Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

GKS Katowice – Termalica 1:2. Doniesienia mediów.

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Wczarajszy, kolejny przegrany mecz przez GieKSę, tym razem z Termalicą 1:2 odbił się szerokim echem w mediach, nie tylko ze względu na grę piłkarzy. GKS prowadził 1:0 po zdobyciu bramki przez Grzegorza Goncerza, wyrównał z rzutu karnego Jakub Biskup. Zwycięską bramkę dla Słoników zdobył w II połowie najskuteczniejszy do tej pory, w drużynie Bruk – Betu Krzysztof Kaczmarczyk.

Poniżej fragmenty doniesień mediów:

 

sportowefakty.pl – Termalica zwycięska przy Bukowej

GKS Katowice w meczu z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza zagrał w nowym ustawieniu, ale nie pomogło to gospodarzom w odwróceniu fatalnej serii. Drużyna z Bukowej przegrała drugi ligowy mecz z rzędu.

Dla piłkarzy GKS Katowice mecz z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza był okazją do odzyskania twarzy, nadszarpniętej pucharową porażką z Chrobrym Głogów. Odpowiednie wnioski wyciągnął też trener Kazimierz Moskal, który po trzech nie najlepszych meczach w wykonaniu śląskiej drużyny w ustawieniu 5-4-1 i wrócił do systemu z czwórką obrońców, wzmacniając siłę ofensywną drużyny.

Szybko przyniosło to oczekiwany efekt, bo nie minęło dziesięć minut gry, a GieKSa była już na prowadzeniu. Po szybkiej kontrze katowiczan piłkę na prawym skrzydle otrzymał Alan Czerwiński i płasko dograł w pole karne, a tam futbolówki dopadł nabiegający Grzegorz Goncerz i nie zatrzymywany przez nikogo pewnym strzałem otworzył wynik spotkania.

Szybko strzelona bramka czujność katowickiej drużyny uśpiła. GKS zamiast pójść za ciosem dał się bowiem od wznowienia gry zepchnąć do defensywy i szybko znalazło to odzwierciedlenie w wyniku meczu. Raptem trzy minuty po pierwszej bramce po faulu w polu karnym gospodarzy Sławomir Duda arbiter wskazał na „wapno”, a rzut karny na gola silnym uderzeniem zamienił Jakub Biskup.

Raptem kilka minut po swoim trafieniu Biskup mógł bowiem mieć na koncie dublet, ale jego strzał z okolic linii pola karnego katowiczan świetnie obronił Antonin Bucek. W odpowiedzi dwukrotnie na bramkę Termaliki uderzała GieKSa, ale próby Rafała Kujawy, który uderzał przewrotką i Przemysława Pitrego nieznacznie chybiły celu.

Od mocnego uderzenia grę po przerwie mogli rozpocząć za to goście. Już na początku drugiej odsłony bliski szczęścia po dograniu Tomasz Foszmańczyk był Emil Drozdowicz, ale po strzale głową trafił w poprzeczkę katowickiej bramki. Chwilę później po szybkiej wymianie podań tego samego duetu napastnik niecieczan w polu karnym minął jak pachołek jednego z obrońców i technicznie uderzył tuż obok słupka.

Celu ekipa z Niecieczy dopięła na nieco ponad kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry. Po dograniu z prawej strony Drozdowicz po raz kolejny po strzale głową trafił w poprzeczkę, a dobijający piłkę do pustej bramki Krzysztof Kaczmarczyk nie mógł się pomylić. Chwilę później formalności powinien dopełnić Drozdowicz, ale po strzale z ostrego kąta uderzył centymetry obok słupka.

GieKSa w końcówce próbowała jeszcze dążyć do odwrócenia wyniku, ale katowiczanom brakowało argumentów, by pokonać dobrze dysponowanego tego dnia Sebastiana Nowaka.

 

sportmalopolski.pl – Słoniki wygrywają na Górnym Śląsku

Po dwóch zwycięskich meczach trener Piotr Mandrysz nie zamierzał zmieniać składu. Spotkaniu nie brakowało też podtekstów. Trener Kazimierz Moskal oraz Piotr Ceglarz i Rafał Kujawa jeszcze nie tak dawno pracowali (w różnych rolach) w ekipie „Słoników” Ale to rywalom Termaliki nie pomogło. Przegrali dzisiejsze spotkanie.

Początek meczu należał do gospodarzy. Aktywny Przemysław Pitry ładnie rozprowadzał piłki. W 7 min Rafał Kujawa strzelił obok bramki. Minutę później Piotr Ceglarz dośrodkował do Grzegorza Goncerza, który z 14 metrów pokonał Sebastiana Nowaka. Goście szybko odpowiedzieli. W 12 min z rzutu karnego gola zdobył Jakub Biskup. To była konsekwencja faulu na jednym z niecieczan. Napór GKS-u nie malał. Sebastian Nowak był na posterunku. W 28 min Kujawa zgubił Patryka Fryca, ale nie potrafił mu na tyle uciec, żeby dobrze strzelić. Do końca pierwszej połowy mimo przewagi GKS-owi nie udało się zmienić wyniku meczu.

W drugiej połowie już w 47 min Emil Drozdowicz główką strzelił w poprzeczkę. W 55 min ponownie Drozdowicz strzelił obok słupka. Dobra postawa gości przyniosła bramkę. W 72 minucie na listę strzelców wpisał się Krzysztof Kaczmarczyk, który wykończył zespołową akcję. W 76 minimalnie strzelił obok słupka Drozdowicz. Dobrego wyniku niecieczenie pilnowali, ale też stwarzali kolejne okazje.

 

sporslaski.pl – GKS Katowice – Nieciecza 1-2. „Słoniki” wciąż niepokonane przy Bukowej

To GKS Katowice pierwszy strzelił bramkę w spotkaniu z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza, ale to goście cieszą się z trzech punktów. To trzecia porażka – wliczając mecz w Pucharze Polski – z rzędu GieKSy.

Wydarzenie
Gospodarze weszli w mecz najlepiej, jak się da – zdobytym golem. Alan Czerwiński, który zastąpił w składzie Aleksandra Januszkiewicza, pobiegł prawą stroną boiska i zagrał po ziemi do Grzegorza Goncerza. Napastnik wykorzystał fakt, że obrońcy gości dali mu dużo swobody i uderzeniem przy słupku wyprowadził GKS na prowadzenie.

Bohater
Najwięcej zamieszania w polu karnym GieKSy robił Emil Drozdowicz. Co prawda nie wykorzystał ani jednej z czterech wyśmienitych okazji, ale to po tym, jak uderzył w poprzeczkę, skuteczną dobitką popisał się Krzysztof Kaczmarczyk, który wyprowadził gości na prowadzenie. Wcześniej Drozdowicz również zanotował strzał w poprzeczkę po dośrodkowaniu Jakuba Biskupa. W innej sytuacji w świetnym stylu wymanewrował obronę katowiczan, jednak fatalnie spudłował. Mimo braku skuteczności, i tak miał udział w zwycięstwie.

Rozczarowanie
GieKSa przegrała trzeci mecz z rzędu. Po udanej – aczkolwiek szczęśliwej wygranej – inauguracji z Widzewem Łódź, katowiczanie przegrali kolejno z Miedzią Legnica, Chrobrym Głogów i dzisiaj z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza. Dwie ostatnie porażki miały miejsce na własnym stadionie.

Co ciekawego:
– Rzut karny dla gości podyktowany był za faul Sławomira Dudy. Z prawej strony boiska dośrodkowywał Tomasz Foszmańczyk, a pomocnik GieKSy wyraźnie odpychał jednego z graczy Termaliki.
– W porównaniu do meczu z Miedzią Legnica, trener Kazimierz Moskal przeprowadził cztery zmiany w wyjściowym składzie. W związku z czerwonymi kartkami Łukasza Pielorza i Adriana Jurkowskiego, katowiczanie zagrali dzisiaj w ustawieniu z czwórką obrońców.
– Od pierwszej minuty w barwach GieKSy wystąpiło dwóch graczy, którzy w poprzednim sezonie grali w Termalice – Rafał Kujawa i Piotr Ceglarz. Trzeci z eks-niecieczan, Łukasz Pielorz, musiał pauzować za czerwoną kartkę.
– Mecz z trybun oglądał były prezes Górnika Zabrze, Zbigniew Waśkiewicz. Dostrzec można było także piłkarza „Trójkolorowych” Rafała Kosznika i byłego trenera GKS-u, Rafała Góraka.
– W pierwsza groźna akcja GieKSy zakończyła się uderzeniem przewrotką. Sędzia jednak odgwizdał przewinienie Rafała Kujawy.
– Po zagraniu ręką Rafała Pietrzaka tuż przed polem karnym, z rzutu wolnego uderzał Biskup, a Antonin Buczek efektownie wypiąstkował piłkę.
– Katowiczanie w pierwszej połowie sprytnie rozegrali rzut wolny – Duda po ziemi zagrał do, stojącego przed polem karnym, Pitrego, który jednak uderzył za słabo, by pokonać Sebastiana Nowaka.
– W pierwszej połowie Kaczmarczyk wyprowadzał groźną kontrę gości, jednak zamiast zagrać na lewe skrzydło do wychodzącego kolegi z drużyny, holował piłkę. Skończyło się na tym, że otrzymał żółtą kartkę za symulowanie faulu po tym, jak wślizgiem atakował Mateusz Kamiński.
– Pod koniec spotkania efektowny rajd przeprowadził Goncerz. Strzelił jednak za słabo i Nowak nie miał problemu ze skuteczną interwencją.
– Chwilę później z piłką szarżował Januszkiewicz, jednak i z jego uderzeniem poradził sobie bramkarz gości.
– To był piąty mecz GKS-u z Niecieczą na własnym stadionie. Katowiczanie wciąż pozostają bez zwycięstwa w domowych starciach z tym rywalem…

 

Sport – GieKSa znów zawiodła, posada Moskala zagrożona

Zespół Termaliki w Katowicach stracił pierwszego gola w tym sezonie, ale nie stracił punktów, dzięki czemu nadal przewodzi w tabeli. Posada trenera GKS Kazimierza Moskala jest za to mocno zagrożona.
Gospodarze po raz kolejny przed rozpoczęciem nowego sezonu mieli spore nadzieje i po raz kolejny mocno się rozczarowali. GKS doznał drugiej porażki w tym sezonie i na nic zdały się zmiany, których dokonał trener Kazimierz Moskal. Były szkoleniowiec zespołu z Niecieczy, przeciwko swojemu dawnemu pracodawcy po raz pierwszy zagrał czterema, a nie trzema obrońcami. Początek spotkania pokazywał, że może to przynieść skutek, bo GKS szybko objął prowadzenie po strzale Grzegorza Goncerza, dla którego był to trzeci gol w tym sezonie. Radość gospodarzy nie trwała zbyt długo, bo po głupim faulu Sławomira Dudy sędzia podyktował rzut karny dla zespołu z Niecieczy. Pewnym jego wykonawcą był kapitan Jakub Biskup. Od tego momentu gra drużyny z Katowic słabła z minuty na minutę.

O ile w pierwszej połowie Przemysław Pitry i Krzysztof Wołkowicz stanęli przed szansą na gola, to w drugiej gospodarze nie potrafili zagrozić bramce lidera pierwszej ligi. Stopniowo rosła za to przewaga gości. Najpierw Emil Drozdowicz trafił w poprzeczkę. Kilkanaście minut później powtórzył ten wyczyn, lecz skuteczną dobitką do pustej bramki popisał się Krzysztof Kaczmarczyk i to ekipa z Niecieczy wyszła na prowadzenie, którego nie oddała już do końca. Schodzących do szatni piłkarzy GKS Katowice żegnały gwizdy i okrzyki „do roboty”. W tym tygodniu w śląskim klubie może być naprawdę nerwowo i można spodziewać się radykalnych decyzji działaczy GKS.

 

dziennikzachodni.pl – Zadyma po meczu GKS Katowice – Termalica: Kibice wściekli, ochrona użyła gazu

Termalica Bruk-Bet Nieciecza pokonała na wyjeździe GKS Katowice 2:1. Po meczu na Bukowej kibice GieKSy próbowali dostać się do szatni piłkarzy, ochrona użyła gazu. W klubie można się spodziewać poważnych rozmów i konsekwencji wobec zawodników.

Trzecia z rzędu, w tym jedna pucharowa, porażka GKS Katowice dolała oliwy do ognia. Zniecierpliwieni i zaniepokojeni niską formą zespołu kibice zebrali się po meczu z Termalicą pod szatnią GieKSy. Zrobiło się bardzo nerwowo. Poleciały szyby w drzwiach wejściowych. „Zero ambicji, weźcie się do roboty” – krzyczeli wzburzeni, a potem jeszcze, że GKS to nie piłkarze tylko oni.

– To nie jest tak, że nie mamy ambicji, że nie chcemy wygrywać – bronił siebie i kolegów Grzegorz Goncarz. – Do każdego meczu podchodzimy z maksymalnym zaangażowaniem. Z drugiej strony nie popadajmy w paranoję, to dopiero trzecia kolejka, przed nami jeszcze sporo kolejek, możemy zdobyć wiele punktów – mówił po meczu piłkarz GKS Katowice.

Do Goncarza pewnie kibice mieli mniej pretensji niż do pozostałych zawodników. W 9 min pomocnik gospodarzy precyzyjnym strzałem przy słupku dał im prowadzenie. – Chcieliśmy pójść za ciosem, ale zamiast tego było wyrównanie – kręcił głową Goncerz.

Zespół Piotra Mandrysza wyrównał po rzucie karnym. Sławomir Duda popchnął pod swoją bramką Tomasza Foszmańczyka i stojący obok sędzia Piotr Pskit nie miał cienia wątpliwości dyktując jedenastkę.

Wyrównująca bramka podcięła skrzydła katowiczanom. Wrócili do swojej bylejakości z poprzednich spotkań. Grali niestarannie w ataku, wolno rozgrywali akcje i kończyli je najczęściej przed polem karnym Termalicy.

Co innego goście. Widać było, że piłkarzom Termalicy zależy na zwycięstwie. Po przerwie ruszyli do ataku, ale dopięli swego dopiero w 72 min. Wcześniej dwukrotnie dobrych okazji nie wykorzystał Emil Drozdowicz. Za trzecim razem trafił w poprzeczkę, a stojący przed bramką Krzysztof Kaczmarczyk wpakował piłkę do siatki.

Po meczu Stowarzyszenie Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964” wydało oświadczenie, w którym domaga się obniżenia cen biletów. W przeciwnym razie rozważą bojkot spotkań rozgrywanych na stadionie przy ulicy Bukowej.

 

 

 

2 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

2 komentarze

  1. Avatar photo

    nocomment

    18 sierpnia 2014 at 22:47

    a co na to The Times?

    • Avatar photo

      Witek

      23 sierpnia 2014 at 07:27

      Przygotowuje większy materiał 🙂

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.

Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.

To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.

Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.

Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…

No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.

Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.

Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.

Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.

Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…

No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.

Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.

Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…

Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.

A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.

I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.

Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.

Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.

Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.

Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.

Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.

Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.

Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga