Dołącz do nas

Piłka nożna

Źle, gorzej… kapitalnie!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po trzech meczach bez wygranej w Katowicach zrobiło się… nawet nie nerwowo. „Obojętnie” to chyba słowo najbardziej odpowiadające nastrojom kibiców. Po prostu niektórzy nawet już nie mają siły, by tracić nerwy, dlatego pojawia się wspomniane zobojętnienie.

To jednak pułapka, gdyż ciągle o punkty trzeba walczyć. Liga jest na tyle nieprzewidywalna, że nawet gdyby GKS przegrał 10 meczów z rzędu, to w każdym kolejnym ma szansę wygrać… z każdym. I na tym chyba mogliśmy opierać optymizm przed meczem ze Stomilem. Oczywiście rywal wydawał się trudny, bo przecież przegrał w tym sezonie tylko raz, a od czterech meczów nie stracił gola. Ten mecz był bardzo ważny także dla trenera Moskala, którego pozycja nie była pewna.

W składzie GKS zabrakło zawodników, którzy w Grudziądzu odnieśli kontuzje. Mowa o Sławomirze Dudzie, którego zabrakło w meczowej osiemnastce oraz Mateuszu Kamiński – ten zasiadł na ławce rezerwowych. Na prawej obronie oglądaliśmy więc Alana Czerwińskiego, w środku Łukasza Pielorza. W składzie mieliśmy też i Rafała Kujawę i Grzegorza Goncerza i zastanawialiśmy się, jak ich poustawia Kazimierz Moskal. Ostatecznie Gonzo powędrował na prawe skrzydło, a Kujawa do ataku.

Od początku meczu to katowiczanie bardziej byli zaangażowani w chęć zdobycia bramki. Praktycznie już w 20. sekundzie bliski pokonania Piotra Skiby był Wołkowicz, ale nie doszedł do piłki. Stomil jednak też nie pozostawał dłużny, choć w dużej mierze po naszych błędach. Na przykład w 7. minucie gdy Jurkowski stracił piłkę na środku boiska i rywal popędził na bramkę. W 11. minucie goście mieli najlepszą sytuację do zdobycia bramki. Po rzucie rożnym jeden z rywali uderzył głową w słupek, a po ponowieniu dośrodkowania – machnął się i nie trafił w piłkę. Katowiczanie próbowali ze zmiennym szczęściem uderzeń z dystansu, ale nie sprawiało to wielkiego zagrożenia. W 19. minucie GKS objął prowadzenie, Kujawa prostopadłym podaniem wypuścił Goncerza, a ten po rękach bramkarza trafił do siatki zdobywając tym samym swoją 11. bramkę w sezonie. Kilka minut później po strzale Wołkowicza z dystansu, Goncerz dobiegł do dobitki, ale był spalony. Jeszcze jedną sytuację miał Gonzo, gdy wyszedł sam na sam z bramkarzem gości – sygnalizował strzał w długi słupek, ale uderzył w krótki… nie trafiając (boczna siatka). Stomil co jakiś czas próbował atakować, ale jednak brakowało w tym nieco jakości i to mimo nie do końca pewnej postawy naszej obrony. Dobrą okazję rywale stworzyli sobie na sam koniec 1. połowy, ale uderzyli nad poprzeczką.

Spodziewaliśmy się, że w drugiej połowie gra będzie wyglądała przynajmniej tak samo, a przede wszystkim uda się podwyższyć prowadzenie. Jednak już od samego początku wyglądało to coraz gorzej. Gra katowiczanom się nie kleiła, a przeciwnicy starali się oddalić piłkę od własnej bramki. Fakt faktem, że piłkarskimi umiejętnościami nie grzeszyli, ale w naszych szeregach pojawiało się coraz więcej niedokładności, raziło zwalnianie gry. Przez to też nie stwarzaliśmy sobie wielu sytuacji. Najlepszą okazję w tej fazie meczu mieli rywale, którzy nie wykorzystali sytuacji sam na sam (strzał obok słupka). Kuriozalna była sytuacja, w której chyba z 6 razy próbowaliśmy wyprowadzić piłkę z własnego pola karnego i za każdym ją traciliśmy. To rywale prowadzili grę, a my próbowaliśmy wyprowadzać kontry. Jak na przykład akcja Pitrego, w której powoli, powoli zmierzał w pole karne i oddał… fatalny strzał. W 76. minucie rywale wyrównali. Po rzucie wolnym Pietrzaka Stomil przeprowadził groźną kontrę, która zakończyła się dośrodkowaniem z lewej strony i strzałem z najbliższej odległości do pustej bramki Dawid Szymonowicz trafił do siatki. Potem to goście bardziej starali się zdobyć drugiego gola, ale piłkę meczową mieli katowiczanie. W zamieszaniu podbramkowym dwa razy uderzał Goncerz, ale dwa razy świetnie interweniował Piotr Skiba. Wydawało się, że po ptokach, bo GieKSa niespecjalnie spieszyła się z atakowaniem. Dodatkowo trener Moskal na 90 sekund przed końcem wprowadził Dariusza Zapotocznego, co wywołało niemałą reakcję kibiców (i naszą), bo przecież nie było czasu…

Tymczasem okazało się, że musimy uderzyć się w pierś, bo to trener okazał się zwycięzcą. Dariusz Zapotoczny po bardzo dobrym podaniu Michała Nawrota (inny rezerwowy) strzelił do pustej bramki i w ligowym debiucie dał trzy punkty GieKSie! Tak spektakularnego wejścia rezerwowego – i to debiutanta! – nie pamiętamy. Brawo!

GieKSa – nie oszukujmy się – zagrała słabe zawody, bo o ile pierwsza połowa była niezła, to druga była beznadziejna. Ale rozliczamy zespół za wyniki, a ten jest idealny. Dlatego rzetelnie ocenimy zespół za to spotkanie (czyli głownie krytycznie), ale jednocześnie dziękujemy za zwycięstwo i wierzymy, że za tydzień znów będzie wygrana!

A trener Moskal znów był z nożem na gardle i wyszedł tego w sposób… sobie tylko wiadomy. To zawsze powoduje, że możemy mówić o… „nosie trenerskim”.

3 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

3 komentarze

  1. Avatar photo

    oto

    18 października 2014 at 18:48

    Wydaje mi się, że w artykule jest błąd ponieważ Zapotoczny już grał w tym sezonie więc to nie jest jego debiut.

  2. Avatar photo

    Shellu

    18 października 2014 at 19:31

    Oto, napisaliśmy „debiut ligowy” więc wszystko się zgadza. Dotychczas Zapo zagrał w GKS tylko 2 mecze w PP. Najpierw za trenera Goraka z Luboniem i w tym sezonie z Chrobrym.

  3. Avatar photo

    oto

    18 października 2014 at 21:13

    OK

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Kielc i Łęcznej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.

1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.

2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.

3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.

4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.

5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.

6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.

7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.

8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.

9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.

10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.

11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.

12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.

13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.

14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.

15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.

16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.

17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.

18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.

19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna  i schludna.

20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.

21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.

22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.

23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.

24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.

25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.

26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.

27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.

28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.

29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.

30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.

31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.

32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.

33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!

34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.

35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wideo Wywiady

Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga