Dołącz do nas

Felietony Kibice Klub

Czy Marek Szczerbowski „zwija” klub od środka?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

891 dni. Ponad dwa lata Marek Szczerbowski rządzi GKS-em Katowice. I ciężko nie odnieść wrażenia, że jest to czas zmarnowany. Nie chodzi nawet o brak wyników sekcji piłkarskiej, bo do tego kibice GieKSy niestety już się przyzwyczaili (także za wcześniejszych prezesów). Mamy na myśli całkowity brak pomysłu na prowadzenie klubu oraz zabicie medialno-biznesowo-wizerunkowej otoczki wokół GieKSy. Postaramy się pokazać Wam, jak od ponad dwóch lat Marek Szczerbowski “zwija” GKS od środka, a w dodatku zdaje się (może celowo?) nie zauważać problemu.

26 sierpnia 2019 roku Szczerbowski został wybrany nowym prezesem GKS-u. Na jego pierwszy kontakt z mediami i kibicami czekaliśmy jednak do 10 września. Prezes tłumaczył to chęcią spotkania w pierwszej kolejności z legendami klubu, zawodnikami, pracownikami, kibicami i sponsorami. Wtedy wydawało się to racjonalne – nowy prezes dał sobie czas żeby na pytania dziennikarzy nie odpowiadać ogólnikami, tylko konkretami. Jednak już wtedy konkretów zabrakło…

Prezes mówił wówczas o powołaniu specjalnego zespołu ds. nowego stadionu, na którego czele stanął wychwalany przez niego Grzegorz Górski, pracownik klubu odpowiedzialny za organizację imprez i bezpieczeństwo. Z końcem 2021 roku Grzegorz Górski przestał pracować w klubie, a efektów (ani nawet jakichkolwiek śladów) pracy tego zespołu nie widać do dziś. Warto natomiast przypomnieć, że Marek Szczerbowski nakreślił nam taką wizję: “Zespół składa się z kilkunastu osób, specjalistów różnych dziedzin, zaproszeni do tego zespołu zostali dyrektorzy wszystkich sekcji sportowych, specjaliści od spraw marketingu, specjaliści od spraw funkcjonowania systemów”. Co prawda budowa stadionu ruszyła w październiku 2021 roku, jednak na jej uroczystą inaugurację prezesa Szczerbowskiego, sternika klubu, dla którego w głównej mierze ten stadion jest budowany, nie zaproszono. Symbolicznego wbicia pierwszej łopaty wraz z Prezydentem Miasta dokonał prezes Stowarzyszenia Kibiców GKS-u Katowice “SK 1964” – Piotr Koszecki. Z biegiem lat, denerwując się na opieszałość naszych urzędników, obserwowaliśmy, jak rosną obiekty piłkarskie w całej Polsce. Ciężko jednak w pamięci znaleźć drugi tak kuriozalny przypadek, by prezes klubu nawet nie został zaproszony na taką uroczystość. Jak to świadczy o jego powadze – zostawiamy Wam to do przemyślenia. Być może to sam prezes nie lubi takich uroczystości, bo przecież nie pojawił się również na odsłonięciu muralu Jana Furtoka w centrum miasta…

Na wspomnianej wcześniej konferencji prezes Szczerbowski opowiadał jeszcze o tworzeniu programu zapraszającego na mecze dzieci i rodziców z akademii, kąciku legend klubu, planach sportowych i paru mniej istotnych rzeczach. Po czasie można śmiało napisać, że było to typowe “wodolejstwo”, a prawie nic z tych planów i pomysłów nie przerodziło się w rzeczywiste działanie.

Po konferencji prasowej mieliśmy w klubie szereg… zwolnień. Pożegnano się z medialną twarzą klubu, rzecznikiem prasowym – Maurycym Sklorzem, pracę po kilkunastu latach spędzonych w dziale marketingu straciła również ceniona na GieKSie Olga Bieganowska. Szczerbowski zwolnił także kamerzystów, osoby z działu biletów, a czystki dotknęły całej administracji. Sposób tych pożegnań pozostawiał sporo do życzenia. Szczerbowski pozbył się z klubu również Bartosza Malaki. Możecie go kojarzyć z tego, że od 2017 roku w GieKSie dobrze wykonywał swoją pracę na stanowisku kierownika ds. sprzedaży, a obecnie z sukcesami (TUTAJ) pracuje u jednego z największych polskich bukmacherów – SuperBecie. Zwolnienia i zmiany tłumaczone były spadkiem do II ligi i związaną z tym przymusową redukcją kosztów. Czas jednak pokazał, że nie da się prowadzić w optymalny sposób wielosekcyjnego klubu z tak uszczuploną kadrą. Widać to nawet w tak małych rzeczach, jak przyklejenie na hali w Szopienicach starego loga jednego ze sponsorów siatkarskiej ligi na start sezonu, za co w ramach regulaminu grozi kara umowna.

W atmosferze skandalu opisywanego przez większość mediów sportowych w Polsce Szczerbowski rozwiązywał również umowy z hokeistami oraz siatkarzami. Wszystko to miało miejsce na początku 2020 roku, kiedy to pandemia koronawirusa nabierała realnych kształtów i budziła największy niepokój. “Skandal w PlusLidze! “To nie negocjacje, a szantaż” – tak TVP SPORT opisywał sposób rozstania klubu z siatkarzem GieKSy Dustinem Wattenem. Z kolei były trener siatkarzy Dariusz Daszkiewicz o zwolnieniu z pracy dowiedział się… poprzez email.

Warto zaznaczyć, że są jednak i tacy, którzy w klubie zaliczyli szybkie awanse. Justyna Zaręba, przez lata klubowa sekretarka, pracuje obecnie w GKS-ie jako dyrektor i jest odpowiedzialna za bezpieczeństwo oraz organizację imprez. Wcześniej prezes zmienił jej nazwę stanowiska na “kierownik biura zarządu”, przy czym warto zaznaczyć, że w owym biurze pracowała tylko… ona. Została więc kierownikiem jednoosobowego biura, czyli samej siebie. Po “awansie” Zaręby, Szczerbowski na stanowisko asystentki biura zarządu zatrudnił starą znajomą – Violettę Kubik, która razem z nim zasiadała w zarządzie KS Kolejarz Katowice.

Michał Fortuński. Czy ktoś z Was kojarzy to nazwisko? Zapewne nie, chociaż powinniście. Fortuński, znajomy Szczerbowskiego, były rzecznik prasowy partii SLD w Sosnowcu, zatrudniony został w klubie na stanowisku dyrektora działu marketingu, komunikacji i sprzedaży. Niestety przez rok pracy nie zdążył spotkać się z przedstawicielami Klubu Biznesu czy zająć sponsorami. Fortuński zasłynął tym, że poszedł na dwa tygodnie urlopu w najgorętszym okresie, tuż przed startem nowego sezonu. Z jego większych sukcesów można odnotować jedynie to że… podniósł ceny pakietów sponsorskich po spadku do II ligi. Ciężko o większy wyczyn, szkoda że w kategorii „absurd roku”. Nie dziwi to jednak, biorąc pod uwagę że nie miał on wcześniej ze sportem nic wspólnego. Rok pracy bez żadnych efektów, oprócz wysłania przelewów z konta klubu na konto „dyrektora”.

Obecny sternik GieKSy wielokrotnie w kwestiach zmian kadrowych i zwolnień zasłaniał się poszukiwaniem oszczędności. Sprawdźmy jednak, jak wyglądają fakty:

Liczba zatrudnionych w spółce GKS GieKSa Katowice S.A.:

2018 (Janicki) – 128 + 18 (inne + umowa o pracę)*
2019 (Janicki, Szczerbowski)- 156 + 24
2020 (Szczerbowski) – 153 + 20
2021 (Szczerbowski) – 158 + 15

* – bez hokeja

Szczerbowski nie pojawiał i nie pojawia się w mediach, przez ponad dwa lata udzielił kilku wywiadów, nie widać go w klubowej telewizji. Jego zachowanie przekłada się niestety na Klub Biznesu oraz całe otoczenie wokół GKS-u.

Prezes próbował szukać oszczędności nawet w tak absurdalny sposób, jak zamykanie sektora 1 na trybunie głównej. Czy uprzykrzanie życia kibicom którzy od lat stale chodzącym na ten sektor było warte więcej, niż te kilkadziesiąt złotych wydane na ochroniarza, który musiał stać na tym sektorze?

Być może zabrakło w klubie kogoś, kto wypisałby wówczas w tej kwestii legendarną już “kartę sprawy”. Karta sprawy to dokument, który Szczerbowski wprowadził w klubie, w teorii aby mieć potwierdzenie każdej decyzji. Nie trzeba mieć doktoratu, by wiedzieć, że klub sportowy rządzi się własnymi prawami i trybem działań. Jeśli nie mogliście wyrobić sobie karty kibica (bo fizycznie ich nie było) lub też nie dało się w Blaszoku wydrukować biletu, bo brakło papieru, możecie być pewni, że winni za to byli dyrektor, główna księgowa i radca prawny, ponieważ każda karta sprawy musi posiadać podpis tych trzech osób. Bez tego ciężko cokolwiek załatwić, nawet jeśli czas nagli.

Biznes i marketing to działki, które za prezesury Marka Szczerbowskiego zostały w klubie CAŁKOWICIE położone. Po zwolnieniach pracowników tych działów nie zatrudniono nikogo (dobrego) w ich miejsce, co po powrocie kibiców na trybuny widać coraz bardziej z każdym kolejnym dniem.

Klub Biznesu, a raczej jego brak. Jeśli jesteś właścicielem firmy lub pracujesz w dziale marketingu jakiejś korporacji i chciałbyś zainwestować pieniądze w GKS, to musisz się… napracować. Po wejściu na oficjalną stronę klubu nie znajdziesz bowiem żadnej zakładki z ofertą dla potencjalnych sponsorów, żadnej rozpiski proponowanych pakietów sponsorskich oraz osób do kontaktu w tej kwestii. Oczywiście to wszystko ma przełożenie na liczbę partnerów biznesowych klubu, która jest po prostu żenująca. Był czas, kiedy w Klubie Biznesu, na najniższym poziomie nazywanym “Przyjacielem GieKSy” było ponad 50 firm, do tego dochodziły firmy mające wykupione większe pakiety. 50 firm, które przelewają co miesiąc na konto klubu 196,40 złotych, finalnie w ujęciu rocznym wnosiły do niego ponad 117 000 złotych. Oczywiście koniec końców jest to kwota marginalna w funkcjonowaniu tak dużego, wielosekcyjnego klubu, jednak wówczas otoczka wokół GKS-u była zupełnie inna. Brakowało nam jedynie sukcesu sportowego. Dziś nasza rzeczywistość to prezes, który na spotkaniu z miejską Komisją Kultury i Sportu mówi:

„Ilość środka innego niż dotacyjny w dużej mierze uzależniona jest od tej działalności podmiotów, spółek prawa handlowego, ale działających w obszarze działalności publicznej” (…) Żeby myśleć o zewnętrznych środkach to bardziej trzeba myśleć o inwestorze niż o sponsorze”.

Jaki można wysnuć z tego wniosek? Ciężko odebrać to inaczej niż: “No moglibyśmy coś robić, ale nam się nie chce”. Warto w tym momencie odnotować, że jest jeden malutki plus tej sytuacji i nieumiejętności Marka Szczerbowskiego w budowaniu relacji i pozyskiwaniu sponsorów. Otóż firmy niegdyś zrzeszone w Klubie Biznesu, aktywnie wsparły kilka akcji organizowanych przez Stowarzyszenie Kibiców – między innymi rozdawanie gadżetów z okazji Dnia Dziecka czy działania związane z rocznicowymi obchodami na Kopalni Wujek. Były już Klub Biznesu zorganizował również… pożegnanie wieloletniego hokeisty GKS-u Mikołaja Łopuskiego. Prezesowi Szczerbowskiemu nie w smak było zaproszenie na mecz popularnego “Łopucha”, który przez kontuzję musiał zakończyć karierę w momencie, gdy trybuny pozostawały zamknięte dla publiczności. Według władz klubu nasz były kapitan nie zasłużył na uroczyste pożegnanie z kibicami…

Kolejnym kamyczkiem rzucanym do ogródka prezesury Marka Szczerbowskiego w GKS-ie jest fakt, że wciąż jako jedyny liczący się klub w regionie (i co więcej: na szczeblu centralnym), nie współpracujemy z żadnym bukmacherem. Może Was to zdziwić, ponieważ Stowarzyszenie Kibiców „SK 1964” współpracuje z firmą SuperBet, a sponsorem II ligi był eWinner. Nie jest to przypadek, natomiast jest to bardzo wyraźny wyznacznik podejścia prezesa do tematu sponsorów. Była na stole poważna oferta od jednego z bukmacherów, jednak prezes Szczerbowski uznał, że oferowana kwota jest zbyt niska. Koniec końców firma znalazła uznanie u konkurencyjnego klubu – ligę wyżej, za podobne pieniądze…

Jednak tematem, który najbardziej podważa jakąkolwiek wartość prezesury Szczerbowskiego, jest marketing, a raczej jego brak. Mówimy o człowieku, który na katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego wykładał takie przedmioty jak: “zarządzanie i marketing”, “zarządzanie kulturą fizyczną”, “organizacja imprez sportowych” czy “nauki o organizacji”. Naprawdę ciężko pojąć, jak człowiek mający teoretyczną wiedzę, może tak bardzo jej nie wykorzystywać w zarządzanym przez siebie, podobno “ukochanym” klubie. Bo powiedzmy sobie szczerze, jak dziś wygląda rzeczywistość marketingowa wokół GKS-u? Promocja spotkań? Brak. Programy dla mieszkańców? Brak. Programy dla rodziców dzieci z akademii? Brak. Działania społeczne? Brak. Aktywności dla kibiców na meczach? Brak. Akcje na mieście? Brak. Jedyne do czego nie można się przyczepić to klubowa telewizja, która pod względem jakości, szybkości, realizacji i ilości wykonywanych materiałów działa dobrze. Szczerbowski postanowił, że klub nie będzie również prowadził już sprzedaży… koszulek meczowych. Wszystkie obowiązki w tym zakresie przejęli kibice prowadzący sklep “Blaszok”.

Te wszystkie braki szczególnie widoczne były podczas organizowanego przez kibiców meczu przyjaźni z Banikiem Ostrava. Kibicom GieKSy udało się zorganizować większą liczbę miejsc gastronomicznych, dmuchańce i atrakcje dla dzieci, DJ-a z muzyką na żywo, ale przede wszystkim – darmowe zaproszenia dla dzieci do 13-ego roku życia. Z zaproszenia skorzystało ponad 500 (!) dzieciaków. Co zrobił klub na kolejne mecze? Otóż nic. Akcja nie była kontynuowana, sektor rodzinny nie oferuje żadnych atrakcji, nie ma żadnej walki o ściągnięcie kibica ponownie na stadion czy halę. A do tego naprawdę nie trzeba wielkich pieniędzy czy akcji – koszt dmuchawców dla dzieci razem z transportem zamknął się w 700 złotych. Czy to aż taki problem, by taka strefa zabaw była na trybunie głównej przed każdym meczem?

W czerwcu 2021 roku drużyna GieKSy awansowała do I ligi po dwóch latach spędzonych w lidze II. Sukces być może nie najwyższych lotów, ale jednak sukces. Mecz promowany był hasłem “wszyscy na żółto”. Niezapomnianym widokiem będzie dla nas Marek Szczerbowski, samotnie świętujący awans w… szarej koszulce. Mimo wszystko był to moment, że prezes klubu powinien siedzieć ze sponsorami czy lokalnymi politykami. No ale skoro loża VIP nawet na takim meczu świeciła pustkami…

Wydawało się jednak, że mimo wszystko awans może być motorem napędowym do rozwoju marketingu i promocji GieKSy. Na co jednak dał przyzwolenie prezes? Na to, aby sprzedaży karnetów nie rozpoczynać na drugi dzień po awansie, kiedy euforia wśród kibiców była spora, a liczba publikacji o GieKSie znacząco większa. Prezes dał również przyzwolenie na to, by podczas pierwszego meczu w I lidze, w idealnym terminie, z dobrym przeciwnikiem, ponad 100 osób odbiło się od kas stadionu. Zamiast zachęcać kibiców, by wrócili na Bukową; pokazać że po awansie znów jest na Bukowej fajnie i mamy dobrą drużynę, zamknięto kasy i nie prowadzono sprzedaży biletów w dniu meczu. Powód? Oczywiście covid. To nic, że WSZYSTKIE inne kluby obchodziły te przepisy na różne (legalne) sposoby, byle tylko wpuścić jak najwięcej kibiców. U nas postawiono na olewactwo i minimalizm, jak w KAŻDEJ innej kwestii. Nie była to jedyna wpadka podczas tamtego (i wielu innych) spotkania – na mecz nie wpuszczono autem na stadion legendy klubu Pawła Glucka oraz posiadającego wejściówkę VIP niepełnosprawnego kibica z Holandii; na sektorze rodzinnym walał się gruz z rozsypujących się schodów, a kibiców w nowym sezonie powitały brudne krzesełka na Blaszoku. O wszystkim pisaliśmy TUTAJ.

Obecny sternik GieKSy wielokrotnie podkreślał, że zależy mu na budowaniu programów długofalowych, które będą przyszłych kibiców wychowywać. Już pomijając fakt, że taki program powinno się realizować w akademii z naszymi juniorami i ich rodzicami, to spójrzmy na fakty. Przygotowywanym przez wiele miesięcy, sztandarowym projektem Marka Szczerbowskiego jest “Serduszko GieKSy” – akcja polegająca na regularnych wizytach przedstawicieli klubu (na razie głównie jednej z trenerek) w miejskich przedszkolach. Program fajny, potrzebny, ale umówmy się – akcje na takim poziomie były realizowane przez klub i przede wszystkim kibiców w poprzednich latach z dużo większym rozmachem. Wystarczy porównać chociażby z “Zagraj na Bukowej” – ile lokalizacji brało udział, jaka była oprawa medialna, jak wyglądały finały. Naprawdę to, że jedna z trenerek akademii pójdzie na godzinę do przedszkola pobawić się z dziećmi, to nie jest żaden rewolucyjny program ani wielkie osiągnięcie. Chociaż być może w Kolejarzu Katowice albo na pustym Stadionie Śląskim zrobiłoby to na kimś wrażenie.

Te i wiele innych działań pokazują, że w tym klubie nie ma po prostu dobrego gospodarza. Kogoś, kto z miłości do GieKSy lub czystej chęci rozwoju zawodowego, żyłby tym klubem co najmniej tak, jak żyją nim na co dzień kibice. Jak wielką GieKSę ma budować ktoś, kto pozwala na to, by hokejowe przedszkole na Murckach współpracowało z Naprzodem, a nie GKS-em; ktoś, kto pozwala by rezygnować ze szkolenia młodych siatkarzy i oddawać ich do dużo mniejszego katowickiego klubu siatkarskiego; ktoś, kto pozwala by koszulki meczowe były dostępne w sprzedaży dopiero po miesiącach od debiutu; ktoś, kto poodnosi sobie pensję w momencie, gdy ucina ją sportowcom oraz pracownikom; ktoś, kto na stanowisku prezesa z niejasnych powodów (po atrakcyjnie cenie i bez wiedzy głównego właściciela) wykupuje akcje klubu, stając się jednocześnie jego współwłaścicielem; ktoś, kto pozwala, by likwidowano filię południe akademii piłkarskiej?

Akademia i jej rozwój to jest w ogóle osobna historia. Lata zaniedbań, brak spójnej wizji, mianowanie na prezesa swojego kolegi – Łukasza Czopika – obecnie już wiceprezesa całego klubu. Wcześniej Czopik pełnił funkcję prezesa zarządu Spółki Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów. Był także silnie związany ze środowiskiem politycznym w regionie. Z jakich działań po blisko dwóch latach zasłynął Czopik na Bukowej? Jeśli kojarzycie jakieś sukcesy jego lub prezesa Szczerbowskiego to dajcie znać. My kojarzymy go jedynie z tego, że zorganizował juniorom w akademii pierwszą edycję “Turnieju o Puchar Prezesa Łukasza Czopika”. Trzeba mieć bardzo wysokie „ego”, żeby postawić się przed Furtokiem, Jojką, Piekarczykiem czy Górnikiem…

Frekwencja – temat, o którym Marek Szczerbowski chętnie zabierał głos. Kilka miesięcy temu w jednym z wywiadów stwierdził nawet, że kiedy analizuje dane z systemu biletowego, to widzi, że frekwencja rośnie. Jak wielki jest to absurd, to widzą wszyscy, którzy chodzą na Bukową. Ograniczenia pandemiczne oraz gra zakończona brakiem awansu do I ligi sprawiły, że frekwencja na Bukowej była niższa niż w poprzednich latach. No i fakty: trzy mecze z największą frekwencją za prezesury Marka Szczerbowskiego: Elana, Zagłębie Sosnowiec i Banik Ostrava. Trzy mecze, podczas których o frekwencji zadecydowała kibicowska mobilizacja. Na meczach hokeja trwa obecnie rywalizacja dzielnic – każda dzielnica lub FC odpowiada za dane spotkanie i atmosferę na nim. Dzięki temu na każdym meczu jest grupa kibiców, która powiedzmy sobie szczerze – raczej nie pojawia się regularnie w Satelicie. Dzięki temu na każdym meczu jest doping, oprawy, coś się dzieje. Pomysł ten zaproponowali i realizują kibice GieKSy. Jaka była klubowa alternatywa dla tego pomysłu? Żadna. Promocja spotkań naszych hokeistów, pomimo dobrych wyników, była zerowa.

W próbach bronienia prezesury Szczerbowskiego często pada argument, że zrobił to czego wymagał od niego właściciel – uciął koszta, awansował do I ligi, hokeiści wrócili do walki o większe cele. Kibicom jednak ciężko nie odnieść wrażenia, że są to ponad dwa stracone lata. Klub nie idzie w żadnym aspekcie do przodu, nie jest liderem w żadnej dziedzinie nie tylko w Polsce, ale nawet w regionie. Widzimy marketingowy i organizacyjny zjazd z każdym kolejnym miesiącem. Można było uciąć koszta i zrobić awans, ale całą otoczkę realizować z pieniędzy pozyskanych od sponsorów, z biletów itd. Naprawdę się da, trzeba tylko chcieć.

2022 rok Szczerbowski i Czopik również rozpoczęli “z wysokiego C” – na gali Złote Buki nowy wiceprezes określił wiceprezydenta miasta mianem “dobrodzieja”, prawdopodobnie nie odczuwając przy tym żadnego wstydu, że na sali trudno było wypatrzyć przedstawicieli sponsorów klubu. Wstydu nasz nowy zarząd nie odczuł również przy zorganizowaniu przez klub żenującej licytacji okazjonalnych koszulek hokejowych poświęconych pamięci tragedii na “KWK WUJEK”. Hokeiści nie mogli (wzorem piłkarzy) po meczu z Podhalem rzucić koszulek w trybuny, gdyż te miały zostać zlicytowane. Okazało się jednak, że pieniądze z licytacji zostaną przekazane na… działalność sekcji hokeja. Rozumiecie? Koszt koszulek na 40. rocznicę obchodów pacyfikacji sfinansują kibice, a nie klub, którego prezes tak dumnie prężył się na konferencji. Kibice na same obchody związane z pamięcią o pacyfikacji wydali ponad 10 tysięcy złotych i… jeszcze mają zapłacić za koszulki hokeistów. Bo przecież 43 miliony złotych w 13 miesięcy z miasta to za mało. Koszt koszulek, z którymi tak ochoczo do zdjęć pozował prezes Szczerbowski, ostatecznie ponieśli kibice GKS-u. Po burzy w komentarzach klub przekazał fanom na licytację ostatnie 4 koszulki. Gdy zorientowano się, że kibice swoją licytację prowadzą na rzecz byłego hokeisty GieKSy, który ma chore dziecko, klub postanowił… zaapelować do kibiców o pomoc. Oczywiście pieniędzy z licytacji “na sekcję hokeja” (ani żadnych innych) przekazać się nie dało.

Dobrze wiecie, że nigdy nie byliśmy fanami załatwiania takich spraw w sposób otwarty (czekaliśmy ponad dwa lata, choć przez cały ten czas widzieliśmy, że nic dobrego z tego nie będzie), jednak mamy poczucie – jako środowisko kibiców GieKSy – że doszliśmy do ściany. Nie ma w klubie kompetentnego gospodarza, który starałby się prowadzić GKS w dobrym kierunku, miał jakąś długofalową wizję i pomysł. Klub obecnie w niczym nie jest liderem w regionie, nie mówiąc o Polsce. Organizacyjnie jest kilka poziomów niżej niż przed przyjściem Szczerbowskiego i jego ludzi i ciężko wypatrywać jakichkolwiek pozytywów. Za około 30 miesięcy mamy rozegrać pierwszy mecz na nowym stadionie, rozpocząć nowy etap w historii GieKSy – oby prezesem był wówczas ktoś, kto wie że warto szukać sponsorów, a nad zapełnieniem tego stadionu trzeba zacząć pracować dużo, dużo wcześniej…

Kibice GKS Katowice

44 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

44 komentarze

  1. Avatar photo

    GieKSiarz

    2 lutego 2022 at 09:31

    Znakomity tekst panowie i ogromny szacun za wypisanie wszystkich „dokonań” pseudo-prezesa przez te już ponad 2 lata. My jako kibice musimy się poważnie zająć tą sprawą, bo jak nie zrobimy jakiejś poważnej manifestacji (coś na przykładzie manifestacji Króla) tego komunisty, to nic się nie zmieni. Co do sprawy bukmachera, przeczytałem kiedyś, że oprócz nas na szczeblu centralnym tylko JEDEN KLUB (Sandecja Nowy Sącz) również nie posiada sponsora z zakładów bukmacherskich, natomiast nie jest to dla nas usprawiedliwienie, że my nie powinniśmy mieć. Najwidoczniej Szczerbowski zauważa, że nie ma w tym momencie konkurencji aby zająć jego stanowisko, to po co się wysilać. Klubu biznesu nie ma, my nie dostajemy miliona na rok od klubu, aby aż tak ciąć koszty, zwalniając odpowiednie osoby na odpowiednie stanowiska. Prezes po wykupieniu akcji klubu, stając się współwłaścicielem klubu, nie udzielił się na ani jednej stronie na ten temat.
    Jeszcze raz szacunek dla Was i pozdrawiam!

  2. Avatar photo

    Cygan

    2 lutego 2022 at 09:41

    Tu jest potrzebna taczka !

  3. Avatar photo

    Lechistan

    2 lutego 2022 at 09:59

    Do dobrego marketingu wymagane są głownie dobre chęci Zarządu i osoby prowadzącej. Akcje w barterze, darmowe bilety (de facto zapełnianie i tak pustego miejsca) i socjal media plus nawet mały budżecik (wspomniany dmuchaniec za 700zł) wystarczy.
    Niestety, do tego trzeba przede wszystkim to czuć i mieć miejsce na realizację, a nie być najemnikiem…

  4. Avatar photo

    Atest

    2 lutego 2022 at 09:59

    Kibic,sponsor stal sie wrogiem dla Szczerbowskiego ,no bo co mu „problem” ?Pieniadze z miasta i tak plyna.
    Przy takim budzecie jaki posiada klub to „praca” Szczerbowskiego i calej reszty wspolpracownikow to skandal.
    Czlowiek majacy chocby troche godnosci podalby sie dzis do dymisji.
    Czy mozemy na to liczyc ?
    Oczywiscie nie w wypadku Szczerbowskiego.
    On zapewne problemu nie widzi,schowa sie w dziurze i bedzie liczyl,ze sprawa ucichnie i dalej bedzie fajnie .
    Dosyc tego juz.Wypierdalaj

  5. Avatar photo

    Andrut

    2 lutego 2022 at 10:12

    Zatrważające. O wielu rzeczach nie wiedziałem, ale też o chyba jeszcze większej liczbie sam bym mógł napisać. Ale jakby wspomnieć o wszystkim, to powstałaby encyklopedia…

  6. Avatar photo

    Dominik

    2 lutego 2022 at 11:29

    Mam takie pytanie do członków SK, bo ja nie o wszystkim wiem. Czy kiedykolwiek Szczerbowski spotkał się ze SK, bądź kibicami GieKSy? Z tego co pamiętam w Sierpniu z SK nt. meczu i organizacji w 1 meczu z Resovią spotkał się jedynie przełożony tego złodzieja. Co do spraw marketingu, brakuje mi prezentacji drużyny (na mieście, albo też tak jak w 2014 sąsiadujących Mysłowicach), zapewne tam też by brakowało prezesa, zasłaniając się jakąś chorobą itp. Mottem Szczerbowskiego jest Kibic/Sponsor – nasz wróg, szkoda, bo te lata w których on zarządza są stracone. Tekst bardzo dobry i trafny, co do manifestacji, którą „zaoferował” GieKSiarz w komentarzu to świetny pomysł na szersze wyrażenie niezadowolenia z pracy tzw. „prezesa”.

    Pozdrawiam!

  7. Avatar photo

    Uznany

    2 lutego 2022 at 12:04

    Marek Szczerbowski – pseudoprezes dla którego zarządzanie wielomilionową spółką zaczyna się i kończy w excelu. Takiej degrengolady jeszcze w GieKSie nie było. Kibic traktowany jak zło konieczne, sponsor jak złodziej, ex-zawodnik jak obcy, a znajoma/y jak ekspert spraw wszelakich…
    Artykuł to skondensowana historia niszczenia klubu oparta na faktach i apel do władz Katowic o znalezienie odpowiedniej osoby na fotel prezesa miejskiej spółki dotowanej 8-cyfrowymi kwotami.
    GKS Katowice klub CAŁEGO miasta – mieszkańców, polityków, dzieci i młodzieży, przedsiębiorców… a nie partyjnych kolegów Pana Marka.

    *Swego czasu (2014 rok) Marek Szczerbowski kandydował z list SLD na prezydenta Katowic pod hasłem „Markowe Katowice”. Strach pomyśleć gdzie byłoby nasze miasto pod rządami tak niekompetentnego człowieka. Dlatego jako Katowiczanin i GieKSiarz zwracam się do Radnych i Prezydenta Marcina Krupy o zakończenie projektu „Markowej GieKSy” i rozpoczęcie projektu mającego na celu przygotowanie GieKSy do nowego rozdziału w historii sportu Katowic jakim będzie otwarcie stadionu.

    #SzczerbowskiOUT

  8. Avatar photo

    Dominik

    2 lutego 2022 at 12:08

    Jeszcze coś dopowiem, bo nasunęło mi się na myśl, zawsze na meczach GieKSy przy Bukowej, które lecą w telewizji partnerem meczu jest STS. I teraz takie pytanie: Dlaczego pan prezio nie spróbuje zagadać STS-u do spraw ewentualnego partnerstwa, nie tylko podczas spotkań. Pewnie w tym przypadku znowu niestety wygrywa lenistwo Szczerbowskiego.

  9. Avatar photo

    Hanss

    2 lutego 2022 at 13:53

    Wywieźć go na karze (taczce) jak najszybciej. Szkodnik bez honoru. Ona nadaje się na prezesa maksymalnie jednoosobowej firmy.

  10. Avatar photo

    1964 GKS

    2 lutego 2022 at 13:56

    Prezes odejdzie, my kibice zostaniemy

  11. Avatar photo

    Karol

    2 lutego 2022 at 16:17

    @Dominik – tak, było wiele spotkań z Prezesem jak i z innymi pracownikami klubu. Zwracano uwagę na mankamenty, wyrażano niepokój i niejednokrotnie wkurwienie na działania i efekty (lub ich brak). Niestety z reguły efektu nie było lub był krótkotrwały. Na dłuższą metę tak się nie da. Wszyscy, którzy w takich spotkaniach uczestniczyli, zgodnie mówią, że doszliśmy do ściany. Z taką filozofią zarządzania klubem do niczego nie dojdziemy, nie mówiąc już o budowaniu Wielkiej GieKSy.

  12. Avatar photo

    Dominik

    2 lutego 2022 at 16:23

    Super Karol, dzięki za informację!

  13. Avatar photo

    majck

    2 lutego 2022 at 18:22

    najgorszy pseudo prezes…… GIEKSY , królik z kapelusza dziękujemy panie krupa ????,nareszcie kibice przejrzeli na oczy .

  14. Avatar photo

    Pyjter

    2 lutego 2022 at 18:58

    Czy miasto jako największy udziałowiec, bądź rada nadzorcza spółki klubu nie mogą go wywalić?

  15. Avatar photo

    Łukasz Z.

    2 lutego 2022 at 19:05

    Dzięki Panowie za tak wyczerpującą informacje. Widać ewidentnie, że prezesowi nie po drodze że wszystkim wokół oczywiście poza swoimi przydupasami, zastanawia tylko brak reakcji władz miasta. Pewnie to , że go ignorują ale jednak dalej trzymają na stołku ma jakieś drugie dno. Fajnie,że jest tak duży oddzew kibiców bo chyba kilka lat nie było tylu odwiedzin na stronie!

  16. Avatar photo

    Gieksiorz

    2 lutego 2022 at 20:00

    Szczerbowski lewacka szmato wypierdalaj z naszego ukochanego klubu!!!!! Krupa jak żeś je?!

  17. Avatar photo

    GKS

    2 lutego 2022 at 20:07

    Powiesić go!

  18. Avatar photo

    Sponsor

    2 lutego 2022 at 20:21

    Świetny artykuł, merytoryczny i prawdziwy. Serce pęka, czytając jak Szczerbowski rozwalił to co było budowane przez wiele lat. A obawiam się, że odbudowa będzie trwała wiele dłużej. Panie Marku, wierzę, że Pan to przeczyta i zachowa się odpowiednio do zaistniałej sytuacji. Czekam na Pana dymisję. Wiem, że przejdzie bez „karty sprawy”.

  19. Avatar photo

    Adalbert

    2 lutego 2022 at 21:15

    Gdyby komuniści rządzili Saharą to by piasku zabrakło.

  20. Avatar photo

    Yoko

    2 lutego 2022 at 22:30

    świetny tekst, nareszcie wiadomo co się dzieje w naszym Klubie, zwijanie od środka za kasę z miasta,sponsorów raczej brak, Szczerbowski ich lekceważy i z nikim się nie liczy. Szanowani, zaangażowani pracownicy zwolnieni a karierowiczka Zaręba awansowała na dyrektorkę do spraw organizacji meczy?? Ciekawe kiedy położy pierwszą imprezę?

  21. Avatar photo

    Gieksiorz

    2 lutego 2022 at 22:53

    Ciekawe za co taki szybki awans?! albo rodzina?!

  22. Avatar photo

    Puryfikaterz

    2 lutego 2022 at 23:22

    Ciekawe czy ktorys z „niezaleznych” dziennikarzy podejmie temat…

  23. Avatar photo

    1964

    3 lutego 2022 at 03:10

    Szczerbowski weź wydupiej od tego klubu bo cię sami z buta wydupimy!

  24. Avatar photo

    Mario

    3 lutego 2022 at 12:06

    Kibice budźcie się !!! Na mecze z roku na rok przychodzi coraz mniej ludzi .To przez takiego c.ula jak Szczerbowski.

  25. Avatar photo

    3kolory

    3 lutego 2022 at 14:56

    No faktycznie bardzo chujowo… a podobno Cygan był zły

  26. Avatar photo

    Widz obiektywny

    3 lutego 2022 at 17:39

    Świetny tekst, ale o rok za późno.
    Polityka i politycy, kojarzą mi się tylko ze złodziejstwem i korupcją.
    Dziwi mnie, że miasto tak ochoczo daje kasę, a efektów żadnych.
    Przecież na niegospodarność jest paragraf, i trza doprowadzić do tego żeby za to odpowiedział.

  27. Avatar photo

    arelk

    4 lutego 2022 at 20:53

    Bardzo dobry feletion ,uwydatniający wchujogractwo prezesa.

  28. Avatar photo

    Lizak

    4 lutego 2022 at 22:49

    Dzisiaj w satelicie, białe koszulki musiały zaboleć prezesa

  29. Avatar photo

    Jacuś

    4 lutego 2022 at 23:51

    Po twarzy tzw. „prezesa” widać że oprawa mu się nie podobała. Szacun dla wszystkich organizatorów akcji.
    Teraz czas na nową przyśpiewkę, coś na wzór – „Szczerbowski! Co? WYPIERD#LAJ!” Lub „Szczerbowski! Co? TY KUR#O!”

    Do roboty GieKSiarze, czas na taczkę dla Szczerbowskiego!

  30. Avatar photo

    Kris

    5 lutego 2022 at 01:05

    Komuchy potrafia tylko zyc za cudza kase. Jak chcemy miec profesjonalny klub to taki niekompetentny pasozyt nie moze rzadzic. Problemem jest tez polityka miasta wzgledem klubu. Daja kase, buduja stadion ale toleruja takie szczerbate beztalencie.

  31. Avatar photo

    Kibic

    5 lutego 2022 at 09:11

    Artykuł w punkt, szkoda tylko że autor nie zagłębił się w temat Akademii Młoda Gieksa, tam również do tej pory nieróbstwo, lenistwo, brak jakiejkolwiek organizacji oraz co chyba najważniejsze brak jakiejkolwiek kontroli. Pytanie tylko za co dostają te złote gwiazdki, pewnie również układziki. Jedyny jasny punkcik to SMS współpracujący z Akademia.

  32. Avatar photo

    Łukasz Z.

    5 lutego 2022 at 17:41

    Tekst bardzo dobry, reakcja kibiców też super, teraz to co najważniejsze czyli jak potoczy się dalej ten super ważny temat! Teraz wszystko działa jakby z opóźnieniem a tutaj nie ma czasu na kolejne oczekiwanie, że będzie lepiej. Jak ktoś wcześniej napisał lewactwo robi tylko to co musi i to Szczerbowski robi dobrze ale na rozwój klubu nie ma co liczyć! Możemy być średni, ale nigdy najlepsi co było widać nawet w 2 lidze. My musimy wybrać czy się na to zgadzamy czy chcemy czegoś więcej bo jeśli tak to nie z tym prezesem! Pobudka do cholery!!!

  33. Avatar photo

    Zorro

    5 lutego 2022 at 20:57

    Szczerbowski to SLD. Wiceprezydentem jest niejaki Woźniak, tez komuszek i do tego mąż byłej agentki SB. W tle budowa stadionu…

  34. Avatar photo

    Janina

    6 lutego 2022 at 00:10

    Gratuluję tekstu. Ale jak wiadomo, prezes jest z układu. Przed wyborami katowickie sld wycofało swojego pseudokandydata i swoje „głosy” wsparcia przekazało Krupie. W zamian jednym z wiceprezydentów jest człowiek z sld, a katowicki szef tego pseudougrupowania został prezesem GKS-u. Dlatego prezesik (bo to mały człowiek, także wzrostem) może się śmiać i mówić (za Bareją): Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?

  35. Avatar photo

    Ząbkowy

    6 lutego 2022 at 07:28

    Budowa nowego stadionu to nasz cel, szczerbatego trzeba pogonić…. Jak mawiał klasyk : ” a na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści „

  36. Avatar photo

    Kato

    6 lutego 2022 at 13:48

    Jednym głosem wszyscy Kibice i po temacie.

  37. Avatar photo

    Jadymy

    6 lutego 2022 at 18:28

    może ma honor i odejdzie pod presją. bardzo dobry tekst przed rundą wiosenną. oby nie było za późno

  38. Avatar photo

    Franio

    7 lutego 2022 at 00:28

    W dużej mierze prawda, artykuł jest jak najbardziej realny, jednak prezes Szczerbowski zastopował rozkradanie GieKSy, skończyło się bajlando, wydawanie kasy dla managerów, hotele, cateringi. Teraz każdy wydatek jest mocno liczony. Wy kibice widzicie tylko część problemu. Nie bronię prezesa ale miejcie na uwadze, że przez lata rozkradano GKS!
    Polecam zapoznac szerzej z tematem. Teraz nie ma opcji na przekręty, z akademii poleciało dwóch takich co brali pieniądze i nic nie robili z tym, że jeden przez pewnego celebrytę dostał posadkę w akademii Górnika. Ten sam celebryta woli lansować się w Górniku niż w GKS, dlaczego? Pan prezes go prześwietlił, teraz nie ma lansu na słit focie.
    Zadajmy sobie pytanie kto za Marka Szczerbowskiego?
    Mamy kandydata?
    Miastu pasuje Pan Szczerbowski bo przynosi duże oszczędności, a miastu to się podoba.

  39. Avatar photo

    Kulka

    7 lutego 2022 at 09:35

    Franio, prezes dużo mówi, że oszczędza czy stopuje kradzież, ale fakty temu przeczą – wydał w zeszłym roku rekordowe 26 milionów złotych. Pytanie tylko na co? Dlaczego w klubie za sprawy finansowe są odpowiedzialni tylko jego ludzie, którzy znają go od lat? Czemu nikt nie kontroluje wydatków? Pamietaj też ze GKS w 2021 roku wydał najwięcej na obsługę zarządu w historii spółki…. Wiecej niż za Krysiaka nawet….

    Co do AMG pełna zgoda – tam i teraz, i wcześniej było źle.

  40. Avatar photo

    Kolo

    9 lutego 2022 at 12:37

    Janina, ja też powiem za Bareją: „Mam w d…e wasz klub. I co mi zrobicie?”Miasto daje kasę (na razie) więc mianuje sobie prezesa, jakiego chcę. My, kibice, nie mamy tu niestety za wiele do powiedzenia. Artykuł świetny, ale my możemy sobie co najwyżej pobluzgać na forum i tyle.

  41. Avatar photo

    Kato

    10 lutego 2022 at 08:42

    W jedności siła.
    Jeden przekaz z trybun i dotyczy to również innych spraw.
    Tylko co nastąpi dalej, pozostaje do przemyślenia.

  42. Avatar photo

    sonia_gks

    13 lutego 2022 at 20:26

    Szczerba a pamietosz pershing koszutka ?

  43. Avatar photo

    Bezpiecznik

    17 kwietnia 2022 at 14:59

    To parówa jest i ćpun.

  44. Avatar photo

    Szopki HKS

    2 sierpnia 2022 at 16:11

    Gdyby Ruch miał taki budżet jak Wy to dawno bylibyśmy w EX. My mamy z kolei hamulcowego odnośnie nowego stadionu. Dygnitarz z Parti Oszustów za tym stoi.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga