Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd doniesień mediów: GieKSa wygrywa z Jastrzębiem i walczy o podium
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarze, przygotowują się do rundy rewanżowej sezonu 2019/20, w ubiegłym tygodniu przebywali na zgrupowaniu w Wałbrzychu gdzie rozegrali trzy mecze sparingowe. W środę zespół rozegrał dwa test-mecze: najpierw z Ślęzą Wrocław, przegrywając 0:2 (0:0), następnie z Stalą Brzeg – wygrywając 3:0 (2:0). W ostatnim springu, w sobotę, przeciwnikiem była drużyna Chrobrego Głogów, z którym nasza drużyna przegrała 0:2 (0:0). Piłkarki w najbliższą sobotę rozegrają ostatni sparing (z AZS PWSZ Wałbrzych), przed ćwierćfinałowymi meczami w Pucharze Polski.
Siatkarze z dwóch spotkań wyjazdowych przywieźli trzy punkty, za zwycięstwo z Asseco Resovią 3:1. W drugim spotkaniu z Cuprum Lubin drużyna musiała uznać wyższość gospodarzy, ulegając 1:3. W nadchodzącym tygodniu zespół rozegra jedno spotkanie (w piątek) w Zawierciu z Aluron Virtu CMC.
Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali trzy spotkania. W meczu z liderem, GKS-em Tychy, GieKSa wygrała 5:3. W piątek, na wyjeździe w Oświęcimiu drużyna ulegała RE-Plast Unii 1:2 i wczoraj po dobrym meczu odprawiła z kwitkiem ekipę JKH GKS-u Jastrzębie 4:1.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – Ruszyli do Wałbrzycha
Piłkarze GieKSy wyjechali wczoraj na drugie zimowe zgrupowanie. W styczniu spędzili już cztery dni w Bielsku-Białej, tym razem – do soboty – stacjonować będą w Wałbrzychu.
– To punkt kulminacyjny przygotowań. Do rozgrywek zostało jeszcze trochę czasu i musimy go spokojnie wykorzystać. Na zajęciach będą dominowały elementy taktyczne, ale wszystko będzie jeszcze zorganizowane wokół motoryki. Połączymy te dwa aspekty. Już w lecie wiele ośrodków w Polsce było zarezerwowanych, dlatego nie mieliśmy dużego wyboru, ale Wałbrzych spełnia nasze oczekiwania. Daje możliwość treningu, odnowy biologicznej, jest tam bardzo dobry hotel i odpowiednia baza – mówi Rafał Górak, szkoleniowiec II-ligowca.
Katowiczanie na Dolnym Śląsku trenować będą w 28-osobowym składzie. Do autokaru wsiedli rekonwalescent Dominik Bronisławski czy obrońca z klubowej akademii Michał Szymała. Brakować będzie jedynie Radka Dejmka, który niedawno przeszedł zabieg artroskopii kolana.
– Jeśli nie wydarzy się coś nieprzewidzianego, właśnie ta grupa zawodników będzie stanowiła kadrę na rundę wiosenną – zapowiada Robert Góralczyk, dyrektor sportowy GKS-u.
Nie jest tajemnicą, że jeden z zawodników GieKSy cieszy się zainteresowaniem klubu z wyższej klasy rozgrywkowej. Mowa o Kacprze Tabisiu, którego widziałaby w swoich szeregach Odra Opole. Wydaje się, że przy Bukowej raczej nie czyniliby dużych przeszkód przy transferze, ale na razie brak w tej sprawie większych konkretów.
pilkanozna.slezawroclaw.pl – Ślęza lepsza od GKS-u Katowice
[…] Ktoś powie, że to tylko sparing i będzie miał rację. Ktoś inny powie, że GKS nie zagrał w najsilniejszym składzie, bowiem drugoligowiec podzielony został dziś na dwie drużyny, które rozegrały dwa sparingi (ta druga wygrała 3:0 ze Stalą Brzeg) i też będzie miał rację. Nikt jednak nie zaprzeczy, że żółto-czerwoni zagrali bardzo dobre spotkanie, w którym potoczny obserwator miałby spore problemy ze wskazaniem który zespół zajmuje 11. miejsce w tabeli III ligi, a który znajduje się w czołówce tabeli ligi II. Prawda jest taka, że Ślęza mogła wygrać jeszcze wyżej bo miała ku temu sporo okazji, natomiast GKS w całym spotkaniu zdołał oddać jeden niecelny strzał.
[…] Dodajmy jeszcze, że Ślęza też nie zagrała w optymalnym składzie, w którym zabrakło choćby kontuzjowanych Kornela Traczyka i Tomasza Dyra.
[…] Mimo wielu zmian dokonanych w przerwie, obraz gry w drugiej połowie nie uległ zmianie. W środek bramki piłkę posłali Jakub Bohdanowicz i jeden z testowanych zawodników. Kilka razy zabrakło też wykończenia gdy mocno kotłowało się w polu bramkowym GKS-u. W 72 min. Ślęza dopięła swego obejmując prowadzenie po strzale juniora Bartłomieja Szewczyka. W 78 min. Ahmed posłał futbolówkę tuż nad poprzeczką. W 84 min. Pisarczuk dośrodkował z lewej strony, a jeden z zawodników GKS-u próbując przeciąć lot piłki uczynił to tak nieszczęśliwie, że wpakował ją do własnej bramki. Doskonała okazję do zdobycia gola miał jeszcze Jakub Gil, ale wynik nie uległ już zmianie.
stalbrzeg.futbolowo.pl – Wynik znacznie gorszy niż gra
W trzecim meczu sparingowym nasza drużyna przegrała w Wałbrzychu z drugoligowym GKS-em Katowice 0:3. Wbrew pozorom pod względem gry był to całkiem wyrównany mecz. Żółto-niebiescy przez długie fragmenty byli równorzędnym przeciwnikiem, w przeciągu 90 minut oddali więcej strzałów na bramkę rywali, ale znów nie zdołali trafić do siatki. Katowiczanie wykorzystali z kolei łatwe błędy w defensywie Stali, w tym dwa rzuty karne. Stalowcy nieźle weszli w mecz i przez pierwsze 30 minut prezentowali się bardzo dobrze. W 7. minucie co prawda groźnie zaatakowali piłkarze GKS-u, których szybką kontrę przed polem karnym przerwał Szady. Później szanse mieli brzeżanie – groźnie wzdłuż linii bramkowej zagrywał Gajda, mocno i celnie zza szesnastki strzelił Cieślik, dwie dobre okazje mieli też zawodnicy testowani. W 33. minucie w naszym polu karnym padł zawodnik GieKSy. Sędzia odgwizdał jedenastkę, którą pewnie wykorzystał Stefanowicz. Po pierwszym trafieniu rywale złapali swój rytm i dominowali na boisku, a tuż przed przerwą po składnej kontrze podwyższyli za sprawą Kiebzaka. Drugą część gry w zupełnie zmienionym składzie znów lepiej rozpoczęli Stalowcy, jednak zarówno strzał Danielika zza szesnastki, jak i główka Niewieściuka były minimalnie niecelnie. W 58. minucie po kontakcie Pożaryckiego z rywalem arbiter odgwizdał kolejny rzut karny. Tym razem do piłki podszedł Urynowicz i szczęśliwie, przełamując ręce Stitou zdobył trzecią bramkę. Później dobre sytuacje mieli niemal wyłącznie nasi zawodnicy, którzy jednak znów nie byli skuteczni. Z dystansu nieskutecznie próbował Danielik, strzały Dychusa i Kamińskiego z trudem bronił bramkarz katowiczan, w światło bramki nie zdołał trafić także Celuch. Ponadto nie udało nam się wykorzystać pośredniego rzutu wolnego w szesnastce GKS-u, gdyż trafiliśmy w mur. Na tle bardzo mocnego rywala nasza gra nie wyglądała tak źle, jak wskazuje sam wynik, który jest bezlitosny.
chrobry-glogow.pl – Pierwszy sprawdzian na plus
Na równo miesiąc przed ligą Chrobry po raz pierwszy sprawdził się na tle innego zespołu i ten pierwszy test zakończył pozytywnie. Pomarańczowo-czarni pokonali GKS Katowice 2:0 zdobywając po jednej bramce z akcji i jednej ze stałego fragmentu.
[…] W Chrobrym nie mogli zagrać wszyscy. Do Wałbrzycha nie pojechali lekko kontuzjowani Michał Ilków-Gołąb czy Mateusz Abramowicz. Łącznie pokazało się 20 zawodników, z których na pierwszą połową utworzono w większości bardziej kojarzoną z ligą jedenastkę.
W pierwszych 45 minutach nie dało się powiedzieć, że któraś ze stron ma wyraźną przewagę, choć w bramkowych sytuacjach przeważali głogowianie. Po dograniu Dominika Piły na bramkę ładnie uderzał Damian Kowalczyk, lecz po rykoszecie był z tego tylko rzut rożny. Natomiast przy strzale głową Piły po wrzutce Przemysława Stolca dobrze interweniował bramkarz GieKS-y. Skończyło się na bezbramkowym remisie. Chwilę przed ostatnim gwizdkiem boisko z powodu kontuzji musiał opuścić Mikołaj Lebedyński, za którego wszedł Adrian Benedyczak. Na szczęście uraz Lebedyńskiego okazał się mniej poważny.
Chrobry bardzo dobrze zaczął drugą część i zrobił to za sprawą Marcela Ziemanna, który efektownym uderzeniem zza pola karnego zdobył pierwszą bramkę. W tej odsłonie środek obrony tworzył debiutujący w drużynie Kamil Juraszek i wstrzelił się jako drugi. W 86 minucie z rzutu rożnego dośrodkował Damian Piotrowski, w szesnastce odnalazł się nowy nabytek Chrobrego i głową skierował futbolówkę do środka. Wobec tego, że głogowska obrona nie dopuszczała do większych zagrożeń, skończyło się na dwóch bramkach z przodu i czystym koncie.
SIATKÓWKA
sportowefakty.wp.pl – Asseco Resovia z jedenastą porażką. Katowiczanie wracają z kompletem punktów
W zaległym starciu 14. kolejki PlusLigi siatkarze GKS-u Katowice w czterech setach rozprawili się z podopiecznymi Piotra Gruszki. Najlepszym zawodnikiem spotkania został wybrany Wiktor Musiał.
[…] Ekipa Piotra Gruszki mimo swojej nierównej gry szybko wyszła na prowadzenie, zmuszając tym samym do reakcji trenera GKS-u (6:4). Rzeszowianie czujnie pilnowali rozegrań Jana Firleja, zaś w ofensywie udanie prezentował się Nicolas Marechal. Problemy ze skończeniem ataku miał jednak Zbigniew Bartman, którego skuteczność w pierwszym secie wyniosła zaledwie 20 procent. Mimo falującej postawy, gospodarzom udało się triumfować w pierwszej odsłonie, a sporą cegiełkę dołożyli do tego wyniku katowiczanie popełniając aż 10 błędów własnych.
Podopieczni Dariusza Daszkiewicza nie podłamali się niepowodzeniami w poprzedniej odsłonie i tym razem to oni szybko przejęli inicjatywę na boisku (7:4). Chociaż rzeszowianie starali się złapać kontakt z rywalem, to słaba skuteczność na kontrach oraz notorycznie popełniane błędy nie pozwalały im zniwelować strat. Największym postrachem dla Pasów był Wiktor Musiał. Zawodnik nie tylko zaskakiwał w ofensywie, ale również czujnie pracował pod siatką. Po stronie gospodarzy dwoił się i troił Damian Schulz, jednak dwa błędy atakującego w końcówce sprawiły, że ekipa z Katowic odskoczyła znów na cztery „oczka” (21:17). W konsekwencji siatkarze Asseco Resovii przestali kontrolować w pełni przebieg wydarzeń na parkiecie i ostatecznie przegrali partię do 20.
Po zmianie stron katowiczanie bardzo szybko zdominowali gospodarzy. Ze szczelnym blokiem nie mógł poradzić sobie zwłaszcza Marechal, który już na starcie otrzymał dwie efektowne „czapy” (2:5). Niezagrożeni blokiem rywali goście śmiało poczynali sobie na siatce.
[…] W trzeciej odsłonie wszelkich złudzeń pozbawił rzeszowian zwłaszcza Wiktor Musiał. Potężne zagrywki atakującego całkowicie rozbiły siatkarzy znad Wisłoka (13:18). Miejscowi nie radzili sobie zarówno w przyjęciu, jak i w ofensywie. Gdy na szczelny mur „nadział się” Schulz, trener Asseco Resovii oddelegował na boisko Bartmana, jednak i ta zmiana nie pomogła. Gospodarze znów musieli uznać wyższość rywali.
W czwartym secie szkoleniowiec Asseco Resovii zdecydował się dać kolejną szansę Damianowi Schulzowi, jednak atakujący szybko otrzymał dwie „czapy” i znów zameldował się w kwadracie (1:4). Również w tej partii gospodarze nieszczególnie zagrażali rywalom. Rozpędzony GKS z Wiktorem Musiałem na czele pewnie ruszył po wygraną i dopisał do tabeli cenne trzy „oczka”.
Asseco Resovia Rzeszów – GKS Katowice 1:3 (25:22, 20:25, 20:25, 19:25)
Cuprum Lubin pokonało GKS Katowice. Dobry mecz Miguela Tavaresa
Cuprum Lubin wykorzystało atut własnego boiska i pokonało w sobotę w czterech setach GKS Katowice. W związku ze ściskiem w dolnej części stawki, komplet punktów może cieszyć gospodarzy podwójnie.
[…] Trener Dariusz Daszkiewicz, który nie mógł w meczu na Dolnym Śląsku skorzystać z Jana Nowakowskiego (uraz stawu skokowego), Jakuba Jarosza, Kamila Drzazgi i Jakuba Szymańskiego, przy stanie +6 dla Miedziowych był zmuszony poprosić o czas. GKS Katowice po krótkiej pauzie i asie serwisowym Wiktora Musiała zniwelował straty do trzech punktów, a w końcówce, po udanym bloku na Robinsonie Dvoranenie, nawet do dwóch. Losów odsłony odwrócić się jednak nie udało, bo Brazylijczyk zrehabilitował się w najlepszy możliwy sposób.
W drugim secie przez długi czas zespoły zacięcie walczyły punkt za punkt. Szybciej przełamało przeciwników Cuprum Lubin, a konkretnie zrobił to kąśliwą zagrywką Robinson Dvoranen. Ta sytuacja zapoczątkowała dobrą passę miejscowych. Drużyna Marcelo Fronckowiaka podwyższyła prowadzenie do pięciu punktów (18:13), ale GieKSa nie przestała naciskać i wróciła do meczu dzięki znakomitej postawie w bloku. W końcówce wynik był sprawą otwartą (23:22), ale znów na ostatniej prostej lepiej poradziła sobie ekipa z Dolnego Śląska.
Trzecia partia to już zdecydowanie lepsza gra GieKSy, a odmienił ją Maciej Fijałek. Drużyna z Katowic dominowała w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła, a Cuprum Lubin nie było w stanie się przeciwstawić przyjezdnym. To, co nie udało się w trzecim, ekipa gospodarzy odbiła sobie jednak w czwartym secie i zainkasowała w sobotę ważny komplet punktów.
Cuprum Lubin – GKS Katowice 3:1 (25:23, 25:22, 16:25, 25:19)
HOKEJ
sportdziennik.com – Między nami kolegami
Derby dwóch GKS-ów z Katowic oraz Tychów miały najwyższą jakość.
[…] W derbach Śląska tym razem triumfowali katowiczanie, zaś w rywalizacji kolegów lepszy okazał się Sarnik. Do rewanżu może dojść w play offie.
Gospodarze byli nastawieni tak bojowo, że tuż po gwizdku ruszyli z pasją do ataku i już w pierwszych minutach mieli wiele świetnych sytuacji. Krążek raz po raz mknął na bramkę tyską i John Murray miał sporo pracy.
Katowiczanie posiadali przewagę i gole były tylko kwestią czasu. Pierwszej przewagi liczebnej nie wykorzystali, ale już przy drugiej zmienili rezultat meczu. Tadej Cimżar strzelał z lewej strony, Murray odbił krążek w bok i Tuukka Rajamaki nie miał żadnych problemów ze zdobyciem gola. Drugi był uzyskany po świetnej akcji duetu Filip Starzyński – Szyomon Mularczyk, a sfinalizował ją uderzeniem do pustej Kamil Paszek.
Przewaga gospodarzy ani przez chwilę nie podlegała dyskusji i wystarczy nadmienić, że oddali 20 strzałów na tyską bramkę. Goście zrewanżowali się tylko 7 uderzeniami.
Druga odsłona była jeszcze jakościowa lepsza, bo tyszanie po stracie 3 goli przebudzili się i zaczęli konstruować groźne akcje. Gdy Christian Mroczkowski, po składnej akcji kolegów z ataku, zdobył gola, przez chwilę wydawało się, że tyszanie jeszcze mogą wiele zwojować. A tymczasem riposta była natychmiastowa i Patryk Krężołek podwyższył na 4:1. On również popisał się kolejnym trafieniem w przewadze.
Tyszanie wcale nie zamierzali rezygnować i Jarosław Rzeszutko zmniejszył stratę. Ostatnia tercja zapowiadała się arcyciekawie. Tyszanie szukali swojej szansy, ale zdobyli tylko gola po uderzeniu Patryka Koguta. Gospodarze uważnie prowadzili grę obronną i od czasu do czasu zagrażali bramce Murraya.
GKS Katowice – GKS Tychy 5:3 (2:0, 3:2, 0:1)
hokej.net – Biało-niebieska twierdza. Przewagi kluczem do zwycięstwa
Własny lód jest w tym sezonie ogromnym atutem hokeistów Re-Plast Unii Oświęcim. Dziś biało-niebiescy wygrali przy Chemików 4 po raz dziesiąty z rzędu, pokonując GKS Katowice 2:1. To spotkanie pokazało, jak ważna w nowoczesnym hokeju jest gra w przewagach i osłabieniach.
[…] W pierwszej odsłonie więcej z gry mieli katowiczanie, którzy w swoich poczynaniach byli aktywniejsi i dokładniejsi. Na bramkę Clarke’a Saundersa uderzali aż 13 razy, ale Kanadyjczyk spisywał się bez zarzutu. Wybitnym refleksem błysnął, gdy obronił kąśliwe strzały Jussiego Makkonena (11. min) i Filipa Starzyńskiego (15.). Pierwszy wypalił sprzed obrońcy, a drugi ze slotu.
Biało-niebiescy znacznie lepiej radzili sobie w drugiej odsłonie. Efekt? W 24. minucie wykorzystali okres gry w przewadze i wyszli na prowadzenie.
[…] Katowiczanie w 37. minucie mogli doprowadzić do wyrównania. Krążek przechwycił Tuukka Rajamäki i popędził na samotne spotkanie z bramkarzem gospodarzy, ale nie zdołał go pokonać. Uderzony przez fińskiego napastnika krążek zatrzymał bowiem się na słupku.
Chwilę później zawodnicy Re-Plast Unii ponownie zagrali w przewadze i znów wykorzystali tę szansę. Powracający po kontuzji Jakub Šaur wrzucił gumę spod linii niebieskiej, a czający się przed bramkarzem Aleksiej Trandin, sprytnie zmienił lot krążka.
[…] Goście nie zamierzali odpuszczać i trzecią tercją rozpoczęli niezwykle agresywnie. Zepchnęli biało-niebieskich do głębokiej defensywy i dosłownie obstrzeliwali bramkę strzeżoną przez Clarke’a Saundersa. Kanadyjczyk skapitulował w 48. minucie, a jego zespół miał wówczas w polu o jednego zawodnika mniej. Uderzenie Marcina Kolusza do bramki sprytnie przekierował Patryk Krężołek, który w tym sezonie jest najlepszym strzelcem GieKSy.
Ten gol zwiastował emocjonującą i nerwową końcówkę. Obrodziło karami, a w wyniku ich kumulacji hokeiści z województwa śląskiego przez 8 sekund grali nawet w piątkę przeciwko trójce oświęcimian. Ci ofiarnie się bronili.
Na niespełna dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry trener Piotr Sarnik poprosił o czas. Chwilę później poszedł o krok dalej i zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza. Choć pod oświęcimską bramką dosłownie się kotłowało, to wynik już się nie zmienił.
Na dodatek na kilkanaście sekund przed końcową syreną kontrę wyprowadzał Gregor Koblar, który jadąc na pustą bramkę został sfaulowany przez Mikę Franssilę. Słoweniec pokazywał sędziom, że w tej sytuacji powinna mieć zastosowanie procedura z tzw. golem technicznym (art. 179). Ci jednak byli innego zdania.
Re-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice 2:1 (0:0, 2:0, 0:1)
GieKSa wygrywa z Jastrzębiem i walczy o podium
Hokeiści GKSu Katowice pokonali w bezpośrednim spotkaniu JKH GKS Jastrzębie 4:1 i nadal walczą o podium w tabeli po sezonie zasadniczym. Trzy z czterech bramek zdobyli defensorzy „GieKSy”, którzy nie tylko dobrze pokazali się w ofensywie ale skutecznie rozbijali ataki gości.
Na finiszu sezonu zasadniczego w środku tabeli PHL panuje niebywały ścisk. Każdy zdobyty punkt jest więc niezwykle ważny w kontekście korzystnego rozstawienia przed fazą play off. Nic zatem dziwnego, że GieKSa rozpoczęła spotkanie z JKH od bardzo mocnych ataków. Pomimo nieobecności chorego kapitana Grzegorza Pasiuta, dobrze radzili sobie w ofensywie gospodarze. Sposób na pokonanie bramkarza gości katowiczanie znaleźli po strzałach z dystansu. W pierwszej tercji tak zaskakiwali go Mathias Porseland i Miika Franssila.
Druga odsłona miała podobny przebieg do czasu, gdy „GieKSa” popełniła fatalny błąd. Grając w przewadze doprowadzili katowiczanie do sytuacji, w której niepilnowany Artem Iossafov łatwo pokonał Robina Rahma w sytuacji sam na sam. Od tego momentu goście nabrali wiatru w żagle i zaczęli częściej zagrażać bramce Rahma. Ich ofensywne zapędy katowiczanie zapędzili w najlepszy możliwy sposób. Tuż po rozpoczęciu trzeciej tercji gola zdobył Tadej Čimžar. Potem gola dołożył Franssila i było jasne, że tego dnia punktów już gospodarze nie stracą.
GKS Katowice – JKH GKS Jastrzębie 4:1 (2:0, 0:1, 2:0)
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie pęka przed NIKIM
Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.
Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.
Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.
A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.
I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.
Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.
Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.
W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.
Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.
Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.
Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.
W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.
Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.
Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.
Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.
Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.
Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.
Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.
Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.
Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.
Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.


Najnowsze komentarze