Piłka nożna Prasówka
Tytuły artykułów po meczu barażowym ze Stalą: „Piorun by to strzelił”, „Wielki zawód na Bukowej”, „I znowu rozczarowanie”, „Wielka klapa na koniec sezonu. Znowu”, „GKS Katowice na wyżynach frajerstwa”, „Raz się daje ciała na finiszu”
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu barażowego GKS Katowice – Stal Rzeszów 0:2 (0:1). Niestety, GieKSa kolejny raz nie zdołała sprawić nam radości z awansu…
sportdziennik.com – Piorun by to strzelił
Nad Bukową grzmiało, błyskało i lało. GieKSa kolejny rok spędzi na trzecim poziomie rozgrywkowym. Została pogrążona przez dwóch byłych zawodników. Derby Rzeszowa w finale baraży.
Kilkadziesiąt minut przed rozpoczęciem półfinałowego barażu ze Stalą nad Bukową nadciągać zaczęły ciemne burzowe chmury. Na rozgrzewce zaczęło padać, a w trakcie I połowy stadion nawiedziła nieprawdopodobna ulewa, jakiej nie pamiętają chyba najstarsi bywalcy tego miejsca. Kibice uciekali w głąb trybuny krytej, a nawet osobom zasiadającym w najwyższych rzędach deszcz lejący się z rozświetlanego błyskawicami nieba walił prosto w oczy.
Wiatr przewrócił stojące za bramką reklamowe balony, zrywało telewizyjną transmisję. Mimowolnie nasuwały się porównania sprzed roku, gdy w piękny majowy dzień GieKSa w nieprawdopodobnych okolicznościach spadła z I ligi, a czekających pod klubem wściekłych kibiców rozgoniło oberwanie chmury. Teraz niebo zaczęło płakać wcześniej…
W takim deszczowym anturażu rzeszowianie wyszli na prowadzenie. Jakże by inaczej – po golu byłego zawodnika… GKS-u. Piotr Głowacki obsłużył Damiana Michalika, ten przymierzył zza pola karnego, a piłka odbiła się jeszcze od nogi Michała Gałeckiego i wpadła pod poprzeczkę.
[…] Najboleśniejszą przed przerwą porażkę z nawierzchnią poniósł Piotr Kurbiel. Napastnik GieKSy mógł skorzystać z babola popełnionego przez defensywę Stali, miał przed sobą de facto pustą bramkę, ale wyrównania nie było. Poślizgnął się…
[…] W przerwie pogoda się uspokoiła, a z chwilą rozpoczęcia II połowy znowu na kilka minut zaczęła szaleć. GKS nie szalał, ale atakował. Bramkę zdobyła jednak Stal. Wojciech Reiman dograł z wolnego, a do siatki trafił Radosław Sylwestrzak. Kolejny z byłych zawodników GieKSy w barwach rzeszowian nawet nie celebrował specjalnie tego trafienia. Obawiano się głównie Grzegorza Goncerza (gdy w 71 minucie opuszczał boisko, pożegnały go gromkie brawa), a sprawą załatwili dwaj inni. To było tak typowe… „K… mać, GieKSa grać” – popłynęło z Blaszoka. Przestało padać… Gospodarze próbowali kruszyć mur. W 82 minucie Marcin Urynowicz uderzył po rożnym mocno, ale piłkę kapitalnie złapał Kaczorowski. Gerard Rother zaczął kierować się do wyjścia. To by było na tyle…
[…] 2 SEZONY w swej historii spędził GKS na poziomie rozgrywkowym nr 3. Teraz pora na sezon trzeci.
13 LAT kibice GKS-u czekają na awans. I jeszcze poczekają…
dziennikzachodni.pl – Wielki zawód na Bukowej
[…] W Katowicach wszyscy zdawali sobie sprawę ze stawki meczu ze Stalą. Klub robił wszystko, by wypełnić trybuny stadionu nie w 25 procentach, ale w 50 i na niespełna siedem godzin przed pierwszym gwizdkiem sędziego taką zgodę od władz administracyjnych dostał. Na widowni we wtorkowy wieczór mogło zasiąść 3,5 tys. widzów i choć takiej publiki nie udało się zebrać to i tak na Bukowej padł dzisiaj rekord frekwencji po restarcie rozgrywek.
Mecz GKS Katowice – Stal Rzeszów oglądało 1660 kibiców GieKSy, którzy bardzo żywiołowo dopingowali gospodarzy. Śpiewy na Bukowej niemal nie cichły, bo fani gospodarzy w tym ważnym spotkaniu nie żałowali gardeł. Okrzyki niezadowolenia z trybun pojawiły się dopiero w końcówce, gdy stało się jasne, że katowiczanie znów zawiedli swoich sympatyków i nie zdołają wrócić do Fortuna 1. Ligi.
Po meczu z trybun w kierunku piłkarzy poleciałby już tylko bluzgi, których nie będziemy tutaj cytować. Kibice mieli ogromny żal do zawodników, że zmarnowali kolejną wielką szansę.
sportslaski.pl – I znowu rozczarowanie. Koniec sezonu dla Katowic…
GKS Katowice kończy sezon 2019/20. Piłkarze trenera Rafała Góraka w półfinałowym meczu barażowym o awans do I ligi przegrali przy Bukowej ze Stalą Rzeszów. Rezultat nie był dziełem przypadku – wygrał zespół, który w końcówce rozgrywek wyraźnie się rozpędził, a w Katowicach szybciej dostosował do panujących warunków.
Początek meczu zwiastował naprawdę dobre widowisko. Spotkanie było wyrównane, jedni i drudzy mimo parnej aury narzucili dość szybkie tempo. Trybuny przy Bukowej jęknęły z rozczarowaniem, gdy w 6. minucie piłka uderzana przez Adriana Błąda poleciała tuż nad bramką rzeszowian. Kilka minut później odetchnęli za to z ulgą, gdy po kontrze Stali Damian Michalik z linii pola karnego trafił w słupek bramki strzeżonej przez Bartosza Mrozka.
Jedni i drudzy długo grali solidnie, przykładając sporą wagę do konsekwentnej obrony. Spory wpływ na dalszy przebieg gry miała potężna ulewa, jaka rozpętała się nad Katowicami. Wydawało się, że lepiej do warunków dostosowali się miejscowi, którzy w pewnym momencie założyli rywalowi niemal hokejowy zamek. Zdołali sobie stworzyć dwie okazje bramkowe – najpierw Danian Pavlas po niezłym dośrodkowaniu Macieja Stefanowicza przestrzelił głową, następnie po rzucie rożnym Błąda do siatki klatką piersiową omal nie trafił Arkadiusz Jędrych, ale kapitalnie spisał się w tej sytuacji Wiktor Kaczorowski.
[…] Goście skutecznie rozbijali ataki przeciwników, a tuż przed przerwą mogli podwyższyć swoje prowadzenie. W polu karnym Katowic zupełnie niepilnowany był Artur Pląskowski, któremu ze skrzydła precyzyjnie dogrywał Grzegorz Goncerz. Napastnik Stali uderzył głową, a piłka pofrunęła centymetry obok spojenia słupka i poprzeczki bramki gospodarzy.
Na drugą połowę oba zespoły wyszły bez zmian w składzie. Katowiczanie znowu przeważali, ale niemal nic z ich częstszego operowania piłką nie wynikało. Tymczasem w 62. minucie przyjezdni z zimną krwią wykorzystali swoją okazję do podwyższenia wyniku. Po rzucie wolnym Wojciecha Reimana zupełnie nieatakowany przez defensorów „GieKSy” Radosław Sylwestrzak pewnym uderzeniem głową skierował futbolówkę do bramki.
Drugie trafienie dla gości wyraźnie podcięło skrzydła podopiecznym trenera Rafała Góraka. Niewiele w ofensywne poczynania wnieśli rezerwowi: Marcin Urynowicz, Patryk Szwedzik i Łukasz Wroński. Do końca spotkania GKS-owi udało się stworzyć raptem jedną niezłą okazję na gola kontaktowego, ale strzał Arkadiusza Woźniaka zatrzymał Kaczorowski.
[…] Kibice „GieKSy” kolejny raz przeżywają rozczarowanie. Tylko w lipcu ich zawodnicy trzy razy mieli sukces na wyciągnięcie ręki – nie udało im się jednak ograć przed swoją publicznością Widzewa, a później wykorzystać kolejnych potknięć łodzian, tracąc punkty w Stalowej Woli i u siebie z Resovią. Drużyna, która przez większość sezonu deptała po piętach czołowej dwójce ligi odpada z ekipą, której jeszcze kilkanaście dni temu bliżej było do spadku, niż marzeń o I lidze. „GieKSa” na kolejny sezon zostaje na trzecim szczeblu rozgrywek, znowu zawodząc w decydującym momencie…
infokatowice.pl – Wielka klapa na koniec sezonu. Znowu
[…] Na początku spotkania nieznaczna przewaga należała do GieKSy, ale poza minimalnie niecelnym strzałem Błąda niewiele z tego wynikało. Stal na pierwszą akcję czekała do 12 min. i od razu mogła objąć prowadzenie. Na szczęście strzał Michalika wylądował na słupku. Mniej więcej w połowie pierwszych 45 minut nad stadionem rozpętała się nawałnica. W tym czasie katowiczanie mocno nacisnęli na swoich przeciwników, ale nie przyniosło to efektu bramkowego, a jedna z nielicznych akcji gości skończyła się bramką Michalika, którego strzał odbił się jeszcze od jednego z zawodników i zmylił Mrozka. Podopieczni trenera Rafała Góraka mogli wyrównać już kilkadziesiąt sekund później, ale Kurbiel, który miał przed sobą pustą bramkę, poślizgnął się i nie zdołał oddać strzału. W kolejnych minutach przyjezdni mądrze się bronili i bez problemu dowieźli jednobramkową przewagę do przerwy.
W drugiej połowie GieKSa niby cały czas atakowała, ale tak naprawdę tylko raz była blisko pokonania Kaczorowskiego, który jednak w końcówce świetnie obronił strzał głową Woźniaka. W tym momencie przyjezdni prowadzili już jednak 2:0 po golu Sylwestrzka w 61 min. i spokojnie kontrolowali przebieg spotkania. Tym samym katowiczanie odpadli z walki o awans i w przyszłym roku po raz kolejny będą rywalizować na drugoligowych boiskach.
gol24.pl – Baraże o 1 Ligę. Stal wygrała w Katowicach. Mamy rzeszowski finał!
[…] Stal Rzeszów zagrała bardzo konsekwentnie w defensywie, nie dała się zaskoczyć GKS-owi Katowice i wykorzystała swoje szanse z przodu. Rzeszowianie zagrali bardzo dojrzale i zwyczajnie zasłużyli na awans. Najpierw ładnego gola strzelił sprzed pola karnego Damian Michalik. Pomocnikowi pomógł jednak rykoszet. Po przerwie jednak Radosław Sylwestrzak podwyższył prowadzenie, wykorzystując podanie z rzutu wolnego i gubiąc krycie.
[…] GKS Katowice nie wróci do 1 Ligi. Podopieczni trenera Rafała Góraka zagrali ten baraż zupełnie tak, jak cały kończący się właśnie sezon. Mieli posiadanie piłki, atakowali, mieli czasem nawet przewagę liczebną, ale brakowało im skuteczności. Właśnie ona zawiodła na samym początku meczu, gdzie Stal praktycznie dała się zepchnąć we własne pole karne. Po nawałnicy piłkarzy GKS-u nadeszła nawałnica znad stadionu. W krótką chwilę obiekt przy ul. Bukowej zamienił się w basen, co pozwoliło zagrać zawodnikom nieco szybciej, ale mniej dokładnie.
[…] Po zmianie stron znów do przodu ruszyli katowiczanie. Po raz kolejny jednak zostali uśpieni w obronie i w głupi sposób stracili gola. 61. minuta, dośrodkowanie z rzutu wolnego, daleka piłka w pole karne, Kurbiel zupełnie odpuścił krycie i Radosław Sylwestrzak na wślizgu wykończył stały fragment gry.
weszlo.com – GKS Katowice na wyżynach frajerstwa. Derby Rzeszowa w finale baraży o 1. ligę
[…] Klęska w barażach jest z pewnością szczególnie bolesna dla GieKSy. Trzeba katowiczanom oddać, że wejście w dzisiejszy mecz było w ich wykonaniu więcej niż obiecujące. Stal również miała swoje okazje do wyjścia na prowadzenie, generalnie spotkanie było bardzo otwarte i dynamiczne, ale to GieKSa prowadziła grę i robiła sporo zamieszania pod bramką gości. Tylko, że – no właśnie – było to wyłącznie zamieszanie. Jakaś kotłowanina po stałym fragmencie gry, żadne klarowne sytuacje. Wkrótce miało się okazać, że gospodarze z kreowaniem sobie czystych sytuacji strzeleckich mają olbrzymie problemy.
Tak czy owak – jeżeli zanosiło się w Katowicach na gola, to raczej dla GKS-u. Tymczasem to przyjezdni wyszli na prowadzenie na kwadrans przed zakończeniem pierwszej połowy meczu. Dość szczęśliwe trafienie zanotował Damian Michalik – piłka po jego strzale odbiła się od obrońcy i przelobowała Bartosza Mrozka. Od razu było widać, że stracona bramka bardzo mocno wstrząsnęła pewnością siebie podopiecznych Rafała Góraka. Pojawiły się gesty frustracji, jakieś wzajemne pretensje. Katowiczanie natychmiast wyhamowali w ofensywie i stracili animusz, którym imponowali przez pierwsze pół godziny spotkania. Na dodatek nad stadionem przetoczyła się gigantyczna ulewa i potężna burza. Takie warunki atmosferyczne siłą rzeczy pomagały zespołowi cofniętemu do defensywy, a utrudniały życie ekipie będącej na musiku. No i utrudniały życie również widzom, zakłócając transmisję.
W grze GKS-u nie było widać pomysłu na odrobienie strat. Ciężar rozgrywania akcji brał na siebie Adrian Błąd, ale w zasadzie nie miał wyboru. Długimi fragmentami tylko on miał w ogóle ochotę, by wystawić się do grania i coś wykombinować. Reszta chowała się za plecami obrońców i czekała na otwierające podanie, które oczywiście nie miało szans powodzenia przy tak statycznej postawie.
W 62 minucie Stal Rzeszów podwyższyła prowadzenie. Do siatki trafił Radosław Sylwestrzak. I choć mecz potrwał jeszcze pół godziny, to tak naprawdę równie dobrze mógłby się zakończyć wraz z drugą bramką dla gości. To był nokaut. Piłkarze GKS-u potulnie spuścili głowy, kompletnie uszło z nich powietrze. Pogodzili się z klęską. A przyjezdnym trzeba oddać, że bronili się bardzo skutecznie. W końcówce spotkania doskonale odpychali rywali od własnego pola karnego, zmuszając ich do desperackich górnych piłek rzucanych z głębi pola. Wielkiego zagrożenia z takich zagrań naturalnie nie było. A jeśli nawet, to bardzo pewnie bronił 19-letni Wiktor Kaczorowski.
Mogą się dzisiaj w GieKSie zastanawiać, co by było gdyby nie lunęło. Gdyby Piotr Kurbiel nie poślizgnął się będąc właściwie sam na sam z pustą bramką. Ale cóż – warunki były równe dla obu drużyn. Stal sprawdziła się w takich okolicznościach przyrody zdecydowanie lepiej. A przecież mówimy o klubie, który w sezonie 2018/19 występował w III lidze. Który w tym sezonie długo musiał się martwić o utrzymanie. Teraz Stal ma szansę awansować na zaplecze Ekstraklasy. Wielka sprawa.
GKS Katowice pozostanie natomiast na trzecim szczeblu rozgrywek. Choć przecież ekipa z ulicy Bukowej miała na finiszu sezonu wszelkie argumenty, by wywalczyć nawet bezpośredni awans piętro wyżej. Chyba nie ma drugiego klubu w Polsce, który do tego stopnia wyspecjalizowałby się we frajerskich porażkach.
stalrzeszów.pl – Mamy finał baraży!
[…] Pierwsza połowa od początku wyglądała spokojnie. Obie drużyny głównie grały piłką w środkowej części boiska. W 6. minucie pierwszy strzał oddał Adrian Błąd, kapitan GKS-u Katowice. Gorąco zrobiło się w 12. minucie, kiedy to Damian Michalik po dograniu piłki od Artura Pląskowskiego uderzył w słupek. GieKSa tworzyła dużo akcji, ale nie zagrażały one zbyt zawodnikom Stali.
[…] Druga połowa rozpoczęła się tak samo spokojnie jak pierwsza. Zaczęło się od akcji gospodarzy, którzy nie potrafili ich wykończyć. Żółtą kartkę w 47. minucie otrzymał Wojciech Reiman za faul na zawodniku gospodarzy. Stal również stwarzała sobie wiele sytuacji, ale nie potrafiła ich wykończyć. GieKSa oddawała niecelne strzały, raz koło słupka, raz nad poprzeczką.
[…] Kolejna zmiana przypadła na 71. minutę. Boisko opuścił Grzegorz Goncerz, który zebrał oklaski od kibiców GKS-u, a w jego miejsce pojawił się Krystian Pieczara. Po tych zmianach gospodarze tworzyli sytuacje, ale w dalszym ciagu nie potrafili ich wykończyć. W 80. minucie strzałem zza pola karnego popisał się Szymon Kiebzak, ale trafił obok bramki. Wiktor Kaczorowski popisał się fantastyczną interwencją i na linii złapał strzał z główki Arkadiusza Woźniaka.
nowiny24.pl – Stal Rzeszów pokonała GKS Katowice i awansowała do finału! W nim zagra z Apklan Resovią
Mecz rozpoczął się z około 10-minutowym opóźnieniem, ze względu na rzuty karne, do których doszło w pierwszym meczu półfinałowym. Biało-niebiescy wiedzieli więc, że Apklan Resovia awansowała do finału i na pewno nie chcieli być gorsi.
[…] W czerwcowym spotkaniu, które odbyło się również w Katowicach, wygrał GKS 3:2, ale rzeszowianie byli bardzo chwaleni za swoją postawę.
– Wyciągnęliśmy wnioski z tamtego meczu, ale rywale zapewne uczynili to samo, bo zdawali sobie sprawę, że wygrana nie przyszła im łatwo – mówił nam przed meczem Marcin Wołowiec, który razem z Krzysztofem Łętochą posłali w bój dokładnie taką samą jedenastkę, która tak dobrze spisała się w sobotnim pojedynku ze Skrą Częstochowa.
W pierwszych minutach Stal Rzeszów oddała pole gospodarzom i gra toczyła się cały czas na połowie rzeszowian. W 7. minucie bombę z dystansu posłał Adrian Błąd, ale Wiktor Kaczorowski sparował piłkę na róg.
[…] Pewnym jednak było, że po zmianie stron GKS Katowice ruszy do zdecydowanych ataków.
I miejscowi chcieli jak najszybciej wyrównać, ale na pewno zadania nie ułatwiała im murawa, bo należy dodać, że przez przez całe spotkanie mocno nad Katowicami padało i boisko z każdą kolejną minutą było coraz bardziej nasiąknięte.
Stal spokojnie czekała na swoją szansę i się doczekała. W 61. minucie z rzutu wolnego dośrodkował Wojciech Reiman, zza pleców defensorów katowiczan wybiegł Radosław Sylwestrzak i umieścił futbolówkę w bramce.
Co ciekawie, Sylwestrzak, podobnie zresztą jak Michalik, w przeszłości byli piłkarzami GKS-u Katowice.
Po chwili strzelec drugiej bramki dla rzeszowian musiał opuścić boisko po tym, jak doszło do zderzenia głowami z Piotrem Kurbielem.
Mając prowadzenie 2:0 rzeszowianie się cofnęli i czekali na rywala na swojej połowie. Sami natomiast szukali szans w szybkich wypadach. Też jednak nie takich na hurra, tylko wszystko odbywało się z głową, a kolejne minuty, powoli, ale jednak mijały.
Im bliżej było końca, tym ataki GKS-u nabierały na sile, a Stal Rzeszów cofnęła się trochę za bardzo.
W 82. minucie katowiczanie byli bliscy złapania kontaktu. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego głową uderzał Arkadiusz Woźniak, ale kapitalnie na linii interweniował Wiktor Kaczorowski.
Sędzia doliczył do podstawowego czasu gry 4 minuty i po biało-niebieskiej części Rzeszowa zaczęło się końcowe odliczanie.
Gospodarze co chwila posyłali piłki na tzw. aferę w pole karne rzeszowian, ale tam rządzili gracze Stali.
2×45.info – Raz się daje ciała na finiszu, raz się daje ciała na finiszu… GKS 0:2 Stal
W strugach ulewnego deszczu toczyło się barażowe spotkanie GKS-u Katowice ze Stalą Rzeszów. Kibice gospodarzy od razu żartowali, że nawet niebo płacze nad grą ich zespołu. Trudno się z tym nie zgodzić, bo spadkowicz z pierwszej ligi po raz kolejny w tym sezonie nie podołał presji i wyłożył się już na pierwszej barażowej przeszkodzie, którą był beniaminek z Podkarpacia.
[…] GKS może śmiało kandydować do nagrody „rozczarowania sezonu”. Na własne życzenie nie awansował bezpośrednio do pierwszej ligi, a biorąc pod uwagę tragiczną grę w meczach pod dużą presją to takiego wyniku można było się spodziewać. Stal przyjechała do Katowic bez kompleksów i dzięki temu mogła cieszyć się z awansu. A gospodarze? Cóż, rozebrani, wygwizdani i zwyzywani przez fanów. Można powiedzieć, klasyka… Chyba tylko naiwni mogli spodziewać się, że po tak kiepskiej postawie w końcówce sezonu, GKS zdoła poradzić sobie w barażach.
Felietony Piłka nożna
Dokąd zmierzacie Szoszoni?
Po 23 latach GKS Katowice wraca do Europy. Niezwykłym faktem jest to, że trafiając na tak bliskiego geograficznie rywala jak MŠK Žilina, GieKSa zagra w pucharach z przeciwnikiem oddalonym zaledwie jedną czwartą odległości od miejsca, w którym te puchary drużyna sobie w lidze zapewniła. Jeśli Baltika Kaliningrad nie wywalczyła kiedyś pucharów w ostatniej serii gier z Łucz Energią Władywostok, to zapewne próżno szukać takiej sytuacji w annałach europejskiej piłki.
W lidze wyjazd 150 kilometrów kwalifikujemy jako nie najbliższy, ale bliski. Przecież to mniej niż choćby do Wrocławia, a przecież tam to jest szast prast i jest się na miejscu. Tak więc logistycznie wypadło dla GKS idealnie – brak konieczności lotu, a i dla kibica jest to wycieczka bardzo łatwa. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie przekraczać granice w Zwardoniu, to odcinek autostrady D3 (Skalite – Svrčinovec) jest zamknięty i trzeba jechać wioseczkami i miasteczkami m.in. przez Oszczadnicę. Wiadomo – jeśli chodzi o przygodę dla kibiców, to lepszy byłby Hajduk, ale przygody zostawmy sobie po prostu na następne rundy.
MŠK Žilina to drugi po Slovanie Bratysława najbardziej utytułowany klub Słowacji. Został założony w 1908 roku pod węgierską – w wyniku madziaryzacji – nazwą Zsolnai Testgyakorlók Köre (Klub Gimnastyczny w Żilinie). Później nazwa zmieniana była kilkukrotnie, choć w latach 1919-1948 była bliska obecnej – ŠK Žilina. Zresztą tak samo nazywał się w latach 1990-1995 i właśnie wtedy dodana została literka „M”, czyli „Miejski”. Pierwsze sukcesy klub odniósł w latach 1928 i 1929 w nieoficjalnych rozgrywkach zdobywając Mistrzostwo Słowacji. To był czas, kiedy istniała Czechosłowacja i był okres, w którym najlepsze drużyny słowackie grały w fazie play-off o mistrzostwo łączonego kraju. W omawianych latach nie miało to jednak miejsca.
W lidze czechosłowackiej zespół grał przez 30 sezonów, a najwyższym miejscem z tamtego czasu było czwarte w sezonie 1946/47. Wielkimi zgłoskami zapisał się początek lat 60. W pierwszej w historii edycji Pucharu Czechosłowacji ówczesne Dynamo Żilina dotarło aż do finału, gdzie w Ołomuńcu uległo praskiej Dukli 0:3. Jako, że Dukla zdobyła mistrzostwo, Słowacy dostali przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam to zrobili niemałą furorę, dochodząc aż do ćwierćfinału, choć były to czasy, że aby dotrzeć na ten szczebel wystarczyło przejść… jedną rundę.
W dwumeczu Żilina trafiła na grecki Olympiakos. W pierwszym meczu w Pireusie goście mimo dwukrotnego tracenia prowadzenia, w 87. minucie jednak dopięli swego, gdy Julius David po raz trzeci trafił do siatki. W rewanżu Słowacy wygrali 1:0 po golu Vladimira Pisarika.
Prawdziwa bomba miała miejsce w ćwierćfinale. Dynamo trafiło na broniącą pucharu Fiorentinę i w pierwszym meczu to właśnie klub z Żiliny sensacyjnie wygrał to spotkanie 3:2, wprawiając w osłupienie byłego wicemistrza świata, węgierskiego trenera Nandora Hidegkutiego, mającego swego czasu swój epizod na ławce w… Stali Rzeszów. W rewanżu jednak faworyt odrobił straty i wygrał 2:0.
Ciekawostka! Bramkarzem Żiliny w tych spotkaniach był zawodnik nazywający się… František Plach. Tak, to nie przypadek – był to dziadek obecnego golkipera Piasta Gliwice, mającego to samo imię, co świadczy, że była to persona poważana i szanowana w rodzinie. Kontuzjowanemu od marca wnukowi słynnego dziadka życzmy dobrej rekonwalescencji i dalszego dochodzenia do siebie po marcowym urazie kolana.
W nowożytnej historii, czyli grze już w stricte w lidze słowackiej – po rozpadzie Czechosłowacji – MŠK Žilina odniosła sporo sukcesów. Siedmiokrotnie zdobyli mistrzostwo, choć pięć z tych tytułów przypadło na pierwszą dekadę XXI wieku. Dodatkowo dwukrotnie zdobyli Puchar Słowacji i cztery razy byli finalistą. To właśnie zdobycie pucharu w tym roku dało piłkarzom Pavola Staňo przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.
Pavol Staňo to postać w polskiej piłce aż nadto znana. Jako piłkarz rozegrał aż 243 mecze w ekstraklasie i zdobył 23 bramki. Występował w Polonii Bytom, Jagiellonii, Koronie, Podbeskidziu i Termalice.
W XXI wieku Słowacy zagrali niezliczoną ilość spotkań w europejskich pucharach. Raz nawet awansowali do Ligi Mistrzów, gdy w decydujących bojach dwukrotnie wygrali ze Spartą Praga, ale w grupie już poszło im fatalnie – przegrali wszystkie sześć meczów, a z Marsylią polegli u siebie aż 0:7. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to na pewno słowaccy kibice wspominają triumf na Villa Park w 2008 roku, kiedy to niedoceniany przybysz z Europy środkowej wygrał z Aston Villa 2:1, co oklaskiwał z ławki trenerskiej dobrze znany w Polsce Dusan Radolsky. Co ciekawe Żilina, która teraz przecież przegrała dwumecz z Hajdukiem, wyeliminowała Chorwatów w 2009 roku w eliminacjach do Ligi Europy. Z ciekawszych wyników na uwagę zasługuje zwycięstwo z luksemburskim Dudelange… 5:4 oraz niesamowita końcówka dwumeczu z Worskłą Połtawa z 2015 roku. Żilina w pierwszym spotkaniu wygrała 2:0, taki sam wynik, tyle że na korzyść Ukraińców był po 90 minutach rewanżu. W dogrywce Worskła strzeliła na 3:0, ale w doliczonym czasie goście ze Słowacji zdołali strzelić gola dającego awans – wtedy jeszcze bramki na wyjeździe były premiowane. Potem Żilina nawet wygrała pierwszy mecz z Athletikiem Bilbao 3:2 (przegrywając 0:2 do przerwy!), ale w rewanżu Baskowie ugrali 1:0.
W poprzednim sezonie doszło w końcu do starcia MŠK Žilina z polskim klubem, mianowicie Rakowem Częstochowa. Medaliki nie zostawiły złudzeń Słowakom wygrywając 3:0 u siebie i 3:1 na wyjeździe. W dwumeczu tym debiutował w europejskich pucharach Oskar Repka, dla którego pierwsze starcie było dopiero drugim meczem w ogóle w barwach Rakowa, po inauguracji przeciw GKS Katowice. Choć proforma dodajmy, że w 1997 roku Żilina zmierzyła się w Pucharze Intertoto z Odrą Wodzisław, a było to o tyle ciekawe, że teoretycznie niemająca szans na Puchar UEFA Odra została właśnie zgłoszona do rozgrywek „Pucharu Lata”. Intertoto odbywało się wówczas jeszcze w trakcie trwania poprzedzającego sezonu i na finiszu ligi wodzisławianie jednak do Pucharu UEFA się dostali – kosztem GieKSy. Odra zremisowała z Żiliną 0:0, a trenerem gości było – co za zaskoczenie – Dusan Radolsky.
1 maja 2026 MŠK Žilina zdobyła swój trzeci Puchar Słowacji. W rozegranym u siebie, czyli na Stadioniem pod Dubnom, drużyna wygrała z FC Košice 3:1. Bramki zdobyli Michal Fasko, Filip Kasa i Marko Roginić. Tym samym trofeum wróciło do Żiliny po 14 latach. Co ciekawe z rywalem z Koszyc zespół zmierzy się w pierwszej kolejce nowego sezonu i pojedynek ten odbędzie się pomiędzy dwoma meczami z GKS Katowice.
Przez lata przewinęło się przez ten klub wielu nie tylko znanych zawodników, ale przede wszystkim znanych nam – polskim kibicom. Z racji bliskości do polskiej granicy, wielu słowackich zawodników czy trenerów mieliśmy okazję gościć na terytorium naszego kraju, ale przecież też Polacy zaznaczyli swój ślad w klubie spod Małej Fatry.
Obecnie barw słowackiego klubu broni Fabian Bzdyl, młodzian z Cracovii, który jednak nie miał okazji zagrać na Nowej Bukowej w przegranym przez Pasy 1:2 meczu. W przeszłości w Żilinie grał jeszcze Dawid Kurminowski i robił tam niemałą furorę – strzelając w 52 meczach aż 27 bramek i mając na koncie tytuł króla strzelców w sezonie 2020/21 z 19 trafieniami na koncie. No i największa obecnie gwiazda Jakub Kiwior, który z Železiarne Podbrezová trafił właśnie do Żiliny i rozegrał tam 50 meczów. Dobre występy zaowocowały transferem do Spezii, a potem piłkarz zdobył kontrakt życia w Arsenalu. Obecnie broni barw FC Porto.
A piłkarze, którzy grali w Żilinie oraz w polskich rozgrywkach: Aleš Besta strzelił nam kiedyś bramkę w meczu Górnika z GieKSą, gdy rozpoczynała się i umacniała ówczesna zgoda, a na Roosevelta, na starym jeszcze stadionie, przy 20 tysiącach kibiców mieliśmy piłkarskie święto. W Polsce grali lub grają przecież Wahan Biczachczjan, Roman Gergel, Ľubomír Guldan, Róbert Jež, Dušan Kuciak, Samuel i Patrik Mrázowie, Ján Mucha, Róbert Pich, František Plach, Ivan Trabalik czy Kristian Vallo.
Zdecydowanie największą karierę w światowej piłce zrobił Milan Škrinjar, reprezentant Słowacji, wychowanek tego klubu, który rozegrał niemal dwieście meczów w Interze Mediolan, a grał też w PSG. Zawodnik obecnie gra w Fenerbahçe i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Polscy kibice mogą pamiętać Stanislava Sestaka, który niegdyś w Bratysławie w dwie minuty strzelił dwie bramki reprezentacji Polski w eliminacjach do Mundialu 2010 odwracają losy spotkania. No i oczywiście Martin Dúbravka, wieloletni bramkarz Newcastle United. Ostatnio grał w Burnley, a pod koniec czerwca został ogłoszony zawodnikiem Tottenhamu.
MŠK Žilina ma też powiązania z GieKSą. Jedno przeszłe, jedno obecne. Oliver Praznovsky grał w GKS przez dwa sezony. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w formie był zawodnikiem bardzo solidnym. Katowicki Senderos strzelił cztery bramki dla naszego zespołu. Potem m.in. przez cztery lata grał w Chrobrym Głogów. No i obecny zawodnik – Marko Roginić. Chorwat w GieKSie był przez półtora sezonu i rozegrał 43 mecze zdobywając zawrotne 3 bramki – przeciw ŁKS, Łęcznej i Tychom – co ciekawe wszystkie na wyjeździe. Potem właśnie trafił do zespołu z Lubelszczyzny.
Nazwa stadionu MŠK Žilina wprost nawiązuje do wzgórza Dubeň znajdującego się nieopodal – po drugiej stronie rzeki Wag, a widocznego z samego obiektu. Analogicznie więc z wieży widokowej na górze tejże, widać stadion, jak i całą piękną panoramę miasta. Na tym jednak widoki się nie kończą, gdyż Żilina znajduje się nieopodal Małej Fatry ze swoimi wysokimi szczytami i bardzo wymagającymi podejściami na Wielki Krywań, Stoh czy Wielki Rozsutec, szpizczastą górę widoczną świetnie choćby z naszej Magurki Radziechowskiej w Beskidzie Żywieckim. Swoją drogą obiekt ten tak do złudzenia przypomina stadion Górnika Łęczna, że wspomniany Roginić, gdy zmieniał barwy klubowe musiał mieć w głowie niezłe zamieszanie i zastanowienie, czy aby na pewno transfer doszedł do skutku i nadal nie dźwięczyły mu w głowie tony głosu Krzysztofa Cugowskiego.
Drużyna i trenerzy Żiliny mieli duże aspiracje przed meczami z Hajdukiem. Pavol Staňo zapowiadał, że zespół chce grać swoją i odważną piłkę. Czy jednak te słowa mogły się ziścić? Piłkarze ze Słowacji w Splicie nie zaprezentowali się najlepiej, choć mimo to mieli swoje stuprocentowe okazje, których nie wykorzystali Hranica i Roginić, a jeden z obrońców Hajduka nieomal zaliczył „estońską sztuczkę”, bo bramkarz znajdował się za światłem bramki, ale po przeciwległej stronie i podanie do pustaka… minimalnie minęło lewy słupek. Tak, chorwacki obrońca zrobił to co należy, czyli nie zagrał w światło bramki, ale serce kibicom Torcidy podeszło do gardła, a nasi południowi sąsiedzi mieli nadzieję. Märtenowi Kuuskowi życzymy wszystkiego dobrego w barwach Dumy Stolicy!
Fani z Żiliny nie byli pocieszeni. W sieci pojawiło się utyskiwanie na postawę zespołu w tym meczu, ale też kibice zwracali uwagę na szerszy kontekst, czyli zarówno brak wzmocnień, jak i kontynuację słabej gry z końcówki poprzedniego sezonu.
„Kpiną jest to, że na Europę nie zostało wystawione ani jedno wzmocnienie, ale to nie jest niespodzianka w ostatnich latach”
„Wynik z przebiegu meczu powinien brzmieć 6:1. Zero obrony”
„Możemy się cieszyć, że z tak nędzną grą, mamy taki wynik. Z drużyny, która miała tytuł w garści, zajęliśmy czwarte miejsce na wiosnę, a puchar był cudem”
„Strasznie słaby występ wczoraj. Atak to katastrofa, Roginič i Faško wypadli z formy, czuję się jakbyśmy ich tam nie mieli”
„Žilina = obolałe oczy, nieszczęście”.
Trudno się dziwić frustracji kibiców, bo rzeczywiście – mimo, że drużyna awansowała do pucharów, to wiosna do dobrych nie należała. Sezon zasadniczy (22 kolejki) Żilina zakończyła na 3. miejscu z sześciopunktową stratą do lidera. Bilans 11-7-4 nie wyglądał najgorzej. Grupa mistrzowska to jednak były cztery zwycięstwa i sześć porażek. W ostatnich pięciu kolejkach sezonu drużyna przegrała czterokrotnie. To skutkowało wypadnięciem poza podium i strefę pucharów, dlatego tak ważne było zdobycie Pucharu Słowacji.
Patrząc na składy z meczu z Rakowem sprzed roku, widać, że w zespole doszło do kilku przetasowań. W pierwszym meczu grało czterech, a w drugim pięciu zawodników, których już w klubie nie ma. Przede wszystkim odszedł młody, zdolny Ghańczyk Samuel Gidi, który trafi do Cincinati i w Major Leauge Soccer rozegrał już (na raty – 2 pobyty) 23 mecze, grając m.in. przeciw takim gwiazdom jak Leo Messi. To była ważna postać, bo w Żilinie zawodnik rozegrał ponad sto meczów. No ale odeszli też tacy piłkarze jak Ľubomír Belko (Viking), Samuel Kopásek (Pardubice, a dosłownie wczoraj wypożyczony do Lechii Gdańsk), Adrián Kaprálik (Holstein Kiel) czy Dávid Ďuriš (Rosenborg).
Popularni Szoszoni kilka lat temu nie mogli być jednak pewni, że ich klub nadal będzie znajdował się na piłkarskiej mapie Słowacji. Krótko bowiem po ogłoszeniu w Europie pandemii, trzy tygodnie po przerwaniu rozgrywek – MŠK Žilina ogłosiła komunikat z enigmatycznym określeniem „postawienia klubu w stan likwidacji”. Powodem była fatalna sytuacja finansowa. Klub w związku z nią chciał obciąć siedemnastu najlepiej zarabiającym piłkarzom aż 80 procent pensji, na co zawodnicy nie chcieli przystać, choć byli gotowi na zrzeczenie się pewnej części wynagrodzenia. W związku z odmową piłkarze dostawali wypowiedzenia. Problem polegał na tym, że klub nie ogłaszał bankructwa, chciał po prostu ogarnąć finanse – sportowo w przypadku powrotu do rozgrywek, drużyna miałaby do nich przystąpić, tylko grając juniorami, ewentualnie tymi, którzy zgodziliby się na drastyczną obniżkę apanaży i zostali w klubie. Nasi Kurminowski i Kiwior byli wówczas młodymi zawodnikami, więc ich tak drastyczna obniżka pensji nie dotyczyła i w klubie zostali. Jednym z tych, który odszedł był obecny bramkarz Piasta Gliwice, który trafił do klubu w obliczu kontuzji Placha – Dominik Holec, który sam głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tej 80-procentowej obniżki. Natomiast, że stara miłość nie rdzewieje pokazali inni zawodnicy, którzy wówczas rzeczywiście z klubu odeszli, ale dziś po kilku latach znów bronią barw MŠK Žilina – jak choćby Filip Kasa czy kapitan Miroslav Kacer.
A dlaczego w ogóle MŠK Žilina to Szoszoni? Przydomek i maskotka nawiązują do grupy plemion indiańskich. Plemiona te zamieszkujące m.in. tereny dzisiejszych stanów Wyoming i Idaho, zajmowały się głównie łowiectwem i zbieractwem. Ich głównym pożywieniem były orzeszki piniowe, ale ci, którzy mieli zdolność polowania, próbowali zdobyć zające wielkouche, ale także sarny, bizony czy antylopy. Była to grupa uboga, wedle relacji amerykańskich i brytyjskich traperów nie stanowili mocnej siły w tym regionie. Dodatkowo dochodziło do starć i nieporozumień ze względu na wybijanie przez traperów populacji bobra, która to była dla Szoszonów m.in. źródłem odzieży. Rząd USA próbował ogarnąć sytuację, stworzyć rezerwaty i dostarczać im środki na przetrwanie, ale wyglądało to różnie, a na pewno dość szorstko i dochodziło na tym tle do wielu nieporozumień.
Co ciekawe nie tylko amerykańskie, ale i afrykańskie wątki dotyczą naszego najbliższego rywala. W 2018 roku założono bowiem w Ghanie filię MŠK Žilina, mianowicie MŠK Žilina Africa FC. Klub zlokalizowany jest w Labadi na przedmieściach Akry i występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. W zakończonym sezonie zespół w czterozespołowej grupie play-off o awans zajął trzecie miejsce, w niefortunnym układzie punktów 6-6-6-0 (Czesław Michniewicz na Euro U-21 nie lubi tego). Drużyna wygrała dwa mecze i jeden przegrała, ale bilans bramkowy 2:2 nie pozwolił wywalczyć awansu na zaplecze. Między klubem-matką, a ghańską filią rzadko dochodziło do wymian piłkarzy, ale wspomniany wcześniej Samuel Gidi był właśnie tą perełką wyłowioną z afrykańskiego kraju. Zawodnik przyjął słowackie obywatelstwo i zagrał sześć meczów w młodzieżówce.
Swoją drogą nazwy trzecioligowych ghańskich drużyn są… specyficzne. True Life, Prestige, Immigration, Ghana Army, Third World, Still Believe, John Paintsil czy Mobile Phone People raczej przywołują skojarzenia z rozgrywek Red Boxa lub innych lig szóstek. Dla młodszych i niewtajemniczonych kibiców przypomnę, że np. John Painstil to po prostu były reprezentant Ghany w piłce nożnej, uczestnik Mundialu w 2006. Natomiast jeśli chodzi o filię lub (?) fancluby (?) to można tam znaleźć także choćby… Schalke 04 czy Besiktas Berlin.
Wróćmy do dwumeczu z Hajdukiem. W rewanżu Żilina zaczęła grać, ale… zbyt późno. Kiedy Van Hoorenbeeck strzelał dla gości bramkę do szatni, wydawało się, że wszystko jest pozamiatane. Pogoń Żiliny zakończyła się strzeleniem dwóch bramek, z czego tej drugiej w doliczonym czasie gry. Na więcej nie starczyło czasu. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Roginić, natomiast dwukrotnie zawodnik ten tak szpetnie zmarnował stuprocentowe sytuacje, że naprawdę trudno się dziwić komentarzowi jednego z fanów zespołu: „Ale ten chłopak to drewno!”.
Kibice zwracali uwagę na dobrą postawę w drugiej połowie.
„Gdyby grali tak, jak przez ostatnie 30 minut to skończyłoby się 4:1”
„Dlaczego od początku nie grał Bzdyl?”.
Prawda. Fabian zastąpił kapitana Miroslav Káčera i wniósł mnóstwo ożywienia dla gry zespołu. Wypracował drugiego gola.
Kapitan zespołu Miroslav Káčer powiedział, że ma nadzieję, że w kolejne rundzie z tych sytuacji, które sobie wykreują, bramki będą już strzelać. Obrona GKS musi się więc mieć na baczności.
Bardzo ciekawy komentarz zawarł jeden z kibiców, który patrzy na szerszy kontekst:
„Po zwycięstwie w Pucharze Słowacji pan Antošík zapowiadał: „Tym razem chcemy odnieść sukces w Europie. Sprowadzimy dwóch nowych zawodników!”. Tymczasem znów zamieniliście to w przedsięwzięcie czysto biznesowe. Wystawialiście do gry piłkarzy, których chcieliście sprzedać. Z Polakami też odpadniecie, a potem nastąpi kolejna wyprzedaż – dokładnie tak jak ostatnim razem. Czy dziwi was, że cała Żylina i okolice kompletnie nie interesują się waszą drużyną piłkarską?”.
To daje obraz, że kibice są niezadowoleni nie tylko z braku wzmocnień, ale z permanentnych osłabień, ba – niektórzy przewidują odejścia zawodników jeszcze przed dwumeczem z GieKSą. Ktoś inny napisał:
„Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz Polacy wygnają nas z europejskich pucharów”
Całość pokazuje, że mimo triumfu w krajowym pucharze, nastroje kibiców w kontekście kilku ostatnich lat najlepsze nie są. Systematyczne porażki w pierwszych rundach europejskich pucharów są dla żilinian frustrujące. Mają oni nadzieję na przejście GKS, jednak zdania są podzielone – jedni uważają rewanżowy mecz z Hajdukiem za dobry prognostyk, inni mają dość sporo defetyzmu i przewidują porażkę.
Czy Adam Zreľák zagra przeciw swoim rodakom to zawsze jest niewiadoma, ale w przeszłości miał już tę okazję. W barwach Rużomberoka strzelił przeciwko Żilinie gola i zaliczył asystę.
Dla GKS Katowice europejskie puchary to wielka niewiadoma. Dodatkowo Katowiczanie nie trafiają na amatorów z San Marino czy Andory, jak to kiedyś bywało w przypadku polskich drużyn we wczesnych fazach. Trafiamy na drużynę z regionu, niesłabą i też nieprzesadnie mocną. Wydaje się, że liga słowacka jest nieco słabsza od polskiej, co by dawało pewną przewagę naszej drużynie. Z drugiej strony rywale są na europejskiej arenie dość ograni. Nie ma więc chyba co dywagować, kto jest faworytem tej potyczki. Na pewno rywal jest w zasięgu, a dwumecz Rakowa z poprzedniego roku wyraźnie to pokazał.
Źródła:
Wikipedia PL
Wikipedia EN
https://igol.pl/msk-zilina-likwidacja-co-oznacza/
Transfermarkt
https://sciezkimojegoswiata.pl/2020/09/26/vyhliadkova-veza-duben-czyli-wieza-widokowa-w-zylinie/
90minut.pl
https://www.mskzilina.sk/
Facebook – MŠK Žilina
Foto: https://img.uefa.com/imgml/stadium/uw/65053.jpg
Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.
Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!
Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):
Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej
PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej
Posłuchaj archiwalne podcasty:
Jesteśmy dostępni także na Spotify:.
Piłka nożna
Bliżej Żiliny
Hajduk Split wygrał w pierwszym meczu pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy z MSK Żilina 2:0. Przegrany tego dwumeczu będzie rywalem GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji.
Pierwszą bramkę zdobył w 22. minucie Roko Brajković, pięknym technicznym strzałem z kilkunastu metrów pokonując Jakuba Badzgona. Drugie trafienie zaliczył Dalisson, który przeprowadził indywidualną akcję i płaskim strzałem zza pola karnego podwyższył prowadzenie swojego zespołu.
Hajduk był zespołem dominującym i stworzył sobie jeszcze kilka sytuacji, jednak Żilina również miała swoje okazje – m.in. znakomitych sytuacji sam na sam nie wykorzystali Timotij Hranica i Marko Roginić.
Rewanż odbędzie się w czwartek 16 lipca o 20:30 w Żilinie.
Pierwszy mecz drugiej rundy eliminacji Ligi Konferencji GKS Katowice rozegra na wyjeździe 23 lipca.
Hajduk Split – MSK Żilina 2:0
Bramki: Brajković (22), Dalisson (49).
Hajduk: Silić – Acapandie, Maresić, Van Horenbeeck, Hrgović, Brajković (79. Hodak), Pajaziti, Pukstas, Dalisson (79. Del Moral), Melnjak (73. Huram), Sego (86. Livaja).
Żilina: Badzgon – Paliscak, Kasa (63. Minarik), Narimanidze, Hranica (82. Datko), Kaceer (71. Adang), Bzdyl, Kasko (63. Ilko), Kosa (63. Florea), Bari, Roginić.

Roh
29 lipca 2020 at 10:12
Szkoda że prasa nic nie pisze o idiotycznej reformie jaka tutaj wprowadzono. Teraz szósta druzyna moze awansować kosztem tej trzeciej która powinna awansowac i wywalczyła to sobie przez czay sezon. Nie pisze tego bo jestem mibicem GKS. Take cios moze sie przytrafić kazdej druzynie. Jeden slabszy mecz w barazach i trud calego sezonu na marne. Zeby bylo smieszniej nie ma nawet rewanzu. Takie debilne reformy to tylko w Polsce chyb sa…
Gdzie tutaj sprawiedliwość?
wyszo
29 lipca 2020 at 11:13
I to jest tłumaczenie ? Kolejny frajerski mecz, mecz o stawkę który przegrywają. Co ma do tego reforma? Wystarczyło grać i zdobyć 1 ( JEDEN) punkt więcej w którymkolwiek meczu i awans by był. Jest regulamin są zasady i nie ma usprawiedliwienia. Byliśmy przeraźliwie słabi. Taka jest prawda. Nie czarujmy teraz i nie odwracajmy problemu. To kolejny już, chyba piąty rok z rzędu kiedy nieudolność , brak pomyslu, i brak walki zabiera nam nawet poczucie tego że postawa tej drużyny była solidna. W meczu o wszystko gramy jak zlepek kolegów z placu. To są profesjonaliści i oczekuje od nich profesjonalnej postawy. Można przegrać jeśli rywal był lepszy. Można przegrać jeśli dało się z siebie wszystko. Ale nie da się patrzeć na pseudo piłkarzy ślizgających się po trawie zamiast uderzyć piłkę do pustej bramki czy odpuszczajacych krycie napastnika który ma mniej goli strzelonych niż nasz stoper. Poziom tej żenady od lat jest tak samo wysoki. Od lat widać że zamiast lepiej jest gorzej. I najgorsze, że nie ma żadnych widoki i argumentów za tym że będzie lepiej.
Roh
29 lipca 2020 at 11:30
Ja tutaj nie chcialem bronić druzyny. Pisalem tylko o glupiej reformie. Wedlug mnie bezsensownej i niesprawiedliwej.
Rafał
29 lipca 2020 at 13:41
Reforma była pisana pod Łódzki Widzew by im pomóc wrazie czego w awansie (a Gks i Widzew tyle samo punktów więc nie powinno być obecnych meczów), W końcu u steru PZPN jest Boniek to co się dziwicie. Swój pomaga swoim. A Gks od 2 sesonów dno, dno i jeszcze raz dno. Kiedy to się skończy, jak rozwiążą tą frajerską drużynę i zaczną od dołu wspinaczkę jak już kiedyś.
GK
29 lipca 2020 at 14:56
Panowie zasady były ustalone wcześniej dla każdego takie same… Drużyna z 3 miejsca miała atut własnego boiska wiec teoretycznie miała łatwiej. Nie ma co wymyślać takich dziwnych argumentów dot. Reformy. Przegraliśmy awans na boisku i z tym chyba każdy się zgodzi bo był na wyciągnięcie ręki.
Rafał
29 lipca 2020 at 20:17
Owszem przegrali to kopacze bo trudno nazwać ich piłkarzami, mieli tyle okazji by wyjść na na drugie miejsce że tylko debil by nie skorzystał a z motywacją coś słabo. Teraz to tylko przychodzą tacy co czy się stoi czy się siedzi 2000 się należy bez zaangażowania. Ale Zgadzam się GK.