Dołącz do nas

Piłka nożna

Banda tragikomików – odsłona trzecia

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po porażkach z Miedzią Legnica i zwłaszcza pucharowej klęsce z Chrobrym Głogów nie przyjmowaliśmy zupełnie innego rozwiązania jak trzy punkty w meczu z liderem z Niecieczy. Katowiczanie srodze zawiedli nasze pucharowe nadzieje, więc – mimo że racjonalnych przesłanek ku temu nie mieliśmy – wierzyliśmy w siłę tej pierwszej ligi, która jest nieobliczalna i „każdy może wygrać z każdym”. GKS nie ma na tyle słabego składu, żeby nie móc rywalizować z ekipami walczącymi nawet o ekstraklasę, co zostało pokazane choćby w poprzednim sezonie w potyczkach z GKS Bełchatów czy Górnikiem Łęczna. Nawet mimo zmian kadrowych mogliśmy liczyć na wygraną.

Zgodnie z oczekiwaniami katowiczanie zagrali ponownie czwórką obrońców, którą utworzyli Alan Czerwiński, Mateusz Kamiński, Kamil Cholerzyński i Rafał Pietrzak. Na skrzydłach pomocy zagrali Krzysztof Wołkowicz i Piotr Ceglarz, w środku Sławomir Duda, Grzegorz Goncerz i Przemysław Pitry, najbardziej wysuniętym zawodnikiem był Rafał Kujawa. Na bramce oczywiście Antonin Bucek.

Od początku meczu Kujawa był bardzo aktywny. To on oddał pierwszy strzał na bramkę w 2. minucie, a po kolejnych kilku popisał się świetną przewrotką, ale obok słupka. Co się odwlecze, to nie uciecze, bardzo dobra akcja na prawej stronie – najpierw Czerwiński wypuścił Ceglarza, ten wycofał na 10. metr do nadbiegającego Goncerza, który płaskim strzałem pokonał Sebastiana Nowaka. Radość katowiczan trwała bardzo krótko, bo już cztery minuty później mieliśmy wyrównanie. Po rzucie rożnym rywala w polu karnym pchnął Duda i sędzia podyktował rzut karny. Bezbłędnym egzekutorem jedenastki okazał się kapitan gości Jakub Biskup. Później gra się uspokoiła i w pierwszej połowie była w miarę wyrównała. Obie strony nie stwarzały sobie jakichś bardzo klarownych sytuacji. Po raz kolejny głupie zagranie ręką mogło dać rywalom gola – tym razem przewinił Pietrzak, a po strzale przeciwnika z wolnego Bucek wybił piłkę na róg. Chwilę później bardzo ciekawie rzut wolny wykonali katowiczanie – Duda wycofał na 18.metr do Pitrego, ale ten uderzył za lekko i to wprost w ręce bramkarza. W wielu momentach Nieciecza musiała się ratować faulami i przez to rywale zarobili cztery żółte kartki. Jedna z nich była za symulowanie faulu na środku boiska, kiedy to z impetem atakował Mateusz Kamiński, ale w rywala nie trafił.

Po przerwie obraz gry niestety mocno się zmienił i o ile przed przerwą był sprawiedliwy remis, to po zmianie stron zdecydowanie lepiej piłkarsko prezentowali się goście. Już na samym początku rozklepali oni naszą obronę i po dośrodkowaniu Emil Drozdowicz trafił w poprzeczkę. Kilka minut później cała (dosłownie cała) nasza linia obronna została objechana przez jednego (!) zawodnika z piłką, który na koniec oddał strzał – na szczęście obok słupka. GKS atakował rzadko, ale raz wydawało się, że Goncerz był faulowany w polu karnym, jednak sędzia nie zdecydował się wskazać na wapno. Widać było, że z każdą minutą nasi zawodnicy słabną i brakuje im przysłowiowej pary, aby ataki były zdecydowane, a podania precyzyjne. Niecieczanie natomiast prowadzili grę i całkiem nieźle technicznie pogrywali sobie na naszej połowie. Kibice GKS w pewnym momencie głośniejszym dopingiem wsparli zawodników i na chwilę to przyniosło efekt, zwłaszcza gdy Pitry efektownie powalczył przy linii końcowej i zdołał jeszcze dośrodkować. Niestety chwilę później goście wyszli na prowadzenie. Dośrodkowanie z prawej strony i strzał z bliska głową w poprzeczkę – piłka odbiła się od obramowania bramki i spadła pod nogi Krzysztofa Kaczmarczyka, który z dwóch metrów wpakował futbolówkę do pustej bramki. Katowiczanie powoli przestawali mieć argumenty na cokolwiek w tym meczu. Na domiar złego katastrofalne zachowanie Cholerzyńskiego i Czerwińskiego w jednej z sytuacji spowodowało, że rywal wyszedł sam na sam z Buckiem. Na szczęście znów strzał minimalnie minął bramkę. W końcówce trener wprowadził Aleksandra Januszkiewicza i Michała Nawrota i widać było, jak ten pierwszy rozruszał nieco grę zespołu. Sam jedną indywidualną akcją omal nie strzelił bramki, bramkarz wybił piłkę na rzut rożny. W końcówce przy jednym z kornerów w pole karne poszedł nawet Bucek, ale bez efektu.

GKS Katowice po raz piąty w historii grał u siebie z Niecieczą i po raz piąty nie wygrał. Z tym rywalem odnieśliśmy u siebie zaledwie dwa remisy i trzy porażki.

Nie ma znaczenia, że GKS dziś zagrał z „nieco większą” niż zwykle ambicją. Za tą bandą tragikomików ciągnie się cała runda wiosenna, a także poprzednie mecze, jak odpadnięcie z Pucharu Polski, kiedy to „rywalowi chciało się bardziej”. Niestety coraz bardziej widzimy też winę w sztabie trenerskim, który nie umie poukładać zespołu ani taktycznie, ani motywacyjne, ani fizycznie. Do tego materiał ludzki w drużynie jest najwyraźniej bardzo kiepski i nawet jeśli zagrali dzisiaj „nieco bardziej” ambitnie, to gryzienia trawy nie było.

Nic dziwnego, że kibice po meczu dali swój wyraz niezadowoleniu. Ile możemy słuchać, że będzie lepiej, że postaramy się w następnym tygodniu. GKS w tym roku kalendarzowym na rozegranych 20 spotkań wygrał tylko 3. Trzy! Tyle samo razy przegrał w ciągu ostatniego pieprzonego tygodnia! Przegrał w Legnicy, przegrał z Chrobrym i przegrał dzisiaj!

Niech to wystarczy za komentarz do wyczynów tych wypełniaczy koszulek…

23 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

23 komentarze

  1. Avatar photo

    Rozum

    17 sierpnia 2014 at 23:16

    Ta drużyna nie ma jaj wybiegajac na 2 polowe tylko Bucek zapiedalal spirntem Gdy wiesniaki w kołku stały i okrzyki bojowe zapodwaly
    Brak ducha drużyny brak jaj sportowej nienawiści do przeciwnika panienki z galerii
    Proponuje by na sektorach kopacze mieli obowiązek przychodzenia w barwach klubowych a nie lansowac sie w sweterkach w kwiatki czy inne gowna bez herbu bo na to muszą dopiero zasłużyć może to im pomoże zobaczyć czym jest drużyna
    To nie rewia mody Tu trzeba zapierdalac

  2. Avatar photo

    macnow

    17 sierpnia 2014 at 23:21

    shellu.Wam sie chyba w glowkach popierdzielilo! Rozumiem twoja frustracje,ale te obrazliwe teksty typu-wypelniacze koszulek albo banda tragikomikow to sobie mozesz wypisywac u wujka facebooka jak ci pozwoli? Widac ze z pilka to ty za duzo nie miales do czynienia. Kto takich beretow zatrudnia? porazka i wstyd. Jakby dzisiaj wygrali to bys sie podniecal i do dupy wchodzil a tak lepiej byc banda tragikomikow niz beretem. Pozdrowienia dla normalnych GieKSiarzy

  3. Avatar photo

    Shellu

    17 sierpnia 2014 at 23:42

    Macnow, którym piłkarzem lub rodziną piłkarza jesteś?

  4. Avatar photo

    do macnow

    17 sierpnia 2014 at 23:44

    Jebnij sie gosciu w leb z tym komentarzem… napisal cala prawde, chyba ze ktorys z tych nieudacznikow to twoja rodzina..

  5. Avatar photo

    macnow

    17 sierpnia 2014 at 23:57

    jestem pilkarzem ktory zostawil zdrowie na boisku na bukowej przez 8 lat. ale ty mozesz o tym tyle co ja o spiewaniu w operze. shellu przynajmniej szacun ze nie usunales wpisu.

  6. Avatar photo

    Shellu

    18 sierpnia 2014 at 00:01

    No to powiedz dokładnie, kim jesteś, nie bądźmy anonimowi.

  7. Avatar photo

    macnow

    18 sierpnia 2014 at 00:03

    a ty gosciu co radzisz mi zebym se jebnal w leb to najpierw jak chcesz cos napisac to sie przedstaw. A ja juz wiem. Boisz sie ujawnic bo napewno jestes smierdzielem

  8. Avatar photo

    macnow

    18 sierpnia 2014 at 00:11

    chetnie bym ci powiedzial ale po pierwsze na razie nie nadajemy na tych samych falach a po drugie nie chcialbym uslyszec ze np. w tamtych czasach tez bylem wypelniaczem koszulek

  9. Avatar photo

    Shellu

    18 sierpnia 2014 at 00:20

    Nie wiem kim jesteś i w jakich czasach grałeś, ale możliwe że byłeś słabym piłkarzem, mogłeś też być bardzo dobrym albo nawet GieKSiarzem z krwi i kości. Tego nie ocenię nie wiedząc. Natomiast obecnie większość graczy to „wypełniacze koszulek”. Nie wszyscy, bo są jednostki, takie jak np. Grzesiu Goncerz, którzy gryzą trawę.

  10. Avatar photo

    macnow

    18 sierpnia 2014 at 00:37

    grzesiu goncerz trawe gryzie masz racje ale w naszej GieKSie potrzeba zawodnikow ktorzy gryza trawe a poza tym potrafia jeszcze grac w pilke jak np. w niecieczy Kaczmarczyk,Drozdowicz albo nr 9

  11. Avatar photo

    Rozum

    18 sierpnia 2014 at 00:39

    A My jesteśmy kibicami którzy zostawiają zdrowie na trybunach ja swoje od ponad 20 lat
    Moja 10letnia córka ktora jeździła ze mną na mecze mówi mi tak po co jedziesz i tak przegraja .
    Syn 2 letni jeszcze wyników nie kuma ale za chwile zapyta jaki wynik i co mam mówić
    Po porażce na Legnicy nie bylo powtórki zjeby a oklaski
    Ale PP i dzis to kumulacja
    Brak jaj by ostro walczyć

  12. Avatar photo

    Rozum

    18 sierpnia 2014 at 00:44

    Macnow twoja wypowiedz sugeruje ze dobór naszej kadry jest błędny przez co tez nasze kibicowskie pretensje tez sa słuszne

  13. Avatar photo

    macnow

    18 sierpnia 2014 at 01:15

    Rozum. Nie porownuj twojego zostawionego zdrowia z pilkarzami ktorzy podczas meczu traca od 2 do 4 kg wagi. A prawdziwy kibic jest z druzyna na dobre i na zle patrz HSV,MU albo Betis. Pretensje nie do pilkarzy tylko do… Jakby zawodnik mial 2000 zl miesiecznie a reszte konkretna za wygrany mecz to by gryzl trawe. A jak ma konkret na miesiac a za mecze jak sie uda wygrac to sie dorobi. Dlatego tak to wyglada. pozdrawiam

  14. Avatar photo

    macnow

    18 sierpnia 2014 at 01:18

    Rozum. Z doborem kadry masz sluszna racje. pozdro

  15. Avatar photo

    Rozum

    18 sierpnia 2014 at 01:57

    Nie moje zdrowie a Nasze Kibiców wracam do postów niżej trzeba być drużyna tak jak pisałem Ty jesteś piłkarzem i poslugujesz sie liczba pojedyncza Gdzie drużyna Wy My Klub
    A czy na dobre i na złe
    Nie wiem ile kg kibic traci na wyjeździe ale nikt mu za to nie płaci anie nie zwraca kosztów podróży dość czesto chlopaki biorą wolne zgrzytanie w domu ze znowu wyjazd tylko po to by być tam gdzie GieKSa
    Więc chyba mało trafiona odp
    To nie my ustalamy stawki i premie ale chcemy walki prawdziwej walki od 1 do 90
    Pzdr

  16. Avatar photo

    wyszo

    18 sierpnia 2014 at 07:56

    macnow, przesadzasz piszac to … faktycznie 2-4 kg tracic MOŻE pilkarz w czasie meczu ale to zalezy nie tylko od poziomu ligi ale tez warunkow atmosf. i przedewszystkim sił włozonych w dany mecz. W naszej rodzimej piłce ?? Nie rozsmieszaj mnie – fajnie byloby zobaczyc statystyki przebiegnietych km i porownac z np 1 liga angielska… Naszym zawodnikom absolutnie nie zarzucam braku walki (bo uwazam ze walcza ale niestety jak pizdy), nie ma pressingu, walke bark w bark wygrywa jedynie Pitry i moze Kujawa, reszta sie odbija od rywala. Mecz z Nieciecza to pokazał – rywal po stracie pilki od razu rusza do pressingu a my nie mamy do kogo podac, i o to chodzi wlasnie. Mowisz o kibicach – ale nie bierzesz pod uwage ze kibice HSV Betisu czy MU ogladaja nieco inny poziom pilkarski od naszego – mimo porazek czy nieudanych sezonow pilkarze nie odpuszczaja u nas to sie niestety zdarza, a tłumaczenie tego zarobkami ?? Kazdy z nich wybral pilke jak swoj zawod wiec placac za mecz MAM PRAWO OCZEKIWAC ZE PRZYCHODZAC NA BUKOWA ZOBACZE PROFESJONALISTOW KTORZY PO PROSTU DOBRZE WYKONUJA SWOJA ROBOTE (patrz Bartek Sobotka i jego imprezowanie dzien przed meczem – to jest profesjonalizm???)!!! Jak kazdy z kilku tysiecy kibicow na meczu GieKSy ktorzy pracuja i swoja niekiedy ciezko zarobiona kase wydaja na wyjazdy i mecze i tam zawsze wspieraja WAS pilkarzy oprawa i dopingiem i zawsze robia to PROFESJONALNIE choc nikt za to im nie placi. A ze kibic traci cierpliwosc ? Grałes rzekomo w GieKSie 8 lat nie rozumiesz co to znaczy nosic herb GKS-u na piersi ??? To jest (dla niektorych niestety była) FIRMA, ale dzieki takim jak teraz pilkarzom niestety to sie zmienia ….

  17. Avatar photo

    Mariusz

    18 sierpnia 2014 at 10:25

    Witajcie wszyscy wkur….eni wczorajszym meczem ci anonimowi i ci mniej. Wszyscy chcemy dla Gieksy dobrze ale mamy chyba inne stopnie wytrzymalosci i inne punkty siedzenie na stadionie. Prawda jest chyba po srodku i wszyscy ja widza. Pilkarze sa przecientni ale na takich nas tylko stac. System wynagrodzen jest do niczego ale nikt lepszego nie zaakceptuje i nie podpisze kontraktu. co do samego systemu szkolenia to sami dalismy szanse Kazikowi wiec czekajmy, czekajmy no i jeszcze raz czekajmy bo nikt od razu Krakowa nie zbudował a zmiana trenera w trakcie sezonu ma tyle samo przeciwnikow co zwolennikow. fajnie ze ktos z pilkarzy czyta nasze komentarze wiec dociera do Was ze my nawet jak przegracie ale zostwicie na boisku ducha walki to Wam jeszcze podziekujemy ale za takie jak my widzimy wasze podejscie do gry to dziekujemy i zapraszamy innych niech jak wy sie nadal ucza ale potrafia pokazac ducha walki bo tego na Bukowej zawsze oczekujemy. a jak nie to se grajcie sami dla siebie i bez nas tylko wtegy juz nie za kase klubu czyli za kase nas wszystkich i nie z naszymi barwami

  18. Avatar photo

    Igor

    18 sierpnia 2014 at 10:52

    Macnow, chyba to właśnie tobie się w główce popierdzieliło. Nie pozdrawiaj normalnych gieksiarzy, bo ci właśnie mają dość tego marazmu. Chodzę na Gieksę od 1984 roku (obecnie chodzę z dwójką dzieci). Jeśli uważasz za „normalny” stan, gdzie piłkarz nie potrafi biec z piłką, podać, przyjąć, strzelić, to świadczy to o tym, jakim sam byłeś kopaczem. I to nie jest tak, że na takich piłkarzy nas stać i jest ok. Oglądałem uważnie wszystkie mecze w tym sezonie i nie wiem jak to jest, że piłkarze z Głogowa, Niecieczy, Legnicy są w każdym elemencie od nas lepsi, grając piłkarzami na porównywalnym poziomie. Tylko, że tamci biegają szybciej, celniej podają, częściej grają z pierwszej piłki, nie boją się strzelać. Chyba mogę wymagać od zawodowców, aby nauczyli się w końcu podstawowego rzemiosła piłkarskiego? Na razie widzę bandę wyżelowanych leni.

  19. Avatar photo

    B1 czeka

    18 sierpnia 2014 at 12:25

    A co na to prezes ? milczy !

  20. Avatar photo

    Tlaloc

    18 sierpnia 2014 at 12:29

    „Niestety coraz bardziej widzimy też winę w sztabie trenerskim, który nie umie poukładać zespołu ani taktycznie, ani motywacyjnie, ani fizycznie.”

    Otóż to, Moskal miał swoje 5 minut rok temu, kiedy udało mu się jakoś pozbierać tą drużynę po serii wpierdoli, ale ostatecznie jednak przepierdoliliśmy rundę wiosenną a teraz robimy to samo w trwającej właśnie rundzie jesiennej. Nie można ciągle wszystkiego zwalać tylko i wyłącznie na lenistwo piłkarzy, od tego bowiem jest trener żeby grajków zmotywować do zapieprzania na boisku. A Kazik tego ewidentnie NIE POTRAFI. Zresztą wystarczyło się przyjrzeć obu trenerom podczas szpilu z Niecieczą. Trener Mandrysz ciągle żył meczem, pokrzykiwał na zawodników, cały czas był w ruchu przy linii bocznej. W tym czasie Kazio stał sobie spokojnie z rękami w kieszeniach i wyglądał naprawdę jak ostatnia sierota Moim zdaniem czas Moskala w GIEKSIE powoli dobiega końca.

  21. Avatar photo

    Lustracja

    18 sierpnia 2014 at 12:44

    Jeszcze tego brakowało, żeby trener MK Katowice mówił kibicom GieKSy co im wolno a czego nie.

  22. Avatar photo

    Jasny Pieron

    18 sierpnia 2014 at 13:05

    siema, rozumiem poirytowanie wszystkich kibiców, ale to jest początek sezonu, choć po tych 4 spotkaniach mało obiecujący. Nie widziałem na żywo wszystkich meczów jedynie z Widzewem, który choć zwycięski to grą nie zachwycał (widzew zrobił lepsze wrażenie).
    Wstyd za PP gdzie można było wygrać. Horror w Legnicy. Niewypał z Niecieczą – choć tu Termalica była faworytem. Bilans ujemny. Wstrząs potrzebny
    Czy ktoś poważnie myślał, że ta drużyna bedzie lać wszystkich w lidze?
    żadnych konkretnych wzmocnień przed sezonem nie było. Zarząd powinien poważnie przemyśleć list SK1964 o obniżce biletów, bo na takie marne spektakle nikt nie będzie przychodził

  23. Avatar photo

    luk

    18 sierpnia 2014 at 15:31

    Macnow-Plewnia?

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wideo Wywiady

Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga