Dołącz do nas

Piłka nożna

[RELACJA] Przegrana w końcówce, czyli znów to samo

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Do spotkania w Częstochowie GieKSa przystępowała w optymalnym w ostatnim czasie składzie. Sytuacja w tabeli nie pozwalała na stratę punktów, musieliśmy ten mecz wygrać.

Początek spotkania został zapamiętany z ostrego zagrania Jaroszka. GieKSa kontrolowała sytuacje boiskowe i miała kilka groźnych okazji. Na uwagę na pewno zasługiwał strzał zza pola karnego Woźniaka w 9. minucie spotkania, zasłonięty bramkarz z trudem zdołał sparować piłkę na rzut rożny. Mieliśmy jeszcze kilka prób dośrodkowań i przyspieszenia akcji, jednak do głosu w 18. minucie doszli gospodarze. Po przerzuceniu piłki w naszym polu karnym do strzału doszedł Wojtyra, jednak jego strzał nogą obronił Mrozek. W 26. minucie spotkania Kozłowski miał dobrą okazję do zdobycia bramki, po dograniu Kiebzaka miał jedynie bramkarza do pokonania, co niestety okazało się z tej pozycji zbyt trudnym zadaniem. Pozostała część pierwszej połowy była pod dyktando Skry z jedną groźną okazją Mesjasza po strzale głową z rzutu rożnego w 30. minucie. Sędzia nic nie doliczył i zakończył tę część spotkania.

Do drugiej części spotkania oba zespołu podeszły bez zmian. Mocno rozpoczęła Skra niecelnym strzałem zza pola karnego. W 47. minucie żółtej kartki dorobił się Jaroszek za faul na rywalu. Jędrych w 54. minucie pokazał się z fatalnej strony, tracąc piłkę przy rywalu, jednak udało mu się w polu karnym wybić piłkę. Druga połowa nie obfitowała w idealne sytuacje bramkowe i nic nie zapowiadało tego, co miało wydarzyć się na końcu spotkania. W ostatnich 10 minutach spotkania GieKSa miała dwa dobre strzały z rzutu rożnego głową, oraz dobrą okazje Kurbiela, gdzie strzelił nad bramką. Klasycznie już dla katowickich piłkarzy, końcówka spotkania spowodowała wybuch radości u gospodarzy. Z prawej strony boiska dużo miejsca na dośrodkowanie miał zawodnik Skry, dograł idealnie na głowę Noconia, który umieścił futbolówkę w bramce Mrozka. Po wznowieniu straciliśmy piłkę i sędzia zakończył spotkanie.

Nie jest to nic nowego dla kibiców GieKSy, porażka na własne życzenie w końcówce. Taki scenariusz w tym sezonie widzieliśmy już trzeci raz.

24.10.2020 Częstochowa
Skra Częstochowa – GKS Katowice 1:0 (0:0)
Bramka: Nocoń (90).
Skra: Biegański – Mesjasz, Nocoń, Brusiło, Gołębiowski (83. Kazimierowicz), Zieliński (78. Pietraszkiewicz), Napora, Wojtyra (90. Rogala), Niedbala, Olejnik, Holik.
GKS: Mrozek – Wojciechowski, Jędrych, Kołodziejski, Rogala – Jaroszek (57. Gałecki), Woźniak (71. Pawłas), Błąd, Urynowicz (76. Stefanowicz) Kiebzak (57. Sanocki) – Kozłowski (77. Kurbiel).
Żółte kartki: Mesjasz – Jaroszek, Kołodziejski.
Sędzia: Albert Różycki (Łódź).

10 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

10 komentarzy

  1. Avatar photo

    Robson

    24 października 2020 at 16:43

    Już się nawet nie chce tego komentować 🙁

  2. Avatar photo

    Piko

    24 października 2020 at 17:07

    Trzeba przyznać , że są konsekwentni …

  3. Avatar photo

    Kato

    24 października 2020 at 17:24

    Idzie sie już przyzwyczaić, to staje się już tak regularne u nas.

  4. Avatar photo

    Rafał

    24 października 2020 at 17:28

    Panie Górak czas odejść!!! Trochę lepsza drużyna i już problem ma drużyna bo pan nic nie robi a tylko się pan pogrąża, kiedy pan zda sobie sprawę że to koniec pana w GKS.A im szybciej to nastąpi tym lepiej dla GKS. Nie widać żadnej pracy która by świadczyła o progresie i wspinaniu się w górę tabeli a cały czas idziecie w dół. I w najbliższych dniach czekam na pana rezygnacje(czekam już od końca poprzedniego sezonu) ale teraz niema żartów a żeby sezon był w miarę dobry to pan musi odejść i tyle.

  5. Avatar photo

    Kato

    24 października 2020 at 17:59

    Zastanawiam się obecnie co ta drużyna jest w stanie jeszcze wymyśleć, aby jeszcze bardziej zdołować swoich kibiców.

  6. Avatar photo

    Piko

    24 października 2020 at 18:31

    Pewnie pojawią się zaraz głosy , żeby dać im czas… W końcu pewien postęp jest – do tej pory tracili 2 punkty w doliczonym czasie gry , a dzisiaj stracili tylko jeden ;))

  7. Avatar photo

    3 kolory

    24 października 2020 at 21:13

    Troszkę to już jest przykre …. może faktycznie trzeba zmienić trenera ale czy to coś da ?? To chyba jakaś klątwa GKS. W ostatnich latach żadnego ważnego zwycięstwa nic kompletnie nic zawsze tylko w plecy nic co może przyciągnąć ludzi na trybuny co widać po frekwencji na B 1

  8. Avatar photo

    Arkadiusz

    25 października 2020 at 11:02

    Żadna klątwa, tylko banda fajansiarzy na czele z Błądem. Błąd polityki transferowej GKS – u, to Adrian Błąd. Większość po wcześniejszych blamażach Katowic – odeszła. Ale Błąd przykleił się jak g. do okrętu i płynie…płynie…!

  9. Avatar photo

    Patyk TzN

    25 października 2020 at 15:32

    żałosne jest to, że nasza pierwsza drużyna jest na poziomie 2 drużyny Śląska Wrocław, z którym jeszcze kilka lat temu wygraliśmy w 1.ludze 2:0 (o rezerwach Lecha nie wspominam, bo ich pierwsza drużyna to dla nas jak Real Madryt… )

  10. Avatar photo

    KaTe

    26 października 2020 at 16:21

    MARAZM!!!
    Ciemno to widzę. Potrzebny jakiś impuls: pojawiający się znienacka nowy inwestor, niespodziewany transfer, albo powstanie mitycznego już stadionu.
    Teraz mamy opuszczone ręce i nosy na kwintę… Zero entuzjazmu.
    A o dziwo, prawie wszyscy, którzy opuścili Gieksę, odnajdują się na wyższym poziomie. Ostatnio Maurycy – w Rakowie…

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Potencjalni rywale w Lidze Konferencji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Dziś o 14:00 w szwajcarskim Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji. Własnie poznaliśmy sześciu potencjalnych rywali GKS Katowice.

GieKSa została przydzielona do grupy 5, w której jest rozstawiona. Na tym etapie wylosować możemy jeden z poniższych klubów: FK Panevėžys (Litwa), przegranego z pary pierwszej rundy kwalifikacyjnej Ligi Europy HNK Hajduk Split (Chorwacja) – MŠK Žilina (Słowacja), ŁNZ Cherkasy (Ukraina), Zimbru Kiszyniów (Mołdawia) lub Auda Ķekava (Łotwa).

ŁNZ Czeraksy swoje mecze ma rozgrywać na stadionie Wisły Płock.

Mecze drugiej rundy kwalifikacyjnej zostaną rozegrane w czwartki – 23 i 30 lipca.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hajduk lub Żilina rywalem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji trafił na przegranego z pary I rundy eliminacji Ligi Europy – Hajduk Split/MSK Żilina.

Mecze tej rundy odbędą się 23 i 30 lipca.

Pierwsze spotkanie GieKSa rozegra na wyjeździe.

W zakończonym sezonie Hajduk zajął drugie miejsce w lidze chorwackiej z dorobkiem 68 punktów w 36 meczach, na który złożyło się 20 zwycięstw, 8 remisów i 8 porażek (bramki: 61-36)

MSK Żilina natomiast zajęła w lidze słowackiej miejsce czwarte, zdobywając 52 punkty w 32 meczach – 15 zwycięstw, 7 remisów i 10 porażek (bramki: 59-41). Zespół zdobył również Puchar Słowacji w finale pokonując Koszyce 3:1.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga