Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd prasy: Derby ze znakiem Q

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

W ostatnią środę piłkarki GieKSy rozegrały przełożone wcześniej, ligowe spotkanie z Rekordem Bielsko-Biała. Nasza drużyna zrewanżowała się gospodyniom za przegraną w rozgrywkach Pucharu Polski: GieKSa wygrała 5:0 (2:0). Tym spotkaniem drużyna kobiet zakończyła piłkarską jesień. W tabeli Ekstraligi Kobiet zespół zajmuje czwartą lokatę. W piątek piłkarze rozegrali ligowe spotkanie z Miedzią Legnica – niestety GieKSa przegrała 2:3 (1:1). Prasówkę po tym spotkaniu znajdziecie TUTAJ.

Siatkarze zgodnie z przewidywaniami przegrali z wiceliderem PlusLigi zespołem Jastrzębskiego Węgla 0:3. Kolejne spotkanie siatkarze rozegrają w piątek w Kędzierzynie-Koźlu z ZAKSĄ. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 17:30.

W minionym tygodniu hokeiści rozegrali dwa spotkania wyjazdowe. We wtorek z Cracovią, z którym zespół wygrał 4:2 oraz w piątek z GKS-em Tychy. W tym spotkaniu GieKSa musiał uznać wyższość przeciwników 3:4.

 

PIŁKA NOŻNA

bts.rekord.com.pl – Rekord B-B – GKS Katowice 0:5 (0:2)

Faworyzowane katowiczanki wyciągnęły wnioski z ubiegłotygodniowej, pucharowej „lekcji”. Tym razem podopieczne Witolda Zająca potraktowały gospodynie z pełną powagą i całą surowością, choć sam początek zaległego meczu 10. kolejki nie zapowiadał łatwej zdobyczy GKS-u. Tym razem bielszczanki nie wyczekiwały ataków ekipy gości przed własnym polem karnym, a starały się nieco wyżej i agresywniej natrzeć na rywalki. By taka sztuka miała szanse powodzenia potrzeba wybornego przygotowania motorycznego i niemal bezbłędnej gry indywidualnej oraz poszczególnych formacji. Wpierw zabrakło tego pierwszego, kiedy Izabela Tracz straciła piłkę w okolicy „szesnastki”, a ratując sytuację sfaulowała Kateřinę Vojtkovą. Niewiele czasu minęło od trafienia z „wapna” Emilii Zdunek, gdy na 2:0 podwyższyła prowadzenie przyjezdnych Klaudia Maciążka. Świetną asysta przy golu popisała się Karolina Koch, bezsprzecznie postać numer jeden w drugiej linii GKS-u. Na większe emocje trzeba było czekać do końcowych fragmentów pierwszej połowy. Z ok. 30-stu metrów nieznacznie chybiła K. Vojtkova, po drugiej stronie Katarzyna Moskała nie zdołała pokonać Kingi Seweryn.

Jeszcze bardziej wyraźna przewaga GieKSy zarysowała się po przerwie. Umiejętności techniczno-taktyczne i przygotowanie fizyczne pozwoliły katowiczankom na niemal pełną kontrolę nad przebiegiem drugiej części spotkania. Byłoby przesadą określić, że przyjezdne z łatwością dochodziły do sytuacji strzeleckich. Niemniej z wielu wykreowanych okazji wykorzystały trzy. Bielszczanki dopowiedziały jedynie uderzeniem Magdaleny Knysak z rzutu wolnego z 22-óch metrów. Tu na wysokości zadania stanęła młodziutka bramkarka GKS-u.

Maksymalne zaangażowanie i niesłychana ambicja, w połączeniu z łutem szczęścia, wystarczyły „rekordzistkom” przed tygodniem do pucharowego awansu. W ligowej konfrontacji górę wzięły stricte boiskowe umiejętności.

 

dziennikzachodni.pl – Nowy stadion GKS Katowice. Na placu budowy rozpoczęto wycinkę drzew. Czy to oznacza rozpoczęcie większych prac?

Na placu budowy nowego stadionu GKS Katowice rozpoczęły się zasadnicze prace przygotowawcze. Teren jest ogradzany, wycięto też pierwsze z około 500 drzew. Taka sama liczba ma zostać zasadzona na terenie miasta.

Sportowy kompleks powstaje w pobliżu autostrady A4 przy ulicach Bocheńskiego, Upadowej i Dobrego Urobku. Koszt inwestycji to 205.292.538,54 zł brutto. Za taką kwotę ma powstać stadion z trybunami na 14.896 osób, hala mieszcząca 2.792 kibiców, dwa boiska treningowe trawiaste, parkingi i mała infrastruktura. Pozostałe plany zostały przesunięte do drugiego etapu, którego terminy nie zostały określone.

 

sportdziennik.com – Trzykrotnie budowano presję

Rozmowa z Markiem Szczerbowskim, prezesem GKS-u Katowice.

Po 17 meczach pierwszej ligi GieKSa plasuje się nad strefą spadkową z dorobkiem 19 punktów. Jakie refleksje miał pan na półmetku sezonu?

Marek SZCZERBOWSKI: – Trzeba powiedzieć o dwóch obszarach. Ten pierwszy – to pierwsze 10 spotkań rundy. Graliśmy w nich widowiskowo i widowiskowo nie punktowaliśmy. Zdobywaliśmy stosunkowo dużo bramek, ale nieprzeciętnie dużo też traciliśmy. Mamy w klubie odcinki kontrolne co pięć spotkań. Był zatem odcinek po dziesięciu kolejkach, była burza mózgów, sztab wyciągnął z tego swoje wnioski i wprowadził zmianę sposobu gry. To przełożyło się na konkrety. Dzięki temu gramy z pewnością inaczej niż wcześniej, a do tego w porównaniu do pierwszego okresu bardziej efektywnie. Jeśli ten kierunek, ta tendencja zostanie utrzymana, to będzie można powiedzieć, że zakładane na tę jesień cele zostały zrealizowane.

[…] Trudno było wytrzymać ciśnienie w kwestii trenera Rafała Góraka? Przeszła przez głowę myśl, że może potrzebna będzie zmiana?

Marek SZCZERBOWSKI: – Od momentu, gdy zacząłem pracę przy Bukowej, czyli w sierpniu 2019, pewne oczekiwania i budowanie presji – nie tylko wirtualnie, ale też zgłaszane werbalnie – było trzykrotnie. Trzykrotnie z różnych stron padały różnego rodzaju komunikaty, które można było ocenić jako budowanie presji. To nie są proste tematy. Sztuką jest mimo tej presji umieć racjonalnie ocenić sytuację. Niepodejmowanie decyzji to także decyzja.

[…] Nie było pana w październiku na rozpoczęciu budowy stadionu.

Marek SZCZERBOWSKI: – Budowany jest stadion miejski, na którym ma grać GKS Katowice, ale też hala sportowa. Z niej korzystać będą też inne kluby. To, że nie było przedstawiciela zarządu GKS-u, też w jakiś sposób pokazuje, że będzie to stadion dla wielu podmiotów funkcjonujących na terenie Katowic. Wszyscy znają moje sformułowanie, w którym powiedziałem, że nie ma możliwości rozwoju klubu bez rozwoju infrastruktury. To bardzo istotny krok. Pan prezydent Marcin Krupa jest wyjątkowo prawdomównym i uczciwym człowiekiem. Nie mówię tego jako wypowiedzi o charakterze dyplomatycznym, a z serca. Znam go od wielu lat. Wiem, że jeśli powie: „budujemy”, to budujemy.

Na jakim etapie jest kwestia obowiązku zapłaty 4 milionów złotych zaległych składek do ZUS, którą oddaliście do sądu?

Marek SZCZERBOWSKI: – Wiele spraw organizacyjnych w GKS-ie Katowice zostało uporządkowanych. Ta jest w trakcie porządkowania.

 

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – Surowa lekcja mistrzów

Siatkarze Jastrzębskiego Węgla mają kłopoty personalne, ale nie mają one większego wpływu na poziom gry.

Jastrzębianie jak przystało na obrońców tytułu mistrzowskiego, udzielili GKS-owi Katowice surowej lekcji i pewnie zwyciężyli. – Nie mieliśmy żadnych argumentów na rywali i trudno się dziwić, że mecz zakończył się tak szybko– powiedział po meczu libero GKS-u Katowice, Bartosz Mariański.

– Brakowało nam zagrywki i to chyba podstawa naszego niepowodzenia. A ponadto, gdy już wynik oscylował wokół remisu, to robiliśmy niepotrzebne błędy.

Jastrzębianie pojawili się bez czterech zawodników. Rafała Szymury i Szymon Biniek przebywają na kwarantannie. Natomiast francuski atakujący Stephen Boyer złamał kości śródręcza i czeka go operacja oraz dłuższą przerwa. Z kolei Wojciech Szwed powrócił do treningów i skręcił staw skokowy. Siła uderzeniowa gości na skrzydłach spoczywała na Janie Hadravie oraz Trevorze Clevenot, oraz Tomaszu Fornalu. Obrońcy tytułu mistrzowskiego mają wystarczająco sporo atutów, by odnieść szybkie i przekonywające zwycięstwo. I tak też się stało. Była momentami wyrównana gra, ale w tych kluczowych momentami goście mieli zdecydowanie więcej jakości.

Pierwszy set był prawie bez historii, bo jastrzębianie objęli prowadzenie (12:8 i 16:10) i później ją jeszcze powiększali (22:14). W końcowych fragmentach gospodarze zdołali zdobyć kilka punktów, ale przewaga była znacząca. By nawiązać równorzędną grę z tak renomowanym rywalem to trzeba go „kąsać” zagrywką. A tymczasem była ona anemiczna i nie mogła zrobić krzywdy przyjmującym JW.

W kolejnych odsłonach było zdecydowanie więcej walki ze strony gospodarzy i nawet wynik oscylował wokół remisu. Jednak w końcowych fragmentach Jan Hadrava solidnie punktował był niemal nieuchwytny dla katowiczan. A ponadto gospodarze zaczęli „strzelać” po autach. Wszystko się skończyło w niespełna 85 minut, ale taki scenariusz był do przewidzenia.

GKS Katowice – Jastrzębski Węgiel 0:3 (17:25, 20:25, 21:25)

 

HOKEJ

dziennikpolski24.pl – Comarch Cracovia była zmęczona i nie dała rady GKS-owi Katowice

Comarch Cracovia w spotkaniu z GKS Katowice miała niewiele do powiedzenia i przegrała. Ale trudno się temu dziwić.

Ledwie dwa dni po zakończeniu trzydniowego półfinałowego turnieju Pucharu Kontynentalnego przyszło Comarch Cracovii rywalizować w lidze. I to z liderem. Bez Damiana Kapicy, który musi wyleczyć kontuzję mięśnia przywodziciela i nie będzie go przez miesiąc.

Gospodarze zostali powaleni na deski zaraz na początku gry. Najpierw Wronka wykorzystał błąd w obronie i w sytuacji sam na sam pokonał Pieriewozczikowa, a po 49 sekundach idealnie dograł krążek do Pasiuta, który trafił w odsłoniętą część bramki. Trener Rohaczek natychmiast zareagował i zmienił bramkarza. Gdy goście zagrali w przewadze, zdobyli trzeciego gola. Cracovia była na kolanach. Gospodarze przycisnęli w końcówce, groźnie strzelał Bodrow – ale miejscowi nic nie wskórali.

Drugą tercję krakowianie rozpoczęli od gry w przewadze, ale nie zagrozili bramce gości. Potem szukali pierwszego gola. Gra się trochę wyrównała, katowiczanie bowiem szanowali siły. Zabolotny dobrze się spisywał, broniąc m.in. strzał Hudsona z bliska w 39 min.

W trzeciej odsłonie goście mogli podwyższyć wynik, ale Fraszko trafił w słupek. Gospodarze wreszcie zdobyli gola, gdy grali 5 na 4. Gol na 3 min przed końcem dał nadzieję gospodarzom. Po chwili Nemec przestrzelił w dobrej sytuacji. Wronka „zamknął” jednak ten mecz. W końcówce z lodu zjechał bramkarz, ale „Pasy” nie zbliżyły się już do GKS-u.

 

sport.interia.pl – Blisko skandalu! Polała się krew. Sędziowie przegapili faul!

​W niedzielę tuż przed północą Comarch Cracovia zapewniła sobie i polskiemu hokejowi awans do finału Pucharu Kontynentalnego, a niespełna dwie doby później zabrakło im sił, by skutecznie rywalizować z liderującym w ekstraklasie hokeistów GKS-em Katowice. Podopieczni Jacka Płachty, napędzani bramkami i asystami Patryka Wronki, wygrali w Krakowie 4-2.

[…] Katowiczanie rozstrzygnęli rywalizację w niespełna 10 minut. Ojcem ich zwycięstwa był filigranowy wychowanek Podhala Nowy Targ Patryk Wronka, który miał udział przy każdej z bramek. Najpierw wygrał pojedynek z Denisem Pieriewozczikowem, a później asystował kolegom. Najpierw Grzegorzowi Pasiutowi, który w wieku 34 lat przeżywa drugą młodość. Na 0-3 podwyższył w przewadze Patryk Krężołek.

[…] Na trzy minuty przed końcem Stepan Csamango spod bandy podał do Iwana Jacenki, który ładnym uderzeniem z nadgarstka zapewnił krakowianom kontakt bramkowy 2-3.

Trybuny ożywiły się z dopingiem, ale szybko uciszył je ponownie Wronka, który po podaniu Pasiuta, chytrym strzałem zza bramki pokonał Davida Zabolotnego, który w I tercji zastąpił Pieriewozczikowa.

[…] Do sporej kontrowersji doszło w 37. min. Po trafieniu kijem rany twarzy doznał Jakub Prokurat, któremu polała się krew. Sędziowie przegapili to zdarzenie. W przerwie w grze podjechał do nich kapitan gości Grzegorz Pasiut, by zgłosić pretensje. Najwyraźniej uczynił to zbyt energicznie, bo został odesłany do boksu kar na dwie minuty za niesportowe zachowanie. Pasiut osiągnął też inny efekt – sędziowie główni, po konsultacji z linowym i obejrzeniu rany Prokurata podyktowali karę meczu dla Alesza Jeżka, który udał się do szatni. Za niego do boksu kar na pięć minut poszedł Patryk Gosztyła.

Trener Rohaczek nie mógł się pogodzić z tą decyzją. W przerwie po II tercji wysłał kierownika zespołu Sebastiana Witowskiego do załogi Polskihokej.tv, która realizowała transmisję z meczu. Lektura powtórki dowiodła, że Jeżek atakiem z góry kijem chciał zatrzymać rywala. Sęk w tym, że odbita od lodu hokejka trafił w twarz lekko pochylonego Prokurata.

 

sportdziennik.com – Derby ze znakiem Q

Bramkarz Kamil Lewartowski otrzymał specjalne podziękowania od kibiców, bo wykazał się siłą mentalną.

Derby GKS-ów z Tychów i Katowic jak mogliśmy oczekiwać dostarczyły sporo sportowych wrażeń. Oba zespoły się nie oszczędzały i stworzyły wiele sytuacji oraz strzeliły efektowne bramki. O jedno trafienie lepsi okazali się tyszanie i tym samym przerwali serię 5 zwycięskich meczów katowiczan. Teraz właśnie tyszanie mogą pochwalić taką passą.

[…] Gospodarze zdawali sobie sprawę, że tylko agresywna gra od pierwszego gwizdka może przynieść jakieś wymierne efekty. I tak też się stało – goście zostali szybko zepchnięci do defensywy i John Murray był obstrzeliwany przez swoich byłych kolegów. Najpierw zaskoczył go Jakub Michałowski dalekim strzałem. „Jaśka Murarza” można jedynie usprawiedliwić, że przed nim było sporo zawodników i mógł być zasłonięty. A potem Jegor Fieofanow popisał się efektownym dryblingiem i z łatwością posłał krążek do siatki.

Goście dysponują wartościowymi hokeistami i doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, że wcale nie wywieszą białej flagi. Patryk Wronka kilkoma dynamicznymi atakami dał o sobie znać, jego imiennik Krężołek też miał okazję, ale przeniósł krążek nad poprzeczką. Po koniec 11 min Wronka znalazł się w dogodnej sytuacji, ale był faulowany przez Olafa Bizackiego, a nieco wcześniej przez Michałowskiego. Wronka karnego wykorzystał w iście mistrzowskim stylu.

W 18 min doszło do bokserskiego starcia pomiędzy dwoma warszawiakami Filipem Starzyńskim i Mateuszem Bepierszczem. Ten pierwszy otrzymał podwójną karą mniejszą, drugi – pojedynczą. To była dobra tercja w wykonaniu obu zespołów, ale ze wskazaniem na gospodarzy.

Goście wyciągnęli właściwe wnioski z 1. odsłony i w kolejnej przejęli inicjatywę. Atakowali, lecz nie potrafili stworzyć klarownych sytuacji, choć Kamil Lewartowski musiał być cały czas skoncentrowany. W 30 min po strzale Bartłomieja Jeziorskiego krążek trafił w poprzeczkę. Tak przynajmniej wydawało się z wysokości trybun. W końcu ataki gości przyniosły efekt, bo Wronka po raz drugi zaskoczył tyskiego golkipera. Jedni i drudzy szukali okazji do zmiany rezultatu, lecz o wszystkim miała rozstrzygnąć ostatnia tercja.

A w niej wiele się działo! Gospodarze w ciągu 31 sek. zdobyli 2 gole po efektownych akcjach. Jednak ta przewaga jeszcze nie gwarantowała zwycięstwa. Gdy do boksu kar powędrował Radosław Galant, niezawodny Pasiut zdobył kontaktowego gola. Na 1:38 min przed końcem trener Jacek Płachta wziął czas i po nim wycofał Murraya. Jednak to posunięcie nie przyniosło efektu.

Obie drużyny stanęły na wysokości zadania, zaprezentowały się z jak najlepszej strony i zostały pożegnane oklaskami. A „Lewar”, bramkarz gospodarzy, otrzymał specjalne podziękowania i w pełni na nie zasłużył.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Kielc i Łęcznej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.

1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.

2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.

3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.

4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.

5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.

6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.

7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.

8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.

9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.

10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.

11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.

12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.

13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.

14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.

15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.

16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.

17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.

18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.

19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna  i schludna.

20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.

21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.

22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.

23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.

24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.

25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.

26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.

27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.

28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.

29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.

30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.

31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.

32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.

33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!

34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.

35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga