Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd doniesień mediów: GieKSa wygrywa z Jastrzębiem i walczy o podium
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarze, przygotowują się do rundy rewanżowej sezonu 2019/20, w ubiegłym tygodniu przebywali na zgrupowaniu w Wałbrzychu gdzie rozegrali trzy mecze sparingowe. W środę zespół rozegrał dwa test-mecze: najpierw z Ślęzą Wrocław, przegrywając 0:2 (0:0), następnie z Stalą Brzeg – wygrywając 3:0 (2:0). W ostatnim springu, w sobotę, przeciwnikiem była drużyna Chrobrego Głogów, z którym nasza drużyna przegrała 0:2 (0:0). Piłkarki w najbliższą sobotę rozegrają ostatni sparing (z AZS PWSZ Wałbrzych), przed ćwierćfinałowymi meczami w Pucharze Polski.
Siatkarze z dwóch spotkań wyjazdowych przywieźli trzy punkty, za zwycięstwo z Asseco Resovią 3:1. W drugim spotkaniu z Cuprum Lubin drużyna musiała uznać wyższość gospodarzy, ulegając 1:3. W nadchodzącym tygodniu zespół rozegra jedno spotkanie (w piątek) w Zawierciu z Aluron Virtu CMC.
Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali trzy spotkania. W meczu z liderem, GKS-em Tychy, GieKSa wygrała 5:3. W piątek, na wyjeździe w Oświęcimiu drużyna ulegała RE-Plast Unii 1:2 i wczoraj po dobrym meczu odprawiła z kwitkiem ekipę JKH GKS-u Jastrzębie 4:1.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – Ruszyli do Wałbrzycha
Piłkarze GieKSy wyjechali wczoraj na drugie zimowe zgrupowanie. W styczniu spędzili już cztery dni w Bielsku-Białej, tym razem – do soboty – stacjonować będą w Wałbrzychu.
– To punkt kulminacyjny przygotowań. Do rozgrywek zostało jeszcze trochę czasu i musimy go spokojnie wykorzystać. Na zajęciach będą dominowały elementy taktyczne, ale wszystko będzie jeszcze zorganizowane wokół motoryki. Połączymy te dwa aspekty. Już w lecie wiele ośrodków w Polsce było zarezerwowanych, dlatego nie mieliśmy dużego wyboru, ale Wałbrzych spełnia nasze oczekiwania. Daje możliwość treningu, odnowy biologicznej, jest tam bardzo dobry hotel i odpowiednia baza – mówi Rafał Górak, szkoleniowiec II-ligowca.
Katowiczanie na Dolnym Śląsku trenować będą w 28-osobowym składzie. Do autokaru wsiedli rekonwalescent Dominik Bronisławski czy obrońca z klubowej akademii Michał Szymała. Brakować będzie jedynie Radka Dejmka, który niedawno przeszedł zabieg artroskopii kolana.
– Jeśli nie wydarzy się coś nieprzewidzianego, właśnie ta grupa zawodników będzie stanowiła kadrę na rundę wiosenną – zapowiada Robert Góralczyk, dyrektor sportowy GKS-u.
Nie jest tajemnicą, że jeden z zawodników GieKSy cieszy się zainteresowaniem klubu z wyższej klasy rozgrywkowej. Mowa o Kacprze Tabisiu, którego widziałaby w swoich szeregach Odra Opole. Wydaje się, że przy Bukowej raczej nie czyniliby dużych przeszkód przy transferze, ale na razie brak w tej sprawie większych konkretów.
pilkanozna.slezawroclaw.pl – Ślęza lepsza od GKS-u Katowice
[…] Ktoś powie, że to tylko sparing i będzie miał rację. Ktoś inny powie, że GKS nie zagrał w najsilniejszym składzie, bowiem drugoligowiec podzielony został dziś na dwie drużyny, które rozegrały dwa sparingi (ta druga wygrała 3:0 ze Stalą Brzeg) i też będzie miał rację. Nikt jednak nie zaprzeczy, że żółto-czerwoni zagrali bardzo dobre spotkanie, w którym potoczny obserwator miałby spore problemy ze wskazaniem który zespół zajmuje 11. miejsce w tabeli III ligi, a który znajduje się w czołówce tabeli ligi II. Prawda jest taka, że Ślęza mogła wygrać jeszcze wyżej bo miała ku temu sporo okazji, natomiast GKS w całym spotkaniu zdołał oddać jeden niecelny strzał.
[…] Dodajmy jeszcze, że Ślęza też nie zagrała w optymalnym składzie, w którym zabrakło choćby kontuzjowanych Kornela Traczyka i Tomasza Dyra.
[…] Mimo wielu zmian dokonanych w przerwie, obraz gry w drugiej połowie nie uległ zmianie. W środek bramki piłkę posłali Jakub Bohdanowicz i jeden z testowanych zawodników. Kilka razy zabrakło też wykończenia gdy mocno kotłowało się w polu bramkowym GKS-u. W 72 min. Ślęza dopięła swego obejmując prowadzenie po strzale juniora Bartłomieja Szewczyka. W 78 min. Ahmed posłał futbolówkę tuż nad poprzeczką. W 84 min. Pisarczuk dośrodkował z lewej strony, a jeden z zawodników GKS-u próbując przeciąć lot piłki uczynił to tak nieszczęśliwie, że wpakował ją do własnej bramki. Doskonała okazję do zdobycia gola miał jeszcze Jakub Gil, ale wynik nie uległ już zmianie.
stalbrzeg.futbolowo.pl – Wynik znacznie gorszy niż gra
W trzecim meczu sparingowym nasza drużyna przegrała w Wałbrzychu z drugoligowym GKS-em Katowice 0:3. Wbrew pozorom pod względem gry był to całkiem wyrównany mecz. Żółto-niebiescy przez długie fragmenty byli równorzędnym przeciwnikiem, w przeciągu 90 minut oddali więcej strzałów na bramkę rywali, ale znów nie zdołali trafić do siatki. Katowiczanie wykorzystali z kolei łatwe błędy w defensywie Stali, w tym dwa rzuty karne. Stalowcy nieźle weszli w mecz i przez pierwsze 30 minut prezentowali się bardzo dobrze. W 7. minucie co prawda groźnie zaatakowali piłkarze GKS-u, których szybką kontrę przed polem karnym przerwał Szady. Później szanse mieli brzeżanie – groźnie wzdłuż linii bramkowej zagrywał Gajda, mocno i celnie zza szesnastki strzelił Cieślik, dwie dobre okazje mieli też zawodnicy testowani. W 33. minucie w naszym polu karnym padł zawodnik GieKSy. Sędzia odgwizdał jedenastkę, którą pewnie wykorzystał Stefanowicz. Po pierwszym trafieniu rywale złapali swój rytm i dominowali na boisku, a tuż przed przerwą po składnej kontrze podwyższyli za sprawą Kiebzaka. Drugą część gry w zupełnie zmienionym składzie znów lepiej rozpoczęli Stalowcy, jednak zarówno strzał Danielika zza szesnastki, jak i główka Niewieściuka były minimalnie niecelnie. W 58. minucie po kontakcie Pożaryckiego z rywalem arbiter odgwizdał kolejny rzut karny. Tym razem do piłki podszedł Urynowicz i szczęśliwie, przełamując ręce Stitou zdobył trzecią bramkę. Później dobre sytuacje mieli niemal wyłącznie nasi zawodnicy, którzy jednak znów nie byli skuteczni. Z dystansu nieskutecznie próbował Danielik, strzały Dychusa i Kamińskiego z trudem bronił bramkarz katowiczan, w światło bramki nie zdołał trafić także Celuch. Ponadto nie udało nam się wykorzystać pośredniego rzutu wolnego w szesnastce GKS-u, gdyż trafiliśmy w mur. Na tle bardzo mocnego rywala nasza gra nie wyglądała tak źle, jak wskazuje sam wynik, który jest bezlitosny.
chrobry-glogow.pl – Pierwszy sprawdzian na plus
Na równo miesiąc przed ligą Chrobry po raz pierwszy sprawdził się na tle innego zespołu i ten pierwszy test zakończył pozytywnie. Pomarańczowo-czarni pokonali GKS Katowice 2:0 zdobywając po jednej bramce z akcji i jednej ze stałego fragmentu.
[…] W Chrobrym nie mogli zagrać wszyscy. Do Wałbrzycha nie pojechali lekko kontuzjowani Michał Ilków-Gołąb czy Mateusz Abramowicz. Łącznie pokazało się 20 zawodników, z których na pierwszą połową utworzono w większości bardziej kojarzoną z ligą jedenastkę.
W pierwszych 45 minutach nie dało się powiedzieć, że któraś ze stron ma wyraźną przewagę, choć w bramkowych sytuacjach przeważali głogowianie. Po dograniu Dominika Piły na bramkę ładnie uderzał Damian Kowalczyk, lecz po rykoszecie był z tego tylko rzut rożny. Natomiast przy strzale głową Piły po wrzutce Przemysława Stolca dobrze interweniował bramkarz GieKS-y. Skończyło się na bezbramkowym remisie. Chwilę przed ostatnim gwizdkiem boisko z powodu kontuzji musiał opuścić Mikołaj Lebedyński, za którego wszedł Adrian Benedyczak. Na szczęście uraz Lebedyńskiego okazał się mniej poważny.
Chrobry bardzo dobrze zaczął drugą część i zrobił to za sprawą Marcela Ziemanna, który efektownym uderzeniem zza pola karnego zdobył pierwszą bramkę. W tej odsłonie środek obrony tworzył debiutujący w drużynie Kamil Juraszek i wstrzelił się jako drugi. W 86 minucie z rzutu rożnego dośrodkował Damian Piotrowski, w szesnastce odnalazł się nowy nabytek Chrobrego i głową skierował futbolówkę do środka. Wobec tego, że głogowska obrona nie dopuszczała do większych zagrożeń, skończyło się na dwóch bramkach z przodu i czystym koncie.
SIATKÓWKA
sportowefakty.wp.pl – Asseco Resovia z jedenastą porażką. Katowiczanie wracają z kompletem punktów
W zaległym starciu 14. kolejki PlusLigi siatkarze GKS-u Katowice w czterech setach rozprawili się z podopiecznymi Piotra Gruszki. Najlepszym zawodnikiem spotkania został wybrany Wiktor Musiał.
[…] Ekipa Piotra Gruszki mimo swojej nierównej gry szybko wyszła na prowadzenie, zmuszając tym samym do reakcji trenera GKS-u (6:4). Rzeszowianie czujnie pilnowali rozegrań Jana Firleja, zaś w ofensywie udanie prezentował się Nicolas Marechal. Problemy ze skończeniem ataku miał jednak Zbigniew Bartman, którego skuteczność w pierwszym secie wyniosła zaledwie 20 procent. Mimo falującej postawy, gospodarzom udało się triumfować w pierwszej odsłonie, a sporą cegiełkę dołożyli do tego wyniku katowiczanie popełniając aż 10 błędów własnych.
Podopieczni Dariusza Daszkiewicza nie podłamali się niepowodzeniami w poprzedniej odsłonie i tym razem to oni szybko przejęli inicjatywę na boisku (7:4). Chociaż rzeszowianie starali się złapać kontakt z rywalem, to słaba skuteczność na kontrach oraz notorycznie popełniane błędy nie pozwalały im zniwelować strat. Największym postrachem dla Pasów był Wiktor Musiał. Zawodnik nie tylko zaskakiwał w ofensywie, ale również czujnie pracował pod siatką. Po stronie gospodarzy dwoił się i troił Damian Schulz, jednak dwa błędy atakującego w końcówce sprawiły, że ekipa z Katowic odskoczyła znów na cztery „oczka” (21:17). W konsekwencji siatkarze Asseco Resovii przestali kontrolować w pełni przebieg wydarzeń na parkiecie i ostatecznie przegrali partię do 20.
Po zmianie stron katowiczanie bardzo szybko zdominowali gospodarzy. Ze szczelnym blokiem nie mógł poradzić sobie zwłaszcza Marechal, który już na starcie otrzymał dwie efektowne „czapy” (2:5). Niezagrożeni blokiem rywali goście śmiało poczynali sobie na siatce.
[…] W trzeciej odsłonie wszelkich złudzeń pozbawił rzeszowian zwłaszcza Wiktor Musiał. Potężne zagrywki atakującego całkowicie rozbiły siatkarzy znad Wisłoka (13:18). Miejscowi nie radzili sobie zarówno w przyjęciu, jak i w ofensywie. Gdy na szczelny mur „nadział się” Schulz, trener Asseco Resovii oddelegował na boisko Bartmana, jednak i ta zmiana nie pomogła. Gospodarze znów musieli uznać wyższość rywali.
W czwartym secie szkoleniowiec Asseco Resovii zdecydował się dać kolejną szansę Damianowi Schulzowi, jednak atakujący szybko otrzymał dwie „czapy” i znów zameldował się w kwadracie (1:4). Również w tej partii gospodarze nieszczególnie zagrażali rywalom. Rozpędzony GKS z Wiktorem Musiałem na czele pewnie ruszył po wygraną i dopisał do tabeli cenne trzy „oczka”.
Asseco Resovia Rzeszów – GKS Katowice 1:3 (25:22, 20:25, 20:25, 19:25)
Cuprum Lubin pokonało GKS Katowice. Dobry mecz Miguela Tavaresa
Cuprum Lubin wykorzystało atut własnego boiska i pokonało w sobotę w czterech setach GKS Katowice. W związku ze ściskiem w dolnej części stawki, komplet punktów może cieszyć gospodarzy podwójnie.
[…] Trener Dariusz Daszkiewicz, który nie mógł w meczu na Dolnym Śląsku skorzystać z Jana Nowakowskiego (uraz stawu skokowego), Jakuba Jarosza, Kamila Drzazgi i Jakuba Szymańskiego, przy stanie +6 dla Miedziowych był zmuszony poprosić o czas. GKS Katowice po krótkiej pauzie i asie serwisowym Wiktora Musiała zniwelował straty do trzech punktów, a w końcówce, po udanym bloku na Robinsonie Dvoranenie, nawet do dwóch. Losów odsłony odwrócić się jednak nie udało, bo Brazylijczyk zrehabilitował się w najlepszy możliwy sposób.
W drugim secie przez długi czas zespoły zacięcie walczyły punkt za punkt. Szybciej przełamało przeciwników Cuprum Lubin, a konkretnie zrobił to kąśliwą zagrywką Robinson Dvoranen. Ta sytuacja zapoczątkowała dobrą passę miejscowych. Drużyna Marcelo Fronckowiaka podwyższyła prowadzenie do pięciu punktów (18:13), ale GieKSa nie przestała naciskać i wróciła do meczu dzięki znakomitej postawie w bloku. W końcówce wynik był sprawą otwartą (23:22), ale znów na ostatniej prostej lepiej poradziła sobie ekipa z Dolnego Śląska.
Trzecia partia to już zdecydowanie lepsza gra GieKSy, a odmienił ją Maciej Fijałek. Drużyna z Katowic dominowała w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła, a Cuprum Lubin nie było w stanie się przeciwstawić przyjezdnym. To, co nie udało się w trzecim, ekipa gospodarzy odbiła sobie jednak w czwartym secie i zainkasowała w sobotę ważny komplet punktów.
Cuprum Lubin – GKS Katowice 3:1 (25:23, 25:22, 16:25, 25:19)
HOKEJ
sportdziennik.com – Między nami kolegami
Derby dwóch GKS-ów z Katowic oraz Tychów miały najwyższą jakość.
[…] W derbach Śląska tym razem triumfowali katowiczanie, zaś w rywalizacji kolegów lepszy okazał się Sarnik. Do rewanżu może dojść w play offie.
Gospodarze byli nastawieni tak bojowo, że tuż po gwizdku ruszyli z pasją do ataku i już w pierwszych minutach mieli wiele świetnych sytuacji. Krążek raz po raz mknął na bramkę tyską i John Murray miał sporo pracy.
Katowiczanie posiadali przewagę i gole były tylko kwestią czasu. Pierwszej przewagi liczebnej nie wykorzystali, ale już przy drugiej zmienili rezultat meczu. Tadej Cimżar strzelał z lewej strony, Murray odbił krążek w bok i Tuukka Rajamaki nie miał żadnych problemów ze zdobyciem gola. Drugi był uzyskany po świetnej akcji duetu Filip Starzyński – Szyomon Mularczyk, a sfinalizował ją uderzeniem do pustej Kamil Paszek.
Przewaga gospodarzy ani przez chwilę nie podlegała dyskusji i wystarczy nadmienić, że oddali 20 strzałów na tyską bramkę. Goście zrewanżowali się tylko 7 uderzeniami.
Druga odsłona była jeszcze jakościowa lepsza, bo tyszanie po stracie 3 goli przebudzili się i zaczęli konstruować groźne akcje. Gdy Christian Mroczkowski, po składnej akcji kolegów z ataku, zdobył gola, przez chwilę wydawało się, że tyszanie jeszcze mogą wiele zwojować. A tymczasem riposta była natychmiastowa i Patryk Krężołek podwyższył na 4:1. On również popisał się kolejnym trafieniem w przewadze.
Tyszanie wcale nie zamierzali rezygnować i Jarosław Rzeszutko zmniejszył stratę. Ostatnia tercja zapowiadała się arcyciekawie. Tyszanie szukali swojej szansy, ale zdobyli tylko gola po uderzeniu Patryka Koguta. Gospodarze uważnie prowadzili grę obronną i od czasu do czasu zagrażali bramce Murraya.
GKS Katowice – GKS Tychy 5:3 (2:0, 3:2, 0:1)
hokej.net – Biało-niebieska twierdza. Przewagi kluczem do zwycięstwa
Własny lód jest w tym sezonie ogromnym atutem hokeistów Re-Plast Unii Oświęcim. Dziś biało-niebiescy wygrali przy Chemików 4 po raz dziesiąty z rzędu, pokonując GKS Katowice 2:1. To spotkanie pokazało, jak ważna w nowoczesnym hokeju jest gra w przewagach i osłabieniach.
[…] W pierwszej odsłonie więcej z gry mieli katowiczanie, którzy w swoich poczynaniach byli aktywniejsi i dokładniejsi. Na bramkę Clarke’a Saundersa uderzali aż 13 razy, ale Kanadyjczyk spisywał się bez zarzutu. Wybitnym refleksem błysnął, gdy obronił kąśliwe strzały Jussiego Makkonena (11. min) i Filipa Starzyńskiego (15.). Pierwszy wypalił sprzed obrońcy, a drugi ze slotu.
Biało-niebiescy znacznie lepiej radzili sobie w drugiej odsłonie. Efekt? W 24. minucie wykorzystali okres gry w przewadze i wyszli na prowadzenie.
[…] Katowiczanie w 37. minucie mogli doprowadzić do wyrównania. Krążek przechwycił Tuukka Rajamäki i popędził na samotne spotkanie z bramkarzem gospodarzy, ale nie zdołał go pokonać. Uderzony przez fińskiego napastnika krążek zatrzymał bowiem się na słupku.
Chwilę później zawodnicy Re-Plast Unii ponownie zagrali w przewadze i znów wykorzystali tę szansę. Powracający po kontuzji Jakub Šaur wrzucił gumę spod linii niebieskiej, a czający się przed bramkarzem Aleksiej Trandin, sprytnie zmienił lot krążka.
[…] Goście nie zamierzali odpuszczać i trzecią tercją rozpoczęli niezwykle agresywnie. Zepchnęli biało-niebieskich do głębokiej defensywy i dosłownie obstrzeliwali bramkę strzeżoną przez Clarke’a Saundersa. Kanadyjczyk skapitulował w 48. minucie, a jego zespół miał wówczas w polu o jednego zawodnika mniej. Uderzenie Marcina Kolusza do bramki sprytnie przekierował Patryk Krężołek, który w tym sezonie jest najlepszym strzelcem GieKSy.
Ten gol zwiastował emocjonującą i nerwową końcówkę. Obrodziło karami, a w wyniku ich kumulacji hokeiści z województwa śląskiego przez 8 sekund grali nawet w piątkę przeciwko trójce oświęcimian. Ci ofiarnie się bronili.
Na niespełna dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry trener Piotr Sarnik poprosił o czas. Chwilę później poszedł o krok dalej i zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza. Choć pod oświęcimską bramką dosłownie się kotłowało, to wynik już się nie zmienił.
Na dodatek na kilkanaście sekund przed końcową syreną kontrę wyprowadzał Gregor Koblar, który jadąc na pustą bramkę został sfaulowany przez Mikę Franssilę. Słoweniec pokazywał sędziom, że w tej sytuacji powinna mieć zastosowanie procedura z tzw. golem technicznym (art. 179). Ci jednak byli innego zdania.
Re-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice 2:1 (0:0, 2:0, 0:1)
GieKSa wygrywa z Jastrzębiem i walczy o podium
Hokeiści GKSu Katowice pokonali w bezpośrednim spotkaniu JKH GKS Jastrzębie 4:1 i nadal walczą o podium w tabeli po sezonie zasadniczym. Trzy z czterech bramek zdobyli defensorzy „GieKSy”, którzy nie tylko dobrze pokazali się w ofensywie ale skutecznie rozbijali ataki gości.
Na finiszu sezonu zasadniczego w środku tabeli PHL panuje niebywały ścisk. Każdy zdobyty punkt jest więc niezwykle ważny w kontekście korzystnego rozstawienia przed fazą play off. Nic zatem dziwnego, że GieKSa rozpoczęła spotkanie z JKH od bardzo mocnych ataków. Pomimo nieobecności chorego kapitana Grzegorza Pasiuta, dobrze radzili sobie w ofensywie gospodarze. Sposób na pokonanie bramkarza gości katowiczanie znaleźli po strzałach z dystansu. W pierwszej tercji tak zaskakiwali go Mathias Porseland i Miika Franssila.
Druga odsłona miała podobny przebieg do czasu, gdy „GieKSa” popełniła fatalny błąd. Grając w przewadze doprowadzili katowiczanie do sytuacji, w której niepilnowany Artem Iossafov łatwo pokonał Robina Rahma w sytuacji sam na sam. Od tego momentu goście nabrali wiatru w żagle i zaczęli częściej zagrażać bramce Rahma. Ich ofensywne zapędy katowiczanie zapędzili w najlepszy możliwy sposób. Tuż po rozpoczęciu trzeciej tercji gola zdobył Tadej Čimžar. Potem gola dołożył Franssila i było jasne, że tego dnia punktów już gospodarze nie stracą.
GKS Katowice – JKH GKS Jastrzębie 4:1 (2:0, 0:1, 2:0)
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: Žilina jest jak żmija
Wraz z tryumfem Hiszpanii na mundialowych boiskach dobiegł końca maraton nocnych meczów za oceanem, a uczestniczący w nich piłkarze udali się na zasłużone urlopy. Natomiast nasi ulubieńcy są już zwarci i gotowi, aby rozpocząć rozgrywki, które będą nas przyprawiać o zdecydowanie szybsze bicie serca niż sam Mundial. Jednak zanim z kopyta ruszy Ekstraklasa, GKS napisze pierwszy i – mamy nadzieję – jeden z wielu rozdziałów w Lidze Konferencji Europy. Jak wysoka jest pierwsza przeszkoda, jaką los postawił na naszej drodze? O MŠK Žilina opowiedział nam Piotr Słonka, użytkownikom Twittera szerzej znany jako BuckarooBanzai – pasjonat piłki nożnej, groundhopper, wnikliwy obserwator futbolu w wydaniu ukraińskim, czeskim i właśnie słowackim. W ubiegłym sezonie na meczach MŠK bywał częściej niż niejeden niedzielny kibic na stadionie swojej lokalnej drużyny, więc to właśnie jego poprosiliśmy o przybliżenie sylwetki pierwszego rywala GieKSy w kwalifikacjach Ligi Konferencji.
Na ile łaskawy był dla nas los przydzielając nam MŠK Žilina jako pierwszą przeszkodę na drodze do Ligi Konferencji Europy?
W ubiegłym sezonie widziałem na żywo kilkanaście meczów MŠK, a po raz pierwszy pojechałem do Żyliny 17 lat temu na decydujący o wejściu do Ligi Europy mecz z Partizanem. Od tego czasu co najmniej kilka razy w roku bywam na tym stadionie, a jeśli jestem w Polsce, to nawet kilkanaście. Wielokrotnie próbowałem scharakteryzować ten zespół, jednak nie jest to łatwe. Na ten moment Žilina jest przede wszystkim zespołem niekompletnym, w permanentnej budowie, wielokrotnie wyprzedawanym i uzupełnianym nowymi piłkarzami. Zdarzało się, że kluczowe zmiany kadrowe zachodziły w trakcie kampanii eliminacyjnej do europucharów. Podobnie może być i w tym sezonie. Priorytetem zarządu jest zarabianie na piłkarzach, aczkolwiek dziś nie widzę tam gracza o wysokim potencjale sprzedażowym. Jest za to kilku bardziej doświadczonych zawodników, którzy mają gwarantować stabilizację zespołu, jednak są to gracze przeciętni nawet na ligę słowacką. Dlatego moim zdaniem to GKS jest faworytem – o ile w pierwszym meczu scenariusze mogą być różne, to ostateczny awans powinien stać się udziałem GieKSy. Žilina jest jak żmija, która może ukąsić każdego, ale koniec końców te rany nie powinny być dla GKS-u zabójcze.
Ubiegły sezon ligi słowackiej zakończył się bezdyskusyjnym tryumfem Slovana Bratysława, a Žilina skończyła dopiero na czwartym miejscu. Jak w porównaniu do Ekstraklasy oceniasz potencjał całej ligi, jej mistrza i naszego najbliższego rywala?
Na Słowacji mamy ligę z hegemonem w postaci Slovana, który pędzi niczym TGV, a gonią go kiepskie ciuchcie, które co rusz trzeba reperować. Nie przysparza to kibicom zbyt wielu emocji. Sam mistrz Słowacji byłby wysoko w tabeli Ekstraklasy, jednak ciężko to ocenić, skoro w swojej lidze gra zazwyczaj na 30% możliwości, których pełnię pokazuje dopiero w Europie. W lidze nie musi wrzucać czwartego biegu, o piątym nawet nie wspominając. Nawet mecze na szczycie są po prostu nudne. Piłkarze z Bratysławy mogą przespać większą część meczu i przycisnąć dopiero w końcówce, co i tak zwykle wystarcza do zwycięstwa. Na tym tle Žilina wypada znacznie słabiej i gdyby chciała nawiązać rywalizację, to musiałaby zmienić politykę transferową. Ma wprawdzie super akademię, lepszą niż wiele polskich klubów, bardzo dobrze pracując z młodymi zawodnikami, którzy przez rezerwy trafiają do pierwszego zespołu i szybko wypływają na szersze wody. Samymi młodymi talentami nie utrzymałaby się jednak w Ekstraklasie. Mając natomiast budżet, jakim dysponują polskie kluby, mogłaby szybko podnieść swój poziom.
Przepustkę do Europy MŠK zdobył dzięki tryumfowi w krajowym pucharze. Jak w Żylinie oceniono ubiegły sezon, który w lidze nie poszedł po ich myśli?
Drużyna na boisku prezentowała się chimerycznie – chociażby z Rakowem w pewnych fragmentach wyglądała bardzo dobrze, by ostatecznie przegrać w dwumeczu 1:6. Podobnie zresztą było ostatnio z Hajdukiem – w pierwszej połowie w Splicie mogli trafić do siatki, co się jednak nie udało i skończyło się stratą dwóch goli. Nawet z ligowymi outsiderami zdarzało im się gubić punkty. Tak się jednak zdarza drużynom opartym na młodzieży – często brakuje stabilności. Czwarte miejsce w lidze nie było więc rozpatrywane w klubie jako porażka, bo filozofia klubu się nie zmienia. Z kolei wygrany finał Pucharu Słowacji, rozgrywany właśnie w Żylinie, był wielkim świętem dla klubu, który od wielu lat nie włożył nic do gabloty. Ten sukces przykrył nienajlepszy sezon w lidze.
Wspomniałeś już o dwóch pojedynkach, które mogą interesować kibiców GieKSy. Pierwszy to ubiegłoroczna rywalizacja w kwalifikacjach LKE z innym zespołem z Polski, czyli Rakowem. Tuż przed tym spotkaniem rozmawiałem z Michałem Cybulskim z Częstochowy, który ostrożnie podchodził do słowackiego rywala. Tymczasem Medaliki bez większych problemów pokonały tę przeszkodę.
Žilina mogła objąć prowadzenie w pierwszej połowie meczu w Częstochowie, jednak typowo dla siebie zmarnowała dogodne sytuacje. Słowacy nie byli jednak w stanie grać całego meczu na tak wysokich obrotach i w drugiej połowie gospodarze zrobili swoje. Mecze, w których Żylina atakuje od pierwszego do ostatniego gwizdka zdarzają się, ale należą do wyjątków. Najczęściej są to krótkie okresy, w których przejmują inicjatywę. Jeśli więc nie wykorzystuje się wypracowanych w tym czasie sytuacji, to kolejnych może już nie być. MŠK chce grać ofensywnie, próbuje atakować i dawać radość kibicom. Często przekłada się to jednak na dziury w obronie i tak też było z Rakowem.
Tymi samymi słowami można by scharakteryzować kolejny dwumecz, o którym chciałem porozmawiać, a więc niedawną rywalizację z Hajdukiem.
Scenariusz był bardzo podobny. W pierwszej połowie meczu w Splicie Słowacy mieli dwie doskonałe okazje na gola, których jednak nie wykorzystali, a kilka chwil później przegrywali już 0:2 i nie wyglądali zbyt dobrze. Strata przed rewanżem była więc spora i mimo że u siebie od początku grali lepiej, to pierwszego gola zdobył Hajduk. Po przerwie dominowała już jednak Žilina: padły dwa gole, był też strzał w poprzeczkę i jedna doskonała sytuacja, niewykorzystana przez Roginicia. Było to jednak za mało, aby odrobić straty z Chorwacji.
Z jednej strony wygrana z Hajdukiem może świadczyć o dobrej dyspozycji MŠK, z drugiej jednak nasi kibice mogą w nią powątpiewać, skoro o sile rażenia Žiliny decyduje Marko Roginić, który przed laty w ataku pierwszoligowej GieKSy delikatnie mówiąc nie zachwycał.
Żylina bazuje na wychowankach, co szczególnie nasiliło się w okresie kowidowym, kiedy mocno ograniczono wysokość pensji zawodników. Zespół budowano na bardzo młodych graczach, a piłkarzy bardziej doświadczonych można było policzyć na palcach jednej ręki. Wyjątkiem było okienko transferowe przed poprzednim sezonem i to właśnie wtedy sprowadzono Marko Roginicia. Dziwiłem się temu ruchowi, oceniając go jako krok w tył dla klubu. Tymczasem Chorwat okazał się graczem idealnie sprofilowanym pod potrzeby zespołu. Z przodu wygląda bardzo dobrze – jak na warunki ligi słowackiej jest szybki, nie unika walki fizycznej z obrońcami, a do tego jest w miarę skuteczny. Mimo że czasem zawodzi w prostych sytuacjach, to w ataku MŠK prezentuje się zdecydowanie lepiej niż obwoływany przed laty wielkim talentem Dawid Kurminowski. Z drugiej strony świadczy to o poziomie ligi słowackiej, w której dobre noty zbiera zawodnik zupełnie niewyróżniający się w polskiej 1. lidze.
Skoro tak, to czy dla słowackiego piłkarza transfer do Polski jest celem i spełnieniem sportowych ambicji? A jeśli tak rzeczywiście jest, to co w Żylinie robi Fabian Bzdyl, który wybrał odwrotny kierunek?
Zdecydowanie, transfer do Polski jest kierunkiem, o którym myśli wielu zawodników z ligi słowackiej, szczególnie w ostatnim okresie, gdy Ekstraklasa pnie się do góry w europejskich rankingach. Sam nie mogę się nadziwić i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że dziś mamy szansę wprowadzić dwa zespoły do Ligi Mistrzów, a w europejskich pucharach gramy coraz więcej i coraz lepiej. Dlatego dla każdego zawodnika ze Słowacji transfer do Polski to sportowy awans. Z kolei Fabian Bzdyl nie grał zbyt dużo w Cracovii, mimo że zadebiutował dość wcześnie, bo w wieku 16 lat. Transfer do Żyliny był moim zdaniem najlepszym na tamten moment wyborem, bo pokazuje się tu z bardzo dobrej strony. Doskonale odnajduje się w środku, nie ustępując pola starszym zawodnikom. Pod względem umiejętności piłkarskich zachwyca tutejszych obserwatorów i zanosi się, że w przyszłości będzie jednym z droższych transferów wychodzących. Dlatego mimo że zamiana Polski na Słowację może się wydawać krokiem w tył, to Bzdyl znalazł tu świetne warunki do rozwoju i pokazania swoich umiejętności. Žilina jest doskonałym oknem wystawowym dla takich graczy jak Fabian – często zaglądają tu skauci z Włoch, Niemiec czy krajów Beneluksu. Jego nazwisko z pewnością znalazło się w notesach niejednego z nich. W Żylinie wiedzą jak pracować z młodymi zawodnikami.
Wspomniałeś wcześniej, że dziś nie ma w Žilinie „gwiazd” z wielkim potencjałem sprzedażowym. Na kogo więc, oprócz Bzdyla i Roginicia, zwracać szczególną uwagę w pojedynku z GieKSą?
Poprzednia generacja młodych talentów została w zasadzie w całości wyprzedana, a do gry powoli wchodzi kolejna: Bzdyl, František Kóša czy Rumun Andrei Florea. Sztab stawia sobie za cel promowanie takich zawodników, którzy dostają sporo szans, nawet z bardziej renomowanymi przeciwnikami. Oprócz Roginicia z przodu jest jeszcze Michal Faško, a za ich plecami gra z kolei Miroslav Káčer – mózg drużyny, który odpowiada za współpracę wszystkich formacji. Jest to piłkarz kluczowy dla systemu gry Žiliny. Z kolei dyspozycja dnia młodzieży zawsze pozostaje pewną niewiadomą.
Jak oceniasz sam fakt, że piąty pucharowy slot dla Polski zgarnęła właśnie GieKSa?
Oglądałem w całości kilka ostatnich meczów GKS-u w poprzednim sezonie. Jako osoba śledząca europejskie rankingi chciałem, aby do pucharów awansowały zespoły z wysokimi współczynnikami. Najważniejsze dzieje się jednak na boisku, którego odzwierciedleniem jest tabela. GKS zapracował na to piąte miejsce. Poza tym w Katowicach zawsze jest doskonała atmosfera – trybuny praktycznie wypełnione kibicami w żółtych barwach, głośno reagującymi na boiskowe wydarzenia, co dodaje kolorytu telewizyjnej transmisji. Fani jeżdżą też za tym klubem na wyjazdy i nie inaczej będzie w czwartek. Byłem na waszym starym stadionie, pamiętam GKS z historycznych meczów. Nie waham się powiedzieć, że macie status legendy w polskich realiach i życzę wam, aby GKS nawiązał do najlepszych czasów, pracował na swój ranking i za rok znów awansował do europejskich pucharów, pokazując super formę, którą mam nadzieję zobaczyć w najbliższych meczach przeciwko Żylinie i kolejnym rywalom. Wiem, że o awans do fazy ligowej może być ciężko, ale jeśli zagracie na swoim najwyższym poziomie, jak wiosną z Lechem czy Rakowem, to nie jesteście bez szans.
Spora liczba kibiców GieKSy wybiera się w czwartek do Żyliny. Jak w tym aspekcie prezentuje się nasz rywal?
Jeśli uda się dojść do porozumienia, to jest szansa, że miejscowi oddadzą GieKSie całą trybunę za jedną z bramek, podobnie jak było w przypadku Rakowa. Barwy obu klubów są podobne, więc stadion będzie się pięknie prezentował pod względem wizualnym. Niemniej jednak, niezależnie od tego ile miejsc dostaną kibice GKS-u, to i tak tylko oni będą słyszani w trakcie meczu. Od wielu lat kibice MŠK są w konflikcie z zarządem. Po awansie klubu do Ligi Mistrzów w 2010 roku właściciel wprowadził kolosalne podwyżki cen biletów. Doprowadziło to do wielkiej kłótni i mimo weryfikacji cen wejściówek konfliktu nie zażegnano. Nie tylko ultrasi, ale i zwykli kibice przestali przychodzić na stadion. Było kilka prób pojednania, ale do dziś się to nie udało. Na mecze chodzi około 2 tysięcy widzów, wśród nich sporo dzieci i młodzieży, która próbuje pociągnąć doping, natomiast wciąż wygląda to słabo.
Jaki twoim zdaniem przebieg będzie miał czwartkowy mecz i kto ostatecznie wyjdzie zwycięsko z całej konfrontacji?
Moim zdaniem Žilina zacznie bardzo mocno i wiele będzie zależało od tego, jak ułoży się początek meczu. GKS będzie faworytem, ale jeśli gospodarze zdobędą jednego lub dwa gole, uzyskując wyraźną przewagę, to szanse na awans mogą się wyrównać. Jeżeli jednak GieKSa przetrwa początek bez dotkliwych strat, to z czasem przejmie inicjatywę i będzie dyktować warunki, zarówno w czwartkowym meczu, jak i w całej rywalizacji. Zakładam remis lub minimalne zwycięstwo GieKSy na Słowacji i spokojne doprowadzenie do awansu w rewanżu w Katowicach. Przewaga GKS-u nad MŠK będzie moim zdaniem większa niż Hajduka w poprzedniej rundzie.
Jaki wynik padnie więc w czwartek?
1:0 dla GKS-u.
Piłka nożna
Górak: Nie możemy tak działać
Po meczu Wisła Kraków – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Jop i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gratulacje dla Wisły pierwszego zwycięstwa po powrocie do ekstraklasy. Duże wydarzenie na trybunach, imponująca sprawa. Dziękuję naszym kibicom za bardzo dobre wklejenie się w to wszystko. Kapitalny doping, ważne, że kibice umieją się docenić, mimo dużych animozji, ale tak to powinno wyglądać. Wielkie gratulacje dla jednej i drugiej społeczności kibicowskiej.
Co do meczu to wiadomo że jeśli początek sezonu, to wiadomo, że im krócej, tym lepiej. Na razie nie ma co robić górnolotnych wywodów.
Mogliśmy bezapelacyjnie wyciągnąć więcej z tego spotkania, graliśmy tak jak założyliśmy pierwszą połowę. Szukałem tylko możliwości zdobycia bramki, te sytuacje były, wydawało mi się, że będą coraz bliższe, ale w drugiej połowie po raz drugi nam się to przydarza, bo szybko w drugiej połowie tracimy bramkę.
Nie możemy w taki sposób dzisiaj działać, że taki karny, który jest podyktowany – nie mamy nic na obronę, nie powinniśmy się tak zachować. Druga bramka, gdy jest jeden piłkarz Wisły w polu karnym, a moich trzech obrońców mają zająć punkty referencyjne i powinni dziesięć na dziesięć razy taką sytuację wybronić. Stąd dużo we mnie piłkarskiej złości i chęci, by od jutra mocno wziąć się do pracy i wziąć na siebie odpowiedzialność w szatni za każdą pomyłkę, za każde niedopatrzenie, bo mówimy o straconych bramkach, ale też mieliśmy swoje sytuacje pod bramką Wisły i mogliśmy je zamienić na gole. I mogło być zgoła odmiennie. Tak to bywa, wracamy bez punktów, wracamy do siebie, mamy krótki czas i musimy w czwartek załatwić sprawę z Żiliną, mamy rywala blisko – jedną bramkę straty i zrobimy wszystko, aby to spotkanie wygrać.
Mariusz Jop (trener Wisły Kraków):
Gratuluję zespołowi, było to ciekawe spotkanie, sporo emocji. Były momenty, że spotkanie było otwarte z obu stron. Myślę, że początek meczu trochę dla rywala, pierwsze 15 minut, kilka strat mieliśmy i napędziliśmy tym przeciwnika. Rywal stwarzał sytuacje po fazach przejściowych, bardzo dobrze w jednej takiej sytuacji zachował się Marcel.
Później uporządkowaliśmy tę grę, szczególnie druga połowa była bardzo dobra w naszym wykonaniu, wyszliśmy wysoko, zamknęliśmy rywala w polu karnym, szkoda, że trzecia bramka nie została uznana, bo na pewno byłoby nam łatwiej kontrolować to spotkanie. Za szybko i za nisko się cofnęliśmy, nie wykorzystaliśmy momentów, w których przejmowaliśmy piłkę w obronie niskiej, za dużo było nerwowości i trochę strat.
Podsumowując bardzo cieszymy się ze zwycięstwa, pierwszy mecz jest zawsze niewiadomą. Było to dobre widowisko, myślę, że dobry impuls daliśmy sobie i kibicom. Gratuluję kibicom świetnego dopingu, to naprawdę było wydarzenie.
Felietony Piłka nożna
Piłka to gra momentów
Gdy GieKSa straciła gola na 0:3 to ręce mi opadły najniżej jak się da, a niesmak i złość była potężna. Po rozegraniu niezłej pierwszej połowy, stracenie trzech bramek w siedem minut zakrawało o skandal i totalną rozsypkę. Już byłem załamany po tych dwóch golach, ale po odwołaniu bramki przez VAR poczułem ulgę. Ulgę na razie wynikającą z tego, że unikamy kompromitacji.
Potem było już trochę lepiej. Wisła już tak nie napierała, a GKS strzelił gola i mógł to spotkanie wyrównać. Niestety ostatecznie liczy się efekt, a ten był niekorzystny. Zespół przegrał drugi mecz z rzędu na początek sezonu i tytuł mojego poprzedniego felietonu jest już nieaktualny. Ale mimo wszystko – patrzę szerzej – lepiej przegrać 1:2 niż 0:3, bo taka wtopa dla psychiki zespołu byłaby dużo gorsza na tym etapie.
Cudów od tej drużyny nie wymagam, ale chciałbym, żeby była rzetelna i mitycznie „powtarzalna”. Na razie ta powtarzalność to niekoniecznie ta, o którą nam chodzi. Czyli jakiś meltdown – większość pierwszej połowy w Żilinie oraz pierwsze dwadzieścia minut drugiej w Krakowie. Sprokurowany rzut karny. W końcu – wynik meczu. Oba mecze w pewnych aspektach podobne, choć różne.
Najgorsze albo najlepsze (już sam nie wiem) w tym wszystkim jest to, że GKS nie zagrał na Wiśle jakiegoś złego meczu. Wystarczy spojrzeć na trzy ostatnie wyjazdy z poprzedniego sezonu – Kielce, Gliwice, Szczecin. Uważam, że spotkanie z Wisłą w wielu aspektach było lepsze od każdego z nich. W pierwszej połowie mieliśmy swoje znakomite sytuacje, w końcówce też mogliśmy po raz drugi strzelić gola Wiśle. Znów gdyby wyjąć te feralne powiedzmy 10 minut to moglibyśmy uznać, że nie jest źle, a i wynik mógłby być pozytywny.
Problem polega na tym, że piłka to gra momentów. Możesz przez 80 minut grać dobry mecz, ale jeśli nie jesteś skuteczny, a przeciwnik swoje 10 minut wykorzysta, to przegrasz. Wisła grała solidnie przez całe spotkanie, była dynamiczna żwawa, a jak im nagle zaczęło wychodzić i wchodzić wszystko, to było po meczu. Żadna filozofia, taka jest piłka. My popełniliśmy katastrofalne błędy, a oni wykorzystali sytuacje. Za to oni takich błędów nie popełnili.
No właśnie – te stracone bramki to była katastrofa. Znów nie popisał się Gabriel Kobylak, który nie wiedzieć czemu sparował lekką i prostą wydawałoby się piłkę – chyba jej nie wiedział. No a potem niezrozumiałe zachowanie Marcina Wasielewskiego, który objął w pół przeciwnika stojącego tuż przed bramką. Nie wiem, o czym myślał Marcin, ale chyba się po prostu zapomniał. Karny więcej niż ewident i było 1:0. A po chwili nasi środkowi obrońcy zachowywali się tak, jakby Sanchez był na spalonym, więc go odpuścili. Problem był taki, że zaraz piłka poszła do przodu i to ona wyznaczała linię spalonego – nasi zawodnicy już się nie cofnęli i niepilnowany piłkarz Wisły trafił do siatki. Ostatecznie przyznam, że dość specyficzna sytuacja, ale nie popisali się nasi stoperzy. I naprawdę miałem wielkie „uff”, że po chwili jednak nie było 3:0.
Niektórzy zawodnicy nie prezentują się najlepiej na początku sezonu. Bramki tracimy – to jedno. Nie dają nam zbyt wiele wahadła, Borja Galan i Marcin Wasielewski są kompletnie nieefektywni. Bartek Nowak póki co nie jest sobą. Ilja niestety póki co nie ogarnął się i w dotychczasowych dwóch meczach nie dał wiele drużynie. Mowa bardziej o meczu w Krakowie, bo w Żilinie w pierwszej połowie był mocno odcięty od gry. Debiut Pau Resty – przeciętny.
Jest też chyba coś w tym, że nowi zawodnicy muszą się nauczyć pewnych zasad. Ale może dotyczy to też niektórych starych? Nasi zawodnicy czasem wyglądają tak, jakby nie zakładali, że przeciwnik może zastosować taki aspekt piłki nożnej jak pressing czy inny doskok. Stoją z piłką przy nodze, bez takiej czujności, bez takiego napięcia – podbiega przeciwnik i wygarnia futbolówkę spod nóg. To się zdarza choćby Bartoszowi Wolskiemu, a przecież techniczni zawodnicy właśnie są na to narażeni bardziej, gdy zapominają o pressingu rywala. Z Bartka będziemy mieli jeszcze wiele pożytku, ale tych taktycznych niuansów musi się jeszcze nauczyć.
Chciałbym pochwalić za to Kacpra Łukasiaka, uważam, że ten zawodnik zagrał naprawdę dobre zawody i wygląda na to, że właśnie sobie wywalcza miejsce w podstawowym składzie. Pracował na szerokości, doskakiwał, jest aktywny i agresywny, choć nie przesadza z tą agresją. No i Szymon Bartlewicz wszedł i zdobył swego gola.
Tak więc GKS przegrał ten mecz w dużej mierze na własne życzenie. Gdyby nie te głupstwa w obronie, z taką grą – nawet mimo mankamentów – była szansa na remis, a może nawet zwycięstwo. To są rzeczy, które absolutnie nadal wymagają pracy, bo z tym pressingiem to nie pierwszyzna, a i jak rywal włącza wyższy bieg, to my zwykle się gubimy – tak było w poprzednim sezonie, tak jest i teraz.
Z rzeczy pobocznych, ale pewnie też istotnych. Absolutnym skandalem jest doliczenie do tego meczu tylko czterech minut. Sam sobie to sprawdziłem na relacji z Canal Plus – od podyktowania karnego do strzału minęło dokładnie 2,5 minuty, a od trzeciego gola, do wznowienia gry po jego anulowaniu około 5,5 minuty. Same te dwie sytuacje to już 8 minut. A do tego przecież 10 zmian. To nie jest błąd typu karny czy coś w tym stylu, ale przecież do cholery jakieś tam kolegium sędziów powinno się przyjrzeć takiej sytuacji, bo wygląda na to, że sędzia skrócił to spotkanie o co najmniej 5 minut! A GieKSa przecież nacierała i wcale nie jest tak niemożliwe, że w tym czasie nie strzeliłaby gola.
Tym samym przegrywamy czwartą ligową inaugurację z rzędu. Przerywamy passę ligowych meczów bez porażki. Już na wstępie.
Jednak było, minęło. Zawaliliśmy ten mecz po całości, podobnie jak ten w Żilinie. Ale dziś jest poniedziałek, zaczyna się nowy tydzień i nowe wyzwania. W sporcie i piłce nie zawsze wszystko idzie gładko. Mieliśmy swoje euforie i radości na koniec poprzedniego sezonu, teraz trochę zimnej wody się na nasze twarze wylało. Jednak póki co nie zdarzyła się kompletnie żadna katastrofa. Mecz ligowy to jeden z wielu, a straty ze Słowakami można odrobić. Naprawdę więc wiele w kwestii mentalnej, ale też w kontekście „ułożenia” tego sezonu będzie zależało od czwartkowego meczu. Tam już nie będzie miejsca na potknięcie. GKS zagra w końcu na swoim stadionie, a wiemy, że u siebie wygląda to inaczej. I jeśli zdołamy tę Żilinę przejść – nastroje znacząco się poprawią.

Najnowsze komentarze