Dołącz do nas

Prasówka

Królowe są z Katowic! Piłkarki GKS-u Katowice Mistrzyniami Polski

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują sekcję piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Piłkarki po wygranej z Medykiem Konin 3:1 (1:0) w ostatniej kolejce sezonu 2022/23 i zdobyły tytuł Mistrza Polski. Nasze Panie wezmą udział w eliminacjach do Ligi Mistrzyń. GRATULUJEMY! Drużyna męska rozegrała w sobotę spotkanie z Ruchem Chorzów 2:1 (1:0). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Ostatnie spotkanie w sezonie zespół rozegra na wyjeździe z Chojniczanką, w sobotę trzeciego czerwca od godziny 17:30.

Plus Liga zakończyła rozgrywki, trwają pierwsze rozmowy na temat transferów do klubów.

Hokeiści mają przerwę pomiędzy sezonami, rozpoczęły się pierwsze ruchy transferowe. Do końca maja kluby mają dostarczyć do PZHL-u dokumenty licencyjne.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – GKS Katowice Mistrzem Polski!

GKS Katowice pokonał w Koninie miejscowy Medyk 3:1 i po raz pierwszy w historii sięgnął po mistrzostwo Polski!

Katowiczanki rozpoczęły spotkanie od mocnego uderzenia gdy już w trzeciej minucie meczu Klaudia Maciążka po niecodziennej akcji trafiła do bramki zawodniczek z Konina. Szybko strzelona bramka pozwoliła na to że katowiczanki kontrolowały mecz i stwarzały zagrożenie pod bramką gospodyń.

Po przerwie katowiczanki również ruszyły do ataku mogły podwyższyć wynik, jednak ofiarna interwencja defensywy z Konina uratowała drużynę Medyczek przed utratą drugiej bramki. W 60. minucie Maraś faulowała Klaudię Maciążkę w polu karnym za co została ukarana czerwoną kartkę. Chwilę później Marlena Hajduk wykorzystała „11″ podwyższając wynik na 2:0. W 68. minucie do bramki Konina trafiła płaskim strzałem przy słupku Anita Turkiewicz podwyższając wynik na 3:0. Zawodniczki z Medyka nie poddawały się i w 75. minucie po bramce Miksone zmniejszyły prowadzenie katowiczanek. Chwilę później ponownie Miksone mogła zaskoczyć Weronikę Klimek jednak kapitalną robinsonada wybroniła jej strzał.

dziennikzachodni.pl – Piłkarki GKS Katowice mistrzyniami Polski! Historyczny sukces klubu z Bukowej

Katowiczanki wykorzystały szansę i w ostatniej kolejce rozbiły w Koninie Medyka pieczętując historyczny sukces klubu z Bukowej.

Zespół prowadzony przez Karolinę Koch wygrał w Koninie bardzo pewnie 3:1, a gole dla mistrzyń Polski strzelały Klaudia Maciążka (4), Marlena Hajduk (62-karny) i Anita Turkiewicz (68). Dla rywalek, które kończyły mecz w dziesiątkę (Marija Maras dostała czerwoną kartkę w 60. minucie) bramkę zdobyła Karlīna Miksone (75), a na pocieszenie zostało im utrzymanie w elicie.

Katowiczanki – sekcję założono w 2015 roku – wielką przygodę z Ligą Mistrzów rozpoczną od pierwszej rundy eliminacyjnej. Mecze będą rozgrywane na Bukowej. To jedyne mistrzostwo Polski w historii piłki nożnej GKS-u.

Srebrny medal rzutem na taśmę zdobył Górnik Łęczna, który w ostatnim meczu wygrał 2:0 na wyjeździe z UKSSMS Łódź i zepchnął rywalki na trzecie miejsce. Z Orlen Ekstraligi spadły Sportis KKP Bydgoszcz i Hydrotruck Radom. Awans z I ligi wywalczyły Stomilanki Olsztyn i Rekord Bielsko-Biała.

 

sport.tvp.pl – Orlen Ekstraliga kobiet. GKS Katowice mistrzem Polski. Pierwszy tytuł w historii

Nie było niespodzianki w ostatniej kolejce Orlen Ekstraligi kobiet. GKS Katowice pokonał 3:1 Medyka Konin, obronił pozycję lidera i wygrał pierwsze w swojej historii mistrzostwo Polski.

W wielu ligach ostatnie akordy sezonu oznaczają ogromne emocje i nie inaczej jest w Ekstralidze kobiet. Do finalnej kolejki z pozycji lidera przystępował GKS Katowice, który miał tyle samo punktów co broniący tytułu UKS SMS Łódź.

Katowiczanki były zależne tylko od siebie i nie zaliczyły fałszywego kroku. Już w 4. minucie wynik meczu na stadionie Medyka Konin otworzyła Klaudia Maciążka. W drugiej połowie kolejne trafienia dla gości zanotowały Marlena Hajduk z rzutu karnego oraz Anita Turkiewicz. Bramkę honorową dla gospodyń zdobyła Karlina Miksone.

[…] Dla GKS Katowice to pierwsze mistrzostwo w historii klubu. Ekipa ze Śląska będzie reprezentowała Ekstraligę w eliminacjach Ligi Mistrzyń.

 

sportdziennik.com – Mistrzynie z Bukowej

Po pewnym zwycięstwie w Koninie piłkarki GKS Katowice sięgnęły po pierwsze mistrzostwo Polski.

Porażka (0:2) w meczu przedostatniej kolejki ze Śląskiem Wrocław spowodowała odroczenie koronacji katowiczanek. Na historyczny sukces musiały poczekać. – Nadal wszystko zależy do nas, ale musimy zachować chłodne głowy – mówiła trenerka Karolina Koch, mając na myśli ostatnie spotkanie w tym sezonie. Miało ono olbrzymią stawkę, bo GieKSa walczyła o mistrzostwo, a Medyk – do niedawna jeden z czołowych klubów w kraju – o utrzymanie. Końcowy gwizdek przyjęto z radością w obu ekipach.

Na premierowe trafienie nie trzeba był długo czekać, bo już w 4 minucie Klaudia Maciążka na raty pokonała Oliwię Szymczak. To trafienie uspokoiło katowiczanki, ale nie zamierzały spoczywać na laurach. Ich motorem napędowym była Maciążka, szukająca kolejnych trafień. To ona była za szybka dla Marii Maras, która dopuściła się faulu ratunkowego w polu karnym, za co ujrzała czerwoną kartkę.

Chwilę później pewnym uderzeniem z „wapna” popisała się Marlena Hajduk, a żeby nie było wątpliwości, komu należy się zwycięstwo, pod konińską bramkę przedarła się Anita Turkiewicz, uderzając mocno w „krótki” róg. Miejscowe było stać jedynie na zmniejszenie strat, bo w końcówce więcej działo się pod ich bramką. Po strzale Weroniki Kłody piłka trafiła w poprzeczkę, a wspomniana i niezmordowana Maciążka pomyliła się nieznacznie.

Katowiczanki dopięły więc swego, sięgając po pierwszy w historii 8-letniej sekcji medal i to od razu złoty! Krążki i olbrzymi puchar odbierały z rąk selekcjonerki reprezentacji Polski Niny Patalon i prezesa Wielkopolskiego ZPN Pawła Wojtali. Sukces ten miał również wymiar finansowy, gdyż PZPN na konto klubu wpłaci 300 tysięcy złotych. GieKSa będzie reprezentowała nasz kraj w eliminacjach Ligi Mistrzyń.

 

futbol.pl – GKS Katowice mistrzem Polski. Piłkarki GieKSy nie dały sobie wyrwać historycznego tytułu

GKS Katowice po raz pierwszy w historii sięgnął po mistrzostwo Polski kobiet. Zespół z Katowic przed ostatnią kolejką nie był pewny sukcesu, ale zrobił swoje i wyprzedził broniący tytułu UKS SMS Łódź.

Przed 22. serią spotkań GKS miał 52 punkty, podobnie jak łodzianki, ale to zawodniczki z Katowic były w lepszej sytuacji, bo obrończynie tytułu dwukrotnie w tym sezonie ograły. Trzeba było jeszcze postawić pieczątkę i GKS to zrobił.

Katowiczanki zwyciężyły 3:1 na boisku Medyka Konin, a UKS SMS w tym samym czasie poległ u siebie 0:2 z Górnikiem Łęczna i jeszcze na rzecz tego rywala stracił 2. miejsce.

W całym sezonie GKS wygrał 18 meczów, jeden zremisował i przegrał 3. Mniej porażek zanotował Górnik Łęczna, ale przy dwóch porażkach miał 4 remisy i 16 zwycięstw. GKS miał najlepszą defensywę – 17 straconych bramek, a Górnik najlepszą ofensywę – 79 strzelonych goli.

 

polsatsport.pl – Historyczny triumf! GKS Katowice piłkarskim mistrzem Polski

Piłkarki nożne GKS-u Katowice wywalczyły pierwsze w historii klubu mistrzostwo Polski. W niedzielnym meczu ostatniej kolejki Ekstraligi pokonały na wyjeździe Medyka POLOmarket Konin 3:1.

Zawodniczki GKS-u mogły zapewnić sobie tytuł już w poprzedniej kolejce, ale nie wykorzystały tej szansy, przegrywając niespodziewanie ze Śląskiem Wrocław 0:2. Drużyna trenerki Koch doznała wtedy pierwszej w sezonie porażki na własnym boisku.

Katowiczanki miały po 21 kolejkach tyle samo punktów, co broniący tytułu TME SMS Łódź, ale lepszy bilans bezpośrednich spotkań z tym rywalem.

W niedzielę łodzianki podejmowały trzeciego w tabeli Górnika Łęczna, który miał już zapewniony brązowy medal, ale zachowywał matematyczne szanse na wicemistrzostwo. To spotkanie zakończyło się wygraną piłkarek Górnika 2:0. Ponieważ listopadowe starcie tych drużyn wygrały łęcznianki 5:2, to one – przy równej liczbie punktów – zajęły drugie miejsce.

Drużyna trenerki Karoliny Koch zadebiutuje w pierwszej rundzie eliminacji Ligi Mistrzyń.

 

wkatowicach.eu – Królowe są z Katowic! Piłkarki GKS-u Katowice Mistrzyniami Polski

Drugie miejsce mają już zapewnione, ale ze srebrem nie jest im do twarzy, aż tak bardzo jak ze złotem. W niedzielę, 28 maja, piłkarki GKS-u Katowice zagrały na wyjeździe z Medykiem Konin. Piłkarki wygrały 3:1 i tym samym zostały Mistrzyniami Polski!

Piłkarki GKS-u Katowice zostały Mistrzyniami Polski. Złoto jedzie do Katowic. Mecz Medyk Konin-GKS Katowice zakończył się wynikiem 1:3. Brawo Dziewczyny!

 

SIATKÓWKA

siatka.org – GKS Katowice buduje skład na nowy sezon

Po zakończeniu sezonu 2022/23 PlusLigi zapadły pierwsze decyzje dotyczące kształtu kadry zespołu na kolejną ligową kampanię. Przypominamy, że umowę z klubem do końca sezonu 2023/2024 przedłużył pierwszy trener zespołu Grzegorz Słaby. Ponadto ważny kontrakt z klubem obowiązuje przyjmującego Jakuba Szymańskiego.

Z klubem żegnają się zawodnicy, których kontrakty wygasają z dniem 31 maja 2023 roku: rozgrywający Georgi Seganow i Jakub Nowosielski, środkowi Piotr Hain, Marcin Kania i Jakub Lewandowski oraz przyjmujący Gonzalo Quiroga. Ponadto sztab trenerski GKS-u opuszcza drugi trener zespołu Damian Musiak. Wszystkim wymienionym trenerom i zawodnikom GKS podziękował za reprezentowanie barw GKS-u Katowice w ostatnich sezonach i dostarczenie kibicom GieKSy wielu emocji i radości. Życzył powodzenia na dalszej drodze sportowej kariery.

Ponadto klub poinformował, że z dniem 31 maja br. zakończy się okres obowiązywania kontraktu rozgrywającego Micaha Ma’a. GKS Katowice w dalszym ciągu pozostaje w sporze prawnym z zawodnikiem, który bezpodstawnie i niezgodnie z prawem wypowiedział umowę zawartą w sierpniu 2021 roku.

W najbliższych tygodniach GKS będzie informować o wszystkich decyzjach kadrowych dotyczących składu GKS-u Katowice na kolejny sezon PlusLigi – zarówno o przedłużeniach umów, jak i nowych zawodnikach oraz członkach sztabu szkoleniowego siatkarskiej GieKSy.

 

HOKEJ

hokej.net – Czas licencji!

W Polskiej Hokej Lidze rozpoczął się proces licencyjny. Nasze kluby do końca maja muszą przygotować dokumenty organizacyjne. Jakie? Wyjaśniamy.

Każdy z klubów jest zobowiązany do tego, aby zaprezentować stosowne potwierdzenia, że nie zalega z opłatami do Urzędu Skarbowego, ZUS-u, Polskiego Związku Hokeja na Lodzie oraz Międzynarodowej Federacji Hokeja na Lodzie (IIHF).

Poza tym musi też udowodnić, że nie posiada żadnych zaległości zaległości względem byłych trenerów, zawodników i sędziów lub ukazać stosowne ugody.

Oprócz tego wymagane jest również przedstawienie porozumienia z właścicielem lodowiska, na którym przyjdzie mu grać mecze domowe, wskazanie osób funkcyjnych w klubie oraz zgłoszenie przynajmniej 10 zawodników.

– Do tego dochodzi też porozumienie z klubami młodzieżowymi oraz dokumenty finansowe związane z poprzednim rokiem obrotowym oraz zabezpieczenie na kolejny sezon – informuje Marta Zawadzka, komisarz Polskiej Hokej Ligi.

Im szybciej kluby dopełnią stosownych formalności, tym wcześniej poznamy terminarz rozgrywek.

 

Napastnik sezonu – Grzegorz Pasiut

Po niezwykle udanych Mistrzostwach Świata Dywizji IA, które dały nam awans do najlepszej szesnastki globu, czas wrócić do tematu podsumowań Polskiej Hokej Ligi. Wybraliśmy już najlepszego trenera, bramkarza i obrońcę, dziś przyszedł czas na napastnika. Bezapelacyjnie był to sezon Grzegorza Pasiuta.

“Pasiut przeżywa kolejną młodość”, “znów załatwił sprawę”, “po prostu profesor” – te i inne określenia pod adresem kapitana GKS-u Katowice padały bardzo często. I trudno się z nimi nie zgodzić. Doświadczony środkowy od lat jest gwiazdą naszej ligi i graczem, który potrafi odmienić losy spotkania albo definitywnie przesądzić o zwycięstwie swojego zespołu. Angielskie określenie “game changer” jest wręcz skrojone pod niego.

36-letni środkowy w całym sezonie imponował spokojem, sporą pewnością siebie, dobrą wizją gry oraz umiejętnością precyzyjnych i niekonwencjonalnych podań. Na jego grę patrzyło się z przyjemnością.

Ale to nie wszystko – przed rozpoczęciem sezonu 2021/2022 zadbał też o kwestie sprzętowe. Zmienił też profil łopatki kija i ten fakt wymiernie przełożył się na jego zdobycz bramkową. Każdy rywal, który zostawił mu nieco miejsca przed własnym polem bramkowym, musiał liczyć się ze sporym ryzykiem utraty gola.

Tyle opisu, czas na konkrety i liczby. Pasiut w każdym ze swoich pięciu sezonów zasadniczych w klubie z alei Korfantego wypracował w sezonie zasadniczym średnią wynoszącą co najmniej punkt na mecz. To świadczy o jego dobrej produktywności.

W 38 spotkaniach ostatniej kampaniistrzelił 16 bramek i zanotował 26 asyst. Z kolei w 18 meczach fazy play-off zdobył 13 goli, a przy kolejnych 6 zaliczył kluczowe zagrania. Tak imponującego dorobku w najważniejszej fazie sezonu nie osiągnął nikt od sezonu 2015/2016. Wówczas Krystian Dziubiński, występujący w Comarch Cracovii, pokonywał golkiperów rywali dwunastokrotnie.

– W mojej opinii Grzegorz Pasiut to wzór do naśladowania dla młodych hokeistów. Świetny sportowiec, profesjonalista, któremu życzę mu zdrowia i utrzymania takiej formy jak najdłużej. Jest doświadczonym graczem, ma świetną technikę, przegląd sytuacji na lodzie, potrafi dobrze wykończyć akcje i dograć idealnie krążek do partnera – podkreślił Mikołaj Łopuski, były skrzydłowy polskich klubów i naszej kadry.

– To jego kolejny bardzo dobry sezon. Obrona tytułu mistrza Polski, świetna dyspozycja w fazie play-off, miano najlepiej punktującego zawodnika najważniejszej części sezonu – wymieniać można w nieskończoność. Kapitan i lider zespołu, który w trudnych momentach ciągnie swój zespół i robi różnice na lodzie. W klubie fajnie wyglądała jego gra z Bartoszem Fraszko i Mateuszem Bepierszczem, a wcześniej z Brandonem Magee. Trzeba też dodać, że dołożył solidną cegiełkę do awansu naszej kadry do Elity. Tam świetnie pracował z Bartkiem i Patrykiem Wronką – dodał.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: Žilina jest jak żmija

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wraz z tryumfem Hiszpanii na mundialowych boiskach dobiegł końca maraton nocnych meczów za oceanem, a uczestniczący w nich piłkarze udali się na zasłużone urlopy. Natomiast nasi ulubieńcy są już zwarci i gotowi, aby rozpocząć rozgrywki, które będą nas przyprawiać o zdecydowanie szybsze bicie serca niż sam Mundial. Jednak zanim z kopyta ruszy Ekstraklasa, GKS napisze pierwszy i – mamy nadzieję – jeden z wielu rozdziałów w Lidze Konferencji Europy. Jak wysoka jest pierwsza przeszkoda, jaką los postawił na naszej drodze? O MŠK Žilina opowiedział nam Piotr Słonka, użytkownikom Twittera szerzej znany jako BuckarooBanzai – pasjonat piłki nożnej, groundhopper, wnikliwy obserwator futbolu w wydaniu ukraińskim, czeskim i właśnie słowackim. W ubiegłym sezonie na meczach MŠK bywał częściej niż niejeden niedzielny kibic na stadionie swojej lokalnej drużyny, więc to właśnie jego poprosiliśmy o przybliżenie sylwetki pierwszego rywala GieKSy w kwalifikacjach Ligi Konferencji.

Na ile łaskawy był dla nas los przydzielając nam MŠK Žilina jako pierwszą przeszkodę na drodze do Ligi Konferencji Europy?
W ubiegłym sezonie widziałem na żywo kilkanaście meczów MŠK, a po raz pierwszy pojechałem do Żyliny 17 lat temu na decydujący o wejściu do Ligi Europy mecz z Partizanem. Od tego czasu co najmniej kilka razy w roku bywam na tym stadionie, a jeśli jestem w Polsce, to nawet kilkanaście. Wielokrotnie próbowałem scharakteryzować ten zespół, jednak nie jest to łatwe. Na ten moment Žilina jest przede wszystkim zespołem niekompletnym, w permanentnej budowie, wielokrotnie wyprzedawanym i uzupełnianym nowymi piłkarzami. Zdarzało się, że kluczowe zmiany kadrowe zachodziły w trakcie kampanii eliminacyjnej do europucharów. Podobnie może być i w tym sezonie. Priorytetem zarządu jest zarabianie na piłkarzach, aczkolwiek dziś nie widzę tam gracza o wysokim potencjale sprzedażowym. Jest za to kilku bardziej doświadczonych zawodników, którzy mają gwarantować stabilizację zespołu, jednak są to gracze przeciętni nawet na ligę słowacką. Dlatego moim zdaniem to GKS jest faworytem – o ile w pierwszym meczu scenariusze mogą być różne, to ostateczny awans powinien stać się udziałem GieKSy. Žilina jest jak żmija, która może ukąsić każdego, ale koniec końców te rany nie powinny być dla GKS-u zabójcze.

Ubiegły sezon ligi słowackiej zakończył się bezdyskusyjnym tryumfem Slovana Bratysława, a Žilina skończyła dopiero na czwartym miejscu. Jak w porównaniu do Ekstraklasy oceniasz potencjał całej ligi, jej mistrza i naszego najbliższego rywala?
Na Słowacji mamy ligę z hegemonem w postaci Slovana, który pędzi niczym TGV, a gonią go kiepskie ciuchcie, które co rusz trzeba reperować. Nie przysparza to kibicom zbyt wielu emocji. Sam mistrz Słowacji byłby wysoko w tabeli Ekstraklasy, jednak ciężko to ocenić, skoro w swojej lidze gra zazwyczaj na 30% możliwości, których pełnię pokazuje dopiero w Europie. W lidze nie musi wrzucać czwartego biegu, o piątym nawet nie wspominając. Nawet mecze na szczycie są po prostu nudne. Piłkarze z Bratysławy mogą przespać większą część meczu i przycisnąć dopiero w końcówce, co i tak zwykle wystarcza do zwycięstwa. Na tym tle Žilina wypada znacznie słabiej i gdyby chciała nawiązać rywalizację, to musiałaby zmienić politykę transferową. Ma wprawdzie super akademię, lepszą niż wiele polskich klubów, bardzo dobrze pracując z młodymi zawodnikami, którzy przez rezerwy trafiają do pierwszego zespołu i szybko wypływają na szersze wody. Samymi młodymi talentami nie utrzymałaby się jednak w Ekstraklasie. Mając natomiast budżet, jakim dysponują polskie kluby, mogłaby szybko podnieść swój poziom.

Przepustkę do Europy MŠK zdobył dzięki tryumfowi w krajowym pucharze. Jak w Żylinie oceniono ubiegły sezon, który w lidze nie poszedł po ich myśli?
Drużyna na boisku prezentowała się chimerycznie – chociażby z Rakowem w pewnych fragmentach wyglądała bardzo dobrze, by ostatecznie przegrać w dwumeczu 1:6. Podobnie zresztą było ostatnio z Hajdukiem – w pierwszej połowie w Splicie mogli trafić do siatki, co się jednak nie udało i skończyło się stratą dwóch goli. Nawet z ligowymi outsiderami zdarzało im się gubić punkty. Tak się jednak zdarza drużynom opartym na młodzieży – często brakuje stabilności. Czwarte miejsce w lidze nie było więc rozpatrywane w klubie jako porażka, bo filozofia klubu się nie zmienia. Z kolei wygrany finał Pucharu Słowacji, rozgrywany właśnie w Żylinie, był wielkim świętem dla klubu, który od wielu lat nie włożył nic do gabloty. Ten sukces przykrył nienajlepszy sezon w lidze.

Wspomniałeś już o dwóch pojedynkach, które mogą interesować kibiców GieKSy. Pierwszy to ubiegłoroczna rywalizacja w kwalifikacjach LKE z innym zespołem z Polski, czyli Rakowem. Tuż przed tym spotkaniem rozmawiałem z Michałem Cybulskim z Częstochowy, który ostrożnie podchodził do słowackiego rywala. Tymczasem Medaliki bez większych problemów pokonały tę przeszkodę.
Žilina mogła objąć prowadzenie w pierwszej połowie meczu w Częstochowie, jednak typowo dla siebie zmarnowała dogodne sytuacje. Słowacy nie byli jednak w stanie grać całego meczu na tak wysokich obrotach i w drugiej połowie gospodarze zrobili swoje. Mecze, w których Żylina atakuje od pierwszego do ostatniego gwizdka zdarzają się, ale należą do wyjątków. Najczęściej są to krótkie okresy, w których przejmują inicjatywę. Jeśli więc nie wykorzystuje się wypracowanych w tym czasie sytuacji, to kolejnych może już nie być. MŠK chce grać ofensywnie, próbuje atakować i dawać radość kibicom. Często przekłada się to jednak na dziury w obronie i tak też było z Rakowem.

Tymi samymi słowami można by scharakteryzować kolejny dwumecz, o którym chciałem porozmawiać, a więc niedawną rywalizację z Hajdukiem.
Scenariusz był bardzo podobny. W pierwszej połowie meczu w Splicie Słowacy mieli dwie doskonałe okazje na gola, których jednak nie wykorzystali, a kilka chwil później przegrywali już 0:2 i nie wyglądali zbyt dobrze. Strata przed rewanżem była więc spora i mimo że u siebie od początku grali lepiej, to pierwszego gola zdobył Hajduk. Po przerwie dominowała już jednak Žilina: padły dwa gole, był też strzał w poprzeczkę i jedna doskonała sytuacja, niewykorzystana przez Roginicia. Było to jednak za mało, aby odrobić straty z Chorwacji.

Z jednej strony wygrana z Hajdukiem może świadczyć o dobrej dyspozycji MŠK, z drugiej jednak nasi kibice mogą w nią powątpiewać, skoro o sile rażenia Žiliny decyduje Marko Roginić, który przed laty w ataku pierwszoligowej GieKSy delikatnie mówiąc nie zachwycał.
Żylina bazuje na wychowankach, co szczególnie nasiliło się w okresie kowidowym, kiedy mocno ograniczono wysokość pensji zawodników. Zespół budowano na bardzo młodych graczach, a piłkarzy bardziej doświadczonych można było policzyć na palcach jednej ręki. Wyjątkiem było okienko transferowe przed poprzednim sezonem i to właśnie wtedy sprowadzono Marko Roginicia. Dziwiłem się temu ruchowi, oceniając go jako krok w tył dla klubu. Tymczasem Chorwat okazał się graczem idealnie sprofilowanym pod potrzeby zespołu. Z przodu wygląda bardzo dobrze – jak na warunki ligi słowackiej jest szybki, nie unika walki fizycznej z obrońcami, a do tego jest w miarę skuteczny. Mimo że czasem zawodzi w prostych sytuacjach, to w ataku MŠK prezentuje się zdecydowanie lepiej niż obwoływany przed laty wielkim talentem Dawid Kurminowski. Z drugiej strony świadczy to o poziomie ligi słowackiej, w której dobre noty zbiera zawodnik zupełnie niewyróżniający się w polskiej 1. lidze.

Skoro tak, to czy dla słowackiego piłkarza transfer do Polski jest celem i spełnieniem sportowych ambicji? A jeśli tak rzeczywiście jest, to co w Żylinie robi Fabian Bzdyl, który wybrał odwrotny kierunek?
Zdecydowanie, transfer do Polski jest kierunkiem, o którym myśli wielu zawodników z ligi słowackiej, szczególnie w ostatnim okresie, gdy Ekstraklasa pnie się do góry w europejskich rankingach. Sam nie mogę się nadziwić i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że dziś mamy szansę wprowadzić dwa zespoły do Ligi Mistrzów, a w europejskich pucharach gramy coraz więcej i coraz lepiej. Dlatego dla każdego zawodnika ze Słowacji transfer do Polski to sportowy awans. Z kolei Fabian Bzdyl nie grał zbyt dużo w Cracovii, mimo że zadebiutował dość wcześnie, bo w wieku 16 lat. Transfer do Żyliny był moim zdaniem najlepszym na tamten moment wyborem, bo pokazuje się tu z bardzo dobrej strony. Doskonale odnajduje się w środku, nie ustępując pola starszym zawodnikom. Pod względem umiejętności piłkarskich zachwyca tutejszych obserwatorów i zanosi się, że w przyszłości będzie jednym z droższych transferów wychodzących. Dlatego mimo że zamiana Polski na Słowację może się wydawać krokiem w tył, to Bzdyl znalazł tu świetne warunki do rozwoju i pokazania swoich umiejętności. Žilina jest doskonałym oknem wystawowym dla takich graczy jak Fabian – często zaglądają tu skauci z Włoch, Niemiec czy krajów Beneluksu. Jego nazwisko z pewnością znalazło się w notesach niejednego z nich. W Żylinie wiedzą jak pracować z młodymi zawodnikami.

Wspomniałeś wcześniej, że dziś nie ma w Žilinie „gwiazd” z wielkim potencjałem sprzedażowym. Na kogo więc, oprócz Bzdyla i Roginicia, zwracać szczególną uwagę w pojedynku z GieKSą?
Poprzednia generacja młodych talentów została w zasadzie w całości wyprzedana, a do gry powoli wchodzi kolejna: Bzdyl, František Kóša czy Rumun Andrei Florea. Sztab stawia sobie za cel promowanie takich zawodników, którzy dostają sporo szans, nawet z bardziej renomowanymi przeciwnikami. Oprócz Roginicia z przodu jest jeszcze Michal Faško, a za ich plecami gra z kolei Miroslav Káčer – mózg drużyny, który odpowiada za współpracę wszystkich formacji. Jest to piłkarz kluczowy dla systemu gry Žiliny. Z kolei dyspozycja dnia młodzieży zawsze pozostaje pewną niewiadomą.

Jak oceniasz sam fakt, że piąty pucharowy slot dla Polski zgarnęła właśnie GieKSa?
Oglądałem w całości kilka ostatnich meczów GKS-u w poprzednim sezonie. Jako osoba śledząca europejskie rankingi chciałem, aby do pucharów awansowały zespoły z wysokimi współczynnikami. Najważniejsze dzieje się jednak na boisku, którego odzwierciedleniem jest tabela. GKS zapracował na to piąte miejsce. Poza tym w Katowicach zawsze jest doskonała atmosfera – trybuny praktycznie wypełnione kibicami w żółtych barwach, głośno reagującymi na boiskowe wydarzenia, co dodaje kolorytu telewizyjnej transmisji. Fani jeżdżą też za tym klubem na wyjazdy i nie inaczej będzie w czwartek. Byłem na waszym starym stadionie, pamiętam GKS z historycznych meczów. Nie waham się powiedzieć, że macie status legendy w polskich realiach i życzę wam, aby GKS nawiązał do najlepszych czasów, pracował na swój ranking i za rok znów awansował do europejskich pucharów, pokazując super formę, którą mam nadzieję zobaczyć w najbliższych meczach przeciwko Żylinie i kolejnym rywalom. Wiem, że o awans do fazy ligowej może być ciężko, ale jeśli zagracie na swoim najwyższym poziomie, jak wiosną z Lechem czy Rakowem, to nie jesteście bez szans.

Spora liczba kibiców GieKSy wybiera się w czwartek do Żyliny. Jak w tym aspekcie prezentuje się nasz rywal?
Jeśli uda się dojść do porozumienia, to jest szansa, że miejscowi oddadzą GieKSie całą trybunę za jedną z bramek, podobnie jak było w przypadku Rakowa. Barwy obu klubów są podobne, więc stadion będzie się pięknie prezentował pod względem wizualnym. Niemniej jednak, niezależnie od tego ile miejsc dostaną kibice GKS-u, to i tak tylko oni będą słyszani w trakcie meczu. Od wielu lat kibice MŠK są w konflikcie z zarządem. Po awansie klubu do Ligi Mistrzów w 2010 roku właściciel wprowadził kolosalne podwyżki cen biletów. Doprowadziło to do wielkiej kłótni i mimo weryfikacji cen wejściówek konfliktu nie zażegnano. Nie tylko ultrasi, ale i zwykli kibice przestali przychodzić na stadion. Było kilka prób pojednania, ale do dziś się to nie udało. Na mecze chodzi około 2 tysięcy widzów, wśród nich sporo dzieci i młodzieży, która próbuje pociągnąć doping, natomiast wciąż wygląda to słabo.

Jaki twoim zdaniem przebieg będzie miał czwartkowy mecz i kto ostatecznie wyjdzie zwycięsko z całej konfrontacji?
Moim zdaniem Žilina zacznie bardzo mocno i wiele będzie zależało od tego, jak ułoży się początek meczu. GKS będzie faworytem, ale jeśli gospodarze zdobędą jednego lub dwa gole, uzyskując wyraźną przewagę, to szanse na awans mogą się wyrównać. Jeżeli jednak GieKSa przetrwa początek bez dotkliwych strat, to z czasem przejmie inicjatywę i będzie dyktować warunki, zarówno w czwartkowym meczu, jak i w całej rywalizacji. Zakładam remis lub minimalne zwycięstwo GieKSy na Słowacji i spokojne doprowadzenie do awansu w rewanżu w Katowicach. Przewaga GKS-u nad MŠK będzie moim zdaniem większa niż Hajduka w poprzedniej rundzie.

Jaki wynik padnie więc w czwartek?
1:0 dla GKS-u.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie możemy tak działać

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Wisła Kraków – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Jop i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gratulacje dla Wisły pierwszego zwycięstwa po powrocie do ekstraklasy. Duże wydarzenie na trybunach, imponująca sprawa. Dziękuję naszym kibicom za bardzo dobre wklejenie się w to wszystko. Kapitalny doping, ważne, że kibice umieją się docenić, mimo dużych animozji, ale tak to powinno wyglądać. Wielkie gratulacje dla jednej i drugiej społeczności kibicowskiej.

Co do meczu to wiadomo że jeśli początek sezonu, to wiadomo, że im krócej, tym lepiej. Na razie nie ma co robić górnolotnych wywodów.

Mogliśmy bezapelacyjnie wyciągnąć więcej z tego spotkania, graliśmy tak jak założyliśmy pierwszą połowę. Szukałem tylko możliwości zdobycia bramki, te sytuacje były, wydawało mi się, że będą coraz bliższe, ale w drugiej połowie po raz drugi nam się to przydarza, bo szybko w drugiej połowie tracimy bramkę.

Nie możemy w taki sposób dzisiaj działać, że taki karny, który jest podyktowany – nie mamy nic na obronę, nie powinniśmy się tak zachować. Druga bramka, gdy jest jeden piłkarz Wisły w polu karnym, a moich trzech obrońców mają zająć punkty referencyjne i powinni dziesięć na dziesięć razy taką sytuację wybronić. Stąd dużo we mnie piłkarskiej złości i chęci, by od jutra mocno wziąć się do pracy i wziąć na siebie odpowiedzialność w szatni za każdą pomyłkę, za każde niedopatrzenie, bo  mówimy o straconych bramkach, ale też mieliśmy swoje sytuacje pod bramką Wisły i mogliśmy je zamienić na gole. I mogło być zgoła odmiennie. Tak to bywa, wracamy bez punktów, wracamy do siebie, mamy krótki czas i musimy w czwartek załatwić sprawę z Żiliną, mamy rywala blisko – jedną bramkę straty i zrobimy wszystko, aby to spotkanie wygrać.

Mariusz Jop (trener Wisły Kraków):
Gratuluję zespołowi, było to ciekawe spotkanie, sporo emocji. Były momenty, że spotkanie było otwarte z obu stron. Myślę, że początek meczu trochę dla rywala, pierwsze 15 minut, kilka strat mieliśmy i napędziliśmy tym przeciwnika. Rywal stwarzał sytuacje po fazach przejściowych, bardzo dobrze w jednej takiej sytuacji zachował się Marcel.

Później uporządkowaliśmy tę grę, szczególnie druga połowa była bardzo dobra w naszym wykonaniu, wyszliśmy wysoko, zamknęliśmy rywala w polu karnym, szkoda, że trzecia bramka nie została uznana, bo na pewno byłoby nam łatwiej kontrolować to spotkanie. Za szybko i za nisko się cofnęliśmy, nie wykorzystaliśmy momentów, w których przejmowaliśmy piłkę w obronie niskiej, za dużo było nerwowości i trochę strat.

Podsumowując bardzo cieszymy się ze zwycięstwa, pierwszy mecz jest zawsze niewiadomą. Było to dobre widowisko, myślę, że dobry impuls daliśmy sobie i kibicom. Gratuluję kibicom świetnego dopingu, to naprawdę było wydarzenie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Piłka to gra momentów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Gdy GieKSa straciła gola na 0:3 to ręce mi opadły najniżej jak się da, a niesmak i złość była potężna. Po rozegraniu niezłej pierwszej połowy, stracenie trzech bramek w siedem minut zakrawało o skandal i totalną rozsypkę. Już byłem załamany po tych dwóch golach, ale po odwołaniu bramki przez VAR poczułem ulgę. Ulgę na razie wynikającą z tego, że unikamy kompromitacji.

Potem było już trochę lepiej. Wisła już tak nie napierała, a GKS strzelił gola i mógł to spotkanie wyrównać. Niestety ostatecznie liczy się efekt, a ten był niekorzystny. Zespół przegrał drugi mecz z rzędu na początek sezonu i tytuł mojego poprzedniego felietonu jest już nieaktualny. Ale mimo wszystko – patrzę szerzej – lepiej przegrać 1:2 niż 0:3, bo taka wtopa dla psychiki zespołu byłaby dużo gorsza na tym etapie.

Cudów od tej drużyny nie wymagam, ale chciałbym, żeby była rzetelna i mitycznie „powtarzalna”. Na razie ta powtarzalność to niekoniecznie ta, o którą nam chodzi. Czyli jakiś meltdown – większość pierwszej połowy w Żilinie oraz pierwsze dwadzieścia minut drugiej w Krakowie. Sprokurowany rzut karny. W końcu – wynik meczu. Oba mecze w pewnych aspektach podobne, choć różne.

Najgorsze albo najlepsze (już sam nie wiem) w tym wszystkim jest to, że GKS nie zagrał na Wiśle jakiegoś złego meczu. Wystarczy spojrzeć na trzy ostatnie wyjazdy z poprzedniego sezonu – Kielce, Gliwice, Szczecin. Uważam, że spotkanie z Wisłą w wielu aspektach było lepsze od każdego z nich. W pierwszej połowie mieliśmy swoje znakomite sytuacje, w końcówce też mogliśmy po raz drugi strzelić gola Wiśle. Znów gdyby wyjąć te feralne powiedzmy 10 minut to moglibyśmy uznać, że nie jest źle, a i wynik mógłby być pozytywny.

Problem polega na tym, że piłka to gra momentów. Możesz przez 80 minut grać dobry mecz, ale jeśli nie jesteś skuteczny, a przeciwnik swoje 10 minut wykorzysta, to przegrasz. Wisła grała solidnie przez całe spotkanie, była dynamiczna żwawa, a jak im nagle zaczęło wychodzić i wchodzić wszystko, to było po meczu. Żadna filozofia, taka jest piłka. My popełniliśmy katastrofalne błędy, a oni wykorzystali sytuacje. Za to oni takich błędów nie popełnili.

No właśnie – te stracone bramki to była katastrofa. Znów nie popisał się Gabriel Kobylak, który nie wiedzieć czemu sparował lekką i prostą wydawałoby się piłkę – chyba jej nie wiedział. No a potem niezrozumiałe zachowanie Marcina Wasielewskiego, który objął w pół przeciwnika stojącego tuż przed bramką. Nie wiem, o czym myślał Marcin, ale chyba się po prostu zapomniał. Karny więcej niż ewident i było 1:0. A po chwili nasi środkowi obrońcy zachowywali się tak, jakby Sanchez był na spalonym, więc go odpuścili. Problem był taki, że zaraz piłka poszła do przodu i to ona wyznaczała linię spalonego – nasi zawodnicy już się nie cofnęli i niepilnowany piłkarz Wisły trafił do siatki. Ostatecznie przyznam, że dość specyficzna sytuacja, ale nie popisali się nasi stoperzy. I naprawdę miałem wielkie „uff”, że po chwili jednak nie było 3:0.

Niektórzy zawodnicy nie prezentują się najlepiej na początku sezonu. Bramki tracimy – to jedno. Nie dają nam zbyt wiele wahadła, Borja Galan i Marcin Wasielewski są kompletnie nieefektywni. Bartek Nowak póki co nie jest sobą. Ilja niestety póki co nie ogarnął się i w dotychczasowych dwóch meczach nie dał wiele drużynie. Mowa bardziej o meczu w Krakowie, bo w Żilinie w pierwszej połowie był mocno odcięty od gry. Debiut Pau Resty – przeciętny.

Jest też chyba coś w tym, że nowi zawodnicy muszą się nauczyć pewnych zasad. Ale może dotyczy to też niektórych starych? Nasi zawodnicy czasem wyglądają tak, jakby nie zakładali, że przeciwnik może zastosować taki aspekt piłki nożnej jak pressing czy inny doskok. Stoją z piłką przy nodze, bez takiej czujności, bez takiego napięcia – podbiega przeciwnik i wygarnia futbolówkę spod nóg. To się zdarza choćby Bartoszowi Wolskiemu, a przecież techniczni zawodnicy właśnie są na to narażeni bardziej, gdy zapominają o pressingu rywala. Z Bartka będziemy mieli jeszcze wiele pożytku, ale tych taktycznych niuansów musi się jeszcze nauczyć.

Chciałbym pochwalić za to Kacpra Łukasiaka, uważam, że ten zawodnik zagrał naprawdę dobre zawody i wygląda na to, że właśnie sobie wywalcza miejsce w podstawowym składzie. Pracował na szerokości, doskakiwał, jest aktywny i agresywny, choć nie przesadza z tą agresją. No i Szymon Bartlewicz wszedł i zdobył swego gola.

Tak więc GKS przegrał ten mecz w dużej mierze na własne życzenie. Gdyby nie te głupstwa w obronie, z taką grą – nawet mimo mankamentów – była szansa na remis, a może nawet zwycięstwo. To są rzeczy, które absolutnie nadal wymagają pracy, bo z tym pressingiem to nie pierwszyzna, a i jak rywal włącza wyższy bieg, to my zwykle się gubimy – tak było w poprzednim sezonie, tak jest i teraz.

Z rzeczy pobocznych, ale pewnie też istotnych. Absolutnym skandalem jest doliczenie do tego meczu tylko czterech minut. Sam sobie to sprawdziłem na relacji z Canal Plus – od podyktowania karnego do strzału minęło dokładnie 2,5 minuty, a od trzeciego gola, do wznowienia gry po jego anulowaniu około 5,5 minuty. Same te dwie sytuacje to już 8 minut. A do tego przecież 10 zmian. To nie jest błąd typu karny czy coś w tym stylu, ale przecież do cholery jakieś tam kolegium sędziów powinno się przyjrzeć takiej sytuacji, bo wygląda na to, że sędzia skrócił to spotkanie o co najmniej 5 minut! A GieKSa przecież nacierała i wcale nie jest tak niemożliwe, że w tym czasie nie strzeliłaby gola.

Tym samym przegrywamy czwartą ligową inaugurację z rzędu. Przerywamy passę ligowych meczów bez porażki. Już na wstępie.

Jednak było, minęło. Zawaliliśmy ten mecz po całości, podobnie jak ten w Żilinie. Ale dziś jest poniedziałek, zaczyna się nowy tydzień i nowe wyzwania. W sporcie i piłce nie zawsze wszystko idzie gładko. Mieliśmy swoje euforie i radości na koniec poprzedniego sezonu, teraz trochę zimnej wody się na nasze twarze wylało. Jednak póki co nie zdarzyła się kompletnie żadna katastrofa. Mecz ligowy to jeden z wielu, a straty ze Słowakami można odrobić. Naprawdę więc wiele w kwestii mentalnej, ale też w kontekście „ułożenia” tego sezonu będzie zależało od czwartkowego meczu. Tam już nie będzie miejsca na potknięcie. GKS zagra w końcu na swoim stadionie, a wiemy, że u siebie wygląda to inaczej. I jeśli zdołamy tę Żilinę przejść – nastroje znacząco się poprawią.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga