Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Wielosekcyjny przegląd mediów: Grzegorz Słaby: Nie popadamy w huraoptymizm
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy. W miniony weekend drużyny z poszczególnych sekcji GieKSy ze zmiennym szczęściem startowały w rozgrywkach ligowych.
Piłkarze wygrali z rezerwami Lecha Poznań 3:1 (1:1). Doniesienia mass mediów po tym meczu znajdziecie tutaj. Drużyna żeńska przegrała na wyjeździe z aktualnym mistrzem Polski, Górnikiem Łęczna 1:4 (1:2).
Siatkarze i hokeiści rozpoczęli rozgrywki ligowe. Siatkarze udanie zainaugurowali sezon: wygrali 3:0 w Suwałkach z Ślepskiem Malow. Hokeiści na rozpoczęcie rozgrywek rozegrali dwa spotkania, z różnym skutkiem. W piątek przegrali z KH Energ Toruń 2:3. W niedzielę z kolei wygrali w Sosnowcu, po dogrywce, z Zagłębiem 3:2.
PIŁKA NOŻNA
2×45.info – Chojniczanka z kompletem punktów, przełamanie GKS-u Katowice. Świetny come back Motoru
[…] Pierwsze zwycięstwo w sezonie zanotował GKS Katowice, który przed własną publicznością wygrał z rezerwami Lecha Poznań.
[…] Po dwóch porażkach (jednej pucharowej i jednej ligowej) przełamał się GKS Katowice. Śląska ekipa wygrała na własnym stadionie z rezerwami Lecha Poznań 3:1. Jako pierwsi prowadzenie objęli goście, gdy dobre dośrodkowanie wykorzystał Jakub Karbownik. Tuż przed przerwą do wyrównania doprowadził jednak Adrian Błąd. Kilka chwil po przerwie efektownym trafieniem popisał się były gracz „Kolejorza”, Krystian Sanocki, a w końcówce wynik ustalił Marcin Urynowicz.
tylkokobiecyfutbol.pl – Mistrz znów wygrywa. Już wszystko na właściwych torach
[…] Mistrzynie Polski pokonały w sobotę pewnie 4:1 katowicką GieKSę, odnosząc pierwsze domowe zwycięstwo w sezonie.
Przed kamerami TVP SPORT pokazać się znów chciały piłkarki gości i to one od pierwszych minut ruszyły do ataków. Szybko jednak dominację uzyskały Mistrzynie Polski. Już w pierwszych minutach do siatki Klimek trafiła Hmirova, lecz sędzia Sylwia Biernat dostrzegła spalonego. Gospodynie dalej atakowały i miały kolejne akcje bramkowe. Ewelina Kamczyk w dogodnej okazji przestrzeliła nad bramką Klimek. Chwilę potem idealną okazję do objęcia prowadzenia miały przyjezdne, lecz Nadia Stanović ostemplowała poprzeczkę Palińskiej.
W 27. minucie z powodu kontuzji boisko musiała opuścić Lefeld, zastąpiła ją Ratajczyk. Dziesięć minut później gospodynie otworzyły wynik spotkania. Świetnym strzałem z dystansu popisała się Hmirova. Chwilę potem asystowała przy golu Kamczyk na 2:0. Bardzo gorąco zrobiło się w Łęcznej, bo trzy minuty później GieKSa za sprawą Kozak zdobyła kontaktowego gola.
Górnik jednak już jest sobą. Tuż po zmianie stron znów asystowała Hmirova, a Karczewska trafiła na 3:1. Mistrz już dominował i kontrolował spotkanie do ostatnich minut. Swoje okazje miały jeszcze Zdunek, czy Hmirova. W samej końcówce wynik na 4:1 ustaliła ustrzelając dublet Nikola Karczewska.
sport.tvp.pl – Ekstraliga: Górnik Łęczna wrócił na dobre tory. Pokonał GKS Katowice
[…] W ubiegłym tygodniu piłkarki Górnika Łęczna wreszcie zdołały się przełamać. Wygrywając z AP Lotos Gdańsk zakończyły serię trzech spotkań bez zwycięstwa. Awansowały na piąte miejsce w tabeli. Przed meczem z GKS Katowice miały tyle samo punktów co rywalki. Te grały w kratkę. Udowodniły jednak, że potrafią sprawiać niespodzianki. Zdołały „urwać” punkty m.in. Medykowi Konin.
Jak padły bramki:
38′ (1:0) – przewaga Górnika nie była oczywista. Rywalki długo potrafiły utrzymywać wyrównaną grę. Aż do momentu, w którym Patricia Hmirova otworzyła wynik. Słowaczka zabrała się z piłką i kapitalnie przymierzyła z dystansu. Strzeliła jednego z najpiękniejszych goli w tym sezonie.
40′ (2:0) – zdobyta bramka dodała Górnikowi skrzydeł. Gospodynie natychmiast ponownie ruszyły do przodu. Okazję wykorzystała Ewelina Kamczyk. Tym razem to ona skierowała piłkę do bramki.
42′ (2:1) – piłkarki GKS Katowice zdołały szybko się podnieść i skutecznie odpowiedzieć. Po długim podaniu piłka trafiła do Kingi Kozak. Ta spojrzała tylko przed siebie i oddała strzał bez przyjęcia.
47′ (3:1) – akcję rozkręciła Emilia Zdunek. Mogła właściwie sama kończyć, ale w ostatniej chwili zdecydowała się na podanie do Nikoli Karczewskiej. Ta nie miała problemów, żeby strzelić celnie.
93′ (4:1) – ostatni cios piłkarki Górnika wyprowadziły już w doliczonym czasie gry. Z głębi pola piłka trafiła do Karczewskiej, a ta pokonała bramkarkę.
SIATKÓWKA
polsatsport.pl – PlusLiga: GKS Katowice wygrał z Ślepskiem Malow Suwałki
[…] Przyjezdni zainaugurowali sezon w bardzo dobrym stylu i po emocjonującej końcówce w trzeciej partii wygrali 3:0.
W pierwszej odsłonie spotkania obie ekipy miały problem wyprowadzeniem pierwszej akcji, za to świetnie spisywały się w defensywie i zagrywce. Zarówno Ślepsk, jak i GKS prezentowali podobny poziom, dzięki czemu inaugurujący set był bardzo zacięty i wyrównany. Po świetnym rozegraniu akcji przez Jana Firleja, a następnie serii odrzucających od siatki zagrywek Jakuba Jarosza przyjezdni zdobyli cztery punkty z rzędu (16:21). Podopieczni Grzegorza Słabego złapali wiatr w żagle i doprowadzili mocną przewagę do końca seta (18:25).
Niemoc, która pojawiła się w drugiej połowie pierwszej partii pozostała w Ślepsku do początku drugiej (2:6). Jednak uśpiona ekipa Andrzeja Kowala szybko się wybudziła i po dobrej grze w ofensywie doprowadziła do remisu (9:9). Po jednostronnym początku dalszy przebieg seta był niezwykle zacięty (15:16, 16:17, 17:18). Skuteczne ataki Kamila Kwasowskiego i Jarosza dały przyjezdnym przewagę (20:23). Przyjezdni na fali zakończyli partię 22:25.
Set numer trzy rozpoczął się od mocnego uderzenia Ślepska. Najpierw Bartłomiej Bołądź wbił się atakiem w trzeci metr po skosie, a następnie Łukasz Rudziewicz zablokował atak Kwasowskiego (2:0). W zespole gospodarzy brylował Tomas Rousseaux. Do tego Kacper Gonciarz uruchomił środek i tak zespół Kowala utrzymywał dwupunktową przewagę. Przyczajona GieKsa nie dała zbić się z tropu i doprowadziła do remisu. Dzięki temu obie ekipy sprawiły kibicom w hali i przed telewizorami emocjonującą końcówkę (19:19, 20:20, 21:21, 22:22, 23:23, 24:24, 25:25). Ostatecznie przy stanie 25:26 Jarosz zaatakował z prawego skrzydła i ustalił wynik 25:27.
MVP: Miłosz Zniszczoł.
Ślepsk Malow Suwałki – GKS Katowice 0:3 (18:25, 22:25, 25:27)
siatka.org – PL: Komplet punktów GKS-u w Suwałkach
Trapiony przez kontuzje Ślepsk Malow Suwałki nie zdołał skutecznie przeciwstawić się GKS-owi Katowice. Dłuższymi fragmentami toczyła się wyrównana walka, ale końcówki poszczególnych setów należały do podopiecznych trenera Słabego. Tym samym katowiczanie zainaugurowali sezon w PlusLidze triumfem 3:0, a nagrodę MVP odebrał środkowy Miłosz Zniszczoł.
Grzegorz Słaby: Nie popadamy w huraoptymizm
[…] W swoim pierwszym meczu podopieczni Grzegorza Słabego bez straty seta pokonali Ślepsk Malow Suwałki. Jak przyznał szkoleniowiec, który po ostatnim sezonie objął posadę pierwszego trenera, po tym spotkaniu można wskazać sporo plusów. Grzegorz Słaby przyznał jednak, że mimo pewnie wygranej do kolejnych meczów należy podejść spokojnie.
– Przed nami jeszcze duża liczba spotkań do rozegrania. Cieszę się bardzo z debiutu i tego, jak drużyna zaprezentowała się w tym meczu. Bardzo mi się podobało to, jak graliśmy w bloku i obronie, bo kreowaliśmy dużo kontrataków. Dodatkowo wywieraliśmy taktycznie dobrze presję zagrywką, co przełożyło się na zwycięstwo 3:0. Natomiast nie popadamy w huraoptymizm, bo wiemy, jak wygląda ta liga i przed nami kolejne spotkanie, a meczów do rozegrania mamy sporo – podkreślił szkoleniowiec.
Wbrew temu na co wskazywałby końcowy wynik, nie było to łatwe spotkanie również dla ekipy z Katowic, co potwierdza chociażby przebieg trzeciego seta, wygranego przez ekipę ze Śląska na przewagi 27:25. – Dla nas był to trudny mecz, ale jak pokazaliśmy od samego początku czujemy się razem dobrze. Mieliśmy trudne momenty, szczególnie w połowie drugiego seta czy końcówce trzeciego, ale graliśmy swoje i udało się – przyznał wybrany MVP spotkania Miłosz Zniszczoł.
HOKEJ NA LODZIE
sportdziennik.com – Poniewierka GieKSy
Kiedy katowicki zespół powróci do „Satelity” tego nie wie nikt.
Hokeiści GKS-u Katowice od wielu lat w okresie przygotowawczym prowadzą tułacze życie i trenują na „Jantorze”. To dyskomfortowa sytuacja, bo zajęcia w siłowni są prowadzone w centrum miasta, a potem samochodami przenoszą się na do Janowa. Z „Satelity” nie można korzystać, bo nie ma… lodu.
[…] Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości zawiadujące „Spodkiem”, lodowiskiem i MCK-iem w ostatnich dwóch latach wynajmowało sprężarki niezbędne do mrożenia tafli. W czasie pandemii poniosło jednak dotkliwe straty i teraz zwyczajnie go nie stać na wynajmowanie sprzętu.
Stare sprężarki były w gestii miasta i jedna z nich została wyremontowana. Jedna sprawna, ale niezbyt efektywna nie jest jednak w stanie stworzyć lodowej tafli i stąd toczą się rozmowy, jak ten problem rozwiązać. Najprościej byłoby kupić nowy sprzęt i kłopot byłby z głowy na lata. Sęk w tym, że w tych trudnych czasach mało kogo stać na taki wydatek. Trzeba więc reanimować stare sprężarki, przez co czas się wydłuża, a reanimacja nie gwarantuje odpowiedniej jakości.
[…] Trener Piotr Sarnik zachowuje stoicki spokój – tak przynajmniej prezentuje się na zewnątrz – aczkolwiek ma prawo się irytować. To i tak dobrze, że zespół może korzystać z „Jantoru”…
– Na temat „Satelity” nie zamierzam się rozwodzić, bo nie jestem kompetentny – mocno akcentuje szkoleniowiec. – Na pewno mamy pewien dyskomfort, bo przecież zawodnicy wynajęli mieszkania w pobliżu lodowiska, by swobodnie się na nie przemieszczać, a tymczasem muszą dojeżdżać do Janowa. Na „Jantorze” mamy do dyspozycji dwie małe szatnie, a w swoim zwyczaju – przed czy po treningu – przeprowadzaliśmy wideoanalizy. Teraz mamy kłopot zebrać się razem, ale trzeba sobie jakoś radzić…
hokej.net – Tercet Finów dał zwycięstwo Enerdze!
KH Energa Toruń wygrała z GKS-em Katowice 3:2 w inauguracyjnym meczu Polskiej Hokej Ligi. Wszystkie trzy bramki dla gospodarzy zdobyli fińscy napastnicy. Okrasą meczu było trafienie Villego Saloranty.
[…] Worek z bramkami w 8. minucie strzałem pod poprzeczkę rozwiązał Konsta Jaakola. Przyjezdni dążyli do wyrównania, ale ich strzały najczęściej mijały bramkę strzeżoną przez Antona Svenssona. Torunianie swoich okazji szukali w kontrach i po jednej z nich bliski podwyższenia wyniku był Jarosław Dołęga, ale w doskonałej okazji krążek odskoczył doświadczonemu napastnikowi z łopatki kija.
Drugą odsłonę od mocnego forecheckingu zaczęli podopieczni Piotra Sarnika. Na nic jednak zdały się ich wysiłki, bo kiedy na ławce kar przebywał Oskar Krawczyk to torunianie ponownie znaleźli sposób na pokonanie Miarki. Jarosław Dołęga podał zza bramki do Alexa Olkinuory, a ten uderzył „z pierwszego” i było 2:0. Trzy minuty później kontaktową bramkę dla „GieKSy” zdobył Patryk Krężołek, który wykorzystał znakomite podanie od Grzegorza Pasiuta. Jeszcze przed przerwą doskonałe okazje do zmiany rezultatu mieli Jegor Fieofanow i Jaakola. Ten pierwszy nie trafił do odsłoniętej bramki, a drugi w sytuacji sam na sam ostemplował słupek bramki strzeżonej przez Miarkę.
Trzecia tercja zapowiadała się pasjonująco. Już na jej początku do wyrównania doprowadzić powinien Mikołaj Łopuski, ale doświadczony skrzydłowy nie trafił do całkowicie odsłoniętej bramki. Napór gości rósł, ale niczym mur postawiony w bramce był Anton Svensson. Niewykorzystane sytuacje się zemściły i bramkę wieczoru zdobył Ville Saloranta. Fin uderzył „z pierwszego” i krążek powędrował w samo okienko, tuż nad barkiem Macieja Miarki.
Końcówka meczu była nieco nerwowa i z obu stron zawodnicy łapali niepotrzebne wykluczenia. Zarówno torunianie, jak i przyjezdni nie zdołali jednak wykorzystać okazji gry w liczebnej przewadze. Nadzieję w serca „GieKSy” wlał jeszcze w 54. minucie Filip Starzyński, ale to było wszystko na co było stać katowiczan i trzy punkty zostały w Toruniu.
KH Energa Toruń – GKS Katowice 3:2 (1:0, 1:1, 1:1)
Pierwsze punkty zainkasowane
Gracze katowickiej GieKSy natomiast za wszelką cenę chcieli zatrzeć plamę po falstarcie w Toruniu, gdzie ulegli miejscowym 2:3, wprawiając w zaskoczenie niejednego kibica.
Pierwsze minuty przyniosły spokojną, wręcz asekuracyjną grę ze strony obydwu zespołów, ale ten stan trwał tylko do momentu wręczenia pierwszej kary. W krótkim odstępie czasu na ławkę powędrowali Andrzej Stojek i Dominik Nahunko, a podwójną przewagę mocnym strzałem zwieńczył Miika Franssila. Niedługo potem rozgorzała bójka pomiędzy Mikołajem Łopuskim a Magnussem Jākobsonsem, lecz tylko napastnik Katowic musiał przymusowo udać się do szatni. Adam Domogała, a więc wychowanek GieKSy, skarcił swój macierzysty klub ładnym strzałem, doprowadzając do wyrównania. Nie oglądaliśmy już jednak więcej bramek w tej tercji.
W drugiej odsłonie meczu zapachniało sensacją, gdy Dominik Nahunko wyprowadził Zagłębie na prowadzenie po dobrym strzale z nadgarstka w liczebnej przewadze. Chwilę później mógł wpisać się na listę strzelców po raz drugi, lecz jego strzał zakończył swoją podróż ledwie na słupku. Z każdą kolejną minutą powiększała się dominacja katowickiej GieKSy, lecz ich próby doprowadzenia do remisu okazały się być próżne. Najbliżej tego był Jesse Rohtla, ale trafił zaledwie w poprzeczkę bramki strzeżonej przez Czernika.
Trzecia tercja upłynęła pod znakiem dalszej pogoni katowiczan, a także masy gwizdków i minut karnych. GieKSa w końcu dopięła swego, kiedy to do remisu po dwójkowej akcji doprowadzili Filip Stoklasa i Matej Cunik, a więc dwójka „ex-Zagłębiaków”. Po sześćdziesięciu minutach na tablicy świetlnej wciąż widniał jednak remis, a do wyłonienia zwycięzcy okazała się być dogrywka.
Zarówno gospodarze, jak i goście mieli w dodatkowym czasie gry swoje okazje w liczebnych przewagach, ale żadna ekipa nie potrafiła zamienić jej na gola. Na 23 sekundy przed końcową syreną do odbitego od bandy krążka dopadł Patryk Krężołek i dopisał na konto swej drużyny bonusowy punkt w tabeli.
Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 2:3 pd. (1:1, 1:0, 0:1, 0:1 d.)
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.


Najnowsze komentarze