Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Sobkowicz z hattrickiem. GieKSa zdemolowała Resovię – przegląd doniesień mass mediów o GieKSie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Piłkarki i piłkarze w trakcie przygotowań do rundy rewanżowej sezonu 2019/20, rozegrali kolejne mecze sparingowe. Wczoraj piłkarki pokonały na wyjeździe drużynę z I ligi Resovię Rzeszów aż 9:0 (7:0). Piłkarze rozegrali również jeden sparing, z przedstawicielem zaplecza ekstraklasy: Podbeskidziem Bielsko-Biała. W tym meczu zanotowano remis 0:0.

W minionym tygodniu siatkarze dwukrotnie wygrali 3:2 (i tym samym zaliczyli kolejne tie-breaki), najpierw na wyjeździe z Treflem Gdańsk oraz w sobotę, w Szopienicach, z Indykpolem AZS-em Olsztyn. Siatkarze na szesnaście spotkań aż jedenaście kończyli po pięciosetowym meczu. Obecnie drużyna zajmuje szóstą lokatę w tabeli Plus Ligi. W rozpoczynającym się tygodniu drużyna rozegra dwa wyjazdowe spotkania: w środę z Asseco Resovią Rzeszów oraz w sobotę z Cuprum Lubin.

Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali trzy spotkania. W wyjazdowym meczu z Cracovią GieKSa musiała uznać wyższość przeciwnika, przegrywając 1:2. W następnym spotkaniu drużyna przegrała po rzutach karnych 2:3 z KH Energią Toruń. Wczoraj hokeiści pokonali na wyjeździe Zagłębie Sosnowiec 6:1.

 

PIŁKA NOŻNA

tylkokobiecyfutbol.pl – Sobkowicz z hattrickiem. GieKSa zdemolowała Resovię

Drugie zwycięstwo w drugim zimowym sparingu zaliczyła katowicka GieKSa. Dziś w Rzeszowie drużyna Witolda Zająca pokonała czołową ekipę Pierwszej Ligi Resovię aż 0:9. Klasycznego hattricka zaliczyła Agata Sobkowicz, a po dublecie dołożyły Dominika Sykorova i Karolina Koch.

Teraz czas na trudniejszy sprawdzian. Już w sobotę 1 lutego GieKSa w Katowicach zagra z Górnikiem Łęczna.

 

sportslaski.pl – Okienko szeroko otwarte. „Kola” wróci do Katowic, Tabiś wyfrunie do I ligi?

Wiele wskazuje na to, że Kamil Bętkowski po 3 latach wróci na Bukową. Lada dzień sprawa jego pozyskania z Gwarka Tarnowskie Góry powinna się wyjaśnić. Wiele wskazuje na to, że „GieKSę” opuści za to Kacper Tabiś. O młodzieżowca pyta I-ligowa Odra Opole.

Bętkowski, który swego czasu został nawet uznany w Katowicach „Odkryciem Roku”, właśnie przy Bukowej stawiał pierwsze kroki w dorosłej karierze. W ekipie ówczesnego I-ligowca rozegrał 18 spotkań, przygodę z piłką musiał jednak kontynuować nieco niżej.

[…] 25-letni pomocnik ostatnie pół roku spędził w Gwarku Tarnowskie Góry, z którego – po pomyślnie zaliczonych testach – wkrótce powinien wrócić do „GieKSy”. – Ta sprawa wyjaśni się w ciągu najbliższych godzin – słyszymy przy Bukowej.

Nieco dłużej mogą potrwać pertraktacje katowiczan z GKS-em z I-ligową Odrą Opole. Ich przedmiotem jest transfer Kacpra Tabisia. Opolanie, po tym jak sprzedali do Jagiellonii Białystok Bartłomieja Wdowika, dysponują gotówką, za którą muszą poszukać brakujących im w kadrze młodzieżowców. Jednym z ich celów jest Tabiś, któremu za pół roku i tak wygasa konktrakt w Katowicach. Wychowanek Sprintu Katowice, który w „dorosłym” Rozwoju Katowice debiutował jeszcze jako 16-latek, wiosną dla drużyny trenera Rafała Góraka rozegrał 12 ligowych spotkań. Za każdym razem pojawiał się na boisku z ławki rezerwowych. W kontekście jego przenosin do Opola w grę wchodzi transfer definitywny.

W środę w Katowicach kontrakt podpisał Maciej Dampc. 24-letni środkowy obrońca został wypożyczony z ekstraklasowego ŁKS-u na najbliższe pół roku. W ciągu ostatnich miesięcy w zespole trenera Kazimierza Moskala nie zagrał ani razu, wcześniej jednak regularnie występował w I-ligowej Bytovii. Klub znalazł sobie tymczasem Daniel Rumin. 22-letni napastnik, który na początku miesiąca otrzymał od GKS-u wolną rękę w poszukiwaniu nowego klubu, do końca obowiązującego go przy Bukowej kontraktu będzie występować – w ramach półrocznego wypożyczenia – w barwach II-ligowej Skry Częstochowa.

 

sportowebeskidy.pl – Abstynencja strzelecka

W swoim trzecim meczu towarzyskim w tym roku zawodnicy Podbeskidzia zmierzyli się z II-ligowym GKS-em Katowice.

Pierwsza część meczu upłynęła pod znakiem niewykorzystanych sytuacji Podbeskidzia oraz dobrej postawy strażnika „świątyni” GKS-u. Szczęścia szukał m.in. Adrian Rakowski, którego strzał okazał się być zbyt lekki, aby zaskoczyć golkipera „GieKSy”. Kilka chwil później ten sam zawodnik znów stanął przed szansą na wpisanie się na listę strzelców. Filip Modelski indywidualną akcję zakończył dograniem do Rakowskiego, a ten przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem rywali. Katowiczanie groźniejszą próbę odnotowali w 19. minucie, lecz fantastyczną interwencją po strzale Adriana Błęda popisał się Martin Polacek.
Po przerwie Krzysztof Brede asygnował do gry wyrastającego na ulubieńców kibiców Podbeskidzia, Mateusza Marca. Pomocnik na początku drugiej połowy nie wykorzystał jednak pojedynku „oko w oko” z bramkarzem GKS-u. Ostatecznie wynik bezbramkowy utrzymał się do ostatniego gwizdka arbitra, choć należy odnotować, że to katowiczanie byli najbliżej objęcia prowadzenie w kolejnych trzech kwadransach. II-ligowcowi na przeszkodzie do zdobycia bramki stanęła jednak poprzeczka.

 

dziennikzachodni.pl – Nowy stadion GKS Katowice: W TVP pokazali „układ” – z dedykacją dla Marcina Krupy [KOMENTARZ]

Magazyn śledczy Anity Gargas (TVP 1) tym razem poświęcono budowie nowego stadionu GKS Katowice. Czwartkowy program od kilku dni promowano w mediach społecznościowych dopiskiem #układ, sugerującym, że sprawa inwestycji kryje za sobą tajemniczy spisek. Po obejrzeniu programu trudno uciec od wrażenia, że powstał on tylko po to, by PiS pokazał prezydentowi Marcinowi Krupie, że pamięta jego poparcie dla Bronisława Komorowskiego.

„Jakie to miasto?” – zawiesiła głos Anita Gargas po dramatycznym wstępie do swojego Magazynu Śledczego, który postanowiła poświęcić budowie nowego stadionu GKS-u Katowice. I tak miało być aż do końca: forma przerastała treść, a plątanina nieścisłości, jednostronnych wypowiedzi, starannego omijania niewygodnych faktów, niezliczonych niezwiązanych ze sprawą dygresji oraz obrazu wyjątkowo amatorskiej próby zdobycia komentarza od firmy architektonicznej budził u widzów oczywiste pytanie „o co w tym wszystkim właściwie chodzi?”. Odpowiedź padła znienacka, sprytnie ukryta w jednym z pobocznych wątków.
– Były i obecny prezydent Katowic przed laty wspierali w kampanii Bronisława Komorowskiego – przypomniano dobitnie, aczkolwiek konia z rzędem temu, kto powiązałby to w jakikolwiek sposób ze stadionem GKS-u.

I wtedy właśnie nastąpiła jasność. Można mieć podejrzenie graniczące z pewnością, że cały program powstał wyłącznie w ramach gry politycznej i był dedykowany tylko Marcinowi Krupie.

 

Eksperymenty nie zadziałały. Podbeskidzie remisuje w sparingu z GKS-em Katowice

W sobotnim sparingu rozegranym na „Górce” w Bielsku-Białej Podbeskidzie bezbramkowo zremisowało z GKS-em Katowice. Trener Krzysztof Brede wykonał kilka eksperymentalnych zmian w składzie, ale mimo przewagi gospodarze nie zdołali pokonać drugoligowca z Bukowej.

W pierwszej połowie zaznaczyła się przewaga Podbeskidzia. Bielszczanie rozpoczęli sparing w swoim optymalnym w składzie, z Jakubem Bierońskim w środku pola, który w obliczu kontuzji Konrada Sierackiego i Tomasza Nowaka może wiosną otrzymać więcej szans na grę w lidze.

[…] Przed przerwą najlepsze okazje na gola mieli Adrian Rakowski, Karol Danielak i Bartosz Jaroch. W bramce GKS-u świetnie spisywał się jednak Bartosz Mrozek – najpierw wygrał pojedynek jeden na jeden z Rakowskim, a później w jednej akcji wybronił dwa silne uderzenia Danielaka i Jarocha. Goście mieli w pierwszej połowie jedną okazję – z uderzeniem Adriana Błąda z dystansu poradził sobie jednak Martin Polaček.

[…] GKS w drugiej połowie miał kilka dobrych momentów, starał się wykorzystać niepewność w obronie Górali, a najbardziej efektowną akcją popisał się Kamil Bętkowski. 25-letni pomocnik z Gwarka Tarnowskie Góry, który dzień wcześniej podpisał kontrakt z klubem z Katowic, przeprowadził szarżę prawą stroną i huknął w poprzeczkę bramki Górali.

Dla GKS-u sparing z Podbeskidziem zakończył pierwszą fazę okresu przygotowawczego. W poniedziałek katowiczanie wybiorą na drugie tej zimy, tygodniowe zgrupowanie w Wałbrzychu, gdzie zmierzą się ze Ślęzą Wrocław, Stalą Brzeg i Chrobrym Głogów.

 

sportdziennik.com – Prezydent niezadowolony z materiału o stadionie

TVP wyemitowała program, którego tematyką były m.in. kontrowersje wokół budowy stadionu w Katowicach. Przełomowych informacji – nadal brak. Marcin Krupa nie wyklucza podjęcia kroków prawnych wobec telewizji.

[…] Materiał tak naprawdę wnosi do sprawy niewiele nowego; a w kontekście stricte stadionu – praktycznie nic ponad to, o czym w „Sporcie” już pisaliśmy, czyli sporze miasta z projektującą obiekt firmą RS Architekci. Na antenie TVP wypowiedziało się wiele osób z różnych katowickich środowisk, polityków, wiceprezydent Waldemar Bojarun, ale jak zaznaczono – żaden z radnych Forum Samorządowego Marcina Krupy.

Ciekawostką jest, iż prezydentowi wypomniano, że… w 2014 roku w kampanii prezydenckiej wspierał Bronisława Komorowskiego.

Wczoraj Marcin Krupa opublikował oświadczenie: „Na antenie TVP1 wyemitowany został program <<śledczy>> Anity Gargas. W wielowątkowym materiale, który rzekomo dotyczył budowy stadionu miejskiego, padło wiele nieprawdziwych informacji. (…) Z przykrością stwierdzam, że znając format tego programu, nie jestem zaskoczony takimi metodami działania i zakłamywania rzeczywistości. Już wczoraj w nocy otrzymałem wiele głosów m.in. od mieszkańców, samorządowców i dziennikarzy z naszego regionu, którzy są oburzeni tak skandalicznym przedstawieniem Katowic. Nie ma mojej zgody na naruszanie dobrego imienia miasta. Dlatego w trosce o dobry wizerunek Katowic, dokonamy wnikliwej analizy materiału, by następnie podjąć w tej sprawie wszelkie możliwe kroki prawne, o których będę Państwa informował” – napisał prezydent Krupa.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Wiele zwrotów akcji w Gdańsku i wygrana GKS-u

Tie-breakiem zakończyło się spotkanie 16. kolejki PlusLigi rozegrane w Gdańsku. Miejscowy Trefl musiał w pierwszych dwóch setach uznać wyższość GKS-u Katowice, a następnie przejął pałeczkę i wygrał kolejne dwie partie. Set decydujący również miał dwie odsłony. Jako pierwsi do głosu doszli katowiczanie, którzy prowadzili bardzo pewnie. W połowie seta miejscowi dogonili wynik, prowadzenie co rusz zmieniało strony boiska, a finalnie ostatnie słowo należało do GKS-u, który wygrał zaciętą końcówkę, zamykając mecz asem serwisowym.

[…] Początek meczu należał do katowiczan, którzy po kontrze Wiktora Musiała odskoczyli od rywali na dwa oczka. Jednak blok na Kamilu Kwasowskim dał gospodarzom remis. W kolejnych minutach oba zespoły grały zrywami.

[…] W końcówce jednak więcej zimnej krwi zachowali przyjezdni, a pomyłka w ataku rywali pozwoliła im przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę (26:24).

W pierwszej fazie drugiej odsłony obie drużyny szły łeb w łeb, lecz po udanej kontrze Rafała Szymury to katowiczanie zaczęli przejmować inicjatywę na boisku. Wprawdzie po asie serwisowym Pablo Crera podopieczni Michała Winiarskiego na chwilę wrócili do gry, ale blok gości w połączeniu z punktową zagrywką Jana Nowakowskiego spowodowały, że obie ekipy dzieliły już trzy oczka (14:11). Po ataku ze środka Miłosza Zniszczoła przewaga katowiczan wzrosła do pięciu punktów, ale ich błędy i dobra gra Filipiaka pozwoliły Treflowi odrobić część strat. Po kontrze Rubena Schotta gdańszczanie przegrywali tylko 19:21, ale ich błędy przybliżały do sukcesu GKS. Ostatecznie po skutecznej akcji Kwasowskiego przyjezdni triumfowali w drugim secie 25:21.

Trzecia partia zaczęła się lepiej dla gospodarzy, którzy po błędzie Nowakowskiego wyszli na dwupunktowe prowadzenie. Goście na moment wrócili do gry, ale zaczęli popełniać błędy, a czapa na Kwasowskim dała gdańszczanom trzypunktową nadwyżkę.

[…] Czwarty set zaczął się od walki cios za cios, ale ponownie jako pierwsi inicjatywę na boisku zaczęli przejmować podopieczni trenera Winiarskiego, którzy po asie serwisowym Janikowskiego odskoczyli od rywali na dwa oczka.

[…] Pojedyncze udane zagrania Jana Firleja i Musiała to było za mało, aby poderwać gości do gry, a Trefl był coraz bliżej tie-breaka. W końcówce przypomniał o sobie Filipiak, a czapa na Musiale doprowadziła do piątej partii (25:19).

Tie-breaka lepiej zaczęli goście, którzy po kontrze Kwasowskiego zaczęli budować swoją nadwyżkę. Swoje akcje kończyli też Musiał i Szymura, a GKS zyskał cztery oczka przewagi. Filipiak próbował poderwać Trefla do walki, ale przy zmianie stron katowiczanie wciąż mieli przewagę (8:6). Ale gospodarze nie dawali za wygraną i po kontrze Schotta doprowadzili do remisu. Im bliżej końca meczu, tym było więcej emocji. Losy spotkania rozstrzygnęły się po walce na przewagi. W niej więcej zimnej krwi zachowali przyjezdni, którzy po asie serwisowym Kwasowskiego postawili kropkę nad „i” (21:19).

MVP: Jan Firlej

Trefl Gdańsk – GKS Katowice 2:3 (24:26, 21:25, 25:22, 25:19, 19:21)

 

sportdziennik.com – Zwycięski tie-break!

[…] Goście w I secie udowodnili, że wcale nie przyjechali do Katowic na wycieczkę, choć początek mieli mizerny. Jednak w ważnym momencie zaliczyli trzy udane akcje i wyszli na prowadzenie 19:16. Gospodarze mimo usilnych starań już tych strat nie odrobili. Gospodarze nieźle przyjmowali, ale nie przełożyło się to na skuteczność ataku i to była przyczyna porażki w tej odsłonie.

W II secie było wiele emocji, ale – jak na ironię – „GieKSiarze” sobie je zafundowali. Prowadzili 22:18 i wydawało się, że wszystko będą mieli pod kontrolą. Po akcji Wiktora Musiała było już 24:22, przyjezdni doprowadzili do remisu. A potem po bloku Robberta Andringi nawet objęli prowadzenie 26:25. Do remisu doprowadził Kamil Kwasowski, a Zniszczoł zdobył punkt zagrywką. Przy kolejnej, czwartej piłce setowej dobrze grający Żaliński posłał piłkę w aut.

Wydawało się, że po takich emocjach kolejne są gwarantowane. A tymczasem gospodarze mocno zmobilizowani od początku objęli prowadzenie, a potem je systematycznie powiększali. Prowadzili 18:10 oraz 20:12 i już nic nie mogło się stać. Wprawdzie w końcówce goście zdobyli kilka punktów, ale nie miały wpływu na rezultat tej odsłony. A w kolejnej kibice nie mieli prawo się nudzić. Wprawdzie goście 32:21, ale Zniszczoł brawurowymi atakami ze środka doprowadził do remisu. Jednak chwilę potem gospodarze dwa razy posłali piłkę w aut i jedenasty (!) tie-break, stał się faktem! A w nim było wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji. Goście prowadzili 5:2, ale nastąpił zwrot akcji i gospodarze wyszli na prowadzenie 10:8. Po akcji Jana Nowakowskiego GKS zdobył decydujący punkt i zaczął świętować wygraną. A tymczasem sędziowie po wideoweryfikacji odwołali i zaczęły się targi. Jedni i drudzy obstawali przy swoich racjach. W końcu siatkarze wyszli na parkiet i znów Nowakowski popisał się silnym zbiciem i zapewnił dwa punkty zespołowi.

GKS Katowice – Indykpol AZS Olsztyn 3:2 (22:25, 28:26, 25:17, 23:25, 15:11)

 

HOKEJ

hokej.net – Trzy punkty zostają przy Siedleckiego 

Hokeiści Comarch Cracovii pokonali GKS Katowice i zbliżyli się do wtorkowego rywala na pięć punktów w tabeli. Decydującego gola w 54 minucie zdobył Ondrej Mikula.

Comarch Cracovia – GKS Katowice 2:1 (1:0, 0:0, 1:1)

 

Niespodzianka w „Satelicie”. Spěšný zatrzymał katowiczan

Hokeiści KH Energi Toruń pokonali na wyjeździe GKS Katowice 3:2 po rzutach karnych. Spore cegiełki do tego zwycięstwa dołożyli Patrik Spěšný, który obronił 58 strzałów oraz debiutujący w barwach „Stalowych Pierników” Michaił Jesajan. Rosyjski napastnik miał udział przy dwóch bramkach zdobytych przez swój zespół.

GKS Katowice – KH Energa Toruń 2:3 k. (1:1, 1:0, 0:1, d. 0:0, k. 0:2)

 

dziennikzachodni.pl – Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 1:6. Smutek fanów gospodarzy

Hokeiści Zagłębia Sosnowiec jako pierwsi strzelili gola w meczu z GKS Katowice. Goście odpowiedzieli sześcioma trafieniami i awansowali w tabeli na czwarte miejsce.

[…] Hokeiści GKS Katowice walczą o jak najwyższe miejsce przed rundą play off. Po zwycięstwie w Sosnowcu nad Zagłębiem awansowali na czwarte miejsce w tabeli.

GKS w tym sezonie jeszcze na Stadionie Zimowym nie wygrał. Teraz do składu katowiczan wrócił Grzegorz Pasiut, ale nadal nie było chorych Juuso Salmiego i Oskara Jaśkiewicza (choroba) oraz kontuzjowanego Oskara Krawczyka. Sosnowiczanie chcieli te osłabienia wykorzystać i szybko objęli prowadzenie.

Radość kibiców Zagłębia była uzasadniona, ale trwała krótko. GKS przejął inicjatywę, ale do końca inauguracyjnej tercji na tablicy wyników pozostał remis.

W kolejnych odsłonach goście dominowali jednak na lodzie imponując skutecznością. Fani gospodarzy już po drugiej tercji byli pogodzeni z porażką, ale do końca dopingowali swój zespół.

Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 1:6 (1:1, 0:3, 0:2)

 

infokatowice.pl – GieKSa wzmacnia defensywę

33-letni Mathias Porseland podpisał kontrakt z GKS-em Katowice. Szwedzki obrońca rozpoczynał karierę z klubie Frolunda z Goteborga. Następnie występował w Bofors IK i Rogle BK. Później reprezentował kluby z Finlandii, Czech i Rosji. Porseland ma na koncie ponad 100 występów w słynnej lidze KHL w barwach HC Lev Praga, Admirała Władywostok oraz Vityaz Podolsk.

– Chciałbym zapewnić kibiców, że już od listopada pracujemy nad pozyskaniem do drużyny nowych zawodników w celu wzmocnienia zespołu, a nie jedynie uzupełnienia składu. Przeprowadziliśmy dziesiątki rozmów z agentami i zawodnikami. Pierwszy kontakt z naszym nowym zawodnikiem nawiązaliśmy przed świętami Bożego Narodzenia. Porseland dysponuje dobrymi warunkami fizycznymi. Jest bardzo dobry z krążkiem, dysponuje dobrym strzałem z niebieskiej linii i na pewno wzmocni nasze akcje ofensywne. W szybkiej aklimatyzacji w zespole pomoże mu obecność rodaka Robina Rahma w bramce oraz Jaakko Turtiainena, z którym grał przez cztery sezony w fińskim klubie HPK. Czasu do końca okna transferowego pozostało niewiele, jednak planujemy jeszcze zwiększyć siłę naszego zespołu przed najważniejszą częścią sezonu – mówi Wojciech Tkacz, dyrektor sportowy GKS-u Katowice.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Projekt GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.

Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.

Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.

Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.

Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.

Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są  naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.

Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.

Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.

Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.

Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.

Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.

W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.

Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.

Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.

Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.

Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.

A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.

GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.

Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.

Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.

Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.

Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.

W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.

Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.

Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.

Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.

Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.

Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Felieton o Zagłębiu Lubin

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.

Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.

Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.

Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.

We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.

Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.

Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.

I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.

W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.

Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…

Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.

Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.

Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.

Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.

Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.

Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga