Kibice Klub Piłka nożna
[WYWIAD] Michał Muzyczuk: To będzie ciekawa podróż
Zapraszamy Was do przeczytania naszego wywiadu z Michałem Muzyczukiem, reżyserem filmu „Dekada GieKSy”, którego premiera odbędzie się 27 lutego.
Jeżeli ciekawi Was tajemniczy winyl z hymnem GieKSy, jaką rolę odegrali w tworzeniu Ultrasi GieKSy, czym Henryk Górnik rozbawił Michała i dlaczego ten film spodoba się również kibicom, którzy tych czasów nie pamiętają, to zróbcie sobie dobrą herbatę i zajrzyjcie poniżej.
Opowiedz proszę, kiedy dostałeś propozycję stworzenia tego filmu, co wtedy czułeś i jak zareagowałeś.
Propozycja przyszła oczywiście w zeszłym roku, w okolicach wakacji. Temat znałem już wcześniej, ponieważ wiedziałem o prowadzonej przez klub zbiórce crowdfundingowej. Oczywiście kiedy klub skontaktował się ze mną byłem bardzo szczęśliwy. Zawsze się śmieję, że w kwestiach negocjacyjnych nie mogłem dać tego po sobie poznać, że taka propozycja to dla mnie spełnienie marzeń. Filmami zajmuję się już od jakiegoś czasu, natomiast z GieKSą jestem związany od dziecka, kiedy na mecze zabierał mnie dziadek, później tata i koledzy. Połączenie zainteresowań zawodowych i sympatii klubowych, to naprawdę dla mnie spełnienie marzeń. Wszystkie kwestie formalne dogadaliśmy bardzo szybko i z wielką radością zabrałem się do pracy.
W wielu rozmowach podkreślasz, że jesteś kibicem. Tym bardziej chyba spotkanie z legendami klubu było dla Ciebie nie lada przeżyciem?
Faktycznie dla mnie było to wielkie przeżycie, rozmowy z takimi zawodnikami jak Furtok, Jojko czy Piekarczyk. Tym bardziej, że przecież rozmawialiśmy o czasach, kiedy klub był potęgą, kiedy dominował i grał w europejskich pucharach. Wszyscy wiemy, że dziś tylu powodów do sukcesu nie ma, dlatego mam też nadzieję, że ten film podniesie na duchu wszystkich związanych z GieKSą. Były złote czasy i liczę, że takie jeszcze kiedyś powtórzymy.
Na razie bliżej nam do nakręcenia filmu o dekadzie GieKSy w pierwszej lidze.
O właśnie. Bardzo bym chciał, żeby ten obecny okres za kilka lat wspominany był jako ciężki, ale jednak przejściowy, najlepiej pomiędzy wielkimi sukcesami.
Czy będzie to film ciekawy dla kibiców, którzy tych czasów nie pamiętają?
Jestem przekonany o tym, że tak. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że będzie tak na 100 proc.. Starałem się opowiedzieć o najważniejszych punktach z tej dekady, natomiast gwoli ścisłości – ta „dekada GieKSy” to takie umowne stwierdzenie. Ten film nie opowiada o dokładnie dziesięciu latach. Oczywiście – wspominamy dziesięć lat grania w pucharach, natomiast zaczęliśmy dużo wcześniej. Zamysł był taki by opowiedzieć, jak ta wielka GieKSa powstawała.
Dlatego, z tego co mówiłeś, będzie również wspomnienie meczu przegranego.
Dokładnie, rok 1985 i pierwszy przegrany puchar Puchar Polski, ale zaraz po nim rok 1986 i fantastyczne zwycięstwo 4:1 z Górnikiem Zabrze na Stadionie Śląskim. Tak więc w filmie wyszliśmy troszkę poza tą dekadę, jednak myślę, że z korzyścią dla widzów i kibiców. Natomiast wracając jeszcze do poprzedniego pytania – oprócz tego co najważniejsze starałem się poruszyć takie kwestie które z perspektywy dzisiejszego kibica mogą wydawać się dziwne. Chociażby cała kwestia górniczych klubów sportowych i zatrudnianie zawodników na etatach w kopalniach. Wspominamy również o całej śląskiej piłce w tamtych latach, siedmiu drużynach w Ekstraklasie. Starałem się trochę odmalować tamte czasy, żeby one były ciekawe dla dzisiejszych nastolatków czy kibiców nieco starszych, ale również słabo pamiętających tamte czasy.
Jak wyglądała realizacja tego filmu od strony produkcyjnej?
Założenie było takie, by był to klasyczny format dokumentalny, czyli ok. 40/50 minut. Natomiast w trakcie zdjęć i doboru materiałów było już pewne, że będzie to pełen metraż, czyli ponad 80 minut. Będzie więc co oglądać. Od strony technicznej nie było żadnych problemów, dużą rolę odegrała współpraca z klubem. Na początek nagrywaliśmy rozmowy z piłkarzami i wtedy objawiła się taka specyfika pracy nad dokumentem. Oczywiście możesz mieć wcześniej zaplanowany scenariusz i swoje założenia, ale wszystko zależy od tego, co ci powiedzą rozmówcy. Nagrania wyszły świetnie i pod to dobieraliśmy kolejne sceny. Wielkie brawa należą się Tomkowi Węgrzyńskiemu i Piotrkowi Gburkowi za ciekawe i klimatyczne zdjęcia. Film nie powstałby też bez Mikołaja Nowsada, specjalisty od postprodukcji, dzięki któremu ostatecznie wszystko na ekranie wygląda tak jak powinno.
Kto pomagał odnaleźć się w tych wszystkich datach, meczach, wynikach, postaciach?
Nieoceniona była pomoc Tomka Pikula, autora monografii sekcji piłkarskiej GieKSy. Myślę że żaden klub w Polsce nie ma tak fajnie i tak dokładnie zrobionej monografii. Jego wskazówki były bardzo pomocne.
Co w produkcji tego filmu było najtrudniejsze?
Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ nie chcę jeszcze do końca zdradzać tego co pojawi się w filmie, natomiast sporym wzywaniem była współpraca z ultrasami GieKSy. Do tego co razem robiliśmy trzeba było dograć czas kibiców, ekipy filmowej, pogodę itd. ale tak jak mówię – na konkrety trzeba zaczekać do premiery.
Ok, to może z drugiej strony – co z okresu powstawania filmu zapadnie Ci w pamięć do końca życia? Jakaś zabawna anegdota, coś śmiesznego?
Bardzo mi w pamięć zapadła chwila, chociaż nie jest to zbyt pedagogiczne, w której jedna z najbarwniejszych postaci tego filmum czyli Henryk Górnik opowiada o delikatnie mówiąc braku sportowego trybu życia, jaki wtedy trochę charakteryzował zawodników. Z perspektywy dzisiejszej, profesjonalnej piłki było to kompletnie odklejone od rzeczywistości. Ciężko mi to oddać w tej rozmowie, ale podczas zdjęć naprawdę była to taka perełka, opowiedziana w bardzo barwny sposób. Inną ciekawostką, która myślę może w przyszłości ”żyć swoim życiem” jest to, że w trakcie zdjęć dostałem informację, że ojciec mojej koleżanki, który notabene całe życie mieszka na Dębie, ma w posiadaniu winyl, na którym jest nagrany oryginalny hymn GieKSy z końca lat 60-tych. Winyl ten niestety uległ zniszczeniu, natomiast wcześniej mąż tej koleżanki przegrał jego zawartość. Okazało się, że hymn nagrany został przez reprezentacyjny zespół kopalni „Siemianowice”.
Świetna historia!
Hymn jest naprawdę bardzo ciekawy, dlatego cała ścieżka dźwiękowa jest oparta właśnie na nim. Mogę zdradzić, że na koniec filmu kibice będą mogli wysłuchać tego hymnu w całości. Wykonał ją zresztą ów zięć posiadacza winyla, Jarek Góra, który również jest kibicem GieKSy. Ogółem przy produkcji w wielu przypadkach współpracowałem z miłośnikami klubu, dzięki czemu każdy zostawił w tej produkcji wiele serca.
Powiedz proszę, czy masz jakieś informacje co z materiałami, które w filmie nie zostały użyte. Wiemy przecież, że pozyskane z TVP i od prywatnych osób archiwalia były potężne.
Faktycznie biorąc pod uwagę, o jakim okresie czasu mówimy, to archiwaliów było bardzo dużo. Ja niestety musiałem być mało sentymentalny w niektórych przypadkach i niektóre rzeczy z bólem serca okrajać. Materiałów nieużytych w filmie jest bardzo dużo. Nie mam pojęcia, co się z nimi będzie dalej działo, natomiast uważam, że jest bardzo duży potencjał na wykorzystanie ich, chociażby w formie jakiejś mini serii. Warto na pewno zrobić coś, by te materiały stopniowo wypływały.
Czy chciałbyś jakoś szczególnie zaprosić kibiców do obejrzenia tego filmu?
Oczywiście! Zawsze kiedy zaczyna się robić jakiś film dokumentalny, to trzeba sobie zadać pytanie dla kogo ten film jest robiony. W naszym przypadku jest podobnie. „Dekada GieKSy” to nie jest film stworzony dla ogółu publiczności. To jest film dla kibiców i pasjonatów piłki nożnej – oczywiście głównie dla kibiców GieKSy. Dlatego chciałbym wszystkich fanów zaprosić na film i zapewnić, że jest on zrobiony z wielkim sercem do tego klubu i wiarą, że taką dekadę można powtórzyć. Będzie to ciekawa podróż przez te ponad 10 lat.
Rozmawiał: Marcin Gruszczyński
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Kielc i Łęcznej
Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.
1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.
2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.
3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.
4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.
5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.
6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.
7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.
8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.
9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.
10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.
11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.
12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.
13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.
14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.
15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.
16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.
17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.
18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.
19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna i schludna.
20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.
21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.
22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.
23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.
24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.
25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.
26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.
27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.
28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.
29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.
30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.
31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.
32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.
33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!
34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.
35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.
Piłka nożna Wideo Wywiady
Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26
Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.







































Najnowsze komentarze