Dołącz do nas

Kibice

Widzew kibicowsko i nasze wyjazdy do Łodzi

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Widzew to rywal z najwyższej piłkarskiej i kibicowskiej półki, nie tylko w I lidze. Łodzianie są starym, zasłużonym klubem dla polskiej piłki, powstałym w 1910 roku.

Ich najlepsze czasy nadeszły z początkiem lat 80. Klub dwukrotnie zdobył mistrzostwo Polski, kilkukrotnie zajmował również miejsce na podium. W międzyczasie, w 1983 roku doszedł do półfinału Pucharu Europy (aktualna Liga Mistrzów), ulegając słynnemu Juventusowi Turyn. W Pucharze UEFA oraz Pucharze Zdobywców Pucharów także dochodził do 1/16 lub 1/8 rozgrywek, gdzie, jeśli już ulegał, to topowym markom. Jedyny Puchar Polski, zdobyli przeciwko nam w 1985 roku w Warszawie, kiedy GKS i Widzew po raz pierwszy doszli do finału. Po bezbramkowym remisie RTS lepiej wykonywał jedenastki.

Wraz z ogromnymi sukcesami piłkarskimi w Łodzi dla kibiców ŁKS-u zaczął wyrastać poważny konkurent. Widzew pierwsze lata działalności na trybunach zapoczątkował w latach 70., ale do połowy lat 80. nie mógł za bardzo wychylać głowy w swoim mieście. Później było już tylko lepiej dla Widzewa, kiedy zaczęły powstawać ich pierwsze zgody jak GKS Bełchatów, Jagiellonia Białystok, Lechia Gdańsk, Petrochemia Płock, Ruch Chorzów czy Wisła Kraków. Z mniejszych ekip był jeszcze Chrobry Głogów, Karpaty Krosno i Stal Rzeszów. Na barkach Widzewa część ekip zaczęła przy nich „dorastać”, po czym usamodzielniać się, gdy przyszły lepsze czasy w swoich klubach, a takimi byli kibice z Bełchatowa, Kalisza, Płocka czy Radomska. Część z nich ma z RTS-em kosę, część po kilkunastu latach z Widzewem odnowiła kontakty, a inne ekipy wymarły (Boruta Zgierz, Ceramika Opoczno, Granat Skarżysko-Kamienna, Górnik Łęczyca, Star Starachowice, KKS Koluszki, Pelikan Łowicz, Warta Sieradz, MKS Kutno) lub działają w „małym nakładzie”. W połowie lat 90. miasto przerodziło się już w wojnę na całego, która trwa do dziś i nie ma w Polsce tak wyrównanej i na takim wysokim poziomie walki o prymat w mieście. Aktualnie jedyną zgodą RTS-u są: Elana Toruń i Ruch Chorzów.

Zgoda z Elanowcami jest całkiem młoda, bo przybita w 2018 roku. Od czasu przybicia sztamy Ruchu z RTS-em w 2005 roku, coraz częściej ekipy widywały się na wspólnych meczach Ruchu i silny fan club Widzewa z Grudziądza, zaczął często wspierać Elanę u siebie, jak i na wyjazdach. Po kilkunastu latach bardzo dobrej znajomości (przecinając się często przy wspieraniu Ruchu), w bezpośrednim meczu ligowym Elana — Widzew została przybita zgoda, kiedy 2500 widzewiaków oblewało z miejscowymi przybicie zgody.

Z Ruchem zgoda powstała od układu w 2002 roku (którego zwieńczeniem była zgoda przybita w 2005 roku), trzeba jednak zaznaczyć, że Niebiescy w 1978 po raz pierwszy przybili sztamę z Widzewem i ta zgoda była mocną relacją. Podczas naszego finału Pucharu Polski w Warszawie, Ruch obok Jagi, Lechii i Wisły dobrze wsparł Widzew na meczu z GieKSą, ale niedługo później, bo jesienią, zgoda została zakończona. Od lat 90. bywało między nimi różnie i był okres, że przerodziło się to w kosę oraz walki między sobą na stadionie. Na początku 2002 roku nastąpiło ocieplenie stosunków, które przerodziło się w prywatne kontakty, ale z czasem wszystko zmierzało w dobrą stronę i oficjalnie przybito układ. Jak się potoczyło dalej, wszyscy wiemy. Jest to bardzo mocna zgoda w aspekcie chuligańskim i nie jednej ekipie utarli nosa.

Wcześniej RTS miał dobre kontakty z Lechem Poznań zapoczątkowane w 2001 roku i trwające kilka lat. Był mecz w Poznaniu, gdy Widzewa przybyło ponad 4000 osób (2007 rok) i wtedy nikt nie zakładał, że będzie z tego w przyszłości gruba kosa, bo zmierzało to raczej w inną stronę, zważywszy, że wspólnie na tym meczu „pozdrawiano” ŁKS. Wieloletnie kontakty na linii Chorzów — Poznań poszły w niepamięć i przerodziło się to w wielką nienawiść i było wyczekiwanie, podczas meczu w Łodzi, kiedy Lech przyjechał w 2000 osób, zajmując całą trybunę za bramką (Niciarka). W trakcie spotkania Kolejorz zaczął wbijać na Ruch, Widzew nie był dłużny, pozdrawiając swoją zgodę, aż przerodziło się to w bezpośrednie wbity i układ poszedł w zapomnienie.

Należąc do utworzonej w 2016 koalicji WRWE Widzew ma oczywiście układ z Wisłą Kraków. W 2018 roku przybili układ z KKS-em Kalisz, który był ich fan clubem w latach 90., ale po kilkunastu latach dorobili się solidnej ekipy i budzą respekt, że są jedyną ekipą w Wielkopolsce, która nigdy nie była podporządkowana Lechowi Poznań. Z zagranicy mają wieloletni układ z CSKA Moskwa, z którą często podróżują w Europie, wspierając Rosjan w europejskich rozgrywkach. Licząc jeszcze prywatne kontakty, jest ich naprawdę dużo, ponieważ pod WRWE podlega bardzo wiele ekip, obecnie mają dobre relacje z dawnymi zgodowiczami, czyli Karpaty Krosno i Stal Rzeszów, które należą do podkarpackiej koalicji La Familia. Z tej trójki starych zgód, „przylegany” był na siłę Chrobry Głogów, który za to zapłacił cenę na kadrze, będąc wyproszonym z sektora kibiców Polski przez naszych przedstawicieli. Po napisaniu oświadczenia, odcinającego się od koalicji, wciąż im to wytykano, jednak miesiąc temu głogowianie, będąc ze Stilonem Gorzów w Łodzi, „pozdrowili” RTS, co jednoznacznie pokazało, że wszelkie relacje bądź prywatne kontakty są przeszłością.

Mając już wieloletnią zgodę z Ruchem, mają także kontakty z Atletico Madryt, będąc gościnnie z niebieskimi na meczach Atletico. W 2016 roku podczas meczu Zagłębie Lubin — Partizan Belgrad koalicja WRWE w 250 osób wsparła „Grobari”, z którymi Widzew także ma kontakty, stanowiąc połowę składu koalicji w tym meczu. Dawniej przy okazji turniejów były prywatne relacje z FC Nitrą i Spartą Praga.

W przypadku naszych spotkań najważniejsze rozegraliśmy w 1985 roku, które niestety przegraliśmy. Warto wspomnieć, że według starych wspomnień kibiców, wspierało nas wówczas sporo zgód jak: Avia Świdnik, GKS Jastrzębie, GKS Tychy, Górnik Zabrze, Hutnik Kraków, Korona Kielce, ŁKS Łódź czy Śląsk Wrocław. Wówczas nasza łączna liczba ze zgodami liczyła 1000 osób i była to pierwsza tak pokaźna eskapada GieKSy, ale okoliczności były wyjątkowe — mecz o pierwsze trofeum. Z kolei Widzewa przyjechało 1500, tworząc ze zgodami łączną liczbę 2000 osób.

...

Nasze pierwsze ligowe pojedynki zapoczątkowały w 1972 roku, jeszcze na zapleczu ekstraklasy. Od 1982 roku już na dobre rywalizowaliśmy ze sobą w lidze o najwyższe cele, nim nasze kluby dopadły chude lata i kłopoty, które sprawiły, że zaczynaliśmy z najniższych lig nową historię.

Pierwsze wyjazdy GieKSy do Łodzi, można znaleźć już w 1986 roku, gdzie wybrało się 40 trójkolorowych sympatyków. Mecz zakończył się wygraną 4:3 gospodarzy. W latach 90. nasza rywalizacja była regularna, jeżdżąc w następujących liczbach:
1993/1994 – 60 osób
1994/1995 – 65 osób
1995/1996 – 35 osób
1996/1997 – 160 osób
1997/1998 – 180 osób
1998/1990 – zakaz

...

Po powrocie do ekstraklasy nasze spotkania wciąż były ciekawe, zwłaszcza na trybunach.

Wiosną 2001 roku do Łodzi wybrało się 151 GieKSiarzy, gdzie RTS jak zawsze witał deszczem kamieni i doszło do próby starcia.


.

Jesienią tego samego roku, ponownie wyjazd na Widzew, gdzie tym razem pojechała 80 osób chuligańskiego składu. Zgodnie z przewidywaniami, doszło do starcia, ale jedynie skończyło się na siatce. Do bezpośredniego „zbliżenia” nie doszło, przez wtargnięcie policji.

..

Wiosną 2003 roku do Łodzi wybrało się 290 kibiców, wspartych przez 10 przyjaciół z Ostrawy. Na samym początku doszło do zadymy przez siatkę z Widzewem, co było już normą na ich starym stadionie.


.
.

Ostatni mecz na poziomie Ekstraklasy rozegraliśmy jesienią 2003 roku. Zaraz po powrocie z Macedonii spora część ekipy z tego wyjazdu wraz z resztą chętnych pojechała w 70 osób. Niestety na mecz nie weszli, przez wprowadzone identyfikatorów, a i pomoc Piotra Dziurowicza także nie zdała egzaminu. Widzew pożegnał się wówczas z Ekstraklasą.

 

W 2008 roku wybraliśmy się do Łodzi w naszej najlepszej liczbie. Pomimo wyjazdu we wtorek, w sektorze gości obecnych było 442 kibiców w tym Banik, Górnik i JKS.

..

Po raz ostatni na stadionie Widzewa nasi kibice byli w 2009 roku. We wtorek wybrało się do Łodzi 210 kibiców, wspartych przez 12 sympatyków Górnika.

..

Ostatni raz GKS grał w Łodzi pod koniec 2014 roku, jeszcze na starym stadionie, niestety nie pojawiliśmy się, ze względu na pożegnanie stadionu przez miejscowych.

Na własnym stadionie kibice zdecydowanie pamiętają rok 2002. RTS przybył w 350 osób, co jest ich najlepszą liczbą w Katowicach. Na początku 2 połowy część kibiców Widzewa udała się do cateringu od strony trybuny głównej, tam rozpoczęły się pierwsze harce. Po chwili Widzew otworzył bramę znajdującą się na murawie i ruszył w kierunku Blaszoka, targając nam dwie literki flagi „GKS Katowice” z buldogiem, przez co nasza legendarna flaga zakończyła swój żywot na płocie. Piłkarze wygrali mecz, ale niesmak zniszczonej flagi pozostał. Okazało się, że była to ostatnia wizyta Widzewa na naszym stadionie.

....

 

 

Sezon później graliśmy ze sobą, jednak Widzew do Katowic nie dotarł. Po przybiciu układu Chorzów — Łódź, kibice GieKSy spuścili z dachu Blaszoka sektorówkę z kibicem Ruchu, szepczącym do ucha policjanta, a całość uzupełnił transparentem: „Pierwszy oficjalny protest przeciwko stadionowym konfidentom”.

..

Część materiałów i wspomnień, została zapożyczona ze strony gzg64.pl, którą polecam wszystkim koneserom dawnych czasów.

Eric Cantona

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga