Felietony Piłka nożna
Retro Szpil: GieKSa w Glasgow
Niestety ze względu na panującą pandemię koronawirusa w dalszym ciągu zmuszeni jesteśmy czekać na powrót do normalnego życia, a co za tym idzie także na emocje związane z piłką nożną. Myślę, że dobrym sposobem na przetrwanie tego trudnego dla nas wszystkich czasu będzie swego rodzaju powrót do przeszłości.
Cofnijmy się zatem do września 1988 roku, kiedy to GieKSa dzięki wywalczeniu wicemistrzostwa Polski w sezonie 87/88 zdobyła przepustkę do gry w Pucharze UEFA. Była to dla nas czwarta szansa w historii by zaprezentować się na arenie międzynarodowej. W tamtym okresie w rozgrywkach o Puchar UEFA brały udział w sumie tylko 64 drużyny i nawet te z najlepszych lig na starym kontynencie musiały zaczynać zmagania już od pierwszej rundy. Z tego powodu już na starcie można było wylosować takie marki jak: AS Roma, Bayern Monachium, Inter Mediolan, Juventus Turyn, Ajax Amsterdam, Atletico Madryt czy Napoli z samym Diego Armando Maradoną w składzie. Dla nas los był jednak trochę bardziej łaskawy i przydzielił nam najbardziej utytułowany szkocki klub Glasgow Rangers.
Zespół naszych rywali był wtedy prowadzony przez grającego managera Graema Sounessa. Szkot trafił do Rangersów 8 kwietnia 1986 z Sampdorii Genua za 300 tysięcy funtów z misją przywrócenia dawnego blasku klubu z Ibrox. Rozpoczął się wówczas okres nazywany w historii klubu z Glasgow „The Souness Revolution”. Rangersi po 9 latach posuchy i braku mistrzowskiego tytułu już w pierwszym sezonie pod wodzą Sounessa triumfowali w Scottish Premier Division. Sezon 87/88 okazał się już jednak mniej udany dla szkockiego managera i jego podopiecznych co poskutkowało zajęciem dopiero 3 miejsca w ligowej tabeli.
O sile zespołu Graema Sounessa stanowili wtedy przede wszystkim sprowadzeni przez niego Anglicy. Do tej grupy należeli, chociażby tacy zawodnicy jak obrońca Terry Butcher z Ipswich Town czy bramkarz Chris Woods z Norwich City. Oboje byli etatowymi reprezentantami swojego kraju. Do transferów angielskich zawodników do szkockiego zespołu z pewnością jednak by nie doszło, gdyby nie fakt, że angielskie kluby były zawieszone w występach w europejskich pucharach na okres pięciu lat za wydarzenia z Heysel z 1985 roku.
Niekwestionowaną gwiazdą zespołu był jednak szkocki napastnik Ally McCoist. Prawdziwa maszynka do zdobywania goli. Sezon poprzedzający rywalizację Rangersów z GieKSą zakończył z 42 golami zdobytymi we wszystkich rozgrywkach.
Dla Graema Sounessa i jego zawodników rywalizacja z GKS-em Katowice nie była pierwszą okazją do wizyty na Górnym Śląsku. Sezon wcześniej los przydzielił im w drugiej rundzie Pucharu Mistrzów zespół Górnika Zabrze. Szkoci po zwycięstwie u siebie 3:1, zremisowali w Zabrzu 1:1, co pozwoliło im przejść dalej. Dwa gole dla „The Gers” w dwumeczu z Górnikiem zdobył wyżej wymieniony przeze mnie supersnajper Ally McCoist.
Manager Rangersów w wywiadzie dla klubowych mediów w takich oto słowach wypowiadał się na temat nadchodzącej rywalizacji w pierwszej rundzie Pucharu UEFA z GieKSą:
”Rozpoczynamy naszą drogę do chwały przeciwko mało znanemu GKS-owi Katowice, stosunkowo młodemu klubowi jak na Europejskie warunki. To zadziwiające, że wylosowaliśmy po raz czwarty z rzędu zespół z Europy Wschodniej (sezon wcześniej Rangersi trafiali na Dynamo Kijów, Górnik Zabrze i Steaua Bukareszt), ale oczywiście akceptujemy to. Walter Smith (asystent Sunessa) widział GKS w akcji i z jego raportu wynika, że nie powinniśmy lekceważyć polskiego zespołu. Mogą nie być rozpoznawalną marką na Europejskiej scenie, ale nie ma już dziś łatwych spotkań w pucharach”.
Jak widać teoria o tym, że w Europie nie ma już słabych drużyn była już także powtarzana ponad 30 lat temu. Mimo wszystko Szkoci podchodzili do rywalizacji z GieKSą bardzo poważnie i nie było mowy o lekceważeniu ekipy prowadzonej przez Władysława Żmudę.
Dla Graema Sounessa i Władysława Żmudy ta rywalizacja miała również dodatkowy smaczek. Była to okazja dla tego pierwszego do wzięcia rewanżu za porażkę z 1983 roku w ćwierćfinale Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. Prowadzony wtedy przez Żmudę Widzew Łódź pokonał 4:3 (2:0,2:3) w dwumeczu Liverpool z Sounessem w składzie.
Mecz sprzed pięciu lat nie umknął uwadze także szkockiej prasie, która zapowiadała potyczkę na Ibrox jako osobisty rewanż Graema Sounessa.
.Dzień wcześniej dziennikarze z „Evening Times” poświęcili także na swoich łamach trochę uwagi GieKSie umieszczając artykuł zatytułowany „Polacy przylatują z ostrzeżeniem”. Zaraz po przylocie naszego zespołu do Glasgow, dziennikarze wypytali ówczesnego szkoleniowca GKS-u o jego odczucia przed zbliżającym się spotkaniem oraz o jego opinię na temat Rangersów.
Władysław Żmuda –„Jesteśmy zdeterminowani, by wywieźć stąd dobry rezultat z powrotem do Polski i jesteśmy w stanie to zrobić… Wiem wszystko o formie Rangersów, ale my także gramy bardzo dobrze i jesteśmy liderem naszej ligi po pierwszych sześciu spotkaniach z 11 punktami na koncie”
”Przyjechaliśmy tutaj w optymistycznym nastroju i jesteśmy pewni, że wrócimy do domu co najmniej z remisem, który da nam realną szansę w drugim meczu”
Żmuda skomentował także możliwą absencję z powodu kontuzji najlepszego strzelca Rangersów McCoista oraz defensywę rywala:
”McCoist jest bardzo dobrym strzelcem i jeśli nie zagra, będzie to korzyścią dla nas… ale wiem również, że obrona Rangersów będzie trudna do przełamania. Podziwiam Terry’ego Butchera”
.Zdecydowanie więcej miejsca GieKSie poświęcił natomiast „Rangers Matchday Magazine”, w którym umieszczono opisy zawodników oraz przybliżono historię klubu.
“Nowicjusze na Europejskiej scenie piłkarskiej” – tak Szkoci zatytułowali tekst w gazetce meczowej, który miał przedstawić ich kibicom sylwetkę GieKSy.
.Klub nie tylko został utworzony dla piłki nożnej, ale uruchomiono także sekcje hokeja na lodzie, szermierki i zapasów. Mieszkańcy Katowic stolicy Śląska byli niezadowoleni z sukcesów klubów z mniejszych miast w regionie takich jak Zabrze, Chorzów, Bytom i Sosnowiec. Pragnęli silnej drużyny zlokalizowanej w największym mieście w regionie i GKS przeszedł długą drogę w krótkim odstępie czasu, by im to zapewnić.
Grali na szczeblu pierwszej ligi Polskiej w latach 1966 – 1971, 1978 – 1980 oraz nieprzerwanie od 1983 roku, a swój debiut w Europejskich pucharach zaliczyli w sezonie 1970-71 w Pucharze Miast Targowych. Dość pechowo wylosowali w pierwszej rundzie FC Barcelonę, ale pokazali się z dobrej strony, przegrywając jedynie 4:2 w dwumeczu. Jednakże przez kolejne 16 lat kibice GKS-u nie doświadczyli Europejskich Pucharów. Katowiczanie zakwalifikowali się do nich w wielkim stylu, kiedy to zdobyli ich pierwszy i jak dotąd jedyny tytuł wygrywając Puchar Polski w sezonie 1985-86. Rok wcześniej w finale po rzutach karnych ulegli Widzewowi Łódź, ale za drugim razem byli nie omylni. Oszołomili całą piłkarską piłkę, pokonując lokalnego rywala Górnika Zabrze aż 4:1. W pierwszej rundzie Pucharu Zdobywców Pucharów pokonali w dwumeczu Islandzki Fram Reykjavik 4:0, ale w kolejnej rundzie odpadli ze Szwajcarskim Sionem po przegranej 2:5 w ogólnym rozrachunku. W kolejnym sezonie (86-87) GKS ponownie doszedł do finału Pucharu Polski, w którym przegrał ze Śląskiem Wrocław, ale dzięki wysokiej lokacie w ligowej tabeli zakwalifikował się do rozgrywek Pucharu UEFA. Ponownie jednak ich przygoda w pucharach była krótka, bo już w pierwszej rundzie odpadli z rumuńskim Sportul Studentesc po porażce 3:1 w dwumeczu.
Władysław Żmuda to trener GKS-u, notujący dobre wyniki w Polskim futbolu, dwukrotnie zdobywał tytuł mistrzowski, prowadząc Widzew Łódź. Swoją piłkarską karierę rozpoczynał w małym klubie Slavia Nowa Ruda, ale sławę zyskał, dopiero kiedy przeniósł się do Śląska Wrocław, dla którego ogromnie się zasłużył.
Zawiesił buty na kołku w wieku 32 lat i dołączył do sztabu szkoleniowego Śląska Wrocław, z którego później trafił do Górnika Zabrze, gdzie wygrał Drugą Ligę Polską. Zaliczył także krótki pobyt w GKS-ie, zanim odszedł do Widzewa, z którym święcił mistrzowskie tryumfy. Doprowadził także Widzew do półfinału Pucharu Mistrzów w sezonie 198-83, pokonując w ćwierćfinale Liverpool mający w swoim składzie Graema Sounessa. Żmuda miał jeszcze krótki epizod w Ruchu Chorzów, zanim ponownie trafił do GKS-u Katowice. W ubiegłym sezonie doprowadził GKS do najlepszej lokaty w historii, plasując się na drugim miejscu w Polskiej lidze. Jest zdeterminowany, by zdobyć z klubem ich pierwszy mistrzowski tytuł. Rozpoczął świetnie tegoroczny sezon od 5 meczów bez porażki i lideruje w tabeli wspólnie z Górnikiem Zabrze i Ruchem Chorzów. Bardzo przyjemne dla fanów GKS-u było z pewnością zwycięstwo 3-2 w pierwszym derbowym meczu tego sezonu przeciwko Górnikowi. Klub posiada stadion o pojemności 20 tysięcy przechodzący obecnie rekonstrukcję, dzięki której obiekt będzie posiadał wszystkie miejsca siedzące i zostanie jednym z najnowocześniejszych w Polsce. Rangersi mecz rewanżowy rozegrają jednak w pobliżu, bo na Stadionie Śląskim o pojemności około 90 tysięcy, położonym pomiędzy Chorzowem i Katowicami.”
Po całkiem fajnym opisie naszego klubu scharakteryzowani zostali wszyscy zawodnicy:
„Janusz Jojko (Bramkarz) – 28 lat. 1 mecz w kadrze. Rozpoczynał swoją karierę w lokalnej drużynie Chorzowiance zanim przeniósł się do pierwszoligowego Ruchu Chorzów. Dwa lata temu odszedł okryty hańbą po tym jak wrzucił piłkę do swojej bramki w meczu decydującym o spadku Ruchu do drugiej ligi. Został przechwycony przez GKS, a rok temu zadebiutował w reprezentacji w meczu przeciwko Finlandii.
Marek Biegun (Obrońca) – 29 lat. 1 mecz w kadrze. Pozyskany z Zagłębia Lubin w 1980 roku. Jest filarem defensywy GKS-u, lubi iść do przodu kiedy nadarzy się ku temu okazja.
Jerzy Kapias (Obrońca) – 30 lat. Ofensywnie grający boczny obrońca. Kapias zyskał rozgłos w Pierwszej lidze dzięki Ruchowi Chorzów skąd odszedł do Górnika Mysłowice, z którego pozyskał go GKS.
Piotr Nazimek (Obrońca) – 25 lat. Swoją karierę rozpoczynał w Orle Piaski zanim przyciągnął uwagę większych klubów i trafił do Cracovii. GKS ściągnął o siebie tego bocznego obrońcę w 1984 roku.
Piotr Piekarczyk (Obrońca) – 29 lat. Zaczynał w Górniku Czerwionka skąd przeszedł do ROW-u Rybnik. GKS zakontraktował go w 1982 roku i jest on niezwykle ważny dla klubu.
Robert Razakowski (Obrońca) – 19 lat. Melodia przyszłości. Razakowki przyszedł z Rakowa Częstochowa w 1986 roku, a w ostatnim sezonie powoływany był do młodzieżowej reprezentacji Polski.
Jerzy Wijas (Obrońca) – 29 lat. 12 meczów w kadrze. Jest to jego drugi pobyt w GKS-ie. Wijas jest jednym z najlepszych libero w Polskiej Lidze. Reprezentant kraju rozpoczynał swoją karierę w Górniku 09, później trafił do GKS-u skąd przeszedł do Widzewa Łódź gdzie zyskał sławę. Wrócił do Katowic po krótkim epizodzie w LZS Czarne.
Wiktor Morcinek (Pomocnik) – 27 lat. Dla niego to także drugi pobyt w GKS-ie. Marcinek świętował wczoraj swoje urodziny. Do Katowic wrócił tego lata z występującego w drugiej lidze Piasta Gliwce i służby wojskowej.
Janusz Nawrocki (Pomocnik) – 26 lat. Zakontraktowany z Wisły Kraków dwa lata temu, szybko stając się jednym z najpewniejszych punktów w składzie GKS-u.
Andrzej Rudy (Pomocnik) – 22 lata. 8 meczów w kadrze. GKS wywołał sensację sprowadzając tego lata utalentowanego reprezentanta ze Śląska Wrocław za rekordową kwotę 50 milionów złotych. Niski ale dynamiczny zawodnik. Rudy uwielbia znajdować się w centrum wydarzeń na boisku i GKS wierzy, że poprowadzi ich do sukcesów w tym sezonie.
Mirosław Kubisztal (Pomocnik) – 25 lat. Odkryty przez miejscowy klub Unię Tarnów, trafiał na coraz wyższe ligowe szczeble ostatecznie trafiając do GKS-u z Cracovii w 1984 roku. Szybko zadomowiając się w pierwszej drużynie.
Krzysztof Walczak (Pomocnik) – 25 lat. Trafił do klubu przed sezonem z Polonii Bytom. Walczak debiutował w lidze w barwach Ruchu Chorzów w 1981 roku. Były reprezentant młodzieżowy szukający spełnienia pokładanych w nim wcześniej nadziei.
Jan Furtok (Napastnik) – 26 lat. 14 meczów w kadrze. Najdłużej reprezentujący klub zawodnik sprowadzony 11 lat temu z amatorskiego MK Katowice. Został najlepszym strzelcem zespołu w ostatnim sezonie z 18 golami na koncie. Był uczestnikiem Mistrzostw Świata w Meksyku 2 lata temu. Wielu uważa, ze jest u szczytu swojej kariery.
Marek Koniarek (Napstnik) – 26 lat. 2 mecze w kadrze. Obecnie zmaga się z kontuzją i walczy by być w pełni sprawny na mecze przeciwko Rangers. Przyszedł z Szombierek Bytom, a swój reprezentacyjny debiut zaliczył w 1986 roku z Irlandią, w którym zdobył nawet bramkę.
Dariusz Rzeźniczek (Napastnik) – 20 lat. Bardzo obiecujący młody napastnik, który już ustatkował swoją pozycję w pierwszej drużynie reprezentacji Polski do lat 21. Pozyskany ze Stadionu Śląskiego w 1987 roku.”
Wieczór na Ibrox
Mecz na Ibrox oglądało ponad 40 tysięcy widzów, którzy mogli być mocno zaniepokojeni postawą swoich zawodników w pierwszej połowie spotkania. Gospodarze nie potrafili sforsować solidnej obrony GKS-u, a co gorsza przytrafiało im się także nadziewać na kontrataki. Właśnie po jednym z takich szybkich ofensywnych wypadów bardzo bliski szczęścia był Jan Furtok. Niestety piłkę zmierzającą po jego strzale do pustej bramki zdołał ostatecznie wybić sprzed linii bramkowej Gary Stevens. W drugiej części spotkania GieKSa w dalszym ciągu dzielnie się broniła, ale ataki gospodarzy były coraz groźniejsze. Zwłaszcza stałe fragmenty sprawiały, że raz po raz kotłowało się pod bramką Janusza Jojki. Najpierw po jednym z dośrodkowań z rzutu wolnego piłka po strzale głową Johna Browna trafiła w poprzeczkę, a kilka chwil później po dalekim wrzucie z autu w pole karne przez Stevensa, GKS przed utratą bramki uratowała tylko ofiarna postawa obrońców.
W 73. minucie Rangersi wykonywali już swój dziewiąty rzut rożny w tym spotkaniu, po którym niestety uśmiechnęło się do nich szczęście. Najprzytomniej w polu karnym GieKSy zachował się Walters, który z kilku metrów wpakował piłkę do siatki obok bezradnego Jojki. W samej końcówce kapitalna interwencja bramkarza GKS-u po strzale Kevina Drinkella uchroniła katowiczan przed jeszcze wyższą porażką.
Mecz zakończył się zwycięstwem Glasgow Rangers 1:0, ale zawodnicy GieKSy nie mieli się czego wstydzić. Uzyskany wynik w dalszym ciągu dawał nadzieję na wyeliminowanie Szkotów i awans do kolejnej rundy Pucharu UEFA.
Skrót:
Szkockie media zwróciły uwagę, w relacji pomeczowej, że słaba gra Rangersów w pierwszej połowie spotkania mogła ich sporo kosztować. Według ich oceny zespół Graema Sounessa stać na wiele lepszą grę i nie mogą być zadowoleni z osiągniętego końcowego rezultatu. Jednak mimo wszystko dziennikarze znaleźli także plusy w występie podopiecznych Sounessa. Największym z nich było oczywiście zachowanie czystego konta w tym spotkaniu, które miało mieć znaczący wpływ na wynik całego dwumeczu. Drugim pozytywnym aspektem w ich ocenie był występ Marka Waltersa, zastępującego kontuzjowanego McCoista. Jego gola z 73. minuty porównywano do magicznego dotknięcia, które pozwoliło Rangersom utrzymać się na powierzchni w rywalizacji z Polakami.
Podsumowując nie była to dla fanów “The Gers” niezapomniana noc z Europejskimi Pucharami, a przy lepszej skuteczności zawodników GieKSy mogła skończyć się dla nich jeszcze gorzej…
Na zakończenie dwie ciekawostki związane z meczem w Glasgow.
„The Katowice Vase”
W muzeum klubowym Glasgow Rangers do dziś można podziwiać okolicznościową wazę wykonaną z węgla, podarowaną przez nasz klub Szkotom przed pierwszym meczem na Ibrox.
Opis katowickiego prezentu można także przeczytać na stronie gersnet.co.uk
Latająca torba medyczna
Z meczu w Glasgow do dziś wśród kibiców “The Gers” wspominana jest jedna sytuacja, która wydarzyła się w drugiej połowie tamtej rywalizacji.
Obrońca Rangersów John Brown, kompletnie stracił panowanie nad sobą, gdy kolejny z zawodników GieKSy padł na murawę i oczekiwał na pomoc medyczną. Defensor zabrał wtedy torbę z zaopatrzeniem medycznym jednemu z lekarzy i rzucił nią w kierunku leżącego na murawie Krzysztofa Walczaka. Torba po uderzeniu w murawę otworzyła się i wypadła z niej niemal cała zawartość.
Na forach kibiców Glasgow Rangers ta sytuacja jest oceniana jako jedna z najśmieszniejszych, jaka miała miejsce w historii gier ich klubu w Europejskich Pucharach. Jeden z użytkowników słusznie zauważył jednak, że gdyby do podobnej sytuacji doszło dziś, John Brown został by z automatu ukarany czerwoną kartką i zawieszeniem na wiele spotkań. Poniżej wstawiam dwa wpisy o tej sytuacji z dwóch różnych forów kibiców „The Gers”
Całą sytuacja nie przeszła uwadze także w mediach. W wyżej wstawionym przeze mnie skanie ze szkockiej gazety z relacją pomeczową, również możemy przeczytać wzmiankę o tym incydencie.
Na koniec chciałbym podziękować wszystkim, którzy doczytali ten tekst do końca i życzyć dużo zdrowia w tym trudnym dla nas aktualnie czasie.
Felietony Piłka nożna
Dokąd zmierzacie Szoszoni?
Po 23 latach GKS Katowice wraca do Europy. Niezwykłym faktem jest to, że trafiając na tak bliskiego geograficznie rywala jak MŠK Žilina, GieKSa zagra w pucharach z przeciwnikiem oddalonym zaledwie jedną czwartą odległości od miejsca, w którym te puchary drużyna sobie w lidze zapewniła. Jeśli Baltika Kaliningrad nie wywalczyła kiedyś pucharów w ostatniej serii gier z Łucz Energią Władywostok, to zapewne próżno szukać takiej sytuacji w annałach europejskiej piłki.
W lidze wyjazd 150 kilometrów kwalifikujemy jako nie najbliższy, ale bliski. Przecież to mniej niż choćby do Wrocławia, a przecież tam to jest szast prast i jest się na miejscu. Tak więc logistycznie wypadło dla GKS idealnie – brak konieczności lotu, a i dla kibica jest to wycieczka bardzo łatwa. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie przekraczać granice w Zwardoniu, to odcinek autostrady D3 (Skalite – Svrčinovec) jest zamknięty i trzeba jechać wioseczkami i miasteczkami m.in. przez Oszczadnicę. Wiadomo – jeśli chodzi o przygodę dla kibiców, to lepszy byłby Hajduk, ale przygody zostawmy sobie po prostu na następne rundy.
MŠK Žilina to drugi po Slovanie Bratysława najbardziej utytułowany klub Słowacji. Został założony w 1908 roku pod węgierską – w wyniku madziaryzacji – nazwą Zsolnai Testgyakorlók Köre (Klub Gimnastyczny w Żilinie). Później nazwa zmieniana była kilkukrotnie, choć w latach 1919-1948 była bliska obecnej – ŠK Žilina. Zresztą tak samo nazywał się w latach 1990-1995 i właśnie wtedy dodana została literka „M”, czyli „Miejski”. Pierwsze sukcesy klub odniósł w latach 1928 i 1929 w nieoficjalnych rozgrywkach zdobywając Mistrzostwo Słowacji. To był czas, kiedy istniała Czechosłowacja i był okres, w którym najlepsze drużyny słowackie grały w fazie play-off o mistrzostwo łączonego kraju. W omawianych latach nie miało to jednak miejsca.
W lidze czechosłowackiej zespół grał przez 30 sezonów, a najwyższym miejscem z tamtego czasu było czwarte w sezonie 1946/47. Wielkimi zgłoskami zapisał się początek lat 60. W pierwszej w historii edycji Pucharu Czechosłowacji ówczesne Dynamo Żilina dotarło aż do finału, gdzie w Ołomuńcu uległo praskiej Dukli 0:3. Jako, że Dukla zdobyła mistrzostwo, Słowacy dostali przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam to zrobili niemałą furorę, dochodząc aż do ćwierćfinału, choć były to czasy, że aby dotrzeć na ten szczebel wystarczyło przejść… jedną rundę.
W dwumeczu Żilina trafiła na grecki Olympiakos. W pierwszym meczu w Pireusie goście mimo dwukrotnego tracenia prowadzenia, w 87. minucie jednak dopięli swego, gdy Julius David po raz trzeci trafił do siatki. W rewanżu Słowacy wygrali 1:0 po golu Vladimira Pisarika.
Prawdziwa bomba miała miejsce w ćwierćfinale. Dynamo trafiło na broniącą pucharu Fiorentinę i w pierwszym meczu to właśnie klub z Żiliny sensacyjnie wygrał to spotkanie 3:2, wprawiając w osłupienie byłego wicemistrza świata, węgierskiego trenera Nandora Hidegkutiego, mającego swego czasu swój epizod na ławce w… Stali Rzeszów. W rewanżu jednak faworyt odrobił straty i wygrał 2:0.
Ciekawostka! Bramkarzem Żiliny w tych spotkaniach był zawodnik nazywający się… František Plach. Tak, to nie przypadek – był to dziadek obecnego golkipera Piasta Gliwice, mającego to samo imię, co świadczy, że była to persona poważana i szanowana w rodzinie. Kontuzjowanemu od marca wnukowi słynnego dziadka życzmy dobrej rekonwalescencji i dalszego dochodzenia do siebie po marcowym urazie kolana.
W nowożytnej historii, czyli grze już w stricte w lidze słowackiej – po rozpadzie Czechosłowacji – MŠK Žilina odniosła sporo sukcesów. Siedmiokrotnie zdobyli mistrzostwo, choć pięć z tych tytułów przypadło na pierwszą dekadę XXI wieku. Dodatkowo dwukrotnie zdobyli Puchar Słowacji i cztery razy byli finalistą. To właśnie zdobycie pucharu w tym roku dało piłkarzom Pavola Staňo przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.
Pavol Staňo to postać w polskiej piłce aż nadto znana. Jako piłkarz rozegrał aż 243 mecze w ekstraklasie i zdobył 23 bramki. Występował w Polonii Bytom, Jagiellonii, Koronie, Podbeskidziu i Termalice.
W XXI wieku Słowacy zagrali niezliczoną ilość spotkań w europejskich pucharach. Raz nawet awansowali do Ligi Mistrzów, gdy w decydujących bojach dwukrotnie wygrali ze Spartą Praga, ale w grupie już poszło im fatalnie – przegrali wszystkie sześć meczów, a z Marsylią polegli u siebie aż 0:7. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to na pewno słowaccy kibice wspominają triumf na Villa Park w 2008 roku, kiedy to niedoceniany przybysz z Europy środkowej wygrał z Aston Villa 2:1, co oklaskiwał z ławki trenerskiej dobrze znany w Polsce Dusan Radolsky. Co ciekawe Żilina, która teraz przecież przegrała dwumecz z Hajdukiem, wyeliminowała Chorwatów w 2009 roku w eliminacjach do Ligi Europy. Z ciekawszych wyników na uwagę zasługuje zwycięstwo z luksemburskim Dudelange… 5:4 oraz niesamowita końcówka dwumeczu z Worskłą Połtawa z 2015 roku. Żilina w pierwszym spotkaniu wygrała 2:0, taki sam wynik, tyle że na korzyść Ukraińców był po 90 minutach rewanżu. W dogrywce Worskła strzeliła na 3:0, ale w doliczonym czasie goście ze Słowacji zdołali strzelić gola dającego awans – wtedy jeszcze bramki na wyjeździe były premiowane. Potem Żilina nawet wygrała pierwszy mecz z Athletikiem Bilbao 3:2 (przegrywając 0:2 do przerwy!), ale w rewanżu Baskowie ugrali 1:0.
W poprzednim sezonie doszło w końcu do starcia MŠK Žilina z polskim klubem, mianowicie Rakowem Częstochowa. Medaliki nie zostawiły złudzeń Słowakom wygrywając 3:0 u siebie i 3:1 na wyjeździe. W dwumeczu tym debiutował w europejskich pucharach Oskar Repka, dla którego pierwsze starcie było dopiero drugim meczem w ogóle w barwach Rakowa, po inauguracji przeciw GKS Katowice. Choć proforma dodajmy, że w 1997 roku Żilina zmierzyła się w Pucharze Intertoto z Odrą Wodzisław, a było to o tyle ciekawe, że teoretycznie niemająca szans na Puchar UEFA Odra została właśnie zgłoszona do rozgrywek „Pucharu Lata”. Intertoto odbywało się wówczas jeszcze w trakcie trwania poprzedzającego sezonu i na finiszu ligi wodzisławianie jednak do Pucharu UEFA się dostali – kosztem GieKSy. Odra zremisowała z Żiliną 0:0, a trenerem gości było – co za zaskoczenie – Dusan Radolsky.
1 maja 2026 MŠK Žilina zdobyła swój trzeci Puchar Słowacji. W rozegranym u siebie, czyli na Stadioniem pod Dubnom, drużyna wygrała z FC Košice 3:1. Bramki zdobyli Michal Fasko, Filip Kasa i Marko Roginić. Tym samym trofeum wróciło do Żiliny po 14 latach. Co ciekawe z rywalem z Koszyc zespół zmierzy się w pierwszej kolejce nowego sezonu i pojedynek ten odbędzie się pomiędzy dwoma meczami z GKS Katowice.
Przez lata przewinęło się przez ten klub wielu nie tylko znanych zawodników, ale przede wszystkim znanych nam – polskim kibicom. Z racji bliskości do polskiej granicy, wielu słowackich zawodników czy trenerów mieliśmy okazję gościć na terytorium naszego kraju, ale przecież też Polacy zaznaczyli swój ślad w klubie spod Małej Fatry.
Obecnie barw słowackiego klubu broni Fabian Bzdyl, młodzian z Cracovii, który jednak nie miał okazji zagrać na Nowej Bukowej w przegranym przez Pasy 1:2 meczu. W przeszłości w Żilinie grał jeszcze Dawid Kurminowski i robił tam niemałą furorę – strzelając w 52 meczach aż 27 bramek i mając na koncie tytuł króla strzelców w sezonie 2020/21 z 19 trafieniami na koncie. No i największa obecnie gwiazda Jakub Kiwior, który z Železiarne Podbrezová trafił właśnie do Żiliny i rozegrał tam 50 meczów. Dobre występy zaowocowały transferem do Spezii, a potem piłkarz zdobył kontrakt życia w Arsenalu. Obecnie broni barw FC Porto.
A piłkarze, którzy grali w Żilinie oraz w polskich rozgrywkach: Aleš Besta strzelił nam kiedyś bramkę w meczu Górnika z GieKSą, gdy rozpoczynała się i umacniała ówczesna zgoda, a na Roosevelta, na starym jeszcze stadionie, przy 20 tysiącach kibiców mieliśmy piłkarskie święto. W Polsce grali lub grają przecież Wahan Biczachczjan, Roman Gergel, Ľubomír Guldan, Róbert Jež, Dušan Kuciak, Samuel i Patrik Mrázowie, Ján Mucha, Róbert Pich, František Plach, Ivan Trabalik czy Kristian Vallo.
Zdecydowanie największą karierę w światowej piłce zrobił Milan Škrinjar, reprezentant Słowacji, wychowanek tego klubu, który rozegrał niemal dwieście meczów w Interze Mediolan, a grał też w PSG. Zawodnik obecnie gra w Fenerbahçe i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Polscy kibice mogą pamiętać Stanislava Sestaka, który niegdyś w Bratysławie w dwie minuty strzelił dwie bramki reprezentacji Polski w eliminacjach do Mundialu 2010 odwracają losy spotkania. No i oczywiście Martin Dúbravka, wieloletni bramkarz Newcastle United. Ostatnio grał w Burnley, a pod koniec czerwca został ogłoszony zawodnikiem Tottenhamu.
MŠK Žilina ma też powiązania z GieKSą. Jedno przeszłe, jedno obecne. Oliver Praznovsky grał w GKS przez dwa sezony. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w formie był zawodnikiem bardzo solidnym. Katowicki Senderos strzelił cztery bramki dla naszego zespołu. Potem m.in. przez cztery lata grał w Chrobrym Głogów. No i obecny zawodnik – Marko Roginić. Chorwat w GieKSie był przez półtora sezonu i rozegrał 43 mecze zdobywając zawrotne 3 bramki – przeciw ŁKS, Łęcznej i Tychom – co ciekawe wszystkie na wyjeździe. Potem właśnie trafił do zespołu z Lubelszczyzny.
Nazwa stadionu MŠK Žilina wprost nawiązuje do wzgórza Dubeň znajdującego się nieopodal – po drugiej stronie rzeki Wag, a widocznego z samego obiektu. Analogicznie więc z wieży widokowej na górze tejże, widać stadion, jak i całą piękną panoramę miasta. Na tym jednak widoki się nie kończą, gdyż Żilina znajduje się nieopodal Małej Fatry ze swoimi wysokimi szczytami i bardzo wymagającymi podejściami na Wielki Krywań, Stoh czy Wielki Rozsutec, szpizczastą górę widoczną świetnie choćby z naszej Magurki Radziechowskiej w Beskidzie Żywieckim. Swoją drogą obiekt ten tak do złudzenia przypomina stadion Górnika Łęczna, że wspomniany Roginić, gdy zmieniał barwy klubowe musiał mieć w głowie niezłe zamieszanie i zastanowienie, czy aby na pewno transfer doszedł do skutku i nadal nie dźwięczyły mu w głowie tony głosu Krzysztofa Cugowskiego.
Drużyna i trenerzy Żiliny mieli duże aspiracje przed meczami z Hajdukiem. Pavol Staňo zapowiadał, że zespół chce grać swoją i odważną piłkę. Czy jednak te słowa mogły się ziścić? Piłkarze ze Słowacji w Splicie nie zaprezentowali się najlepiej, choć mimo to mieli swoje stuprocentowe okazje, których nie wykorzystali Hranica i Roginić, a jeden z obrońców Hajduka nieomal zaliczył „estońską sztuczkę”, bo bramkarz znajdował się za światłem bramki, ale po przeciwległej stronie i podanie do pustaka… minimalnie minęło lewy słupek. Tak, chorwacki obrońca zrobił to co należy, czyli nie zagrał w światło bramki, ale serce kibicom Torcidy podeszło do gardła, a nasi południowi sąsiedzi mieli nadzieję. Märtenowi Kuuskowi życzymy wszystkiego dobrego w barwach Dumy Stolicy!
Fani z Żiliny nie byli pocieszeni. W sieci pojawiło się utyskiwanie na postawę zespołu w tym meczu, ale też kibice zwracali uwagę na szerszy kontekst, czyli zarówno brak wzmocnień, jak i kontynuację słabej gry z końcówki poprzedniego sezonu.
„Kpiną jest to, że na Europę nie zostało wystawione ani jedno wzmocnienie, ale to nie jest niespodzianka w ostatnich latach”
„Wynik z przebiegu meczu powinien brzmieć 6:1. Zero obrony”
„Możemy się cieszyć, że z tak nędzną grą, mamy taki wynik. Z drużyny, która miała tytuł w garści, zajęliśmy czwarte miejsce na wiosnę, a puchar był cudem”
„Strasznie słaby występ wczoraj. Atak to katastrofa, Roginič i Faško wypadli z formy, czuję się jakbyśmy ich tam nie mieli”
„Žilina = obolałe oczy, nieszczęście”.
Trudno się dziwić frustracji kibiców, bo rzeczywiście – mimo, że drużyna awansowała do pucharów, to wiosna do dobrych nie należała. Sezon zasadniczy (22 kolejki) Żilina zakończyła na 3. miejscu z sześciopunktową stratą do lidera. Bilans 11-7-4 nie wyglądał najgorzej. Grupa mistrzowska to jednak były cztery zwycięstwa i sześć porażek. W ostatnich pięciu kolejkach sezonu drużyna przegrała czterokrotnie. To skutkowało wypadnięciem poza podium i strefę pucharów, dlatego tak ważne było zdobycie Pucharu Słowacji.
Patrząc na składy z meczu z Rakowem sprzed roku, widać, że w zespole doszło do kilku przetasowań. W pierwszym meczu grało czterech, a w drugim pięciu zawodników, których już w klubie nie ma. Przede wszystkim odszedł młody, zdolny Ghańczyk Samuel Gidi, który trafi do Cincinati i w Major Leauge Soccer rozegrał już (na raty – 2 pobyty) 23 mecze, grając m.in. przeciw takim gwiazdom jak Leo Messi. To była ważna postać, bo w Żilinie zawodnik rozegrał ponad sto meczów. No ale odeszli też tacy piłkarze jak Ľubomír Belko (Viking), Samuel Kopásek (Pardubice, a dosłownie wczoraj wypożyczony do Lechii Gdańsk), Adrián Kaprálik (Holstein Kiel) czy Dávid Ďuriš (Rosenborg).
Popularni Szoszoni kilka lat temu nie mogli być jednak pewni, że ich klub nadal będzie znajdował się na piłkarskiej mapie Słowacji. Krótko bowiem po ogłoszeniu w Europie pandemii, trzy tygodnie po przerwaniu rozgrywek – MŠK Žilina ogłosiła komunikat z enigmatycznym określeniem „postawienia klubu w stan likwidacji”. Powodem była fatalna sytuacja finansowa. Klub w związku z nią chciał obciąć siedemnastu najlepiej zarabiającym piłkarzom aż 80 procent pensji, na co zawodnicy nie chcieli przystać, choć byli gotowi na zrzeczenie się pewnej części wynagrodzenia. W związku z odmową piłkarze dostawali wypowiedzenia. Problem polegał na tym, że klub nie ogłaszał bankructwa, chciał po prostu ogarnąć finanse – sportowo w przypadku powrotu do rozgrywek, drużyna miałaby do nich przystąpić, tylko grając juniorami, ewentualnie tymi, którzy zgodziliby się na drastyczną obniżkę apanaży i zostali w klubie. Nasi Kurminowski i Kiwior byli wówczas młodymi zawodnikami, więc ich tak drastyczna obniżka pensji nie dotyczyła i w klubie zostali. Jednym z tych, który odszedł był obecny bramkarz Piasta Gliwice, który trafił do klubu w obliczu kontuzji Placha – Dominik Holec, który sam głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tej 80-procentowej obniżki. Natomiast, że stara miłość nie rdzewieje pokazali inni zawodnicy, którzy wówczas rzeczywiście z klubu odeszli, ale dziś po kilku latach znów bronią barw MŠK Žilina – jak choćby Filip Kasa czy kapitan Miroslav Kacer.
A dlaczego w ogóle MŠK Žilina to Szoszoni? Przydomek i maskotka nawiązują do grupy plemion indiańskich. Plemiona te zamieszkujące m.in. tereny dzisiejszych stanów Wyoming i Idaho, zajmowały się głównie łowiectwem i zbieractwem. Ich głównym pożywieniem były orzeszki piniowe, ale ci, którzy mieli zdolność polowania, próbowali zdobyć zające wielkouche, ale także sarny, bizony czy antylopy. Była to grupa uboga, wedle relacji amerykańskich i brytyjskich traperów nie stanowili mocnej siły w tym regionie. Dodatkowo dochodziło do starć i nieporozumień ze względu na wybijanie przez traperów populacji bobra, która to była dla Szoszonów m.in. źródłem odzieży. Rząd USA próbował ogarnąć sytuację, stworzyć rezerwaty i dostarczać im środki na przetrwanie, ale wyglądało to różnie, a na pewno dość szorstko i dochodziło na tym tle do wielu nieporozumień.
Co ciekawe nie tylko amerykańskie, ale i afrykańskie wątki dotyczą naszego najbliższego rywala. W 2018 roku założono bowiem w Ghanie filię MŠK Žilina, mianowicie MŠK Žilina Africa FC. Klub zlokalizowany jest w Labadi na przedmieściach Akry i występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. W zakończonym sezonie zespół w czterozespołowej grupie play-off o awans zajął trzecie miejsce, w niefortunnym układzie punktów 6-6-6-0 (Czesław Michniewicz na Euro U-21 nie lubi tego). Drużyna wygrała dwa mecze i jeden przegrała, ale bilans bramkowy 2:2 nie pozwolił wywalczyć awansu na zaplecze. Między klubem-matką, a ghańską filią rzadko dochodziło do wymian piłkarzy, ale wspomniany wcześniej Samuel Gidi był właśnie tą perełką wyłowioną z afrykańskiego kraju. Zawodnik przyjął słowackie obywatelstwo i zagrał sześć meczów w młodzieżówce.
Swoją drogą nazwy trzecioligowych ghańskich drużyn są… specyficzne. True Life, Prestige, Immigration, Ghana Army, Third World, Still Believe, John Paintsil czy Mobile Phone People raczej przywołują skojarzenia z rozgrywek Red Boxa lub innych lig szóstek. Dla młodszych i niewtajemniczonych kibiców przypomnę, że np. John Painstil to po prostu były reprezentant Ghany w piłce nożnej, uczestnik Mundialu w 2006. Natomiast jeśli chodzi o filię lub (?) fancluby (?) to można tam znaleźć także choćby… Schalke 04 czy Besiktas Berlin.
Wróćmy do dwumeczu z Hajdukiem. W rewanżu Żilina zaczęła grać, ale… zbyt późno. Kiedy Van Hoorenbeeck strzelał dla gości bramkę do szatni, wydawało się, że wszystko jest pozamiatane. Pogoń Żiliny zakończyła się strzeleniem dwóch bramek, z czego tej drugiej w doliczonym czasie gry. Na więcej nie starczyło czasu. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Roginić, natomiast dwukrotnie zawodnik ten tak szpetnie zmarnował stuprocentowe sytuacje, że naprawdę trudno się dziwić komentarzowi jednego z fanów zespołu: „Ale ten chłopak to drewno!”.
Kibice zwracali uwagę na dobrą postawę w drugiej połowie.
„Gdyby grali tak, jak przez ostatnie 30 minut to skończyłoby się 4:1”
„Dlaczego od początku nie grał Bzdyl?”.
Prawda. Fabian zastąpił kapitana Miroslav Káčera i wniósł mnóstwo ożywienia dla gry zespołu. Wypracował drugiego gola.
Kapitan zespołu Miroslav Káčer powiedział, że ma nadzieję, że w kolejne rundzie z tych sytuacji, które sobie wykreują, bramki będą już strzelać. Obrona GKS musi się więc mieć na baczności.
Bardzo ciekawy komentarz zawarł jeden z kibiców, który patrzy na szerszy kontekst:
„Po zwycięstwie w Pucharze Słowacji pan Antošík zapowiadał: „Tym razem chcemy odnieść sukces w Europie. Sprowadzimy dwóch nowych zawodników!”. Tymczasem znów zamieniliście to w przedsięwzięcie czysto biznesowe. Wystawialiście do gry piłkarzy, których chcieliście sprzedać. Z Polakami też odpadniecie, a potem nastąpi kolejna wyprzedaż – dokładnie tak jak ostatnim razem. Czy dziwi was, że cała Żylina i okolice kompletnie nie interesują się waszą drużyną piłkarską?”.
To daje obraz, że kibice są niezadowoleni nie tylko z braku wzmocnień, ale z permanentnych osłabień, ba – niektórzy przewidują odejścia zawodników jeszcze przed dwumeczem z GieKSą. Ktoś inny napisał:
„Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz Polacy wygnają nas z europejskich pucharów”
Całość pokazuje, że mimo triumfu w krajowym pucharze, nastroje kibiców w kontekście kilku ostatnich lat najlepsze nie są. Systematyczne porażki w pierwszych rundach europejskich pucharów są dla żilinian frustrujące. Mają oni nadzieję na przejście GKS, jednak zdania są podzielone – jedni uważają rewanżowy mecz z Hajdukiem za dobry prognostyk, inni mają dość sporo defetyzmu i przewidują porażkę.
Czy Adam Zreľák zagra przeciw swoim rodakom to zawsze jest niewiadoma, ale w przeszłości miał już tę okazję. W barwach Rużomberoka strzelił przeciwko Żilinie gola i zaliczył asystę.
Dla GKS Katowice europejskie puchary to wielka niewiadoma. Dodatkowo Katowiczanie nie trafiają na amatorów z San Marino czy Andory, jak to kiedyś bywało w przypadku polskich drużyn we wczesnych fazach. Trafiamy na drużynę z regionu, niesłabą i też nieprzesadnie mocną. Wydaje się, że liga słowacka jest nieco słabsza od polskiej, co by dawało pewną przewagę naszej drużynie. Z drugiej strony rywale są na europejskiej arenie dość ograni. Nie ma więc chyba co dywagować, kto jest faworytem tej potyczki. Na pewno rywal jest w zasięgu, a dwumecz Rakowa z poprzedniego roku wyraźnie to pokazał.
Źródła:
Wikipedia PL
Wikipedia EN
https://igol.pl/msk-zilina-likwidacja-co-oznacza/
Transfermarkt
https://sciezkimojegoswiata.pl/2020/09/26/vyhliadkova-veza-duben-czyli-wieza-widokowa-w-zylinie/
90minut.pl
https://www.mskzilina.sk/
Facebook – MŠK Žilina
Foto: https://img.uefa.com/imgml/stadium/uw/65053.jpg
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: Žilina jest jak żmija
Wraz z tryumfem Hiszpanii na mundialowych boiskach dobiegł końca maraton nocnych meczów za oceanem, a uczestniczący w nich piłkarze udali się na zasłużone urlopy. Natomiast nasi ulubieńcy są już zwarci i gotowi, aby rozpocząć rozgrywki, które będą nas przyprawiać o zdecydowanie szybsze bicie serca niż sam Mundial. Jednak zanim z kopyta ruszy Ekstraklasa, GKS napisze pierwszy i – mamy nadzieję – jeden z wielu rozdziałów w Lidze Konferencji Europy. Jak wysoka jest pierwsza przeszkoda, jaką los postawił na naszej drodze? O MŠK Žilina opowiedział nam Piotr Słonka, użytkownikom Twittera szerzej znany jako BuckarooBanzai – pasjonat piłki nożnej, groundhopper, wnikliwy obserwator futbolu w wydaniu ukraińskim, czeskim i właśnie słowackim. W ubiegłym sezonie na meczach MŠK bywał częściej niż niejeden niedzielny kibic na stadionie swojej lokalnej drużyny, więc to właśnie jego poprosiliśmy o przybliżenie sylwetki pierwszego rywala GieKSy w kwalifikacjach Ligi Konferencji.
Na ile łaskawy był dla nas los przydzielając nam MŠK Žilina jako pierwszą przeszkodę na drodze do Ligi Konferencji Europy?
W ubiegłym sezonie widziałem na żywo kilkanaście meczów MŠK, a po raz pierwszy pojechałem do Żyliny 17 lat temu na decydujący o wejściu do Ligi Europy mecz z Partizanem. Od tego czasu co najmniej kilka razy w roku bywam na tym stadionie, a jeśli jestem w Polsce, to nawet kilkanaście. Wielokrotnie próbowałem scharakteryzować ten zespół, jednak nie jest to łatwe. Na ten moment Žilina jest przede wszystkim zespołem niekompletnym, w permanentnej budowie, wielokrotnie wyprzedawanym i uzupełnianym nowymi piłkarzami. Zdarzało się, że kluczowe zmiany kadrowe zachodziły w trakcie kampanii eliminacyjnej do europucharów. Podobnie może być i w tym sezonie. Priorytetem zarządu jest zarabianie na piłkarzach, aczkolwiek dziś nie widzę tam gracza o wysokim potencjale sprzedażowym. Jest za to kilku bardziej doświadczonych zawodników, którzy mają gwarantować stabilizację zespołu, jednak są to gracze przeciętni nawet na ligę słowacką. Dlatego moim zdaniem to GKS jest faworytem – o ile w pierwszym meczu scenariusze mogą być różne, to ostateczny awans powinien stać się udziałem GieKSy. Žilina jest jak żmija, która może ukąsić każdego, ale koniec końców te rany nie powinny być dla GKS-u zabójcze.
Ubiegły sezon ligi słowackiej zakończył się bezdyskusyjnym tryumfem Slovana Bratysława, a Žilina skończyła dopiero na czwartym miejscu. Jak w porównaniu do Ekstraklasy oceniasz potencjał całej ligi, jej mistrza i naszego najbliższego rywala?
Na Słowacji mamy ligę z hegemonem w postaci Slovana, który pędzi niczym TGV, a gonią go kiepskie ciuchcie, które co rusz trzeba reperować. Nie przysparza to kibicom zbyt wielu emocji. Sam mistrz Słowacji byłby wysoko w tabeli Ekstraklasy, jednak ciężko to ocenić, skoro w swojej lidze gra zazwyczaj na 30% możliwości, których pełnię pokazuje dopiero w Europie. W lidze nie musi wrzucać czwartego biegu, o piątym nawet nie wspominając. Nawet mecze na szczycie są po prostu nudne. Piłkarze z Bratysławy mogą przespać większą część meczu i przycisnąć dopiero w końcówce, co i tak zwykle wystarcza do zwycięstwa. Na tym tle Žilina wypada znacznie słabiej i gdyby chciała nawiązać rywalizację, to musiałaby zmienić politykę transferową. Ma wprawdzie super akademię, lepszą niż wiele polskich klubów, bardzo dobrze pracując z młodymi zawodnikami, którzy przez rezerwy trafiają do pierwszego zespołu i szybko wypływają na szersze wody. Samymi młodymi talentami nie utrzymałaby się jednak w Ekstraklasie. Mając natomiast budżet, jakim dysponują polskie kluby, mogłaby szybko podnieść swój poziom.
Przepustkę do Europy MŠK zdobył dzięki tryumfowi w krajowym pucharze. Jak w Żylinie oceniono ubiegły sezon, który w lidze nie poszedł po ich myśli?
Drużyna na boisku prezentowała się chimerycznie – chociażby z Rakowem w pewnych fragmentach wyglądała bardzo dobrze, by ostatecznie przegrać w dwumeczu 1:6. Podobnie zresztą było ostatnio z Hajdukiem – w pierwszej połowie w Splicie mogli trafić do siatki, co się jednak nie udało i skończyło się stratą dwóch goli. Nawet z ligowymi outsiderami zdarzało im się gubić punkty. Tak się jednak zdarza drużynom opartym na młodzieży – często brakuje stabilności. Czwarte miejsce w lidze nie było więc rozpatrywane w klubie jako porażka, bo filozofia klubu się nie zmienia. Z kolei wygrany finał Pucharu Słowacji, rozgrywany właśnie w Żylinie, był wielkim świętem dla klubu, który od wielu lat nie włożył nic do gabloty. Ten sukces przykrył nienajlepszy sezon w lidze.
Wspomniałeś już o dwóch pojedynkach, które mogą interesować kibiców GieKSy. Pierwszy to ubiegłoroczna rywalizacja w kwalifikacjach LKE z innym zespołem z Polski, czyli Rakowem. Tuż przed tym spotkaniem rozmawiałem z Michałem Cybulskim z Częstochowy, który ostrożnie podchodził do słowackiego rywala. Tymczasem Medaliki bez większych problemów pokonały tę przeszkodę.
Žilina mogła objąć prowadzenie w pierwszej połowie meczu w Częstochowie, jednak typowo dla siebie zmarnowała dogodne sytuacje. Słowacy nie byli jednak w stanie grać całego meczu na tak wysokich obrotach i w drugiej połowie gospodarze zrobili swoje. Mecze, w których Żylina atakuje od pierwszego do ostatniego gwizdka zdarzają się, ale należą do wyjątków. Najczęściej są to krótkie okresy, w których przejmują inicjatywę. Jeśli więc nie wykorzystuje się wypracowanych w tym czasie sytuacji, to kolejnych może już nie być. MŠK chce grać ofensywnie, próbuje atakować i dawać radość kibicom. Często przekłada się to jednak na dziury w obronie i tak też było z Rakowem.
Tymi samymi słowami można by scharakteryzować kolejny dwumecz, o którym chciałem porozmawiać, a więc niedawną rywalizację z Hajdukiem.
Scenariusz był bardzo podobny. W pierwszej połowie meczu w Splicie Słowacy mieli dwie doskonałe okazje na gola, których jednak nie wykorzystali, a kilka chwil później przegrywali już 0:2 i nie wyglądali zbyt dobrze. Strata przed rewanżem była więc spora i mimo że u siebie od początku grali lepiej, to pierwszego gola zdobył Hajduk. Po przerwie dominowała już jednak Žilina: padły dwa gole, był też strzał w poprzeczkę i jedna doskonała sytuacja, niewykorzystana przez Roginicia. Było to jednak za mało, aby odrobić straty z Chorwacji.
Z jednej strony wygrana z Hajdukiem może świadczyć o dobrej dyspozycji MŠK, z drugiej jednak nasi kibice mogą w nią powątpiewać, skoro o sile rażenia Žiliny decyduje Marko Roginić, który przed laty w ataku pierwszoligowej GieKSy delikatnie mówiąc nie zachwycał.
Żylina bazuje na wychowankach, co szczególnie nasiliło się w okresie kowidowym, kiedy mocno ograniczono wysokość pensji zawodników. Zespół budowano na bardzo młodych graczach, a piłkarzy bardziej doświadczonych można było policzyć na palcach jednej ręki. Wyjątkiem było okienko transferowe przed poprzednim sezonem i to właśnie wtedy sprowadzono Marko Roginicia. Dziwiłem się temu ruchowi, oceniając go jako krok w tył dla klubu. Tymczasem Chorwat okazał się graczem idealnie sprofilowanym pod potrzeby zespołu. Z przodu wygląda bardzo dobrze – jak na warunki ligi słowackiej jest szybki, nie unika walki fizycznej z obrońcami, a do tego jest w miarę skuteczny. Mimo że czasem zawodzi w prostych sytuacjach, to w ataku MŠK prezentuje się zdecydowanie lepiej niż obwoływany przed laty wielkim talentem Dawid Kurminowski. Z drugiej strony świadczy to o poziomie ligi słowackiej, w której dobre noty zbiera zawodnik zupełnie niewyróżniający się w polskiej 1. lidze.
Skoro tak, to czy dla słowackiego piłkarza transfer do Polski jest celem i spełnieniem sportowych ambicji? A jeśli tak rzeczywiście jest, to co w Żylinie robi Fabian Bzdyl, który wybrał odwrotny kierunek?
Zdecydowanie, transfer do Polski jest kierunkiem, o którym myśli wielu zawodników z ligi słowackiej, szczególnie w ostatnim okresie, gdy Ekstraklasa pnie się do góry w europejskich rankingach. Sam nie mogę się nadziwić i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że dziś mamy szansę wprowadzić dwa zespoły do Ligi Mistrzów, a w europejskich pucharach gramy coraz więcej i coraz lepiej. Dlatego dla każdego zawodnika ze Słowacji transfer do Polski to sportowy awans. Z kolei Fabian Bzdyl nie grał zbyt dużo w Cracovii, mimo że zadebiutował dość wcześnie, bo w wieku 16 lat. Transfer do Żyliny był moim zdaniem najlepszym na tamten moment wyborem, bo pokazuje się tu z bardzo dobrej strony. Doskonale odnajduje się w środku, nie ustępując pola starszym zawodnikom. Pod względem umiejętności piłkarskich zachwyca tutejszych obserwatorów i zanosi się, że w przyszłości będzie jednym z droższych transferów wychodzących. Dlatego mimo że zamiana Polski na Słowację może się wydawać krokiem w tył, to Bzdyl znalazł tu świetne warunki do rozwoju i pokazania swoich umiejętności. Žilina jest doskonałym oknem wystawowym dla takich graczy jak Fabian – często zaglądają tu skauci z Włoch, Niemiec czy krajów Beneluksu. Jego nazwisko z pewnością znalazło się w notesach niejednego z nich. W Żylinie wiedzą jak pracować z młodymi zawodnikami.
Wspomniałeś wcześniej, że dziś nie ma w Žilinie „gwiazd” z wielkim potencjałem sprzedażowym. Na kogo więc, oprócz Bzdyla i Roginicia, zwracać szczególną uwagę w pojedynku z GieKSą?
Poprzednia generacja młodych talentów została w zasadzie w całości wyprzedana, a do gry powoli wchodzi kolejna: Bzdyl, František Kóša czy Rumun Andrei Florea. Sztab stawia sobie za cel promowanie takich zawodników, którzy dostają sporo szans, nawet z bardziej renomowanymi przeciwnikami. Oprócz Roginicia z przodu jest jeszcze Michal Faško, a za ich plecami gra z kolei Miroslav Káčer – mózg drużyny, który odpowiada za współpracę wszystkich formacji. Jest to piłkarz kluczowy dla systemu gry Žiliny. Z kolei dyspozycja dnia młodzieży zawsze pozostaje pewną niewiadomą.
Jak oceniasz sam fakt, że piąty pucharowy slot dla Polski zgarnęła właśnie GieKSa?
Oglądałem w całości kilka ostatnich meczów GKS-u w poprzednim sezonie. Jako osoba śledząca europejskie rankingi chciałem, aby do pucharów awansowały zespoły z wysokimi współczynnikami. Najważniejsze dzieje się jednak na boisku, którego odzwierciedleniem jest tabela. GKS zapracował na to piąte miejsce. Poza tym w Katowicach zawsze jest doskonała atmosfera – trybuny praktycznie wypełnione kibicami w żółtych barwach, głośno reagującymi na boiskowe wydarzenia, co dodaje kolorytu telewizyjnej transmisji. Fani jeżdżą też za tym klubem na wyjazdy i nie inaczej będzie w czwartek. Byłem na waszym starym stadionie, pamiętam GKS z historycznych meczów. Nie waham się powiedzieć, że macie status legendy w polskich realiach i życzę wam, aby GKS nawiązał do najlepszych czasów, pracował na swój ranking i za rok znów awansował do europejskich pucharów, pokazując super formę, którą mam nadzieję zobaczyć w najbliższych meczach przeciwko Żylinie i kolejnym rywalom. Wiem, że o awans do fazy ligowej może być ciężko, ale jeśli zagracie na swoim najwyższym poziomie, jak wiosną z Lechem czy Rakowem, to nie jesteście bez szans.
Spora liczba kibiców GieKSy wybiera się w czwartek do Żyliny. Jak w tym aspekcie prezentuje się nasz rywal?
Jeśli uda się dojść do porozumienia, to jest szansa, że miejscowi oddadzą GieKSie całą trybunę za jedną z bramek, podobnie jak było w przypadku Rakowa. Barwy obu klubów są podobne, więc stadion będzie się pięknie prezentował pod względem wizualnym. Niemniej jednak, niezależnie od tego ile miejsc dostaną kibice GKS-u, to i tak tylko oni będą słyszani w trakcie meczu. Od wielu lat kibice MŠK są w konflikcie z zarządem. Po awansie klubu do Ligi Mistrzów w 2010 roku właściciel wprowadził kolosalne podwyżki cen biletów. Doprowadziło to do wielkiej kłótni i mimo weryfikacji cen wejściówek konfliktu nie zażegnano. Nie tylko ultrasi, ale i zwykli kibice przestali przychodzić na stadion. Było kilka prób pojednania, ale do dziś się to nie udało. Na mecze chodzi około 2 tysięcy widzów, wśród nich sporo dzieci i młodzieży, która próbuje pociągnąć doping, natomiast wciąż wygląda to słabo.
Jaki twoim zdaniem przebieg będzie miał czwartkowy mecz i kto ostatecznie wyjdzie zwycięsko z całej konfrontacji?
Moim zdaniem Žilina zacznie bardzo mocno i wiele będzie zależało od tego, jak ułoży się początek meczu. GKS będzie faworytem, ale jeśli gospodarze zdobędą jednego lub dwa gole, uzyskując wyraźną przewagę, to szanse na awans mogą się wyrównać. Jeżeli jednak GieKSa przetrwa początek bez dotkliwych strat, to z czasem przejmie inicjatywę i będzie dyktować warunki, zarówno w czwartkowym meczu, jak i w całej rywalizacji. Zakładam remis lub minimalne zwycięstwo GieKSy na Słowacji i spokojne doprowadzenie do awansu w rewanżu w Katowicach. Przewaga GKS-u nad MŠK będzie moim zdaniem większa niż Hajduka w poprzedniej rundzie.
Jaki wynik padnie więc w czwartek?
1:0 dla GKS-u.
Piłka nożna
MŠK Žilina rywalem GieKSy!
W rewanżowym meczu pierwszej rundy kwalifikacji do Ligi Europy MSK Żilina – Hajduk Split, gospodarze wygrali 2:1. Do dalszej rundy awansował jednak Hajduk Split, gdyż Chorwaci wygrali pierwszy mecz 2:0 i w dwumeczu okazali się lepsi o jedną bramkę. Słowackiej drużynie pozostał udział w eliminacjach Ligi Konferencji, w drugiej rundzie których zespół ten zmierzy się z GKS Katowice. Hajduk w drugiej rundzie kwalifikacji do Ligi Europy zagra z cypryjskim Pafos.
Pierwszą bramkę w tym meczu zdobyli goście, gdy po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Simuna Hrgovića precyzyjną główką popisał się Alec Van Hoorenbeeck. Do szatni Hajduk schodził z prowadzeniem. W drugiej połowie Szoszoni przypuścili atak. Prostopadłe podanie Františka Kosy skutecznym strzałem wykończył Marko Roginić. Sędzia początkowo bramki nie uznał myśląc, że jest spalony, jednak powtórki wykazały, że Chorwat grający w słowackim zespole na ofsajdzie nie był. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się remisem na strzał z dystansu zdecydował się Fabian Bzdyl, a bramkarz tak niefortunnie piąstkował, że nabił Dario Melnjaka, a ten wpakował piłkę do własnej siatki.
Pierwsze spotkanie pomiędzy MŠK Žilina i GKS Katowice odbędzie się na Słowacji w czwartek 23 lipca o 20:30. Rewanż na Nowej Bukowej rozpocznie się dokładnie tydzień później, czyli czwartek 30 lipca o 20:30.
MŠK Žilina – Hajduk Split 2:1
Bramki: Roginić (52), Melnjak (90-sam.) – Van Hoorenbeeck (45).
Žilina: Badžgoň – Pališčák (46. Okál), Minárik, Narimanidze, Hranica, Adang (82. Florea), Káčer (66. Bzdyl), Bari, Kóša (66. Faško), Roginić, Iľko (72. Ďatko).
Hajduk: Silić – Acapandié, Skelin, Van Hoorenbeeck, Hrgović (75. Sanyang), Brajković (75. Huram), Pajaziti, Pukštas, Skoko (64. Dalisson), Melnjak, Šego (84. Livaja).
Ż.kartki: Adang, Florea – Hrgović, Van Horenbeeck.
Sędzia: Horațiu Mircea Feșnic.








Kamel
29 marca 2020 at 16:46
fajny text,ino trocha smutno sie robi,fragment „cofnijmy sie zatem do 1988…” a co momy 2020 ? we 10 kolyjnych sezonuw uefa robi ze pucharuw totolne gowno,a mo byc ino smiesznij.
Marcin z Wełnowca
30 marca 2020 at 21:00
Ciekawy tekst. Gratuluję.