Hokej
[RELACJA] Spokojne zwycięstwo gospodarzy
26 marca na Stadionie Zimowym w Tychach rozpoczęła się rywalizacja o brązowy medal Polskiej Hokej Ligi pomiędzy miejscowym GKS-em, a katowicką GieKSą. Pierwszy mecz serii do trzech zwycięstw rozpoczął się o 18:00.
Już w pierwszej minucie gospodarze mocno zaatakowali, jakby chcąc pokazać, że teorie o ewentualnym braku chęci walki o ,,tylko brąz” są bezpodstawne. Jedyne jednak, co przyniósł ich agresywny początek, to kara dla Mroczkowskiego za atak kolanem na Mikaela Kuronena. Przez 2 minuty nie stworzyliśmy żadnego zagrożenia pod bramką Murray’a. W 8. minucie akcję swoim stylu przeprowadził Patryk Wronka, wypracował sobie pozycję strzelecką, ale uderzył słabo. Na lodzie było dużo walki, jednak brakowało jakichkolwiek okazji bramkowych z obu stron. W 12. minucie szansę na zaskoczenie bramkarza miał Stepanov, ale został przyblokowany, z kolei po szybkim ataku Tyszan sposób na Juraja Simbocha strzałem po lodzie znalazł Patryk Wronka. Od 14. minuty GieKSa ponownie grała w przewadze, a tym razem na ławkę kar trafił Komorski. Po wrzuceniu krążka do tercji Murray popełnił błąd i pojechał po niego do bandy, ten jednak odbił się od niej tak, że wrócił przed pustą bramkę, ale Jesse Rohtlę uprzedził Marek Biro. Nasza przewaga zakończyła się 22 sekundy przed czasem, ponieważ otrzymaliśmy karę za nadmierną liczbę zawodników na lodzie. W okienko celował Mroczkowi, lecz minimalnie przestrzelił. Indywidualną akcją już w 5 na 5 odpowiedział Fraszko, ale jego uderzenie z ostrego kąta także minęło bramkę. Ostatnia minuta tercji to kilka składnych akcji Tyszan w tercji ofensywnej, aż na 19 sekund przed jej końcem jedna z nich zakończyła się golem z najbliższej odległości. Po pierwszej tercji GieKSa przegrywała więc 0:2.
Drugą tercją znów gospodarze rozpoczęli z przytupem, choć także bez efektu bramkowego. W 24. minucie karę za trzymanie przeciwnika otrzymał Lyamin. Tyszanie potrzebowali około 10 sekund, by wykreować pierwszą naprawdę groźną sytuację, ale krążek po strzale z bliska parkanem zatrzymał Simboch. Z dużą łatwością szybko rozgrywali krążek i oddawali strzały mocne strzały z kół bulikowych. Spróbowaliśmy odpowiedzieć po zakończonej karze, ale brakowało nam dokładności w kluczowych podaniach. Nasz krótki okres lepszej gry przyniósł jednak karę dla Cichego. Z małą przepychankę wykluczenia otrzymali także Kruczek i Mesikammen. Coraz częściej przedostawaliśmy się pod bramkę Murray’a, ciągle jednak brakowało centymetrów decydujących o powodzeniu akcji. W 37. minucie Wanat został ukarany za natarcie. Znów już po 10 sekundach Tyszanie poważnie zagrozili naszej bramce – z bliska uderzał Mroczkowski, szukał okienka przy krótkim słupku, ale krążek lekko otarł się o bark Simbocha i to wystarczyło, by strzał okazał się nieskuteczny. Zaatakowaliśmy z kontry, dużo czasu na przymierzenie miał Rohtla, ale nie znalazł wolnej przestrzeni obok Murray’a. Równoz końcem kary Wanata sędziowie odesłali na ławkę Jarosława Rzeszutkę. Wynik meczu w drugiej tercji nie uległ zmianie.
Po zakończeniu kary Rzeszutki gospodarze grali w przewadze, ponieważ sędziowie ukarali Marttinena za szamotaninę po syrenie kończącej poprzednią tercję. Tyszanie szybko wykorzystali fakt gry z przewagą zawodnika, a Simbocha pokonał Mroczkowski. Role szybko się odwróciły po faulu Paula Szczechury na Wanacie, choć po wcześniejszych przewagach GieKSy ciężko było o optymizm. Nieco szczęśliwie Wanat miał okazję uderzyć na pustą bramkę, jednak ofiarnie wrzucił się Marzec i zablokował krążek. Po wymianie kilku szybkich podań szansę na zdobycie gola miał Fraszko, ale uderzył nieczysto. Na ostatnie 8 sekund do Szczechury dołączył Ciura, a ,,ofiarą” faulu znów był Wanat. Szybko po wygranym wznowieniu pierwszą bramkę dla GieKSy jeszcze podczas krótkiego okresu gry w 5 na 3 zdobył Stepanov. W 49. minucie Szymon Marzec przegrał pojedynek z Simbochem. Czas do końca meczu szybko mijał i długimi okresami nic nie wskazywało na to, by GieKSa mogła się jeszcze pokusić chociaż o kontaktową bramkę. Dodatkowo w 52. minucie sędziowie ukarali Macieja Kruczka. Gospodarze znów szybko wykorzystali fakt posiadania jednego zawodnika więcej i odzyskali trzybramkowe prowadzenie. W małym zamieszaniu pod bramką najlepiej odnalazł się Michael Cichy. Od 55. minuty znów musieliśmy bronić w osłabieniu – Krawczyk nieprzepisowo utrudniał życie rywalowi. Zajęło im to dłużej niż w poprzednich przypadkach, ale Tyszanie znów znaleźli sposób na naszą formację do bronienia osłabień i Simbocha – po długiej wymianie podań skuteczny strzał oddał Komorski. Mecz zakończył się wynikiem 5:1. Jutro o tej samej godzinie zostanie rozegrane drugie starcie tej serii, również w Tychach.
GKS Tychy – GKS Katowice 5:1 (2:0, 0:0, 3:1)
1:0 Patryk Wronka (Paul Szczechura, Bartosz Ciura) 11:21
2:0 Paul Szczechura (Jakub Witecki, Patryk Wronka) 19:41
3:0 Christian Mroczkowski (Michael Cichy, Alex Szczechura) 40:48 5/4
3:1 Andrei Stepanov (Mateusz Michalski) 43:30 5/3
4:1 Michael Cichy (Paul Szczechura, Christian Mroczkowski) 52:00 5/4
5:1 Filip Komorski (Jason Seed, Alex Szczechura) 55:47 5/4
GKS Tychy: Murray (Raszka) – Kotlorz, Pociecha, Gościński, Komorski, Jeziorski – Seed, Martin, Szczechura A., Cichy, Mroczkowski – Ciura, Biro, Witecki, Szczechura P., Wronka – Bizacki, Mesikammen, Galant, Rzeszutko, Marzec
GKS Katowice: Simboch (Miarka) – Kruczek, Wajda, Fraszko, Pasiut, Kuronen – Marttinen, Franssila, Stepanov, Rohtla, Michalski – Lyamin, Andersons, Wanat, Starzyński, Mularczyk – Krawczyk, Zieliński, Nahunko, Paszek, Adamus
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!
Piłka nożna Wideo Wywiady
Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26
Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.
Galeria Piłka nożna
Trzy punkty jadą do Szczecina

Najnowsze komentarze