Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mass mediów na temat GieKSy z koronawirusem w tle…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

W dalszym ciągu ze względu na zagrożenie epidemiczne rozgrywki ligowe naszych drużyn piłkarskich i siatkarskiej są zawieszone. Polska Hokej Liga ma już przerwę pomiędzy sezonami.

PIŁKA NOŻNA

gol24.pl – Koronawirus. Rozgrywki PKO Ekstraklasy, Fortuna 1 Ligi i 2. ligi zawieszone przynajmniej do 26 kwietnia

[…] W czwartek PZPN i Ekstraklasa SA poinformowały o zawieszeniu PKO Ekstraklasy, Fortuna 1 Ligi, 2. ligi oraz pozostałych rozgrywek piłkarskich w Polsce do 26 kwietnia.

[…] We wtorek odbyła się wideokonferencja z udziałem wszystkich federacji zrzeszonych w UEFA oraz stowarzyszeń skupiających europejskie ligi oraz kluby. Ustalono, że Euro nie odbędzie się 2020 roku. Turniej zostanie rozegrany od 11 czerwca do 11 lipca 2021 roku.

Zaznaczono, że priorytetem jest teraz dokończenie rozgrywek krajowych oraz europejskich pucharów, do 30 czerwca 2020 roku. To ostatni dzień obowiązywania kontraktów wielu zawodników.

[…] Komunikat PZPN:
Departament Rozgrywek Krajowych PZPN informuje, że w związku z aktualną sytuacją związaną z wprowadzonym stanem zagrożenia epidemicznego i wynikającym z tego przedłużającym się brakiem możliwości kontynuacji rozgrywek w zaplanowanym pierwotnie okresie, mecze Fortuna I ligi, II ligi, III ligi oraz pozostałych klas rozgrywkowych piłki nożnej i futsalu, kobiet i mężczyzn, wszystkich kategorii wiekowych zostają odwołane do 26 kwietnia 2020 r. włącznie.
O ewentualnych decyzjach w zakresie wznowienia rozgrywek przed upływem ww. terminu, ustalenia terminów rozegrania zaległych meczów lub konieczności odwołania kolejnych zawodów, poinformujemy niezwłocznie po ich podjęciu.

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – PlusLiga. W zawieszeniu, czyli niewiele da się zrobić

[…] – Każdy z zawodników dostał indywidualny program treningowy do wykonywania w domu. Taki trening wykonywany w specyficznych warunkach ma przede wszystkim utrzymać organizmy w gotowości i odpowiedniej formie, choć nie zastąpi on zajęć w hali lub siłowni. Do tego drużyna otrzymała zalecenie unikania skupisk ludzkich i prowadzenie wszelkich sportowych aktywności zgodnie z wszelkimi wytycznymi dotyczącymi bezpieczeństwa – wyjaśnił Dariusz Daszkiewicz, trener GieKSy.

siatka.org – Rafał Szymura: Nasza drużyna prezentuje siatkówkę, która może się podobać

– Nie mamy powodów do niezadowolenia z sezonu niezależnie od tego, kiedy się skończy. Nie wiem, czy jeszcze zagramy jakikolwiek mecz. Mam nadzieję, że tak, ponieważ nasza drużyna prezentuje siatkówkę, która może się podobać – powiedział Rafał Szymura, przyjmujący GKS-u Katowice.

[…] Katowicki zespół jest jednym z pozytywnych zaskoczeń tego sezonu. Mimo że runda zasadnicza nie została jeszcze dokończona, to obecnie zajmuje on szóste miejsce.

HOKEJ NA LODZIE

hokej.net – Krężołek: Udało się trochę postrzelać

Patryk Krężołek był jednym z odkryć sezonu 2019/2020. 21-letni napastnik z 19 trafieniami został najlepszym strzelcem GKS-u Katowice. Ekipa dowodzona przez Piotra Sarnika otrzymała od szefostwa spółki PHL brązowy medal, ale w zespole panuje spory niedosyt.

Katowiczanie rozpoczęli ćwierćfinałową serię z Podhalem Nowy Targ od dwóch porażek. Później jednak wygrali cztery spotkania z rzędu i awansowali do półfinału play-off, gdzie czekał na nich GKS Tychy.

– Na tamtym etapie każda drużyna prezentowała wysoki poziom, ale nie mam wątpliwości, że mogliśmy z GKS-em Tychy nawiązać rywalizację jak równy z równym. Z tym konkretnym rywalem mieliśmy dobre wyniki w sezonie zasadniczym, więc wiele zapowiadało interesujący bój. Jednak tak samo byłoby, gdybyśmy trafili na Unię Oświęcim, czy na JKH GKS Jastrzębie – powiedział Krężołek.

Dla wychowanka KTH Krynica był to pierwszy sezon, w którym dobił do granicy 20 bramek. Do 19 trafień w barwach GieKSy dołożył też jednego gola w drużynie Kadry PZHL U23. Ogółem w 53 spotkaniach zaksięgował 30 punktów.

– Na pewno dostrzegam rozwój, jaki poczyniłem, ale to w dużej mierze zasługa zawodników, których miałem wokół siebie. Patrząc z mojej perspektywy to mogę być zadowolony, bo udało się trochę postrzelać i skończyć rozgrywki z niezłymi liczbami – zaznaczył Patryk Krężołek.

Doprecyzujmy, że był on ustawiany przez Piotra Sarnika w pierwszym ataku u boku Grzegorza Pasiuta i Teddy’ego Da Costy.

– Mocno mi na lodzie pomagali. Grzesiu jest z mojego rodzinnego miasta, zawsze mi podpowiada, co mogę robić lepiej. To na pewno bardzo dużo mi dało. Wiedziałem, co mam na lodzie robić i dzięki temu dobrze się z moimi kolegami rozumiałem – wyjaśnił Krężołek.

Drobne korekty i wyższy poziom

GKS Katowice zakończył sezon z brązowym medalem. Działaczom i zawodnikom towarzyszy jednak uczucie sporego niedosytu.

[…] Dla katowiczan był ten sezon był niczym rollercoaster. Słabe wyniki w sparingach, dobry początek sezonu i siedem zwycięstw z rzędu, a później odejście trenera Risto Dufvy.

[…] Warto też wspomnieć, że w ekipie z alei Korfantego wiele było przewlekłych kontuzji oraz chorób. Długo pauzowali Mikołaj Łopuski, Tuukka Rajamäki, Teddy Da Costa i Dušan Devečka.

Działacze dokonali też kilku dobrych zagranicznych transferów. Wydaje się, że najlepiej wypadli dwaj Szwedzi: bramkarz Robin Rahm oraz obrońca Mathias Porseland, których nie było łatwo przekonać do gry w Polskiej Hokej Lidze. Obaj mieli obawy o stronę sportową.

– Sprowadzenie Robina Rahma, szwedzkiego bramkarza, wymagało prawie trzymiesięcznych negocjacji. I wcale nie wchodziły w grę tylko sprawy finansowe – zaznaczył dyrektor sportowy katowickiego klubu, potwierdzając, że z Porselandem było podobnie. – Trzeba jednak podkreślić, że z tym transferem trafiliśmy i pod koniec sezonu zasadniczego był ważną postacią naszej ekipy.

Jak przyszłość czeka drużynę GKS-u Katowice? Na razie jest wiele znaków zapytania, bo pandemia koronawirusa może mieć ogromny wpływ na gospodarkę. W obliczu kryzysu finansowego, właściciele przedsiębiorstw, ale też rajcy miejscy będą dysponować mniejszymi środkami na promocję i reklamę.

– Mamy bardzo dobry kolektyw, grupę zawodników, która potrafiła postawić za najwyższy cel dobro drużyny, i niewielkie korekty w składzie mogłyby pozwolić nam przystąpić do nowego sezonu z dużo wyższego poziomu – zakończył.

PHL: Sporo polskich drużyn może zagrać w europejskich pucharach

Hokejowa Liga Mistrzów, Puchar Kontynentalny i Puchar Wyszehradzki to nie wszystko. Jest również pomysł organizacji klubowego turnieju o Puchar Wschodnioeuropejski.

Po zakończonym przedwcześnie 11 marca sezonie Zarząd Polskiej Hokej Ligi na podstawie regulaminu przyznał miejsca medalowe w sezonie 2019/20. Mistrzem Polski został GKS Tychy, wicemistrzem Re-Plast Unia Oświęcim, a trzecie miejsca przyznano ex aequo JKH GKS Jastrzębie oraz GKS Katowice.

[…] W Lidze Mistrzów Polskę reprezentować będzie GKS Tychy, w Pucharze Kontynentalnym Re-Plast Unia Oświęcim, a w Pucharze Wyszehradzkim drużyny z Jastrzębia i Katowic.

[…] W minionym sezonie w pucharach najlepiej spisało się JKH GKS Jastrzębie. W styczniu w finale drużyna pokonała słowacką Nitrę i zdobyła Puchar Wyszehradzki.

Wciąż jest pomysł rozegrania klubowego turnieju o Puchar Wschodnioeuropejski.

– Ze względu na epidemię koronawirusa projekt jest w zawieszeniu, ale jeśli wystartuje, nasze zespoły rywalizować będą z ekipami z Białorusi, Ukrainy i Łotwy. W tym pucharze mogłyby wziąć udział Podhale Nowy Targ i Cracovia, czyli zespoły, które zajęły w zakończonym sezonie piąte i szóste miejsce – dodaje prezes Minkina.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie do złamania

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.

Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.

Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.

Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.

Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.

Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.

Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.

To był kolejny  tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.

Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.

I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.

Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.

Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.

Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.

Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.

No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.

Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.

Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.

Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.

Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.

Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna Wideo

Stadion znowu eksplodował

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W sobotę GieKSiarze wyglądali imponująco na trybunach i murawie, a stadion (kolejny już raz) eksplodował w 90. minucie. Nowa Bukowa zgromadziła prawie 12,5 tys. fanów, a do Katowic zawitała też liczna grupa sympatyków Cracovii ze swoimi zgodami. Zapraszamy do materiału wideo, na którym zarejestrowaliśmy doping kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Oceny za wyszarpanie z Cracovią

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do zapoznania się z ocenami za emocjonujący mecz z Cracovią, końcowo wygrany 3:2. Waszym MVP został Ilja Szkurin dzięki zdobyciu 30,4% głosów.

Gabriel Kobylak (4-) – Czy miał dużo pracy? Ależ skąd, Cracovia oddała trzy celne strzały, a i w rozegraniu do tyłu niezbyt przeszkadzała. Zasadniczo nie mógł nic poradzić na stracone bramki, może gdyby akurat idealnie wyczuł napastnika i podjął jakąś decyzję w ciemno – po prostu były to tak zwane „stuprocentowe sytuacje”.

Pau Resta (4-) – Świetne podanie już w drugiej minucie zostało przyćmione przez jego przegrane walki powietrzne w drugiej połowie meczu.

Lukas Klemenz (4-) – Bardzo pewnie wyglądał jako środkowa postać naszego bloku obronnego, zresztą jego mocne strony najlepiej pasują właśnie do tej pozycji. Może istnieje jeszcze margines do poprawy w komunikacji z pozostałą dwójką, ale po dwóch latach gry na boku tej formacji to w pełni zrozumiałe. Blisko był wpisania się na listę strzelców, zabrakło nieco szczęścia.

Alan Czerwiński (3) – Był aktywnym i dobrze odnajdywał się tam, gdzie powinien się znaleźć w danym momencie. Nie wychodziło mu co prawda idealnie wykręcanie liczb już na pozycji, ale nie można mu odebrać zaangażowania.

Marcin Wasielewski (3) – Zdecydowanie nie jest to Marcin Wasielewski w formie 'Top’, podobnie jak u Alana Czerwińskiego – prawa flanka nie miała swojego najlepszego dnia. Dzięki niemu cieszyliśmy się z rzutu karnego, nieustępliwie chciał wedrzeć się w szesnastkę i opłaciło mu (i nam) się to.

Mateusz Kowalczyk (4+) – Wrzut z autu na początku spotkania zaskoczył nie tylko nas, także Cracovia nie była przygotowana na taki wariant: ciekawe, czy musiał uzyskać pozwolenie na zostanie trebuszem. Razem z Łukasiakiem szczelnie zamknęli środek pola, jak zwykle dobrze widzieć takiego walczaka na murawie.

Kacper Łukasiak (4) – Cały czas drzemie w nim potencjał i momentami potrafi pokazać swój arsenał, choć czasami brakowało mu decyzji o ułamek sekundy szybszej. Dobrze zastawiał się z piłką i prowokował rywali do pressingu, otwierając tym pozostałe części boiska.

Mateusz Wdowiak (4+) – Ten rogal z pierwszej połowy zasługiwał na skończenie w siatce. Takich wahadłowych chce się oglądać.

Bartosz Nowak (4+) – Ależ z energią wyszedł na to spotkanie, spokojnie mógłby dopisać sobie o bramkę i asystę więcej. Szczęście mu tym razem nie sprzyjało, a cieszy także więcej decyzji o oddawaniu strzału.

Szymon Bartlewicz (4) – Oby skurcz złapany w jego ostatniej akcji został do końca wyleczony w przerwie na reprezentację. Pokazał, że chce zostawić serce na boisku, kolejny piłkarz, dla którego nie ma straconych piłek.

Ilja Szkurin (5, MVP) – Ponownie wygrał nam mecz. Można zaryzykować stwierdzenie, że jest najlepszym napastnikiem na świecie… po 90. minucie. Prawdopodobnie przy odrobinę lepszych decyzjach mógł strzelić bramkę już wcześniej.


Marcel Wędrychowski (4-) – Nie był kluczową postacią tego meczu, choć widać u niego chęć walki na boisku.

Erik Jirka (brak oceny) – Po jego wejściu Cracovia znajdowała mniej okazji na flance.

Bartosz Wolski (brak oceny) – W końcówce pokazał dokładnie to, czego od niego można oczekiwać – zagranie długiej piłki z perfekcyjną precyzją.

Marius Olsen (brak oceny) – Jego wyskok utrzymał przy życiu akcję na 3:2.

Borja Galan (brak oceny) – Zmiana w końcówce skutkująca asystą i kluczową akcją w defensywie? Ciężko oczekiwać więcej od występu trwającego kilka minut.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga