Dołącz do nas

Prasówka

Królowe są z Katowic! Piłkarki GKS-u Katowice Mistrzyniami Polski

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują sekcję piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Piłkarki po wygranej z Medykiem Konin 3:1 (1:0) w ostatniej kolejce sezonu 2022/23 i zdobyły tytuł Mistrza Polski. Nasze Panie wezmą udział w eliminacjach do Ligi Mistrzyń. GRATULUJEMY! Drużyna męska rozegrała w sobotę spotkanie z Ruchem Chorzów 2:1 (1:0). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Ostatnie spotkanie w sezonie zespół rozegra na wyjeździe z Chojniczanką, w sobotę trzeciego czerwca od godziny 17:30.

Plus Liga zakończyła rozgrywki, trwają pierwsze rozmowy na temat transferów do klubów.

Hokeiści mają przerwę pomiędzy sezonami, rozpoczęły się pierwsze ruchy transferowe. Do końca maja kluby mają dostarczyć do PZHL-u dokumenty licencyjne.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – GKS Katowice Mistrzem Polski!

GKS Katowice pokonał w Koninie miejscowy Medyk 3:1 i po raz pierwszy w historii sięgnął po mistrzostwo Polski!

Katowiczanki rozpoczęły spotkanie od mocnego uderzenia gdy już w trzeciej minucie meczu Klaudia Maciążka po niecodziennej akcji trafiła do bramki zawodniczek z Konina. Szybko strzelona bramka pozwoliła na to że katowiczanki kontrolowały mecz i stwarzały zagrożenie pod bramką gospodyń.

Po przerwie katowiczanki również ruszyły do ataku mogły podwyższyć wynik, jednak ofiarna interwencja defensywy z Konina uratowała drużynę Medyczek przed utratą drugiej bramki. W 60. minucie Maraś faulowała Klaudię Maciążkę w polu karnym za co została ukarana czerwoną kartkę. Chwilę później Marlena Hajduk wykorzystała „11″ podwyższając wynik na 2:0. W 68. minucie do bramki Konina trafiła płaskim strzałem przy słupku Anita Turkiewicz podwyższając wynik na 3:0. Zawodniczki z Medyka nie poddawały się i w 75. minucie po bramce Miksone zmniejszyły prowadzenie katowiczanek. Chwilę później ponownie Miksone mogła zaskoczyć Weronikę Klimek jednak kapitalną robinsonada wybroniła jej strzał.

dziennikzachodni.pl – Piłkarki GKS Katowice mistrzyniami Polski! Historyczny sukces klubu z Bukowej

Katowiczanki wykorzystały szansę i w ostatniej kolejce rozbiły w Koninie Medyka pieczętując historyczny sukces klubu z Bukowej.

Zespół prowadzony przez Karolinę Koch wygrał w Koninie bardzo pewnie 3:1, a gole dla mistrzyń Polski strzelały Klaudia Maciążka (4), Marlena Hajduk (62-karny) i Anita Turkiewicz (68). Dla rywalek, które kończyły mecz w dziesiątkę (Marija Maras dostała czerwoną kartkę w 60. minucie) bramkę zdobyła Karlīna Miksone (75), a na pocieszenie zostało im utrzymanie w elicie.

Katowiczanki – sekcję założono w 2015 roku – wielką przygodę z Ligą Mistrzów rozpoczną od pierwszej rundy eliminacyjnej. Mecze będą rozgrywane na Bukowej. To jedyne mistrzostwo Polski w historii piłki nożnej GKS-u.

Srebrny medal rzutem na taśmę zdobył Górnik Łęczna, który w ostatnim meczu wygrał 2:0 na wyjeździe z UKSSMS Łódź i zepchnął rywalki na trzecie miejsce. Z Orlen Ekstraligi spadły Sportis KKP Bydgoszcz i Hydrotruck Radom. Awans z I ligi wywalczyły Stomilanki Olsztyn i Rekord Bielsko-Biała.

 

sport.tvp.pl – Orlen Ekstraliga kobiet. GKS Katowice mistrzem Polski. Pierwszy tytuł w historii

Nie było niespodzianki w ostatniej kolejce Orlen Ekstraligi kobiet. GKS Katowice pokonał 3:1 Medyka Konin, obronił pozycję lidera i wygrał pierwsze w swojej historii mistrzostwo Polski.

W wielu ligach ostatnie akordy sezonu oznaczają ogromne emocje i nie inaczej jest w Ekstralidze kobiet. Do finalnej kolejki z pozycji lidera przystępował GKS Katowice, który miał tyle samo punktów co broniący tytułu UKS SMS Łódź.

Katowiczanki były zależne tylko od siebie i nie zaliczyły fałszywego kroku. Już w 4. minucie wynik meczu na stadionie Medyka Konin otworzyła Klaudia Maciążka. W drugiej połowie kolejne trafienia dla gości zanotowały Marlena Hajduk z rzutu karnego oraz Anita Turkiewicz. Bramkę honorową dla gospodyń zdobyła Karlina Miksone.

[…] Dla GKS Katowice to pierwsze mistrzostwo w historii klubu. Ekipa ze Śląska będzie reprezentowała Ekstraligę w eliminacjach Ligi Mistrzyń.

 

sportdziennik.com – Mistrzynie z Bukowej

Po pewnym zwycięstwie w Koninie piłkarki GKS Katowice sięgnęły po pierwsze mistrzostwo Polski.

Porażka (0:2) w meczu przedostatniej kolejki ze Śląskiem Wrocław spowodowała odroczenie koronacji katowiczanek. Na historyczny sukces musiały poczekać. – Nadal wszystko zależy do nas, ale musimy zachować chłodne głowy – mówiła trenerka Karolina Koch, mając na myśli ostatnie spotkanie w tym sezonie. Miało ono olbrzymią stawkę, bo GieKSa walczyła o mistrzostwo, a Medyk – do niedawna jeden z czołowych klubów w kraju – o utrzymanie. Końcowy gwizdek przyjęto z radością w obu ekipach.

Na premierowe trafienie nie trzeba był długo czekać, bo już w 4 minucie Klaudia Maciążka na raty pokonała Oliwię Szymczak. To trafienie uspokoiło katowiczanki, ale nie zamierzały spoczywać na laurach. Ich motorem napędowym była Maciążka, szukająca kolejnych trafień. To ona była za szybka dla Marii Maras, która dopuściła się faulu ratunkowego w polu karnym, za co ujrzała czerwoną kartkę.

Chwilę później pewnym uderzeniem z „wapna” popisała się Marlena Hajduk, a żeby nie było wątpliwości, komu należy się zwycięstwo, pod konińską bramkę przedarła się Anita Turkiewicz, uderzając mocno w „krótki” róg. Miejscowe było stać jedynie na zmniejszenie strat, bo w końcówce więcej działo się pod ich bramką. Po strzale Weroniki Kłody piłka trafiła w poprzeczkę, a wspomniana i niezmordowana Maciążka pomyliła się nieznacznie.

Katowiczanki dopięły więc swego, sięgając po pierwszy w historii 8-letniej sekcji medal i to od razu złoty! Krążki i olbrzymi puchar odbierały z rąk selekcjonerki reprezentacji Polski Niny Patalon i prezesa Wielkopolskiego ZPN Pawła Wojtali. Sukces ten miał również wymiar finansowy, gdyż PZPN na konto klubu wpłaci 300 tysięcy złotych. GieKSa będzie reprezentowała nasz kraj w eliminacjach Ligi Mistrzyń.

 

futbol.pl – GKS Katowice mistrzem Polski. Piłkarki GieKSy nie dały sobie wyrwać historycznego tytułu

GKS Katowice po raz pierwszy w historii sięgnął po mistrzostwo Polski kobiet. Zespół z Katowic przed ostatnią kolejką nie był pewny sukcesu, ale zrobił swoje i wyprzedził broniący tytułu UKS SMS Łódź.

Przed 22. serią spotkań GKS miał 52 punkty, podobnie jak łodzianki, ale to zawodniczki z Katowic były w lepszej sytuacji, bo obrończynie tytułu dwukrotnie w tym sezonie ograły. Trzeba było jeszcze postawić pieczątkę i GKS to zrobił.

Katowiczanki zwyciężyły 3:1 na boisku Medyka Konin, a UKS SMS w tym samym czasie poległ u siebie 0:2 z Górnikiem Łęczna i jeszcze na rzecz tego rywala stracił 2. miejsce.

W całym sezonie GKS wygrał 18 meczów, jeden zremisował i przegrał 3. Mniej porażek zanotował Górnik Łęczna, ale przy dwóch porażkach miał 4 remisy i 16 zwycięstw. GKS miał najlepszą defensywę – 17 straconych bramek, a Górnik najlepszą ofensywę – 79 strzelonych goli.

 

polsatsport.pl – Historyczny triumf! GKS Katowice piłkarskim mistrzem Polski

Piłkarki nożne GKS-u Katowice wywalczyły pierwsze w historii klubu mistrzostwo Polski. W niedzielnym meczu ostatniej kolejki Ekstraligi pokonały na wyjeździe Medyka POLOmarket Konin 3:1.

Zawodniczki GKS-u mogły zapewnić sobie tytuł już w poprzedniej kolejce, ale nie wykorzystały tej szansy, przegrywając niespodziewanie ze Śląskiem Wrocław 0:2. Drużyna trenerki Koch doznała wtedy pierwszej w sezonie porażki na własnym boisku.

Katowiczanki miały po 21 kolejkach tyle samo punktów, co broniący tytułu TME SMS Łódź, ale lepszy bilans bezpośrednich spotkań z tym rywalem.

W niedzielę łodzianki podejmowały trzeciego w tabeli Górnika Łęczna, który miał już zapewniony brązowy medal, ale zachowywał matematyczne szanse na wicemistrzostwo. To spotkanie zakończyło się wygraną piłkarek Górnika 2:0. Ponieważ listopadowe starcie tych drużyn wygrały łęcznianki 5:2, to one – przy równej liczbie punktów – zajęły drugie miejsce.

Drużyna trenerki Karoliny Koch zadebiutuje w pierwszej rundzie eliminacji Ligi Mistrzyń.

 

wkatowicach.eu – Królowe są z Katowic! Piłkarki GKS-u Katowice Mistrzyniami Polski

Drugie miejsce mają już zapewnione, ale ze srebrem nie jest im do twarzy, aż tak bardzo jak ze złotem. W niedzielę, 28 maja, piłkarki GKS-u Katowice zagrały na wyjeździe z Medykiem Konin. Piłkarki wygrały 3:1 i tym samym zostały Mistrzyniami Polski!

Piłkarki GKS-u Katowice zostały Mistrzyniami Polski. Złoto jedzie do Katowic. Mecz Medyk Konin-GKS Katowice zakończył się wynikiem 1:3. Brawo Dziewczyny!

 

SIATKÓWKA

siatka.org – GKS Katowice buduje skład na nowy sezon

Po zakończeniu sezonu 2022/23 PlusLigi zapadły pierwsze decyzje dotyczące kształtu kadry zespołu na kolejną ligową kampanię. Przypominamy, że umowę z klubem do końca sezonu 2023/2024 przedłużył pierwszy trener zespołu Grzegorz Słaby. Ponadto ważny kontrakt z klubem obowiązuje przyjmującego Jakuba Szymańskiego.

Z klubem żegnają się zawodnicy, których kontrakty wygasają z dniem 31 maja 2023 roku: rozgrywający Georgi Seganow i Jakub Nowosielski, środkowi Piotr Hain, Marcin Kania i Jakub Lewandowski oraz przyjmujący Gonzalo Quiroga. Ponadto sztab trenerski GKS-u opuszcza drugi trener zespołu Damian Musiak. Wszystkim wymienionym trenerom i zawodnikom GKS podziękował za reprezentowanie barw GKS-u Katowice w ostatnich sezonach i dostarczenie kibicom GieKSy wielu emocji i radości. Życzył powodzenia na dalszej drodze sportowej kariery.

Ponadto klub poinformował, że z dniem 31 maja br. zakończy się okres obowiązywania kontraktu rozgrywającego Micaha Ma’a. GKS Katowice w dalszym ciągu pozostaje w sporze prawnym z zawodnikiem, który bezpodstawnie i niezgodnie z prawem wypowiedział umowę zawartą w sierpniu 2021 roku.

W najbliższych tygodniach GKS będzie informować o wszystkich decyzjach kadrowych dotyczących składu GKS-u Katowice na kolejny sezon PlusLigi – zarówno o przedłużeniach umów, jak i nowych zawodnikach oraz członkach sztabu szkoleniowego siatkarskiej GieKSy.

 

HOKEJ

hokej.net – Czas licencji!

W Polskiej Hokej Lidze rozpoczął się proces licencyjny. Nasze kluby do końca maja muszą przygotować dokumenty organizacyjne. Jakie? Wyjaśniamy.

Każdy z klubów jest zobowiązany do tego, aby zaprezentować stosowne potwierdzenia, że nie zalega z opłatami do Urzędu Skarbowego, ZUS-u, Polskiego Związku Hokeja na Lodzie oraz Międzynarodowej Federacji Hokeja na Lodzie (IIHF).

Poza tym musi też udowodnić, że nie posiada żadnych zaległości zaległości względem byłych trenerów, zawodników i sędziów lub ukazać stosowne ugody.

Oprócz tego wymagane jest również przedstawienie porozumienia z właścicielem lodowiska, na którym przyjdzie mu grać mecze domowe, wskazanie osób funkcyjnych w klubie oraz zgłoszenie przynajmniej 10 zawodników.

– Do tego dochodzi też porozumienie z klubami młodzieżowymi oraz dokumenty finansowe związane z poprzednim rokiem obrotowym oraz zabezpieczenie na kolejny sezon – informuje Marta Zawadzka, komisarz Polskiej Hokej Ligi.

Im szybciej kluby dopełnią stosownych formalności, tym wcześniej poznamy terminarz rozgrywek.

 

Napastnik sezonu – Grzegorz Pasiut

Po niezwykle udanych Mistrzostwach Świata Dywizji IA, które dały nam awans do najlepszej szesnastki globu, czas wrócić do tematu podsumowań Polskiej Hokej Ligi. Wybraliśmy już najlepszego trenera, bramkarza i obrońcę, dziś przyszedł czas na napastnika. Bezapelacyjnie był to sezon Grzegorza Pasiuta.

“Pasiut przeżywa kolejną młodość”, “znów załatwił sprawę”, “po prostu profesor” – te i inne określenia pod adresem kapitana GKS-u Katowice padały bardzo często. I trudno się z nimi nie zgodzić. Doświadczony środkowy od lat jest gwiazdą naszej ligi i graczem, który potrafi odmienić losy spotkania albo definitywnie przesądzić o zwycięstwie swojego zespołu. Angielskie określenie “game changer” jest wręcz skrojone pod niego.

36-letni środkowy w całym sezonie imponował spokojem, sporą pewnością siebie, dobrą wizją gry oraz umiejętnością precyzyjnych i niekonwencjonalnych podań. Na jego grę patrzyło się z przyjemnością.

Ale to nie wszystko – przed rozpoczęciem sezonu 2021/2022 zadbał też o kwestie sprzętowe. Zmienił też profil łopatki kija i ten fakt wymiernie przełożył się na jego zdobycz bramkową. Każdy rywal, który zostawił mu nieco miejsca przed własnym polem bramkowym, musiał liczyć się ze sporym ryzykiem utraty gola.

Tyle opisu, czas na konkrety i liczby. Pasiut w każdym ze swoich pięciu sezonów zasadniczych w klubie z alei Korfantego wypracował w sezonie zasadniczym średnią wynoszącą co najmniej punkt na mecz. To świadczy o jego dobrej produktywności.

W 38 spotkaniach ostatniej kampaniistrzelił 16 bramek i zanotował 26 asyst. Z kolei w 18 meczach fazy play-off zdobył 13 goli, a przy kolejnych 6 zaliczył kluczowe zagrania. Tak imponującego dorobku w najważniejszej fazie sezonu nie osiągnął nikt od sezonu 2015/2016. Wówczas Krystian Dziubiński, występujący w Comarch Cracovii, pokonywał golkiperów rywali dwunastokrotnie.

– W mojej opinii Grzegorz Pasiut to wzór do naśladowania dla młodych hokeistów. Świetny sportowiec, profesjonalista, któremu życzę mu zdrowia i utrzymania takiej formy jak najdłużej. Jest doświadczonym graczem, ma świetną technikę, przegląd sytuacji na lodzie, potrafi dobrze wykończyć akcje i dograć idealnie krążek do partnera – podkreślił Mikołaj Łopuski, były skrzydłowy polskich klubów i naszej kadry.

– To jego kolejny bardzo dobry sezon. Obrona tytułu mistrza Polski, świetna dyspozycja w fazie play-off, miano najlepiej punktującego zawodnika najważniejszej części sezonu – wymieniać można w nieskończoność. Kapitan i lider zespołu, który w trudnych momentach ciągnie swój zespół i robi różnice na lodzie. W klubie fajnie wyglądała jego gra z Bartoszem Fraszko i Mateuszem Bepierszczem, a wcześniej z Brandonem Magee. Trzeba też dodać, że dołożył solidną cegiełkę do awansu naszej kadry do Elity. Tam świetnie pracował z Bartkiem i Patrykiem Wronką – dodał.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Opór przed rozwojem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:

2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.

Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.

Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.

Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.

Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.

Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.

Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.

Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.

Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.

Absolutnie niepojęte jest to, jak my  na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.

I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.

Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.

<ogląda skrót>

<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>

<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>

Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.

Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.

Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.

I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.

Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.

Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.

Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.

Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.

Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.

Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.

Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.

Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.

Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.

Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.

Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…

Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.

I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…

Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.

Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.

Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.

A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.

Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.

Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.

No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.

No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.

I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.

Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.

Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion

Budżet Obywatelski – głosujemy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”. 

Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek

Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.

W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów). 

Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic. 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do meczu z Piastem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kolejne derby za nami – tym razem niestety przegrane. To był drugi z wyjazdowej serii trzech meczów. Za tydzień gramy kolejne spotkanie w Lubinie i tam będziemy walczyć o zwycięstwo, by jednak z delegacji wrócić z pokaźnym dorobkiem punktowym. Tymczasem wracamy po raz ostatni do piątkowego starcia w Gliwicach.

1. Dla mnie „wyjazd” rozpoczął się już w czwartek. Zadecydowała logistyka i chęć oddechu. Co do logistyki, to powód był prozaiczny. Wiedząc, że w piątek będę mógł dotrzeć na mecz dopiero na styk, chciałem sobie zapewnić miejsce parkingowe. Wziąłem więc po prostu nocleg, a nawet dwa, żeby zapewnić sobie pełen komfort. Ale ten parking to był tylko jeden z powodów.

2. No i zawsze pretekst do tego, żeby pospać w mieście rywala jest dobry. Przez to zaraz po przyjeździe na miejscówkę, którą miałem niecały kilometr od stadionu, udałem się właśnie pod stadion Piasta, żeby zrobić nagrywkę w przeddzień meczu.

3. Sam pokój taki w stylu loft był jednak bardzo schludny i czysty. Trzeba było jednak uważać na jeden stopień, co jest eufemizmem. To po prostu była zmiana kondygnacji. Kilkadziesiąt centymetrów wyżej.

4. A miejscówka była nieopodal Radiostacji Gliwice. Dzięki temu dowiedziałem się, że w piątek równolegle będą odbywać się dwie imprezy kulturalne – w odległości około dwóch kilometrów. Pierwszy to mecz Piast Gliwice – GKS Katowice, w drugim koncert z udziałem legendarnej Beaty Kozidrak.

5. Wracając do wspomnianej nagrywki. Zahaczyłem jeszcze o sklep Piasta, który był otwarty. Piast, nie sklep. Znaczy sklep, nie Piast. Niestety nie mieli proporczyków, pani powiedziała, że w tym sezonie jeszcze nie było. Ogólnie uważam to za słabość wielu klubów. Proporczyki, jak szale, powinny być jednym ze sztandarowych produktów i być dostępne przez cały czas.

6. Nagrywkę przed stadionem, nazywanym żartobliwie przez kibiców innych klubów Tesco Arena, zrobiłem. Mnie tam się ten stadion z zewnątrz podoba. Mimo, że „nowy” to ma swój vibe elewacji na przykład Stomilu Olsztyn czy… Bukowej. Taki socjalistyczny. Zakład pracy jakiś, fabryka.

7. Małe zakupy i zamówienie hambuksa w Wilku. Nie byłem teraz głodny, ale zamówiłem, żeby na wieczór przyjść i odebrać. Tak między meczami, bo przecież czwartek był napakowany kilkoma spotkaniami Pucharu Polski, no i zaległościami ligowymi.

8. No i tak też zrobiłem, najpierw Raków – Górnik przy herbatce. Górnik nie załamał się porażką  GieKSą i pewnie wygrał to spotkanie. Z małymi problemami w końcówce. I gdy Raków cisnął do wyrównania, Diaby-Fadiga zachował się idiotycznie, dostał czerwień i tyle było z marzeń o remisie.

9. Raków po sześciu meczach ligi ma sześć porażek. Niepojęte. A chcą zabrać Fejaka, czyli kolejny strzał w kolano. Niebywałe, jak wiele błędów tam ostatnio popełniają.

10. Na obrazku zupełnie to nie wygląda, ale burger był znakomity. Z chorizo i jalapeno. Polecam tego Allegrowicza. Konsumowałem to jadło przy meczu Śląska z Pogonią w Pucharze Polski. Jak widać – na obrazku – znów gola strzelił Samiec-Talar. Znakomity sezon tego zawodnika, byłego zawodnika GKS, który wówczas jednak nie był czołową postacią drużyny.

11. Śląsk wygrał to spotkanie i odprawił Pogoń z kwitkiem. Tak więc po dobrych występach w ostatnich latach w pucharze, tym razem Szczecinianie mogą pomarzyć. I jeśli chcą jakieś tituli mieć, to muszą wygrać ligę.

12. Potem jeszcze kuknąłem Lecha z Jagą, ale pierwszą połowę, bo już spać mi się chciało. Drugą obejrzałem rano. Bramka Kobayashiego to coś niebywałego. Tak huknąć. Znakomity gol. A Lech się po Aarhus otrząsnął i wygrywa kolejne mecze jak leci.

13. Zazdro jeśli chodzi o Lecha i Jagę. Obie ekipy sobie zagrają z Crystal Palace czy Sunderlandem. No i inni przeciwnicy w Lidze Europy. Musimy jako klub dążyć do tego, żeby mieć szansę na takie świetne mecze. Wygrać Puchar Polski i fazę grupową pucharów będziemy mieli zapewnioną.

14. Nazajutrz udałem się na spacer do cukiernio-śniadaniowni Cacy. Mijałem traktory. Spacer był sympatyczny, a śniadanie piękne i smakowite. Pani co prawda była jakaś smutna, ale to pewnie dlatego, że musiała wybierać pomiędzy Beatą, a meczem Piasta. Ciekawe co wybrała.

15. A żyrafy mówią „no elo”. Co ciekawe w tym miejscu, w którym miałem nocleg jest… drukarnia. Normalnie działająca, pracująca w piątek. Dość specyficzne to było.

16. Wkrótce musiałem się udać do… Katowic. Wzywały obowiązki zawodowe. Dlatego też właśnie logistyka tego wszystkiego była specyficzna. Na 14.30 chciałem być w Katowicach, by o 19.00 z powrotem jechać do Gliwic i mieć jeszcze zapas.

17. Gdy szedłem już na mecz – bo zaparkowałem na miejscówce – rzeczywiście w tych małych uliczkach między domkami było pełno samochodów. Zastanawiałem się, jak to tolerują mieszkańcy, że im przed działkami ciśnie się masa aut, gdy tylko jest mecz. No ale cieszyłem się z dokonanego wyboru i braku stresu. Nawet nie chodzi o stres związany ze znalezieniem miejsca, co o to, że w takiej ciasnocie bałbym się, że jeden czy drugi ancymon poskrobie mi auto po marchewkach.

18. Pod stadionem było już dużo ludzi. Do meczu pozostawało około pół godziny. Wspomnę, że po drodze zahaczyłem znów o Wilka, żeby zamówić na „po meczu”. Ustaliłem godzinę 23.50, czyli 10 minut przed zamknięciem. Musiałem więc liczyć, że nie przedłuży się ani mecz, ani konferencja.

19. Znów autokar, który można sobie zwiedzić. Autokar Piasta. Tak samo było w maju. Nie lada gratka dla fanów.

20. Akredytację odebrałem bez problemu, no i skierowałem się na stadion. Przez to, że dopiero co graliśmy w Gliwicach miałem wrażenie, że zarówno pani na bramie, jak i pan na schodach to ci sami ludzie.

21. Wszedłem więc po tym rusztowaniu, zrobiłem herbatkę i udałem się na prasówkę. Niestety z racji krótkiego czasu do pierwszego gwizdka, dobre miejsca prasowe były już zajęte, więc musiałem zejść do najniższego rzędu. Z niecierpliwością czekałem na mecz.

22. Ciasnota, jak to na Piaście. Jednak w tym najniższym rzędzie trochę dalej był jakiś facet, a poza tym dużo luzu. No i na początku rzędu dwóch sympatycznych jegomości. Nikt więc nie przechodził, żeby musieć wstawać. Co prawda wołał ten jeden pan dwa razy takiego grubasa, ale on chyba był świadomy, więc nie decydował się przeciskać w tym miejscu.

23. Blaty pochyłe, ale powiedzmy w miarę. Jednak trochę vibe pierwszoligowych prasówek. No może pogranicza między zapleczem, a ekstraklasą. Najważniejsze, że prąd był i przede wszystkim – znakomicie działał internet, co jak wiemy nie jest oczywistością…

24. Kibice obu drużyn od razu zaczęli mocno dopingować. Na trybunach znów więc mieliśmy świetne widowisko.

25. Z wydarzeń boiskowych mogli być zadowoleni jedynie kibice Piasta. Bo już w piątej minucie objęli prowadzenie, a cały mecz wygrali 3:0. Tym samym Piast powtórzył wynik z sezonu 2011/12, kiedy to również w tych rozmiarach pokonał GKS. Wówczas Gliwiczanie awansowali do ekstraklasy.

26. To była jakaś totalnie dziwna historia, związana chyba z budową stadionu. Na wiosnę Piast zagrał tylko dwa mecze na wyjeździe, resztę u siebie. Ale by pykło nam coś takiego. Mistrz na wiosnę gwarantowany (oczywiście po wygrzebaniu się z ostatniego miejsca z powodu gry na wyjazdach na jesieni).

27. Ciekawostką jest to, że jak teraz nam strzeliło bramki dwóch Hiszpanów – Juande Rivas i Hugo Vallejo, to w tamtym meczu z 2012 trafił również obywatel Półwyspu Iberyjskiego – Ruben Jurado. Nie leżą nam ci gliwiccy Hiszpanie.

28. Nie leży nam ten stadion, oj nie leży. Dla mnie to była szósta wizyta w Gliwicach – bo byłem jeszcze na meczach na starym stadionie – i czwarta porażka. Poza tym zaledwie dwa remisy. Piast u siebie z GieKSą nie przegrywa.

29. Po awansie do ekstraklasy Gliwiczanie nadal pozostają jedną z trzech ekip, które ciągle za naszej bytności w niej są, a z którą nie wygraliśmy. Pozostałymi są Legia i Lech. Może przynajmniej z Warszawianami czy Poznaniakami uda się przełamać tę złą passę.

30. No i po meczu nagrywka i na konferencję prasową. Bartka Nowaka brali do Super Piątku, a my czekaliśmy na trenerów. Jakoś wyjątkowo długo, a na Górniku tydzień temu było krótko.

31. W końcu przyszli szkoleniowcy – Rafał Górak, potem Daniel Myśliwiec. Uwinęliśmy się jakoś z pytaniami i powoli zacząłem montować konfę, ale zbliżała się północ. Toteż około 23.40 wyszedłem, aby odebrać swoje zamówienie.

32. Wróciłem na kwaterę, dokończyłem konferencję, zobaczyłem, co tam Bartek miał do powiedzenia, no i z rozczarowaniem zakończyliśmy swój udział w tej kolejce.

33. Wracając widziałem ludzi, którzy już wracali z koncertu. Uraczyli się może bardziej Beatką z Bajmu, niż kibice gości meczem. Ale tak to bywa.

34. Tylko trzy punkty w Lubinie!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga