Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Kibice GieKSy zadowoleni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatnich dwóch tygodni dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

Do przygotowań przed startem sezonu 2022/23 jako pierwsi przystąpili piłkarze. Zespół wznowił treningi 13 czerwca. W kadrze drużyny doszło do kilku zmian: zespół opuścili Filip Kozłowski, Patryk Królczyk, Hubert Sadowski, Krystian Sanocki, Filip Szymczak oraz Arkadiusz Woźniak. Do GieKSy dołączyli z kolei Jakub Arak, Dawid Brzozowski, Daniel Dudziński oraz Marcin Wasilewski. Drużyna rozegrała pierwszy sparing przed nowym sezonem ze Skrą Częstochowa, w którym padł remis 0:0. Pozostałe drużyny w sekacjach piłki nożnej kobiet, siatkówki i hokeja rozpoczą przygotowania później, na razie trwają ruchy/rozmowy kadrowe. W Ekstralidze Kobiet Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN przyznała kolejne licencję na grę w lidze. Związek podał ramowy terminarz rozgrywek na nadchodzący sezon.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Trzy zawodniczki opuszczają GieKSę Katowice

Alicja Dyguś, Emilia Zdunek oraz Matylda Bujak po roku gry w GKS-ie Katowice tego lata opuszczą zespół ze Śląska. Klub oficjalnie poinformował, że z końcem czerwca zawodniczką wygasają umowy i nie zostaną one przedłużone.

Alicja Dyguś 28- letnia obrończyni w minionym sezonie rozegrała dwadzieścia dwa spotkania, zdobywając dwie bramki. Wychowanka UKS Widok SP 51 Lubin w poprzednich lata reprezentowała barwy AZS PWSZ Biała Podlaska, a także  GKS Górnika Łęczna.

Emilia Zdunek wychowanka Victorii Sianów w barwach Katowic rozegrała 13 spotkań ligowy, zdobywając dwie bramki. 30- letnia pomocniczka w swojej karierze występowała, między innymi, w Unii Racibórz, nieistniejącym już Zagłębiu Lubin oraz w Górniku Łęczna, a także hiszpańskiej Sevilli FC.

Matylda Bujak 21- letnia pomocniczka  wystąpiła w 4 spotkaniach w barwach GieKSy Katowice. Wcześniej była zawodniczką Pragi Warszawa oraz  Medyka Konin, grając głównie w drużynie rezerw.

 

Marlena Hajduk zostaje na dłużej w Katowicach

Marlena Hajduk, kapitan drużyny z Katowice przedłużyła swój kontrakt zespołem.  Klub oficjalnie poinformował o podpisaniu kontraktu z obrończynią na kolejne dwa lata.

Wychowanka KKS Zabrze od sierpnia 2017 roku reprezentuje barwy GKS Katowice. W obecnym sezonie zagrała w 22 spotkaniach ligowych, zdobywając 6 bramek. Wcześniej reprezentowała barwy Unii Racibórz oraz GKS Górnika Łęczna. 32-letnia zawodniczka była w poprzednim sezonie pewnym punktem katowickiej defensywy

 

Kluby Ekstraligi z licencjami, część klubów z nadzorem infrastrukturalnym

Komisja ds. Licencji Klubowych Polskiego Związku Piłki Nożnej zakończyła rozpatrywanie wniosków klubów ubiegających się o licencję na rozgrywki Ekstraligi Kobiet w sezonie 2022/2023.

Po analizie wniosków wraz z załącznikami komisja podjęła następujące decyzje w stosunku do poszczególnych klubów.

Licencje przyznano:

– GKS-owi Katowice;

– Medykowi Konin;

– Śląskowi Wrocław;

– Akademii Piłkarskiej LG*;

– Rekordowi Bielsko – Biała.

Licencje z nadzorem infrastrukturalnym otrzymały:

– KKP Bydgoszcz;

– Olimpia Szczecin*;

– MKS Tarnovia Tarnów z nadzorem infrastrukturalnym na stadionie w Woli Rzędzińskiej;

– Pogoń Tczew;

– Ludowy Uczniowski Klub Sportowy „Sportowa Czwórka Radom”.

AZS Uniwersytetowi Jagiellońskiemu przyznano licencję z nadzorem z zakresu personelu i administracji.

Wcześniej licencje na nowy sezon otrzymały TME UKS SMS Łódź, GKS Górnik Łęczna i KKS Czarni Antrans Sosnowiec.

* Nazwy klubów podano za oficjalnym komunikatem PZPN. Akademia Piłkarska występuje w mediach jako AP LOTOS Gdańsk, natomiast Olimpia Szczecin w nowym sezonie będzie występować jako Pogoń Szczecin.

 

Poznaliśmy ramowy terminarz Ekstraligi i 1 ligi

Zaledwie 76 dni, co stanowi 2 miesiące i 15 dni trwała przerwa pomiędzy sezonami 2021/2022 a 2022/2023. Poznaliśmy ramowy plan gier.

29 maja zakończyliśmy rozgrywki w Ekstralidze, a już w weekend 13/14 sierpnia zainaugurujemy sezon 2022/2023. Choć o planie gier jeszcze PZPN nie poinformował, wiemy już, że pierwszy mecz odbędzie 13 sierpnia. Wtedy to rozpoczną zmagania Ekstraliga, Pierwsza oraz Druga Liga. Tydzień później ruszą zmagania w rozgrywkach Centralnej Ligi Juniorek.

Od 28 sierpnia do 6 września potrwa pierwsze przerwa na mecz międzypaństwowy, co wypadnie już po trzeciej kolejce.

Liga grać będzie do 19 listopada, a później jeszcze rozegrane zostaną mecze III rundy Pucharu Polski.

 

sportdziennik.com – Królowie derbów

GKS Katowice w zakończonym sezonie Fortuna 1 Ligi w bratobójczych starciach z rywalami z województwa śląskiego czuł się jak ryba w wodzie. A to… doskonale wróży przed jeszcze bardziej derbowo elektryzującymi nadchodzącymi rozgrywkami.

Oczekiwanie na pierwszoligowy terminarz sezonu 2022/23, który patrząc na kilku nowych uczestników rozgrywek – czy to spadkowiczów, czy beniaminków – zapowiada się wybornie, można raz jeszcze wrócić zmagań zakończonych w maju, spojrzeć na nie przez pryzmat województwa śląskiego, mającego bardzo liczną reprezentację, stanowiącą jedną trzecią całej stawki.

Tak jak rzutem na taśmę, dzięki świetnemu finiszowi i 17 punktom zdobytym w 7 ostatnich kolejkach najwyżej spośród wszystkich ekip woj. śląskiego, najwyżej spośród nich uplasował się GKS Katowice – bo na 8. miejscu – tak otwiera też prowizoryczną „śląską tabelę”, którą wyliczyliśmy na podstawie 30 rozegranych bratobójczych spotkań. Tak, tak – wiemy. Pisanie, że „śląską” albo stosowanie określenia „derby” jest w wielu wypadkach nadużyciem. W końcu Częstochowa, Sosnowiec, Bielsko-Biała to żaden Śląsk, a i w Jastrzębiu żółto-niebieskiej flagi na trybunach też przecież się nie uświadczy. Mimo wszystko, w wielu przypadkach są to mecze, które mogą albo w teorii powinny elektryzować kibiców bardziej niż szereg „zwykłych” konfrontacji z rywalami z kraju, a zwycięstwa w nich to zawsze prestiż.

Patrząc na to z takiego punktu widzenia, wreszcie powody do radości mieli sympatycy GieKSy – przyzwyczajeni w ostatnich długich latach, że drużyna zawodziła na całej linii w spotkaniach o ciężarze gatunkowym albo sportowym, albo kibicowskim.

[…] – Fajnie, że z derbów wychodziliśmy zwycięsko, zwłaszcza „świętej wojny” z Sosnowcem. Dwa remisy z Tychami to też były dobre wyniki. Miło, że skończyliśmy ligę najwyżej ze wszystkich drużyn z województwa. Wiem, że cieszy to naszego prezesa – przyznał Dawid Kudła, bramkarz GieKSy, czujący klimat, bo wywodzący się z Rudy Śląskiej, ale i mający w CV sukcesy osiągane z Zagłębiem.

Dla kibiców najistotniejsze były dwie wygrane z Zagłębiem Sosnowiec. Stadion Ludowy został odczarowany przez GieKSę po wielu latach po meczu, który zaczął się z opóźnieniem z powodu intensywnych opadów śniegu. 3 punkty, które zapewniła bramka Adriana Błąda w końcówce, smakowały, ale nie dostarczyły tylu wrażeń, co sierpniowe spotkanie. Rollercoaster, od 0:2 do 3:2, trener Rafał Górak śmiejący się, że to był rock and roll, do tego oprawa na „Blaszoku” ze szpilką wbitą w przyjezdnych zza Brynicy, ale mieszczącą się w granicach piłkarskiej przyzwoitości, a już na pewno humoru szatni – tamten mecz zapadł w pamięci na długo i raczej prędko z niej nie wypadnie. Jedynym rywalem z woj. śląskiego, którego GKS nie dał rady pokonać, był imiennik z Tychów, choć przez 180 minut katowiczanie ani razu nie musieli odrabiać strat, a przy Bukowej było już nawet 2:2. Skończyło się na dwóch remisach.

Królem strzelców tych „wojewódzkich zmagań” obwołujemy Filipa Szymczaka. Napastnik, którego okres wypożyczenia do Katowic z Lecha Poznań dobiegł już końca – niestety dla nas i atrakcyjności całej I ligi – zdobył w tych 10 konfrontacjach 6 bramek. Bywały piękne, jak w Bielsku-Białej, bywały też z rzutu karnego, jak ze zdegradowanym już GKS-em Jastrzębie.

[…] Katowiczanie byli górą na boisku, przyciągali też na trybuny, bo 4-tysięczna publika w Tychach, 3,7-tysięczna w Bielsku-Białej czy 3,5-tysięczna przy Bukowej z Zagłębiem to coś wybijającego się ponad I-ligową przeciętność. Ale były też mecze w smutnej aurze, jak te ze Skrą i Jastrzębiem, rozgrywane przy pustych trybunach z powodu kary nałożonej przez PZPN i wojewodę.

Mamy wrażenie, że w nowym sezonie wojewoda, jego służby, śląska policja, będzie miała znacznie więcej roboty. Jak wiemy, w I lidze – m.in. kosztem Jastrzębia – zameldował się Ruch Chorzów, a wraz z nim, tyle że innymi drzwiami, zaprzyjaźniona Wisła Kraków. Będzie się działo na boisku, będzie na trybunach, będzie i w podobnych derbowych zestawieniach. Warto czekać!

 

Posiłki z ekstraklasy

Jakub Arak zagra już w czwartym klubie z województwa śląskiego. Obok 27-letniego napastnika, przygotowania z GieKSą rozpoczął też wczoraj jej drugi nowy zawodnik – Marcin Wasielewski.

Na starcie przygotowań do nowego sezonu GKS przedstawił dwóch nowych zawodników. To napastnik Jakub Arak i obrońca Marcin Wasielewski. Obaj podpisali kontrakty obowiązujące do 30 czerwca 2024 roku.

Arak może uśmiechnąć się, że nie ma jak na Śląsku, a raczej – jak w województwie. W swojej karierze reprezentował barwy jedynie siedmiu klubów. GieKSa będzie numerem 8 – i zarazem czwartym w tym gronie przedstawicielem województwa śląskiego.

Na Bukową 27-letni napastnik trafia po 1,5-rocznym pobycie w Rakowie Częstochowa. Wcześniej grał już w Zagłębiu Sosnowiec (2014-16) i Ruchu Chorzów (2016-17) i – jak zauważył portal 100% Zagłębie – ostatnim zawodnikiem, który w CV skompletował kluby z Katowic, Chorzowa i Sosnowca, był Patryk Stefański, obecnie występujący w Polonii Bytom. Arak zdobył z Rakowem dwa srebrne medale ekstraklasy oraz dwa puchary i Superpuchar Polski, ale pobyt w Częstochowie kończy z ledwie 2 bramkami. Był zmiennikiem Vladislavsa Gutkovskisa.

W poprzednim sezonie nie wpisał się na listę strzelców ani razu w 23 meczach (liga, PP, Superpuchar, Liga Konferencji). Na zapleczu ekstraklasy powinien dać jakość. Poprzednio grał na tym poziomie w 2018 roku w Stali Mielec, dokąd wypożyczyła go Lechia Gdańsk.

Było pewne, że GieKSa mierzy w klasową „dziewiątkę” – po tym, jak Filip Szymczak po okresie wypożyczenia wrócił do Lecha Poznań, a zdecydowano się nie przedłużyć wygasającej umowy Filipa Kozłowskiego. Do Katowic trafia co prawda snajper nieco niższy od tej dwójki, ale potrafiący również dobrze grać głową.

Marcin Wasielewski z kolei uzupełni prawe skrzydło – obronę bądź wahadło – gdzie potrzebny był zawodnik w obliczu chęci rozstania z Jakubem Karbownikiem. Wasielewski także – jak Arak – ostatnio biegał po boiskach ekstraklasy. Spadł z niej z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza, rok wcześniej świętując awans. W elicie uzbierał 34 występy. Debiutował w barwach Lecha Poznań. W minionym sezonie zagrał w 15 spotkaniach, z czego 10 – od pierwszej minuty.

– Zdecydowaliśmy się na zakontraktowanie dwóch zawodników z doświadczeniem ekstraklasowym, których obserwowaliśmy od dłuższego czasu. Celem ich przyjścia jest zwiększenie rywalizacji na pozycjach, na których występują. Mam nadzieję, że na bazie posiadanego doświadczenia zawodnicy szybko wkomponują się w zespół i staną się jego ważnymi ogniwami – mówi Robert Góralczyk, dyrektor sportowy GKS-u.

To oczywiście nie będą jedyne nowe twarze, jakie pojawią się tego lata przy Bukowej. Do klubu przymierzani są Daniel Tanżyna, środkowy obrońca ostatnio występujący w Widzewie Łódź, a także Patryk Szczuka, bramkarz III-ligowego LKS-u Goczałkowice, ukształtowany piłkarsko w Katowicach – tyle że nie GieKSie, a Rozwoju, w którym jako nastolatek debiutował w II lidze. Szczuka zaczął przygotowania przy Bukowej, podobnie jak Dawid Brzozowski, prawy obrońca Chełmianki, testowany już zimą. Wtedy katowiczanie zaopiniowali go pozytywnie, ale nie doszli z III-ligowcem do porozumienia. Co do młodzieżowców – wypożyczony z Cracovii może zostać napastnik Kacper Grzebieluch, a z Zagłębia Lubin: środkowy pomocnik Daniel Dudziński. W przeciwną stronę niespodziewanie powędruje Arkadiusz Woźniak. Najstarszy piłkarz GKS-u wraca do rodzinnego Lubina, zabiegał o niego trener Piotr Stokowiec.

Po zakończeniu poprzedniego sezonu z GKS-em rozstali się Patryk Królczyk, Hubert Sadowski, Krystian Sanocki i Filip Kozłowski, a wolną rękę na poszukiwanie klubu otrzymali Kamil Korczak i wspomniany Jakub Karbownik. Wygasające kontrakty przedłużyli natomiast Grzegorz Janiszewski, Bartosz Jaroszek, Marcin Urynowicz i Dominik Kościelniak, który poprzedni sezon stracił niemal całkowicie z powodu zerwania więzadeł krzyżowych. Jako ostatni prolongatę umowy sfinalizował Michał Kołodziejski.

 

Po pierwsze – produkt!

Prezes Marek Szczerbowski oraz wiceprezes Łukasz Czopik spotkali się z radnymi, by dyskutować o sytuacji sportowej, organizacyjnej, finansowej i przyszłości GieKSy.

Podsumowywano poprzedni sezon, pytano o finanse, kwestie organizacyjne czy cele na przyszłość. Na posiedzeniu Komisji Kultury, Promocji i Sportu katowickiej rady miasta rozmawiano o GKS-ie. Jej przewodniczący Krzysztof Pieczyński gratulując dobrego roku – odzyskanego po 52 latach mistrzostwa hokeistów, najwyższej w historii pozycji piłkarek, pierwszego awansu do play-off siatkarzy czy 8. miejsca piłkarzy w I lidze – oddał głos klubowi, reprezentowanemu przez prezesa Marka Szczerbowskiego i wiceprezesa Łukasza Czopika.

– W hokeju za nami najlepszy sezon, z najwyższą frekwencją, najwyższymi przychodami z biletów w historii sekcji. Mecze ćwierćfinałowe, półfinałowe, finałowe, sprzedawały się w 100 procentach. Udało się zbudować produkt sportowy, który gromadzi maksymalną jak na pojemność „Satelity” liczbę publiczności – powiedział prezes Szczerbowski. Przypomniał, że fachowcy siatkarscy skazywali GKS na spadek z PlusLigi, ale wszystkie transfery okazały się trafione, drużyna wywalczyła w sezonie zasadniczym 8. miejsce i uległa dopiero Zaksie Kędzierzyn-Koźle, czyli najlepszemu zespołowi w Europie. O piłce kobiet szef GieKSy mówił wręcz w kontekście niedosytu – mimo 4. miejsca w Ekstralidze – bo nie udało się zajść daleko w Pucharze Polski i „w przyszłym sezonie trzeba stawiać sobie ambitniejsze cele”.

– Początek piłkarzy był zaś bardzo trudny. 10 spotkań to adaptacja do rozgrywek I-ligowych, mieliśmy 7 punktów, odbyła się bardzo poważna dyskusja w gronie wszystkich zarządzających sekcją. W konsekwencji z ostatniego miejsca przesunęliśmy się na ósme, ale między nim a 12. pozycją były minimalne różnice. Mogliśmy skończyć na 10. czy 11. Cieszy, że wygraliśmy rywalizację I-ligowych drużyn na Śląsku, to też pewnego rodzaju zobowiązanie – przyznał Marek Szczerbowski.

Prezes GKS-u odniósł się też do kwestii organizacyjnych.

– Zakończyliśmy proces restrukturyzacji zatrudnienia, co skutkowało optymalizacją kosztów związanych z organizacją imprez i zwiększonymi wpływami z biletów. Największa różnica jest w sekcji hokeja. W sezonie 2018/19 wpływy te wyniosły niespełna 200 tys. zł, a w sezonie 2021/22 – ponad 525 tys zł. Za nami też pierwszy rok funkcjonowania nowego dyrektora Akademii Młoda GieKSa. Praca Mariusza Pańpucha przynosi spodziewane efekty, ale proces dochodzenia do oczekiwań, wynikających z analizy funkcjonowania konkurencji, będzie jeszcze długi. Wdrożyliśmy nowy projekt, który ma być dla nas fundamentalny i budować środowisko GKS-u od najmłodszych. „Serduszko GieKSy” to cykliczne, odbywające się 2 razy w tygodniu w kilkunastu przedszkolach zajęcia sportowo-rekreacyjne. Ich celem jest kształtowanie pozytywnych postaw wobec kultury fizycznej i GKS-u Katowice. Projekt skupia 700 przedszkolaków, zwieńczyliśmy rok Igrzyskami Przedszkolaka. Zachęcamy do aktywności fizycznej i organizowanych przez GKS bezpiecznych imprezach. Kładziemy nacisk na poprawę ich bezpieczeństwa – podkreślał prezes Szczerbowski.

Na czele klubu z Bukowej stoi już prawie 3 lata.

– W 2021 roku uzyskaliśmy najlepsze wskaźniki płynności bieżącej i szybkiej, bieżąco regulujemy zobowiązania. To spowodowało, że GKS stał się na rynku podmiotem wiarygodnym. Spójrzmy na wynik finansowy ubiegłego roku. On byłby w okolicach zera i byłby najlepszy w historii funkcjonowania obecnej spółki, gdyby nie to, że musieliśmy utworzyć rezerwy na zobowiązania. Wynikają z toczących się postępowań, bo ZUS zakwestionował formę zatrudniania zawodników w latach 2015-19 – zwracał uwagę szef GieKSy.

O sprawę sporu z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych dopytywali radni. Przypomnijmy, że ZUS wystąpił o wyrównanie składek za przytoczony przez Marka Szczerbowskiego okres, wynoszących około 4 miliony złotych. To efekt optymalizacji podatkowej stosowanej przez poprzednie zarządy, czyli zawierania przez zawodników podwójnych umów – nie tylko kontraktów z klubem, ale też etatów z Fundacją „Sportowe Katowice”.

– Obecnie otwartych jest kilkanaście postępowań. Część z nich zakończono już nieprawomocnymi decyzjami. Przewidujemy, że część zakończy się w roku bieżącym, stąd konieczność zawiązania w budżecie rezerwy na ponad 4 miliony złotych. Szacujemy, że w 2023 roku potencjalny wypływ środków z tego tytułu wyniesie około 150 tysięcy złotych, bo takie stadium spraw uzyska prawomocność. Bronimy z całych sił interesu klubu, ale nasze dotychczasowe doświadczenia z rozpraw, w których braliśmy udział, nakazują mocny realizm – nie ukrywał wiceprezes Łukasz Czopik, dając do zrozumienia, że ocalenie dla GieKSy tych 4 milionów przed roszczeniami ZUS-u może być bardzo trudne.

Radna Barbara Wnęk-Gabor z KO dopytywała o inne kwestie finansowe, pozyskiwanie sponsorów, partnerów biznesowych czy udział prywatnych środków w budżecie GieKSy będącej przecież miejską spółką.

– W 2022 roku kwota z miasta to 17,5 mln zł, a nasz budżet jest na poziomie 22 mln. Uzupełniamy go środkami zewnętrznymi ze sprzedaży komercyjnej, sponsorów, organizatorów rozgrywek. Klub bardzo mocno przeformułował swoje podejście do oferty biznesowej, której nowa edycja przed nadchodzącymi sezonem zostanie zaprezentowana najpierw dotychczasowym partnerom, a potem szerszej publiczności. Wychodzimy z założenia, że kluczowy jest dobry produkt sportowy i w oparciu o niego należy systematycznie budować otoczenie biznesowe. Wszystkie kontrakty zawierane przez GKS muszą cechować się obustronną opłacalnością. Klub musi mieć z tego wymierną korzyść w postaci albo zastrzyku gotówki, albo obniżonego kosztu funkcjonowania – zaznaczał wiceprezes Czopik.

Radny Dawid Kamiński z PiS dopytywał o Klub Biznesu, którego byli członkowie sformułowali niedawno list otwarty adresowany do prezydenta Marcina Krupy, narzekając na to, jak GKS dba o swoich sponsorów i przekonując, że zaniedbując tę kwestię spółka straciła około 300 tys. zł w skali roku.

– Środki pozyskiwane ze strony obecnych partnerów, w zestawieniu z latami ubiegłymi, są porównywalne – przy dramatycznie niższym koszcie ich pozyskania! Na to pragnę zwrócić uwagę – mocno akcentował wiceprezes GieKSy, sugerując tym samym, że Klub Biznesu działający w poprzedniej formule, z wystawnymi cyklicznymi śniadaniami i dziesiątkami osób w garniturach niekoniecznie przekładał się na konkretne zyski dla spółki.

– Dokonaliśmy dużego podsumowania. 2017, 2018, 2019 rok, aż do lat pandemicznych… Wydawać by się mogło rzeczywiście, że od strony ilościowej partnerzy GKS-u w latach minionych to bardzo duża grupa, ale w przełożeniu na środki finansowe, po odliczeniu kosztów ich obsługi, ta grupa generowała 200-kilkadziesiąt tysięcy złotych. Same koszty funkcjonowania działu sprzedaży przekraczały tę sumę. Klub nie wychodził na tym specjalnie korzystnie. Owszem, obecnie być może jest zauważalna nasza mniejsza rozwiązłość marketingowa, ale nie można odmówić temu działaniu efektywności finansowej. Liczby są bezwzględne. Stoję na stanowisku, że działalność sprzedażowa, marketingowa, musi wprost wspierać przychód. Jeśli nie znajduje odzwierciedlenia w złotówkach, trzeba rozważyć jej zasadność. Hokej pokazał, że podejście: produktu sportowy – rozbudowa działalności sprzedażowej – marketing: to właściwa kolejność. Chcemy ją pokazywać w naszych działaniach – przekonywał Łukasz Czopik.

Odpowiadając na pytanie o cele na przyszły sezon prezes Szczerbowski odparł, że na tym etapie kompletowania kadr jest zbyt wcześnie, by stawiać je precyzyjnie, ale to podnoszenie jakości sportowej, która przyczyni się do wzrostu frekwencji.

– Chcemy, by była wyższa. Liczba osób uprawnionych do wejścia na mecze piłkarskie była porównywalna, co w poprzednich I-ligowych sezonach, ale przychód z tego tytułu okazał się teraz wyższy o 35-40 procent. Nie zmienia to faktu, że frekwencja jest względem naszych oczekiwań zbyt niska. Stąd budujemy środowisko GKS-u już od wieku przedszkolnego – podsumowywał sternik GieKSy.

 

ks-skra.pl – Pierwszy sparing na remis

Nasza drużyna ma za sobą pierwszy sparing w letnim okresie przygotowawczym. Piłkarze Skry zmierzyli się z katowicką GieKSą. Ostatecznie dzisiejsze spotkanie rozgrywane na stadionie przy ulicy Bukowej zakończyło się bezbramkowym remisem.

Od początku meczu nasi piłkarze starali się wyprowadzać piłkę od tyłu, krótkimi podaniami. Nie bali się ryzyka i dobrze radzili sobie pod presją przeciwnika. Inna sprawa, że o ile wyprowadzenie futbolówki funkcjonowało u nas na niezłym poziomie, o tyle w pierwszej połowie mieliśmy znaczące problemy z kreowaniem sytuacji podbramkowych.

Trzeba jednak przyznać, że podopieczni trenera Jakuba Dziółki byli niezwykle czujni i skoncentrowani w defensywie. Przez długi okres nie pozwalali rywalom na zbyt wiele.

W 15. minucie spotkania świetnie na prawej stronie pograli ze sobą Dawid Niedbała i Krzysztof Napora. Akcja zakończyła się dośrodkowaniem drugiego z nich, z którym jednak dobrze poradzili sobie defensorzy gospodarzy. Już chwilę później umiejętnie z drugiej strony centrował Łukasz Winiarczyk, a bliski oddania strzału był debiutujący w naszym zespole, Jakub Sangowski.

W 30. minucie spotkania szczęścia spróbowali gracze GieKSy, lecz strzał z dystansu jednego z nich minął bramkę Jakuba Bursztyna.

W dużo lepszej sytuacji nasi rywale znaleźli się jednak kilka minut później, kiedy nieco zgubiliśmy krycie i Adrian Błąd znalazł się w bardzo dobrej pozycji strzeleckiej. Jego płaskie uderzeni z okolic 15. metra wylądowało w rękach naszego golkipera.

W 36. minucie groźnie było również po akcji napastnika gospodarzy, Jakuba Araka, lecz jego płaski strzał po długim słupku minął naszą bramkę.

W przerwie trener Jakub Dziółka wymienił niemal cały skład, dając jasny sygnał, że w pierwszych spotkaniach okresu przygotowawczego chce zrobić pełny przegląd kadr i przyjrzeć się dokładnie wszystkim dostępnym zawodnikom.

W drugiej połowie gra naszych zawodników była nieco bardziej dynamiczna. Co więcej, zaczęliśmy kreować liczne sytuacje podbramkowe.

Zaczęło się niewinnie, od niezbyt mocnego uderzenia Przemysława Sajdaka, które ostatecznie ze spokojem złapał bramkarz gospodarzy. Jednak już chwilę później świetnym uderzeniem z dystansu popisał się Kamil Lukoszek. I choć piłka leciała w środek bramki, to golkiper gospodarzy miał spore problemy z odbiciem futbolówki.

Akcję później z dystansu ponownie próbował jeden z naszych piłkarzy – tym razem Damian Hilbrycht. Jego płaskie uderzenie z najwyższym trudem sparował na rzut rożny bramkarz GieKSy. Ze stałego fragmentu dośrodkowywał Piotr Nocoń, a do piłki na krótkim słupku doskoczył Szymon Szymański. Środkowy obrońca Skry był o włos od otwarcia wyniku.

Kilkanaście minut później przed szansą stanął Damian Hilbrycht, lecz jego mocne, płaskie uderzenie zdołał złapać golkiper gospodarzy.

W końcówce szansę mieli jeszcze piłkarze GKS – u, lecz atomowy strzał z dystansu zawodnika gospodarzy przeleciał nad poprzeczką bramki strzeżonej przez Jakuba Hajdę.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Czy Halkbank skusił rozgrywającego GKS-u?

W lutym GKS Katowice ogłosił, że rozgrywający Micah Ma’a przedłużył kontrakt na sezon 2022/2023. Tymczasem w serwisie voleybolunsesi.com pojawiła się informacja, że Amerykanin ma w nadchodzących rozgrywkach występować w tureckim Halkbanku Ankara.

[…] W sezonie 2022/2023 Halkbank Ankara będzie reprezentować turecką siatkówkę nie tylko w lidze krajowej, ale również w Lidze Mistrzów. Nic dziwnego, że włodarze tego klubu dokonują wzmocnień. W drużynie z Ankary ma występować m.in. Nimir Abdel-Aziz. Według najnowszych doniesień do składu Halkbanku na nowy sezon ma dołączyć również Micah Ma’a.

Co ciekawe, w lutym klub GKS-u Katowice ogłosił, że rozgrywający przedłużył kontrakt z drużyną. Czy to oznacza, że przejście Amerykanina do Halkbanku jest tylko plotką? A może turecki zespół postanowił wykupić kontrakt Ma’a z GKS-u?

 

Środkowi pożegnali się ze Stalą i GKS-em

[…] Zmiana miejsca czeka również Kamila Drzazgę, któremu skończył się kontrakt w GKS-ie Katowice.

[…] Pierwszych siatkarzy pożegnał GKS Katowice. Umowy przyjmującego Damiana Koguta i środkowego Kamila Drzazgi dobiegły końca i nie zostały przedłużone. Koguta ogłoszono już w pierwszoligowym Norwidzie, do którego wraca po rocznej przerwie. Kamil Drzazga w GKS-ie występował do 2019 roku. W ostatnim sezonie pojawił się na boisku w 18 spotkaniach i zapisał na swoim koncie jednego asa, 8 punktów atakiem i 4 blokiem.

Wcześniej katowicki klub informował o zawodnikach, którzy pozostają w GKS-ie. Są to rozgrywający Micah Ma’a, atakujący Damian Domagała i Jakub Jarosz, środkowi Piotr Hain  i Marcin Kania oraz przyjmujący Tomas Rousseaux, Gonzalo Quiroga i Jakub Szymański. Ważny kontrakt z klubem ma również drugi rozgrywający – Jakub Nowosielski.

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Spod bandy. Kibice GieKSy zadowoleni

Na razie wracam do Nowego Targu, ale nie wykluczam powrotu do Katowic, bo Liga Mistrzów kusi – tymi słowami Marcin Kolusz pożegnał się z nami po zdobyciu mistrzostwa przez GKS Katowice.

Niepewna sytuacja organizacyjno-finansowa Podhala sprawiła, że 36-letni uniwersalny hokeista związał się rocznym kontraktem z katowickim klubem. Również o rok przedłużył umowę doświadczony obrońca Patryk Wajda i powoli krystalizuje się kadra zespołu trenera Jacka Płachty. Wierni fani drużyny mogą być zadowoleni, choć pilnie nasłuchują meldunków o kolejnych kontraktach i ewentualnych wzmocnieniach. GKS rozpocznie sezon od występów w Lidze Mistrzów; mecze będzie rozgrywał na „Jantorze” w Katowicach-Janowie.

 

hokej.net – Wiemy, gdzie katowiczanie rozegrają domowe spotkania Ligi Mistrzów!

Po sporych komplikacjach związanych z miejscem rozgrywania domowych meczów GKS-u Katowic w Hokejowej Lidze Mistrzów w końcu poznaliśmy ostateczne miejsce.

Katowiczanie mieli spory orzech do zgryzienia przed wyborem miejsca rozgrywania domowych meczów CHL. „Satelita”, w której rozgrywali swoje ligowe starcia nie spełniała wymogów organizatorów, co zmusiło działaczy do szukania nowego miejsca.

Początkowo najbardziej prawdopodobnym miejscem miała być Ostravar Aréna, która jest zlokalizowana w Ostrawie. Nie spotkało się to jednak z dobrym przyjęciem wśród kibiców i osób związanych z hokejem.

Później koniecznie chcieli rozegrać swoje spotkania w Katowicach. Celem numer jeden był „Spodek”, który musiał jednak zostać wykluczony. Miało to związek z faktem, iż hala musiałaby zostać przystosowana na dłuższy okres do rozgrywania meczów hokeja, co wykluczałoby się z terminarzem „Spodka”.

Ostatecznie chcieli przygotować „Satelitę” lub „Jantor” do wymogów CHL. Definitywnie we współpracy z Miejskim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji postanowiono o dostosowaniu Lodowiska „Jantor” do wymogów Hokejowej Ligi Mistrzów, z którego na co dzień korzysta drużyna Naprzodu Janów.

Ciekawostką jest też to, że Mistrzostwa Świata Kobiet Dywizji IB również były rozgrywane na „Jantorze”, a Polki w tym turnieju wywalczyły srebro.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli.

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga