Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Wielosekcyjny przegląd mediów: GieKSa rozbiła Podhale! Miarka „na zero”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatnich dziesięciu dni dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

Rozstrzygnięto konkurs Złote Buki 2021, statuetki wręczono na gali która odbyła się w auli Wyższej Szkoły Technicznej w Katowicach. Piłkarki oraz piłkarze wrócili do treningów przed wiosennymi ligowymi meczami. Piłkarki rozegrały mecz sparingowy z Skrą Ladies Częstochowa. Nasza drużyna wygrała 7:0 (2:0). W niedzielę (23.01) zespół zmierzy się w kolejnym meczu sparingowym ze Śląskiem Wrocław. Piłkarze odbyli trzydniowe zgrupowanie w Bielsku-Białej na zakończenie którego rozegrali mecz kontrolny z rekordem Bielsko-Biała, który wygrali 2:1 (1:0). W sobotę (22.01) drużyna rozegra mecz sparingowy z GKS-em Jastrzębie.

W minionym tygodniu siatkarze rozegrali spotkanie ligowe z Aluronem CMC Wartą Zawiercie, w którym wygrali 3:0. Dzisiaj zespół zmierzy się z Mickiewiczem Kluczbork (w ramach rozgrywek Pucharu Polski, na wyjeździe). W najbliższy poniedziałek (24.01), drużyna zmierzy się z LUKiem Lublin w ramach PlusLigi.

Z zaplanowanych trzech spotkań hokeiści rozegrali dwa, oba zwycięskie: z KH Energą Toruń 6:3 i Podhalem Nowy Targ 8:0. Spotkanie z 36 kolejki rozgrywek z Re-Plast Unią Oświęcim zostało przełożone na 15 lutego. W najbliższych dniach drużyna rozegra jedno spotkanie, w piątek (21.01), z Re-Plast Unią Oświęcim (38 kolejka).

 

PIŁKA NOŻNA

facebook.com/Skra.Ladies.Czestochowa

Po blisko dwumiesięcznej przerwie Ladies ponownie wybiegły na piłkarskie boisko ⚽????

W sobotnie popołudnie nasze Panie zmierzyły się w grze kontrolnej z ekstraligowym GKS-em Katowice. Faworyt pojedynku pierwszoligowca z czołowym zespołem ekstraligi mógł być tylko jeden. Jednak mimo wysokiej porażki, w opinii bezstronnych obserwatorów, Skra zaprezentowała bardzo solidny i dojrzały już futbol.

Zwłaszcza pierwszą połowę można zapisać częstochowiankom na duży plus. W tym okresie Ladies podjęły rękawicę i z dużo wyżej notowanym rywalem walczyły absolutnie bez respektu. Wprawdzie straciły pod koniec tej części gry dwie bramki ale same też miały okazję do celnych trafień, że wymienimy tylko strzał w poprzeczkę Oliwii Pająk .

Drugie czterdzieści pięć minut to coraz bardziej wzrastająca przewaga gospodyń. Naszym Paniom sił do skutecznej walki starczyło jeszcze na kwadrans. Ciężki tygodniowy trening wcześniej czy później musiał pokazać swoje „oblicze”. Ostatnie pół godziny to już dominacja katowiczanek które swoją przewagę udokumentowały kolejnymi bramkami.

Pomimo porażki możemy być optymistami. Na tle tak klasowego rywala nasze piłkarki pokazały, że drzemie w nich spory potencjał.

Naszą opinię wydaje się, że podziela także II trener Ladies Krystian Kotarski:

– Z przebiegu meczu możemy być jak najbardziej zadowoleni. Pierwsze 45 minut pokazały nam, że na tle bardziej utytułowanego rywala potrafimy się prezentować na dobrym poziomie. Druga połowa to już niestety brak sił, jednak mimo to dziewczynom należą się brawa za postawę oraz walkę. Cieszy też to, że chcemy, próbujemy i staramy się utrzymywać przy piłce. To jest niezwykle ważne w nowoczesnym futbolu.

Warto także dodać, że w sobotnim meczu sporo czasu na boisku spędziły piłkarki które na co dzień pełnią rolę zmienniczek. Trenerzy zatem bacznie obserwowali ich poczynania a także testowali rozwiązania z nimi w rolach głównych:

– Po meczu mogę już powiedzieć, że zrealizowaliśmy to co sobie założyliśmy, więc sparing – mimo porażki – możemy uznać za jak najbardziej udany – dodał trener Kotarski

 

sportdziennik.com – Robert Góralczyk: Na Łużniki się nie wybieram

Rozmowa z Robertem Góralczykiem, dyrektorem sportowym GKS-u Katowice.

Ze Skry Częstochowa wykupiliście Marcina Stromeckiego. To były trudne negocjacje?

Robert GÓRALCZYK: – Nie trudniejsze, niż wiele wcześniejszych. Najważniejsze, że doprowadzone do końca i Marcin mógł zacząć okres przygotowawczy z zespołem. Przy okazji mogę powiedzieć, że kwoty, które dotąd padały w przestrzeni medialnej (40 tys. zł – dop. red.) są nieprawdziwe i dużo wyższe od tej, za którą realnie zrealizowaliśmy tę transakcję. Stromecki ze swoimi umiejętnościami i doświadczeniem ma wzmocnić rywalizację w środkowej strefie.

Jakub Karbownik był blisko przenosin do was z Lecha Poznań już latem.

Robert GÓRALCZYK: – Wtedy miał do nas dołączyć w całkiem innej sytuacji z młodzieżowcami. Obecnie – po skróceniu wypożyczenia Piotra Samca-Talara  ze Śląska Wrocław i otrzymaniu od nas zgody na poszukiwanie nowego klubu przez Pawła Gieracha – czeka Kubę rywalizacja z dwoma, obecnie już mocnymi punktami naszego zespołu (Patrykiem Szwedzikiem i Filipem Szymczakiem – dop. red.). Ale ma on swoje oczekiwania, ambicje i umiejętności, które swego czasu potwierdzał, także grając w juniorskich reprezentacjach kraju. Wierzę, że będzie powiewem świeżości, a równocześnie kolejną wartością dodaną naszego zespołu.

Na dokonanym latem transferze definitywnym Gieracha z Jagiellonii Białystok straciliście dużo pieniędzy?

Robert GÓRALCZYK: – Nie mogę zdradzać tajemnicy handlowej, ale proszę wziąć pod uwagę, że transfery mają różny charakter i czasem mogą być nawet bezgotówkowe. Tak jak każdy transfer, ten również to pewnego rodzaju hazard i dopiero czas weryfikuje jego skuteczność. Nie powiedziałbym, że Paweł się nie sprawdził. Kadra zespołu w naszym przypadku liczy 25 zawodników i każdy ma swoją rolę do spełnienia.

Wszystkich nie jest się w stanie zadowolić, wszyscy grać nie mogą. Paweł miał wcześniej doświadczenie z gry w pierwszej i drugiej lidze. W momencie, kiedy go pozyskiwaliśmy, uznaliśmy to za wartościowy transfer, ale nie byliśmy w stanie przewidzieć, jak potoczy się jego rywalizacja; zarówno w zakresie młodzieżowców w zespole, jak i ze Zbyszkiem Wojciechowskim na pozycji prawego obrońcy.

Czas pokazał, że Paweł tę rywalizację przegrał, a w perspektywie jego dalszego rozwoju niezbędne na tym etapie wydają się regularniejsze występy, stąd wraz z nim doszliśmy do wniosku, że korzystniej będzie, aby znalazł sobie klub, w którym będzie miał na to większą szansę. Dopuszczamy w jego przypadku zarówno wypożyczenie, jak i transfer definitywny.

Żegnacie się też po 2,5 roku z Szymonem Kiebzakiem.

Robert GÓRALCZYK: – To trochę inna sytuacja niż z Gierachem, który ma jeszcze z nami kontrakt przez 1,5 roku. Umowa Szymona wygasa w czerwcu i skoro teraz uznaliśmy, iż nie ma realnych szans na grę w zespole w wymiarze, który byłby w stanie dać także jemu satysfakcję, dla obydwu stron będzie lepiej, jeśli już teraz odejdzie do innego klubu. Z posiadanej przeze mnie wiedzy, wydaje się, iż jest szansa, że nastąpi to w najbliższych dniach.

Stromecki, Karbownik… Ktoś jeszcze zimą może dołączyć do GieKSy?

– Zakładając, że odejdą Paweł i Szymon, niczego nie można wykluczać, ale obecnie nikogo nie szukamy, ani na nikogo nie czekamy. Jeśli już – to raczej śledzimy rynek. Jeśli uznamy, że ma szansę wydarzyć się coś, co mogłoby nam znacząco dodać jakości, wtedy być może to zrobimy. Jednak trzeba wiedzieć, że okienko zimowe jest specyficzne.

Naprawdę rzadko pozyskuje się takiego zawodnika jak Stromecki, który przez ostatnie 2,5 sezonu spędził na boisku 75 procent możliwego czasu, przyczyniając się do dwóch awansów swoich drużyn. Zimą niezwykle trudno pozyskać kogoś takiego. Najczęściej mówimy wtedy o zawodnikach będących w odwrocie, grających mniej. Dlatego jesteśmy zadowoleni, że Marcina zakontraktowaliśmy.

Myśląc o nowych zawodnikach, dopasowujecie ich do systemu z czwórką obrońców, jakim zaczynaliście jesień, albo z wahadłami – jak kończyliście?

Robert GÓRALCZYK: – Rozpisujemy oba te ustawienia, ale pozycje oczywiście się przenikają. Zawodnicy, którzy dziś graliby u nas na „dziesiątkach”, mogą też być skrzydłowymi. Prawi obrońcy mogą być wahadłami, charakterystyka środkowych obrońców jest ta sama. Druga część jesieni pokazała, jakie ustawienie było preferowane, ale nie chcemy się zamykać i niczego wykluczać.

Zawodnicy garną się do GKS-u chętniej niż po spadku z pierwszej ligi, gdy zaczynał pan tu pracę?

Robert GÓRALCZYK: – Trudno powiedzieć, czy liczba takich sygnałów wzrasta, czy maleje. Stale pojawia się sporo tematów. Prowadzimy swoją strategię kontroli rynku i pozyskiwania zawodników. Choć nie mamy rozbudowanego działu skautingu, radzimy sobie swoimi sposobami. Nieraz także warto usłyszeć lub przeczytać informację od agenta, że ktoś jest dostępny i poznać warunki, na jakich można sprowadzić zawodnika. To także może pomóc.

[…] Niekrótka jest lista piłkarzy, których kontrakty wygasną po sezonie. Można w najbliższych tygodniach spodziewać się, że ogłosicie jakieś prolongaty?

Robert GÓRALCZYK: – Panujemy także nad tym tematem. Dla każdego dobrego piłkarza, zapewniającego GKS-owi odpowiednią jakość i akceptującego realia, w jakich funkcjonujemy, będzie tu miejsce. Można obserwować, że zawodnicy na siłę nie chcą z Katowic odchodzić. Powinni tylko swoimi występami potwierdzać swoją przydatność, a my zamierzamy to doceniać – biorąc pod uwagę poziom bieżący i perspektywę rozwoju zawodnika oraz zespołu.

Jeśli tylko to możliwe, preferuję pozostawienie zawodnika, który jest już zweryfikowany w drużynie – byle tylko prezentował oczekiwany poziom sportowy i dobrze rokował na przyszłość – niż sprowadzanie nowego, który przynajmniej przez jakiś czas będzie niewiadomą.

Jednym z zawodników z kończącą się umową jest Dominik Kościelniak, rehabilitujący się po zerwaniu więzadeł krzyżowych.

Robert GÓRALCZYK: – Dominik przed kontuzją był ważną postacią zespołu, zarówno w decydującej fazie rozgrywek drugiej ligi, jak i na początku obecnego sezonu. Choć w tej chwili najważniejsza jest skuteczna rehabilitacja i powrót do pełnej sprawności, to rozmawiałem z nim już także o przyszłości – by wiedział, że o nim myślimy i nie zostawimy go samemu sobie. Oby tylko jak najszybciej był gotów znowu pomagać GieKSie.

Zimujecie na 13. miejscu w tabeli, musicie myśleć o rozwoju drużyny, nie zapominając jednocześnie o tym, że bronicie się przed spadkiem.

Robert GÓRALCZYK: – Dlatego podchodzimy do sytuacji w tabeli z chłodną głową i pełną świadomością, że obecnie jesteśmy w walce o utrzymanie. W związku z tym za cel stawiamy sobie chęć jak najszybszego wywindowania się w tabeli do bezpiecznych jej rejonów, żeby dopiero wtedy zacząć ewentualnie myśleć o czymś więcej, czyli chociażby o pewnym środku. Rundę wiosenną zaczynamy dwoma bardzo trudnymi, wyjazdowymi meczami w Nowym Sączu i Sosnowcu. Już zapewne one pokażą, dokąd wtedy będzie nam bliżej – do góry czy do dołu tabeli.

 

Za nim trudna decyzja

Mimo ofert z ekstraklasy i pierwszej ligi, Lech Poznań nie skrócił wypożyczenia Filipa Szymczaka. Wiosną 19-latek ma nadal strzelać gole dla GieKSy. – Wierzę, że możemy osiągnąć coś fajnego – mówi napastnik.

Dla kibiców GieKSy to była jedna z ważniejszych wieści trwającego zimowego okna transferowego. Lech Poznań nie skorzystał z przysługującego mu do 22 grudnia prawa skrócenia wypożyczenia Filipa Szymczaka. Oznacza to, że 19-letni napastnik, który jesienią zdobył 6 bramek i był czołową postacią zespołu, spędzi wiosnę przy Bukowej.

 

Miejsce z firmamentu

Adrian Błąd najlepszym piłkarzem, a rozpoczęcie budowy stadionu – największym wydarzeniem 2021 roku, który społeczność GieKSy podsumowała na tradycyjnej gali „Złotych Buków”.

Plebiscyt „Złotych Buków”, w których kibice wybierają najlepszych sportowców i najważniejsze wydarzenia minionych 12 miesięcy, na stałe wpisał się w krajobraz towarzyszący GKS-owi Katowice. Gala podsumowująca 2021 rok była już czternastą, podczas której wręczano statuetki.

[…] Codziennie walczmy, by zdobywać kolejne szczyty i cele. Możemy spełniać je w doskonałym klubie. Szanujmy to miejsce – mówił Rafał Górak, trener pierwszoligowej drużyny piłkarzy, któremu przypadł w udziale przywilej otwarcia koperty z laureatem kategorii mu najbliższej, a więc dla najlepszego piłkarza 2021 roku.

Został nim – tak jak przed dwoma laty – Adrian Błąd, wyprzedzając innych nominowanych w tej kategorii, czyli Rafała Figiela i Dominika Kościelniaka. – Piąty raz z rzędu nominowano mnie do tej wspaniałej nagrody. Jest mi niezmiernie miło, że mogę występować w tym klubie. Doceniam troskę, jaką zostałem otoczony. Dziękuję całej drużynie, każdej sekcji, bo ten rok nie był dla mnie łatwy. Sportowo daliśmy radę. Mam nadzieję, że nie jest to nasz koniec, a wręcz przeciwnie – dopiero początek.

Liczę, że za rok zamiast mnie statuetkę odbierze któryś z młodych kolegów – stwierdził Błąd, który na co dzień toczy walkę nie tylko o ligowe punkty, ale też zdrowie 1,5-rocznej córeczki Hani. Pomocnik GieKSy stwierdził, że sportowo drużyna dała radę, ale w kategorii „wydarzenie roku” nie wygrał wcale awans do pierwszej ligi.

Padło na – czemu trudno się dziwić – rozpoczęcie budowy nowego stadionu i hali na Załęskiej Hałdzie, co stało się faktem 14 października. Nagrodę w imieniu miasta Katowice, czyli inwestora, odebrał wiceprezydent Waldemar Bojarun.

[…] Dodajmy, że siatkarzem roku został Jakub Jarosz, hokeistą – Grzegorz Pasiut, szachistą – Jan-Krzysztof Duda, a piłkarką – Nicola Brzęczek, czyli wnuczka brata Jerzego Brzęczka, byłego selekcjonera i trenera GieKSy. – Powiedzieć, że 2021 rok był ciekawy, to jak nic nie powiedzieć – stwierdził [Łukasz Czopik], dyrektor zarządzający GKS-u, zastępujący chorego prezesa Marka Szczerbowskiego. – Do niedawna miałem przekonanie, że najwięcej emocji w życiu dostarcza małżeństwo, ale miniony rok i wydarzenia z boisk, parkietów, lodowisk pokazał, że wcale tak nie musi być…

 

Kultowa akcja Klimczok

[…] Tradycyjna wyprawa na Klimczok, rozpoczęta wczoraj przed południem, była kulminacyjnym punktem krótkiego zgrupowania GieKSy w Bielsku-Białej. Beniaminek pierwszej ligi rozpoczął je w czwartek, a zakończy – dzisiejszym sparingiem z miejscowym Rekordem, czyli szóstą siłą III grupy trzeciej ligi.

Trener Rafał Górak mawia, że to „kultowa akcja Klimczok”. Odkąd w 2019 roku wrócił do klubu z Bukowej, organizowana jest każdej zimy. – To naprawdę wysiłek, 22 kilometry z hotelu na obiekcie Rekordu aż na samą górę i z powrotem. Trzeba najpierw wbiec przez Dębowiec na Szyndzielnię, stamtąd na Klimczok, a potem jeszcze wrócić. Fajna wyprawa – mówił nam szkoleniowiec.

GKS w tym okresie przygotowawczym jeszcze zawita do Bielska – i to niebawem bo już za 9 dni, tym razem na dłuższy obóz, bo trwający od poniedziałku do soboty. Szkoleniowca katowiczan pytaliśmy, czy nie było w klubie dyskusji nad tym, by jedno ze zgrupowań zorganizować w Turcji (jak sześciu innych pierwszoligowców). – To nie ten moment. Mamy założone, kiedy taki wyjazd nadejdzie. Przyjdzie na to czas – odpowiadał Górak.

Na pierwsze zgrupowanie z GKS-em pojechało 29 zawodników, w tym trzech młodzieżowców z akademii (Alan Bród, Kamil Komandera, Norbert Warmuz) i dwóch graczy zakontraktowanych już tej zimy: Jakub Karbownik z Lecha Poznań i Marcin Stromecki ze Skry Częstochowa. W tej chwili – jak mówi dyrektor Robert Góralczyk – przy Bukowej ani już nikogo nie szukają, ani na nikogo nie czekają, a ewentualne ruchy do klubu uzależnione będą od rynkowej okazji. Z jednym wyjątkiem: po powrocie z Bielska-Białej ma zapaść decyzja odnośnie przyszłości jedynego zawodnika mającego obecnie status testowanego, czyli Dawida Brzozowskiego.

To prawy wahadłowy III-ligowej Chełmianki. Choć w tym roku skończy dopiero 19 lat, w III lidze debiutował już niemal 3 sezony temu – wiosną 2019 w Motorze Lublin, prowadzonym wówczas przez… Roberta Góralczyka. Z Lublina został wypożyczony do Chełmu i obecnie jest już na stałe zawodnikiem tamtejszego klubu. Przez 1,5 roku w III lidze rozegrał 48 meczów, strzelił 4 gole.

Dla GieKSy byłby wartościowy o tyle, że – po pierwsze – do połowy 2024 roku przysługiwać mu będzie status młodzieżowca, a po drugie – na prawej stronie konkurenta nie ma w tej chwili Zbigniew Wojciechowski. W razie czego, na tę pozycję może zostać przesunięty Arkadiusz Woźniak. Nominalny prawy obrońca nr 2, Paweł Gierach, jesienią nie grał praktycznie w ogóle i jest na etapie poszukiwania klubu. Tej zimy trenował z zespołem, ale – jak było to już ustalone wcześniej – na zgrupowania jeździć nie będzie.

Drugi z zawodników z listy transferowej, Szymon Kiebzak, podpisał już 1,5-roczny kontrakt z innym pierwszoligowcem – Górnikiem Polkowice. W GieKSie prawy pomocnik przez 2,5 sezonu rozegrał 70 meczów, strzelił 4 gole, zaliczył 14 asyst. Po awansie do pierwszej ligi grywał już niewiele. Tym samym, w kadrze zespołu pozostało już tylko 8 zawodników, którzy latem 2019 zaczynali pierwszy sezon po spadku z zaplecza ekstraklasy (Grzegorz Janiszewski, Arkadiusz Jędrych, Grzegorz Rogala, Zbigniew Wojciechowski, Adrian Błąd, Arkadiusz Woźniak, Patryk Szwedzik, Marcin Urynowicz).

Bukową opuścić może jeszcze 18-letni bramkarz Kamil Korczak, do końca tygodnia testowany w Rekordzie Bielsko-Biała, czyli zespole, z którym dziś sparingowo zmierzy się GieKSa.

 

Filip raz, Filip dwa

Zwycięstwem z III-ligowym Rekordem, odniesionym po golach napastników Filipa Kozłowskiego i Filipa Szymczaka, zakończyła GieKSa krótkie zgrupowanie w Bielsku-Białej. Pozytywnie zaopiniowano wartość sportową testowanego Dawida Brzozowskiego.

[…] GKS – tak jak w drugiej części rundy jesiennej – zagrał w ustawieniu z trójką środkowych obrońców. W drugiej połowie premierowe występy w katowickich barwach zaliczyli Jakub Karbownik i Marcin Stromecki, czyli zawodnicy pozyskani tej zimy. Szansę na angaż ma też Dawid Brzozowski, urodzony w 2003 roku prawy obrońca trzecioligowej Chełmianki.

Jego wartość sportowa została pozytywnie zaopiniowana przez sztab szkoleniowy zespołu z Bukowej i teraz pozostaje już tylko kwestia dogadania warunków z jego klubem.

Trener Górak z przyczyn zdrowotnych nie skorzystał w sobotę z pięciu zawodników: wracającego do pełni sił Oskara Repki, rekonwalescenta Dominika Kościelniaka oraz Grzegorza Janiszewskiego, Bartosza Jaroszka i Daniana Pawłasa. Już na początku sparingu w jednym ze starć skórę głowy rozciął Patryk Szwedzik, polała się krew, dlatego kontynuował grę z pokaźnym opatrunkiem.

Dodajmy, że szansę występu otrzymało pięciu młodych zawodników: Alan Bród, Kamil Komandera, Norbert Warmuz i znajdujący się już w kadrze zespołu Kacper Pietrzyk oraz Bartosz Wodnicki. Zawodnicy po powrocie ze zgrupowania otrzymali 2 dni wolnego, do zajęć wrócą we wtorek. W sobotę w Katowicach rozegrają sparing z imiennikiem z Jastrzębia, a już za okrągły tydzień wyjadą do Bielska-Białej kolejny raz: tym razem na zgrupowanie nieco dłuższe, bo 6-dniowe.

 

dziennikzachodni.pl – Rekord Bielsko-Biała – GKS Katowice 1:2. GieKSa zaczęła od wygranej

W pierwszym tej zimy meczu sparingowym GKS Katowice wygrał z Rekordem Bielsko-Biała 2:1 po golach Filipa Kozłowskiego i Filipa Szymczaka. Honorowe trafienie dla III-ligowców zdobył Marcin Wróbel. Spotkanie rozegrano na stadionie „Na Górce” i zakończyło ono krótkie zgrupowanie katowiczan w Bielsku-Białej.

Kontrolne mecze GKS Katowice z Rekordem stają się powoli tradycją. Obydwa zespoły na początku stycznia spotkały się już po raz trzeci z rzędu i po raz drugi w tej konfrontacji lepsi okazali się katowiczanie.

[…] Katowiczanie zimowe sparingi zaczęli od wygranej. Pierwszego gola zdobył tuż przed przerwą Filip Kozłowski dobijając strzał odbity przez bramkarza. Na 2:0 w 70 minucie wynik podwyższył Filip Szymczak wykorzystując sytuację sam na sam z golkiperem bielszczan. Honorowe trafienie dla Rekordu było dziełem Marcina Wróbla po stracie piłki przez gości na własnej połowie.

Trener Górak wystawił w tym spotkaniu dwa składy dając pograć ponad 20 zawodnikom. Po raz pierwszy na boisku w barwach GieKSy wystąpili Marcin Stromecki i Jakub Karbownik. Zwycięstwem w sparingu GieKSa uczciła przypadające 15 stycznia urodziny jej zmarłego piłkarza Adama Ledwonia.

 

Miliony dla GKS. Katowice podzieliły pieniądze na sport w 2022 roku. GieKSa dostała lwią część z 20 milionów złotych

W piątek 14.12.2022 r. ogłoszono podział pieniędzy na sport w Katowicach w tym roku. Z 20 mln złotych przyznanych na ten cel, lwia część przypadła wielosekcyjnemu GKS-owi Katowice.

Opublikowane zostało rozporządzenie prezydenta Katowic w sprawie wyboru najkorzystniejszych ofert oraz podziału dotacji dla podmiotów niezaliczanych do sektora finansów publicznych w celu realizacji zadania pod nazwą „Organizacja uprawiania sportu” w 2022 roku.

Pieniądze przydzielono 18 klubom, które w sumie wnioskowały o 25.560.522,24 zł.

– Sportowa marka Katowic to przede wszystkim GKS Katowice, który prezentuje szeroką ofertę zarówno dla dzieci, młodzieży, jak również dla zawodników zawodowych. To dyscypliny takie jak piłka nożna mężczyzn i kobiet, które osiągają doskonałe wyniki grając w Ekstraklasie, a także hokeiści, szachiści i siatkarze. Stąd najwyższa kwota dotacji – wyjaśnia Sławomir Witek, naczelnik wydziału edukacji i sportu i dodaje, że spore środki idą na futbol amerykański, który staje się coraz popularniejszy, a także trafią do uczelnianych klubów – AWF-uu Katowice oraz Uniwersytetu Śląskiego

Oto podział środków w Katowicach na sport w 2022 roku (prezentujemy pięć pierwszych klubów z największą dotacją).

1. GKS GieKSa Katowice SA – 17.500.000,00 zł (wnioskowano o 19.394.152,24 zł)

2. KS AZS AWF Katowice – 640.000,00 zł (wnioskowano o 2.565.150,00 zł)

3. Stowarzyszenie Klub Futbolu Amerykańskiego Silesia Rebels – 435.000,00 zł (wnioskowano o 797.000,00 zł)

4. UKS „4” Katowice – 30.000,00 zł (wnioskowano o 107.000,00 zł)

5. AZS Uniwersytet Śląski – 345.000.00 zł (wnioskowano o 847.500,00 zł)

 

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – Zastopowana „Jurajska armia”

[…] W Katowicach zakończył się zwycięski marsz Aluronu CMC Warty Zawiercie.

[…] Uros Kovacević atakował z siłą wodospadu, ale po każdej udanej akcji GKS-u Katowice chwytał się za głowę i wznosił ręce do góry pytając: jak oni to robią? Zespół z Katowic został sprawcą ogromnej niespodzianki, wygrywając z faworyzowaną ekipą z Zawiercia.

– Będzie się działo – wyszeptał przed meczem trener GKS-u, Grzegorz Słaby. Wiedział co mówi, bo w zespole ma charakternych zawodników, którzy z każdym rywalem starają się podjąć walkę. Nie z każdym to się udaje, jednak w derbach regionu zawsze iskrzyło i nie inaczej było w niedzielę.

W składach obyło się bez niespodzianek, bo zespół z Zawiercia dopracował się wyjściowej „6”. Natomiast do GKS powrócili ozdrowieńcy i dodali jakości drużynie.

Od początku było to twarde, męskie granie i zdobycie minimum dwóch „oczek” przewagi przez jednych czy drugich graniczyło z cudem. GKS-owi udało się to dwa razy (16:14 i 22:19). Set zakończył się jednak grą na przewagi. Na parkiecie pojawił tercet: Maksimilian Cavanna – Mateusz Malinowski – Piotr Orczyk. To właśnie zagrywka tego drugiego wprowadziła sporo zamieszania i doprowadziła do piłki setowej dla Aluronu CMC Warty. W sumie goście mieli ich dwie. Potem do głosu doszli miejscowi, udanymi akcjami popisał się środkowy Piotr Hain i partia padła ich łupem. Solidnie zapracowali na tego seta, bo dobrze funkcjonował blok – obrona.

Przyjezdni po przegranej partii mocno się zmobilizowali i szybko zbudowali wyraźną przewagę (17:12). Na GieKSę to nie wystarczyło. Przy serwisie Damian Domagały gospodarze zdobyli 6 „oczek” z rzędu i wyszli na prowadzenie 18:17. A potem była znów gonitwa wyniku (19:22). Gonzalo Quiroga popisał się asem serwisowym i GKS znów prowadził 23:22. Facundo Conte zdobył punkt i to przyjezdni mieli piłkę setową. A potem rozpoczęła się emocjonująca gra na przewagi. Goście nie wykorzystali kolejnej szansy na wygranie odsłony, zaś gospodarze skończyli po czwartej piłce i tym samy To ich nie zadowoliło. Poszli za ciosem W końcowych fragmentach zdominowali rywali. Objęli prowadzenie 23:19 i nie zaprzepaścili szansy. Zdobyli komplet punktów. Teraz GKS patrzy w górę, bo otworzyła się spora szansa gry w play offach. Oczywiście droga jest jeszcze daleka.

MVP: Tomas Rousseaux

GKS Katowice – Aluron CMC Warta Zawiercie 3:0 (28:26, 31:29,25:21)

 

HOKEJ

hokej.net – Pełna pula dla katowiczan. Zabójcze 40 sekund!

W bardzo dobrych humorach wracają z grodu Kopernika hokeiści GKS-u Katowice. W meczu 35. kolejki Polskiej Hokej Ligi podopieczni Jacka Płachty pokonali KH Energę Toruń 6:3, a trzy gole hokeiści GieKSy zdobyli w 40 sekund!

Spotkanie bardzo dobrze rozpoczęli torunianie i w sumie jedynie w pierwsza tercji zaprezentowali się z naprawdę solidnej strony. Strzelanie rozpoczął Mikałaj Syty, chwilę później Szymon Mularczyk wyrównał, a potem znów na prowadzenie wyszli gospodarze za sprawą Roberta Arraka. W pierwszej odsłonie spotkania KH Energa wyglądała naprawdę dobrze, stwarzała sobie wiele szans i mogła prowadzić wyżej.

Michalski, Fraszko, Eriksson, czyli zabójcze 40 sekund. Tak można by najkrócej opisać drugą tercję, a nawet cały mecz. Hokeiści GieKSy nie dość, że wyrównali, to jeszcze odskoczyli rywalom na dwie bramki, co jak się potem okazało pozwoliło im kontrolować przebieg spotkania. Jeszcze przed końcową syreną, Möldera pokonali Joona Monto i Mateusz Bepierszcz.

„Stalowe Pierniki” walczyły do samego końca. Kilka minut przed końcem Korczocha przedłużył nadzieje torunian, a chwilę później mogło już być 4:6. Po dłuższej wideoweryfikacji sędziowie uznali jednak, iż gol nie zostanie uznany, co spotkało się ze sporym niezadowoleniem wśród hokeistów z grodu Kopernika, a także kibiców.

KH Energa Toruń – GKS Katowice 3:6 (2:1, 0:3, 1:2)

 

GieKSa rozbiła Podhale! Miarka „na zero”

GKS Katowice, zgodnie z oczekiwaniami, wysoko pokonał Tauron Podhale Nowy Targ 8:0 w meczu 37. kolejki Polskiej Hokej Ligi. Spory udział w tym zwycięstwie mieli Marcin Kolusz i Miro-Pekka Saarelainen, którzy zdobyli po dwie bramki oraz Maciej Miarka. Młody golkiper rozegrał pierwsze spotkanie w tym sezonie i zachował w nim czyste konto!

Dla katowiczan był to spotkanie z gatunku tych, które po prostu trzeba wygrać i uniknąć w nim niepotrzebnych urazów. Ten cel udało się zrealizować.

Szkoleniowiec GieKSy Jacek Płachta w starciu z „Szarotkami” sprawdził też dyspozycję Macieja Miarki, zmiennika Johna Murraya. Dla 20-letniego golkipera był to pierwszy mecz w tym sezonie i zaprezentował się w nim z naprawdę dobrej strony. Zachował bowiem czyste konto i zaliczył kilka naprawdę dobrych interwencji. To, w jaki sposób obronił strzał i dobitkę Bartłomieja Neupauera mogło podobać się nawet najbardziej wybrednym kibicom.

Gospodarze szybko, bo już po 20 sekundach, rozwiązali worek z bramkami. Ładną indywidualną akcją popisał się Patryk Wronka, który zabrał się z krążkiem spod bandy, popędził na środek tercji aż w końcu uderzył z wysokości linii niebieskiej. Pracujący na bramkarzu rywali Marcin Kolusz sprytnie zmienił tor lotu krążka i zaskoczył Pawła Bizuba. Tym samym „Kolos” uczcił swoje 37. urodziny zdobyciem gola. Ba, strzelił go zespołowi, z którego przeszedł do GieKSy i w którym w przyszłym sezonie znów będzie występował.

Katowiczanie w pierwszej odsłonie zadali jeszcze dwa ciosy. Najpierw w ósmej minucie uderzenie Igora Smala skutecznie poprawił Mateusz Michalski, z kolei pod koniec tercji podopieczni Jacka Płachty zamienili na bramkę okres gry w przewadze. Ustawiony na lewym buliku Carl Hudson uderzył z nadgarstka i zaskoczył nowotarskiego golkipera.

Tuż po przerwie hokeiści GieKSy dołożyli czwartego gola, który pozwolił jej kontrolować przebieg spotkania. Na listę strzelców wpisał się Miro-Pekka Saarelainen, popisując się przy tym bardzo dobrym uderzeniem w długi róg.

Później spotkanie straciło na jakości. Katowiczanie spuścili z tonu, więc do końca drugiej odsłony wynik już się nie zmienił.

W trzeciej części gry katowiczanie wrócili na właściwe tory. Efekt? Cztery gole autorstwa Saarelainena, Lehtonena, Kolusza i Jakimienki. Najbardziej efektowne były te trafienia dwóch ostatnich. „Kolos” zwieńczył szybką wymianę podań, a rosyjski defensor po podaniu Patryka Wronki posłał gumę w samo okienko.

GKS Katowice – Tauron KH Podhale Nowy Targ 8:0 (3:0, 1:0, 4:0)

 

sportdziennik.com – Spalony na niebieskiej. Ułomny protokół

W ubiegłym tygodniu hokejowa centrala wprowadziła tzw. protokół COVID-19. Zgodnie z nim nie będzie można już odwoływać meczów z uwagi na zakażenia koronawirusem.

Zainfekowani hokeiści zostaną poddani izolacji, a kluby będą musiały radzić sobie w okrojonych składach. Każda z drużyn musi mieć do dyspozycji przynajmniej 10 zdrowych zawodników z pola oraz dwóch bramkarzy. Gdy klub się z tego nie wywiąże, zostanie ukarany walkowerem. Jeżeli natomiast dwa zespoły nie będą mogły rozegrać meczu, to zostanie orzeczony obustronny walkower. Jeżeli to przydarzy się w fazie play-off, dalej awansuje drużyna wyżej rozstawiona.

Nie powiem, że jestem oburzony tymi obostrzeniami, ale prezes PZHL Mirosław Minkina i jego świta znowu wykazali się refleksem szachisty. Przecież pandemia koronawirusa nie pojawiła się znienacka, żyjemy z nią od dawna, więc taki zapis powinien zostać poczyniony przed rozpoczęciem rozgrywek. Teraz zmienia się reguły w trakcie sezonu, co na pewno nie jest uczciwe i sprawiedliwe. Kilka zespołów, min. Ciarko Sanok, Re-Plast Unia Oświęcim, Tauron Podhale Nowy Targ, „wyczyściło się” przed decydującą fazą rozgrywek i śmieją się teraz innym w nos.

Kolejna wątpliwość to nakładanie walkowerów. Wynika z tego, że w innych zakładach pracy można pracownika wyrzucić za to, że ośmielił się zachorować! A kuriozalny jest już zapis o obustronnym walkowerze w fazie play off i ewentualnym awansie zespołu wyżej rozstawionego po fazie zasadniczej! To „kwiatek” porównywalny do tego, gdy mistrzowski tytuł przyznano GKS-owi Tychy, mimo nie dokończenia rozgrywek.

Jeżeli PZHL i PHL są tak stanowczy, to jak zamierzają egzekwować nowy regulamin rozgrywek ligowych? Przecież w drużynach mogą grać zawodnicy zakażeni, którzy przechodzą chorobę bezobjawowo. I mogą zarazić rywali. Przecież szczepionka nie gwarantuje „nietykalności”. Czy i kto będzie robił testy na obecność koronawirusa przed każdym meczem? Kto za nie zapłaci? Moim zdaniem koszty powinien ponosić organizator rozgrywek.

Surowym rygorom powinni być poddani także sędziowie i test przed każdym meczem musi być dla nich OBOWIĄZKOWY! A jeżeli nie będą „dyspozycyjni”, na oba zespoły zostanie nałożony obustronny walkower?!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dokąd zmierzacie Szoszoni?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 23 latach GKS Katowice wraca do Europy. Niezwykłym faktem jest to, że trafiając na tak bliskiego geograficznie rywala jak MŠK Žilina, GieKSa zagra w pucharach z przeciwnikiem oddalonym zaledwie jedną czwartą odległości od miejsca, w którym te puchary drużyna sobie w lidze zapewniła. Jeśli Baltika Kaliningrad nie wywalczyła kiedyś pucharów w ostatniej serii gier z Łucz Energią Władywostok, to zapewne próżno szukać takiej sytuacji w annałach europejskiej piłki.

W lidze wyjazd 150 kilometrów kwalifikujemy jako nie najbliższy, ale bliski. Przecież to mniej niż choćby do Wrocławia, a przecież tam to jest szast prast i jest się na miejscu. Tak więc logistycznie wypadło dla GKS idealnie – brak konieczności lotu, a i dla kibica jest to wycieczka bardzo łatwa. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie przekraczać granice w Zwardoniu, to odcinek autostrady D3 (Skalite – Svrčinovec) jest zamknięty i trzeba jechać wioseczkami i miasteczkami m.in. przez Oszczadnicę. Wiadomo – jeśli chodzi o przygodę dla kibiców, to lepszy byłby Hajduk, ale przygody zostawmy sobie po prostu na następne rundy.

MŠK Žilina to drugi po Slovanie Bratysława najbardziej utytułowany klub Słowacji. Został założony w 1908 roku pod węgierską – w wyniku madziaryzacji – nazwą Zsolnai Testgyakorlók Köre (Klub Gimnastyczny w Żilinie). Później nazwa zmieniana była kilkukrotnie, choć w latach 1919-1948 była bliska obecnej – ŠK Žilina. Zresztą tak samo nazywał się w latach 1990-1995 i właśnie wtedy dodana została literka „M”, czyli „Miejski”. Pierwsze sukcesy klub odniósł w latach 1928 i 1929 w nieoficjalnych rozgrywkach zdobywając Mistrzostwo Słowacji. To był czas, kiedy istniała Czechosłowacja i był okres, w którym najlepsze drużyny słowackie grały w fazie play-off o mistrzostwo łączonego kraju. W omawianych latach nie miało to jednak miejsca.

W lidze czechosłowackiej zespół grał przez 30 sezonów, a najwyższym miejscem z tamtego czasu było czwarte w sezonie 1946/47. Wielkimi zgłoskami zapisał się początek lat 60. W pierwszej w historii edycji Pucharu Czechosłowacji ówczesne Dynamo Żilina dotarło aż do finału, gdzie w Ołomuńcu uległo praskiej Dukli 0:3. Jako, że Dukla zdobyła mistrzostwo, Słowacy dostali przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam to zrobili niemałą furorę, dochodząc aż do ćwierćfinału, choć były to czasy, że aby dotrzeć na ten szczebel wystarczyło przejść… jedną rundę.

W dwumeczu Żilina trafiła na grecki Olympiakos. W pierwszym meczu w Pireusie goście mimo dwukrotnego tracenia prowadzenia, w 87. minucie jednak dopięli swego, gdy Julius David po raz trzeci trafił do siatki. W rewanżu Słowacy wygrali 1:0 po golu Vladimira Pisarika.

Prawdziwa bomba miała miejsce w ćwierćfinale. Dynamo trafiło na broniącą pucharu Fiorentinę i w pierwszym meczu to właśnie klub z Żiliny sensacyjnie wygrał to spotkanie 3:2, wprawiając w osłupienie byłego wicemistrza świata, węgierskiego trenera Nandora Hidegkutiego, mającego swego czasu swój epizod na ławce w… Stali Rzeszów. W rewanżu jednak faworyt odrobił straty i wygrał 2:0.

Ciekawostka! Bramkarzem Żiliny w tych spotkaniach był zawodnik nazywający się… František Plach. Tak, to nie przypadek – był to dziadek obecnego golkipera Piasta Gliwice, mającego to samo imię, co świadczy, że była to persona poważana i szanowana w rodzinie. Kontuzjowanemu od marca wnukowi słynnego dziadka życzmy dobrej rekonwalescencji i dalszego dochodzenia do siebie po marcowym urazie kolana.

W nowożytnej historii, czyli grze już w stricte w lidze słowackiej – po rozpadzie Czechosłowacji – MŠK Žilina odniosła sporo sukcesów. Siedmiokrotnie zdobyli mistrzostwo, choć pięć z tych tytułów przypadło na pierwszą dekadę XXI wieku. Dodatkowo dwukrotnie zdobyli Puchar Słowacji i cztery razy byli finalistą. To właśnie zdobycie pucharu w tym roku dało piłkarzom Pavola Staňo przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.

Pavol Staňo to postać w polskiej piłce aż nadto znana. Jako piłkarz rozegrał aż 243 mecze w ekstraklasie i zdobył 23 bramki. Występował w Polonii Bytom, Jagiellonii, Koronie, Podbeskidziu i Termalice.

W XXI wieku Słowacy zagrali niezliczoną ilość spotkań w europejskich pucharach. Raz nawet awansowali do Ligi Mistrzów, gdy w decydujących bojach dwukrotnie wygrali ze Spartą Praga, ale w grupie już poszło im fatalnie – przegrali wszystkie sześć meczów, a z Marsylią polegli u siebie aż 0:7. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to na pewno słowaccy kibice wspominają triumf na Villa Park w 2008 roku, kiedy to niedoceniany przybysz z Europy środkowej wygrał z Aston Villa 2:1, co oklaskiwał z ławki trenerskiej dobrze znany w Polsce Dusan Radolsky. Co ciekawe Żilina, która teraz przecież przegrała dwumecz z Hajdukiem, wyeliminowała Chorwatów w 2009 roku w eliminacjach do Ligi Europy. Z ciekawszych wyników na uwagę zasługuje zwycięstwo z luksemburskim Dudelange… 5:4 oraz niesamowita końcówka dwumeczu z Worskłą Połtawa z 2015 roku. Żilina w pierwszym spotkaniu wygrała 2:0, taki sam wynik, tyle że na korzyść Ukraińców był po 90 minutach rewanżu. W dogrywce Worskła strzeliła na 3:0, ale w doliczonym czasie goście ze Słowacji zdołali strzelić gola dającego awans – wtedy jeszcze bramki na wyjeździe były premiowane. Potem Żilina nawet wygrała pierwszy mecz z Athletikiem Bilbao 3:2 (przegrywając 0:2 do przerwy!), ale w rewanżu Baskowie ugrali 1:0.

W poprzednim sezonie doszło w końcu do starcia MŠK Žilina z polskim klubem, mianowicie Rakowem Częstochowa. Medaliki nie zostawiły złudzeń Słowakom wygrywając 3:0 u siebie i 3:1 na wyjeździe. W dwumeczu tym debiutował w europejskich pucharach Oskar Repka, dla którego pierwsze starcie było dopiero drugim meczem w ogóle w barwach Rakowa, po inauguracji przeciw GKS Katowice. Choć proforma dodajmy, że w 1997 roku Żilina zmierzyła się w Pucharze Intertoto z Odrą Wodzisław, a było to o tyle ciekawe, że teoretycznie niemająca szans na Puchar UEFA Odra została właśnie zgłoszona do rozgrywek „Pucharu Lata”. Intertoto odbywało się wówczas jeszcze w trakcie trwania poprzedzającego sezonu i na finiszu ligi wodzisławianie jednak do Pucharu UEFA się dostali – kosztem GieKSy. Odra zremisowała z Żiliną 0:0, a trenerem gości było – co za zaskoczenie – Dusan Radolsky.

1 maja 2026 MŠK Žilina zdobyła swój trzeci Puchar Słowacji. W rozegranym u siebie, czyli na Stadioniem pod Dubnom, drużyna wygrała z FC Košice 3:1. Bramki zdobyli Michal Fasko, Filip Kasa i Marko Roginić. Tym samym trofeum wróciło do Żiliny po 14 latach. Co ciekawe z rywalem z Koszyc zespół zmierzy się w pierwszej kolejce nowego sezonu i pojedynek ten odbędzie się pomiędzy dwoma meczami z GKS Katowice.

Przez lata przewinęło się przez ten klub wielu nie tylko znanych zawodników, ale przede wszystkim znanych nam – polskim kibicom. Z racji bliskości do polskiej granicy, wielu słowackich zawodników czy trenerów mieliśmy okazję gościć na terytorium naszego kraju, ale przecież też Polacy zaznaczyli swój ślad w klubie spod Małej Fatry.

Obecnie barw słowackiego klubu broni Fabian Bzdyl, młodzian z Cracovii, który jednak nie miał okazji zagrać na Nowej Bukowej w przegranym przez Pasy 1:2 meczu. W przeszłości w Żilinie grał jeszcze Dawid Kurminowski i robił tam niemałą furorę – strzelając w 52 meczach aż 27 bramek i mając na koncie tytuł króla strzelców w sezonie 2020/21 z 19 trafieniami na koncie. No i największa obecnie gwiazda Jakub Kiwior, który z Železiarne Podbrezová trafił właśnie do Żiliny i rozegrał tam 50 meczów. Dobre występy zaowocowały transferem do Spezii, a potem piłkarz zdobył kontrakt życia w Arsenalu. Obecnie broni barw FC Porto.

A piłkarze, którzy grali w Żilinie oraz w polskich rozgrywkach: Aleš Besta strzelił nam kiedyś bramkę w meczu Górnika z GieKSą, gdy rozpoczynała się i umacniała ówczesna zgoda, a na Roosevelta, na starym jeszcze stadionie, przy 20 tysiącach kibiców mieliśmy piłkarskie święto. W Polsce grali lub grają przecież Wahan Biczachczjan, Roman Gergel, Ľubomír Guldan, Róbert Jež, Dušan Kuciak, Samuel i Patrik Mrázowie, Ján Mucha, Róbert Pich, František Plach, Ivan Trabalik czy Kristian Vallo.

Zdecydowanie największą karierę w światowej piłce zrobił Milan Škrinjar, reprezentant Słowacji, wychowanek tego klubu, który rozegrał niemal dwieście meczów w Interze Mediolan, a grał też w PSG. Zawodnik obecnie gra w Fenerbahçe i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Polscy kibice mogą pamiętać Stanislava Sestaka, który niegdyś w Bratysławie w dwie minuty strzelił dwie bramki reprezentacji Polski w eliminacjach do Mundialu 2010 odwracają losy spotkania. No i oczywiście Martin Dúbravka, wieloletni bramkarz Newcastle United. Ostatnio grał w Burnley, a pod koniec czerwca został ogłoszony zawodnikiem Tottenhamu.

MŠK Žilina ma też powiązania z GieKSą. Jedno przeszłe, jedno obecne. Oliver Praznovsky grał w GKS przez dwa sezony. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w formie był zawodnikiem bardzo solidnym. Katowicki Senderos strzelił cztery bramki dla naszego zespołu. Potem m.in. przez cztery lata grał w Chrobrym Głogów. No i obecny zawodnik – Marko Roginić. Chorwat w GieKSie był przez półtora sezonu i rozegrał 43 mecze zdobywając zawrotne 3 bramki – przeciw ŁKS, Łęcznej i Tychom – co ciekawe wszystkie na wyjeździe. Potem właśnie trafił do zespołu z Lubelszczyzny.

Nazwa stadionu MŠK Žilina wprost nawiązuje do wzgórza Dubeň znajdującego się nieopodal – po drugiej stronie rzeki Wag, a widocznego z samego obiektu. Analogicznie więc z wieży widokowej na górze tejże, widać stadion, jak i całą piękną panoramę miasta. Na tym jednak widoki się nie kończą, gdyż Żilina znajduje się nieopodal Małej Fatry ze swoimi wysokimi szczytami i bardzo wymagającymi podejściami na Wielki Krywań, Stoh czy Wielki Rozsutec, szpizczastą górę widoczną świetnie choćby z naszej Magurki Radziechowskiej w Beskidzie Żywieckim. Swoją drogą obiekt ten tak do złudzenia przypomina stadion Górnika Łęczna, że wspomniany Roginić, gdy zmieniał barwy klubowe musiał mieć w głowie niezłe zamieszanie i zastanowienie, czy aby na pewno transfer doszedł do skutku i nadal nie dźwięczyły mu w głowie tony głosu Krzysztofa Cugowskiego.

Drużyna i trenerzy Żiliny mieli duże aspiracje przed meczami z Hajdukiem. Pavol Staňo zapowiadał, że zespół chce grać swoją i odważną piłkę. Czy jednak te słowa mogły się ziścić? Piłkarze ze Słowacji w Splicie nie zaprezentowali się najlepiej, choć mimo to mieli swoje stuprocentowe okazje, których nie wykorzystali Hranica i Roginić, a jeden z obrońców Hajduka nieomal zaliczył „estońską sztuczkę”, bo bramkarz znajdował się za światłem bramki, ale po przeciwległej stronie i podanie do pustaka… minimalnie minęło lewy słupek. Tak, chorwacki obrońca zrobił to co należy, czyli nie zagrał w światło bramki, ale serce kibicom Torcidy podeszło do gardła, a nasi południowi sąsiedzi mieli nadzieję. Märtenowi Kuuskowi życzymy wszystkiego dobrego w barwach Dumy Stolicy!

Fani z Żiliny nie byli pocieszeni. W sieci pojawiło się utyskiwanie na postawę zespołu w tym meczu, ale też kibice zwracali uwagę na szerszy kontekst, czyli zarówno brak wzmocnień, jak i kontynuację słabej gry z końcówki poprzedniego sezonu.

„Kpiną jest to, że na Europę nie zostało wystawione ani jedno wzmocnienie, ale to nie jest niespodzianka w ostatnich latach”

„Wynik z przebiegu meczu powinien brzmieć 6:1. Zero obrony”

„Możemy się cieszyć, że z tak nędzną grą, mamy taki wynik. Z drużyny, która miała tytuł w garści, zajęliśmy czwarte miejsce na wiosnę, a puchar był cudem”

„Strasznie słaby występ wczoraj. Atak to katastrofa, Roginič i Faško wypadli z formy, czuję się jakbyśmy ich tam nie mieli”

„Žilina = obolałe oczy, nieszczęście”.

Trudno się dziwić frustracji kibiców, bo rzeczywiście – mimo, że drużyna awansowała do pucharów, to wiosna do dobrych nie należała. Sezon zasadniczy (22 kolejki) Żilina zakończyła na 3. miejscu z sześciopunktową stratą do lidera. Bilans 11-7-4 nie wyglądał najgorzej. Grupa mistrzowska to jednak były cztery zwycięstwa i sześć porażek. W ostatnich pięciu kolejkach sezonu drużyna przegrała czterokrotnie. To skutkowało wypadnięciem poza podium i strefę pucharów, dlatego tak ważne było zdobycie Pucharu Słowacji.

Patrząc na składy z meczu z Rakowem sprzed roku, widać, że w zespole doszło do kilku przetasowań. W pierwszym meczu grało czterech, a w drugim pięciu zawodników, których już w klubie nie ma. Przede wszystkim odszedł młody, zdolny Ghańczyk Samuel Gidi, który trafi do Cincinati i w Major Leauge Soccer rozegrał już (na raty – 2 pobyty) 23 mecze, grając m.in. przeciw takim gwiazdom jak Leo Messi. To była ważna postać, bo w Żilinie zawodnik rozegrał ponad sto meczów. No ale odeszli też tacy piłkarze jak Ľubomír Belko (Viking), Samuel Kopásek (Pardubice, a dosłownie wczoraj wypożyczony do Lechii Gdańsk), Adrián Kaprálik (Holstein Kiel) czy Dávid Ďuriš (Rosenborg).

Popularni Szoszoni kilka lat temu nie mogli być jednak pewni, że ich klub nadal będzie znajdował się na piłkarskiej mapie Słowacji. Krótko bowiem po ogłoszeniu w Europie pandemii, trzy tygodnie po przerwaniu rozgrywek – MŠK Žilina ogłosiła komunikat z enigmatycznym określeniem „postawienia klubu w stan likwidacji”. Powodem była fatalna sytuacja finansowa. Klub w związku z nią chciał obciąć siedemnastu najlepiej zarabiającym piłkarzom aż 80 procent pensji, na co zawodnicy nie chcieli przystać, choć byli gotowi na zrzeczenie się pewnej części wynagrodzenia. W związku z odmową piłkarze dostawali wypowiedzenia. Problem polegał na tym, że klub nie ogłaszał bankructwa, chciał po prostu ogarnąć finanse – sportowo w przypadku powrotu do rozgrywek, drużyna miałaby do nich przystąpić, tylko grając juniorami, ewentualnie tymi, którzy zgodziliby się na drastyczną obniżkę apanaży i zostali w klubie. Nasi Kurminowski i Kiwior byli wówczas młodymi zawodnikami, więc ich tak drastyczna obniżka pensji nie dotyczyła i w klubie zostali. Jednym z tych, który odszedł był obecny bramkarz Piasta Gliwice, który trafił do klubu w obliczu kontuzji Placha – Dominik Holec, który sam głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tej 80-procentowej obniżki. Natomiast, że stara miłość nie rdzewieje pokazali inni zawodnicy, którzy wówczas rzeczywiście z klubu odeszli, ale dziś po kilku latach znów bronią barw MŠK Žilina – jak choćby Filip Kasa czy kapitan Miroslav Kacer.

A dlaczego w ogóle MŠK Žilina to Szoszoni? Przydomek i maskotka nawiązują do grupy plemion indiańskich. Plemiona te zamieszkujące m.in. tereny dzisiejszych stanów Wyoming i Idaho, zajmowały się głównie łowiectwem i zbieractwem. Ich głównym pożywieniem były orzeszki piniowe, ale ci, którzy mieli zdolność polowania, próbowali zdobyć zające wielkouche, ale także sarny, bizony czy antylopy. Była to grupa uboga, wedle relacji amerykańskich i brytyjskich traperów nie stanowili mocnej siły w tym regionie. Dodatkowo dochodziło do starć i nieporozumień ze względu na wybijanie przez traperów populacji bobra, która to była dla Szoszonów m.in. źródłem odzieży. Rząd USA próbował ogarnąć sytuację, stworzyć rezerwaty i dostarczać im środki na przetrwanie, ale wyglądało to różnie, a na pewno dość szorstko i dochodziło na tym tle do wielu nieporozumień.

Co ciekawe nie tylko amerykańskie, ale i afrykańskie wątki dotyczą naszego najbliższego rywala. W 2018 roku założono bowiem w Ghanie filię MŠK Žilina, mianowicie MŠK Žilina Africa FC. Klub zlokalizowany jest w Labadi na przedmieściach Akry i występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. W zakończonym sezonie zespół w czterozespołowej grupie play-off o awans zajął trzecie miejsce, w niefortunnym układzie punktów 6-6-6-0 (Czesław Michniewicz na Euro U-21 nie lubi tego). Drużyna wygrała dwa mecze i jeden przegrała, ale bilans bramkowy 2:2 nie pozwolił wywalczyć awansu na zaplecze. Między klubem-matką, a ghańską filią rzadko dochodziło do wymian piłkarzy, ale wspomniany wcześniej Samuel Gidi był właśnie tą perełką wyłowioną z afrykańskiego kraju. Zawodnik przyjął słowackie obywatelstwo i zagrał sześć meczów w młodzieżówce.

Swoją drogą nazwy trzecioligowych ghańskich drużyn są… specyficzne. True Life, Prestige, Immigration, Ghana Army, Third World, Still Believe, John Paintsil czy Mobile Phone People raczej przywołują skojarzenia z rozgrywek Red Boxa lub innych lig szóstek. Dla młodszych i niewtajemniczonych kibiców przypomnę, że np. John Painstil to po prostu były reprezentant Ghany w piłce nożnej, uczestnik Mundialu w 2006. Natomiast jeśli chodzi o filię lub (?) fancluby (?) to można tam znaleźć także choćby… Schalke 04 czy Besiktas Berlin.

Wróćmy do dwumeczu z Hajdukiem. W rewanżu Żilina zaczęła grać, ale… zbyt późno. Kiedy Van Hoorenbeeck strzelał dla gości bramkę do szatni, wydawało się, że wszystko jest pozamiatane. Pogoń Żiliny zakończyła się strzeleniem dwóch bramek, z czego tej drugiej w doliczonym czasie gry. Na więcej nie starczyło czasu. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Roginić, natomiast dwukrotnie zawodnik ten tak szpetnie zmarnował stuprocentowe sytuacje, że naprawdę trudno się dziwić komentarzowi jednego z fanów zespołu: „Ale ten chłopak to drewno!”.

Kibice zwracali uwagę na dobrą postawę w drugiej połowie.

„Gdyby grali tak, jak przez ostatnie 30 minut to skończyłoby się 4:1”

„Dlaczego od początku nie grał Bzdyl?”.

Prawda. Fabian zastąpił kapitana Miroslav Káčera i wniósł mnóstwo ożywienia dla gry zespołu. Wypracował drugiego gola.

Kapitan zespołu Miroslav Káčer powiedział, że ma nadzieję, że w kolejne rundzie z tych sytuacji, które sobie wykreują, bramki będą już strzelać. Obrona GKS musi się więc mieć na baczności.

Bardzo ciekawy komentarz zawarł jeden z kibiców, który patrzy na szerszy kontekst:

„Po zwycięstwie w Pucharze Słowacji pan Antošík zapowiadał: „Tym razem chcemy odnieść sukces w Europie. Sprowadzimy dwóch nowych zawodników!”. Tymczasem znów zamieniliście to w przedsięwzięcie czysto biznesowe. Wystawialiście do gry piłkarzy, których chcieliście sprzedać. Z Polakami też odpadniecie, a potem nastąpi kolejna wyprzedaż – dokładnie tak jak ostatnim razem. Czy dziwi was, że cała Żylina i okolice kompletnie nie interesują się waszą drużyną piłkarską?”.

To daje obraz, że kibice są niezadowoleni nie tylko z braku wzmocnień, ale z permanentnych osłabień, ba – niektórzy przewidują odejścia zawodników jeszcze przed dwumeczem z GieKSą. Ktoś inny napisał:

„Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz Polacy wygnają nas z europejskich pucharów”

Całość pokazuje, że mimo triumfu w krajowym pucharze, nastroje kibiców w kontekście kilku ostatnich lat najlepsze nie są. Systematyczne porażki w pierwszych rundach europejskich pucharów są dla żilinian frustrujące. Mają oni nadzieję na przejście GKS, jednak zdania są podzielone – jedni uważają rewanżowy mecz z Hajdukiem za dobry prognostyk, inni mają dość sporo defetyzmu i przewidują porażkę.

Czy Adam Zreľák zagra przeciw swoim rodakom to zawsze jest niewiadoma, ale w przeszłości miał już tę okazję. W barwach Rużomberoka strzelił przeciwko Żilinie gola i zaliczył asystę.

Dla GKS Katowice europejskie puchary to wielka niewiadoma. Dodatkowo Katowiczanie nie trafiają na amatorów z San Marino czy Andory, jak to kiedyś bywało w przypadku polskich drużyn we wczesnych fazach. Trafiamy na drużynę z regionu, niesłabą i też nieprzesadnie mocną. Wydaje się, że liga słowacka jest nieco słabsza od polskiej, co by dawało pewną przewagę naszej drużynie. Z drugiej strony rywale są na europejskiej arenie dość ograni. Nie ma więc chyba co dywagować, kto jest faworytem tej potyczki. Na pewno rywal jest w zasięgu, a dwumecz Rakowa z poprzedniego roku wyraźnie to pokazał.

Źródła:
Wikipedia PL
Wikipedia EN
https://igol.pl/msk-zilina-likwidacja-co-oznacza/
Transfermarkt
https://sciezkimojegoswiata.pl/2020/09/26/vyhliadkova-veza-duben-czyli-wieza-widokowa-w-zylinie/
90minut.pl
https://www.mskzilina.sk/
Facebook – MŠK Žilina
Foto: https://img.uefa.com/imgml/stadium/uw/65053.jpg

Kontynuuj czytanie

Hokej Podcasty

Wywiad z Bartoszem Fraszko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.

Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!

Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):

Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej

PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej

Posłuchaj archiwalne podcasty:

Z klepy

Jesteśmy dostępni także na Spotify:.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Bliżej Żiliny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Hajduk Split wygrał w pierwszym meczu pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy z MSK Żilina 2:0. Przegrany tego dwumeczu będzie rywalem GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji.

Pierwszą bramkę zdobył w 22. minucie Roko Brajković, pięknym technicznym strzałem z kilkunastu metrów pokonując Jakuba Badzgona. Drugie trafienie zaliczył Dalisson, który przeprowadził indywidualną akcję i płaskim strzałem zza pola karnego podwyższył prowadzenie swojego zespołu.

Hajduk był zespołem dominującym i stworzył sobie jeszcze kilka sytuacji, jednak Żilina również miała swoje okazje – m.in. znakomitych sytuacji sam na sam nie wykorzystali Timotij Hranica i Marko Roginić.

Rewanż odbędzie się w czwartek 16 lipca o 20:30 w Żilinie.

Pierwszy mecz drugiej rundy eliminacji Ligi Konferencji GKS Katowice rozegra na wyjeździe 23 lipca.

Hajduk Split – MSK Żilina 2:0
Bramki: Brajković (22), Dalisson (49).
Hajduk: Silić – Acapandie, Maresić, Van Horenbeeck, Hrgović, Brajković (79. Hodak), Pajaziti, Pukstas, Dalisson (79. Del Moral), Melnjak (73. Huram), Sego (86. Livaja).
Żilina: Badzgon – Paliscak, Kasa (63. Minarik), Narimanidze, Hranica (82. Datko), Kaceer (71. Adang), Bzdyl, Kasko (63. Ilko), Kosa (63. Florea), Bari, Roginić.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga