Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mass mediów: Nowy stadion GKS Katowice: Wszystko zgodnie z planem
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
W dalszym ciągu ze względu na zagrożenie epidemiczne rozgrywki ligowe naszych drużyn piłkarskich są zawieszone. Decyzją zarządu Polskiej Ligi Siatkówki rozgrywki PlusLigi zostały zakończone. Siatkarze zajęli ostatecznie szóste miejsce w tabeli. Polska Hokej Liga ma już przerwę pomiędzy sezonami.
PIŁKA NOŻNA
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice dostał 3 miliony od prezydenta miasta. Radni PO: To fatalny moment
Miasto Katowice, rozporządzeniem prezydenta Marcina Krupy, przekazało dla GKS Katowice 3 miliony złotych.
– Miasto Katowice wnosi do Spółki GKS GieKSa Katowice Spółka Akcyjna wkład pieniężny w wysokości 3.000.000,00zł (trzy miliony złotych) w celu podwyższenia kapitału zakładowego i objęcia akcji w Spółce. Miasto Katowice za wniesiony wkład pieniężny obejmuje 3.000.000 (trzy miliony) sztuk akcji zwykłych na okaziciela, serii AA o wartości nominalnej równej cenie emisyjnej 1,00 zł (jeden złoty) każda – poinformował Urząd Miasta Katowice.
Powyższą kwotę przekazano ze środków budżetowych zabezpieczonych w dziale „Kultura fizyczna”, rozdziale „Pozostała działalność”.
[…] Forma i moment przekazania najnowszej transzy nie spodobała się części radnych.
– Już wcześniej nie ukrywałem, że miasto przekazuje za duże pieniądze na jeden klub sportowy w porównaniu do innych – podkreśla Łukasz Borkowski, radny z Platformy Obywatelskiej. – Natomiast moment, w którym się znaleźliśmy, wymaga jeszcze większej przezorności. Już wiadomo, że konieczne jest zaciskanie pasa i wypracowywanie oszczędności, bo wpływy będą znacznie mniejsze, z kolei wzrosną wydatki związane z pomocą dla przedsiębiorców, na której trzeba się skupiać szczególnie mocno.
Nowy stadion GKS Katowice: Wszystko zgodnie z planem
Pandemia koronawirusa nie ma wpływu na terminy związane z budową nowego stadionu GKS Katowice – zapewnia Urząd Miasta.
Nowy stadion GKS Katowice zdecydowanie nie ma szczęścia do terminów. Czy pandemia koronawirusa nie będzie stanowiła kolejnego problemu?
[…] – Sytuacja zagrożenia epidemicznego nie ma wpływu na przebieg inwestycji miejskich. Także projektowanie stadionu miejskiego jest realizowane zgodnie z przyjętym w porozumieniu harmonogramem. Wydział merytorycznie odpowiedzialny pozostaje w zdalnym bieżącym kontakcie z wykonawcą projektu stadionu miejskiego w Katowicach – poinformowała Ewa Lipka, rzecznik UM Katowice.
Największym problemem są utrudnienia w bezpiecznym przekazywaniu dokumentów i ich analiz, bardziej skomplikowanych przez pracę zdalną.
– My trzymamy się wcześniej ustalonych terminów, prace nad nowym kosztorysem są na ukończeniu, przekażemy go do końca marca – zapowiada prezes RS Architekci, Marius Schlesiona.
Przypomnijmy, że inwestycja ma zostać podzielona na dwa etapy.
Pierwszy etap, który oznacza budowę stadionu, hali sportowej, dwóch boisk treningowych i parkingów będzie kosztował 186.991.869,92 zł netto, a drugi, z czterema boiskami treningowymi, 34.146.341,46 zł netto.
sportdziennik.com – GKS Katowice. Inwestycje w dobie zagrożenia
Zgodnie z zapisami uchwały budżetowej, miasto Katowice dokapitalizowało GieKSę kwotą trzech milionów złotych. Mimo pandemii, prace związane z budową stadionu toczą się wedle harmonogramu.
[…] Na początku roku GKS otrzymał z miasta 11,2 mln złotych dotacji na sport zawodowy. W marcowym 3-milionowym zastrzyku nie ma jednak drugiego dna. To po prostu realizacja przyjętego w grudniu budżetu miasta, w którym w zakresie kultury fizycznej zapisano 3 mln złotych na „zakup i objęcie akcji lub udziałów oraz wniesienie wkładów do spółek prawa handlowego”.
– Trudno mówić o zaskoczeniu, bo to tylko realizacja uchwały, ale zgodzę się, że gdy ta informacja ujrzała światło dzienne, ludzie mogli być zaskoczeni, tym bardziej w tak wyjątkowym czasie jak trwająca pandemia – przyznaje Krzysztof Pieczyński, katowicki radny Forum Samorządowego, przewodniczący Komisji Kultury, Promocji i Sportu.
– Nie możemy zapominać, że GKS to spółka miejska, klub wielosekcyjny, którego wszelkie zobowiązania są zarazem zobowiązaniami miasta. Dokapitalizowanie GKS-u nie oznacza, że nie realizujemy działań mających na celu walkę z koronawirusem. Miasto zakupiło 100 tysięcy maseczek, które trafią do naszych jednostek, policji, straży pożarnej, straży miejskiej czy szpitala w Murckach, który otrzymał też specjalną dotację na zakup niezbędnego dziś sprzętu – podkreśla Pieczyński.
SIATKÓWKA
pzps.pl – Koniec sezonów w PlusLidze, Lidze Siatkówki Kobiet i Krispol 1. Lidze
Zarząd Polskiej Ligi Siatkówki SA informuje, że rozgrywki ligowe PlusLigi, Ligi Siatkówki Kobiet oraz KRISPOL 1. Ligi Mężczyzn w sezonie 2019/2020 zostały zakończone.
Wydanie takiej decyzji poprzedziło posiedzenie Rady Nadzorczej PLS SA, które przeprowadzono drogą elektroniczną. Wcześniej odbyły się także konsultacje z przedstawicielami akcjonariuszy spółki. W wyniku tych rozmów oraz konsultacji Zarząd postanowił:
W PlusLidze zakończyć sezon rozgrywkowy 2019/2020 na tym etapie, jaki rozegrany został do 12 marca 2020 roku, a więc bez pełnej fazy zasadniczej sezonu 2019/2020. W związku z tym Zarząd zdecydował, że nie zostanie przyznany tytuł mistrza Polski, a ustalona zostanie kolejność drużyn w tabeli według liczby zdobytych punktów meczowych, bez ukończenia fazy zasadniczej rozgrywek. Trzy czołowe drużyny w klasyfikacji otrzymają prawo rywalizowania w Lidze Mistrzów sezonu 2020/2021. Dodatkowo ustalono, że ostatnia w tabeli rozgrywek drużyna PlusLigi BKS Visła Bydgoszcz traci uprawnienie do udziału w rozgrywkach PlusLigi oraz status klubu – członka PlusLigi.
O prawo gry w sezonie 2020/2021 w PlusLidze ubiegają się dwie najwyżej sklasyfikowane drużyny KRISPOL 1. Ligi Mężczyzn, czyli Stal Nysa i BBTS Bielsko-Biała. Oba kluby zostaną poddane szczegółowemu audytowi przez zewnętrzny podmiot. W przypadku, gdyby wyżej wymienione zespoły nie spełniły wymogów (pierwszeństwo awansu według wyższego miejsca klasyfikacji końcowej KRISPOL 1. Ligi, po spełnieniu wymogów regulaminowych), takiemu samemu audytowi poddana zostanie Visła Bydgoszcz, która tym samym będzie wówczas miała szansę pozostać w PlusLidze.
siatka.org – Jan Firlej: Nasz zespół był gotowy i chciał kontynuować rozgrywki
Sezon PlusLigi został zakończony, co nie dla wszystkich zespołów było dobrą wiadomością. Siatkarze GKS Katowice zakomunikowali w liście otwartym, że chcą grać dalej nawet w okresie wakacyjnym. – W miarę rozwoju ligi nasz zespół dojrzewał doświadczeniem i zgraniem. Byliśmy przecież całkowicie nowym zespołem, zbudowanym dopiero przed tym sezonem. Myślę, że faza play-off byłaby bardzo ciekawa i mogłoby dojść do kilku niespodzianek – powiedział rozgrywający ekipy z Katowic Jan Firlej.
[…] Jako GKS zaproponowaliście rozciągnięcie ligi w czasie, na okres wakacyjny. Zadeklarowaliście również, że nie oczekujecie za to gratyfikacji finansowej. Jak wyobrażaliście sobie te letnie rozgrywki? Oprócz przesunięcia igrzysk olimpijskich nie wiemy przecież jeszcze co z pozostałą częścią sezonu reprezentacyjnego, czyli Ligą Narodów.
– Zamysł był taki, że przez przesunięcie igrzysk olimpijskich i Ligi Narodów stworzyłby się odstęp czasowy w okresie wakacyjnym. Taka była nasza propozycja. Co do konkretnej organizacji trudno mi to określić. Chodziło o to, by sezon miał szansę zostać dokończony. Wkraczaliśmy w najważniejszą fazę tych rozgrywek. Na pewno wszyscy kibice i zawodnicy chcieliby rozegrać pełny sezon. Z oczywistych względów to nie było możliwe w formie, w jakiej dotychczas miało miejsce. Tegoroczne rozgrywki pokazały, że jest wiele niespodzianek. Było naprawdę ciekawie. Każdy zespół mógł wygrać z każdym, nie dało się przewidzieć żadnego wyniku. Nie było też jasnych faworytów.
Nie pamiętam tak wyrównanej ligi, jak w tym roku. Wielka szkoda, że zakończyło się to właśnie teraz, czyli przed play-off.
– Podpisuję się pod tym jako zawodnik. Myślę, że siatkarze niejednokrotnie byli zaskoczeni wynikami, czy to pozytywnie, czy negatywnie. To stwarzało fajny produkt, jakim od lat jest nasza PlusLiga. W tym roku miała ona wyjątkowy smaczek w postaci tego wyrównania.
Pozostaje jeszcze bardzo trudny temat kwestii finansowych. Z jednej strony kontrakty w większości były podpisane do maja, a od marca nie gracie. Z drugiej jednak one po prostu cały czas obowiązują. Czy klub prowadził już z wami rozmowy, jak to zostanie rozstrzygnięte?
– Jest to temat na topie. Wszystko się teraz zaczyna i ciężko mi powiedzieć w tej chwili coś więcej. Dopiero rozpoczął się etap rozmów klubów z zawodnikami.
W dobie koronawirusa trudno rozmawiać o kwestiach transferowych, ale jednak ruchy się odbywają. Wiem, że pan zostaje w Katowicach na kolejny sezon. Czy trzon zespołu zostanie utrzymany?
– Tak, większość z nas ma kontrakty podpisane na dwa lata. W tym roku stworzyliśmy ciekawy zespół z ambicją, który charakteryzował się walecznością. Myślę, że udało nam się zrealizować zapowiedzi, które wszyscy stawialiśmy w wywiadach, że będziemy się bić o każdy punkt i każdą piłkę. Każdy zespół, bez wyjątku, miał w tym sezonie wzloty i upadki. Ta liga była bardzo wyrównana. Trudno było utrzymać solidną formę przez cały okres grania. Część zespołów z czołówki miała dodatkowo europejskie rozgrywki. GKS pokazywał ciekawą siatkówkę, a czas był naszym sprzymierzeńcem. W miarę rozwoju ligi nasz zespół dojrzewał doświadczeniem i zgraniem. Byliśmy przecież całkowicie nowym zespołem, zbudowanym dopiero przed tym sezonem. Powtórzę, że wielka szkoda, że sezonu nie udało się doprowadzić do końca. Myślę, że faza play-off byłaby bardzo ciekawa i mogłoby dojść do kilku niespodzianek. Niestety już się tego nie dowiemy…
HOKEJ NA LODZIE
hokej.net – Podsumowanie sezonu – GKS Katowice
W naszym kolejnym podsumowaniu przyglądamy się katowickiej GieKSie. Ekipa z alei Korfantego po raz drugi z rzędu zajęła trzecie miejsce.
Przed rozpoczęciem sezonu szefostwo katowickiego klubu zdecydowało się na rewolucję. Zacznijmy od tego, że z funkcją trenera pożegnał się Tom Coolen, a zastąpił go doświadczony Fin Risto Dufva. Z zespołu odeszło 14 zawodników, a przyszło aż osiemnastu. Kilka nazwisk było naprawdę ciekawych.
GieKSa pozyskała klasowego golkipera Robina Rahma, a także uniwersalnego Marcina Kolusza i niezwykle zadziornego Teddy’ego da Costę.
Katowiczanie zaczęli sezon od siedmiu zwycięstw z rzędu, ale później radzili sobie już znacznie gorzej. Efekt był taki, że zabrakło ich w gronie drużyn, które zmierzyły się w Turnieju Finałowym Pucharu Polski.
W listopadzie z klubem pożegnał się Risto Dufva. Początkowo działacze zapewniali, że jest on chory, ale prawda była taka, że Fin wyjechał z Katowic. Niedługo potem przejął drużynę Vassan Sport.
Sam Dufva przyznał, że nie zamierza już wracać do klubu z Katowic i zdementował podaną oficjalnie informację o chorobie. – Czułem, że nie jestem właściwą osobą na to stanowisko – tak pracę w GieKSie w rozmowie z telewizją YLE podsumował 56-letni szkoleniowiec. – Jeśli chodzi o informacje o mojej chorobie, to zapewniam, że wszystko z moim zdrowiem jest w porządku, ale z jakiegoś powodu Katowice postanowiły podać taką informację.
Wydawało się, że to koniec trudnego czasu dla brązowych medalistów. Nic bardziej mylnego, bowiem pech nie opuszczał ekipy z Korfantego. Przewlekłe kontuzje leczyli Jaakko Turtiainen, Teddy Da Costa, Grzegorz Pasiut i Tuukka Rajamäki.
Piotr Sarnik, który objął drużynę po ucieczce Dufvy, posklejał wszystkie elementy w całość. Dał szansę Patrykowi Krężołkowi i umieścił go w pierwszej formacji u boku Pasiuta, a 21-letni skrzydłowy odwdzięczył się znakomitą grą. W całym sezonie zdobył 19 bramek i zanotował 9 asyst.
Tuż przed zamknięciem okienka transferowego włodarze GieKSy dokonali transferów, z czego tylko jeden można nazwać solidnym wzmocnieniem. Był nim niewątpliwie Mathias Porseland. Ten ofensywnie usposobiony obrońca od samego początku wyróżniał się doskonałym przeglądem pola i soczystym uderzeniem. Pozyskanie rosłego defensora Kalvisa Ozolsa i Błażeja Salamona w żadnym stopniu nie przełożyło się na poprawę gry GieKSy.
Ostatecznie katowiczanie zakończyli sezon zasadniczy na szóstym miejscu, co było wynikiem poniżej możliwości kadrowych drużyny. W ćwierćfinale play-off ekipa z alei Korfantego zmierzyła się z Podhalem Nowy Targ.
Pierwsze dwa mecze padły łupem podopiecznych Philipa Barskiego. Po tych potyczkach, z szatni Podhala dochodziły głosy, iż w drużynie panuje wirus.
– Widzieliście skład Podhala w obu meczach? Skompletowali cztery piątki, więc było to sprawne zagranie trenera Barskiego, który chciał zmącić atmosferę w naszej szatni i aby związek zainteresował się tą sprawą. Bardzo mnie to rozśmieszyło – nie ukrywał Grzegorz Pasiut, kapitan GieKSy.
– Proszę mi wierzyć, że nie wyglądali jak zespół, który przechodził przez poważne problemy zdrowotne. Dorównywali nam i nawiązywali walkę. Pic na wodę, fotomontaż – dodał.
Katowiczanie wygrali cztery mecze z rzędu i awansowali do półfinału, gdzie czekał na nich GKS Tychy. Niestety epidemia koronawirusa sprawiła, że rozgrywki zostały odwołane. Śląski półfinał zapowiadał się znakomicie. Koniec końców, szefostwo ligi przyznało GKS-owi Katowice brązowy medal.
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: Žilina jest jak żmija
Wraz z tryumfem Hiszpanii na mundialowych boiskach dobiegł końca maraton nocnych meczów za oceanem, a uczestniczący w nich piłkarze udali się na zasłużone urlopy. Natomiast nasi ulubieńcy są już zwarci i gotowi, aby rozpocząć rozgrywki, które będą nas przyprawiać o zdecydowanie szybsze bicie serca niż sam Mundial. Jednak zanim z kopyta ruszy Ekstraklasa, GKS napisze pierwszy i – mamy nadzieję – jeden z wielu rozdziałów w Lidze Konferencji Europy. Jak wysoka jest pierwsza przeszkoda, jaką los postawił na naszej drodze? O MŠK Žilina opowiedział nam Piotr Słonka, użytkownikom Twittera szerzej znany jako BuckarooBanzai – pasjonat piłki nożnej, groundhopper, wnikliwy obserwator futbolu w wydaniu ukraińskim, czeskim i właśnie słowackim. W ubiegłym sezonie na meczach MŠK bywał częściej niż niejeden niedzielny kibic na stadionie swojej lokalnej drużyny, więc to właśnie jego poprosiliśmy o przybliżenie sylwetki pierwszego rywala GieKSy w kwalifikacjach Ligi Konferencji.
Na ile łaskawy był dla nas los przydzielając nam MŠK Žilina jako pierwszą przeszkodę na drodze do Ligi Konferencji Europy?
W ubiegłym sezonie widziałem na żywo kilkanaście meczów MŠK, a po raz pierwszy pojechałem do Żyliny 17 lat temu na decydujący o wejściu do Ligi Europy mecz z Partizanem. Od tego czasu co najmniej kilka razy w roku bywam na tym stadionie, a jeśli jestem w Polsce, to nawet kilkanaście. Wielokrotnie próbowałem scharakteryzować ten zespół, jednak nie jest to łatwe. Na ten moment Žilina jest przede wszystkim zespołem niekompletnym, w permanentnej budowie, wielokrotnie wyprzedawanym i uzupełnianym nowymi piłkarzami. Zdarzało się, że kluczowe zmiany kadrowe zachodziły w trakcie kampanii eliminacyjnej do europucharów. Podobnie może być i w tym sezonie. Priorytetem zarządu jest zarabianie na piłkarzach, aczkolwiek dziś nie widzę tam gracza o wysokim potencjale sprzedażowym. Jest za to kilku bardziej doświadczonych zawodników, którzy mają gwarantować stabilizację zespołu, jednak są to gracze przeciętni nawet na ligę słowacką. Dlatego moim zdaniem to GKS jest faworytem – o ile w pierwszym meczu scenariusze mogą być różne, to ostateczny awans powinien stać się udziałem GieKSy. Žilina jest jak żmija, która może ukąsić każdego, ale koniec końców te rany nie powinny być dla GKS-u zabójcze.
Ubiegły sezon ligi słowackiej zakończył się bezdyskusyjnym tryumfem Slovana Bratysława, a Žilina skończyła dopiero na czwartym miejscu. Jak w porównaniu do Ekstraklasy oceniasz potencjał całej ligi, jej mistrza i naszego najbliższego rywala?
Na Słowacji mamy ligę z hegemonem w postaci Slovana, który pędzi niczym TGV, a gonią go kiepskie ciuchcie, które co rusz trzeba reperować. Nie przysparza to kibicom zbyt wielu emocji. Sam mistrz Słowacji byłby wysoko w tabeli Ekstraklasy, jednak ciężko to ocenić, skoro w swojej lidze gra zazwyczaj na 30% możliwości, których pełnię pokazuje dopiero w Europie. W lidze nie musi wrzucać czwartego biegu, o piątym nawet nie wspominając. Nawet mecze na szczycie są po prostu nudne. Piłkarze z Bratysławy mogą przespać większą część meczu i przycisnąć dopiero w końcówce, co i tak zwykle wystarcza do zwycięstwa. Na tym tle Žilina wypada znacznie słabiej i gdyby chciała nawiązać rywalizację, to musiałaby zmienić politykę transferową. Ma wprawdzie super akademię, lepszą niż wiele polskich klubów, bardzo dobrze pracując z młodymi zawodnikami, którzy przez rezerwy trafiają do pierwszego zespołu i szybko wypływają na szersze wody. Samymi młodymi talentami nie utrzymałaby się jednak w Ekstraklasie. Mając natomiast budżet, jakim dysponują polskie kluby, mogłaby szybko podnieść swój poziom.
Przepustkę do Europy MŠK zdobył dzięki tryumfowi w krajowym pucharze. Jak w Żylinie oceniono ubiegły sezon, który w lidze nie poszedł po ich myśli?
Drużyna na boisku prezentowała się chimerycznie – chociażby z Rakowem w pewnych fragmentach wyglądała bardzo dobrze, by ostatecznie przegrać w dwumeczu 1:6. Podobnie zresztą było ostatnio z Hajdukiem – w pierwszej połowie w Splicie mogli trafić do siatki, co się jednak nie udało i skończyło się stratą dwóch goli. Nawet z ligowymi outsiderami zdarzało im się gubić punkty. Tak się jednak zdarza drużynom opartym na młodzieży – często brakuje stabilności. Czwarte miejsce w lidze nie było więc rozpatrywane w klubie jako porażka, bo filozofia klubu się nie zmienia. Z kolei wygrany finał Pucharu Słowacji, rozgrywany właśnie w Żylinie, był wielkim świętem dla klubu, który od wielu lat nie włożył nic do gabloty. Ten sukces przykrył nienajlepszy sezon w lidze.
Wspomniałeś już o dwóch pojedynkach, które mogą interesować kibiców GieKSy. Pierwszy to ubiegłoroczna rywalizacja w kwalifikacjach LKE z innym zespołem z Polski, czyli Rakowem. Tuż przed tym spotkaniem rozmawiałem z Michałem Cybulskim z Częstochowy, który ostrożnie podchodził do słowackiego rywala. Tymczasem Medaliki bez większych problemów pokonały tę przeszkodę.
Žilina mogła objąć prowadzenie w pierwszej połowie meczu w Częstochowie, jednak typowo dla siebie zmarnowała dogodne sytuacje. Słowacy nie byli jednak w stanie grać całego meczu na tak wysokich obrotach i w drugiej połowie gospodarze zrobili swoje. Mecze, w których Żylina atakuje od pierwszego do ostatniego gwizdka zdarzają się, ale należą do wyjątków. Najczęściej są to krótkie okresy, w których przejmują inicjatywę. Jeśli więc nie wykorzystuje się wypracowanych w tym czasie sytuacji, to kolejnych może już nie być. MŠK chce grać ofensywnie, próbuje atakować i dawać radość kibicom. Często przekłada się to jednak na dziury w obronie i tak też było z Rakowem.
Tymi samymi słowami można by scharakteryzować kolejny dwumecz, o którym chciałem porozmawiać, a więc niedawną rywalizację z Hajdukiem.
Scenariusz był bardzo podobny. W pierwszej połowie meczu w Splicie Słowacy mieli dwie doskonałe okazje na gola, których jednak nie wykorzystali, a kilka chwil później przegrywali już 0:2 i nie wyglądali zbyt dobrze. Strata przed rewanżem była więc spora i mimo że u siebie od początku grali lepiej, to pierwszego gola zdobył Hajduk. Po przerwie dominowała już jednak Žilina: padły dwa gole, był też strzał w poprzeczkę i jedna doskonała sytuacja, niewykorzystana przez Roginicia. Było to jednak za mało, aby odrobić straty z Chorwacji.
Z jednej strony wygrana z Hajdukiem może świadczyć o dobrej dyspozycji MŠK, z drugiej jednak nasi kibice mogą w nią powątpiewać, skoro o sile rażenia Žiliny decyduje Marko Roginić, który przed laty w ataku pierwszoligowej GieKSy delikatnie mówiąc nie zachwycał.
Żylina bazuje na wychowankach, co szczególnie nasiliło się w okresie kowidowym, kiedy mocno ograniczono wysokość pensji zawodników. Zespół budowano na bardzo młodych graczach, a piłkarzy bardziej doświadczonych można było policzyć na palcach jednej ręki. Wyjątkiem było okienko transferowe przed poprzednim sezonem i to właśnie wtedy sprowadzono Marko Roginicia. Dziwiłem się temu ruchowi, oceniając go jako krok w tył dla klubu. Tymczasem Chorwat okazał się graczem idealnie sprofilowanym pod potrzeby zespołu. Z przodu wygląda bardzo dobrze – jak na warunki ligi słowackiej jest szybki, nie unika walki fizycznej z obrońcami, a do tego jest w miarę skuteczny. Mimo że czasem zawodzi w prostych sytuacjach, to w ataku MŠK prezentuje się zdecydowanie lepiej niż obwoływany przed laty wielkim talentem Dawid Kurminowski. Z drugiej strony świadczy to o poziomie ligi słowackiej, w której dobre noty zbiera zawodnik zupełnie niewyróżniający się w polskiej 1. lidze.
Skoro tak, to czy dla słowackiego piłkarza transfer do Polski jest celem i spełnieniem sportowych ambicji? A jeśli tak rzeczywiście jest, to co w Żylinie robi Fabian Bzdyl, który wybrał odwrotny kierunek?
Zdecydowanie, transfer do Polski jest kierunkiem, o którym myśli wielu zawodników z ligi słowackiej, szczególnie w ostatnim okresie, gdy Ekstraklasa pnie się do góry w europejskich rankingach. Sam nie mogę się nadziwić i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że dziś mamy szansę wprowadzić dwa zespoły do Ligi Mistrzów, a w europejskich pucharach gramy coraz więcej i coraz lepiej. Dlatego dla każdego zawodnika ze Słowacji transfer do Polski to sportowy awans. Z kolei Fabian Bzdyl nie grał zbyt dużo w Cracovii, mimo że zadebiutował dość wcześnie, bo w wieku 16 lat. Transfer do Żyliny był moim zdaniem najlepszym na tamten moment wyborem, bo pokazuje się tu z bardzo dobrej strony. Doskonale odnajduje się w środku, nie ustępując pola starszym zawodnikom. Pod względem umiejętności piłkarskich zachwyca tutejszych obserwatorów i zanosi się, że w przyszłości będzie jednym z droższych transferów wychodzących. Dlatego mimo że zamiana Polski na Słowację może się wydawać krokiem w tył, to Bzdyl znalazł tu świetne warunki do rozwoju i pokazania swoich umiejętności. Žilina jest doskonałym oknem wystawowym dla takich graczy jak Fabian – często zaglądają tu skauci z Włoch, Niemiec czy krajów Beneluksu. Jego nazwisko z pewnością znalazło się w notesach niejednego z nich. W Żylinie wiedzą jak pracować z młodymi zawodnikami.
Wspomniałeś wcześniej, że dziś nie ma w Žilinie „gwiazd” z wielkim potencjałem sprzedażowym. Na kogo więc, oprócz Bzdyla i Roginicia, zwracać szczególną uwagę w pojedynku z GieKSą?
Poprzednia generacja młodych talentów została w zasadzie w całości wyprzedana, a do gry powoli wchodzi kolejna: Bzdyl, František Kóša czy Rumun Andrei Florea. Sztab stawia sobie za cel promowanie takich zawodników, którzy dostają sporo szans, nawet z bardziej renomowanymi przeciwnikami. Oprócz Roginicia z przodu jest jeszcze Michal Faško, a za ich plecami gra z kolei Miroslav Káčer – mózg drużyny, który odpowiada za współpracę wszystkich formacji. Jest to piłkarz kluczowy dla systemu gry Žiliny. Z kolei dyspozycja dnia młodzieży zawsze pozostaje pewną niewiadomą.
Jak oceniasz sam fakt, że piąty pucharowy slot dla Polski zgarnęła właśnie GieKSa?
Oglądałem w całości kilka ostatnich meczów GKS-u w poprzednim sezonie. Jako osoba śledząca europejskie rankingi chciałem, aby do pucharów awansowały zespoły z wysokimi współczynnikami. Najważniejsze dzieje się jednak na boisku, którego odzwierciedleniem jest tabela. GKS zapracował na to piąte miejsce. Poza tym w Katowicach zawsze jest doskonała atmosfera – trybuny praktycznie wypełnione kibicami w żółtych barwach, głośno reagującymi na boiskowe wydarzenia, co dodaje kolorytu telewizyjnej transmisji. Fani jeżdżą też za tym klubem na wyjazdy i nie inaczej będzie w czwartek. Byłem na waszym starym stadionie, pamiętam GKS z historycznych meczów. Nie waham się powiedzieć, że macie status legendy w polskich realiach i życzę wam, aby GKS nawiązał do najlepszych czasów, pracował na swój ranking i za rok znów awansował do europejskich pucharów, pokazując super formę, którą mam nadzieję zobaczyć w najbliższych meczach przeciwko Żylinie i kolejnym rywalom. Wiem, że o awans do fazy ligowej może być ciężko, ale jeśli zagracie na swoim najwyższym poziomie, jak wiosną z Lechem czy Rakowem, to nie jesteście bez szans.
Spora liczba kibiców GieKSy wybiera się w czwartek do Żyliny. Jak w tym aspekcie prezentuje się nasz rywal?
Jeśli uda się dojść do porozumienia, to jest szansa, że miejscowi oddadzą GieKSie całą trybunę za jedną z bramek, podobnie jak było w przypadku Rakowa. Barwy obu klubów są podobne, więc stadion będzie się pięknie prezentował pod względem wizualnym. Niemniej jednak, niezależnie od tego ile miejsc dostaną kibice GKS-u, to i tak tylko oni będą słyszani w trakcie meczu. Od wielu lat kibice MŠK są w konflikcie z zarządem. Po awansie klubu do Ligi Mistrzów w 2010 roku właściciel wprowadził kolosalne podwyżki cen biletów. Doprowadziło to do wielkiej kłótni i mimo weryfikacji cen wejściówek konfliktu nie zażegnano. Nie tylko ultrasi, ale i zwykli kibice przestali przychodzić na stadion. Było kilka prób pojednania, ale do dziś się to nie udało. Na mecze chodzi około 2 tysięcy widzów, wśród nich sporo dzieci i młodzieży, która próbuje pociągnąć doping, natomiast wciąż wygląda to słabo.
Jaki twoim zdaniem przebieg będzie miał czwartkowy mecz i kto ostatecznie wyjdzie zwycięsko z całej konfrontacji?
Moim zdaniem Žilina zacznie bardzo mocno i wiele będzie zależało od tego, jak ułoży się początek meczu. GKS będzie faworytem, ale jeśli gospodarze zdobędą jednego lub dwa gole, uzyskując wyraźną przewagę, to szanse na awans mogą się wyrównać. Jeżeli jednak GieKSa przetrwa początek bez dotkliwych strat, to z czasem przejmie inicjatywę i będzie dyktować warunki, zarówno w czwartkowym meczu, jak i w całej rywalizacji. Zakładam remis lub minimalne zwycięstwo GieKSy na Słowacji i spokojne doprowadzenie do awansu w rewanżu w Katowicach. Przewaga GKS-u nad MŠK będzie moim zdaniem większa niż Hajduka w poprzedniej rundzie.
Jaki wynik padnie więc w czwartek?
1:0 dla GKS-u.
Piłka nożna
Górak: Nie możemy tak działać
Po meczu Wisła Kraków – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Jop i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gratulacje dla Wisły pierwszego zwycięstwa po powrocie do ekstraklasy. Duże wydarzenie na trybunach, imponująca sprawa. Dziękuję naszym kibicom za bardzo dobre wklejenie się w to wszystko. Kapitalny doping, ważne, że kibice umieją się docenić, mimo dużych animozji, ale tak to powinno wyglądać. Wielkie gratulacje dla jednej i drugiej społeczności kibicowskiej.
Co do meczu to wiadomo że jeśli początek sezonu, to wiadomo, że im krócej, tym lepiej. Na razie nie ma co robić górnolotnych wywodów.
Mogliśmy bezapelacyjnie wyciągnąć więcej z tego spotkania, graliśmy tak jak założyliśmy pierwszą połowę. Szukałem tylko możliwości zdobycia bramki, te sytuacje były, wydawało mi się, że będą coraz bliższe, ale w drugiej połowie po raz drugi nam się to przydarza, bo szybko w drugiej połowie tracimy bramkę.
Nie możemy w taki sposób dzisiaj działać, że taki karny, który jest podyktowany – nie mamy nic na obronę, nie powinniśmy się tak zachować. Druga bramka, gdy jest jeden piłkarz Wisły w polu karnym, a moich trzech obrońców mają zająć punkty referencyjne i powinni dziesięć na dziesięć razy taką sytuację wybronić. Stąd dużo we mnie piłkarskiej złości i chęci, by od jutra mocno wziąć się do pracy i wziąć na siebie odpowiedzialność w szatni za każdą pomyłkę, za każde niedopatrzenie, bo mówimy o straconych bramkach, ale też mieliśmy swoje sytuacje pod bramką Wisły i mogliśmy je zamienić na gole. I mogło być zgoła odmiennie. Tak to bywa, wracamy bez punktów, wracamy do siebie, mamy krótki czas i musimy w czwartek załatwić sprawę z Żiliną, mamy rywala blisko – jedną bramkę straty i zrobimy wszystko, aby to spotkanie wygrać.
Mariusz Jop (trener Wisły Kraków):
Gratuluję zespołowi, było to ciekawe spotkanie, sporo emocji. Były momenty, że spotkanie było otwarte z obu stron. Myślę, że początek meczu trochę dla rywala, pierwsze 15 minut, kilka strat mieliśmy i napędziliśmy tym przeciwnika. Rywal stwarzał sytuacje po fazach przejściowych, bardzo dobrze w jednej takiej sytuacji zachował się Marcel.
Później uporządkowaliśmy tę grę, szczególnie druga połowa była bardzo dobra w naszym wykonaniu, wyszliśmy wysoko, zamknęliśmy rywala w polu karnym, szkoda, że trzecia bramka nie została uznana, bo na pewno byłoby nam łatwiej kontrolować to spotkanie. Za szybko i za nisko się cofnęliśmy, nie wykorzystaliśmy momentów, w których przejmowaliśmy piłkę w obronie niskiej, za dużo było nerwowości i trochę strat.
Podsumowując bardzo cieszymy się ze zwycięstwa, pierwszy mecz jest zawsze niewiadomą. Było to dobre widowisko, myślę, że dobry impuls daliśmy sobie i kibicom. Gratuluję kibicom świetnego dopingu, to naprawdę było wydarzenie.
Felietony Piłka nożna
Piłka to gra momentów
Gdy GieKSa straciła gola na 0:3 to ręce mi opadły najniżej jak się da, a niesmak i złość była potężna. Po rozegraniu niezłej pierwszej połowy, stracenie trzech bramek w siedem minut zakrawało o skandal i totalną rozsypkę. Już byłem załamany po tych dwóch golach, ale po odwołaniu bramki przez VAR poczułem ulgę. Ulgę na razie wynikającą z tego, że unikamy kompromitacji.
Potem było już trochę lepiej. Wisła już tak nie napierała, a GKS strzelił gola i mógł to spotkanie wyrównać. Niestety ostatecznie liczy się efekt, a ten był niekorzystny. Zespół przegrał drugi mecz z rzędu na początek sezonu i tytuł mojego poprzedniego felietonu jest już nieaktualny. Ale mimo wszystko – patrzę szerzej – lepiej przegrać 1:2 niż 0:3, bo taka wtopa dla psychiki zespołu byłaby dużo gorsza na tym etapie.
Cudów od tej drużyny nie wymagam, ale chciałbym, żeby była rzetelna i mitycznie „powtarzalna”. Na razie ta powtarzalność to niekoniecznie ta, o którą nam chodzi. Czyli jakiś meltdown – większość pierwszej połowy w Żilinie oraz pierwsze dwadzieścia minut drugiej w Krakowie. Sprokurowany rzut karny. W końcu – wynik meczu. Oba mecze w pewnych aspektach podobne, choć różne.
Najgorsze albo najlepsze (już sam nie wiem) w tym wszystkim jest to, że GKS nie zagrał na Wiśle jakiegoś złego meczu. Wystarczy spojrzeć na trzy ostatnie wyjazdy z poprzedniego sezonu – Kielce, Gliwice, Szczecin. Uważam, że spotkanie z Wisłą w wielu aspektach było lepsze od każdego z nich. W pierwszej połowie mieliśmy swoje znakomite sytuacje, w końcówce też mogliśmy po raz drugi strzelić gola Wiśle. Znów gdyby wyjąć te feralne powiedzmy 10 minut to moglibyśmy uznać, że nie jest źle, a i wynik mógłby być pozytywny.
Problem polega na tym, że piłka to gra momentów. Możesz przez 80 minut grać dobry mecz, ale jeśli nie jesteś skuteczny, a przeciwnik swoje 10 minut wykorzysta, to przegrasz. Wisła grała solidnie przez całe spotkanie, była dynamiczna żwawa, a jak im nagle zaczęło wychodzić i wchodzić wszystko, to było po meczu. Żadna filozofia, taka jest piłka. My popełniliśmy katastrofalne błędy, a oni wykorzystali sytuacje. Za to oni takich błędów nie popełnili.
No właśnie – te stracone bramki to była katastrofa. Znów nie popisał się Gabriel Kobylak, który nie wiedzieć czemu sparował lekką i prostą wydawałoby się piłkę – chyba jej nie wiedział. No a potem niezrozumiałe zachowanie Marcina Wasielewskiego, który objął w pół przeciwnika stojącego tuż przed bramką. Nie wiem, o czym myślał Marcin, ale chyba się po prostu zapomniał. Karny więcej niż ewident i było 1:0. A po chwili nasi środkowi obrońcy zachowywali się tak, jakby Sanchez był na spalonym, więc go odpuścili. Problem był taki, że zaraz piłka poszła do przodu i to ona wyznaczała linię spalonego – nasi zawodnicy już się nie cofnęli i niepilnowany piłkarz Wisły trafił do siatki. Ostatecznie przyznam, że dość specyficzna sytuacja, ale nie popisali się nasi stoperzy. I naprawdę miałem wielkie „uff”, że po chwili jednak nie było 3:0.
Niektórzy zawodnicy nie prezentują się najlepiej na początku sezonu. Bramki tracimy – to jedno. Nie dają nam zbyt wiele wahadła, Borja Galan i Marcin Wasielewski są kompletnie nieefektywni. Bartek Nowak póki co nie jest sobą. Ilja niestety póki co nie ogarnął się i w dotychczasowych dwóch meczach nie dał wiele drużynie. Mowa bardziej o meczu w Krakowie, bo w Żilinie w pierwszej połowie był mocno odcięty od gry. Debiut Pau Resty – przeciętny.
Jest też chyba coś w tym, że nowi zawodnicy muszą się nauczyć pewnych zasad. Ale może dotyczy to też niektórych starych? Nasi zawodnicy czasem wyglądają tak, jakby nie zakładali, że przeciwnik może zastosować taki aspekt piłki nożnej jak pressing czy inny doskok. Stoją z piłką przy nodze, bez takiej czujności, bez takiego napięcia – podbiega przeciwnik i wygarnia futbolówkę spod nóg. To się zdarza choćby Bartoszowi Wolskiemu, a przecież techniczni zawodnicy właśnie są na to narażeni bardziej, gdy zapominają o pressingu rywala. Z Bartka będziemy mieli jeszcze wiele pożytku, ale tych taktycznych niuansów musi się jeszcze nauczyć.
Chciałbym pochwalić za to Kacpra Łukasiaka, uważam, że ten zawodnik zagrał naprawdę dobre zawody i wygląda na to, że właśnie sobie wywalcza miejsce w podstawowym składzie. Pracował na szerokości, doskakiwał, jest aktywny i agresywny, choć nie przesadza z tą agresją. No i Szymon Bartlewicz wszedł i zdobył swego gola.
Tak więc GKS przegrał ten mecz w dużej mierze na własne życzenie. Gdyby nie te głupstwa w obronie, z taką grą – nawet mimo mankamentów – była szansa na remis, a może nawet zwycięstwo. To są rzeczy, które absolutnie nadal wymagają pracy, bo z tym pressingiem to nie pierwszyzna, a i jak rywal włącza wyższy bieg, to my zwykle się gubimy – tak było w poprzednim sezonie, tak jest i teraz.
Z rzeczy pobocznych, ale pewnie też istotnych. Absolutnym skandalem jest doliczenie do tego meczu tylko czterech minut. Sam sobie to sprawdziłem na relacji z Canal Plus – od podyktowania karnego do strzału minęło dokładnie 2,5 minuty, a od trzeciego gola, do wznowienia gry po jego anulowaniu około 5,5 minuty. Same te dwie sytuacje to już 8 minut. A do tego przecież 10 zmian. To nie jest błąd typu karny czy coś w tym stylu, ale przecież do cholery jakieś tam kolegium sędziów powinno się przyjrzeć takiej sytuacji, bo wygląda na to, że sędzia skrócił to spotkanie o co najmniej 5 minut! A GieKSa przecież nacierała i wcale nie jest tak niemożliwe, że w tym czasie nie strzeliłaby gola.
Tym samym przegrywamy czwartą ligową inaugurację z rzędu. Przerywamy passę ligowych meczów bez porażki. Już na wstępie.
Jednak było, minęło. Zawaliliśmy ten mecz po całości, podobnie jak ten w Żilinie. Ale dziś jest poniedziałek, zaczyna się nowy tydzień i nowe wyzwania. W sporcie i piłce nie zawsze wszystko idzie gładko. Mieliśmy swoje euforie i radości na koniec poprzedniego sezonu, teraz trochę zimnej wody się na nasze twarze wylało. Jednak póki co nie zdarzyła się kompletnie żadna katastrofa. Mecz ligowy to jeden z wielu, a straty ze Słowakami można odrobić. Naprawdę więc wiele w kwestii mentalnej, ale też w kontekście „ułożenia” tego sezonu będzie zależało od czwartkowego meczu. Tam już nie będzie miejsca na potknięcie. GKS zagra w końcu na swoim stadionie, a wiemy, że u siebie wygląda to inaczej. I jeśli zdołamy tę Żilinę przejść – nastroje znacząco się poprawią.

Najnowsze komentarze