Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd doniesień mass mediów na temat GieKSy: Szok i niedowierzanie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Piłkarki i piłkarze w miniony weekend rozpoczęli rozgrywki rund rewanżowych. Piłkarki uległy na wyjeździe drużynie Czarnych Sosnowiec 0:4 (0:2). Piłkarze zremisowali na Bukowej z Błękitnymi Stargard 2:2 (2:2). Prasówkę o meczu z Błękitnymi znajdziecie tutaj.

Siatkarze rozegrali dwa spotkania z drużynami z pierwszych miejsc w tabeli: najpierw z Mistrzem Polski, drużyną ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 0:3, następnie z liderem rozgrywek ekipą VERVA Warszawa ORLEN Paliwa 2:3. Następny mecz siatkarze rozegrają w niedzielę, z Jastrzębskim Węglem, w hali w Szopienicach.

Hokeiści, w ćwierćfinale rozgrywek Polskiej Hokej Ligi, pokonali Podhale Nowy Targ trzy razy: 3:2 i 4:3 (oba mecze po dogrywce) oraz wczoraj 5:1. Stan rywalizacji 3:2 dla GieKSy.

 

PIŁKA NOŻNA

dziennizachodni.pl – Derby dla sosnowiczanek

W meczu inaugurującym rundę wiosenną ekstraligi kobiet Czarni Sosnowiec rozgromiły GKS Katowice 4:0. Hat-trickiem w spotkaniu rozgrywanym na stadionie im. Jana Ciszewskiego popisała się Katarzyna Daleszczyk.

[…] Kibice zgromadzeni na stadionie im Jana Ciszewskiego spodziewali się więc zaciętego spotkania sąsiadów zza miedzy, a tymczasem wyższość Czarnych w derbach nie podlegała żadnej dyskusji.

[…] Katowiczanki starały się odrobić straty. Miały swoje okazje, ale grały nieskutecznie. Nie potrafiły wykorzystać nawet rzutu karnego, który zmarnowała Agata Sobkowicz. Okazałe zwycięstwo Czarnych przypieczętowała Dorota Hałatek.

 

sportdziennik.pl – Marek Szczerbowski: Wiedziałem, w jak trudny projekt wchodzę

Rozmowa z Markiem Szczerbowskim, prezesem wielosekcyjnego GKS-u Katowice.

Trudno namówić pana na wywiad…
Marek SZCZERBOWSKI: – Prezes nie jest od tego, by non stop udzielać wywiadów. Nie można na nich budować swojej pozycji. Szkielety byłych szefów, którzy opierali swoją rzeczywistość o wywiady, są rozsiane po całej Polsce. I nie chodzi tylko o kluby sportowe.

[…] Na przykład redukcja o kilkadziesiąt procent kosztów w klubowej administracji. Na ile były to po ludzku trudne decyzje?
Marek SZCZERBOWSKI: – Atestacja stanowisk zawsze jest bardzo trudna. Każą decyzję, którą podejmowałem, szeroko uzasadniałem. Dzisiaj nie postąpiłbym inaczej. Mimo że było to naprawdę trudne.

Można mówić o jakiejś liczebności zatrudnienia? Ile osób tworzyło administrację spółki pół roku temu, a ile teraz?
Marek SZCZERBOWSKI: – Moim celem było dopasowanie zadań do ludzi i ich kompetencji. Wydaje się, że zamiar ten został osiągnięty.

[…] Na ile ruchy kadrowe w administracji są już zakończone?
Marek SZCZERBOWSKI: – Pracuję dziś z najlepszym zespołem, z jakim kiedykolwiek i gdziekolwiek pracowałem. Mogę to powiedzieć publicznie.

Kibice troszczą się o markę GKS-u. Nieobca im była też kwestia aut służbowych, z których pańską decyzją zrezygnowano.
Marek SZCZERBOWSKI: – Mówiąc pół serio: auta byłyby przydatne w sekcji motoryzacyjnej, a takiej w GKS-ie nie mamy. Uważam, że w klubie sportowym elementem jakości jest wynik sportowy.

[…] Dosyć odważnie mówi pan, że gdy budowa stadionu będzie sztucznie przeciągana, to odejdzie pan z klubu.
Marek SZCZERBOWSKI: – Bo wiem, że nie jest przeciągana; że prezydent Marcin Krupa, Urząd Miasta, chcą to zrealizować. Rozmawiamy bardzo często. Władze robią wszystko, by ten kompleks powstał. Budowa profesjonalnego klubu musi się opierać o podstawy infrastrukturalne. Wiem, co mówię. W tej historii nie ma żadnego ukrytego elementu, oni chcą to zrobić! Czasem przy dużych procesach inwestycyjnych, gdy na różnych etapach jest zaangażowanych mnóstwo ludzi, popełnia się niedociągnięcia. Jestem przekonany, że prezydent Krupa pragnie wybudować stadion.

Zmartwiła pana grudniowa wieść o rażąco zbyt wysokim kosztorysie inwestorskim stadionu, przedstawionym przez projektantów?
Marek SZCZERBOWSKI: – Zmartwiło mnie, że gruchnęła ta wiadomość. Zakręty są w każdym procesie inwestycyjnym. Trzeba uspokajać. Powtarzam: miasto Katowice chce stadionu i rozwoju GieKSy.

[…] Co z sekcją szachów?
Marek SZCZERBOWSKI: – Oczywiście, można budować przestrzeń w oparciu o współpracę z różnymi podmiotami zewnętrznymi – a takim są szachy, jako stowarzyszenie działające niezależnie pod szyldem Hetmana. Tak występuje choćby o dotację z miasta. Nie wykluczamy, że jeśli szachiści zechcą dalej z nami współpracować, to się to stanie. Trzeba jednak ustalić generalne zasady. Albo jest perspektywa bycia w jednej strukturze, albo niech to funkcjonuje oddzielnie.

Czyli w tym momencie szachów w GKS-ie nie ma.
Marek SZCZERBOWSKI: – Nigdy nie było. Tylko współpraca – słuszna, wykorzystująca pewne zasoby związane z GKS-em. Działamy na podstawie ustawy o sporcie. Jesteśmy finansowani z budżetu miasta i dlatego nie możemy utrzymywać z tej dotacji innej organizacji. Medialnie coś wybrzmiało, że było razem, lecz od strony formalno-prawnej tak naprawdę było osobno.

Czy mocna wielosekcyjna GieKSa jest możliwa bez silnej piłki nożnej?
Marek SZCZERBOWSKI: – Nie, bo ona stanowi podstawę, o czym świadczy frekwencja, zaangażowanie władz miasta, zainteresowanie mediów, ogólna popularność futbolu, historia… W hokeju ona też nie jest najgorsza, a można powiedzieć, że wręcz lepsza. Historycznie jednak bardziej zapisał się GKS Katowice piłkarski niż hokejowy – tyle że z rangi dyscypliny niż samych rezultatów.

Jak ważny dla przyszłości sekcji piłkarskiej jest awans do I ligi?
Marek SZCZERBOWSKI: – Dziś sekcja piłki nożnej daje radość kibicom. A nie zawsze dawanie radości wiąże się z bezpośrednim awansem.

Czasem męczysz się w ekstraklasie, a uśmiechasz w II lidze.
Marek SZCZERBOWSKI: – Tak jest! Jeżeli piłkarze będą dawać radość kibicom, będziemy widzieć stały wzrost, to pewne jest, że w perspektywie czasu wynik przyjdzie. Nie musi koniecznie teraz. Chodzi o zbudowanie zespołu, stabilizację, posiadanie polityki działania i jej rozwijanie. To, co zostało dotąd zaplanowane, wdrożyliśmy. Teraz chodzi o to, by to utrzymać. Spotkamy się 30 czerwca i ocenimy, czy drużyna dawała radość kibicom. To cel dla piłkarzy na wiosnę.

Trochę spuszcza pan powietrze z balonu.
Marek SZCZERBOWSKI: – Nie patrzę tymi kategoriami. Prawdą jest, że spodziewaliśmy się progresu, ale nie tak szybkiego. Sądziliśmy, że ta drużyna będzie grała – ale nie, że aż tak. Nie chodzi mi nawet o wyniki, co postawę, walkę do końca. Wiadomo było, że latem trzeba było to pozbierać; że to wszystko może dłużej trwać. Zobaczymy, czy poziom z jesieni utrzymamy wiosną.

Co chciałby pan sobie pomyśleć w czerwcu?
Marek SZCZERBOWSKI: – Czas przyszły – niepewny, zawsze to powtarzam. Chcę, by wszystkie sekcje dawały nam radość.

 

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – Niespokojny los

Katowiczanie nie zdołali urwać nawet seta mistrzom Polski z Kędzierzyna-Koźla. To ich druga porażka do zera. Czy to początek kłopotów ekipy trenera Dariusza Daszkiewicza?

Takiej „serii” siatkarze z Katowic w tym sezonie jeszcze nie mieli. Przyzwyczaili swoich kibiców do zaciętych spotkań, często kończących się tie breakiem. Choć nie każdy z nich wygrywali, to niemal w każdym punktowali. Komplet w starciach z katowiczanami zdobyły jedynie PGE Skra Bełchatów, Cerrad Czarni Radom oraz Cuprum Lubin, Teraz do tego grona dołączyła Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle.

[…] Perspektywa gry w play offie, która jeszcze nie tak dawno wydawała się niemal oczywista, teraz wcale nie jest już taka pewna. Prawdopodobnie o być albo nie być w czołowej ósemce zdecydują ostatnie mecze sezonu zasadniczego, które GKS zagra z drużynami z Radomia i Suwałk. Wczorajsze spotkanie w szopienickiej hali nie miało większej historii. Mistrzowie Polski górowali nad gospodarzami w każdym elemencie. Gospodarze wyrównaną walkę potrafili nawiązać jedynie w pierwszym secie. W nim od początku gra toczyła się punkt za punkt. Katowiczanie dwukrotnie potrafili odrobić dwupunktową stratę. Przy stanie 22:22 trener GKS-u Dariusz Daszkiewicz zdecydował się na podwójną zmianę, ale zamiast pomóc, kompletnie wybiła z rytmu jego zespół. W kolejnych dwóch partiach przy świetnym przyjęciu rozgrywający ZAKSY Benjamin Toniutti robił, co chciał i równo rozdzielał piłki pomiędzy kolegów. W efekcie po 80 minutach gry było już po wszystkim.

– ZAKSA była zdecydowanie lepsza. Wiedzieliśmy, że musimy ryzykować na zagrywce, ale nic to nie zmieniło, bo rywale bardzo dobrze przyjmowali i grali na siatce. Niczego jeszcze nie możemy być pewni. Przed nami bardzo ciężka walka. O miejsce w ósemce będziemy walczyć do ostatniej kolejki. Nie składamy broni, choć zdajemy sobie sprawę z renomy najbliższych rywali – podsumował Dariusz Daszkiewicz, szkoleniowiec GKS-u Katowice.

GKS Katowice – Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 0:3 (22:25, 20:25, 20:25)

 

plusliga.pl – Sobota z PlusLigą: VERVA Warszawa ORLEN Paliwa – GKS Katowice 3:2

[…] Mecz rozgrywany był nietypowo, bo nie w stolicy, lecz w Płocku w ORLEN Arenie. Widać było bo drużynie z Warszawy, że nowy dla niej obiekt nie jest atutem w starciu z GKS-em Katowice. Goście wreszcie zagrali lepiej niż w poprzednich spotkaniach, prezentując się odważnie w polu serwisowym i ataku.
Katowiczanie niespodziewanie zdominowali VERVĘ, gospodarze nie potrafili wejść na wysokie obroty. Prezentowali się, w dwóch pierwszych setach, jeszcze trochę słabiej niż w ostatnim starciu w Rzeszowie. Znowu bardzo słabo radził sobie Artur Udrys (2 skończone ataki na 11 prób), pozostali skrzydłowi także nie zachwycali. W GKS-ie liderowali Rafał Szymura i Jakub Jarosz, którzy wyprowadzili swoją drużynę na prowadzenie 2-0.
Trenera Andrea Anastasi zdecydował się na zmiany, Andrzeja Wronę zastąpił Patryk Niemiec, a Jan Król zmienił Udrysa. Warszawianie zaczęli grać lepiej w każdym elemencie, podczas gdy impet przyjezdnych malał. Bardzo dobrze w zespole VERVY prezentował się Piotr Nowakowski, coraz lepiej grał Bartosz Kwolek. Dzięki poprawie gry zespół ze stolicy doprowadził do tie-breaka.

W piątym secie warszawianie mieli inicjatywę, ostatnią akcję wykończył Kwolek. VERVA utrzymała pozycję lidera, wygrywając 21 mecz w sezonie.

 

polsatsport.pl – VERVA Warszawa odwróciła losy meczu z GKS-em Katowice

W meczu 22. kolejki PlusLigi Verva Warszawa Orlen Paliwa wygrała z GKS-em Katowice 3:2. Faworyt zwyciężył, ale „królowie tie-breaków” sprawili, że gospodarze musieli wznieść się na wyżyny swoich umiejętności.

[…] VERVA Warszawa Orlen Paliwa – GKS Katowice 3:2 (19:25, 17:25, 25:21, 25:23, 15:13)

 

HOKEJ NA LODZIE

dziennikzachodni.pl – Fani Gieksy wywiesili transparent i cieszyli się ze zwycięstwa

W trzecim meczu ćwierćfinałowym play off Polskiej Hokej Ligi GKS Katowice pokonał po dogrywce Podhale Nowy Targ 3:2.

[…] Rywalizacja w Katowicach była bardzo zacięta. W szatni Podhala od niedzieli panuje epidemia. Na szczęście nie jest to koronawirus, a tylko grypa żołądkowa, ale i tak działacze “Szarotek” wystąpili z prośbą o przełożenie środowego spotkania na piątek, bo zaraziło się nią aż 12 hokeistów z Nowego Targu. GieKSA na to nie przystała, bo w piątek w Spodku zaczyna się międzynarodowy turniej e-sportowy IEM Katowice 2020, a komisarz Polskiej Hokej Ligi Marta Zawadzka stwierdziła, że regulamin play off nie przewiduje przełożenia meczu.

Pojedynek odbył się więc zgodnie z planem, a goście w Satelicie wystawili do gry pełne cztery piątki, więc widać stan zdrowia ich hokeistów szybko się poprawił. Katowiczanie musieli odrabiać straty po dwóch porażkach w Nowym Targu, więc nic dziwnego, że od początku ruszyli do natarcia. Ne efekty nie trzeba było długo czekać. Najpierw podanie Grzegorza Pasiuta wzdłuż bramki na gola zamienił Patryk Krężołek, a później Mateusz Michalski dobił strzał Marcina Kolusza. Warto zaznaczyć, że dwaj ostatni zawodnicy są wychowankami Podhala. Goście odpowiedzieli trafieniem Tomasa Franka, który wykorzystał fatalny obrońców błąd GieKSy.

Zaraz na początku III tercji Podhale wyrównało wykorzystując okres gry w przewadze. Zwycięzcę wyłoniła więc dopiero dogrywka. Obydwa zespoły grały w niej w czteroosobowych składach, ale dopiero po 14 minutach katowiczanom udało się zdobyć gola na wagę wygranej. Jego autorem był Oskar Jaśkiewicz.

GKS Katowice – Podhale Nowy Targ 3:2 (2:1, 0:0, 0:1, d. 1:0)

 

infokatowice.pl – Udane urodziny GieKSy. Zwycięstwo z Podhalem Nowy Targ

GieKSa obchodzi dzisiaj swoje 56 urodziny. Hokeiści sprawili wszystkim kibicom najlepszy z możliwych prezent, wygrali z Podhalem Nowy Targ i tym samym po czterech spotkaniach w ćwierćfinale play-off remisują ze swoim rywalem 2:2.

Spotkanie rozpoczęło się od naporu nowotarżan, którzy już w pierwszej minucie mogli objąć prowadzenie, ale silny strzał z bliskiej odległości wybronił Rahm. Praktycznie przez całą pierwszą odsłonę goście dominowali na lodzie i tylko świetnej postawie szwedzkiego golkipera katastrofalnie grający katowiczanie zawdzięczają, że nie stracili żadnej bramki. Jeśli chodzi o grę ofensywną GieKSy, to poza 6 minutami gry w przewadze ani razu nie byli w stanie zagrozić stojącemu między słupkami Odrobnemu. Najlepszą okazję dla gospodarzy zmarnował w 10 min. Makkonen, który tylko w sobie znany sposób przestrzelił stojąc kilkadziesiąt centymetrów od pustej bramki.

Druga tercja znowu zaczęła się od ataków przyjezdnych, którzy w 23 min. w końcu znaleźli drogę do siatki i objęli w pełni zasłużone prowadzenie. Ten gol obudził podopiecznych trenera Piotra Sarnika z letargu. Od tego momentu to gospodarze zaczęli dyktować warunki na lodzie i już w 28 min. Krężołek doprowadził do wyrównania. W kolejnych minutach gra katowiczan nadal mogła się podobać, a ich starania zostały nagrodzone w 38 min., kiedy gola w przewadze zdobył Franssila. Niestety kilkadziesiąt sekund później role się odwróciły. Na ławce kar siedział Krężołek, a Petterson doprowadził do stanu 2:2.

Przez całą trzecią część obie drużyny toczyły zażarty pojedynek o każdy centymetr lodowiska. W 6 min. po raz kolejny w tym spotkaniu na prowadzenie wyszli nowotarżanie. Trzy minuty  później na tablicy świetlnej widniał już jednak remis, a Odrobnego po raz drugi pokonał Krężołek. W ostatnich sekundach grająca w przewadze GieKSa mogła jeszcze przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, ale goście się wybronili i podobnie jak wczoraj o losach pojedynku zadecydowała dogrywka, w której po raz kolejny lepsi okazali się gospodarze. Tym razem złotą bramkę w 75 min. zdobył Da Costa. Tym samym po czterech spotkaniach GieKSa remisuje w ćwierćfinale play-off z Podhalem 2:2.

GKS Katowice – Podhale Nowy Targ 4:3 (0:0, 2:2, 1:1, d. 1:0)

 

sportowepodhale.pl – Szok i niedowierzanie

Nie tak miała wyglądać piąta potyczka górali z katowiczanami. Nie na to liczyła szczelnie wypełniająca trybuny widownia. A jednak, to katowiczanie są o krok od gry w półfinale play off.

„Szarotki” rozpoczęły bardzo nerwowo. Dały się zepchnąć do defensywy i pod bramką Odrobnego dochodziło do gorących spięć.  Katowiczanie przewagę udokumentowali w 5 minucie. Akcję zainicjował Kolusz, który zagrał do Wajdy na skrzydło, a ten wcielił się w napastnika. Minął obrońcę i backhandem wpakował krążek pod poprzeczkę.   Chwilę później goście mogli prowadzić 2:0, gdyby Tomasik wygrał pojedynek oko w oko z nowotarskim golkiperem. Podhalanie byli w szoku, a katowiczanie na fali. Przez kolejne 5 minut kręcili góralami w ich tercji, a pod bramką Odrobnego raz za razem się kotłowało. Były momenty, że nowotarżanie wystrzeliwali krążek na uwolnienie.  Dopiero po 10 minutach gospodarze się otrząsnęli, ale nadal nie potrafili zawiązać akcji zaczepnej.  Jeżeli już wtargnęli do tercji przeciwnika, to nie potrafili oddać strzału, z którym Rahm  miałby kłopoty. Przyjezdni byli o ułamek sekundy szybsi w pojedynkach jeden na jeden, w starcia pod bandą. W 15 min. Rajamaki przegrał pojedynek sam na sam z Odrobnym, ale jego drużyna utrzymała się przy krążku w tercji rywala. Rajamaki spod bandy zagrał na drugi słupek do Makkonena, a ten trafił do pustej bramki. Za moment górale powinni stracić kolejnego gola, gdyby Cimzar zachował więcej zimnej krwi pod bramką.
Katowiczanie nadal kontrolowali grę po przerwie. Mieli sytuacje, a Podhale momentami nie istniało, a jednak zdobyło gola. Po starciu za bramką, dwóch katowiczan się wywróciło, Franssila odpuścił Willicka, który zagrał na drugi słupek, a Jenczik posłał krążek do pustej bramki. Tenże Franssila za moment powędrował na ławkę kar i kibice liczyli, że ich pupile doprowadzą do wyrównania. Tymczasem stracili krążek w tercji ataku, pognał z nim Pasiut, zagrał do tyłu do Kolusza, który za moment utonął w objęciach kolegów.

W trzeciej tercji górale postawili wszystko na jedną kartę. Atakowali, ale były to ataki chaotyczne, często próbowano indywidualnych rozwiązań, a to było wodą na młyn dobrze grającej defensywy gości. Ci spokojnie czekali na swoją szasnę i doczekali się. Zdobyli gola w przewadze. Ponad 2 minuty do końca Barski wycofał bramkarza i Pasiut strzałem do pustej bramki ustalił wynik spotkania.

KH Podhale Nowy Targ – GKS Katowice 1:5  (0:2, 1:1, 0:2)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga