Hokej Kibice Klub Piłka nożna Siatkówka Stadion
Stadion GieKSy nie na Bukowej oraz nowi trenerzy hokeja i siatkówki
W dniu dzisiejszym o godzinie 11:30 w Urzędzie Stanu Cywilnego odbyła się konferencja poświęcona działaniom Miasta Katowice w sprawie wielosekcyjnego klubu GKS Katowice. Przeprowadziliśmy dla Was tekstową relację live (tutaj), a teraz chcielibyśmy podsumować i streścić wszystkie informacje.
Z pięciominutowym opóźnieniem konferencję otworzył rzecznik prasowy Urzędu Miasta Katowice Maciej Stachura, który przedstawił głównych aktorów dzisiejszego dnia: prezydenta Katowic Marcina Krupe, prezesa GKS GieKSa Katowice S.A. Wojciecha Cygana, prezes KH GKS Katowice Przemysława Plisza, trenera sekcji siatkarskiej Piotra Gruszkę oraz trenera hokeistów Jacka Płachtę.
Jako pierwszy głos zabrał prezydent Katowic Marcin Krupa, który mówił o stawianiu na GKS Katowice. Przytaczał badania przeprowadzone na ponad 1000 respondentów o pozytywnym stosunku mieszkańców do GieKSy. Aż 79 proc. ankietowanych pozytywnie wyrażało się o naszym klubie, a 83 proc. było dumne z faktu posiadania klubu z takimi tradycjami. 67 proc. ludzi stwierdziło także, że należy się chwalić w Polsce takim klubem jak GKS Katowice. Marcin Krupa mówił także o dużym potencjale jaki drzemie w sekcji piłkarskiej GieKSy i stwierdził, że Katowice zrobią wszystko, by jak najszybciej wrócić do najwyższej klasy rozgrywkowej. Komplementował też kobiecy zespół piłkarski gratulując dziewczynom awansu. Prezydent wspomniał również o sekcji tenisa, która skierowana jest do dzieci i młodzieży. Zostało także potwierdzone, że GKS Katowice zagra w PlusLidze w przyszłym sezonie, a trenerem zostanie Piotr Gruszka, którego Marcin Krupa bardzo komplementował. „Obiecałem odbudowę sekcji hokeja, bo mamy duże tradycje jako miasto w tej dyscyplinie. Uważam, że warto do tego powrócić stąd powołaliśmy spółkę KH GKS Katowice S.A.” – takimi słowami prezydent zapowiedział odbudowę sekcji hokejowej i skierował wiele miłych słów pod adresem trenera Jacka Płachty. Marcin Krupa wyraził nadzieję, że klub będzie stał na trzech solidnych nogach – piłce nożnej, siatkówce i hokeju.
Następnie prezydent przeszedł do kwestii stadionu: „Zmieniamy lokalizację stadionu GKS Katowice. Taką decyzję podjęliśmy po konsultacjach z wieloma środowiskami – zarówno wewnętrznymi komórkami Urzędu Miasta Katowic i zewnętrznymi, czyli m.in. kibicami. Znaleźliśmy kilka miejsc na budowę nowego obiektu i ostatecznie wspólnie wybraliśmy teren przy zbiegu ulicy Dobrego Urobku i Bocheńskiego. Obecnie jest to teren dziewiczy. Jest to doskonała lokalizacja, która pozwoli nam wyeksponować rangę klubu. Jedynym minusem jest to, że nie będzie to Bukowa, ale wokół nowego stadionu powstaną nowe ulice i jedna z nich będzie mogła nosić nazwę Bukowa lub inaczej nawiązywać do historii i tradycji klubu. Tym zajmiemy się jednak w późniejszym czasie”.
Po prezydencie głos zabrał prezes zarządu spółki GKS GieKSa Katowice S.A. Wojciech Cygan: „Jestem zaszczycony, że mogę wziąć udział w takiej konferencji. Projekt wielosekcyjnego klubu GKS Katowice jest niespotykany w Polsce – część podmiotów będzie w głównej spółce, a część poza nią. Wszyscy jednak tworzymy GKS Katowice. Powołaliśmy spółkę KH GKS Katowice S.A. Chciałbym aby w niedługim czasie wszystkie trzy dyscypliny grały w najwyższej klasie rozgrywkowej”. W skład Rady Nadzorczej Klubu Hokejowego GKS Katowice S.A. weszli Wojciech Cygan, Marcin Janicki oraz Marcin Skoczylas. Prezesem zarządu będzie Przemysław Plisz, a wiceprezesem Witold Hornik.
Następnie oddano głos Piotrowi Gruszce, czyli nowemu trenerowi GKS Katowice w siatkówce. W swojej krótkiej wypowiedzi podziękował za zaufanie i okazał wielką radość, że może tworzyć tak ciekawy projekt. „Wierzę w ten zespół, ale wiem, że czeka nas ciężki sezon. Nowa drużyna to zawsze wielka niewiadoma, ale liczę, że szybko staniemy się ważnym klubem w polskiej siatkówce” – powiedział nasz nowy trener. 39-latek to wybitny siatkarz – wielokrotny mistrz Polski, juniorski mistrz świata i Europy, a także mistrz Europy i wicemistrz świata w seniorskiej piłce siatkowej. W reprezentacji Polski rozegrał 450 meczów. Po zakończeniu kariery zawodniczej zajął się trenowaniem. Ostatnio prowadził występujący w PlusLidze BBTS Bielsko-Biała.
Oddano głos Przemysławowi Pliszowi, który będzie prezesem zarządu Hokejowego Klubu GKS Katowice S.A. Jest to 35-letni absolwent Politechniki Śląskiej w Gliwicach, który od 2009 roku prowadzi własną działalność gospodarczą w zakresie reklamy, PR, marketingu i organizacji eventów. W latach 2011-13 był dyrektorem ds. marketingu i rzecznikiem prasowym Piasta Gliwice. „Chciałbym podziękować za zaufanie prezydentowi Katowic. Przed nami ciekawa misja odbudowy historycznego klubu GKS Katowice. Na razie ciężko mi więcej powiedzieć, wszystko dzieje się tak szybko. Na pewno niedługo zwołamy własną konferencję prasową. Bardzo dziękuję prezesowi PZHL za wsparcie oraz wyrażenie zgody Jackowi Płachcie na łącznie funkcji szkoleniowca reprezentacji Polski i GKS Katowice.” – powiedział Plisz. Pliszowi w zarządzaniu będzie pomagał 43-letni Witold Hornik, który pracował ostatnio jako dyrektor ds. techniczno-administracyjnych Fundacjo Ochrony Dziedzictwa Przemysłowego Śląska.
Następnie głos zabrał Jacek Płachta, czyli nowy trener hokejowej GieKSy. Ten 47-letni szkoleniowiec to zasłużona postać nie tylko katowickiego hokeja. Grał w naszej drużynie w latach 1986-1990, a następnie występował w czołowych niemieckich drużynach. Uczestniczył w 10 turniejach mistrzostw świata z polską reprezentacją. Od 2014 roku pełni funkcję selekcjonera narodowej drużyny. „Dzień dobry dla mnie to naprawdę fajne uczucie, że mogę budować hokejowy GKS Katowice. „Bardzo się cieszę, że prezes PZHL wyraził zgodę na łącznie przez moją osobę funkcji szkoleniowca reprezentacji oraz GieKSy. Mamy duże tradycje i będziemy dążyć do odbudowy potęgi GKS Katowice” – powiedział nowy trener naszej hokejowej drużyny.
Następnie przyszedł czas na pytania od dziennikarzy, którzy pytali między innymi o sposób finansowania nowych podmiotów. Prezydent Marcin Krupa zwrócił uwagę, że obecnie w Polsce wyczynowy sport nie istnieje bez wsparcia samorządów. Z jego ust padło także ważne stwierdzenie: „Nie ma drzwi zamkniętych dla nikogo pod barwami GKS Katowice. Inne kluby tez będą wspierane, ale najważniejszy jest GKS Katowice. Chcemy wypracować taki system, by z mniejszych klubów wyłaniać dobrze rokujących zawodników. Szczególnie, że te mniejsze kluby też finansujemy. Najważniejszy ma być jednak GKS Katowice. Wynika to z ankiet, badań i naszej analizy. Nikomu drogi nie zamykamy, ale GKS Katowice jest naszym oczkiem w głowie„. Przemysław Plisz potwierdził także, że nowy klub zagra w Polskiej Hokej Lidze, a Piotr Gruszka zwrócił uwagę, że nikt trenera Grzegorza Słabego nie wyrzuca – zostanie on asystentem. Gruszka potwierdził także, że siedmiu siatkarzy, którzy wywalczyli awans do PlusLigi zostanie w klubie na przyszły sezon. Prezydent Marcin Krupa spytany o termin powstania nowego stadionu nie umiał podać dokładnej daty. Mówił o koniecznych badaniach gruntu, następnie etapie projektowania i wreszcie samej budowy. Nie wiadomo co stanie się w przyszłości z obecnym obiektem przy Bukowej – rozważana jest sprzedaż terenów. Koszt budowy stadiony w nowej lokalizacji może nieznacznie wzrosnąć w stosunku do planowanej budowy przy Bukowej, ale nie będą to duże różnice. Prezydent zwracał uwagę, że obecnie przy Bukowej w świetnym stanie jest jedynie murawa, a cała reszta nadaje się do wymiany. Marcin Krupa powiedział także, że nic mu nie wiadomo o wsparciu nowej spółki hokejowej przez podmioty skarbu państwa, ale bardzo na to liczy i jest to także zadanie dla prezesa KH GKS Katowice S.A.
Po konferencji zrobiono pamiątkowe zdjęcia i do zebranych dołączył także trener Jerzy Brzęczek. Poniżej prezentujemy zdjęcie oraz pokazujemy Wam przyszłą lokalizację stadionu GieKSy.
Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion
Budżet Obywatelski – głosujemy!
Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”.
Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek.
Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.
W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów).
Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic.
Felietony Piłka nożna
Opór przed rozwojem
Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:
2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.
Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.
Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.
Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.
Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.
Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.
Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.
Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.
Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.
Absolutnie niepojęte jest to, jak my na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.
I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.
Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.
<ogląda skrót>
<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>
<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>
Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.
Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.
Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.
I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.
Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.
Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.
Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.
Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.
Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.
Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.
Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.
Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.
Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.
Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.
Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…
Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.
I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…
Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.
Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.
Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.
A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.
Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.
Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.
No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.
No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.
I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.
Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.
Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie do złamania
Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.
Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.
Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.
Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.
Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.
Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.
Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.
To był kolejny tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.
Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.
I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.
Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.
Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.
Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.
Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.
No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.
Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.
Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.
Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.
Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.
Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.





mike
7 lipca 2016 at 14:58
Dla mnie lipa. Szczególnie, że znów inwestycja przesunie się w czasie. Więc stadion powstanie za 4-5 lat????? Do tego Dąb i Bukowa to nasze korzenie. A korzeni się nie wyrywa i nie obcina.
Małopolska GieKSa
7 lipca 2016 at 15:33
Dla mnie pomysł rewelacja. Sentyment do Bukowej to jedno ale rozsądek drugie. Stadion przy dużym węźle drogowym jakim jest A4 ułatwi dotarcie na mecz wielu kibicom i szybszy wyjazd po meczu. Na Bukowej nie ma miejsca parkingowego przy frekwencji 3 tyś a gdzie tam 15 tyś.
antek1964
7 lipca 2016 at 15:45
Dobry pomysł Pozwolenie na organizacje imprez masowych nie będzie cza biegać do urzędu miasta z Chorzowa
Tom
7 lipca 2016 at 17:29
Extra, wszyscy poszli ostro do przodu a my od lat w wielkiej czarnej d.., lokalizacja bomba, najlepsze newsy od lat!!!.
1964
7 lipca 2016 at 18:39
Dopóki nie wbiją pierwszej łopaty to nie uwierzę w budowe nowego stadionu!Już tyle lat mydlą nam oczy!
Pysiek14
7 lipca 2016 at 18:52
Stadion będzie można nazwać np BUKOWA ARENA i robić tam np też koncerty itd . Z jednej strony pomysł bardzo pragmatyczny ale sentyment i tradycja pozostaną?Oby tylko nie skończyło się na obietnicach
Jarecki
7 lipca 2016 at 19:36
@kibic2 bez dowodow nie lec z teoriami spiskowymi to nam nie potrzebne.zacznij logowac sie tutaj pod nickie jaki masz na Forum;)
Nowa lokalizacja na spory + . Oby szybko wbili pierwsza lopate wtedy dopiero tak naprawde wiekszosc z nas zacznie wierzyc ze powstanie nowy stadion. Czasy sciemy ze strony UM do tego niestety doprowadzily
Mecza
7 lipca 2016 at 20:52
!!!!!! specjalnie, nie mogłem się dzisiaj bardziej zdziwić i wkurzyć. Wszyscy komentujemy transfery i jest dyskusja między nami ale ta SENSACYJNA WIADOMOŚĆ to jest koniec GKS jakiego CZUJEMY I CHCEMY. MYDLENIE OCZÓW!!!!! Mamy teraz bardzo dobrą lokalizację, zjazd z A4 na Bukową to bajka, oczywiście Dobrego Urobku jest jakieś 300mb bliżej ale czy ktoś pomyślał o kibicach? Czy powstanie np. nowa linia tramwajowa od Wełnowca przez Bocheńskiego? My dyskutujemy kto przyszedł, kto odejdzie ale dla mnie BUKOWA jest wyjątkowa. Żadnych argumentów nie przyjmuję i mam to wszystko gdzieś. Grajmy w 5 lidze!!! ale na Bukowej w Katowicach. Nie dowiedziałem się dlaczego Dobrego Urobku, nie dało się przesunąć granicy z Chorzowem albo dogadać się z nimi? OK ale niech to ktoś wytłumaczy nam ciemnym a nie wciska jeszcze ciemniejszym że to najlepszy wybór. Wkur.. się. Ja sobie dojadę samochodem autostradą A4 skręcając w lewo w pewnym momencie ale co z innymi!!!??? Wyrzucają nas na prowincje. Przepraszam wszystkich których uraziłem, pewnie czegoś nie kumam, dlaczego mamy się oddalać od centrum Katowic? (google map to samo, ale komunikacja do dupy) Gdyby to była wiadomość od inwestora z Chin lub Arabów mógłbym się zgodzić (przychodzą z zewnątrz i walczą o jak najlepszą pozycję wyjściową z właścicielem gruntów) Szczerze? Gdyby ktoś chciał wydać rozsądnie pieniądze to na Dobrego Urobku trzeba zrobić zajebisty ośrodek treningowy dla całej sekcji sportowej GKS panie Krupa a nie stadion… Jak długo władze miasta myślały o tym policzku dla GKS?
pawelas197
7 lipca 2016 at 21:29
z calym szacunkiem ale dla mnie gieksa to bukowa a nie jakas halda kolo A4 tam nie pojade na mecz INO BUKOWA AMEN
pawelas197
7 lipca 2016 at 21:34
MIKE dobrze napisal korzeni sie nie wyrywa a nas kibicow chca wyrwac z bukowej dla mnie to nie do pomyslenia za dlugo tutaj jezdzilem moze mlodzi to zaakceptuja ale ja nie
Jarecki
7 lipca 2016 at 22:06
Uwazacie ze to zly pomysl ale dlaczego? Bo zla komunikacja hmm przeciez oczywistym jest ze jesli stadion powstanie w nowym miejscu zostanie pod niego przebudowana infrastruktura drogowa.Na B1 przychodzi 3tys ludzi i nie ma gdzie zaparkowac ze nie wspomne o wyjezdzie po meczu. B1 w sercu ale musicie myslec tez realnie
Igor
7 lipca 2016 at 22:12
O innej lokalizacji mówiono już od jakiegoś czasu, tylko dlaczego Załęska Hałda? Tam teren jak po bombardowaniu, bo szkody górnicze były. Już lepiej było budować przy Kościuszki w miejscu dawnego przedwojennego stadionu FC Katowice (też tereny miasta i dobrze skomunikowane). Myślę, że to wszystko element gry na czas, same ekspertyzy na terenach płytkiego wydobycia będą kosztowały i trwały, do tego budowa na takim szwajcarskim serze (pamiętam budowę A4 w okolicy – to był dość drogi odcinek, bo ze względu na szkody trzeba było budować inaczej). Rozumiem gdyby mieli arenę na 30 tys wybudować, ale na zapowiadane 12 starczyła by Bukowa, z parkingiem dwupoziomowym i poszerzeniem Złotej, która przecież dochodzi do Chorzowskiej (też dobrze skomunikowane). Mam wrażenie, że to odłożenie budowy w czasie plus możliwość zarobienia dla swoich, bo budowa będzie się ciągła… Przypomnę, że Stadion Śląski kończy obecnie firma związana z Uszokiem, Cygan jest związany z UM, wszystko się układa w całość. Potrwa to długo. Jeśli do tego dodać trenera Brzęczka, to znaczy, że do ekstraklasy nam się nie spieszy. Stadion Śląski remontują już od 23 lat, może czerpiemy z tych wzorców… Może jestem przewrażliwiony, ale za dużo na Gieksie już przeżyłem…
pawelas197
7 lipca 2016 at 22:32
qurwa bukowa to nasz dom a wy chcecie to zdeptac zalosni jestescie
robert
7 lipca 2016 at 23:26
tradycja jest bardzo ważna korzenie od Domb Katowice powinny zostać zachowane , teren wokół stadionu rozległy , także niech nie pieprzą że nie ma infrastruktury
Pnwk
8 lipca 2016 at 00:09
Bylem zawsze za lokalizacja stadionu przy Kosciuszki, w miejscu dawnego stadionu Gwardii i dalej uważam ze to najlepsza lokalizacja. Jednak cieszę ze ktos w końcu zaczął myśleć i odpuscil Bukowa, z całym szacunkiem, bo jeżdżę na mecze od 88 roku. Są lepsze lokalizacje niż Bukowa z b. wielu powodów, ale stadion powinien być bliżej centrum miasta. Ale cieszę sie ze ktos w końcu przemyslal sprawę. Obyśmy sie doczekali nowego stadionu. Panewniki ino GKS!!!
rafi
8 lipca 2016 at 10:41
nikt nie wyrywa korzeni przenosząc stadion. stare obszczane familoki to też nasza tradycja? górnictwo też? i tak do totalnej zapaści, aż się wszystko rozdupcy…
inną sprawą jest to, że budowa w nowym miejscu jest szybsza i mniej konfliktowa niż granie meczów i budowanie nowego.
i mimo wszystko wolę, że stadion będzie w kato a nie chorzowie i że nie będziemy skazani na łaske prezydenta chorzowa, który jest kibicem Ruchu.
KRIS_BEMA
8 lipca 2016 at 11:02
Mam tylko nadzieję, że na tym terenie będzie tez kilka boisk treningowych dla naszej akademii. Bo na razie młodzież nie ma za bardzo gdzie trenować i ciężko to nazywać akademią. A lokalizacja bardzo dobra. Dojazd dogodny. A i pewnie mieszkańcy „hołdy” w końcu doczekają się jakiegoś sklepu 😉 ( w którym kibice zaopatrzą się przed i po meczu).
LiGota 1964
8 lipca 2016 at 11:16
Stadion na Kościuszki to dobre miejsce na stadion Gieksy dużo ludzi będzie widiec stadion i będą tam przychodzić i coras więcej ale może być na bochenskiego będą widzieć piękną bryłę
CIErPLIWY
8 lipca 2016 at 16:49
Lechia, Śląsk i Arka już to przerabiały. Wszyscy grają piętro wyżej od nas, przypadek … nie sądzę !
Marcin
8 lipca 2016 at 17:02
Co za ograniczeni ludzie !!! Jak wybudowali nowy stadion dla Arsenalu to nikt nie marudził że stary stadion, jakieś korzenie itp. Teraz WestHam też będzie grał na nowy stadionie i nikt nie protestuje. Gdyby nie miasto Bukowa 1 już dawno by zaorali pod jakis supermarket. Najlepsze wiadomości od lat. Brawo wkoncy coś się dzieje w tych zapyzialych Katowicach !!!
Binn
8 lipca 2016 at 19:36
Pomysł dobry, bo eksponowana lokalizacji, dobra komunikacja drogowa na stadion oraz pojemny parking są składowymi niezbędnymi dla porządnej inwestycji. Moim zdaniem im bliżej A4, tym lepiej dla stadionu – zwłaszcza pod względem budżetu na inwestycję.
Byłoby natomiast wskazane żeby miasto zdefiniowało dokładniej co chce wybudować, bo zmiana lokalizacji może oznaczać konieczność dostosowania do nowych potrzeb.
1964
9 lipca 2016 at 09:55
I jeszcze jedno odnośnie nowej lokalizacji! Wszyscy narzekają na ciężki dojazd a przecież wystarczy wsiąść do pociągu,wyjść na stacji Katowice-Brynów.Stadion będzie w odległości od dworca jakieś 1,5 km,tak więc tragedii nie ma!Z dębu i okolic można podstawić darmowe autobusy,które ruszały by ze starej B1.Zresztą budując stadion na Załęskiej hałdzie,ożywi to tę dzielnice!Ja mam nadzieję że nie będzie to żaden bubel i co najważniejsze okaże się to w końcu prawdą!Do budowy 1,5 roku!Ale ja i tak patrze na ręce prezesa Cygana który obiecał ekstraklasę.Prezesie został panu niecały rok!
Wku...ny dzieciak
9 lipca 2016 at 23:02
Jasne stadion na Kościuszki….jeszcze czego jak najdalej z ta chołotą od centrum i tyle