Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd doniesień mass mediów: Kontuzja czołowej piłkarki GieKSy
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Klub poinformował o wynikach trzynastego plebiscytu „Złote Buki 2020” – listę laureatów znajdziecie TUTAJ. W zarządzie Akademii Młoda GieKSa dokonano zmian – swoje obowiązki (prezesa i wiceprezesów) przestali pełnić Marcin Ćwikła, Tomasz Rogalski i Marek Oględziński. Piłkarki i piłkarze przygotowują się do startu rozgrywek ligowych rundy wiosennej sezonu 2020/21. Tydzień temu piłkarki rozegrały mecz sparingowy z Banikiem Ostrava (wygrana 9:0), w trakcie którego Kasandra Parczewska złamała kostkę. W minionym tygodniu piłkarze rozegrali trzy mecze sparingowe: dwa w środę – wygrany z GKS-em Tychy 1:0 i zremisowany z Rekordem Bielsko-Biała 1:1. W sobotę drużyna pokonała Polonię Bytom 3:1.
W sobotę siatkarze rozegrali mecz ligowy z jednym z faworytów rozgrywek Plusligi, drużyną Jastrzębskiego Węgla. Nasz zespół przegrał po tie-breaku 2:3. Następne spotkanie siatkarze rozegrają w sobotę, na wyjeździe z Treflem Gdańsk. Hokeiści rozegrali dwa spotkania: z RE Plast Unią Oświęcim (na wyjeździe, wygrana po rzutach karnych 2:1) oraz wczoraj z JKH GKS Jastrzębie (w Satelicie, przegrana 2:4).
PIŁKA NOŻNA
dziennikzachodni.pl – Nietypowa prezentacja triumfatorów plebiscytu GieKSy. Tym razem nie było uroczystej gali
W czwartek 28.01.2021 r. ogłoszono wyniki plebiscytu Złote Buki 2020 GKS Katowice. Ze względu na pandemię koronawirusa nie odbywa się tradycyjna gala. Wręczanie statuetek laureatom można było zobaczyć na specjalnym filmie wyemitowanym na kanale GKS-u Katowice na YouTube.
[…] Głosowanie kibiców zakończyło się we wtorek 12 stycznia. Zanim poznaliśmy zwycięzców plebiscytu fani wybrali bramkę roku – było to trafienie Adriana Błąda z meczu z Górnikiem Polkowice.
Filmik rozpoczął się od przywitania przed prezesa GKS-u Marka Szczerbowskiego. Następnie oglądaliśmy ogłoszenie wyników w poszczególnych sekcjach. Zaczęło się od piłkarzy, potem pokazano wręczenie statuetki w drużynie piłkarek.
Kolejna mała ceremonia odbyła się z udziałem siatkarzy. Po nich zobaczyliśmy materiał wideo na lodowisku przy spodku, gdzie uhonorowano hokeistów.
Pokazano też wybór w kategorii Wydarzenie Roku. Złotym Bukiem Uhonorowano również najlepiej punktującego w ekstralidze szachistę Wasko Hetman GKS Katowice, czyli Monikę Soćko.
sportdziennik.com – „Złoty Buk” i trzy dymisje
Mimo wyróżnienia uzyskanego przez Akademię Młodej GieKSy w corocznym plebiscycie katowickiego klubu, w szkoleniu przy Bukowej idzie w niej nowe. Odwołany został zarząd, jest już nowy (tymczasowy…?) prezes.
To bardzo nietypowa sytuacja. W czwartkowy wieczór Akademia Młoda GieKSa została wyróżniona na corocznym plebiscycie „Złote Buki” w kategorii wydarzenie roku – za awanse młodych piłkarek i piłkarzy do Centralnej Ligi Juniorów U-15 – a dzień później oficjalnie gruchnęła wieść, że w całości zmienia się jej zarząd.
– Możemy tylko oficjalnie potwierdzić, że rada nadzorcza odwołała dotychczasowy zarząd, a do zarządu powołała Łukasza Czopika – oznajmił Michał Kajzerek, rzecznik prasowy GKS-u Katowice.
Akademia Młoda GieKSa, zrzeszająca nie tylko młode piłkarki i piłkarzy, ale też hokeistów, tenisistów czy siatkarzy, jest prowadzona przez Fundację Sportowe Katowice. Dotychczasowym jej prezesem był Marcin Ćwikła, a wiceprezesami – Tomasz Rogalski i Marek Oględziński. Ten drugi jest zarazem dyrektorem katowickiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego, ściśle współpracującej z Akademią. Oględziński ma zostać w Akademii i pełnić rolę jednego z trenerów-koordynatorów.
Na razie – w miejsce Ćwikły, Rogalskiego i Oględzińskiego – do zarządu Fundacji wszedł Łukasz Czopik. Nowe obowiązki będzie łączył z dotychczasowymi – od jesieni 2019 roku pełni w GKS-ie funkcję dyrektora zarządzającego, jest prawą ręką prezesa Marka Szczerbowskiego.
Fundacja Sportowe Katowice to osobny podmiot niż klub, dlatego za zmiany w niej i – co za tym idzie – w Akademii – odpowiada miasto, a nie spółka GKS Katowice.
Jak słyszymy, Czopik może być tylko rozwiązaniem tymczasowym, a w Akademii zanosi się na większe zmiany. Temat szkolenia w Katowicach, w GieKSie, nie był w ostatnich latach powodem do dumy, a na polu wprowadzania wychowanków do seniorskiej piłki klub z Bukowej – nawet mimo spadku na poziom rozgrywkowy nr 3 – pozostaje w tyle za biedniejszym sąsiadem, czyli Rozwojem.
Mówi się, że nowym szefem Akademii może zostać Mariusz Pańpuch. To trener od lat związany z Gwarkiem Zabrze, z którym świętował wiele sukcesów.
[…] 400 TYSIĘCY ZŁOTYCH dotacji uzyskała Akademia Młodej GieKSy na 2021 rok. 265 tys. przypadło sekcji piłki nożnej, po 60 tys. – siatkówce i hokejowi, zaś 15 tys. – tenisowi ziemnemu.
tylkokobiecyfutbol.pl – Kontuzja czołowej piłkarki GieKSy
Fatalnie w skutkach zakończył się niedzielny sparing GKSu Katowice. Choć po świetnym meczu podopieczne Witolda Zająca pokonały 9:0 czeski Banik Ostrava, to kluczowa zawodniczka GieKSy okupiła ten mecz urazem. Kasandra Parczewska doznała złamania kostki i będzie musiała pauzować przynajmniej kilka tygodni. Dołączyła do grona kontuzjowanych koleżanek tj. Nicoli Brzęczek, Joanny Olszewskiej i Aleksandry Drąg.
sportdziennik.com – GKS Tychy – GKS Katowice. Rezerwy na dalszą pracę
[…] W sparingowym meczu imienników z Tychów i Katowic, na boisku w Ustroniu, zderzyły się dwie różne koncepcje gry w meczu sparingowym. Artur Derbin postanowił zagrać na dwie jedenastki i zaserwował przebywającym na zgrupowaniu tyszanom po 45 minut pobytu na boisku.
[…] Natomiast Rafał Górak, który zaplanował na środę dwa spotkania kontrolne, postanowił sprawdzić swoich podopiecznych na dłuższym dystansie czasowym. W katowickim zespole 6 piłkarzy zagrało od pierwszego do ostatniego gwizdka, dwóch ponad 80 minut, a trzech szkoleniowiec GieKSy zmienił kwadrans przed końcem potyczki.
O wynik zadecydował błąd 18-letniego Bartosza Zarębskiego, który w końcówce spotkania stracił piłkę przed swoim polem karnym i wprowadzony 5 minut wcześniej do gry 19-latek Patryk Szwedzik pokazał, że wie na czym polega korzystanie z prezentów.
dziennikzachodni,pl – Rekord Bielsko-Biała – GKS Katowice 1:1. Piękna bramka Urynowicza
Przebywający na zgrupowaniu w Bielsku-Białej piłkarze GKS Katowice w swoim drugim środowym sparingu zremisowali z tamtejszym trzecioligowym Rekordem 1:1. Ozdobą spotkania rozgrywanego na bielskim stadionie „Na Górce” była bramka Marcina Urynowicza z rzutu wolnego.
Na drugi środowy sparing trener GKS Katowice Rafał Górak desygnował do gry piłkarzy, którzy nie grali przed południem z Tychami. Wyjątkiem byli Danian Pavlas i Patryk Szwedzik, którzy zaliczyli ostatni kwadrans meczu w Ustroniu. Spotkanie w Bielsku-Białej zaczęło się z niewielkim opóźnieniem z powodu opadów śniegu.
GKS objął prowadzenie po pięknym uderzeniu z rzutu wolnego Marcina Urynowicza. Pomocnik katowiczan przymierzył w samo okienko. Odpowiedź gospodarzy była natychmiastowa, ale mieli oni mniej szczęścia, bo po strzale głową jednego z Rekordzistów piłka trafiła w poprzeczkę.
Katowiczanie długo prowadzili i wydawało się, że odniosą czwarte z rzędu zimowe zwycięstwo. GieKSa miała okazję do podwyższenia wyniku, ale Szymon Kiebzak trafił w słupek. Niewykorzystane tej okazji zemściło się na gościach, bo w 85. minucie Bartosz Guzdek po szybkiej kontrze doprowadził do wyrównania.
W sobotę piłkarze Rafała Góraka zagrają kolejny mecz kontrolny z Polonią Bytom, a dzień później katowiczanie zakończą zgrupowanie w Bielsku-Białej i wrócą do domów.
GKS Katowice – Polonia Bytom 3:1. Dwa samobóje bytomskiej drużyny. Śląskie derby w Bielsku-Białej dla GieKSy
W sobotę 30.01.2021 r. w meczu sparingowym rozegranym w Bielsku-Białej GKS Katowice wygrał z Polonią Bytom 3:1 (1:0).
[…] W sobotę katowiczanie objęli prowadzenie po kwadransie gry. Piłkę na piąty metr mocno podał Adrian Błąd, a Dominik Budzik nieszczęśliwie skierował ją do własnej bramki. GieKSa prowadziła po przerwie 3:0, a wynik ustalił z rzutu karnego Marcin Lachowski.
GKS Katowice testował bramkarza Piasta Gliwice Patryka Królczyka. Polonia również testowała zawodnika gliwickiego klubu – Michała Rakowieckiego.
Katowiczanie wygrali 3:1, a Polonia zaliczyła w sumie dwa gole samobójcze. Mecz odbywał się w zmiennych warunkach. Po przerwie piłkarze wyszli na białe boisko…
SIATKÓWKA
sportdziennik.com – Tie-break dla Gardiniego i jego podopiecznych
Weekendowe podwójne derby Śląska Katowic i Jastrzębia w dwóch jakże odmiennych dyscyplinach. W sobotę siatkarska konfrontacja miała jednego faworyta i zakończyła się zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami.
Jastrzębski Węgiel, w debiucie trenera Andrei Gardiniego, wygrał 3:2, ale musiał się sporo napracować, by osiągnąć końcowy sukces. To były pierwszego punkty nowego trenera ze swoimi podopiecznymi..
[…] Początek I seta wcale nie zapowiadał emocji, bo goście szybko objęli prowadzenie kilkoma punktami i siatkarze GKS-u nijak nie mogli zniwelować strat. Od stanu 11:16 zaczęli systematycznie gromadzić punkty i w końcu doprowadzili do remisu 21:21. Jednak dwa ataki Mohameda Al Hachdadiego sprawiły, że goście prowadzili 23:21. Po złym serwisie Tomasza Fornala i ataku Kamila Kwasowskiego znów był remis. Jednak gospodarze ustąpili rywalom. Jurij Gładyr ze środka zdobył, a chwilę potem Jarosz po ataku posłał piłkę w aut.
Początek kolejnej odsłony udanego końca dla GKS-u. Goście z trudem uzyskali 3-punktową przewagę (20:17) i wydawało się, że potrafią ją utrzymać do samego końca. A tymczasem sygnał do natarcia dał Kwasowski, a potem szalał Jarosz. Firlej kierował do kapitan zespołu, a ten się mylił. I gra rozpoczynała się od nowa.
By grać z tak renomowanym zespołem, jak Jastrzębski Węgiel nie można pozwolić sobie na chwile słabości. W III partii gospodarze dzielnie się trzymali i przegrywali 13:15. Jednak od tego momentu zdarzała się zapaść i przyjezdni to skrzętnie wykorzystali. Objęli prowadzenie 21:15 m.in. po 2 efektownych blokach i grali swobodniej. Owszem, katowiczanie rzucili się do odrabiania strat, ale były one już zbyt duże.
Siatkarze GKS-u znani są z waleczności i w IV secie znów podjęli wyzwanie. Grano niemal punkt za punkt i zastanawialiśmy, kto nie wytrzyma tej presji. Goście w końcu wyszli na prowadzenie 18:16 i trener Grzegorz Słaby wziął czas, by nieco schłodzić rozgrzane głowy. A po nim Kwasowski po ataku posłał piłkę w aut. Goście odskoczyli na 3 „oczka” i sytuacja stawała się coraz trudniejsza. Gospodarze jeszcze raz zerwali się do ataku i tracili tylko punkt. Kwasowski zablokował Al Hachdadiego i na tablicy wyników pojawił się remis 23:23. Za chwilę marokański popisał się skutecznym atakiem, ale odpowiedział równie mocnym Jaros. Rozpoczęła się gra na przewagi i większą odpornością wykazali się katowiczanie. Zwycięskie punkty zdobyli Zniszczoł oraz Buchowski. I tym sposobem mieliśmy okazję oglądać 7. tie-break z udziałem siatkarzy GKS-u.
A w nim gospodarze grali niezwykle nerwowo i Kwasowski kilka razy posłał piłkę w aut. Goście popisali się 2 blokami i objęli prowadzenie 9:5. A potem jastrzębianie dość szybko zmierzali i mecz zakończyli efektownym blokiem.
To był kolejny dobry występ w szopienickiej hali. Siatkarze GKS-u mnie muszą się go wstydzić, wszak grali z jednym z kandydatów do mistrzowskiego tytułu.
GKS Katowice – Jastrzębski Węgiel 2:3 (23:25, 25:23, 20:25, 28:26, 9:15)
HOKEJ
sportdziennik.com – Uśmiech losu…
Katowiczanie zdobyli cenne punkty i pozostają w grze o podium.
W dotychczasowych trzech meczach Unii z GKS-em Katowice decydowało jedno trafienie, więc trudno się dziwić, że w ostatniej potyczce sezonu zasadniczego po raz drugi miały rozstrzygnąć karne. A w nich katowiczanie wygrali 2-1 i takim samym rezultatem mecz.
Oba zespoły od pierwszego gwizdka ruszyły do przodu i szukały okazji do zdobycia gola. W I tercji było ich sporo, bo Tomas Kubalik (7 min) i Mateusz Michalski (9) mieli sytuacje sam na sam. Jednak bramkarz gospodarzy Clarke Saunders nie dał się pokonać. Pod bramką katowiczan Victor Bartley do spółki z Brettem McKenzie’em oraz Daniłł Garszin mogli pokonać Juraja Szimbocha.
Gole padły w zaskakujących okolicznościach. Goście mocno naciskali, a tymczasem jeden wizyta gospodarzy w strefie rywali i Miroslav Zatko uderzył spod niebieskiej linii, zaś Łukasz Krzemień zmienił lot krążka i było 1:0. Goście podczas gry w przewadze nie wychodzili z tercji Unii. W końcu Patryk Krężołek w 19 min. efektownym uderzeniem wyrównał.
Wprawdzie II odsłona zakończyła się bezbramkowo, ale goście 3 razy w osłabieniu musieli się mocno napracować. Niejako w rewanżu 2 razy grali w przewadze, ich akcje może i nawet groźniejsze też nie przyniosły zmiany rezultatu. W 30 min Gilbert Brule szarżował na bramkę katowiczan, ale wszystko skończyło się karą Kamila Paszka. Z kolei w 34 min Andrej Stiepanow uderzył sprytnie, lecz Saunders nie dał się zaskoczyć.
W 47 min goście grali w osłabieniu i wybili krążek do tercji rywali. Przejął go Saunders i zwlekał z podaniem. Fin Mikael Kuronen mu wyłuskał, ale nie potrafił 2-krotnie umieścić go w bramce. W miarę upływu czasu dochodziło do ostrych spięć pod bandami. W 55 min Bartosz Fraszko i Michalski mieli znów okazje do strzelenia gola i nic z tego nie wyszło. Wynik do końca regulaminowego czasu nie zmienił się. Podobnie było w dogrywce a w karnych. dla Katowic gole zdobyli Stiepanow i Krężołek, zaś dla gospodarzy Aleksiej Trandin.
RE-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice 1:2 (1:1, 0:0, 0:0, 0:0) po arnych 1-2
hokej.net – Ważne zwycięstwo jastrzębian. Dublet Sawickiego
W jednym z najciekawiej zapowiadających się meczów 33. kolejki Polskiej Hokej Ligi JKH GKS Jastrzębie pokonał na wyjeździe GKS Katowice 4:2. Podopieczni Róberta Kalábera przynajmniej do piątku utrzymają fotel lidera.
GKS Katowice – JKH GKS Jastrzębie 2:4 (0:1, 0:2, 2:1)
jkh.pl – Satelita zdobyta!
[…] Początek pierwszej tercji należał do gospodarzy, którzy – wykorzystując dwie kolejne przewagi – co rusz sprawdzali formę Patrika Nechvatala. Czech spisywał się jednak wybornie, dzięki czemu nasz zespół przetrwał trudne chwile. Kluczowa dla losów premierowej partii okazała się 10. minuta. Wówczas to jastrzębianie pokazali rywalowi, jak należy grać w pięciu na czterech. Ukarany Jesse Rohtla nie zdążył nawet zagrzać ławki, gdy do bramki Katowic trafił Radosław Sawicki. Popularny „Sawi” wykorzystał strzał spod niebieskiej Marisa Jassa (który dodatkowo przeciął jeszcze Dominik Paś) i wpakował gumę do siatki. Dwie minuty później Sawicki mógł po raz drugi wpisać się na listę strzelców, jednak tym razem zabrakło mu nieco szczęścia po fatalnym błędzie obrońców gospodarzy. Ostatecznie na pierwszą przerwę JKH GKS zjeżdżał z jednobramkowym prowadzeniem.
W drugiej odsłonie jastrzębianie poszli za ciosem. Już na początku tercji nasz zespół wyprowadził dwa nokautujące uderzenia i podwyższył prowadzenie na 3:0. Najpierw Juraja Simbocha pokonał pozostawiony całkowicie bez opieki obrońców Dominik Paś, dobijając strzał spod bandy Kamila Wałęgi. Niebawem po raz drugi tego dnia ukłuł Radosław Sawicki, który po podaniu Kamila Górnego pomknął na katowicką bramkę i świetnym mierzonym strzałem nie dał szans Słowakowi. Zadowoleni z korzystnego wyniku jastrzębianie starali się kontrolować grę, a nawet jeśli gospodarzom udawało się przedrzeć pod naszą bramkę, to mogliśmy liczyć na skuteczne interwencje Patrika Nechvatala. Golkiper JKH GKS co najmniej dwukrotnie kapitalnie poradził sobie z napastnikami Katowic, m.in. zatrzymując dwójkową kontrę Andrieja Stepanowa i Tomasza Kubalika z 31. minuty.
W trzeciej odsłonie przed naszym zespołem było jedno zadanie – uniknąć nerwowej końcówki. Jak się potem okazało, niezwykle ważny okazał się tu gol Martina Kasperlika z 47. minuty. Czech podwyższył wówczas prowadzenie JKH GKS na 4:0, znajdując lukę między parkanami Simbocha. Gdyby nie to trafienie, to późniejsze dwie bramki Kamila Paszka mogłyby mocno skomplikować naszą sytuację. To właśnie ten zawodnik w 51. i 55. minucie znakomitymi uderzeniami z dystansu zepsuł statystykę Nechvatalowi. Na samym finiszu trzeciej tercji gospodarze zyskali ogromną szansę na zdobycie kontaktowego gola, gdy na ławkę kar powędrowali Filip Starzyński, Maris Jass i Martin Kasperlik. Na lodzie zrobiło się znacznie luźniej, ale grający we trójkę jastrzębianie bez większych kłopotów poradzili sobie z utrzymaniem wyniku.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze