Piłka nożna Prasówka
Wymowne tytuły w mediach po meczu Górnik Polkowice-GKS Katowice: Górnik-A. Błąd 0:2, Błąd za Błądem!
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat meczu IV kolejki II ligi Górnik Polkowice – GKS Katowice. Spotkanie zakończyło się wynikiem 0:2 (0:2).
ksgornik.eu – Górnicze starcie dla Katowic
[…] Pojedynek od samego początku był bardzo wyrównany. W 21 min. piłka po uderzeniu głową Mariusza Szuszkiewicza trafiła w poprzeczkę przyjezdnych. Goście odpowiedzieli 6 minut później. Przytomnie w polu karnym zachował się Adrian Błąd, który wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Jeszcze przed przerwą ten sam zawodnik po stałym fragmencie gry, strzałem z „woleja” podwyższył na 2:0 dla Gieksy. W drugiej odsłonie polkowiczanie starali się odrobić starty bramkowe, ale dobrze zorganizowała defensywa rywala nie dopuszczała piłkarzy Górnika do strzału. W 74 min. przed szansą zdobycia gola kontaktowego stanął Filip Baranowski, ale z 5-ciu metrów strzelił nad poprzeczką. Ostatnie minuty to wymiana ciosów, akcja za akcję.
dziennikzachodni.pl – Górnik Polkowice – GKS Katowice 0:2. Ekipa Góraka nabiera tempa
[…] W poprzedniej kolejce pokonali rezerwy Lecha Poznań, ale wyjazdowe starcie z Górnikiem Polkowice miało dać odpowiedź, czy ekipa Rafał Góraka wraca na właściwe tory.
Odpowiedź padła twierdząca. Górnik atakował, ale GKS strzelił gola dającego mu prowadzenie. W 26. minucie Maciej Stefanowicz był faulowany w polu karnym, ale ułamek sekundy później Adrian Błąd trafił do siatki z 10 metrów. Polkowiczanie nerwowo próbowali odpowiedzieć, ale tuż przed przerwą Błąd uderzył z 20 metrów bez przyjęcia i było 2:0. W drugiej połowie katowiczanie skoncentrowali się na pilnowaniu wyniku i udało im się to bez większych przygód. Ich zwycięstwo było całkowicie zasłużenie.
e-legnickie.pl – Górnik-A. Błąd 0:2
[…] GieKSa na boisko wyszła taką samą jedenastką, co w zwycięskim starciu z Lechem II Poznań. Pierwszy fragment był dla obu ekip rozpoznaniem, bowiem groziła zarówno GieKSa, jak i Górnik, chociaż to gospodarze byli częściej przy piłce, grożąc zwłaszcza akcjami z lewej strony boiska. Jedno z dośrodkowań skończyło się poprzeczką Mariusza Szuszkiewicza, który próbował zaskoczyć Bartosza Mrozka precyzyjnym strzałem głową.
Katowiczanie czekali na okazję z kontrataku i doczekali się w 26. minucie, gdy sędzia puścił grę po faulu na Macieju Stefanowiczu w polu karnym i Adrian Błąd idealnie przymierzył dając nam prowadzenie. Podopieczni trenera Janusza Niedźwiedzia rzucili się do odrabiania strat. Obrona GieKSy pozostała jednak zdyscyplinowana. Konsekwencja po tej stronie boiska przyniosła kolejną okazję w 43. minucie spotkania. Błąd dostrzegł opadającą przed pole karne piłkę i bez zastanowienia przymierzył z pierwszej piłki. Jakub Szymański nie miał żadnych szans, trafienie stadiony świata. Na przerwę goście schodzili z dwubramkowym prowadzeniem.
Po przerwie Górnik wyszedł ambitnie, od początku szukając bramki kontaktowej. Trener Górak miał sporo pretensji do swoich zawodników za niektóre zachowania w defensywie. GKS się cofnął i znów czekał na błędy rywala w rozegraniu. W 70. minucie Michał Kołodziejski znalazł piłkę na 10 metrze po odegraniu kolegi. Doszedł do strzału, ale futbolówka przeleciała wysoko nad poprzeczką. Po zawodnikach gospodarzy widać było ogromne zmęczenie, ale GieKSa musiała zachować w obronie czujność. W końcówce katowiczanie całą jedenastką bronili na własnej połowie i doprowadzili mecz do końca nie tracąc żadnej bramki.
sportdziennik.com – Błąd za Błądem! GieKSa wygrywa w Polkowicach
[…] Na taki występ GieKSy jej kibice jakiś czas czekali. Kontrola boiskowych wydarzeń, objęcie prowadzenia, brak głupich błędów w obronie i finalnie wyjazdowe zwycięstwo z solidnym rywalem. Wyprawa do Polkowic miała być testem, na ile ubiegłotygodniowa wygrana z młodzieżą z Lecha II Poznań to zwiastun powrotu na właściwe tory, a na ile jedynie „wypadkiem przy pracy” po fatalnym początku sezonu i krakowskich porażkach z Garbarnią i Hutnikiem. Ten test został zaliczony przez podopiecznych Rafała Góraka bardzo dobrze.
Wielka w tym zasługa Adriana Błąda. 29-letni pomocnik, który odwiedził rodzinne strony (pochodzi z pobliskiego Lubina), zdobył obie bramki. Obie – przedniej urody. W 26. minucie strzałem pod poprzeczkę zwieńczył wymianę piłek, jaką w polu karnym urządzili sobie Filip Kozłowski i Maciej Stefanowicz. W 42. minucie zaś po wrzucie z autu innego „katowickiego lubinianina”, Arkadiusza Woźniaka, i przegłówkowaniu Arkadiusza Jędrycha, Błąd posłał zza pola karnego lewą nogą kapitalny wolej w róg polkowickiej bramki. W poprzednim sezonie podobnego gola w Toruniu strzelił Stefanowicz, ten sobotni Błąda urodą bynajmniej mu nie ustępował. Było na co popatrzeć, a 29-latkowi na pewno nie zaszkodziło to, że przed sezonem stracił kapitańską opaskę na rzecz Jędrycha.
Błąd był postacią pierwszoplanową, ale za cichego bohatera może uchodzić Kozłowski. Takiego napastnika GKS nie miał już dawno. Bierze grę na siebie, umiejętnie się zastawia, pracuje dla zespołu… Rafał Górak wiedział, kogo sprowadza z Torunia. Inny znany mu zawodnik ściągnięty na Bukową latem, Michał Kołodziejski, daje kibicom nadzieję na to, że zakończone zostały na jakiś czas poszukiwania partnera dla Jędrycha na środek obrony. O taką solidność chodzi. Mógł nawet wpisać się na listę strzelców, lecz w II połowie po kolejnym aucie Woźniaka uderzył nad bramką. Polkowiczanie, z którymi w poprzednim sezonie GieKSa miała mnóstwo problemów, najbardziej mogli z kolei żałować okazji jeszcze ze stanu 0:0, gdy w poprzeczkę po rzucie wolnym Kamila Wacławczyka główkował Mariusz Szuszkiewicz. Katowiczanie na wiele im nie pozwolili, w drugiej połowie zdrzemnęli się tylko raz, gdy Filip Baranowski spudłował po świetnym dograniu Piotra Azikiewicza.
GKS odniósł drugie z rzędu zwycięstwo i szybko doszlusował do szerokiej czołówki drugoligowej tabeli.
sportslaski.pl – Kryzys w „GieKSie” zażegnany? Błąd efektownie wypunktował Górnika
Dublet Adriana Błąda w pierwszej połowie pozwolił GKS-owi Katowice odnieść wyjazdowe zwycięstwo nad Górnikiem Polkowice. Tym samym podopieczni Rafała Góraka znacząco poprawili swoją sytuację w ligowej tabeli i wygrali drugi ligowy mecz z rzędu po raz pierwszy od grudnia zeszłego roku.
[…] Pierwszą stuprocentową okazję na otwarcie wyniku, mimo początkowego naporu zawodników trenera Góraka, stworzyli sobie jednak gospodarze. W 20. minucie dokładne dośrodkowanie z prawej strony boiska mógł wykorzystać Mariusz Szuszkiewicz, ale uderzenie głową nieupilnowanego pomocnika zatrzymało się tylko na poprzeczce.
Gdy już się wydawało, że polkowiczanie zaczynają łapać oddech i być może przejmą boiskową inicjatywę na dłużej, to GKS zdołał przełamać negatywną serię i w końcu zdołał wyjść na prowadzenie w drugoligowym spotkaniu jako pierwszy. Cała akcja bramkowa rozpoczęła się od świetnego zachowania w polu karnym Filipa Kozłowskiego, który umiejętnie zastawił się z piłką, a następnie zagrał ją piętą do wychodzącego na dogodną pozycję Macieja Stefanowicza. Środkowy pomocnik został niemal powalony w szesnastce przez obrońcę Macieja Kowalskiego-Haberka, ale sędzia Śliwa nie podyktował rzutu karnego, gdyż zawodnik „GieKSy” chwilę przed faulem odegrał futbolówkę do Adriana Błąd. Doświadczony piłkarz popisał się dokładnym uderzeniem wewnętrzną częścią stopy w stronę prawego okienka, dzięki czemu zapewnił swojej ekipie upragnione prowadzenie.
W kolejnych minutach na placu gry wciąż działo się sporo, ale jeżeli którąś z drużyn należałoby wyróżnić za nieco aktywniejsze poczynania oraz większą kulturę gry, byliby to zawodnicy Górnika z Polkowic. Za ich niezłymi poczynaniami nie szły jednak w parze kolejne sytuacje bramkowe, natomiast przyjezdni ze Śląska wciąż mogli pochwalić się zabójczą wręcz skutecznością. Potwierdzeniem tego stanu rzeczy była sytuacja z 42. minuty, gdy w roli głównej ponownie wystąpił Błąd. Pomocnik dopadł po krótko wybitej piłki przez jednego z defensorów i oddał potężny strzał z woleja z około 20 metra.
Doświadczony 29-latek nie dał tym samym szans wypożyczonemu z Górnika Zabrze Jakubowi Szymańskiemu na skuteczną interwencję i w bardzo efektowny sposób przypieczętował zdobycie przez siebie dubletu. Co ciekawe, Błąd ostatni raz świętował zdobycie dwóch goli w marcu 2019 roku, gdy jeszcze na boiskach I Ligi dwukrotnie zmusił do kapitulacji bramkarza GKS-u Jastrzębie. Po pierwszej połowie nastroje w obozie gości były zatem znakomite, nawet pomimo faktu, że katowiczanie w dużej mierze skupiali się na grze defensywnej, ale w odpowiednich momentach byli w stanie bezwzględnie wypunktować aktywnego przeciwnika
Po zmianie stron obraz gry specjalnie nie ulegał zmianie. Nie mogło to dziwić, gdyż Górnik musiał rzucić wszystkie siły do ofensywy, by odrobić choć część powstałych strat. Przyjezdni wykazywali się jednak odpowiednią czujnością w obronie, a za sprawą m.in. bardzo aktywnego Filipa Kozłowskiego czy autora dwóch sobotnich bramek Adriana Błąda starali się od czasu do czasu przenosić ciężar gry również do ataku.
[…] Ostatecznie dobre i żywe spotkanie zakończyło się dwubramkowym zwycięstwem katowiczan, którzy tym samym zapisali na swoim koncie drugi komplet punktów z rzędu. Wygrana pozwoliła wyprzedzić podopiecznym Rafała Góraka swojego sobotniego rywala i awansować na szóste miejsce, mimo rozegrania do tej pory tylko trzech ligowych spotkań.
Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.
Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!
Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):
Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej
PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej
Posłuchaj archiwalne podcasty:
Jesteśmy dostępni także na Spotify:.
Felietony Piłka nożna
Dokąd zmierzacie Szoszoni?
Po 23 latach GKS Katowice wraca do Europy. Niezwykłym faktem jest to, że trafiając na tak bliskiego geograficznie rywala jak MŠK Žilina, GieKSa zagra w pucharach z przeciwnikiem oddalonym zaledwie jedną czwartą odległości od miejsca, w którym te puchary drużyna sobie w lidze zapewniła. Jeśli Baltika Kaliningrad nie wywalczyła kiedyś pucharów w ostatniej serii gier z Łucz Energią Władywostok, to zapewne próżno szukać takiej sytuacji w annałach europejskiej piłki.
W lidze wyjazd 150 kilometrów kwalifikujemy jako nie najbliższy, ale bliski. Przecież to mniej niż choćby do Wrocławia, a przecież tam to jest szast prast i jest się na miejscu. Tak więc logistycznie wypadło dla GKS idealnie – brak konieczności lotu, a i dla kibica jest to wycieczka bardzo łatwa. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie przekraczać granice w Zwardoniu, to odcinek autostrady D3 (Skalite – Svrčinovec) jest zamknięty i trzeba jechać wioseczkami i miasteczkami m.in. przez Oszczadnicę. Wiadomo – jeśli chodzi o przygodę dla kibiców, to lepszy byłby Hajduk, ale przygody zostawmy sobie po prostu na następne rundy.
MŠK Žilina to drugi po Slovanie Bratysława najbardziej utytułowany klub Słowacji. Został założony w 1908 roku pod węgierską – w wyniku madziaryzacji – nazwą Zsolnai Testgyakorlók Köre (Klub Gimnastyczny w Żilinie). Później nazwa zmieniana była kilkukrotnie, choć w latach 1919-1948 była bliska obecnej – ŠK Žilina. Zresztą tak samo nazywał się w latach 1990-1995 i właśnie wtedy dodana została literka „M”, czyli „Miejski”. Pierwsze sukcesy klub odniósł w latach 1928 i 1929 w nieoficjalnych rozgrywkach zdobywając Mistrzostwo Słowacji. To był czas, kiedy istniała Czechosłowacja i był okres, w którym najlepsze drużyny słowackie grały w fazie play-off o mistrzostwo łączonego kraju. W omawianych latach nie miało to jednak miejsca.
W lidze czechosłowackiej zespół grał przez 30 sezonów, a najwyższym miejscem z tamtego czasu było czwarte w sezonie 1946/47. Wielkimi zgłoskami zapisał się początek lat 60. W pierwszej w historii edycji Pucharu Czechosłowacji ówczesne Dynamo Żilina dotarło aż do finału, gdzie w Ołomuńcu uległo praskiej Dukli 0:3. Jako, że Dukla zdobyła mistrzostwo, Słowacy dostali przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam to zrobili niemałą furorę, dochodząc aż do ćwierćfinału, choć były to czasy, że aby dotrzeć na ten szczebel wystarczyło przejść… jedną rundę.
W dwumeczu Żilina trafiła na grecki Olympiakos. W pierwszym meczu w Pireusie goście mimo dwukrotnego tracenia prowadzenia, w 87. minucie jednak dopięli swego, gdy Julius David po raz trzeci trafił do siatki. W rewanżu Słowacy wygrali 1:0 po golu Vladimira Pisarika.
Prawdziwa bomba miała miejsce w ćwierćfinale. Dynamo trafiło na broniącą pucharu Fiorentinę i w pierwszym meczu to właśnie klub z Żiliny sensacyjnie wygrał to spotkanie 3:2, wprawiając w osłupienie byłego wicemistrza świata, węgierskiego trenera Nandora Hidegkutiego, mającego swego czasu swój epizod na ławce w… Stali Rzeszów. W rewanżu jednak faworyt odrobił straty i wygrał 2:0.
Ciekawostka! Bramkarzem Żiliny w tych spotkaniach był zawodnik nazywający się… František Plach. Tak, to nie przypadek – był to dziadek obecnego golkipera Piasta Gliwice, mającego to samo imię, co świadczy, że była to persona poważana i szanowana w rodzinie. Kontuzjowanemu od marca wnukowi słynnego dziadka życzmy dobrej rekonwalescencji i dalszego dochodzenia do siebie po marcowym urazie kolana.
W nowożytnej historii, czyli grze już w stricte w lidze słowackiej – po rozpadzie Czechosłowacji – MŠK Žilina odniosła sporo sukcesów. Siedmiokrotnie zdobyli mistrzostwo, choć pięć z tych tytułów przypadło na pierwszą dekadę XXI wieku. Dodatkowo dwukrotnie zdobyli Puchar Słowacji i cztery razy byli finalistą. To właśnie zdobycie pucharu w tym roku dało piłkarzom Pavola Staňo przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.
Pavol Staňo to postać w polskiej piłce aż nadto znana. Jako piłkarz rozegrał aż 243 mecze w ekstraklasie i zdobył 23 bramki. Występował w Polonii Bytom, Jagiellonii, Koronie, Podbeskidziu i Termalice.
W XXI wieku Słowacy zagrali niezliczoną ilość spotkań w europejskich pucharach. Raz nawet awansowali do Ligi Mistrzów, gdy w decydujących bojach dwukrotnie wygrali ze Spartą Praga, ale w grupie już poszło im fatalnie – przegrali wszystkie sześć meczów, a z Marsylią polegli u siebie aż 0:7. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to na pewno słowaccy kibice wspominają triumf na Villa Park w 2008 roku, kiedy to niedoceniany przybysz z Europy środkowej wygrał z Aston Villa 2:1, co oklaskiwał z ławki trenerskiej dobrze znany w Polsce Dusan Radolsky. Co ciekawe Żilina, która teraz przecież przegrała dwumecz z Hajdukiem, wyeliminowała Chorwatów w 2009 roku w eliminacjach do Ligi Europy. Z ciekawszych wyników na uwagę zasługuje zwycięstwo z luksemburskim Dudelange… 5:4 oraz niesamowita końcówka dwumeczu z Worskłą Połtawa z 2015 roku. Żilina w pierwszym spotkaniu wygrała 2:0, taki sam wynik, tyle że na korzyść Ukraińców był po 90 minutach rewanżu. W dogrywce Worskła strzeliła na 3:0, ale w doliczonym czasie goście ze Słowacji zdołali strzelić gola dającego awans – wtedy jeszcze bramki na wyjeździe były premiowane. Potem Żilina nawet wygrała pierwszy mecz z Athletikiem Bilbao 3:2 (przegrywając 0:2 do przerwy!), ale w rewanżu Baskowie ugrali 1:0.
W poprzednim sezonie doszło w końcu do starcia MŠK Žilina z polskim klubem, mianowicie Rakowem Częstochowa. Medaliki nie zostawiły złudzeń Słowakom wygrywając 3:0 u siebie i 3:1 na wyjeździe. W dwumeczu tym debiutował w europejskich pucharach Oskar Repka, dla którego pierwsze starcie było dopiero drugim meczem w ogóle w barwach Rakowa, po inauguracji przeciw GKS Katowice. Choć proforma dodajmy, że w 1997 roku Żilina zmierzyła się w Pucharze Intertoto z Odrą Wodzisław, a było to o tyle ciekawe, że teoretycznie niemająca szans na Puchar UEFA Odra została właśnie zgłoszona do rozgrywek „Pucharu Lata”. Intertoto odbywało się wówczas jeszcze w trakcie trwania poprzedzającego sezonu i na finiszu ligi wodzisławianie jednak do Pucharu UEFA się dostali – kosztem GieKSy. Odra zremisowała z Żiliną 0:0, a trenerem gości było – co za zaskoczenie – Dusan Radolsky.
1 maja 2026 MŠK Žilina zdobyła swój trzeci Puchar Słowacji. W rozegranym u siebie, czyli na Stadioniem pod Dubnom, drużyna wygrała z FC Košice 3:1. Bramki zdobyli Michal Fasko, Filip Kasa i Marko Roginić. Tym samym trofeum wróciło do Żiliny po 14 latach. Co ciekawe z rywalem z Koszyc zespół zmierzy się w pierwszej kolejce nowego sezonu i pojedynek ten odbędzie się pomiędzy dwoma meczami z GKS Katowice.
Przez lata przewinęło się przez ten klub wielu nie tylko znanych zawodników, ale przede wszystkim znanych nam – polskim kibicom. Z racji bliskości do polskiej granicy, wielu słowackich zawodników czy trenerów mieliśmy okazję gościć na terytorium naszego kraju, ale przecież też Polacy zaznaczyli swój ślad w klubie spod Małej Fatry.
Obecnie barw słowackiego klubu broni Fabian Bzdyl, młodzian z Cracovii, który jednak nie miał okazji zagrać na Nowej Bukowej w przegranym przez Pasy 1:2 meczu. W przeszłości w Żilinie grał jeszcze Dawid Kurminowski i robił tam niemałą furorę – strzelając w 52 meczach aż 27 bramek i mając na koncie tytuł króla strzelców w sezonie 2020/21 z 19 trafieniami na koncie. No i największa obecnie gwiazda Jakub Kiwior, który z Železiarne Podbrezová trafił właśnie do Żiliny i rozegrał tam 50 meczów. Dobre występy zaowocowały transferem do Spezii, a potem piłkarz zdobył kontrakt życia w Arsenalu. Obecnie broni barw FC Porto.
A piłkarze, którzy grali w Żilinie oraz w polskich rozgrywkach: Aleš Besta strzelił nam kiedyś bramkę w meczu Górnika z GieKSą, gdy rozpoczynała się i umacniała ówczesna zgoda, a na Roosevelta, na starym jeszcze stadionie, przy 20 tysiącach kibiców mieliśmy piłkarskie święto. W Polsce grali lub grają przecież Wahan Biczachczjan, Roman Gergel, Ľubomír Guldan, Róbert Jež, Dušan Kuciak, Samuel i Patrik Mrázowie, Ján Mucha, Róbert Pich, František Plach, Ivan Trabalik czy Kristian Vallo.
Zdecydowanie największą karierę w światowej piłce zrobił Milan Škrinjar, reprezentant Słowacji, wychowanek tego klubu, który rozegrał niemal dwieście meczów w Interze Mediolan, a grał też w PSG. Zawodnik obecnie gra w Fenerbahçe i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Polscy kibice mogą pamiętać Stanislava Sestaka, który niegdyś w Bratysławie w dwie minuty strzelił dwie bramki reprezentacji Polski w eliminacjach do Mundialu 2010 odwracają losy spotkania. No i oczywiście Martin Dúbravka, wieloletni bramkarz Newcastle United. Ostatnio grał w Burnley, a pod koniec czerwca został ogłoszony zawodnikiem Tottenhamu.
MŠK Žilina ma też powiązania z GieKSą. Jedno przeszłe, jedno obecne. Oliver Praznovsky grał w GKS przez dwa sezony. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w formie był zawodnikiem bardzo solidnym. Katowicki Senderos strzelił cztery bramki dla naszego zespołu. Potem m.in. przez cztery lata grał w Chrobrym Głogów. No i obecny zawodnik – Marko Roginić. Chorwat w GieKSie był przez półtora sezonu i rozegrał 43 mecze zdobywając zawrotne 3 bramki – przeciw ŁKS, Łęcznej i Tychom – co ciekawe wszystkie na wyjeździe. Potem właśnie trafił do zespołu z Lubelszczyzny.
Nazwa stadionu MŠK Žilina wprost nawiązuje do wzgórza Dubeň znajdującego się nieopodal – po drugiej stronie rzeki Wag, a widocznego z samego obiektu. Analogicznie więc z wieży widokowej na górze tejże, widać stadion, jak i całą piękną panoramę miasta. Na tym jednak widoki się nie kończą, gdyż Żilina znajduje się nieopodal Małej Fatry ze swoimi wysokimi szczytami i bardzo wymagającymi podejściami na Wielki Krywań, Stoh czy Wielki Rozsutec, szpizczastą górę widoczną świetnie choćby z naszej Magurki Radziechowskiej w Beskidzie Żywieckim. Swoją drogą obiekt ten tak do złudzenia przypomina stadion Górnika Łęczna, że wspomniany Roginić, gdy zmieniał barwy klubowe musiał mieć w głowie niezłe zamieszanie i zastanowienie, czy aby na pewno transfer doszedł do skutku i nadal nie dźwięczyły mu w głowie tony głosu Krzysztofa Cugowskiego.
Drużyna i trenerzy Żiliny mieli duże aspiracje przed meczami z Hajdukiem. Pavol Staňo zapowiadał, że zespół chce grać swoją i odważną piłkę. Czy jednak te słowa mogły się ziścić? Piłkarze ze Słowacji w Splicie nie zaprezentowali się najlepiej, choć mimo to mieli swoje stuprocentowe okazje, których nie wykorzystali Hranica i Roginić, a jeden z obrońców Hajduka nieomal zaliczył „estońską sztuczkę”, bo bramkarz znajdował się za światłem bramki, ale po przeciwległej stronie i podanie do pustaka… minimalnie minęło lewy słupek. Tak, chorwacki obrońca zrobił to co należy, czyli nie zagrał w światło bramki, ale serce kibicom Torcidy podeszło do gardła, a nasi południowi sąsiedzi mieli nadzieję. Märtenowi Kuuskowi życzymy wszystkiego dobrego w barwach Dumy Stolicy!
Fani z Żiliny nie byli pocieszeni. W sieci pojawiło się utyskiwanie na postawę zespołu w tym meczu, ale też kibice zwracali uwagę na szerszy kontekst, czyli zarówno brak wzmocnień, jak i kontynuację słabej gry z końcówki poprzedniego sezonu.
„Kpiną jest to, że na Europę nie zostało wystawione ani jedno wzmocnienie, ale to nie jest niespodzianka w ostatnich latach”
„Wynik z przebiegu meczu powinien brzmieć 6:1. Zero obrony”
„Możemy się cieszyć, że z tak nędzną grą, mamy taki wynik. Z drużyny, która miała tytuł w garści, zajęliśmy czwarte miejsce na wiosnę, a puchar był cudem”
„Strasznie słaby występ wczoraj. Atak to katastrofa, Roginič i Faško wypadli z formy, czuję się jakbyśmy ich tam nie mieli”
„Žilina = obolałe oczy, nieszczęście”.
Trudno się dziwić frustracji kibiców, bo rzeczywiście – mimo, że drużyna awansowała do pucharów, to wiosna do dobrych nie należała. Sezon zasadniczy (22 kolejki) Żilina zakończyła na 3. miejscu z sześciopunktową stratą do lidera. Bilans 11-7-4 nie wyglądał najgorzej. Grupa mistrzowska to jednak były cztery zwycięstwa i sześć porażek. W ostatnich pięciu kolejkach sezonu drużyna przegrała czterokrotnie. To skutkowało wypadnięciem poza podium i strefę pucharów, dlatego tak ważne było zdobycie Pucharu Słowacji.
Patrząc na składy z meczu z Rakowem sprzed roku, widać, że w zespole doszło do kilku przetasowań. W pierwszym meczu grało czterech, a w drugim pięciu zawodników, których już w klubie nie ma. Przede wszystkim odszedł młody, zdolny Ghańczyk Samuel Gidi, który trafi do Cincinati i w Major Leauge Soccer rozegrał już (na raty – 2 pobyty) 23 mecze, grając m.in. przeciw takim gwiazdom jak Leo Messi. To była ważna postać, bo w Żilinie zawodnik rozegrał ponad sto meczów. No ale odeszli też tacy piłkarze jak Ľubomír Belko (Viking), Samuel Kopásek (Pardubice, a dosłownie wczoraj wypożyczony do Lechii Gdańsk), Adrián Kaprálik (Holstein Kiel) czy Dávid Ďuriš (Rosenborg).
Popularni Szoszoni kilka lat temu nie mogli być jednak pewni, że ich klub nadal będzie znajdował się na piłkarskiej mapie Słowacji. Krótko bowiem po ogłoszeniu w Europie pandemii, trzy tygodnie po przerwaniu rozgrywek – MŠK Žilina ogłosiła komunikat z enigmatycznym określeniem „postawienia klubu w stan likwidacji”. Powodem była fatalna sytuacja finansowa. Klub w związku z nią chciał obciąć siedemnastu najlepiej zarabiającym piłkarzom aż 80 procent pensji, na co zawodnicy nie chcieli przystać, choć byli gotowi na zrzeczenie się pewnej części wynagrodzenia. W związku z odmową piłkarze dostawali wypowiedzenia. Problem polegał na tym, że klub nie ogłaszał bankructwa, chciał po prostu ogarnąć finanse – sportowo w przypadku powrotu do rozgrywek, drużyna miałaby do nich przystąpić, tylko grając juniorami, ewentualnie tymi, którzy zgodziliby się na drastyczną obniżkę apanaży i zostali w klubie. Nasi Kurminowski i Kiwior byli wówczas młodymi zawodnikami, więc ich tak drastyczna obniżka pensji nie dotyczyła i w klubie zostali. Jednym z tych, który odszedł był obecny bramkarz Piasta Gliwice, który trafił do klubu w obliczu kontuzji Placha – Dominik Holec, który sam głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tej 80-procentowej obniżki. Natomiast, że stara miłość nie rdzewieje pokazali inni zawodnicy, którzy wówczas rzeczywiście z klubu odeszli, ale dziś po kilku latach znów bronią barw MŠK Žilina – jak choćby Filip Kasa czy kapitan Miroslav Kacer.
A dlaczego w ogóle MŠK Žilina to Szoszoni? Przydomek i maskotka nawiązują do grupy plemion indiańskich. Plemiona te zamieszkujące m.in. tereny dzisiejszych stanów Wyoming i Idaho, zajmowały się głównie łowiectwem i zbieractwem. Ich głównym pożywieniem były orzeszki piniowe, ale ci, którzy mieli zdolność polowania, próbowali zdobyć zające wielkouche, ale także sarny, bizony czy antylopy. Była to grupa uboga, wedle relacji amerykańskich i brytyjskich traperów nie stanowili mocnej siły w tym regionie. Dodatkowo dochodziło do starć i nieporozumień ze względu na wybijanie przez traperów populacji bobra, która to była dla Szoszonów m.in. źródłem odzieży. Rząd USA próbował ogarnąć sytuację, stworzyć rezerwaty i dostarczać im środki na przetrwanie, ale wyglądało to różnie, a na pewno dość szorstko i dochodziło na tym tle do wielu nieporozumień.
Co ciekawe nie tylko amerykańskie, ale i afrykańskie wątki dotyczą naszego najbliższego rywala. W 2018 roku założono bowiem w Ghanie filię MŠK Žilina, mianowicie MŠK Žilina Africa FC. Klub zlokalizowany jest w Labadi na przedmieściach Akry i występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. W zakończonym sezonie zespół w czterozespołowej grupie play-off o awans zajął trzecie miejsce, w niefortunnym układzie punktów 6-6-6-0 (Czesław Michniewicz na Euro U-21 nie lubi tego). Drużyna wygrała dwa mecze i jeden przegrała, ale bilans bramkowy 2:2 nie pozwolił wywalczyć awansu na zaplecze. Między klubem-matką, a ghańską filią rzadko dochodziło do wymian piłkarzy, ale wspomniany wcześniej Samuel Gidi był właśnie tą perełką wyłowioną z afrykańskiego kraju. Zawodnik przyjął słowackie obywatelstwo i zagrał sześć meczów w młodzieżówce.
Swoją drogą nazwy trzecioligowych ghańskich drużyn są… specyficzne. True Life, Prestige, Immigration, Ghana Army, Third World, Still Believe, John Paintsil czy Mobile Phone People raczej przywołują skojarzenia z rozgrywek Red Boxa lub innych lig szóstek. Dla młodszych i niewtajemniczonych kibiców przypomnę, że np. John Painstil to po prostu były reprezentant Ghany w piłce nożnej, uczestnik Mundialu w 2006. Natomiast jeśli chodzi o filię lub (?) fancluby (?) to można tam znaleźć także choćby… Schalke 04 czy Besiktas Berlin.
Wróćmy do dwumeczu z Hajdukiem. W rewanżu Żilina zaczęła grać, ale… zbyt późno. Kiedy Van Hoorenbeeck strzelał dla gości bramkę do szatni, wydawało się, że wszystko jest pozamiatane. Pogoń Żiliny zakończyła się strzeleniem dwóch bramek, z czego tej drugiej w doliczonym czasie gry. Na więcej nie starczyło czasu. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Roginić, natomiast dwukrotnie zawodnik ten tak szpetnie zmarnował stuprocentowe sytuacje, że naprawdę trudno się dziwić komentarzowi jednego z fanów zespołu: „Ale ten chłopak to drewno!”.
Kibice zwracali uwagę na dobrą postawę w drugiej połowie.
„Gdyby grali tak, jak przez ostatnie 30 minut to skończyłoby się 4:1”
„Dlaczego od początku nie grał Bzdyl?”.
Prawda. Fabian zastąpił kapitana Miroslav Káčera i wniósł mnóstwo ożywienia dla gry zespołu. Wypracował drugiego gola.
Kapitan zespołu Miroslav Káčer powiedział, że ma nadzieję, że w kolejne rundzie z tych sytuacji, które sobie wykreują, bramki będą już strzelać. Obrona GKS musi się więc mieć na baczności.
Bardzo ciekawy komentarz zawarł jeden z kibiców, który patrzy na szerszy kontekst:
„Po zwycięstwie w Pucharze Słowacji pan Antošík zapowiadał: „Tym razem chcemy odnieść sukces w Europie. Sprowadzimy dwóch nowych zawodników!”. Tymczasem znów zamieniliście to w przedsięwzięcie czysto biznesowe. Wystawialiście do gry piłkarzy, których chcieliście sprzedać. Z Polakami też odpadniecie, a potem nastąpi kolejna wyprzedaż – dokładnie tak jak ostatnim razem. Czy dziwi was, że cała Żylina i okolice kompletnie nie interesują się waszą drużyną piłkarską?”.
To daje obraz, że kibice są niezadowoleni nie tylko z braku wzmocnień, ale z permanentnych osłabień, ba – niektórzy przewidują odejścia zawodników jeszcze przed dwumeczem z GieKSą. Ktoś inny napisał:
„Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz Polacy wygnają nas z europejskich pucharów”
Całość pokazuje, że mimo triumfu w krajowym pucharze, nastroje kibiców w kontekście kilku ostatnich lat najlepsze nie są. Systematyczne porażki w pierwszych rundach europejskich pucharów są dla żilinian frustrujące. Mają oni nadzieję na przejście GKS, jednak zdania są podzielone – jedni uważają rewanżowy mecz z Hajdukiem za dobry prognostyk, inni mają dość sporo defetyzmu i przewidują porażkę.
Czy Adam Zreľák zagra przeciw swoim rodakom to zawsze jest niewiadoma, ale w przeszłości miał już tę okazję. W barwach Rużomberoka strzelił przeciwko Żilinie gola i zaliczył asystę.
Dla GKS Katowice europejskie puchary to wielka niewiadoma. Dodatkowo katowiczanie nie trafiają na amatorów z San Marino czy Andory, jak to kiedyś bywało w przypadku polskich drużyn we wczesnych fazach. Trafiamy na drużynę z regionu, niesłabą i też nieprzesadnie mocną. Wydaje się, że liga słowacka jest nieco słabsza od polskiej, co by dawało pewną przewagę naszej drużynie. Z drugiej strony rywale są na europejskiej arenie dość ograni. Nie ma więc chyba co dywagować, kto jest faworytem tej potyczki. Na pewno rywal jest w zasięgu, a dwumecz Rakowa z poprzedniego roku wyraźnie to pokazał.
Źródła:
Wikipedia PL
Wikipedia EN
https://igol.pl/msk-zilina-likwidacja-co-oznacza/
Transfermarkt
https://sciezkimojegoswiata.pl/2020/09/26/vyhliadkova-veza-duben-czyli-wieza-widokowa-w-zylinie/
90minut.pl
https://www.mskzilina.sk/
Facebook – MŠK Žilina
Foto: https://img.uefa.com/imgml/stadium/uw/65053.jpg
Piłka nożna
Bliżej Żiliny
Hajduk Split wygrał w pierwszym meczu pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy z MSK Żilina 2:0. Przegrany tego dwumeczu będzie rywalem GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji.
Pierwszą bramkę zdobył w 22. minucie Roko Brajković, pięknym technicznym strzałem z kilkunastu metrów pokonując Jakuba Badzgona. Drugie trafienie zaliczył Dalisson, który przeprowadził indywidualną akcję i płaskim strzałem zza pola karnego podwyższył prowadzenie swojego zespołu.
Hajduk był zespołem dominującym i stworzył sobie jeszcze kilka sytuacji, jednak Żilina również miała swoje okazje – m.in. znakomitych sytuacji sam na sam nie wykorzystali Timotij Hranica i Marko Roginić.
Rewanż odbędzie się w czwartek 16 lipca o 20:30 w Żilinie.
Pierwszy mecz drugiej rundy eliminacji Ligi Konferencji GKS Katowice rozegra na wyjeździe 23 lipca.
Hajduk Split – MSK Żilina 2:0
Bramki: Brajković (22), Dalisson (49).
Hajduk: Silić – Acapandie, Maresić, Van Horenbeeck, Hrgović, Brajković (79. Hodak), Pajaziti, Pukstas, Dalisson (79. Del Moral), Melnjak (73. Huram), Sego (86. Livaja).
Żilina: Badzgon – Paliscak, Kasa (63. Minarik), Narimanidze, Hranica (82. Datko), Kaceer (71. Adang), Bzdyl, Kasko (63. Ilko), Kosa (63. Florea), Bari, Roginić.

Kato
20 września 2020 at 10:27
Jeszcze wygrany hokej w niedziele i z uśmiechem w poniedziałek do pracy.
Przynajmiej w tabelach poprawa na plus i ładne bramki.
Abyśmy takie oglądali często na Bukowej i oczywiście w Satelicie.