Dołącz do nas

Hokej Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka SK 1964

Wielosekcyjny przegląd mediów: Czy to chwilowe?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Piłkarze GieKSy rozpoczęli rozegrali drugie spotkanie w sezonie 2022/23 Fortuna I ligi w którym zremisowali z Bruk-Betem 3:3 (2:1). Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. Trwa bojkot kibiców domowych spotkań drużyny męskiej. Piłkarki w ramach przygotowań do nowego sezonu rozegrały mecz sparingowy z Medykiem Polomarket Konin. Panie wygrały 4:1 (3:0). Pierwszy mecz piłkarki w nowym sezonie rozegrają na wyjeździe z AZS-em UJ Kraków, 14 sierpnia o godzinie 10:30. Spotkanie będzie transmitowane w stacji TVP Sport. Siatkarze do treningów wrócą trzeciego sierpnia. Hokeiści poznali terminarz rozgrywek ligowych oraz meczy o Superpuchar i Puchar Polski.

 

PIŁKA NOŻNA

lm.pl – Medyk rozegrał kolejny sparing. Przegrał z GKS Katowice

Po drodze na drugie zgrupowanie do Żagania Medyk zagrał w Kępnie sparing z GKS Katowice. I to rywalki koninianek są w lepszych humorach.

Losy meczu rozstrzygnęły się w drugim kwadransie, gdy Klaudia Maciążka i Amelia Bińkowska wbiły piłkarkom Romana Jaszczaka trzy gole w pięć minut. Ta pierwsza w drugiej połowie dołożyła jeszcze jedno trafienie i tym samym skompletowała hat-tricka. Dla Medyka jedyną bramkę zdobyła Karlina Miksone.

 

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice: oczekujemy przestrzegania prawa. Kibice: bojkotujemy mecze

Stowarzyszenie Kibiców GKS Katowice poinformowało o bojkocie meczów tego zespołu na Bukowej. To kolejna odsłona konfliktu, który trwa od kilku tygodni.

Atmosfera wokół GKS Katowice jest napięta od zadymy, jaką kibice tego klubu wywołali na meczu z Widzewem Łódź. Po niej trybuny na Bukowej zostały zamknięte przez wojewodę. Stowarzyszenie kibiców, które już wcześniej atakowało prezesa Marka Szczerbowskiego za szereg decyzji (zwłaszcza związanych z finansami klubu), zasugerowało, że to szef GKS był inicjatorem tego posunięcia. Klub próbował jednak doprowadzić do porozumienia i zaproponował zawarcie „układu pokojowego”. Jego zapisy nie przypadły jednak kibicom do gustu i zostały odrzucone.

Po zakończeniu bardzo udanego dla GKS-u sezonu, w którym hokeiści zdobyli mistrzostwo Polski, piłkarze zaliczyli dobry finisz rozgrywek, piłkarki zajęły miejsce tuż za podium, a siatkarze po raz pierwszy w historii awansowali do play-off, konflikt nie wygasł. Członkowie Stowarzyszenia m.in. postanowili nie kupować karnetów na nowy sezon.

W poniedziałek 18 czerwca klub poinformował o zmianie miejsca ich sprzedaży.

– W związku z zakończeniem współpracy Klubu ze sklepem Blaszok, nie będzie tam dłużej prowadzona sprzedaż biletów i karnetów na mecze GKS-u Katowice. Wejściówki cały czas pozostają dostępne na stronie bilety.gkskatowice.eu. Ponadto, zachęcamy do zakupów biletów i karnetów w kasie Stadionu Miejskiego – napisano w komunikacie GKS-u.

Jednocześnie Stowarzyszenie również wydało własne oświadczenie.

– Po ponad 12 latach decyzją kibiców końca dobiegła współpraca pomiędzy klubem GKS Katowice a sklepem “Blaszok”. Fani GieKSy nie zaakceptowali warunków nowej umowy, w tym skandalicznego zapisu o możliwości wypowiedzenia umowy w każdym momencie, bez podania konkretnej przyczyny. Po zwróceniu uwagi na absurdalność tego zapisu i braku odpowiedzi ze strony klubu przez kilkanaście dni, kibice prowadzący “Blaszok” zakończyli dziś współpracę z klubem GKS Katowice – poinformowali kibice.

Dzień później Stowarzyszenie wykonało kolejny krok: [pełny tekst do przeczytania – przyp. red  TUTAJ.]

[…] Klub tak skomentował tę decyzję:

– Ze smutkiem przyjmujemy stanowisko o bojkocie, zwłaszcza wobec faktu, że nasza drużyna tak udanie rozpoczęła nowy sezon i pierwszy mecz nowego sezonu przy Bukowej miał szansę zgromadzić sporą publiczność. Wobec wydarzeń, jakie miały miejsce w trakcie ostatniego spotkania z udziałem widowni w Katowicach, czyli GKS – Widzew, Klub postanowił kompleksowo uregulować relacje z kibicami, poprzez propozycję zawarcia porozumienia. Z naszej strony oczekiwanie jest tylko jedno: przestrzeganie prawa. Oczywiście wszystkich fanów chcących dopingować nasz zespół zapraszamy w niedzielę na Bukową. Wciąż pozostajemy też otwarci na zawarcie porozumienia z kibicami.

 

sportdziennik.com – Kibice GieKSy zaczynają bojkot – co się dzieje na Bukowej?

Stanowisko kibiców, oświadczenia klubu i miasta. „Sport” próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego i czy ze zrozumiałych dla wszystkich powodów fanatycy GieKSy zamierzają bojkotować mecze swojej drużyny.

W porozumieniu wszystkich grup kibicowskich ogłaszamy bojkot meczów przy Bukowej – tak rozpoczynający się komunikat pojawił się we wtorek na facebookowej stronie „GieKSa”, samą siebie przedstawiającą jako „oficjalne konto kibiców GKS-u Katowice”. Wpis opatrzono fotografią rozwieszonego na ogrodzeniu stadionu transparentu „Przestańcie niszczyć nasz klub!”.

Dlaczego klimat wokół GieKSy za kadencji Marka Szczerbowskiego jest tak fatalny? Dlaczego kibice ogłosili bojkot, choć klub jest stabilny finansowo, a miasto – właściciel spółki – zaczęło budowę stadionu? Dlaczego kibice rezygnują z chodzenia na mecze, skoro sportowo GKS ma za sobą bardzo dobrych kilkanaście miesięcy, czego potwierdzeniem było pierwsze od 52 lat mistrzostwo hokeistów, pierwszy od 16 lat awans piłkarzy czy pierwszy w (krótkich) dziejach występ siatkarzy w play offie PlusLigi? I dlaczego aż tak drastyczną decyzję grup kibicowskich – będących w stanie odpuścić nie tylko niedzielny mecz z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza, ale też zaplanowane na jesień hitowe starcia z Zagłębiem Sosnowiec, Arką Gdynia czy GKS-em Tychy – mimo wszystko niełatwo jest zrozumieć komuś postronnemu?

Wpis kibiców GieKSy głosi: Decyzja, którą podjęliśmy, jest spowodowana szeregiem działań, z którymi nie możemy się godzić jako społeczność kibicowska, niejednokrotnie ratująca własny Klub przed upadkiem. Rozbieżność zdań pomiędzy nami a obecną ekipą zarządzającą narastała od dłuższego czasu. Wielokrotnie spotykaliśmy się z samym prezesem i ludźmi przez niego zatrudnionymi. Niestety oprócz pięknie brzmiących słów, sytuacja w klubie nie ulegała poprawie. Odnosiliśmy nawet wrażenie, że działania wypracowane przez lata na linii klub-kibice, są przez nich sabotowane..

[…] Mecz z Widzewem, rozegrany 6 kwietnia – porażka 0:2 – był kroplą, która przelała czarę i jeszcze do niego wrócimy. Ale nie był to z pewnością żaden punkt zwrotny, bo relacje między klubem a kibicami psuły się od dłuższego czasu. Pierwszym tak wyraźnym sygnałem, że coś jest nie tak, był transparent wywieszony na jednym z meczów podczas rundy jesiennej ubiegłego sezonu: „Na mecz z Banikiem sami zrobiliśmy frekwencję, wy dalej siedzicie i umywacie ręce!”, nawiązujący do faktu, że towarzyskie spotkanie z zaprzyjaźnionym klubem z Ostrawy, promowane przez kibiców, przyciągnęło na Bukową liczniejszą publikę niż jakiekolwiek ligowe starcie za kadencji obecnego prezesa. Chcieliśmy wtedy porozmawiać z kibicami, zwróciliśmy się z prośbą do prezesa stowarzyszenia „SK1964” Piotra Koszeckiego, ale otrzymaliśmy grzeczną odmowę. Najwyraźniej nie chciano prać brudów publicznie. Do tego wątku będzie jeszcze okazja nawiązać.

W lutym tego roku na stronie kibiców gieksa.pl opublikowany został tekst „Czy Marek Szczerbowski zwija klub od środka?”, w którym wyliczono wszystkie zastrzeżenia do prezesa GieKSy, piastującego swoją funkcję od sierpnia 2019 roku. Co na przykład?

  • Nieobecność na rozpoczęciu budowy stadionu (rzekome faux pas Urzędu Miasta i brak zaproszenia) czy odsłonięciu muralu Jana Furtoka w centrum miasta.
  • Odejścia bądź zwolnienia pracowników, cenionych przez kibiców – Olgi Bieganowskiej (marketing), Grzegorza Górskiego (dział organizacji imprez), Bartosza Malaki (dział sprzedaży), Maurycego Sklorza (rzecznik prasowy) i w konsekwencji zbyt mało rąk do pracy w klubie
  • Burzliwe pandemiczne cięcia w sekcji siatkówki, opisywane przez ogólnopolskie media
  • Zamknięcie sektora nr 1 na trybunie głównej
  • Brak współpracy z bukmacherem, co w innych klubach szczebla centralnego jest standardem
  • Marketing na niskim poziomie
  • Niska frekwencja
  • Zaniedbanie Klubu Biznesu.

I jeszcze kilka innych kwestii. Oceniono, że „organizacyjnie klub jest kilka poziomów niżej niż przed przyjściem Szczerbowskiego i jego ludzi”. Raz na czas prezesowi wyciąga się też zakup około 1 procenta udziałów w spółce po cenie niższej niż emisyjna. Tak tłumaczył to w „Dzienniku Zachodnim”: – – Te akcje są elementem związku z klubem i jednocześnie inwestycji, co nie stanowi dla mnie konfliktu interesów. Każdy dzień, w którym wykonuję swoje obowiązki, ma służyć temu, żeby podnosić ich wartość z korzyścią dla GKS-u i wszystkich akcjonariuszy, czyli także dla mnie.

Od lutego lista tych zarzutów tylko się wydłużyła. Doszło do tego, że w maju kibice postawili przy głównym wejściu do budynku klubowego taczkę, symbolizującą ich stosunek do prezesa. Po zdobyciu pierwszego od ponad ćwierćwiecza tytułu hokejowego mistrza Polski radość u części kibiców przeplatała się z kolejnymi pretensjami do klubu. Że nie było zorganizowanej fety, a jedynie ta spontaniczna, po powrocie z ostatniego meczu w Oświęcimiu. Że na tymże meczu Marek Szczerbowski został sfotografowany, jak śpi (nie znając pełnej historii tego zdjęcia). Że – to już konsekwencja tego mistrzostwa i wina miasta, nie klubu – Liga Mistrzów rozgrywana będzie na „Jantorze” w dzielnicy Janów dla garstki wybrańców. Że na odbywającym się w Finlandii losowaniu fazy grupowej wiceprezes Łukasz Czopik wyglądał jak ubogi krewny elegancko ubranych przedstawicieli rywali z Węgier, Szwecji i Szwajcarii, mając na sobie klubową koszulkę polo z logiem… starego partnera technicznego, firmy Macron, podczas gdy GieKSa związana jest umową z Hummelem.

Tego lata niektórzy kibice denerwowali się, że klub wzorem wielu rywali nie zadbał o nowe stroje, tłumacząc, że „pasiaki” były użyte ledwie 12-krotnie, że słabo sprzedają się karnety (rozeszło się około 200, to jakieś 5 razy mniej niż zwykle) czy że nie było prezentacji zespołu. Trąci to jednak hipokryzją, skoro w pewnych kręgach bojkot był tajemnicą poliszynela i zostało powiedziane, by z zakupem karnetów się wstrzymywać. Narzekano na ich wysokie ceny – ale i tak są odrobinę atrakcyjniejsze niż choćby u sąsiadów z Chorzowa. Co do prezentacji, to można tylko zastanowić się, jak tu organizować ją w takim klimacie?

Krótko przed ogłoszeniem bojkotu doszło jeszcze do zakończenia współpracy klubu ze sklepem kibiców „Blaszok” w centrum miasta na ul. Stanisława, dlatego nie licząc kas stadionowych, na niespełna tydzień przed pierwszym meczem sezonu GKS został bez stacjonarnego punktu sprzedaży biletów i karnetów. Rozbiło się o okres wypowiedzenia. – Chcieliście (klub – dop. red.) dodać punkt, że możecie jednostronnie zerwać umowę w każdej chwili bez podania przyczyny – tłumaczyła kibicom na Facebooku GKS-u jedna z osób odpowiedzialna za sklep „Blaszok”, który, dodajmy, wciąż ma ważną umowę sublicencyjną z klubem na produkcję gadżetów z herbem GieKSy.

Wracamy do tego, o czym wspominaliśmy na początku i co zostało też przytoczone w klubowym oświadczeniu: 6 kwietnia, mecz z Widzewem, na którym byliśmy świadkami obrazków z lat 90. Tak opisywaliśmy to w „Sporcie”:

[…] Tyle relacja ze „Sportu”. Niektórzy mogą uznać za wymowne, że w swoim wpisie informującym o bojkocie kibice nie wspomnieli słowem o tamtym meczu. Stowarzyszenie kibiców „SK1964” przez 3,5 miesiąca nie było w stanie odciąć się od tych incydentów.

W zamian rozpoczęło się boksowanie. Już kilka dni później okazało się, że nie dojdzie do skutku akcja „Zagraj na Bukowej”, adresowana do dzieci z katowickich dzielnic, której zwieńczeniem był zawsze turniej finałowy na głównej płycie stadionu. Klub oczekiwał od „SK1964” potępienia wydarzeń z meczu z Widzewem, a skoro to nie nastąpiło, postanowił zawiesić współorganizowany ze stowarzyszeniem kibiców turniej i w zamian zaoferować „Dzielnicowe Mistrzostwa Katowic Szkół Podstawowych”, które nie były tak spektakularne, jak „Zagraj na Bukowej”, ale i tak wzięło w nich udział kilkuset dzieciaków.

– „Zagraj na Bukowej” było gotowe do odpalenia – zapewniają nas w klubie.

Kibice zarzucili zaś osobom z klubu organizacyjną indolencję przy „ZnB” i niszczenie marzeń dzieci. „Persona non grata” stał się dla nich Aleksander Matusek, wieloletni spiker, pracownik GKS-u, przez krótki czas rzecznik prasowy, jeden z bohaterów filmu „Dekada GieKSy” i osoba współodpowiedzialna za „Zagraj na Bukowej”. Prezesowi Szczerbowskiemu zarzucano zaś, że u wojewody „wychodził” sobie kolejną karę, przez co przy pustych trybunach grano nie tylko z Odrą Opole i Skrą Częstochowa, ale też GKS-em Jastrzębie i ŁKS-em Łódź. On sam uznawał takie opinie za absurdalne. W mediach społecznościowych krążyły zdjęcia Szczerbowskiego sprzed lat wykonane na stadionie w Chorzowie. Ktoś mógłby skwitować, że skoro kibice wzięli do ręki młotek, to wszędzie zaczęli widzieć gwoździe.

W swoim wpisie na Facebooku „GieKSa” kibice piszą tak: Po wskazaniu przez nas rzeczy do poprawy, pracownicy klubu na czele z prezesem, postanowili przejść do ofensywy. Klub wystosował w naszą stronę projekt ,,porozumienia”, w którym zawarte były między innymi takie punkty jak: wgląd pracowników klubu w oprawy meczowe, cenzura kibicowskich portali, płacenie przez kibiców wszelkich kar, narzucenie współpracy z organami ścigania itd. Całość ,,porozumienia” nakłada na kibiców obowiązki i kary, uwalniając od odpowiedzialności i działań klub. Wskazaliśmy błędne założenia w ,,porozumieniu”, ale po kilku wymienionych mailach klub znowu wrócił do pierwotnego ,,porozumienia”.

Warto zatem pochylić się nad tym porozumieniem. Jego treść opublikował portal interia.pl. Pokrótce i konkretnie, klub zobowiązywał się do:

  • współpracy ze stowarzyszeniem w zakresie wsparcia drużyn oraz budowania dobrego wizerunku Klubu i drużyn oraz propagowania sportu wśród dorosłych, młodzieży i dzieci;
  • nieodpłatnego udostępniania administrowanego przez Fundację Sportowe Katowice parkingu przy ul. Złotej dla Kibiców biorących udział w zorganizowanych wyjazdach na mecze wyjazdowe piłkarzy sekcji seniorskiej, stosownie do odrębnych ustaleń Stron;
  • pokrywania kosztów druku plakatów na wybrane mecze drużyny piłkarzy i hokeistów;
  • udostępniania nieodpłatnie 20 wejściówek na mecze piłkarzy i hokeistów dla osób przygotowujących oprawy meczowe;
  • udostępniania nieodpłatnie wybranych i wskazanych przez GKS Katowice pomieszczeń magazynowych na potrzeby opraw kibicowskich;
  • współpracy przy sprzedaży biletów na sektor kibiców gości na mecze organizowane przez GKS Katowice na Stadionie Miejskim przy ul. Bukowej 1A – w tym w określaniu społecznie istotnych celów, na jakie mogą być przeznaczane środki z tego tytułu;
  • zapewnienia jednego autobusu na wybrane 6 meczów domowych drużyny piłkarskiej w ciągu sezonu, na potrzeby transportu kibiców z miast ościennych;
  • współpracy przy organizacji plebiscytu „Złote Buki”;
  • współpracy przy organizacji turnieju „Zagraj na Bukowej” oraz innych akcji społecznych;
  • nieodpłatnego udostępniania znaku firmowego oraz emblematów na potrzeby prowadzenia portalu internetowego GIEKSA.PL, na zasadach wskazanych przez GKS Katowice, w szczególności w sposób zapewniających poszanowanie znaku firmowego, z zachowaniem zasad szacunku, apolityczności, tolerancji i kultury
  • To zobowiązania klubu. A do czego klub chciał zobowiązać kibiców, stowarzyszenie?

To zobowiązania klubu. A do czego klub chciał zobowiązać kibiców, stowarzyszenie?

  • Przygotowania we współpracy z klubem opraw kibicowskich;
  • każdorazowego uprzątnięcia terenu parkingu po powrocie zorganizowanych grup kibiców pod rygorem zlecenia przez Klub wykonania zastępczego i obciążenia Stowarzyszenia kosztami takiej usługi;
  • ponoszenia odpowiedzialności za treści i komentarze publikowane w mediach administrowanych lub wykorzystywanych przez stowarzyszenie;
  • dostarczania klubowi list uczestników zorganizowanych grup kibicowskich (w tym wyjazdy meczowe);
  • rozwieszania w przeznaczonych do tego miejscach przygotowanych przez klub plakatów na wybrane mecze drużyny piłkarzy i hokeistów;
  • ponoszenia kosztów kar nałożonych przez PZPN lub inne uprawnione organy w związku z działalnością kibiców podczas meczów domowych i wyjazdowych;
  • współpracy z klubem oraz organami do tego powołanymi w zakresie przeciwdziałania przemocy, agresji, wandalizmowi, nietolerancji oraz zwalczania wykroczeń i przestępstw kibiców.

Z pewnością są tu punkty ingerujące w pewne kibicowskie zasady, nie zawsze będące zbieżne z literą prawa. Czy do tego stopnia, by ogłaszać bojkot? Wnioski do wyciągnięcia i skonfrontowania z wcześniejszym fragmentem wpisu kibiców zostawiamy przede wszystkim Czytelnikom. My pochylmy się tylko nad dwoma:

„Przygotowanie opraw we współpracy z klubem”

Mocno trąci cenzurą, bo przecież nie chodzi o to, że kierownik drużyny przyniesie farby, fizjoterapeuta – pędzle, a księgowa będzie malować.

„Ponoszenia odpowiedzialności za treści i komentarze publikowane w mediach administrowanych lub wykorzystywanych przez stowarzyszenie”

Staniemy po stronie klubu, bo na portalu gieksa.pl bywały materiały niemal jednoznacznie sugerujące, że na wynik danego meczu miał wpływ bukmacherski kod HT/FT czy podkreślające, że „nie trzeba mitycznie ,,grać w piłkę”, żeby umieć rozróżnić, co jest brakiem umiejętności, a co kwestiami pozasportowymi”. Krytyka – tak, ale przekraczanie pewnej granicy w sugerowaniu przyczyn niepowodzeń – no nie.

Mistrzostwo hokeistów, awans i 8. miejsce piłkarzy – najwyższe spośród I-ligowców województwa śląskiego, siatkarze w play offie PlusLigi, do tego najlepszy sezon piłkarek. To wszystko fakty przemawiające, że z tego, co jest istotą funkcjonowania klubu sportowego – czyli wyników sportowych – GieKSa za kadencji Marka Szczerbowskiego jak najbardziej się wywiązuje. Cechuje ją pokora, stabilizacja i progres. Może nie tak szybki, jak chcieliby tego niektórzy, ale zanegować się go nie da. Rafał Górak rozpoczął właśnie swój czwarty sezon w roli trenera piłkarzy. Cztery lata na stanowisku ostatnio spędził Jerzy Nikiel w latach 60.

Okazji do zwolnienia Góraka przez te 3 poprzednie sezony nie brakowało. Być może inny prezes nie wytrzymałby ciśnienia. Szczerbowski wytrzymywał, choć sam przyznawał, że sporo podszeptów kierowano w jego stronę. Ufa jednak Górakowi i dyrektorowi Robertowi Góralczykowi. GKS ma z roku na rok silniejszą drużynę piłkarzy. A może gdyby nie pewne decyzje (albo brak decyzji), nadal tkwiłby dziś w II lidze? Ktoś powie, że powrót na zaplecze ekstraklasy to obowiązek, żaden sukces, tak jak 8. miejsce z poprzedniego sezonu, zwłaszcza że generalnie drużyna walczyła o utrzymanie, a nie baraże o ekstraklasę. Może i tak, ale skrajne deprecjonowanie tego to złośliwość.

Marcin Krupa, prezydent Katowic (wypowiedź z kwietnia): – Nie byłoby sukcesu GKS-u, awansu do I ligi, gdyby nie pewna konsekwencja w działaniu, w prowadzeniu klubu, ale i drużyny. Stabilizacja jest zauważalna od kilku lat, nie tylko poprzez wyniki sportowe – choć oczekiwalibyśmy oczywiście jeszcze lepszych – ale i stabilizację gry, konsekwentne dążenie do wejścia do ekstraklasy. Mam nadzieję, że to się ziści. Najważniejsze jest stawianie dobrych fundamentów tej drużyny, a to zapewniają trenerzy i zarząd klubu. Panie prezesie, bardzo dobra robota. Gratuluję i dziękuję za zaangażowanie w klub.

Trzeba natomiast oddać Piotrowi Koszeckiemu, prezesowi „SK1964”, konsekwencję: niedługo po przegranym w 2020 roku awansie, przed drugim sezonem na II-ligowym szczeblu, mówił w „Sporcie”: – Oddzielam wyniki sportowe od zarządu spółki. Uważam, że to nie jest dobry miernik, by oceniać prezesów rezultatami drużyn.

Kibice nie chcieli używać tego miernika, gdy było nie najlepiej i nie używają go teraz, gdy jest znacznie lepiej. Innym takim miernikiem mogą być finanse, choć trudno, by prezes wypinał pierś do orderów w kontekście miejskiej spółki z tak sytuowanego samorządu jak Katowice. Wiceprezes Łukasz Czopik wyliczał przed radnymi na jednym z posiedzeń Komisji Kultury, Promocji i Sportu, że budżet wielosekcyjnej GieKSy na 2022 rok wynosi 22 mln zł, z czego 17,5 mln to dotacja z miasta.

Marek Szczerbowski podkreśla, że wynik finansowy za 2021 rok byłby najlepszy w historii spółki gdyby nie fakt, że trzeba było utworzyć rezerwy na zobowiązania wynikające z roszczeń ZUS-u, kwestionującego formę zatrudniania zawodników w latach 2015-19. Czyli jeszcze za poprzednich zarządów. ZUS domaga się 4 mln zł, postępowania są w toku. Czy był to błąd czy kreatywna księgowość? Na łamach „DZ” Szczerbowski odparł, że nie odpowie, nim nie zapadnie ostatni prawomocny wyrok.

Szczerbowski o kwestiach finansowych („DZ”): – W zeszłym roku koszty na cztery sekcje wyniosły niespełna 20,5 mln zł, teraz jest podobnie. Żeby zarysować tło: w 2019 roku planowano wydatki na poziomie 37,952 mln złotych. Odliczając spłaty pożyczek realnie chodziło o 28 milionów. W kolejnym roku, gdy przyszedłem na Bukową, zamknęliśmy się w 18 milionach. Znacznie obniżyliśmy koszty, co oznaczało jednocześnie znacznie mniejsze obciążenie dla miasta, a wynik sportowy mamy porównywalny lub lepszy.

Kibice lubią wracać do tamtych czasów – prezesów Cygana i Janickiego – wskazując, że wtedy hulał marketing. Ale należy zadać sobie pytanie, ilu nowych kibiców może przyciągnąć np. filmik z klubową maskotką, Gieksikiem, wyrzucającym przez okno telewizor? Albo inne, nawet i najbardziej pomysłowe akcje, podczas gdy trybuny przy Bukowej tak czy siak częściej świeciły wtedy pustkami niż wypełniały się?

Koszecki przed dwoma laty zastanawiał się, że być może działania PR-owe, marketingowe, ściągnęłyby około 300 widzów. Wtedy to była druga liga. Dziś – pewnie więcej, skoro GieKSa jest szczebel wyżej, z wieloma atrakcyjnymi rywalami. Ale nadal nie byłyby to raczej liczby rzucające na kolana. Najlepszym marketingiem i tak jest cel – na horyzoncie, nie w ustach piłkarzy – i są nim wyniki. Albo – budujący się – nowy stadion.

Klub Biznesu – ten temat wraca wśród kibiców często. W przeszłości miał odpowiednią otoczkę. Wystawne śniadania, kamery, wymiana kontaktów. Byli członkowie Klubu Biznesu napisali wiosną list otwarty do Urzędu Miasta, zwracając uwagę, jak zaniedbał ten temat prezes Szczerbowski.

Wiceprezes Czopik tak tłumaczył to radnym: – Środki pozyskiwane ze strony obecnych partnerów, w zestawieniu z latami ubiegłymi, są porównywalne – przy dramatycznie niższym koszcie ich pozyskania! Wydawać by się mogło rzeczywiście, że od strony ilościowej partnerzy GKS-u w latach minionych to bardzo duża grupa, ale w przełożeniu na środki finansowe, po odliczeniu kosztów ich obsługi, ta grupa generowała 200-kilkadziesiąt tysięcy złotych. Same koszty funkcjonowania działu sprzedaży przekraczały tę sumę. Klub nie wychodził na tym specjalnie korzystnie. Owszem, obecnie być może jest zauważalna nasza mniejsza rozwiązłość marketingowa, ale nie można odmówić temu działaniu efektywności finansowej. Liczby są bezwzględne. Stoję na stanowisku, że działalność sprzedażowa, marketingowa, musi wprost wspierać przychód. Jeśli nie znajduje odzwierciedlenia w złotówkach, trzeba rozważyć jej zasadność. Hokej pokazał, że podejście: produktu sportowy – rozbudowa działalności sprzedażowej – marketing: to właściwa kolejność.

W tym miejscu, uzupełniając wypowiedź Łukasza Czopika, warto zaznaczyć, że – w odróżnieniu od meczów piłkarskich – klub zarabiał na domowych spotkaniach hokejowych. Spora w tym rola kibiców, wypełniających „Satelitę”, do czego nakręcali się rywalizacją dzielnic, prezentując dzielnicowe oprawy itd. Mało wytłumaczalne, jak to się stało, że GKS do niedawna nie miał nawet oferty biznesowej. Potencjalny sponsor wchodząc na stronę internetową nie był w stanie znaleźć konkretnej informacji, w jaki sposób może wesprzeć GieKSę. Niedawno kwestia ta wreszcie została przez klub uregulowana. A wracając jeszcze do dawnego Klubu Biznesu: jeśli ktoś na pojedynczym meczu był w stanie przepuścić na koszt GieKSy równowartość kwoty wyższej niż miesięcznie jej przelewał – to takich biznesmenów przy Bukowej z pewnością nie potrzeba.

Bogumił Sobula, wiceprezydent Katowic, podsumowując sezon 2021/22: – Trzy lata temu jednym z priorytetów było dla nas ustabilizowanie sytuacji finansowej, uporządkowanie struktury, wydatków oraz szkolenie dzieci i młodzieży. Wynik sportowy jest konsekwencją tego, że w sferze finansów dzieje się tak, jak powinno. Trzy lata temu wydatki roczne na klub oscylowały w kwocie około 25-26 milionów złotych. W tej chwili to kilka milionów mniej, mimo że ceny usług i energii, wynagrodzenia – to wszystko rośnie. Wielkie wyrazy uznania dla prezesa, wiceprezesa, za wprowadzenie tej drakońskiej diety, która, jak się okazało, nie odbiła się negatywnie na wynikach sportowych.

Tak kończy się wtorkowy wpis kibiców informujących o bojkocie:

Stawiając na pierwszym miejscu GKS Katowice i chcąc się mimo wszystko porozumieć, poprosiliśmy o mediację UM Katowice, ale otrzymaliśmy odpowiedź, że MOŻE zgodzą się na rozmowy, o ile przeprosimy „prezesa” i samo Miasto Katowice. Ogłoszony przez nas bojkot nie ma na celu uderzenia w sportowców reprezentujących nasze barwy. Dalej mają oni od nas pełne poparcie, tym razem jednak wybrzmi ono w inny sposób. Apelujemy do Miasta, które jest właścicielem, o wysłuchanie naszego głosu. Nie można prowadzić dialogu, jeśli wysłuchuje się tylko jednej strony.

Wracamy do tematu meczu z Widzewem – miasto też oczekuje odcięcia się od tamtych wydarzeń przez grono tych najbardziej reprezentatywnych kibiców i to ważne dla przełamania lodów,dalszych rozmów.

Poprosiliśmy katowicki Urząd Miasta o zabranie stanowiska ws. bojkotu. Oto odpowiedź (pisownia oryginalna):

Stowarzyszenie Kibiców GKSu Katowice „SK 1964”otrzymało od nas 29 czerwca korespondencję, w której podkreśliliśmy gotowość do rozmów. Jesteśmy otwarci na dialog, z radością przyjęliśmy deklarację Stowarzyszenia, że jego nadrzędnym celem jest dobro GKS’u, jednak nie możemy zaakceptować prób narzucenia swoich zasad, szczególnie, że wcześniejsze wydarzenia z pewnością nie przysłużyły się dobrze Klubowi i Miastu, mowa tu o agresywnych, niezgodnych z prawem postaw kibiców podczas meczu GKS Katowice – Widzew Łódź. Do dzisiaj nie otrzymaliśmy odpowiedzi na wspomnianą korespondencję, a w tej kwestii oczekujemy na jednoznaczne określenie stanowiska Stowarzyszenia. Budowa silnego i stabilnego klubu wielosekcyjnego jest projektem wieloletnim, który ma przynosić korzyści wizerunkowe miastu. Ważnym elementem działania spółki jest także szkolenie dzieci i młodzieży. Liczymy, że rozwój wielosekcyjnego klubu oraz budowa stadionu przyczynią się do wzmocnienia marki GKS Katowice, co pozwoli przyciągnąć sponsorów, którzy przejmą na siebie koszty funkcjonowania klubu. (…) Niechodzenie na mecze – to oprócz pozbawiania się udziału w pozytywnych emocjach, jakie daje osobisty udział w wydarzeniu sportowym – także ograniczanie dochodów Klubu z biletów, a to nie jest zgodne z oczekiwaniami Kibiców i Miasta, by Klub był coraz silniejszy i stabilniejszy.

A kibice? Bez powodzenia „Sport” prosił o rozmowę prezesa „SK1964”. Głos fanów GieKSy trzeba respektować i pamiętać, że to oni w 2005 i 2012 roku ratowali klub, stawiali go na nogi, ale nie można też zapominać, że nie stanowią aż takiej siły, jak niektórzy mogą sobie wyobrażać. O ile wyjazdowo są w czołówce polskich ekip, o tyle u siebie mecze z choćby i 3-tysięczną publiką zdarzają się od święta.

Patrząc na skalę tego, co widać z wierzchu – przede wszystkim dobrych wyników sportowych, poukładanych finansów – puentowanie bojkotem reszty zarzutów może przez kogoś być uznane za strzelanie z armat do wróbli, zwłaszcza jeśli klub deklaruje gotowość do podpisania porozumienia z kibicami. Trudno aż uwierzyć, że kibicom chodzi tu rzeczywiście tylko o zapisy porozumienia, o przestrzeganie prawa czy wzięcie odpowiedzialności za własne czyny.

Kibice GieKSy prezentują teraz podejście: „nieważne, co Polska myśli”, bo publicznie nie precyzują i nie przedstawiają konkretnie swoich oczekiwań, choć jasne jest, że najważniejszym dla wielu z nich byłaby dymisja Marka Szczerbowskiego. Wielu zarzutom formułowanym przez kibiców trudno odmówić racji, bo GKS nie jest dziś krystaliczny. Ale jeśli sami nie są na tyle transparentni, by nie zostawiać znaków zapytania i niedomówień – by dać odpowiedź, czego konkretnie chcą, by zdanie „gdy nie wiadomo, o co chodzi…” było tylko żartem – to niech rzeczywiście nie oczekują wielkiego zrozumienia i nie dziwią się zdziwieniu na zewnątrz.

Rafał Górak podczas swojej pierwszej kadencji na Bukowej powiedział po jednym z meczów:

– Dwunasty zawodnik jest na najwyższym poziomie. Teraz trzeba dobrać jedenastu.

Kto wie, czy wkrótce nie okaże się, że gdy wreszcie zebrało się jedenastu, to zabraknie tego dwunastego.

 

Czy to chwilowe?

– Cieszę się, że GKS wreszcie posiada pewną stabilizację, zarówno w zarządzie, jak i poszczególnych sekcjach sportowych – mówi Marcin Krupa, prezydent Katowic.

Mam nadzieję, że to chwilowe i wszyscy wrócą na stadion – tak Marcin Krupa, prezydent Katowic, odpowiada na pytanie „Sportu” o bojkot kibiców GKS-u Katowice, ogłoszony przed tygodniem, którego konsekwencją był pusty niemalże „Blaszok” na niedzielnym meczu z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza (3:3).

– W niedzielę na stadionie było ponad 1000 kibiców. Z tego, co słyszałem, atmosfera była bardzo fajna, może było nawet nieco bardziej kulturalne kibicowanie. Fajnie, że tak się dzieje. Myślę, że każdy chciałby uczestniczyć w takich wydarzeniach sportowych naszego katowickiego klubu. Nie każdemu odpowiada uczestnictwo w niejednokrotnie kibolskich zachowaniach, wulgarnych, odstraszających ludzi, którzy chcą normalnie przyjść całą rodziną, z dziećmi, by zobaczyć wydarzenie sportowe – mówi prezydent Krupa.

Urząd Miasta już w ubiegłym tygodniu oświadczył na naszych łamach, jakie ma stanowisko względem bojkotu, nawiązując m.in. do zadymy w kwietniowym spotkaniu z Widzewem, która skutkowała tym, że kolejne cztery mecze rozegrane zostały przy zamkniętym stadionie (kara od PZPN i wojewody).

[…] Podziały wokół klubu odsunęły w cień start sezonu I ligi, udany w wykonaniu GieKSy, która w dwóch kolejkach zdobyła 4 punkty. Katowiccy fanatycy od dawna wyrażali niezadowolenie ze sposobu, w jaki zarządzana jest spółka za kadencji Marka Szczerbowskiego, a bojkot to konsekwencja tego niezadowolenia. Prezes, piastujący stanowisko od niemal 3 lat, jest pozytywnie oceniany przez miasto. Marcin Krupa komplementował go w kwietniu podczas gali wręczenia Nagród Prezydenta Miasta Katowice w dziedzinie sportu.

– Absolutnie nic się od tamtej pory nie zmieniło – deklaruje prezydent Krupa. – Jako właściciel, jako miasto, patrzymy na klub w dwóch aspektach. Pierwszy to kwestia sportowa, wyniki są na zadowalającym poziomie. Drugi to finanse, które są poukładane. Oczywiście – marzymy o tym, by GKS zagrał w ekstraklasie; najlepiej, by plasował się w niej na szczycie tabeli. Ale mierzmy siły na zamiary. To, co mamy teraz, jest bardzo stabilne i cieszy, a przyjdzie czas na efekty i sukcesy. Ten czas chcemy dać trenerom, zarządowi i trenerom poszczególnych sekcji. A sukcesy już są. Zdobyte po 52 latach mistrzostwo w hokeju na lodzie było wielkim osiągnięciem. Mamy arcymistrza szachowego Jana-Krzysztofa Dudę. Każdy z tych elementów tworzy wizerunek klubu, który uważam za bardzo dobry. Cieszę się, że GKS wreszcie posiada pewną stabilizację, zarówno w zarządzie, jak i poszczególnych sekcjach sportowych.

W hokeju sukces wyprzedził wręcz możliwości infrastrukturalne miasta, skoro mecze Ligi Mistrzów rozgrywane będą na kameralnym „Jantorze” w dzielnicy Janów, kojarzonej raczej z fanatykami Ruchu Chorzów.

– Niestety, to nasz jedyny problem. Czasem tak bywa, trudno tu mieć do kogokolwiek pretensje – mówi Marcin Krupa o infrastrukturze. – „Satelity” nie da się rozbudować, jest tam konserwator, nie jesteśmy w stanie uczynić nic, by była to hala lodowa na skalę dzisiejszych potrzeb. Nad budową nowej, spełniającej wszystkie dzisiejsze wymagania, musimy myśleć. I intensywnie myślimy. Ale najpierw: budowa stadionu. Po niej przejdziemy płynnie do kolejnych działań w zakresie infrastruktury sportowej. m.in. nowego lodowiska – dodaje prezydent Katowic.

Budowa stadionu i hali sportowej w rejonie autostrady A4 ruszyła w październiku. Umowa z wykonawcą, firmą NDI, opiewa na 186 mln zł netto. Od tamtej pory sytuacja w gospodarce mocno się zmieniła, inflacja na pewno odciśnie piętno na kosztorysie tej wielkiej inwestycji, która na razie toczy się do przodu.

Jak informowano w ostatnim Biuletynie Informacyjnym UM Katowice: „W rejonie ulicy Upadowej prowadzone są roboty związane z budową stadionu miejskiego. Trwa wykonywanie podbudowy pod drogę od ulicy Bocheńskiego, makroniwelacje pod parkingi oraz roboty związane z sieciami wodociągowymi, kanalizacyjnymi, teletechnicznymi i elektrycznymi. Prace związane są również z wykonaniem budynków technicznych przy boiskach terenowych. Rozpoczęło się uzdatnianie gruntu pod halę sportową i stadion”.

Czy prezydent Krupa martwi się o los budowy stadionu i jej koszt?

– Nie tylko budowy stadionu, ale wszystkich innych inwestycji planowanych w mieście albo będących już w trakcie realizacji. Ceny rzeczywiście poszybowały mocno do góry. Na szczęście ostatnimi czasy – mówimy o mniej więcej 2-3 tygodniach – widzimy, że zaczyna się odwracać trend. Pomalutku wraca to do jakiejś stabilności. Co do samego stadionu miejskiego, to już wiemy, że będziemy musieli negocjować. Koszt, który był przewidywany, dziś zupełnie odbiega od realiów. By kontynuować realizację, trzeba będzie dosypać do tego portfela trochę pieniędzy – tak, by realizacja nie była zagrożona. Wszystko jest na dobrej drodze. Przetarg jest ryczałtowy, trzeba porozumienia sądowego na zwiększenie finansowania. Zasadność podniesienia kwoty będzie szczegółowo sprawdzana przez wiele instytucji, ale zadzieje się to bez uszczerbku na czasie. Prace budowlane stale trwają. Oczywiście mamy świadomość, że przy tego typu inwestycjach zdarzają się różne sytuacje, dodatkowe prace, a wiadomo, że jesteśmy na trudnym terenie, górniczym. W przypadku stadionu przy uzdatnianiu gruntu, po odsłonięciu ziemi okazało się, że są tam pustki i trzeba je zapełnić, by w przyszłości obiektowi nie groziły żadne problemy techniczne – podkreśla prezydent Katowic.

 

HOKEJ

hokej.net – Poznaliśmy datę rozpoczęcia sezonu 2022/2023!

9 września ma rozpocząć się nowy sezon Polskiej Hokej Ligi. W rozgrywkach ma wystąpić osiem drużyn.

Wiemy już, że w nowych rozgrywkach zabraknie STS-u Sanok oraz Sokiła Kijów. Ekipa z Podkarpacia nie zdołała dopiąć budżetu, po tym jak z miana głównego sponsora zrezygnowała firma Ciarko. Miało to związek z pożarem, jaki wybuchł w halach producenta okapów oraz liczonymi milionach złotych stratami.

Z kolei ekipa z Ukrainy nie zdołała na czas załatwić niezbędnych formalności.

Każda z ekip Polskiej Hokej Ligi rozegra po 42 mecze w fazie zasadniczej, a spotkania będą rozgrywane systemem piątek-niedziela. Oczywiście kilka spotkań zostanie rozegranych też we wtorki, choć ten dzień tygodnia będzie przeznaczony głównie na spotkania zaległe oraz te rozgrywane awansem.

Wstępny terminarz jest już niemal opracowany. Wynika z niego, że inauguracja nowego sezonu odbędzie się 9 września.

Jeśli zostanie zastosowana metoda Bergera, to GKS Katowice zmierzy się z Podhalem Nowy Targ, Re-Plast Unia Oświęcim z Zagłębiem Sosnowiec, JKH GKS Jastrzębie z KH Energą Toruń, a GKS Tychy z Comarch Cracovią.

 

Terminarz Polskiej Hokej Ligi na sezon 2022/23

Poznaliśmy terminarz Polskiej Hokej Ligi na sezon 2022/2023. Nowy sezon PHL rozpocznie się w piątek, 9 września. Sezon zasadniczy potrwa do 19 lutego 2023 roku i zakończy się po 45. kolejkach.

Pierwsze mecze fazy play-off zaplanowano na 22 i 23 lutego, a całe rozgrywki zakończą się w kwietniu.  Mecze finałowe Polskiej Hokej Ligi najpóźniej zakończą się 6 kwietnia.

Do nowego sezonu przystąpi 9 zespołów: Comarch Cracovia, GKS Katowice, GKS Tychy, JKH GKS Jastrzębie, KH Energa Toruń, Tauron Podhale Nowy Targ, Re-Plast Unia Oświęcim, Ciarko STS Sanok i Zagłębie Sosnowiec.

Cały terminarz na stronie www.hokej.pl [przyp. red.]

 

Kiedy i gdzie odbędzie się batalia o Superpuchar Polski?

19 października odbędzie się mecz, którego stawką będzie Superpuchar Polski. O to trofeum powalczą GKS Katowice i Comarch Cracovia.

[…] Wiemy już, że to spotkanie odbędzie się w środę 19 października o godz. 18:30 i zostanie pokazane w kanale TVP Sport. W najbliższych dniach powinniśmy również poznać gospodarza meczu, ale z naszych informacji wynika, że zostanie on rozegrany w Krakowie.

Przypomnijmy, że do tej pory o Superpuchar walczono ośmiokrotnie. Po trzy razy w tych rozgrywkach triumfowały GKS Tychy i Comarch Cracovia. Dwie wygrane na swoim koncie mają jastrzębianie.

Puchar Polski przed Sylwestrem. Formuła bez zmian

Nie będzie zmiany formuły Pucharu Polski. Pod koniec grudnia zagrają w niej drużyny, które po dwóch rundach Polskiej Hokej Ligi zajmą cztery najwyższe miejsca.

[…] – Nie będzie zmiany formuły. Wszystko będzie toczyć się według tych samych reguł co rok temu – powiedziała nam Marta Zawadzka, komisarz Polskiej Hokej Ligi.

Oznacza to, że w Turnieju Finałowym Pucharu Polski wezmą udział zespoły, które po dwóch rundach zajmą pierwsze cztery miejsca.

Półfinały Pucharu Polski odbędą się 28 i 29 grudnia, a finał 30 grudnia.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Opór przed rozwojem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:

2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.

Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.

Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.

Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.

Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.

Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.

Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.

Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.

Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.

Absolutnie niepojęte jest to, jak my  na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.

I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.

Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.

<ogląda skrót>

<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>

<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>

Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.

Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.

Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.

I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.

Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.

Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.

Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.

Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.

Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.

Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.

Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.

Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.

Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.

Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.

Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…

Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.

I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…

Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.

Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.

Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.

A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.

Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.

Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.

No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.

No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.

I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.

Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.

Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.

Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.

To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.

Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.

Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…

No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.

Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.

Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.

Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.

Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…

No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.

Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.

Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…

Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.

A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.

I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.

Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.

Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.

Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.

Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.

Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.

Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.

Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga