Kibice
Widzew kibicowsko i nasze wyjazdy do Łodzi
Widzew to rywal z najwyższej piłkarskiej i kibicowskiej półki, nie tylko w I lidze. Łodzianie są starym, zasłużonym klubem dla polskiej piłki, powstałym w 1910 roku.
Ich najlepsze czasy nadeszły z początkiem lat 80. Klub dwukrotnie zdobył mistrzostwo Polski, kilkukrotnie zajmował również miejsce na podium. W międzyczasie, w 1983 roku doszedł do półfinału Pucharu Europy (aktualna Liga Mistrzów), ulegając słynnemu Juventusowi Turyn. W Pucharze UEFA oraz Pucharze Zdobywców Pucharów także dochodził do 1/16 lub 1/8 rozgrywek, gdzie, jeśli już ulegał, to topowym markom. Jedyny Puchar Polski, zdobyli przeciwko nam w 1985 roku w Warszawie, kiedy GKS i Widzew po raz pierwszy doszli do finału. Po bezbramkowym remisie RTS lepiej wykonywał jedenastki.
Wraz z ogromnymi sukcesami piłkarskimi w Łodzi dla kibiców ŁKS-u zaczął wyrastać poważny konkurent. Widzew pierwsze lata działalności na trybunach zapoczątkował w latach 70., ale do połowy lat 80. nie mógł za bardzo wychylać głowy w swoim mieście. Później było już tylko lepiej dla Widzewa, kiedy zaczęły powstawać ich pierwsze zgody jak GKS Bełchatów, Jagiellonia Białystok, Lechia Gdańsk, Petrochemia Płock, Ruch Chorzów czy Wisła Kraków. Z mniejszych ekip był jeszcze Chrobry Głogów, Karpaty Krosno i Stal Rzeszów. Na barkach Widzewa część ekip zaczęła przy nich „dorastać”, po czym usamodzielniać się, gdy przyszły lepsze czasy w swoich klubach, a takimi byli kibice z Bełchatowa, Kalisza, Płocka czy Radomska. Część z nich ma z RTS-em kosę, część po kilkunastu latach z Widzewem odnowiła kontakty, a inne ekipy wymarły (Boruta Zgierz, Ceramika Opoczno, Granat Skarżysko-Kamienna, Górnik Łęczyca, Star Starachowice, KKS Koluszki, Pelikan Łowicz, Warta Sieradz, MKS Kutno) lub działają w „małym nakładzie”. W połowie lat 90. miasto przerodziło się już w wojnę na całego, która trwa do dziś i nie ma w Polsce tak wyrównanej i na takim wysokim poziomie walki o prymat w mieście. Aktualnie jedyną zgodą RTS-u są: Elana Toruń i Ruch Chorzów.
Zgoda z Elanowcami jest całkiem młoda, bo przybita w 2018 roku. Od czasu przybicia sztamy Ruchu z RTS-em w 2005 roku, coraz częściej ekipy widywały się na wspólnych meczach Ruchu i silny fan club Widzewa z Grudziądza, zaczął często wspierać Elanę u siebie, jak i na wyjazdach. Po kilkunastu latach bardzo dobrej znajomości (przecinając się często przy wspieraniu Ruchu), w bezpośrednim meczu ligowym Elana — Widzew została przybita zgoda, kiedy 2500 widzewiaków oblewało z miejscowymi przybicie zgody.
Z Ruchem zgoda powstała od układu w 2002 roku (którego zwieńczeniem była zgoda przybita w 2005 roku), trzeba jednak zaznaczyć, że Niebiescy w 1978 po raz pierwszy przybili sztamę z Widzewem i ta zgoda była mocną relacją. Podczas naszego finału Pucharu Polski w Warszawie, Ruch obok Jagi, Lechii i Wisły dobrze wsparł Widzew na meczu z GieKSą, ale niedługo później, bo jesienią, zgoda została zakończona. Od lat 90. bywało między nimi różnie i był okres, że przerodziło się to w kosę oraz walki między sobą na stadionie. Na początku 2002 roku nastąpiło ocieplenie stosunków, które przerodziło się w prywatne kontakty, ale z czasem wszystko zmierzało w dobrą stronę i oficjalnie przybito układ. Jak się potoczyło dalej, wszyscy wiemy. Jest to bardzo mocna zgoda w aspekcie chuligańskim i nie jednej ekipie utarli nosa.
Wcześniej RTS miał dobre kontakty z Lechem Poznań zapoczątkowane w 2001 roku i trwające kilka lat. Był mecz w Poznaniu, gdy Widzewa przybyło ponad 4000 osób (2007 rok) i wtedy nikt nie zakładał, że będzie z tego w przyszłości gruba kosa, bo zmierzało to raczej w inną stronę, zważywszy, że wspólnie na tym meczu „pozdrawiano” ŁKS. Wieloletnie kontakty na linii Chorzów — Poznań poszły w niepamięć i przerodziło się to w wielką nienawiść i było wyczekiwanie, podczas meczu w Łodzi, kiedy Lech przyjechał w 2000 osób, zajmując całą trybunę za bramką (Niciarka). W trakcie spotkania Kolejorz zaczął wbijać na Ruch, Widzew nie był dłużny, pozdrawiając swoją zgodę, aż przerodziło się to w bezpośrednie wbity i układ poszedł w zapomnienie.
Należąc do utworzonej w 2016 koalicji WRWE Widzew ma oczywiście układ z Wisłą Kraków. W 2018 roku przybili układ z KKS-em Kalisz, który był ich fan clubem w latach 90., ale po kilkunastu latach dorobili się solidnej ekipy i budzą respekt, że są jedyną ekipą w Wielkopolsce, która nigdy nie była podporządkowana Lechowi Poznań. Z zagranicy mają wieloletni układ z CSKA Moskwa, z którą często podróżują w Europie, wspierając Rosjan w europejskich rozgrywkach. Licząc jeszcze prywatne kontakty, jest ich naprawdę dużo, ponieważ pod WRWE podlega bardzo wiele ekip, obecnie mają dobre relacje z dawnymi zgodowiczami, czyli Karpaty Krosno i Stal Rzeszów, które należą do podkarpackiej koalicji La Familia. Z tej trójki starych zgód, „przylegany” był na siłę Chrobry Głogów, który za to zapłacił cenę na kadrze, będąc wyproszonym z sektora kibiców Polski przez naszych przedstawicieli. Po napisaniu oświadczenia, odcinającego się od koalicji, wciąż im to wytykano, jednak miesiąc temu głogowianie, będąc ze Stilonem Gorzów w Łodzi, „pozdrowili” RTS, co jednoznacznie pokazało, że wszelkie relacje bądź prywatne kontakty są przeszłością.
Mając już wieloletnią zgodę z Ruchem, mają także kontakty z Atletico Madryt, będąc gościnnie z niebieskimi na meczach Atletico. W 2016 roku podczas meczu Zagłębie Lubin — Partizan Belgrad koalicja WRWE w 250 osób wsparła „Grobari”, z którymi Widzew także ma kontakty, stanowiąc połowę składu koalicji w tym meczu. Dawniej przy okazji turniejów były prywatne relacje z FC Nitrą i Spartą Praga.
W przypadku naszych spotkań najważniejsze rozegraliśmy w 1985 roku, które niestety przegraliśmy. Warto wspomnieć, że według starych wspomnień kibiców, wspierało nas wówczas sporo zgód jak: Avia Świdnik, GKS Jastrzębie, GKS Tychy, Górnik Zabrze, Hutnik Kraków, Korona Kielce, ŁKS Łódź czy Śląsk Wrocław. Wówczas nasza łączna liczba ze zgodami liczyła 1000 osób i była to pierwsza tak pokaźna eskapada GieKSy, ale okoliczności były wyjątkowe — mecz o pierwsze trofeum. Z kolei Widzewa przyjechało 1500, tworząc ze zgodami łączną liczbę 2000 osób.
Nasze pierwsze ligowe pojedynki zapoczątkowały w 1972 roku, jeszcze na zapleczu ekstraklasy. Od 1982 roku już na dobre rywalizowaliśmy ze sobą w lidze o najwyższe cele, nim nasze kluby dopadły chude lata i kłopoty, które sprawiły, że zaczynaliśmy z najniższych lig nową historię.
Pierwsze wyjazdy GieKSy do Łodzi, można znaleźć już w 1986 roku, gdzie wybrało się 40 trójkolorowych sympatyków. Mecz zakończył się wygraną 4:3 gospodarzy. W latach 90. nasza rywalizacja była regularna, jeżdżąc w następujących liczbach:
1993/1994 – 60 osób
1994/1995 – 65 osób
1995/1996 – 35 osób
1996/1997 – 160 osób
1997/1998 – 180 osób
1998/1990 – zakaz
Po powrocie do ekstraklasy nasze spotkania wciąż były ciekawe, zwłaszcza na trybunach.
Wiosną 2001 roku do Łodzi wybrało się 151 GieKSiarzy, gdzie RTS jak zawsze witał deszczem kamieni i doszło do próby starcia.
Jesienią tego samego roku, ponownie wyjazd na Widzew, gdzie tym razem pojechała 80 osób chuligańskiego składu. Zgodnie z przewidywaniami, doszło do starcia, ale jedynie skończyło się na siatce. Do bezpośredniego „zbliżenia” nie doszło, przez wtargnięcie policji.
Wiosną 2003 roku do Łodzi wybrało się 290 kibiców, wspartych przez 10 przyjaciół z Ostrawy. Na samym początku doszło do zadymy przez siatkę z Widzewem, co było już normą na ich starym stadionie.
Ostatni mecz na poziomie Ekstraklasy rozegraliśmy jesienią 2003 roku. Zaraz po powrocie z Macedonii spora część ekipy z tego wyjazdu wraz z resztą chętnych pojechała w 70 osób. Niestety na mecz nie weszli, przez wprowadzone identyfikatorów, a i pomoc Piotra Dziurowicza także nie zdała egzaminu. Widzew pożegnał się wówczas z Ekstraklasą.
W 2008 roku wybraliśmy się do Łodzi w naszej najlepszej liczbie. Pomimo wyjazdu we wtorek, w sektorze gości obecnych było 442 kibiców w tym Banik, Górnik i JKS.
Po raz ostatni na stadionie Widzewa nasi kibice byli w 2009 roku. We wtorek wybrało się do Łodzi 210 kibiców, wspartych przez 12 sympatyków Górnika.
Ostatni raz GKS grał w Łodzi pod koniec 2014 roku, jeszcze na starym stadionie, niestety nie pojawiliśmy się, ze względu na pożegnanie stadionu przez miejscowych.
Na własnym stadionie kibice zdecydowanie pamiętają rok 2002. RTS przybył w 350 osób, co jest ich najlepszą liczbą w Katowicach. Na początku 2 połowy część kibiców Widzewa udała się do cateringu od strony trybuny głównej, tam rozpoczęły się pierwsze harce. Po chwili Widzew otworzył bramę znajdującą się na murawie i ruszył w kierunku Blaszoka, targając nam dwie literki flagi „GKS Katowice” z buldogiem, przez co nasza legendarna flaga zakończyła swój żywot na płocie. Piłkarze wygrali mecz, ale niesmak zniszczonej flagi pozostał. Okazało się, że była to ostatnia wizyta Widzewa na naszym stadionie.
Sezon później graliśmy ze sobą, jednak Widzew do Katowic nie dotarł. Po przybiciu układu Chorzów — Łódź, kibice GieKSy spuścili z dachu Blaszoka sektorówkę z kibicem Ruchu, szepczącym do ucha policjanta, a całość uzupełnił transparentem: „Pierwszy oficjalny protest przeciwko stadionowym konfidentom”.
Część materiałów i wspomnień, została zapożyczona ze strony gzg64.pl, którą polecam wszystkim koneserom dawnych czasów.
Eric Cantona
Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion
Budżet Obywatelski – głosujemy!
Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”.
Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek.
Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.
W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów).
Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic.
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie do złamania
Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.
Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.
Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.
Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.
Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.
Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.
Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.
To był kolejny tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.
Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.
I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.
Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.
Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.
Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.
Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.
No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.
Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.
Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.
Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.
Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.
Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.
Galeria Piłka nożna
Rollercoaster na Nowej Bukowej
GieKSa zafundowała nam dzisiaj niezłe emocje na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia galerii z wygranego meczu 3:2 z Cracovią.























Najnowsze komentarze