Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd doniesień mediów: GieKSa wygrywa z Jastrzębiem i walczy o podium
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarze, przygotowują się do rundy rewanżowej sezonu 2019/20, w ubiegłym tygodniu przebywali na zgrupowaniu w Wałbrzychu gdzie rozegrali trzy mecze sparingowe. W środę zespół rozegrał dwa test-mecze: najpierw z Ślęzą Wrocław, przegrywając 0:2 (0:0), następnie z Stalą Brzeg – wygrywając 3:0 (2:0). W ostatnim springu, w sobotę, przeciwnikiem była drużyna Chrobrego Głogów, z którym nasza drużyna przegrała 0:2 (0:0). Piłkarki w najbliższą sobotę rozegrają ostatni sparing (z AZS PWSZ Wałbrzych), przed ćwierćfinałowymi meczami w Pucharze Polski.
Siatkarze z dwóch spotkań wyjazdowych przywieźli trzy punkty, za zwycięstwo z Asseco Resovią 3:1. W drugim spotkaniu z Cuprum Lubin drużyna musiała uznać wyższość gospodarzy, ulegając 1:3. W nadchodzącym tygodniu zespół rozegra jedno spotkanie (w piątek) w Zawierciu z Aluron Virtu CMC.
Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali trzy spotkania. W meczu z liderem, GKS-em Tychy, GieKSa wygrała 5:3. W piątek, na wyjeździe w Oświęcimiu drużyna ulegała RE-Plast Unii 1:2 i wczoraj po dobrym meczu odprawiła z kwitkiem ekipę JKH GKS-u Jastrzębie 4:1.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – Ruszyli do Wałbrzycha
Piłkarze GieKSy wyjechali wczoraj na drugie zimowe zgrupowanie. W styczniu spędzili już cztery dni w Bielsku-Białej, tym razem – do soboty – stacjonować będą w Wałbrzychu.
– To punkt kulminacyjny przygotowań. Do rozgrywek zostało jeszcze trochę czasu i musimy go spokojnie wykorzystać. Na zajęciach będą dominowały elementy taktyczne, ale wszystko będzie jeszcze zorganizowane wokół motoryki. Połączymy te dwa aspekty. Już w lecie wiele ośrodków w Polsce było zarezerwowanych, dlatego nie mieliśmy dużego wyboru, ale Wałbrzych spełnia nasze oczekiwania. Daje możliwość treningu, odnowy biologicznej, jest tam bardzo dobry hotel i odpowiednia baza – mówi Rafał Górak, szkoleniowiec II-ligowca.
Katowiczanie na Dolnym Śląsku trenować będą w 28-osobowym składzie. Do autokaru wsiedli rekonwalescent Dominik Bronisławski czy obrońca z klubowej akademii Michał Szymała. Brakować będzie jedynie Radka Dejmka, który niedawno przeszedł zabieg artroskopii kolana.
– Jeśli nie wydarzy się coś nieprzewidzianego, właśnie ta grupa zawodników będzie stanowiła kadrę na rundę wiosenną – zapowiada Robert Góralczyk, dyrektor sportowy GKS-u.
Nie jest tajemnicą, że jeden z zawodników GieKSy cieszy się zainteresowaniem klubu z wyższej klasy rozgrywkowej. Mowa o Kacprze Tabisiu, którego widziałaby w swoich szeregach Odra Opole. Wydaje się, że przy Bukowej raczej nie czyniliby dużych przeszkód przy transferze, ale na razie brak w tej sprawie większych konkretów.
pilkanozna.slezawroclaw.pl – Ślęza lepsza od GKS-u Katowice
[…] Ktoś powie, że to tylko sparing i będzie miał rację. Ktoś inny powie, że GKS nie zagrał w najsilniejszym składzie, bowiem drugoligowiec podzielony został dziś na dwie drużyny, które rozegrały dwa sparingi (ta druga wygrała 3:0 ze Stalą Brzeg) i też będzie miał rację. Nikt jednak nie zaprzeczy, że żółto-czerwoni zagrali bardzo dobre spotkanie, w którym potoczny obserwator miałby spore problemy ze wskazaniem który zespół zajmuje 11. miejsce w tabeli III ligi, a który znajduje się w czołówce tabeli ligi II. Prawda jest taka, że Ślęza mogła wygrać jeszcze wyżej bo miała ku temu sporo okazji, natomiast GKS w całym spotkaniu zdołał oddać jeden niecelny strzał.
[…] Dodajmy jeszcze, że Ślęza też nie zagrała w optymalnym składzie, w którym zabrakło choćby kontuzjowanych Kornela Traczyka i Tomasza Dyra.
[…] Mimo wielu zmian dokonanych w przerwie, obraz gry w drugiej połowie nie uległ zmianie. W środek bramki piłkę posłali Jakub Bohdanowicz i jeden z testowanych zawodników. Kilka razy zabrakło też wykończenia gdy mocno kotłowało się w polu bramkowym GKS-u. W 72 min. Ślęza dopięła swego obejmując prowadzenie po strzale juniora Bartłomieja Szewczyka. W 78 min. Ahmed posłał futbolówkę tuż nad poprzeczką. W 84 min. Pisarczuk dośrodkował z lewej strony, a jeden z zawodników GKS-u próbując przeciąć lot piłki uczynił to tak nieszczęśliwie, że wpakował ją do własnej bramki. Doskonała okazję do zdobycia gola miał jeszcze Jakub Gil, ale wynik nie uległ już zmianie.
stalbrzeg.futbolowo.pl – Wynik znacznie gorszy niż gra
W trzecim meczu sparingowym nasza drużyna przegrała w Wałbrzychu z drugoligowym GKS-em Katowice 0:3. Wbrew pozorom pod względem gry był to całkiem wyrównany mecz. Żółto-niebiescy przez długie fragmenty byli równorzędnym przeciwnikiem, w przeciągu 90 minut oddali więcej strzałów na bramkę rywali, ale znów nie zdołali trafić do siatki. Katowiczanie wykorzystali z kolei łatwe błędy w defensywie Stali, w tym dwa rzuty karne. Stalowcy nieźle weszli w mecz i przez pierwsze 30 minut prezentowali się bardzo dobrze. W 7. minucie co prawda groźnie zaatakowali piłkarze GKS-u, których szybką kontrę przed polem karnym przerwał Szady. Później szanse mieli brzeżanie – groźnie wzdłuż linii bramkowej zagrywał Gajda, mocno i celnie zza szesnastki strzelił Cieślik, dwie dobre okazje mieli też zawodnicy testowani. W 33. minucie w naszym polu karnym padł zawodnik GieKSy. Sędzia odgwizdał jedenastkę, którą pewnie wykorzystał Stefanowicz. Po pierwszym trafieniu rywale złapali swój rytm i dominowali na boisku, a tuż przed przerwą po składnej kontrze podwyższyli za sprawą Kiebzaka. Drugą część gry w zupełnie zmienionym składzie znów lepiej rozpoczęli Stalowcy, jednak zarówno strzał Danielika zza szesnastki, jak i główka Niewieściuka były minimalnie niecelnie. W 58. minucie po kontakcie Pożaryckiego z rywalem arbiter odgwizdał kolejny rzut karny. Tym razem do piłki podszedł Urynowicz i szczęśliwie, przełamując ręce Stitou zdobył trzecią bramkę. Później dobre sytuacje mieli niemal wyłącznie nasi zawodnicy, którzy jednak znów nie byli skuteczni. Z dystansu nieskutecznie próbował Danielik, strzały Dychusa i Kamińskiego z trudem bronił bramkarz katowiczan, w światło bramki nie zdołał trafić także Celuch. Ponadto nie udało nam się wykorzystać pośredniego rzutu wolnego w szesnastce GKS-u, gdyż trafiliśmy w mur. Na tle bardzo mocnego rywala nasza gra nie wyglądała tak źle, jak wskazuje sam wynik, który jest bezlitosny.
chrobry-glogow.pl – Pierwszy sprawdzian na plus
Na równo miesiąc przed ligą Chrobry po raz pierwszy sprawdził się na tle innego zespołu i ten pierwszy test zakończył pozytywnie. Pomarańczowo-czarni pokonali GKS Katowice 2:0 zdobywając po jednej bramce z akcji i jednej ze stałego fragmentu.
[…] W Chrobrym nie mogli zagrać wszyscy. Do Wałbrzycha nie pojechali lekko kontuzjowani Michał Ilków-Gołąb czy Mateusz Abramowicz. Łącznie pokazało się 20 zawodników, z których na pierwszą połową utworzono w większości bardziej kojarzoną z ligą jedenastkę.
W pierwszych 45 minutach nie dało się powiedzieć, że któraś ze stron ma wyraźną przewagę, choć w bramkowych sytuacjach przeważali głogowianie. Po dograniu Dominika Piły na bramkę ładnie uderzał Damian Kowalczyk, lecz po rykoszecie był z tego tylko rzut rożny. Natomiast przy strzale głową Piły po wrzutce Przemysława Stolca dobrze interweniował bramkarz GieKS-y. Skończyło się na bezbramkowym remisie. Chwilę przed ostatnim gwizdkiem boisko z powodu kontuzji musiał opuścić Mikołaj Lebedyński, za którego wszedł Adrian Benedyczak. Na szczęście uraz Lebedyńskiego okazał się mniej poważny.
Chrobry bardzo dobrze zaczął drugą część i zrobił to za sprawą Marcela Ziemanna, który efektownym uderzeniem zza pola karnego zdobył pierwszą bramkę. W tej odsłonie środek obrony tworzył debiutujący w drużynie Kamil Juraszek i wstrzelił się jako drugi. W 86 minucie z rzutu rożnego dośrodkował Damian Piotrowski, w szesnastce odnalazł się nowy nabytek Chrobrego i głową skierował futbolówkę do środka. Wobec tego, że głogowska obrona nie dopuszczała do większych zagrożeń, skończyło się na dwóch bramkach z przodu i czystym koncie.
SIATKÓWKA
sportowefakty.wp.pl – Asseco Resovia z jedenastą porażką. Katowiczanie wracają z kompletem punktów
W zaległym starciu 14. kolejki PlusLigi siatkarze GKS-u Katowice w czterech setach rozprawili się z podopiecznymi Piotra Gruszki. Najlepszym zawodnikiem spotkania został wybrany Wiktor Musiał.
[…] Ekipa Piotra Gruszki mimo swojej nierównej gry szybko wyszła na prowadzenie, zmuszając tym samym do reakcji trenera GKS-u (6:4). Rzeszowianie czujnie pilnowali rozegrań Jana Firleja, zaś w ofensywie udanie prezentował się Nicolas Marechal. Problemy ze skończeniem ataku miał jednak Zbigniew Bartman, którego skuteczność w pierwszym secie wyniosła zaledwie 20 procent. Mimo falującej postawy, gospodarzom udało się triumfować w pierwszej odsłonie, a sporą cegiełkę dołożyli do tego wyniku katowiczanie popełniając aż 10 błędów własnych.
Podopieczni Dariusza Daszkiewicza nie podłamali się niepowodzeniami w poprzedniej odsłonie i tym razem to oni szybko przejęli inicjatywę na boisku (7:4). Chociaż rzeszowianie starali się złapać kontakt z rywalem, to słaba skuteczność na kontrach oraz notorycznie popełniane błędy nie pozwalały im zniwelować strat. Największym postrachem dla Pasów był Wiktor Musiał. Zawodnik nie tylko zaskakiwał w ofensywie, ale również czujnie pracował pod siatką. Po stronie gospodarzy dwoił się i troił Damian Schulz, jednak dwa błędy atakującego w końcówce sprawiły, że ekipa z Katowic odskoczyła znów na cztery „oczka” (21:17). W konsekwencji siatkarze Asseco Resovii przestali kontrolować w pełni przebieg wydarzeń na parkiecie i ostatecznie przegrali partię do 20.
Po zmianie stron katowiczanie bardzo szybko zdominowali gospodarzy. Ze szczelnym blokiem nie mógł poradzić sobie zwłaszcza Marechal, który już na starcie otrzymał dwie efektowne „czapy” (2:5). Niezagrożeni blokiem rywali goście śmiało poczynali sobie na siatce.
[…] W trzeciej odsłonie wszelkich złudzeń pozbawił rzeszowian zwłaszcza Wiktor Musiał. Potężne zagrywki atakującego całkowicie rozbiły siatkarzy znad Wisłoka (13:18). Miejscowi nie radzili sobie zarówno w przyjęciu, jak i w ofensywie. Gdy na szczelny mur „nadział się” Schulz, trener Asseco Resovii oddelegował na boisko Bartmana, jednak i ta zmiana nie pomogła. Gospodarze znów musieli uznać wyższość rywali.
W czwartym secie szkoleniowiec Asseco Resovii zdecydował się dać kolejną szansę Damianowi Schulzowi, jednak atakujący szybko otrzymał dwie „czapy” i znów zameldował się w kwadracie (1:4). Również w tej partii gospodarze nieszczególnie zagrażali rywalom. Rozpędzony GKS z Wiktorem Musiałem na czele pewnie ruszył po wygraną i dopisał do tabeli cenne trzy „oczka”.
Asseco Resovia Rzeszów – GKS Katowice 1:3 (25:22, 20:25, 20:25, 19:25)
Cuprum Lubin pokonało GKS Katowice. Dobry mecz Miguela Tavaresa
Cuprum Lubin wykorzystało atut własnego boiska i pokonało w sobotę w czterech setach GKS Katowice. W związku ze ściskiem w dolnej części stawki, komplet punktów może cieszyć gospodarzy podwójnie.
[…] Trener Dariusz Daszkiewicz, który nie mógł w meczu na Dolnym Śląsku skorzystać z Jana Nowakowskiego (uraz stawu skokowego), Jakuba Jarosza, Kamila Drzazgi i Jakuba Szymańskiego, przy stanie +6 dla Miedziowych był zmuszony poprosić o czas. GKS Katowice po krótkiej pauzie i asie serwisowym Wiktora Musiała zniwelował straty do trzech punktów, a w końcówce, po udanym bloku na Robinsonie Dvoranenie, nawet do dwóch. Losów odsłony odwrócić się jednak nie udało, bo Brazylijczyk zrehabilitował się w najlepszy możliwy sposób.
W drugim secie przez długi czas zespoły zacięcie walczyły punkt za punkt. Szybciej przełamało przeciwników Cuprum Lubin, a konkretnie zrobił to kąśliwą zagrywką Robinson Dvoranen. Ta sytuacja zapoczątkowała dobrą passę miejscowych. Drużyna Marcelo Fronckowiaka podwyższyła prowadzenie do pięciu punktów (18:13), ale GieKSa nie przestała naciskać i wróciła do meczu dzięki znakomitej postawie w bloku. W końcówce wynik był sprawą otwartą (23:22), ale znów na ostatniej prostej lepiej poradziła sobie ekipa z Dolnego Śląska.
Trzecia partia to już zdecydowanie lepsza gra GieKSy, a odmienił ją Maciej Fijałek. Drużyna z Katowic dominowała w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła, a Cuprum Lubin nie było w stanie się przeciwstawić przyjezdnym. To, co nie udało się w trzecim, ekipa gospodarzy odbiła sobie jednak w czwartym secie i zainkasowała w sobotę ważny komplet punktów.
Cuprum Lubin – GKS Katowice 3:1 (25:23, 25:22, 16:25, 25:19)
HOKEJ
sportdziennik.com – Między nami kolegami
Derby dwóch GKS-ów z Katowic oraz Tychów miały najwyższą jakość.
[…] W derbach Śląska tym razem triumfowali katowiczanie, zaś w rywalizacji kolegów lepszy okazał się Sarnik. Do rewanżu może dojść w play offie.
Gospodarze byli nastawieni tak bojowo, że tuż po gwizdku ruszyli z pasją do ataku i już w pierwszych minutach mieli wiele świetnych sytuacji. Krążek raz po raz mknął na bramkę tyską i John Murray miał sporo pracy.
Katowiczanie posiadali przewagę i gole były tylko kwestią czasu. Pierwszej przewagi liczebnej nie wykorzystali, ale już przy drugiej zmienili rezultat meczu. Tadej Cimżar strzelał z lewej strony, Murray odbił krążek w bok i Tuukka Rajamaki nie miał żadnych problemów ze zdobyciem gola. Drugi był uzyskany po świetnej akcji duetu Filip Starzyński – Szyomon Mularczyk, a sfinalizował ją uderzeniem do pustej Kamil Paszek.
Przewaga gospodarzy ani przez chwilę nie podlegała dyskusji i wystarczy nadmienić, że oddali 20 strzałów na tyską bramkę. Goście zrewanżowali się tylko 7 uderzeniami.
Druga odsłona była jeszcze jakościowa lepsza, bo tyszanie po stracie 3 goli przebudzili się i zaczęli konstruować groźne akcje. Gdy Christian Mroczkowski, po składnej akcji kolegów z ataku, zdobył gola, przez chwilę wydawało się, że tyszanie jeszcze mogą wiele zwojować. A tymczasem riposta była natychmiastowa i Patryk Krężołek podwyższył na 4:1. On również popisał się kolejnym trafieniem w przewadze.
Tyszanie wcale nie zamierzali rezygnować i Jarosław Rzeszutko zmniejszył stratę. Ostatnia tercja zapowiadała się arcyciekawie. Tyszanie szukali swojej szansy, ale zdobyli tylko gola po uderzeniu Patryka Koguta. Gospodarze uważnie prowadzili grę obronną i od czasu do czasu zagrażali bramce Murraya.
GKS Katowice – GKS Tychy 5:3 (2:0, 3:2, 0:1)
hokej.net – Biało-niebieska twierdza. Przewagi kluczem do zwycięstwa
Własny lód jest w tym sezonie ogromnym atutem hokeistów Re-Plast Unii Oświęcim. Dziś biało-niebiescy wygrali przy Chemików 4 po raz dziesiąty z rzędu, pokonując GKS Katowice 2:1. To spotkanie pokazało, jak ważna w nowoczesnym hokeju jest gra w przewagach i osłabieniach.
[…] W pierwszej odsłonie więcej z gry mieli katowiczanie, którzy w swoich poczynaniach byli aktywniejsi i dokładniejsi. Na bramkę Clarke’a Saundersa uderzali aż 13 razy, ale Kanadyjczyk spisywał się bez zarzutu. Wybitnym refleksem błysnął, gdy obronił kąśliwe strzały Jussiego Makkonena (11. min) i Filipa Starzyńskiego (15.). Pierwszy wypalił sprzed obrońcy, a drugi ze slotu.
Biało-niebiescy znacznie lepiej radzili sobie w drugiej odsłonie. Efekt? W 24. minucie wykorzystali okres gry w przewadze i wyszli na prowadzenie.
[…] Katowiczanie w 37. minucie mogli doprowadzić do wyrównania. Krążek przechwycił Tuukka Rajamäki i popędził na samotne spotkanie z bramkarzem gospodarzy, ale nie zdołał go pokonać. Uderzony przez fińskiego napastnika krążek zatrzymał bowiem się na słupku.
Chwilę później zawodnicy Re-Plast Unii ponownie zagrali w przewadze i znów wykorzystali tę szansę. Powracający po kontuzji Jakub Šaur wrzucił gumę spod linii niebieskiej, a czający się przed bramkarzem Aleksiej Trandin, sprytnie zmienił lot krążka.
[…] Goście nie zamierzali odpuszczać i trzecią tercją rozpoczęli niezwykle agresywnie. Zepchnęli biało-niebieskich do głębokiej defensywy i dosłownie obstrzeliwali bramkę strzeżoną przez Clarke’a Saundersa. Kanadyjczyk skapitulował w 48. minucie, a jego zespół miał wówczas w polu o jednego zawodnika mniej. Uderzenie Marcina Kolusza do bramki sprytnie przekierował Patryk Krężołek, który w tym sezonie jest najlepszym strzelcem GieKSy.
Ten gol zwiastował emocjonującą i nerwową końcówkę. Obrodziło karami, a w wyniku ich kumulacji hokeiści z województwa śląskiego przez 8 sekund grali nawet w piątkę przeciwko trójce oświęcimian. Ci ofiarnie się bronili.
Na niespełna dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry trener Piotr Sarnik poprosił o czas. Chwilę później poszedł o krok dalej i zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza. Choć pod oświęcimską bramką dosłownie się kotłowało, to wynik już się nie zmienił.
Na dodatek na kilkanaście sekund przed końcową syreną kontrę wyprowadzał Gregor Koblar, który jadąc na pustą bramkę został sfaulowany przez Mikę Franssilę. Słoweniec pokazywał sędziom, że w tej sytuacji powinna mieć zastosowanie procedura z tzw. golem technicznym (art. 179). Ci jednak byli innego zdania.
Re-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice 2:1 (0:0, 2:0, 0:1)
GieKSa wygrywa z Jastrzębiem i walczy o podium
Hokeiści GKSu Katowice pokonali w bezpośrednim spotkaniu JKH GKS Jastrzębie 4:1 i nadal walczą o podium w tabeli po sezonie zasadniczym. Trzy z czterech bramek zdobyli defensorzy „GieKSy”, którzy nie tylko dobrze pokazali się w ofensywie ale skutecznie rozbijali ataki gości.
Na finiszu sezonu zasadniczego w środku tabeli PHL panuje niebywały ścisk. Każdy zdobyty punkt jest więc niezwykle ważny w kontekście korzystnego rozstawienia przed fazą play off. Nic zatem dziwnego, że GieKSa rozpoczęła spotkanie z JKH od bardzo mocnych ataków. Pomimo nieobecności chorego kapitana Grzegorza Pasiuta, dobrze radzili sobie w ofensywie gospodarze. Sposób na pokonanie bramkarza gości katowiczanie znaleźli po strzałach z dystansu. W pierwszej tercji tak zaskakiwali go Mathias Porseland i Miika Franssila.
Druga odsłona miała podobny przebieg do czasu, gdy „GieKSa” popełniła fatalny błąd. Grając w przewadze doprowadzili katowiczanie do sytuacji, w której niepilnowany Artem Iossafov łatwo pokonał Robina Rahma w sytuacji sam na sam. Od tego momentu goście nabrali wiatru w żagle i zaczęli częściej zagrażać bramce Rahma. Ich ofensywne zapędy katowiczanie zapędzili w najlepszy możliwy sposób. Tuż po rozpoczęciu trzeciej tercji gola zdobył Tadej Čimžar. Potem gola dołożył Franssila i było jasne, że tego dnia punktów już gospodarze nie stracą.
GKS Katowice – JKH GKS Jastrzębie 4:1 (2:0, 0:1, 2:0)
Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.
Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!
Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):
Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej
PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej
Posłuchaj archiwalne podcasty:
Jesteśmy dostępni także na Spotify:.
Felietony Piłka nożna
Dokąd zmierzacie Szoszoni?
Po 23 latach GKS Katowice wraca do Europy. Niezwykłym faktem jest to, że trafiając na tak bliskiego geograficznie rywala jak MŠK Žilina, GieKSa zagra w pucharach z przeciwnikiem oddalonym zaledwie jedną czwartą odległości od miejsca, w którym te puchary drużyna sobie w lidze zapewniła. Jeśli Baltika Kaliningrad nie wywalczyła kiedyś pucharów w ostatniej serii gier z Łucz Energią Władywostok, to zapewne próżno szukać takiej sytuacji w annałach europejskiej piłki.
W lidze wyjazd 150 kilometrów kwalifikujemy jako nie najbliższy, ale bliski. Przecież to mniej niż choćby do Wrocławia, a przecież tam to jest szast prast i jest się na miejscu. Tak więc logistycznie wypadło dla GKS idealnie – brak konieczności lotu, a i dla kibica jest to wycieczka bardzo łatwa. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie przekraczać granice w Zwardoniu, to odcinek autostrady D3 (Skalite – Svrčinovec) jest zamknięty i trzeba jechać wioseczkami i miasteczkami m.in. przez Oszczadnicę. Wiadomo – jeśli chodzi o przygodę dla kibiców, to lepszy byłby Hajduk, ale przygody zostawmy sobie po prostu na następne rundy.
MŠK Žilina to drugi po Slovanie Bratysława najbardziej utytułowany klub Słowacji. Został założony w 1908 roku pod węgierską – w wyniku madziaryzacji – nazwą Zsolnai Testgyakorlók Köre (Klub Gimnastyczny w Żilinie). Później nazwa zmieniana była kilkukrotnie, choć w latach 1919-1948 była bliska obecnej – ŠK Žilina. Zresztą tak samo nazywał się w latach 1990-1995 i właśnie wtedy dodana została literka „M”, czyli „Miejski”. Pierwsze sukcesy klub odniósł w latach 1928 i 1929 w nieoficjalnych rozgrywkach zdobywając Mistrzostwo Słowacji. To był czas, kiedy istniała Czechosłowacja i był okres, w którym najlepsze drużyny słowackie grały w fazie play-off o mistrzostwo łączonego kraju. W omawianych latach nie miało to jednak miejsca.
W lidze czechosłowackiej zespół grał przez 30 sezonów, a najwyższym miejscem z tamtego czasu było czwarte w sezonie 1946/47. Wielkimi zgłoskami zapisał się początek lat 60. W pierwszej w historii edycji Pucharu Czechosłowacji ówczesne Dynamo Żilina dotarło aż do finału, gdzie w Ołomuńcu uległo praskiej Dukli 0:3. Jako, że Dukla zdobyła mistrzostwo, Słowacy dostali przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam to zrobili niemałą furorę, dochodząc aż do ćwierćfinału, choć były to czasy, że aby dotrzeć na ten szczebel wystarczyło przejść… jedną rundę.
W dwumeczu Żilina trafiła na grecki Olympiakos. W pierwszym meczu w Pireusie goście mimo dwukrotnego tracenia prowadzenia, w 87. minucie jednak dopięli swego, gdy Julius David po raz trzeci trafił do siatki. W rewanżu Słowacy wygrali 1:0 po golu Vladimira Pisarika.
Prawdziwa bomba miała miejsce w ćwierćfinale. Dynamo trafiło na broniącą pucharu Fiorentinę i w pierwszym meczu to właśnie klub z Żiliny sensacyjnie wygrał to spotkanie 3:2, wprawiając w osłupienie byłego wicemistrza świata, węgierskiego trenera Nandora Hidegkutiego, mającego swego czasu swój epizod na ławce w… Stali Rzeszów. W rewanżu jednak faworyt odrobił straty i wygrał 2:0.
Ciekawostka! Bramkarzem Żiliny w tych spotkaniach był zawodnik nazywający się… František Plach. Tak, to nie przypadek – był to dziadek obecnego golkipera Piasta Gliwice, mającego to samo imię, co świadczy, że była to persona poważana i szanowana w rodzinie. Kontuzjowanemu od marca wnukowi słynnego dziadka życzmy dobrej rekonwalescencji i dalszego dochodzenia do siebie po marcowym urazie kolana.
W nowożytnej historii, czyli grze już w stricte w lidze słowackiej – po rozpadzie Czechosłowacji – MŠK Žilina odniosła sporo sukcesów. Siedmiokrotnie zdobyli mistrzostwo, choć pięć z tych tytułów przypadło na pierwszą dekadę XXI wieku. Dodatkowo dwukrotnie zdobyli Puchar Słowacji i cztery razy byli finalistą. To właśnie zdobycie pucharu w tym roku dało piłkarzom Pavola Staňo przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.
Pavol Staňo to postać w polskiej piłce aż nadto znana. Jako piłkarz rozegrał aż 243 mecze w ekstraklasie i zdobył 23 bramki. Występował w Polonii Bytom, Jagiellonii, Koronie, Podbeskidziu i Termalice.
W XXI wieku Słowacy zagrali niezliczoną ilość spotkań w europejskich pucharach. Raz nawet awansowali do Ligi Mistrzów, gdy w decydujących bojach dwukrotnie wygrali ze Spartą Praga, ale w grupie już poszło im fatalnie – przegrali wszystkie sześć meczów, a z Marsylią polegli u siebie aż 0:7. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to na pewno słowaccy kibice wspominają triumf na Villa Park w 2008 roku, kiedy to niedoceniany przybysz z Europy środkowej wygrał z Aston Villa 2:1, co oklaskiwał z ławki trenerskiej dobrze znany w Polsce Dusan Radolsky. Co ciekawe Żilina, która teraz przecież przegrała dwumecz z Hajdukiem, wyeliminowała Chorwatów w 2009 roku w eliminacjach do Ligi Europy. Z ciekawszych wyników na uwagę zasługuje zwycięstwo z luksemburskim Dudelange… 5:4 oraz niesamowita końcówka dwumeczu z Worskłą Połtawa z 2015 roku. Żilina w pierwszym spotkaniu wygrała 2:0, taki sam wynik, tyle że na korzyść Ukraińców był po 90 minutach rewanżu. W dogrywce Worskła strzeliła na 3:0, ale w doliczonym czasie goście ze Słowacji zdołali strzelić gola dającego awans – wtedy jeszcze bramki na wyjeździe były premiowane. Potem Żilina nawet wygrała pierwszy mecz z Athletikiem Bilbao 3:2 (przegrywając 0:2 do przerwy!), ale w rewanżu Baskowie ugrali 1:0.
W poprzednim sezonie doszło w końcu do starcia MŠK Žilina z polskim klubem, mianowicie Rakowem Częstochowa. Medaliki nie zostawiły złudzeń Słowakom wygrywając 3:0 u siebie i 3:1 na wyjeździe. W dwumeczu tym debiutował w europejskich pucharach Oskar Repka, dla którego pierwsze starcie było dopiero drugim meczem w ogóle w barwach Rakowa, po inauguracji przeciw GKS Katowice. Choć proforma dodajmy, że w 1997 roku Żilina zmierzyła się w Pucharze Intertoto z Odrą Wodzisław, a było to o tyle ciekawe, że teoretycznie niemająca szans na Puchar UEFA Odra została właśnie zgłoszona do rozgrywek „Pucharu Lata”. Intertoto odbywało się wówczas jeszcze w trakcie trwania poprzedzającego sezonu i na finiszu ligi wodzisławianie jednak do Pucharu UEFA się dostali – kosztem GieKSy. Odra zremisowała z Żiliną 0:0, a trenerem gości było – co za zaskoczenie – Dusan Radolsky.
1 maja 2026 MŠK Žilina zdobyła swój trzeci Puchar Słowacji. W rozegranym u siebie, czyli na Stadioniem pod Dubnom, drużyna wygrała z FC Košice 3:1. Bramki zdobyli Michal Fasko, Filip Kasa i Marko Roginić. Tym samym trofeum wróciło do Żiliny po 14 latach. Co ciekawe z rywalem z Koszyc zespół zmierzy się w pierwszej kolejce nowego sezonu i pojedynek ten odbędzie się pomiędzy dwoma meczami z GKS Katowice.
Przez lata przewinęło się przez ten klub wielu nie tylko znanych zawodników, ale przede wszystkim znanych nam – polskim kibicom. Z racji bliskości do polskiej granicy, wielu słowackich zawodników czy trenerów mieliśmy okazję gościć na terytorium naszego kraju, ale przecież też Polacy zaznaczyli swój ślad w klubie spod Małej Fatry.
Obecnie barw słowackiego klubu broni Fabian Bzdyl, młodzian z Cracovii, który jednak nie miał okazji zagrać na Nowej Bukowej w przegranym przez Pasy 1:2 meczu. W przeszłości w Żilinie grał jeszcze Dawid Kurminowski i robił tam niemałą furorę – strzelając w 52 meczach aż 27 bramek i mając na koncie tytuł króla strzelców w sezonie 2020/21 z 19 trafieniami na koncie. No i największa obecnie gwiazda Jakub Kiwior, który z Železiarne Podbrezová trafił właśnie do Żiliny i rozegrał tam 50 meczów. Dobre występy zaowocowały transferem do Spezii, a potem piłkarz zdobył kontrakt życia w Arsenalu. Obecnie broni barw FC Porto.
A piłkarze, którzy grali w Żilinie oraz w polskich rozgrywkach: Aleš Besta strzelił nam kiedyś bramkę w meczu Górnika z GieKSą, gdy rozpoczynała się i umacniała ówczesna zgoda, a na Roosevelta, na starym jeszcze stadionie, przy 20 tysiącach kibiców mieliśmy piłkarskie święto. W Polsce grali lub grają przecież Wahan Biczachczjan, Roman Gergel, Ľubomír Guldan, Róbert Jež, Dušan Kuciak, Samuel i Patrik Mrázowie, Ján Mucha, Róbert Pich, František Plach, Ivan Trabalik czy Kristian Vallo.
Zdecydowanie największą karierę w światowej piłce zrobił Milan Škrinjar, reprezentant Słowacji, wychowanek tego klubu, który rozegrał niemal dwieście meczów w Interze Mediolan, a grał też w PSG. Zawodnik obecnie gra w Fenerbahçe i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Polscy kibice mogą pamiętać Stanislava Sestaka, który niegdyś w Bratysławie w dwie minuty strzelił dwie bramki reprezentacji Polski w eliminacjach do Mundialu 2010 odwracają losy spotkania. No i oczywiście Martin Dúbravka, wieloletni bramkarz Newcastle United. Ostatnio grał w Burnley, a pod koniec czerwca został ogłoszony zawodnikiem Tottenhamu.
MŠK Žilina ma też powiązania z GieKSą. Jedno przeszłe, jedno obecne. Oliver Praznovsky grał w GKS przez dwa sezony. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w formie był zawodnikiem bardzo solidnym. Katowicki Senderos strzelił cztery bramki dla naszego zespołu. Potem m.in. przez cztery lata grał w Chrobrym Głogów. No i obecny zawodnik – Marko Roginić. Chorwat w GieKSie był przez półtora sezonu i rozegrał 43 mecze zdobywając zawrotne 3 bramki – przeciw ŁKS, Łęcznej i Tychom – co ciekawe wszystkie na wyjeździe. Potem właśnie trafił do zespołu z Lubelszczyzny.
Nazwa stadionu MŠK Žilina wprost nawiązuje do wzgórza Dubeň znajdującego się nieopodal – po drugiej stronie rzeki Wag, a widocznego z samego obiektu. Analogicznie więc z wieży widokowej na górze tejże, widać stadion, jak i całą piękną panoramę miasta. Na tym jednak widoki się nie kończą, gdyż Żilina znajduje się nieopodal Małej Fatry ze swoimi wysokimi szczytami i bardzo wymagającymi podejściami na Wielki Krywań, Stoh czy Wielki Rozsutec, szpizczastą górę widoczną świetnie choćby z naszej Magurki Radziechowskiej w Beskidzie Żywieckim. Swoją drogą obiekt ten tak do złudzenia przypomina stadion Górnika Łęczna, że wspomniany Roginić, gdy zmieniał barwy klubowe musiał mieć w głowie niezłe zamieszanie i zastanowienie, czy aby na pewno transfer doszedł do skutku i nadal nie dźwięczyły mu w głowie tony głosu Krzysztofa Cugowskiego.
Drużyna i trenerzy Żiliny mieli duże aspiracje przed meczami z Hajdukiem. Pavol Staňo zapowiadał, że zespół chce grać swoją i odważną piłkę. Czy jednak te słowa mogły się ziścić? Piłkarze ze Słowacji w Splicie nie zaprezentowali się najlepiej, choć mimo to mieli swoje stuprocentowe okazje, których nie wykorzystali Hranica i Roginić, a jeden z obrońców Hajduka nieomal zaliczył „estońską sztuczkę”, bo bramkarz znajdował się za światłem bramki, ale po przeciwległej stronie i podanie do pustaka… minimalnie minęło lewy słupek. Tak, chorwacki obrońca zrobił to co należy, czyli nie zagrał w światło bramki, ale serce kibicom Torcidy podeszło do gardła, a nasi południowi sąsiedzi mieli nadzieję. Märtenowi Kuuskowi życzymy wszystkiego dobrego w barwach Dumy Stolicy!
Fani z Żiliny nie byli pocieszeni. W sieci pojawiło się utyskiwanie na postawę zespołu w tym meczu, ale też kibice zwracali uwagę na szerszy kontekst, czyli zarówno brak wzmocnień, jak i kontynuację słabej gry z końcówki poprzedniego sezonu.
„Kpiną jest to, że na Europę nie zostało wystawione ani jedno wzmocnienie, ale to nie jest niespodzianka w ostatnich latach”
„Wynik z przebiegu meczu powinien brzmieć 6:1. Zero obrony”
„Możemy się cieszyć, że z tak nędzną grą, mamy taki wynik. Z drużyny, która miała tytuł w garści, zajęliśmy czwarte miejsce na wiosnę, a puchar był cudem”
„Strasznie słaby występ wczoraj. Atak to katastrofa, Roginič i Faško wypadli z formy, czuję się jakbyśmy ich tam nie mieli”
„Žilina = obolałe oczy, nieszczęście”.
Trudno się dziwić frustracji kibiców, bo rzeczywiście – mimo, że drużyna awansowała do pucharów, to wiosna do dobrych nie należała. Sezon zasadniczy (22 kolejki) Żilina zakończyła na 3. miejscu z sześciopunktową stratą do lidera. Bilans 11-7-4 nie wyglądał najgorzej. Grupa mistrzowska to jednak były cztery zwycięstwa i sześć porażek. W ostatnich pięciu kolejkach sezonu drużyna przegrała czterokrotnie. To skutkowało wypadnięciem poza podium i strefę pucharów, dlatego tak ważne było zdobycie Pucharu Słowacji.
Patrząc na składy z meczu z Rakowem sprzed roku, widać, że w zespole doszło do kilku przetasowań. W pierwszym meczu grało czterech, a w drugim pięciu zawodników, których już w klubie nie ma. Przede wszystkim odszedł młody, zdolny Ghańczyk Samuel Gidi, który trafi do Cincinati i w Major Leauge Soccer rozegrał już (na raty – 2 pobyty) 23 mecze, grając m.in. przeciw takim gwiazdom jak Leo Messi. To była ważna postać, bo w Żilinie zawodnik rozegrał ponad sto meczów. No ale odeszli też tacy piłkarze jak Ľubomír Belko (Viking), Samuel Kopásek (Pardubice, a dosłownie wczoraj wypożyczony do Lechii Gdańsk), Adrián Kaprálik (Holstein Kiel) czy Dávid Ďuriš (Rosenborg).
Popularni Szoszoni kilka lat temu nie mogli być jednak pewni, że ich klub nadal będzie znajdował się na piłkarskiej mapie Słowacji. Krótko bowiem po ogłoszeniu w Europie pandemii, trzy tygodnie po przerwaniu rozgrywek – MŠK Žilina ogłosiła komunikat z enigmatycznym określeniem „postawienia klubu w stan likwidacji”. Powodem była fatalna sytuacja finansowa. Klub w związku z nią chciał obciąć siedemnastu najlepiej zarabiającym piłkarzom aż 80 procent pensji, na co zawodnicy nie chcieli przystać, choć byli gotowi na zrzeczenie się pewnej części wynagrodzenia. W związku z odmową piłkarze dostawali wypowiedzenia. Problem polegał na tym, że klub nie ogłaszał bankructwa, chciał po prostu ogarnąć finanse – sportowo w przypadku powrotu do rozgrywek, drużyna miałaby do nich przystąpić, tylko grając juniorami, ewentualnie tymi, którzy zgodziliby się na drastyczną obniżkę apanaży i zostali w klubie. Nasi Kurminowski i Kiwior byli wówczas młodymi zawodnikami, więc ich tak drastyczna obniżka pensji nie dotyczyła i w klubie zostali. Jednym z tych, który odszedł był obecny bramkarz Piasta Gliwice, który trafił do klubu w obliczu kontuzji Placha – Dominik Holec, który sam głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tej 80-procentowej obniżki. Natomiast, że stara miłość nie rdzewieje pokazali inni zawodnicy, którzy wówczas rzeczywiście z klubu odeszli, ale dziś po kilku latach znów bronią barw MŠK Žilina – jak choćby Filip Kasa czy kapitan Miroslav Kacer.
A dlaczego w ogóle MŠK Žilina to Szoszoni? Przydomek i maskotka nawiązują do grupy plemion indiańskich. Plemiona te zamieszkujące m.in. tereny dzisiejszych stanów Wyoming i Idaho, zajmowały się głównie łowiectwem i zbieractwem. Ich głównym pożywieniem były orzeszki piniowe, ale ci, którzy mieli zdolność polowania, próbowali zdobyć zające wielkouche, ale także sarny, bizony czy antylopy. Była to grupa uboga, wedle relacji amerykańskich i brytyjskich traperów nie stanowili mocnej siły w tym regionie. Dodatkowo dochodziło do starć i nieporozumień ze względu na wybijanie przez traperów populacji bobra, która to była dla Szoszonów m.in. źródłem odzieży. Rząd USA próbował ogarnąć sytuację, stworzyć rezerwaty i dostarczać im środki na przetrwanie, ale wyglądało to różnie, a na pewno dość szorstko i dochodziło na tym tle do wielu nieporozumień.
Co ciekawe nie tylko amerykańskie, ale i afrykańskie wątki dotyczą naszego najbliższego rywala. W 2018 roku założono bowiem w Ghanie filię MŠK Žilina, mianowicie MŠK Žilina Africa FC. Klub zlokalizowany jest w Labadi na przedmieściach Akry i występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. W zakończonym sezonie zespół w czterozespołowej grupie play-off o awans zajął trzecie miejsce, w niefortunnym układzie punktów 6-6-6-0 (Czesław Michniewicz na Euro U-21 nie lubi tego). Drużyna wygrała dwa mecze i jeden przegrała, ale bilans bramkowy 2:2 nie pozwolił wywalczyć awansu na zaplecze. Między klubem-matką, a ghańską filią rzadko dochodziło do wymian piłkarzy, ale wspomniany wcześniej Samuel Gidi był właśnie tą perełką wyłowioną z afrykańskiego kraju. Zawodnik przyjął słowackie obywatelstwo i zagrał sześć meczów w młodzieżówce.
Swoją drogą nazwy trzecioligowych ghańskich drużyn są… specyficzne. True Life, Prestige, Immigration, Ghana Army, Third World, Still Believe, John Paintsil czy Mobile Phone People raczej przywołują skojarzenia z rozgrywek Red Boxa lub innych lig szóstek. Dla młodszych i niewtajemniczonych kibiców przypomnę, że np. John Painstil to po prostu były reprezentant Ghany w piłce nożnej, uczestnik Mundialu w 2006. Natomiast jeśli chodzi o filię lub (?) fancluby (?) to można tam znaleźć także choćby… Schalke 04 czy Besiktas Berlin.
Wróćmy do dwumeczu z Hajdukiem. W rewanżu Żilina zaczęła grać, ale… zbyt późno. Kiedy Van Hoorenbeeck strzelał dla gości bramkę do szatni, wydawało się, że wszystko jest pozamiatane. Pogoń Żiliny zakończyła się strzeleniem dwóch bramek, z czego tej drugiej w doliczonym czasie gry. Na więcej nie starczyło czasu. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Roginić, natomiast dwukrotnie zawodnik ten tak szpetnie zmarnował stuprocentowe sytuacje, że naprawdę trudno się dziwić komentarzowi jednego z fanów zespołu: „Ale ten chłopak to drewno!”.
Kibice zwracali uwagę na dobrą postawę w drugiej połowie.
„Gdyby grali tak, jak przez ostatnie 30 minut to skończyłoby się 4:1”
„Dlaczego od początku nie grał Bzdyl?”.
Prawda. Fabian zastąpił kapitana Miroslav Káčera i wniósł mnóstwo ożywienia dla gry zespołu. Wypracował drugiego gola.
Kapitan zespołu Miroslav Káčer powiedział, że ma nadzieję, że w kolejne rundzie z tych sytuacji, które sobie wykreują, bramki będą już strzelać. Obrona GKS musi się więc mieć na baczności.
Bardzo ciekawy komentarz zawarł jeden z kibiców, który patrzy na szerszy kontekst:
„Po zwycięstwie w Pucharze Słowacji pan Antošík zapowiadał: „Tym razem chcemy odnieść sukces w Europie. Sprowadzimy dwóch nowych zawodników!”. Tymczasem znów zamieniliście to w przedsięwzięcie czysto biznesowe. Wystawialiście do gry piłkarzy, których chcieliście sprzedać. Z Polakami też odpadniecie, a potem nastąpi kolejna wyprzedaż – dokładnie tak jak ostatnim razem. Czy dziwi was, że cała Żylina i okolice kompletnie nie interesują się waszą drużyną piłkarską?”.
To daje obraz, że kibice są niezadowoleni nie tylko z braku wzmocnień, ale z permanentnych osłabień, ba – niektórzy przewidują odejścia zawodników jeszcze przed dwumeczem z GieKSą. Ktoś inny napisał:
„Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz Polacy wygnają nas z europejskich pucharów”
Całość pokazuje, że mimo triumfu w krajowym pucharze, nastroje kibiców w kontekście kilku ostatnich lat najlepsze nie są. Systematyczne porażki w pierwszych rundach europejskich pucharów są dla żilinian frustrujące. Mają oni nadzieję na przejście GKS, jednak zdania są podzielone – jedni uważają rewanżowy mecz z Hajdukiem za dobry prognostyk, inni mają dość sporo defetyzmu i przewidują porażkę.
Czy Adam Zreľák zagra przeciw swoim rodakom to zawsze jest niewiadoma, ale w przeszłości miał już tę okazję. W barwach Rużomberoka strzelił przeciwko Żilinie gola i zaliczył asystę.
Dla GKS Katowice europejskie puchary to wielka niewiadoma. Dodatkowo katowiczanie nie trafiają na amatorów z San Marino czy Andory, jak to kiedyś bywało w przypadku polskich drużyn we wczesnych fazach. Trafiamy na drużynę z regionu, niesłabą i też nieprzesadnie mocną. Wydaje się, że liga słowacka jest nieco słabsza od polskiej, co by dawało pewną przewagę naszej drużynie. Z drugiej strony rywale są na europejskiej arenie dość ograni. Nie ma więc chyba co dywagować, kto jest faworytem tej potyczki. Na pewno rywal jest w zasięgu, a dwumecz Rakowa z poprzedniego roku wyraźnie to pokazał.
Źródła:
Wikipedia PL
Wikipedia EN
https://igol.pl/msk-zilina-likwidacja-co-oznacza/
Transfermarkt
https://sciezkimojegoswiata.pl/2020/09/26/vyhliadkova-veza-duben-czyli-wieza-widokowa-w-zylinie/
90minut.pl
https://www.mskzilina.sk/
Facebook – MŠK Žilina
Foto: https://img.uefa.com/imgml/stadium/uw/65053.jpg
Piłka nożna
Bliżej Żiliny
Hajduk Split wygrał w pierwszym meczu pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy z MSK Żilina 2:0. Przegrany tego dwumeczu będzie rywalem GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji.
Pierwszą bramkę zdobył w 22. minucie Roko Brajković, pięknym technicznym strzałem z kilkunastu metrów pokonując Jakuba Badzgona. Drugie trafienie zaliczył Dalisson, który przeprowadził indywidualną akcję i płaskim strzałem zza pola karnego podwyższył prowadzenie swojego zespołu.
Hajduk był zespołem dominującym i stworzył sobie jeszcze kilka sytuacji, jednak Żilina również miała swoje okazje – m.in. znakomitych sytuacji sam na sam nie wykorzystali Timotij Hranica i Marko Roginić.
Rewanż odbędzie się w czwartek 16 lipca o 20:30 w Żilinie.
Pierwszy mecz drugiej rundy eliminacji Ligi Konferencji GKS Katowice rozegra na wyjeździe 23 lipca.
Hajduk Split – MSK Żilina 2:0
Bramki: Brajković (22), Dalisson (49).
Hajduk: Silić – Acapandie, Maresić, Van Horenbeeck, Hrgović, Brajković (79. Hodak), Pajaziti, Pukstas, Dalisson (79. Del Moral), Melnjak (73. Huram), Sego (86. Livaja).
Żilina: Badzgon – Paliscak, Kasa (63. Minarik), Narimanidze, Hranica (82. Datko), Kaceer (71. Adang), Bzdyl, Kasko (63. Ilko), Kosa (63. Florea), Bari, Roginić.

Najnowsze komentarze