Piłka nożna Prasówka
GKS Katowice – Termalica 1:2. Doniesienia mediów.
Wczarajszy, kolejny przegrany mecz przez GieKSę, tym razem z Termalicą 1:2 odbił się szerokim echem w mediach, nie tylko ze względu na grę piłkarzy. GKS prowadził 1:0 po zdobyciu bramki przez Grzegorza Goncerza, wyrównał z rzutu karnego Jakub Biskup. Zwycięską bramkę dla Słoników zdobył w II połowie najskuteczniejszy do tej pory, w drużynie Bruk – Betu Krzysztof Kaczmarczyk.
Poniżej fragmenty doniesień mediów:
sportowefakty.pl – Termalica zwycięska przy Bukowej
GKS Katowice w meczu z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza zagrał w nowym ustawieniu, ale nie pomogło to gospodarzom w odwróceniu fatalnej serii. Drużyna z Bukowej przegrała drugi ligowy mecz z rzędu.
Dla piłkarzy GKS Katowice mecz z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza był okazją do odzyskania twarzy, nadszarpniętej pucharową porażką z Chrobrym Głogów. Odpowiednie wnioski wyciągnął też trener Kazimierz Moskal, który po trzech nie najlepszych meczach w wykonaniu śląskiej drużyny w ustawieniu 5-4-1 i wrócił do systemu z czwórką obrońców, wzmacniając siłę ofensywną drużyny.
Szybko przyniosło to oczekiwany efekt, bo nie minęło dziesięć minut gry, a GieKSa była już na prowadzeniu. Po szybkiej kontrze katowiczan piłkę na prawym skrzydle otrzymał Alan Czerwiński i płasko dograł w pole karne, a tam futbolówki dopadł nabiegający Grzegorz Goncerz i nie zatrzymywany przez nikogo pewnym strzałem otworzył wynik spotkania.
Szybko strzelona bramka czujność katowickiej drużyny uśpiła. GKS zamiast pójść za ciosem dał się bowiem od wznowienia gry zepchnąć do defensywy i szybko znalazło to odzwierciedlenie w wyniku meczu. Raptem trzy minuty po pierwszej bramce po faulu w polu karnym gospodarzy Sławomir Duda arbiter wskazał na „wapno”, a rzut karny na gola silnym uderzeniem zamienił Jakub Biskup.
Raptem kilka minut po swoim trafieniu Biskup mógł bowiem mieć na koncie dublet, ale jego strzał z okolic linii pola karnego katowiczan świetnie obronił Antonin Bucek. W odpowiedzi dwukrotnie na bramkę Termaliki uderzała GieKSa, ale próby Rafała Kujawy, który uderzał przewrotką i Przemysława Pitrego nieznacznie chybiły celu.
Od mocnego uderzenia grę po przerwie mogli rozpocząć za to goście. Już na początku drugiej odsłony bliski szczęścia po dograniu Tomasz Foszmańczyk był Emil Drozdowicz, ale po strzale głową trafił w poprzeczkę katowickiej bramki. Chwilę później po szybkiej wymianie podań tego samego duetu napastnik niecieczan w polu karnym minął jak pachołek jednego z obrońców i technicznie uderzył tuż obok słupka.
Celu ekipa z Niecieczy dopięła na nieco ponad kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry. Po dograniu z prawej strony Drozdowicz po raz kolejny po strzale głową trafił w poprzeczkę, a dobijający piłkę do pustej bramki Krzysztof Kaczmarczyk nie mógł się pomylić. Chwilę później formalności powinien dopełnić Drozdowicz, ale po strzale z ostrego kąta uderzył centymetry obok słupka.
GieKSa w końcówce próbowała jeszcze dążyć do odwrócenia wyniku, ale katowiczanom brakowało argumentów, by pokonać dobrze dysponowanego tego dnia Sebastiana Nowaka.
sportmalopolski.pl – Słoniki wygrywają na Górnym Śląsku
Po dwóch zwycięskich meczach trener Piotr Mandrysz nie zamierzał zmieniać składu. Spotkaniu nie brakowało też podtekstów. Trener Kazimierz Moskal oraz Piotr Ceglarz i Rafał Kujawa jeszcze nie tak dawno pracowali (w różnych rolach) w ekipie „Słoników” Ale to rywalom Termaliki nie pomogło. Przegrali dzisiejsze spotkanie.
Początek meczu należał do gospodarzy. Aktywny Przemysław Pitry ładnie rozprowadzał piłki. W 7 min Rafał Kujawa strzelił obok bramki. Minutę później Piotr Ceglarz dośrodkował do Grzegorza Goncerza, który z 14 metrów pokonał Sebastiana Nowaka. Goście szybko odpowiedzieli. W 12 min z rzutu karnego gola zdobył Jakub Biskup. To była konsekwencja faulu na jednym z niecieczan. Napór GKS-u nie malał. Sebastian Nowak był na posterunku. W 28 min Kujawa zgubił Patryka Fryca, ale nie potrafił mu na tyle uciec, żeby dobrze strzelić. Do końca pierwszej połowy mimo przewagi GKS-owi nie udało się zmienić wyniku meczu.
W drugiej połowie już w 47 min Emil Drozdowicz główką strzelił w poprzeczkę. W 55 min ponownie Drozdowicz strzelił obok słupka. Dobra postawa gości przyniosła bramkę. W 72 minucie na listę strzelców wpisał się Krzysztof Kaczmarczyk, który wykończył zespołową akcję. W 76 minimalnie strzelił obok słupka Drozdowicz. Dobrego wyniku niecieczenie pilnowali, ale też stwarzali kolejne okazje.
sporslaski.pl – GKS Katowice – Nieciecza 1-2. „Słoniki” wciąż niepokonane przy Bukowej
To GKS Katowice pierwszy strzelił bramkę w spotkaniu z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza, ale to goście cieszą się z trzech punktów. To trzecia porażka – wliczając mecz w Pucharze Polski – z rzędu GieKSy.
Wydarzenie
Gospodarze weszli w mecz najlepiej, jak się da – zdobytym golem. Alan Czerwiński, który zastąpił w składzie Aleksandra Januszkiewicza, pobiegł prawą stroną boiska i zagrał po ziemi do Grzegorza Goncerza. Napastnik wykorzystał fakt, że obrońcy gości dali mu dużo swobody i uderzeniem przy słupku wyprowadził GKS na prowadzenie.
Bohater
Najwięcej zamieszania w polu karnym GieKSy robił Emil Drozdowicz. Co prawda nie wykorzystał ani jednej z czterech wyśmienitych okazji, ale to po tym, jak uderzył w poprzeczkę, skuteczną dobitką popisał się Krzysztof Kaczmarczyk, który wyprowadził gości na prowadzenie. Wcześniej Drozdowicz również zanotował strzał w poprzeczkę po dośrodkowaniu Jakuba Biskupa. W innej sytuacji w świetnym stylu wymanewrował obronę katowiczan, jednak fatalnie spudłował. Mimo braku skuteczności, i tak miał udział w zwycięstwie.
Rozczarowanie
GieKSa przegrała trzeci mecz z rzędu. Po udanej – aczkolwiek szczęśliwej wygranej – inauguracji z Widzewem Łódź, katowiczanie przegrali kolejno z Miedzią Legnica, Chrobrym Głogów i dzisiaj z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza. Dwie ostatnie porażki miały miejsce na własnym stadionie.
Co ciekawego:
– Rzut karny dla gości podyktowany był za faul Sławomira Dudy. Z prawej strony boiska dośrodkowywał Tomasz Foszmańczyk, a pomocnik GieKSy wyraźnie odpychał jednego z graczy Termaliki.
– W porównaniu do meczu z Miedzią Legnica, trener Kazimierz Moskal przeprowadził cztery zmiany w wyjściowym składzie. W związku z czerwonymi kartkami Łukasza Pielorza i Adriana Jurkowskiego, katowiczanie zagrali dzisiaj w ustawieniu z czwórką obrońców.
– Od pierwszej minuty w barwach GieKSy wystąpiło dwóch graczy, którzy w poprzednim sezonie grali w Termalice – Rafał Kujawa i Piotr Ceglarz. Trzeci z eks-niecieczan, Łukasz Pielorz, musiał pauzować za czerwoną kartkę.
– Mecz z trybun oglądał były prezes Górnika Zabrze, Zbigniew Waśkiewicz. Dostrzec można było także piłkarza „Trójkolorowych” Rafała Kosznika i byłego trenera GKS-u, Rafała Góraka.
– W pierwsza groźna akcja GieKSy zakończyła się uderzeniem przewrotką. Sędzia jednak odgwizdał przewinienie Rafała Kujawy.
– Po zagraniu ręką Rafała Pietrzaka tuż przed polem karnym, z rzutu wolnego uderzał Biskup, a Antonin Buczek efektownie wypiąstkował piłkę.
– Katowiczanie w pierwszej połowie sprytnie rozegrali rzut wolny – Duda po ziemi zagrał do, stojącego przed polem karnym, Pitrego, który jednak uderzył za słabo, by pokonać Sebastiana Nowaka.
– W pierwszej połowie Kaczmarczyk wyprowadzał groźną kontrę gości, jednak zamiast zagrać na lewe skrzydło do wychodzącego kolegi z drużyny, holował piłkę. Skończyło się na tym, że otrzymał żółtą kartkę za symulowanie faulu po tym, jak wślizgiem atakował Mateusz Kamiński.
– Pod koniec spotkania efektowny rajd przeprowadził Goncerz. Strzelił jednak za słabo i Nowak nie miał problemu ze skuteczną interwencją.
– Chwilę później z piłką szarżował Januszkiewicz, jednak i z jego uderzeniem poradził sobie bramkarz gości.
– To był piąty mecz GKS-u z Niecieczą na własnym stadionie. Katowiczanie wciąż pozostają bez zwycięstwa w domowych starciach z tym rywalem…
Sport – GieKSa znów zawiodła, posada Moskala zagrożona
Zespół Termaliki w Katowicach stracił pierwszego gola w tym sezonie, ale nie stracił punktów, dzięki czemu nadal przewodzi w tabeli. Posada trenera GKS Kazimierza Moskala jest za to mocno zagrożona.
Gospodarze po raz kolejny przed rozpoczęciem nowego sezonu mieli spore nadzieje i po raz kolejny mocno się rozczarowali. GKS doznał drugiej porażki w tym sezonie i na nic zdały się zmiany, których dokonał trener Kazimierz Moskal. Były szkoleniowiec zespołu z Niecieczy, przeciwko swojemu dawnemu pracodawcy po raz pierwszy zagrał czterema, a nie trzema obrońcami. Początek spotkania pokazywał, że może to przynieść skutek, bo GKS szybko objął prowadzenie po strzale Grzegorza Goncerza, dla którego był to trzeci gol w tym sezonie. Radość gospodarzy nie trwała zbyt długo, bo po głupim faulu Sławomira Dudy sędzia podyktował rzut karny dla zespołu z Niecieczy. Pewnym jego wykonawcą był kapitan Jakub Biskup. Od tego momentu gra drużyny z Katowic słabła z minuty na minutę.
O ile w pierwszej połowie Przemysław Pitry i Krzysztof Wołkowicz stanęli przed szansą na gola, to w drugiej gospodarze nie potrafili zagrozić bramce lidera pierwszej ligi. Stopniowo rosła za to przewaga gości. Najpierw Emil Drozdowicz trafił w poprzeczkę. Kilkanaście minut później powtórzył ten wyczyn, lecz skuteczną dobitką do pustej bramki popisał się Krzysztof Kaczmarczyk i to ekipa z Niecieczy wyszła na prowadzenie, którego nie oddała już do końca. Schodzących do szatni piłkarzy GKS Katowice żegnały gwizdy i okrzyki „do roboty”. W tym tygodniu w śląskim klubie może być naprawdę nerwowo i można spodziewać się radykalnych decyzji działaczy GKS.
dziennikzachodni.pl – Zadyma po meczu GKS Katowice – Termalica: Kibice wściekli, ochrona użyła gazu
Termalica Bruk-Bet Nieciecza pokonała na wyjeździe GKS Katowice 2:1. Po meczu na Bukowej kibice GieKSy próbowali dostać się do szatni piłkarzy, ochrona użyła gazu. W klubie można się spodziewać poważnych rozmów i konsekwencji wobec zawodników.
Trzecia z rzędu, w tym jedna pucharowa, porażka GKS Katowice dolała oliwy do ognia. Zniecierpliwieni i zaniepokojeni niską formą zespołu kibice zebrali się po meczu z Termalicą pod szatnią GieKSy. Zrobiło się bardzo nerwowo. Poleciały szyby w drzwiach wejściowych. „Zero ambicji, weźcie się do roboty” – krzyczeli wzburzeni, a potem jeszcze, że GKS to nie piłkarze tylko oni.
– To nie jest tak, że nie mamy ambicji, że nie chcemy wygrywać – bronił siebie i kolegów Grzegorz Goncarz. – Do każdego meczu podchodzimy z maksymalnym zaangażowaniem. Z drugiej strony nie popadajmy w paranoję, to dopiero trzecia kolejka, przed nami jeszcze sporo kolejek, możemy zdobyć wiele punktów – mówił po meczu piłkarz GKS Katowice.
Do Goncarza pewnie kibice mieli mniej pretensji niż do pozostałych zawodników. W 9 min pomocnik gospodarzy precyzyjnym strzałem przy słupku dał im prowadzenie. – Chcieliśmy pójść za ciosem, ale zamiast tego było wyrównanie – kręcił głową Goncerz.
Zespół Piotra Mandrysza wyrównał po rzucie karnym. Sławomir Duda popchnął pod swoją bramką Tomasza Foszmańczyka i stojący obok sędzia Piotr Pskit nie miał cienia wątpliwości dyktując jedenastkę.
Wyrównująca bramka podcięła skrzydła katowiczanom. Wrócili do swojej bylejakości z poprzednich spotkań. Grali niestarannie w ataku, wolno rozgrywali akcje i kończyli je najczęściej przed polem karnym Termalicy.
Co innego goście. Widać było, że piłkarzom Termalicy zależy na zwycięstwie. Po przerwie ruszyli do ataku, ale dopięli swego dopiero w 72 min. Wcześniej dwukrotnie dobrych okazji nie wykorzystał Emil Drozdowicz. Za trzecim razem trafił w poprzeczkę, a stojący przed bramką Krzysztof Kaczmarczyk wpakował piłkę do siatki.
Po meczu Stowarzyszenie Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964” wydało oświadczenie, w którym domaga się obniżenia cen biletów. W przeciwnym razie rozważą bojkot spotkań rozgrywanych na stadionie przy ulicy Bukowej.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

nocomment
18 sierpnia 2014 at 22:47
a co na to The Times?
Witek
23 sierpnia 2014 at 07:27
Przygotowuje większy materiał 🙂