Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Sobkowicz z hattrickiem. GieKSa zdemolowała Resovię – przegląd doniesień mass mediów o GieKSie
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarki i piłkarze w trakcie przygotowań do rundy rewanżowej sezonu 2019/20, rozegrali kolejne mecze sparingowe. Wczoraj piłkarki pokonały na wyjeździe drużynę z I ligi Resovię Rzeszów aż 9:0 (7:0). Piłkarze rozegrali również jeden sparing, z przedstawicielem zaplecza ekstraklasy: Podbeskidziem Bielsko-Biała. W tym meczu zanotowano remis 0:0.
W minionym tygodniu siatkarze dwukrotnie wygrali 3:2 (i tym samym zaliczyli kolejne tie-breaki), najpierw na wyjeździe z Treflem Gdańsk oraz w sobotę, w Szopienicach, z Indykpolem AZS-em Olsztyn. Siatkarze na szesnaście spotkań aż jedenaście kończyli po pięciosetowym meczu. Obecnie drużyna zajmuje szóstą lokatę w tabeli Plus Ligi. W rozpoczynającym się tygodniu drużyna rozegra dwa wyjazdowe spotkania: w środę z Asseco Resovią Rzeszów oraz w sobotę z Cuprum Lubin.
Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali trzy spotkania. W wyjazdowym meczu z Cracovią GieKSa musiała uznać wyższość przeciwnika, przegrywając 1:2. W następnym spotkaniu drużyna przegrała po rzutach karnych 2:3 z KH Energią Toruń. Wczoraj hokeiści pokonali na wyjeździe Zagłębie Sosnowiec 6:1.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – Sobkowicz z hattrickiem. GieKSa zdemolowała Resovię
Drugie zwycięstwo w drugim zimowym sparingu zaliczyła katowicka GieKSa. Dziś w Rzeszowie drużyna Witolda Zająca pokonała czołową ekipę Pierwszej Ligi Resovię aż 0:9. Klasycznego hattricka zaliczyła Agata Sobkowicz, a po dublecie dołożyły Dominika Sykorova i Karolina Koch.
Teraz czas na trudniejszy sprawdzian. Już w sobotę 1 lutego GieKSa w Katowicach zagra z Górnikiem Łęczna.
sportslaski.pl – Okienko szeroko otwarte. „Kola” wróci do Katowic, Tabiś wyfrunie do I ligi?
Wiele wskazuje na to, że Kamil Bętkowski po 3 latach wróci na Bukową. Lada dzień sprawa jego pozyskania z Gwarka Tarnowskie Góry powinna się wyjaśnić. Wiele wskazuje na to, że „GieKSę” opuści za to Kacper Tabiś. O młodzieżowca pyta I-ligowa Odra Opole.
Bętkowski, który swego czasu został nawet uznany w Katowicach „Odkryciem Roku”, właśnie przy Bukowej stawiał pierwsze kroki w dorosłej karierze. W ekipie ówczesnego I-ligowca rozegrał 18 spotkań, przygodę z piłką musiał jednak kontynuować nieco niżej.
[…] 25-letni pomocnik ostatnie pół roku spędził w Gwarku Tarnowskie Góry, z którego – po pomyślnie zaliczonych testach – wkrótce powinien wrócić do „GieKSy”. – Ta sprawa wyjaśni się w ciągu najbliższych godzin – słyszymy przy Bukowej.
Nieco dłużej mogą potrwać pertraktacje katowiczan z GKS-em z I-ligową Odrą Opole. Ich przedmiotem jest transfer Kacpra Tabisia. Opolanie, po tym jak sprzedali do Jagiellonii Białystok Bartłomieja Wdowika, dysponują gotówką, za którą muszą poszukać brakujących im w kadrze młodzieżowców. Jednym z ich celów jest Tabiś, któremu za pół roku i tak wygasa konktrakt w Katowicach. Wychowanek Sprintu Katowice, który w „dorosłym” Rozwoju Katowice debiutował jeszcze jako 16-latek, wiosną dla drużyny trenera Rafała Góraka rozegrał 12 ligowych spotkań. Za każdym razem pojawiał się na boisku z ławki rezerwowych. W kontekście jego przenosin do Opola w grę wchodzi transfer definitywny.
W środę w Katowicach kontrakt podpisał Maciej Dampc. 24-letni środkowy obrońca został wypożyczony z ekstraklasowego ŁKS-u na najbliższe pół roku. W ciągu ostatnich miesięcy w zespole trenera Kazimierza Moskala nie zagrał ani razu, wcześniej jednak regularnie występował w I-ligowej Bytovii. Klub znalazł sobie tymczasem Daniel Rumin. 22-letni napastnik, który na początku miesiąca otrzymał od GKS-u wolną rękę w poszukiwaniu nowego klubu, do końca obowiązującego go przy Bukowej kontraktu będzie występować – w ramach półrocznego wypożyczenia – w barwach II-ligowej Skry Częstochowa.
sportowebeskidy.pl – Abstynencja strzelecka
W swoim trzecim meczu towarzyskim w tym roku zawodnicy Podbeskidzia zmierzyli się z II-ligowym GKS-em Katowice.
Pierwsza część meczu upłynęła pod znakiem niewykorzystanych sytuacji Podbeskidzia oraz dobrej postawy strażnika „świątyni” GKS-u. Szczęścia szukał m.in. Adrian Rakowski, którego strzał okazał się być zbyt lekki, aby zaskoczyć golkipera „GieKSy”. Kilka chwil później ten sam zawodnik znów stanął przed szansą na wpisanie się na listę strzelców. Filip Modelski indywidualną akcję zakończył dograniem do Rakowskiego, a ten przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem rywali. Katowiczanie groźniejszą próbę odnotowali w 19. minucie, lecz fantastyczną interwencją po strzale Adriana Błęda popisał się Martin Polacek.
Po przerwie Krzysztof Brede asygnował do gry wyrastającego na ulubieńców kibiców Podbeskidzia, Mateusza Marca. Pomocnik na początku drugiej połowy nie wykorzystał jednak pojedynku „oko w oko” z bramkarzem GKS-u. Ostatecznie wynik bezbramkowy utrzymał się do ostatniego gwizdka arbitra, choć należy odnotować, że to katowiczanie byli najbliżej objęcia prowadzenie w kolejnych trzech kwadransach. II-ligowcowi na przeszkodzie do zdobycia bramki stanęła jednak poprzeczka.
dziennikzachodni.pl – Nowy stadion GKS Katowice: W TVP pokazali „układ” – z dedykacją dla Marcina Krupy [KOMENTARZ]
Magazyn śledczy Anity Gargas (TVP 1) tym razem poświęcono budowie nowego stadionu GKS Katowice. Czwartkowy program od kilku dni promowano w mediach społecznościowych dopiskiem #układ, sugerującym, że sprawa inwestycji kryje za sobą tajemniczy spisek. Po obejrzeniu programu trudno uciec od wrażenia, że powstał on tylko po to, by PiS pokazał prezydentowi Marcinowi Krupie, że pamięta jego poparcie dla Bronisława Komorowskiego.
„Jakie to miasto?” – zawiesiła głos Anita Gargas po dramatycznym wstępie do swojego Magazynu Śledczego, który postanowiła poświęcić budowie nowego stadionu GKS-u Katowice. I tak miało być aż do końca: forma przerastała treść, a plątanina nieścisłości, jednostronnych wypowiedzi, starannego omijania niewygodnych faktów, niezliczonych niezwiązanych ze sprawą dygresji oraz obrazu wyjątkowo amatorskiej próby zdobycia komentarza od firmy architektonicznej budził u widzów oczywiste pytanie „o co w tym wszystkim właściwie chodzi?”. Odpowiedź padła znienacka, sprytnie ukryta w jednym z pobocznych wątków.
– Były i obecny prezydent Katowic przed laty wspierali w kampanii Bronisława Komorowskiego – przypomniano dobitnie, aczkolwiek konia z rzędem temu, kto powiązałby to w jakikolwiek sposób ze stadionem GKS-u.
I wtedy właśnie nastąpiła jasność. Można mieć podejrzenie graniczące z pewnością, że cały program powstał wyłącznie w ramach gry politycznej i był dedykowany tylko Marcinowi Krupie.
Eksperymenty nie zadziałały. Podbeskidzie remisuje w sparingu z GKS-em Katowice
W sobotnim sparingu rozegranym na „Górce” w Bielsku-Białej Podbeskidzie bezbramkowo zremisowało z GKS-em Katowice. Trener Krzysztof Brede wykonał kilka eksperymentalnych zmian w składzie, ale mimo przewagi gospodarze nie zdołali pokonać drugoligowca z Bukowej.
W pierwszej połowie zaznaczyła się przewaga Podbeskidzia. Bielszczanie rozpoczęli sparing w swoim optymalnym w składzie, z Jakubem Bierońskim w środku pola, który w obliczu kontuzji Konrada Sierackiego i Tomasza Nowaka może wiosną otrzymać więcej szans na grę w lidze.
[…] Przed przerwą najlepsze okazje na gola mieli Adrian Rakowski, Karol Danielak i Bartosz Jaroch. W bramce GKS-u świetnie spisywał się jednak Bartosz Mrozek – najpierw wygrał pojedynek jeden na jeden z Rakowskim, a później w jednej akcji wybronił dwa silne uderzenia Danielaka i Jarocha. Goście mieli w pierwszej połowie jedną okazję – z uderzeniem Adriana Błąda z dystansu poradził sobie jednak Martin Polaček.
[…] GKS w drugiej połowie miał kilka dobrych momentów, starał się wykorzystać niepewność w obronie Górali, a najbardziej efektowną akcją popisał się Kamil Bętkowski. 25-letni pomocnik z Gwarka Tarnowskie Góry, który dzień wcześniej podpisał kontrakt z klubem z Katowic, przeprowadził szarżę prawą stroną i huknął w poprzeczkę bramki Górali.
Dla GKS-u sparing z Podbeskidziem zakończył pierwszą fazę okresu przygotowawczego. W poniedziałek katowiczanie wybiorą na drugie tej zimy, tygodniowe zgrupowanie w Wałbrzychu, gdzie zmierzą się ze Ślęzą Wrocław, Stalą Brzeg i Chrobrym Głogów.
sportdziennik.com – Prezydent niezadowolony z materiału o stadionie
TVP wyemitowała program, którego tematyką były m.in. kontrowersje wokół budowy stadionu w Katowicach. Przełomowych informacji – nadal brak. Marcin Krupa nie wyklucza podjęcia kroków prawnych wobec telewizji.
[…] Materiał tak naprawdę wnosi do sprawy niewiele nowego; a w kontekście stricte stadionu – praktycznie nic ponad to, o czym w „Sporcie” już pisaliśmy, czyli sporze miasta z projektującą obiekt firmą RS Architekci. Na antenie TVP wypowiedziało się wiele osób z różnych katowickich środowisk, polityków, wiceprezydent Waldemar Bojarun, ale jak zaznaczono – żaden z radnych Forum Samorządowego Marcina Krupy.
Ciekawostką jest, iż prezydentowi wypomniano, że… w 2014 roku w kampanii prezydenckiej wspierał Bronisława Komorowskiego.
Wczoraj Marcin Krupa opublikował oświadczenie: „Na antenie TVP1 wyemitowany został program <<śledczy>> Anity Gargas. W wielowątkowym materiale, który rzekomo dotyczył budowy stadionu miejskiego, padło wiele nieprawdziwych informacji. (…) Z przykrością stwierdzam, że znając format tego programu, nie jestem zaskoczony takimi metodami działania i zakłamywania rzeczywistości. Już wczoraj w nocy otrzymałem wiele głosów m.in. od mieszkańców, samorządowców i dziennikarzy z naszego regionu, którzy są oburzeni tak skandalicznym przedstawieniem Katowic. Nie ma mojej zgody na naruszanie dobrego imienia miasta. Dlatego w trosce o dobry wizerunek Katowic, dokonamy wnikliwej analizy materiału, by następnie podjąć w tej sprawie wszelkie możliwe kroki prawne, o których będę Państwa informował” – napisał prezydent Krupa.
SIATKÓWKA
siatka.org – Wiele zwrotów akcji w Gdańsku i wygrana GKS-u
Tie-breakiem zakończyło się spotkanie 16. kolejki PlusLigi rozegrane w Gdańsku. Miejscowy Trefl musiał w pierwszych dwóch setach uznać wyższość GKS-u Katowice, a następnie przejął pałeczkę i wygrał kolejne dwie partie. Set decydujący również miał dwie odsłony. Jako pierwsi do głosu doszli katowiczanie, którzy prowadzili bardzo pewnie. W połowie seta miejscowi dogonili wynik, prowadzenie co rusz zmieniało strony boiska, a finalnie ostatnie słowo należało do GKS-u, który wygrał zaciętą końcówkę, zamykając mecz asem serwisowym.
[…] Początek meczu należał do katowiczan, którzy po kontrze Wiktora Musiała odskoczyli od rywali na dwa oczka. Jednak blok na Kamilu Kwasowskim dał gospodarzom remis. W kolejnych minutach oba zespoły grały zrywami.
[…] W końcówce jednak więcej zimnej krwi zachowali przyjezdni, a pomyłka w ataku rywali pozwoliła im przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę (26:24).
W pierwszej fazie drugiej odsłony obie drużyny szły łeb w łeb, lecz po udanej kontrze Rafała Szymury to katowiczanie zaczęli przejmować inicjatywę na boisku. Wprawdzie po asie serwisowym Pablo Crera podopieczni Michała Winiarskiego na chwilę wrócili do gry, ale blok gości w połączeniu z punktową zagrywką Jana Nowakowskiego spowodowały, że obie ekipy dzieliły już trzy oczka (14:11). Po ataku ze środka Miłosza Zniszczoła przewaga katowiczan wzrosła do pięciu punktów, ale ich błędy i dobra gra Filipiaka pozwoliły Treflowi odrobić część strat. Po kontrze Rubena Schotta gdańszczanie przegrywali tylko 19:21, ale ich błędy przybliżały do sukcesu GKS. Ostatecznie po skutecznej akcji Kwasowskiego przyjezdni triumfowali w drugim secie 25:21.
Trzecia partia zaczęła się lepiej dla gospodarzy, którzy po błędzie Nowakowskiego wyszli na dwupunktowe prowadzenie. Goście na moment wrócili do gry, ale zaczęli popełniać błędy, a czapa na Kwasowskim dała gdańszczanom trzypunktową nadwyżkę.
[…] Czwarty set zaczął się od walki cios za cios, ale ponownie jako pierwsi inicjatywę na boisku zaczęli przejmować podopieczni trenera Winiarskiego, którzy po asie serwisowym Janikowskiego odskoczyli od rywali na dwa oczka.
[…] Pojedyncze udane zagrania Jana Firleja i Musiała to było za mało, aby poderwać gości do gry, a Trefl był coraz bliżej tie-breaka. W końcówce przypomniał o sobie Filipiak, a czapa na Musiale doprowadziła do piątej partii (25:19).
Tie-breaka lepiej zaczęli goście, którzy po kontrze Kwasowskiego zaczęli budować swoją nadwyżkę. Swoje akcje kończyli też Musiał i Szymura, a GKS zyskał cztery oczka przewagi. Filipiak próbował poderwać Trefla do walki, ale przy zmianie stron katowiczanie wciąż mieli przewagę (8:6). Ale gospodarze nie dawali za wygraną i po kontrze Schotta doprowadzili do remisu. Im bliżej końca meczu, tym było więcej emocji. Losy spotkania rozstrzygnęły się po walce na przewagi. W niej więcej zimnej krwi zachowali przyjezdni, którzy po asie serwisowym Kwasowskiego postawili kropkę nad „i” (21:19).
MVP: Jan Firlej
Trefl Gdańsk – GKS Katowice 2:3 (24:26, 21:25, 25:22, 25:19, 19:21)
sportdziennik.com – Zwycięski tie-break!
[…] Goście w I secie udowodnili, że wcale nie przyjechali do Katowic na wycieczkę, choć początek mieli mizerny. Jednak w ważnym momencie zaliczyli trzy udane akcje i wyszli na prowadzenie 19:16. Gospodarze mimo usilnych starań już tych strat nie odrobili. Gospodarze nieźle przyjmowali, ale nie przełożyło się to na skuteczność ataku i to była przyczyna porażki w tej odsłonie.
W II secie było wiele emocji, ale – jak na ironię – „GieKSiarze” sobie je zafundowali. Prowadzili 22:18 i wydawało się, że wszystko będą mieli pod kontrolą. Po akcji Wiktora Musiała było już 24:22, przyjezdni doprowadzili do remisu. A potem po bloku Robberta Andringi nawet objęli prowadzenie 26:25. Do remisu doprowadził Kamil Kwasowski, a Zniszczoł zdobył punkt zagrywką. Przy kolejnej, czwartej piłce setowej dobrze grający Żaliński posłał piłkę w aut.
Wydawało się, że po takich emocjach kolejne są gwarantowane. A tymczasem gospodarze mocno zmobilizowani od początku objęli prowadzenie, a potem je systematycznie powiększali. Prowadzili 18:10 oraz 20:12 i już nic nie mogło się stać. Wprawdzie w końcówce goście zdobyli kilka punktów, ale nie miały wpływu na rezultat tej odsłony. A w kolejnej kibice nie mieli prawo się nudzić. Wprawdzie goście 32:21, ale Zniszczoł brawurowymi atakami ze środka doprowadził do remisu. Jednak chwilę potem gospodarze dwa razy posłali piłkę w aut i jedenasty (!) tie-break, stał się faktem! A w nim było wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji. Goście prowadzili 5:2, ale nastąpił zwrot akcji i gospodarze wyszli na prowadzenie 10:8. Po akcji Jana Nowakowskiego GKS zdobył decydujący punkt i zaczął świętować wygraną. A tymczasem sędziowie po wideoweryfikacji odwołali i zaczęły się targi. Jedni i drudzy obstawali przy swoich racjach. W końcu siatkarze wyszli na parkiet i znów Nowakowski popisał się silnym zbiciem i zapewnił dwa punkty zespołowi.
GKS Katowice – Indykpol AZS Olsztyn 3:2 (22:25, 28:26, 25:17, 23:25, 15:11)
HOKEJ
hokej.net – Trzy punkty zostają przy Siedleckiego
Hokeiści Comarch Cracovii pokonali GKS Katowice i zbliżyli się do wtorkowego rywala na pięć punktów w tabeli. Decydującego gola w 54 minucie zdobył Ondrej Mikula.
Comarch Cracovia – GKS Katowice 2:1 (1:0, 0:0, 1:1)
Niespodzianka w „Satelicie”. Spěšný zatrzymał katowiczan
Hokeiści KH Energi Toruń pokonali na wyjeździe GKS Katowice 3:2 po rzutach karnych. Spore cegiełki do tego zwycięstwa dołożyli Patrik Spěšný, który obronił 58 strzałów oraz debiutujący w barwach „Stalowych Pierników” Michaił Jesajan. Rosyjski napastnik miał udział przy dwóch bramkach zdobytych przez swój zespół.
GKS Katowice – KH Energa Toruń 2:3 k. (1:1, 1:0, 0:1, d. 0:0, k. 0:2)
dziennikzachodni.pl – Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 1:6. Smutek fanów gospodarzy
Hokeiści Zagłębia Sosnowiec jako pierwsi strzelili gola w meczu z GKS Katowice. Goście odpowiedzieli sześcioma trafieniami i awansowali w tabeli na czwarte miejsce.
[…] Hokeiści GKS Katowice walczą o jak najwyższe miejsce przed rundą play off. Po zwycięstwie w Sosnowcu nad Zagłębiem awansowali na czwarte miejsce w tabeli.
GKS w tym sezonie jeszcze na Stadionie Zimowym nie wygrał. Teraz do składu katowiczan wrócił Grzegorz Pasiut, ale nadal nie było chorych Juuso Salmiego i Oskara Jaśkiewicza (choroba) oraz kontuzjowanego Oskara Krawczyka. Sosnowiczanie chcieli te osłabienia wykorzystać i szybko objęli prowadzenie.
Radość kibiców Zagłębia była uzasadniona, ale trwała krótko. GKS przejął inicjatywę, ale do końca inauguracyjnej tercji na tablicy wyników pozostał remis.
W kolejnych odsłonach goście dominowali jednak na lodzie imponując skutecznością. Fani gospodarzy już po drugiej tercji byli pogodzeni z porażką, ale do końca dopingowali swój zespół.
Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 1:6 (1:1, 0:3, 0:2)
infokatowice.pl – GieKSa wzmacnia defensywę
33-letni Mathias Porseland podpisał kontrakt z GKS-em Katowice. Szwedzki obrońca rozpoczynał karierę z klubie Frolunda z Goteborga. Następnie występował w Bofors IK i Rogle BK. Później reprezentował kluby z Finlandii, Czech i Rosji. Porseland ma na koncie ponad 100 występów w słynnej lidze KHL w barwach HC Lev Praga, Admirała Władywostok oraz Vityaz Podolsk.
– Chciałbym zapewnić kibiców, że już od listopada pracujemy nad pozyskaniem do drużyny nowych zawodników w celu wzmocnienia zespołu, a nie jedynie uzupełnienia składu. Przeprowadziliśmy dziesiątki rozmów z agentami i zawodnikami. Pierwszy kontakt z naszym nowym zawodnikiem nawiązaliśmy przed świętami Bożego Narodzenia. Porseland dysponuje dobrymi warunkami fizycznymi. Jest bardzo dobry z krążkiem, dysponuje dobrym strzałem z niebieskiej linii i na pewno wzmocni nasze akcje ofensywne. W szybkiej aklimatyzacji w zespole pomoże mu obecność rodaka Robina Rahma w bramce oraz Jaakko Turtiainena, z którym grał przez cztery sezony w fińskim klubie HPK. Czasu do końca okna transferowego pozostało niewiele, jednak planujemy jeszcze zwiększyć siłę naszego zespołu przed najważniejszą częścią sezonu – mówi Wojciech Tkacz, dyrektor sportowy GKS-u Katowice.
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Kielc i Łęcznej
Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.
1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.
2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.
3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.
4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.
5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.
6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.
7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.
8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.
9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.
10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.
11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.
12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.
13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.
14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.
15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.
16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.
17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.
18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.
19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna i schludna.
20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.
21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.
22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.
23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.
24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.
25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.
26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.
27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.
28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.
29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.
30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.
31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.
32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.
33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!
34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.
35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.
Felietony Piłka nożna
Od razu humor lepszy
Wygrać z Widzewem to zawsze coś pięknego. W mojej próżności kibicowskiej co jakiś czas pojawia się jakaś drużyna, z której niepowodzeń cieszę się szczególnie. Nie chce mi się udawać tutaj jakiejś wielkiej klasy i kreować się na nie wiadomo kogo. Jako ludzkość tak mamy w swojej specyfice, że tzw. schadenfraude istnieje i jedyne, co z tym ktoś może zrobić – i wiele ludzi robi – to po prostu mydli oczy całemu światu kreując się właśnie na kogoś innego. Oczywiście zawsze lepszego, niż jest w rzeczywistości. Kibicowanie jest stosunkowo bezpiecznym miejscem, żeby realizować swoje różne ciemne uczucia. Wszelkie antagonizmy, szowinizmy to danie upustu swoim historiom i nieraz może być grubo i gorąco. Problem pojawia się, kiedy ktoś to zaczyna traktować śmiertelnie poważnie. I wiemy, że oczywiście takie osoby są. Futbol to zabawa, choć poważna. Najbardziej poważna z niepoważnych rzeczy tego świata.
Te moje radości z niepowodzeń innych nie są jednak zawsze typowe dla kibica GKS. Na przykład niespecjalnie mnie cieszą porażki czy niepowodzenia Ruchu Chorzów. Mam kompletnie do tego neutralny stosunek. No może na jakiś minimalny minusik. Ale jeśli awansowaliby do ekstraklasy i mielibyśmy się z nimi mierzyć – nie martwiłbym się z tego powodu. Może też dlatego, że nie sądzę, by awansowali.
Po pamiętnych „brudnych pazurach” takim klubem była też dla mnie Arka Gdynia. Więc fajnie było, jak po porażce z nami w barażu nie awansowali do ekstraklasy, no i szkoda, że później awans nastąpił. Ale „karencja” w moich emocjach się zakończyła i w trakcie sezonu wrócił neutralny stosunek do gdynian. Nie cieszyłem się z ich spadku jakoś szczególnie. Podobnie było z Wisłą Kraków, ale teraz widząc jak ten zespół dobrze gra i jest bardzo sensownie prowadzony – również nie mam specjalnie negatywnych odczuć. I czeka nas trudne zadanie w grudniu.
Widzew to sytuacja szczególna. Poziom zadufania łódzkich kibiców, tzw. fanbazy i przeświadczenie o swojej wielkości jest (a w zasadzie chwilowo: był) tak wielki, że po prostu miło się patrzy na to systematyczne sprowadzanie na ziemię. GieKSa w Łodzi przegrała w dwóch poprzednich sezonach i ileż to ja tam się nasłuchałem o tym, jak to Widzew zaraz zaatakuje puchary, a wręcz się będzie włączał do walki o mistrzostwo. Wydawało się, że po zwycięstwie z GKS są już dosłownie o krok od Ligi Mistrzów. Uzasadniać to miały oczywiście wielkie pieniądze i wspaniałe transfery. No bo przecież ściąganie takich piłkarzy jak Mariusz Fornalczyk, który brylował w Koronie czy Sebastian Bergier, artystów pokroju Kornviga czy Leragera, a jakiś czas temu reprezentantów – Drągowskiego, Wiśniewskiego czy Świderskiego pokazywało, że w Łodzi tworzy się prawdziwy dream team. Niestety – jak się okazało – był to tylko wet dream.
(Boże, jak ja nie lubię tego określenia, ale tu mi pasuje do gry słów).
Dlatego to zderzanie się z rzeczywistością łódzkiego klubu jest miłe dla oka. Po prostu jak ktoś cwaniakuje i uważa się za lepszego od innych i że z urzędu mu się wszystko ułoży jak w bajce, to potem przychodzi proza życia, ciężka harówa i to, że jak mawiał klasyk „nazwiska w piłce nie grają”. Pieniądze też. I w życiu również nie grają pozory. Mogą one na chwilę zaciemnić obraz, ale zawsze na końcu wybiją się po prostu prawdziwe, merytoryczne wartości.
Oczywiście obecnie te opinie są biegunowo inne, bo przecież kibice Widzewa widzą, co się dzieje. Jedno zwycięstwo w trzynastu meczach, często dość kuriozalne tracenie punktów, ich straty w końcówkach meczów (zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz) sprawiają, że Łodzianie znów kręcą się w okolicach strefy spadkowej. Ich szczęściem jest to, że raczej remisują niż przegrywają i te ciułane punkciki ostatecznie jednak dużo dają w kwestii pałętania się w ogonie tabeli.
Tak więc sumarycznie, jeśli ktoś uzna to moje podejście za małostkowe, proszę bardzo. Jest takie.
Oczywiście to mniej istotny aspekt sobotniego meczu. Ważniejszym miało być po prostu zwycięstwo GieKSy. Po ostatnich porażkach potrzebowaliśmy trzech punktów jak tlenu – nie tylko do tabeli, ale także dla morale zespołu i kibiców.
Przyjechał Widzew, który – no właśnie – to co napisałem o zderzaniu się z rzeczywistością to jeden aspekt. Drugim jest to, że jednak ta jedna wygrana w sezonie to też jest pewna anomalia jak na tę kadrę. Widzew nie jest przecież aż tak słaby, żeby wygrać zaledwie raz na dwanaście (stan przed meczem z GKS). Widziałem wszystkie mecze RTS w tym sezonie, oprócz tego z pierwszej kolejki z Motorem. Fakt, że Łodzianie większość meczów zremisowali też nie bierze się z niczego. Dodatkowo potrafili mieć sporo dobrych momentów w tych meczach. Ze Śląskiem grając praktycznie cały pojedynek w dziesiątkę strzelili na wyjeździe trzy bramki i byli bliscy zwycięstwa. Z Lechem toczyli bardzo wyrównany bój i klops Drągowskiego zadecydował o porażce. Zagrali bardzo dobry mecz na Legii. Ostatni u siebie z Górnikiem też był niezły.
Więc Widzew to też nie są żadne ogóry. Uważam, że stać ich na normalny środek tabeli, a może nawet minimalnie górną połówkę.
I to też goście pokazali w Katowicach. Dla GieKSy był to mecz piekielnie trudny. Nasz zespół miał pewien problem z wejściem w to spotkanie, gra była w pierwszej połowie jakaś niemrawa, nie stwarzaliśmy zagrożenia pod bramką rywala. Widzew był aktywny, potrafił wyjść spod pressingu, dobrze rozprowadzali piłkę po bokach czy prostopadle. Do tego byli dynamiczni. Ewidentnie brakowało im jakości w wykończeniu, więc po ananasach typu Akere czy Bukari, teraz kibice z Łodzi muszą patrzeć na wyczyny niejakiego Biuka.
Mieliśmy trochę szczęścia. Znów – jak ostatnio w każdym meczu – Pau Resta miał momenty nieogarnięcia i rywal stwarzał zagrożenie. Przeciwnik był jednak mocno nieskuteczny, na posterunku był też Gabriel Kobylak, który jednak trzeba powiedzieć, że jest naprawdę pewnym punktem drużyny.
Na szczęście w pewnym momencie zaczęliśmy atakować śmielej. Była ta centra z wolnego Nowaka na głowę Galana i słupek, a zaraz potem Ilja strzelał prosto w bramkarza. No i wisienka – nomen omen – pierwszej połowy, czyli kapitalna akcja bramkowa. Kacper Łukasiak zapatrzył się chyba na Bartka z Zabrza, bo zagrał na Ilję Szkurina bardzo podobną piłkę. Tym razem nasz napastnik jednak nogą, a nie głową – wyprzedził Drągowskiego i wystawił Nowakowi do pustej bramki, a nasz najlepszy zawodnik tylko dołożył nogę. Wykorzystaliśmy włoską wiedzę Przemysława Wiśniewskiego, bo jak mawia legenda, w Italii uczono go, by w takiej sytuacji stać jak słup soli i podziwiać kunszt Pana Bartosza Nowaka.
Prowadziliśmy do przerwy, choć wcale prowadzić nie musieliśmy. Dlatego ten wynik był tak bardzo cenny.
Na początku drugiej połowy, również wybronił nas strażnik Gabriel, bo niestety dalej nie ustrzegaliśmy się błędów w defensywie. Na szczęście ofensywa robiła show. Tak jak pisałem po Koronie, brakuje nam często tych soczystych dośrodkowań w pole karne. Tym razem Mateusz Kowalczyk – ponawiając atak – z powietrza kopnął piłkę na tyle mocno, że dał szansę przejścia futbolówce przez większość piłkarzy. Ta trafiła do Bartka, a ten już wiedział, co z nią zrobić. Przy wydatnej pomocy Papanikolaou piłka wpadła do bramki, a gdyby wzrok mógł zabijać, to Drągowski byłby istnym Bazyliszkiem dla Greka. Po chwili kolejną kapitalną akcję rozpoczął Nowak, Sebastian Milewski piętą odegrał do Szkurina, Ilja dwukrotnie strzelał i w zamieszaniu podbramkowym Bartek na spółkę z Kapuadim wepchnęli piłkę do siatki.
Dodam tylko jeszcze w kwestii tego dośrodkowania Kowala. Jak pisałem niedawno, jest trochę irytujące, jak Marcin Wasielewski nie decyduje się na centrę tylko ciągle szuka jakiegoś kolegi z tyłu, najczęściej Alana Czerwińskiego. Tymczasem jak Marcin już się na to dośrodkowanie zdecyduje, to wychodzą naprawdę niezłe kopnięcia. I tak było w końcówce, gdy zacentrował na głowę Szkurina. Więc zachęcałbym do większej ilości takich prób, bo jestem przekonany, że zaraz ten zawodnik może mieć asystę.
Wyniku 3:0 nie spodziewaliśmy się w najśmielszych snach, a już tym bardziej przy niezłej do tej pory przecież postawie Widzewa. Mecz układał się kapitalnie.
Niestety znów dopadł nas meltdown. Sytuacja po rzucie rożnym – cóż, zdarza się. Choć jak przyglądam się powtórkom to myślę, że Kapuadi zawiesił się na Klemenzie i można by było tę sytuację rozpatrywać. VAR jednak nie za bardzo drgnął w tej sytuacji. No a potem mieliśmy kolejny błąd Resty, czyli niekontrolowane dość odbicie głową piłki, która trafiła pod nogi Świderskiego. Fakt, że ulubieniec Jana Urbana zachował się w tej sytuacji jak rasowy snajper i strzelił kapitalnie.
Znaleźliśmy się w piekielnie ciężkim położeniu. Niby GKS Katowice nadal prowadził, ale z dużego spokoju zrobiła się nerwówka. A Widzew zyskał (miał zyskać) wiatr w żagle, wiadomo, że taki moment wpływa na psychikę bardzo dobrze. I obawiałem się, że Łodzianie z animuszem na nas ruszą, a w związku z naszymi błędami w obronie będziemy oglądać niesłychaną remontadę skutkującą utratą być może nie tylko zwycięstwa, ale nawet wszystkich punktów.
I za ten fragment do końca meczu należy się naszym zawodnikom duża pochwała. Nie spanikowali, utrzymali chłodną głowę i nie dopuszczali rywala do groźnych sytuacji strzałowych. Uważam, że od utraty drugiej bramki do końca meczu, czyli przez ok. 20 minut, to był najlepszy defensywnie moment tego meczu. A sama końcówka, czyli trzymanie piłki daleko od własnego pola karnego, to przytrzymywanie Ilji było klasowe. Widzewiacy mogli tylko krzyczeć i machać rękami, łapiąc jedną kartkę za drugą. Katowiczanie w końcówce doprowadzili gości do całkiem konkretnej frustracji. Bardzo dobrze rozegrane i można powiedzieć, że wyrównali te swoje błędy świetną grą na koniec.
Cieszy to, że znów byliśmy bardzo skuteczni z przodu. No i właśnie – dwa gole strzeliliśmy po grze bardziej bezpośredniej i prostej. Trzecia to już było rozklepanie obrony rywala. Dobrze by było, żeby te nasze działania było różnorodne, bo tak naprawdę przeciwnik zawsze będzie z tego tytułu miał więcej problemów.
O Bartku Nowaku nie ma co się rozpisywać, bo znów udowodnił, że jest wybitny.
Mamy ciągle nad czym pracować. Znów straciliśmy bramkę, znów gubiliśmy się w obronie, oprócz tej końcówki. Gdyby Widzew był bardziej ogarnięty i skuteczny, mógł w pierwszej połowie spokojnie prowadzić w tym spotkaniu. A na początku drugiej wyrównać. Skorzystaliśmy mocno z ich indolencji w ofensywie, ale też wykorzystaliśmy do maksimum ich słabość w obronie. W sumie, czy nie na tym polega piłka?
Nadal musimy się nad kilkoma postaciami zastanowić. Pau Resta naprawdę musi się ogarnąć, bo nawet jeśli w większości gra poprawnie, to i tak w każdym meczu zalicza jakieś klopsy.
Ostatnio trener wystawia w pierwszej jedenastce Marcela Wędrychowskiego. Nie sądzę, że zawodnik tę pozycję utrzyma. Niestety po raz kolejny Marcel wypadł słabo – gubił piłkę, źle podawał w dobrych sytuacjach, przewracał się. To niestety nadal nie jest ten poziom, którego byśmy oczekiwali. Nawet jak mu czasem wyjdzie jakiś mecz, to potem popada w dużą – delikatnie mówiąc – przeciętność. W przeciwieństwie do swojego kumpla Kacpra Łukasiaka, który gra coraz lepiej. Kacper jeszcze mógłby się wstrzelić w tę bramkę, bo choć nie jest to jego głównym zadaniem, to prawie w każdym meczu oddaje jakiś strzał. Na pewno dodałoby mu to jeszcze większej pewności siebie. Ale i tak jest naprawdę dobrze.
Ostatecznie GieKSa pokazała, że solą piłki są bramki i to one zadecydowały o zwycięstwie. Do maksimum nasz zespół wykorzystał swoje atuty i słabość przeciwnika.
Dzięki temu zwycięstwu ta cała nieszczęsna Łęczna, gdzieś tam lekko odeszła za mgłę. To jest dokładnie to, o czym pisałem przed meczem. Im będziemy lepiej grać i punktować, tym jakieś wcześniejsze nieudane mecze coraz bardziej będą odchodzić w niepamięć. Piłka przecież nie znosi próżni i naprawdę nietrudno jest pewne rzeczy nadrobić czy nadpisać.
Dlatego po sporej dawce krytyki, jaką dałem po ostatnich dwóch meczach, tym razem chcę powiedzieć, że zespół przysporzył mi naprawdę sporo radości i za sporo rzeczy można naszą ekipę pochwalić.
A że jeszcze dzięki GieKSie Widzew miał się z pyszna – to już miód na moje GieKSiarskie serce.
PS Zapomniałem napisać wcześniej, a nie chce mi się już wplatać w tekst. Decyzja o niepodyktowaniu rzutu karnego po ręce Wiśniewskiego to kuriozum. Domyślam się, że u siedzącego na VAR Szymona Marciniaka to jest żaden argument o chowaniu ręki, tylko pewnie, że piłka najpierw odbiła się od biodra/brzucha, zanim trafiła Wiśnię w rękę. Sytuacja o tyle absurdalna, że to była tak minimalna zmiana toru lotu, że i tak by w tę rękę dostał. A ruch ręką do piłki był i nie zmienia tego fakt, że w ostatnim momencie „niby” tę rękę cofał. Dla mnie to jest ewidentny rzut karny i nie rozumiem, dlaczego Wojciech Myć nie został nawet wezwany do monitora. Znaczy wiem. Szymon Marciniak wie wszystko najlepiej.







































Najnowsze komentarze