Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Wystawieni do wiatru

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Piłkarze GieKSy wygrali z Zagłębiem Sosnowiec w czwartej kolejce Fortuna I Ligi, 3:1. Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. Piłkarki w ramach przygotowań do nowego sezonu rozegrały mecz sparingowy z TS ROW-em Rybnik, Nasza drużyna wygrała 6:1 (5:1). Był to ostatni test-mecz przed startem rozgrywek. Bramkarka GKS-u Kinga Seweryn otrzymała powołanie na zgrupowanie Goalkeeper PRO.

Siatkarze wrócili do treningów, za wyjątkiem Micah Ma’a, który chce rozwiązać kontrakt. W ubiegłym tygodniu hokeiści rozpoczęli przygotowania do sezonu 2022/23.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – 10 młodych bramkarek powołanych na zgrupowanie Goalkeeper PRO

Polski Związek Piłki Nożnej opublikował listę bramkarek powołanych na zgrupowanie Goalkeeper PRO. Stawi się na nim dziesięć utalentowanych zawodniczek.

Konsultacja szkoleniowa potrwa od 15 do 17 sierpnia w Siedlcach. Projekt ten jest cyklicznie realizowany już od trzech lat. Ma na celu rozwój utalentowanych bramkarek, które zyskują możliwość specjalistycznego treningu skupionego na ich pozycji. W treningach nie biorą bowiem udziału zawodniczki z pola, a same bramkarki.

Na najbliższe zgrupowanie Goalkeeper PRO powołanych zostało dziesięć młodych piłkarek. Sześć z nich reprezentuje na co dzień kluby Ekstraligi, natomiast cztery pozostałe szkolą się w ekipach z niższych szczebli. Najbardziej znaną kibicom uczestniczką zbliżających się treningów jest Kinga Seweryn. Bramkarka GKS-u Katowice może się już pochwalić bowiem dwunastoma występami na najwyższym ligowym szczeblu. Osiem z nich zanotowała będąc na wypożyczeniu w ROW-ie Rybnik. Co ciekawe, na najbliższej konsultacji szkoleniowej w Siedlcach stawią się aż dwie piłkarki reprezentujące Śląsk Wrocław – Natalia Skiba oraz Hanna Wieczerzak.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Grzegorz Słaby: zaczynamy ten okres, który jest najtrudniejszy

GKS Katowice rozpoczął przygotowania do nowego sezonu PlusLigi. Zespół spotkał się prawie w komplecie. – Czekaliśmy, żeby się spotkać na pierwszych zajęciach w hali. Zaczynamy ten okres pracy, który moim zdaniem jest najtrudniejszy dla wszystkich. Treningi będą objętościowo spore, do tego dwa razy dziennie i przed nami sporo pracy – opowiedział o pierwszych dniach przygotowań szkoleniowiec katowiczan Grzegorz Słaby.

PlusLiga swój sezon rozpocznie na początku października i już teraz większość klubów zaczęła przygotowania do zbliżających się rozgrywek.

– Czekaliśmy, żeby się spotkać na pierwszych zajęciach w hali. Zaczynamy ten okres pracy, który moim zdaniem jest najtrudniejszy dla wszystkich. Treningi będą objętościowo spore, do tego dwa razy dziennie i przed nami sporo pracy – zapowiedział trener GKS-u Grzegorz Słaby.

Jego zespół w poprzednich rozgrywkach awansował do fazy play-off PlusLigi, co było sporym sukcesem. – Przygotowania będą podobne do poprzednich, które jak pokazał sezon PlusLigi, okazały się owocne. Cały czas próbujemy coś udoskonalać, dodawać coś nowego, żeby ten trening był urozmaicony – mówił szkoleniowiec, który poprowadzi GKS w kolejnych rozgrywkach PlusLigi.

To dopiero pierwszy tydzień przygotowań, w który siatkarze wchodzą spokojnie, a przed startem nowego sezonu GKS zagra między innymi w PreZero Grand Prix PLS, a w końcowym etapie przedsezonowych treningów z pewnością rozegra kilka meczów kontrolnych. – W najbliższych dniach będziemy pracować dwa razy dziennie, w siłowni i w hali. Większość tych pierwszych treningów odbywa się bez skakania, będziemy stopniowo zwiększać obciążenia i dążyć do tego, żeby przygotować zespół do treningów w szóstkach – zapowiedział Grzegorz Słaby.

 

Bartosz Mariański: mamy tutaj speców od siatkówki plażowej

Siatkarze GKS-u Katowice rozpoczęli przygotowania do nowego sezonu PlusLigi. Zanim jednak rozpoczną rywalizację w hali, czeka ich udział w turnieju siatkówki plażowej PreZero Grand Prix. – Myślę, że jedziemy się przede wszystkim dobrze bawić i nic sobie nie zrobić – mówi Bartosz Mariański.

– Myślę, że te rozgrywki przypominają bardziej grę w hali, bo zasady są halowe jakby nie patrzeć. Można odbijać palcami, kiwać piłkę, więc myślę, że zasady obowiązują halowe. Ale po tym podłożu, po piasku też trzeba się umieć poruszać i myślę, że nie każdy to potrafi. Mamy tutaj speców od siatkówki plażowej i jedziemy w fajnych nastrojach – dodał zawodnik.

Bartosz Mariański przyznał, że w turnieju PreZero Grand Prix chodzi przede wszystkim o dobrą zabawę, ale nie ukrywał, że zwycięstwa też będą ważne, bo budują dobrą stronę mentalną zespołu.

GKS Katowice rozpocznie rywalizację w turnieju w Krakowie od meczu z Cerrad Enea Czarnymi Radom. Początek spotkania zaplanowano na 11 sierpnia na godzinę 12:45.

 

sportdziennik.com – Wystawieni do wiatru

Micah Ma’a ma ważny kontrakt z katowickim klubem, ale na treningi się nie stawił. Chce bowiem grać w Turcji.

Katowiczanie rozpoczęli przygotowania do nowego sezonu. W pierwszych zajęciach bierze udział większość zawodników. Brakuje tylko Micaha Ma’a i nie wiadomo czy w ogóle dalej będzie występował w GieKSie. Amerykański rozgrywający zapragnął bowiem przenieść się do Turcji. Mimo obowiązującej umowy podpisał kolejny kontrakt z jednym z tamtejszych klubów, stawiając swojego dotychczasowego pracodawcę w fatalnej sytuacji.

„Dnia 20 maja 2022 agent Micaha Ma’a poinformował GKS Katowice o chęci rozwiązania kontraktu Zawodnika, obejmującego sezon 2022/2023. Mimo trudnego momentu na rynku transferowym i braku dostępnych alternatyw Klub podjął rozmowy z Zawodnikiem na temat rozwiązania umowy za porozumieniem stron. Zawodnik nie przystał na ofertę Klubu, z kolei GKS Katowice nie mógł zaakceptować propozycji Zawodnika, która narażałaby Klub na poważne straty finansowe, sportowe i wizerunkowe. W związku z tym Klub poinformował Zawodnika, że kontrakt na sezon 2022/2023 pozostaje w mocy” – czytamy (pisownia oryginalna) w specjalnym oświadczeniu klubu.

Mimo tych argumentów siatkarz, mający za sobą występy w reprezentacji USA, 31 maja przysłał do GKS mail z informacją, że rozwiązuje umowę „ze względu na nieuzasadnione zachowanie klubu”. Katowiczanie nie przyjęli jego wypowiedzenia. „Z uwagi, że nie zaistniała żadna z przesłanek zawartych w kontrakcie umożliwiających rozwiązanie umowy przez Zawodnika, spółka GKS GieKSa Katowice S.A. oświadczyła Zawodnikowi, że wypowiedzenie przez niego umowy nie wywołuje skutku prawnego i umowa zawarta 1 sierpnia 2021 roku pozostaje w mocy” – odpisali.

Działacze katowickiego klubu nie kryją oburzenia postawą Amerykanina i zamierzają walczyć o swoje. Poinformowali o zdarzeniu Międzynarodową Federację Siatkówki (FIVB), Polski Związek Piłki Siatkowej oraz Polską Ligę Siatkówki.

„Mimo wezwań do stawienia się na rozpoczęcie przygotowań Micah Ma’a nie pojawił się w Katowicach i poinformował Klub o braku woli wznowienia treningów z naszym zespołem. Tym samym GKS GieKSa Katowice S.A. nie miała innego wyjścia, jak rozpocząć procedury dyscyplinarne wobec Zawodnika przewidziane w regulacjach PLS S.A. i FIVB. Stosowne dokumenty zostały już wysłane i czekają na rozpatrzenie.

Nasz Klub pozostaje na stanowisku, że wiąże go ważny kontrakt z Micahem Ma’a i oczekuje jego przyjazdu w najbliższych dniach. Aby zagwarantować odpowiedni poziom sportowy drużyny i właściwą jakość przygotowań do nadchodzącego sezonu, Klub 1 sierpnia rozpoczął poszukiwania zawodnika celem uzupełnienia składu” – poinformowali działacze.

Postępowanie Amerykanina postawiło GKS w bardzo trudnym położeniu. Klub stracił jednego z czołowych swoich graczy, a do tego na kluczowej pozycji. Ma’a bowiem należał do najlepszych rozgrywających Plus Ligi. Wystąpił w 29 spotkaniach, w których wywalczył 104 punkty, co na rozgrywającego jest więcej niż przyzwoitym wynikiem. Jego atutem jest też zagrywka, o czym świadczy 30 asów. Szybkie znalezienie następcy będzie piekielnie trudne, bo obecnie na rynku nie ma wyboru. Większość klasowych siatkarzy ma już bowiem podpisane umowy z klubami.

Niestety, katowiczanie w walce o sprawiedliwość wydają się być na straconej pozycji. Świadczą o tym przykłady innych polskich klubów. Z podobnymi problemami kilka lat temu zmagał się Jastrzębski Węgiel, konkretnie z Francuzem Kevinem Tillie oraz Słoweńcem Tine Urnautem. Pierwszy wolał skorzystać z intratnej propozycji z Chin, Urnaut z kolei wybrał Zenit St. Petersburg. W tym drugim przypadku jastrzębianie przynajmniej nie byli stratni finansowo, bo rosyjski klub wykupił transfer.

– To nie jest pierwszy taki przypadek w polskiej lidze, ani w naszym klubie. Możemy sobie po swojemu sprawę komentować, ale regulaminy światowej i europejskiej federacji dopuszczają takie możliwości. Chronią interesy zawodnika, kluby nie mają żadnych szans. To bardzo zły trend, ale musimy sobie poradzić – denerwował się wtedy Adam Gogol, prezes Jastrzębskiego Węgla.

Mimo podpisanych kontraktów w taki sposób zawodników traciły też Asseco Resovia (John Gordon Perrin) oraz PGE Skra Bełchatów (Taylor Sander).

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Spod bandy. Mistrzowie na lodzie

Hokeiści GKS-u Katowice mają przed sobą debiut w Hokejowej Lidze Mistrzów (CHL) i walkę o obronę mistrzowskiej korony.

Wczoraj zgodnie z tradycją, na lodowisku „Jantor” w Katowicach-Janowie, rozpoczęli przygotowania specjalistyczne. Na zajęciach pojawiło się 23 zawodników, w tym nowe twarze: Japończyk Shigeki Hitosato, Fin Niko Mikkola oraz dwaj Szwedzi Christian Blomqvist i Hampus Olsson. Kadra zespołu nie została jeszcze zamknięta i działacze rozglądają się za zagranicznymi zawodnikami. Zajęcia na tafli oraz w siłowni będą uzupełniane meczami kontrolnymi z czołowymi zespołami ekstraligi. Pierwszy przewidziano 10 sierpnia z Comarch Cracovią na wyjeździe, ale w planie jest jeszcze 5 sparingów. 1 i 3 września GieKSa rozegra na „Jantorze” pierwsze spotkania w CHL, ze szwedzkim Roegle BK oraz szwajcarskim Lions Zurych.

Awizowany wcześniej Amerykanin Devin Penzeca, przebywający na testach, opuścił już Katowice i – podobno – przeniósł się do Nowego Targu, by ewentualnie „załapać” się do „Szarotek”. Natomiast hokeiści GKS-u do „Satelity” wrócą dopiero na koniec września, bo dopiero wtedy lodowisko zostanie zamrożone. Katowiccy hokeiści znów są więc skazani na tułaczkę, ale to nie nowina…

[…] Działacze związkowi ulegli presji opinii środowiska i postanowili powołać Komisję Dyscyplinarną, która będzie organem doradczym dla szefowej Polskiej Hokej Ligi, Marty Zawadzkiej. W skład komisji weszli: Przemysław Kępa (przewodniczący), były sędzia liniowy i główny, a także byli reprezentanci kraju: Tomasz Jaworski (członek zarządu PZHL), Waldemar Klisiak, Artur Ślusarczyk oraz Krzysztof Zapała. To oni mają analizować kontrowersyjne zdarzenia, których podczas meczów ligowych nie brakuje. Ich stanowisko zapewne będzie miarodajne, wszak wszyscy mają za sobą bogate doświadczenie, zaś jej szef nieraz miał okazję orzekać w spornych sytuacjach.

 

hokej.net – Fraszko: Mam nadzieję, że stworzymy drużynę, która będzie jeszcze lepsza

Hokeiści GKS-u Katowice w poniedziałek powrócili do wspólnych zajęć, które odbywają się na tafli „Jantoru”. Katowiczanie przeszli testy medyczne i rozpoczęli przygotowania do sezonu.

– Przerwa była niby długa, ale jednak krótka. Szybko to zleciało, ale fajnie, że już trenujemy praktycznie w pełnym składzie. Tak, że nic tylko cieszyć się i trenować – przyznał Bartosz Fraszko.

Na zajęciach pojawili się wszyscy świeżo pozyskani gracze, a więc fiński obrońca Niko Mikkola, szwedzcy napastnicy Christian Blomqvist i Hampus Olsson oraz pierwszy Japończyk w historii GieKSy Shigeki Hitosato.

– W naszej kadrze zostało wielu chłopaków z poprzedniego sezonu. Fajnie, bo już się znamy, ale mam nadzieję, że nowi zawodnicy szybko się zaaklimatyzują i stworzymy drużynę, która będzie jeszcze lepsza niż ta z zeszłego sezonu – zaznaczył „Fracho”.

Wcześniej podopieczni Jacka Płachty trenowali indywidualnie według specjalnie przygotowanych rozpisek. Dziś najpierw przeszli testy kondycyjne, a później odbyli zajęcia na lodzie.

– Ten tydzień zaczęliśmy testami, w zeszłym tygodniu mieliśmy treningi dla chętnych, dużo chłopaków było, a dzisiaj jeden trening i zaczynamy tą ciężką pracę – wyjawił 26-latek.

Przypomnijmy, że katowiczanie zagrają także w Hokejowej Lidze Mistrzów, gdzie w grupie D zmierzą się z Rögle Ängelholm, Zürich Lions oraz AV19 Székesfehérvár.

– Narazie jeszcze tego nie czuję, ale myślę, że gdy już poczuję tę atmosferę meczową, to ten dreszczyk emocji się pojawi – zakończył.

 

Maciaś pod lupą mistrza Polski

Kacper Maciaś po przygodzie z hokejem juniorskim w Czechach postanowił poszukać klubu w Polsce. Aktualnie przebywa na testach w ekipie GKS-u Katowice.

Wychowanek nowotarskiego Podhala w dość młodym wieku wyjechał do Ostrawy, aby szkolić się w Porubie. Tam też występował aż do poprzedniego sezonu.

Ofensywnie usposobiony obrońca w minionym sezonie rozegrał 43 spotkania, zdobywając w nich 21 punktów za 7 bramek i 14 asyst. Na ławce kar spędził 53 minuty, a w klasyfikacji plus/minus wypadł na +1.

Wystąpił także na Mistrzostwach Świata U20 Dywizji IB, podczas których w 5 meczach zanotował 1 asystę.

W rozmowie z nami w ramach serii „Młodzi za granicą” przyznał jednak, że nie zamierza kontynuować swojej kariery w Czechach i poszukuje klubu w Polsce. Dzisiaj już wiemy, że obecnie przebywa na testach w zespole mistrza Polski GKS-u Katowice.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga