Dołącz do nas

Hokej Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Wielosekcyjny przegląd mediów: GieKSa skuteczniejsza w Tychach!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Piłkarki rozegrały piątą kolejkę spotkań. Panie wygrały z drużyną AP Orlen Gdańsk 1:0 (1:0). W kolejnej rundzie spotkań drużyna zmierzy się z KKP Bydgoszcz (na wyjeździe) 25 września o godzinie 12:00 . Piłkarze GieKSy zmierzyli się na Bukowej z GKS-em Tychy. Drużyny podzieliły się punktami 1:1 (1:1). Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ.

Przygotowująca się do startu sezonu drużyna siatkarzy rozegrała dwa sparingi. W obu wygrał nasz zespół, w pierwszym 3:2 z BBTS-em Bielsko-Biała, w drugim z Cuprum Lubin 2:1. W czwartek zespół rozegra ostatnie spotkanie sparingowe, przed startem PlusLigi z Cerrad Enea Czarni Radom.

Po meczach w Hokejowej Lidze Mistrzów, drużyna hokeistów bardzo udanie rozpoczęła rozgrywki Polskiej Hokej Ligi, w której wygrała trzy pierwsze spotkania z JKH GKS-em Jastrzębie 2:1, GKS-em Tychy 1:0 oraz Comarch Cracovię 3:1. W tym tygodniu drużyna rozegra kolejne dwa spotkania wyjazdowe z KH Energą Toruń (w piątek) oraz z Ciarko STS-em Sanok (w niedzielę).

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Jeden gol wystarczył. GKS Katowice z ważnymi punktami

Na Bukowej w Katowicach mają w tym sezonie sporo radości. GKS Katowice po dzisiejszej wygranej z AP Orlen Gdańsk 1-0 utrzymuje się tuż za SMS-em Łódź w ligowej tabeli.

Mecz zaczął się z wysokiego “C” dla gospodyń. Już w 5. minucie lewą stroną pomknęła Patrycja Kozarzewska, oddała piłkę w okolicę osiemnastego metra. Tam idealnie nabiegała Anna Konkol, która potężnym strzałem umieściła piłkę pod poprzeczką interweniującej Emilii Krajewskiej.

Kibicom zgromadzonym na obiekcie w Katowicach mecz mógł się podobać. GieKSa dużo atakowała, ale niewiele z tego wynikało. Orlen Gdańsk w pierwszej części spotkania był raczej tłem dla gospodyń.

W drugiej połowie ciężko było na Bukowej szukać wrażeń. Podopieczne Karoliny Koch atakowały raz po raz, ale niewiele z tego wynikało. W 60. minucie Patrycja Kozarzewska mogła podwyższyć wynik spotkania, ale po jej strzale piłka uderzyła tylko w boczną siatkę.

Kibice mogą mieć mieszane uczucia. Z jednej strony ważne trzy punkty, z drugiej… spora szansa na więcej bramek, które były marnowane dość często.

 

dziennikzachodni.pl – Prezydent Katowic popiera działania GKS i żąda potępienia przez kibiców burd na meczu z Widzewem

Miejska plotka mówi, że podczas jednej z konferencji prasowych w Urzędzie Miasta Katowice doszło do gorącej dyskusji między prezydentem Marcinem Krupą, a kibicem GKS Katowice. Sprawdziliśmy ile w niej jest prawdy.

Czy podczas konferencji prasowej dotyczącej katowickiej komunikacji doszło do spięcia między prezydentem Marcinem Krupą, a kibicem GKS Katowice, który pojawił się na tym spotkaniu? Przedmiotem dyskusji miała być niechęć do zorganizowania trójstronnego spotkania z udziałem władz miasta, przedstawicieli klubu oraz Stowarzyszenia Kibiców GKS Katowice.

– Dementujemy pogłoski: do takiego zdarzenia nie doszło. Podczas przypadkowego spotkania w Strefie Kultury jeden z przedstawicieli stowarzyszenia kibiców rozmawiał z prezydentem, ale wszystko odbyło się z zachowaniem norm – poinformowała Ewa Lipka, zastępca naczelnika wydziału komunikacji społecznej.

Nie oznacza to jednak, że żądania kibiców dotyczące podjęcia negocjacji związanych z bojkotem domowych meczów GKS-u przez fanów z Bukowej zostaną spełnione.

– Prezydent podtrzymał wcześniejsze stanowisko, że oczekujemy jednoznacznego potępienia ze strony Stowarzyszenia agresywnych, niezgodnych z prawem postaw kibiców w trakcie meczu GKS Katowice – Widzew Łódź – podkreśliła Ewa Lipka.

Bojkot meczów rozgrywanych przez GKS w Katowicach trwa od lipca. Po zadymie podczas wspomnianego spotkania z Widzewem klub przygotował projekt porozumienia dotyczący odpowiedzialności prawnej i finansowej Stowarzyszenia Kibiców za ewentualne kolejne przypadki łamania prawa, a także wglądu w przygotowywane na mecze oprawy. SK odrzuciło te żądania, odmówiło także potępienia „widzewskich” wydarzeń. W odpowiedzi władze GKS podjęły kolejne działania, m.in. sklep kibiców stracił prawo do sprzedawania biletów. Konflikt dotyczył także innych kwestii – kibice krytykowali likwidację przez klub akcji „Zagraj na Bukowej” czy politykę promocyjną wokół występów GieKSY i zdobycia mistrzostwa Polski przez zespół hokeistów, klub odpowiadał sukcesami sportowymi wszystkich sekcji.

Miasto zdecydowanie stanęło po stronie prezesa Marka Szczerbowskiego i udzieliło mu poparcia. SK sprawia wrażenie zaskoczonego takim obrotem sprawy i podkreśla chęć uczestniczenia w trójstronnych rozmowach. Wygląda jednak na to, że dopóki nie zostaną zaakceptowane warunki określone przez GKS do takiego spotkania nie dojdzie.

 

sportdziennik.com – Brak patentu na sąsiada

W siódmym kolejnym meczu GKS Katowice nie był w stanie pokonać swojego imiennika z Tychów.

Mniej niż 700 osób oglądało ze stadionu derby między dwoma górniczymi klubami. Przykry był to widok, który sprawiał, że w chłodny i deszczowy wieczór w Katowicach można było poczuć nieuchronnie zbliżającą się jesień.

Jak wiadomo, najbardziej zaangażowani kibice GieKSy bojkotują mecze swojej drużyny z racji konfliktu między nimi a prezesem. Z kolei tyscy fani jeszcze do października nie będą meldować się w sektorach gości z racji zakazu wyjazdowego. To pokłosie burd, do których doszło w kwietniu na stadionie Widzewa. Warto też dodać, że na tyskiej ławce zabrakło w sobotę trenera Dominika Nowaka, który na bieżąco łączył się ze sztabem poprzez telefon i pokrzykiwał z… trybun stadionu. To efekt czterech żółtych kartek, które zobaczył w tym sezonie szkoleniowiec, a które poskutkowały jego zawieszeniem.

Samo spotkanie miało różne fazy, choć raczej latami wspominać nikt go nie będzie. Zaczęło się co prawda intensywnie, bo nie minął kwadrans, a obie drużyny miały już po golu. Wynik otwarł najlepszy strzelec GKS-u Tychy Mateusz Czyżycki, zamykając akcję po dograniu Petra Buchty. Fatalnie zachował się przy tej okazji kapitan GieKSy Arkadiusz Jędrych, który w niezrozumiały sposób przepuścił futbolówkę, umożliwiając rywalowi wpakowanie jej z bliska do siatki. Sytuacja miała miejsce w 6 minucie i… był to jedyny celny strzał gości przy Bukowej. Katowickiej bramki strzegł w tym spotkaniu wyjątkowo młodzieżowiec Patryk Szczuka, dla którego był to ligowy debiut w zespole trenera Rafała Góraka. Wcześniej zagrał tylko w meczu Pucharu Polski z rezerwami Pogoni Szczecin. 20-latek nie miał jednak w sobotę okazji do popełnienia błędu.

W 13 minucie gola wyrównującego strzelił Adrian Błąd, którego głowę „obsłużył” dogrywający precyzyjnie Marcin Urynowicz. Lider GieKSy po przerwie miał także kolejne sytuacje na trafienie, ale nie potrafił ich wykorzystać. Zresztą o ile przed przerwą nieco lepiej spisywali się tyszanie, którzy rządzili w środku pola głównie za sprawą aktywnego Antonio Domingueza, o tyle w drugiej połowie niepodzielnie już o tempie spotkania decydowała GieKSa.

Ogólnie jednak nie można było mówić o ogromie sytuacji. Katowiczanie tylko czterokrotnie byli w stanie trafić w światło bramki Konrada Jałochy, za co w największej mierze odpowiadał właśnie Błąd. Sytuacje te pojawiły się głównie na początku drugiej części gry, bo choć katowiczanie przeważali, brakowało im kropki nad „i”. Taki wynik oznacza, że GieKSa w ostatnich 7 spotkaniach ani razu nie pokonała sąsiada z południa. Cztery mecze zakończyły się remisami (z czego trzy ostatnie), a trzykrotnie lepsi byli tyszanie.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Tie-break w Katowicach dla gospodarzy

W ramach pierwszego sparingu rozgrywanego przed sezonem 2022/2023 w hali OS Szopienice GKS Katowice podejmował BBTS Bielsko-Biała, z którym już mierzył się w ramach Góral Cup Beskidy. W kadrze zespołu trenera Grzegorza Słabego zabrakło z powodu urazu Tomasa Rousseaux, ponadto na ból barku narzekał Piotr Hain. O wyniku tego pojedynku decydował tie-break, w nim lepsi okazali się gospodarze.

W pierwszym secie po okresie równej gry pierwsze wyraźniejsze prowadzenie wypracowali goście, między innymi dzięki serwisom Jake’a Hanes’a v(10:7) po serii udanych kontr po obronie, natomiast katowiczanom na drodze do odrobienia strat stały problemy w przyjęciu. Sytuacja zaczęła się zmieniać na naszą korzyść po akcjach Jarosza i Szymańskiego (14:16), jednak gracze BBTS utrzymali dystans punktowy po skutecznych bloku na lewym skrzydle. Wejście Damiana Domagały w pole zagrywki sprawiło, że był remis po 21. W najważniejszej części seta GKS zachował chłodne głowy i wykorzystał wszystkie mniejsze i większe potknięcia rywali, wygrywając do 22.

Tak udany start napędził GieKSę, która zaczęła kolejną partię od prowadzenia 4:1 i skutecznego finalizowana akcji po własnym przyjęciu. Bielszczanie odpowiedzieli zdecydowaniem i siłą Jake’a Hanesa i zmniejszyli straty do dwóch oczek, ale GKS wciąż prowadził i mógł liczyć na swoich liderów w ofensywie. Jednak po autowym ataku Kani BBTS wygrał trzecią akcję z rzędu i remisował 14:14, co zmusiło katowiczan do zwiększonej koncentracji. Po bloku na Quirodze BBTS prowadził 19:17, co skłoniło trenera Grzegorza Słabego do skorzystania z czasu. Przerwa pomogła, ponieważ po asie Jarosza znów katowicka ekipa była w grze. Sytuacja na parkiecie zmieniała się bardzo dynamicznie, ale po autowych zagraniach Szymańskiego i Kani na tablicy wyników pojawił się wynik 1:1 w setach.

Podrażniony GKS zaczął trzeciego seta od wyniku 4:2 i stabilniejszego przyjęcia zagrywki rywala, który jednak nie ustępował w rażeniu zagraniami zza 9. metra boiska. Wynik szybko się wyrównał, ale po dwóch punktowych zagrywkach Lewandowskiego gospodarze prowadzili 11:8. Swoje punkty dołożył też aktywny w całym meczu Jakub Szymański (15:13), odpowiadając tym samym na dynamiczne zagrania Gergyego i Hanesa po drugiej stronie siatki. Ofensywny napór GieKSy sprawił, że przełamała ona na dobre obronę rywala i w ten sposób spokojnie rozstrzygnęła seta na swoją korzyść. Do piłki setowej doprowadził efektownym asem Wiktor Mielczarek, a seta sfinalizował blok na Urbanowiczu (25:18).

Po zmianie stron w szóstce GieKSy w miejsce Jakuba Jarosza pojawił się Damian Domagała. Gracze z Bielska-Białej ruszyli do kontrnatarcia w czwartej partii (4:5), gdzie ich główną bronią było skuteczne prawe skrzydło. Szybko przypomniał o sobie Quirogia i na parkiecie trwało równie granie z beniaminkiem PlusLigi.  BBTS po dobrych próbach Daltona Sinouskiego wypracował remis 20:20, co zapowiadało emocje. Gracze GKS-u zdołali obronić dwie piłki setowe po widowiskowych obronach i doprowadzić do gry na przewagi, ale zakończył ją blok na Gonzalo Quirodze doprowadzający do tie-breaka.

Agresywne wejście bielszczan w ostatniego seta dało im prowadzenie 4:2, na które GKS reagował atakami Szymańskiego i Quirogi po bloku rywali. To pomogło gospodarzom odwrócić wynik, a po autowym ataku BBTS-u z prawej strony prowadzili już 10:7. Wydawało się, że przy tak rozpędzonej i pewnej siebie drużynie końcowe zwycięstwo było kwestią czasu, ale ekipa z Katowic nie była w stanie wykorzystać trzech z rzędu piłek meczowych i konieczna była interwencja przerwą na żądanie. Ostatecznie dzieła dopełnił Szymański (15:12).

GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała 3:2 (25:22, 23:25, 25:18, 26:28, 15:12)

 

Turniej w Katowicach: GKS lepszy od Cuprum Lubin, Jastrzębski Węgiel od beniaminka

W Katowicach zakończyły się kolejne sparingowe zmagania drużyn PlusLigi. W pierwszym meczu rozegrane zostały trzy sety, choć wynik nie był klasycznie siatkarski. GKS Katowice 2:1 pokonał Cuprum Lubin, a trenerzy postanowili zakończyć spotkanie przy takim wyniku. W drugim pojedynku wicemistrzowie Polski nie dali większych szans beniaminkowi z Bielska-Białej, triumfując pewnie 3:0.

Zespoły z Katowic i Lubina rozegrały trzysetowy sparing. Pierwsza partia padła łupem gospodarzy z Katowic, którzy w jej drugiej połowie wyszli na dwupunktowe prowadzenie i już go nie oddali do końca tej części meczu. Od początku drugiej odsłony dominowali goście z Lubina. Podopieczni Pawła Ruska szybko odskoczyli, a potem jedynie powiększali swoją zaliczkę i wygrali 25:15.

Trzeci set rozpoczął się po myśli ekipy Grzegorza Słabego, która dobrze radziła sobie w ofensywie. W końcówce GKS miał nawet sześć oczek przewagi (21:15), ale rywale zdołali zmniejszyć straty. Nie na tyle, aby dogonić katowiczan, ci ostatecznie triumfowali 25:22.

Na przestrzeni całego spotkania GKS lepiej radził sobie w ataku, choć miał mniej stabilne przyjęcie. Trener Słaby dał odpocząć kilku graczom, a z dobrej strony pokazał się Damian Domagała. Atakujący wywalczył 16 oczek, notując 58% skuteczności.

Po stronie Cuprum Lubin liderem był Adam Lorenc, który zapisał na swoim koncie 14 punktów i 63% udanych ataków.

GKS Katowice – Cuprum Lubin 2:1 (25:20, 15:25, 25:22)

 

HOKEJ

hokej.net – GieKSa z kompletem punktów. Trzecia porażka JKH!

W najciekawiej zapowiadającym się meczu 3. kolejki Polskiej Hokej Ligi JKH GKS Jastrzębie przegrał na własnym lodzie z GKS-em Katowice 1:2. Tym samym podopieczni Róberta Kalábera ponieśli już trzecią porażkę w tym sezonie.

Pierwsza tercja rozpoczęła się od ataków gości. Pierwszą szansę miał Bartosz Fraszko, ale Bence Bálizs bez problemu obronił jego strzał. Gospodarze wyszli na prowadzenie w trzeciej minucie. Po znakomitym podaniu Dominika Jaroszaw sytuacji sam na sam z Johnem Murrayem znalazł się Patryk Pelaczyk. Rosły napastnik nie kombinował i posłał gumę pod poprzeczkę.

Chwilę później powinno być już 2:0, ale Łukasz Nalewajka z bliskiej odległości trafił tylko w parkan „Jaśka Murarza”. Dobre okazje mieli też Maciej Urbanowicz i Mark Kaleinikovas, ale katowicki golkiper znów zaimponował refleksem.

Po zmianie stron lepiej radzili sobie goście, którzy szybko odpowiedzieli, wykorzystując okres gry w przewadze. Po kapitalnym dograniu Brandona Magee z ostrego kąta krążek w bramce JKH umieścił Bartosz Fraszko. Od tamtej pory katowiczanie praktycznie nie wychodzili z tercji JKH i co chwilę bombardowali bramkę brązowych medalistów poprzedniego sezonu.

Napór przyniósł efekt w 37. minucie. Gumę w tercji środkowej przejął Igor Smal, odegrał do Shigekiego Hitosato, a ten soczystym i, co najważniejsze, precyzyjnym uderzeniem pokonał Bence Bálizsa – Mistrzowie Polski po dwóch odsłonach prowadzili 2:1.

W ostatniej części gry jastrzębianie ruszyli do ataków, a goście skutecznie je odpierali. Na półtorej minuty przed końcem meczu trener Róbert Kaláber poprosił o czas, a następnie zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza. Nie przyniósł on zamierzonego efektu i pełna pula pojechała do Katowic.

Ten mecz z perspektywy JKH GKS Jastrzębie wyglądał znacznie lepiej w porównaniu do poprzednich spotkań, jednak szwankowała skuteczność.

 

Jeden gol zdecydował. GieKSa skuteczniejsza w Tychach!

W 4. kolejce Polskiej Hokej Ligi hokeiści GKS Tychy przegrali na własnym lodowisku z GKS Katowice 0:1. Jedynego gola zdobył w przewadze Hampus Olsson. Świetne zawody rozegrał John Murray, który obronił wszystkie 34 strzały.

Derby Śląska zapowiadały się niezwykle emocjonująco. Na trybunach pojawiło się ponad 2 tysiące widzów, a całe spotkanie było twarde i momentami zapierające dech w piersiach. Pachniało fazą play-off, a sezon dopiero się rozpoczął!

Obie drużyny przystąpiły do tego spotkania agresywnie i z pełną parą . Każda z drużyn miała swoje szanse, ale ze swoich obowiązków znakomicie wywiązywali się obaj bramkarze: Tomáš Fučík i John Murray. Ich rywalizacja to osobny rozdział tego spotkania.

Po przerwie więcej szans wykreowali sobie tyszanie. W 22. minucie krążek w siatce umieścił Jean Dupuy, ale sędziowie nie zaliczyli tego trafienia. Powód? Rozjemcy uznali, że Radosław Galant przeszkadzał w interwencji “Jaśkowi Murarzowi”.

Czterdzieści minut gry nie przyniosło zmiany rezultatu i stało się jasne, że o wyniku przesądzi jeden błąd. W 45. minucie podwójną karę mniejszą otrzymał Bartosz Ciura, a katowiczanie stanęli przed świetną okazją.

Okres gry w przewadze na gola zamienił Hampus Olsson, który po zagraniu Grzegorza Pasiuta przeciągnął w bramce Tomáša Fučíka, a następnie pokonał go precyzyjnym uderzeniem z bekhendu.

Tyszanie ruszyli do odrabiania strat, ale John Murray pewnie strzegł swojego posterunku. Na niespełna minutę przed końcem regulaminowego czasu gry Andriej Sidorienko poprosił o czas, a chwilę później zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza. Nie przyniósł on zamierzonego efektu, choć znakomite sytuacje mieli Radosław Galant i Roman Szturc. Pełna pula pojechała do Katowic.

 

Niewykorzystane przewagi się zemściły. GieKSa ograła Cracovię!

W ramach 5. kolejki rozgrywek Polskiej Hokej Ligi naprzeciwko siebie stanęły zespoły reprezentujące nas w Hokejowej Lidze Mistrzów. Ostatecznie to GKS Katowice pokonał Comarch Cracovię na ich terenie.

W starcie pomiędzy pucharowiczami zdecydowanie lepiej weszli zawodnicy Comarch Cracovii, którzy w początkowej fazie meczu dwukrotnie mieli okazję do gry w przewadze. Pierwsze osłabienie GKS-u Katowice zostało wykorzystane przez Patryka Wronkę, jednak sędziowie dopatrzyli się tam zagrania wysokim kijem i gol nie został uznany. Druga przewaga krakowian była już zdecydowanie gorsza i nie zagrozili oni bramce Johna Murraya. W 15. minucie swoją sposobność do rozgrywania przewagi liczebnej otrzymali mistrzowie Polski. Katowiczanie długo utrzymywali się przy krążku, aż ten dotarł do Pasiuta, który otworzył wynik spotkania. Ostatecznie to goście zjeżdżali na pierwszą przerwę prowadząc.

Druga tercja to zdecydowanie aktywniejsza gra mistrzów Polski, którzy próbowali podwyższyć prowadzenie, jednak w 28. minucie Comarch Cracovia zdołała wykorzystać grę w przewadze i za sprawą Erika Němca doprowadziła do wyrównania. Od 34. minuty zaczęło się piekło dla hokeistów GKS-u Katowice. Najpierw na ławce kar wylądował Matias Lehtonen chwilę później Teemu Pulkkinen i mistrzowie Polski musieli bronić się w podwójnym osłabieniu. Minutę później Jakub Wanacki przewinił i w boksie kar GieKSy znajdowało się już trzech graczy. „Pasy” nie zdołały wykorzystać żadnej przewagi, jednak przed końcem drugiej tercji na ławkę kar powędrowali jeszcze Maciej Kruczek i Grzegorz Pasiut i krakowianie w trzeciej części gry ponownie stanęli przed szansą na zdobycie gola przeciwko podwójnie osłabionej GieKSie.

Katowiczanie drugi raz w tym spotkaniu odparli ataki „Pasów”, którzy nie wykorzystali podwójnej przewagi. Wszystko zemściło się na nich w 50. minucie kiedy to katowiczanie, za sprawą Brandona Magee, po raz drugi wykorzystali grę w przewadze. Formalności trafieniem do pustej bramki dopełnił Bartosz Fraszko.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dokąd zmierzacie Szoszoni?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 23 latach GKS Katowice wraca do Europy. Niezwykłym faktem jest to, że trafiając na tak bliskiego geograficznie rywala jak MŠK Žilina, GieKSa zagra w pucharach z przeciwnikiem oddalonym zaledwie jedną czwartą odległości od miejsca, w którym te puchary drużyna sobie w lidze zapewniła. Jeśli Baltika Kaliningrad nie wywalczyła kiedyś pucharów w ostatniej serii gier z Łucz Energią Władywostok, to zapewne próżno szukać takiej sytuacji w annałach europejskiej piłki.

W lidze wyjazd 150 kilometrów kwalifikujemy jako nie najbliższy, ale bliski. Przecież to mniej niż choćby do Wrocławia, a przecież tam to jest szast prast i jest się na miejscu. Tak więc logistycznie wypadło dla GKS idealnie – brak konieczności lotu, a i dla kibica jest to wycieczka bardzo łatwa. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie przekraczać granice w Zwardoniu, to odcinek autostrady D3 (Skalite – Svrčinovec) jest zamknięty i trzeba jechać wioseczkami i miasteczkami m.in. przez Oszczadnicę. Wiadomo – jeśli chodzi o przygodę dla kibiców, to lepszy byłby Hajduk, ale przygody zostawmy sobie po prostu na następne rundy.

MŠK Žilina to drugi po Slovanie Bratysława najbardziej utytułowany klub Słowacji. Został założony w 1908 roku pod węgierską – w wyniku madziaryzacji – nazwą Zsolnai Testgyakorlók Köre (Klub Gimnastyczny w Żilinie). Później nazwa zmieniana była kilkukrotnie, choć w latach 1919-1948 była bliska obecnej – ŠK Žilina. Zresztą tak samo nazywał się w latach 1990-1995 i właśnie wtedy dodana została literka „M”, czyli „Miejski”. Pierwsze sukcesy klub odniósł w latach 1928 i 1929 w nieoficjalnych rozgrywkach zdobywając Mistrzostwo Słowacji. To był czas, kiedy istniała Czechosłowacja i był okres, w którym najlepsze drużyny słowackie grały w fazie play-off o mistrzostwo łączonego kraju. W omawianych latach nie miało to jednak miejsca.

W lidze czechosłowackiej zespół grał przez 30 sezonów, a najwyższym miejscem z tamtego czasu było czwarte w sezonie 1946/47. Wielkimi zgłoskami zapisał się początek lat 60. W pierwszej w historii edycji Pucharu Czechosłowacji ówczesne Dynamo Żilina dotarło aż do finału, gdzie w Ołomuńcu uległo praskiej Dukli 0:3. Jako, że Dukla zdobyła mistrzostwo, Słowacy dostali przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam to zrobili niemałą furorę, dochodząc aż do ćwierćfinału, choć były to czasy, że aby dotrzeć na ten szczebel wystarczyło przejść… jedną rundę.

W dwumeczu Żilina trafiła na grecki Olympiakos. W pierwszym meczu w Pireusie goście mimo dwukrotnego tracenia prowadzenia, w 87. minucie jednak dopięli swego, gdy Julius David po raz trzeci trafił do siatki. W rewanżu Słowacy wygrali 1:0 po golu Vladimira Pisarika.

Prawdziwa bomba miała miejsce w ćwierćfinale. Dynamo trafiło na broniącą pucharu Fiorentinę i w pierwszym meczu to właśnie klub z Żiliny sensacyjnie wygrał to spotkanie 3:2, wprawiając w osłupienie byłego wicemistrza świata, węgierskiego trenera Nandora Hidegkutiego, mającego swego czasu swój epizod na ławce w… Stali Rzeszów. W rewanżu jednak faworyt odrobił straty i wygrał 2:0.

Ciekawostka! Bramkarzem Żiliny w tych spotkaniach był zawodnik nazywający się… František Plach. Tak, to nie przypadek – był to dziadek obecnego golkipera Piasta Gliwice, mającego to samo imię, co świadczy, że była to persona poważana i szanowana w rodzinie. Kontuzjowanemu od marca wnukowi słynnego dziadka życzmy dobrej rekonwalescencji i dalszego dochodzenia do siebie po marcowym urazie kolana.

W nowożytnej historii, czyli grze już w stricte w lidze słowackiej – po rozpadzie Czechosłowacji – MŠK Žilina odniosła sporo sukcesów. Siedmiokrotnie zdobyli mistrzostwo, choć pięć z tych tytułów przypadło na pierwszą dekadę XXI wieku. Dodatkowo dwukrotnie zdobyli Puchar Słowacji i cztery razy byli finalistą. To właśnie zdobycie pucharu w tym roku dało piłkarzom Pavola Staňo przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.

Pavol Staňo to postać w polskiej piłce aż nadto znana. Jako piłkarz rozegrał aż 243 mecze w ekstraklasie i zdobył 23 bramki. Występował w Polonii Bytom, Jagiellonii, Koronie, Podbeskidziu i Termalice.

W XXI wieku Słowacy zagrali niezliczoną ilość spotkań w europejskich pucharach. Raz nawet awansowali do Ligi Mistrzów, gdy w decydujących bojach dwukrotnie wygrali ze Spartą Praga, ale w grupie już poszło im fatalnie – przegrali wszystkie sześć meczów, a z Marsylią polegli u siebie aż 0:7. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to na pewno słowaccy kibice wspominają triumf na Villa Park w 2008 roku, kiedy to niedoceniany przybysz z Europy środkowej wygrał z Aston Villa 2:1, co oklaskiwał z ławki trenerskiej dobrze znany w Polsce Dusan Radolsky. Co ciekawe Żilina, która teraz przecież przegrała dwumecz z Hajdukiem, wyeliminowała Chorwatów w 2009 roku w eliminacjach do Ligi Europy. Z ciekawszych wyników na uwagę zasługuje zwycięstwo z luksemburskim Dudelange… 5:4 oraz niesamowita końcówka dwumeczu z Worskłą Połtawa z 2015 roku. Żilina w pierwszym spotkaniu wygrała 2:0, taki sam wynik, tyle że na korzyść Ukraińców był po 90 minutach rewanżu. W dogrywce Worskła strzeliła na 3:0, ale w doliczonym czasie goście ze Słowacji zdołali strzelić gola dającego awans – wtedy jeszcze bramki na wyjeździe były premiowane. Potem Żilina nawet wygrała pierwszy mecz z Athletikiem Bilbao 3:2 (przegrywając 0:2 do przerwy!), ale w rewanżu Baskowie ugrali 1:0.

W poprzednim sezonie doszło w końcu do starcia MŠK Žilina z polskim klubem, mianowicie Rakowem Częstochowa. Medaliki nie zostawiły złudzeń Słowakom wygrywając 3:0 u siebie i 3:1 na wyjeździe. W dwumeczu tym debiutował w europejskich pucharach Oskar Repka, dla którego pierwsze starcie było dopiero drugim meczem w ogóle w barwach Rakowa, po inauguracji przeciw GKS Katowice. Choć proforma dodajmy, że w 1997 roku Żilina zmierzyła się w Pucharze Intertoto z Odrą Wodzisław, a było to o tyle ciekawe, że teoretycznie niemająca szans na Puchar UEFA Odra została właśnie zgłoszona do rozgrywek „Pucharu Lata”. Intertoto odbywało się wówczas jeszcze w trakcie trwania poprzedzającego sezonu i na finiszu ligi wodzisławianie jednak do Pucharu UEFA się dostali – kosztem GieKSy. Odra zremisowała z Żiliną 0:0, a trenerem gości było – co za zaskoczenie – Dusan Radolsky.

1 maja 2026 MŠK Žilina zdobyła swój trzeci Puchar Słowacji. W rozegranym u siebie, czyli na Stadioniem pod Dubnom, drużyna wygrała z FC Košice 3:1. Bramki zdobyli Michal Fasko, Filip Kasa i Marko Roginić. Tym samym trofeum wróciło do Żiliny po 14 latach. Co ciekawe z rywalem z Koszyc zespół zmierzy się w pierwszej kolejce nowego sezonu i pojedynek ten odbędzie się pomiędzy dwoma meczami z GKS Katowice.

Przez lata przewinęło się przez ten klub wielu nie tylko znanych zawodników, ale przede wszystkim znanych nam – polskim kibicom. Z racji bliskości do polskiej granicy, wielu słowackich zawodników czy trenerów mieliśmy okazję gościć na terytorium naszego kraju, ale przecież też Polacy zaznaczyli swój ślad w klubie spod Małej Fatry.

Obecnie barw słowackiego klubu broni Fabian Bzdyl, młodzian z Cracovii, który jednak nie miał okazji zagrać na Nowej Bukowej w przegranym przez Pasy 1:2 meczu. W przeszłości w Żilinie grał jeszcze Dawid Kurminowski i robił tam niemałą furorę – strzelając w 52 meczach aż 27 bramek i mając na koncie tytuł króla strzelców w sezonie 2020/21 z 19 trafieniami na koncie. No i największa obecnie gwiazda Jakub Kiwior, który z Železiarne Podbrezová trafił właśnie do Żiliny i rozegrał tam 50 meczów. Dobre występy zaowocowały transferem do Spezii, a potem piłkarz zdobył kontrakt życia w Arsenalu. Obecnie broni barw FC Porto.

A piłkarze, którzy grali w Żilinie oraz w polskich rozgrywkach: Aleš Besta strzelił nam kiedyś bramkę w meczu Górnika z GieKSą, gdy rozpoczynała się i umacniała ówczesna zgoda, a na Roosevelta, na starym jeszcze stadionie, przy 20 tysiącach kibiców mieliśmy piłkarskie święto. W Polsce grali lub grają przecież Wahan Biczachczjan, Roman Gergel, Ľubomír Guldan, Róbert Jež, Dušan Kuciak, Samuel i Patrik Mrázowie, Ján Mucha, Róbert Pich, František Plach, Ivan Trabalik czy Kristian Vallo.

Zdecydowanie największą karierę w światowej piłce zrobił Milan Škrinjar, reprezentant Słowacji, wychowanek tego klubu, który rozegrał niemal dwieście meczów w Interze Mediolan, a grał też w PSG. Zawodnik obecnie gra w Fenerbahçe i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Polscy kibice mogą pamiętać Stanislava Sestaka, który niegdyś w Bratysławie w dwie minuty strzelił dwie bramki reprezentacji Polski w eliminacjach do Mundialu 2010 odwracają losy spotkania. No i oczywiście Martin Dúbravka, wieloletni bramkarz Newcastle United. Ostatnio grał w Burnley, a pod koniec czerwca został ogłoszony zawodnikiem Tottenhamu.

MŠK Žilina ma też powiązania z GieKSą. Jedno przeszłe, jedno obecne. Oliver Praznovsky grał w GKS przez dwa sezony. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w formie był zawodnikiem bardzo solidnym. Katowicki Senderos strzelił cztery bramki dla naszego zespołu. Potem m.in. przez cztery lata grał w Chrobrym Głogów. No i obecny zawodnik – Marko Roginić. Chorwat w GieKSie był przez półtora sezonu i rozegrał 43 mecze zdobywając zawrotne 3 bramki – przeciw ŁKS, Łęcznej i Tychom – co ciekawe wszystkie na wyjeździe. Potem właśnie trafił do zespołu z Lubelszczyzny.

Nazwa stadionu MŠK Žilina wprost nawiązuje do wzgórza Dubeň znajdującego się nieopodal – po drugiej stronie rzeki Wag, a widocznego z samego obiektu. Analogicznie więc z wieży widokowej na górze tejże, widać stadion, jak i całą piękną panoramę miasta. Na tym jednak widoki się nie kończą, gdyż Żilina znajduje się nieopodal Małej Fatry ze swoimi wysokimi szczytami i bardzo wymagającymi podejściami na Wielki Krywań, Stoh czy Wielki Rozsutec, szpizczastą górę widoczną świetnie choćby z naszej Magurki Radziechowskiej w Beskidzie Żywieckim. Swoją drogą obiekt ten tak do złudzenia przypomina stadion Górnika Łęczna, że wspomniany Roginić, gdy zmieniał barwy klubowe musiał mieć w głowie niezłe zamieszanie i zastanowienie, czy aby na pewno transfer doszedł do skutku i nadal nie dźwięczyły mu w głowie tony głosu Krzysztofa Cugowskiego.

Drużyna i trenerzy Żiliny mieli duże aspiracje przed meczami z Hajdukiem. Pavol Staňo zapowiadał, że zespół chce grać swoją i odważną piłkę. Czy jednak te słowa mogły się ziścić? Piłkarze ze Słowacji w Splicie nie zaprezentowali się najlepiej, choć mimo to mieli swoje stuprocentowe okazje, których nie wykorzystali Hranica i Roginić, a jeden z obrońców Hajduka nieomal zaliczył „estońską sztuczkę”, bo bramkarz znajdował się za światłem bramki, ale po przeciwległej stronie i podanie do pustaka… minimalnie minęło lewy słupek. Tak, chorwacki obrońca zrobił to co należy, czyli nie zagrał w światło bramki, ale serce kibicom Torcidy podeszło do gardła, a nasi południowi sąsiedzi mieli nadzieję. Märtenowi Kuuskowi życzymy wszystkiego dobrego w barwach Dumy Stolicy!

Fani z Żiliny nie byli pocieszeni. W sieci pojawiło się utyskiwanie na postawę zespołu w tym meczu, ale też kibice zwracali uwagę na szerszy kontekst, czyli zarówno brak wzmocnień, jak i kontynuację słabej gry z końcówki poprzedniego sezonu.

„Kpiną jest to, że na Europę nie zostało wystawione ani jedno wzmocnienie, ale to nie jest niespodzianka w ostatnich latach”

„Wynik z przebiegu meczu powinien brzmieć 6:1. Zero obrony”

„Możemy się cieszyć, że z tak nędzną grą, mamy taki wynik. Z drużyny, która miała tytuł w garści, zajęliśmy czwarte miejsce na wiosnę, a puchar był cudem”

„Strasznie słaby występ wczoraj. Atak to katastrofa, Roginič i Faško wypadli z formy, czuję się jakbyśmy ich tam nie mieli”

„Žilina = obolałe oczy, nieszczęście”.

Trudno się dziwić frustracji kibiców, bo rzeczywiście – mimo, że drużyna awansowała do pucharów, to wiosna do dobrych nie należała. Sezon zasadniczy (22 kolejki) Żilina zakończyła na 3. miejscu z sześciopunktową stratą do lidera. Bilans 11-7-4 nie wyglądał najgorzej. Grupa mistrzowska to jednak były cztery zwycięstwa i sześć porażek. W ostatnich pięciu kolejkach sezonu drużyna przegrała czterokrotnie. To skutkowało wypadnięciem poza podium i strefę pucharów, dlatego tak ważne było zdobycie Pucharu Słowacji.

Patrząc na składy z meczu z Rakowem sprzed roku, widać, że w zespole doszło do kilku przetasowań. W pierwszym meczu grało czterech, a w drugim pięciu zawodników, których już w klubie nie ma. Przede wszystkim odszedł młody, zdolny Ghańczyk Samuel Gidi, który trafi do Cincinati i w Major Leauge Soccer rozegrał już (na raty – 2 pobyty) 23 mecze, grając m.in. przeciw takim gwiazdom jak Leo Messi. To była ważna postać, bo w Żilinie zawodnik rozegrał ponad sto meczów. No ale odeszli też tacy piłkarze jak Ľubomír Belko (Viking), Samuel Kopásek (Pardubice, a dosłownie wczoraj wypożyczony do Lechii Gdańsk), Adrián Kaprálik (Holstein Kiel) czy Dávid Ďuriš (Rosenborg).

Popularni Szoszoni kilka lat temu nie mogli być jednak pewni, że ich klub nadal będzie znajdował się na piłkarskiej mapie Słowacji. Krótko bowiem po ogłoszeniu w Europie pandemii, trzy tygodnie po przerwaniu rozgrywek – MŠK Žilina ogłosiła komunikat z enigmatycznym określeniem „postawienia klubu w stan likwidacji”. Powodem była fatalna sytuacja finansowa. Klub w związku z nią chciał obciąć siedemnastu najlepiej zarabiającym piłkarzom aż 80 procent pensji, na co zawodnicy nie chcieli przystać, choć byli gotowi na zrzeczenie się pewnej części wynagrodzenia. W związku z odmową piłkarze dostawali wypowiedzenia. Problem polegał na tym, że klub nie ogłaszał bankructwa, chciał po prostu ogarnąć finanse – sportowo w przypadku powrotu do rozgrywek, drużyna miałaby do nich przystąpić, tylko grając juniorami, ewentualnie tymi, którzy zgodziliby się na drastyczną obniżkę apanaży i zostali w klubie. Nasi Kurminowski i Kiwior byli wówczas młodymi zawodnikami, więc ich tak drastyczna obniżka pensji nie dotyczyła i w klubie zostali. Jednym z tych, który odszedł był obecny bramkarz Piasta Gliwice, który trafił do klubu w obliczu kontuzji Placha – Dominik Holec, który sam głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tej 80-procentowej obniżki. Natomiast, że stara miłość nie rdzewieje pokazali inni zawodnicy, którzy wówczas rzeczywiście z klubu odeszli, ale dziś po kilku latach znów bronią barw MŠK Žilina – jak choćby Filip Kasa czy kapitan Miroslav Kacer.

A dlaczego w ogóle MŠK Žilina to Szoszoni? Przydomek i maskotka nawiązują do grupy plemion indiańskich. Plemiona te zamieszkujące m.in. tereny dzisiejszych stanów Wyoming i Idaho, zajmowały się głównie łowiectwem i zbieractwem. Ich głównym pożywieniem były orzeszki piniowe, ale ci, którzy mieli zdolność polowania, próbowali zdobyć zające wielkouche, ale także sarny, bizony czy antylopy. Była to grupa uboga, wedle relacji amerykańskich i brytyjskich traperów nie stanowili mocnej siły w tym regionie. Dodatkowo dochodziło do starć i nieporozumień ze względu na wybijanie przez traperów populacji bobra, która to była dla Szoszonów m.in. źródłem odzieży. Rząd USA próbował ogarnąć sytuację, stworzyć rezerwaty i dostarczać im środki na przetrwanie, ale wyglądało to różnie, a na pewno dość szorstko i dochodziło na tym tle do wielu nieporozumień.

Co ciekawe nie tylko amerykańskie, ale i afrykańskie wątki dotyczą naszego najbliższego rywala. W 2018 roku założono bowiem w Ghanie filię MŠK Žilina, mianowicie MŠK Žilina Africa FC. Klub zlokalizowany jest w Labadi na przedmieściach Akry i występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. W zakończonym sezonie zespół w czterozespołowej grupie play-off o awans zajął trzecie miejsce, w niefortunnym układzie punktów 6-6-6-0 (Czesław Michniewicz na Euro U-21 nie lubi tego). Drużyna wygrała dwa mecze i jeden przegrała, ale bilans bramkowy 2:2 nie pozwolił wywalczyć awansu na zaplecze. Między klubem-matką, a ghańską filią rzadko dochodziło do wymian piłkarzy, ale wspomniany wcześniej Samuel Gidi był właśnie tą perełką wyłowioną z afrykańskiego kraju. Zawodnik przyjął słowackie obywatelstwo i zagrał sześć meczów w młodzieżówce.

Swoją drogą nazwy trzecioligowych ghańskich drużyn są… specyficzne. True Life, Prestige, Immigration, Ghana Army, Third World, Still Believe, John Paintsil czy Mobile Phone People raczej przywołują skojarzenia z rozgrywek Red Boxa lub innych lig szóstek. Dla młodszych i niewtajemniczonych kibiców przypomnę, że np. John Painstil to po prostu były reprezentant Ghany w piłce nożnej, uczestnik Mundialu w 2006. Natomiast jeśli chodzi o filię lub (?) fancluby (?) to można tam znaleźć także choćby… Schalke 04 czy Besiktas Berlin.

Wróćmy do dwumeczu z Hajdukiem. W rewanżu Żilina zaczęła grać, ale… zbyt późno. Kiedy Van Hoorenbeeck strzelał dla gości bramkę do szatni, wydawało się, że wszystko jest pozamiatane. Pogoń Żiliny zakończyła się strzeleniem dwóch bramek, z czego tej drugiej w doliczonym czasie gry. Na więcej nie starczyło czasu. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Roginić, natomiast dwukrotnie zawodnik ten tak szpetnie zmarnował stuprocentowe sytuacje, że naprawdę trudno się dziwić komentarzowi jednego z fanów zespołu: „Ale ten chłopak to drewno!”.

Kibice zwracali uwagę na dobrą postawę w drugiej połowie.

„Gdyby grali tak, jak przez ostatnie 30 minut to skończyłoby się 4:1”

„Dlaczego od początku nie grał Bzdyl?”.

Prawda. Fabian zastąpił kapitana Miroslav Káčera i wniósł mnóstwo ożywienia dla gry zespołu. Wypracował drugiego gola.

Kapitan zespołu Miroslav Káčer powiedział, że ma nadzieję, że w kolejne rundzie z tych sytuacji, które sobie wykreują, bramki będą już strzelać. Obrona GKS musi się więc mieć na baczności.

Bardzo ciekawy komentarz zawarł jeden z kibiców, który patrzy na szerszy kontekst:

„Po zwycięstwie w Pucharze Słowacji pan Antošík zapowiadał: „Tym razem chcemy odnieść sukces w Europie. Sprowadzimy dwóch nowych zawodników!”. Tymczasem znów zamieniliście to w przedsięwzięcie czysto biznesowe. Wystawialiście do gry piłkarzy, których chcieliście sprzedać. Z Polakami też odpadniecie, a potem nastąpi kolejna wyprzedaż – dokładnie tak jak ostatnim razem. Czy dziwi was, że cała Żylina i okolice kompletnie nie interesują się waszą drużyną piłkarską?”.

To daje obraz, że kibice są niezadowoleni nie tylko z braku wzmocnień, ale z permanentnych osłabień, ba – niektórzy przewidują odejścia zawodników jeszcze przed dwumeczem z GieKSą. Ktoś inny napisał:

„Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz Polacy wygnają nas z europejskich pucharów”

Całość pokazuje, że mimo triumfu w krajowym pucharze, nastroje kibiców w kontekście kilku ostatnich lat najlepsze nie są. Systematyczne porażki w pierwszych rundach europejskich pucharów są dla żilinian frustrujące. Mają oni nadzieję na przejście GKS, jednak zdania są podzielone – jedni uważają rewanżowy mecz z Hajdukiem za dobry prognostyk, inni mają dość sporo defetyzmu i przewidują porażkę.

Czy Adam Zreľák zagra przeciw swoim rodakom to zawsze jest niewiadoma, ale w przeszłości miał już tę okazję. W barwach Rużomberoka strzelił przeciwko Żilinie gola i zaliczył asystę.

Dla GKS Katowice europejskie puchary to wielka niewiadoma. Dodatkowo Katowiczanie nie trafiają na amatorów z San Marino czy Andory, jak to kiedyś bywało w przypadku polskich drużyn we wczesnych fazach. Trafiamy na drużynę z regionu, niesłabą i też nieprzesadnie mocną. Wydaje się, że liga słowacka jest nieco słabsza od polskiej, co by dawało pewną przewagę naszej drużynie. Z drugiej strony rywale są na europejskiej arenie dość ograni. Nie ma więc chyba co dywagować, kto jest faworytem tej potyczki. Na pewno rywal jest w zasięgu, a dwumecz Rakowa z poprzedniego roku wyraźnie to pokazał.

Źródła:
Wikipedia PL
Wikipedia EN
https://igol.pl/msk-zilina-likwidacja-co-oznacza/
Transfermarkt
https://sciezkimojegoswiata.pl/2020/09/26/vyhliadkova-veza-duben-czyli-wieza-widokowa-w-zylinie/
90minut.pl
https://www.mskzilina.sk/
Facebook – MŠK Žilina
Foto: https://img.uefa.com/imgml/stadium/uw/65053.jpg

Kontynuuj czytanie

Hokej Podcasty

Wywiad z Bartoszem Fraszko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.

Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!

Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):

Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej

PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej

Posłuchaj archiwalne podcasty:

Z klepy

Jesteśmy dostępni także na Spotify:.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Bliżej Żiliny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Hajduk Split wygrał w pierwszym meczu pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy z MSK Żilina 2:0. Przegrany tego dwumeczu będzie rywalem GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji.

Pierwszą bramkę zdobył w 22. minucie Roko Brajković, pięknym technicznym strzałem z kilkunastu metrów pokonując Jakuba Badzgona. Drugie trafienie zaliczył Dalisson, który przeprowadził indywidualną akcję i płaskim strzałem zza pola karnego podwyższył prowadzenie swojego zespołu.

Hajduk był zespołem dominującym i stworzył sobie jeszcze kilka sytuacji, jednak Żilina również miała swoje okazje – m.in. znakomitych sytuacji sam na sam nie wykorzystali Timotij Hranica i Marko Roginić.

Rewanż odbędzie się w czwartek 16 lipca o 20:30 w Żilinie.

Pierwszy mecz drugiej rundy eliminacji Ligi Konferencji GKS Katowice rozegra na wyjeździe 23 lipca.

Hajduk Split – MSK Żilina 2:0
Bramki: Brajković (22), Dalisson (49).
Hajduk: Silić – Acapandie, Maresić, Van Horenbeeck, Hrgović, Brajković (79. Hodak), Pajaziti, Pukstas, Dalisson (79. Del Moral), Melnjak (73. Huram), Sego (86. Livaja).
Żilina: Badzgon – Paliscak, Kasa (63. Minarik), Narimanidze, Hranica (82. Datko), Kaceer (71. Adang), Bzdyl, Kasko (63. Ilko), Kosa (63. Florea), Bari, Roginić.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga