sobotni wieczór pierwszy raz otrzymał tak dużą szansę od trenera Rafała Góraka i odpłacił się za nią z nawiązką. Potrzebował ledwie 24 minut, by ustrzelić dublet, prowadząc GieKSę do zasłużonego zwycięstwa 2:0 z Górnikiem Łęczna. – Muszę zaznaczyć pracę całego zespołu. Bez niego tych dwóch bramek bym nie zdobył – mówi skromnie Bergier.

23-latek trafił na Bukową dosłownie godziny przed rozpoczęciem rundy wiosennej. Był elementem bardziej złożonej transakcji, czyli transferu Patryka Szwedzika z Katowic do Śląska Wrocław. Bergier powędrował w przeciwnym kierunku, pierwszy raz definitywnie opuszczając klub, którego jest wychowankiem; w którym rozegrał 31 meczów w ekstraklasie (bez gola) i z którego jeśli odchodził, to tylko na chwilę, będąc wypożyczany do Mielca czy Suwałk. Z GKS-em związał się umową na 2,5 sezonu, ale musiał swoje odczekać.

Na pierwszy tegoroczny mecz, do Niecieczy, jeszcze nie pojechał, bo zaczął się ledwie dobę po tym, jak katowiczanie ogłosili jego pozyskanie. Zadebiutował tydzień później z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Od tamtej pory pojawiał się na boisku w każdym kolejnym spotkaniu, tyle że każdorazowo – w roli zmiennika, zastępując czy to Jakuba Araka, czy Marko Roginicia, czy Mateusza Marca. 7-krotnie wchodząc na murawę z ławki, w ciągu 162 minut ani razu nie wpisał się na listę strzelców, nie miał też tak naprawdę jakiejś klarownej, godnej rozpamiętywania okazji.

Co utorowało mu drogę do wyjściowego składu? Raz – to kiepska i obligująca do szukania nowych rozwiązań postawa zespołu, przede wszystkim w kwestii osiąganych wyników i długiej serii bez wygranej. Dwa – nieimponujący dorobek innych nominalnych napastników. Arak strzelił w tym sezonie 7 goli, z czego 2 – tej wiosny, z Wisłą i Arką, marnując jeszcze po drodze rzut karny w starciu z Sandecją Nowy Sącz. Roginić zaś do siatki trafił tylko 2-krotnie: podczas… lipcowej inauguracji z ŁKS-em Łódź oraz we wrześniu w Łęcznej.

Trzeci powód wzrostu akcji Sebastiana Bergiera to rozegrany 5 kwietnia na sztucznym boisku ośrodka „Kolejarz” przy Alfreda mecz z Pogonią Imielin w ramach klasy okręgowej. Rezerwy GieKSy wygrały 10:2, a łupem Bergiera padło aż 6 bramek.

– Sebastian trafił do naszego zespołu za Patryka Szwedzika trochę późno, po przygotowaniach do rundy wiosennej. Bardzo liczyłem na Marko Roginicia, Kuba Arak z kolei ma u mnie stały poziom. Ani mnie nie rozczarowuje, ani nie doprowadza do innych rzeczy, bo to po prostu bardzo solidny piłkarz. Na Sebastiana czekaliśmy; na przebłysk czegoś więcej. Zagrał w wysoko wygranym meczu rezerw, strzelił bardzo dużo goli, co mi się spodobało. Decyzję o wystawieniu go z Łęczną od pierwszej minuty podjąłem na podstawie treningów i właśnie tego meczu rezerw – mówi trener Górak.

Ta decyzja okazała się bardzo słuszna. Najpierw dobijając „wyplute” przez Macieja Gostomskiego uderzenie Grzegorza Rogali z dystansu, a następnie trafiając zza „szesnastki” lewą nogą w krótki róg, Bergier walnie przyczynił się do przełamania GKS-u i tego, że licznik meczów bez ligowego zwycięstwa zatrzymał się na cyfrze „9”. Mógł nawet zapisać na swoim koncie hat tricka, bo jeszcze przed końcem pierwszej połowy kropnął z powietrza, ale tym razem bramkarz łęcznian spisał się bez zarzutu.

– Dążyłem do strzelenia kolejnych goli. Szkoda, że się nie udało, ale doceniam, co jest, czyli te dwie zdobycze. Na pewno zapadną w mojej pamięci, to moje pierwsze bramki w GKS-ie – mówi napastnik, który w tym sezonie grał już na pięciu różnych frontach. W 16 występach w ekstraklasie nie znalazł drogi do siatki ani razu, w II-ligowych rezerwach Śląska trafił 5-krotnie w 9 spotkaniach, w GKS-ie gra w I lidze i zaliczył wspomniany efektywny epizod w „okręgówce” w barwach rezerw, a poza tym zdobył też 1 bramkę w 2 meczach Śląska w Pucharze Polski.

Warto zauważyć, że z zawodników będących obecnie w katowickiej kadrze, autorem poprzedniego dubletu był środkowy pomocnik Marcin Urynowicz w listopadzie… 2020, jeszcze w II lidze, gdy GKS wygrał we Wrocławiu z rezerwami Śląska 3:0. Owszem, potem po 2 gole w jednym meczu potrafił – i to niejednokrotnie – strzelać Patryk Szwedzik czy Filip Szymczak, hat trick zdarzył się Arkadiuszowi Woźniakowi, ale żadnego z nich przy Bukowej już nie ma.

Teraz Bergier będzie chciał pójść za ciosem w niedzielnych derbach w Tychach. – Jak to derby – pewnie czeka nas dużo walki. Będziemy musieli wykazać się chłodną głową i pojechać jak po swoje, by zdobyć kolejne 3 punkty. Najważniejsze, że po wielu meczach bez wygranej w sobotę w końcu przełamaliśmy się – i to u siebie, przy Bukowej. Kilka dni wcześniej z Odrą bardzo źle weszliśmy w spotkanie, nie stworzyliśmy żadnej klarownej okazji. Z Łęczną było ich sporo, kilka mogliśmy lepiej rozwiązać, ale i tak cieszyliśmy się z dwóch bramek i trzech punktów – przyznaje napastnik.

 

Najtrudniejszy okres w życiu

Czuję się niesprawiedliwie potraktowany – nie ukrywa Rafał Górak, trener GieKSy, która w ostatni weekend przełamała długą serię bez zwycięstwa, wyczerpującą u kibiców kredyt zaufania do szkoleniowca.

– Patrząc na to, co się wokół mnie wydarzyło w ostatnim czasie, to najtrudniejszy okres w moim życiu. Nie tylko w GieKSie. Czuję się po prostu w jakiś sposób niesprawiedliwie potraktowany – mówi Rafał Górak, trener drużyny z Katowic, która w sobotni wieczór przełamała się, pokonując Górnika Łęczna 2:0 po 9 ligowych występach bez zwycięstwa. Najgorsza seria od lat sprawiła, że kibice podczas meczów zaczęli intonować na „Blaszoku”: „Hej Górak, pakuj walizki”. Za pośrednictwem swojej strony internetowej dopytywali szkoleniowca prowadzącego zespół od blisko 4 lat i długo cieszącego się poparciem na trybunach, co musiałoby się stać, by podał się do dymisji, zaczęli mu też zarzucać, że nie uczyni tego, bo nie doczeka się po prostu propozycji objęcia lepszej posady niż ta w Katowicach.

– Jestem w GKS-ie łącznie już szósty sezon. Zamierzam wykonywać swoją robotę jak najlepiej. Nie chcę, by ktoś myślał, że jestem tu tylko dlatego, że byłem, że jest mi tu dobrze. Tak nie jest. Mam swoje życie, rodzinę, aspiracje, ale też wrażliwość. Zdaję sobie sprawę, że gdy drużyna nie wygrywa dziewięciu meczów, to od czasu do czasu „ch…” mogę dostać. Zawsze tak do tego podchodziłem – przyznaje Górak i przekonuje, że pod względem pracy z zespołem, to jego nie tyle najgorszy, co… najlepszy okres.

Tłumaczy:

– Skoro nie zwyciężasz w dziewięciu kolejkach, to oczekiwania względem trenera mogą zostać uznane za przegrane. To jest fakt. Zdaję sobie sprawę, że można mówić o dobrze grającej drużynie realizującej założenia, ale w kibicu siedzi przede wszystkim poczucie wyniku. On chce zwycięstw, a nie tego, by trener mówił o dobrej grze. Jeśli jednak wejdziemy w to głębiej, to widzimy, że drużyna jest naprawdę dobrze przygotowana. Dobrze gra. Zgoda, ma też momenty słabsze – bardzo słabo zagraliśmy z Odrą, przeprosiłem za ten mecz, czułem się po nim bardzo nie fair względem otoczenia,. Przegraliśmy wiosną jeszcze jeden mecz, którego nie powinniśmy (1:2 w Sosnowcu – dop. red.), ale akurat ten zespół pokonał w sobotę kogoś mianowanego już faworytem do awansu, choć wcale tak być nie musi (trener Górak ma na myśli Ruch – dop. red.). Trzeba zdawać sobie sprawę, że to bardzo równa liga. Bardzo silne rozgrywki. Bardzo trudna rywalizacja – wylicza szkoleniowiec GieKSy.

Rafał Górak mówi, że ma satysfakcję, iż drużyna zareagowała na poniesioną w kompromitującym stylu domową porażkę 0:2 z Odrą dobrze i już kilka dni później wygrała z Górnikiem Łęczna.

– Bardzo się z tego cieszę, ale to zwycięstwo naturalnie niczego nie zamyka, bo nie wygraliśmy 9 razy, a teraz wygraliśmy dopiero raz. Pierwszy raz w 2023 roku. To ważne z punktu widzenia mentalnego, ale nic nam nie daje. Gramy teraz z drużynami mającymi 31 punktów, jak Górnik, potem 34 – czyli GKS-em Tychy, a w kolejnym tygodniu mamy u siebie Skrę Częstochowa. To dla nas ważny moment, konkretnie będziemy mogli rozmawiać dopiero za jakiś czas – zaznacza szkoleniowiec zespołu plasującego się równo w połowie stawki ze stratą 7 punktów do zamykającego strefę barażową Podbeskidzia oraz taką samą przewagą nad otwierającą strefę spadkową wspomnianą Skrą. Czerwona lampka, o której mówiło się przy Bukowej po przegranej z opolanami, pali się po tym weekendzie nieco słabiej.

– Rzeczą nadrzędną było dla nas zapewnić sobie miejsce gwarantujące grę w I lidze w przyszłym sezonie szybciej niż rok temu (wtedy była to 32. kolejka – dop. red.). Zróbmy to. Jeśli najbliższe kolejki dadzą nam punkty, będziemy tego bardzo bliscy. Grajmy jak najlepiej potrafimy, ale musimy zdawać sobie sprawę z siły, możliwości zespołu, czynnika szczęścia oraz tego, w jakich elementach możemy nie domagać. To nie jest zespół idealny na I ligę, który będzie ją roznosił. Po prostu niech walczy jak najlepiej może – podkreśla trener drużyny z Bukowej.

O samej lidze mówi tak: – W moim poczuciu, patrząc w tabelę, największą jakość piłkarską w II rundzie ma Wisła Kraków. Bardzo mocnym zespołem jest niewątpliwie Bruk-Bet Termalica, silnym – ŁKS. Pozostałe drużyny są bardzo równe. Niekiedy bardzo mocno wyniki definiuje łut szczęścia. Gdybyśmy go mieli więcej, bylibyśmy bardzo wysoko. Nie wykorzystaliśmy dwóch rzutów karnych (Jakub Arak w zremisowanym spotkaniu z Sandecją, Arkadiusz Jędrych w przegranym z Resovią – dop. red.), które mogły dać nam 4 punkty. Ale ich nie mamy i jesteśmy tam, gdzie jesteśmy. Nie możemy mówić, że cała liga jest oparta na szczęściu. Gdy nie ma wyników, to jest to wina drużyny, sztabu szkoleniowego. Chciałbym, byśmy wygrywali na miarę swoich możliwości, liga jest równa. Aspekt szczęścia naprawdę wiele przenosi w niej w lewo albo w prawo – przekonuje Rafał Górak.

Trudno było mieć w sobotni wieczór wrażenie, że katowiczanie grają najlepszy mecz w rundzie, jakościowo znacznie lepszy od wcześniejszych nie wygranych. I nie znaczy to wcale, że wyglądali przeciętnie. Po prostu była solidność, spotkanie ułożyła szybko zdobyta bramka, a potem można było konsekwentnie kontrolować jego przebieg.

– Niejednokrotnie mówiłem, że mecze niezakończone zdobyciem 3 punktów były w naszym wykonaniu naprawdę dobre, choć oczywiście nie wszystkie. Do tych słabych zawsze potrafiłem się przyznać. Zwycięstwo w sobotę było dla nas priorytetowe. Górnik Łęczna to tegoroczny półfinalista Pucharu Polski. Za trenera Marcina Prasoła nie punktował tak, jakby wszyscy oczekiwali, ale potencjał i siła tego zespołu jest określona. Wiadomo, że Irek Mamrot to specjalista ekstraklasowy i punkty zaczęły wpadać. Dobrze zdiagnozowaliśmy ten mecz taktycznie, robiliśmy swoje. Cały czas pracujemy nad naszym modelem gry, zachowaniami, to działało tego dnia bardzo dobrze. Drużyna była żywa, realizowała swoje zadania, nie była tak apatyczna jak w spotkaniu z Odrą, którym byłem ogromnie rozczarowany. Tym razem odnieśliśmy zasłużone zwycięstwo – mówi Górak, a drogę do niego otwarły strzały z dystansu. Sebastian Bergier raz trafił sam, a raz dobił próbę Grzegorza Rogali.

– Nie może być tak, że nie strzelasz ani z dystansu, ani z bliska, jak my z Odrą. Ani z trybun, ani z „Blaszoka”, ani zza zegara… Jak nie strzelasz, nie masz szans. Z Górnikiem drużyna wykonywała zadania, były uderzenia, wejścia w pole karne, w drugie tempo – przyznaje trener GKS-u, przed którym niedzielne derby z imiennikiem z Tychów.

 

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – Zabójczy cios w złotym secie

Katowiczanie 11. drużyną w kraju. W sukcesie w starciu z PGE Skrą Bełchatów zdecydował „złoty set”.

W pierwszym meczu w Katowicach, GKS wygrał 3:1. W rewanżu do zajęcia 11. pozycji potrzebował wygrać dwa sety. Bełchatowianie w ostatnim spotkaniu sezonu wystąpili w optymalnym składzie. W szóstce wyszli m.in. Mateusz Bieniek, Aleksander Atanasijević i Karol Kłos. Od razu znalazło to odzwierciedlenie na parkiecie. Gospodarze potrzebowali trzech setów, by odrobili straty z Katowic.

Zwycięzcę rywalizacji miał wyłonić „złoty set”. Wydawało się, że tak jak poprzednie będzie należał do bełchatowian. Katowiczanie zaskoczyli jednak rywali. Zaprezentowali się wybornie, zwłaszcza Gonzalo Quiroga. Argentyńczyk nie mylił się w ataku i znakomicie zagrywał. Posłał trzy asy z rzędu. Przy jego wielkim udziale goście wygrywali już 10:4. PGS Skra jeszcze podjęła walkę, zbliżyła się na dwa „oczka” (10;12), ale ostatnie słowo należało do katowiczan.

PGE Skra Bełchatów – GKS Katowice 3:0 (25:18, 25:21, 25:20, złoty set 11:15.

MVP: Gonzalo Quiroga

 

siatka.org – Jakub Szymański zagra w Zjednoczonych Emiratach Arabskich

Dla Jakuba Szymańskiego sezon się jeszcze nie skończył. Mimo że GKS Katowice zakończył już zmagania w PlusLidze, to jego przyjmujący do końca kwietnia zagra jeszcze kilka meczów w barwach Al Ain w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i powalczy o Puchar Prezydenta.

Przypomnijmy, że GKS Katowice zakończył już zmagania w tym sezonie. Podopieczni Grzegorza Słabego nie zakwalifikowali się do play-off. Pozostała im batalia o jedenastą lokatę z PGE Skrą Bełchatów. Przed własną publicznością katowiczanie pokonali rywali, ale w Bełchatowie ulegli im 0:3. W efekcie cała rywalizacja rozstrzygnęła się w złotym secie. W nim GKS pokonał PGE Skrę, kończąc tym samym zmagania na jedenastym miejscu.

Nie oznacza to jednak, że wszyscy jego zawodnicy mają obecnie przerwę od siatkówki. Okazało się bowiem, że ciekawą przygodę zaliczy jeszcze Jakub Szymański, który do końca miesiąca został zawodnikiem Al Ain i rozegra kilka meczów w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Na mocy umowy wypożyczenia Jakub Szymański do końca kwietnia br. będzie występował w drużynie Al Ain grającej w najwyższej klasie rozgrywkowej siatkarskich mistrzostw Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Zawodnik GKS-u Katowice pomoże zagranicznemu klubowi w decydujących spotkaniach Pucharu Prezydenta (29 kwietnia br.), po czym wróci do Polski.

Przypomnijmy, że w tym sezonie PlusLigi Jakub Szymański wystąpił w 28 spotkaniach, w których zgromadził na swoim koncie 372 punktów, z czego 25 w polu serwisowym, 26 w bloku, a w ataku osiągnął 51% skuteczności.

 

HOKEJ

hokej.net – Pasiut MVP sezonu 2022/2023!

Kibice i czytelnicy portalu Hokej.Net wybrali najbardziej wartościowego zawodnika (MVP) Polskiej Hokej Ligi. Został nim napastnik GKS-u Katowice Grzegorz Pasiut, który w sezonie 2022/2023 rządził i dzielił!

35-letni środkowy jest absolutną gwiazdą naszej ligi, a także graczem, który jednym zagraniem potrafi odmienić losy spotkania. Zresztą tytuł profesora nadany przez katowickich kibiców nie wziął się z niczego.

„Pasionek” był liderem GieKSy zarówno na lodzie, jak i poza nim. W całym sezonie imponował spokojem, ogromną pewnością siebie i dobrą wizją gry. Potrafił przytrzymać krążek, szybko go rozegrać, a także popisać się niezwykle kąśliwym strzałem.

Był graczem bez którego Jacek Płachta nie wyobrażał sobie ofensywnej linii swojego zespołu oraz formacji specjalnych. Zawodnikiem mającym ogromny wpływ na wyniki osiągane przez zespół.

Kapitan GieKSy w decydującej fazie sezonu grał jak z nut i strzelał gole z regularnością karabinu maszynowego. Znakomitą formą błysnął w fazie play-off, w której wygrał dwie kluczowe klasyfikacje: strzelecką (13 goli) i kanadyjską (19 punktów). Z kolei w38 meczach sezonu zasadniczego zdobył 16 bramek i zanotował 26 asyst.

GKS Katowice obronił tytuł mistrzowski, a „Profesor” był niewątpliwie jednym z głównych architektów tego sukcesu.

Na grę doświadczonego środkowego patrzyło się z przyjemnością. Wierzymy, że Grzegorz Pasiut równie dobrze zaprezentuje się w zbliżających się wielkimi krokami Mistrzostwach Świata Dywizji IA.

Wyniki głosowania MVP według kibiców (lajki + serduszka)

Grzegorz Pasiut (GKS Katowice) – 498

Krystian Dziubiński (Re-Plast Unia Oświęcim) – 485

Bartosz Fraszko (GKS Katowice) – 279

John Murray (GKS Katowice) – 277

John Dupuy (GKS Tychy) – 138

Alexandre Boivin (GKS Tychy) – 92

Patryk Wronka (Comarch Cracovia) – 70

Mark Kaleinikovas (JKH GKS Jastrzębie) – 18.

 

Trener sezonu – Jacek Płachta

Tytuł mistrzowski, Superpuchar Polski i niezłe występy w Hokejowej Lidze Mistrzów – tak w telegraficznym skrócie wyglądał sezon w wykonaniu GKS-u Katowice. Nie byłoby tych sukcesów, gdyby nie osoba Jacka Płachty, który w pełni zasłużył na tytuł trenera sezonu 2022/2023.

„Bij mistrza”– to hasło przyświeca każdemu zespołowi, który krzyżuje kije z urzędującym czempionem. Na początku był to jednak pusty slogan, bo katowiczanie dobrze rozpoczęli sezon i po dwóch rundach zajęli pierwsze miejsce, które pozwoliło im przystąpić do Pucharu Polski z najbardziej uprzywilejowanej pozycji.

Do tego czasu gra GieKSy wyglądała naprawdę dobrze. Podopieczni Jacka Płachty mogli pochwalić się efektownym stylem i najlepszą grą w destrukcji, którą firmował świetnie spisujący się w bramce John Murray.

Za ofensywne poczynania w głównej mierze odpowiedzialny był tercet Bartosz Fraszko – Grzegorz Pasiut – Brandon Magee. Ci trzej gracze byli wiodącym atakiem w całej lidze, niezwykle niebezpiecznym i skutecznym. Nad grą urzędujących mistrzów Polski i pracą, jaką wykonał Jacek Płachta cmokano z zachwytu. Na dodatek w październiku ekipa z alei Korfantego sięgnęła po Superpuchar Polski, wysoko pokonując na własnym lodzie Comarch Cracovię 7:1.

Jednak później pojawił się solidny dołek formy. Dalekie podróże i nawarstwiające się zmęczenie sprawiły, że GieKSa zapłaciła „podatek” od Hokejowej Ligi Mistrzów. Zaczęła przegrywać z ligową czołówką i systematycznie spadała w ligowej tabeli. Do tego doszła przegrana w półfinale Pucharu Polski z GKS-em Tychy 0:2, która sprawiła, że w klubie doszło do roszad personalnych. Z ekipy odeszli fiński obrońca Niko Mikkola oraz szwedzki napastnik Christian Blomqvist. W ich miejsce zostali zakontraktowani Robert Mrugała i Juraj Šimek. Zwłaszcza sprowadzenie byłego reprezentanta Szwajcarii dodało ekipie ze stolicy województwa śląskiego jakości w ofensywie.

Trener Jacek Płachta, wspólnie ze swoim asystentem Ireneuszem Jaroszem, dobrze diagnozowali problemy i na chłodno wyciągali wnioski. Postawili na ciężką pracę i pokorę. Ich wypowiedzi były oszczędne i stonowane.

W ćwierćfinale play-off GieKSa po siedmiu meczach pokonała JKH GKS Jastrzębie, a następnie faworyzowaną Comarch Cracovię. Te dwie serie napędziły katowiczan i były mocnym zastrzykiem pewności siebie. W finale ograli tyszan 4:0 i sięgnęli po drugi z rzędu tytuł mistrzowski.

Należy też podkreślić, że szkoleniowiec GieKSy dokonał kilku udanych roszad w składzie, które pozwoliły stworzyć trzy niezwykle solidne ataki. W pierwszym występowali Bartosz Fraszko, Grzegorz Pasiut i „odkurzony” Mateusz Bepierszcz, w drugim znaleźli się Juraj Šimek, Joona Monto i Matias Lehtonen, a w trzecim Brandon Magee, Teemu Pulkkinen i Hampus Olsson. W ten sposób jego zespół zyskał sporą elastyczność. Eksperci przekonują, że ta zagrywka miała ogromny wpływ na to, że złote medale zawisły na szyjach zawodników z alei Korfantego.

Wiemy już, że 53-letni szkoleniowiec przedłużył swój kontrakt z katowickim klubem o kolejne dwa lata i stanie przed szansą zdobycia mistrzowskiego hat tricka!

– Nasz wspólny wysiłek dał nam sukces w postaci dwóch mistrzostw Polski. Jestem bardzo dumny z tego, że mogę tutaj pracować, czuję się dobrze w Katowicach i cieszę się na dalszą współpracę w przyszłości. W GKS-ie mogę liczyć na profesjonalną organizację i wsparcie naszej pracy – stwierdził Jacek Płachta.

 

Bramkarz sezonu – John Murray

John Murray znów pokazał, że można na niego liczyć. Dał GKS-owi Katowice ogromną jakość, spokój w tyłach i walnie przyczynił się do obrony mistrzowskiego tytułu. Przy okazji „sprzedał” też prztyczka w nos działaczom GKS-u Tychy, którzy po sezonie 2020/2021 lekką ręką z niego zrezygnowali. Tytuł najlepszego bramkarza sezonu 2022/2023 nie mógł powędrować do nikogo innego.

Zapewne znajdą się też krytycy 35-letniego golkipera, którzy od razu wysuną argumenty o jego słabszej dyspozycji w grudniu i na początku stycznia. Przyjmujemy je do wiadomości, ale od razu śpieszymy z wyjaśnieniem, że bycie sportowcem to nie tylko dobre momenty. To nie tylko stabilna forma i szereg udanych interwencji. Równie ważne jest to, w jaki sposób podnosisz się po porażkach, bo te również się zdarzają. A przecież każda z nich – jak mawiał klasyk – jest nawozem sukcesu. I za ten właśnie aspekt golkiperowi pochodzącemu z Pensylwanii należą się spore słowa uznania.

Sezon trwa od września do marca, a czasami nawet do połowy kwietnia. Tuż na początku tegorocznej hokejowej drogi John Murray zademonstrował znakomitą formę. GieKSa z „Jaśkiem Murarzem” w bramce udanie zaprezentowała się w Hokejowej Lidze Mistrzów. To on powstrzymał napastników ZSC Lions Zurych i pomógł sięgnąć katowiczanom odnieść pierwsze zwycięstwo w tych prestiżowych rozgrywkach. Podopieczni Jacka Płachty wygrali z mistrzem Szwajcarii 2:1 po dogrywce, a Murray zanotował w tym meczu 32 udane interwencje i skuteczność interwencji na poziomie 97 procent.

W Polskiej Hokej Lidze ekipa z alei Korfantego po dwóch rundach zajmowała pierwsze miejsce i w niezwykle spokojny sposób wywalczyła przepustkę do rozgrywek Pucharu Polski. Styl gry katowiczan był efektowny i efektywny. Zarówno w aspektach defensywnych, jak i ofensywnych.

Później przyszła wygrana w Superpucharze Polski i dołek formy całej drużyny objawiający się tym, że katowiczanie nie sięgnęli po Puchar Polski i do fazy play-off przystąpili z czwartego miejsca.

W ćwierćfinale i półfinale play-off katowiczanie grali z nożem na gardle, ale potrafili wyjść zwycięsko z tych starć, co również było zasługą Johna Murraya. Z kolei w finale ekipa dowodzona przez Jacka Płachtę pokonała GKS Tychy 4:0, co było z pewnością szczególne dla 35-letniego golkipera. Dlaczego? Otóż działacze tyszan po sezonie 2020/2021 postawili na reprezentancie Polski krzyżyk. On swoją dyspozycją i znakomitymi interwencjami pokazał im, że boleśnie się wtedy pomylili.

Na sam koniec zerknijmy w statystyki. W sezonie zasadniczym John Murray wystąpił w 36 spotkaniach i interweniował w nich ze skutecznością oscylującą w granicach 92,5 procent oraz wpuszczał średnio 2,35 bramki na mecz. Dwukrotnie kończył mecz z czystym kontem. Z kolei w 18 spotkaniach fazy play-off poprawił swoje dokonania. Wpuszczał średnio 2,24 gola na mecz, a na jego koncie widniały też jeden shutout i uwaga… 93-procentowa skuteczność interwencji. Bronił niezwykle solidnie i nie popełniał większych błędów, choć lubił wyjeżdżać z bramki orazgrać kijem,często na granicy ryzyka.

– Patrząc przez pryzmat całego sezonu John Murray ponownie pokazał, że jest obecnie najlepszym bramkarzem w Polskiej Hokej Lidze. Dobrego bramkarza – podobnie jak mężczyznę – poznajemy nie po tym jak zaczyna, ale po tym jak kończy. W przypadku „Jaśka” początek sezonu był bardzo dobry, równa gra w lidze i bardzo dobre występy w CHL. Potem w grudniu i styczniu pojawił się lekki kryzys, co jest częste przy dużej ilości rozegranych spotkań – wyjaśnił Mariusz Kieca, były golkiper polskich klubów i reprezentacji naszego kraju, a obecnie ceniony ekspert.

Jednak faza play-off to już popis Murraya, który z każdym meczem – jak cały zespół – grał pewniej. Był super skoncentrowany i sięgnął z drużyną po kolejny tytuł. Dał drużynie dużą pewność z tyłu. Jak zawsze dobrze sobie radził z grą kijem i w najważniejszych momentach meczu bronił pewnie i nie popełniał błędów. Myślę, że takim dopełnieniem tego dobrego sezonu może być jeszcze awans do Elity z reprezentacją, czego jemu oraz całej polskiej kadrze życzę – dodał.

 

Miarka opuści GKS Katowice?

Maciej Miarka, który przez ostatnie trzy lata był zawodnikiem GKS-u Katowice, może zmienić otoczenie. Jego usługami jest zainteresowany klub, z którym 22-letni bramkarz był już wcześniej związany.

Miarka, który jest wychowankiem ŁKH Łódź, rozegrał w tym sezonie 4 mecze fazy zasadniczej. Jak się w nich zaprezentował? Naprawdę dobrze. Bronił ze skutecznością oscylującą w granicach 97 procent i wpuszczał średnio 0,75 bramki na mecz. Zachował też dwa czyste konta.

Dane było mu wystąpić też w jednym meczu Hokejowej Ligi Mistrzów. GieKSa przegrała na wyjeździe z Fehérvár AV19 0:1, a Miarka skapitulował po strzale Alexa Petana. W tym meczu obronił 26 uderzeń rywali i zachował imponującą skuteczność – 96,3 %.

W decydującej fazie sezonu trener Jacek Płachta całkowicie zaufał Johnowi Murrayowi, a 22-letni golkiper obserwował spotkania swojego zespołu z perspektywy boksu.

Z naszych informacji wynika, że jego postawie od dłuższego czasu przyglądają się działacze JKH GKS-u Jastrzębie. Maciej Miarka miał już okazję grać w drużynach młodzieżowych tego klubu w latach 2017-2020. Szefostwo ekipy znad czeskiej granicy zapewne kusi utalentowanego golkipera częstszymi występami. A Miarka wchodzi już w taki wiek, w którym potrzebuje regularnej gry.

O tym, że potrafi bronić, pokazały nie tylko mecze poprzedniego sezonu PHL, ale również ostatnie spotkanie reprezentacji Polski z Węgrami, wygrane przez biało-czerwonych 3:2. Miarka zaprezentował się w nim z dobrej strony i wydaje się, że to właśnie wychowanek ŁKH Łódź prowadzi z Davidem Zabolotnym w wyścigu opozycję numer dwa w bramce „Orłów” na Mistrzostwa Świata Dywizji IA. Te rozpoczną się już w przyszłym tygodniu w Nottingham.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Wesoły nam mecz dziś nastał

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W Wielką Sobotę wygraliśmy na własnym boisku 1:0 z Wisła Płock, a decydującego gola, w doliczonym czasie gry, zdobył Lukas Klemenz. Do kolejnej galerii zaprasza Was Kazik.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga