Dołącz do nas

Piłka nożna

[RELACJA] Znicz pomógł, my sobie nie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W ostatniej kolejce Drugiej Ligi GKS Katowice zmierzył się na Bukowej z Resovią Rzeszów. Pauzujących za kartki Mrozka, Rogalę, Michalskiego i Kurbiela zastąpili Frankowski, Pavlas, Wojciechowski i Rogalski. Miejsce na prawej obronie zajął Woźniak, a Wojciechowski na lewej. Dodatkowo trener Rafał Górak w wyjściowej jedenastce Grzegorza Janiszewskiego zastąpił Radkiem Dejmkiem, a Macieja Stefanowicza Marcinem Urynowiczem. Spotkanie rozpoczęło się o godzinie 17:00.

Od początku meczu GieKSa znacznie dłużej utrzymywała się przy piłce i tradycyjnie próbowała budować akcje od tyłu. W 6. minucie Gałecki został przyblokowany pod własną bramką i rywal przejął piłkę, ale ta groźna sytuacja szybko została wyjaśniona. 3 minuty później wyszliśmy z groźną kontrą, która zakończyła się rzutem rożnym. Pierwsze dogranie było za krótkie, jednak Resoviacy ponownie wybili na rzut rożny, a za drugim razem akcja zakończyła się faulem Kiebzaka. W 11. minucie mogło być 1:0 dla gości, ale po wrzutce z rzutu rożnego Kubowicz z metra nie trafił do bramki. Rzeszowianie często szukali długich piłek za linię obrony, ale najczęściej kończyło się to tym, że Frankowski zaczynał grę z 5 metra. W 22. minucie Kiebzak otrzymał żółtą kartkę po kopnięciu rywala w okolice twarzy po próbie przerwania kontry. W 29. minucie wydawało się, że GieKSa musi objąć prowadzenie, ale po dośrodkowaniu Adriana Błąda z rzutu wolnego piłka odbiła się od słupka i wróciła przed bramkę, zamiast do niej wpaść. Chwilę potem Dziubiński pokusił się o strzał z dystansu, ale piłka minęła bramkę Frankowskiego. W 36. minucie Kiebzak oszukał paru rywali na skrzydle, po czym wycofał na szesnasty metr do Wojciechowskiego, ale ten uderzył nieczysto z pierwszej piłki. W 43. minucie Resovia wyszła na prowadzenie. Po rzucie wolnym z koła środkowego piłka została zagrana na skraj pola karnego, a stamtąd zgrana na sam jego środek, gdzie z bliska gola zdobył Twardowski. Szybko otrzymaliśmy okazję do wyrównania. Błąd zagrał długą piłkę do Woźniaka, tamten podał ją głową, a rywal zablokował te zagranie ręką. Piłkę na 11 metrze ustawił Rogalski, pewnie wyczekał bramkarza i doprowadził do wyrównania. Po pierwszej połowie mieliśmy remis 1:1, ale Bukowa eksplodowała dwukrotnie – przy golu na 1:1… i przy golu dla Znicza w Łodzi.

Do drugiej połowy obie drużyny przystąpiły bez zmian. W 49. minucie Kiebzak groźnie dogrywał spod linii końcowej w pole karne, ale nikt nie dopadł do piłki, by skierować ją do pustej bramki. Niewiele działo się w kolejnych minutach – gra toczyła się głównie w środku pola. W 57. minucie miała miejsce pierwsza zmiana w Resovii – Kubowicza zmienił Wasiluk. GieKSa w międzyczasie nieco mocniej postawiła na strzały sprzed pola karnego, ale albo były one blokowane, albo niecelne. Po jednym z naszych wyrzutów z autu Twardowski ruszył z kontrą, ale jego strzał poleciał prosto we Frankowskiego. Po chwili Stefanowicz zajął miejsce Urynowicza, a w tym samym czasie Wojciechowski i Hebel otrzymali żółte kartki za małą przepychankę. Mieliśmy świetną okazję po długiej piłce Stefanowicza. Piłkę przejął Błąd i chciał dograć do Kiebzaka w pole karne, ale w ostatniej chwili akcję na wślizgu przeciął obrońca. Już po kilkunastu sekundach było groźnie po drugiej stronie. Z kontrą szedł Krykun, ale spowolnił go Wojciechowski, a następnie piłkę na rzut rożny wybił Błąd. W 68. minucie Zapytowski uchronił Resovię przed stratą bramki po akcji Kiebzaka, a po chwili za Pavlasa wszedł Wroński. W 72. minucie Adrian Błąd doznał kontuzji i musiał go zastąpić Kamil Bętkowski, a w tym kolejnej przerwie Kamil Radulj wszedł za Kamila Dziubińskiego. Groźnie pod naszą bramką było w 88. minucie, ale nikt nie przeciął piłki lecącej przez pole karne i ostatecznie złapał ją Frankowski. Naszą ostatnią zmianą było zastąpienie Dawida Rogalskiego przez Patryka Szwedzika. W 82. minucie za Hebla wszedł Antkowiak. Tuż po tej zmianie Bętkowski uderzył mocno z rzutu wolnego wywalczonego przez Wrońskiego, ale prosto w Zapytowskiego. W 89. minucie już niemal unosiliśmy ręce w geście triumfu, ale Woźniak minął się z piłą, którą atakował wślizgiem, a już kilka sekund później przeżywaliśmy to ponownie, ale po rzucie rożnym, gdy piłka minimalnie przeleciała obok słupka. Do drugiej połowy sędzia doliczył 5 minut. Już w doliczonym czasie gry czerwone kartki otrzymali trener i kierownik Resovii. Szymon Kiebzak z rzutu wolnego uderzył w słupek. Po tej sytuacji za Płatka wszedł Feret. Strzał Stefanowicza z 18 metrów otarł się o nogę obrońcy i piłka minęła słupek. Dośrodkowanie z rzutu rożnego wyłapał Zapytowski. Uderzał także Gałecki, ale wprost w rywala. Otrzymaliśmy kolejny rzut wolny na wprost bramki. Uderzał Bętkowski, ale ten strzał także nie dotarł do bramki. Mecz zakończył się wynikiem 1:1. Czekamy na baraże.

25.07.2020 Katowice
GKS Katowice – Resovia 1:1 (1:1)
Bramki: Rogalski (45-k) – Twardowski (43)
GKS: Frankowski – Wojciechowski, Jędrych, Dejmek, Pavlas (69. Wroński) – Woźniak, Gałecki, Błąd (73. Bętkowski), Urynowicz (64. Stefanowicz), Kiebzak – Rogalski (80. Szwedzik).
Resovia: Zapytowski – Kubowicz (58. Wasiliuk), Domoń, Twardowski, Adamski, Płatek (90. Feret), Krykun, Geniec, Dziubiński (75. Radluj), Hebel (83. Antkowiak), Zalepa.
Żółte kartki: Kiebzak, Wojciechowski – Hebel.
Sędzia: Sebastian Tarnowski (Wrocław).

36 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

36 komentarzy

  1. Avatar photo

    jezyk

    25 lipca 2020 at 19:06

    Wiedziałem ze ta banda nieudaczników znowu nie da rady. To sie w pale nie miesci widzew przegral a oni znowu tego nie wykorzystali. W barazach tez nie dadza rady

  2. Avatar photo

    Ktw

    25 lipca 2020 at 19:08

    Wszyscy WON!!!

  3. Avatar photo

    Solski

    25 lipca 2020 at 19:22

    Tak na chłodno.
    Kto z Was, po spadku z I ligi i zmianach w klubie, wymianie takiej ilości zawodników myślał, że będziemy walczyć o awans? Powiem szczerze, że ja środek tabeli brałbym w ciemno. OK. Nie awansowali bezpośrednio, z baraży również będzie bardzo ciężko, ale ilu zawodników z obecnej kadry ma „papiery” na I ligę? 4-5?

    • Avatar photo

      Piko

      25 lipca 2020 at 19:31

      Wszystko racja . Tyle że nie wykorzystanie conajmniej trzech wielkich szans to jest niestety frajerstwo. Najgorsze że to już powoli jest „katowicka” tradycja . Od kilku lat . Jak można coś spierdolić to mamy to jak w banku . Strach pomyśleć co nas może czekać w barażach .

  4. Avatar photo

    mj

    25 lipca 2020 at 19:22

    Za dobrze c-lom jest. Zero mózgu

  5. Avatar photo

    Olek

    25 lipca 2020 at 19:28

    No niestety znowu nas zrobili w c…. Tylko po co głupi człowiek zawsze ma nadzieję.

  6. Avatar photo

    azalt

    25 lipca 2020 at 19:30

    Podziwiam kibiców Gieksy za cierpliwość do tego klubu. Pozdro.

  7. Avatar photo

    Kamil

    25 lipca 2020 at 19:32

    GKS Katowice to kojarzy się tylko z nieudacznictwem az zal patrzec jak naruszono wizerunkowo ten klub .
    Tak to jest jak wladaj tym misiewicze

  8. Avatar photo

    jezyk

    25 lipca 2020 at 19:38

    Nie misiewicze tylko komuch Szczerbowski

  9. Avatar photo

    Ja

    25 lipca 2020 at 19:38

    Najbardziej frajerski zespół ligi nam potrzeba dobrego lekarza i przedewszystkim odciąć kurek z Miasta bo tak to każdy pierdoli grunt że kasa się zgadza

  10. Avatar photo

    Olek

    25 lipca 2020 at 19:44

    Mistrzostwa Polski też nie zdobyli zawsze drugie miejsce teraz fryzjerski spadek z 1 ligi i obawiam się porażki w barabarażach zach

  11. Avatar photo

    Adi

    25 lipca 2020 at 19:50

    @Solski – w kadrze mamy prawie połowę zawodników z którymi graliśmy w I lidze a ty się pytasz kto liczył na awans.
    Z taką drużyną i budżetem awans to obowiązek.

    Dno, dna. Banda wykastrowanych pudelków co dostała szansę awansu bezpośrednio o to koncertowo zjeb..ała !!!

  12. Avatar photo

    Amir

    25 lipca 2020 at 19:54

    Wy liczycie jeszcze na awans???
    Widać było dzisiaj że w pierwszym meczu dostaną w dupę i się skończy. Te wszystkie gadki o kąpaniu się za ryje i gadka o kibicach że ich motywują to jest pic i fotomontaż po to aby ludzi wciąż nabierać że im się chce. Kiedyś to była Gieksa za Furtoka Ledwonia a teraz to mamy od ponad 10 lat wkłady do koszulek, którzy ino chodzą po boisku i czekają na kasę od miasta. Po dzisiejszym meczu na miejscu miasta zakręcił bym kurek z kasą i powiedział prezesowi że jak awansują to dostaną kasę a jak nie awansują to chuja zobaczą.

  13. Avatar photo

    Roh

    25 lipca 2020 at 20:03

    Szkoda byla szansa. Spierdolili to koncertowo.

  14. Avatar photo

    Czomber

    25 lipca 2020 at 20:07

    Prawo Murphy’iego wersja Gieksa – jak możemy coś spierdolić to napewno to spierdolimy

  15. Avatar photo

    PołudnioweK-ce

    25 lipca 2020 at 20:16

    Dzisiaj dziękuje im za walkę, na prawdę „jechali na dupach”..tylko szkoda że tak późno.. awansu nie robi się w ostatnich kolejkach tylko od pierwszej..dzisiaj widać to jak na dłoni.. wiecie co mam przeczucie.. we wtorek wygrana a w piątek Bytovia i historia zatoczy koło….

  16. Avatar photo

    PołudnioweK-ce

    25 lipca 2020 at 20:24

    Ps. dla mnie jak ktoś pierdoli że im nie zależy na awansie to chyba wypił przynajmniej jedno piwo więcej ode mnie..im zależy tylko nie potrafią tego zrobić..kurwa jak awansują to mają pewne wyższe płace a jak wypadną z kadry bo według sztabu szkoleniowego nie będą się nadawać na gre 1 lidze to mają zajebista kartę przetargowa w ustalaniu kontraktu z nowym klubem z racji tego że osiągnęli „sukces”

  17. Avatar photo

    jezyk

    25 lipca 2020 at 21:15

    Czy ja wiem czy jezeli ktos uwaza ze robia to celowo to pierdoli.Południowe k-ce niby ma racje bo logika by dyktowala takie rozwiazanie tylko czy oni kieruja sie taka logiką. Skład maja bardzo mocny jak na II ligę a od łecznej mocniejszy i to o wiele. tymczasem pomimo sprzyjajacych okolicznosci nie dali rady. Jeżeli zajebia baraże to juz na 100 procent bedzie jasne ze robia to celowo bo tam druzny sa duzo słabsze. No nic poczekamy to sie dowiemy

    • Avatar photo

      Roh

      25 lipca 2020 at 21:20

      Przestan glupoty pisac. Ja sie zgadzam z poludniowe katowice. Chca ale nie moga i tyle, a skladu wcale takiego dobrego nie mamy.

  18. Avatar photo

    Afera

    25 lipca 2020 at 21:35

    Kalinkowski,Midzierski,Poczobut,Śpiączka,JAPIERDOLE mówi wam to coś,oni wszyscy awansowali to się w pale nie mieści

  19. Avatar photo

    jezyk

    25 lipca 2020 at 21:49

    Roh to ty nie pierdol glupot ze ten sklad jest slaby jak na II lige. Wy macie ludzie jakis kompleks nizszosci w sobie czy jak

  20. Avatar photo

    Jaworzno

    25 lipca 2020 at 21:54

    Od nastu lat trwa degradacja wizerunkowa klubu , szkoda ze rzadza nim osoby ktore nie maja pojecia o zawodowym sporcie, niestety w calej Polsce Gieksa kojarzy się z byle jakoscia , ze stracona szansa w frajerski sposob…tylko kibicow zal

    • Avatar photo

      Piko

      25 lipca 2020 at 22:10

      Cierpi też na tym wizerunek miasta . To przecież miasto jest właścicielem . Właścicielem klubu który przegrywa z rezerwami Lecha na przykład . Klubu który powoli staje się symbolem frajerstwa i nieudacznictwa

  21. Avatar photo

    Mario

    25 lipca 2020 at 22:34

    Szkoda że tak szybko są te baraże,im należy się dwa tydnie w G W L na Staszicu wtedy zaczęli by grać a tak to pierdolą

  22. Avatar photo

    Robson

    25 lipca 2020 at 23:15

    Skład na 2 ligę mamy mocny i awans jest obowiązkiem!
    Widzew robił wszystko by zagrać w barażach a my im pokrzyżowaliśmy plany 😉
    To nasze frajerstwo to efekt olewactwa i źle przepracowanego okresu obostrzeń pandemii. mam nadzieją że awansujemy wierzę bo wiara czyni cuda jak nie wtedy będę płakał i wytykał błędy a nawet opluwał winnych na razie kibicuję HEY GIEKSA GOOL!!!

  23. Avatar photo

    SiarkaTbg

    25 lipca 2020 at 23:16

    Witam z Tarnobrzega
    Piszę dziś bo mnie już kurwica bierze, że takie duże miasto ma taką ciulową drużynę. Obserwuję wasz klub i doszedłem do wniosku że trzeba to wszystko rozpierdzielić. Począwszy od Zarządu a skończywszy na trenerze i kadrze. Rozmawiałem ostanio z Architektami z Rudy Śl. co wygrali projekt stadionu i jest super. Tylko żeby za tym szła cała reszta. Będziecie mieć fajny obiekt a grać będziecie z z jakimiś ciulami. Trzymam kciuki żeby GKS awansował w tych barażach a póżniej do ekstraklasy. Mamy takie same barwy więc trzeba się trzymać razem. Zabolało nmie to że kopacze GKS-u przejebali w Stalowej Woli która dziś spadła. To trzeba nie umieć grać w piłkę żeby przepierdolić taki mecz. Przyjechała Pogoń Siedlce i dała im do wiwatu. GKS przyjechał do Stalowej wtedy aby odpocząć wraz z trenerem. Jesteście najlepszymi kibicami rozpierdolcie ten układ bo będziecie się huśtać przez wieki.
    Serdecznie pozdrawiam i trzymam kciuki za GKS

  24. Avatar photo

    PołudnioweK-ce

    26 lipca 2020 at 01:03

    @afera „panów piłkarzy” jakich wymieniłeś to byli w swoich klubach statyści a lbo jedni z wielu..Śpiaczka z tego co pamiętam doszedł do łecznej w drugiej rundzie (no niech sie synek nacieszy po tych kilku spadkach z rzędu i tej zjebanej sytuacji na koniec meczu z Bytovia w zeszłym sezonie!.. kto pamięta?..zreszta ch.. z nim.. Skupmy się na sobie..mnie osobiście martwi to że Nasi „oddychają rękawami” w tym jest problem.. jak ich zregenerować.. bo uważam że chcą z powodów jakie wcześniej wymieniłem

  25. Avatar photo

    Dziadek

    26 lipca 2020 at 01:03

    Wystarczyło chcieć awansować. Jak zwykle w 2 lidze. Dlatego 300% że w barażach nie awansują. Bo gdyby chcieli, to by awansowali trzy kolejki temu.

  26. Avatar photo

    PołudnioweK-ce

    26 lipca 2020 at 01:32

    Jak mnie to rozpierdala.. przecież to jest ich zawód.. czym wyżej dojdą tym więcej będą zarabiać.. Kurwa proste..większe profity na przyszłość i dopisek do CV.. awans..powtórze się po raz enty oni chcą ale nie mają umiejętności albo ktoś ich źle przygotował do tej rundy pod względem fizycznym..i tu jest kurwa problem i trzeba zastanowić się nad tym..tu leży tzw. meritum sprawy.. bo chyba nie powiecie mi że Woźniak, Błąd, Dejmek grają na zostanie w tej lidze.. wiedzą że jak nie awansują to będą mieli kariere właściwie zakończoną.. co najwyżej mogą później marzyć o angażu w Wieczystej Kraków .. a młodzi którzy nie awansują też będą mieli problem bo ich „kariera” stanie w miejscu.. czyli przynajmniej przez kolejny rok nie zmienią auta na lepszy model…takie jest moje zdanie

    • Avatar photo

      Mike

      26 lipca 2020 at 14:33

      Największe profity to są u buka i tyle w temacie.

  27. Avatar photo

    Bce

    26 lipca 2020 at 05:59

    Panowie na chłodno to trzeba wziąć. Mamy młody skład i tak wysokie moejsce zajęli w lidze. Na początku myślałem że będą gdzieś w połowie ligi. Ktoś kiedyś tu wspominał że trener to WF może prowadzić. Gówno prawda. Wyciągnął z nich ile się dało. Glupie potracone punkty z Lechem. Zgodzę się tu z przedmowcami mamy chujowy zarząd. Potrzeba nam 3-4 wzmocnień napewno w napadzie. Wykartkowali się w poprzednim meczu. Błąd chyba jako jedyny z różnym skutkiem próbował strzałów z daleka, stałe fragmenty gry to jest nasza bolączką. Teraz czas na baraże wszytko w ich nogach i głowach. Ilu z nas już mówiło że ma ich w dupie a na trybunie głównej cały czas ta sama ekipa. Dochodzę do wniosku , że wiara jest w to co robimy. Panowie mamy młody zespół i nikt na obecną chwilę nie będzie chciał tu przyjść!!!
    Boli to, że po tylu latach nie mamy swoich wychowanków przecież to jest kurwa skandal. Stadion nowy nam narazie nie jest potrzebny. Po nie których wypowiedziach dochodzę do takiego wniosku. Nauczmy się zapełniać to co mamy. Ci co mieli zostać zostali.
    Panowie musimy wierzyć, że w barażach nam się uda nic innego nie pozostaje.

  28. Avatar photo

    Solski

    26 lipca 2020 at 09:30

    @Adi
    Ta połowa którą wymieniłeś to 6 zawodników (Dejmek, Jędrych, Woźniak, Błąd, Grychtolik, Habusta) z czego regularnie grało tylko 4. Jędrych, Błąd na + a reszta wypadła blado. No może jeszcze Woźniak, chociaż ostatnie mecze to więcej dyskusji i machania rękami niż grania. Tak więc jak widzisz graliśmy praktycznie nowym skąłdem, zawodnikami bez CV, o umiejętnościach takich a nie innych I mimo to udało im się zając 3 miejsce, które sezon wcześniej dawało by awans, a teraz trzeba niestety jeszcze pograć w barażach.
    Ochłońmy i pomóżmy im dopingiem w kolejnym meczu

  29. Avatar photo

    Irishman

    26 lipca 2020 at 09:32

    Nie ma się co załamywać, czy tam wywieszać białą flagę. Jesteśmy trzecią siłą w tej lidze….. a moim zdaniem nie wiem, czy nie jesteśmy najlepsi. Poczytajcie pomeczowe komentarze trenerów drużyn, z którymi przyszło nam się mierzyć. Wielu z nich tak właśnie twierdziło.
    Dlaczego więc nie awansowaliśmy bezpośrednio? To sobie policzcie ile punktów straciliśmy na wiosnę po głupich, dziecinnych, niewymuszonych błędach obrońców i bramkarza. A czy można było temu zapobiec? Nie wiem, bo czy można było przewidzieć, że dobrze broniącemu Mrozkowi nagle coś odwali? A Janiszewski, tak naprawdę był trzecim wyborem trenerów ale wobec kontuzji Dejmka i Brody grał… Więc nie mówmy, że mamy słabą drużynę, bo w kilku meczach pojedynczym piłkarzom coś odwala i zachowują się jak pajace!

  30. Avatar photo

    Dobry

    26 lipca 2020 at 09:59

    Mam 3 teorie dlaczego oni nie wygrali wczoraj. Pierwsza jest taka że im się nie chce co wykluczam bo jednak kasa do zgarnięcia jest za awans co im zabrali przez koronawirusa. Druga teoria to że są słabi piłkarsko i z tym trzeba się zgodzić że niektórzy tacy są i mało umiejętności mają i to widać. Trzecia teoria jest że podczas meczów są zestresowani i ten stres paraliżuje ich i blokuje im nogi przez co mają problem z wygrywaniem.

  31. Avatar photo

    pablo eskobar

    26 lipca 2020 at 15:05

    nic tutaj juz niebedzie ciagle granie w ciu..a

  32. Avatar photo

    Prezes1964

    26 lipca 2020 at 15:07

    Proszę wstrzymajmy się z pomyjami do wtorku/piątku , nie jest idealnie a strata punktu choćby z Lechem 2 boli teraz po trzykroć.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dokąd zmierzacie Szoszoni?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 23 latach GKS Katowice wraca do Europy. Niezwykłym faktem jest to, że trafiając na tak bliskiego geograficznie rywala jak MŠK Žilina, GieKSa zagra w pucharach z przeciwnikiem oddalonym zaledwie jedną czwartą odległości od miejsca, w którym te puchary drużyna sobie w lidze zapewniła. Jeśli Baltika Kaliningrad nie wywalczyła kiedyś pucharów w ostatniej serii gier z Łucz Energią Władywostok, to zapewne próżno szukać takiej sytuacji w annałach europejskiej piłki.

W lidze wyjazd 150 kilometrów kwalifikujemy jako nie najbliższy, ale bliski. Przecież to mniej niż choćby do Wrocławia, a przecież tam to jest szast prast i jest się na miejscu. Tak więc logistycznie wypadło dla GKS idealnie – brak konieczności lotu, a i dla kibica jest to wycieczka bardzo łatwa. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie przekraczać granice w Zwardoniu, to odcinek autostrady D3 (Skalite – Svrčinovec) jest zamknięty i trzeba jechać wioseczkami i miasteczkami m.in. przez Oszczadnicę. Wiadomo – jeśli chodzi o przygodę dla kibiców, to lepszy byłby Hajduk, ale przygody zostawmy sobie po prostu na następne rundy.

MŠK Žilina to drugi po Slovanie Bratysława najbardziej utytułowany klub Słowacji. Został założony w 1908 roku pod węgierską – w wyniku madziaryzacji – nazwą Zsolnai Testgyakorlók Köre (Klub Gimnastyczny w Żilinie). Później nazwa zmieniana była kilkukrotnie, choć w latach 1919-1948 była bliska obecnej – ŠK Žilina. Zresztą tak samo nazywał się w latach 1990-1995 i właśnie wtedy dodana została literka „M”, czyli „Miejski”. Pierwsze sukcesy klub odniósł w latach 1928 i 1929 w nieoficjalnych rozgrywkach zdobywając Mistrzostwo Słowacji. To był czas, kiedy istniała Czechosłowacja i był okres, w którym najlepsze drużyny słowackie grały w fazie play-off o mistrzostwo łączonego kraju. W omawianych latach nie miało to jednak miejsca.

W lidze czechosłowackiej zespół grał przez 30 sezonów, a najwyższym miejscem z tamtego czasu było czwarte w sezonie 1946/47. Wielkimi zgłoskami zapisał się początek lat 60. W pierwszej w historii edycji Pucharu Czechosłowacji ówczesne Dynamo Żilina dotarło aż do finału, gdzie w Ołomuńcu uległo praskiej Dukli 0:3. Jako, że Dukla zdobyła mistrzostwo, Słowacy dostali przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam to zrobili niemałą furorę, dochodząc aż do ćwierćfinału, choć były to czasy, że aby dotrzeć na ten szczebel wystarczyło przejść… jedną rundę.

W dwumeczu Żilina trafiła na grecki Olympiakos. W pierwszym meczu w Pireusie goście mimo dwukrotnego tracenia prowadzenia, w 87. minucie jednak dopięli swego, gdy Julius David po raz trzeci trafił do siatki. W rewanżu Słowacy wygrali 1:0 po golu Vladimira Pisarika.

Prawdziwa bomba miała miejsce w ćwierćfinale. Dynamo trafiło na broniącą pucharu Fiorentinę i w pierwszym meczu to właśnie klub z Żiliny sensacyjnie wygrał to spotkanie 3:2, wprawiając w osłupienie byłego wicemistrza świata, węgierskiego trenera Nandora Hidegkutiego, mającego swego czasu swój epizod na ławce w… Stali Rzeszów. W rewanżu jednak faworyt odrobił straty i wygrał 2:0.

Ciekawostka! Bramkarzem Żiliny w tych spotkaniach był zawodnik nazywający się… František Plach. Tak, to nie przypadek – był to dziadek obecnego golkipera Piasta Gliwice, mającego to samo imię, co świadczy, że była to persona poważana i szanowana w rodzinie. Kontuzjowanemu od marca wnukowi słynnego dziadka życzmy dobrej rekonwalescencji i dalszego dochodzenia do siebie po marcowym urazie kolana.

W nowożytnej historii, czyli grze już w stricte w lidze słowackiej – po rozpadzie Czechosłowacji – MŠK Žilina odniosła sporo sukcesów. Siedmiokrotnie zdobyli mistrzostwo, choć pięć z tych tytułów przypadło na pierwszą dekadę XXI wieku. Dodatkowo dwukrotnie zdobyli Puchar Słowacji i cztery razy byli finalistą. To właśnie zdobycie pucharu w tym roku dało piłkarzom Pavola Staňo przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.

Pavol Staňo to postać w polskiej piłce aż nadto znana. Jako piłkarz rozegrał aż 243 mecze w ekstraklasie i zdobył 23 bramki. Występował w Polonii Bytom, Jagiellonii, Koronie, Podbeskidziu i Termalice.

W XXI wieku Słowacy zagrali niezliczoną ilość spotkań w europejskich pucharach. Raz nawet awansowali do Ligi Mistrzów, gdy w decydujących bojach dwukrotnie wygrali ze Spartą Praga, ale w grupie już poszło im fatalnie – przegrali wszystkie sześć meczów, a z Marsylią polegli u siebie aż 0:7. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to na pewno słowaccy kibice wspominają triumf na Villa Park w 2008 roku, kiedy to niedoceniany przybysz z Europy środkowej wygrał z Aston Villa 2:1, co oklaskiwał z ławki trenerskiej dobrze znany w Polsce Dusan Radolsky. Co ciekawe Żilina, która teraz przecież przegrała dwumecz z Hajdukiem, wyeliminowała Chorwatów w 2009 roku w eliminacjach do Ligi Europy. Z ciekawszych wyników na uwagę zasługuje zwycięstwo z luksemburskim Dudelange… 5:4 oraz niesamowita końcówka dwumeczu z Worskłą Połtawa z 2015 roku. Żilina w pierwszym spotkaniu wygrała 2:0, taki sam wynik, tyle że na korzyść Ukraińców był po 90 minutach rewanżu. W dogrywce Worskła strzeliła na 3:0, ale w doliczonym czasie goście ze Słowacji zdołali strzelić gola dającego awans – wtedy jeszcze bramki na wyjeździe były premiowane. Potem Żilina nawet wygrała pierwszy mecz z Athletikiem Bilbao 3:2 (przegrywając 0:2 do przerwy!), ale w rewanżu Baskowie ugrali 1:0.

W poprzednim sezonie doszło w końcu do starcia MŠK Žilina z polskim klubem, mianowicie Rakowem Częstochowa. Medaliki nie zostawiły złudzeń Słowakom wygrywając 3:0 u siebie i 3:1 na wyjeździe. W dwumeczu tym debiutował w europejskich pucharach Oskar Repka, dla którego pierwsze starcie było dopiero drugim meczem w ogóle w barwach Rakowa, po inauguracji przeciw GKS Katowice. Choć proforma dodajmy, że w 1997 roku Żilina zmierzyła się w Pucharze Intertoto z Odrą Wodzisław, a było to o tyle ciekawe, że teoretycznie niemająca szans na Puchar UEFA Odra została właśnie zgłoszona do rozgrywek „Pucharu Lata”. Intertoto odbywało się wówczas jeszcze w trakcie trwania poprzedzającego sezonu i na finiszu ligi wodzisławianie jednak do Pucharu UEFA się dostali – kosztem GieKSy. Odra zremisowała z Żiliną 0:0, a trenerem gości było – co za zaskoczenie – Dusan Radolsky.

1 maja 2026 MŠK Žilina zdobyła swój trzeci Puchar Słowacji. W rozegranym u siebie, czyli na Stadioniem pod Dubnom, drużyna wygrała z FC Košice 3:1. Bramki zdobyli Michal Fasko, Filip Kasa i Marko Roginić. Tym samym trofeum wróciło do Żiliny po 14 latach. Co ciekawe z rywalem z Koszyc zespół zmierzy się w pierwszej kolejce nowego sezonu i pojedynek ten odbędzie się pomiędzy dwoma meczami z GKS Katowice.

Przez lata przewinęło się przez ten klub wielu nie tylko znanych zawodników, ale przede wszystkim znanych nam – polskim kibicom. Z racji bliskości do polskiej granicy, wielu słowackich zawodników czy trenerów mieliśmy okazję gościć na terytorium naszego kraju, ale przecież też Polacy zaznaczyli swój ślad w klubie spod Małej Fatry.

Obecnie barw słowackiego klubu broni Fabian Bzdyl, młodzian z Cracovii, który jednak nie miał okazji zagrać na Nowej Bukowej w przegranym przez Pasy 1:2 meczu. W przeszłości w Żilinie grał jeszcze Dawid Kurminowski i robił tam niemałą furorę – strzelając w 52 meczach aż 27 bramek i mając na koncie tytuł króla strzelców w sezonie 2020/21 z 19 trafieniami na koncie. No i największa obecnie gwiazda Jakub Kiwior, który z Železiarne Podbrezová trafił właśnie do Żiliny i rozegrał tam 50 meczów. Dobre występy zaowocowały transferem do Spezii, a potem piłkarz zdobył kontrakt życia w Arsenalu. Obecnie broni barw FC Porto.

A piłkarze, którzy grali w Żilinie oraz w polskich rozgrywkach: Aleš Besta strzelił nam kiedyś bramkę w meczu Górnika z GieKSą, gdy rozpoczynała się i umacniała ówczesna zgoda, a na Roosevelta, na starym jeszcze stadionie, przy 20 tysiącach kibiców mieliśmy piłkarskie święto. W Polsce grali lub grają przecież Wahan Biczachczjan, Roman Gergel, Ľubomír Guldan, Róbert Jež, Dušan Kuciak, Samuel i Patrik Mrázowie, Ján Mucha, Róbert Pich, František Plach, Ivan Trabalik czy Kristian Vallo.

Zdecydowanie największą karierę w światowej piłce zrobił Milan Škrinjar, reprezentant Słowacji, wychowanek tego klubu, który rozegrał niemal dwieście meczów w Interze Mediolan, a grał też w PSG. Zawodnik obecnie gra w Fenerbahçe i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Polscy kibice mogą pamiętać Stanislava Sestaka, który niegdyś w Bratysławie w dwie minuty strzelił dwie bramki reprezentacji Polski w eliminacjach do Mundialu 2010 odwracają losy spotkania. No i oczywiście Martin Dúbravka, wieloletni bramkarz Newcastle United. Ostatnio grał w Burnley, a pod koniec czerwca został ogłoszony zawodnikiem Tottenhamu.

MŠK Žilina ma też powiązania z GieKSą. Jedno przeszłe, jedno obecne. Oliver Praznovsky grał w GKS przez dwa sezony. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w formie był zawodnikiem bardzo solidnym. Katowicki Senderos strzelił cztery bramki dla naszego zespołu. Potem m.in. przez cztery lata grał w Chrobrym Głogów. No i obecny zawodnik – Marko Roginić. Chorwat w GieKSie był przez półtora sezonu i rozegrał 43 mecze zdobywając zawrotne 3 bramki – przeciw ŁKS, Łęcznej i Tychom – co ciekawe wszystkie na wyjeździe. Potem właśnie trafił do zespołu z Lubelszczyzny.

Nazwa stadionu MŠK Žilina wprost nawiązuje do wzgórza Dubeň znajdującego się nieopodal – po drugiej stronie rzeki Wag, a widocznego z samego obiektu. Analogicznie więc z wieży widokowej na górze tejże, widać stadion, jak i całą piękną panoramę miasta. Na tym jednak widoki się nie kończą, gdyż Żilina znajduje się nieopodal Małej Fatry ze swoimi wysokimi szczytami i bardzo wymagającymi podejściami na Wielki Krywań, Stoh czy Wielki Rozsutec, szpizczastą górę widoczną świetnie choćby z naszej Magurki Radziechowskiej w Beskidzie Żywieckim. Swoją drogą obiekt ten tak do złudzenia przypomina stadion Górnika Łęczna, że wspomniany Roginić, gdy zmieniał barwy klubowe musiał mieć w głowie niezłe zamieszanie i zastanowienie, czy aby na pewno transfer doszedł do skutku i nadal nie dźwięczyły mu w głowie tony głosu Krzysztofa Cugowskiego.

Drużyna i trenerzy Żiliny mieli duże aspiracje przed meczami z Hajdukiem. Pavol Staňo zapowiadał, że zespół chce grać swoją i odważną piłkę. Czy jednak te słowa mogły się ziścić? Piłkarze ze Słowacji w Splicie nie zaprezentowali się najlepiej, choć mimo to mieli swoje stuprocentowe okazje, których nie wykorzystali Hranica i Roginić, a jeden z obrońców Hajduka nieomal zaliczył „estońską sztuczkę”, bo bramkarz znajdował się za światłem bramki, ale po przeciwległej stronie i podanie do pustaka… minimalnie minęło lewy słupek. Tak, chorwacki obrońca zrobił to co należy, czyli nie zagrał w światło bramki, ale serce kibicom Torcidy podeszło do gardła, a nasi południowi sąsiedzi mieli nadzieję. Märtenowi Kuuskowi życzymy wszystkiego dobrego w barwach Dumy Stolicy!

Fani z Żiliny nie byli pocieszeni. W sieci pojawiło się utyskiwanie na postawę zespołu w tym meczu, ale też kibice zwracali uwagę na szerszy kontekst, czyli zarówno brak wzmocnień, jak i kontynuację słabej gry z końcówki poprzedniego sezonu.

„Kpiną jest to, że na Europę nie zostało wystawione ani jedno wzmocnienie, ale to nie jest niespodzianka w ostatnich latach”

„Wynik z przebiegu meczu powinien brzmieć 6:1. Zero obrony”

„Możemy się cieszyć, że z tak nędzną grą, mamy taki wynik. Z drużyny, która miała tytuł w garści, zajęliśmy czwarte miejsce na wiosnę, a puchar był cudem”

„Strasznie słaby występ wczoraj. Atak to katastrofa, Roginič i Faško wypadli z formy, czuję się jakbyśmy ich tam nie mieli”

„Žilina = obolałe oczy, nieszczęście”.

Trudno się dziwić frustracji kibiców, bo rzeczywiście – mimo, że drużyna awansowała do pucharów, to wiosna do dobrych nie należała. Sezon zasadniczy (22 kolejki) Żilina zakończyła na 3. miejscu z sześciopunktową stratą do lidera. Bilans 11-7-4 nie wyglądał najgorzej. Grupa mistrzowska to jednak były cztery zwycięstwa i sześć porażek. W ostatnich pięciu kolejkach sezonu drużyna przegrała czterokrotnie. To skutkowało wypadnięciem poza podium i strefę pucharów, dlatego tak ważne było zdobycie Pucharu Słowacji.

Patrząc na składy z meczu z Rakowem sprzed roku, widać, że w zespole doszło do kilku przetasowań. W pierwszym meczu grało czterech, a w drugim pięciu zawodników, których już w klubie nie ma. Przede wszystkim odszedł młody, zdolny Ghańczyk Samuel Gidi, który trafi do Cincinati i w Major Leauge Soccer rozegrał już (na raty – 2 pobyty) 23 mecze, grając m.in. przeciw takim gwiazdom jak Leo Messi. To była ważna postać, bo w Żilinie zawodnik rozegrał ponad sto meczów. No ale odeszli też tacy piłkarze jak Ľubomír Belko (Viking), Samuel Kopásek (Pardubice, a dosłownie wczoraj wypożyczony do Lechii Gdańsk), Adrián Kaprálik (Holstein Kiel) czy Dávid Ďuriš (Rosenborg).

Popularni Szoszoni kilka lat temu nie mogli być jednak pewni, że ich klub nadal będzie znajdował się na piłkarskiej mapie Słowacji. Krótko bowiem po ogłoszeniu w Europie pandemii, trzy tygodnie po przerwaniu rozgrywek – MŠK Žilina ogłosiła komunikat z enigmatycznym określeniem „postawienia klubu w stan likwidacji”. Powodem była fatalna sytuacja finansowa. Klub w związku z nią chciał obciąć siedemnastu najlepiej zarabiającym piłkarzom aż 80 procent pensji, na co zawodnicy nie chcieli przystać, choć byli gotowi na zrzeczenie się pewnej części wynagrodzenia. W związku z odmową piłkarze dostawali wypowiedzenia. Problem polegał na tym, że klub nie ogłaszał bankructwa, chciał po prostu ogarnąć finanse – sportowo w przypadku powrotu do rozgrywek, drużyna miałaby do nich przystąpić, tylko grając juniorami, ewentualnie tymi, którzy zgodziliby się na drastyczną obniżkę apanaży i zostali w klubie. Nasi Kurminowski i Kiwior byli wówczas młodymi zawodnikami, więc ich tak drastyczna obniżka pensji nie dotyczyła i w klubie zostali. Jednym z tych, który odszedł był obecny bramkarz Piasta Gliwice, który trafił do klubu w obliczu kontuzji Placha – Dominik Holec, który sam głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tej 80-procentowej obniżki. Natomiast, że stara miłość nie rdzewieje pokazali inni zawodnicy, którzy wówczas rzeczywiście z klubu odeszli, ale dziś po kilku latach znów bronią barw MŠK Žilina – jak choćby Filip Kasa czy kapitan Miroslav Kacer.

A dlaczego w ogóle MŠK Žilina to Szoszoni? Przydomek i maskotka nawiązują do grupy plemion indiańskich. Plemiona te zamieszkujące m.in. tereny dzisiejszych stanów Wyoming i Idaho, zajmowały się głównie łowiectwem i zbieractwem. Ich głównym pożywieniem były orzeszki piniowe, ale ci, którzy mieli zdolność polowania, próbowali zdobyć zające wielkouche, ale także sarny, bizony czy antylopy. Była to grupa uboga, wedle relacji amerykańskich i brytyjskich traperów nie stanowili mocnej siły w tym regionie. Dodatkowo dochodziło do starć i nieporozumień ze względu na wybijanie przez traperów populacji bobra, która to była dla Szoszonów m.in. źródłem odzieży. Rząd USA próbował ogarnąć sytuację, stworzyć rezerwaty i dostarczać im środki na przetrwanie, ale wyglądało to różnie, a na pewno dość szorstko i dochodziło na tym tle do wielu nieporozumień.

Co ciekawe nie tylko amerykańskie, ale i afrykańskie wątki dotyczą naszego najbliższego rywala. W 2018 roku założono bowiem w Ghanie filię MŠK Žilina, mianowicie MŠK Žilina Africa FC. Klub zlokalizowany jest w Labadi na przedmieściach Akry i występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. W zakończonym sezonie zespół w czterozespołowej grupie play-off o awans zajął trzecie miejsce, w niefortunnym układzie punktów 6-6-6-0 (Czesław Michniewicz na Euro U-21 nie lubi tego). Drużyna wygrała dwa mecze i jeden przegrała, ale bilans bramkowy 2:2 nie pozwolił wywalczyć awansu na zaplecze. Między klubem-matką, a ghańską filią rzadko dochodziło do wymian piłkarzy, ale wspomniany wcześniej Samuel Gidi był właśnie tą perełką wyłowioną z afrykańskiego kraju. Zawodnik przyjął słowackie obywatelstwo i zagrał sześć meczów w młodzieżówce.

Swoją drogą nazwy trzecioligowych ghańskich drużyn są… specyficzne. True Life, Prestige, Immigration, Ghana Army, Third World, Still Believe, John Paintsil czy Mobile Phone People raczej przywołują skojarzenia z rozgrywek Red Boxa lub innych lig szóstek. Dla młodszych i niewtajemniczonych kibiców przypomnę, że np. John Painstil to po prostu były reprezentant Ghany w piłce nożnej, uczestnik Mundialu w 2006. Natomiast jeśli chodzi o filię lub (?) fancluby (?) to można tam znaleźć także choćby… Schalke 04 czy Besiktas Berlin.

Wróćmy do dwumeczu z Hajdukiem. W rewanżu Żilina zaczęła grać, ale… zbyt późno. Kiedy Van Hoorenbeeck strzelał dla gości bramkę do szatni, wydawało się, że wszystko jest pozamiatane. Pogoń Żiliny zakończyła się strzeleniem dwóch bramek, z czego tej drugiej w doliczonym czasie gry. Na więcej nie starczyło czasu. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Roginić, natomiast dwukrotnie zawodnik ten tak szpetnie zmarnował stuprocentowe sytuacje, że naprawdę trudno się dziwić komentarzowi jednego z fanów zespołu: „Ale ten chłopak to drewno!”.

Kibice zwracali uwagę na dobrą postawę w drugiej połowie.

„Gdyby grali tak, jak przez ostatnie 30 minut to skończyłoby się 4:1”

„Dlaczego od początku nie grał Bzdyl?”.

Prawda. Fabian zastąpił kapitana Miroslav Káčera i wniósł mnóstwo ożywienia dla gry zespołu. Wypracował drugiego gola.

Kapitan zespołu Miroslav Káčer powiedział, że ma nadzieję, że w kolejne rundzie z tych sytuacji, które sobie wykreują, bramki będą już strzelać. Obrona GKS musi się więc mieć na baczności.

Bardzo ciekawy komentarz zawarł jeden z kibiców, który patrzy na szerszy kontekst:

„Po zwycięstwie w Pucharze Słowacji pan Antošík zapowiadał: „Tym razem chcemy odnieść sukces w Europie. Sprowadzimy dwóch nowych zawodników!”. Tymczasem znów zamieniliście to w przedsięwzięcie czysto biznesowe. Wystawialiście do gry piłkarzy, których chcieliście sprzedać. Z Polakami też odpadniecie, a potem nastąpi kolejna wyprzedaż – dokładnie tak jak ostatnim razem. Czy dziwi was, że cała Żylina i okolice kompletnie nie interesują się waszą drużyną piłkarską?”.

To daje obraz, że kibice są niezadowoleni nie tylko z braku wzmocnień, ale z permanentnych osłabień, ba – niektórzy przewidują odejścia zawodników jeszcze przed dwumeczem z GieKSą. Ktoś inny napisał:

„Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz Polacy wygnają nas z europejskich pucharów”

Całość pokazuje, że mimo triumfu w krajowym pucharze, nastroje kibiców w kontekście kilku ostatnich lat najlepsze nie są. Systematyczne porażki w pierwszych rundach europejskich pucharów są dla żilinian frustrujące. Mają oni nadzieję na przejście GKS, jednak zdania są podzielone – jedni uważają rewanżowy mecz z Hajdukiem za dobry prognostyk, inni mają dość sporo defetyzmu i przewidują porażkę.

Czy Adam Zreľák zagra przeciw swoim rodakom to zawsze jest niewiadoma, ale w przeszłości miał już tę okazję. W barwach Rużomberoka strzelił przeciwko Żilinie gola i zaliczył asystę.

Dla GKS Katowice europejskie puchary to wielka niewiadoma. Dodatkowo Katowiczanie nie trafiają na amatorów z San Marino czy Andory, jak to kiedyś bywało w przypadku polskich drużyn we wczesnych fazach. Trafiamy na drużynę z regionu, niesłabą i też nieprzesadnie mocną. Wydaje się, że liga słowacka jest nieco słabsza od polskiej, co by dawało pewną przewagę naszej drużynie. Z drugiej strony rywale są na europejskiej arenie dość ograni. Nie ma więc chyba co dywagować, kto jest faworytem tej potyczki. Na pewno rywal jest w zasięgu, a dwumecz Rakowa z poprzedniego roku wyraźnie to pokazał.

Źródła:
Wikipedia PL
Wikipedia EN
https://igol.pl/msk-zilina-likwidacja-co-oznacza/
Transfermarkt
https://sciezkimojegoswiata.pl/2020/09/26/vyhliadkova-veza-duben-czyli-wieza-widokowa-w-zylinie/
90minut.pl
https://www.mskzilina.sk/
Facebook – MŠK Žilina
Foto: https://img.uefa.com/imgml/stadium/uw/65053.jpg

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: Žilina jest jak żmija

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wraz z tryumfem Hiszpanii na mundialowych boiskach dobiegł końca maraton nocnych meczów za oceanem, a uczestniczący w nich piłkarze udali się na zasłużone urlopy. Natomiast nasi ulubieńcy są już zwarci i gotowi, aby rozpocząć rozgrywki, które będą nas przyprawiać o zdecydowanie szybsze bicie serca niż sam Mundial. Jednak zanim z kopyta ruszy Ekstraklasa, GKS napisze pierwszy i – mamy nadzieję – jeden z wielu rozdziałów w Lidze Konferencji Europy. Jak wysoka jest pierwsza przeszkoda, jaką los postawił na naszej drodze? O MŠK Žilina opowiedział nam Piotr Słonka, użytkownikom Twittera szerzej znany jako BuckarooBanzai – pasjonat piłki nożnej, groundhopper, wnikliwy obserwator futbolu w wydaniu ukraińskim, czeskim i właśnie słowackim. W ubiegłym sezonie na meczach MŠK bywał częściej niż niejeden niedzielny kibic na stadionie swojej lokalnej drużyny, więc to właśnie jego poprosiliśmy o przybliżenie sylwetki pierwszego rywala GieKSy w kwalifikacjach Ligi Konferencji.

Na ile łaskawy był dla nas los przydzielając nam MŠK Žilina jako pierwszą przeszkodę na drodze do Ligi Konferencji Europy?
W ubiegłym sezonie widziałem na żywo kilkanaście meczów MŠK, a po raz pierwszy pojechałem do Żyliny 17 lat temu na decydujący o wejściu do Ligi Europy mecz z Partizanem. Od tego czasu co najmniej kilka razy w roku bywam na tym stadionie, a jeśli jestem w Polsce, to nawet kilkanaście. Wielokrotnie próbowałem scharakteryzować ten zespół, jednak nie jest to łatwe. Na ten moment Žilina jest przede wszystkim zespołem niekompletnym, w permanentnej budowie, wielokrotnie wyprzedawanym i uzupełnianym nowymi piłkarzami. Zdarzało się, że kluczowe zmiany kadrowe zachodziły w trakcie kampanii eliminacyjnej do europucharów. Podobnie może być i w tym sezonie. Priorytetem zarządu jest zarabianie na piłkarzach, aczkolwiek dziś nie widzę tam gracza o wysokim potencjale sprzedażowym. Jest za to kilku bardziej doświadczonych zawodników, którzy mają gwarantować stabilizację zespołu, jednak są to gracze przeciętni nawet na ligę słowacką. Dlatego moim zdaniem to GKS jest faworytem – o ile w pierwszym meczu scenariusze mogą być różne, to ostateczny awans powinien stać się udziałem GieKSy. Žilina jest jak żmija, która może ukąsić każdego, ale koniec końców te rany nie powinny być dla GKS-u zabójcze.

Ubiegły sezon ligi słowackiej zakończył się bezdyskusyjnym tryumfem Slovana Bratysława, a Žilina skończyła dopiero na czwartym miejscu. Jak w porównaniu do Ekstraklasy oceniasz potencjał całej ligi, jej mistrza i naszego najbliższego rywala?
Na Słowacji mamy ligę z hegemonem w postaci Slovana, który pędzi niczym TGV, a gonią go kiepskie ciuchcie, które co rusz trzeba reperować. Nie przysparza to kibicom zbyt wielu emocji. Sam mistrz Słowacji byłby wysoko w tabeli Ekstraklasy, jednak ciężko to ocenić, skoro w swojej lidze gra zazwyczaj na 30% możliwości, których pełnię pokazuje dopiero w Europie. W lidze nie musi wrzucać czwartego biegu, o piątym nawet nie wspominając. Nawet mecze na szczycie są po prostu nudne. Piłkarze z Bratysławy mogą przespać większą część meczu i przycisnąć dopiero w końcówce, co i tak zwykle wystarcza do zwycięstwa. Na tym tle Žilina wypada znacznie słabiej i gdyby chciała nawiązać rywalizację, to musiałaby zmienić politykę transferową. Ma wprawdzie super akademię, lepszą niż wiele polskich klubów, bardzo dobrze pracując z młodymi zawodnikami, którzy przez rezerwy trafiają do pierwszego zespołu i szybko wypływają na szersze wody. Samymi młodymi talentami nie utrzymałaby się jednak w Ekstraklasie. Mając natomiast budżet, jakim dysponują polskie kluby, mogłaby szybko podnieść swój poziom.

Przepustkę do Europy MŠK zdobył dzięki tryumfowi w krajowym pucharze. Jak w Żylinie oceniono ubiegły sezon, który w lidze nie poszedł po ich myśli?
Drużyna na boisku prezentowała się chimerycznie – chociażby z Rakowem w pewnych fragmentach wyglądała bardzo dobrze, by ostatecznie przegrać w dwumeczu 1:6. Podobnie zresztą było ostatnio z Hajdukiem – w pierwszej połowie w Splicie mogli trafić do siatki, co się jednak nie udało i skończyło się stratą dwóch goli. Nawet z ligowymi outsiderami zdarzało im się gubić punkty. Tak się jednak zdarza drużynom opartym na młodzieży – często brakuje stabilności. Czwarte miejsce w lidze nie było więc rozpatrywane w klubie jako porażka, bo filozofia klubu się nie zmienia. Z kolei wygrany finał Pucharu Słowacji, rozgrywany właśnie w Żylinie, był wielkim świętem dla klubu, który od wielu lat nie włożył nic do gabloty. Ten sukces przykrył nienajlepszy sezon w lidze.

Wspomniałeś już o dwóch pojedynkach, które mogą interesować kibiców GieKSy. Pierwszy to ubiegłoroczna rywalizacja w kwalifikacjach LKE z innym zespołem z Polski, czyli Rakowem. Tuż przed tym spotkaniem rozmawiałem z Michałem Cybulskim z Częstochowy, który ostrożnie podchodził do słowackiego rywala. Tymczasem Medaliki bez większych problemów pokonały tę przeszkodę.
Žilina mogła objąć prowadzenie w pierwszej połowie meczu w Częstochowie, jednak typowo dla siebie zmarnowała dogodne sytuacje. Słowacy nie byli jednak w stanie grać całego meczu na tak wysokich obrotach i w drugiej połowie gospodarze zrobili swoje. Mecze, w których Żylina atakuje od pierwszego do ostatniego gwizdka zdarzają się, ale należą do wyjątków. Najczęściej są to krótkie okresy, w których przejmują inicjatywę. Jeśli więc nie wykorzystuje się wypracowanych w tym czasie sytuacji, to kolejnych może już nie być. MŠK chce grać ofensywnie, próbuje atakować i dawać radość kibicom. Często przekłada się to jednak na dziury w obronie i tak też było z Rakowem.

Tymi samymi słowami można by scharakteryzować kolejny dwumecz, o którym chciałem porozmawiać, a więc niedawną rywalizację z Hajdukiem.
Scenariusz był bardzo podobny. W pierwszej połowie meczu w Splicie Słowacy mieli dwie doskonałe okazje na gola, których jednak nie wykorzystali, a kilka chwil później przegrywali już 0:2 i nie wyglądali zbyt dobrze. Strata przed rewanżem była więc spora i mimo że u siebie od początku grali lepiej, to pierwszego gola zdobył Hajduk. Po przerwie dominowała już jednak Žilina: padły dwa gole, był też strzał w poprzeczkę i jedna doskonała sytuacja, niewykorzystana przez Roginicia. Było to jednak za mało, aby odrobić straty z Chorwacji.

Z jednej strony wygrana z Hajdukiem może świadczyć o dobrej dyspozycji MŠK, z drugiej jednak nasi kibice mogą w nią powątpiewać, skoro o sile rażenia Žiliny decyduje Marko Roginić, który przed laty w ataku pierwszoligowej GieKSy delikatnie mówiąc nie zachwycał.
Żylina bazuje na wychowankach, co szczególnie nasiliło się w okresie kowidowym, kiedy mocno ograniczono wysokość pensji zawodników. Zespół budowano na bardzo młodych graczach, a piłkarzy bardziej doświadczonych można było policzyć na palcach jednej ręki. Wyjątkiem było okienko transferowe przed poprzednim sezonem i to właśnie wtedy sprowadzono Marko Roginicia. Dziwiłem się temu ruchowi, oceniając go jako krok w tył dla klubu. Tymczasem Chorwat okazał się graczem idealnie sprofilowanym pod potrzeby zespołu. Z przodu wygląda bardzo dobrze – jak na warunki ligi słowackiej jest szybki, nie unika walki fizycznej z obrońcami, a do tego jest w miarę skuteczny. Mimo że czasem zawodzi w prostych sytuacjach, to w ataku MŠK prezentuje się zdecydowanie lepiej niż obwoływany przed laty wielkim talentem Dawid Kurminowski. Z drugiej strony świadczy to o poziomie ligi słowackiej, w której dobre noty zbiera zawodnik zupełnie niewyróżniający się w polskiej 1. lidze.

Skoro tak, to czy dla słowackiego piłkarza transfer do Polski jest celem i spełnieniem sportowych ambicji? A jeśli tak rzeczywiście jest, to co w Żylinie robi Fabian Bzdyl, który wybrał odwrotny kierunek?
Zdecydowanie, transfer do Polski jest kierunkiem, o którym myśli wielu zawodników z ligi słowackiej, szczególnie w ostatnim okresie, gdy Ekstraklasa pnie się do góry w europejskich rankingach. Sam nie mogę się nadziwić i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że dziś mamy szansę wprowadzić dwa zespoły do Ligi Mistrzów, a w europejskich pucharach gramy coraz więcej i coraz lepiej. Dlatego dla każdego zawodnika ze Słowacji transfer do Polski to sportowy awans. Z kolei Fabian Bzdyl nie grał zbyt dużo w Cracovii, mimo że zadebiutował dość wcześnie, bo w wieku 16 lat. Transfer do Żyliny był moim zdaniem najlepszym na tamten moment wyborem, bo pokazuje się tu z bardzo dobrej strony. Doskonale odnajduje się w środku, nie ustępując pola starszym zawodnikom. Pod względem umiejętności piłkarskich zachwyca tutejszych obserwatorów i zanosi się, że w przyszłości będzie jednym z droższych transferów wychodzących. Dlatego mimo że zamiana Polski na Słowację może się wydawać krokiem w tył, to Bzdyl znalazł tu świetne warunki do rozwoju i pokazania swoich umiejętności. Žilina jest doskonałym oknem wystawowym dla takich graczy jak Fabian – często zaglądają tu skauci z Włoch, Niemiec czy krajów Beneluksu. Jego nazwisko z pewnością znalazło się w notesach niejednego z nich. W Żylinie wiedzą jak pracować z młodymi zawodnikami.

Wspomniałeś wcześniej, że dziś nie ma w Žilinie „gwiazd” z wielkim potencjałem sprzedażowym. Na kogo więc, oprócz Bzdyla i Roginicia, zwracać szczególną uwagę w pojedynku z GieKSą?
Poprzednia generacja młodych talentów została w zasadzie w całości wyprzedana, a do gry powoli wchodzi kolejna: Bzdyl, František Kóša czy Rumun Andrei Florea. Sztab stawia sobie za cel promowanie takich zawodników, którzy dostają sporo szans, nawet z bardziej renomowanymi przeciwnikami. Oprócz Roginicia z przodu jest jeszcze Michal Faško, a za ich plecami gra z kolei Miroslav Káčer – mózg drużyny, który odpowiada za współpracę wszystkich formacji. Jest to piłkarz kluczowy dla systemu gry Žiliny. Z kolei dyspozycja dnia młodzieży zawsze pozostaje pewną niewiadomą.

Jak oceniasz sam fakt, że piąty pucharowy slot dla Polski zgarnęła właśnie GieKSa?
Oglądałem w całości kilka ostatnich meczów GKS-u w poprzednim sezonie. Jako osoba śledząca europejskie rankingi chciałem, aby do pucharów awansowały zespoły z wysokimi współczynnikami. Najważniejsze dzieje się jednak na boisku, którego odzwierciedleniem jest tabela. GKS zapracował na to piąte miejsce. Poza tym w Katowicach zawsze jest doskonała atmosfera – trybuny praktycznie wypełnione kibicami w żółtych barwach, głośno reagującymi na boiskowe wydarzenia, co dodaje kolorytu telewizyjnej transmisji. Fani jeżdżą też za tym klubem na wyjazdy i nie inaczej będzie w czwartek. Byłem na waszym starym stadionie, pamiętam GKS z historycznych meczów. Nie waham się powiedzieć, że macie status legendy w polskich realiach i życzę wam, aby GKS nawiązał do najlepszych czasów, pracował na swój ranking i za rok znów awansował do europejskich pucharów, pokazując super formę, którą mam nadzieję zobaczyć w najbliższych meczach przeciwko Żylinie i kolejnym rywalom. Wiem, że o awans do fazy ligowej może być ciężko, ale jeśli zagracie na swoim najwyższym poziomie, jak wiosną z Lechem czy Rakowem, to nie jesteście bez szans.

Spora liczba kibiców GieKSy wybiera się w czwartek do Żyliny. Jak w tym aspekcie prezentuje się nasz rywal?
Jeśli uda się dojść do porozumienia, to jest szansa, że miejscowi oddadzą GieKSie całą trybunę za jedną z bramek, podobnie jak było w przypadku Rakowa. Barwy obu klubów są podobne, więc stadion będzie się pięknie prezentował pod względem wizualnym. Niemniej jednak, niezależnie od tego ile miejsc dostaną kibice GKS-u, to i tak tylko oni będą słyszani w trakcie meczu. Od wielu lat kibice MŠK są w konflikcie z zarządem. Po awansie klubu do Ligi Mistrzów w 2010 roku właściciel wprowadził kolosalne podwyżki cen biletów. Doprowadziło to do wielkiej kłótni i mimo weryfikacji cen wejściówek konfliktu nie zażegnano. Nie tylko ultrasi, ale i zwykli kibice przestali przychodzić na stadion. Było kilka prób pojednania, ale do dziś się to nie udało. Na mecze chodzi około 2 tysięcy widzów, wśród nich sporo dzieci i młodzieży, która próbuje pociągnąć doping, natomiast wciąż wygląda to słabo.

Jaki twoim zdaniem przebieg będzie miał czwartkowy mecz i kto ostatecznie wyjdzie zwycięsko z całej konfrontacji?
Moim zdaniem Žilina zacznie bardzo mocno i wiele będzie zależało od tego, jak ułoży się początek meczu. GKS będzie faworytem, ale jeśli gospodarze zdobędą jednego lub dwa gole, uzyskując wyraźną przewagę, to szanse na awans mogą się wyrównać. Jeżeli jednak GieKSa przetrwa początek bez dotkliwych strat, to z czasem przejmie inicjatywę i będzie dyktować warunki, zarówno w czwartkowym meczu, jak i w całej rywalizacji. Zakładam remis lub minimalne zwycięstwo GieKSy na Słowacji i spokojne doprowadzenie do awansu w rewanżu w Katowicach. Przewaga GKS-u nad MŠK będzie moim zdaniem większa niż Hajduka w poprzedniej rundzie.

Jaki wynik padnie więc w czwartek?
1:0 dla GKS-u.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

MŠK Žilina rywalem GieKSy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W rewanżowym meczu pierwszej rundy kwalifikacji do Ligi Europy MSK Żilina – Hajduk Split, gospodarze wygrali 2:1. Do dalszej rundy awansował jednak Hajduk Split, gdyż Chorwaci wygrali pierwszy mecz 2:0 i w dwumeczu okazali się lepsi o jedną bramkę. Słowackiej drużynie pozostał udział w eliminacjach Ligi Konferencji, w drugiej rundzie których zespół ten zmierzy się z GKS Katowice. Hajduk w drugiej rundzie kwalifikacji do Ligi Europy zagra z cypryjskim Pafos.

Pierwszą bramkę w tym meczu zdobyli goście, gdy po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Simuna Hrgovića precyzyjną główką popisał się Alec Van Hoorenbeeck. Do szatni Hajduk schodził z prowadzeniem. W drugiej połowie Szoszoni przypuścili atak. Prostopadłe podanie Františka Kosy skutecznym strzałem wykończył Marko Roginić. Sędzia początkowo bramki nie uznał myśląc, że jest spalony, jednak powtórki wykazały, że Chorwat grający w słowackim zespole na ofsajdzie nie był. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się remisem na strzał z dystansu zdecydował się Fabian Bzdyl, a bramkarz tak niefortunnie piąstkował, że nabił Dario Melnjaka, a ten wpakował piłkę do własnej siatki.

Pierwsze spotkanie pomiędzy MŠK Žilina i GKS Katowice odbędzie się na Słowacji w czwartek 23 lipca o 20:30. Rewanż na Nowej Bukowej rozpocznie się dokładnie tydzień później, czyli czwartek 30 lipca o 20:30.

MŠK Žilina – Hajduk Split 2:1
Bramki: Roginić (52), Melnjak (90-sam.) – Van Hoorenbeeck (45).
Žilina: Badžgoň – Pališčák (46. Okál), Minárik, Narimanidze, Hranica, Adang (82. Florea), Káčer (66. Bzdyl), Bari, Kóša (66. Faško), Roginić, Iľko (72. Ďatko).
Hajduk: Silić – Acapandié, Skelin, Van Hoorenbeeck, Hrgović (75. Sanyang), Brajković (75. Huram), Pajaziti, Pukštas, Skoko (64. Dalisson), Melnjak, Šego (84. Livaja).
Ż.kartki: Adang, Florea – Hrgović, Van Horenbeeck.
Sędzia: Horațiu Mircea Feșnic.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga