Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mass mediów na temat wielosekcyjnej GieKSy: Miało być z myślą o kibicach, a było bez pomyślunku. II liga wkrótce nie tylko dla wybranych?
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Drużyna kobieca w Wielki Czwartek rozegrała spotkanie wyjazdowe z AZS-em UJ Kraków. Na boisku padł remis 1:1. Piłkarze w ramach 25 kolejki rozgrywek II ligi pokonali ekipę Olimpii Grudziądz 1:0. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Siatkarze zakończyli rozgrywki PlusLigi na 9 miejscu. Drużyna hokeistów również zakończyła sezon, ostatecznie drużyna zajęła czwartą lokatę.
PIŁKA NOŻNA
2×45.info – Miało być z myślą o kibicach, a było bez pomyślunku. II liga wkrótce nie tylko dla wybranych?
Jak można dbać o promocję niższych lig? Na wszelakie sposoby, ale chyba wszyscy się zgodzą, że kluczowa jest jedna, najbardziej oczywista rzecz – transmisje. Bez tego po prostu ruszyć się nie da. Tym bardziej szkoda, że gdy nadarzyła się okazja, by piłkę popularyzować, nie zrobiono tego od razu z myślą o wszystkich zainteresowanych.
Ale po kolei – nie możemy powiedzieć, że II liga nie robi niczego w kierunku upowszechnienia meczów na trzecim poziomie rozgrywek. Już sam kontrakt zawarty z Telewizją Polską, która pokazuje jedno spotkanie w kolejce, jest dużym krokiem na przód, na pewno czymś pozytywnym. I podpisanie umowy o sponsoring tytularny z bukmacherem eWinner – mówiąc szczerze – rozbudziło w nas spore oczekiwania. Firma w Polsce jest znana, więc można było przypuszczać, że szykuje się coś fajnego, dopracowanego.
Tym bardziej, że wraz z nawiązaniem współpracy 10 marca, nadeszły też szumne zapowiedzi, przez które staliśmy się jeszcze bardziej ciekawi i pozytywnie nastawieni. Padło wiele pięknych słów ze strony prezesa stowarzyszenia Druga Liga Piłkarska, Pawła Guminiaka, po których można było wywnioskować, że kurde, nadchodzi rewolucja medialna! Jest pandemia, stadiony są zamknięte, przeważnie nie można więc nawet oglądać meczów swojej ulubionej drużyny, jeśli TVP nie zdecyduje się na ich transmisję. Krótko mówiąc – genialny pomysł, trafiony w sam środek tarczy.
Paweł Guminiak na łamach portalu Łączy Nas Piłka powiedział tak:
– Druga liga wchodzi na kolejny, wyższy poziom. Z myślą o kibicach staramy się sumiennie udoskonalać i uatrakcyjniać rozgrywki, a teraz dzięki Sponsorowi Tytularnemu, firmie eWinner, możemy dodatkowo wprowadzić nową technologię transmitowania spotkań. Na wszystkich stadionach pojawią się nowe, bezobsługowe kamery, które samoistnie będą śledziły przemieszczającą się piłkę. Poziom centralny w Polsce staje się coraz bardziej europejski i myślę, że wszyscy wspólnie obraliśmy właściwy kierunek rozwoju eWinner 2. ligi. Cieszymy się, że mamy takiego Sponsora i realizatora transmisji. Liczymy, że dzięki wspólnej pracy wartość sportowa i marketingowa rozgrywek zdecydowanie wzrośnie.
„Wyższy poziom”, „Z myślą o kibicach”, „Nowa technologia”, „Poziom coraz bardziej europejski” – brzmi pięknie, prawda? W teorii nawet bardzo, jednak sęk w tym, że trzeba się również zmierzyć z praktyką. A na starcie aż tak bajkowo i kolorowo, jak to prezes Guminiak przedstawiał, bynajmniej nie było i na razie nie jest. Przynajmniej nie dla wszystkich.
Mianowicie, chodzi o to, że żeby obejrzeć mecz II ligi, trzeba założyć konto u bukmachera. Dopiero po zalogowaniu wszystko chodzi, jak trzeba. A to powoduje, że z możliwości oglądania meczów w legalny sposób automatycznie wykluczeni są na ten moment:
– piłkarze
– trenerzy
– menadżerowie
– sędziowie
– osoby niepełnoletnie.
Czyli tak – piłkarz, który nie jest w kadrze meczowej, nie może obejrzeć swojego meczu. Ba, na przykład trener, który – odpukać – złapie koronawirusa i będzie musiał być odizolowany również tego spotkania nie zobaczy. W zasadzie nikt związany z futbolowym biznesem nie ma legalnego dostępu do transmisji. Już nawet abstrahując od ich faktycznej jakości i zbliżania się do tego wymyślnego „europejskiego poziomu” – mecze II ligi są tylko dla wybrańców.
Niepełnoletni nie obejrzą, bo nie mogą mieć konta. Osoby starsze, które są wykluczone cyfrowo z powodu choćby braku smartfona, również zostają z niczym. Do tego dodajmy kibiców, którzy chcieliby obejrzeć mecz, ale zakładanie konta u bukmachera specjalnie im się nie widzi z różnych powodów, także tych dotyczących bezpieczeństwa własnych danych albo własnego zdrowia (potencjalne uzależnienie).
Generalnie – zamysł popularyzowania piłki nożnej w niższych ligach jest dobry, ale wprowadzony na takich zasadach wyglądał początkowo na bardzo nieprzemyślany. W niektórych przypadkach czasowo wręcz zabrano możliwość obejrzenia meczu na przykład młodym widzom, którzy do tej pory mogli wykupić PPV na stronie klubu, a teraz są zdani tylko na bukmachera, bo przecież on ma na to wyłączność. Całe szczęście, że sam zainteresowany zareagował na te niedogodności ogłaszając, że prawdopodobnie od 28. kolejki tych problemów już nie będzie. Mamy nadzieję, leoiej późno niż wcale. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że reakcja jest mocno spóźniona i że komunikacyjnie powinno to wyglądać lepiej.
gazetakrakowska.pl – AZS UJ Kraków – GKS Katowice. „Jagiellonki” nie wykorzystały szansy, by wygrać z „GieKSą”
AZS UJ Kraków zremisował 1:1 z GKS Katowice w meczu 15. kolejki ekstraligi kobiet. Po spotkaniu na stadionie Prądniczanki bardziej zadowolone z wyniku były piłkarki z Katowic, które do wyrównania doprowadziły w 85 minucie – zresztą po kapitalnym golu.
[…] Grały zespoły środka ligi, sąsiadujące w tabeli. „Jagiellonki” na prowadzenie wyszły tuż przed przerwą: Weronika Wójcik sprzed narożnika pola karnego zagrała w kierunku dalszego słupka do Małgorzaty Bartosiewicz, a ta wygrała pojedynek w bramkarką „Gieksy”.
W drugiej połowie krakowianki dość długo były stroną dominującą. Bartosiewcz nie wykorzystała okazji na podwyższenie wyniku – tym razem górą była Jessica Ludwiczak, która wyjęła jej piłkę spod nóg. W 64 min po centrze wypuściła wprawdzie piłkę z rąk, szansę miała wtedy Natalia Wróbel, ale kopnęła futbolówkę w głowę Ludwiczak. Później Jessica obroniła jeszcze m.in. strzał z dystansu Natalii, która w II połowie była najbardziej aktywną zawodniczką w ofensywie „Jagiellonek”.
Dodajmy, że była też sytuacja, w której po zagraniu ręką jednej z katowiczanek gospodynie były zawiedzione niepodyktowaniem rzutu karnego.
GKS postraszył „Jagiellonki” w 61 min, Kinga Kozak była wtedy bliska gola. Tak naprawdę jednak katowiczanki zaczęły walczyć o wyrównanie około 70 minuty, to mniej więcej wtedy odepchnęły AZS UJ od swojej bramki i same zaczęły coś działać do przodu. W 82 min Klaudia Maciążka z 18 m trafiła w słupek, trzy minuty później nastąpiła natomiast golowa akcja. Lewą stroną boiska rozpędziła ją Nadja Stanović, dośrodkowała, a Klaudia Miłek wspaniale uderzyła z woleja dość wysoko lecącą piłkę.
SIATKÓWKA
siatka.org – Grzegorz Słaby: wiele osób skazywało nas na pożarcie
Na 9. miejscu rywalizację w tegorocznej PlusLidze zakończył GKS Katowice, pokonując w walce o tę pozycję Indykpol AZS Olsztyn.
[…] Sporo emocji było w ostatnim meczu rywalizacji o 9. miejsce. Ostatecznie w Olsztynie 3:2 triumfowali gracze z Katowic i to oni zajęli 9. pozycję. – Dobrze, że wytrzymaliśmy wszystkie trzy końcówki setów, bo je wygraliśmy, a te dwie partie, które przegraliśmy, to niestety była dominacja olsztynian. Bardzo się cieszymy, że ostatecznie zajmujemy 9. miejsce – mówił trener Grzegorz Słaby.
Jego podopiecznym niewiele zabrakło, aby walczyć w fazie play-off, ale zabrakło im do tego jednego zwycięstwa. – Uważam, że mieliśmy po swojej stronie jakość, mieliśmy niestety jeden, długi przestój, który kosztował nas awans do play-off. Na swojej drodze mieliśmy trudne drużyny, przy których trudno było się odbudować. Bardzo żałuję, że nie udało nam się wejść do fazy play-off, bo mieliśmy ku temu wiele szans i gdybyśmy osiągnęli taki wynik w Olsztynie w rundzie zasadniczej, to moglibyśmy się cieszyć z gry w play-off – wspominał szkoleniowiec katowiczan.
[…] – Ja będę miał bardzo dobre wspomnienia, bo wiele osób skazywało nas na pożarcie w tej lidze, po tym jak w okienku transferowym odszedł od nas Rafał Szymura oraz poprzedni trener. Generalnie nie wierzono w nasz potencjał i naszą grupę. Udowodniliśmy, że każdy z zawodników był wartościowy, każdy w sztabie pracował nad tym, żeby osiągnąć sukces i to 9. miejsce z jednej strony może być rozczarowujące, ale z drugiej strony trochę utarliśmy nosa ekspertom – podsumował Grzegorz Słaby.
HOKEJ
hokej.net – Fraszko: Nie spisujemy tego sezonu na straty
Hokeiści GKS-u Katowice przegrali we wtorek z GKS-em Tychy (1:4), który wygrał całą rywalizację o brązowy medal już po trzech meczach. GieKSa zajęła ostatecznie czwarte miejsce.
[…] Podopieczni Andrieja Parfionowa w rywalizacji z tyszanami okazali się po prostu słabsi. Efekt tego był taki, że przegrali wszystkie trzy mecze.
– Staraliśmy się, jak mogliśmy. Mogło nam zabraknąć trochę sił, bo całe play-offy goniliśmy. Mało było momentów, w których prowadziliśmy. Tyszanie byli po prostu lepsi, to my przegraliśmy rywalizację 0:3 i to oni są brązowymi medalistami – zaznaczył Bartosz Fraszko.
– Zabrakło nam przede wszystkim skuteczności, tak jak w całych play-offach. Były tylko krótkie momenty, gdy te bramki wpadały. Gratulacje dla zespołu z Tychów, a my musimy to wszystko przeanalizować i wyciągnąć wnioski na przyszły sezon – dodał.
Katowiczanie przystąpili do fazy play-off z czwartego miejsca. W ćwierćfinale po sześciu meczach odprawili Re-Plast Unię Oświęcim, która miała w swoim składzie graczy takich jak Gilbert Brulé, Teddy Da Costa, Ryan Glenn czy Eliezer Sherbatov.
– Apetyty wzrosły, gdy przeszliśmy Re-Plast Unię Oświęcim. Wtedy naprawdę uwierzyliśmy w siebie. Zabrakło tych detali, doświadczenia w wielu kluczowych i decydujących momentach – ocenił „Fracho”, który w tym sezonie rozegrał 50 meczów i zdobył w nich 18 bramek i zaliczył 26 asyst.
– Nie spisujemy tego sezonu na straty. Było wiele momentów, kiedy przynosiliśmy radość sobie, kibicom i zarządowi. Szkoda tego końcowego rezultatu, bo uważam, że zasługiwaliśmy na trochę więcej. Taki jest jednak sport i już teraz nic z tym nie zrobimy – stwierdził wychowanek Sokołów Toruń.
Płachta ponownie trenerem GieKSy?
Ten temat wraca jak bumerang. Jacek Płachta znów jest jednym z głównych kandydatów na stanowisko trenera GKS-u Katowice.
Płachta jest wychowankiem katowickiego klubu i ma do GieKSy ogromny sentyment. Najlepiej świadczy o tym fakt, iż w swojej karierze już trzykrotnie był jej głównym szkoleniowcem.
Jego nazwisko w kuluarach pojawia się już od dłuższego czasu. W maju 2019 roku 51-letni szkoleniowiec był o krok od powrotu do GieKSy, ale szefostwo klubu zdecydowało się zakontraktować bardziej doświadczonego Fina – Risto Dufvę, który miał w swoim dorobku 11 sezonów pracy w fińskiej Liidze i tytuł mistrzowski zdobyty z JYP Jyväskylä. (2008/2009).
Jacek Płachta, który przez trzy lata był selekcjonerem reprezentacji Polski, był też rozważany jako trener po dymisji Piotra Sarnika. Sęk w tym, że był wtedy związany kontraktem z ekipą Crocodiles Hamburg. Zresztą w „Krokodylach” pracował przez ostatnie trzy sezony.
Miarka: Małymi krokami do przodu
Trzecie spotkanie między GKS-em Katowice a GKS-em Tychy zakończyło się pewnym zwycięstwem gości 4:1. Dzięki temu zwycięstwu tyszanie zabrali do domu brązowe medale, a gospodarze natomiast musieli obejść się smakiem i wylądowali poza „pudłem”.
– Czwarte miejsce to najgorsze miejsce dla sportowca. Każdy z nas oczekiwał czegoś więcej, medalu, o który walczyliśmy i którego byliśmy blisko, dlatego z pewnością nie traktuję czwartego miejsca jako sukces – mówił Maciej Miarka, niepocieszony drugi bramkarz „GieKSy”.
Trudno się nie zgodzić ze słowami młodego golkipera. Gdy zapytaliśmy go o przyczynę przegranej Miarka, odpowiedział:
– Byliśmy po prostu mniej skuteczni we wszystkich meczach. Po dwóch wyraźnie przegranych meczach kiedy dziś wyrównaliśmy, mieliśmy nadzieję na zwycięstwo. Dzisiejszy mecz był najważniejszy. Ciężko walczyliśmy, żeby wygrać i zagrać z Tychami kolejny mecz. Niestety nie udało się, choć robiliśmy wszystko co w naszej mocy, żeby zwyciężyć. Myślę, że graliśmy z takim samym zaangażowaniem jak z Unią czy Jastrzębiem, pracowaliśmy na tej samej intensywności ale tym razem po prostu nie daliśmy rady – wyjaśnił.
W debiutanckim sezonie w seniorskiej kadrze GieKSy nasz rozmówca wystąpił w drugim spotkaniu o brąz. Mimo młodego wieku nie „spalił się” i rozegrał naprawdę niezłe zawody.
– W meczu, w którym broniłem popełniłem kilka błędów. Miałem parę fajnych interwencji, ale dostałem trzy bramki. Gdyby jednak nie było błędów, to nie padałyby bramki. Uważam, że nie był to z mojej strony najgorszy mecz – racjonalnie ocenił swój występ bramkarz.
– To mój pierwszy sezon w karierze seniorskiej. Teraz zajęliśmy czwarte miejsce i mam nadzieję że w kolejnych sezonach będzie już tylko lepiej. Teraz gram w U-20, ale moim marzeniem jest gra w seniorskiej reprezentacji Polski – zakończył Miarka.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!

Kwasny_jaro
6 kwietnia 2021 at 20:06
Odnośnie transmisji II ligi przez eWinner, należy zaznaczyć, że obejrzenie meczu poza granicami Polski jest niemożliwe. Mieszkam w Anglii i do tej pory mogłem śledzić niemalże wszystkie mecze GieKSy a teraz lipa…