Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Wielosekcyjny przegląd doniesień mediów: GKS świętuje urodziny na boisku i poza nim

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Piłkarki kończą przygotowania się do startu Ekstraklasy w rundzie wiosennej sezonu 2020/21. Panie rozpoczną piłkarską wiosnę od rozegrania zaległego meczu z 12 kolejki. Przeciwnikiem będzie trzecia drużyna w tabeli: Medyk Konin. Spotkanie zostanie rozegrane 6 marca o  13:15, transmisję przeprowadzili kanał TVP Sport. Piłkarze rozegrali pierwsze ligowe spotkanie, po przerwie zimowej, pokonując Sokoła Ostróda 2:1, Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ.

Siatkarze rozegrali przedostatnie spotkanie sezonu zasadniczego w którym pokonali 3:1 AZS Olsztyn. Ostatni mecz rundy zasadniczej siatkarze rozegrają 03 marca z Czarnymi Radom. Wygrana w ostatnim meczu być może pozwoli na grę w play-offach Plusligi. W ćwierćfinale rozgrywek PHL nasza drużyna walczy o awans do półfinałów z RE-Plast Unią Oświęcim. Po czterech meczach stan rywalizacji jest remisowy 2:2. Poszczególne mecze zakończyły się wynikami: 0:8, 5:0, 2:4, 2:0.

 

PIŁKA NOŻNA

dziennikzachodni.pl – Pijany piłkarz GKS Katowice niszczył samochody. Co na to klub?

Patryk G., 20-letni obrońca GKS-u Katowice, został zatrzymany przez policję po tym, jak pijany niszczył samochody w centrum miasta. Grozi mu 5 lat więzienia.

Patryk G., piłkarz GKS Katowice, został w niedzielę zatrzymany pod zarzutem niszczenia mienia. 20-letni obrońca trafił w niedzielę do aresztu, a jeden z jego kolegów posiadał przy sobie narkotyki.

 

sportdziennik.com – Wychowanek ocalony

Patryk G. będzie nadal występował w GKS-ie Katowice.

[…] G. nie zostanie wyrzucony z klubu, trenuje z zespołem, przygotowując się do sobotniej inauguracji II-ligowej wiosny (GieKSa podejmie Sokół Ostróda). Nie dziwią jednak opinie, że klub wykazał się brakiem konsekwencji. Gdy latem 2019 roku czterech zawodników – Adrian Frańczak, Mateusz Kamiński, Mateusz Mączyński i Bartłomiej Poczobut – zabalowało na zakończenie zgrupowania w Rybniku-Kamieniu, skończyło się natychmiastowym rozwiązaniem kontraktów. Tym razem przy Bukowej zarządzono znacznie łagodniejszą karę, choć to przecież Patrykowi G. grozi wyrok, a kwartet „banitów z Kamienia” po prostu za ostro się zabawił.

G. to jeden z niewielu wychowanków w kadrze GKS-u. Trener Rafał Górak wierzył w niego na tyle, że uczynił go jednym z członków rady drużyny – obok Adriana Błąda czy Arkadiusza Jędrycha – zdarzało mu się nawet zakładać kapitańską opaskę. Gdy 20-latek przegrał rywalizację o miejsce w środku pola, przekwalifikowano go na prawą obronę. Jesienią nie zaliczył jednak w II lidze ani jednego występu, bo pewne miejsce w tym sektorze boiska miał Zbigniew Wojciechowski.

Teraz G. dostaje od swojego macierzystego klubu drugie życie. Pewnie łatki, jaką sam sobie przyszył w miniony weekend, nie odklei nawet w razie walnego przyczynienia się do awansu GieKSy do ekstraklasy, ale dobrą grą może spróbować odkupić swe winy. O tym, że nie zawsze rozwiązanie kontraktu musi być jedynym słusznym posunięciem, przekonała Odra Opole. Miłosz Trojak mógł wylecieć z I-ligowca za napaść na taksówkarza, uszkodzenie jego mienia oraz zniszczenie miejskiej dekoracji świątecznej, ale klub podał mu rękę, a on odwdzięcza mu się dobrą grą. Inna rzecz, że wcześniej dał się poznać jako solidny i pomagający drużynie piłkarz. G. zaczął nie od boiska, a od alkoholowej afery. Jak skończy? Jego kontrakt kończy się 30 czerwca, wtedy też pożegna się ze statusem młodzieżowca. Ale pod górkę zrobił sobie już 4 miesiące wcześniej.

 

Od GieKSy oczekiwany jest awans!

Krzysztof Pieczyński, przewodniczący Komisji Kultury, Promocji i Sportu przy Radzie Miasta Katowice, mówi o aferze z Patrykiem G., inwestycjach w infrastrukturę oraz nadziejach związanych z grą katowickich zespołów w rundzie wiosennej.

O tej sprawie mówi się w Katowicach więcej niż o nadchodzącej rundzie rewanżowej II ligi. Patryk G., 20-letni prawy obrońca GieKSy, który w nocy z soboty na niedzielę zniszczył wraz z kolegami trzy samochody na ul. Moniuszki, ostał się w klubie. Otrzymał naganę i karę finansową, która zostanie przeznaczona na cele społeczne.

– Kara powinna być przykładna i taka, żeby zabolała zawodnika – mówi Krzysztof Pieczyński, przewodniczący Komisji Kultury, Promocji i Sportu przy Radzie Miasta Katowice.

– Jestem tą sytuacją zbulwersowany i zdecydowanie ją potępiam. Takie chuligańskie zachowanie i niszczenie mienia to coś całkowicie niezrozumiałego. Osobna kwestia to ta, że na tydzień przed ligą zawodowy piłkarz chodzi pijany po ulicach naszego miasta. Znam wielu piłkarzy grających zdecydowanie wyżej. Wiadomo – zawodnik to nie zakonnik, ale jest czas zabawy i czas treningu. Takie zdarzenie w dniu ostatniego zimowego sparingu jest niedopuszczalne – dodaje Pieczyński.

[…] Incydent ten nie może jednak przyćmić tego, co dla przyszłości katowickiego futbolu jest obecnie najistotniejsze. Czyli – budowa nowego stadionu oraz walka o awans GKS-u na zaplecze ekstraklasy.

– Głośno i śmiało możemy powiedzieć, że miasto oczekuje tego awansu. Jesteśmy po dobrej, wręcz bardzo dobrej rundzie jesiennej, która rozbudziła nadzieje nie tylko dobrymi wynikami, ale też fajną grą. Miło oglądało się drużynę GieKSy.

[…] Wierzę mocno, że zespół się nie potknie i wierzę w trenera Góraka, że odpowiednio przygotował zawodników. Mamy kilkupunktową zaliczkę po jesieni, dlatego na najbliższe miesiące patrzę z optymizmem – podkreśla Pieczyński, a w świetle ponad 6-milionowej dotacji, na jaką może liczyć z samorządowej kasy miejski GKS, mówienie o czymś innym niż awans byłoby na trzecim poziomie rozgrywkowym absurdem.

Nim skończy się sezon, powinny już zostać otwarte koperty z ofertami w przetargu na budowę nowego stadionu w rejonie autostrady A4, ulic Bocheńskiego i Dobrego Urobku. Pierwotnie termin otwarcia to 11 marca. – We wtorek do Urzędu Publikacji Unii Europejskiej przekazana została informacja o przedłużonym terminie składania ofert. Nowy termin będzie znany w najbliższych dniach.

Wiąże się to z bardzo dużym zainteresowaniem potencjalnych oferentów, wykonawców. Miasto otrzymuje wiele zapytań, na które trzeba odpowiedzieć i stąd ten przesunięty termin. Tak duże zainteresowanie to bardzo dobry znak. Im szerszy wachlarz ofert do wyboru, tym większa konkurencyjność i lepiej dla zamawiającego – przyznaje nasz rozmówca.

 

tylkokobiecyfutbol.pl – Ekstraligowy raport transferowy: zima 2021 – notowanie #2

Na ostatnie godziny przed zamykającym się 1 marca okienkiem transferowym przyglądamy się ruchom kadrowym w klubach Ekstraligi. Teraz to głównie domykanie kadr i ostatnie transfery, czy wzmocnienia z grup młodzieżowych.

Najciekawiej było w Katowicach. GieKSa pozyskała Katerinę Vojtkovą młodzieżową reprezentantkę Czech. Niestety dla Ekstraligi, na mocy transferu definitywnego do pierwszoligowej Tarnovii odeszła Klaudia Kubaszek.

[…] GKS GieKSa Katowice

PRZYBYŁY : Magdalena Dragunowicz (wypożyczenie z TME UKS SMS Łódź),  Katerina Vojtkova (Banik Ostrava)

ODESZŁY : Klaudia Kubaszek (Tarnovia Tarnów)

 

2×45.info – II liga: GKS świętuje urodziny na boisku i poza nim, demolka Stali w Poznaniu, Znicz przedłuża czarną serię

[…] Udaną inaugurację mieli za to w Katowicach. Raz, że GKS pokonał Sokoła Ostróda, dwa, że został samodzielnym liderem tabeli i trzy – doczekał się uroczystego świętowania swoich 57. urodzin. Kibice zgromadzili się pod stadionem i akurat po drugiej bramce dla GieKSy odpalili fajerwerki oraz zaprezentowali rozległe racowisko ciągnące się wzdłuż i wszerz stadionu przy ul. Bukowej.

[…] Na podobnie dobrym poziomie, co kibice, stał bramkarz gości Błażej Niezgoda, bez którego katowiczanie pewnie wygraliby znacznie wyżej. 21-latej wybronił kilka naprawdę niezłych strzałów, ale jeszcze w pierwszej połowie musiał opuścić boisko z powodu urazu. No i tak się złożyło, że po błędzie zmiennika GKS wyszedł na prowadzenie, którego do końca już nie oddał.

 

SIATKÓWKA

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – Indykpol AZS Olsztyn 3:1

Dla siatkarzy GKS Katowice mecz z Indykpolem AZS Olsztyn stanowił być albo nie być w grze o awans do fazy play off. Gospodarze stoczyli twardy bój i zdołali go wygrać. O wszystkim zadecyduje więc ostatnia kolejka PlusLigi!

GKS Katowice musiał wygrać z Indykpolem AZS Olsztyn, aby zachować szansę na awans do play off. Ekipa Grzegorza Słabego wystąpiła osłabiona brakiem kontuzjowanego w ostatniej chwili Jakuba Jarosza, ale osiągnęła cel!

Katowiczanie w dniu urodzin swojego klubu byli mocno zdeterminowani i mieli szansę na odniesienie zwycięstwa 3:0. W trzeciej partii zaliczyli jednak słabą grę w jego środkowej części i olsztynianie nie dali już sobie wydrzeć wypracowanej wtedy przewagi.

Mnóstwo emocji przyniósł czwarty set, który świetnie rozpoczęli goście. Przy wyniku 3:6 szkoleniowiec GieKSy wziął czas, po którym jego zespół zaczął odrabiać straty. Od stanu 15:15 katowiczanie znów złapali właściwy rytm i odnieśli bezcenne zwycięstwo.

6 marca GKS zagra u siebie z Czarnymi Radom i znów musi odnieść zwycięstwo. Jednocześnie jednak katowiczanie muszą trzymać kciuki za potknięcie Ślepska Malow Suwałki z MKS-em Będzin lub Stalą Nysa. Dwie wygrane tej drużyny za trzy punkty dadzą jej ósme miejsce bez względu na wynik GKS-u…

 

polsatsport.pl – GKS wygrał z Indykpolem AZS! Kto zagra w play-offach?

[…] Olsztynianie rozpoczęli to spotkanie od falstartu i już przy stanie 7:1 dla gospodarzy trener Daniel Castellani poprosił od drugi czas. Przerwał serię katowiczan, ale siatkarze GKS spokojnie utrzymywali wypracowaną na początku zaliczkę (12:4, 16:7). Byli skuteczniejsi w ofensywie, popełniali mniej błędów i to wystarczyło do wygrania tej partii, choć w końcówce goście zmniejszyli punktową różnicę. Wiktor Musiał wywalczył piłkę setową asem serwisowym (24:19), a Adrian Buchowski zamknął tę część meczu atakiem po bloku rywali (25:20).

Druga odsłona była bardziej wyrównana od poprzedniej. W środkowej części seta na kilka oczek odskoczyli katowiczanie (12:9), ale goście odrobili straty i uzyskali przewagę po dwóch asach serwisowych Robberta Andringi (15:16). Losy seta rozstrzygnęły się w trzech akcjach od stanu 22:22. Najpierw skutecznie zaatakował Kamil Kwasowski, po chwili Musiał zaatakował o blok, a w ostatniej akcji oglądaliśmy nieporozumienie po stronie olsztynian i atak Andringi w siatkę (25:22).

W trzeciej partii inicjatywę przejęli goście. Trener Castellani dokonał kilku roszad, które ożywiły grę jego drużyny, przede wszystkim zmienił bezbarwnego w poprzednich setach Damiana Schulza na Remigiusza Kapicę. Skuteczniejsi w ofensywie olsztynianie uzyskali zaliczkę w środkowej części seta (10:13, 12:16). Utrzymali ją w końcówce. Skuteczny atak Kapicy przyniósł piłkę setową (20:24), gospodarze obronili się w dwóch akcjach, ale w kolejnej Kapica zaatakował blok-aut (22:25).

Set numer cztery rozpoczął się po myśli siatkarzy Indykpolu AZS – po asie serwisowym Mateusza Poręby było 3:7. Gospodarze ruszyli do odrabiania strat i dopięli swego (15:15). W końcówce dominowali na parkiecie, a kluczowa dla losów seta okazała się punktowa seria od stanu 20:19 do 24:19. Dwa ataki Emanuela Kohuta, błąd rywali, atak Musiała wyprowadziły katowiczan na piłkę meczową. Kropkę nad „i” postawił Musiał atakiem po bloku rywali (25:20).

[…] MVP: Wiktor Musiał (19/32 = 59% skuteczności w ataku + 4 asy serwisowe + 1 punktowy blok).

[…] GKS Katowice – Indykpol AZS Olsztyn 3:1 (25:20, 25:22, 22:25, 25:20)

 

HOKEJ

hokej.net – Imponujący początek Unii. GieKSa zdeklasowana

Hokeiści Re-Plast Unii Oświęcim w znakomitym stylu rozpoczęli ćwierćfinałową rywalizację z GKS-em Katowice. Wicemistrzowie Polski dali pokaz świetnej skuteczności i rozbili GieKSę 8:0.

[…] Oświęcimianie lepiej odnaleźli się w realiach play-offowego pojedynku. Do niezbędnych na tym etapie sezonu waleczności i ofiarności dołożyli też takie hokejowe pierwiastki jak dokładność w rozegraniu akcji i – co najważniejsze – skuteczność. Swoje w bramce zrobił też Clarke Saunders, który obronił 19 uderzeń rywali. Jednak czystego konta zapisywanego w statystykach pozbawiła go… drobna awaria sprzętu. To właśnie przez nią na 208 sekund między słupkami bramki gości pojawił się Sebastian Lipiński.

Podopieczni Kevina Constantine’a po pierwszej odsłonie prowadzili 2:0, bo sposób na Juraja Šimbocha znaleźli kolejno Daniił Oriechin i Ryan Glenn. Rosyjski skrzydłowy, będący najlepszym strzelcem Unii, wykorzystał dogranie zza bramki Siemiona Garszyna, z kolei Glenn dobrze podłączył się do akcji ofensywnej i przymierzył ze slotu. W tym miejscu warto dodać, że gol kanadyjskiego defensora padł na pięć sekund przed przerwą i wyraźnie podciął skrzydła drużynie z alei Korfantego.

Dowód? Już 81 sekund po rozpoczęciu drugiej odsłony na 3:0 podwyższył Teddy Da Costa. Doświadczony napastnik przymierzył z nadgarstka i zdjął pajęczynę z okienka katowickiej bramki. To był jeden z dwóch kluczowych momentów tego spotkania.

Następny miał miejsce w 39. minucie. Wówczas goście zdobyli czwartego gola, wykorzystując okres gry w przewadze. Z lewego koła bulikowego huknął Gilbert Brulé i to trafienie było ozdobą całego spotkania. Takiej gry od 34-letniego Kanadyjczyka oczekują wszyscy kibice biało-niebieskich.

W trzeciej odsłonie oświęcimianie rzucili rywali na łopatki, aplikując im cztery gole. Dwa z nich zdobyli w przewadze, a przecież z tym elementem w fazie zasadniczej mieli sporo problemów.

Katowiczanie w końcówce nie zapanowali nad emocjami. Zamiast poszukać okazji do zdobycia honorowego gola i nieco poprawić nastroje, skupili się na prowokacjach i nieco ostrzejszych zagraniach. To z pewnością podgrzało atmosferę przed jutrzejszym starciem.

[…] GKS Katowice – Re-Plast Unia Oświęcim 0:8 (0:2, 0:2, 0:4)

 

Katowicka metamorfoza. Hat trick Fraszki

Hokeiści GKS-u Katowice w ciągu 24 godzin przeszli prawdziwą przemianę. Podopieczni Andrieja Parfionowa pokonali na własnym lodzie Re-Plast Unię Oświęcim 5:0 i wyrównali stan ćwierćfinałowej rywalizacji.

Każdy mecz play-off jest jak rozdział książki. Choć tworzy on całość, to niesie za sobą nieco inną historię. Te słowa dziś znalazły potwierdzenie, bo katowiczanie po wstydliwej porażce 0:8, dziś pokonali oświęcimian, prezentując całkowicie inne oblicze.

Podopieczni Andrieja Parfionowa po każdej zapalnej sytuacji zachowywali się jak piraci dokonujący abordażu. Głośnymi okrzykami i gestami starali się wywrzeć presję na arbitrach i zdeprymować rywali. Zachowanie, jakich w play-offach wiele, ale tumult dochodzący z boksu gospodarzy niósł się po całej „Satelicie”.

GieKSiarze zaczęli z większą werwą niż wczoraj, a ich agresywny pressing sprawiał oświęcimianom sporo problemów. Udało im się też szybko, bo już po 188 sekundach, objąć prowadzenie. Pomogła im w tym gra w przewadze. Z linii niebieskiej uderzył Patryk Wajda, a pracujący na bramkarzu Maciej Kruczek zdołał jeszcze strącić krążek. Clarke Saunders nie miał więc żadnych szans.

Katowiczanie próbowali pójść za ciosem, ale w tej odsłonie nie zdołała znaleźć sposobu na golkipera gości. Odrobiny szczęścia i precyzji zabrakło kolejno Bartoszowi Fraszce i Grzegorzowi Pasiutowi.

Swoje szanse mieli też oświęcimianie. Podczas gry w przewadze z bulika huknął Gilbert Brulé, ale guma powędrowała nad poprzeczką. Z kolei Juraj Šimboch, prezentujący się solidniej niż wczoraj, zdołał obronić uderzenie Gregora Koblara.

W drugiej odsłonie obraz gry się nie zmienił. Bandy trzeszczały, a zawodnicy nie oszczędzali się. Wykorzystywali każdą okazję, by ostrzej potraktować rywala. Bramek jednak nie oglądaliśmy.

W 32. minucie szczęście uśmiechnęło się do golkipera gospodarzy. Po dograniu Eliezera Sherbatova guma odbiła się od katowickiego defensora, ale Juraj Šimboch zdołał zatrzymać krążek.

Chwilę później zakotłowało się pod oświęcimską bramką Na 2:0 powinien podwyższyć Andriej Stiepanow, który dostał dobre podanie od Grzegorza Pasiuta. Strzał byłego reprezentanta Białorusi pozostawił jednak sporo do życzenia.

Na dobrą sprawę losy spotkania rozstrzygnęły się w 50. minucie. Andriej Stiepanow dograł do rozpędzonego Bartosza Fraszki, a ten zgubił obrońców i uderzeniem z nadgarstka zaskoczył Clarke’a Saundersa. Ten gol podciął oświęcimianom skrzydła, a GieKSę napędził do kolejnych ataków. Efekt? Trzeci gol autorstwa Filipa Starzyńskiego, który zwieńczył kontrę Jānisa Andersonsa.

Trener Kevin Constantine na 251 sekund przed końcem regulaminowego czasu gry zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza, ale nie przyniósł on zamierzonego efektu. Do gumy dopadł Bartosz Fraszko i umieścił ją w pustej bramce. 25-letni skrzydłowy chwilę później postawił pieczęć na zwycięstwie GieKSy i w sytuacji sam na sam zaskoczył Saundersa.

[…] GKS Katowice – Re-Plast Unia Oświęcim 5:0 (1:0, 0:0, 4:0)

 

sportdziennik.com – Atut tafli

Zespół GKS-u przegrywa w rywalizacji, ale nie powiedział ostatniego słowa.

Hokeiści Re-Plastu Unii Oświęcim wykorzystali atut własnej tafli i zwyciężyli w trzecim ćwierćfinałowym spotkaniu play off z GKS Katowice i objęli prowadzenie w rywalizacji. Jednak wszystko wskazuje na to, że ta seria potrwa najdłużej, bo obie drużyny prezentują podobny poziom.

Obaj trenerzy nie „majstrowali” nic przy składach, ale też nie mają za dużego pola manewru. Tylko w razie nieprzewidzianego splotu wydarzeń mogą nastąpić jakieś drobne przetasowania w poszczególnych formacjach. Jedni i drudzy doskonale zdawali sobie sprawę jak ważne będzie otwarcie tego spotkania. I gospodarze rzucili się do ataku i robili sporo zamieszania w tercji gości. Juraj Szimboch był niezwykle czujny w każdej sytuacji i w I tercji zachował „czyste konto”. Clarke Saunders miał mniej strzałów, ale jeden krążek wpadł do jego siatki. Ryan Glenn stracił krążek w strefie neutralnej i Bartosz Fraszko z Andrejem Stiepanowem błyskawicznie przemieścili się do tercji gospodarzy. Ten pierwszy podał do Rosjanina, a ten nie dał najmniejszych szans bramkarzowi Unii.

Katowiczanie grali rozważnie i mieli jeszcze swoje okazję na podwyższenie rezultatu, ale Grzegorz Pasiut i Mikael Kuronen nie zdołali pokonać Saundersa. W 17 min. zanotowaliśmy pierwsze wykluczenie i do boksu kar powędrował Paul Swindlehurst. Jednak goście kiepsko rozegrali te przewagę liczebną, nie stwarzając żadnego zagrożenia i mieli poważne problemy z wjechaniem w tercję gospodarzy.

Druga odsłona w wykonaniu GKS-u była słaba. Przede wszystkim dali sobie narzucić styl gospodarzy, którzy mieli inicjatywę. Od początku wyrównująca bramka „wisiała” w powietrzu i w końcu Eliezer Szerbatow popisał się dynamiczną akcją i posłał krążek do siatki. Goście coraz częściej przebywali w boksie. Dwa razy grali w podwójnym osłabieniu 24 i 50 sek. Gdy Franssila otrzymał podwójna karę mniejszą za zranienie przeciwnika gospodarze wyszli na prowadzenie. Luka Kalan sprytnie przekierował krążek po uderzeniu z daleka i Szimboch był bez szans. Unia mogła prowadzić wyżej, bowiem w 29 min. Brett McKenzie nie zdołał posłać krążka do pustej bramki. Goście nie mieli wiele do powiedzenia i tuż przed wyrównującym golem dla Unii Mateusz Michalski strzelił w słupek. Gospodarze zdecydowanie lepiej się prezentowali i w pełni zasłużenie prowadzili.

Hokeiści GKS-u nie mieli nic do stracenia i musieli ruszyć do przodu, a przede wszystkim grać agresywnie tak jak prezentowali się w rewanżu w Katowicach. I tak też było, ale niefrasobliwa strata krążka we własnej strefie sprawiła, że Daniił Oriechin podwyższył rezultat spotkania. Jednak 21 sek. później Bartosz Fraszko zmniejszył stratę i rozpoczął się twardy boj na całej tafli. W 49 min.goście ponownie zaliczyli słupek, a tym razem trafił w niego strzałem z daleka Patryk Wajda. Mimo ambitnej postawy katowiczanom nie udało się wyrównać, a na dodatek stracili kolejnego gola. 56 sek. przed końcem trener GKS-u wycofał bramkarza, ale ten manewr nie przyniósł efektu

[…] RE-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice 4:2 (0:1, 2:0, 2:1)

 

Cenna wygrana GieKSy!

Hokeiści z Katowic, wygrywając 4. spotkanie ćwierćfinałowe, wyrównali stan rywalizacji.

Andrej Parfionow, trener GKS-u, uznał, że tym razem zagra na 4 pary obrońców i dokonał drobnych przetasowań w atakach, bowiem zabrakło Tomasa Kubalika. I od pierwszego gwizdka rozgorzała twarda walka, ale nieco więcej z gry mieli gospodarze. Oba zespoły miały kilka okazji do zmiany rezultatu, ale krążek nie wpadł do siatki. Eliezer Szerbatow (5 min), ani też będący tuż przed bramką Daniłł Orechin (19) nie potrafili pokonać Juraja Szimbocha. Goście również niepokoili Clarke’a Saundersa, ale ani Mateusz Michalski (6) ani też Grzegorz Pasiut (16) w dogodnych sytuacjach nie potrafili skierować krążka do bramki. Druga odsłona również zakończyła się bez bramek, ale to nie tylko wynik dobrej postawy bramkarzy, lecz kiepskiej skuteczności. Wyborną sytuację miał Michalski (33), który w osłabieniu był sam na sam, a potem Pasiut tuż przed bramką trafił w parkan golkipera Unii. Również gospodarze mieli okazje, lecz Orechin (34), a później Brule (39) również nie zdołali pokonać Szimbocha.

W końcu Stiepanow podał do Fraszki, a ten dynamicznie wjechał w tercję rywali i posłał krążek między parkanami kanadyjskiego bramkarza. Potem nastąpiła kilkuminutowa przerwa, bo ekipa techniczna nie potrafiła umocować bramki, który ciągle wyskakiwała z umocowań. W 50 min Jesse Rohtla wyskoczył z boksu kar znalazł się sam na sam, ale nie wykorzystał! W końcówce Unia wycofała bramkarza i Stiepanow posłał krążek do pustej bramki. W czwartek kolejne spotkanie w Katowicach.

RE-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice 0:2 (0:0, 0:0, 0:2)

4 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

4 komentarze

  1. Avatar photo

    alzek

    2 marca 2021 at 10:09

    Wiadomo już coś z tym walkowerem za mecz nr 2 z Unią? Bo podobno młodzieżowiec nie zagrał i Unia złożyła skargę!

  2. Avatar photo

    Kato

    2 marca 2021 at 13:26

    Jest jakiś czas na zgłaszanie i rozpatrywanie takich spraw.
    Chyba, bo na zdrowe myślenie, to jest zaraz po meczu lub przed następnym.
    A tu minęło już kilka dni i zostały rozegrane następne dwa mecze.

  3. Avatar photo

    Kris

    2 marca 2021 at 18:56

    Kato, bez względu na czas rozpatrywania jeśli ktos pilnujący tych spraw w drużynie niedopatrzyl to powinien ponieść konsekwencje. Wynik był już ustalony wiec co stało na przeszkodzie dać pograć młodym. Oczywiście JEŻELI miało to miejsce. Nawet jeśli dostaniemy ten walkower to wierze w hokeistów, ze pokażą charakter i wygrają te Play Offy.

  4. Avatar photo

    Kato

    2 marca 2021 at 19:55

    Kris
    Pełna zgoda z tym tematem.
    Wina czy nie, ok.
    Tylko zastanawia mnie obecnie, do kiedy można zgłosić taką sprawę wykroczenia.
    Czy po rozegraniu np. ostatniego meczu? Można wtedy jeszcze zgłosić taką sprawę.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Projekt GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.

Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.

Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.

Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.

Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.

Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są  naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.

Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.

Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.

Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.

Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.

Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.

W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.

Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.

Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.

Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.

Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.

A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.

GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.

Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.

Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.

Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.

Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.

W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.

Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.

Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.

Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.

Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.

Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Felieton o Zagłębiu Lubin

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.

Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.

Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.

Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.

We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.

Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.

Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.

I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.

W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.

Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…

Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.

Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.

Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.

Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.

Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.

Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga