Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Kibice GieKSy zadowoleni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatnich dwóch tygodni dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

Do przygotowań przed startem sezonu 2022/23 jako pierwsi przystąpili piłkarze. Zespół wznowił treningi 13 czerwca. W kadrze drużyny doszło do kilku zmian: zespół opuścili Filip Kozłowski, Patryk Królczyk, Hubert Sadowski, Krystian Sanocki, Filip Szymczak oraz Arkadiusz Woźniak. Do GieKSy dołączyli z kolei Jakub Arak, Dawid Brzozowski, Daniel Dudziński oraz Marcin Wasilewski. Drużyna rozegrała pierwszy sparing przed nowym sezonem ze Skrą Częstochowa, w którym padł remis 0:0. Pozostałe drużyny w sekacjach piłki nożnej kobiet, siatkówki i hokeja rozpoczą przygotowania później, na razie trwają ruchy/rozmowy kadrowe. W Ekstralidze Kobiet Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN przyznała kolejne licencję na grę w lidze. Związek podał ramowy terminarz rozgrywek na nadchodzący sezon.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Trzy zawodniczki opuszczają GieKSę Katowice

Alicja Dyguś, Emilia Zdunek oraz Matylda Bujak po roku gry w GKS-ie Katowice tego lata opuszczą zespół ze Śląska. Klub oficjalnie poinformował, że z końcem czerwca zawodniczką wygasają umowy i nie zostaną one przedłużone.

Alicja Dyguś 28- letnia obrończyni w minionym sezonie rozegrała dwadzieścia dwa spotkania, zdobywając dwie bramki. Wychowanka UKS Widok SP 51 Lubin w poprzednich lata reprezentowała barwy AZS PWSZ Biała Podlaska, a także  GKS Górnika Łęczna.

Emilia Zdunek wychowanka Victorii Sianów w barwach Katowic rozegrała 13 spotkań ligowy, zdobywając dwie bramki. 30- letnia pomocniczka w swojej karierze występowała, między innymi, w Unii Racibórz, nieistniejącym już Zagłębiu Lubin oraz w Górniku Łęczna, a także hiszpańskiej Sevilli FC.

Matylda Bujak 21- letnia pomocniczka  wystąpiła w 4 spotkaniach w barwach GieKSy Katowice. Wcześniej była zawodniczką Pragi Warszawa oraz  Medyka Konin, grając głównie w drużynie rezerw.

 

Marlena Hajduk zostaje na dłużej w Katowicach

Marlena Hajduk, kapitan drużyny z Katowice przedłużyła swój kontrakt zespołem.  Klub oficjalnie poinformował o podpisaniu kontraktu z obrończynią na kolejne dwa lata.

Wychowanka KKS Zabrze od sierpnia 2017 roku reprezentuje barwy GKS Katowice. W obecnym sezonie zagrała w 22 spotkaniach ligowych, zdobywając 6 bramek. Wcześniej reprezentowała barwy Unii Racibórz oraz GKS Górnika Łęczna. 32-letnia zawodniczka była w poprzednim sezonie pewnym punktem katowickiej defensywy

 

Kluby Ekstraligi z licencjami, część klubów z nadzorem infrastrukturalnym

Komisja ds. Licencji Klubowych Polskiego Związku Piłki Nożnej zakończyła rozpatrywanie wniosków klubów ubiegających się o licencję na rozgrywki Ekstraligi Kobiet w sezonie 2022/2023.

Po analizie wniosków wraz z załącznikami komisja podjęła następujące decyzje w stosunku do poszczególnych klubów.

Licencje przyznano:

– GKS-owi Katowice;

– Medykowi Konin;

– Śląskowi Wrocław;

– Akademii Piłkarskiej LG*;

– Rekordowi Bielsko – Biała.

Licencje z nadzorem infrastrukturalnym otrzymały:

– KKP Bydgoszcz;

– Olimpia Szczecin*;

– MKS Tarnovia Tarnów z nadzorem infrastrukturalnym na stadionie w Woli Rzędzińskiej;

– Pogoń Tczew;

– Ludowy Uczniowski Klub Sportowy „Sportowa Czwórka Radom”.

AZS Uniwersytetowi Jagiellońskiemu przyznano licencję z nadzorem z zakresu personelu i administracji.

Wcześniej licencje na nowy sezon otrzymały TME UKS SMS Łódź, GKS Górnik Łęczna i KKS Czarni Antrans Sosnowiec.

* Nazwy klubów podano za oficjalnym komunikatem PZPN. Akademia Piłkarska występuje w mediach jako AP LOTOS Gdańsk, natomiast Olimpia Szczecin w nowym sezonie będzie występować jako Pogoń Szczecin.

 

Poznaliśmy ramowy terminarz Ekstraligi i 1 ligi

Zaledwie 76 dni, co stanowi 2 miesiące i 15 dni trwała przerwa pomiędzy sezonami 2021/2022 a 2022/2023. Poznaliśmy ramowy plan gier.

29 maja zakończyliśmy rozgrywki w Ekstralidze, a już w weekend 13/14 sierpnia zainaugurujemy sezon 2022/2023. Choć o planie gier jeszcze PZPN nie poinformował, wiemy już, że pierwszy mecz odbędzie 13 sierpnia. Wtedy to rozpoczną zmagania Ekstraliga, Pierwsza oraz Druga Liga. Tydzień później ruszą zmagania w rozgrywkach Centralnej Ligi Juniorek.

Od 28 sierpnia do 6 września potrwa pierwsze przerwa na mecz międzypaństwowy, co wypadnie już po trzeciej kolejce.

Liga grać będzie do 19 listopada, a później jeszcze rozegrane zostaną mecze III rundy Pucharu Polski.

 

sportdziennik.com – Królowie derbów

GKS Katowice w zakończonym sezonie Fortuna 1 Ligi w bratobójczych starciach z rywalami z województwa śląskiego czuł się jak ryba w wodzie. A to… doskonale wróży przed jeszcze bardziej derbowo elektryzującymi nadchodzącymi rozgrywkami.

Oczekiwanie na pierwszoligowy terminarz sezonu 2022/23, który patrząc na kilku nowych uczestników rozgrywek – czy to spadkowiczów, czy beniaminków – zapowiada się wybornie, można raz jeszcze wrócić zmagań zakończonych w maju, spojrzeć na nie przez pryzmat województwa śląskiego, mającego bardzo liczną reprezentację, stanowiącą jedną trzecią całej stawki.

Tak jak rzutem na taśmę, dzięki świetnemu finiszowi i 17 punktom zdobytym w 7 ostatnich kolejkach najwyżej spośród wszystkich ekip woj. śląskiego, najwyżej spośród nich uplasował się GKS Katowice – bo na 8. miejscu – tak otwiera też prowizoryczną „śląską tabelę”, którą wyliczyliśmy na podstawie 30 rozegranych bratobójczych spotkań. Tak, tak – wiemy. Pisanie, że „śląską” albo stosowanie określenia „derby” jest w wielu wypadkach nadużyciem. W końcu Częstochowa, Sosnowiec, Bielsko-Biała to żaden Śląsk, a i w Jastrzębiu żółto-niebieskiej flagi na trybunach też przecież się nie uświadczy. Mimo wszystko, w wielu przypadkach są to mecze, które mogą albo w teorii powinny elektryzować kibiców bardziej niż szereg „zwykłych” konfrontacji z rywalami z kraju, a zwycięstwa w nich to zawsze prestiż.

Patrząc na to z takiego punktu widzenia, wreszcie powody do radości mieli sympatycy GieKSy – przyzwyczajeni w ostatnich długich latach, że drużyna zawodziła na całej linii w spotkaniach o ciężarze gatunkowym albo sportowym, albo kibicowskim.

[…] – Fajnie, że z derbów wychodziliśmy zwycięsko, zwłaszcza „świętej wojny” z Sosnowcem. Dwa remisy z Tychami to też były dobre wyniki. Miło, że skończyliśmy ligę najwyżej ze wszystkich drużyn z województwa. Wiem, że cieszy to naszego prezesa – przyznał Dawid Kudła, bramkarz GieKSy, czujący klimat, bo wywodzący się z Rudy Śląskiej, ale i mający w CV sukcesy osiągane z Zagłębiem.

Dla kibiców najistotniejsze były dwie wygrane z Zagłębiem Sosnowiec. Stadion Ludowy został odczarowany przez GieKSę po wielu latach po meczu, który zaczął się z opóźnieniem z powodu intensywnych opadów śniegu. 3 punkty, które zapewniła bramka Adriana Błąda w końcówce, smakowały, ale nie dostarczyły tylu wrażeń, co sierpniowe spotkanie. Rollercoaster, od 0:2 do 3:2, trener Rafał Górak śmiejący się, że to był rock and roll, do tego oprawa na „Blaszoku” ze szpilką wbitą w przyjezdnych zza Brynicy, ale mieszczącą się w granicach piłkarskiej przyzwoitości, a już na pewno humoru szatni – tamten mecz zapadł w pamięci na długo i raczej prędko z niej nie wypadnie. Jedynym rywalem z woj. śląskiego, którego GKS nie dał rady pokonać, był imiennik z Tychów, choć przez 180 minut katowiczanie ani razu nie musieli odrabiać strat, a przy Bukowej było już nawet 2:2. Skończyło się na dwóch remisach.

Królem strzelców tych „wojewódzkich zmagań” obwołujemy Filipa Szymczaka. Napastnik, którego okres wypożyczenia do Katowic z Lecha Poznań dobiegł już końca – niestety dla nas i atrakcyjności całej I ligi – zdobył w tych 10 konfrontacjach 6 bramek. Bywały piękne, jak w Bielsku-Białej, bywały też z rzutu karnego, jak ze zdegradowanym już GKS-em Jastrzębie.

[…] Katowiczanie byli górą na boisku, przyciągali też na trybuny, bo 4-tysięczna publika w Tychach, 3,7-tysięczna w Bielsku-Białej czy 3,5-tysięczna przy Bukowej z Zagłębiem to coś wybijającego się ponad I-ligową przeciętność. Ale były też mecze w smutnej aurze, jak te ze Skrą i Jastrzębiem, rozgrywane przy pustych trybunach z powodu kary nałożonej przez PZPN i wojewodę.

Mamy wrażenie, że w nowym sezonie wojewoda, jego służby, śląska policja, będzie miała znacznie więcej roboty. Jak wiemy, w I lidze – m.in. kosztem Jastrzębia – zameldował się Ruch Chorzów, a wraz z nim, tyle że innymi drzwiami, zaprzyjaźniona Wisła Kraków. Będzie się działo na boisku, będzie na trybunach, będzie i w podobnych derbowych zestawieniach. Warto czekać!

 

Posiłki z ekstraklasy

Jakub Arak zagra już w czwartym klubie z województwa śląskiego. Obok 27-letniego napastnika, przygotowania z GieKSą rozpoczął też wczoraj jej drugi nowy zawodnik – Marcin Wasielewski.

Na starcie przygotowań do nowego sezonu GKS przedstawił dwóch nowych zawodników. To napastnik Jakub Arak i obrońca Marcin Wasielewski. Obaj podpisali kontrakty obowiązujące do 30 czerwca 2024 roku.

Arak może uśmiechnąć się, że nie ma jak na Śląsku, a raczej – jak w województwie. W swojej karierze reprezentował barwy jedynie siedmiu klubów. GieKSa będzie numerem 8 – i zarazem czwartym w tym gronie przedstawicielem województwa śląskiego.

Na Bukową 27-letni napastnik trafia po 1,5-rocznym pobycie w Rakowie Częstochowa. Wcześniej grał już w Zagłębiu Sosnowiec (2014-16) i Ruchu Chorzów (2016-17) i – jak zauważył portal 100% Zagłębie – ostatnim zawodnikiem, który w CV skompletował kluby z Katowic, Chorzowa i Sosnowca, był Patryk Stefański, obecnie występujący w Polonii Bytom. Arak zdobył z Rakowem dwa srebrne medale ekstraklasy oraz dwa puchary i Superpuchar Polski, ale pobyt w Częstochowie kończy z ledwie 2 bramkami. Był zmiennikiem Vladislavsa Gutkovskisa.

W poprzednim sezonie nie wpisał się na listę strzelców ani razu w 23 meczach (liga, PP, Superpuchar, Liga Konferencji). Na zapleczu ekstraklasy powinien dać jakość. Poprzednio grał na tym poziomie w 2018 roku w Stali Mielec, dokąd wypożyczyła go Lechia Gdańsk.

Było pewne, że GieKSa mierzy w klasową „dziewiątkę” – po tym, jak Filip Szymczak po okresie wypożyczenia wrócił do Lecha Poznań, a zdecydowano się nie przedłużyć wygasającej umowy Filipa Kozłowskiego. Do Katowic trafia co prawda snajper nieco niższy od tej dwójki, ale potrafiący również dobrze grać głową.

Marcin Wasielewski z kolei uzupełni prawe skrzydło – obronę bądź wahadło – gdzie potrzebny był zawodnik w obliczu chęci rozstania z Jakubem Karbownikiem. Wasielewski także – jak Arak – ostatnio biegał po boiskach ekstraklasy. Spadł z niej z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza, rok wcześniej świętując awans. W elicie uzbierał 34 występy. Debiutował w barwach Lecha Poznań. W minionym sezonie zagrał w 15 spotkaniach, z czego 10 – od pierwszej minuty.

– Zdecydowaliśmy się na zakontraktowanie dwóch zawodników z doświadczeniem ekstraklasowym, których obserwowaliśmy od dłuższego czasu. Celem ich przyjścia jest zwiększenie rywalizacji na pozycjach, na których występują. Mam nadzieję, że na bazie posiadanego doświadczenia zawodnicy szybko wkomponują się w zespół i staną się jego ważnymi ogniwami – mówi Robert Góralczyk, dyrektor sportowy GKS-u.

To oczywiście nie będą jedyne nowe twarze, jakie pojawią się tego lata przy Bukowej. Do klubu przymierzani są Daniel Tanżyna, środkowy obrońca ostatnio występujący w Widzewie Łódź, a także Patryk Szczuka, bramkarz III-ligowego LKS-u Goczałkowice, ukształtowany piłkarsko w Katowicach – tyle że nie GieKSie, a Rozwoju, w którym jako nastolatek debiutował w II lidze. Szczuka zaczął przygotowania przy Bukowej, podobnie jak Dawid Brzozowski, prawy obrońca Chełmianki, testowany już zimą. Wtedy katowiczanie zaopiniowali go pozytywnie, ale nie doszli z III-ligowcem do porozumienia. Co do młodzieżowców – wypożyczony z Cracovii może zostać napastnik Kacper Grzebieluch, a z Zagłębia Lubin: środkowy pomocnik Daniel Dudziński. W przeciwną stronę niespodziewanie powędruje Arkadiusz Woźniak. Najstarszy piłkarz GKS-u wraca do rodzinnego Lubina, zabiegał o niego trener Piotr Stokowiec.

Po zakończeniu poprzedniego sezonu z GKS-em rozstali się Patryk Królczyk, Hubert Sadowski, Krystian Sanocki i Filip Kozłowski, a wolną rękę na poszukiwanie klubu otrzymali Kamil Korczak i wspomniany Jakub Karbownik. Wygasające kontrakty przedłużyli natomiast Grzegorz Janiszewski, Bartosz Jaroszek, Marcin Urynowicz i Dominik Kościelniak, który poprzedni sezon stracił niemal całkowicie z powodu zerwania więzadeł krzyżowych. Jako ostatni prolongatę umowy sfinalizował Michał Kołodziejski.

 

Po pierwsze – produkt!

Prezes Marek Szczerbowski oraz wiceprezes Łukasz Czopik spotkali się z radnymi, by dyskutować o sytuacji sportowej, organizacyjnej, finansowej i przyszłości GieKSy.

Podsumowywano poprzedni sezon, pytano o finanse, kwestie organizacyjne czy cele na przyszłość. Na posiedzeniu Komisji Kultury, Promocji i Sportu katowickiej rady miasta rozmawiano o GKS-ie. Jej przewodniczący Krzysztof Pieczyński gratulując dobrego roku – odzyskanego po 52 latach mistrzostwa hokeistów, najwyższej w historii pozycji piłkarek, pierwszego awansu do play-off siatkarzy czy 8. miejsca piłkarzy w I lidze – oddał głos klubowi, reprezentowanemu przez prezesa Marka Szczerbowskiego i wiceprezesa Łukasza Czopika.

– W hokeju za nami najlepszy sezon, z najwyższą frekwencją, najwyższymi przychodami z biletów w historii sekcji. Mecze ćwierćfinałowe, półfinałowe, finałowe, sprzedawały się w 100 procentach. Udało się zbudować produkt sportowy, który gromadzi maksymalną jak na pojemność „Satelity” liczbę publiczności – powiedział prezes Szczerbowski. Przypomniał, że fachowcy siatkarscy skazywali GKS na spadek z PlusLigi, ale wszystkie transfery okazały się trafione, drużyna wywalczyła w sezonie zasadniczym 8. miejsce i uległa dopiero Zaksie Kędzierzyn-Koźle, czyli najlepszemu zespołowi w Europie. O piłce kobiet szef GieKSy mówił wręcz w kontekście niedosytu – mimo 4. miejsca w Ekstralidze – bo nie udało się zajść daleko w Pucharze Polski i „w przyszłym sezonie trzeba stawiać sobie ambitniejsze cele”.

– Początek piłkarzy był zaś bardzo trudny. 10 spotkań to adaptacja do rozgrywek I-ligowych, mieliśmy 7 punktów, odbyła się bardzo poważna dyskusja w gronie wszystkich zarządzających sekcją. W konsekwencji z ostatniego miejsca przesunęliśmy się na ósme, ale między nim a 12. pozycją były minimalne różnice. Mogliśmy skończyć na 10. czy 11. Cieszy, że wygraliśmy rywalizację I-ligowych drużyn na Śląsku, to też pewnego rodzaju zobowiązanie – przyznał Marek Szczerbowski.

Prezes GKS-u odniósł się też do kwestii organizacyjnych.

– Zakończyliśmy proces restrukturyzacji zatrudnienia, co skutkowało optymalizacją kosztów związanych z organizacją imprez i zwiększonymi wpływami z biletów. Największa różnica jest w sekcji hokeja. W sezonie 2018/19 wpływy te wyniosły niespełna 200 tys. zł, a w sezonie 2021/22 – ponad 525 tys zł. Za nami też pierwszy rok funkcjonowania nowego dyrektora Akademii Młoda GieKSa. Praca Mariusza Pańpucha przynosi spodziewane efekty, ale proces dochodzenia do oczekiwań, wynikających z analizy funkcjonowania konkurencji, będzie jeszcze długi. Wdrożyliśmy nowy projekt, który ma być dla nas fundamentalny i budować środowisko GKS-u od najmłodszych. „Serduszko GieKSy” to cykliczne, odbywające się 2 razy w tygodniu w kilkunastu przedszkolach zajęcia sportowo-rekreacyjne. Ich celem jest kształtowanie pozytywnych postaw wobec kultury fizycznej i GKS-u Katowice. Projekt skupia 700 przedszkolaków, zwieńczyliśmy rok Igrzyskami Przedszkolaka. Zachęcamy do aktywności fizycznej i organizowanych przez GKS bezpiecznych imprezach. Kładziemy nacisk na poprawę ich bezpieczeństwa – podkreślał prezes Szczerbowski.

Na czele klubu z Bukowej stoi już prawie 3 lata.

– W 2021 roku uzyskaliśmy najlepsze wskaźniki płynności bieżącej i szybkiej, bieżąco regulujemy zobowiązania. To spowodowało, że GKS stał się na rynku podmiotem wiarygodnym. Spójrzmy na wynik finansowy ubiegłego roku. On byłby w okolicach zera i byłby najlepszy w historii funkcjonowania obecnej spółki, gdyby nie to, że musieliśmy utworzyć rezerwy na zobowiązania. Wynikają z toczących się postępowań, bo ZUS zakwestionował formę zatrudniania zawodników w latach 2015-19 – zwracał uwagę szef GieKSy.

O sprawę sporu z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych dopytywali radni. Przypomnijmy, że ZUS wystąpił o wyrównanie składek za przytoczony przez Marka Szczerbowskiego okres, wynoszących około 4 miliony złotych. To efekt optymalizacji podatkowej stosowanej przez poprzednie zarządy, czyli zawierania przez zawodników podwójnych umów – nie tylko kontraktów z klubem, ale też etatów z Fundacją „Sportowe Katowice”.

– Obecnie otwartych jest kilkanaście postępowań. Część z nich zakończono już nieprawomocnymi decyzjami. Przewidujemy, że część zakończy się w roku bieżącym, stąd konieczność zawiązania w budżecie rezerwy na ponad 4 miliony złotych. Szacujemy, że w 2023 roku potencjalny wypływ środków z tego tytułu wyniesie około 150 tysięcy złotych, bo takie stadium spraw uzyska prawomocność. Bronimy z całych sił interesu klubu, ale nasze dotychczasowe doświadczenia z rozpraw, w których braliśmy udział, nakazują mocny realizm – nie ukrywał wiceprezes Łukasz Czopik, dając do zrozumienia, że ocalenie dla GieKSy tych 4 milionów przed roszczeniami ZUS-u może być bardzo trudne.

Radna Barbara Wnęk-Gabor z KO dopytywała o inne kwestie finansowe, pozyskiwanie sponsorów, partnerów biznesowych czy udział prywatnych środków w budżecie GieKSy będącej przecież miejską spółką.

– W 2022 roku kwota z miasta to 17,5 mln zł, a nasz budżet jest na poziomie 22 mln. Uzupełniamy go środkami zewnętrznymi ze sprzedaży komercyjnej, sponsorów, organizatorów rozgrywek. Klub bardzo mocno przeformułował swoje podejście do oferty biznesowej, której nowa edycja przed nadchodzącymi sezonem zostanie zaprezentowana najpierw dotychczasowym partnerom, a potem szerszej publiczności. Wychodzimy z założenia, że kluczowy jest dobry produkt sportowy i w oparciu o niego należy systematycznie budować otoczenie biznesowe. Wszystkie kontrakty zawierane przez GKS muszą cechować się obustronną opłacalnością. Klub musi mieć z tego wymierną korzyść w postaci albo zastrzyku gotówki, albo obniżonego kosztu funkcjonowania – zaznaczał wiceprezes Czopik.

Radny Dawid Kamiński z PiS dopytywał o Klub Biznesu, którego byli członkowie sformułowali niedawno list otwarty adresowany do prezydenta Marcina Krupy, narzekając na to, jak GKS dba o swoich sponsorów i przekonując, że zaniedbując tę kwestię spółka straciła około 300 tys. zł w skali roku.

– Środki pozyskiwane ze strony obecnych partnerów, w zestawieniu z latami ubiegłymi, są porównywalne – przy dramatycznie niższym koszcie ich pozyskania! Na to pragnę zwrócić uwagę – mocno akcentował wiceprezes GieKSy, sugerując tym samym, że Klub Biznesu działający w poprzedniej formule, z wystawnymi cyklicznymi śniadaniami i dziesiątkami osób w garniturach niekoniecznie przekładał się na konkretne zyski dla spółki.

– Dokonaliśmy dużego podsumowania. 2017, 2018, 2019 rok, aż do lat pandemicznych… Wydawać by się mogło rzeczywiście, że od strony ilościowej partnerzy GKS-u w latach minionych to bardzo duża grupa, ale w przełożeniu na środki finansowe, po odliczeniu kosztów ich obsługi, ta grupa generowała 200-kilkadziesiąt tysięcy złotych. Same koszty funkcjonowania działu sprzedaży przekraczały tę sumę. Klub nie wychodził na tym specjalnie korzystnie. Owszem, obecnie być może jest zauważalna nasza mniejsza rozwiązłość marketingowa, ale nie można odmówić temu działaniu efektywności finansowej. Liczby są bezwzględne. Stoję na stanowisku, że działalność sprzedażowa, marketingowa, musi wprost wspierać przychód. Jeśli nie znajduje odzwierciedlenia w złotówkach, trzeba rozważyć jej zasadność. Hokej pokazał, że podejście: produktu sportowy – rozbudowa działalności sprzedażowej – marketing: to właściwa kolejność. Chcemy ją pokazywać w naszych działaniach – przekonywał Łukasz Czopik.

Odpowiadając na pytanie o cele na przyszły sezon prezes Szczerbowski odparł, że na tym etapie kompletowania kadr jest zbyt wcześnie, by stawiać je precyzyjnie, ale to podnoszenie jakości sportowej, która przyczyni się do wzrostu frekwencji.

– Chcemy, by była wyższa. Liczba osób uprawnionych do wejścia na mecze piłkarskie była porównywalna, co w poprzednich I-ligowych sezonach, ale przychód z tego tytułu okazał się teraz wyższy o 35-40 procent. Nie zmienia to faktu, że frekwencja jest względem naszych oczekiwań zbyt niska. Stąd budujemy środowisko GKS-u już od wieku przedszkolnego – podsumowywał sternik GieKSy.

 

ks-skra.pl – Pierwszy sparing na remis

Nasza drużyna ma za sobą pierwszy sparing w letnim okresie przygotowawczym. Piłkarze Skry zmierzyli się z katowicką GieKSą. Ostatecznie dzisiejsze spotkanie rozgrywane na stadionie przy ulicy Bukowej zakończyło się bezbramkowym remisem.

Od początku meczu nasi piłkarze starali się wyprowadzać piłkę od tyłu, krótkimi podaniami. Nie bali się ryzyka i dobrze radzili sobie pod presją przeciwnika. Inna sprawa, że o ile wyprowadzenie futbolówki funkcjonowało u nas na niezłym poziomie, o tyle w pierwszej połowie mieliśmy znaczące problemy z kreowaniem sytuacji podbramkowych.

Trzeba jednak przyznać, że podopieczni trenera Jakuba Dziółki byli niezwykle czujni i skoncentrowani w defensywie. Przez długi okres nie pozwalali rywalom na zbyt wiele.

W 15. minucie spotkania świetnie na prawej stronie pograli ze sobą Dawid Niedbała i Krzysztof Napora. Akcja zakończyła się dośrodkowaniem drugiego z nich, z którym jednak dobrze poradzili sobie defensorzy gospodarzy. Już chwilę później umiejętnie z drugiej strony centrował Łukasz Winiarczyk, a bliski oddania strzału był debiutujący w naszym zespole, Jakub Sangowski.

W 30. minucie spotkania szczęścia spróbowali gracze GieKSy, lecz strzał z dystansu jednego z nich minął bramkę Jakuba Bursztyna.

W dużo lepszej sytuacji nasi rywale znaleźli się jednak kilka minut później, kiedy nieco zgubiliśmy krycie i Adrian Błąd znalazł się w bardzo dobrej pozycji strzeleckiej. Jego płaskie uderzeni z okolic 15. metra wylądowało w rękach naszego golkipera.

W 36. minucie groźnie było również po akcji napastnika gospodarzy, Jakuba Araka, lecz jego płaski strzał po długim słupku minął naszą bramkę.

W przerwie trener Jakub Dziółka wymienił niemal cały skład, dając jasny sygnał, że w pierwszych spotkaniach okresu przygotowawczego chce zrobić pełny przegląd kadr i przyjrzeć się dokładnie wszystkim dostępnym zawodnikom.

W drugiej połowie gra naszych zawodników była nieco bardziej dynamiczna. Co więcej, zaczęliśmy kreować liczne sytuacje podbramkowe.

Zaczęło się niewinnie, od niezbyt mocnego uderzenia Przemysława Sajdaka, które ostatecznie ze spokojem złapał bramkarz gospodarzy. Jednak już chwilę później świetnym uderzeniem z dystansu popisał się Kamil Lukoszek. I choć piłka leciała w środek bramki, to golkiper gospodarzy miał spore problemy z odbiciem futbolówki.

Akcję później z dystansu ponownie próbował jeden z naszych piłkarzy – tym razem Damian Hilbrycht. Jego płaskie uderzenie z najwyższym trudem sparował na rzut rożny bramkarz GieKSy. Ze stałego fragmentu dośrodkowywał Piotr Nocoń, a do piłki na krótkim słupku doskoczył Szymon Szymański. Środkowy obrońca Skry był o włos od otwarcia wyniku.

Kilkanaście minut później przed szansą stanął Damian Hilbrycht, lecz jego mocne, płaskie uderzenie zdołał złapać golkiper gospodarzy.

W końcówce szansę mieli jeszcze piłkarze GKS – u, lecz atomowy strzał z dystansu zawodnika gospodarzy przeleciał nad poprzeczką bramki strzeżonej przez Jakuba Hajdę.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Czy Halkbank skusił rozgrywającego GKS-u?

W lutym GKS Katowice ogłosił, że rozgrywający Micah Ma’a przedłużył kontrakt na sezon 2022/2023. Tymczasem w serwisie voleybolunsesi.com pojawiła się informacja, że Amerykanin ma w nadchodzących rozgrywkach występować w tureckim Halkbanku Ankara.

[…] W sezonie 2022/2023 Halkbank Ankara będzie reprezentować turecką siatkówkę nie tylko w lidze krajowej, ale również w Lidze Mistrzów. Nic dziwnego, że włodarze tego klubu dokonują wzmocnień. W drużynie z Ankary ma występować m.in. Nimir Abdel-Aziz. Według najnowszych doniesień do składu Halkbanku na nowy sezon ma dołączyć również Micah Ma’a.

Co ciekawe, w lutym klub GKS-u Katowice ogłosił, że rozgrywający przedłużył kontrakt z drużyną. Czy to oznacza, że przejście Amerykanina do Halkbanku jest tylko plotką? A może turecki zespół postanowił wykupić kontrakt Ma’a z GKS-u?

 

Środkowi pożegnali się ze Stalą i GKS-em

[…] Zmiana miejsca czeka również Kamila Drzazgę, któremu skończył się kontrakt w GKS-ie Katowice.

[…] Pierwszych siatkarzy pożegnał GKS Katowice. Umowy przyjmującego Damiana Koguta i środkowego Kamila Drzazgi dobiegły końca i nie zostały przedłużone. Koguta ogłoszono już w pierwszoligowym Norwidzie, do którego wraca po rocznej przerwie. Kamil Drzazga w GKS-ie występował do 2019 roku. W ostatnim sezonie pojawił się na boisku w 18 spotkaniach i zapisał na swoim koncie jednego asa, 8 punktów atakiem i 4 blokiem.

Wcześniej katowicki klub informował o zawodnikach, którzy pozostają w GKS-ie. Są to rozgrywający Micah Ma’a, atakujący Damian Domagała i Jakub Jarosz, środkowi Piotr Hain  i Marcin Kania oraz przyjmujący Tomas Rousseaux, Gonzalo Quiroga i Jakub Szymański. Ważny kontrakt z klubem ma również drugi rozgrywający – Jakub Nowosielski.

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Spod bandy. Kibice GieKSy zadowoleni

Na razie wracam do Nowego Targu, ale nie wykluczam powrotu do Katowic, bo Liga Mistrzów kusi – tymi słowami Marcin Kolusz pożegnał się z nami po zdobyciu mistrzostwa przez GKS Katowice.

Niepewna sytuacja organizacyjno-finansowa Podhala sprawiła, że 36-letni uniwersalny hokeista związał się rocznym kontraktem z katowickim klubem. Również o rok przedłużył umowę doświadczony obrońca Patryk Wajda i powoli krystalizuje się kadra zespołu trenera Jacka Płachty. Wierni fani drużyny mogą być zadowoleni, choć pilnie nasłuchują meldunków o kolejnych kontraktach i ewentualnych wzmocnieniach. GKS rozpocznie sezon od występów w Lidze Mistrzów; mecze będzie rozgrywał na „Jantorze” w Katowicach-Janowie.

 

hokej.net – Wiemy, gdzie katowiczanie rozegrają domowe spotkania Ligi Mistrzów!

Po sporych komplikacjach związanych z miejscem rozgrywania domowych meczów GKS-u Katowic w Hokejowej Lidze Mistrzów w końcu poznaliśmy ostateczne miejsce.

Katowiczanie mieli spory orzech do zgryzienia przed wyborem miejsca rozgrywania domowych meczów CHL. „Satelita”, w której rozgrywali swoje ligowe starcia nie spełniała wymogów organizatorów, co zmusiło działaczy do szukania nowego miejsca.

Początkowo najbardziej prawdopodobnym miejscem miała być Ostravar Aréna, która jest zlokalizowana w Ostrawie. Nie spotkało się to jednak z dobrym przyjęciem wśród kibiców i osób związanych z hokejem.

Później koniecznie chcieli rozegrać swoje spotkania w Katowicach. Celem numer jeden był „Spodek”, który musiał jednak zostać wykluczony. Miało to związek z faktem, iż hala musiałaby zostać przystosowana na dłuższy okres do rozgrywania meczów hokeja, co wykluczałoby się z terminarzem „Spodka”.

Ostatecznie chcieli przygotować „Satelitę” lub „Jantor” do wymogów CHL. Definitywnie we współpracy z Miejskim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji postanowiono o dostosowaniu Lodowiska „Jantor” do wymogów Hokejowej Ligi Mistrzów, z którego na co dzień korzysta drużyna Naprzodu Janów.

Ciekawostką jest też to, że Mistrzostwa Świata Kobiet Dywizji IB również były rozgrywane na „Jantorze”, a Polki w tym turnieju wywalczyły srebro.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Runda pełna absurdów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Niesamowita była to runda jesienna, nie zapomnimy jej nigdy. Na zakończenie roku 2025 zapraszamy Was do przypomnienia sobie, z przymrużeniem oka, najbardziej absurdalnych zdarzeń z ostatnich miesięcy. Felieton przygotowałem wspólnie z redaktorem Flifenem. Jeśli coś jeszcze zasługuje na znalezienie się wśród tej listy – dajcie znać w komentarzu!

Tułający się po klubach Aleksander Buksa – według doniesień medialnych został wypchnięty z autokaru Górnika Zabrze wyjeżdżającego na zgrupowanie przedsezonowe wprost na listę wypożyczeń. Rzeczywistość brutalnie go zweryfikowała: w Katowicach rozegrał cztery fatalne spotkania i na tym jego wypożyczenie się zakończyło (może to był darmowy okres próbny?). Nie wniósł absolutnie nic do naszej gry i nawet Rafał Górak, znany z odbudowywania piłkarzy w dołku formy, nie był w stanie mu pomóc. Od czasów Sz.P. Daniela Krasuckiego jest to nasz najbardziej kuriozalny ruch na rynku transferowym. Tyle dobrze, że mieliśmy możliwość szybkiego zwrócenia zbędnego piłkarza.

Licznik wstydu redaktora Mietczyńskiego – Popularny Mietek prowadzący Uniwersum Ekstraklasy rok temu dostał solidną dwóję, typując 25 goli Makucha z Musiolikiem. Rozochocony swoimi farmazonami wypiął pierś, wskazał przed tym sezonem na Tsirigotisa z Barbossą i dumnie rzucił: “To będzie duet killerów!”. A jakie były tego efekty wszyscy wiemy… O komentarz poprosiliśmy samego przepowiadającego przyszłość: “Niestety nastąpiła fatalna pomyłka scoutingowa i wybrałem prawie najgorszy duet napastników, jaki tylko mogłem. W zasadzie bardziej ośmieszyć mógłbym się tylko wtedy, gdybym postawił na Aleksandra Buksę z Maciejem Rosołkiem. Serdeczne pozdrowienia dla redakcji!”. My również pozdrawiamy i życzymy powodzenia w świetlanej karierze tenisowej, z dala od typowania killerów.

Fot. Uniwersum Ekstraklasy na kanale Tetrycy

Dyrektorzy (ich brak) Legii – Pan Dariusz Mioduski zdołał niesamowicie uśrednić Legię Warszawa, jednak na pierwszy rzut oka ruchy dyrektorskie wyglądały rozsądnie, czego o trenerskich powiedzieć nie można. Fredi Bobić ma rozległe znajomości i podobnież angażuje się w obserwację młodych zawodników, naturalnie otwierając większość drzwi w Europie swoim nazwiskiem. Dyrektor Żewłakow z kolei świetnie radzi sobie w negocjacjach, a duet spisuje się razem doskonale, dzięki czemu udało się zakupić Rajovicia za okazyjne 3 miliony euro, sprowadzić wielki talent Kacpra Urbańskiego, wyciągnąć maszynę strzelecką Colaka i zatrudnić trenera na całe 15 minut przed wyjazdem na zgrupowanie. Dwie tak obeznane w dziedzinie osoby powinny sobie po prostu radzić znacznie lepiej, bo ksywka “dekodery” byłaby w tym momencie chyba nawet komplementem – decyzje nie wyglądają nawet na podjęte po zobaczeniu zatrudnionych osób w akcji.

Trenerzy (ich brak) Legii – Nieco więcej bitów poświęćmy wyborom trenerskim stołecznego klubu. Edward Niewyspanescu aka Iordanescu na szczęście miał do dyspozycji skład zbudowany w wakacje przez dwóch ekspertów. Prawda? Bynajmniej, z niektórymi piłkarzami miał czas jedynie na krótką rozmowę na gadu-gadu i już musiał wpisać ich na listę zgłoszonych do meczu. Przewijały się pogłoski, że zupełnie inaczej wyglądała Legia, którą mu obiecano… Inna sprawa jest taka, że do Legii liczącej (ależ to brzmi z perspektywy czasu) na walkę na trzech frontach zatrudniono człowieka, który historycznie absolutnie sobie z tym nie radził i było to jak najbardziej widoczne. Szybko postanowił publicznie wyrazić swój brak chęci do bycia w tym klubie i docenić trzeba fakt, iż mocno odpuścił swoją odprawę, walcząc o finansowe zabezpieczenie swojego sztabu. Duet dyrektorów postawił na własne rozwiązanie trenerskie, które nocą otrzymali z adresu [email protected]. Dzięki tej propozycji Inaki Astiz, kompletnie przerażony, został wrzucony na ławkę z jednym z najmniejszych sztabów, jakie ten klub widział i… zdołał pobić rekord Legii bez zwycięstwa oraz zaliczyć najgorszy wynik w historii klubu. A Marek Papszun, jak był w Rakowie, tak został tam aż do świąt. Nie ma to jak przemyślane decyzje!

Bojkot (jego brak) kibiców Legii Warszawa – W klubie stołecznym od jakiegoś czasu źle się dzieje i zauważają to nie tylko sympatycy Legii. Poza wynikami sportowymi, atmosferę psują relacje Nieznanych Sprawców z prezesem Dariuszem Mioduskim. Źli na brak aktywności transferowej fanatycy rozpoczęli tak zwany “Strajk ostrzegawczy”, w ramach którego mieli nie pojawiać się na domowych meczach, a tylko wspierać drużynę na wyjazdach. Początek bojkotu został ogłoszony 2 lipca, a informacja o zakończeniu wpłynęła na Facebooka NS 25 lipca. Sęk w tym, że bojkot potrwał cały jeden mecz, a dokładnie pierwsze spotkanie pierwszej rundy eliminacji do Ligi Europy. Domowe starcie z Piastem, zaplanowane na pierwszą kolejkę, zostało przełożone na grudzień. Ci, co nie oglądali pojedynku z Kazachami, mogliby pomyśleć, że piłkarze zagrali na tyle dobrze, że aż kibice odwołali bojkot, jednak test oka pokazywał, że wygrana 1:0 to był wynik bardzo na korzyść Legii. Strajk, tak czy inaczej, został przerwany i powrócił dopiero w ostatnim meczu roku, przeciwko pogromcom Lecha, czyli Lincoln Red Imps.

Kontrlogiczne odśnieżanie w Białymstoku Ciągle pada śnieg, już zasypał nas… Tak w Białymstoku śpiewano arbitrowi Wojciechowi Myciowi i trenerowi Rafałowi Górakowi. Cały świat obiegł filmik Rafała Kędziora przedstawiający nowatorskie metody łopatowania wbrew zasadom fizyki, a więcej o tym zdarzeniu pisaliśmy w naszych ocenach z przymrużeniem oka.

Tłity (a każdy z nich niby felieton) pana Alexa Haditaghiego – Gdyby zrobić ankietę wśród fanów Ekstraklasy w poszukiwaniu najsłabszego elementu ligi, to prawdopodobnie na górze byłaby jakość piłkarzy, brak zaufania właścicieli do trenerów i tym podobne pierdoły. Nikt jednak nie zaznaczyłby haczyka przy opcji “Brak interesujących postaci”. W Szczecinie jednak nie wpadli na pomysł takiej ankiety przed sprzedaniem klubu i na czele Portowców w okolicach połowy marca stanął Alex Haditaghi. Wydawać by się mogło na początku, że to nic nadzwyczajnego. Ot, kolejny właściciel klubu, zdarza się. Kanadyjsko-irański 47-latek okazał się jednak chodzącą machiną do kręcenia contentu na X (dawniej Twitter). Nie starczyłoby nam znaków na artykuł, żeby opisać każdą rzecz, dzięki której pan Alex żyje w naszych głowach bez czynszu, wystarczy wymienić najciekawsze z nich:

  1. With this new governance structure, the club will be managed with professionalism, accountability, and a commitment to excellence—both on and off the pitch” – wpis z początku jego pracy w Szczecinie
  2. W lipcu szanowny pan prezes przepowiadał wielką przyszłość przed Pogonią, a nadchodzący czas nazwał “Rokiem nieśmiertelności”.
  3. Zarzucał dziennikarzom krytykującym Pogoń służenie siłom ciemności oraz regularnie zabierał takimże łajdakom akredytacje. 
  4. 26 lipca udzielił pełnego poparcia trenerowi Kolendowiczowi, niezależnie, czy ten przegra jeden mecz czy osiem, co jeszcze potwierdził w połowie sierpnia. I tak w zasadzie to nie skłamał, gdyż Robert Kolendowicz został zwolniony po… czwartej porażce. Jak to skomentował prezes Haditaghi? “Fenerbache zwolniło Mourinho po serii niezłych, ale nie świetnych wyników. Dlaczego? Bo wielkość wymaga więcej niż to.”.
  5. Obiecał, że Eftimis Koulouris nie odejdzie z klubu przynajmniej do końca kontraktu. Wychodzi na to, że to klub odszedł z Koulourisa, innego wytłumaczenia nie mamy. Przecież Alex Haditaghi nie mógł kłamać.
  6. Stwierdził, że jego 97-letnia babcia, która myśli, że “ofsajd” to zupa, lepiej poradziłaby sobie na VARze od sędziów (ale czy skłamał?).
  7. Wszystkie te wpisy przeplatał podawaniem dalej wszelakich propalestyńskich i antysyjonistycznych wpisów.
  8. Transfery Sama Greenwooda oraz Benjamina Mendy’ego nazwał zwycięstwami dla polskiej piłki. Polska piłka musiała zwyciężyć nad jakimś bardzo słabym rywalem, gdyż odgruzowanie Mendy’ego do stanu, w którym mógł zacząć grać jako tako w wyjściowym składzie, zajęło ponad dwa miesiące. 
  9. Pan Alex Haditaghi poczuł potrzebę pogratulowania Mikaelowi Ishakowi setnej bramki dla Lecha i zrobił to, generując AI grafikę ze wcześniej wspomnianym sympatycznym brodaczem oraz nowym nabytkiem Portowców, Husseimem Alim. Husseim do tej pory rozegrał zatrważające 250 minut w lidze.
  10. W internetowej wojence oberwało się także znanemu koneserom piłkarskiego X’a (dawniej Twittera) kibicowi Lecha – Kevolowi. Tym razem poszło o użycie przez fana Kolejorza popularnego za oceanem słowa na “N”, określającego osoby czarnoskóre.
  11. Prawdopodobnie każdy fan Ekstraklasy słyszał o konflikcie pana Alexa oraz prezesa Cracovii, Mateusza Dróżdża. Zwyzywał on prezesa Cracovii od śmiecia bez kultury oraz patologicznych kłamców, klub od syjonistycznych organizacji, a kibiców od idiotów i środowiska znanego z dźgania ludzi nożami.
  12. W oświadczeniu krytykującym oczywistą symulkę Musy Juwary w meczu z Wisłą Płock poinformował, że porozmawia z zawodnikiem na ten temat i załatwi to wewnętrznie. Jak załatwianie spraw wewnętrznie ma się do publikowania postów na social mediach? To już wie sam pan prezes.
  13. Ujawnił szczegóły kontraktu Kamila Grosickiego oraz propozycję nowego kontraktu przygotowaną przez TurboGrosika – prawdopodobnie bez zgody drugiej strony konfliktu.

Rocha na X (dawniej Twitter) – Sympatyczny Portugalczyk od jakiegoś czasu upodobał sobie umilanie wolnego czasu, tworząc kolejne Tweety oraz odpisując pod nimi losowym kibicom. Większość jego twórczości pojawiała się w języku polskim, czym bardzo zbliżył się do fanów Rakowa oraz Zagłębia Lubin.

Kibice Pogoni o obrotach – intelektualnie angażujący elaborat gniazdowego Pogoni Szczecin mieli okazję wysłuchać piłkarze po zremisowanym 2:2 spotkaniu z Radomiakiem Radom. Podejdźmy do tego matematycznie – na trwającym 1,5 minuty filmiku padło 6 przekleństw, co daje jeden wulgaryzm na 15 sekund. Niezły wynik, a dodatkowo wszystkiemu przysłuchiwały się dzieci stojące przy barierkach. Całość w skrócie polegała na tym, że jeśli media obiegną jeszcze jakieś zdjęcia piłkarzy Pogoni bawiących się w klubach, to kibice przyjdą na trening i im… porachują kości. Ostatnią tak imponującą przemowę możemy pamiętać z treningu Arki, przed wiadomo jakim meczem.

Stabilność trenerska i projekt na lata w Widzewie – “Ja wiem, że inni bogaci dżentelmeni nie znają się na futbolu i podejmują pochopne decyzje – ja taki nie będę. Dlatego pan Zeljko Sopić ma moje pełne zaufanie, albowiem zatrudniliśmy go na lata, a budowa klubu łatwym zadaniem nie jest, i tak jak mówiłem, trenerem na lata będzie tylko Patryk Czubak. Pozwoliliśmy mu polecieć na wesele, ale dzisiaj mnie to oburzyło i wysłałem po niego mój prom kosmiczny, żeby mógł mi pokazać zdjęcia osobiście. Nie mam z tym żadnego problemu i w pełni popieram jego metody szkoleniowe, dlatego jeszcze raz powtarzam: moim trenerem jest Igor Jovicević i podejmuję tę jedną jedyną decyzję trenerską z chłodną głową” – mniej więcej tak mogłaby wyglądać wypowiedź Pana Dobrzyckiego obejmująca całą rundę jesienną. Dalej można się jednak nad tym głowić: po co ściągano trenera Czubaka z wesela, skoro wszystko było okej? Mamy telefony, można do siebie zadzwonić.

Wyrzucanie pieniędzy w transfermarkcie – Dodatkowo szanowany pan prezes wysyłał swój odrzutowiec tu i tam, co jest jak najbardziej wskazane przy negocjacjach z piłkarzami, reprezentując klub z biednej mimo wszystko ligi. Co było jednak niepokojące, to sama jakość (a raczej jej brak) tych sprowadzonych zawodników, wspomniana już rotacja trenerska i ponadprzeciętnie szeroki pion sportowy. Ostatecznie cztery litery wszystkim uratował Sebastian Bergier, bez którego Widzew spokojnie mógłby się już szykować na przyszłoroczne derby Łodzi. W zimowym okienku udało się już wydać 5 milionów euro i dzięki temu pozyskać jednego piłkarza, jakim jest pan Osman Bukari, a zawodnicy podobno ponadto dostają w kontraktach absurdalne kwoty na realia polskiej piłki. Ale kto bogatemu zabroni?

Lisy pola karnego – Czas na katastrofy transferowe do ofensyw “czołowych” klubów Ekstraklasy: Yannick Agnero, Musa Juwara, Mileta Rajewac aka Rajović, Andi Zeqiri i Mariusz Fornalczyk, a także Antonio Colak, który co prawda przyszedł bez kwoty odstępnego, ale Legia ściągnęła go z sesji zdjęciowej w Zabrzu za pomocą korzystniejszej oferty finansowej. Łączna kwota według portalu transfermarkt tych wzmocnień to 11.65 miliona euro, czyli około 50 milionów złotych. Łącznie wykręcili zabójcze liczby, przebijając wynik Pana Piłkarza Kacpra Sezonienko o jeden punkt w kanadyjce (uwaga) – 6 goli i 2 asysty. Na jeden punkt przypada zatem ponad 6 milionów złotych, a dysponując takimi środkami finansowymi możnaby było zakupić teoretycznie WSZYSTKICH zawodników Bruk-Betu Termalici i jeszcze pół zespołu Arki Gdynia – wtedy mielibyśmy 39 trafień i 29 oczek w tabeli… Zamiast tego sprowadzono piłkarzy, którzy absolutnie nie byli w stanie pokazać swoich umiejętności, a Julek Sipika wraz z resztą widzów co tydzień zalewali się łzami na wspomnienie o ich wyczynach boiskowych, choć częściej ze śmiechu.  

Lis lisów (tylko że nie) – Sz.P. Mileta Rajewac aka Rajović zasłużył sobie na osobny podpunkt. W pudłowanie wkładał całego siebie i robił to nie tylko z uwagi na swoją pracę, ale po prostu z pasji. Z Motorem Lublin po spektakularnych dwóch pudłach aż kopnął w przypływie euforii bloczek reklamowy, swoją drogą to chyba jego najlepsze uderzenie rundy. Jasne, docenić trzeba fakt, iż dobrze porusza się po boisku i stąd jego sytuacje strzeleckie, ale nogi w piłce nożnej nie służą tylko do przemieszczania się – szczególnie za 3 miliony euro (tak, naprawdę tyle kosztował).

Rafał Gikiewicz – Zagrał jeden słaby i jeden przyzwoity mecz w Widzewie, ale nie za to go zapamiętamy. Po miesiącach absurdalnych wywiadów i kompromitujących występów (a także przedłużeniu umowy) pożegnano się z bramkarzem, a ten udał się na transfer medyczny do Zagłębia Lubin. Od razu wskoczył do bramki i pomógł swojej drużynie golem w ostatnich minutach awansować do kolejnej fazy puch… Wróć, to już było po przenosinach. Tak, w 112. minucie zdołał samodzielnie wyrzucić Zagłębie Lubin z Pucharu Polski, odbijając za siebie (i wprost w siatkę) wręcz żenujący strzał z dalekiego rzutu wolnego. Włodarze szybko uzmysłowili sobie swoją porażkę i zesłali go na piłkarską banicję, teraz z ławki może obserwować młodego i perspektywicznego Jasmina Buricia.

Szymon Marciniak twierdzący, że dziennikarze ustalają przepisy Popularny sędzia o charakterystycznej fryzurze zaszokował opinię publiczną, twierdząc, że gdyby nie “dziennikarze i eksperci”, to nie byłyby gwizdane takie faule, jakie pan Marciniak gwiżdże teraz. Złośliwi zasugerowaliby, że to oznacza, że najbardziej znany polski sędzia nie gwiżdże według reguł gry, a pod publiczkę. Na szczęście my nie jesteśmy złośliwi!

PZPN wysyłający jednego maila ws. Maccabi – Z okazji trzeciej rundy kwalifikacyjnej Raków Częstochowa miał okazję dwukrotnie sprawdzić się przeciwko zespołowi z państwa, które w Europie znajduje się tylko futbolowo – Maccabi Hajfa. Niestety te mecze zapisały się w historii nie poziomem piłkarskim, a głupotą i ordynarnością kibiców klubu zza Morza Śródziemnego. Media obiegł kibic robiący niegodne rzeczy z lalką ubraną w polskie barwy, a relacje choćby Sz.P. Łukasza Ciony spotkały się z jednomyślnym odbiorem: niestety tylko w Polsce i tylko wśród osób niedecyzyjnych. Tomasz Kozłowski opowiedział o podjętych przez PZPN działaniach w rozmowie na kanale Weszło. Rzucił chyba trochę niechcący, że związek wysłał jednego maila i w sumie to nie wie, czy ktoś na niego odpowiedział… Tak, dyrektor ds. komunikacji nie wie, czy skomunikowano się z UEFA w sprawie o charakterze narodowym i historycznym, a nie tylko futbolowym. No bo po co.

Lechia pozywająca ligę i opowieści o transferowym zakazie-widmo – To nie był prosty off-sezon dla włodarzy Lechii. Nie dość, że zostali postraszeni utratą licencji i zakazem transferowym, to za niewypłacanie pensji zostali ukarani całymi pięcioma punktami ujemnymi w lidze. Docenić trzeba śmiałość osób decyzyjnych w klubie z Gdańska, gdyż wydało im się to i tak zbyt ostrą karą, w konsekwencji czego złożyli pismo do PKOI. Na całe szczęście ujemne punkty zostały podtrzymane – inna decyzja byłaby robieniem jeszcze większej parodii z naszej ligi. Warto przypomnieć, że problemy finansowe Lechistów nie zaczęły się nagle, bo już w lutym to Ekstraklasa musiała wyłożyć pieniądze za Tomasza Wójtowicza i stąd tytułowy zakaz transfeorwy. Lechia tak bardzo nie mogła przeprowadzać transferów, iż udało jej się jak dotąd ściągnąć dziesięciu zawodników (dane za Transfermarkt). Komisja licencyjna przyszła i powiedziała groźnym tonem: “Transferów ma nie być, chyba że będą bardzo fajne i pokażecie czek z pieniążkami: wtedy można”. Pół miliona euro za Kurminowskiego, całkiem nieźle jak na klub, który miał problemy z wypłacaniem pensji. Trybunał przy PKOl-u odwołał ten zakaz transferowy, inaczej Lechia znów musiałaby ograniczyć się do sprowadzania tylko takich zawodników, na których ją stać według komisji. Dawno już nie było na łamach naszej strony przypominane, że Lechia Gdańsk nie powinna znajdować się w Ekstraklasie, co niniejszym czynimy! 

Lider dzięki 5 remisom (aka Remis Płock) – Tabela Ekstraklasy viralem obiegła Europę, gdy tylko runda miała się ku końcowi. Biedna trójka robiła, co mogła, by tylko spaść jak najniżej w klasyfikacji generalnej: niestety, reszta stawki była po prostu zbyt silna w takiej grze. Ostatnia w tabeli Termalica traci do lidera jedynie 11 punktów, zatem spokojnie jeszcze może walczyć o mistrzostwo.

Źródło: Aplikacja Superscore, forma drużyn Ekstraklasy 2025/26.

Iban Salvador aka człowiek-prowokacja – Gra tak, jak Włosi mówią: więcej w jego przypadku jest pracy rękami i gestykulacji niż robienia pożytku ze swoich nóg. Jest to piłka nożna i dobrze by było, gdyby jednak na tym się skupił, bo piłkarzem jest całkiem niezłym. Chyba wszyscy zgodni są co do tego, że jest to najbardziej denerwujący wszystkich piłkarz w naszej lidze – a on sam jeszcze jest dumny ze swojego zachowania i tłumaczy się dla Weszło tym, że robi wszystko dla swojego zespołu.

Drony szpiegowskie, szpiegi Arkowskie – Dawid Szwarga na największą scenę wrócił z przytupem. Sezon tak naprawdę nawet nie zdążył się zacząć, bo na dwa tygodnie przed pierwszymi starciami viralem stał się post Motoru Lublin, przedstawiający zaiwanionego drona Arki Gdynia, który miał filmować ich w trakcie przedsezonowych przygotowań. Internauci często wspominali, że Szwarga może wyjść z Rakowa, ale Raków z niego nie. Nie trzeba być ostoją moralności ani mistrzem intelektu, żeby wpaść na to, że od podglądania treningów rywala jest gorsze tylko podkradnięcie jego półprawego stopera. Niegodny ruch, jednak koniec końców podobno obie strony wszystko sobie wyjaśniły, a dron został przekazany pierwotnemu właścicielowi. Po wszystkim do Arki przylgnęło urocze przezwisko “Droniarze Szwargi”.

Sauny transferowe – Zostańmy jeszcze na chwilę w Gdynii. We wrześniu Arka nie mogła pochwalić się świetnym wynikiem, po ośmiu meczach miała osiem punktów. Ekipa Dawida Szwargi na wyjeździe w Łodzi zaliczyła kolejną porażkę, a szkoleniowiec nie krył swoich żalów przed zebranymi na sali dziennikarzami, mówiąc “Należy pamiętać, że Widzew Łódź dokonał transferów za 6 mln euro, a nasz najdroższy transfer to była sauna”. Plotki głosiły, że nie do końca spodobało się to władzom klubu znad Bałtyku i atmosfera była naprawdę gorąca nie tylko w saunie (przepraszamy za nieśmieszny żart). 

Pan Kamil Kosowski i dzikie predykcje – W kwestii przewidywania przyszłości chyba nic nie jest w stanie przebić redaktora Mietczyńskiego, któremu poświęciliśmy cały osobny punkt. Rękawicę w rywalizacji o drugie miejsce podjął jednak Kamil Kosowski. Były reprezentant Polski, już po drugiej kolejce, wytypował zespół z największymi szansami na Mistrza Polski – Cracovię. Nazwać to pocałunkiem śmierci byłoby przesadą, gdyż do lidera zespołowi Luki Elsnera brakuje tylko trzech punktów. Tak czy siak, próba znalezienia złotego medalisty ligi na 32 kolejki przed końcem była bardzo odważna. 

Pan Jakubas: Celem są puchary – Świetny pierwszy sezon Motoru w Ekstraklasie tylko podsycił apetyty kibiców oraz osób związanych z klubem. Czasem jednak przydatna jest chłodna głowa i rzetelna ocena sytuacji, której chyba zabrakło panu Jakubasowi, gdy ten zapowiadał, że z tą kadrą reprezentanci Lublina są w stanie osiągnąć top 4 w lidze. To nie pan Jakubas jest bogaty, to bogactwo jest panem Jakubasem, a Motor na transfery wydał niecały milion euro. Jeśli ten skład faktycznie osiągnie europejskie puchary, to Mateusz Stolarski powinien dostać ulicę swojego imienia oraz pomnik przed stadionem. 

Sędzia Raczkowski kontra transparent – Podczas meczu Jagiellonii z Rakowem kibice dopuścili się karygodnego czynu, przekraczając wszelkie granice. Inscenizację tego zdarzenia przeprowadził kanał Weszło w swojej Lidze Minus. Transparenty wojenne, polityczne, prowokacyjne, nienawistne wobec innych narodów – to wszystko było zasadniczo akceptowane przez cały świat piłkarski (chyba że to sprawka Legii albo Evertonu, im zawsze się dostanie). Pojawiły się dwa transparenty: “Nie ma przypadków, są tylko znaki” okraszone karykaturą arbitra w trakcie popełnianego legendarnego już występku, a także drugi, nienadający się do cytowania, uderzający w tony lat przedustawowych nawiązujący do fatalnej decyzji sędziego Frankowskiego z poprzedniego spotkania. Insynuowanie czynów korupcyjnych jest oczywiście mocno nie na miejscu i umniejsza całym rozgrywkom, jednak zdarza się przy okazji każdego meczu. Zwalczać przemoc to rzecz słuszna, jednak nie można tego robić wybiórczo – wtedy jest to po prostu czysty absurd.

Zagubione kartki w meczu Jagielloni z Górnikiem – A za co tak kibice zdenerwowali się na pana Raczkowskiego? Na pewno powody mieli, gdyż podobno od razu po spotkaniu arbiter poszedł przeprosić zawodników z Białegostoku i nie był zbyt chętny do rozmowy. Josema po prostu powinien pożegnać się z murawą za faul taktyczny na wychodzącym sam na sam Rallisie, a odgwizdano… faul na bramkarzu kilka sekund później. Jak to mówi młodzież: XD. Josema, rozochocony takim obrotem spraw, postanowił zrównać z ziemią dryblującego go Mazurka kilka chwil później, sędzia i tym razem nie chciał wyciągnąć kartki. Szybki telefon od kolegi do Podolskiego i mistrz świata mocno poturbował Pietuszewskiego, zgodnie z Waszymi przewidywaniami: obyło się bez kartki.

Kontrakt Maxa Moldera na trzy lata – Pan Kleks, pseudonim “Max Molder”, swoją aparycją przywodził na myśli żeglugę i morze, jednak Piast pod jego banderą szybko osiadł na mieliźnie. W 10 ligowych spotkań sympatyczny brodacz wykręcił spektakularny wynik 0,7 punkta na mecz. Zwolnienia trenerów w Ekstraklasie zdarzają się regularnie, jednak nie każdy klub zdecydowałby się na trzyletni kontrakt z trenerem bez doświadczenia na najwyższym poziomie rozgrywkowym w… jakimkolwiek kraju. Co by jednak o nim nie mówić: posiadania piłki w kilka miesięcy nazbierał tyle, do ilu inni trenerzy potrzebowaliby całego kontraktu!

Saga Papszunowa – tu nie ma co pisać, tu trzeba… no właśnie, co? Cała sytuacja była skrajnie głupia: „Chcieć to połowa sukcesu. Niewystarczająca 😉”, malowanie po muralu (tak jakby Papszun nie wyciągnął tego klubu z 2. ligi), sam trener mówiący na miesiąc przed przenosinami, że chce być trenerem innego klubu. Cała ta saga to był czeski film, którego nie dało się śledzić inaczej niż z popcornem w ręku. Koniec końców Marek Papszun dopiął swego i trafił do Legii. Czas pokaże, komu to wyszło na dobre.

Wątpliwej moralności anegdota pana Świerczewskiego – “Kiedy żyjesz ze swoją partnerką, kochasz ją i nagle słyszysz od niej, że w zasadzie to chce odejść do innego i że w zasadzie to jej szkolna miłość, ta pierwsza, to jesteś zszokowany” oraz “Ale gdy wiesz, że twoja sąsiadka się w tobie od dawna podkochuje i jest atrakcyjna, no to bierzesz od razu i się nie zastanawiasz”. Nie wiemy, jaki jest aktualny stan matrymonialny właściciela Rakowa Częstochowa, ale jeśli ma żonę, to mogłaby być ona co najmniej delikatnie niezadowolona z tego tekstu. Oczywiście w tym kontekście partnerką był Marek Papszun, a atrakcyjną sąsiadką Łukasz Tomczyk.

Transfer Radomiaka z City – Nie regulujcie odbiorników! To nie FM, to nowe standardy Ekstraklasy. Jako liga jesteśmy już na takim poziomie, że zawodnicy z Manchesteru odbijają się od naszych klubów. Taki los spotkał Josha Wilsona-Esbranda, bocznego obrońcę, tułającego się po wypożyczeniach od dwóch lat. 23-latek rozegrał w Radomiaku tylko 113 minut, zaliczając w tym czasie jedną asystę. Fakty jednak pozostają faktami, zawodnicy The Citizens są za słabi na Ekstraklasę.

Feio podbija Europę (Polska jest w Europie) – Goncalo Feio chciał, by Legia Warszawa byłą jego ostatnim klubem w Polsce. Może chodziło mu po prostu o to, by znaleźć się tam jeszcze tuż przed emeryturą? W każdym razie Feio na zachodzie przepracował dwa tygodnie i na tym się jego wojaże zakończyły. Skończył jesienią niedaleko swojego poprzedniego pracodawcy, dołączając do Radomiaka Radom.


Honorable mentions

Powołanie Kapustki – Zgodzimy się wszyscy, że trener Jan Urban mógłby samodzielnie prowadzić dobranockę i swoim sympatycznym sposobem bycia (oraz rzecz jasna umiejętnościami) odbudował całą atmosferę i grę reprezentacji. Pomysł na Kapustkę przy formie mutant Bartosza Nowaka czy Oskara Repki słusznie spotkał się z negatywnym odbiorem kibiców, szczególnie przy jego występach w tonącej Legii.

Odebranie opaski Lewandowskiemu – Nie wiemy, czy trzeba coś tutaj dodawać. Michał Probierz spalił wszystkie mosty i został na wyspie, wytykany przez wszystkich palcami. Publicznie żaden z piłkarzy nie wziął jego strony i to, wraz ze słabymi wynikami, przekreśliło jego karierę selekcjonerską.

Tymoteusz Puchacz – Sprawić, by Rafał Górak publicznie wyjawiał swoje rozczarowanie, wcale nie jest łatwo. Wybrał zaskakujący kierunek zamiast szansy na odbudowę w solidnie budowanej ekipie, a umówmy się: to nasz trener wyciągnął rękę do zawodnika z kontrowersyjną prasą.

Odsprzedaż koszulek okolicznościowych Lecha – Pazerność ludzka nie zna granic: klub zrobił coś fajnego dla fanatyków, a skończyło się na reaktywacji instytucji bazarku. “Mam 15 koszulek z przebitką 2000 złotych i co mi pan zrobi” – klub na szczęście wypuścił kolejną serię i nieco okiełznał sytuację.

Pogoda w Słowenii – Armagedon pogodowy mocno opóźnił świętowanie naszych piłkarek po finale, takiej ulewy chyba nikt się nie spodziewał po wcześniejszych upalnych dniach. 30 minut po zakończeniu spotkania spokojnie można było rozpocząć trening pływacki na bocznym boisku, a biegi do autokaru i samochodów to niezapomniane przeżycie wszystkich obecnych podczas finału. W takich warunkach udało się przeprowadzić ponad minutowy wywiad z Klaudią Słowińską!

Wybór (ale taki nie za szybki) szefa sędziów – Marcin Szulc oczywiście przez te 113 dni był uznawany za szefa, ale jednak nie było to spisane na papierze i brakowało przez to nieco autorytetu. Z każdej strony dochodziły głosy, że takie bezkrólewie wpływa na pracę sędziów, którzy i bez problemów organizacyjnych mają sporo na głowie.

Głosowanie na organizatora Mistrzostw Europy kobiet – Polska otrzymała zawrotne 0 głosów, widać postęp: przynajmniej byliśmy wśród opcji do wyboru.

Przewidywane zwolnienie Leszka Ojrzyńskiego – Słynący z zabijania futbolu i wydobywaniu cech wolicjonalnych trener dokonał czegoś wręcz niemożliwego. Spora rzesza fanów nawet nie przewidywała przecież jego dłuższego pobytu w Lubinie i przyjmowano jego rychłe zwolnienie za drugi pewnik obok podatków. Strażak Sam Ojrzyński zamienił się w Boba Budowniczego i po prostu zrobił w Zagłębiu to, czego nie potrafili zrobić poprzednicy – zbudował solidnego średniaka w oparciu o młodych Polaków.

Mecz Pogoni z Jagiellonią i Górnika z Termalicą – Dwa niesamowicie podobne mecze. Jedne ekipy (Pogoń z Górnikiem) przeważały, i biły nawet nie jedną ale całym stadem głów w ścianę z kartonu, który miał jednak absurdalnego fuksa. Drugie drużyny, wcielające się w rolę kartonowej ściany, swoje spotkania wygrały, przecząc absolutnie optycznemu przebiegowi meczu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Pucharowa klątwa trwa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do galerii z Krynicy, gdzie GieKSa mierzyła się z Zagłębiem Sosnowiec w ramach Pucharu Polski. Niestety, kolejny raz odpadaliśmy w półfinale.  

Kontynuuj czytanie

Hokej

W Pucharze bez zmian – odpadamy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Ostatnim hokejowym akcentem 2025 roku jest tradycyjnie turniej o Puchar Polski. Półfinałowym rywalem GieKSy było ECB Zagłębie Sosnowiec, a miejscem rywalizacji Krynica-Zdrój.

Od początku meczu obie drużyny skupione były na walce i tworzeniu zamieszania pod bramkami. Nieco spóźniony do potencjalnej dobitki był Koivusaari, a po chwili sosnowiczanie wyszli na prowadzenie – Sozanski precyzyjnie przymierzył spod niebieskiej. W 8. minucie sędziowie podyktowali pierwszą karę – Sirkia wylądował na ławce za uderzanie. Formacja złożona z obcokrajowców na koniec swojej zmiany dotarła z krążkiem pod pole bramkowe Zagłębia, ale wszystkie próby parkanami blokował Halonen. Po zmianie na ,,polski atak” doprowadziliśmy do wyrównania – Fraszko wystawił Jonaszowi Hofmanowi krążek do pustej bramki. Kolejne minuty to brak klarownych sytuacji, choć nieco częściej w ofensywie aktywni byli sosnowiczanie. W 17. minucie Chmielewski trafił kijem Wronkę w twarz i otrzymał karę 2+2, gdyż doszło do rozcięcia skóry. Do końca tercji wynik jednak nie uległ zmianie.

Po rozpoczęciu drugiej odsłony spotkania niemal równo z zakończeniem kary Chmielewskiego groźnie na odsłoniętą bramkę uderzał Wronka, ale krążek nie dotarł do celu. W 25. minucie Ian McNulty postanowił powtórzyć wyczyn Hampusa Olssona z finału przeciwko Unii Oświęcim i uderzył rywala kijem w krocze, za co otrzymał karę meczu, a GKS musiał przez pełne 5 minut grać w osłabieniu. Przez pierwsze 2 minuty GieKSa broniła bezbłędnie, ale później sosnowiczanie wymanewrowali naszą formację, a na koniec Piiponen umieścił krążek obok leżącego już Eliassona. Na 55 sekund przed końcem kary McNulty’ego strzelec gola otrzymał karę, dzięki czemu siły na lodzie się wyrównały, a po chwili ręka sędziego znów powędrowała do góry – do Piiponena dołączył Sirkia za trafienie wysokim kijem Koivusaariego. Z bronienia niemal 5-minutowego osłabienia przeszliśmy więc do gry 5 na 3. Nie stworzyliśmy praktycznie żadnego zagrożenia w podwójnej przewadze, jednak po powrocie Piiponena na lód Dupuy wykorzystał fantastyczne podanie Andersona i znów mieliśmy remis. Taki stan nie trwał jednak długo – Enlund strzałem z bliska dał Zagłębiu trzecie prowadzenie w tym meczu. 35. minuta to kara dla Koivusaariego. Przetrwaliśmy osłabienie bez straty bramki, ale na 2 minuty i 2 sekundy przed końcem tercji na ławce kar wylądował Monto. Do syreny sygnalizującej 40. minutę meczu wynik nie uległ zmianie, ale w tym momencie ręka sędziego znów była w górze, co oznaczało, że trzecią tercję także rozpoczniemy od gry w osłabieniu.

W boksie kar ostatnie 20 minut rozpoczął Verveda, ale już po niecałej minucie gry Sozanski nieprzepisowo zatrzymywał Fraszkę, więc dalej graliśmy 4 na 4. Niewiele brakowało Andersonowi, by wykorzystał błąd Halonena, ale został przyblokowany przez obrońcę. Skupione na obronie korzystnego wyniku Zagłębie nie pozwalało na zbyt wiele we własnej tercji. GieKSa próbowala mniej groźnych strzałów z dalszych odległości. Halonen miał co prawda sporo pracy, ale spisywał się bardzo solidnie. Napór katowiczan pozwolił dojść do dobrej sytuacji w 55. minucie, ale strzał Wronki trafił w bark bramkarza. Później jednak kontrolę nad sytuacją przejęli sosnowiczanie – groźnie uderzał Bernacki, a chwilę później po naszej stracie w tercji ofensywnej kontra Zagłębia zakończyła się skuteczną dobitką Seppali, co praktycznie zakończyło mecz. Przegraliśmy 2:4 i zgodnie z „tradycją” odpadliśmy w półfinale Pucharu Polski.

ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 4:2 (1:1, 2:1, 1:0)
1:0 Matt Sozanski (Michał Bernacki, Dominik Nahunko) 4:49
1:1 Jonasz Hofman (Bartosz Fraszko, Patryk Wronka) 9:47 5/4
2:1 Joni Piiponen (Miika Roine, Aron Chmielewski) 26:59 5/4
2:2 Jean Dupuy (Stephen Anderson, Joona Monto) 30:35 5/4
3:2 Jonas Enlund (Aron Chmielewski, Miika Roine) 32:26
4:2 Erkka Seppala (Sebastian Brynkus, Jere Jokinen) 58:45

ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen – Sozanski, Ciura, Jokinen, Seppala, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Enlund, Roine – Bjorkung, Biłas, Bernacki, Alanen, Brynkus – Sołtys, Kotlorz, Sirkia, Nahunko, Gromadzki

GKS Katowice: Eliasson – Runesson, Lundegard, Wronka, Pasiut, Fraszko – Maciaś, Verveda, Michalski, Anderson, Dupuy – Chodor, Hoffman, Bepierszcz, Monto, Koivusaari – Varttinen, Dawid, Hofman Jo., McNulty, Hofman Ja.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga