Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Wielosekcyjny przegląd mediów: GieKSa rozbiła Podhale! Miarka „na zero”
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatnich dziesięciu dni dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.
Rozstrzygnięto konkurs Złote Buki 2021, statuetki wręczono na gali która odbyła się w auli Wyższej Szkoły Technicznej w Katowicach. Piłkarki oraz piłkarze wrócili do treningów przed wiosennymi ligowymi meczami. Piłkarki rozegrały mecz sparingowy z Skrą Ladies Częstochowa. Nasza drużyna wygrała 7:0 (2:0). W niedzielę (23.01) zespół zmierzy się w kolejnym meczu sparingowym ze Śląskiem Wrocław. Piłkarze odbyli trzydniowe zgrupowanie w Bielsku-Białej na zakończenie którego rozegrali mecz kontrolny z rekordem Bielsko-Biała, który wygrali 2:1 (1:0). W sobotę (22.01) drużyna rozegra mecz sparingowy z GKS-em Jastrzębie.
W minionym tygodniu siatkarze rozegrali spotkanie ligowe z Aluronem CMC Wartą Zawiercie, w którym wygrali 3:0. Dzisiaj zespół zmierzy się z Mickiewiczem Kluczbork (w ramach rozgrywek Pucharu Polski, na wyjeździe). W najbliższy poniedziałek (24.01), drużyna zmierzy się z LUKiem Lublin w ramach PlusLigi.
Z zaplanowanych trzech spotkań hokeiści rozegrali dwa, oba zwycięskie: z KH Energą Toruń 6:3 i Podhalem Nowy Targ 8:0. Spotkanie z 36 kolejki rozgrywek z Re-Plast Unią Oświęcim zostało przełożone na 15 lutego. W najbliższych dniach drużyna rozegra jedno spotkanie, w piątek (21.01), z Re-Plast Unią Oświęcim (38 kolejka).
PIŁKA NOŻNA
facebook.com/Skra.Ladies.Czestochowa
Po blisko dwumiesięcznej przerwie Ladies ponownie wybiegły na piłkarskie boisko ⚽????
W sobotnie popołudnie nasze Panie zmierzyły się w grze kontrolnej z ekstraligowym GKS-em Katowice. Faworyt pojedynku pierwszoligowca z czołowym zespołem ekstraligi mógł być tylko jeden. Jednak mimo wysokiej porażki, w opinii bezstronnych obserwatorów, Skra zaprezentowała bardzo solidny i dojrzały już futbol.
Zwłaszcza pierwszą połowę można zapisać częstochowiankom na duży plus. W tym okresie Ladies podjęły rękawicę i z dużo wyżej notowanym rywalem walczyły absolutnie bez respektu. Wprawdzie straciły pod koniec tej części gry dwie bramki ale same też miały okazję do celnych trafień, że wymienimy tylko strzał w poprzeczkę Oliwii Pająk .
Drugie czterdzieści pięć minut to coraz bardziej wzrastająca przewaga gospodyń. Naszym Paniom sił do skutecznej walki starczyło jeszcze na kwadrans. Ciężki tygodniowy trening wcześniej czy później musiał pokazać swoje „oblicze”. Ostatnie pół godziny to już dominacja katowiczanek które swoją przewagę udokumentowały kolejnymi bramkami.
Pomimo porażki możemy być optymistami. Na tle tak klasowego rywala nasze piłkarki pokazały, że drzemie w nich spory potencjał.
Naszą opinię wydaje się, że podziela także II trener Ladies Krystian Kotarski:
– Z przebiegu meczu możemy być jak najbardziej zadowoleni. Pierwsze 45 minut pokazały nam, że na tle bardziej utytułowanego rywala potrafimy się prezentować na dobrym poziomie. Druga połowa to już niestety brak sił, jednak mimo to dziewczynom należą się brawa za postawę oraz walkę. Cieszy też to, że chcemy, próbujemy i staramy się utrzymywać przy piłce. To jest niezwykle ważne w nowoczesnym futbolu.
Warto także dodać, że w sobotnim meczu sporo czasu na boisku spędziły piłkarki które na co dzień pełnią rolę zmienniczek. Trenerzy zatem bacznie obserwowali ich poczynania a także testowali rozwiązania z nimi w rolach głównych:
– Po meczu mogę już powiedzieć, że zrealizowaliśmy to co sobie założyliśmy, więc sparing – mimo porażki – możemy uznać za jak najbardziej udany – dodał trener Kotarski
sportdziennik.com – Robert Góralczyk: Na Łużniki się nie wybieram
Rozmowa z Robertem Góralczykiem, dyrektorem sportowym GKS-u Katowice.
Ze Skry Częstochowa wykupiliście Marcina Stromeckiego. To były trudne negocjacje?
Robert GÓRALCZYK: – Nie trudniejsze, niż wiele wcześniejszych. Najważniejsze, że doprowadzone do końca i Marcin mógł zacząć okres przygotowawczy z zespołem. Przy okazji mogę powiedzieć, że kwoty, które dotąd padały w przestrzeni medialnej (40 tys. zł – dop. red.) są nieprawdziwe i dużo wyższe od tej, za którą realnie zrealizowaliśmy tę transakcję. Stromecki ze swoimi umiejętnościami i doświadczeniem ma wzmocnić rywalizację w środkowej strefie.
Jakub Karbownik był blisko przenosin do was z Lecha Poznań już latem.
Robert GÓRALCZYK: – Wtedy miał do nas dołączyć w całkiem innej sytuacji z młodzieżowcami. Obecnie – po skróceniu wypożyczenia Piotra Samca-Talara ze Śląska Wrocław i otrzymaniu od nas zgody na poszukiwanie nowego klubu przez Pawła Gieracha – czeka Kubę rywalizacja z dwoma, obecnie już mocnymi punktami naszego zespołu (Patrykiem Szwedzikiem i Filipem Szymczakiem – dop. red.). Ale ma on swoje oczekiwania, ambicje i umiejętności, które swego czasu potwierdzał, także grając w juniorskich reprezentacjach kraju. Wierzę, że będzie powiewem świeżości, a równocześnie kolejną wartością dodaną naszego zespołu.
Na dokonanym latem transferze definitywnym Gieracha z Jagiellonii Białystok straciliście dużo pieniędzy?
Robert GÓRALCZYK: – Nie mogę zdradzać tajemnicy handlowej, ale proszę wziąć pod uwagę, że transfery mają różny charakter i czasem mogą być nawet bezgotówkowe. Tak jak każdy transfer, ten również to pewnego rodzaju hazard i dopiero czas weryfikuje jego skuteczność. Nie powiedziałbym, że Paweł się nie sprawdził. Kadra zespołu w naszym przypadku liczy 25 zawodników i każdy ma swoją rolę do spełnienia.
Wszystkich nie jest się w stanie zadowolić, wszyscy grać nie mogą. Paweł miał wcześniej doświadczenie z gry w pierwszej i drugiej lidze. W momencie, kiedy go pozyskiwaliśmy, uznaliśmy to za wartościowy transfer, ale nie byliśmy w stanie przewidzieć, jak potoczy się jego rywalizacja; zarówno w zakresie młodzieżowców w zespole, jak i ze Zbyszkiem Wojciechowskim na pozycji prawego obrońcy.
Czas pokazał, że Paweł tę rywalizację przegrał, a w perspektywie jego dalszego rozwoju niezbędne na tym etapie wydają się regularniejsze występy, stąd wraz z nim doszliśmy do wniosku, że korzystniej będzie, aby znalazł sobie klub, w którym będzie miał na to większą szansę. Dopuszczamy w jego przypadku zarówno wypożyczenie, jak i transfer definitywny.
Żegnacie się też po 2,5 roku z Szymonem Kiebzakiem.
Robert GÓRALCZYK: – To trochę inna sytuacja niż z Gierachem, który ma jeszcze z nami kontrakt przez 1,5 roku. Umowa Szymona wygasa w czerwcu i skoro teraz uznaliśmy, iż nie ma realnych szans na grę w zespole w wymiarze, który byłby w stanie dać także jemu satysfakcję, dla obydwu stron będzie lepiej, jeśli już teraz odejdzie do innego klubu. Z posiadanej przeze mnie wiedzy, wydaje się, iż jest szansa, że nastąpi to w najbliższych dniach.
Stromecki, Karbownik… Ktoś jeszcze zimą może dołączyć do GieKSy?
– Zakładając, że odejdą Paweł i Szymon, niczego nie można wykluczać, ale obecnie nikogo nie szukamy, ani na nikogo nie czekamy. Jeśli już – to raczej śledzimy rynek. Jeśli uznamy, że ma szansę wydarzyć się coś, co mogłoby nam znacząco dodać jakości, wtedy być może to zrobimy. Jednak trzeba wiedzieć, że okienko zimowe jest specyficzne.
Naprawdę rzadko pozyskuje się takiego zawodnika jak Stromecki, który przez ostatnie 2,5 sezonu spędził na boisku 75 procent możliwego czasu, przyczyniając się do dwóch awansów swoich drużyn. Zimą niezwykle trudno pozyskać kogoś takiego. Najczęściej mówimy wtedy o zawodnikach będących w odwrocie, grających mniej. Dlatego jesteśmy zadowoleni, że Marcina zakontraktowaliśmy.
Myśląc o nowych zawodnikach, dopasowujecie ich do systemu z czwórką obrońców, jakim zaczynaliście jesień, albo z wahadłami – jak kończyliście?
Robert GÓRALCZYK: – Rozpisujemy oba te ustawienia, ale pozycje oczywiście się przenikają. Zawodnicy, którzy dziś graliby u nas na „dziesiątkach”, mogą też być skrzydłowymi. Prawi obrońcy mogą być wahadłami, charakterystyka środkowych obrońców jest ta sama. Druga część jesieni pokazała, jakie ustawienie było preferowane, ale nie chcemy się zamykać i niczego wykluczać.
Zawodnicy garną się do GKS-u chętniej niż po spadku z pierwszej ligi, gdy zaczynał pan tu pracę?
Robert GÓRALCZYK: – Trudno powiedzieć, czy liczba takich sygnałów wzrasta, czy maleje. Stale pojawia się sporo tematów. Prowadzimy swoją strategię kontroli rynku i pozyskiwania zawodników. Choć nie mamy rozbudowanego działu skautingu, radzimy sobie swoimi sposobami. Nieraz także warto usłyszeć lub przeczytać informację od agenta, że ktoś jest dostępny i poznać warunki, na jakich można sprowadzić zawodnika. To także może pomóc.
[…] Niekrótka jest lista piłkarzy, których kontrakty wygasną po sezonie. Można w najbliższych tygodniach spodziewać się, że ogłosicie jakieś prolongaty?
Robert GÓRALCZYK: – Panujemy także nad tym tematem. Dla każdego dobrego piłkarza, zapewniającego GKS-owi odpowiednią jakość i akceptującego realia, w jakich funkcjonujemy, będzie tu miejsce. Można obserwować, że zawodnicy na siłę nie chcą z Katowic odchodzić. Powinni tylko swoimi występami potwierdzać swoją przydatność, a my zamierzamy to doceniać – biorąc pod uwagę poziom bieżący i perspektywę rozwoju zawodnika oraz zespołu.
Jeśli tylko to możliwe, preferuję pozostawienie zawodnika, który jest już zweryfikowany w drużynie – byle tylko prezentował oczekiwany poziom sportowy i dobrze rokował na przyszłość – niż sprowadzanie nowego, który przynajmniej przez jakiś czas będzie niewiadomą.
Jednym z zawodników z kończącą się umową jest Dominik Kościelniak, rehabilitujący się po zerwaniu więzadeł krzyżowych.
Robert GÓRALCZYK: – Dominik przed kontuzją był ważną postacią zespołu, zarówno w decydującej fazie rozgrywek drugiej ligi, jak i na początku obecnego sezonu. Choć w tej chwili najważniejsza jest skuteczna rehabilitacja i powrót do pełnej sprawności, to rozmawiałem z nim już także o przyszłości – by wiedział, że o nim myślimy i nie zostawimy go samemu sobie. Oby tylko jak najszybciej był gotów znowu pomagać GieKSie.
Zimujecie na 13. miejscu w tabeli, musicie myśleć o rozwoju drużyny, nie zapominając jednocześnie o tym, że bronicie się przed spadkiem.
Robert GÓRALCZYK: – Dlatego podchodzimy do sytuacji w tabeli z chłodną głową i pełną świadomością, że obecnie jesteśmy w walce o utrzymanie. W związku z tym za cel stawiamy sobie chęć jak najszybszego wywindowania się w tabeli do bezpiecznych jej rejonów, żeby dopiero wtedy zacząć ewentualnie myśleć o czymś więcej, czyli chociażby o pewnym środku. Rundę wiosenną zaczynamy dwoma bardzo trudnymi, wyjazdowymi meczami w Nowym Sączu i Sosnowcu. Już zapewne one pokażą, dokąd wtedy będzie nam bliżej – do góry czy do dołu tabeli.
Za nim trudna decyzja
Mimo ofert z ekstraklasy i pierwszej ligi, Lech Poznań nie skrócił wypożyczenia Filipa Szymczaka. Wiosną 19-latek ma nadal strzelać gole dla GieKSy. – Wierzę, że możemy osiągnąć coś fajnego – mówi napastnik.
Dla kibiców GieKSy to była jedna z ważniejszych wieści trwającego zimowego okna transferowego. Lech Poznań nie skorzystał z przysługującego mu do 22 grudnia prawa skrócenia wypożyczenia Filipa Szymczaka. Oznacza to, że 19-letni napastnik, który jesienią zdobył 6 bramek i był czołową postacią zespołu, spędzi wiosnę przy Bukowej.
Miejsce z firmamentu
Adrian Błąd najlepszym piłkarzem, a rozpoczęcie budowy stadionu – największym wydarzeniem 2021 roku, który społeczność GieKSy podsumowała na tradycyjnej gali „Złotych Buków”.
Plebiscyt „Złotych Buków”, w których kibice wybierają najlepszych sportowców i najważniejsze wydarzenia minionych 12 miesięcy, na stałe wpisał się w krajobraz towarzyszący GKS-owi Katowice. Gala podsumowująca 2021 rok była już czternastą, podczas której wręczano statuetki.
[…] Codziennie walczmy, by zdobywać kolejne szczyty i cele. Możemy spełniać je w doskonałym klubie. Szanujmy to miejsce – mówił Rafał Górak, trener pierwszoligowej drużyny piłkarzy, któremu przypadł w udziale przywilej otwarcia koperty z laureatem kategorii mu najbliższej, a więc dla najlepszego piłkarza 2021 roku.
Został nim – tak jak przed dwoma laty – Adrian Błąd, wyprzedzając innych nominowanych w tej kategorii, czyli Rafała Figiela i Dominika Kościelniaka. – Piąty raz z rzędu nominowano mnie do tej wspaniałej nagrody. Jest mi niezmiernie miło, że mogę występować w tym klubie. Doceniam troskę, jaką zostałem otoczony. Dziękuję całej drużynie, każdej sekcji, bo ten rok nie był dla mnie łatwy. Sportowo daliśmy radę. Mam nadzieję, że nie jest to nasz koniec, a wręcz przeciwnie – dopiero początek.
Liczę, że za rok zamiast mnie statuetkę odbierze któryś z młodych kolegów – stwierdził Błąd, który na co dzień toczy walkę nie tylko o ligowe punkty, ale też zdrowie 1,5-rocznej córeczki Hani. Pomocnik GieKSy stwierdził, że sportowo drużyna dała radę, ale w kategorii „wydarzenie roku” nie wygrał wcale awans do pierwszej ligi.
Padło na – czemu trudno się dziwić – rozpoczęcie budowy nowego stadionu i hali na Załęskiej Hałdzie, co stało się faktem 14 października. Nagrodę w imieniu miasta Katowice, czyli inwestora, odebrał wiceprezydent Waldemar Bojarun.
[…] Dodajmy, że siatkarzem roku został Jakub Jarosz, hokeistą – Grzegorz Pasiut, szachistą – Jan-Krzysztof Duda, a piłkarką – Nicola Brzęczek, czyli wnuczka brata Jerzego Brzęczka, byłego selekcjonera i trenera GieKSy. – Powiedzieć, że 2021 rok był ciekawy, to jak nic nie powiedzieć – stwierdził [Łukasz Czopik], dyrektor zarządzający GKS-u, zastępujący chorego prezesa Marka Szczerbowskiego. – Do niedawna miałem przekonanie, że najwięcej emocji w życiu dostarcza małżeństwo, ale miniony rok i wydarzenia z boisk, parkietów, lodowisk pokazał, że wcale tak nie musi być…
Kultowa akcja Klimczok
[…] Tradycyjna wyprawa na Klimczok, rozpoczęta wczoraj przed południem, była kulminacyjnym punktem krótkiego zgrupowania GieKSy w Bielsku-Białej. Beniaminek pierwszej ligi rozpoczął je w czwartek, a zakończy – dzisiejszym sparingiem z miejscowym Rekordem, czyli szóstą siłą III grupy trzeciej ligi.
Trener Rafał Górak mawia, że to „kultowa akcja Klimczok”. Odkąd w 2019 roku wrócił do klubu z Bukowej, organizowana jest każdej zimy. – To naprawdę wysiłek, 22 kilometry z hotelu na obiekcie Rekordu aż na samą górę i z powrotem. Trzeba najpierw wbiec przez Dębowiec na Szyndzielnię, stamtąd na Klimczok, a potem jeszcze wrócić. Fajna wyprawa – mówił nam szkoleniowiec.
GKS w tym okresie przygotowawczym jeszcze zawita do Bielska – i to niebawem bo już za 9 dni, tym razem na dłuższy obóz, bo trwający od poniedziałku do soboty. Szkoleniowca katowiczan pytaliśmy, czy nie było w klubie dyskusji nad tym, by jedno ze zgrupowań zorganizować w Turcji (jak sześciu innych pierwszoligowców). – To nie ten moment. Mamy założone, kiedy taki wyjazd nadejdzie. Przyjdzie na to czas – odpowiadał Górak.
Na pierwsze zgrupowanie z GKS-em pojechało 29 zawodników, w tym trzech młodzieżowców z akademii (Alan Bród, Kamil Komandera, Norbert Warmuz) i dwóch graczy zakontraktowanych już tej zimy: Jakub Karbownik z Lecha Poznań i Marcin Stromecki ze Skry Częstochowa. W tej chwili – jak mówi dyrektor Robert Góralczyk – przy Bukowej ani już nikogo nie szukają, ani na nikogo nie czekają, a ewentualne ruchy do klubu uzależnione będą od rynkowej okazji. Z jednym wyjątkiem: po powrocie z Bielska-Białej ma zapaść decyzja odnośnie przyszłości jedynego zawodnika mającego obecnie status testowanego, czyli Dawida Brzozowskiego.
To prawy wahadłowy III-ligowej Chełmianki. Choć w tym roku skończy dopiero 19 lat, w III lidze debiutował już niemal 3 sezony temu – wiosną 2019 w Motorze Lublin, prowadzonym wówczas przez… Roberta Góralczyka. Z Lublina został wypożyczony do Chełmu i obecnie jest już na stałe zawodnikiem tamtejszego klubu. Przez 1,5 roku w III lidze rozegrał 48 meczów, strzelił 4 gole.
Dla GieKSy byłby wartościowy o tyle, że – po pierwsze – do połowy 2024 roku przysługiwać mu będzie status młodzieżowca, a po drugie – na prawej stronie konkurenta nie ma w tej chwili Zbigniew Wojciechowski. W razie czego, na tę pozycję może zostać przesunięty Arkadiusz Woźniak. Nominalny prawy obrońca nr 2, Paweł Gierach, jesienią nie grał praktycznie w ogóle i jest na etapie poszukiwania klubu. Tej zimy trenował z zespołem, ale – jak było to już ustalone wcześniej – na zgrupowania jeździć nie będzie.
Drugi z zawodników z listy transferowej, Szymon Kiebzak, podpisał już 1,5-roczny kontrakt z innym pierwszoligowcem – Górnikiem Polkowice. W GieKSie prawy pomocnik przez 2,5 sezonu rozegrał 70 meczów, strzelił 4 gole, zaliczył 14 asyst. Po awansie do pierwszej ligi grywał już niewiele. Tym samym, w kadrze zespołu pozostało już tylko 8 zawodników, którzy latem 2019 zaczynali pierwszy sezon po spadku z zaplecza ekstraklasy (Grzegorz Janiszewski, Arkadiusz Jędrych, Grzegorz Rogala, Zbigniew Wojciechowski, Adrian Błąd, Arkadiusz Woźniak, Patryk Szwedzik, Marcin Urynowicz).
Bukową opuścić może jeszcze 18-letni bramkarz Kamil Korczak, do końca tygodnia testowany w Rekordzie Bielsko-Biała, czyli zespole, z którym dziś sparingowo zmierzy się GieKSa.
Filip raz, Filip dwa
Zwycięstwem z III-ligowym Rekordem, odniesionym po golach napastników Filipa Kozłowskiego i Filipa Szymczaka, zakończyła GieKSa krótkie zgrupowanie w Bielsku-Białej. Pozytywnie zaopiniowano wartość sportową testowanego Dawida Brzozowskiego.
[…] GKS – tak jak w drugiej części rundy jesiennej – zagrał w ustawieniu z trójką środkowych obrońców. W drugiej połowie premierowe występy w katowickich barwach zaliczyli Jakub Karbownik i Marcin Stromecki, czyli zawodnicy pozyskani tej zimy. Szansę na angaż ma też Dawid Brzozowski, urodzony w 2003 roku prawy obrońca trzecioligowej Chełmianki.
Jego wartość sportowa została pozytywnie zaopiniowana przez sztab szkoleniowy zespołu z Bukowej i teraz pozostaje już tylko kwestia dogadania warunków z jego klubem.
Trener Górak z przyczyn zdrowotnych nie skorzystał w sobotę z pięciu zawodników: wracającego do pełni sił Oskara Repki, rekonwalescenta Dominika Kościelniaka oraz Grzegorza Janiszewskiego, Bartosza Jaroszka i Daniana Pawłasa. Już na początku sparingu w jednym ze starć skórę głowy rozciął Patryk Szwedzik, polała się krew, dlatego kontynuował grę z pokaźnym opatrunkiem.
Dodajmy, że szansę występu otrzymało pięciu młodych zawodników: Alan Bród, Kamil Komandera, Norbert Warmuz i znajdujący się już w kadrze zespołu Kacper Pietrzyk oraz Bartosz Wodnicki. Zawodnicy po powrocie ze zgrupowania otrzymali 2 dni wolnego, do zajęć wrócą we wtorek. W sobotę w Katowicach rozegrają sparing z imiennikiem z Jastrzębia, a już za okrągły tydzień wyjadą do Bielska-Białej kolejny raz: tym razem na zgrupowanie nieco dłuższe, bo 6-dniowe.
dziennikzachodni.pl – Rekord Bielsko-Biała – GKS Katowice 1:2. GieKSa zaczęła od wygranej
W pierwszym tej zimy meczu sparingowym GKS Katowice wygrał z Rekordem Bielsko-Biała 2:1 po golach Filipa Kozłowskiego i Filipa Szymczaka. Honorowe trafienie dla III-ligowców zdobył Marcin Wróbel. Spotkanie rozegrano na stadionie „Na Górce” i zakończyło ono krótkie zgrupowanie katowiczan w Bielsku-Białej.
Kontrolne mecze GKS Katowice z Rekordem stają się powoli tradycją. Obydwa zespoły na początku stycznia spotkały się już po raz trzeci z rzędu i po raz drugi w tej konfrontacji lepsi okazali się katowiczanie.
[…] Katowiczanie zimowe sparingi zaczęli od wygranej. Pierwszego gola zdobył tuż przed przerwą Filip Kozłowski dobijając strzał odbity przez bramkarza. Na 2:0 w 70 minucie wynik podwyższył Filip Szymczak wykorzystując sytuację sam na sam z golkiperem bielszczan. Honorowe trafienie dla Rekordu było dziełem Marcina Wróbla po stracie piłki przez gości na własnej połowie.
Trener Górak wystawił w tym spotkaniu dwa składy dając pograć ponad 20 zawodnikom. Po raz pierwszy na boisku w barwach GieKSy wystąpili Marcin Stromecki i Jakub Karbownik. Zwycięstwem w sparingu GieKSa uczciła przypadające 15 stycznia urodziny jej zmarłego piłkarza Adama Ledwonia.
Miliony dla GKS. Katowice podzieliły pieniądze na sport w 2022 roku. GieKSa dostała lwią część z 20 milionów złotych
W piątek 14.12.2022 r. ogłoszono podział pieniędzy na sport w Katowicach w tym roku. Z 20 mln złotych przyznanych na ten cel, lwia część przypadła wielosekcyjnemu GKS-owi Katowice.
Opublikowane zostało rozporządzenie prezydenta Katowic w sprawie wyboru najkorzystniejszych ofert oraz podziału dotacji dla podmiotów niezaliczanych do sektora finansów publicznych w celu realizacji zadania pod nazwą „Organizacja uprawiania sportu” w 2022 roku.
Pieniądze przydzielono 18 klubom, które w sumie wnioskowały o 25.560.522,24 zł.
– Sportowa marka Katowic to przede wszystkim GKS Katowice, który prezentuje szeroką ofertę zarówno dla dzieci, młodzieży, jak również dla zawodników zawodowych. To dyscypliny takie jak piłka nożna mężczyzn i kobiet, które osiągają doskonałe wyniki grając w Ekstraklasie, a także hokeiści, szachiści i siatkarze. Stąd najwyższa kwota dotacji – wyjaśnia Sławomir Witek, naczelnik wydziału edukacji i sportu i dodaje, że spore środki idą na futbol amerykański, który staje się coraz popularniejszy, a także trafią do uczelnianych klubów – AWF-uu Katowice oraz Uniwersytetu Śląskiego
Oto podział środków w Katowicach na sport w 2022 roku (prezentujemy pięć pierwszych klubów z największą dotacją).
1. GKS GieKSa Katowice SA – 17.500.000,00 zł (wnioskowano o 19.394.152,24 zł)
2. KS AZS AWF Katowice – 640.000,00 zł (wnioskowano o 2.565.150,00 zł)
3. Stowarzyszenie Klub Futbolu Amerykańskiego Silesia Rebels – 435.000,00 zł (wnioskowano o 797.000,00 zł)
4. UKS „4” Katowice – 30.000,00 zł (wnioskowano o 107.000,00 zł)
5. AZS Uniwersytet Śląski – 345.000.00 zł (wnioskowano o 847.500,00 zł)
SIATKÓWKA
sportdziennik.com – Zastopowana „Jurajska armia”
[…] W Katowicach zakończył się zwycięski marsz Aluronu CMC Warty Zawiercie.
[…] Uros Kovacević atakował z siłą wodospadu, ale po każdej udanej akcji GKS-u Katowice chwytał się za głowę i wznosił ręce do góry pytając: jak oni to robią? Zespół z Katowic został sprawcą ogromnej niespodzianki, wygrywając z faworyzowaną ekipą z Zawiercia.
– Będzie się działo – wyszeptał przed meczem trener GKS-u, Grzegorz Słaby. Wiedział co mówi, bo w zespole ma charakternych zawodników, którzy z każdym rywalem starają się podjąć walkę. Nie z każdym to się udaje, jednak w derbach regionu zawsze iskrzyło i nie inaczej było w niedzielę.
W składach obyło się bez niespodzianek, bo zespół z Zawiercia dopracował się wyjściowej „6”. Natomiast do GKS powrócili ozdrowieńcy i dodali jakości drużynie.
Od początku było to twarde, męskie granie i zdobycie minimum dwóch „oczek” przewagi przez jednych czy drugich graniczyło z cudem. GKS-owi udało się to dwa razy (16:14 i 22:19). Set zakończył się jednak grą na przewagi. Na parkiecie pojawił tercet: Maksimilian Cavanna – Mateusz Malinowski – Piotr Orczyk. To właśnie zagrywka tego drugiego wprowadziła sporo zamieszania i doprowadziła do piłki setowej dla Aluronu CMC Warty. W sumie goście mieli ich dwie. Potem do głosu doszli miejscowi, udanymi akcjami popisał się środkowy Piotr Hain i partia padła ich łupem. Solidnie zapracowali na tego seta, bo dobrze funkcjonował blok – obrona.
Przyjezdni po przegranej partii mocno się zmobilizowali i szybko zbudowali wyraźną przewagę (17:12). Na GieKSę to nie wystarczyło. Przy serwisie Damian Domagały gospodarze zdobyli 6 „oczek” z rzędu i wyszli na prowadzenie 18:17. A potem była znów gonitwa wyniku (19:22). Gonzalo Quiroga popisał się asem serwisowym i GKS znów prowadził 23:22. Facundo Conte zdobył punkt i to przyjezdni mieli piłkę setową. A potem rozpoczęła się emocjonująca gra na przewagi. Goście nie wykorzystali kolejnej szansy na wygranie odsłony, zaś gospodarze skończyli po czwartej piłce i tym samy To ich nie zadowoliło. Poszli za ciosem W końcowych fragmentach zdominowali rywali. Objęli prowadzenie 23:19 i nie zaprzepaścili szansy. Zdobyli komplet punktów. Teraz GKS patrzy w górę, bo otworzyła się spora szansa gry w play offach. Oczywiście droga jest jeszcze daleka.
MVP: Tomas Rousseaux
GKS Katowice – Aluron CMC Warta Zawiercie 3:0 (28:26, 31:29,25:21)
HOKEJ
hokej.net – Pełna pula dla katowiczan. Zabójcze 40 sekund!
W bardzo dobrych humorach wracają z grodu Kopernika hokeiści GKS-u Katowice. W meczu 35. kolejki Polskiej Hokej Ligi podopieczni Jacka Płachty pokonali KH Energę Toruń 6:3, a trzy gole hokeiści GieKSy zdobyli w 40 sekund!
Spotkanie bardzo dobrze rozpoczęli torunianie i w sumie jedynie w pierwsza tercji zaprezentowali się z naprawdę solidnej strony. Strzelanie rozpoczął Mikałaj Syty, chwilę później Szymon Mularczyk wyrównał, a potem znów na prowadzenie wyszli gospodarze za sprawą Roberta Arraka. W pierwszej odsłonie spotkania KH Energa wyglądała naprawdę dobrze, stwarzała sobie wiele szans i mogła prowadzić wyżej.
Michalski, Fraszko, Eriksson, czyli zabójcze 40 sekund. Tak można by najkrócej opisać drugą tercję, a nawet cały mecz. Hokeiści GieKSy nie dość, że wyrównali, to jeszcze odskoczyli rywalom na dwie bramki, co jak się potem okazało pozwoliło im kontrolować przebieg spotkania. Jeszcze przed końcową syreną, Möldera pokonali Joona Monto i Mateusz Bepierszcz.
„Stalowe Pierniki” walczyły do samego końca. Kilka minut przed końcem Korczocha przedłużył nadzieje torunian, a chwilę później mogło już być 4:6. Po dłuższej wideoweryfikacji sędziowie uznali jednak, iż gol nie zostanie uznany, co spotkało się ze sporym niezadowoleniem wśród hokeistów z grodu Kopernika, a także kibiców.
KH Energa Toruń – GKS Katowice 3:6 (2:1, 0:3, 1:2)
GieKSa rozbiła Podhale! Miarka „na zero”
GKS Katowice, zgodnie z oczekiwaniami, wysoko pokonał Tauron Podhale Nowy Targ 8:0 w meczu 37. kolejki Polskiej Hokej Ligi. Spory udział w tym zwycięstwie mieli Marcin Kolusz i Miro-Pekka Saarelainen, którzy zdobyli po dwie bramki oraz Maciej Miarka. Młody golkiper rozegrał pierwsze spotkanie w tym sezonie i zachował w nim czyste konto!
Dla katowiczan był to spotkanie z gatunku tych, które po prostu trzeba wygrać i uniknąć w nim niepotrzebnych urazów. Ten cel udało się zrealizować.
Szkoleniowiec GieKSy Jacek Płachta w starciu z „Szarotkami” sprawdził też dyspozycję Macieja Miarki, zmiennika Johna Murraya. Dla 20-letniego golkipera był to pierwszy mecz w tym sezonie i zaprezentował się w nim z naprawdę dobrej strony. Zachował bowiem czyste konto i zaliczył kilka naprawdę dobrych interwencji. To, w jaki sposób obronił strzał i dobitkę Bartłomieja Neupauera mogło podobać się nawet najbardziej wybrednym kibicom.
Gospodarze szybko, bo już po 20 sekundach, rozwiązali worek z bramkami. Ładną indywidualną akcją popisał się Patryk Wronka, który zabrał się z krążkiem spod bandy, popędził na środek tercji aż w końcu uderzył z wysokości linii niebieskiej. Pracujący na bramkarzu rywali Marcin Kolusz sprytnie zmienił tor lotu krążka i zaskoczył Pawła Bizuba. Tym samym „Kolos” uczcił swoje 37. urodziny zdobyciem gola. Ba, strzelił go zespołowi, z którego przeszedł do GieKSy i w którym w przyszłym sezonie znów będzie występował.
Katowiczanie w pierwszej odsłonie zadali jeszcze dwa ciosy. Najpierw w ósmej minucie uderzenie Igora Smala skutecznie poprawił Mateusz Michalski, z kolei pod koniec tercji podopieczni Jacka Płachty zamienili na bramkę okres gry w przewadze. Ustawiony na lewym buliku Carl Hudson uderzył z nadgarstka i zaskoczył nowotarskiego golkipera.
Tuż po przerwie hokeiści GieKSy dołożyli czwartego gola, który pozwolił jej kontrolować przebieg spotkania. Na listę strzelców wpisał się Miro-Pekka Saarelainen, popisując się przy tym bardzo dobrym uderzeniem w długi róg.
Później spotkanie straciło na jakości. Katowiczanie spuścili z tonu, więc do końca drugiej odsłony wynik już się nie zmienił.
W trzeciej części gry katowiczanie wrócili na właściwe tory. Efekt? Cztery gole autorstwa Saarelainena, Lehtonena, Kolusza i Jakimienki. Najbardziej efektowne były te trafienia dwóch ostatnich. „Kolos” zwieńczył szybką wymianę podań, a rosyjski defensor po podaniu Patryka Wronki posłał gumę w samo okienko.
GKS Katowice – Tauron KH Podhale Nowy Targ 8:0 (3:0, 1:0, 4:0)
sportdziennik.com – Spalony na niebieskiej. Ułomny protokół
W ubiegłym tygodniu hokejowa centrala wprowadziła tzw. protokół COVID-19. Zgodnie z nim nie będzie można już odwoływać meczów z uwagi na zakażenia koronawirusem.
Zainfekowani hokeiści zostaną poddani izolacji, a kluby będą musiały radzić sobie w okrojonych składach. Każda z drużyn musi mieć do dyspozycji przynajmniej 10 zdrowych zawodników z pola oraz dwóch bramkarzy. Gdy klub się z tego nie wywiąże, zostanie ukarany walkowerem. Jeżeli natomiast dwa zespoły nie będą mogły rozegrać meczu, to zostanie orzeczony obustronny walkower. Jeżeli to przydarzy się w fazie play-off, dalej awansuje drużyna wyżej rozstawiona.
Nie powiem, że jestem oburzony tymi obostrzeniami, ale prezes PZHL Mirosław Minkina i jego świta znowu wykazali się refleksem szachisty. Przecież pandemia koronawirusa nie pojawiła się znienacka, żyjemy z nią od dawna, więc taki zapis powinien zostać poczyniony przed rozpoczęciem rozgrywek. Teraz zmienia się reguły w trakcie sezonu, co na pewno nie jest uczciwe i sprawiedliwe. Kilka zespołów, min. Ciarko Sanok, Re-Plast Unia Oświęcim, Tauron Podhale Nowy Targ, „wyczyściło się” przed decydującą fazą rozgrywek i śmieją się teraz innym w nos.
Kolejna wątpliwość to nakładanie walkowerów. Wynika z tego, że w innych zakładach pracy można pracownika wyrzucić za to, że ośmielił się zachorować! A kuriozalny jest już zapis o obustronnym walkowerze w fazie play off i ewentualnym awansie zespołu wyżej rozstawionego po fazie zasadniczej! To „kwiatek” porównywalny do tego, gdy mistrzowski tytuł przyznano GKS-owi Tychy, mimo nie dokończenia rozgrywek.
Jeżeli PZHL i PHL są tak stanowczy, to jak zamierzają egzekwować nowy regulamin rozgrywek ligowych? Przecież w drużynach mogą grać zawodnicy zakażeni, którzy przechodzą chorobę bezobjawowo. I mogą zarazić rywali. Przecież szczepionka nie gwarantuje „nietykalności”. Czy i kto będzie robił testy na obecność koronawirusa przed każdym meczem? Kto za nie zapłaci? Moim zdaniem koszty powinien ponosić organizator rozgrywek.
Surowym rygorom powinni być poddani także sędziowie i test przed każdym meczem musi być dla nich OBOWIĄZKOWY! A jeżeli nie będą „dyspozycyjni”, na oba zespoły zostanie nałożony obustronny walkower?!
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Najnowsze komentarze