Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd doniesień mass mediów na temat GieKSy: Hokeiści w półfinale PHL
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarki ze względu na przerwę reprezentacyjną następny mecz rozegrają w najbliższą sobotę z drużyną Miechu Żywiec. Warto odnotować, że w reprezentacji Polski U-19 występowały zawodniczki GieKSy: Zofia Buszewska, Anna Konkol, Kinga Kozak. Piłkarze przegrali w sobotę w Elblągu z Olimpią 1:3 (0:0). Prasówkę o tym meczu znajdziecie tutaj.
Siatkarze wczoraj późnym wieczorem zakończyli zwycięski mecz z Jastrzębskim Węglem 3:1 i praktycznie zapewnili sobie udział w ćwierćfinałach/play-off mistrzostw Polski. Do zakończenia sezonu zasadniczego GieKSie pozostały dwa mecze – oba u siebie: 18 marca z Czarnymi Radom i 21 marca z Ślepsk Malow Suwałki.
Hokeiści, w ćwierćfinale rozgrywek Polskiej Hokej Ligi, pokonali po raz czwarty Podhale Nowy Targ 2:1 i cała rywalizację 4:2. W półfinale na naszych hokeistów czeka drużyna aktualnych mistrzów Polski, GKS-u Tychy. Pierwszy mecz w czwartek w Tychach.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.pl – Adrian Błąd: Zrobiliśmy to lepiej niż Borussia
Rozmowa z Adrianem Błądem, kapitanem GKS-u Katowice.
Efektownie rozegrany rzut rożny, który dał wam jednego z goli w meczu z Błękitnymi, bije w internecie rekordy oglądalności. Zdobył pan już kiedyś bramkę, która była równie popularna?
Adrian BŁĄD: – Aż tak – to nie. Wpadło kilka goli po strzałach z dystansu, ale ta sobotnia bramka obiegła świat, różne duże media ją pokazywały, zwłaszcza że było to nawiązanie do rzutu rożnego, który Borussia Dortmund próbowała wykonać z PSG. Jej akurat to rozegranie nie wyszło. Wiem, że Zbyszek Wojciechowski, który trafił do nas z Goczałkowic, rozmawiał z Łukaszem Piszczkiem. Usłyszał, że Łukasz widział tego naszego rożnego i śmiał się, że zrobiliśmy to lepiej, książkowo. Jak widać, coś zaczerpnięte z topowych zespołów można przekuć na drugoligowe boisko i to potem odbija się szerokim echem.
[…] Po tym golu cieszyliście się przy ławce tak, jakby oznaczał wyjście na prowadzenie w doliczonym czasie gry.
Adrian BŁĄD: – Była radość, że to, co trenowaliśmy, dało efekt. To ucieszyło nas wszystkich – sztab, zawodników. Atmosferę mamy wzorową, dobrą. Pilnujemy jej, by nic się w tym zespole nie zachwiało.
Macie teraz w zanadrzu jakiś kolejny ciekawy rzut rożny?
Adrian BŁĄD: – Nie mogę powiedzieć! (śmiech). Przeciwnicy teraz z pewnością będą ostrożniejsi. Każdy będzie wiedział, że staramy się kombinować. Wiele zależy od tego, jak zachowają się rywale, jak będą się ustawiać, czy będziemy mieli możliwość, by coś rozegrać.
sportslaski.pl – Specjaliści od kornerów. Gol GKS-u hitem internetu!
Kapitalna akcja piłkarzy GKS-u Katowice hitem internetu! Stylu, w jaki II-ligowcy z Bukowej rozegrali rzut rożny w starciu z Błękitnymi Stargard, mogłoby pozazdrościć większość ekstraklasowych ekip. O ile wynik meczu z Błękitnymi Stargard może być dla „GieKSy” rozczarowaniem, drużyna z Katowic może być dumna ze sposobu w jaki zdobyła w sobotę swojego pierwszego tegorocznego gola w lidze.
[…] Cztery podania, po których piłka w szybkim tempie krążyła jak po sznurku między zawodnikami II-ligowca, zagranie Macieja Stefanowicza do Adriana Błąda i silny strzał tego ostatniego z ostrego kąta – ta akcja zrobiła już furorę w (nie tylko polskim) internecie. – Wyszło, rzeczywiście wyszło tak jak należy – komentował popis podopiecznych trener Rafał Górak. Nie było zresztą w tym trafieniu grama przypadku. GKS Katowice już po raz 11 w tym sezonie zdobył bramkę po stałym fragmencie gry. Piąty raz uczynił to po rzucie rożnym, ustępując pod tym względem jedynie Resovii i Olimpii Elbląg. – Dało nam to dużo satysfakcji, bo wiadomo, że gdy uda się coś zaplanowanego zawsze cieszy.
dziennikzachodni.pl – Nowy stadion GKS Katowice: Cena, terminy, co czeka Bukową?
Władze Katowic i firma RSArchitekci osiągnęli porozumienie w sprawie budowy nowego kompleksu sportowego, gdzie będą występowali piłkarze i siatkarze GKS Katowice.
[…] Po dwóch miesiącach intensywnych negocjacji miasta z firmą SR Architekci osiągnięto porozumienia.
– Pierwszy etap, który oznacza budowę stadionu, hali sportowej, dwóch boisk treningowych i parkingów będzie kosztował 186.991.869,92 zł netto, a drugi, z czterema boiskami treningowymi, 34.146.341,46 zł netto -poinformował Bogumił Sobula, pierwszy wiceprezydent miasta.
To spora obniżka w porównaniu z pierwszym kosztorysem.
– Funkcja, konstrukcja i forma muszą zostać zachowane. Optymalizację kosztów osiągaliśmy w formie rozwiązań konstrukcyjnych i materiałowych, co dało nam milionowe oszczędności – wyjaśnił Marius Schlesiona, prezes RS Architektów.
Całość inwestycji sfinansowana zostanie z budżetu miasta oraz z kredytów z banków inwestycyjnych. Pierwszy etap inwestycji to przedstawienie przez architektów nowego oficjalnego kosztorysu. Strony umówiły się na to do 31 marca.
– Potem przyjdzie czas na projekt budowlany i wykonawczy I etapu, tu termin określono na 31 maja, a dla II etapu 30 czerwca. Następnym krokiem będzie ogłoszenie przetargów i w przyszłym roku powinny ruszyć prace ziemne. Czas całej realizacji to 2,5 roku – wyliczył wiceprezydent Sobula.
[…] Obecna arena GKS-u, czyli stadion przy Bukowej, przejmie rolę ośrodka szkoleniowego tego klubu.
SIATKÓWKA
sportdziennik.com – GKS Katowice lepszy w derbach Śląska
[…] Już od pierwszego seta meczu GKS Katowice – Jastrzębski Węgiel widać było, kto tego dnia jest w lepszej dyspozycji. Siatkarze GKS-u raz za razem bombardowali rywali zagrywką, budując bezpieczną przewagę. Ostatecznie partię wygrali 25:21.
Zdecydowanie więcej emocji było w drugim secie. Jastrzębski Węgiel jakby wybudził się z głębokiego snu, czym zaskoczył siatkarzy GKS-u Katowice. Trochę czasu minęło, nim gospodarze odrobili straty i rzucili się w wyniszczającą walkę na przewagi. Ostatecznie lepsi okazali się Jastrzębianie, którzy wygrali 31:29.
Kolejne dwa sety padły jednak łupem GKS-u. Podopieczni Daszkiewicza nie dali sobie wydrzeć wygranej i pokonali Jastrzębski Węgiel 3:1. Zwycięstwo to praktycznie przesądza o ich awansie do czołowej ósemki PlusLigi.
siatka.org – Plusliga: komplet punktów GKS-u w starciu z Jastrzębianami
GKS Katowice po nierównym meczu pokonał Jastrzębski Węgiel 3:1. Katowiczanie mieli szansę zamknąć mecz w trzech setach, jednak w drugim po długiej walce na przewagi górą byli przyjezdni. Niedzielny pojedynek nie stał na wysokim poziomie, momentami nie brakowało nerwowych i chaotycznych zagrań po obu stronach.
[…] Zwycięstwo to praktycznie przesądza o ich awansie do czołowej ósemki PlusLigi.
polsatsport.pl – PlusLiga: Zaskakująca porażka Jastrzębskiego Węgla. GKS blisko play-off
[…] Spotkanie dostarczyło wielu emocji i trwało ponad dwie godziny. Już w pierwszym secie katowiczanie udowodnili, że mają wysokie aspiracje, wygrywając 25:21. W drugiej partii kibice byli świadkami gry na przewagi. Oba zespoły długo nie mogły przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść, ale ostatecznie tej sztuki dokonali podopieczni Slobodana Kovaca.
GKS znakomicie rozpoczął trzecią odsłonę, w której wyszedł na prowadzenie 5:1. Przyjezdni potrafili jednak w miarę szybko odrobić straty i samemu przejąć inicjatywę (18:16). O losach tego seta zadecydowała ciekawa końcówka. W niej katowiczanie wygrali kilka ważnych akcji, dzięki czemu odzyskali prowadzenie w całym meczu.
Jastrzębianie musieli doprowadzić do tie-breaka, aby chcieć marzyć o końcowej wygranej. Taki scenariusz był bardzo realny, gdy na tablicy świetlnej w czwartym secie przyjezdni prowadzili 9:6. Były to jednak miłe złego początku gości, którzy w dalszej fazie rywalizacji nie poszli za ciosem. Świetnie natomiast radzili sobie zawodnicy Dariusza Daszkiewicza, którzy m.in. dzięki znakomitej zagrywce odskoczyli na kilka „oczek” i dowieźli bardzo cenne zwycięstwo. Zainkasowane trzy punkty sprawiają, że GKS jest o krok od awansu do fazy play-off, podczas gdy jastrzębianie na dwie kolejki przed końcem rundy zasadniczej mogą jeszcze powalczyć o trzecią lokatę.
Liderem gospodarzy w ataku był Kamil Kwasowski (14 pkt). Wśród gości najwięcej punktów zdobył Dawid Konarski (22).
MVP spotkania – Rafał Szymura
GKS Katowice – Jastrzębski Węgiel 3:1 (25:21,29:31,25:23,25:21)
HOKEJ NA LODZIE
sportdziennik.com – Radość w Katowicach!
Konsekwencja w grze została nagrodzona i GKS po raz trzeci z rzędu awansował do półfinału mistrzostw Polski. Wrzawa na trybunach przez całą III tercje nie ustawała, a kibice mecz oglądali na stojąco. Kiedy Jaakko Turtiainen w 45 min zdobył w przewadze gola na 2:1 hala niemal uniosła się w powietrze. Jednak trudnych momentów było jeszcze wiele. Na 1:34 min przed końcem bramkę „Szarotek” opuścił Przemysław Odrobny, a pozostali dawali z siebie dosłownie wszystko. Jedni starali się zdobyć wyrównującą bramkę, zaś drudzy bronili, by krążek nie wpadł do siatki. W końcu zabrzmiała końcowa syrena i w ten oto sposób GKS Katowice awansował do półfinału play offu, wygrywając w ćwierćfinałowej serii z Podhalem 4-2.
Duża stawka meczu sprawiła, że obie drużyny rozpoczęły nerwowo i na lodzie długimi minutami było sporo chaosu, Inicjatywa należała do gospodarzy, którzy przeprowadzili dwie szybkie akcje.
[…] I na tym sytuacje podbramkowe się skończyły aż do 17 min, kiedy Mateusz Michalski przedarł się lewą stroną i oddal strzał na bramkę gości. Odrobny odbił krążek przed siebie i Tadej Cimżar nie miał kłopotów z uzyskaniem prowadzenia.
Goście nie mieli nic do stracenia i od początku II tercji ruszyli do ataku. W krótkim odstępie najpierw Tomas Franek, a potem Emil Szvec przed „nosem” Rahma strącali krążek. Jednak Szwed miał sporo szczęścia i w ostatniej chwili odbijał go w bok. Gdy obie drużyny grały 4 na 4 Pettersson zdecydował się na uderzenie „na raty” i krążek niemal z zerowego kąta wpadł do bramki, obok zdezorientowanego Rahma. Od tego momentu goście poczuli się jeszcze pewniej i atakowali groźniej. To jednak gospodarze w końcówce drugiej odsłony mogli wyjść na prowadzenie, ale krążek po uderzeniu Mikołaja Łopuskiegio nie wpadł do siatki.
sportowepodhale.pl – PHL: To już jest koniec
„To już jest koniec nie ma już nic, jesteśmy wolni możemy iść, jesteśmy wolni, bo nie ma już nic. Nie ma już nic, nic, nic, nic” – jak w tym przeboju. Podhale kończy sezon!
Hamletowski dylemat „być albo nie być”, czyli pozostać w rozgrywkach stanął przed Podhalem. Nowotarżanie musieli wygrać, by przedłużyć marzenia o grze o medale. Niestety okazali się gorsi od zespołu z Katowic. To najgorszy wynik w ostatnich latach. W tym sezonie zespól Phillipa Barskiego, oparty na 17 obcokrajowcach, nic nie wygrał. Odpadł w półfinale Pucharu Polski, przegrał dzisiaj ćwierćfinał play off. Wielkie rozczarowanie.
Pierwsze 20 minut rozegrano w szybkim tempie, ale nie w porywającym stylu. Mało było przerw w grze, ale też mało klarownych sytuacji z obu stron. Ot jak w hokeju, były próby zaskoczenia bramkarzy z dystansu, czy też zza bramki jak chytrze chciał zrobić Pettersson. Gra falowała.
[…] W drugiej tercji obraz gry był bliźniaczy do tego co widzieliśmy w pierwszych 20 minutach. Podhale więcej strzelało, niemal z każdej pozycji, lecz nic nie potrafiła zdziałać w ofensywie. Miało też sporo niecelnych podań przy zawiązywaniu akcji i gospodarze mogli wyprowadzać kontry. Mieli kilka szans na podwyższenie prowadzenia. Najlepszą DaCosta, który zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału po crossowym podaniu Pasiuta i Odrobny zdążył przemieścić się na drugi słupek. Podhale od połowy tercji zaczęło być bardziej aktywne w tercji rywala i po błędzie Rahma doprowadziło do wyrównania. Golkiper Katowic nie zamroził krążka i Pettersson z ostrego kąta wpakował go do siatki. Rahm niepewnie interweniował w 39 min. „Wypluł” strzał Seeda. Nikt z jego kolegów nie zdołał pospieszyć z dobitkę.
[…] Na początku trzeciej odsłony „Szarotki” stanęły przed szansą objęcia prowadzenia. Grały w przewadze, ale nic nie zdziałały. Za to chwilę później gospodarze dostali szansę gry z przewagą jednego zawodnika i tej szansy nie zmarnowali. Jak się później okazało zdobyli gola na wagę awansu do półfinału play off.
[…] 94 sekund przed końcem Podhale wycofało bramkarza. Gra w sześciu nie przyniosła wyrównania, bo katowiczanie świetnie grali w obronie, długo przetrzymywali krążek pod bandą, a czas leciał…
GKS Katowice – Podhale Nowy Targ 2:1 (1:0, 0:1, 1:0)
Stan rywalizacji 4-2 i awans katowiczan.
hokej.net – Kolusz: Czuję się wspaniale
W szóstym meczu ćwierćfinału play-off GKS Katowice pokonał Podhale Nowy Targ 2:1 i wygrał całą rywalizację 4:2. Katowiczanie są trzecią ekipą, która przypieczętowała swój awans do półfinału, w którym zmierzą się z GKS-em Tychy. – To byłą nerwówka z jednej i drugiej strony – powiedział Marcin Kolusz, zawodnik GieKSy.
[…] Po pierwszych dwóch meczach przegrywaliście 0:2. Jednak sprostaliście wyzwaniu i pokonaliście rywali 4:2. Jakbyś podsumował tę rywalizację?
– Rywalizacja była bardzo zacięta. Trzecie miejsce nowotarżan nie było dziełem przypadku. Ta ich gra była nieprzyjemna i niewygodna dla nas. Myślę, że było to niezłe widowisko dla kibiców obu drużyn. Ja się bardzo cieszę, inaczej być nie może. Zrobiliśmy pierwszy krok, mamy okazję grać dalej.
Swoją karierę rozpoczynałeś właśnie w Nowym Targu. Co czuje zawodnik, który pokonuje swój macierzysty klub?
– Czuję się wspaniale. Bez względu na to przeciwko komu bym grał. Zwycięstwo jest czymś co każdy sportowiec ceni sobie najbardziej. Nic innego nie czuję jak radość, dumę z postawy kolegów i całego zespołu.
Już wiadomo, że w kolejnej fazie zmierzycie się z aktualnym mistrzem Polski GKS-em Tychy. Myślicie już o nadchodzącej rywalizacji?
– Na razie mamy co świętować. W rywalizacji było już 0:2, a ostatecznie to my wygraliśmy 4:2. Dzisiaj świętujemy, a o przeciwniku będziemy myśleli w najbliższych dniach.
Co z meczami półfinału play-off? Wszystko w rękach wojewodów
Główny Inspektorat Sanitarny w związku z epidemią koronowirusa zarekomendował odwołanie wszystkich imprez masowych powyżej 1000 osób. Sytuacja jest dynamiczna.
Taka decyzja została podjęta po posiedzeniu Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego pod przewodnictwem premiera Mateusza Morawieckiego. Oznacza to, że mecze półfinału play-off, na które czeka wielu kibiców, mogą odbyć się przy ograniczonej widowni lub nawet przy pustych trybunach.
– Wszystko zależy od decyzji wojewodów: śląskiego i małopolskiego – powiedział nam Mirosław Minkina, prezes Polskiego Związku Hokeja na Lodzie i spółki Polska Hokej Liga.
[…] Tymczasem jutro w Katowicach odbędzie się konferencja prasowa poświęcona odwołaniu hokejowych mistrzostw świata seniorek oraz działaniom przed zaplanowanymi na przełomie kwietnia i maja Mistrzostw Świata Dywizji IB.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.
Felietony Piłka nożna
Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną
Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.
Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.
To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.
Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.
Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…
No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.
Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.
Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.
Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.
Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…
No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.
Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.
Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…
Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.
A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.
I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.
Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.
Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.
Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.
Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.
Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.
Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.
Z niecierpliwością czekamy na Lubin!
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do meczu z Piastem
Kolejne derby za nami – tym razem niestety przegrane. To był drugi z wyjazdowej serii trzech meczów. Za tydzień gramy kolejne spotkanie w Lubinie i tam będziemy walczyć o zwycięstwo, by jednak z delegacji wrócić z pokaźnym dorobkiem punktowym. Tymczasem wracamy po raz ostatni do piątkowego starcia w Gliwicach.
1. Dla mnie „wyjazd” rozpoczął się już w czwartek. Zadecydowała logistyka i chęć oddechu. Co do logistyki, to powód był prozaiczny. Wiedząc, że w piątek będę mógł dotrzeć na mecz dopiero na styk, chciałem sobie zapewnić miejsce parkingowe. Wziąłem więc po prostu nocleg, a nawet dwa, żeby zapewnić sobie pełen komfort. Ale ten parking to był tylko jeden z powodów.
2. No i zawsze pretekst do tego, żeby pospać w mieście rywala jest dobry. Przez to zaraz po przyjeździe na miejscówkę, którą miałem niecały kilometr od stadionu, udałem się właśnie pod stadion Piasta, żeby zrobić nagrywkę w przeddzień meczu.
3. Sam pokój taki w stylu loft był jednak bardzo schludny i czysty. Trzeba było jednak uważać na jeden stopień, co jest eufemizmem. To po prostu była zmiana kondygnacji. Kilkadziesiąt centymetrów wyżej.
4. A miejscówka była nieopodal Radiostacji Gliwice. Dzięki temu dowiedziałem się, że w piątek równolegle będą odbywać się dwie imprezy kulturalne – w odległości około dwóch kilometrów. Pierwszy to mecz Piast Gliwice – GKS Katowice, w drugim koncert z udziałem legendarnej Beaty Kozidrak.
5. Wracając do wspomnianej nagrywki. Zahaczyłem jeszcze o sklep Piasta, który był otwarty. Piast, nie sklep. Znaczy sklep, nie Piast. Niestety nie mieli proporczyków, pani powiedziała, że w tym sezonie jeszcze nie było. Ogólnie uważam to za słabość wielu klubów. Proporczyki, jak szale, powinny być jednym ze sztandarowych produktów i być dostępne przez cały czas.
6. Nagrywkę przed stadionem, nazywanym żartobliwie przez kibiców innych klubów Tesco Arena, zrobiłem. Mnie tam się ten stadion z zewnątrz podoba. Mimo, że „nowy” to ma swój vibe elewacji na przykład Stomilu Olsztyn czy… Bukowej. Taki socjalistyczny. Zakład pracy jakiś, fabryka.
7. Małe zakupy i zamówienie hambuksa w Wilku. Nie byłem teraz głodny, ale zamówiłem, żeby na wieczór przyjść i odebrać. Tak między meczami, bo przecież czwartek był napakowany kilkoma spotkaniami Pucharu Polski, no i zaległościami ligowymi.
8. No i tak też zrobiłem, najpierw Raków – Górnik przy herbatce. Górnik nie załamał się porażką GieKSą i pewnie wygrał to spotkanie. Z małymi problemami w końcówce. I gdy Raków cisnął do wyrównania, Diaby-Fadiga zachował się idiotycznie, dostał czerwień i tyle było z marzeń o remisie.
9. Raków po sześciu meczach ligi ma sześć porażek. Niepojęte. A chcą zabrać Fejaka, czyli kolejny strzał w kolano. Niebywałe, jak wiele błędów tam ostatnio popełniają.
10. Na obrazku zupełnie to nie wygląda, ale burger był znakomity. Z chorizo i jalapeno. Polecam tego Allegrowicza. Konsumowałem to jadło przy meczu Śląska z Pogonią w Pucharze Polski. Jak widać – na obrazku – znów gola strzelił Samiec-Talar. Znakomity sezon tego zawodnika, byłego zawodnika GKS, który wówczas jednak nie był czołową postacią drużyny.
11. Śląsk wygrał to spotkanie i odprawił Pogoń z kwitkiem. Tak więc po dobrych występach w ostatnich latach w pucharze, tym razem Szczecinianie mogą pomarzyć. I jeśli chcą jakieś tituli mieć, to muszą wygrać ligę.
12. Potem jeszcze kuknąłem Lecha z Jagą, ale pierwszą połowę, bo już spać mi się chciało. Drugą obejrzałem rano. Bramka Kobayashiego to coś niebywałego. Tak huknąć. Znakomity gol. A Lech się po Aarhus otrząsnął i wygrywa kolejne mecze jak leci.
13. Zazdro jeśli chodzi o Lecha i Jagę. Obie ekipy sobie zagrają z Crystal Palace czy Sunderlandem. No i inni przeciwnicy w Lidze Europy. Musimy jako klub dążyć do tego, żeby mieć szansę na takie świetne mecze. Wygrać Puchar Polski i fazę grupową pucharów będziemy mieli zapewnioną.
14. Nazajutrz udałem się na spacer do cukiernio-śniadaniowni Cacy. Mijałem traktory. Spacer był sympatyczny, a śniadanie piękne i smakowite. Pani co prawda była jakaś smutna, ale to pewnie dlatego, że musiała wybierać pomiędzy Beatą, a meczem Piasta. Ciekawe co wybrała.
15. A żyrafy mówią „no elo”. Co ciekawe w tym miejscu, w którym miałem nocleg jest… drukarnia. Normalnie działająca, pracująca w piątek. Dość specyficzne to było.
16. Wkrótce musiałem się udać do… Katowic. Wzywały obowiązki zawodowe. Dlatego też właśnie logistyka tego wszystkiego była specyficzna. Na 14.30 chciałem być w Katowicach, by o 19.00 z powrotem jechać do Gliwic i mieć jeszcze zapas.
17. Gdy szedłem już na mecz – bo zaparkowałem na miejscówce – rzeczywiście w tych małych uliczkach między domkami było pełno samochodów. Zastanawiałem się, jak to tolerują mieszkańcy, że im przed działkami ciśnie się masa aut, gdy tylko jest mecz. No ale cieszyłem się z dokonanego wyboru i braku stresu. Nawet nie chodzi o stres związany ze znalezieniem miejsca, co o to, że w takiej ciasnocie bałbym się, że jeden czy drugi ancymon poskrobie mi auto po marchewkach.
18. Pod stadionem było już dużo ludzi. Do meczu pozostawało około pół godziny. Wspomnę, że po drodze zahaczyłem znów o Wilka, żeby zamówić na „po meczu”. Ustaliłem godzinę 23.50, czyli 10 minut przed zamknięciem. Musiałem więc liczyć, że nie przedłuży się ani mecz, ani konferencja.
19. Znów autokar, który można sobie zwiedzić. Autokar Piasta. Tak samo było w maju. Nie lada gratka dla fanów.
20. Akredytację odebrałem bez problemu, no i skierowałem się na stadion. Przez to, że dopiero co graliśmy w Gliwicach miałem wrażenie, że zarówno pani na bramie, jak i pan na schodach to ci sami ludzie.
21. Wszedłem więc po tym rusztowaniu, zrobiłem herbatkę i udałem się na prasówkę. Niestety z racji krótkiego czasu do pierwszego gwizdka, dobre miejsca prasowe były już zajęte, więc musiałem zejść do najniższego rzędu. Z niecierpliwością czekałem na mecz.
22. Ciasnota, jak to na Piaście. Jednak w tym najniższym rzędzie trochę dalej był jakiś facet, a poza tym dużo luzu. No i na początku rzędu dwóch sympatycznych jegomości. Nikt więc nie przechodził, żeby musieć wstawać. Co prawda wołał ten jeden pan dwa razy takiego grubasa, ale on chyba był świadomy, więc nie decydował się przeciskać w tym miejscu.
23. Blaty pochyłe, ale powiedzmy w miarę. Jednak trochę vibe pierwszoligowych prasówek. No może pogranicza między zapleczem, a ekstraklasą. Najważniejsze, że prąd był i przede wszystkim – znakomicie działał internet, co jak wiemy nie jest oczywistością…
24. Kibice obu drużyn od razu zaczęli mocno dopingować. Na trybunach znów więc mieliśmy świetne widowisko.
25. Z wydarzeń boiskowych mogli być zadowoleni jedynie kibice Piasta. Bo już w piątej minucie objęli prowadzenie, a cały mecz wygrali 3:0. Tym samym Piast powtórzył wynik z sezonu 2011/12, kiedy to również w tych rozmiarach pokonał GKS. Wówczas Gliwiczanie awansowali do ekstraklasy.
26. To była jakaś totalnie dziwna historia, związana chyba z budową stadionu. Na wiosnę Piast zagrał tylko dwa mecze na wyjeździe, resztę u siebie. Ale by pykło nam coś takiego. Mistrz na wiosnę gwarantowany (oczywiście po wygrzebaniu się z ostatniego miejsca z powodu gry na wyjazdach na jesieni).
27. Ciekawostką jest to, że jak teraz nam strzeliło bramki dwóch Hiszpanów – Juande Rivas i Hugo Vallejo, to w tamtym meczu z 2012 trafił również obywatel Półwyspu Iberyjskiego – Ruben Jurado. Nie leżą nam ci gliwiccy Hiszpanie.
28. Nie leży nam ten stadion, oj nie leży. Dla mnie to była szósta wizyta w Gliwicach – bo byłem jeszcze na meczach na starym stadionie – i czwarta porażka. Poza tym zaledwie dwa remisy. Piast u siebie z GieKSą nie przegrywa.
29. Po awansie do ekstraklasy Gliwiczanie nadal pozostają jedną z trzech ekip, które ciągle za naszej bytności w niej są, a z którą nie wygraliśmy. Pozostałymi są Legia i Lech. Może przynajmniej z Warszawianami czy Poznaniakami uda się przełamać tę złą passę.
30. No i po meczu nagrywka i na konferencję prasową. Bartka Nowaka brali do Super Piątku, a my czekaliśmy na trenerów. Jakoś wyjątkowo długo, a na Górniku tydzień temu było krótko.
31. W końcu przyszli szkoleniowcy – Rafał Górak, potem Daniel Myśliwiec. Uwinęliśmy się jakoś z pytaniami i powoli zacząłem montować konfę, ale zbliżała się północ. Toteż około 23.40 wyszedłem, aby odebrać swoje zamówienie.
32. Wróciłem na kwaterę, dokończyłem konferencję, zobaczyłem, co tam Bartek miał do powiedzenia, no i z rozczarowaniem zakończyliśmy swój udział w tej kolejce.
33. Wracając widziałem ludzi, którzy już wracali z koncertu. Uraczyli się może bardziej Beatką z Bajmu, niż kibice gości meczem. Ale tak to bywa.
34. Tylko trzy punkty w Lubinie!






























Najnowsze komentarze