Hokej Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Siedem baniek dla piłkarzy GieKSy
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Miasto Katowice przydzieliło dotację dla katowickich klubów – blisko 17,5mln otrzymają sekcje GieKSy. Przyznano nagrody Złote Buki, laureatami zostali: Joanna Olszewska, Monika Soćko, Janusz Jojko, Dawid Kudła, Jakub Jarosz, Grzegorz Pasiut. W kategorii wydarzenie roku 2022 za najważniejsze uznano zdobycie tytułu Mistrza Polski przez hokeistów.
Przygotowująca się do rundy rewanżowej drużyna kobiet, rozegra w najbliższą środę sparing z Rekordem Bielsko-Biała. Drużyna męska, która przebywa na zgrupowaniu w Turcji rozegrała w sobotę spotkanie towarzyskie z drużyną juniorów (U-19) Szachtara Donieck. Wygrał nasz zespół 2:0 (0:0) po bramkach Daniela Dudzińskiego i Marko Roginića. Kolejne sparingi drużyna rozegra w środę (o godzinie 13:00) z Metalistem Charków oraz w piątek z duńskim Vendsyssel FF.
Siatkarze w minionym tygodniu rozegrali dwa spotkania z AZS-em Olsztyn oraz z Ślepsk Malow Suwałki. Fatalna passa trwa dalej: zespół przegrał oba spotkania: z AZS-em 1:3 oraz z Ślepskiem 0:3. W sobotę (o 20:30) siatkarze podejmą w hali w Szopienicach Aluron CMC Wartę Zawiercie.
W minionym tygodniu hokeiści rozegrali jedno, wyjazdowe spotkanie, w którym wygrali po dogrywce z wiceliderem rozgrywek Unią Oświęcim 3:2. W piątek drużyna rozegra domowe spotkanie z Cracovią oraz w niedzielę, w Tychach z GKS-em.
KLUB
sportdziennik.com – Siedem baniek dla piłkarzy GieKSy
Miasto Katowice ogłosiło podział dotacji dla klubów sportowych na 2023 rok. Większość puli 20 milionów przeznaczonych dla organizacji uprawiania sportu zgarnął wielosekcyjny GKS.
Kwotą 17,45 miliona złotych w 2023 roku wesprze wielosekcyjną GieKSę miasto Katowice. Spółka należąca do miasta zgarnie zatem zdecydowaną większość 20-milionowej puli przewidzianej dla organizacji uprawiania sportu. Pula jest równie wysoka, co w ostatnich latach. GKS otrzyma o 50 tys. mniej niż rok temu, ale poszczególne sekcje biedy z pewnością klepać nie będą.
Urząd Miasta przekazał nam dokładny podział środków przewidzianych dla GieKSy. Najwięcej z sumy 17,45 miliona – bo aż 7 mln zł – trafi do piłkarzy, spędzających zimę tuż za strefą barażową pierwszoligowej tabeli. 5 mln zł uzyskają hokeiści, broniący tytułu mistrza Polski. 4,35 mln zł to dotacja dla siatkarzy, a 1,1 mln zł – dla sekcji piłki nożnej kobiet, które są liderem ekstraligi i mają szansę na historyczny sukces.
– W Katowicach od wielu lat strategicznie traktujemy sport jako profilaktykę zdrowia mieszkańców, dlatego dofinansowujemy działalność klubów sportowych i organizowanie imprez sportowych na terenie Katowic. Największa pula trafia do wielosekcyjnej GieKS-y, czyli klubu którego reprezentanci walczą o najwyższe laury w wielu dyscyplinach – mówi Sławomir Witek, naczelnik Wydziału Edukacji i Sportu Urzędu Miasta Katowice.
GieKSa jak na realia pierwszej ligi może zatem pochwalić się bardzo obfitym wsparciem magistratu, ale – z drugiej strony – nie ma w stawce miejskiego klubu z równie dużego i bogatego samorządu co Katowice. Dla porównania, lider rozgrywek ŁKS Łódź (klub prywatny) ma na ten rok zagwarantowane 904 tys., z czego jednak aż 614 tys. pochłonie wynajem stadionu. Walczący o ekstraklasę sąsiedni Ruch Chorzów uzyska 2 mln zł. Można jeszcze posiłkować się kwotami zawartyki w raporcie firmy Delitte podsumowującym sezon 2021/22. Tam największe wsparcie z miasta obok GKS-u otrzymało Zagłębie Sosnowiec (13,5 mln zł; również niejednosekcyjne). Po 5 mln zł miała Sandecja Nowy Sącz oraz Podbeskidzie Bielsko-Biała, 4,7 mln – GKS Tychy, a 4 mln zł – Arka Gdynia. Dwaj dzisiejsi ekstraklasowicze, Widzew Łódź i Miedź Legnica, mieli z miasta poniżej 2 mln zł. Pod tym względem inaczej było w miejskiej Koronie Kielce (nieco ponad 7 mln zł).
Drugą najwyższą dotację na 2023 rok spośród katowickich klubów uzyskał wielosekcyjny AZS AWF – 620 tys. zł (z wnioskowanych 3,37 mln zł). 355 tys. (z wnioskowanych 840 tys.) trafi do innego akademickiego klubu, AZS Uniwersytet Śląski, z kolei na 440 tys. zł mogą liczyć futboliści amerykańscy Silesia Rebels.
Jak na tym tle wypadają inne piłkarskie kluby? Miasto zgodnie z przyjętą zasadą wspiera w piłce seniorskiej prócz GieKSy tylko klub występujący w najwyższej lidze spośród wszystkich katowickich drużyn. Jako że w czwartej lidze gra zarówno Rozwój, jak i Podlesianka, to kwota jest między te kluby dzielona. Rozwój otrzyma 120 tys. zł (z wnioskowanych 254), czyli o 10. tys. mniej niż przed rokiem. Podlesianka z kolei – 110 tys. zł, czyli 10 tys., więcej niż przed rokiem (wnioskowała o 195).
2,5 mln zł miasto zapisało na upowszechnianie sportu i turystyki. Największe środki, 365 tys. zł, przypadły Fundacji „Sportowe Katowice” związanej z GKS-em, bo prowadzące Akademię Młoda GieKSa. Rozwój na szkolenie dzieci i młodzieży uzyskał 250 tys., a Podlesianka i Sparta – po 50 tys. Miasto podkreśla ponadto, że w 2023 roku założyło wydatek aż 125 mln zł na budowę nowego stadionu i hali, trwającą od kilkunastu miesięcy.
Bramkarze ze Złotymi Bukami
Dawid Kudła z tytułem piłkarza roku, a Janusz Jojko – z Superbukiem. Były i obecny golkiper GKS-u zostali uhonorowani na gali podsumowującej rok wielosekcyjnej GieKSy.
Dawid Kudła głosami kibiców został wybrany piłkarzem 2022 roku GKS-u Katowice. Statuetkę odebrał na gali „Złote Buki”, która przy akompaniamencie Orkiestry Dętej Katowic odbyła się jak zwykle w auli katowickiej Akademii Śląskiej przy ul. Rolnej – w obecności włodarzy klubu, miasta, byłych i obecnych zawodników GieKSy. Bramkarz wyprzedził innych nominowanych piłkarzy – kapitana Arkadiusza Jędrycha oraz środkowego pomocnika Rafała Figiela.
– To spore wyróżnienie. Dziękuję drużynie, bez was nie stałbym na tej scenie, nie mógłbym odebrać tej pięknej nagrody. Dzięki, że mogę z wami dzielić każdego dnia szatnię. To naprawdę wyjątkowa szatnia. Podziękowania dla całego sztabu szkoleniowego, kierownika, fizjoterapeutów, najbliższej rodzinie i tych, którzy oddali na mnie głos. Największe podziękowania należą się trenerowi Jarkowi Salachnie. Zrobiłem bardzo duży postęp. Wielkie brawa dla niego. To nie jest moja indywidualna nagroda, a nasza wspólna – powiedział 30-letni golkiper GieKSy, któremu „złotego buka” wręczał znakomity przed laty bramkarz katowickiego zespołu Franciszek Sput.
Sput przed laty został uhonorowany „Superbukiem”, nagrodzeni nim za całokształt zostali też Jan Furtok i Piotr Piekarczyk. Tym razem na scenę wywołany został Janusz Jojko, który przyjechał na uroczystość specjalnie z Ostrowca Świętokrzyskiego, gdzie pełni rolę szkoleniowca bramkarzy trzecioligowego KSZO. „Superbuka” Jojce wręczyli prezes Marek Szczerbowski oraz wiceprezydent miasta Waldemar Bojarun, życzący wszystkim zawodnikom, by osiągnęli w GieKSie taką liczbę spotkań – ponad 270 – co Jojko.
– Dziękuję za statuetkę. Jest naprawdę wyjątkowa. Stanie na przedniej półce – stwierdził Janusz Jojko, a pytany przez prowadzącego galę Maurycego Sklorza o najlepszy mecz w GieKSie odparł: – Z Arisem Saloniki. Złapałem karnego, strzeliłem karnego, przeszliśmy do następnej rundy, gdzie czekało Bordeaux. Je też żeśmy przeszli! – wspominał laureat „Superbuka”, który z GKS-em zdobył dwa wicemistrzostwa, dwa Puchary Polski oraz dwa Superpuchary.
Uhonorowani naturalnie zostali też przedstawiciele pozostałych sekcji.
– Odkąd pamiętam, będąc kibicem GKS-u, rok 2022 był z punktu widzenia sportowego jednym z lepszych, bardzo udanym. W każdej sekcji odnosiliśmy sukcesy, ale nie oznacza to, że nie było sytuacji kryzysowych. W grudniu hokeiści nie awansowali do finału Pucharu Polski. W sezonie piłkarskim na początku nie wychodziło nam tak, jakbyśmy chcieli. W piłce kobiet następowały zmiany w sztabie. Wszystkie te sytuacje kończyły się dobrze lub bardzo dobrze. Życzę wszystkim, by trudne momenty były inspiracją do jeszcze bardziej wytężonej pracy. Celebrując chwile chwały pamiętajcie, że już dzień po celebracji przychodzi wytężona praca – mówił prezes Marek Szczerbowski.
Najlepszą piłkarką roku została Joanna Olszewska, obrońca drużyny przewodzącej obecnie tabeli ekstraligi, wyprzedzając Amelię Bińkowską i Marlenę Hajduk. Szachistą roku została mistrzyni Europy Monika Soćko, za co podziękowała zdalnie w nagraniu wideo, bo nie mogła stawić się w Katowicach. Wśród siatkarzy i hokeistów nie było zaskoczeń: nie pierwszy już raz wyróżniono Jakuba Jarosza (przed Bartoszem Mariańskim i Jakubem Szymańskim) oraz Grzegorza Pasiuta (wyprzedził Bartosza Fraszkę i Johna Murraya). Pasiut pojawił się na scenie raz jeszcze, wraz z trenerem Jackiem Płachtą i dyrektorem Rochem Bogłowskim, bo mistrzostwo Polski wywalczone przez hokeistów jednogłośnie zostało uznane wydarzeniem 2022 roku. W tej kategorii klub nie organizował nawet głosowania, bo trudno było o porównywalne rangą kandydatury. Wręczający buka za wydarzenie roku znakomity przed laty katowicki hokeista Andrzej Tkacz, będący w świetnej formie, mówił, że gdyby nie kontuzje, Pasiut z pewnością grałby w NHL. W czasie gali odbyła się też licytacja na rzecz Domu Aniołów Stróżów, stowarzyszenia pomocy dzieciom z Katowic-Załęża, wspieranego od lat przez GieKSę. Piłkarze reprezentowani przez kapitana Arkadiusza Jędrycha wylicytowali aniołka za 3000 złotych.
– Dość często padały na tej sali słowa nie tylko pełne uniesienia, ale też krytyczne – mówił wiceprezydent Waldemar Bojarun.
– Tym razem ich zabraknie. W imieniu prezydenta Marcina Krupy, Urzędu Miasta, chcę wyrazić wielkie uznanie za zaangażowanie na wszystkich polach sportowych. Możemy być z was dumni. Słowa uznania dla prezesa, wiceprezesa, szefów poszczególnych sekcji, a w szczególności hokejowej. Drużyna Jacka Płachty zrobiła to, na co czekaliśmy ponad pół wieku. W rozgrywkach międzynarodowych też walczyliście, jak na sportowców GKS-u przystało. Siatkarze weszli do play offów jednej z najsilniejszych lig świata, walczą piłkarze. Jesteśmy pełni podziwu dla zaangażowania, motywacji, ale i wciągania do składu coraz młodszych adeptów. Walka przeuroczych piłkarek o najwyższe trofea stanowi powód do jednej wielkiej radości. Zawsze chwalę szachistów, oni też dają nam powód do dumy – podkreślał wiceprezydent Katowic, nawiązując jeszcze do jednego bardzo ważnego faktu.
– Zaangażowanie miasta jako właściciela GKS-u jest nie tylko finansowe, ale też inwestycyjne. Kilkoro z was zaczepiało mnie, jak tam budowa stadionu. Otóż dobrze! Oby tempo nie spadło, obyśmy byli świadkami powstania tego obiektu, na który czekamy od lat. Prezydent Krupa powiedział, że powstanie i on powstaje. To powód do radości dla wszystkich, którzy mają trójkolorowe serca. Stadion będzie miejski, ale murawa będzie należała do piłkarzy, a parkiet w hali – siatkarzy GKS-u. Przed nami też wyzwania dotyczące modernizacji lodowiska, ale na to przyjdzie jeszcze czas – dodawał Bojarun.
W nocy z wtorku na środę – dokładnie o północy – GieKSa wyruszyła do Wiednia, skąd dziś rano wyleci na zgrupowanie do Turcji. W Larze, wschodniej dzielnicy Antalyi, spędzi najbliższych 10 dni i rozegra 3 sparingi. Ich harmonogram dogrywany jest na bieżąco. Pewne jest, że dokładnie za tydzień zmierzy się z Metalistem Charków, jedenastą drużyną ukraińskiej Premier Ligi. Klub wysyła wraz z zespołem 2-osobowy sztab medialny, dlatego mecze kontrolne mają być transmitowane w internecie.
Do drużyny załapali się młodzi zawodnicy akademii – Norbert Warmuz, Paweł Czopek i Szymon Krawczyk. Na pokładzie zabraknie wystawionego na listę transferową Marcina Stromeckiego oraz Kacpra Grzebielucha, który rozwiązał już kontrakt i występować będzie w trzecioligowym Pniówku Pawłowice.
Katowiczanie nie obawiają się… pogody, choć ta w ostatnim tygodniu mocno dała się we znaki polskim klubom trenującym nad Bosforem.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – Jeszcze kilka zagadek
Trener Rafał Górak był pod wrażeniem taktycznej jakości młodzieży Szachtara Donieck, z którą GieKSa rozpoczęła sparingowe granie na zgrupowaniu. W Turcji czekają ją jeszcze sprawdziany z Metalistem Charków i duńskim Vendsyssel FF.
Niektórzy dziwili się, że GieKSa zaczyna sparingowe granie w Turcji od konfrontacji z juniorami Szachtara. Po przylocie do Antalyi miała do wyboru też innego przeciwnika. Ale trener Rafał Górak w dzień przylotu na zgrupowanie gościł na sparingu zespołu z Doniecka z Wisłą Kraków (1:0 dla „Białej gwiazdy”) i zrobiła na nim wrażenie duża taktyczna jakość naszych wschodnich sąsiadów. Widać w niej jeszcze spuściznę Roberto De Zerbiego, dziś z angielskiego Brighton, a wcześniej prowadzącego Szachtara i mającego wpływ na zagranicznych trenerów do dziś pracujących w akademii. Katowiczanie przekonywali wręcz, że trzecia ekipa tabeli ukraińskiej ligi juniorów spokojnie dałaby sobie radę w naszej Fortuna 1. Lidze.
– Do przerwy Szachtar powinien prowadzić z Wisłą 5:0, choć było tylko 0:0. Dlatego proponowałbym się nie dziwić naszemu wyborowi, jeśli nie ma się pełnej świadomości realiów i siły danego zespołu. Przeciwko nam widziałem bardzo dobrze grającą drużynę. To był dla nas wartościowy mecz, z solidnym przeciwnikiem. To był jak dla mnie dobry sparing jak na moment naszej najbardziej wzmożonej pracy w Turcji – mówi szkoleniowiec GieKSy.
Ona – jak Wisła – też remisowała do przerwy z młodzieżą Szachtara 0:0 i też wygrała: nawet wyżej, bo 2:0. Pierwszą bramkę zdobył Daniel Dudziński, skutecznie egzekwując rzut wolny sprzed „szesnastki”, choć przy piłce był też Adrian Błąd. – Od czasu do czasu zawodnicy podejmują decyzję sami, ale od tego jestem, że pewne kwestie doprecyzowuję i proponuję. To akurat było zaplanowane, że uderzy Daniel. Coraz częściej daję mu stałe fragmenty, bo ma dobrze ustawioną stopę. To u niego wartość – opisuje Górak, mówiąc o młodzieżowcu wypożyczonym z Zagłębia Lubin, który tej zimy już wrócił nawet na Dolny Śląsk, ale ostatecznie najbliższe pół roku ma jeszcze spędzić w Katowicach.
Wynik ustalił Marko Roginić. Chorwat, jedyny obcokrajowiec w kadrze GieKSy, zwieńczył akcję Dominika Kościelniaka. Roginić wystąpił jedynie 20 minut, zmieniając Patryka Szwedzika, który zaliczył z kolei okres od 46 do 70 minuty. To nie przypadek, bo akurat ci dwaj zawodnicy uskarżają się jeszcze na drobne dolegliwości. – Patryk ma trochę problemów z Achillesem, a Marko z układem lędźwiowym. Szafowaliśmy bardzo siłami, musimy uważać, ale naturalne nawierzchnie bardzo pomagają i dlatego urazy są coraz mniejsze. Zawodnicy doleczają się, trenując z pełnym zaangażowaniem. Na razie, możemy odpukać, trenujemy w komplecie – raportuje nam prosto z Turcji szkoleniowiec GKS-u.
Choć do wznowienia rozgrywek Fortuna 1. Ligi zostały już niespełna trzy tygodnie, trudno w ciemno byłoby dziś wytypować wyjściową jedenastkę, jaką zacznie GieKSa pierwszy tegoroczny mecz o punkty w Niecieczy. Pytamy, jak blisko jest wyboru i jak ma się do tego skład z soboty.
– Nic, zero! Jedenastka się krystalizuje wokół całej naszej kadry. Nie ma co dywagować. Jeśli ktoś analizuje skład GieKSy, to widzi, że kilka zagadek jeszcze z pewnością jest – odpowiada Rafał Górak.
W Turcji katowiczanom dopisuje póki co pogoda, zgrupowanie przebiega bez takich zakłóceń, jakie dotknęły przed kilkunastoma dniami część ekstraklasowych zespołów. – Jestem bardzo zadowolony i bardzo szczęśliwy, że tu jesteśmy. To zaczerpnięcie dużej dawki optymizmu, co buduje morale zespołu. Mamy bardzo dobrze zdefiniowaną szatnię, składającą się z fajnych, świadomych ludzi. Panuje bardzo dobra atmosfera ciężkiej pracy. Mamy warunki do tego, by dobrze się przygotować. Chwała zarządowi, że nam takie stworzył – podkreśla trener GKS-u, który w Turcji przebywać będzie do soboty. W tym tygodniu rozegra dwa sparingi. W środę zmierzy się z Metalistem Charków, 11. drużyną ukraińskiej Premier Ligi, zaś w piątek z Vendsyssel FF. To czwarty zespół zaplecza ekstraklasy Danii.
SIATKÓWKA
sportdziennik.com – Siatkarze GieKSy znowu bez szans
Już można powiedzieć, że ten sezon PlusLigi siatkarzy GKS-u Katowice jest stracony. Kolejny raz w starciu z rywalem, i to nie z czołówki, nie potrafili zagrać na przyzwoitym poziomie. Z wyjątkiem jednego seta, ale to za mało.
Początek pierwszego seta w wykonaniu katowiczan napawał optymizmem. Wtedy o czas poprosił trener gości z Olsztyna. Javier Weber przekazał uwagi swoim zawodnikom i po powrocie do gry było widać, że jego zalecenia przyniosły efekt. Gra gości zaczęła się poprawiać, ale podopieczni trenera Grzegorza Słabego ani myśleli oddawać pola rywalom. ta część meczu to świetna gra Jakuba Jarosza. Jego doświadczenie bardzo pomagało kolegom. Cóż z tego, skoro jego koledzy zaczęli popełniać błędy. Coś stało się z koncentracją. Rywale zagrywali asami, dobrze zbijali i szybko stan meczu wynosił 13:13. Potem w meczu nastąpiła klasyczna walka punt za punkt. Trwało to aż do wyniku 37:39! To rzadkość, by końcówka seta była aż tak bardzo zacięta.
Należało spodziewać się, że po tak dramatycznej końcówce pierwszej odsłony siatkarze GieKSy zrobią wszystko, by pokazać, że na swoim parkiecie nie pozwolą rywalom na wiele. Cóż, jak pokazały pierwsze minuty to Indykpol robił co chciał. Gospodarze nie mogli sobie poradzić ze świetnymi zagrywkami olsztynian. W pewnym momencie zrobiło się dramatycznie, gdy goście prowadzili 7:1. Zawodnicy z Olsztyna rządzili na parkiecie. Katowiczanie nie potrafili na tyle skutecznie odbierać piłek. Słaba gra GieKSy była widoczna w każdej akcji. Trener Słaby dokonywał zmian, lecz te nie przynosiły spodziewanego efektu. Katastrofa wisiała w powietrzu. I tak było. Gospodarze przegrali seta 14:25.
Trzeci set od pierwszej piłki był zacięty, i co ważniejsze dość długo wyrównany. Z czasem gospodarze zaczęli zdobywać nieznaczną przewagę. Przy stanie 12:9 były to trzy punkty. Indykpol próbował wyrównać, ale udane akcje Quirogi i Domagały pozwalały na utrzymywanie przewagi. Goście zaczęli też słabiej radzić sobie w zagrywaniu piłki. Siatkarze GKS-u poprawili grę w obronie, szczególnie w blokowaniu. Nadzieja na wygranie seta były w tym momencie uzasadnione, zwłaszcza, gdy Damian Domagała zdobył punkt po pięknym asie serwisowym. Znowu trzy punkty na korzyść gospodarzy, czyli 20:17. Pojawiła się szansa na czwartego seta. Goście zaczęli jednak odrabiać straty, ale końcówka seta to wreszcie przyzwoita gra katowiczan, a Domagała dokończył dzieła. Set dla GKS-u.
W kolejnym secie można było przewidzieć, że goście postarają się, by wygrana nie wymknęła się z ich rąk. Tak było na początku seta. Udany wygrana w poprzednim rozdaniu nie pomogła gospodarzom. Siatkarze Indykpolu byli bardziej skoncentrowani na zadaniach postawionych przez trenera. Gdy goście wyszli na prowadzenie różnicą trzech punktów Grzegorz Słaby poprosił o czas. Niewiele to dało, bo siatkarze z Olsztyna popełniali mniej błędów, a ich ataki były trudne do zatrzymania. Pomału, ale jednak przewaga w punktach rosła na korzyść przyjezdnych. Tak to wyglądało do końca seta, czyli i meczu.
To był ósmy mecz z rzędu przegrany przez siatkarzy GKS-u Katowice. Bez wygranej od 22 listopada ubiegłego roku. Czarna seria trwa!
GKS Katowice – Indykpol AZS Olsztyn 1:3 (37:39, 14:25, 25:21, 22:25)
Czarna seria podtrzymana
GKS Katowice wciąż nie potrafi wygrać. Na zwycięstwo czeka od 22 listopada, gdy pokonał na wyjeździe PSG Stal Nysa. W Suwałkach nie przerwał fatalnej passy, przegrywając po raz dziewiąty z rzędu. Był to też trzeci kolejny mecz, w którym nie potrafili ugrać choćby seta.
W starciu ze Ślepskiem Malow goście najbliżej triumfu byli w pierwszej partii. Mecz zaczęli dobrze. Po ataku Jakuba Jarosza zdołali nawet odskoczyć na 2 punkty (19:17). W końcówce ich gra się jednak załamała. Tak jak w poprzednich spotkaniach zaczęli popełniać proste błędy. Zaczęło się od popsutej zagrywki przez Jarosza.
Potem Gonzalo Quiroga dotknął siatki, a w kolejnej akcji Cezary Sapiński zaserwował asa. Gospodarze odskoczyli na 24:21. Set zakończyli za drugim razem, bo Quiroga na zagrywce posłał piłkę w siatkę.
Przegrana partia mocno nadszarpnęła morale katowiczan. Stracili pewność siebie. Z każdą minutą prezentowali się coraz słabiej. Nic nie dawały też zmiany dokonywane przez trenera Grzegorza Słabego. Jego podopieczni z każdym kolejnym błędem – a tych popełnili mnóstwo – coraz niżej zwieszali głowy. Nawet zwykle walczący do końca Jarosz był bezradny. Z 15 ataków skończył zaledwie 4. Jak na tak doświadczonego gracza, byłego reprezentanta Polski to wynik katastrofalny. Zresztą jego koledzy spisywali się niewiele lepiej.
Ślepsk Malow Suwałki – GKS Katowice 3:0 (25:22, 25:20, 25:14)
HOKEJ
sportdziennik.com – Mistrzowie przełamali niemoc
1-3 – taki bilans meczów mieli obrońcy tytułu mistrzowskiego z Katowic z wicemistrzami i wiceliderami tabeli z Oświęcimia.
Jednak w ostatniej potyczce sezonu zasadniczego GKS-u staneli na wysokości zadania i wygrali wyjazdowe spotkanie z ekipa Nika Zupanicicia 3:2 po dogrywce. Tercet Brandon Magee – Grzegorz Pasiut – Bartosz Fraszko powrócił do zdobywania goli i to chyba najbardziej cieszy wszystkich związanych z „GieKSą”.
Jeszcze mecz na dobre się nie rozpoczął, a Michael Cichy zbierał gratulacje za nieoczekiwaną bramkę. W 57 sek. wjechał w tercje i wysokości prawego bulika oddał po którym krążek wturlał się do bramki. Zarówno strzelec gola, jak i bramkarz gości byli zaskoczeni taki obrotem sprawy. Hokeiści z Katowic próbowali z dalszej i bliższej odległości zaskoczyć Kevin Lindskouga, ale ten był na miejscu. W 11 min Teddy Da Costa szarżujący na bramkę Murraya był faulowany przez Mateusza Rompkowskiego i sędziowie podyktowali karnego. Da Costa dynamicznie jechał na bramkę i oddał silny strzał, ale Murray złapał krążek do rękawicy. Gospodarze grali 2 razy w liczebnej przewadze, ale niewiele zwojowali.
W kolejnej odsłonie trwała twarda walka i kilka razy było gorąco pod bramkami. Jednak w 33 min powody do zadowolenia mieli gospodarze, bowiem Erik Ahopelto wykorzystał złe ustawienia bramkarza GKS-u podwyższył na 2:0. Goście sporo strzelali, ale nic z tego nie wynikało, bo krążek mijał bramkę lub też na jego przeszkodzie stawał szwedzki bramkarz gospodarzy. Jednak w końcu Fraszko zdobył kontaktowego gola i ostatnia tercja zapowiadała się wielce interesująco. A Brandon Magee szybko wyrównał i rozgorzal twardy bój. Jedni i drudzy mieli okazję do zakończenia meczu w regulaminowy czasie. Na 5 sek. przed zakończeniem Fraszko znalazł się w sytuacji sam na sam, ale nie zdołał pokonać Lindskouga. Wyrównał Magee i zaczęła uporczywa walka o zmianę rezultatu. Nic z tego To jednak to Fraszko został bohaterem tego spotkania, bowiem po dwójkowej akcji z Pasiut zdobył zwycięskiego gola. Goście zasłużyli na słowa uznania, bowiem przegrywali 0:2, ale potrafili odrobić straty i w dodatkowym czasie zdołali przechylić szalę wygranej. Natomiast gospodarze mogą narzekać, że w dogrywce zagrali niefrasobliwie i nie zdołali powstrzymać „firmowego” duetu GKS-u.
Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion
Budżet Obywatelski – głosujemy!
Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”.
Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek.
Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.
W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów).
Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic.
Felietony Piłka nożna
Opór przed rozwojem
Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:
2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.
Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.
Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.
Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.
Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.
Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.
Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.
Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.
Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.
Absolutnie niepojęte jest to, jak my na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.
I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.
Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.
<ogląda skrót>
<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>
<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>
Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.
Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.
Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.
I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.
Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.
Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.
Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.
Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.
Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.
Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.
Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.
Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.
Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.
Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.
Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…
Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.
I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…
Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.
Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.
Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.
A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.
Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.
Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.
No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.
No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.
I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.
Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.
Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie do złamania
Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.
Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.
Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.
Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.
Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.
Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.
Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.
To był kolejny tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.
Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.
I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.
Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.
Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.
Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.
Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.
No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.
Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.
Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.
Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.
Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.
Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.


Najnowsze komentarze