Hokej Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Siedem baniek dla piłkarzy GieKSy
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Miasto Katowice przydzieliło dotację dla katowickich klubów – blisko 17,5mln otrzymają sekcje GieKSy. Przyznano nagrody Złote Buki, laureatami zostali: Joanna Olszewska, Monika Soćko, Janusz Jojko, Dawid Kudła, Jakub Jarosz, Grzegorz Pasiut. W kategorii wydarzenie roku 2022 za najważniejsze uznano zdobycie tytułu Mistrza Polski przez hokeistów.
Przygotowująca się do rundy rewanżowej drużyna kobiet, rozegra w najbliższą środę sparing z Rekordem Bielsko-Biała. Drużyna męska, która przebywa na zgrupowaniu w Turcji rozegrała w sobotę spotkanie towarzyskie z drużyną juniorów (U-19) Szachtara Donieck. Wygrał nasz zespół 2:0 (0:0) po bramkach Daniela Dudzińskiego i Marko Roginića. Kolejne sparingi drużyna rozegra w środę (o godzinie 13:00) z Metalistem Charków oraz w piątek z duńskim Vendsyssel FF.
Siatkarze w minionym tygodniu rozegrali dwa spotkania z AZS-em Olsztyn oraz z Ślepsk Malow Suwałki. Fatalna passa trwa dalej: zespół przegrał oba spotkania: z AZS-em 1:3 oraz z Ślepskiem 0:3. W sobotę (o 20:30) siatkarze podejmą w hali w Szopienicach Aluron CMC Wartę Zawiercie.
W minionym tygodniu hokeiści rozegrali jedno, wyjazdowe spotkanie, w którym wygrali po dogrywce z wiceliderem rozgrywek Unią Oświęcim 3:2. W piątek drużyna rozegra domowe spotkanie z Cracovią oraz w niedzielę, w Tychach z GKS-em.
KLUB
sportdziennik.com – Siedem baniek dla piłkarzy GieKSy
Miasto Katowice ogłosiło podział dotacji dla klubów sportowych na 2023 rok. Większość puli 20 milionów przeznaczonych dla organizacji uprawiania sportu zgarnął wielosekcyjny GKS.
Kwotą 17,45 miliona złotych w 2023 roku wesprze wielosekcyjną GieKSę miasto Katowice. Spółka należąca do miasta zgarnie zatem zdecydowaną większość 20-milionowej puli przewidzianej dla organizacji uprawiania sportu. Pula jest równie wysoka, co w ostatnich latach. GKS otrzyma o 50 tys. mniej niż rok temu, ale poszczególne sekcje biedy z pewnością klepać nie będą.
Urząd Miasta przekazał nam dokładny podział środków przewidzianych dla GieKSy. Najwięcej z sumy 17,45 miliona – bo aż 7 mln zł – trafi do piłkarzy, spędzających zimę tuż za strefą barażową pierwszoligowej tabeli. 5 mln zł uzyskają hokeiści, broniący tytułu mistrza Polski. 4,35 mln zł to dotacja dla siatkarzy, a 1,1 mln zł – dla sekcji piłki nożnej kobiet, które są liderem ekstraligi i mają szansę na historyczny sukces.
– W Katowicach od wielu lat strategicznie traktujemy sport jako profilaktykę zdrowia mieszkańców, dlatego dofinansowujemy działalność klubów sportowych i organizowanie imprez sportowych na terenie Katowic. Największa pula trafia do wielosekcyjnej GieKS-y, czyli klubu którego reprezentanci walczą o najwyższe laury w wielu dyscyplinach – mówi Sławomir Witek, naczelnik Wydziału Edukacji i Sportu Urzędu Miasta Katowice.
GieKSa jak na realia pierwszej ligi może zatem pochwalić się bardzo obfitym wsparciem magistratu, ale – z drugiej strony – nie ma w stawce miejskiego klubu z równie dużego i bogatego samorządu co Katowice. Dla porównania, lider rozgrywek ŁKS Łódź (klub prywatny) ma na ten rok zagwarantowane 904 tys., z czego jednak aż 614 tys. pochłonie wynajem stadionu. Walczący o ekstraklasę sąsiedni Ruch Chorzów uzyska 2 mln zł. Można jeszcze posiłkować się kwotami zawartyki w raporcie firmy Delitte podsumowującym sezon 2021/22. Tam największe wsparcie z miasta obok GKS-u otrzymało Zagłębie Sosnowiec (13,5 mln zł; również niejednosekcyjne). Po 5 mln zł miała Sandecja Nowy Sącz oraz Podbeskidzie Bielsko-Biała, 4,7 mln – GKS Tychy, a 4 mln zł – Arka Gdynia. Dwaj dzisiejsi ekstraklasowicze, Widzew Łódź i Miedź Legnica, mieli z miasta poniżej 2 mln zł. Pod tym względem inaczej było w miejskiej Koronie Kielce (nieco ponad 7 mln zł).
Drugą najwyższą dotację na 2023 rok spośród katowickich klubów uzyskał wielosekcyjny AZS AWF – 620 tys. zł (z wnioskowanych 3,37 mln zł). 355 tys. (z wnioskowanych 840 tys.) trafi do innego akademickiego klubu, AZS Uniwersytet Śląski, z kolei na 440 tys. zł mogą liczyć futboliści amerykańscy Silesia Rebels.
Jak na tym tle wypadają inne piłkarskie kluby? Miasto zgodnie z przyjętą zasadą wspiera w piłce seniorskiej prócz GieKSy tylko klub występujący w najwyższej lidze spośród wszystkich katowickich drużyn. Jako że w czwartej lidze gra zarówno Rozwój, jak i Podlesianka, to kwota jest między te kluby dzielona. Rozwój otrzyma 120 tys. zł (z wnioskowanych 254), czyli o 10. tys. mniej niż przed rokiem. Podlesianka z kolei – 110 tys. zł, czyli 10 tys., więcej niż przed rokiem (wnioskowała o 195).
2,5 mln zł miasto zapisało na upowszechnianie sportu i turystyki. Największe środki, 365 tys. zł, przypadły Fundacji „Sportowe Katowice” związanej z GKS-em, bo prowadzące Akademię Młoda GieKSa. Rozwój na szkolenie dzieci i młodzieży uzyskał 250 tys., a Podlesianka i Sparta – po 50 tys. Miasto podkreśla ponadto, że w 2023 roku założyło wydatek aż 125 mln zł na budowę nowego stadionu i hali, trwającą od kilkunastu miesięcy.
Bramkarze ze Złotymi Bukami
Dawid Kudła z tytułem piłkarza roku, a Janusz Jojko – z Superbukiem. Były i obecny golkiper GKS-u zostali uhonorowani na gali podsumowującej rok wielosekcyjnej GieKSy.
Dawid Kudła głosami kibiców został wybrany piłkarzem 2022 roku GKS-u Katowice. Statuetkę odebrał na gali „Złote Buki”, która przy akompaniamencie Orkiestry Dętej Katowic odbyła się jak zwykle w auli katowickiej Akademii Śląskiej przy ul. Rolnej – w obecności włodarzy klubu, miasta, byłych i obecnych zawodników GieKSy. Bramkarz wyprzedził innych nominowanych piłkarzy – kapitana Arkadiusza Jędrycha oraz środkowego pomocnika Rafała Figiela.
– To spore wyróżnienie. Dziękuję drużynie, bez was nie stałbym na tej scenie, nie mógłbym odebrać tej pięknej nagrody. Dzięki, że mogę z wami dzielić każdego dnia szatnię. To naprawdę wyjątkowa szatnia. Podziękowania dla całego sztabu szkoleniowego, kierownika, fizjoterapeutów, najbliższej rodzinie i tych, którzy oddali na mnie głos. Największe podziękowania należą się trenerowi Jarkowi Salachnie. Zrobiłem bardzo duży postęp. Wielkie brawa dla niego. To nie jest moja indywidualna nagroda, a nasza wspólna – powiedział 30-letni golkiper GieKSy, któremu „złotego buka” wręczał znakomity przed laty bramkarz katowickiego zespołu Franciszek Sput.
Sput przed laty został uhonorowany „Superbukiem”, nagrodzeni nim za całokształt zostali też Jan Furtok i Piotr Piekarczyk. Tym razem na scenę wywołany został Janusz Jojko, który przyjechał na uroczystość specjalnie z Ostrowca Świętokrzyskiego, gdzie pełni rolę szkoleniowca bramkarzy trzecioligowego KSZO. „Superbuka” Jojce wręczyli prezes Marek Szczerbowski oraz wiceprezydent miasta Waldemar Bojarun, życzący wszystkim zawodnikom, by osiągnęli w GieKSie taką liczbę spotkań – ponad 270 – co Jojko.
– Dziękuję za statuetkę. Jest naprawdę wyjątkowa. Stanie na przedniej półce – stwierdził Janusz Jojko, a pytany przez prowadzącego galę Maurycego Sklorza o najlepszy mecz w GieKSie odparł: – Z Arisem Saloniki. Złapałem karnego, strzeliłem karnego, przeszliśmy do następnej rundy, gdzie czekało Bordeaux. Je też żeśmy przeszli! – wspominał laureat „Superbuka”, który z GKS-em zdobył dwa wicemistrzostwa, dwa Puchary Polski oraz dwa Superpuchary.
Uhonorowani naturalnie zostali też przedstawiciele pozostałych sekcji.
– Odkąd pamiętam, będąc kibicem GKS-u, rok 2022 był z punktu widzenia sportowego jednym z lepszych, bardzo udanym. W każdej sekcji odnosiliśmy sukcesy, ale nie oznacza to, że nie było sytuacji kryzysowych. W grudniu hokeiści nie awansowali do finału Pucharu Polski. W sezonie piłkarskim na początku nie wychodziło nam tak, jakbyśmy chcieli. W piłce kobiet następowały zmiany w sztabie. Wszystkie te sytuacje kończyły się dobrze lub bardzo dobrze. Życzę wszystkim, by trudne momenty były inspiracją do jeszcze bardziej wytężonej pracy. Celebrując chwile chwały pamiętajcie, że już dzień po celebracji przychodzi wytężona praca – mówił prezes Marek Szczerbowski.
Najlepszą piłkarką roku została Joanna Olszewska, obrońca drużyny przewodzącej obecnie tabeli ekstraligi, wyprzedzając Amelię Bińkowską i Marlenę Hajduk. Szachistą roku została mistrzyni Europy Monika Soćko, za co podziękowała zdalnie w nagraniu wideo, bo nie mogła stawić się w Katowicach. Wśród siatkarzy i hokeistów nie było zaskoczeń: nie pierwszy już raz wyróżniono Jakuba Jarosza (przed Bartoszem Mariańskim i Jakubem Szymańskim) oraz Grzegorza Pasiuta (wyprzedził Bartosza Fraszkę i Johna Murraya). Pasiut pojawił się na scenie raz jeszcze, wraz z trenerem Jackiem Płachtą i dyrektorem Rochem Bogłowskim, bo mistrzostwo Polski wywalczone przez hokeistów jednogłośnie zostało uznane wydarzeniem 2022 roku. W tej kategorii klub nie organizował nawet głosowania, bo trudno było o porównywalne rangą kandydatury. Wręczający buka za wydarzenie roku znakomity przed laty katowicki hokeista Andrzej Tkacz, będący w świetnej formie, mówił, że gdyby nie kontuzje, Pasiut z pewnością grałby w NHL. W czasie gali odbyła się też licytacja na rzecz Domu Aniołów Stróżów, stowarzyszenia pomocy dzieciom z Katowic-Załęża, wspieranego od lat przez GieKSę. Piłkarze reprezentowani przez kapitana Arkadiusza Jędrycha wylicytowali aniołka za 3000 złotych.
– Dość często padały na tej sali słowa nie tylko pełne uniesienia, ale też krytyczne – mówił wiceprezydent Waldemar Bojarun.
– Tym razem ich zabraknie. W imieniu prezydenta Marcina Krupy, Urzędu Miasta, chcę wyrazić wielkie uznanie za zaangażowanie na wszystkich polach sportowych. Możemy być z was dumni. Słowa uznania dla prezesa, wiceprezesa, szefów poszczególnych sekcji, a w szczególności hokejowej. Drużyna Jacka Płachty zrobiła to, na co czekaliśmy ponad pół wieku. W rozgrywkach międzynarodowych też walczyliście, jak na sportowców GKS-u przystało. Siatkarze weszli do play offów jednej z najsilniejszych lig świata, walczą piłkarze. Jesteśmy pełni podziwu dla zaangażowania, motywacji, ale i wciągania do składu coraz młodszych adeptów. Walka przeuroczych piłkarek o najwyższe trofea stanowi powód do jednej wielkiej radości. Zawsze chwalę szachistów, oni też dają nam powód do dumy – podkreślał wiceprezydent Katowic, nawiązując jeszcze do jednego bardzo ważnego faktu.
– Zaangażowanie miasta jako właściciela GKS-u jest nie tylko finansowe, ale też inwestycyjne. Kilkoro z was zaczepiało mnie, jak tam budowa stadionu. Otóż dobrze! Oby tempo nie spadło, obyśmy byli świadkami powstania tego obiektu, na który czekamy od lat. Prezydent Krupa powiedział, że powstanie i on powstaje. To powód do radości dla wszystkich, którzy mają trójkolorowe serca. Stadion będzie miejski, ale murawa będzie należała do piłkarzy, a parkiet w hali – siatkarzy GKS-u. Przed nami też wyzwania dotyczące modernizacji lodowiska, ale na to przyjdzie jeszcze czas – dodawał Bojarun.
W nocy z wtorku na środę – dokładnie o północy – GieKSa wyruszyła do Wiednia, skąd dziś rano wyleci na zgrupowanie do Turcji. W Larze, wschodniej dzielnicy Antalyi, spędzi najbliższych 10 dni i rozegra 3 sparingi. Ich harmonogram dogrywany jest na bieżąco. Pewne jest, że dokładnie za tydzień zmierzy się z Metalistem Charków, jedenastą drużyną ukraińskiej Premier Ligi. Klub wysyła wraz z zespołem 2-osobowy sztab medialny, dlatego mecze kontrolne mają być transmitowane w internecie.
Do drużyny załapali się młodzi zawodnicy akademii – Norbert Warmuz, Paweł Czopek i Szymon Krawczyk. Na pokładzie zabraknie wystawionego na listę transferową Marcina Stromeckiego oraz Kacpra Grzebielucha, który rozwiązał już kontrakt i występować będzie w trzecioligowym Pniówku Pawłowice.
Katowiczanie nie obawiają się… pogody, choć ta w ostatnim tygodniu mocno dała się we znaki polskim klubom trenującym nad Bosforem.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – Jeszcze kilka zagadek
Trener Rafał Górak był pod wrażeniem taktycznej jakości młodzieży Szachtara Donieck, z którą GieKSa rozpoczęła sparingowe granie na zgrupowaniu. W Turcji czekają ją jeszcze sprawdziany z Metalistem Charków i duńskim Vendsyssel FF.
Niektórzy dziwili się, że GieKSa zaczyna sparingowe granie w Turcji od konfrontacji z juniorami Szachtara. Po przylocie do Antalyi miała do wyboru też innego przeciwnika. Ale trener Rafał Górak w dzień przylotu na zgrupowanie gościł na sparingu zespołu z Doniecka z Wisłą Kraków (1:0 dla „Białej gwiazdy”) i zrobiła na nim wrażenie duża taktyczna jakość naszych wschodnich sąsiadów. Widać w niej jeszcze spuściznę Roberto De Zerbiego, dziś z angielskiego Brighton, a wcześniej prowadzącego Szachtara i mającego wpływ na zagranicznych trenerów do dziś pracujących w akademii. Katowiczanie przekonywali wręcz, że trzecia ekipa tabeli ukraińskiej ligi juniorów spokojnie dałaby sobie radę w naszej Fortuna 1. Lidze.
– Do przerwy Szachtar powinien prowadzić z Wisłą 5:0, choć było tylko 0:0. Dlatego proponowałbym się nie dziwić naszemu wyborowi, jeśli nie ma się pełnej świadomości realiów i siły danego zespołu. Przeciwko nam widziałem bardzo dobrze grającą drużynę. To był dla nas wartościowy mecz, z solidnym przeciwnikiem. To był jak dla mnie dobry sparing jak na moment naszej najbardziej wzmożonej pracy w Turcji – mówi szkoleniowiec GieKSy.
Ona – jak Wisła – też remisowała do przerwy z młodzieżą Szachtara 0:0 i też wygrała: nawet wyżej, bo 2:0. Pierwszą bramkę zdobył Daniel Dudziński, skutecznie egzekwując rzut wolny sprzed „szesnastki”, choć przy piłce był też Adrian Błąd. – Od czasu do czasu zawodnicy podejmują decyzję sami, ale od tego jestem, że pewne kwestie doprecyzowuję i proponuję. To akurat było zaplanowane, że uderzy Daniel. Coraz częściej daję mu stałe fragmenty, bo ma dobrze ustawioną stopę. To u niego wartość – opisuje Górak, mówiąc o młodzieżowcu wypożyczonym z Zagłębia Lubin, który tej zimy już wrócił nawet na Dolny Śląsk, ale ostatecznie najbliższe pół roku ma jeszcze spędzić w Katowicach.
Wynik ustalił Marko Roginić. Chorwat, jedyny obcokrajowiec w kadrze GieKSy, zwieńczył akcję Dominika Kościelniaka. Roginić wystąpił jedynie 20 minut, zmieniając Patryka Szwedzika, który zaliczył z kolei okres od 46 do 70 minuty. To nie przypadek, bo akurat ci dwaj zawodnicy uskarżają się jeszcze na drobne dolegliwości. – Patryk ma trochę problemów z Achillesem, a Marko z układem lędźwiowym. Szafowaliśmy bardzo siłami, musimy uważać, ale naturalne nawierzchnie bardzo pomagają i dlatego urazy są coraz mniejsze. Zawodnicy doleczają się, trenując z pełnym zaangażowaniem. Na razie, możemy odpukać, trenujemy w komplecie – raportuje nam prosto z Turcji szkoleniowiec GKS-u.
Choć do wznowienia rozgrywek Fortuna 1. Ligi zostały już niespełna trzy tygodnie, trudno w ciemno byłoby dziś wytypować wyjściową jedenastkę, jaką zacznie GieKSa pierwszy tegoroczny mecz o punkty w Niecieczy. Pytamy, jak blisko jest wyboru i jak ma się do tego skład z soboty.
– Nic, zero! Jedenastka się krystalizuje wokół całej naszej kadry. Nie ma co dywagować. Jeśli ktoś analizuje skład GieKSy, to widzi, że kilka zagadek jeszcze z pewnością jest – odpowiada Rafał Górak.
W Turcji katowiczanom dopisuje póki co pogoda, zgrupowanie przebiega bez takich zakłóceń, jakie dotknęły przed kilkunastoma dniami część ekstraklasowych zespołów. – Jestem bardzo zadowolony i bardzo szczęśliwy, że tu jesteśmy. To zaczerpnięcie dużej dawki optymizmu, co buduje morale zespołu. Mamy bardzo dobrze zdefiniowaną szatnię, składającą się z fajnych, świadomych ludzi. Panuje bardzo dobra atmosfera ciężkiej pracy. Mamy warunki do tego, by dobrze się przygotować. Chwała zarządowi, że nam takie stworzył – podkreśla trener GKS-u, który w Turcji przebywać będzie do soboty. W tym tygodniu rozegra dwa sparingi. W środę zmierzy się z Metalistem Charków, 11. drużyną ukraińskiej Premier Ligi, zaś w piątek z Vendsyssel FF. To czwarty zespół zaplecza ekstraklasy Danii.
SIATKÓWKA
sportdziennik.com – Siatkarze GieKSy znowu bez szans
Już można powiedzieć, że ten sezon PlusLigi siatkarzy GKS-u Katowice jest stracony. Kolejny raz w starciu z rywalem, i to nie z czołówki, nie potrafili zagrać na przyzwoitym poziomie. Z wyjątkiem jednego seta, ale to za mało.
Początek pierwszego seta w wykonaniu katowiczan napawał optymizmem. Wtedy o czas poprosił trener gości z Olsztyna. Javier Weber przekazał uwagi swoim zawodnikom i po powrocie do gry było widać, że jego zalecenia przyniosły efekt. Gra gości zaczęła się poprawiać, ale podopieczni trenera Grzegorza Słabego ani myśleli oddawać pola rywalom. ta część meczu to świetna gra Jakuba Jarosza. Jego doświadczenie bardzo pomagało kolegom. Cóż z tego, skoro jego koledzy zaczęli popełniać błędy. Coś stało się z koncentracją. Rywale zagrywali asami, dobrze zbijali i szybko stan meczu wynosił 13:13. Potem w meczu nastąpiła klasyczna walka punt za punkt. Trwało to aż do wyniku 37:39! To rzadkość, by końcówka seta była aż tak bardzo zacięta.
Należało spodziewać się, że po tak dramatycznej końcówce pierwszej odsłony siatkarze GieKSy zrobią wszystko, by pokazać, że na swoim parkiecie nie pozwolą rywalom na wiele. Cóż, jak pokazały pierwsze minuty to Indykpol robił co chciał. Gospodarze nie mogli sobie poradzić ze świetnymi zagrywkami olsztynian. W pewnym momencie zrobiło się dramatycznie, gdy goście prowadzili 7:1. Zawodnicy z Olsztyna rządzili na parkiecie. Katowiczanie nie potrafili na tyle skutecznie odbierać piłek. Słaba gra GieKSy była widoczna w każdej akcji. Trener Słaby dokonywał zmian, lecz te nie przynosiły spodziewanego efektu. Katastrofa wisiała w powietrzu. I tak było. Gospodarze przegrali seta 14:25.
Trzeci set od pierwszej piłki był zacięty, i co ważniejsze dość długo wyrównany. Z czasem gospodarze zaczęli zdobywać nieznaczną przewagę. Przy stanie 12:9 były to trzy punkty. Indykpol próbował wyrównać, ale udane akcje Quirogi i Domagały pozwalały na utrzymywanie przewagi. Goście zaczęli też słabiej radzić sobie w zagrywaniu piłki. Siatkarze GKS-u poprawili grę w obronie, szczególnie w blokowaniu. Nadzieja na wygranie seta były w tym momencie uzasadnione, zwłaszcza, gdy Damian Domagała zdobył punkt po pięknym asie serwisowym. Znowu trzy punkty na korzyść gospodarzy, czyli 20:17. Pojawiła się szansa na czwartego seta. Goście zaczęli jednak odrabiać straty, ale końcówka seta to wreszcie przyzwoita gra katowiczan, a Domagała dokończył dzieła. Set dla GKS-u.
W kolejnym secie można było przewidzieć, że goście postarają się, by wygrana nie wymknęła się z ich rąk. Tak było na początku seta. Udany wygrana w poprzednim rozdaniu nie pomogła gospodarzom. Siatkarze Indykpolu byli bardziej skoncentrowani na zadaniach postawionych przez trenera. Gdy goście wyszli na prowadzenie różnicą trzech punktów Grzegorz Słaby poprosił o czas. Niewiele to dało, bo siatkarze z Olsztyna popełniali mniej błędów, a ich ataki były trudne do zatrzymania. Pomału, ale jednak przewaga w punktach rosła na korzyść przyjezdnych. Tak to wyglądało do końca seta, czyli i meczu.
To był ósmy mecz z rzędu przegrany przez siatkarzy GKS-u Katowice. Bez wygranej od 22 listopada ubiegłego roku. Czarna seria trwa!
GKS Katowice – Indykpol AZS Olsztyn 1:3 (37:39, 14:25, 25:21, 22:25)
Czarna seria podtrzymana
GKS Katowice wciąż nie potrafi wygrać. Na zwycięstwo czeka od 22 listopada, gdy pokonał na wyjeździe PSG Stal Nysa. W Suwałkach nie przerwał fatalnej passy, przegrywając po raz dziewiąty z rzędu. Był to też trzeci kolejny mecz, w którym nie potrafili ugrać choćby seta.
W starciu ze Ślepskiem Malow goście najbliżej triumfu byli w pierwszej partii. Mecz zaczęli dobrze. Po ataku Jakuba Jarosza zdołali nawet odskoczyć na 2 punkty (19:17). W końcówce ich gra się jednak załamała. Tak jak w poprzednich spotkaniach zaczęli popełniać proste błędy. Zaczęło się od popsutej zagrywki przez Jarosza.
Potem Gonzalo Quiroga dotknął siatki, a w kolejnej akcji Cezary Sapiński zaserwował asa. Gospodarze odskoczyli na 24:21. Set zakończyli za drugim razem, bo Quiroga na zagrywce posłał piłkę w siatkę.
Przegrana partia mocno nadszarpnęła morale katowiczan. Stracili pewność siebie. Z każdą minutą prezentowali się coraz słabiej. Nic nie dawały też zmiany dokonywane przez trenera Grzegorza Słabego. Jego podopieczni z każdym kolejnym błędem – a tych popełnili mnóstwo – coraz niżej zwieszali głowy. Nawet zwykle walczący do końca Jarosz był bezradny. Z 15 ataków skończył zaledwie 4. Jak na tak doświadczonego gracza, byłego reprezentanta Polski to wynik katastrofalny. Zresztą jego koledzy spisywali się niewiele lepiej.
Ślepsk Malow Suwałki – GKS Katowice 3:0 (25:22, 25:20, 25:14)
HOKEJ
sportdziennik.com – Mistrzowie przełamali niemoc
1-3 – taki bilans meczów mieli obrońcy tytułu mistrzowskiego z Katowic z wicemistrzami i wiceliderami tabeli z Oświęcimia.
Jednak w ostatniej potyczce sezonu zasadniczego GKS-u staneli na wysokości zadania i wygrali wyjazdowe spotkanie z ekipa Nika Zupanicicia 3:2 po dogrywce. Tercet Brandon Magee – Grzegorz Pasiut – Bartosz Fraszko powrócił do zdobywania goli i to chyba najbardziej cieszy wszystkich związanych z „GieKSą”.
Jeszcze mecz na dobre się nie rozpoczął, a Michael Cichy zbierał gratulacje za nieoczekiwaną bramkę. W 57 sek. wjechał w tercje i wysokości prawego bulika oddał po którym krążek wturlał się do bramki. Zarówno strzelec gola, jak i bramkarz gości byli zaskoczeni taki obrotem sprawy. Hokeiści z Katowic próbowali z dalszej i bliższej odległości zaskoczyć Kevin Lindskouga, ale ten był na miejscu. W 11 min Teddy Da Costa szarżujący na bramkę Murraya był faulowany przez Mateusza Rompkowskiego i sędziowie podyktowali karnego. Da Costa dynamicznie jechał na bramkę i oddał silny strzał, ale Murray złapał krążek do rękawicy. Gospodarze grali 2 razy w liczebnej przewadze, ale niewiele zwojowali.
W kolejnej odsłonie trwała twarda walka i kilka razy było gorąco pod bramkami. Jednak w 33 min powody do zadowolenia mieli gospodarze, bowiem Erik Ahopelto wykorzystał złe ustawienia bramkarza GKS-u podwyższył na 2:0. Goście sporo strzelali, ale nic z tego nie wynikało, bo krążek mijał bramkę lub też na jego przeszkodzie stawał szwedzki bramkarz gospodarzy. Jednak w końcu Fraszko zdobył kontaktowego gola i ostatnia tercja zapowiadała się wielce interesująco. A Brandon Magee szybko wyrównał i rozgorzal twardy bój. Jedni i drudzy mieli okazję do zakończenia meczu w regulaminowy czasie. Na 5 sek. przed zakończeniem Fraszko znalazł się w sytuacji sam na sam, ale nie zdołał pokonać Lindskouga. Wyrównał Magee i zaczęła uporczywa walka o zmianę rezultatu. Nic z tego To jednak to Fraszko został bohaterem tego spotkania, bowiem po dwójkowej akcji z Pasiut zdobył zwycięskiego gola. Goście zasłużyli na słowa uznania, bowiem przegrywali 0:2, ale potrafili odrobić straty i w dodatkowym czasie zdołali przechylić szalę wygranej. Natomiast gospodarze mogą narzekać, że w dogrywce zagrali niefrasobliwie i nie zdołali powstrzymać „firmowego” duetu GKS-u.
Hokej
Kompromitacja w Sosnowcu
W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.
Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.
W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.
W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.
ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)
1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02
ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.
GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.
Piłka nożna Wywiady
Witek: Każdy może zostać mistrzem
W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.
Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.
We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.
Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.
Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.
Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.
Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.
Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.
Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: wyrwano nam dwa trzonowce
Trudno w to uwierzyć patrząc na termometry i śledząc prognozę pogody, ale w piątek punktualnie o 18:00 zacznie się wiosna. Wiosna w Ekstraklasie. Pierwszym jej akcentem będzie gwizdek na KGHM Zagłębie Arenie, gdzie naprzeciw siebie staną górnicze ekipy z Lubina i Katowic. Czy pogoda może spłatać figla i pokrzyżować nam plany? Sprawdził to dla nas Michał Szczygieł, autor felietonów w serwisie zaglebiak.com, którego zapytaliśmy także o formę Miedziowych na progu rundy, personalne zawirowania i starych znajomych, którzy znów spotkają się w Lubinie.
Ilekroć miałem okazję rozmawiać z sympatykami Zagłębia przez naszymi meczami, najczęściej wyczuwałem obawy, niepewność, a nawet pesymizm. Tak było wiosną, gdy Zagłębie walczyło o każdy punkt potrzebny do utrzymania, tak też było jesienią, gdy wielu ekspertów wskazywało na Miedziowych jako głównego kandydata do spadku. Rzeczywistość okazała się inna i dziś bliżej wam do czołówki niż czerwonej strefy. Jakie emocje towarzyszą ci na kilka dni przed inauguracją rundy?
W Lubinie zawsze jest dynamicznie, ale ja – chyba z racji wieku – wysiadłem już z tej kolejki, która pędzi po sinusoidzie emocji i nie daję się porwać nastrojom, że gdy jest dobrze, to za chwilę będziemy mistrzami świata, a jak robi się gorzej, to najlepiej wszystko zaorać. Piłka nożna, szczególnie w wydaniu ekstraklasowym, to taka dyscyplina sportu, w której należy utrzymywać pewną dozę dystansu i nie inaczej jest u nas. Owszem, przed sezonem miałem pewne obawy, ale w rozmowach z osobami blisko klubu dało się wyczuć pewien spokój, dlatego nie byłem aż tak przestraszony jak niektórzy. Było sporo zmian i spodziewałem się Zagłębia w innym wydaniu niż za Włodarskiego czy Fornalika. Rzeczywistość to potwierdziła – wiedziałem, że w tej drużynie jest jakość i jeżeli wszystko się dobrze poukłada, to nie będzie taki diabeł straszny. Mimo to patrząc w tabelę nie popadam w hurraoptymizm, podobnie jak nie załamywałem się w poprzednim sezonie, gdy ostro walczyliśmy o utrzymanie.
Niewielu znajdzie się takich, którzy typowaliby Zagłębie jako kandydata do europejskich pucharów, a tak dzisiaj wygląda wasza sytuacja. Jest w tym więcej wyników ponad stan czy konsekwentnej pracy, która dała takie, a nie inne owoce?
Wszystkiego po trochu. Patrząc przez pryzmat suchych statystyk wyniki są ponad stan, bo nie uważam, abyśmy byli dziś piątą siłą ligi. Z drugiej strony biorąc pod uwagę zestawienie bezpośrednich pojedynków, to w pokonanym polu zostawiliśmy praktycznie całą czołówkę: Lecha, Raków, Górnika czy Legię, także Jagiellonia nie potrafiła nas złamać. Dlatego nie mamy się czego wstydzić, jeśli chodzi o jesień. Punkty pogubiliśmy gdzie indziej, choćby w Katowicach. Dziś trudno jednoznacznie ocenić siłę tej drużyny, która jeśli ma dobry dzień, to postawi się każdemu, ale może też niespodziewanie dostać w łeb.
W ostatnim czasie Zagłębie trenduje w mediach sportowych za sprawą transferowej sagi Leonardo Rochy – jednej z najjaśniejszych postaci rundy jesiennej w Lubinie. Jak sobie wyobrażasz tę drużynę bez Portugalczyka?
Nie byłbym jeszcze tak kategoryczny w ocenie sytuacji z Rochą. Widzę, co pisze się w mediach, ale pewne sprawy mogą się jeszcze niespodziewanie zmienić. Nie ulega wątpliwości, że jego transfer był gamechangerem i wniósł on do naszej drużyny sporo jakości. Z marszu wszedł do pierwszego składu i od razu było widać, że jest to zawodnik, wokół którego można układać resztę zespołu. Jego prawdziwą wartość, a przede wszystkim wartość drużyny będzie można realnie ocenić, jeśli Leonardo faktycznie wiosną u nas nie zagra. Paradoksalnie może się okazać, że forma Rochy przełożyła się na skok jakościowy całego zespołu. Będzie szkoda, jeśli go zabraknie, ale nie ma ludzi niezastąpionych i mam nadzieję, że nawet w innym składzie osobowym Zagłębie będzie w stanie grać dobrze w piłkę.
Zawirowania wokół tego transferu mają podłoże czysto finansowe, czy też główną rolę odgrywają kwestie formalne, o których dużo się mówi w kontekście zarządzania Zagłębiem?
Raków wyciągnął asa z rękawa w postaci skrócenia wypożyczenia i wiem, że robiono wiele, aby Rocha został w Lubinie. Pewnego pułapu możemy jednak nie przeskoczyć. Sam proces zarządzania Zagłębiem jest dużo bardziej skomplikowany niż się wydaje i mówił o tym Michał Żewłakow, który przychodząc tutaj kilka lat temu w roli dyrektora sportowego inaczej wyobrażał sobie swoją pracę. Moim zdaniem trudności z transferem Rochy miały podłoże czysto finansowe – nie tyle o kwotę odstępnego, którą pewnie jakoś byśmy przełknęli, lecz całościową wysokość kontraktu. Domyślam się, że plan na to wypożyczenie zakładał wyłożenie większych środków latem, natomiast Raków wykorzystał zapisy umowy i trzeba było reagować już teraz. Klubowi działacze wciąż szukają sposobu na zatrzymanie Rochy w Lubinie, zobaczymy co przyniosą najbliższe dni.
Na liście transferów wychodzących znalazł się też Mateusz Wdowiak, który zamienił Lubin na Katowice. Jak oceniasz jego pobyt w Zagłębiu i czy ten transfer będzie dla nas wzmocnieniem?
Pobyt Wdowiaka w Lubinie miał dwa oblicza. Kiedy trafił do nas z Rakowa, był wartością dodaną i swoją postawą wnosił wiele pozytywnej energii do całego zespołu. Aby pokazać pełnię swoich możliwości, musiał być jednak w pełni zdrowy i w rytmie meczowym. Jego drugą twarz zobaczyliśmy pod koniec poprzedniej rundy, kiedy wracał po urazach i stracił miejsce w podstawowym składzie. Wydaje mi się, że stracił też w oczach trenera, bo było po nim widać brak tego rytmu. Leszek Ojrzyński jest typem szkoleniowca, który jeśli zaufa zawodnikom, to ich się trzyma, a dokonuje tylko niezbędnych zmian. Gdy Mateusz wypadł na dłużej, jego pozycja w hierarchii spadła i ciężko mu było ją odbudować. Dlatego poszukał dla siebie nowego otwarcia i jeśli wróci do dyspozycji, którą miał u nas na początku i poczuje wsparcie sztabu oraz drużyny, to nie będziecie żałować, że do was dołączył.
Przygotowań do rundy nie ułatwiają wam też kontuzje – niedawno pojawiła się informacja o urazach Marcela Reguły i Cypriana Popielca. Jak duża to dla was strata?
Cyprian Popielec to prospekt – wielki talent, po którym wiele sobie obiecujemy. Mówiło się o nim dużo w kontekście zainteresowania ze strony Jagiellonii, ale to wciąż młody chłopak, który potrzebuje czasu, aby wskoczyć na pułap ekstraklasowy. Jest plan na to, aby go z tą Ekstraklasą coraz mocniej oswajać, natomiast nie jest to temat na dzisiaj. Dlatego ta strata nie jest aż tak duża, bo dziś nie jest jeszcze zawodnikiem pierwszego wyboru. Inaczej wygląda sytuacja Marcela Reguły. Być może zabrzmi to kontrowersyjnie, ale moim zdaniem brak Reguły może być większą stratą niż brak Rochy.
Reguła dał się nam we znaki w jesiennym meczu w Katowicach, zdobywając pierwszego gola. Można stawiać go w gronie największych ekstraklasowych talentów?
Już dziś Marcel budzi zainteresowanie ze strony największych europejskich marek. Z drugiej strony skauci najlepszych klubów obserwują setki młodych chłopaków w całej Europie, nie zmienia to jednak faktu, że nazwisko Reguła jest wpisane w kajety wielu z nich. Na szczęście najbliższe otoczenie Marcela mądrze podchodzi do rozwoju jego kariery. Wiadomo, że jeśli ktoś rzuci na stół miliony euro, to nikt nie przejdzie obok takiej oferty obojętnie. Natomiast zapytania i oferty na niższe kwoty raczej wylądują w koszu. Marcel pokazał, że jest w stanie grać na wysokim poziomie – nie przesadzę, jeśli powiem, że europejskim. Ma w sobie coś wyjątkowego i jest w tym uroczo bezczelny, czym kupuje sympatię kibiców. Jeśli zdrowie mu dopisze i będzie słuchał mądrych doradców, to jeszcze o nim usłyszymy, nawet w kontekście reprezentacji.
Na przeciwległym biegunie, jeśli chodzi o metrykę, znajdziemy w waszej kadrze starego znajomego. Czy Arek Woźniak będzie musiał łatać kadrowe dziury w ataku Zagłębia po odejściu Rochy i kontuzji Reguły?
Rola Arka w Zagłębiu wykracza daleko poza boisko i sprowadzanie jej do kwestii stricte piłkarskich byłoby dużym uproszczeniem. Znam go osobiście i nieraz rozmawialiśmy – mało jest takich piłkarzy, którzy niezależnie ile otrzymają ciosów, to za każdym razem się podnoszą i zawsze są gotowi walczyć. Doskonale o tym wiecie, że Arek serducho ma i pomaga drużynie, jak tylko potrafi. Jeśli trener będzie go potrzebował, to wyjdzie na boisko i da z siebie wszystko, ale jego rola w szatni jest dużo szersza: motywuje i dba o młodszych piłkarzy, często pewnie goni ich do pracy, ucząc przywiązania do Zagłębia. Wiem, że Arek myśli już o nowej roli, jaką po karierze chciałby pełnić w klubie i do tego się przygotowuje. Taki piłkarz jest w szatni nie do przecenienia. Od powrotu do Lubina wciąż czeka na swoją bramkę w Ekstraklasie i mam nadzieję, że będzie mu to dane, bo chciałbym jeszcze raz zobaczyć jego radość. Gdzie, jak nie w domu?
Przy całym szacunku i sympatii dla Woźniaka mam nadzieję, że nie wydarzy się to w piątek. Nieco inaczej potoczyły się losy innego waszego wychowanka, który zdaje się znalazł w Katowicach drugi dom. Czy Adrian Błąd jest jeszcze miedziowy, czy już bardziej trójkolorowy?
Odbijając piłeczkę, mam nadzieję, że Adrian też nie błyśnie zanadto w piątek. A mówiąc serio, można się w wielu miejscach czuć jak w domu, ale dom jest tylko jeden. Wiem, że po tylu latach jest już jednym z was i na pewno czuje się dobrze w Katowicach, mimo to w głębi serca na pewno pozostanie miedziowy. W okresie gry w GieKSie zapracował na szacunek i myślę, że działa to w obie strony. Pojedynek z Zagłębiem może być dla niego jednym z trudniejszych pod względem emocji, natomiast nie po raz pierwszy stanie naprzeciw nas w innych barwach. Sentymentów więc nie będzie, a zdarzało się, że wychowanek grający w innym klubie strzelał nam gole. Oby Adrian nie musiał hamować radości z gola w piątek w Lubinie.
Leszek Ojrzyński to nadal trener-strażak czy już bardziej budowniczy?
Runda jesienna pokazała, że łatka strażaka przestała pasować do Leszka Ojrzyńskiego. W poprzednim sezonie miał tylko kilka kolejek, by odkręcić drużynę, więc z miejsca odpalił tryb „wojna” i uratował klub przed spadkiem. To, co sprawdziło się w tamtym momencie, w nowym sezonie uległo widocznej zmianie. Patrząc na to, jak i kim Ojrzyński gra, można dojść do wniosku, że wykorzystał szansę, jaką dostał w Lubinie, aby pokazać, że jego warsztat to coś więcej niż przezwyciężanie kryzysów. Trener nie bał się stawiać na młodych, jak choćby Regułę, który wszedł do Ekstraklasy z drzwiami, futryną i kawałkiem ściany, a do składu wskoczyli też Kocaba, Kolan czy Orlikowski. Runda jesienna pokazała, że trener ma do zaoferowania dużo więcej: pod jego wodzą potrafiliśmy grać fantastyczne mecze, o czym mogliście się przekonać na własnej skórze. I nawet jeśli jego misja w Lubinie prędzej czy później się zakończy, to moim zdaniem nie zabraknie chętnych, aby skorzystać z jego usług w innym klubie.
Jesienią podzieliliśmy się punktami w Katowicach, a z przebiegu meczu to raczej my mogliśmy być bardziej zadowoleni. Jak wspominasz ten pojedynek?
Miałem okazję być na tym meczu i po pierwszej połowie nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Tak grające Zagłębie zaskoczyło nawet mnie, a byłem przekonany, że potrafimy sporo. Podsumowując rundę jesienną miałem okazję porozmawiać z Rafałem Mazurem, trenerem przygotowania motorycznego, który stwierdził, że był to nasz najbardziej energetyczny mecz w rundzie. Mimo że warunki były ciężkie, spotkanie mogło się podobać także postronnym obserwatorom. Do dziś próbuję zrozumieć, co się stało z naszą drużyną w przerwie. Za pewne błędy się płaci, a Leszek Ojrzyński miał ogromne pretensje do zespołu za postawę w drugiej połowie, bo nie można wypuszczać z rąk zwycięstwa w takich okolicznościach. Jest to jeden z tych meczów, w których strata punktów boli najbardziej – mając dziś dwa oczka więcej bylibyśmy na podium. Taka jest jednak piłka i podobne sytuacje będą się czasem zdarzać. Mimo wszystko gdybyśmy w piątek zobaczyli równie intensywny i emocjonujący mecz, to raczej nikt nie miałby nic przeciwko.
Są na to szanse? Jak Twoim zdaniem zaprezentuje się Zagłębie zarówno w naszym meczu, jak i w całej rundzie?
Nasza postawa w tej rundzie stoi pod dużym znakiem zapytania, bo cały plan przygotowań był w jakimś stopniu układany pod kątem pozostania Leonardo Rochy w Lubinie, więc obecna sytuacja z pewnością pokrzyżowała sztabowi szyki. W piątek spodziewam się meczu zachowawczego z naszej strony, szczególnie że ze składu wypadł też Marcel. Tym samym w porównaniu do jesieni wyrwano nam dwa trzonowce, co w każdej drużynie nie pozostałoby bez konsekwencji. Trener Ojrzyński na pewno podejdzie do tego pojedynku ostrożniej niż w Katowicach, ale z drugiej strony raczej nie pozwoli na to, aby drużyna się cofnęła i tylko czekała, co zrobi GKS. A jak będzie wyglądała reszta rundy? Nie potrafię odpowiedzieć, bo wiele jeszcze może się zmienić w tym okienku. W gabinetach, nawet w tej chwili wiele się dzieje (już po naszej rozmowie Zagłębie ogłosiło transfer Sebastiana Kowalczyka – przyp. red.), ponadto mam nadzieję, że szybko do gry wróci Marcel Reguła. Co więcej, jest kilku zawodników obecnej kadry, którzy wiosną muszą udowodnić swoją przydatność. Mam tu na myśli przede wszystkim Kubę Sypka i Kajetana Szmyta – obaj muszą dać z siebie więcej. Do gry wraca też Damian Dąbrowski – jest to Zagłębiak, jeden z najbardziej doświadczonych zawodników, który odpowiada za tempo gry, więc powinien dać więcej spokoju w rozegraniu. Trudno też będzie zagrać całą rundę samym Kossídisem, dlatego spodziewam się transferu przynajmniej jednego napastnika. Nawet jeśli zabraknie Rochy, ale nowy napastnik wkomponuje się w zespół równie szybko co Leonardo, to nadal będziemy groźni dla każdego.
Skoro już bawimy się w przewidywania, to coraz głośniej mówi się o kolejnym ataku zimy i nadciągających siarczystych mrozach. Czy istnieje jakiekolwiek ryzyko, że powtórzy się sytuacja z Białegostoku i w piątek zaliczymy pusty przelot do Lubina? A jeśli zagramy bez przeszkód, to jakim wynikiem zakończy się nasz mecz?
Z racji moich zainteresowań jestem na bieżąco z prognozami pogody. Moim zdaniem nie ma żadnego zagrożenia dla rozegrania naszego meczu – może się pojawić lekki mróz, ale w granicach 1-2 stopni. Zapowiadana fala ochłodzenia nie zdąży do nas dotrzeć do piątku, gorzej ma być w okolicach niedzieli. Tutaj więc nie będzie żadnych niespodzianek. Natomiast co do wyniku chciałbym, abyśmy nie przegrali. To będzie dla nas trudny mecz i dobrze, że zaczynamy rok u siebie. Serce chciałoby wygranej, natomiast rozum dyktuje remis po ciekawym meczu, który wleje w serca kibiców w Lubinie nieco otuchy, że nie jesteśmy skazani na pożarcie w tej rundzie. Tabela jest płaska i jeśli któryś zespół złapie serię zwycięstw, zyska spokój w tabeli. Natomiast kilka porażek może dorzucić dodatkowy ciężar na barki drużyn walczących o utrzymanie. Moim zdaniem GKS to nie jest zespół, który powinien na dłużej zaplątać się w walkę o bezpieczne lokaty, natomiast wszystko rozstrzygnie się na boisku.


Najnowsze komentarze