Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Ten moment trzeba wykorzystać – media o meczu GieKSa-Warta w Pucharze Polski

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wieczornego meczu, w ramach Pucharu Polski GKS Katowice – Warta Poznań.

 

dziennikzachodni.pl – Totolotek Puchar Polski: GKS Katowice – Warta Poznań

[…] W ostatnich dziesięciu edycjach Pucharu Polski zespół GKS Katowice aż siedem razy odpadał w pierwszej rundzie. Bilans uzupełniają jeden mecz w 1/16 finału (przed rokiem, gdy na Bukowej wygrała Jagiellonia po golu strzelonym z rzutu karnego w ostatniej sekundzie dogrywki) oraz dwa w 1/8. To także wymierny obraz upadku klubu z Bukowej, który ośmiokrotnie grał w finale tych rozgrywek (1985, 1986, 1987, 1990, 1991, 1993, 1995, 1997), trzy razy zdobywając trofeum (1986, 1991, 1993). Ostatni raz katowiczanie odegrali istotną rolę w 2003/04, gdy dotarli do półfinału.

[…] W spotkaniu, które rozpocznie się o godzinie 19 drużyna Rafała Góraka zmierzy się z Wartą Poznań, nieoczekiwanym liderem Fortuna 1. Ligi.

Ciekawostką jest fakt, że prezesem Rady Nadzorczej Warty w lipcu został Marcin Janicki, wcześniej wiceprezes, a później, po Wojciechu Cyganie, prezes zarządu GKS Katowice, pracujący na Bukowej przez siedem lat.

[…] Mecz GKS Katowice – Warta Poznań będzie elementem kampanii odblaskowi.pl.

– W spotkaniu pucharowym zawodnicy GieKSy zagrają w wyjątkowych koszulkach, na których znalazło się logo projektu Odblaskowi.pl. Ponadto, partner meczu przygotuje specjalną strefę i zadba o to, by kibice opuszczali Bukową z odblaskowymi gadżetami. Na Stadionie Miejskim pojawi się też maskotka kampanii – Zebra, która będzie towarzyszyć GieKSikowi – poinformował klub z Bukowej.

 

wartapoznan.pl – Tomasz Laskowski: Jedziemy po awans do kolejnej rundy Pucharu Polski

– Nie lekceważymy rywala, ale jedziemy do Katowic po to, żeby awansować do kolejnej rundy – mówi bramkarz Warty Poznań Tomasz Laskowski przed środowym spotkaniem z GKS Katowice w 1/32 finału Totolotek Pucharu Polski.

[…] Dla „Zielonych” środowy pojedynek będzie czwartym spotkaniem rozegranym w ciągu 12 dni. Bilans trzech dotychczasowych w tej serii to remis i dwa zwycięstwa.

– Mamy dobrą formę i jesteśmy dobrej myśli. Do meczu z GKS pochodzimy tak, jak do meczów ligowych. Chcemy zagrać dobre spotkanie i wygrać. Jedziemy do Katowic po to, żeby powalczyć o zwycięstwo i to w jak najkrótszym czasie – mówi Tomasz Laskowski i przyznaje, że zespół nie ćwiczył przed wyjazdem strzelania rzutów karnych. – Jesteśmy przygotowaniu na każdą ewentualność i ale mam nadzieję, że rozstrzygniemy mecz w podstawowym czasie gry.

Wszystko wskazuje na to, że to właśnie Tomasz Laskowski, póki co rezerwowy bramkarz Warty Poznań, zastąpi w środę Adriana Lisa w bramce „Zielonych”. Gdy ostatnio blisko 35-letni golkiper stanął między słupkami w oficjalnym meczu, również był to pojedynek z GKS Katowice. W maju tego roku Tomasz Laskowski zagrał świetnie, ale goście wygrali w „Ogródku” 1:0.

 – Szczerze? Nie zależy mi na powtórzeniu tego występu. Wolę puścić trzy bramki i awansować, niż dać sobie strzelić jednego gola, który akurat przesądzi o wyniku i będziemy wracali z Katowic bez awansu – tłumaczy.

Jeszcze przed wyruszeniem w podróż na Śląsk poznaniacy poznali mocne i słabe strony rywala.

– Mam nadzieję, że po analizie wiemy już wszystko o przeciwniku. Trudno porównać, czy to słabszy zespół niż ten z wiosny. Na pewno w zespole zaszły duże zmiany przed sezonem. Teraz GKS ma dobrą serię, wygrał trzy z czterech ostatnich spotkań – zauważa Tomasz Laskowski. – Wierzę w to, że nie zabraknie nam determinacji i podejdziemy do tego meczu w odpowiedni sposób. Wtedy powinno być dobrze. Ciężko na to pracujemy.

 

sportdziennik.pl – GKS Katowice. Ten moment trzeba wykorzystać

Dziś na Bukową zawita lider Fortuna 1. Ligi, by rozegrać mecz 1/32 finałów Pucharu Polski z GieKSą. GieKSa rozpoczyna dziś „dwupak poznański” – jak określono w klubie przypadające na ten tydzień domowe mecze z Wartą i rezerwami Lecha. Zdecydowana większość trenerów powie, że priorytetem jest liga, ale o ulgowym podejściu do I rundy Pucharu Polski oczywiście mowy nie ma.

[…] Wyzwanie przed GieKSą spore. Zmierzy się dziś z Wartą Poznań, czyli aktualnym liderem Fortuna 1. Ligi. Jeszcze w maju katowiczanie pokonali na wyjeździe „Zielonych” w spotkaniu o punkty i nikogo wtedy takie rozstrzygnięcie nie zdziwiło. Dziś byłoby może nie tyle sensacją, co na pewno niespodzianką.

– Zaraz po naszym sobotnim spotkaniu z Garbarnią Kraków pojechałem do Nowego Sącza, gdzie miałem okazję z bliska obejrzeć Wartę pokonującą Sandecję. To nie przypadek, że otwiera dziś tabelę I ligi. To bardzo dobrze zorganizowany, ułożony, nieprzypadkowy zespół, z wysoką siłą ofensywną oraz drugą linią, wspomaganą przez Łukasza Trałkę i Mateusza Kupczaka – opisuje Górak. Pytamy, czy GKS rzuci dzisiejszego wieczoru na murawę to, co ma najlepsze.

 – Wydaje mi się, że tak. Nie będziemy kalkulować, pamiętając jednak, że już w sobotę czeka nas mecz ligowy. Czasu jest bardzo mało. To niemożliwe, by w tych trzech spotkaniach, jakie rozgrywamy na przestrzeni siedmiu dni, wystąpiła ta sama jedenastka. Byłoby to wręcz dziwne z punktu widzenia budowy naszej kadry. Po wyjeździe na Garbarnię byłem zadowolony z postawy zmienników. Nie wykluczam więc, że z Wartą dostaną szansę występu w większym wymiarze czasowym – zdradza trener GieKSy, a my przypomnijmy, że w Krakowie z ławki na boisku meldowali się Patryk Grychtolik, Jakub Habusta, Kacper Tabiś czy Marcin Urynowicz.

 

epoznan.pl – Warta Poznań chce zaistnieć w Pucharze Polski. Najpierw jednak Zielonych czeka ciekawy bój w lidze

Trener Warty Poznań liczy, że tym razem Zielonym uda się zaistnieć w rozgrywkach o Puchar Polski.

Rywalem drużyny z Drogi Dębińskiej w 1/32 finału będzie GKS Katowice. Warta w ostatnich latach dobrze radziła sobie w lidze, zaliczając m.in. dwa awanse i utrzymanie na zapleczu ekstraklasy, ale z Pucharem Polski zwykle żegnała się bardzo szybko.

[…] – Gospodarze mają żywiołowych kibiców, którzy u siebie bardzo mocno dopingują zespół. W Katowicach zawsze fajnie się grało – ocenił trener Piotr Tworek, cytowany przez wartapoznan.pl.

– Nie ukrywam, że przed losowaniem bardziej życzylibyśmy sobie ekstraklasowicza. To byłoby bardzo fajne wyzwanie dla zawodników i dla kibiców. Zdaję sobie sprawę z tego, że GKS to będzie bardzo trudny przeciwnik, który będzie chciał się pokazać z jak najlepszej strony na tle pierwszoligowego przeciwnika, czyli nas – dodał.

Na co będzie stać Zielonych w krajowym pucharze?

 – Rozgrywki o Puchar Polski trzymają dobry poziom, bardzo fajnie pokazuje je telewizja. Każdy zespół traktuje te spotkania prestiżowo i my również tak będziemy do tego podchodzić. Mamy szeroką kadrę i to będzie też dodatkowa możliwość rozegrania meczu o stawkę dla zawodników, którzy grają mniej minut w rozgrywkach ligowych. Na pewno podejdziemy do tego bardzo poważnie, bo chcemy również zaistnieć w Pucharze Polski – zapowiedział Tworek.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga