Dołącz do nas

Hokej Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Siedem baniek dla piłkarzy GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Miasto Katowice przydzieliło dotację dla katowickich klubów – blisko 17,5mln otrzymają sekcje GieKSy. Przyznano nagrody Złote Buki, laureatami zostali: Joanna Olszewska, Monika Soćko, Janusz Jojko, Dawid Kudła, Jakub Jarosz, Grzegorz Pasiut. W kategorii wydarzenie roku 2022 za najważniejsze uznano zdobycie tytułu Mistrza Polski przez hokeistów.

Przygotowująca się do rundy rewanżowej drużyna kobiet, rozegra w najbliższą środę sparing z Rekordem Bielsko-Biała. Drużyna męska, która przebywa na zgrupowaniu w Turcji rozegrała w sobotę spotkanie towarzyskie z drużyną juniorów (U-19) Szachtara Donieck. Wygrał nasz zespół 2:0 (0:0) po bramkach Daniela Dudzińskiego i Marko Roginića. Kolejne sparingi drużyna rozegra w środę (o godzinie 13:00) z Metalistem Charków oraz w piątek z duńskim Vendsyssel FF.

Siatkarze w minionym tygodniu rozegrali dwa spotkania z AZS-em Olsztyn oraz  z Ślepsk Malow Suwałki. Fatalna passa trwa dalej: zespół przegrał oba spotkania: z AZS-em 1:3 oraz z Ślepskiem 0:3. W sobotę (o 20:30) siatkarze podejmą w hali w Szopienicach Aluron CMC Wartę Zawiercie.

W minionym tygodniu hokeiści rozegrali jedno, wyjazdowe spotkanie, w którym wygrali po dogrywce z wiceliderem rozgrywek Unią Oświęcim 3:2. W piątek drużyna rozegra domowe spotkanie z Cracovią oraz w niedzielę, w Tychach z GKS-em.

 

KLUB

sportdziennik.com – Siedem baniek dla piłkarzy GieKSy

Miasto Katowice ogłosiło podział dotacji dla klubów sportowych na 2023 rok. Większość puli 20 milionów przeznaczonych dla organizacji uprawiania sportu zgarnął wielosekcyjny GKS.

Kwotą 17,45 miliona złotych w 2023 roku wesprze wielosekcyjną GieKSę miasto Katowice. Spółka należąca do miasta zgarnie zatem zdecydowaną większość 20-milionowej puli przewidzianej dla organizacji uprawiania sportu. Pula jest równie wysoka, co w ostatnich latach. GKS otrzyma o 50 tys. mniej niż rok temu, ale poszczególne sekcje biedy z pewnością klepać nie będą.

Urząd Miasta przekazał nam dokładny podział środków przewidzianych dla GieKSy. Najwięcej z sumy 17,45 miliona – bo aż 7 mln zł – trafi do piłkarzy, spędzających zimę tuż za strefą barażową pierwszoligowej tabeli. 5 mln zł uzyskają hokeiści, broniący tytułu mistrza Polski. 4,35 mln zł to dotacja dla siatkarzy, a 1,1 mln zł – dla sekcji piłki nożnej kobiet, które są liderem ekstraligi i mają szansę na historyczny sukces.

W Katowicach od wielu lat strategicznie traktujemy sport jako profilaktykę zdrowia mieszkańców, dlatego dofinansowujemy działalność klubów sportowych i organizowanie imprez sportowych na terenie Katowic. Największa pula trafia do wielosekcyjnej GieKS-y, czyli klubu którego reprezentanci walczą o najwyższe laury w wielu dyscyplinach – mówi Sławomir Witek, naczelnik Wydziału Edukacji i Sportu Urzędu Miasta Katowice.

GieKSa jak na realia pierwszej ligi może zatem pochwalić się bardzo obfitym wsparciem magistratu, ale – z drugiej strony – nie ma w stawce miejskiego klubu z równie dużego i bogatego samorządu co Katowice. Dla porównania, lider rozgrywek ŁKS Łódź (klub prywatny) ma na ten rok zagwarantowane 904 tys., z czego jednak aż 614 tys. pochłonie wynajem stadionu. Walczący o ekstraklasę sąsiedni Ruch Chorzów uzyska 2 mln zł. Można jeszcze posiłkować się kwotami zawartyki w raporcie firmy Delitte podsumowującym sezon 2021/22. Tam największe wsparcie z miasta obok GKS-u otrzymało Zagłębie Sosnowiec (13,5 mln zł; również niejednosekcyjne). Po 5 mln zł miała Sandecja Nowy Sącz oraz Podbeskidzie Bielsko-Biała, 4,7 mln – GKS Tychy, a 4 mln zł – Arka Gdynia. Dwaj dzisiejsi ekstraklasowicze, Widzew Łódź i Miedź Legnica, mieli z miasta poniżej 2 mln zł. Pod tym względem inaczej było w miejskiej Koronie Kielce (nieco ponad 7 mln zł).

Drugą najwyższą dotację na 2023 rok spośród katowickich klubów uzyskał wielosekcyjny AZS AWF – 620 tys. zł (z wnioskowanych 3,37 mln zł). 355 tys. (z wnioskowanych 840 tys.) trafi do innego akademickiego klubu, AZS Uniwersytet Śląski, z kolei na 440 tys. zł mogą liczyć futboliści amerykańscy Silesia Rebels.

Jak na tym tle wypadają inne piłkarskie kluby? Miasto zgodnie z przyjętą zasadą wspiera w piłce seniorskiej prócz GieKSy tylko klub występujący w najwyższej lidze spośród wszystkich katowickich drużyn. Jako że w czwartej lidze gra zarówno Rozwój, jak i Podlesianka, to kwota jest między te kluby dzielona. Rozwój otrzyma 120 tys. zł (z wnioskowanych 254), czyli o 10. tys. mniej niż przed rokiem. Podlesianka z kolei – 110 tys. zł, czyli 10 tys., więcej niż przed rokiem (wnioskowała o 195).

2,5 mln zł miasto zapisało na upowszechnianie sportu i turystyki. Największe środki, 365 tys. zł, przypadły Fundacji „Sportowe Katowice” związanej z GKS-em, bo prowadzące Akademię Młoda GieKSa. Rozwój na szkolenie dzieci i młodzieży uzyskał 250 tys., a Podlesianka i Sparta – po 50 tys. Miasto podkreśla ponadto, że w 2023 roku założyło wydatek aż 125 mln zł na budowę nowego stadionu i hali, trwającą od kilkunastu miesięcy.

 

Bramkarze ze Złotymi Bukami

Dawid Kudła z tytułem piłkarza roku, a Janusz Jojko – z Superbukiem. Były i obecny golkiper GKS-u zostali uhonorowani na gali podsumowującej rok wielosekcyjnej GieKSy.

Dawid Kudła głosami kibiców został wybrany piłkarzem 2022 roku GKS-u Katowice. Statuetkę odebrał na gali „Złote Buki”, która przy akompaniamencie Orkiestry Dętej Katowic odbyła się jak zwykle w auli katowickiej Akademii Śląskiej przy ul. Rolnej – w obecności włodarzy klubu, miasta, byłych i obecnych zawodników GieKSy. Bramkarz wyprzedził innych nominowanych piłkarzy – kapitana Arkadiusza Jędrycha oraz środkowego pomocnika Rafała Figiela.

– To spore wyróżnienie. Dziękuję drużynie, bez was nie stałbym na tej scenie, nie mógłbym odebrać tej pięknej nagrody. Dzięki, że mogę z wami dzielić każdego dnia szatnię. To naprawdę wyjątkowa szatnia. Podziękowania dla całego sztabu szkoleniowego, kierownika, fizjoterapeutów, najbliższej rodzinie i tych, którzy oddali na mnie głos. Największe podziękowania należą się trenerowi Jarkowi Salachnie. Zrobiłem bardzo duży postęp. Wielkie brawa dla niego. To nie jest moja indywidualna nagroda, a nasza wspólna – powiedział 30-letni golkiper GieKSy, któremu „złotego buka” wręczał znakomity przed laty bramkarz katowickiego zespołu Franciszek Sput.

Sput przed laty został uhonorowany „Superbukiem”, nagrodzeni nim za całokształt zostali też Jan Furtok i Piotr Piekarczyk. Tym razem na scenę wywołany został Janusz Jojko, który przyjechał na uroczystość specjalnie z Ostrowca Świętokrzyskiego, gdzie pełni rolę szkoleniowca bramkarzy trzecioligowego KSZO. „Superbuka” Jojce wręczyli prezes Marek Szczerbowski oraz wiceprezydent miasta Waldemar Bojarun, życzący wszystkim zawodnikom, by osiągnęli w GieKSie taką liczbę spotkań – ponad 270 – co Jojko.

– Dziękuję za statuetkę. Jest naprawdę wyjątkowa. Stanie na przedniej półce – stwierdził Janusz Jojko, a pytany przez prowadzącego galę Maurycego Sklorza o najlepszy mecz w GieKSie odparł: – Z Arisem Saloniki. Złapałem karnego, strzeliłem karnego, przeszliśmy do następnej rundy, gdzie czekało Bordeaux. Je też żeśmy przeszli! – wspominał laureat „Superbuka”, który z GKS-em zdobył dwa wicemistrzostwa, dwa Puchary Polski oraz dwa Superpuchary.

Uhonorowani naturalnie zostali też przedstawiciele pozostałych sekcji.

– Odkąd pamiętam, będąc kibicem GKS-u, rok 2022 był z punktu widzenia sportowego jednym z lepszych, bardzo udanym. W każdej sekcji odnosiliśmy sukcesy, ale nie oznacza to, że nie było sytuacji kryzysowych. W grudniu hokeiści nie awansowali do finału Pucharu Polski. W sezonie piłkarskim na początku nie wychodziło nam tak, jakbyśmy chcieli. W piłce kobiet następowały zmiany w sztabie. Wszystkie te sytuacje kończyły się dobrze lub bardzo dobrze. Życzę wszystkim, by trudne momenty były inspiracją do jeszcze bardziej wytężonej pracy. Celebrując chwile chwały pamiętajcie, że już dzień po celebracji przychodzi wytężona praca – mówił prezes Marek Szczerbowski.

Najlepszą piłkarką roku została Joanna Olszewska, obrońca drużyny przewodzącej obecnie tabeli ekstraligi, wyprzedzając Amelię Bińkowską i Marlenę Hajduk. Szachistą roku została mistrzyni Europy Monika Soćko, za co podziękowała zdalnie w nagraniu wideo, bo nie mogła stawić się w Katowicach. Wśród siatkarzy i hokeistów nie było zaskoczeń: nie pierwszy już raz wyróżniono Jakuba Jarosza (przed Bartoszem Mariańskim i Jakubem Szymańskim) oraz Grzegorza Pasiuta (wyprzedził Bartosza Fraszkę i Johna Murraya). Pasiut pojawił się na scenie raz jeszcze, wraz z trenerem Jackiem Płachtą i dyrektorem Rochem Bogłowskim, bo mistrzostwo Polski wywalczone przez hokeistów jednogłośnie zostało uznane wydarzeniem 2022 roku. W tej kategorii klub nie organizował nawet głosowania, bo trudno było o porównywalne rangą kandydatury. Wręczający buka za wydarzenie roku znakomity przed laty katowicki hokeista Andrzej Tkacz, będący w świetnej formie, mówił, że gdyby nie kontuzje, Pasiut z pewnością grałby w NHL. W czasie gali odbyła się też licytacja na rzecz Domu Aniołów Stróżów, stowarzyszenia pomocy dzieciom z Katowic-Załęża, wspieranego od lat przez GieKSę. Piłkarze reprezentowani przez kapitana Arkadiusza Jędrycha wylicytowali aniołka za 3000 złotych.

– Dość często padały na tej sali słowa nie tylko pełne uniesienia, ale też krytyczne – mówił wiceprezydent Waldemar Bojarun.

– Tym razem ich zabraknie. W imieniu prezydenta Marcina Krupy, Urzędu Miasta, chcę wyrazić wielkie uznanie za zaangażowanie na wszystkich polach sportowych. Możemy być z was dumni. Słowa uznania dla prezesa, wiceprezesa, szefów poszczególnych sekcji, a w szczególności hokejowej. Drużyna Jacka Płachty zrobiła to, na co czekaliśmy ponad pół wieku. W rozgrywkach międzynarodowych też walczyliście, jak na sportowców GKS-u przystało. Siatkarze weszli do play offów jednej z najsilniejszych lig świata, walczą piłkarze. Jesteśmy pełni podziwu dla zaangażowania, motywacji, ale i wciągania do składu coraz młodszych adeptów. Walka przeuroczych piłkarek o najwyższe trofea stanowi powód do jednej wielkiej radości. Zawsze chwalę szachistów, oni też dają nam powód do dumy – podkreślał wiceprezydent Katowic, nawiązując jeszcze do jednego bardzo ważnego faktu.

– Zaangażowanie miasta jako właściciela GKS-u jest nie tylko finansowe, ale też inwestycyjne. Kilkoro z was zaczepiało mnie, jak tam budowa stadionu. Otóż dobrze! Oby tempo nie spadło, obyśmy byli świadkami powstania tego obiektu, na który czekamy od lat. Prezydent Krupa powiedział, że powstanie i on powstaje. To powód do radości dla wszystkich, którzy mają trójkolorowe serca. Stadion będzie miejski, ale murawa będzie należała do piłkarzy, a parkiet w hali – siatkarzy GKS-u. Przed nami też wyzwania dotyczące modernizacji lodowiska, ale na to przyjdzie jeszcze czas – dodawał Bojarun.

W nocy z wtorku na środę – dokładnie o północy – GieKSa wyruszyła do Wiednia, skąd dziś rano wyleci na zgrupowanie do Turcji. W Larze, wschodniej dzielnicy Antalyi, spędzi najbliższych 10 dni i rozegra 3 sparingi. Ich harmonogram dogrywany jest na bieżąco. Pewne jest, że dokładnie za tydzień zmierzy się z Metalistem Charków, jedenastą drużyną ukraińskiej Premier Ligi. Klub wysyła wraz z zespołem 2-osobowy sztab medialny, dlatego mecze kontrolne mają być transmitowane w internecie.

Do drużyny załapali się młodzi zawodnicy akademii – Norbert Warmuz, Paweł Czopek i Szymon Krawczyk. Na pokładzie zabraknie wystawionego na listę transferową Marcina Stromeckiego oraz Kacpra Grzebielucha, który rozwiązał już kontrakt i występować będzie w trzecioligowym Pniówku Pawłowice.

Katowiczanie nie obawiają się… pogody, choć ta w ostatnim tygodniu mocno dała się we znaki polskim klubom trenującym nad Bosforem.

 

PIŁKA NOŻNA

sportdziennik.com – Jeszcze kilka zagadek

Trener Rafał Górak był pod wrażeniem taktycznej jakości młodzieży Szachtara Donieck, z którą GieKSa rozpoczęła sparingowe granie na zgrupowaniu. W Turcji czekają ją jeszcze sprawdziany z Metalistem Charków i duńskim Vendsyssel FF.

Niektórzy dziwili się, że GieKSa zaczyna sparingowe granie w Turcji od konfrontacji z juniorami Szachtara. Po przylocie do Antalyi miała do wyboru też innego przeciwnika. Ale trener Rafał Górak w dzień przylotu na zgrupowanie gościł na sparingu zespołu z Doniecka z Wisłą Kraków (1:0 dla „Białej gwiazdy”) i zrobiła na nim wrażenie duża taktyczna jakość naszych wschodnich sąsiadów. Widać w niej jeszcze spuściznę Roberto De Zerbiego, dziś z angielskiego Brighton, a wcześniej prowadzącego Szachtara i mającego wpływ na zagranicznych trenerów do dziś pracujących w akademii. Katowiczanie przekonywali wręcz, że trzecia ekipa tabeli ukraińskiej ligi juniorów spokojnie dałaby sobie radę w naszej Fortuna 1. Lidze.

– Do przerwy Szachtar powinien prowadzić z Wisłą 5:0, choć było tylko 0:0. Dlatego proponowałbym się nie dziwić naszemu wyborowi, jeśli nie ma się pełnej świadomości realiów i siły danego zespołu. Przeciwko nam widziałem bardzo dobrze grającą drużynę. To był dla nas wartościowy mecz, z solidnym przeciwnikiem. To był jak dla mnie dobry sparing jak na moment naszej najbardziej wzmożonej pracy w Turcji – mówi szkoleniowiec GieKSy.

Ona – jak Wisła – też remisowała do przerwy z młodzieżą Szachtara 0:0 i też wygrała: nawet wyżej, bo 2:0. Pierwszą bramkę zdobył Daniel Dudziński, skutecznie egzekwując rzut wolny sprzed „szesnastki”, choć przy piłce był też Adrian Błąd. – Od czasu do czasu zawodnicy podejmują decyzję sami, ale od tego jestem, że pewne kwestie doprecyzowuję i proponuję. To akurat było zaplanowane, że uderzy Daniel. Coraz częściej daję mu stałe fragmenty, bo ma dobrze ustawioną stopę. To u niego wartość – opisuje Górak, mówiąc o młodzieżowcu wypożyczonym z Zagłębia Lubin, który tej zimy już wrócił nawet na Dolny Śląsk, ale ostatecznie najbliższe pół roku ma jeszcze spędzić w Katowicach.

Wynik ustalił Marko Roginić. Chorwat, jedyny obcokrajowiec w kadrze GieKSy, zwieńczył akcję Dominika Kościelniaka. Roginić wystąpił jedynie 20 minut, zmieniając Patryka Szwedzika, który zaliczył z kolei okres od 46 do 70 minuty. To nie przypadek, bo akurat ci dwaj zawodnicy uskarżają się jeszcze na drobne dolegliwości. – Patryk ma trochę problemów z Achillesem, a Marko z układem lędźwiowym. Szafowaliśmy bardzo siłami, musimy uważać, ale naturalne nawierzchnie bardzo pomagają i dlatego urazy są coraz mniejsze. Zawodnicy doleczają się, trenując z pełnym zaangażowaniem. Na razie, możemy odpukać, trenujemy w komplecie – raportuje nam prosto z Turcji szkoleniowiec GKS-u.

Choć do wznowienia rozgrywek Fortuna 1. Ligi zostały już niespełna trzy tygodnie, trudno w ciemno byłoby dziś wytypować wyjściową jedenastkę, jaką zacznie GieKSa pierwszy tegoroczny mecz o punkty w Niecieczy. Pytamy, jak blisko jest wyboru i jak ma się do tego skład z soboty.

– Nic, zero! Jedenastka się krystalizuje wokół całej naszej kadry. Nie ma co dywagować. Jeśli ktoś analizuje skład GieKSy, to widzi, że kilka zagadek jeszcze z pewnością jest – odpowiada Rafał Górak.

W Turcji katowiczanom dopisuje póki co pogoda, zgrupowanie przebiega bez takich zakłóceń, jakie dotknęły przed kilkunastoma dniami część ekstraklasowych zespołów. – Jestem bardzo zadowolony i bardzo szczęśliwy, że tu jesteśmy. To zaczerpnięcie dużej dawki optymizmu, co buduje morale zespołu. Mamy bardzo dobrze zdefiniowaną szatnię, składającą się z fajnych, świadomych ludzi. Panuje bardzo dobra atmosfera ciężkiej pracy. Mamy warunki do tego, by dobrze się przygotować. Chwała zarządowi, że nam takie stworzył – podkreśla trener GKS-u, który w Turcji przebywać będzie do soboty. W tym tygodniu rozegra dwa sparingi. W środę zmierzy się z Metalistem Charków, 11. drużyną ukraińskiej Premier Ligi, zaś w piątek z Vendsyssel FF. To czwarty zespół zaplecza ekstraklasy Danii.

 

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – Siatkarze GieKSy znowu bez szans

Już można powiedzieć, że ten sezon PlusLigi siatkarzy GKS-u Katowice jest stracony. Kolejny raz w starciu z rywalem, i to nie z czołówki, nie potrafili zagrać na przyzwoitym poziomie. Z wyjątkiem jednego seta, ale to za mało.

Początek pierwszego seta w wykonaniu katowiczan napawał optymizmem. Wtedy o czas poprosił trener gości z Olsztyna. Javier Weber przekazał uwagi swoim zawodnikom i po powrocie do gry było widać, że jego zalecenia przyniosły efekt. Gra gości zaczęła się poprawiać, ale podopieczni trenera Grzegorza Słabego ani myśleli oddawać pola rywalom. ta część meczu to świetna gra Jakuba Jarosza. Jego doświadczenie bardzo pomagało kolegom. Cóż z tego, skoro jego koledzy zaczęli popełniać błędy. Coś stało się z koncentracją. Rywale zagrywali asami, dobrze zbijali i szybko stan meczu wynosił 13:13. Potem w meczu nastąpiła klasyczna walka punt za punkt. Trwało to aż do wyniku 37:39! To rzadkość, by końcówka seta była aż tak bardzo zacięta.

Należało spodziewać się, że po tak dramatycznej końcówce pierwszej odsłony siatkarze GieKSy zrobią wszystko, by pokazać, że na swoim parkiecie nie pozwolą rywalom na wiele. Cóż, jak pokazały pierwsze minuty to Indykpol robił co chciał. Gospodarze nie mogli sobie poradzić ze świetnymi zagrywkami olsztynian. W pewnym momencie zrobiło się dramatycznie, gdy goście prowadzili 7:1. Zawodnicy z Olsztyna rządzili na parkiecie. Katowiczanie nie potrafili na tyle skutecznie odbierać piłek. Słaba gra GieKSy była widoczna w każdej akcji. Trener Słaby dokonywał zmian, lecz te nie przynosiły spodziewanego efektu. Katastrofa wisiała w powietrzu. I tak było. Gospodarze przegrali seta 14:25.

Trzeci set od pierwszej piłki był zacięty, i co ważniejsze dość długo wyrównany. Z czasem gospodarze zaczęli zdobywać nieznaczną przewagę. Przy stanie 12:9 były to trzy punkty. Indykpol próbował wyrównać, ale udane akcje Quirogi i Domagały pozwalały na utrzymywanie przewagi. Goście zaczęli też słabiej radzić sobie w zagrywaniu piłki. Siatkarze GKS-u poprawili grę w obronie, szczególnie w blokowaniu. Nadzieja na wygranie seta były w tym momencie uzasadnione, zwłaszcza, gdy Damian Domagała zdobył punkt po pięknym asie serwisowym. Znowu trzy punkty na korzyść gospodarzy, czyli 20:17. Pojawiła się szansa na czwartego seta. Goście zaczęli jednak odrabiać straty, ale końcówka seta to wreszcie przyzwoita gra katowiczan, a Domagała dokończył dzieła. Set dla GKS-u.

W kolejnym secie można było przewidzieć, że goście postarają się, by wygrana nie wymknęła się z ich rąk. Tak było na początku seta. Udany wygrana w poprzednim rozdaniu nie pomogła gospodarzom. Siatkarze Indykpolu byli bardziej skoncentrowani na zadaniach postawionych przez trenera. Gdy goście wyszli na prowadzenie różnicą trzech punktów Grzegorz Słaby poprosił o czas. Niewiele to dało, bo siatkarze z Olsztyna popełniali mniej błędów, a ich ataki były trudne do zatrzymania. Pomału, ale jednak przewaga w punktach rosła na korzyść przyjezdnych. Tak to wyglądało do końca seta, czyli i meczu.

To był ósmy mecz z rzędu przegrany przez siatkarzy GKS-u Katowice. Bez wygranej od 22 listopada ubiegłego roku. Czarna seria trwa!

GKS Katowice – Indykpol AZS Olsztyn 1:3 (37:39, 14:25, 25:21, 22:25)

 

Czarna seria podtrzymana

GKS Katowice wciąż nie potrafi wygrać. Na zwycięstwo czeka od 22 listopada, gdy pokonał na wyjeździe PSG Stal Nysa. W Suwałkach nie przerwał fatalnej passy, przegrywając po raz dziewiąty z rzędu. Był to też trzeci kolejny mecz, w którym nie potrafili ugrać choćby seta.

W starciu ze Ślepskiem Malow goście najbliżej triumfu byli w pierwszej partii. Mecz zaczęli dobrze. Po ataku Jakuba Jarosza zdołali nawet odskoczyć na 2 punkty (19:17). W końcówce ich gra się jednak załamała. Tak jak w poprzednich spotkaniach zaczęli popełniać proste błędy. Zaczęło się od popsutej zagrywki przez Jarosza.

Potem Gonzalo Quiroga dotknął siatki, a w kolejnej akcji Cezary Sapiński zaserwował asa. Gospodarze odskoczyli na 24:21. Set zakończyli za drugim razem, bo Quiroga na zagrywce posłał piłkę w siatkę.

Przegrana partia mocno nadszarpnęła morale katowiczan. Stracili pewność siebie. Z każdą minutą prezentowali się coraz słabiej. Nic nie dawały też zmiany dokonywane przez trenera Grzegorza Słabego. Jego podopieczni z każdym kolejnym błędem – a tych popełnili mnóstwo – coraz niżej zwieszali głowy. Nawet zwykle walczący do końca Jarosz był bezradny. Z 15 ataków skończył zaledwie 4. Jak na tak doświadczonego gracza, byłego reprezentanta Polski to wynik katastrofalny. Zresztą jego koledzy spisywali się niewiele lepiej.

Ślepsk Malow Suwałki – GKS Katowice 3:0 (25:22, 25:20, 25:14)

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Mistrzowie przełamali niemoc

1-3 – taki bilans meczów mieli obrońcy tytułu mistrzowskiego z Katowic z wicemistrzami i wiceliderami tabeli z Oświęcimia.

Jednak w ostatniej potyczce sezonu zasadniczego GKS-u staneli na wysokości zadania i wygrali wyjazdowe spotkanie z ekipa Nika Zupanicicia 3:2 po dogrywce. Tercet Brandon Magee – Grzegorz Pasiut – Bartosz Fraszko powrócił do zdobywania goli i to chyba najbardziej cieszy wszystkich związanych z „GieKSą”.

Jeszcze mecz na dobre się nie rozpoczął, a Michael Cichy zbierał gratulacje za nieoczekiwaną bramkę. W 57 sek. wjechał w tercje i wysokości prawego bulika oddał po którym krążek wturlał się do bramki. Zarówno strzelec gola, jak i bramkarz gości byli zaskoczeni taki obrotem sprawy. Hokeiści z Katowic próbowali z dalszej i bliższej odległości zaskoczyć Kevin Lindskouga, ale ten był na miejscu. W 11 min Teddy Da Costa szarżujący na bramkę Murraya był faulowany przez Mateusza Rompkowskiego i sędziowie podyktowali karnego. Da Costa dynamicznie jechał na bramkę i oddał silny strzał, ale Murray złapał krążek do rękawicy. Gospodarze grali 2 razy w liczebnej przewadze, ale niewiele zwojowali.

W kolejnej odsłonie trwała twarda walka i kilka razy było gorąco pod bramkami. Jednak w 33 min powody do zadowolenia mieli gospodarze, bowiem Erik Ahopelto wykorzystał złe ustawienia bramkarza GKS-u podwyższył na 2:0. Goście sporo strzelali, ale nic z tego nie wynikało, bo krążek mijał bramkę lub też na jego przeszkodzie stawał szwedzki bramkarz gospodarzy. Jednak w końcu Fraszko zdobył kontaktowego gola i ostatnia tercja zapowiadała się wielce interesująco. A Brandon Magee szybko wyrównał i rozgorzal twardy bój. Jedni i drudzy mieli okazję do zakończenia meczu w regulaminowy czasie. Na 5 sek. przed zakończeniem Fraszko znalazł się w sytuacji sam na sam, ale nie zdołał pokonać Lindskouga. Wyrównał Magee i zaczęła uporczywa walka o zmianę rezultatu. Nic z tego To jednak to Fraszko został bohaterem tego spotkania, bowiem po dwójkowej akcji z Pasiut zdobył zwycięskiego gola. Goście zasłużyli na słowa uznania, bowiem przegrywali 0:2, ale potrafili odrobić straty i w dodatkowym czasie zdołali przechylić szalę wygranej. Natomiast gospodarze mogą narzekać, że w dogrywce zagrali niefrasobliwie i nie zdołali powstrzymać „firmowego” duetu GKS-u.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga