Dołącz do nas

Piłka nożna

Zieliński: Jest niedosyt po tym meczu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GieKSa.Pl Michał zaliczasz kolejny mecz z ławki, w którym strzelasz kolejne gole. Forma do Ciebie wróciła?

Rozliczamy się wszyscy, nie tylko mnie. Ja dostałem szansę i chce zrobić wszystko by pomóc. Jest niedosyt, bo zaledwie remisujemy.

Nie ukrywajmy ostatni czas był dla Ciebie ciężki w GieKSie, ale widać, że mecze w rezerwach, treningi wykorzystałeś dobrze. Jakie było Twoje nastawienie w tym okresie?

Nie ma co ukrywać, moja sytuacja nie była za ciekawa, wiem, że potrafię grać dobrze w piłkę, przyszedłem z Cracovii gdzie też dużo się nie nagrałem. Początek był udany, później kontuzja i nie mogłem wrócić do gry. Kilka meczy w rezerwach dało mi regularną grę i rytm meczowy. Padały tam bramki, zaliczyłem progres, ale tak jak mówię, jesteśmy drużyną. Czegoś tam zabrakło i paradoksalnie chyba to przeze mnie straciliśmy drugą bramkę gdyż to ja byłem chyba tym ostatnim zawodnikiem. Strzelam dwie bramki, a to nie daje niestety 3 punktów.

Trenerzy podkreślali, iż w tym meczu mógł paść różny wynik, GieKSie zabrakło mądrości i wyrachowania w końcówce?

Analizując stracone bramki to umówmy się, nie są to bramki po pięknych akcjach przeciwników, większość tracimy na własne życzenie. One są po prostu głupie, brakło gdzieś koncentracji. W tym meczu Kolejarz miał swoje akcje, ustawili się na kontrę i na to czekali. My chcemy grać piłką, kreować grę. Ciężko się gra z drużyną, która muruje bramkę i liczy na kontrę. Spore błędy decydują o stracie bramek, dziś to był mój błąd.

Być może receptą na murowanie bramki przeciwnika jest podanie piłki do Wróbla, wrzutka i Zieliński uderzy z głowy gdyż to kolejna taka wasza bramka.

Cieszę się z bramek, ale nie możemy zakładać, że zawsze tak będziemy strzelać. Chcemy stwarzać te okazje, ale nie możemy skupiać się tylko na tym elemencie. Teraz to wychodzi.

Jak reagowałeś na krytykę kibiców? Ona Cie deprymowała czy mobilizowała?

Powiem szczerze, nie ma, co ukrywać, iż ta krytyka dociera. Nie mam jednak 20 lat by się obrażać i dołować. Sytuacja jest, jaka jest, biorę to wszystko na klatę i tylko takimi meczami mogę zmienić zdanie kibiców. Wszyscy jedziemy na jednym wózku, na trybunach siedzą nasze rodziny i na pewno nikt nie chce grać tak by nasze rodziny nasłuchały się za nas różnych złych rzeczy. Chcemy jak najlepiej. Jeżeli kibice w 27 minucie nie pomagają nam to coś jest nie tak. Rozumiem rozgoryczenie, rozumiem, że wszyscy chcieli awansu, my również. Nikt tutaj nie kalkulował, że nie chce tego awansu, że może lepiej grać w pierwszej lidze. Każdy ma swoje ambicje i nikt nie gra przeciwko komuś. W parę minut strzeliliśmy bramki i kibice znowu zaczęli nas kochać. Nie oto chodzi. Szanujmy się, bo to jest najważniejsze.

17 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

17 komentarzy

  1. Avatar photo

    egon

    26 kwietnia 2014 at 21:36

    W którym momencie Was pokochaliśmy,niby na ta chwilę. Uwierz,ze tego co gracie nie da sie oglądać.

  2. Avatar photo

    JJO

    26 kwietnia 2014 at 22:26

    Kibice zaczęli nas kochać?? nie !!! kibice pokazali to co pokazują co mecz, WIELKI DOPING… pokazaliśmy, ze MY JESTEŚMY TYM KLUBEM…
    My nie śpiewaliśmy dla was tylko dla nas… aby udowodnić kto tu jest najważniejszy !!

    taka drużyna jak kolejarz powinna w ogóle nie istnieć w takim meczu…
    brawo dla Ciebie za strzelenie bramek…

    ale nie oszukujmy sie wy juz jestescie w naszych oczach przegrani..

    NASTĘPNY MECZ?? porażka która nikogo nie zdziwi !!

    jedna wygrana z ROWEM który prezentuje futbol poniżej pierwszej ligi pokazała ze nie nadajecie się do gry w piłkę nożna !

    teraz chciałbym by każdy z was załączył pierwszy lepszy mecz Realu czy Barcelony dla porównania….

    aha i jeszcze jedno CZY KTOŚ Z WAS POTRAFI WYKONAĆ JAKIKOLWIEK DRYBLING ? ZWÓD ?

  3. Avatar photo

    Fanatyk

    26 kwietnia 2014 at 22:29

    Chopie co ty pierdolisz? Na waszą gre nie da sie patrzeć. Za co mamy was kurwa kochac? Za te dwie bramki które wam sie jakimś jebanym cudem udało strzelic? Żenada.

  4. Avatar photo

    johann

    27 kwietnia 2014 at 00:35

    Panowie, nie wpuszczać na boisko wyżelowanych lal w kolorowych butach. To nie jest parada równości a Bukowa to nie jest boisko spod znaku tęczy. Co on pitoli o kochaniu? Komuś tu z ciepłych braciszków się pomylił sport.

  5. Avatar photo

    darek GKS

    27 kwietnia 2014 at 02:17

    Jeżeli wiesz piosenka kera zawsze śpiewamy brzmi NAPRZOD GIEKSIARZE a od jakiegos czasu spiewmy NAPRZOD pilkarze… czyli cos jest nie tak !!! na koniec meczu spiewamy WYPIE… WYPIERDA… a wy NAM klaszczecie powiniscie odejsc ze spuszczona głową i pokazywanie kcika ze jest ok !!! wsadz se tego kciuka w żyć!!!! tyle !!!! GieKSa to my a nie wy!!!

  6. Avatar photo

    johann

    27 kwietnia 2014 at 09:51

    „na trybunach siedzą nasze rodziny”. No dobra, Zieliński strzelał, można zrozumieć. Ale reszta? Zaprosić rodzinę na taki żałosny spektakl to szczyt tupetu. Jak chcieli zaimponować żonom i dziewczynom to fryzury i makijaż mogli robić w domu.

  7. Avatar photo

    tauzen

    27 kwietnia 2014 at 10:03

    Zielu brawo za strzelenie dwóch bramek dobre wejście. Obrona GieKSy masakra KAMINSKI więcej graj w pilke a nie pokazuj jakiś gestow sędziemu. Niema gwizdka gramy dalej a nie stoimy jak panienki !!!!

  8. Avatar photo

    kazik

    27 kwietnia 2014 at 11:28

    co wy gracie w dupie to macie bo w czerwcu bedziecie w innych klubach a my tu jestesmy i bedziemy WSTYD grajki mozna o was powiedziec tylko PATOLOGIA zero ambicji i honoru szkoda pisac bo nie zaslugujecie na te linijki pisania tylko gieksa

  9. Avatar photo

    Zawiedziona

    27 kwietnia 2014 at 12:12

    „na trybunach siedzą nasze rodziny…”
    Bardzo dobrze że wydarzenia z trybun dotarły do piłkarzy, nie chcecie żeby wasze rodziny nasluchiwały się złych rzeczy to wwytłumaczcie im że nie jesteścię gwiazdeczkami biegajacymi po boisku tylko że większość z was zawala kolejny mecz, a od waszych rodzin kibice usłyszeli ze są niekultularni i nie wiadomo dlaczego się czepiają. Gratuluję rodzinnego samozadowolenia.
    Zielińskiemu gratuluję goli.

  10. Avatar photo

    Zawiedziona

    27 kwietnia 2014 at 12:22

    „na trybunach siedzą nasze rodziny…”
    Bardzo dobrze że wydarzenia z trybun dotarły do piłkarzy, nie chcecie żeby wasze rodziny nasluchiwały się złych rzeczy to wwytłumaczcie im że nie jesteścię gwiazdeczkami biegajacymi po boisku tylko że większość z was zawala kolejny mecz, a od waszych rodzin kibice usłyszeli ze są niekultularni i nie wiadomo dlaczego się czepiają. Gratuluję rodzinnego samozadowolenia.

  11. Avatar photo

    mariusz

    27 kwietnia 2014 at 12:37

    Zero gry!!! Zero ambicji!!! Zero zaangażowania !!! To nie jest GIEKSA !!!
    Chodze na GIEKSE od 30 lat zawsze w młynie ale takiej padaki nie pamiętam nawet w ciężkich okresach było więcej walki i ambicji ( nawet w 4 lidze)
    Nie dziwią mnie słowa prezesa, że na koniec sezonu zostanie może 15 z was!!!
    Do roboty !!!

  12. Avatar photo

    johann

    27 kwietnia 2014 at 13:00

    tak to jest jak pierwszy skład tworzą metroseksualne teletubisie

  13. Avatar photo

    mariusz

    27 kwietnia 2014 at 13:05

    Pitry, Budziłek,Gancarczyk i może paru innych zostańcie na następny sezon WAM sie jeszcze chce może jeba.. PZPN odwiesi zakaz transferów i jak kasa pozwoli
    przyjdą ambitniejsi i lepsi zawodnicy. Daj Cie Awans GIEKSIE bo na to zasługuje.

  14. Avatar photo

    jarek

    27 kwietnia 2014 at 13:16

    Kto was zaczął kochać ? Bo chyba nie Ja. Takimi wypowiedziami się tylko kompromitujesz.Tak słabej gry nie widziałem na Gieksie nigdy. Większości z was kończą sie kontrakty .Ciekawe kto was bedzie chciał za darmo w 1 lidze. Wylądujecie w 2 albo 3 chociaż nawet na te ligi jesteście za słabi. Niestety swoją grą zapracowaliscie na swoją przyszłosć .

  15. Avatar photo

    Zawiedziona

    27 kwietnia 2014 at 14:02

    „na trybunach siedzą nasze rodziny…”
    Bardzo dobrze że wydarzenia z trybun dotarły do piłkarzy, nie chcecie żeby wasze rodziny nasłuchiwały się złych rzeczy to wytłumaczcie im że nie jesteście gwiazdeczkami biegającymi po boisku tylko że większość z was zawala kolejny mecz, a od waszych rodzin kibice usłyszeli ze są niekulturalni i nie wiadomo dlaczego się czepiają. Gratuluję rodzinnego samozadowolenia.

  16. Avatar photo

    GruchA

    27 kwietnia 2014 at 20:18

    Co to się stało , że wam się jakoś udało ?

  17. Avatar photo

    kazik

    28 kwietnia 2014 at 21:47

    dobrze ze sie konczy ta parodia zero ambicji grajki zrobic przeciag w szatni ,niestety ale prawie wszystkich mozna dac do rezerw 4liga

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga