Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Do Gdyni po przełamanie? Opinie mediów przed meczem Arka Gdynia-GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego spotkania Arka Gdynia – GKS Katowice.

 

1liga.org – 1 Liga Stats: Zapowiedź 25. Kolejki

[…] Arka Gdynia – GKS Katowice (1 kwietnia, sobota, 20:00)

Nie jest to za to najlepszy okres w historii zespołu z Katowic. Fani GKS-u po rundzie jesiennej mogli być pełni nadziei przed wiosną, a nawet snuć marzenia odnośnie gry w barażach i szansy na historyczny powrót do ekstraklasy. Kontynuowana wiosną seria aż siedmiu spotkań bez zwycięstwa (średnia 0.43 punktu na mecz) skutecznie pogrążyła te marzenia w gruzach, a dodajmy do tego, że w rozgrywkach ligowych GKS po raz ostatni pokonał Arkę… prawie 10 lat temu, w 2013 roku.

 

Fantasy 1 Liga: Zapowiedź 25. Kolejki

[…] Arka Gdynia – GKS Katowice

Arka cały czas szuka stabilizacji. Dobre mecze przeplata słabymi. Teraz wraca na swój stadion, gdzie w ostatnim spotkaniu rozgrywanym w Gdyni przegrała z Górnikiem Łęczna. Trener Hermes musi znaleźć sposób na mentalne odblokowanie piłkarzy. Bez dobrych występów na swoim obiekcie trudno marzyć o awansie. Arka przystąpi do najbliższego meczu w najsilniejszym składzie i musi powalczyć w nim o komplet punktów. Wiele będzie zależało od postawy jej liderów w poszczególnych formacjach. Dawid Gojny, Kacper Skóra, Janusz Gol i Karol Czubak to piłkarze decydujący o grze Arki. Wiosenne mecze pokazały, że ich obecność na murawie oraz dobra dyspozycja meczowa przekładają się na postawę całej drużyny. Jesienią Arka wywiozła 3 punkty z Katowic, ma dobry bilans spotkań z GKS-em, ale w poprzednim sezonie zremisowała z nim w Gdyni.

Trener Górak podkreślał, jak ważne dla jego drużyny będą spotkania z Sandecją oraz Resovią. W obu meczach GieKSa pozostawiła po sobie lepsze wrażenie na murawie od rywali, ale pierwsze z nich zakończyło się remisem, a drugie porażką. To sprawiło, że atmosfera na trybunach przy Bukowej zrobiła się bardzo gorąca. Kibice otwarcie mówią o potrzebie zmian na ławce trenerskiej i na stanowisku dyrektora sportowego. Inaczej wyobrażali sobie wiosnę w wykonaniu GKS-u. Tymczasem zespół z Katowic nie wygrał od 7 kolejek, w których udało mu się tylko 3 razy zremisować. Trener Górak nie zamierza jednak się poddawać i wierzy w pracę, jaką wykonuje. Kilka razy udowodnił już, że potrafi wyciągać zespół z kłopotów. Wydaje się, że najważniejszym pytaniem, jakie należy stawiać w kontekście pozycji GKS-u w ligowej tabeli jest to czy kadra zespołu pozwala na walkę o najwyższe lokaty. W przerwie reprezentacyjnej GieKSa rozegrała przegrany 0:3 sparing z Legią. Spotkanie z pewnością dostarczyło sztabowi sporo materiału do analizy. Podobnie, jak w Arce, największe znaczenie dla poprawy gry drużyny będzie miała postawa jej liderów. Arkadiusz Jędrych, Grzegorz Rogala, Adrian Błąd i Jakub Arak muszą pokazać w Gdyni, że są w stanie „pociągnąć” ten zespół. Arka nie jest wygodnym przeciwnikiem dla GieKSy. W 25 spotkaniach odniosła ona 6 zwycięstw, 9 remisów i 10 porażek. Zawodników GKS-u czeka ciężkie spotkanie, ale właśnie w takich meczach można się przełamać i odbudować.

 

sportdziennik.com – Do Gdyni po przełamanie?

Katowiczanie mają na koncie 7 z rzędu ligowych występów bez zwycięstwa i taką samą serię w starciach z Arką, trwającą od 2013 roku.

Kibice GieKSy są jeszcze w wirze hokejowych emocji, ale w sobotę wieczorem czeka ich odskocznia piłkarska, a ta materia ostatnimi czasy ma dla nich wydźwięk o zabarwieniu odwrotnie proporcjonalnym do pozytywów płynących z lodowej tafli. Katowiczanie od dobrych kilku tygodni pozostają jedynym pierwszoligowcem wciąż czekającym na zwycięstwo w 2023 roku. Nie wygrali 7 meczów z rzędu, po raz ostatni księgując komplet punktów w listopadzie z Chojniczanką.

Jeszcze dłużej – bo od pierwszego weekendu października i spotkania ze Skrą Częstochowa – oczekują pełnej puli zgarniętej na wyjeździe. Bilans ich pięciu poprzednich delegacji to 2 remisy i 3 porażki.

GKS, który w tej rundzie zdobył dotąd ledwie 3 „oczka” za remisy z Bruk-Betem, Podbeskidziem i Sandecją, nie przełamał się też podczas reprezentacyjnej przerwy, ale o to akurat było bardzo trudno. Spożytkował ją m.in. na sparing z Legią Warszawa, której uległ w podstołecznych Książenicach 0:3.

– To był bardzo wartościowy sparing, który dał nam wiele do myślenia. Przeciwnik był bardzo wymagający i wynik to odzwierciedlił. Były momenty dobre, ale też wiele takich, gdy rywale zabrali nam piłkę i nie chcieli oddać, a my działaliśmy w obronie niskiej. Było widać dużą klasę Legii – powiedział Rafał Figiel, pomocnik drużyny z Bukowej, przed którą spotkanie w Gdyni.

– Kolektyw i odpowiednia organizacja gry to w pierwszej lidze klucz, by wygrywać. Ostatnie mecze, wiadomo, nie potoczyły się po naszej myśli, ale na Arkę jedziemy po 3 punkty. Trzeba zrobić wszystko, by tam wygrać i z takim dobrym nastawieniem musimy tam się udać po swoje – dodał Figiel.

Względem składu, jaki wyszedł przed dwoma tygodniami na spotkanie z Resovią (0:1), na pewno nastąpią roszady. Za kartki pauzować musi Grzegorz Janiszewski, ale po odpokutowaniu nadmiaru „żółtek” do dyspozycji trenera Rafała Góraka wracają za to inni obrońcy: Michał Kołodziejski i Marcin Wasielewski.

Rywale GKS-u też mają swoje problemy. O ile Arka na wyjazdach zdobyła 25 punktów w 12 meczach i pod tym względem jest najlepsza w I lidze, o tyle zgoła inaczej spisuje się przed własną publicznością. Bilans 3 zwycięstw, 4 remisów i 5 porażek jest dalece niezadowalający dla drużyny, która była stawiana w gronie najpoważniejszych faworytów do awansu. „SKGA”, czyli stowarzyszenie kibiców gdyńskiej Arki, po ostatniej domowej przegranej – 0:1 z Górnikiem Łęczna – zabrało głos. „Zdajemy sobie sprawę, że w sporcie wypadki się zdarzają, ale jak coś wydarza się z taką częstotliwością, to nie może być mowy o przypadku. (…) Czas jednak powiedzieć DOŚĆ na takie traktowanie kibiców na domowych meczach❗️. Mamy nadzieję, że włodarze oraz sami piłkarze są świadomi, jak mocno nas zawodzą i zrobią wszystko, aby zmazać tę plamę na ich wizerunku” – oświadczyli kibice Arki, proponując, by na kolejne domowe mecze klub obniżył ceny biletów do symbolicznych 5 zł i by różnicę pokryli piłkarze.

Działacze usiedli do rozmów z kibicami i ustalili obniżki cen, choć nie tak drastyczne (od 5 do 25 zł), dodatkowo zawarli porozumienie, że każde dodatkowe 500 osób powyżej frekwencji 4000 widzów na sobotnim meczu zrodzi rabaty na kolejne spotkania (od 5 proc. przy 4000 do 30 proc. przy 8000).

Arka to rywal bardzo niewdzięczny dla GKS-u. Ostatnie 7 meczów to 2 remisy i 5 porażek katowiczan. Po raz ostatni pokonali gdynian we wrześniu 2013, u siebie, 2:0 po golach Przemysława Pitrego i Bartłomieja Chwalibogowskiego. Minionej jesieni przy Bukowej było 0:1, po szybkiej czerwonej kartce Bartosza Jaroszka i bramce Omrana Haydarego. Ofensor urodzony w Afganistanie w tym roku nie strzelił jeszcze gola, a obecnie jest w trakcie ramadanu. Jak mówi w trójmiejskich mediach, wstaje o 4 rano, je śniadanie, zasypia jeszcze na kilka godzin, potem trenuje, a kolejny posiłek spożywa dopiero po zachodzie słońca.

 

meczyki.pl – Najważniejszy mecz Arki Gdynia. Jeden z liderów szuka formy, awans na horyzoncie. „Możemy odrobić te straty”

Punkty ostatnio uciekały, a margines błędu jest coraz mniejszy. Jeśli Arka Gdynia chce wrócić do Ekstraklasy, musi zacząć seryjnie wygrywać. – Najbliższy mecz jest najważniejszy. Jesteśmy w stanie odrobić te straty – zapowiada trener “Żółto-Niebieskich”, Hermes.

0:1 z Górnikiem Łęczna. 1:1 z Odrą Opole. Niewielu polskim klubom przerwa reprezentacyjna była tak potrzebna jak Arce Gdynia. Zespół znad morza, który nieźle wszedł w rundę rewanżową Fortuna I Ligi i wydawał się rozpędzony dwoma wysokimi wygranymi (3:0 z Sandecją i 4:0 z Resovią), nagle stracił rytm i zgubił punkty z niżej notowanymi rywalami.

[…] – Zdajemy sobie sprawę z sytuacji w tabeli. Ona nie jest dobra, punkty nam uciekają. W dwóch ostatnich meczach straciliśmy ważne punkty. Ale jesteśmy w stanie to odrobić – twierdzi Hermes Neves Soares, który po rundzie jesiennej zastąpił na stanowisku trenera Arki Ryszarda Tarasiewicza.

[…] Margines błędów nadmorskiej drużyny właściwie się wyczerpał. Wprawdzie pierwszoligowe realia umożliwiają “wczłapanie” się do baraży grając dość nierówno, ale, po pierwsze, w tych właśnie barażach Arka odpadała ostatnio dwa razy z rzędu. Po drugie, nikt jej baraży za darmo nie da. Trzeba je wyszarpać solidną i stabilną formą. A wtedy układ tabeli może “bonusowo” przywrócić gdynian do walki o bezpośrednią promocję do Ekstraklasy. “Żółto-Niebiescy” mają zbyt wielu dobrych piłkarzy, by gubić punkty w taki sposób jak przed przerwą na kadrę. Tyle że ci piłkarze muszą też tworzyć zwarty, groźny zespół. Wydaje się, że sporo tracą “w głowach”. Trener przekonuje jednak o pracy w tym zakresie.

– Pracujemy nad mentalem. Drużyna bardzo pozytywnie zareagowała w tych dwóch tygodniach. Jest świadoma, jak bardzo ważny jest mecz z GKS-em. Chcemy nie tylko zmazać plamy z gier z Górnikiem Łęczna i Odrą Opole, ale też odpowiedzieć na pytanie, czy możemy grać lepiej – mówił.

– Cieszymy się, że przerwa dobiegła końca i możemy zagrać w sobotę [następny mecz]. Tak jak powiedział trener, chcemy zmazać te plamy z ostatnich słabszych spotkań. Zrobiliśmy wszystko, by być odpowiednio przygotowanym. Chcemy zacząć z wysokiego “C”, od początku atakować GKS, zostawić na boisku dużo serca i trzy punkty w Gdyni – wtórował mu Dawid Gojny, sprowadzony zimą z Zagłębia Sosnowiec lewy obrońca, jeden z zawodników, co do których formy trudno mieć uwagi.

Dobrą wiadomością dla Hermesa jest powrót do zdrowia wszystkich piłkarzy. W ostatnich spotkaniach kontuzje przetrzebiły mu linię defensywy, musiał naprędce łatać powstałe dziury, szczególnie na pozycji prawego obrońcy. Teraz wszyscy są gotowi, mimo kłopotów, które odzywały się już po remisie w Opolu.

– W pierwszym tygodniu przerwy mieliśmy problemy, kilku zawodników było chorych, nie trenowało. Od poniedziałku mamy już do dyspozycji całą kadrę i pracujemy cały tydzień – wyjaśniał trener Arki.

Do składu wraca też pauzujący przeciwko Odrze za kartki Janusz Gol, lider drugiej linii i “mózg” zespołu.

Okoliczności sprzyjają więc, by wrócić na zwycięską ścieżkę i spoglądać w górę tabeli, a nie za siebie. Szczególnie, że rywal z Katowic przyjeżdża do Gdyni bez wygranej od 5 listopada.

– Zespoły będące niżej w tabeli na pewno zostawiają na boisku więcej “serducha” niż te, które są w czubie. Nikogo nie można lekceważyć – przestrzega jednak Gojny.

Niemniej, Arka ma argumenty, by drugi raz w tym sezonie ograć GKS. Jesienią było 1:0 dla gdynian, a bramkę strzelił nie kto inny jak Haydary. Za realizację podobnego scenariusza w sobotni wieczór nikt się w Gdyni nie obrazi. Wygrane na własnym stadionie są potrzebne arkowcom jak tlen. Na 12 domowych gier triumfowali bowiem tylko w trzech. Co ciekawe, na wyjazdach są zaś najlepsi w lidze. Najwyższy czas ustabilizować formę.

– Presja jest i będzie. Musimy sobie z tym radzić. Wierzę, że w najbliższym meczu zagramy dobrze i zapunktujemy. O nim myślimy, to najważniejsze, skupmy się na tym, co teraz – podsumował Hermes.

 

radiogdańsk.pl – Arka Gdynia zawalczy o powrót do gry o awans. „Wszystko zależy od meczu z GKS-em”

[…] Gdynianie tracili punkty w dwóch ostatnich meczach. Przez to po piętach w ligowej tabeli depcze im Podbeskidzie oraz Chrobry, które znajdują się poza strefą barażową. Trzy punkty z GKS-em mogą okazać się niezbędne, jeżeli żółto-niebiescy planują awansować.

 

arkowcy.pl – Uważaj, bo się pomylisz: zapowiedź meczu Arka – GKS Katowice

Spotkanie 25. kolejki zostanie rozegrane 1 kwietnia, a więc w święto czerstwych żartów. Prima Aprilis – uważaj, bo się pomylisz. Arkowcy na własnym stadionie opowiedzieli już w tym sezonie wystarczająco dużo słabych dowcipów. Mamy nadzieję, że tym razem mylić się będą głównie katowiczanie.

Po przerwie na reprezentację znów czas na to, co tygrysy lubią najbardziej. Wraca I liga, a wraz z nią konkretna dawka emocji. Żółto-niebiescy pałają żądzą rehabilitacji po dwóch bardzo słabych meczach z rzędu, a ich żarłoczność dodatkowo potęguje fakt, że okres oczekiwania na zmazanie plamy wydłużył się dwukrotnie. Podopieczni Hermesa jak wody potrzebują trzech punktów, które pomogą im na nowo uwierzyć we własne możliwości i kontynuować walkę o jak najwyższe miejsce po sezonie zasadniczym. Wysokie aspiracje mieli też przed rundą wiosenną goście sobotniej rywalizacji, ale ich apetyty zostały wyraźnie poskromione słabiuteńkim startem grania w 2023 roku. W rundzie rewanżowej żółto-zielono-czarni jeszcze nie wygrali, więc póki co użerają się z własnymi demonami.

[…] Gdybyście mieli znajomego, który na kilkanaście lat wyjechałby pomagać przy misjach w Afryce i byłby odcięty od informacji, a po jego powrocie zapytałby was, jak idzie ,,Gieksie” w I lidze, prawdopodobnie swoje pytanie zakończyłby słowami ,,czekaj, wiem – są w środku tabeli, prawda?”. Katowiczanie w XXI wieku zdążyli sobie wyrobić łatkę typowego ligowego średniaka – drużyny zbyt słabej, by awansować, i zbyt mocnej, by spaść. Oczywiście ten schemat został przed czterema laty zachwiany degradacją, natomiast żółto-zielono-czarni szybko wrócili na należne im miejsce na piłkarskiej mapie Polski. Po rundzie jesiennej trwającego sezonu także znajdowali się – a jakże – w środku tabeli. 8. pozycja ze stratą zaledwie jednego punktu do szóstej Arki otwierała jednak przed nimi pewne możliwości zaostrzenia apetytu. Kibice z ul. Bukowej zakończyli bojkot spotkań na własnym boisku, a ekipa Rafała Góraka postanowiła spróbować zawalczyć o baraże. Udało się nawet wyjechać na zagraniczne zgrupowanie, którego destynacją okazała się turecka Lara. A mimo tego wszystkiego po pierwszych kolejkach wiosny katowiczanie swoim aspiracjom mówią ,,nara”. Nad Bosforem ,,Gieksa” wygrała w sparingu z Metalistem Charków, wydawało się, że wszystko idzie w dobrą stronę.

[…] GKS na wiosnę trzy razy zremisował i trzy razy przegrał, ani razu nie schodząc z boiska w charakterze triumfatora. Posada trenera Góraka raczej nie jest zagrożona, bo ten szkoleniowiec ma przy Bukowej spory kredyt zaufania i wyciągał już katowiczan z niejednych kłopotów. Tyle, że w stolicy Górnego Śląska zrobiło się naprawdę gorąco (i nie chodzi o pierwsze symptomy wiosny). O ile remisy z Niecieczą czy Podbeskidziem da się jeszcze jakoś usprawiedliwić, o tyle ostatni wyjazdowy podział punktów z przesłabą Sandecją, a zwłaszcza dramatyczny mecz na własnym boisku z Resovią zakończony porażką 0:1 powodują, że żółto-zielono-czarnym baraże odjechały bezpowrotnie – do strefy nadziei tracą obecnie osiem punktów. Zapowiada się więc na kolejny sezon, w którym obędzie się bez większych historii. ,,Gieksa” pewnie jeszcze ze dwa czy trzy razy straci punkty w typowy dla siebie sposób (po golu w ostatniej minucie), ale wiele w jej położeniu to de facto nie zmieni. Górak jednak bardzo pragnie przełamania i nie można mu się dziwić.

[…] W stolicy Górnego Śląska wszyscy żyją w tym momencie drugim z rzędu mistrzostwem Polski w hokeju, które zostało przypieczętowane przez katowiczan w czwartek. To wszystko powoduje spory entuzjazm, na fali którego 600 popularnych ,,cyganów” wybiera się w sobotę do Gdyni i zamierza zapełnić klatkę.

Fakty są takie, że Arka w tym sezonie wygrała zaledwie trzy spotkania na własnym boisku na dwanaście możliwych. Trzy na dwanaście! Na 36 punktów możliwych do zdobycia drużyna wywalczyła tylko 13. W tej chwili, po katastrofalnych potyczkach z Górnikiem Łęczna i Odrą, gdynianie nie walczą już o bezpośredni awans, ale nadal mogą przedłużyć swoje nadzieje barażami. Jednak by się w nich znaleźć, trzeba koniecznie nauczyć się grać na Stadionie Miejskim. Bez tego nie ruszymy dalej. Wiele było tym zawodnikom wybaczone, ale cierpliwość kibica również ma swój kres. Nie będziemy teraz wracać do wydarzeń boiskowych z ostatnich tygodni, natomiast w sobotę chcemy zobaczyć zwycięstwo i nie przyjmujemy żadnych wymówek. Hermes wspominał na konferencji przedmeczowej, że w pierwszym tygodniu przerwy reprezentacyjnej zespół zmagał się z chorobami, natomiast w tym momencie wszystko jest już w porządku, więc nie będzie żadnego alibi.

 

arka.gdynia.pl – Centrum meczowe: Arka Gdynia – GKS Katowice

[…] Historia spotkań

Ogółem rozegrano 25 spotkań:

10 zwycięstw Arki

9 remisów

6 wygranych GKS

Bramki: 29-28 dla Arki

[…] W Gdyni 12 spotkań:

5 zwycięstw Arki

6 remisów

1 wygrana GKS

Bramki: 17-11

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: Žilina jest jak żmija

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wraz z tryumfem Hiszpanii na mundialowych boiskach dobiegł końca maraton nocnych meczów za oceanem, a uczestniczący w nich piłkarze udali się na zasłużone urlopy. Natomiast nasi ulubieńcy są już zwarci i gotowi, aby rozpocząć rozgrywki, które będą nas przyprawiać o zdecydowanie szybsze bicie serca niż sam Mundial. Jednak zanim z kopyta ruszy Ekstraklasa, GKS napisze pierwszy i – mamy nadzieję – jeden z wielu rozdziałów w Lidze Konferencji Europy. Jak wysoka jest pierwsza przeszkoda, jaką los postawił na naszej drodze? O MŠK Žilina opowiedział nam Piotr Słonka, użytkownikom Twittera szerzej znany jako BuckarooBanzai – pasjonat piłki nożnej, groundhopper, wnikliwy obserwator futbolu w wydaniu ukraińskim, czeskim i właśnie słowackim. W ubiegłym sezonie na meczach MŠK bywał częściej niż niejeden niedzielny kibic na stadionie swojej lokalnej drużyny, więc to właśnie jego poprosiliśmy o przybliżenie sylwetki pierwszego rywala GieKSy w kwalifikacjach Ligi Konferencji.

Na ile łaskawy był dla nas los przydzielając nam MŠK Žilina jako pierwszą przeszkodę na drodze do Ligi Konferencji Europy?
W ubiegłym sezonie widziałem na żywo kilkanaście meczów MŠK, a po raz pierwszy pojechałem do Żyliny 17 lat temu na decydujący o wejściu do Ligi Europy mecz z Partizanem. Od tego czasu co najmniej kilka razy w roku bywam na tym stadionie, a jeśli jestem w Polsce, to nawet kilkanaście. Wielokrotnie próbowałem scharakteryzować ten zespół, jednak nie jest to łatwe. Na ten moment Žilina jest przede wszystkim zespołem niekompletnym, w permanentnej budowie, wielokrotnie wyprzedawanym i uzupełnianym nowymi piłkarzami. Zdarzało się, że kluczowe zmiany kadrowe zachodziły w trakcie kampanii eliminacyjnej do europucharów. Podobnie może być i w tym sezonie. Priorytetem zarządu jest zarabianie na piłkarzach, aczkolwiek dziś nie widzę tam gracza o wysokim potencjale sprzedażowym. Jest za to kilku bardziej doświadczonych zawodników, którzy mają gwarantować stabilizację zespołu, jednak są to gracze przeciętni nawet na ligę słowacką. Dlatego moim zdaniem to GKS jest faworytem – o ile w pierwszym meczu scenariusze mogą być różne, to ostateczny awans powinien stać się udziałem GieKSy. Žilina jest jak żmija, która może ukąsić każdego, ale koniec końców te rany nie powinny być dla GKS-u zabójcze.

Ubiegły sezon ligi słowackiej zakończył się bezdyskusyjnym tryumfem Slovana Bratysława, a Žilina skończyła dopiero na czwartym miejscu. Jak w porównaniu do Ekstraklasy oceniasz potencjał całej ligi, jej mistrza i naszego najbliższego rywala?
Na Słowacji mamy ligę z hegemonem w postaci Slovana, który pędzi niczym TGV, a gonią go kiepskie ciuchcie, które co rusz trzeba reperować. Nie przysparza to kibicom zbyt wielu emocji. Sam mistrz Słowacji byłby wysoko w tabeli Ekstraklasy, jednak ciężko to ocenić, skoro w swojej lidze gra zazwyczaj na 30% możliwości, których pełnię pokazuje dopiero w Europie. W lidze nie musi wrzucać czwartego biegu, o piątym nawet nie wspominając. Nawet mecze na szczycie są po prostu nudne. Piłkarze z Bratysławy mogą przespać większą część meczu i przycisnąć dopiero w końcówce, co i tak zwykle wystarcza do zwycięstwa. Na tym tle Žilina wypada znacznie słabiej i gdyby chciała nawiązać rywalizację, to musiałaby zmienić politykę transferową. Ma wprawdzie super akademię, lepszą niż wiele polskich klubów, bardzo dobrze pracując z młodymi zawodnikami, którzy przez rezerwy trafiają do pierwszego zespołu i szybko wypływają na szersze wody. Samymi młodymi talentami nie utrzymałaby się jednak w Ekstraklasie. Mając natomiast budżet, jakim dysponują polskie kluby, mogłaby szybko podnieść swój poziom.

Przepustkę do Europy MŠK zdobył dzięki tryumfowi w krajowym pucharze. Jak w Żylinie oceniono ubiegły sezon, który w lidze nie poszedł po ich myśli?
Drużyna na boisku prezentowała się chimerycznie – chociażby z Rakowem w pewnych fragmentach wyglądała bardzo dobrze, by ostatecznie przegrać w dwumeczu 1:6. Podobnie zresztą było ostatnio z Hajdukiem – w pierwszej połowie w Splicie mogli trafić do siatki, co się jednak nie udało i skończyło się stratą dwóch goli. Nawet z ligowymi outsiderami zdarzało im się gubić punkty. Tak się jednak zdarza drużynom opartym na młodzieży – często brakuje stabilności. Czwarte miejsce w lidze nie było więc rozpatrywane w klubie jako porażka, bo filozofia klubu się nie zmienia. Z kolei wygrany finał Pucharu Słowacji, rozgrywany właśnie w Żylinie, był wielkim świętem dla klubu, który od wielu lat nie włożył nic do gabloty. Ten sukces przykrył nienajlepszy sezon w lidze.

Wspomniałeś już o dwóch pojedynkach, które mogą interesować kibiców GieKSy. Pierwszy to ubiegłoroczna rywalizacja w kwalifikacjach LKE z innym zespołem z Polski, czyli Rakowem. Tuż przed tym spotkaniem rozmawiałem z Michałem Cybulskim z Częstochowy, który ostrożnie podchodził do słowackiego rywala. Tymczasem Medaliki bez większych problemów pokonały tę przeszkodę.
Žilina mogła objąć prowadzenie w pierwszej połowie meczu w Częstochowie, jednak typowo dla siebie zmarnowała dogodne sytuacje. Słowacy nie byli jednak w stanie grać całego meczu na tak wysokich obrotach i w drugiej połowie gospodarze zrobili swoje. Mecze, w których Żylina atakuje od pierwszego do ostatniego gwizdka zdarzają się, ale należą do wyjątków. Najczęściej są to krótkie okresy, w których przejmują inicjatywę. Jeśli więc nie wykorzystuje się wypracowanych w tym czasie sytuacji, to kolejnych może już nie być. MŠK chce grać ofensywnie, próbuje atakować i dawać radość kibicom. Często przekłada się to jednak na dziury w obronie i tak też było z Rakowem.

Tymi samymi słowami można by scharakteryzować kolejny dwumecz, o którym chciałem porozmawiać, a więc niedawną rywalizację z Hajdukiem.
Scenariusz był bardzo podobny. W pierwszej połowie meczu w Splicie Słowacy mieli dwie doskonałe okazje na gola, których jednak nie wykorzystali, a kilka chwil później przegrywali już 0:2 i nie wyglądali zbyt dobrze. Strata przed rewanżem była więc spora i mimo że u siebie od początku grali lepiej, to pierwszego gola zdobył Hajduk. Po przerwie dominowała już jednak Žilina: padły dwa gole, był też strzał w poprzeczkę i jedna doskonała sytuacja, niewykorzystana przez Roginicia. Było to jednak za mało, aby odrobić straty z Chorwacji.

Z jednej strony wygrana z Hajdukiem może świadczyć o dobrej dyspozycji MŠK, z drugiej jednak nasi kibice mogą w nią powątpiewać, skoro o sile rażenia Žiliny decyduje Marko Roginić, który przed laty w ataku pierwszoligowej GieKSy delikatnie mówiąc nie zachwycał.
Żylina bazuje na wychowankach, co szczególnie nasiliło się w okresie kowidowym, kiedy mocno ograniczono wysokość pensji zawodników. Zespół budowano na bardzo młodych graczach, a piłkarzy bardziej doświadczonych można było policzyć na palcach jednej ręki. Wyjątkiem było okienko transferowe przed poprzednim sezonem i to właśnie wtedy sprowadzono Marko Roginicia. Dziwiłem się temu ruchowi, oceniając go jako krok w tył dla klubu. Tymczasem Chorwat okazał się graczem idealnie sprofilowanym pod potrzeby zespołu. Z przodu wygląda bardzo dobrze – jak na warunki ligi słowackiej jest szybki, nie unika walki fizycznej z obrońcami, a do tego jest w miarę skuteczny. Mimo że czasem zawodzi w prostych sytuacjach, to w ataku MŠK prezentuje się zdecydowanie lepiej niż obwoływany przed laty wielkim talentem Dawid Kurminowski. Z drugiej strony świadczy to o poziomie ligi słowackiej, w której dobre noty zbiera zawodnik zupełnie niewyróżniający się w polskiej 1. lidze.

Skoro tak, to czy dla słowackiego piłkarza transfer do Polski jest celem i spełnieniem sportowych ambicji? A jeśli tak rzeczywiście jest, to co w Żylinie robi Fabian Bzdyl, który wybrał odwrotny kierunek?
Zdecydowanie, transfer do Polski jest kierunkiem, o którym myśli wielu zawodników z ligi słowackiej, szczególnie w ostatnim okresie, gdy Ekstraklasa pnie się do góry w europejskich rankingach. Sam nie mogę się nadziwić i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że dziś mamy szansę wprowadzić dwa zespoły do Ligi Mistrzów, a w europejskich pucharach gramy coraz więcej i coraz lepiej. Dlatego dla każdego zawodnika ze Słowacji transfer do Polski to sportowy awans. Z kolei Fabian Bzdyl nie grał zbyt dużo w Cracovii, mimo że zadebiutował dość wcześnie, bo w wieku 16 lat. Transfer do Żyliny był moim zdaniem najlepszym na tamten moment wyborem, bo pokazuje się tu z bardzo dobrej strony. Doskonale odnajduje się w środku, nie ustępując pola starszym zawodnikom. Pod względem umiejętności piłkarskich zachwyca tutejszych obserwatorów i zanosi się, że w przyszłości będzie jednym z droższych transferów wychodzących. Dlatego mimo że zamiana Polski na Słowację może się wydawać krokiem w tył, to Bzdyl znalazł tu świetne warunki do rozwoju i pokazania swoich umiejętności. Žilina jest doskonałym oknem wystawowym dla takich graczy jak Fabian – często zaglądają tu skauci z Włoch, Niemiec czy krajów Beneluksu. Jego nazwisko z pewnością znalazło się w notesach niejednego z nich. W Żylinie wiedzą jak pracować z młodymi zawodnikami.

Wspomniałeś wcześniej, że dziś nie ma w Žilinie „gwiazd” z wielkim potencjałem sprzedażowym. Na kogo więc, oprócz Bzdyla i Roginicia, zwracać szczególną uwagę w pojedynku z GieKSą?
Poprzednia generacja młodych talentów została w zasadzie w całości wyprzedana, a do gry powoli wchodzi kolejna: Bzdyl, František Kóša czy Rumun Andrei Florea. Sztab stawia sobie za cel promowanie takich zawodników, którzy dostają sporo szans, nawet z bardziej renomowanymi przeciwnikami. Oprócz Roginicia z przodu jest jeszcze Michal Faško, a za ich plecami gra z kolei Miroslav Káčer – mózg drużyny, który odpowiada za współpracę wszystkich formacji. Jest to piłkarz kluczowy dla systemu gry Žiliny. Z kolei dyspozycja dnia młodzieży zawsze pozostaje pewną niewiadomą.

Jak oceniasz sam fakt, że piąty pucharowy slot dla Polski zgarnęła właśnie GieKSa?
Oglądałem w całości kilka ostatnich meczów GKS-u w poprzednim sezonie. Jako osoba śledząca europejskie rankingi chciałem, aby do pucharów awansowały zespoły z wysokimi współczynnikami. Najważniejsze dzieje się jednak na boisku, którego odzwierciedleniem jest tabela. GKS zapracował na to piąte miejsce. Poza tym w Katowicach zawsze jest doskonała atmosfera – trybuny praktycznie wypełnione kibicami w żółtych barwach, głośno reagującymi na boiskowe wydarzenia, co dodaje kolorytu telewizyjnej transmisji. Fani jeżdżą też za tym klubem na wyjazdy i nie inaczej będzie w czwartek. Byłem na waszym starym stadionie, pamiętam GKS z historycznych meczów. Nie waham się powiedzieć, że macie status legendy w polskich realiach i życzę wam, aby GKS nawiązał do najlepszych czasów, pracował na swój ranking i za rok znów awansował do europejskich pucharów, pokazując super formę, którą mam nadzieję zobaczyć w najbliższych meczach przeciwko Żylinie i kolejnym rywalom. Wiem, że o awans do fazy ligowej może być ciężko, ale jeśli zagracie na swoim najwyższym poziomie, jak wiosną z Lechem czy Rakowem, to nie jesteście bez szans.

Spora liczba kibiców GieKSy wybiera się w czwartek do Żyliny. Jak w tym aspekcie prezentuje się nasz rywal?
Jeśli uda się dojść do porozumienia, to jest szansa, że miejscowi oddadzą GieKSie całą trybunę za jedną z bramek, podobnie jak było w przypadku Rakowa. Barwy obu klubów są podobne, więc stadion będzie się pięknie prezentował pod względem wizualnym. Niemniej jednak, niezależnie od tego ile miejsc dostaną kibice GKS-u, to i tak tylko oni będą słyszani w trakcie meczu. Od wielu lat kibice MŠK są w konflikcie z zarządem. Po awansie klubu do Ligi Mistrzów w 2010 roku właściciel wprowadził kolosalne podwyżki cen biletów. Doprowadziło to do wielkiej kłótni i mimo weryfikacji cen wejściówek konfliktu nie zażegnano. Nie tylko ultrasi, ale i zwykli kibice przestali przychodzić na stadion. Było kilka prób pojednania, ale do dziś się to nie udało. Na mecze chodzi około 2 tysięcy widzów, wśród nich sporo dzieci i młodzieży, która próbuje pociągnąć doping, natomiast wciąż wygląda to słabo.

Jaki twoim zdaniem przebieg będzie miał czwartkowy mecz i kto ostatecznie wyjdzie zwycięsko z całej konfrontacji?
Moim zdaniem Žilina zacznie bardzo mocno i wiele będzie zależało od tego, jak ułoży się początek meczu. GKS będzie faworytem, ale jeśli gospodarze zdobędą jednego lub dwa gole, uzyskując wyraźną przewagę, to szanse na awans mogą się wyrównać. Jeżeli jednak GieKSa przetrwa początek bez dotkliwych strat, to z czasem przejmie inicjatywę i będzie dyktować warunki, zarówno w czwartkowym meczu, jak i w całej rywalizacji. Zakładam remis lub minimalne zwycięstwo GieKSy na Słowacji i spokojne doprowadzenie do awansu w rewanżu w Katowicach. Przewaga GKS-u nad MŠK będzie moim zdaniem większa niż Hajduka w poprzedniej rundzie.

Jaki wynik padnie więc w czwartek?
1:0 dla GKS-u.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: Zreľáka i Szkurina brałbym w ciemno

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mimo że wciąż wracamy myślami do czwartkowego zwycięstwa z MŠK Žilina, które odbiło się szerokim echem w mediach sportowych, to naszą uwagę przykuwa już ligowy pojedynek z Radomiakiem. Zarówno my, jak i nasz rywal, otwieraliśmy sezon meczem z beniaminkiem z Krakowa, jednak to Zieloni spisali się lepiej, pokonując u siebie Wieczystą. Teraz z dużymi oczekiwaniami przyjeżdżają do Katowic. Jak dobrze przygotowani są do sezonu? Gdzie szukać ich mocnych i słabych stron? Zapytaliśmy Rafała Jończyka z „Pod Gołębnikiem”.

Cieszę się, że znowu możemy się spotkać przy okazji naszego meczu w Ekstraklasie, choć w sytuacji, gdy niemal pół ligi było zagrożone spadkiem, także i Radomiak długo nie mógł być pewny utrzymania. Jak wspominasz ubiegły sezon, a szczególnie jego końcówkę?
Cały ubiegły sezon był dla nas niczym rollercoaster. Dużo się działo, niekoniecznie dobrych rzeczy, zwłaszcza w rundzie wiosennej. Sytuacja pozaboiskowa odbijała się na formie sportowej drużyny i nie ukrywam, że po meczach z Piastem i Zagłębiem pojawiły się obawy. Gra wyglądała fatalnie, zwłaszcza w Gliwicach pod wodzą Kiko Ramireza. Ucieszyłem się, gdy zastąpił go Bruno Baltazar, bo bardzo dobrze wspominam jego pierwszy pobyt w Radomiu. Złapał on serię trzech zwycięstw, co oddaliło od nas widmo spadku. Zagraliśmy bardzo emocjonujący mecz u siebie z Widzewem, okraszony zwycięską bramką Luquinhasa w doliczonym czasie gry. Dzięki temu sama końcówka sezonu była już spokojna, ale był taki moment, że obawy o ligowy byt były duże. Udało się jednak go zapewnić na trzy kolejki przed końcem. Mimo ostatnich porażek z mistrzem i wicemistrzem Polski dziesiąte miejsce uznaję za bardzo dobry wynik.

Chciałem ci pogratulować, bo dokładnie taką pozycję Radomiaka typowałeś przy okazji naszej ostatniej rozmowy. Patrząc na obraz całego sezonu możecie być w pełni zadowoleni z takiego zakończenia?
W pewnym momencie wydawało się, że uda się wycisnąć więcej, bo jedno czy dwa zwycięstwa pozwalały podłączyć się do gry o pierwszą szóstkę. Były mecze, po których tych punktów powinno było być więcej, ale ostatecznie uważam, że dziesiąte miejsce dobrze oddaje możliwości Radomiaka, zarówno pod względem sportowym, jak i finansowym.

Do nowego sezonu Zieloni przystępują nieco odmienieni. Podstawowa zmiana to trener, który o ile mi wiadomo, doskonale mówi po niemiecku, ale w odróżnieniu od wielu swoich poprzedników, nie zna portugalskiego. Widać już jego pomysł na zespół?
Z trenerem Tomaszem Kaczmarkiem komunikacja jest bardzo dobra, co nie jest bez znaczenia z dziennikarskiego punktu widzenia. Do pierwszych ocen pracy sportowej będzie można się przymierzać po 4-5 meczach o stawkę, bo sparingi, mimo że prawie wszystkie przegrane, nie są do tego odpowiednią miarą. Wielu kibiców krytykowało zespół patrząc na same wyniki, ja natomiast byłem na prawie wszystkich sparingach i widziałem, że praktycznie ani razu nie graliśmy optymalnym składem. Trener testował różne rozwiązania, nie mając do dyspozycji wszystkich zawodników, bo niektórzy dołączyli do zespołu później. Postawa zespołu w najbliższych meczach pozwoli nam powiedzieć więcej o pracy Tomasza Kaczmarka.

Nietypowo dla Radomiaka, na liście transferów przychodzących jest zadziwiająco wiele polskich nazwisk. Pewien trend się odwraca?
Radomiak jest postrzegany jako zespół typu „multikulti”, ale już od jakiegoś czasu zarząd szuka lepszego balansu w szatni pomiędzy Polakami i zawodnikami z zagranicy. Pozyskani w tym okienku gracze wydają się ciekawymi wzmocnieniami. Kryspin Szcześniak zaliczył bardzo dobre wejście, z Wieczystą był jednym z najlepszych zawodników i z miejsca wywalczył sobie pierwszy skład. Podoba mi się również transfer Kacpra Karaska, pozyskanego z Motoru. Liczę, że ten zawodnik da nam w tym sezonie trochę radości. Rywalizacja na jego pozycji jest dość duża, a dzisiaj pierwszym wyborem trenera jest Abdoul Tapsoba, natomiast Kacper z pewnością podniesie poziom rywalizacji.

Mimo to nadal sukcesywnie przeczesujecie południowe rynki w poszukiwaniu wzmocnień. Niedawno ogłoszono transfer Ronaldo za rekordową dla Radomiaka kwotę. Brzmi imponująco.
Ronaldo Lumungo Afonso to skrzydłowy, który został już zgłoszony do rozgrywek, więc jest szansa, że zadebiutuje w niedzielę. Na przedmeczowej konferencji trener Kaczmarek przyznał, że ma jeszcze dwa znaki zapytania w kadrze i sądzę, że jednym z nich jest właśnie Ronaldo. Tego zawodnika cechuje przede wszystkim szybkość, w zeszłym sezonie zanotował po pięć bramek i asyst w drugiej lidze portugalskiej, strzelonych wprawdzie rywalom z dołu tabeli, jednak jeśli przypomnimy sobie, że Capita przed transferem do Radomia również nie imponował liczbami, to możemy się spodziewać podobnej historii w przypadku Ronaldo. Sztab widzi w nim potencjał i talent do oszlifowania.

Wspomniałeś Capitę, którego żegnaliście przed wiosennym meczem z GieKSą. Bartek Jędrzejczak z twojej redakcji mówił wtedy, że dziurę po nim trudno będzie załatać. Udało się to zrobić w tym okienku?
W końcówce ubiegłego sezonu brak Capity był odczuwalny, chwilami nawet bardzo. Na ten moment nie mamy zawodnika o podobnej charakterystyce, a nie widzieliśmy jeszcze w akcji Ronaldo Lumungo. Potrzebujemy zawodnika z odpowiednim przyspieszeniem, który mógłby niepokoić rywali kontratakami i szybkimi wyjściami za linię obrony. W okresie przygotowawczym wpadł mi w oko Ché Nunnely, nowy nabytek, u którego widać potencjał, umiejętność dryblingu i szybkość, która powinna cechować naszych skrzydłowych. Uważam, że w przyszłości może rozwinąć się na tyle, że będzie wzbudzał zainteresowanie klubów zagranicznych.

Jakkolwiek nie byłaby montowana kadra Radomiaka, to kiedy trzeba dać coś ekstra, to na posterunku jest „Joao” Grzesik, wybrany zawodnikiem pierwszej kolejki Ekstraklasy. Jesienią dyskutowaliśmy o jego szansach na powołanie do kadry, którego ostatecznie się nie doczekał. Jaka jest dziś jego rola w Radomiu?
Wygląda na to, że Jankowi służy gra na skrzydle – najlepsze liczby osiągał i największe zainteresowanie mediów w kontekście kadry wzbudzał grając właśnie w pomocy. Runda wiosenna była w jego wykonaniu nieco słabsza, bo znów wrócił do gry w obronie, raz prawej, a raz lewej. Z Wieczystą znowu zagrał w drugiej linii, zaliczając bramkę i asystę. Wydaje się więc, że przekwalifikowanie go na pomocnika jest korzyścią dla drużyny, zwłaszcza że mamy dobrze obsadzone boki obrony w postaci Zié Ouattary i Conrado. Janek będzie więc mógł eksponować swoje walory ofensywne i liczę, że w tym sezonie jeszcze wiele bramek i asyst zaliczy.

Wspomniałeś już, że nie warto analizować wyników sparingów. Możemy się jednak bliżej przyjrzeć ligowemu meczowi z beniaminkiem z Krakowa. Wydaje się, że było to łatwe i spokojne zwycięstwo.
Widzę jeszcze kilka elementów do poprawy, zwłaszcza w obronie, ale wygląda na to, że klaruje się pierwsza jedenastka, która będzie w stanie skutecznie rywalizować w Ekstraklasie. Luquinhas będzie raczej grał wyżej, na pozycji 8 lub 10, a gdy skrzydła złapią optymalną formę, to będą mocne. W meczu z Wieczystą nasza gra wyglądała naprawdę przyzwoicie i nie pozwoliliśmy rywalom na wiele. Jeśli w kolejnych meczach będziemy prezentować się podobnie, to powtórka z ubiegłego sezonu jest bardzo prawdopodobna, a okolice 10 miejsca będą spokojnie w naszym zasięgu. Każde miejsce powyżej znów ocenię jako bardzo dobry wynik.

Wasz pierwszy rywal skupia na sobie uwagę mediów i kibiców, bo potencjał, zwłaszcza finansowy, jest tam ogromny. Czy równie mocni okażą się sportowo? Przed tygodniem to Radomiak zagrał tak dobrze czy Wieczysta tak słabo?
Rywale zaprezentowali się dobrze z przodu, problemy pojawiały się natomiast przede wszystkim w środku obrony. Czeka ich sporo pracy nad defensywą – jeśli to poprawią, to niejednemu w lidze urwą punkty. Uważam, że ten sezon będzie podobny do zeszłorocznego i sporo drużyn będzie zamieszanych w walkę o utrzymanie, a Wieczystą zaliczam do zespołów, które raczej się utrzymają, ale będą w tej grupie i na razie ligi nie zawojują.

Obok Bruk-Betu i Motoru Radomiak był ekipą, z którą w ubiegłym sezonie wygraliśmy oba mecze. Jak wspominasz tamte pojedynki?
Mecz w Katowicach był bardzo emocjonujący, nawet dla postronnych widzów. Spotkanie mogło się podobać, nam wprawdzie mniej, bo przegraliśmy 2:3, ale oglądaliśmy kilka bardzo ładnych bramek z obu stron. Z kolei w rewanżu mieliśmy ogromny niedosyt po porażce 0:1. Z przebiegu meczu byliśmy mimo wszystko drużyną lepszą, jeśli nie na tyle by wygrać, to przynajmniej nie przegrać. Dość nieszczęśliwa porażka po bramce Arkadiusza Jędrycha, który dobijał swój własny strzał.

Mam wrażenie, że w tamtym okresie sami wytrącaliście sobie z ręki atuty, bo na takiej nawierzchni po prostu nie da się grać kombinacyjnie w piłkę. Z tego też powodu byliśmy świadkami afery, po której z funkcji trenera zrezygnował Gonçalo Feio.
Nie chcę już do tego wracać, bo wszyscy w Radomiu chcemy zostawić za sobą wszystkie te negatywne, pozasportowe sprawy z ostatniego półrocza. Chcemy wreszcie oczyścić atmosferę po tamtych wydarzeniach i w nowy sezon wchodzić z wyczyszczonymi głowami. Trener Feio jesienią zdobył dla Radomiaka kilka cennych punktów, wiosna była już zdecydowanie słabsza. Po meczu z Katowicami doszło do szeroko opisywanego incydentu pomiędzy trenerem i radnym Dariuszem Wójcikiem, po którym trener pożegnał się z Radomiem. Pozostaje życzyć mu powodzenia w dalszej pracy i zostawić już ten temat za sobą.

Jedna rzecz łączy GieKSę i Radomiaka – u siebie wyglądamy zdecydowanie lepiej niż na wyjazdach. Nasze ostatnie zwycięstwo w delegacji przypadło właśnie na Radom, stąd cieszę się, że w niedzielę spotkamy się przy Nowej Bukowej. A Ty czego spodziewasz się po GieKSie, patrząc przez pryzmat dotychczas rozegranych przez nas spotkań?
GKS wygląda coraz lepiej z meczu na mecz. Druga połowa rewanżu z Žiliną mogła się podobać, a mnie szczególnie rzuciła się w oczy dobra gra Bartka Wolskiego. Ponadto uważam, że zdecydowana przewaga GKS-u nad Radomiakiem leży w linii ataku – Adam Zreľák i Ilja Szkurin z dobrej strony pokazali się w czwartek, dając jakość z przodu. Moim zdaniem w Radomiu potrzebujemy napastnika na tym poziomie, choć wiem, że zarząd i sztab mają na ten temat inne spojrzenie.

To ciekawe, bo akurat linia ataku jest najmocniej dyskutowaną formacją w Katowicach i wielu kibiców domaga się wzmocnień na tej pozycji.
W ciemno wziąłbym wymianę Zreľáka i Szkurina na dwóch dowolnych napastników z naszej kadry. Na dobrego napastnika trzeba zabezpieczyć niemałe pieniądze, zarówno na transfer, jak i wynagrodzenie. Radomiak obraca się w takich realiach finansowych, że bazuje na zawodnikach darmowych, którym kończą się kontrakty w innych klubach. Nawet takim zawodnikom trzeba jednak proponować odpowiednio wysokie stawki, aby przekonać ich do gry w Radomiu. Liczba napastników dostępnych dla nas jest więc ograniczona.

Trener Kaczmarek z uznaniem wypowiadał się o rosnącej formie GieKSy. Jaki twoim zdaniem mecz zobaczymy w niedzielę przy Nowej Bukowej?
Zwycięstwa takie jak z Žiliną budują pewność siebie i atmosferę. Tomasz Kaczmarek zwrócił też uwagę, że dwa mecze o stawkę więcej po stronie GKS-u na tym etapie sezonu nie są problemem, a wręcz atutem, bo jest więcej okazji na zgranie poszczególnych formacji. Mimo to myślę, że będzie to wyrównane, otwarte spotkanie, podobne do jesiennego meczu w Katowicach. Widzę formę zwyżkową w Radomiu, więc uważam, że nie przegramy, a po cichu liczę nawet na zwycięstwo. Łatwo jednak nie będzie i nawet jeśli przegramy, to nie będzie to żadnym zaskoczeniem. Faworytem tego meczu jest GKS.

Jaki wynik obstawiasz w niedzielę?
Jestem przekonany, że padną bramki, a remis 1:1 lub 2:2 nie będzie dla mnie zaskoczeniem. Sercem typuję jednak zwycięstwo Radomiaka 2:1.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie możemy tak działać

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Wisła Kraków – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Jop i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gratulacje dla Wisły pierwszego zwycięstwa po powrocie do ekstraklasy. Duże wydarzenie na trybunach, imponująca sprawa. Dziękuję naszym kibicom za bardzo dobre wklejenie się w to wszystko. Kapitalny doping, ważne, że kibice umieją się docenić, mimo dużych animozji, ale tak to powinno wyglądać. Wielkie gratulacje dla jednej i drugiej społeczności kibicowskiej.

Co do meczu to wiadomo że jeśli początek sezonu, to wiadomo, że im krócej, tym lepiej. Na razie nie ma co robić górnolotnych wywodów.

Mogliśmy bezapelacyjnie wyciągnąć więcej z tego spotkania, graliśmy tak jak założyliśmy pierwszą połowę. Szukałem tylko możliwości zdobycia bramki, te sytuacje były, wydawało mi się, że będą coraz bliższe, ale w drugiej połowie po raz drugi nam się to przydarza, bo szybko w drugiej połowie tracimy bramkę.

Nie możemy w taki sposób dzisiaj działać, że taki karny, który jest podyktowany – nie mamy nic na obronę, nie powinniśmy się tak zachować. Druga bramka, gdy jest jeden piłkarz Wisły w polu karnym, a moich trzech obrońców mają zająć punkty referencyjne i powinni dziesięć na dziesięć razy taką sytuację wybronić. Stąd dużo we mnie piłkarskiej złości i chęci, by od jutra mocno wziąć się do pracy i wziąć na siebie odpowiedzialność w szatni za każdą pomyłkę, za każde niedopatrzenie, bo  mówimy o straconych bramkach, ale też mieliśmy swoje sytuacje pod bramką Wisły i mogliśmy je zamienić na gole. I mogło być zgoła odmiennie. Tak to bywa, wracamy bez punktów, wracamy do siebie, mamy krótki czas i musimy w czwartek załatwić sprawę z Żiliną, mamy rywala blisko – jedną bramkę straty i zrobimy wszystko, aby to spotkanie wygrać.

Mariusz Jop (trener Wisły Kraków):
Gratuluję zespołowi, było to ciekawe spotkanie, sporo emocji. Były momenty, że spotkanie było otwarte z obu stron. Myślę, że początek meczu trochę dla rywala, pierwsze 15 minut, kilka strat mieliśmy i napędziliśmy tym przeciwnika. Rywal stwarzał sytuacje po fazach przejściowych, bardzo dobrze w jednej takiej sytuacji zachował się Marcel.

Później uporządkowaliśmy tę grę, szczególnie druga połowa była bardzo dobra w naszym wykonaniu, wyszliśmy wysoko, zamknęliśmy rywala w polu karnym, szkoda, że trzecia bramka nie została uznana, bo na pewno byłoby nam łatwiej kontrolować to spotkanie. Za szybko i za nisko się cofnęliśmy, nie wykorzystaliśmy momentów, w których przejmowaliśmy piłkę w obronie niskiej, za dużo było nerwowości i trochę strat.

Podsumowując bardzo cieszymy się ze zwycięstwa, pierwszy mecz jest zawsze niewiadomą. Było to dobre widowisko, myślę, że dobry impuls daliśmy sobie i kibicom. Gratuluję kibicom świetnego dopingu, to naprawdę było wydarzenie.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga