Piłka nożna
[RELACJA] Porażka GieKSy – koniec marzeń o I lidze
Wtorkowy wieczór przyniósł kolejne emocje na Bukowej. Katowiczanie po zajęciu trzeciego miejsca spotkali się ze Stalą Rzeszów w pierwszym meczu barażowym. Do składu powrócił Bartosz Mrozek, Grzegorz Rogala oraz Piotr Kurbiel. Pauzował w dalszym ciągu Kacper Michalski.
Spotkanie rozpoczęło się spokojnie z obu stron. Przeważała GieKSa, ale jej akcje były składne do 20. metra od bramki Stali. Katowiczanie próbowali stałych fragmentów gry i wrzucali piłkę z autów. Po jednym takim wyrzucie strzelał Gałecki, ale piłka minęła bramkę Stali. W odpowiedzi kontra Damiana Michalika i strzał naszego byłego gracza, który zatrzymał się na słupku. GieKSa zaatakowała po tej sytuacji, napędzana przez potężną ulewę, która przeszła nad Bukową. Seria rzutów rożnych przyniosła strzały z dystansu oraz bliskiej odległości, ale piłka zatrzymywała się na obrońcach gości bądź też dobrze bronił bramkarz. W 30. minucie skutecznie odpowiedziała drużyna z Rzeszowa. Damian Michalik otrzymał piłkę na 16. metrze, oddał strzał, który po rykoszecie trafił do bramki Mrozka. Chwilę później powinno być 1:1. Kurbiel zaskoczony złym podaniem przejął piłkę przed bramkarzem, minął go i mając pustą bramkę, przewrócił się w polu karnym. Do końca pierwszej połowy GieKSa nie potrafiła stworzyć dobrych okazji, a Rzeszów mógł zamknąć spotkanie w 44. minucie. Strzał napastnika po wrzutce Michalika minimalnie minął okienko bramki GieKSy.
Druga połowa rozpoczęła się bez zmian w składach. GieKSa ruszyła do ataku, ale potrafiła jedynie oddawać strzały z dystansu. Niecelnie uderzał Błąd oraz Kiebzak. Kolejny raz nad stadionem przeszła ulewa, która sprawiała trudności w poruszaniu się na murawie. W 61. minucie goście podwyższyli swoje prowadzenie. Radosław Sylwestrzak znalazł się w polu karnym po stałym fragmencie gry i przytomnie skierował piłkę do siatki Mrozka. GieKSa po golu nie mogła dojść do siebie i długo nie dochodziła do okazji na kontaktowego gola. Próbował Kiebzak z dystansu, próbował Urynowicz, ale wszystko było bez składu i ładu. Najlepszą okazję na bramkę miał Woźniak, który uderzał po rzucie rożnym. Jego strzał głową zatrzymał bramkarz rywali. Katowiczanie do końca spotkania nie umieli zagrozić bramce rywali i przegrali spotkanie. GKS Katowice tym samym zakończył sezon i został w II lidze.
28.07.2020 Katowice
GKS Katowice – Stal Rzeszów 0:2 (0:1)
Bramki: Michalik (31), Sylwestrzak (62).
GKS: Mrozek – Woźniak, Jędrych, Dejmek, Rogala – Pavlas (65. Wroński), Gałecki, Stefanowicz (57. Urynowicz), Błąd, Kiebzak – Kurbiel (65. Szwedzik).
Stal: Kaczorowski – Kostkowski, Reiman, Sylwestrzak (66. Trznadel), Pląskowski, Kotwica, Goncerz (72. Pieczara), Szeliga, Głowacki, Michalik (71. Jarecki), Plewka.
Żółte kartki: Reiman.
Sędzia: Jacek Małyszek (Lublin).
Felietony Piłka nożna
Projekt GKS Katowice
Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.
Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.
Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.
Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.
Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.
Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.
Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.
Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.
Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.
Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.
Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.
W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.
Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.
Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.
Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.
Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.
A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.
GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.
Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.
Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.
Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.
Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.
W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.
Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.
Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.
Piłka nożna
Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy
Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.
Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.
Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.
Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.
Felietony Piłka nożna
Felieton o Zagłębiu Lubin
„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.
Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.
Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.
Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.
We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.
Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.
Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.
I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.
W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.
Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…
Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.
Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.
Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.
Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.
Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.
Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.


Tomiko76
28 lipca 2020 at 22:22
Niestety ale brakło wartościowych zmienników którzy pociągnęliby zespół, a tak czeka nas wietrzenie szatni. Szkoda kolejnego sezonu nadziei, miastu też to chyba na rękę w dobie kryzysu mniej pójdzie pieniędzy na zespół. Ciekawe co powie nasz złotousty prezes. Za niedługo nowy sezon. Do zobaczenia
patryk
28 lipca 2020 at 22:27
Górak aut
tomek
28 lipca 2020 at 22:29
Górak nieudaczniku wypierdalaj z gieksy
RobSob
29 lipca 2020 at 06:41
Wyjebać to w pierwszej kolejności tego łysego cwela z nr 11.
Ddd
28 lipca 2020 at 22:30
Myślę, że klub już tym razem się nie podniesie. Idealny moment żeby wycofać się ze stadionu w sam raz na kryzys.
gojny
28 lipca 2020 at 22:38
Wyjebac goraka bo ten facet nie ma pojecia o trenerce. wyjebac blada wozniaka urynowicza mrozka obowiazkowo bo przez tego kutasa mnostwo pkt poszlo w pizdu. po co komu wronski kto go zakontraktowal debil jakis czy jak. kurbiel bardzo slaby.
GK
28 lipca 2020 at 22:42
Błąd i Jędrych to chyba jedyni gości którzy próbowali ciągnąć Giekse
AP
28 lipca 2020 at 22:44
Gojny akurat Błąd to byl jedyny zawodnik ktory walczyl i chcial. Reszta przeszla obok meczu. Gorak to slaby trener. Slabe zmiany nic nie wnoszące.
Stal byla faworytem patrzac na ostatnie ich mecze i gre.
Szkoda prezentow od widzewa. Niestety bylismy dzis za slabi na awans
Rafał
28 lipca 2020 at 22:47
Po tym meczu to koniec piłkarskiego GKSu który kiedyś był waleczny,nieustępliwy i grał do końca i grał swoją piłkę i właśnie tego nie było widać. Może Jasiu Furtok by coś z tych niedojd zrobił walczaków na miarę GKS.Już raz mu się udało i szybko awansował raz za razem może by pomógł i wstrząsną trochę tymi lebiegami. Tera wszystko zależy od prezesa, zobaczymy co zrobi.
gojny
28 lipca 2020 at 22:49
AP w dupie mam to czy ktos bezsensownie biega i nic z tego nie wynika. Poza pozorem wiatru ktory robil nic z tego nie wynikalo. zero strzalu zero dryblingu gosc surowy technicznie na tle rywala. stal wygrala w pelni zasluzenie
sołtys
28 lipca 2020 at 22:52
Górak zrób nam ta przyjemnośc i złoż dymisje.A i wez soba swoje panienki
Prezes1964
28 lipca 2020 at 22:54
A ja mam pytanie do pana Gojnego , skoro już wszystkich wypierdoli jaki ma pomysł na funkcjonowanie klubu ?
gojny
28 lipca 2020 at 22:56
Prezes1964 Prosty debilu zatrudnic sensownego trenera
Prezes1964
28 lipca 2020 at 23:19
Obrażam cię zasrany gorolu ?
ursus
28 lipca 2020 at 23:04
Drużyna wiecznych pretendentów zaliczyła kolejne duże rozczarowanie, czego po tylu latach należało się wręcz spodziewać. Tym razem na zakończenie dostaliśmy totalnie spaprany trójmecz, ale już na trzecim poziomie rozgrywkowym, natomiast na szczególną uwagę zasługuje zaiste żenująca gra obrońców. Niedługo kolejny sezon i epickie starcia w bataliach o pietruszkę… bo prócz stałych fragmentów w grze zespołu nie ma za wiele pozytywów. Do tego dojdzie psychiczna rozsypka i wyjdzie miejsce 4-8. Czas leci a naszym nic nie pomaga mimo, że chyba wszystkiego już próbowano oprócz cierpliwego czekania aż awans sam przyjdzie – roszady gonią roszady, a równia pochyła.
Ja
28 lipca 2020 at 23:06
Kurwa ludzie czy wy jesteście cebulę czy za takich chcecie żeby was uznawano przecież to sama góra z Prezdyntem Krupom na czele nie chcą tego awansu bo Miasto więcej Kasy by musiało dawać A tak to cisza i spokój
To nie wina Góraka i piłkarzy tylko Mista i tyle w temacie
A po drugie
Co My KURWA chcemy osiągnąć jak my zapierdalal mecze i śpiewamy GieKaeS nie się nie stało albo 23liga to nie ważne dlanas jest za starych czasów to by było wgwizdani i wypierdol A tu Kurwa jeszcze brawa
Bce
28 lipca 2020 at 23:08
Ciekaw jestem kto twoim zdaniem jest sensownym trenerem który będzie chciał tu przyjść ???? i skąd weźmiesz nowe wkłady do koszulek. My kutwa przez tyle lat nie dorobiliśmy się swoich wychowanków tylko jebanych najemników lub ogrywamy innym drużyną młodych piłkarzy
zychu
28 lipca 2020 at 23:11
Jaki sensowny trener ci tu przyjdzie? I po co? Żeby nasrać sobie w CV?
pabla
28 lipca 2020 at 23:12
@gnojny tylko sensownych na rynku nie ma, a jak na ten poziom, to sensowni już byli i nic nie zdziałali. Jak wywalą Góraka i pół składu, to za rok będziemy mieli powtórkę. Chociaż ja nie wiem czy jest jakieś dobre wyjście. Wszystko już było i zawsze koniec jest taki sam.
Prezes1964
28 lipca 2020 at 23:17
Debil cię robił gorolu, obrażam cię ciulu ?
Marco64
29 lipca 2020 at 15:26
Poziom cichej.
Roh
28 lipca 2020 at 23:33
Stal dwie klasy lepsza. Ograli nas jak dzieci. Mowi sie ze lrpiej madrze stac niz glupio biegać i to sie sorawdzilo w tym meczu. Zreszta mysmy caly sezon glupio biegali. Zadnego pomyslu na gre w ataku pozycyjnym. To tego obrona kompletne dno.
uziq
29 lipca 2020 at 01:43
Nie chodzi o ten mecz barazowy. wystarczylo zdobyc 5 punktow w ostatnich 4 kolejkach. zabraklo jednego punktu do awansu.
chcialoby sie zacytowac klasyke:
„Miales chamie,zloty róg…”
macgyver179
29 lipca 2020 at 02:29
Zostawić Jędrycha w pierwszej linii, Błąda w drugiej , który na prawdę starał się i chciał oraz Wożniaka , który ma coś do udowodnienia. Wyróżnił się też Rogala ale on ma tyle strat i niedokładnych podań że głowa boli. Ta druga liga jest tak słaba, że aż żal, że tego teraz nie wykorzystaliśmy. Tylko GieKSa!!!!!
Dziad
29 lipca 2020 at 05:40
Banda nieudaczników klepana po dupciach przez wyżelowane cipki z torebkami
Kila
29 lipca 2020 at 07:24
już raz wypierdoliliście wszystkich parę miechów temu i co ? płytkie myślenie.
Olek
29 lipca 2020 at 08:53
Pierwsza rzecz co inwestor myśli o awansie czy che awansować czy nie ma na to kasy, i takiego komunikatu oczekuję od kubu. Zmiana trenera gówno da, ewentualne wzmocnienia owszem. Do dziś nic tak nie boli jak porażka z Kluczborkiem.
w1964
29 lipca 2020 at 16:39
moim zdaniem problemem jest słabe zarządzanie tym klubem, brak kultury zwyciężania – ściąga się różnych kopaczy i trenerów z nadzieją na sukces w 5 minut. to tak nie działa, tu powinien być długofalowy plan budowy mocnego zespołu, określenie celów – chcemy e-klapy czy wystarczy nam 1 liga, bo na więcej nas nie stać. pierdzenie o ekstraklasie jest już dziwaczne, jeśli przy dostępnych środkach finansowych spadamy z 1 ligi.
kto jest winien tego bagna jakie tu mamy? nie piłkarze, trenerzy już bardziej mają wpływ na grę, ale ryba psuje się od głowy. odpowiedzialność jest po stronie tego kto to finansuje, czyli UM. mam wrażenie, że brak tutaj sprawdzonych managerów, którzy mogą sprawnie zarządzać GKS. mówiąc o zarządzaniu mam na myśli umiejętność dopięcia budżetu, zbudowania wizji klubu i co za tym idzie wydolnej struktury, szkolenia młodzieży, etc. a nie tylko wydawanie pieniędzy z podatków na kiepskich piłkarzy i snucie marzeń o awansie.
tu dochodzimy do sedna problemu – brak prywatnego inwestora. pieniądze z podatków łatwo się wydaje, prywatny kapitał szybko ocenia efektywność i wprowadza korekty (czytaj zwalnia ludzi).
na koniec jedna sprawa – można zbudować fajnie grający zespół za rozsądne pieniądze, przykładów na naszym podwórku jest sporo – np. Stal, która wczoraj nas ograła jak dzieci. tylko jeszcze raz – to wymaga kompetentnych ludzi, którzy tym zarządzają.
pzdr, w1964
kto wie jaki GKS miał budżet na ten sezon? chyba spory z tego co tu jest napisane
https://e-stargard.pl/wiadomosci/pokaz/17773,budzety-nie-graja-pokazal-to-pierwszy-mecz-blekitnych-stargard
jezyk
29 lipca 2020 at 18:45
w1964 masz racje że wszystko zaczyna sie od góry. jak nie ma odpowiedniej kultury organizacyjnej i zarzadzania jasnego stawiania celi i rozliczania ich wykonania to nastepuje własnie taka degrengolada jak w GKS. Zaczeło się od Cygana z którym robili to co chcieli a potem to już równia pochyła. prezes z ambicjami otacza sie ludzmi z ambicjami. Z kolei prezes ktory chce sobie posiedziec i tylko brac kase otacza sie miernotami. Myślę też że należy skonczyć też z tymi idiotyzmami że miasto nie kazało awansować bo wiekszej glupoty nie słyszałem. budowa stadionu tez mysle ze nie ma sensu bo niby po co wydawac taka kase w dobie covid jak stadion na II lige jest wystarczający. Widoków zas na to że bedziemy w ekstraklasie nie ma i mysle ze przez nastepne 5 lat nie bedzie. Jeżeli bedzie cały czas tak ze w GKs nikt za nic nie czuje się odpowiedzialny to zagramy niebawem w III lidze
Kato
29 lipca 2020 at 20:48
jeżyk
Jak naprawić tą sytuacje w Klubie, jeżeli zakładasz początek złego u samej góry.
Chciałbym poznać Twoje zdanie co zrobić w obecnej sytuacji i co mają do zrobienia kibice.
jezyk
29 lipca 2020 at 21:16
Kato w rzeczywistości nie jest to takie trudne wcale ale w warunkach miasta katowice mało możliwe do zrealizowania. Prezesem powinien byc nie zaden polityk od parad rownosci i lgbt ale menadżer z prawdziwego zdarzenia. Jemu miasto powinno postawic konkretny cel do osiagniecia i wyznaczyc ramy czasowe i budzet. oczywiscie sciagniecie takiego czlowieka z biznesu wymaga odpowiednio wysokiego wynagrodzenia. Bez tego przyjda same miernoty. ten czlowiek powinien miec kontrakt na czas okreslony i duza premie za sukces. To on ma decydowac o wszystkim w ramach klubu i budzetu ktory ma. Ma prawo wymienic kazdego ktorego uzna za zbednego lub nie dajacego gwarancji osiagniecia sukcesu. On ma wybrac trenera postawic przed nim cele i jasno mu powiedziec ze jak zrealizuje cel dostanie nagrode a jak nie to natychmiast odejdzie. Postawienie tematu w taki sposob porzadkuje caly temat.Oczywiste jest to ze jezeli miasto da smieszna kase to menadzer z biznesu nie podejmnie sie zadania i tak samo trener jezeli budzet nie bedzie gwarantowal wzmocnien na odpowiednim poziomie.Tak samo dyrektor sportowy jezeli nie bedzie dostarczal talentow druzynie i pomyli sie w transerach o wiecej niż 30-40 procent do domu bo to oznacza ze nie ma o tym pojecia.Biznes to jest biznes i nie ma w nim miejsca na sentymenty. Za sukcesy duza nagroda a za brak kompetencji i sukcesow wilczy bilet. Zapewniam ze sredniej klasy menadzer z biznesu szybko by to pochytał.Sukcesy tworza kompetentni zarzadzajacy ktorzy potrafia budowac zespol i jasne i klarowne zasady. Mogłbym dalej ale na dzis wystarczy
tomek
29 lipca 2020 at 21:23
Jakby był M.Dziurowicz to w zyciu by nie doszlo do takich kompromitacji. To byl prezes z prawdziwego zdarzenia i dlatego mial sukcesy
Kato
29 lipca 2020 at 22:32
Dzieki za odpowiedź.
Co my kibice możemy na to, jak to są warunki Katowickie, takie jak to określiłeś. Chyba nic, czy może jednak coś… ale co