Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

[WYWIAD] Adrian Błąd: możemy grać nawet w sierpniu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

O sytuację w klubie, podejście zawodników do renegocjacji kontraktów, plany na najbliższe tygodnie, Święta Wielkanocne, różne warianty zakończenia ligi i wiele innych zapytaliśmy naszego kapitana, Adriana Błąda. Rozmowa odbyła się oczywiście przez Skype, w myśl zasady #zostanwdomu.

Na początek powiedz, jak się czuje małżonka?
Wszystko dobrze, dziękuję. W tym całym dziwnym okresie jej zdrowie faktycznie jest dla mnie najważniejsze. Czuje się dobrze, a to tym bardziej cieszy, że jesteśmy już w ostatnich tygodniach oczekiwania na potomka.

Święta spędzacie w Katowicach czy w Lubinie?
W Katowicach, niestety całkowicie odizolowani od rodziny, ale nie narzekamy. Z zespołu większość chłopaków te ostatnie tygodnie czy trwające Święta Wielkanocne spędza właśnie w ten sposób, tutaj na miejscu.

Czyli nie było żadnych odgórnych nakazów z klubu odnośnie pozostania w Katowicach?
Na początku była taka decyzja, natomiast później kiedy już było jasne, że przerwa w rozgrywkach będzie dłuższa, dostaliśmy zgody na wyjazdy, kilku chłopaków pojechało w rodzinne strony, jeszcze przed rządowymi zaleceniami odnośnie przemieszczania się.

Powiedz, jak to wygląda od strony organizacyjnej w klubie – dostaliście zapewne indywidualne rozpiski?
Pod względem sportowym mamy rozpisane wszystkie możliwe aspekty, różne warianty ćwiczeń, od treningu siłowego na bieganiu kończąc. Chociaż wiadomo, że prawnie z bieganiem jest teraz ciężko, ale mimo to staramy się te zakazy delikatnie naginać. Jeśli chodzi o sprawy taktyczne, to jesteśmy w stałym, codziennym kontakcie z trenerem Szwargą, który przygotowuje nam analizy meczów, poszczególnych zawodników, przykłady zadań ofensywnych, defensywnych, stałych fragmentów itd. Komunikacja między nami i sztabem jest częsta i bardzo dobra.

Zdradź trochę szczegółów. Z trenerami łączycie się przez Skype?
Każdy z nas ma indywidualną rozpiskę przygotowaną przez trenera Miłosza i musi komunikować trenerom, co robił, jak robił itd. Dostaliśmy zegarki polar z GPS-em, więc sztab kontroluje nas na bieżąco i rozlicza z przypisanych zadań. Trenerzy poprzez „polar flow” wiedzą i widzą, ile przebiegliśmy, w jakim tempie itd. Sam rodzaj treningu porównałbym do tego, który odbywa się w okresie przygotowawczym. Jeśli chodzi o sam sposób komunikacji – mamy wideokonferencje, mamy też różne grupy na WhatsApp i messengerze, na których łączymy się z trenerami czy dyrektorem sportowym.

Czyli mimo niesprzyjających okoliczności, czasu nie marnujecie.
Zdecydowanie nie. Jak na warunki, które mamy pracujemy bardzo dużo. Wiadomo, że taka przerwa nie wpływa na nikogo dobrze, ale staramy się być w ciągłej gotowości, tak żeby z dnia na dzień móc wrócić do treningów, do grania i być przygotowanymi w 100 proc., bo taki wariant też bierzemy pod uwagę – z szybkim powrotem, kilkoma dniami wspólnych treningów i od razu graniem.

Wspomniałeś przed chwilą o tym, że macie również łączenia z dyrektorem Góralczykiem. Czy przedmiotem tych rozmów były renegocjacje Waszych kontraktów?
Wiedziałem, że to pytanie padnie. Powiem szczerze – moim zdaniem w skali kraju robi się z tego tematu taką trochę szopkę medialną. Cieszę się z tego, jak to jest rozwiązane u nas w klubie. Codziennie toczą się działania, które mają usprawnić cały ten okres kryzysu. Prezes Szczerbowski i dyrektor Góralczyk stają na rzęsach, żeby zapewnić klubowi prawidłowe funkcjonowanie, przeprowadzają z nami indywidualne i grupowe rozmowy. Pokazano nam cały plan na najbliższe funkcjonowanie GieKSy, jak to widzi zarząd klubu. Różne rozmowy się toczą, różne działania z wielu stron są podejmowane, ale dopóki nie ma żadnych oficjalnych komunikatów z klubu, to ja nie chcę wychodzić przed szereg.

A jak to wygląda z Waszej strony? Twoim zdaniem świadomość powagi sytuacji w drużynie jest wysoka?
Przede wszystkim to sam jestem bardzo zadowolony z tego, jak nas potraktowano w klubie. Nie robi się żadnej medialnej szopki o obniżaniu kontraktów, uciętych pensjach itd. Tak jak powiedziałem – różne rozmowy się toczą i dobrze, że to zostaje wewnątrz klubu. Mamy wszyscy świadomość tego jak trudny nastał czas, jaka to jest wyjątkowa sytuacja. Zapewniam, że każdy z zawodników zdaje sobie sprawę z tego, co trzeba robić i jak działać, żeby klub nie tylko funkcjonował, ale i funkcjonował dobrze i wszyscy byli zadowoleni.

Czyli uważasz, że obniżka kontraktów to potrzebny ruch?
Najważniejsze w takich działaniach jest to, żeby nie były to wyłącznie medialne zagrywki. Co z tego, że klub X komunikuje, że dogadał się z zawodnikami, a klub Y, że obcina pensje o 50 proc., skoro dzień później o tych samych klubach słyszymy, że są poważnie zagrożone widmem bankructwa. Piłkarze mają świadomość, że jeśli pandemia będzie trwała kilka miesięcy, to nawet z tych 50 proc. nie zobaczą ani złotówki. W GieKSie tak jak mówiłem prezes i cały sztab codziennie stają na rzęsach, żeby było jak najlepiej i za to im chwała, bo jak słyszę od znajomych z innych zespołów, że u nich w klubach nikt z nimi nie rozmawia i nie traktuje ich po partnersku, to włos się jeży na głowie. Medialna nagonka na piłkarzy o obniżkę zarobków, zwłaszcza w Ekstraklasie jest bardzo duża. No ale ktoś im te pieniądze proponował, więc dlaczego mieli nie korzystać? Problemem nie są te zarobki, bo naprawdę większość zawodników ma oczy i widzi, co się dzieje na świecie, potrafi to przeanalizować i pójść na ustępstwa. Wystarczy z tymi zawodnikami usiąść, przedstawić plany, pomysły, bilans strat i zysków. Zawodnicy są w stanie zrozumieć wszystko, ale nie jakieś dziwne obchodzenie za plecami i robione pod media obniżki kontraktów. Cieszę się, że w GieKSie nas potraktowano poważnie – jesteśmy informowani na bieżąco, wiemy, jak wygląda sytuacja i co robią prezes Szczerbowski i dyrektor Góralczyk.

Z działań podjętych przez klub jesteście zadowoleni?
Na pewno bardzo jesteśmy zadowoleni z komunikacji, która jest w GKS-ie, bo tak jak mówiłem – wiemy, że w wielu klubach jej nie ma w ogóle. Mamy kontakt na bieżąco, wiemy, jak zaangażowanymi osobami są trener Górak, dyrektor Góralczyk czy prezes Szczerbowski. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało, ale wiemy, że dużo będzie zależało od tego, czy ten sezon zostanie dograny. Musimy więc uzbroić się w cierpliwość i czekać na decyzje.

Gdyby pojawiła się za jakiś czas informacja, że gramy, ale na przykład w lipcu i sierpniu, to jak się na to zapatrujesz?
Nawet jeśli trzeba byłoby wrócić z dnia na dzień do grania, to by to nie był żaden problem, każdy z nas jest na to gotowy, wszyscy nie możemy się już doczekać i chcemy grać. Mnie granie w lipcu czy sierpniu w ogóle by nie przeszkadzało. Z tego co rozmawiam z chłopakami z naszego zespołu, ale i z wielu innych z całego kraju – wszyscy chcą dograć sezon na boisku, nawet w dziwnych okolicznościach czasowych. Nikomu nie zależy na rozwiązaniach ustalonych przy zielonym stoliku. My chcemy wrócić jeszcze w tym sezonie na boisko, bo też nie ma co ukrywać – głód piłki jest ogromny. Mieliśmy trzy miesiące przygotowań, a zagraliśmy dwa mecze. Chcemy wrócić do normalnego funkcjonowania, niezależnie czy to maj, czy lipiec, byle dokończyć sezon na boisku.

Dokończenie sezonu na boisku w naszym przypadku może mieć fundamentalne znaczenie. Widzieliście pewnie te symulacje, w myśl których to jednak Resovia awansuje naszym kosztem. Jak do tego podchodzicie?
To jest patowa sytuacja. Niezależnie jaka decyzja zostanie podjęta – czy decyduje jeden mecz, czy decydują bramki, to koniec końców nie ma żadnego znaczenia, bo w obecnej sytuacji po prostu nie ma dobrych decyzji. Niezależnie od wariantu, zawsze ktoś będzie poszkodowany. Nam nie pozostaje nic innego jak liczyć na dogranie sezonu i tego bardzo chcemy.

Odbiegając nieco od samej GieKSy czy II ligi – jakie są twoje przewidywania na najbliższe miesiące i lata dla piłki nożnej i sportu w ogóle, jak sobie całościowo to wyobrażasz?
Na pewno dużo się zmieni, bo musi się zmienić. Nie gramy trzy tygodnie, a już pojawiają się głosy o upadłości wielu klubów i bardzo trudnej sytuacji. Piłka myślę, że zmieni się bardzo mocno, moim zdaniem na pewno zyskają drużyny, które mają solidne akademie i zaplecze. Jeszcze bardziej niż kiedyś będzie się bazowało na wychowankach i „perełkach” z klubowych akademii.

Tak na koniec – dwa słowa do kibiców?
Kibice w Katowicach zawsze są z GieKSą i wiem, że też bardzo czekają na powrót ligi. Chciałbym życzyć wszystkim fanom dużo, dużo zdrowia i wytrwałości w tym trudnym czasie. Wierzę, że niedługo wszystko wróci do normy i spotkamy się na Bukowej. Bardzo duży szacunek też za akcję pomocy dla szpitali, i to nie tylko dla kibiców GieKSy, ale i wszystkich pozostałych klubów w Polsce, bo to, co robią dla szpitali, lekarzy czy osób starszych to jest ogromna sprawa, niestety chyba trochę pomijana przez media.

Dzięki za rozmowę!
Dzięki, pozdrowienia dla wszystkich kibiców GieKSy, trzymajcie się ciepło.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: damy radę nawet bez prądu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie GKS Katowice wybiegnie na boisko w Radomiu, gdzie uskrzydleni czwartkowym zwycięstwem gospodarze będą chcieli podtrzymać zwycięską passę. O nadziejach związanych zarówno z najbliższym meczem, jak i dalszą częścią sezonu, najmocniejszych punktach „Zielonych”, trenerze Feio i pozasportowych „przygodach” w meczach z Arką i Koroną porozmawialiśmy z Bartłomiejem Jędrzejczakiem z futbolowarebelia.com i podgolebnikiem.pl

W ostatnich dniach my emocjonowaliśmy się Pucharem Polski. Radomiak już jakiś czas temu pożegnał się z tymi rozgrywkami, mimo to jak oceniasz rozstrzygnięcia, do których doszło na boisku i w czasie losowania półfinałów?
Radomiak odpadł z Pucharu już w pierwszej rundzie, z tego powodu szybko przestałem się interesować tymi rozgrywkami. Dla was półfinał to na pewno duża rzecz. Wylosowano ciekawe pary, bo Zawisza będzie się mierzył z Górnikiem, a wy zagracie małe derby województwa w Częstochowie. Dla niezaangażowanych kibiców ciekawostką jest obecność na tym etapie 3-ligowca, choć tutaj Górnik jest zdecydowanym faworytem. Z kolei GKS jest niewygodnym rywalem dla Rakowa, więc ta rywalizacja będzie ciekawsza. Gdybym miał typować, to postawiłbym na śląski finał Górnika z GKS-em.

Wracając jednak do Ekstraklasy, w tym sezonie można powiedzieć, że nie ma środka tabeli – albo bijesz się o puchary, albo „walczysz o spadek”. W której grupie jest dziś Radomiak?
Przed każdym sezonem naszym podstawowym celem jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania. Znamy swoje miejsce w szeregu i wiemy, że nie jesteśmy ligowym krezusem pod względem finansów. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia – jeśli w miarę regularnie punktujesz, to w pewnym momencie pojawia się chęć gry o coś więcej. Z drugiej strony liga się wyrównała i na przestrzeni 2-3 spotkań położenie zespołu może się radykalnie zmienić – będąc w czołówce nagle można zamieszać się w grę o utrzymanie. To utrzymanie Radomiaka jest więc celem minimum, a wszystko ponad będzie dodatkowym bonusem. Patrząc na ambicje włodarzy klubu i trenera Feio, a także indywidualną jakość sportową zawodników, mam nadzieję na szybkie utrzymanie, a wykorzystując sytuację w lidze możemy się zakręcić w okolicach strefy pucharowej. To jest takie ciche marzenie – moje, ale i pewnie każdego sympatyka Zielonych.

W ostatnim czasie w Radomiu tych punktów jednak brakowało, bo przez cztery kolejki nie potrafiliście wygrać. Przełamanie nastąpiło po nadrobieniu zaległości z Arką. Gdybyśmy tylko na jej tle mieli oceniać potencjał naszych zespołów, to w niedzielę bylibyście zdecydowanym faworytem.
W czwartek zadecydował bardzo dobry początek – prowadzenie 2:0 po ośmiu minutach ustawiło przebieg meczu pod dyktando Radomiaka. Z kolei Arka kreowała więcej po przerwie i w pewnym momencie wydawało się, że może wrócić do meczu, jednak dobra postawa Filipa Majchrowicza, który zrehabilitował się za błędy w poprzednich meczach, pozwoliła nam utrzymać, a następnie podwyższyć prowadzenie. Arka zdobyła wprawdzie bramkę kontaktową, a w pewnym momencie potrójna interwencja naszego bramkarza do spółki z Jankiem Grzesikiem uchroniła nas od straty drugiego gola. Gdyby ten padł, to moim zdaniem Radomiak by nie wygrał. Na szczęście dla nas gol Romário Baró z rzutu wolnego ostatecznie rozstrzygnął mecz na naszą korzyść.

Jesienią przed meczem z GieKSą do pełni formy wracał Capita Capemba – lider zespołu, strzelec jednego z goli w ostatnim meczu z Arką. W niedzielę zabraknie go z innego powodu: na ostatniej prostej jest jego transfer za ocean. Jaki będzie Radomiak bez niego?
Capita jest dla Radomiaka bardzo ważną postacią i jakość całego zespołu z nim w składzie idzie zdecydowanie do góry. Trzeba jednak mieć świadomość, że jego odejście było planowane od dłuższego czasu, więc nie jesteśmy tym ruchem zaskoczeni. Elves Baldé i Salifou Soumah to jego naturalni następcy, choć tego pierwszego w niedzielę zabraknie z powodu zawieszenia po wydarzeniach po meczu z Koroną Kielce. Szkoda, bo dał się wam już poznać jesienią zdobywając pierwszego gola. O Soumahu wiemy niewiele – dołączył do nas już po starcie rundy i czekamy, co pokaże na boisku. Wracając jednak do Capity uważam, że Ekstraklasa sporo traci na odejściu takich zawodników jak on. Mimo że liga rośnie, powstają piękne stadiony i coraz lepiej prezentujemy się w pucharach, to jeszcze nie jesteśmy w stanie konkurować z silniejszymi klubami o wyróżniających się zawodników. Oglądać Capitę na boisku było czystą przyjemnością, ale mam nadzieję, że uda się sprawnie i bezboleśnie zapełnić lukę po nim.

Wspomniałeś o meczu z Koroną zakończonym skandalem, który przełożył się m.in. na karę Baldé, ale i zawieszenie Gonçalo Feio na pięć meczów. Jak twoimi oczami wyglądały tamte wydarzenia?
Wiele negatywnych okoliczności nałożyło się na siebie przy okazji tego nieszczęsnego meczu z Koroną. Po pierwsze, błąd Filipa Majchrowicza przy rozegraniu piłki dał bramkę gościom, kolejny błąd przy stałym fragmencie gry i drugie trafienie. Z kolei Radomiak mimo mnóstwa sytuacji nie był w stanie zdobyć gola – albo zawodziła skuteczność, albo na wysokości zadania stawał Dziekoński. Słaba postawa sportowa Radomiaka przełożyła się na frustrację, zarówno na murawie, jak i na trybunach. Doszło do skandalicznych incydentów, które nie mają prawa dziać się na żadnym stadionie. Atmosfera była nerwowa, bo wiemy jakie stosunki panują między kibicami Korony i Radomiaka. Temperaturę dodatkowo podniosła decyzja Komisji Ligi o niewpuszczeniu kibiców gości. Atmosfera od początku była nerwowa, a porażka na własnym stadionie nie ostudziła emocji. Nie ulega jednak wątpliwości, że nigdy nie powinno dochodzić do wydarzeń, których świadkami byliśmy po meczu, a które zaowocowały surowymi karami.

A jak trener radzi sobie na „pracy zdalnej”?
Kara dla Gonçalo Feio jest surowa przede wszystkim ze względu jego przeszłość i łatkę, jaką mu przyklejono. On z tym mocno walczy, starając się przekonać wszystkich, że się zmienił. Osobiście nie znałem go wcześniej, natomiast gdyby nie doniesienia medialne, znając go teraz nigdy bym nie powiedział, że jest osobą konfliktową. Na co dzień jest otwartym i serdecznym gościem. W meczu z Koroną rzucił w stronę sędziów uwagę w stylu „zapłacili wam”, którą Komisja Ligi uznała za oskarżenia korupcyjne i surowo go ukarała. Tymczasem w tej samej kolejce trener Wisły Mariusz Misiura stwierdził, że wszystko jest ustawione pod Legię i Widzew, a nie spotkała go za to żadna kara. Trener Feio radzi sobie dobrze, bo w czasie meczów jest stale na łączach z asystentem Emanuelem Ribeiro. W Niecieczy miałem okazję siedzieć na trybunach obok niego i mimo że nic nie rozumiałem, bo panowie rozmawiali po portugalsku, to byłem pod wrażeniem, bo Gonçalo Feio mówił praktycznie bez przerwy i miałem odczucie, że słucham nie trenera, ale komentatora sportowego. W meczu z GKS-em jeszcze nie będzie go na ławce, ale jak sam podkreśla, perspektywa trybun też jest ciekawa i patrzy na mecz nieco inaczej niż z poziomu murawy.

Radomiak jest jedną z ekip, która zdecydowanie lepiej prezentuje się u siebie niż na wyjeździe. Co takiego jest przy Struga 63, co aż tak wam pomaga?
Kiedy w 2023 roku oddano do użytku nowy stadion Radomiaka, wówczas składający się z dwóch trybun, nie był naszym szczególnym atutem. Natomiast w tym sezonie, kiedy od listopada funkcjonują już cztery trybuny i po wielu latach oczekiwań wreszcie pojawiają się kibice gości, to atmosfera jest zupełnie inna. Doping jest fantastyczny – bywałem na wielu stadionach Ekstraklasy i w porównaniu do innych nie mamy się czego wstydzić. To na pewno motywuje piłkarzy i wpływa na ich dyspozycję. W tym sezonie tylko Jagiellonia i niestety Korona wygrały przy Struga. Zazwyczaj jednak jesteśmy bardzo mocni u siebie – wystarczy przypomnieć zwycięstwa 4:0 z Górnikiem, 5:1 z Pogonią, 3:0 z Cracovią i ostatnie 3:1 z Arką. Nikt nie ma łatwo w Radomiu i w niedzielę musicie się liczyć z ciężką przeprawą.

Od początku rundy wiele się mówi o kiepskim stanie murawy na większości stadionów Ekstraklasy. Jak będzie u was?
W porównaniu z czwartkowym meczem z Arką nie spodziewam się, aby stan murawy diametralnie się polepszył. Jest to problem wielu klubów, choć wiem, że wy możecie się pochwalić świetnie przygotowaną nawierzchnią i podobnie jest w Gliwicach. Gdzie indziej widać jednak trudy ciężkiej zimy – w Radomiu też nie jest idealnie, ale mogło być gorzej. W krótkim odstępie czasu gramy u siebie trzy mecze ligowe, a za chwilę będziemy gościć kadrę U-21 podczas meczu z Armenią. Nie wiem jak murawa to przetrzyma, ale mam nadzieję że z biegiem czasu będzie coraz lepiej. Nie można odmówić osobom zaangażowanym w utrzymanie boiska, że robią wszystko, co w ich mocy, aby w obecnych warunkach jak najlepiej przygotować boisko do gry. Radomiak jest zespołem technicznym, który lubi mieć piłkę przy nodze, więc boisko dobrej jakości jest naszym sprzymierzeńcem.

Kto będzie w niedzielę najlepszym piłkarzem z Radomia i dlaczego Bartek Nowak?
Bartek to piłkarz o olbrzymiej jakości piłkarskiej, mózg i serce GKS-u. Trener Górak powtarzał w wywiadach, że Nowak świetnie rozumie jego pomysł na grę i pomaga innym piłkarzom w realizowaniu go na boisku. Oby jak najwięcej zawodników, którzy do tego stopnia wyróżniają się na tle całej ligi. Bartek jest przecież Radomianinem, więc ten mecz może być dla niego inny niż wszystkie, bo przyjeżdża w rodzinne strony. Mimo to mam cichą nadzieję, że w niedzielę najlepszy piłkarz z Radomia zagra jednak w zielonej koszulce.

W ubiegłym sezonie to właśnie Radomiak witał nas w Ekstraklasie, jeszcze na starej Bukowej. Nie było to najmilsze powitanie.
Do tej pory nie miałem okazji zobaczyć waszego nowego stadionu, ale cieszę się, że tuż po waszym awansie mogłem zobaczyć mecz z wysokości trybun starego obiektu. Dość szybko na prowadzenie wyprowadził nas Rocha, dwukrotnie pokonując Kudłę i byłem wręcz zdumiony, jak duża jest różnica klas między naszymi zespołami. GKS zderzył się z Radomiakiem, który sezon wcześniej utrzymał się rzutem na taśmę, więc nie spodziewałem się takiej przewagi. W drugiej połowie obraz gry się zmienił, a Mateusz Marzec zdobył nawet gola po ładnym woleju i koniec końców GKS był bliski, aby tego meczu nie przegrać.

Jak oceniasz zmianę w postawie GKS-u, która od tamtego meczu zaszła na przestrzeni kolejnego 1,5 roku?
GKS był początkowo postrzegany jako typowy beniaminek, który jednak z pozycji underdoga punktował nadspodziewanie dobrze. Nie nazwałbym was czarnym koniem, ale przez cały sezon z powodzeniem utrzymywaliście się blisko środka tabeli. Podobnie radził sobie Motor, ale GKS był dla mnie większym zaskoczeniem. Pamiętam też nasz mecz rewanżowy, ostatni w 2024 roku, zakończony remisem 1:1 i to Radomiak musiał gonić wynik. Trener Górak mówił wtedy, że przyjmuje ówczesny dorobek GieKSy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z zadowoleniem śledziłem wasze dalsze losy, bo GKS to duża firma i dobrze, że zadomowiła się w Ekstraklasie. Początek nowego sezonu GKS miał jednak trudny i pamiętam, jak przed naszym meczem analizowałem tabelę. Pojedynek z Radomiakiem był dla was kluczowy i uważałem, że jeśli nie odbijecie się na nas, to mocno zakopiecie się w dolnych rejonach tabeli. Na szczęście dla was udało się odbić, zresztą po świetnym meczu. Macie dobrze skomponowany zespół: Rafał Strączek wygryzł ze składu Dawida Kudłę i radzi sobie bardzo dobre, solidna obrona na czele z Arkadiuszem Jędrychem, wspomniany wcześniej Nowak i – jak się z czasem okazało – jest też życie po Sebastianie Bergierze. W naszym ostatnim meczu z dobrej strony pokazał się też Marcin Wasielewski.

To właśnie on, do spółki z Nowakiem, przesądził o ostatecznym zwycięstwie z Radomiakiem przy Nowej Bukowej. Pamiętam ten pojedynek jako mecz pięknych goli i jeszcze lepszych parad bramkarzy. A jak ty wspominasz tamto spotkanie?
Mecz był rozgrywany w ramach Superpiątku jako świetna reklama Ekstraklasy. Z drugiej strony, oprócz pięknych goli były też kontrowersje, m.in. decyzja o nieuznaniu trzeciego gola Radomiaka. Jeśli dobrze pamiętam, w Lidze+ Ekstra uznano ją za błędną. Nasze mecze zwykle obfitują w gole, więc nie obraziłbym się, gdyby podobnie było w niedzielę. Radomiak u siebie jest drużyną usposobioną ofensywnie, więc w starciu z GKS-em, który jest uskrzydlony ostatnimi dobrymi wynikami, nie powinno być nudy i jestem przekonany, że w niedzielę przy Struga będzie się działo.

Którego z zawodników Radomiaka powinniśmy się obawiać najbardziej?
GKS musi uważać na Janka Grzesika i Rafała Wolskiego. Mam też nadzieję, że bardzo ładna bramka Romário Baró w meczu z Arką doda mu więcej pewności siebie. Jest też Vasco Lopes, który potrafi wypracować przewagę dryblingiem. Silnym punktem zespołu są grający z przodu Maurides i Abdoul Tapsoba. Nie będzie Capity, ale siłą Radomiaka jest to, że zespół wygląda coraz lepiej jako drużyna. Jeżeli mamy swój dzień, to jesteśmy groźni dla każdego w Ekstraklasie.

Jak twoim zdaniem będzie przebiegał niedzielny mecz i jakim wynikiem się zakończy?
Radomiak grający u siebie nie cofa się i nie czeka na kontry. Spodziewam się, że od początku ruszymy do ataku niesieni żywiołowym dopingiem. GKS być może zaczeka na to, co zaproponują gospodarze, natomiast w tej lidze trudno jest cokolwiek przewidzieć – jedna niespodziewana sytuacja może całkowicie wywrócić plan na mecz. Oczekuję dobrego widowiska i wielu goli, bo naprzeciw siebie stają bardzo dobre piłkarsko drużyny. Nigdy nie byłem dobry w typowanie wyników, ale biorąc pod uwagę formę Radomiaka u siebie stawiam na 2:1 dla gospodarzy.

Z rozbawieniem obserwowałem twitterowe zaczepki na oficjalnych kontach Radomiaka i Arki, nawiązujące do niedawnej awarii oświetlenia w Radomiu. W niedzielę prądu nie zabraknie?
To wstydliwa sytuacja dla Radomiaka, który jednak nie do końca miał na nią wpływ. Odbiór był jednak taki, a nie inny. Żałowaliśmy, że mecz z Arką nie odbył się w pierwotnym terminie, a szczególnie szkoda było kibiców z Gdyni, którzy na darmo przejechali przez pół Polski. Kolejne mecze w Radomiu przebiegły już jednak bez przeszkód i podobnie będzie w niedzielę. Ale dobrze, że gramy w miarę wcześnie, więc w razie czego damy sobie radę nawet bez prądu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.

Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.

Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.

W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga