Dołącz do nas

Felietony Podcasty

Czas powiedzieć sobie dość…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Nie jest mi łatwo pisać ten tekst. Zwłaszcza po tylu latach udzielania się w GKS Katowice. To 16 lat temu pisząc do „Bukowej” i wrzucając z aparatu filmiki z bramek w czwartej lidze (pierwsza karta pamięci pozwalała nagrać 42 sekundy filmu) zapoczątkowałem swoją działalność na rzecz klubu i kibiców. Potem była masa różnych działań: oficjalna strona klubowa, filmowanie meczów dla kibiców i trenerów, założenie i ponad trzy tysiące tekstów na GieKSa.pl, setki wywiadów pomeczowych oraz długich, z czego chyba numerem jeden był wywiad z Adamem Nawałką do „Bukowej”. Skomentowanie pewnie ze setki meczów dla naszego GieKSiarskiego radia. Udział w podcaście „Trójkolorowa Połowa”. Swego czasu jeździłem też na sparingi, niezależnie, czy to był piątek czy świątek, niezależnie, czy był upał czy potężny mróz. Zarywałem noce, brałem urlopy, nie zajmowałem się swoim życiem zawodowym, tak jak powinienem. Bo na pierwszym miejscu był GKS.

Z czasem, gdy redakcja GieKSa.pl się powiększała, sporą część obowiązków przejęli inni, a ja mogłem odetchnąć. Nadal jednak pisałem felietony przed i pomeczowe, oceniałem zawodników (wkrótce też przejęły to inne osoby), ale przede wszystkim byłem i relacjonowałem mecze.

Kilkukrotnie po cosezonowych klęskach mówiłem sobie, że „nigdy więcej”. Że już nie wierzę. Że skoro w taki sposób zostałem pozbawiony złudzeń, to przecież z tymi samymi zawodnikami (albo to w większości, albo po zmianach – jednak z pozostałym trzonem), za rok będzie kolejna klęska. Odsądzany byłem za te słowa od czci i wiary, żeby po roku okazywało się, że nie ma takiej granicy upokorzenia kibiców, której poszczególny zespół GKS Katowice nie potrafiłby przekraczać. Co się działo potem? Znów zaczynałem wierzyć. Jak ten człowiek, który nie uczy się na błędach, jak ten, którego się zdradza, ale po raz setny daje szansę, jak ten alkoholik, który na chwilę przestał pić, wszyscy mu mówią, że za chwilę wróci do nałogu, a on mówi, że „tym razem będzie inaczej”. Jednak nieprzebrana nadzieja i dziecięca wiara w to, że „tym razem wszystko się ułoży” przeważała. Wbrew logice, wbrew zdrowemu rozsądkowi, ale przede wszystkim wbrew doświadczeniu – że jednak nigdy nie było inaczej, że zawsze przychodziło to samo rozczarowanie, płacz i zgrzytanie zębów. Coraz to kolejne klęski przyjmowałem z większą obojętnością, a sukces coraz bardziej jawił się jako abstrakcja, coś, co po prostu nie może być nam – kibicom GKS Katowice – dane.

Niestety, wszystko się zmieniło wczoraj. Jeden mecz – mecz z Hutnikiem Kraków „zniszczył” wszelką wiarę i chęć działania. Zazwyczaj takie odczucia miałem po zakończonych sezonach. Teraz pojawia się to po konkretnym spotkaniu. Po meczu, po którym GKS Katowice nadal jest liderem tabeli. I po meczu, który w moim odczuciu nie odbył się na zdrowych, sportowych zasadach.

Nikogo nie mam zamiaru oficjalnie oskarżać, bo nie mam dowodów. Nigdy nie miałem i mieć nie będę. Bo przecież bramkarz mógłby nawet sobie specjalnie i ostentacyjnie wrzucić piłkę do swojej bramki, a po meczu i tak powie, że myślał, że to bramka przeciwnika, tylko jupitery go oślepiły, więc jakiekolwiek zarzuty o nieczystą grę są bezzasadne, a ten, kto je wygłasza nie zna się na piłce.

Oglądając jednak ponad sześćset meczów GKS Katowice i tysiące meczów piłki nożnej w ogóle – ma się już na tyle duże doświadczenie, że nie trzeba mitycznie „grać w piłkę”, żeby umieć rozróżnić, co jest brakiem umiejętności, a co kwestiami pozasportowymi. Oczywiście takie kurioza jak nietrafienie z metra do pustej bramki, niezrozumiały gol samobójczy, próba podania na jeden metr kończąca się wykopanie piłki w trybuny – jak najbardziej się zdarzają. Piłka nożna to gra błędów. Są jednak błędy i „błędy”. Jeśli tak kuriozalne zagrania – ale nawet nie te w sytuacjach podbramkowych, tylko gdzieś tam w środku boiska, przy rozegraniu od tyłu, przy próbie wchodzenia w pole karne, pojawiają się kilkadziesiąt razy w meczu – to naprawdę ostatnią rzeczą, o której myślę, to to, że jest to kwestia formy piłkarskiej, „słabego wejścia w mecz” czy tego „że nic nam dzisiaj nie wychodzi”.

Od początku meczu z Hutnikiem myślałem, że w przeciwieństwie do spotkania z Sokołem Ostróda, po prostu trener obrał inny sposób gry, czyli spokojne wyczekiwanie na krakowian i systematyczna praca na boisku z wiarą, że sytuacje bramkowe przyjdą – czy to z kontry, czy z ataku pozycyjnego. Nawet, gdy w 13. minucie goście strzelili bramkę – pomyślałem sobie, że „przeliczył się trochę trener Górak”, no ale trudno – odrobimy. Niestety żenująca pierwsza połowa spotkania nie przyniosła praktycznie żadnej klarownej sytuacji. Nadal miałem nadzieję. Że w szatni dojdzie do męskiej rozmowy i w drugiej połowie GieKSa wyjdzie odmieniona – bo przecież tak się nieraz w piłce zdarza. Gdy po kilku minutach po przerwie piłkarz gości otrzymał czerwoną kartkę – nadzieja odrobinę wzrosła.

Lider tabeli podejmował outsidera. Zespół, który na jedenaście meczów wyjazdowych, dziesięć przegrał. Zespół, który gra w osłabieniu i logicznie powinien modlić się o dociągnięcie tego wyniku, a potem i tak z Krakowa do Częstochowy przejść cały Szlak Orlich Gniazd na kolanach. A jaki mieliśmy obraz gry? Krakowianie spokojnie i rzetelnie grający, w zasadzie wyglądający tak, że mecz już jest wygrany. Bo przecież przeciwnik nie jest im w stanie zrobić żadnej krzywdy.

Gdzieś około 60-65. minuty przestałem wierzyć i stało się dla mnie jasne, że GKS tego dnia gola już nie strzeli. Choćby nawet miał rzut karny. Nawet nie wiem, czy to było po kuriozalnym pudle Krystiana Sanockiego, ale po prostu „energia” z boiska i „sposób gry” katowiczan pokazywał, że naprawdę jedyną szansą na trafienie byłoby wbicie sobie przez Hutnika gola samemu.

Ilość niecelnych, złych podań, które są najprostszymi zagraniami w świecie była straszna. To, ktoś komuś w banalnej sytuacji podał za plecy, to na metr za słabo, to za mocno, to ktoś się przewrócił w dobrej sytuacji z powodu podmuchu powietrza (celował w tym Rafał Figiel, raz wymuszając rzut karny, a raz w swojej szesnastce otwierając rywalowi drogę do bramki). Dramatycznie rozegrany rzut wolny, po którym poszła kontra. Wspomniane nietrafienie z jednego metra do pustej bramki Sanockiego, sposób utraty drugiej bramki. Ale tak naprawdę przez cały mecz ciągnęły się niepostrzeżenie przedziwne, niby niemające wpływu na grę, błędy. Ich suma przekroczyła kilkukrotnie to, co można nazwać „słabszym piłkarsko dniem” czy kwestią formy. Tak jak w 2014, kiedy po bardzo udanej jesieni GKS wygrał za Moskala 2 na 14 meczów na wiosnę, czego również nie dało się wytłumaczyć formą sportową. Wczoraj dodatkowo rzucał się w oczy sławetny „brak ambicji”. Mimo pozornej bardzo dużej przewagi i posiadania piłki, nie widać było specjalnie, że zawodnikom zależy na korzystnym wyniku.

Niestety swoje w wywiadzie pomeczowym dołożył też trener (bo już pal licho wygłaszającego wyuczone formułki Arkadiusza Jędrycha, który zawsze mówi to samo). Liczyłem, że szkoleniowiec będzie bardzo wkurzony, tak jak niejednokrotnie go widzieliśmy po meczach. A tu zupełny spokój i mowa o tym, że „źle weszliśmy w mecz, przegraliśmy bitwę, nie przegraliśmy wojny, głowy do góry i walczymy dalej”.

Powiem tak – jeśli po tylu latach klęsk, jest już na początku wiosny szansa, żeby jako lider odskoczyć rywalom naprawdę na pokaźną liczbę punktów i znacząco przybliżyć się do awansu, do tego grając z najsłabszym zespołem ligi w przewadze – przegrywa się po tak dramatycznej grze, to oczekiwałbym, że cała Bukowa będzie kipieć ze złości, że wszyscy będą czerwoni i rozwalą tę szatnie. A tutaj? Cóż, przegraliśmy, normalna rzecz, walczymy dalej, a Arek Jędrych zaraz zaśnie przed tą kamerą, podczas gdy powinien mieć tyle energii ze złości, żeby zaraz zagrać kolejny ligowy mecz. Niestety te obrazki z wywiadów tylko utwierdzają mnie w moim przekonaniu, że coś tu było nie tak.

Słowem tylko wspomnę o jednym ważnym meczu sprzed kilku miesięcy. Bo o Kluczborku czy „gimnazjalistach z Chorzowa” pamiętają wszyscy. Natomiast przegrany baraż ze Stalą Rzeszów przeszedł kompletnie bez echa. Jednym oddanym wówczas bez walki meczem przekreślony został cały sezon. Pamiętam wypowiedzi po tym meczu – tam również było jakoś spokojnie i zdania, że „powalczymy w następnym sezonie”. Już nawet wśród kibiców była taka obojętność, że ludzie przeszli nad tym spotkanie na chłodno. A przecież wydarzyła się katastrofa.

Hutnik Kraków – to był drugi mecz na wiosnę. Newralgiczny moment roku piłkarskiego. To właśnie w okolicach drugiego-trzeciego meczu zazwyczaj orientowaliśmy się, że coś jest nie tak. Ja osobiście biłem na alarm kilka razy, zwłaszcza wtedy, kiedy GKS za Jerzego Brzęczka w sposób niezrozumiały zremisował ze Stomilem 2:2 (rywale przez 70 minut nie podeszli pod nasze pole karne), a kolejkę później powinni prowadzić do przerwy 3:0 w Sosnowcu, a przy akompaniamencie wyzwisk kibiców Zagłębia pod adresem swoich piłkarzy, przegrali 0:1. Tak, wtedy biłem na alarm, pisałem felietony, artykuły – podobnie jak w końcowej fazie sezonu. Wkurzałem się, pisałem o „pokazaniu jaj”, o mobilizacji – na tysiąc sposobów. Oczywiście nazywany wtedy byłem „oszołomem”, a na koniec sezonu mieliśmy to, co mieliśmy. Nie wspomnę jeszcze, że te klęski często były powiązane z najbardziej prestiżowymi meczami, jak choćby z Ruchem Chorzów, z którym wiosną przecież też sztuką było nie wygrać, bo zespół składał się ze wspomnianych tzw. „gimnazjalistów”, a po swojej stronie mieliśmy graczy z setkami występów w ekstraklasie.

Pamiętam, jak na konferencji prasowej po wspomnianym meczu w Sosnowcu, Brzęczek sprowadził porażkę do „jednego błędu, po którym Fidziukiewicz strzelił gola”. Tak, już wtedy wiedziałem, że sytuacja jest chora.

Biłem na alarm za Paszulewicza, pisałem „Alarm! Spadek zaczyna nam zaglądać w oczy!” za Dudka. Nikt nie słuchał mnie, za to ja musiałem się nasłuchać wiele razy, że „sieję ferment”, „psuję atmosferę” i najlepsze – „cieszę się, gdy GKS przegrywa”. Tak naprawdę po tym ostatnim zarzucie, który usłyszałem od nikogo innego, jak prezesa GKS Katowice Marcina Janickiego – już wtedy powinienem był zwinąć manatki. Niestety zawsze okazywało się, że moje zarzuty i alarmy potwierdzały się.

To, co poczułem podczas drugiego meczu tej wiosny, to był podobny dyskomfort, co podczas wspomnianych meczów w poprzednich latach. Tyle, że wtedy wierzyłem jeszcze, że gra jest czysta, że to wszystko to rzeczywiście wypadek przy pracy, kwestia psychologiczna, że można to naprawić i odwrócić. Późniejsze doświadczenia pokazywały, że to był początek końca. Dlatego to, co wydarzyło się z Hutnikiem było dla mnie odtworzeniem tamtej historii. Historii, po której nigdy nie działo się nic dobrego. Stąd utrata złudzeń.

Gdy 20-30 lat temu ktoś zarzucał piłkarzom nieczystą grę, to zapewne reagowali tak samo, jak zawodnicy w obecnych czasach, czyli traktowali mówiącego jak wroga czy niszczyciela atmosfery. Potem okazało się, że całe środowisko piłkarskie to była jedna wielka korupcja, z wielkim zresztą udziałem naszego klubu. Czy ktoś jest na tyle naiwny, żeby wierzyć, że po aferze Dziurowicza za dotknięciem czarodziejskiej różdżki polska piłka się uzdrowiła? Że za kolejne 20 lat niektórzy byli, a może obecni piłkarze nie napiszą książki, w której opiszą „piłkarską” rzeczywistość obecnych czasów? Tylko co nam będzie po tym za 20 lat? Dawaliśmy się nabierać kiedyś, dajemy i teraz.

Ja też dawałem się nabierać. Ale nie potrafię już oszukiwać samego siebie. Paradoksalnie powiem, że nawet jeśli GKS wywalczyłby awans (w co nie wierzę), to o tym meczu z Hutnikiem nie zapomnę.

Wczoraj po moich słowach, że uważam, iż mecz był nieczysty, zostałem przez kilka osób – kibiców GieKSy zaatakowany standardowymi tekstami, że „pierdolę” i „nie znam się na piłce”. To już jest temat na zupełnie osobną historię, ale z drugiej strony jest to dla mnie spójne z tym, że ta grupa kibiców robi ikonę klubu z jednego z naszych piłkarzy, zawodnika, który był główną twarzą ostatnich – zakończonych spektakularną klęską – sezonów. Te osoby darzą wielką estymą również niektóre wątpliwe postaci z poprzednich lat. Z lat, które w moim subiektywnym odczuciu były jednym wielkim piłkarskim oszustwem.

Nie chce mi się kopać z koniem i po raz kolejny wzbudzać w sobie nadziei, która do momentu uzdrowienia tego chorego w kontekście piłkarskim klubu, jest kompletnie bezsensowna. Dlatego dzisiaj zawieszam pisanie na stronę i swoją obecność na meczach w roli redaktora GieKSa.pl. Szkoda mojego zdrowia i nerwów, a ci, którzy będą chcieli taplać się w swoim bagienku, będą mogli to robić już bez moich opisów na stronie. Z jednym wyjątkiem. Jeśli ktoś ma jednak klapki na oczach i nie widział wczoraj tego, co oczywiste – to jeśli jakimś cudem ten mecz w całości trafiłby w moje ręce, to jestem gotów poświęcić się i powycinać wszystkie wątpliwe fragmenty i skleić w kompilację. Może wtedy te klapki by z oczu zleciały…

Dodam, tylko, że wypowiadam się w swoim imieniu, strona będzie działała dalej, bo mamy świetnych redaktorów, którzy zaangażowaniem i poświęceniem zawsze bili i biją na głowę tych, którzy od lat biegają po boisku.

Jeśli sytuacja kiedyś się uzdrowi, do GKS wjedzie prywatny inwestor, który nie pozwoli na takie historie, jak w ostatnich latach – wtedy rozważę powrót. Ale na razie się na to nie zanosi. Nie ma osoby, która tę sytuację chciałaby uzdrowić – osoby z klubu, które śmiały się nam w twarz, potem robiły karierę wyżej, na czele z niedawnym selekcjonerem reprezentacji Polski. Miasto Katowice jak przyzwalało na to wszystko, co się dzieje w klubie, tak przyzwala dalej.

Dziękuję wszystkim kibicom za te wszystkie lata, za dobre słowa i krytykę, za pochwały i za kłótnie. Było energetycznie i bardzo fajnie.

Wszystkich, którzy poczuli się urażeni moim ciętym językiem, przepraszam. Nieraz sformułowania były przesadzone, choć meritum utrzymywałem i utrzymuję.

GieKSa była, jest i będzie w moim sercu. Ale nie mam ochoty szargać tego serca przejmując się osobami, które nie mają podobnie, albo nawet jeśli nie – nie traktują tego klubu i kibiców poważnie.

Do zobaczenia!

Z GieKSiarskim pozdrowieniem
Shellu

23 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

23 komentarze

  1. Avatar photo

    Tom

    7 marca 2021 at 16:42

    Dzięki Shellu.

    Najśmieszniejsze to czytanie na forum wpisów że nic się nie stało, dalej jesteśmy na pierwszym miejscu, cała runda przed nami i tak dalej…

    Ludzie w ostatnich latach tyle razy dostali po mordzie od piłkarzy i dalej się nie nauczyli.

  2. Avatar photo

    Łukasz.W

    7 marca 2021 at 17:31

    Szkoda shellu bo fajnie się czytało twoje felietony i nagrania w trójkolorowej połowie ale się nie dziwie co do twojej decyzji bo ileż można znosić to co się dzieje w tym klubie. Ale miałem rak samo jak ty bo nieraz pisałem że dopóki nie będzie prywatnego właściciela w tym klubie to nic się nie zmieni tam i awans obejrzymy jak świnia niebo.

  3. Avatar photo

    Kato

    7 marca 2021 at 17:50

    Panie trenerze;
    Uważa Pan dalej, że nic się nie stało, tym przegranym „nieistotnym” meczem?!
    Otóż stało się bardzo wiele zła!
    Zachwiał Pan zaufaniem!

    • Avatar photo

      Henk

      7 marca 2021 at 17:58

      Sposób w jaki trener Górak motywuje swoich podwładnych jest fascynujący …

  4. Avatar photo

    sobra1

    7 marca 2021 at 18:50

    Shellu szkoda. Jesteś wielki i masz klasę. Szoda, że odchodzisz. Powinieneś napiętnować te substytuty zawodników a tak teraz będą mogły kpić z nas przy otwartej kurtynie.
    P.S. Panie trenerze Górak. Jeśli jeszcze raz powoła się pan na to, że gracie dla kibiców, i że prosi pan o ich wparcie to jak mi Bóg miły przy najbiższej okazji dam panu w mordę. Mam nadzieję, że panu powiedzieli przed meczem i też pan coś postawił. Ja z darmo nie robilbym siebie takiego pajaca na konferencji chroniąc takich ludzi.

  5. Avatar photo

    tomassi

    7 marca 2021 at 19:25

    Shellu dziękuję za każde słowo.
    Od Bukowej po dziś. W 95% zgadzam się z tobą.
    I jestem pewny że gdyby było więcej takich ludzi blisko klubu to dziś
    bylibyśmy w innym miejscu.
    Dzięki za wszystko.

  6. Avatar photo

    Bugi

    7 marca 2021 at 19:27

    Pięknie napisane. Brudna czysta prawda.

  7. Avatar photo

    GieKSiorz

    7 marca 2021 at 19:57

    Dzięki Shellu za serducho dla Gieksy,zgadzam sie z Tobą i podpisuje pod tym tekstem,robia Nas kibców w huja,kurwidołek do ciagniecia kasy z miasta,a miasto na to przyzwala bo sa etaty dla pociotkow,taka prawda,nic sie nie zmieni poki miasto bedzie wlascicielem,tez nie wierze w awans bo juz tyle razy dostalem po mordzie,Giekse mam w sercu,ale na to co sie dzieje przez ostatnie lata nie dam juz przyzwolenia i nie dam sie robic w huja,tak mysli bardzo duzo osob dlatego taka frekwencja na meczach.a Ci co zostali wierza,daja robic sie w ciula,gdzie ta Gieksa,gdzie Ci kibice co kiedys,juz pod urzedem miasta powinny dawno byc demonstracje o klub,stadion itda tu cisza,dziwne?!nie chce nikogo oskarzac ale pomyslcie sami

  8. Avatar photo

    GieKSiarz

    7 marca 2021 at 20:17

    A więc dożyliśmy momentu, gdzie nawet Shellu zawiesza swoją obecność… SHELLU DZIĘKUJEMY! też mi się wydaje, że dopóki nie przyjdzie prywatny inwestor (to pewnie nastąpi dopiero po nowym stadionie, który może będzie za 10 lat, bo przecież kto będzie chciał inwestować w klub, który przyznajmy sobie szczerze ma stadion lat 80/90)to nadal będziemy gnić w tym samym szambie, dalej miasto nie chce najwidoczniej awansu i robi kibiców w ch#ja. Za 3 dni minie 4 lata od meczu, który zmienił GKS z Murowanych kandytatów do… Murowanych kandydatów. Ktoś, kto po sprzedanym meczu mówi, że nic się nie stało, jest po prostu naiwny. Zauważcie że już mija 4 lata odkąd jesteśmy naiwni, że się uda. Już 4 lata, za rok będzie pół dekady. Założe się, że GieKSa zajmie 3/4 miejsce z 3 punktową stratą do awansu, i jak zwykle zabraknie tego jednego zwycięstwa. W barażach przegramy po rzutach karnych z jakimś KKS Kalisz albo Skrą Częstochową (odpady Rakowa). Wtedy poleci każda głowa i będą nowe nazwiska, nowe pseudogwiazdy, znowu trener z „charakterem”, i może racja jeśli chodzi o charakter, skoro teraz Brzęczek był trenerem kadry, a Dudek prowadzi Sandecję ku spokojnemu utrzymaniu. Akurat tylko w GieKSie sobie nie poradzili… Tu coś nie gra, prawda? Będą kolejne nadzieje, że może teraz się uda, a będzie jak zwykle. GKS dalej nas nabija, a my się starzejemy. I tak z roku na rok…
    Mam nadzieję, że się myle i GKS jednak będzie w tej 1 lidze, ale nic na siłe.
    Nie wierzę w to.
    Nie przy tych 4 latach kłamstw.
    Co ma być to będzie.
    Podsumowując, Shellu nikt ci nie odda tych nerwów, które ciebie spotkały na przestrzeni tylu lat, i chcemy ci powiedzieć jedno: DZIĘKUJEMY!

  9. Avatar photo

    Daro

    7 marca 2021 at 20:40

    W tygodniu te patałachy będą trenować na bocznym boisku przy bukowej i może trzeba zrobić jak kibice Marsylii czyli tam wejść i zrobić zadymę aby wiedzieli kaj są i o co grają bo tak to nic się nie zmieni

  10. Avatar photo

    Bce

    7 marca 2021 at 20:41

    Shellu dziękujemy. Kawał dobrej roboty. Po wczorajszym meczu też mam dość. Obejrzałem jeszcze raz powtórkę. To jest kurwa kpina ze wszystkich.

  11. Avatar photo

    Robson

    8 marca 2021 at 00:17

    Szelu jak zawsze w całości się z Tobą zgadzam. Kiedyś z starą ekipą czytaliśmy Twój artykuł i czuliśmy jak był byś w naszych głowach. Zawsze byłeś dla mnie najlepszy i jak miałem mało czasu czytałem tylko to co było napisane przez Ciebie. Dlatego proszę zostań z nami GieKSiarzami właśnie po to by ta banda zaślepionych ciulu nie robiła tego co robi bezkarnie!

  12. Avatar photo

    Siwen

    8 marca 2021 at 00:23

    Shellu, dziękuję za kawał dobrej roboty…Sternicy GieKSy i wy boiskowe kuternogi pamiętajcie – jeśli udało wam się kogoś oszukać to nie dlatego, że ten człowiek jest głupi, tylko dlatego, że otrzymaliście więcej zaufania niż jesteście tego warci. W podziękowaniu od Shella, za waszą organizacyjną i boiskową postawę, wszystkim wam się należy wielki, plastikowy, tandetny, odpustowy, chiński, partacki, kiczowaty, szmirowaty, bublowaty, lipny, szkaradny, szpetny i kulawy puchar z pepco. Fraus omnia corrumpit!!!

  13. Avatar photo

    Kejta

    8 marca 2021 at 00:55

    Shellu nie ma sie co obrazac na to co robisz wiec ochlon troche po tych negatywnych emocjach i wracaj do tego co robisz od lat! Jak widzisz kazdy tutaj ceni to co robisz a ja osobiscie uwielbiam twoje teksty, felietony i podsumowania bo nigdy sie nie zwiodlem gdy je przeczytalem. Jest jak jest i my nie jestesmy w stanie tego zmienic Gieksa se raz wygra raz przegra na kazda wiosne przejebie awans albo spadnie po golu bramkarza i taka jest nasza rzeczywistosc. Wez tez pod uwage to ze gdyby GKS gral od 10 lat w ekstraklasie i byl tak w srodku tabeli raz wyzej raz nizej to nie byloby o czym pisac a tak to miales material na dobry film a co dopiero na pomeczowe/sezonowe felietony. Mam nadzieje ze jak emocje ci juz opadna to wrocisz do swoich obowiazkow 😉
    No juz przestan sie mazgaic jak to mowia bo kazdy tu zawsze czeka na kilka slow od ciebie, szczegolnie ci ktorzy kibicuja zza granicy i nie maja lepszego zrodla zeby sie cos dowiedziec o Gieksie niz Ty. Pozdrawiam

  14. Avatar photo

    Irishman

    8 marca 2021 at 08:45

    Cóż Shellu, wielka szkoda! Bo można się było z Tobą nie zgadzać tu czy tam ale fachowości i profesjonalizmu w tym co robiłeś nie można Ci było odmówić! Często Cię (tak samo jak całą Redakcję) podziwiałem, że potrafisz pogodzić życie rodzinne i zawodowe z działalnością dla Klubu! Niestety za to wszystko „w podzięce” otrzymywałeś wyłącznie rozczarowania i dlatego Cię rozumiem.
    Co prawda myślę, że zbyt szybko skreślasz ten sezon ale takie Twoje prawo i nie zamierzam Cię przekonywać, że będzie inaczej. To piłkarze mają to zrobić na boisku.

    I mam ogromną nadzieje, że jak odpoczniesz, wyluzujesz, ochłoniesz, a piłkarze odpłacą za Twój i całej Redakcji trud w końcu czymś odwrotnym niż wstyd i rozczarowanie to wrócisz. Oby jak najszybciej!
    Pozdrawiam!

  15. Avatar photo

    KaTe

    8 marca 2021 at 10:42

    Smutne, ale prawdziwe.
    Końcówka poprzedniego sezonu, szpile z drużynami z Rzeszowa już dawały dużo do myślenia co do sposobu prowadzenia jej przez p. Góraka. W żaden sposób nie było widać by potrafił ją dodatkowo mobilizować, podnosić morale, a i sposób reagowania na wydarzenia boiskowe był mizerny (podobnie było z ostatnim jego meczem w Elanie). Obecna pasywność po kompromitacji też dobrze nie wróży. Można jeszcze wspomnieć o ciekawym relatywizmie moralnym w stosunku do zawodników: czterech po imprezie od razu wylatuje, a jeden po pijaństwie i rozróbie dostaje kolejną szansę. No i transfery. Trafiają do nas wyłącznie zawodnicy, których pan G. zna z przeszłości.
    Takimi decyzjami Górak nie zbuduje sobie pomnika – zostanie na zawsze trenerem drugo-trzecio ligowym.

    • Avatar photo

      Roh

      9 marca 2021 at 20:27

      Zgdzzam sie z 100 procentach. Górak to słaby trener, powinien być zwolniony po zeszłym sezonie. On druzyny fizycznie nie umie przygotować do sezonu, taktycznym geniuszem też nie jest.

  16. Avatar photo

    Lipa

    8 marca 2021 at 19:23

    Bardzo trafne spostrzeżenia w tekstach @Robson i @Kejta. Shellu na razie ochłoń. Nie uprzykrzając im (piłkarzynom i reszcie tego cyrku) już więcej życia dasz im do zrozumienia, że wygrali, że mogą się czuc swobodniej, a tak to zawsze byłeś gdzieś tym ziarenkiem piasku w oku i musieli się choć trochę liczyć z tym, że po hujowiznie zostaną obsmarowani. No i jest jak jest i szybko nie zanosi się na zmianę więc może się okazać, że już nic nigdy dla GieKSa.pl nie napiszesz… Każdy z nas po takim meczu dostaje w pysk, ale cytując żałosnego klasyka: „taki mamy klimat”. Tak samo po każdym takim meczu czekam na felieton od Ciebie żeby móc poczytać jak ciśniesz po tych łamagach, jak nie zostawiasz na nich suchej nitki i czuć, że nie tylko mnie huj strzela jak na to patrzę. Także Shellu! Nie daj się sprowokować! Szukaj powtórki meczu, sklej i opisz dosadnie tą żenadę. Czekamy na nowe felietony. Pozdro

  17. Avatar photo

    jezyk

    8 marca 2021 at 20:03

    Ja rozumie kolegę Shella. To nie chodzi o to że przestanie kibicować GKS bo to pewnie będzie robił dalej tylko ze nie będzie angażował swojego prywatnego czasu na dotychczasowa robotę. Myślę że Shellu ma racje w tym co pisze i ja go w pełni rozumie. Ja już się wyleczyłem z GKS i ograniczam swoja aktywność do zobaczenia wyniku a czasami skrótu. I powiem wam jest o wiele lepiej. Nie ma sensu się angażować w cos co nie rokuje już od dawna na nic a wręcz jest coraz gorzej. Zawsze dziwiłem się, że kibice (z reguły konkretni ludzie) chcieli wspierać to dziadostwo. Upadek zaczął się już za cygana a potem to już równia pochyla. Kiepskie zarzadzanie kiepscy trenerzy (może poza Mandryszem) brak wyciągania jakichkolwiek konsekwencji i kupa kasy. Żyć nie umierać. Nie rozumie też kultu Góraka bo to bardzo kiepski trener skoro z takim składem nie umie awansować. Jeżeli ma być awans to należy zatrudnić kogoś z papierami bo ten wuefista nie da rady. Zamiast wzmocnić skład przed decydująca runda o awansie to Góralczyk przespał temat. Transfer figla wygląda na nieporozumienie bo chłop był najsłabszy na boisku. Pytanie na jakiej zasadzie go zakontraktowano. No i można tak długo tylko po co.

  18. Avatar photo

    dar26ber

    8 marca 2021 at 20:19

    Shellu, dziękuję za każde słowo napisane i za każdą minutę poświęconą dla dobra GieKSy. Przykre ale Cię rozumiem.
    Postawę drużyny przemilczę kto widział to wie że jest coś nie halo jak co sezon!!!

  19. Avatar photo

    Irishman

    9 marca 2021 at 03:26

    No i widzisz Shellu, kolega @jezyk już Cię „rozumie” i sprawdza tylko wyniki, ewentualnie ogląda skróty (no szacun i za to! 😉 😉 😉 ).
    A ja przypomnę tylko hasło, którym się kierowaliśmy kilka lat temu, po spadku do IV (wtedy) ligi – „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”. Dlatego, choćby kolejne pokolenie piłkarzynów pluły mi w ryj, to ja ciągle będę wierzył, że znajdzie się taka ekipa, która przywróci nas na takie miejsce, na które zasługujemy.I powiem więcej, że nie przekreślam jeszcze szansy na to, że będą to obecni nasi piłkarze. Tego ostatniego meczu też nie rozumiem ale mam ogromną nadzieje, że to był tylko jednorazowy wypadek przy pracy. Nie wiem dlaczego się on zdarzył ale co by to nie było to Panowie trenerzy i piłkarze – dla Was to być może „tylko” praca ale dla nas całe życie! Tak więc jak macie jakieś kwasy w szatni to tam je zostawcie. Na boisku macie być GKS Katowice!!! No chyba, że honor macie w dupie. Jak tak, to spadajcie!

  20. Avatar photo

    Kato

    9 marca 2021 at 07:08

    Drużyna nie gra dla kibiców, to było ewidentnie widać w meczu.
    Proszę pozostać jeszcze, przynajmniej do końca sezonu. Oliwa musi wypłynąć… musi

  21. Avatar photo

    Kato

    9 marca 2021 at 07:32

    Prezes określił 2lata na awans do pierwszej.
    Brak awansu dotknie nas wszystkich, tych co wierzyli i nie wierzyli. Tych co chodzą i już przestali. Bez wyjątku.
    To jest nasz Klub, mamy go w sercach wszyscy.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga