Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd doniesień mass mediów: Kontuzja czołowej piłkarki GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Klub poinformował o wynikach trzynastego plebiscytu „Złote Buki 2020” – listę laureatów znajdziecie TUTAJ. W zarządzie Akademii Młoda GieKSa dokonano zmian – swoje obowiązki (prezesa i wiceprezesów) przestali pełnić Marcin Ćwikła, Tomasz Rogalski i Marek Oględziński. Piłkarki i piłkarze przygotowują się do startu rozgrywek ligowych rundy wiosennej sezonu 2020/21. Tydzień temu piłkarki rozegrały mecz sparingowy z Banikiem Ostrava (wygrana 9:0), w trakcie którego Kasandra Parczewska złamała kostkę. W minionym tygodniu piłkarze rozegrali trzy mecze sparingowe: dwa w środę – wygrany z GKS-em Tychy 1:0 i zremisowany z Rekordem Bielsko-Biała 1:1. W sobotę drużyna pokonała Polonię Bytom 3:1.

W sobotę siatkarze rozegrali mecz ligowy z jednym z faworytów rozgrywek Plusligi, drużyną Jastrzębskiego Węgla. Nasz zespół przegrał po tie-breaku 2:3. Następne spotkanie siatkarze rozegrają w sobotę, na wyjeździe z Treflem Gdańsk. Hokeiści rozegrali dwa spotkania: z RE Plast Unią Oświęcim (na wyjeździe, wygrana po rzutach karnych 2:1) oraz wczoraj z JKH GKS Jastrzębie (w Satelicie, przegrana 2:4).

 

PIŁKA NOŻNA

dziennikzachodni.pl – Nietypowa prezentacja triumfatorów plebiscytu GieKSy. Tym razem nie było uroczystej gali

W czwartek 28.01.2021 r. ogłoszono wyniki plebiscytu Złote Buki 2020 GKS Katowice. Ze względu na pandemię koronawirusa nie odbywa się tradycyjna gala. Wręczanie statuetek laureatom można było zobaczyć na specjalnym filmie wyemitowanym na kanale GKS-u Katowice na YouTube.

[…] Głosowanie kibiców zakończyło się we wtorek 12 stycznia. Zanim poznaliśmy zwycięzców plebiscytu fani wybrali bramkę roku – było to trafienie Adriana Błąda z meczu z Górnikiem Polkowice.

Filmik rozpoczął się od przywitania przed prezesa GKS-u Marka Szczerbowskiego. Następnie oglądaliśmy ogłoszenie wyników w poszczególnych sekcjach. Zaczęło się od piłkarzy, potem pokazano wręczenie statuetki w drużynie piłkarek.

Kolejna mała ceremonia odbyła się z udziałem siatkarzy. Po nich zobaczyliśmy materiał wideo na lodowisku przy spodku, gdzie uhonorowano hokeistów.

Pokazano też wybór w kategorii Wydarzenie Roku. Złotym Bukiem Uhonorowano również najlepiej punktującego w ekstralidze szachistę Wasko Hetman GKS Katowice, czyli Monikę Soćko.

 

sportdziennik.com – „Złoty Buk” i trzy dymisje

Mimo wyróżnienia uzyskanego przez Akademię Młodej GieKSy w corocznym plebiscycie katowickiego klubu, w szkoleniu przy Bukowej idzie w niej nowe. Odwołany został zarząd, jest już nowy (tymczasowy…?) prezes.

To bardzo nietypowa sytuacja. W czwartkowy wieczór Akademia Młoda GieKSa została wyróżniona na corocznym plebiscycie „Złote Buki” w kategorii wydarzenie roku – za awanse młodych piłkarek i piłkarzy do Centralnej Ligi Juniorów U-15 – a dzień później oficjalnie gruchnęła wieść, że w całości zmienia się jej zarząd.

– Możemy tylko oficjalnie potwierdzić, że rada nadzorcza odwołała dotychczasowy zarząd, a do zarządu powołała Łukasza Czopika – oznajmił Michał Kajzerek, rzecznik prasowy GKS-u Katowice.

Akademia Młoda GieKSa, zrzeszająca nie tylko młode piłkarki i piłkarzy, ale też hokeistów, tenisistów czy siatkarzy, jest prowadzona przez Fundację Sportowe Katowice. Dotychczasowym jej prezesem był Marcin Ćwikła, a wiceprezesami – Tomasz Rogalski i Marek Oględziński. Ten drugi jest zarazem dyrektorem katowickiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego, ściśle współpracującej z Akademią. Oględziński ma zostać w Akademii i pełnić rolę jednego z trenerów-koordynatorów.

Na razie – w miejsce Ćwikły, Rogalskiego i Oględzińskiego – do zarządu Fundacji wszedł Łukasz Czopik. Nowe obowiązki będzie łączył z dotychczasowymi – od jesieni 2019 roku pełni w GKS-ie funkcję dyrektora zarządzającego, jest prawą ręką prezesa Marka Szczerbowskiego.

Fundacja Sportowe Katowice to osobny podmiot niż klub, dlatego za zmiany w niej i – co za tym idzie – w Akademii – odpowiada miasto, a nie spółka GKS Katowice.

Jak słyszymy, Czopik może być tylko rozwiązaniem tymczasowym, a w Akademii zanosi się na większe zmiany. Temat szkolenia w Katowicach, w GieKSie, nie był w ostatnich latach powodem do dumy, a na polu wprowadzania wychowanków do seniorskiej piłki klub z Bukowej – nawet mimo spadku na poziom rozgrywkowy nr 3 – pozostaje w tyle za biedniejszym sąsiadem, czyli Rozwojem.

Mówi się, że nowym szefem Akademii może zostać Mariusz Pańpuch. To trener od lat związany z Gwarkiem Zabrze, z którym świętował wiele sukcesów.

[…]  400 TYSIĘCY ZŁOTYCH dotacji uzyskała Akademia Młodej GieKSy na 2021 rok. 265 tys. przypadło sekcji piłki nożnej, po 60 tys. – siatkówce i hokejowi, zaś 15 tys. – tenisowi ziemnemu.

 

tylkokobiecyfutbol.pl – Kontuzja czołowej piłkarki GieKSy

Fatalnie w skutkach zakończył się niedzielny sparing GKSu Katowice. Choć po świetnym meczu podopieczne Witolda Zająca pokonały 9:0 czeski Banik Ostrava, to kluczowa zawodniczka GieKSy okupiła ten mecz urazem. Kasandra Parczewska doznała złamania kostki i będzie musiała pauzować przynajmniej kilka tygodni. Dołączyła do grona kontuzjowanych koleżanek tj.  Nicoli Brzęczek, Joanny Olszewskiej i Aleksandry Drąg.

 

sportdziennik.com – GKS Tychy – GKS Katowice. Rezerwy na dalszą pracę

[…] W sparingowym meczu imienników z Tychów i Katowic, na boisku w Ustroniu, zderzyły się dwie różne koncepcje gry w meczu sparingowym. Artur Derbin postanowił zagrać na dwie jedenastki i zaserwował przebywającym na zgrupowaniu tyszanom po 45 minut pobytu na boisku.

[…] Natomiast Rafał Górak, który zaplanował na środę dwa spotkania kontrolne, postanowił sprawdzić swoich podopiecznych na dłuższym dystansie czasowym. W katowickim zespole 6 piłkarzy zagrało od pierwszego do ostatniego gwizdka, dwóch ponad 80 minut, a trzech szkoleniowiec GieKSy zmienił kwadrans przed końcem potyczki.

O wynik zadecydował błąd 18-letniego Bartosza Zarębskiego, który w końcówce spotkania stracił piłkę przed swoim polem karnym i wprowadzony 5 minut wcześniej do gry 19-latek Patryk Szwedzik pokazał, że wie na czym polega korzystanie z prezentów.

 

dziennikzachodni,pl – Rekord Bielsko-Biała – GKS Katowice 1:1. Piękna bramka Urynowicza

Przebywający na zgrupowaniu w Bielsku-Białej piłkarze GKS Katowice w swoim drugim środowym sparingu zremisowali z tamtejszym trzecioligowym Rekordem 1:1. Ozdobą spotkania rozgrywanego na bielskim stadionie „Na Górce” była bramka Marcina Urynowicza z rzutu wolnego.

Na drugi środowy sparing trener GKS Katowice Rafał Górak desygnował do gry piłkarzy, którzy nie grali przed południem z Tychami. Wyjątkiem byli Danian Pavlas i Patryk Szwedzik, którzy zaliczyli ostatni kwadrans meczu w Ustroniu. Spotkanie w Bielsku-Białej zaczęło się z niewielkim opóźnieniem z powodu opadów śniegu.

GKS objął prowadzenie po pięknym uderzeniu z rzutu wolnego Marcina Urynowicza. Pomocnik katowiczan przymierzył w samo okienko. Odpowiedź gospodarzy była natychmiastowa, ale mieli oni mniej szczęścia, bo po strzale głową jednego z Rekordzistów piłka trafiła w poprzeczkę.

Katowiczanie długo prowadzili i wydawało się, że odniosą czwarte z rzędu zimowe zwycięstwo. GieKSa miała okazję do podwyższenia wyniku, ale Szymon Kiebzak trafił w słupek. Niewykorzystane tej okazji zemściło się na gościach, bo w 85. minucie Bartosz Guzdek po szybkiej kontrze doprowadził do wyrównania.

W sobotę piłkarze Rafała Góraka zagrają kolejny mecz kontrolny z Polonią Bytom, a dzień później katowiczanie zakończą zgrupowanie w Bielsku-Białej i wrócą do domów.

 

GKS Katowice – Polonia Bytom 3:1. Dwa samobóje bytomskiej drużyny. Śląskie derby w Bielsku-Białej dla GieKSy

W sobotę 30.01.2021 r. w meczu sparingowym rozegranym w Bielsku-Białej GKS Katowice wygrał z Polonią Bytom 3:1 (1:0).

[…] W sobotę katowiczanie objęli prowadzenie po kwadransie gry. Piłkę na piąty metr mocno podał Adrian Błąd, a Dominik Budzik nieszczęśliwie skierował ją do własnej bramki. GieKSa prowadziła po przerwie 3:0, a wynik ustalił z rzutu karnego Marcin Lachowski.

GKS Katowice testował bramkarza Piasta Gliwice Patryka Królczyka. Polonia również testowała zawodnika gliwickiego klubu – Michała Rakowieckiego.

Katowiczanie wygrali 3:1, a Polonia zaliczyła w sumie dwa gole samobójcze. Mecz odbywał się w zmiennych warunkach. Po przerwie piłkarze wyszli na białe boisko…

 

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – Tie-break dla Gardiniego i jego podopiecznych

Weekendowe podwójne derby Śląska Katowic i Jastrzębia w dwóch jakże odmiennych dyscyplinach. W sobotę siatkarska konfrontacja miała jednego faworyta i zakończyła się zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami.

Jastrzębski Węgiel, w debiucie trenera Andrei Gardiniego, wygrał 3:2, ale musiał się sporo napracować, by osiągnąć końcowy sukces. To były pierwszego punkty nowego trenera ze swoimi podopiecznymi..

[…] Początek I seta wcale nie zapowiadał emocji, bo goście szybko objęli prowadzenie kilkoma punktami i siatkarze GKS-u nijak nie mogli zniwelować strat. Od stanu 11:16 zaczęli systematycznie gromadzić punkty i w końcu doprowadzili do remisu 21:21. Jednak dwa ataki Mohameda Al Hachdadiego sprawiły, że goście prowadzili 23:21. Po złym serwisie Tomasza Fornala i ataku Kamila Kwasowskiego znów był remis. Jednak gospodarze ustąpili rywalom. Jurij Gładyr ze środka zdobył, a chwilę potem Jarosz po ataku posłał piłkę w aut.

Początek kolejnej odsłony udanego końca dla GKS-u. Goście z trudem uzyskali 3-punktową przewagę (20:17) i wydawało się, że potrafią ją utrzymać do samego końca. A tymczasem sygnał do natarcia dał Kwasowski, a potem szalał Jarosz. Firlej kierował do kapitan zespołu, a ten się mylił. I gra rozpoczynała się od nowa.

By grać z tak renomowanym zespołem, jak Jastrzębski Węgiel nie można pozwolić sobie na chwile słabości. W III partii gospodarze dzielnie się trzymali i przegrywali 13:15. Jednak od tego momentu zdarzała się zapaść i przyjezdni to skrzętnie wykorzystali. Objęli prowadzenie 21:15 m.in. po 2 efektownych blokach i grali swobodniej. Owszem, katowiczanie rzucili się do odrabiania strat, ale były one już zbyt duże.

Siatkarze GKS-u znani są z waleczności i w IV secie znów podjęli wyzwanie. Grano niemal punkt za punkt i zastanawialiśmy, kto nie wytrzyma tej presji. Goście w końcu wyszli na prowadzenie 18:16 i trener Grzegorz Słaby wziął czas, by nieco schłodzić rozgrzane głowy. A po nim Kwasowski po ataku posłał piłkę w aut. Goście odskoczyli na 3 „oczka” i sytuacja stawała się coraz trudniejsza. Gospodarze jeszcze raz zerwali się do ataku i tracili tylko punkt. Kwasowski zablokował Al Hachdadiego i na tablicy wyników pojawił się remis 23:23. Za chwilę marokański popisał się skutecznym atakiem, ale odpowiedział równie mocnym Jaros. Rozpoczęła się gra na przewagi i większą odpornością wykazali się katowiczanie. Zwycięskie punkty zdobyli Zniszczoł oraz Buchowski. I tym sposobem mieliśmy okazję oglądać 7. tie-break z udziałem siatkarzy GKS-u.

A w nim gospodarze grali niezwykle nerwowo i Kwasowski kilka razy posłał piłkę w aut. Goście popisali się 2 blokami i objęli prowadzenie 9:5. A potem jastrzębianie dość szybko zmierzali i mecz zakończyli efektownym blokiem.

To był kolejny dobry występ w szopienickiej hali. Siatkarze GKS-u mnie muszą się go wstydzić, wszak grali z jednym z kandydatów do mistrzowskiego tytułu.

GKS Katowice – Jastrzębski Węgiel 2:3 (23:25, 25:23, 20:25, 28:26, 9:15)

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Uśmiech losu…

Katowiczanie zdobyli cenne punkty i pozostają w grze o podium.

W dotychczasowych trzech meczach Unii z GKS-em Katowice decydowało jedno trafienie, więc trudno się dziwić, że w ostatniej potyczce sezonu zasadniczego po raz drugi miały rozstrzygnąć karne. A w nich katowiczanie wygrali 2-1 i takim samym rezultatem mecz.

Oba zespoły od pierwszego gwizdka ruszyły do przodu i szukały okazji do zdobycia gola. W I tercji było ich sporo, bo Tomas Kubalik (7 min) i Mateusz Michalski (9) mieli sytuacje sam na sam. Jednak bramkarz gospodarzy Clarke Saunders nie dał się pokonać. Pod bramką katowiczan Victor Bartley do spółki z Brettem McKenzie’em oraz Daniłł Garszin mogli pokonać Juraja Szimbocha.

Gole padły w zaskakujących okolicznościach. Goście mocno naciskali, a tymczasem jeden wizyta gospodarzy w strefie rywali i Miroslav Zatko uderzył spod niebieskiej linii, zaś Łukasz Krzemień zmienił lot krążka i było 1:0. Goście podczas gry w przewadze nie wychodzili z tercji Unii. W końcu Patryk Krężołek w 19 min. efektownym uderzeniem wyrównał.

Wprawdzie II odsłona zakończyła się bezbramkowo, ale goście 3 razy w osłabieniu musieli się mocno napracować. Niejako w rewanżu 2 razy grali w przewadze, ich akcje może i nawet groźniejsze też nie przyniosły zmiany rezultatu. W 30 min Gilbert Brule szarżował na bramkę katowiczan, ale wszystko skończyło się karą Kamila Paszka. Z kolei w 34 min Andrej Stiepanow uderzył sprytnie, lecz Saunders nie dał się zaskoczyć.

W 47 min goście grali w osłabieniu i wybili krążek do tercji rywali. Przejął go Saunders i zwlekał z podaniem. Fin Mikael Kuronen mu wyłuskał, ale nie potrafił 2-krotnie umieścić go w bramce. W miarę upływu czasu dochodziło do ostrych spięć pod bandami. W 55 min Bartosz Fraszko i Michalski mieli znów okazje do strzelenia gola i nic z tego nie wyszło. Wynik do końca regulaminowego czasu nie zmienił się. Podobnie było w dogrywce a w karnych. dla Katowic gole zdobyli Stiepanow i Krężołek, zaś dla gospodarzy Aleksiej Trandin.

RE-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice 1:2 (1:1, 0:0, 0:0, 0:0) po arnych 1-2

 

hokej.net – Ważne zwycięstwo jastrzębian. Dublet Sawickiego

W jednym z najciekawiej zapowiadających się meczów 33. kolejki Polskiej Hokej Ligi JKH GKS Jastrzębie pokonał na wyjeździe GKS Katowice 4:2. Podopieczni Róberta Kalábera przynajmniej do piątku utrzymają fotel lidera.

GKS Katowice – JKH GKS Jastrzębie 2:4 (0:1, 0:2, 2:1)

 

jkh.pl – Satelita zdobyta!

[…] Początek pierwszej tercji należał do gospodarzy, którzy – wykorzystując dwie kolejne przewagi – co rusz sprawdzali formę Patrika Nechvatala. Czech spisywał się jednak wybornie, dzięki czemu nasz zespół przetrwał trudne chwile. Kluczowa dla losów premierowej partii okazała się 10. minuta. Wówczas to jastrzębianie pokazali rywalowi, jak należy grać w pięciu na czterech. Ukarany Jesse Rohtla nie zdążył nawet zagrzać ławki, gdy do bramki Katowic trafił Radosław Sawicki. Popularny „Sawi” wykorzystał strzał spod niebieskiej Marisa Jassa (który dodatkowo przeciął jeszcze Dominik Paś) i wpakował gumę do siatki. Dwie minuty później Sawicki mógł po raz drugi wpisać się na listę strzelców, jednak tym razem zabrakło mu nieco szczęścia po fatalnym błędzie obrońców gospodarzy. Ostatecznie na pierwszą przerwę JKH GKS zjeżdżał z jednobramkowym prowadzeniem.

W drugiej odsłonie jastrzębianie poszli za ciosem. Już na początku tercji nasz zespół wyprowadził dwa nokautujące uderzenia i podwyższył prowadzenie na 3:0. Najpierw Juraja Simbocha pokonał pozostawiony całkowicie bez opieki obrońców Dominik Paś, dobijając strzał spod bandy Kamila Wałęgi. Niebawem po raz drugi tego dnia ukłuł Radosław Sawicki, który po podaniu Kamila Górnego pomknął na katowicką bramkę i świetnym mierzonym strzałem nie dał szans Słowakowi. Zadowoleni z korzystnego wyniku jastrzębianie starali się kontrolować grę, a nawet jeśli gospodarzom udawało się przedrzeć pod naszą bramkę, to mogliśmy liczyć na skuteczne interwencje Patrika Nechvatala. Golkiper JKH GKS co najmniej dwukrotnie kapitalnie poradził sobie z napastnikami Katowic, m.in. zatrzymując dwójkową kontrę Andrieja Stepanowa i Tomasza Kubalika z 31. minuty.

W trzeciej odsłonie przed naszym zespołem było jedno zadanie – uniknąć nerwowej końcówki. Jak się potem okazało, niezwykle ważny okazał się tu gol Martina Kasperlika z 47. minuty. Czech podwyższył wówczas prowadzenie JKH GKS na 4:0, znajdując lukę między parkanami Simbocha. Gdyby nie to trafienie, to późniejsze dwie bramki Kamila Paszka mogłyby mocno skomplikować naszą sytuację. To właśnie ten zawodnik w 51. i 55. minucie znakomitymi uderzeniami z dystansu zepsuł statystykę Nechvatalowi. Na samym finiszu trzeciej tercji gospodarze zyskali ogromną szansę na zdobycie kontaktowego gola, gdy na ławkę kar powędrowali Filip Starzyński, Maris Jass i Martin Kasperlik. Na lodzie zrobiło się znacznie luźniej, ale grający we trójkę jastrzębianie bez większych kłopotów poradzili sobie z utrzymaniem wyniku.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga