Dołącz do nas

Felietony Podcasty

Czas powiedzieć sobie dość…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Nie jest mi łatwo pisać ten tekst. Zwłaszcza po tylu latach udzielania się w GKS Katowice. To 16 lat temu pisząc do „Bukowej” i wrzucając z aparatu filmiki z bramek w czwartej lidze (pierwsza karta pamięci pozwalała nagrać 42 sekundy filmu) zapoczątkowałem swoją działalność na rzecz klubu i kibiców. Potem była masa różnych działań: oficjalna strona klubowa, filmowanie meczów dla kibiców i trenerów, założenie i ponad trzy tysiące tekstów na GieKSa.pl, setki wywiadów pomeczowych oraz długich, z czego chyba numerem jeden był wywiad z Adamem Nawałką do „Bukowej”. Skomentowanie pewnie ze setki meczów dla naszego GieKSiarskiego radia. Udział w podcaście „Trójkolorowa Połowa”. Swego czasu jeździłem też na sparingi, niezależnie, czy to był piątek czy świątek, niezależnie, czy był upał czy potężny mróz. Zarywałem noce, brałem urlopy, nie zajmowałem się swoim życiem zawodowym, tak jak powinienem. Bo na pierwszym miejscu był GKS.

Z czasem, gdy redakcja GieKSa.pl się powiększała, sporą część obowiązków przejęli inni, a ja mogłem odetchnąć. Nadal jednak pisałem felietony przed i pomeczowe, oceniałem zawodników (wkrótce też przejęły to inne osoby), ale przede wszystkim byłem i relacjonowałem mecze.

Kilkukrotnie po cosezonowych klęskach mówiłem sobie, że „nigdy więcej”. Że już nie wierzę. Że skoro w taki sposób zostałem pozbawiony złudzeń, to przecież z tymi samymi zawodnikami (albo to w większości, albo po zmianach – jednak z pozostałym trzonem), za rok będzie kolejna klęska. Odsądzany byłem za te słowa od czci i wiary, żeby po roku okazywało się, że nie ma takiej granicy upokorzenia kibiców, której poszczególny zespół GKS Katowice nie potrafiłby przekraczać. Co się działo potem? Znów zaczynałem wierzyć. Jak ten człowiek, który nie uczy się na błędach, jak ten, którego się zdradza, ale po raz setny daje szansę, jak ten alkoholik, który na chwilę przestał pić, wszyscy mu mówią, że za chwilę wróci do nałogu, a on mówi, że „tym razem będzie inaczej”. Jednak nieprzebrana nadzieja i dziecięca wiara w to, że „tym razem wszystko się ułoży” przeważała. Wbrew logice, wbrew zdrowemu rozsądkowi, ale przede wszystkim wbrew doświadczeniu – że jednak nigdy nie było inaczej, że zawsze przychodziło to samo rozczarowanie, płacz i zgrzytanie zębów. Coraz to kolejne klęski przyjmowałem z większą obojętnością, a sukces coraz bardziej jawił się jako abstrakcja, coś, co po prostu nie może być nam – kibicom GKS Katowice – dane.

Niestety, wszystko się zmieniło wczoraj. Jeden mecz – mecz z Hutnikiem Kraków „zniszczył” wszelką wiarę i chęć działania. Zazwyczaj takie odczucia miałem po zakończonych sezonach. Teraz pojawia się to po konkretnym spotkaniu. Po meczu, po którym GKS Katowice nadal jest liderem tabeli. I po meczu, który w moim odczuciu nie odbył się na zdrowych, sportowych zasadach.

Nikogo nie mam zamiaru oficjalnie oskarżać, bo nie mam dowodów. Nigdy nie miałem i mieć nie będę. Bo przecież bramkarz mógłby nawet sobie specjalnie i ostentacyjnie wrzucić piłkę do swojej bramki, a po meczu i tak powie, że myślał, że to bramka przeciwnika, tylko jupitery go oślepiły, więc jakiekolwiek zarzuty o nieczystą grę są bezzasadne, a ten, kto je wygłasza nie zna się na piłce.

Oglądając jednak ponad sześćset meczów GKS Katowice i tysiące meczów piłki nożnej w ogóle – ma się już na tyle duże doświadczenie, że nie trzeba mitycznie „grać w piłkę”, żeby umieć rozróżnić, co jest brakiem umiejętności, a co kwestiami pozasportowymi. Oczywiście takie kurioza jak nietrafienie z metra do pustej bramki, niezrozumiały gol samobójczy, próba podania na jeden metr kończąca się wykopanie piłki w trybuny – jak najbardziej się zdarzają. Piłka nożna to gra błędów. Są jednak błędy i „błędy”. Jeśli tak kuriozalne zagrania – ale nawet nie te w sytuacjach podbramkowych, tylko gdzieś tam w środku boiska, przy rozegraniu od tyłu, przy próbie wchodzenia w pole karne, pojawiają się kilkadziesiąt razy w meczu – to naprawdę ostatnią rzeczą, o której myślę, to to, że jest to kwestia formy piłkarskiej, „słabego wejścia w mecz” czy tego „że nic nam dzisiaj nie wychodzi”.

Od początku meczu z Hutnikiem myślałem, że w przeciwieństwie do spotkania z Sokołem Ostróda, po prostu trener obrał inny sposób gry, czyli spokojne wyczekiwanie na krakowian i systematyczna praca na boisku z wiarą, że sytuacje bramkowe przyjdą – czy to z kontry, czy z ataku pozycyjnego. Nawet, gdy w 13. minucie goście strzelili bramkę – pomyślałem sobie, że „przeliczył się trochę trener Górak”, no ale trudno – odrobimy. Niestety żenująca pierwsza połowa spotkania nie przyniosła praktycznie żadnej klarownej sytuacji. Nadal miałem nadzieję. Że w szatni dojdzie do męskiej rozmowy i w drugiej połowie GieKSa wyjdzie odmieniona – bo przecież tak się nieraz w piłce zdarza. Gdy po kilku minutach po przerwie piłkarz gości otrzymał czerwoną kartkę – nadzieja odrobinę wzrosła.

Lider tabeli podejmował outsidera. Zespół, który na jedenaście meczów wyjazdowych, dziesięć przegrał. Zespół, który gra w osłabieniu i logicznie powinien modlić się o dociągnięcie tego wyniku, a potem i tak z Krakowa do Częstochowy przejść cały Szlak Orlich Gniazd na kolanach. A jaki mieliśmy obraz gry? Krakowianie spokojnie i rzetelnie grający, w zasadzie wyglądający tak, że mecz już jest wygrany. Bo przecież przeciwnik nie jest im w stanie zrobić żadnej krzywdy.

Gdzieś około 60-65. minuty przestałem wierzyć i stało się dla mnie jasne, że GKS tego dnia gola już nie strzeli. Choćby nawet miał rzut karny. Nawet nie wiem, czy to było po kuriozalnym pudle Krystiana Sanockiego, ale po prostu „energia” z boiska i „sposób gry” katowiczan pokazywał, że naprawdę jedyną szansą na trafienie byłoby wbicie sobie przez Hutnika gola samemu.

Ilość niecelnych, złych podań, które są najprostszymi zagraniami w świecie była straszna. To, ktoś komuś w banalnej sytuacji podał za plecy, to na metr za słabo, to za mocno, to ktoś się przewrócił w dobrej sytuacji z powodu podmuchu powietrza (celował w tym Rafał Figiel, raz wymuszając rzut karny, a raz w swojej szesnastce otwierając rywalowi drogę do bramki). Dramatycznie rozegrany rzut wolny, po którym poszła kontra. Wspomniane nietrafienie z jednego metra do pustej bramki Sanockiego, sposób utraty drugiej bramki. Ale tak naprawdę przez cały mecz ciągnęły się niepostrzeżenie przedziwne, niby niemające wpływu na grę, błędy. Ich suma przekroczyła kilkukrotnie to, co można nazwać „słabszym piłkarsko dniem” czy kwestią formy. Tak jak w 2014, kiedy po bardzo udanej jesieni GKS wygrał za Moskala 2 na 14 meczów na wiosnę, czego również nie dało się wytłumaczyć formą sportową. Wczoraj dodatkowo rzucał się w oczy sławetny „brak ambicji”. Mimo pozornej bardzo dużej przewagi i posiadania piłki, nie widać było specjalnie, że zawodnikom zależy na korzystnym wyniku.

Niestety swoje w wywiadzie pomeczowym dołożył też trener (bo już pal licho wygłaszającego wyuczone formułki Arkadiusza Jędrycha, który zawsze mówi to samo). Liczyłem, że szkoleniowiec będzie bardzo wkurzony, tak jak niejednokrotnie go widzieliśmy po meczach. A tu zupełny spokój i mowa o tym, że „źle weszliśmy w mecz, przegraliśmy bitwę, nie przegraliśmy wojny, głowy do góry i walczymy dalej”.

Powiem tak – jeśli po tylu latach klęsk, jest już na początku wiosny szansa, żeby jako lider odskoczyć rywalom naprawdę na pokaźną liczbę punktów i znacząco przybliżyć się do awansu, do tego grając z najsłabszym zespołem ligi w przewadze – przegrywa się po tak dramatycznej grze, to oczekiwałbym, że cała Bukowa będzie kipieć ze złości, że wszyscy będą czerwoni i rozwalą tę szatnie. A tutaj? Cóż, przegraliśmy, normalna rzecz, walczymy dalej, a Arek Jędrych zaraz zaśnie przed tą kamerą, podczas gdy powinien mieć tyle energii ze złości, żeby zaraz zagrać kolejny ligowy mecz. Niestety te obrazki z wywiadów tylko utwierdzają mnie w moim przekonaniu, że coś tu było nie tak.

Słowem tylko wspomnę o jednym ważnym meczu sprzed kilku miesięcy. Bo o Kluczborku czy „gimnazjalistach z Chorzowa” pamiętają wszyscy. Natomiast przegrany baraż ze Stalą Rzeszów przeszedł kompletnie bez echa. Jednym oddanym wówczas bez walki meczem przekreślony został cały sezon. Pamiętam wypowiedzi po tym meczu – tam również było jakoś spokojnie i zdania, że „powalczymy w następnym sezonie”. Już nawet wśród kibiców była taka obojętność, że ludzie przeszli nad tym spotkanie na chłodno. A przecież wydarzyła się katastrofa.

Hutnik Kraków – to był drugi mecz na wiosnę. Newralgiczny moment roku piłkarskiego. To właśnie w okolicach drugiego-trzeciego meczu zazwyczaj orientowaliśmy się, że coś jest nie tak. Ja osobiście biłem na alarm kilka razy, zwłaszcza wtedy, kiedy GKS za Jerzego Brzęczka w sposób niezrozumiały zremisował ze Stomilem 2:2 (rywale przez 70 minut nie podeszli pod nasze pole karne), a kolejkę później powinni prowadzić do przerwy 3:0 w Sosnowcu, a przy akompaniamencie wyzwisk kibiców Zagłębia pod adresem swoich piłkarzy, przegrali 0:1. Tak, wtedy biłem na alarm, pisałem felietony, artykuły – podobnie jak w końcowej fazie sezonu. Wkurzałem się, pisałem o „pokazaniu jaj”, o mobilizacji – na tysiąc sposobów. Oczywiście nazywany wtedy byłem „oszołomem”, a na koniec sezonu mieliśmy to, co mieliśmy. Nie wspomnę jeszcze, że te klęski często były powiązane z najbardziej prestiżowymi meczami, jak choćby z Ruchem Chorzów, z którym wiosną przecież też sztuką było nie wygrać, bo zespół składał się ze wspomnianych tzw. „gimnazjalistów”, a po swojej stronie mieliśmy graczy z setkami występów w ekstraklasie.

Pamiętam, jak na konferencji prasowej po wspomnianym meczu w Sosnowcu, Brzęczek sprowadził porażkę do „jednego błędu, po którym Fidziukiewicz strzelił gola”. Tak, już wtedy wiedziałem, że sytuacja jest chora.

Biłem na alarm za Paszulewicza, pisałem „Alarm! Spadek zaczyna nam zaglądać w oczy!” za Dudka. Nikt nie słuchał mnie, za to ja musiałem się nasłuchać wiele razy, że „sieję ferment”, „psuję atmosferę” i najlepsze – „cieszę się, gdy GKS przegrywa”. Tak naprawdę po tym ostatnim zarzucie, który usłyszałem od nikogo innego, jak prezesa GKS Katowice Marcina Janickiego – już wtedy powinienem był zwinąć manatki. Niestety zawsze okazywało się, że moje zarzuty i alarmy potwierdzały się.

To, co poczułem podczas drugiego meczu tej wiosny, to był podobny dyskomfort, co podczas wspomnianych meczów w poprzednich latach. Tyle, że wtedy wierzyłem jeszcze, że gra jest czysta, że to wszystko to rzeczywiście wypadek przy pracy, kwestia psychologiczna, że można to naprawić i odwrócić. Późniejsze doświadczenia pokazywały, że to był początek końca. Dlatego to, co wydarzyło się z Hutnikiem było dla mnie odtworzeniem tamtej historii. Historii, po której nigdy nie działo się nic dobrego. Stąd utrata złudzeń.

Gdy 20-30 lat temu ktoś zarzucał piłkarzom nieczystą grę, to zapewne reagowali tak samo, jak zawodnicy w obecnych czasach, czyli traktowali mówiącego jak wroga czy niszczyciela atmosfery. Potem okazało się, że całe środowisko piłkarskie to była jedna wielka korupcja, z wielkim zresztą udziałem naszego klubu. Czy ktoś jest na tyle naiwny, żeby wierzyć, że po aferze Dziurowicza za dotknięciem czarodziejskiej różdżki polska piłka się uzdrowiła? Że za kolejne 20 lat niektórzy byli, a może obecni piłkarze nie napiszą książki, w której opiszą „piłkarską” rzeczywistość obecnych czasów? Tylko co nam będzie po tym za 20 lat? Dawaliśmy się nabierać kiedyś, dajemy i teraz.

Ja też dawałem się nabierać. Ale nie potrafię już oszukiwać samego siebie. Paradoksalnie powiem, że nawet jeśli GKS wywalczyłby awans (w co nie wierzę), to o tym meczu z Hutnikiem nie zapomnę.

Wczoraj po moich słowach, że uważam, iż mecz był nieczysty, zostałem przez kilka osób – kibiców GieKSy zaatakowany standardowymi tekstami, że „pierdolę” i „nie znam się na piłce”. To już jest temat na zupełnie osobną historię, ale z drugiej strony jest to dla mnie spójne z tym, że ta grupa kibiców robi ikonę klubu z jednego z naszych piłkarzy, zawodnika, który był główną twarzą ostatnich – zakończonych spektakularną klęską – sezonów. Te osoby darzą wielką estymą również niektóre wątpliwe postaci z poprzednich lat. Z lat, które w moim subiektywnym odczuciu były jednym wielkim piłkarskim oszustwem.

Nie chce mi się kopać z koniem i po raz kolejny wzbudzać w sobie nadziei, która do momentu uzdrowienia tego chorego w kontekście piłkarskim klubu, jest kompletnie bezsensowna. Dlatego dzisiaj zawieszam pisanie na stronę i swoją obecność na meczach w roli redaktora GieKSa.pl. Szkoda mojego zdrowia i nerwów, a ci, którzy będą chcieli taplać się w swoim bagienku, będą mogli to robić już bez moich opisów na stronie. Z jednym wyjątkiem. Jeśli ktoś ma jednak klapki na oczach i nie widział wczoraj tego, co oczywiste – to jeśli jakimś cudem ten mecz w całości trafiłby w moje ręce, to jestem gotów poświęcić się i powycinać wszystkie wątpliwe fragmenty i skleić w kompilację. Może wtedy te klapki by z oczu zleciały…

Dodam, tylko, że wypowiadam się w swoim imieniu, strona będzie działała dalej, bo mamy świetnych redaktorów, którzy zaangażowaniem i poświęceniem zawsze bili i biją na głowę tych, którzy od lat biegają po boisku.

Jeśli sytuacja kiedyś się uzdrowi, do GKS wjedzie prywatny inwestor, który nie pozwoli na takie historie, jak w ostatnich latach – wtedy rozważę powrót. Ale na razie się na to nie zanosi. Nie ma osoby, która tę sytuację chciałaby uzdrowić – osoby z klubu, które śmiały się nam w twarz, potem robiły karierę wyżej, na czele z niedawnym selekcjonerem reprezentacji Polski. Miasto Katowice jak przyzwalało na to wszystko, co się dzieje w klubie, tak przyzwala dalej.

Dziękuję wszystkim kibicom za te wszystkie lata, za dobre słowa i krytykę, za pochwały i za kłótnie. Było energetycznie i bardzo fajnie.

Wszystkich, którzy poczuli się urażeni moim ciętym językiem, przepraszam. Nieraz sformułowania były przesadzone, choć meritum utrzymywałem i utrzymuję.

GieKSa była, jest i będzie w moim sercu. Ale nie mam ochoty szargać tego serca przejmując się osobami, które nie mają podobnie, albo nawet jeśli nie – nie traktują tego klubu i kibiców poważnie.

Do zobaczenia!

Z GieKSiarskim pozdrowieniem
Shellu

23 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

23 komentarze

  1. Avatar photo

    Tom

    7 marca 2021 at 16:42

    Dzięki Shellu.

    Najśmieszniejsze to czytanie na forum wpisów że nic się nie stało, dalej jesteśmy na pierwszym miejscu, cała runda przed nami i tak dalej…

    Ludzie w ostatnich latach tyle razy dostali po mordzie od piłkarzy i dalej się nie nauczyli.

  2. Avatar photo

    Łukasz.W

    7 marca 2021 at 17:31

    Szkoda shellu bo fajnie się czytało twoje felietony i nagrania w trójkolorowej połowie ale się nie dziwie co do twojej decyzji bo ileż można znosić to co się dzieje w tym klubie. Ale miałem rak samo jak ty bo nieraz pisałem że dopóki nie będzie prywatnego właściciela w tym klubie to nic się nie zmieni tam i awans obejrzymy jak świnia niebo.

  3. Avatar photo

    Kato

    7 marca 2021 at 17:50

    Panie trenerze;
    Uważa Pan dalej, że nic się nie stało, tym przegranym „nieistotnym” meczem?!
    Otóż stało się bardzo wiele zła!
    Zachwiał Pan zaufaniem!

    • Avatar photo

      Henk

      7 marca 2021 at 17:58

      Sposób w jaki trener Górak motywuje swoich podwładnych jest fascynujący …

  4. Avatar photo

    sobra1

    7 marca 2021 at 18:50

    Shellu szkoda. Jesteś wielki i masz klasę. Szoda, że odchodzisz. Powinieneś napiętnować te substytuty zawodników a tak teraz będą mogły kpić z nas przy otwartej kurtynie.
    P.S. Panie trenerze Górak. Jeśli jeszcze raz powoła się pan na to, że gracie dla kibiców, i że prosi pan o ich wparcie to jak mi Bóg miły przy najbiższej okazji dam panu w mordę. Mam nadzieję, że panu powiedzieli przed meczem i też pan coś postawił. Ja z darmo nie robilbym siebie takiego pajaca na konferencji chroniąc takich ludzi.

  5. Avatar photo

    tomassi

    7 marca 2021 at 19:25

    Shellu dziękuję za każde słowo.
    Od Bukowej po dziś. W 95% zgadzam się z tobą.
    I jestem pewny że gdyby było więcej takich ludzi blisko klubu to dziś
    bylibyśmy w innym miejscu.
    Dzięki za wszystko.

  6. Avatar photo

    Bugi

    7 marca 2021 at 19:27

    Pięknie napisane. Brudna czysta prawda.

  7. Avatar photo

    GieKSiorz

    7 marca 2021 at 19:57

    Dzięki Shellu za serducho dla Gieksy,zgadzam sie z Tobą i podpisuje pod tym tekstem,robia Nas kibców w huja,kurwidołek do ciagniecia kasy z miasta,a miasto na to przyzwala bo sa etaty dla pociotkow,taka prawda,nic sie nie zmieni poki miasto bedzie wlascicielem,tez nie wierze w awans bo juz tyle razy dostalem po mordzie,Giekse mam w sercu,ale na to co sie dzieje przez ostatnie lata nie dam juz przyzwolenia i nie dam sie robic w huja,tak mysli bardzo duzo osob dlatego taka frekwencja na meczach.a Ci co zostali wierza,daja robic sie w ciula,gdzie ta Gieksa,gdzie Ci kibice co kiedys,juz pod urzedem miasta powinny dawno byc demonstracje o klub,stadion itda tu cisza,dziwne?!nie chce nikogo oskarzac ale pomyslcie sami

  8. Avatar photo

    GieKSiarz

    7 marca 2021 at 20:17

    A więc dożyliśmy momentu, gdzie nawet Shellu zawiesza swoją obecność… SHELLU DZIĘKUJEMY! też mi się wydaje, że dopóki nie przyjdzie prywatny inwestor (to pewnie nastąpi dopiero po nowym stadionie, który może będzie za 10 lat, bo przecież kto będzie chciał inwestować w klub, który przyznajmy sobie szczerze ma stadion lat 80/90)to nadal będziemy gnić w tym samym szambie, dalej miasto nie chce najwidoczniej awansu i robi kibiców w ch#ja. Za 3 dni minie 4 lata od meczu, który zmienił GKS z Murowanych kandytatów do… Murowanych kandydatów. Ktoś, kto po sprzedanym meczu mówi, że nic się nie stało, jest po prostu naiwny. Zauważcie że już mija 4 lata odkąd jesteśmy naiwni, że się uda. Już 4 lata, za rok będzie pół dekady. Założe się, że GieKSa zajmie 3/4 miejsce z 3 punktową stratą do awansu, i jak zwykle zabraknie tego jednego zwycięstwa. W barażach przegramy po rzutach karnych z jakimś KKS Kalisz albo Skrą Częstochową (odpady Rakowa). Wtedy poleci każda głowa i będą nowe nazwiska, nowe pseudogwiazdy, znowu trener z „charakterem”, i może racja jeśli chodzi o charakter, skoro teraz Brzęczek był trenerem kadry, a Dudek prowadzi Sandecję ku spokojnemu utrzymaniu. Akurat tylko w GieKSie sobie nie poradzili… Tu coś nie gra, prawda? Będą kolejne nadzieje, że może teraz się uda, a będzie jak zwykle. GKS dalej nas nabija, a my się starzejemy. I tak z roku na rok…
    Mam nadzieję, że się myle i GKS jednak będzie w tej 1 lidze, ale nic na siłe.
    Nie wierzę w to.
    Nie przy tych 4 latach kłamstw.
    Co ma być to będzie.
    Podsumowując, Shellu nikt ci nie odda tych nerwów, które ciebie spotkały na przestrzeni tylu lat, i chcemy ci powiedzieć jedno: DZIĘKUJEMY!

  9. Avatar photo

    Daro

    7 marca 2021 at 20:40

    W tygodniu te patałachy będą trenować na bocznym boisku przy bukowej i może trzeba zrobić jak kibice Marsylii czyli tam wejść i zrobić zadymę aby wiedzieli kaj są i o co grają bo tak to nic się nie zmieni

  10. Avatar photo

    Bce

    7 marca 2021 at 20:41

    Shellu dziękujemy. Kawał dobrej roboty. Po wczorajszym meczu też mam dość. Obejrzałem jeszcze raz powtórkę. To jest kurwa kpina ze wszystkich.

  11. Avatar photo

    Robson

    8 marca 2021 at 00:17

    Szelu jak zawsze w całości się z Tobą zgadzam. Kiedyś z starą ekipą czytaliśmy Twój artykuł i czuliśmy jak był byś w naszych głowach. Zawsze byłeś dla mnie najlepszy i jak miałem mało czasu czytałem tylko to co było napisane przez Ciebie. Dlatego proszę zostań z nami GieKSiarzami właśnie po to by ta banda zaślepionych ciulu nie robiła tego co robi bezkarnie!

  12. Avatar photo

    Siwen

    8 marca 2021 at 00:23

    Shellu, dziękuję za kawał dobrej roboty…Sternicy GieKSy i wy boiskowe kuternogi pamiętajcie – jeśli udało wam się kogoś oszukać to nie dlatego, że ten człowiek jest głupi, tylko dlatego, że otrzymaliście więcej zaufania niż jesteście tego warci. W podziękowaniu od Shella, za waszą organizacyjną i boiskową postawę, wszystkim wam się należy wielki, plastikowy, tandetny, odpustowy, chiński, partacki, kiczowaty, szmirowaty, bublowaty, lipny, szkaradny, szpetny i kulawy puchar z pepco. Fraus omnia corrumpit!!!

  13. Avatar photo

    Kejta

    8 marca 2021 at 00:55

    Shellu nie ma sie co obrazac na to co robisz wiec ochlon troche po tych negatywnych emocjach i wracaj do tego co robisz od lat! Jak widzisz kazdy tutaj ceni to co robisz a ja osobiscie uwielbiam twoje teksty, felietony i podsumowania bo nigdy sie nie zwiodlem gdy je przeczytalem. Jest jak jest i my nie jestesmy w stanie tego zmienic Gieksa se raz wygra raz przegra na kazda wiosne przejebie awans albo spadnie po golu bramkarza i taka jest nasza rzeczywistosc. Wez tez pod uwage to ze gdyby GKS gral od 10 lat w ekstraklasie i byl tak w srodku tabeli raz wyzej raz nizej to nie byloby o czym pisac a tak to miales material na dobry film a co dopiero na pomeczowe/sezonowe felietony. Mam nadzieje ze jak emocje ci juz opadna to wrocisz do swoich obowiazkow 😉
    No juz przestan sie mazgaic jak to mowia bo kazdy tu zawsze czeka na kilka slow od ciebie, szczegolnie ci ktorzy kibicuja zza granicy i nie maja lepszego zrodla zeby sie cos dowiedziec o Gieksie niz Ty. Pozdrawiam

  14. Avatar photo

    Irishman

    8 marca 2021 at 08:45

    Cóż Shellu, wielka szkoda! Bo można się było z Tobą nie zgadzać tu czy tam ale fachowości i profesjonalizmu w tym co robiłeś nie można Ci było odmówić! Często Cię (tak samo jak całą Redakcję) podziwiałem, że potrafisz pogodzić życie rodzinne i zawodowe z działalnością dla Klubu! Niestety za to wszystko „w podzięce” otrzymywałeś wyłącznie rozczarowania i dlatego Cię rozumiem.
    Co prawda myślę, że zbyt szybko skreślasz ten sezon ale takie Twoje prawo i nie zamierzam Cię przekonywać, że będzie inaczej. To piłkarze mają to zrobić na boisku.

    I mam ogromną nadzieje, że jak odpoczniesz, wyluzujesz, ochłoniesz, a piłkarze odpłacą za Twój i całej Redakcji trud w końcu czymś odwrotnym niż wstyd i rozczarowanie to wrócisz. Oby jak najszybciej!
    Pozdrawiam!

  15. Avatar photo

    KaTe

    8 marca 2021 at 10:42

    Smutne, ale prawdziwe.
    Końcówka poprzedniego sezonu, szpile z drużynami z Rzeszowa już dawały dużo do myślenia co do sposobu prowadzenia jej przez p. Góraka. W żaden sposób nie było widać by potrafił ją dodatkowo mobilizować, podnosić morale, a i sposób reagowania na wydarzenia boiskowe był mizerny (podobnie było z ostatnim jego meczem w Elanie). Obecna pasywność po kompromitacji też dobrze nie wróży. Można jeszcze wspomnieć o ciekawym relatywizmie moralnym w stosunku do zawodników: czterech po imprezie od razu wylatuje, a jeden po pijaństwie i rozróbie dostaje kolejną szansę. No i transfery. Trafiają do nas wyłącznie zawodnicy, których pan G. zna z przeszłości.
    Takimi decyzjami Górak nie zbuduje sobie pomnika – zostanie na zawsze trenerem drugo-trzecio ligowym.

    • Avatar photo

      Roh

      9 marca 2021 at 20:27

      Zgdzzam sie z 100 procentach. Górak to słaby trener, powinien być zwolniony po zeszłym sezonie. On druzyny fizycznie nie umie przygotować do sezonu, taktycznym geniuszem też nie jest.

  16. Avatar photo

    Lipa

    8 marca 2021 at 19:23

    Bardzo trafne spostrzeżenia w tekstach @Robson i @Kejta. Shellu na razie ochłoń. Nie uprzykrzając im (piłkarzynom i reszcie tego cyrku) już więcej życia dasz im do zrozumienia, że wygrali, że mogą się czuc swobodniej, a tak to zawsze byłeś gdzieś tym ziarenkiem piasku w oku i musieli się choć trochę liczyć z tym, że po hujowiznie zostaną obsmarowani. No i jest jak jest i szybko nie zanosi się na zmianę więc może się okazać, że już nic nigdy dla GieKSa.pl nie napiszesz… Każdy z nas po takim meczu dostaje w pysk, ale cytując żałosnego klasyka: „taki mamy klimat”. Tak samo po każdym takim meczu czekam na felieton od Ciebie żeby móc poczytać jak ciśniesz po tych łamagach, jak nie zostawiasz na nich suchej nitki i czuć, że nie tylko mnie huj strzela jak na to patrzę. Także Shellu! Nie daj się sprowokować! Szukaj powtórki meczu, sklej i opisz dosadnie tą żenadę. Czekamy na nowe felietony. Pozdro

  17. Avatar photo

    jezyk

    8 marca 2021 at 20:03

    Ja rozumie kolegę Shella. To nie chodzi o to że przestanie kibicować GKS bo to pewnie będzie robił dalej tylko ze nie będzie angażował swojego prywatnego czasu na dotychczasowa robotę. Myślę że Shellu ma racje w tym co pisze i ja go w pełni rozumie. Ja już się wyleczyłem z GKS i ograniczam swoja aktywność do zobaczenia wyniku a czasami skrótu. I powiem wam jest o wiele lepiej. Nie ma sensu się angażować w cos co nie rokuje już od dawna na nic a wręcz jest coraz gorzej. Zawsze dziwiłem się, że kibice (z reguły konkretni ludzie) chcieli wspierać to dziadostwo. Upadek zaczął się już za cygana a potem to już równia pochyla. Kiepskie zarzadzanie kiepscy trenerzy (może poza Mandryszem) brak wyciągania jakichkolwiek konsekwencji i kupa kasy. Żyć nie umierać. Nie rozumie też kultu Góraka bo to bardzo kiepski trener skoro z takim składem nie umie awansować. Jeżeli ma być awans to należy zatrudnić kogoś z papierami bo ten wuefista nie da rady. Zamiast wzmocnić skład przed decydująca runda o awansie to Góralczyk przespał temat. Transfer figla wygląda na nieporozumienie bo chłop był najsłabszy na boisku. Pytanie na jakiej zasadzie go zakontraktowano. No i można tak długo tylko po co.

  18. Avatar photo

    dar26ber

    8 marca 2021 at 20:19

    Shellu, dziękuję za każde słowo napisane i za każdą minutę poświęconą dla dobra GieKSy. Przykre ale Cię rozumiem.
    Postawę drużyny przemilczę kto widział to wie że jest coś nie halo jak co sezon!!!

  19. Avatar photo

    Irishman

    9 marca 2021 at 03:26

    No i widzisz Shellu, kolega @jezyk już Cię „rozumie” i sprawdza tylko wyniki, ewentualnie ogląda skróty (no szacun i za to! 😉 😉 😉 ).
    A ja przypomnę tylko hasło, którym się kierowaliśmy kilka lat temu, po spadku do IV (wtedy) ligi – „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”. Dlatego, choćby kolejne pokolenie piłkarzynów pluły mi w ryj, to ja ciągle będę wierzył, że znajdzie się taka ekipa, która przywróci nas na takie miejsce, na które zasługujemy.I powiem więcej, że nie przekreślam jeszcze szansy na to, że będą to obecni nasi piłkarze. Tego ostatniego meczu też nie rozumiem ale mam ogromną nadzieje, że to był tylko jednorazowy wypadek przy pracy. Nie wiem dlaczego się on zdarzył ale co by to nie było to Panowie trenerzy i piłkarze – dla Was to być może „tylko” praca ale dla nas całe życie! Tak więc jak macie jakieś kwasy w szatni to tam je zostawcie. Na boisku macie być GKS Katowice!!! No chyba, że honor macie w dupie. Jak tak, to spadajcie!

  20. Avatar photo

    Kato

    9 marca 2021 at 07:08

    Drużyna nie gra dla kibiców, to było ewidentnie widać w meczu.
    Proszę pozostać jeszcze, przynajmniej do końca sezonu. Oliwa musi wypłynąć… musi

  21. Avatar photo

    Kato

    9 marca 2021 at 07:32

    Prezes określił 2lata na awans do pierwszej.
    Brak awansu dotknie nas wszystkich, tych co wierzyli i nie wierzyli. Tych co chodzą i już przestali. Bez wyjątku.
    To jest nasz Klub, mamy go w sercach wszyscy.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: damy radę nawet bez prądu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie GKS Katowice wybiegnie na boisko w Radomiu, gdzie uskrzydleni czwartkowym zwycięstwem gospodarze będą chcieli podtrzymać zwycięską passę. O nadziejach związanych zarówno z najbliższym meczem, jak i dalszą częścią sezonu, najmocniejszych punktach „Zielonych”, trenerze Feio i pozasportowych „przygodach” w meczach z Arką i Koroną porozmawialiśmy z Bartłomiejem Jędrzejczakiem z futbolowarebelia.com i podgolebnikiem.pl

W ostatnich dniach my emocjonowaliśmy się Pucharem Polski. Radomiak już jakiś czas temu pożegnał się z tymi rozgrywkami, mimo to jak oceniasz rozstrzygnięcia, do których doszło na boisku i w czasie losowania półfinałów?
Radomiak odpadł z Pucharu już w pierwszej rundzie, z tego powodu szybko przestałem się interesować tymi rozgrywkami. Dla was półfinał to na pewno duża rzecz. Wylosowano ciekawe pary, bo Zawisza będzie się mierzył z Górnikiem, a wy zagracie małe derby województwa w Częstochowie. Dla niezaangażowanych kibiców ciekawostką jest obecność na tym etapie 3-ligowca, choć tutaj Górnik jest zdecydowanym faworytem. Z kolei GKS jest niewygodnym rywalem dla Rakowa, więc ta rywalizacja będzie ciekawsza. Gdybym miał typować, to postawiłbym na śląski finał Górnika z GKS-em.

Wracając jednak do Ekstraklasy, w tym sezonie można powiedzieć, że nie ma środka tabeli – albo bijesz się o puchary, albo „walczysz o spadek”. W której grupie jest dziś Radomiak?
Przed każdym sezonem naszym podstawowym celem jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania. Znamy swoje miejsce w szeregu i wiemy, że nie jesteśmy ligowym krezusem pod względem finansów. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia – jeśli w miarę regularnie punktujesz, to w pewnym momencie pojawia się chęć gry o coś więcej. Z drugiej strony liga się wyrównała i na przestrzeni 2-3 spotkań położenie zespołu może się radykalnie zmienić – będąc w czołówce nagle można zamieszać się w grę o utrzymanie. To utrzymanie Radomiaka jest więc celem minimum, a wszystko ponad będzie dodatkowym bonusem. Patrząc na ambicje włodarzy klubu i trenera Feio, a także indywidualną jakość sportową zawodników, mam nadzieję na szybkie utrzymanie, a wykorzystując sytuację w lidze możemy się zakręcić w okolicach strefy pucharowej. To jest takie ciche marzenie – moje, ale i pewnie każdego sympatyka Zielonych.

W ostatnim czasie w Radomiu tych punktów jednak brakowało, bo przez cztery kolejki nie potrafiliście wygrać. Przełamanie nastąpiło po nadrobieniu zaległości z Arką. Gdybyśmy tylko na jej tle mieli oceniać potencjał naszych zespołów, to w niedzielę bylibyście zdecydowanym faworytem.
W czwartek zadecydował bardzo dobry początek – prowadzenie 2:0 po ośmiu minutach ustawiło przebieg meczu pod dyktando Radomiaka. Z kolei Arka kreowała więcej po przerwie i w pewnym momencie wydawało się, że może wrócić do meczu, jednak dobra postawa Filipa Majchrowicza, który zrehabilitował się za błędy w poprzednich meczach, pozwoliła nam utrzymać, a następnie podwyższyć prowadzenie. Arka zdobyła wprawdzie bramkę kontaktową, a w pewnym momencie potrójna interwencja naszego bramkarza do spółki z Jankiem Grzesikiem uchroniła nas od straty drugiego gola. Gdyby ten padł, to moim zdaniem Radomiak by nie wygrał. Na szczęście dla nas gol Romário Baró z rzutu wolnego ostatecznie rozstrzygnął mecz na naszą korzyść.

Jesienią przed meczem z GieKSą do pełni formy wracał Capita Capemba – lider zespołu, strzelec jednego z goli w ostatnim meczu z Arką. W niedzielę zabraknie go z innego powodu: na ostatniej prostej jest jego transfer za ocean. Jaki będzie Radomiak bez niego?
Capita jest dla Radomiaka bardzo ważną postacią i jakość całego zespołu z nim w składzie idzie zdecydowanie do góry. Trzeba jednak mieć świadomość, że jego odejście było planowane od dłuższego czasu, więc nie jesteśmy tym ruchem zaskoczeni. Elves Baldé i Salifou Soumah to jego naturalni następcy, choć tego pierwszego w niedzielę zabraknie z powodu zawieszenia po wydarzeniach po meczu z Koroną Kielce. Szkoda, bo dał się wam już poznać jesienią zdobywając pierwszego gola. O Soumahu wiemy niewiele – dołączył do nas już po starcie rundy i czekamy, co pokaże na boisku. Wracając jednak do Capity uważam, że Ekstraklasa sporo traci na odejściu takich zawodników jak on. Mimo że liga rośnie, powstają piękne stadiony i coraz lepiej prezentujemy się w pucharach, to jeszcze nie jesteśmy w stanie konkurować z silniejszymi klubami o wyróżniających się zawodników. Oglądać Capitę na boisku było czystą przyjemnością, ale mam nadzieję, że uda się sprawnie i bezboleśnie zapełnić lukę po nim.

Wspomniałeś o meczu z Koroną zakończonym skandalem, który przełożył się m.in. na karę Baldé, ale i zawieszenie Gonçalo Feio na pięć meczów. Jak twoimi oczami wyglądały tamte wydarzenia?
Wiele negatywnych okoliczności nałożyło się na siebie przy okazji tego nieszczęsnego meczu z Koroną. Po pierwsze, błąd Filipa Majchrowicza przy rozegraniu piłki dał bramkę gościom, kolejny błąd przy stałym fragmencie gry i drugie trafienie. Z kolei Radomiak mimo mnóstwa sytuacji nie był w stanie zdobyć gola – albo zawodziła skuteczność, albo na wysokości zadania stawał Dziekoński. Słaba postawa sportowa Radomiaka przełożyła się na frustrację, zarówno na murawie, jak i na trybunach. Doszło do skandalicznych incydentów, które nie mają prawa dziać się na żadnym stadionie. Atmosfera była nerwowa, bo wiemy jakie stosunki panują między kibicami Korony i Radomiaka. Temperaturę dodatkowo podniosła decyzja Komisji Ligi o niewpuszczeniu kibiców gości. Atmosfera od początku była nerwowa, a porażka na własnym stadionie nie ostudziła emocji. Nie ulega jednak wątpliwości, że nigdy nie powinno dochodzić do wydarzeń, których świadkami byliśmy po meczu, a które zaowocowały surowymi karami.

A jak trener radzi sobie na „pracy zdalnej”?
Kara dla Gonçalo Feio jest surowa przede wszystkim ze względu jego przeszłość i łatkę, jaką mu przyklejono. On z tym mocno walczy, starając się przekonać wszystkich, że się zmienił. Osobiście nie znałem go wcześniej, natomiast gdyby nie doniesienia medialne, znając go teraz nigdy bym nie powiedział, że jest osobą konfliktową. Na co dzień jest otwartym i serdecznym gościem. W meczu z Koroną rzucił w stronę sędziów uwagę w stylu „zapłacili wam”, którą Komisja Ligi uznała za oskarżenia korupcyjne i surowo go ukarała. Tymczasem w tej samej kolejce trener Wisły Mariusz Misiura stwierdził, że wszystko jest ustawione pod Legię i Widzew, a nie spotkała go za to żadna kara. Trener Feio radzi sobie dobrze, bo w czasie meczów jest stale na łączach z asystentem Emanuelem Ribeiro. W Niecieczy miałem okazję siedzieć na trybunach obok niego i mimo że nic nie rozumiałem, bo panowie rozmawiali po portugalsku, to byłem pod wrażeniem, bo Gonçalo Feio mówił praktycznie bez przerwy i miałem odczucie, że słucham nie trenera, ale komentatora sportowego. W meczu z GKS-em jeszcze nie będzie go na ławce, ale jak sam podkreśla, perspektywa trybun też jest ciekawa i patrzy na mecz nieco inaczej niż z poziomu murawy.

Radomiak jest jedną z ekip, która zdecydowanie lepiej prezentuje się u siebie niż na wyjeździe. Co takiego jest przy Struga 63, co aż tak wam pomaga?
Kiedy w 2023 roku oddano do użytku nowy stadion Radomiaka, wówczas składający się z dwóch trybun, nie był naszym szczególnym atutem. Natomiast w tym sezonie, kiedy od listopada funkcjonują już cztery trybuny i po wielu latach oczekiwań wreszcie pojawiają się kibice gości, to atmosfera jest zupełnie inna. Doping jest fantastyczny – bywałem na wielu stadionach Ekstraklasy i w porównaniu do innych nie mamy się czego wstydzić. To na pewno motywuje piłkarzy i wpływa na ich dyspozycję. W tym sezonie tylko Jagiellonia i niestety Korona wygrały przy Struga. Zazwyczaj jednak jesteśmy bardzo mocni u siebie – wystarczy przypomnieć zwycięstwa 4:0 z Górnikiem, 5:1 z Pogonią, 3:0 z Cracovią i ostatnie 3:1 z Arką. Nikt nie ma łatwo w Radomiu i w niedzielę musicie się liczyć z ciężką przeprawą.

Od początku rundy wiele się mówi o kiepskim stanie murawy na większości stadionów Ekstraklasy. Jak będzie u was?
W porównaniu z czwartkowym meczem z Arką nie spodziewam się, aby stan murawy diametralnie się polepszył. Jest to problem wielu klubów, choć wiem, że wy możecie się pochwalić świetnie przygotowaną nawierzchnią i podobnie jest w Gliwicach. Gdzie indziej widać jednak trudy ciężkiej zimy – w Radomiu też nie jest idealnie, ale mogło być gorzej. W krótkim odstępie czasu gramy u siebie trzy mecze ligowe, a za chwilę będziemy gościć kadrę U-21 podczas meczu z Armenią. Nie wiem jak murawa to przetrzyma, ale mam nadzieję że z biegiem czasu będzie coraz lepiej. Nie można odmówić osobom zaangażowanym w utrzymanie boiska, że robią wszystko, co w ich mocy, aby w obecnych warunkach jak najlepiej przygotować boisko do gry. Radomiak jest zespołem technicznym, który lubi mieć piłkę przy nodze, więc boisko dobrej jakości jest naszym sprzymierzeńcem.

Kto będzie w niedzielę najlepszym piłkarzem z Radomia i dlaczego Bartek Nowak?
Bartek to piłkarz o olbrzymiej jakości piłkarskiej, mózg i serce GKS-u. Trener Górak powtarzał w wywiadach, że Nowak świetnie rozumie jego pomysł na grę i pomaga innym piłkarzom w realizowaniu go na boisku. Oby jak najwięcej zawodników, którzy do tego stopnia wyróżniają się na tle całej ligi. Bartek jest przecież Radomianinem, więc ten mecz może być dla niego inny niż wszystkie, bo przyjeżdża w rodzinne strony. Mimo to mam cichą nadzieję, że w niedzielę najlepszy piłkarz z Radomia zagra jednak w zielonej koszulce.

W ubiegłym sezonie to właśnie Radomiak witał nas w Ekstraklasie, jeszcze na starej Bukowej. Nie było to najmilsze powitanie.
Do tej pory nie miałem okazji zobaczyć waszego nowego stadionu, ale cieszę się, że tuż po waszym awansie mogłem zobaczyć mecz z wysokości trybun starego obiektu. Dość szybko na prowadzenie wyprowadził nas Rocha, dwukrotnie pokonując Kudłę i byłem wręcz zdumiony, jak duża jest różnica klas między naszymi zespołami. GKS zderzył się z Radomiakiem, który sezon wcześniej utrzymał się rzutem na taśmę, więc nie spodziewałem się takiej przewagi. W drugiej połowie obraz gry się zmienił, a Mateusz Marzec zdobył nawet gola po ładnym woleju i koniec końców GKS był bliski, aby tego meczu nie przegrać.

Jak oceniasz zmianę w postawie GKS-u, która od tamtego meczu zaszła na przestrzeni kolejnego 1,5 roku?
GKS był początkowo postrzegany jako typowy beniaminek, który jednak z pozycji underdoga punktował nadspodziewanie dobrze. Nie nazwałbym was czarnym koniem, ale przez cały sezon z powodzeniem utrzymywaliście się blisko środka tabeli. Podobnie radził sobie Motor, ale GKS był dla mnie większym zaskoczeniem. Pamiętam też nasz mecz rewanżowy, ostatni w 2024 roku, zakończony remisem 1:1 i to Radomiak musiał gonić wynik. Trener Górak mówił wtedy, że przyjmuje ówczesny dorobek GieKSy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z zadowoleniem śledziłem wasze dalsze losy, bo GKS to duża firma i dobrze, że zadomowiła się w Ekstraklasie. Początek nowego sezonu GKS miał jednak trudny i pamiętam, jak przed naszym meczem analizowałem tabelę. Pojedynek z Radomiakiem był dla was kluczowy i uważałem, że jeśli nie odbijecie się na nas, to mocno zakopiecie się w dolnych rejonach tabeli. Na szczęście dla was udało się odbić, zresztą po świetnym meczu. Macie dobrze skomponowany zespół: Rafał Strączek wygryzł ze składu Dawida Kudłę i radzi sobie bardzo dobre, solidna obrona na czele z Arkadiuszem Jędrychem, wspomniany wcześniej Nowak i – jak się z czasem okazało – jest też życie po Sebastianie Bergierze. W naszym ostatnim meczu z dobrej strony pokazał się też Marcin Wasielewski.

To właśnie on, do spółki z Nowakiem, przesądził o ostatecznym zwycięstwie z Radomiakiem przy Nowej Bukowej. Pamiętam ten pojedynek jako mecz pięknych goli i jeszcze lepszych parad bramkarzy. A jak ty wspominasz tamto spotkanie?
Mecz był rozgrywany w ramach Superpiątku jako świetna reklama Ekstraklasy. Z drugiej strony, oprócz pięknych goli były też kontrowersje, m.in. decyzja o nieuznaniu trzeciego gola Radomiaka. Jeśli dobrze pamiętam, w Lidze+ Ekstra uznano ją za błędną. Nasze mecze zwykle obfitują w gole, więc nie obraziłbym się, gdyby podobnie było w niedzielę. Radomiak u siebie jest drużyną usposobioną ofensywnie, więc w starciu z GKS-em, który jest uskrzydlony ostatnimi dobrymi wynikami, nie powinno być nudy i jestem przekonany, że w niedzielę przy Struga będzie się działo.

Którego z zawodników Radomiaka powinniśmy się obawiać najbardziej?
GKS musi uważać na Janka Grzesika i Rafała Wolskiego. Mam też nadzieję, że bardzo ładna bramka Romário Baró w meczu z Arką doda mu więcej pewności siebie. Jest też Vasco Lopes, który potrafi wypracować przewagę dryblingiem. Silnym punktem zespołu są grający z przodu Maurides i Abdoul Tapsoba. Nie będzie Capity, ale siłą Radomiaka jest to, że zespół wygląda coraz lepiej jako drużyna. Jeżeli mamy swój dzień, to jesteśmy groźni dla każdego w Ekstraklasie.

Jak twoim zdaniem będzie przebiegał niedzielny mecz i jakim wynikiem się zakończy?
Radomiak grający u siebie nie cofa się i nie czeka na kontry. Spodziewam się, że od początku ruszymy do ataku niesieni żywiołowym dopingiem. GKS być może zaczeka na to, co zaproponują gospodarze, natomiast w tej lidze trudno jest cokolwiek przewidzieć – jedna niespodziewana sytuacja może całkowicie wywrócić plan na mecz. Oczekuję dobrego widowiska i wielu goli, bo naprzeciw siebie stają bardzo dobre piłkarsko drużyny. Nigdy nie byłem dobry w typowanie wyników, ale biorąc pod uwagę formę Radomiaka u siebie stawiam na 2:1 dla gospodarzy.

Z rozbawieniem obserwowałem twitterowe zaczepki na oficjalnych kontach Radomiaka i Arki, nawiązujące do niedawnej awarii oświetlenia w Radomiu. W niedzielę prądu nie zabraknie?
To wstydliwa sytuacja dla Radomiaka, który jednak nie do końca miał na nią wpływ. Odbiór był jednak taki, a nie inny. Żałowaliśmy, że mecz z Arką nie odbył się w pierwotnym terminie, a szczególnie szkoda było kibiców z Gdyni, którzy na darmo przejechali przez pół Polski. Kolejne mecze w Radomiu przebiegły już jednak bez przeszkód i podobnie będzie w niedzielę. Ale dobrze, że gramy w miarę wcześnie, więc w razie czego damy sobie radę nawet bez prądu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.

Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.

Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.

W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga