Dołącz do nas

Piłka nożna

[RELACJA] Odpaść, ale nie w takich okolicznościach…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W meczu 1/16 Pucharu Polski przyszło zmierzyć się nam z drużyną Bruk-Bet Termalica Nieciecza.

Spotkanie to transmitowane było przez oficjalny kanał PZPN – Łączy Nas Piłka, a oglądalność była na poziomie kilku tysięcy widzów. Jednak sympatycy, którzy zdecydowali się je obejrzeć, nie zobaczyli porywającego widowiska. Jak przystało na drużyny okupujące dolne strefy tabeli w swoich ligach, było dużo niedokładności, niecelnych podań i niewykorzystanych okazji. A najwięcej działo się na murawie dopiero pod koniec gry. Wynik tego meczu na swoją korzyść rozstrzygnęli dopiero po dogrywce i kontrowersyjnym rzucie karnym piłkarze gości.

Pierwsze zagrożenie pod bramką stworzyli goście. W 3. minucie Biedrzycki wbiegł z impetem w pole karne i strzelał z ostrego kąta, ale Kudła odbił piłkę przed siebie, a Jędrych stał we właściwym miejscu i wybił ją na aut. Kolejne minuty upływały głównie na grze w środku pola, gdzie było dużo niedokładności w zagraniach obu ekip. Częściej przy piłce byli gracze z Niecieczy, którzy kilkukrotnie próbowali wrzutek z lewej strony boiska. Nasi gracze czekali na okazję do kontrataku. W 20. minucie pierwsza groźna akcja GieKSy miała miejsce po głębokiej wrzutce Urynowicza w pole karne, gdzie po kilku główkach piłka znalazła się pod nogami Szwedzika w okolicach 16. metra, ale uderzył on niestety za wysoko. Chwilę później znów akcja Szwedzika oraz Woźniaka i obrońca gości musiał ratować się wybiciem piłki na rzut rożny. W 25. minucie wydawało się, że będziemy cieszyć się z prowadzenia naszej drużyny. Woźniak najpierw wygrał pojedynek główkowy ze Śpiewakiem na środku boiska, a chwilę później po podaniu Rogali miał przed sobą praktycznie tylko bramkarza, jednak jego strzał przeszedł minimalnie obok lewego słupka. W 39. minucie ładnie głową zagrywał Sanocki do Szwedzika, który zdecydował się na strzał z dystansu. Uderzenie było dosyć mocne i precyzyjne, jednak nie zaskoczyło ono Loski. Niestety na przerwę  z podniesionymi głowami schodzili piłkarze gości, ponieważ tuż przed końcowym gwizdkiem Mesanovic wykorzystał zamieszanie w polu karnym i umieścił piłkę w siatce.

Drugą połowę obie ekipy rozpoczęły bez zmian personalnych. Chwilę po jej rozpoczęciu zagrozić naszej bramce próbował Zeman, ale znów czujni byli nasi obrońcy. Groźne sytuacje chwilę później mieli GieKSiarze, najpierw efektownie piętą podawał Woźniak do Rogali, który zwlekał ze strzałem i skończyło się tylko rzutem rożnym, a dwie minuty później Rogala posłał groźne dośrodkowanie w pole karne, gdzie na piłkę czyhali nasi zawodnicy, jednak żaden piłki nie sięgnął. W 69. minucie na boisku pojawił się Kozłowski i już przy pierwszym kontakcie z piłką oddał groźny strzał na bramkę, po którym piłka wylądowała na bocznej siatce. Niestety nawet przy dokładniejszym strzale nic by z tego nie było, bo sędzia Opaliński dopatrzył się w tej akcji spalonego. Można powiedzieć, że zmiany w naszej drużynie wprowadziły trochę świeżości w naszych atakach, bo już w następnej akcji technicznego strzału z 20 metrów próbował Błąd, który także pojawił się przed momentem na murawie, ale piłka przeleciała minimalnie obok bramki Loski. W 75. minucie niepilnowany w polu karnym był Mesanović, który otrzymał górne podanie za naszych obrońców, którzy chyba myśleli, że złapali go na spalonym. Na szczęście oddał niecelny strzał na bramkę Kudły. W 81. minucie po zamieszeniu w polu karnym gości strzelał z woleja Jędrych niestety bardzo niecelnie. W końcówce próby ataków piłkarzy GKSu były jeszcze bardziej chaotyczne niż wcześniej. Długie piłki zagrywane do przodu zwykle były źle zaadresowane aż do momentu, kiedy to w 85. minucie wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Piotr Samiec-Talar, który odebrał świetne podanie z daleka, dobrze i mocno przymierzył z lewej nogi i pokonał bramkarza Termalici. 5 minut przed końcem regulaminowego czasu mieliśmy remis 1-1, a do ataków z większym animuszem ruszyli nasi zawodnicy. Goście wydawali się zaskoczeni i przybici straceniem bramki. Druga połowa skończyła się jednak remisem. 

Już w 3. minucie dogrywki wśród kibiców na stadionie wybuchła radość. Szybki kontratak przeprowadzili katowiczanie, a finalizował tę akcję Kozłowski, który podcinką przerzucił piłkę nad Loską. Sędzia jednak dopatrzył się w tej sytuacji spalonego, a swoją decyzję podtrzymał nawet po konsultacji z sędzią VAR. W 6. minucie bardzo mocny strzał z dystansu w wykonaniu Gergela. Z problemami, ale obronił Kudła. W 9. minucie dogrywki niepilnowany w polu karnym znów był Mesanović, jednak jego strzał głową był za słaby i po raz kolejny górą był nasz bramkarz. W 12. minucie okazję do kontrataku mieli piłkarze gości – Śpiewak najpierw przedarł się przez naszą obronę, a potem strzelił, jednak piłka zatrzymała się na bocznej siatce. Pierwsza połowa dogrywki należała zdecydowanie do piłkarzy Termalici.

Po zmianie stron Nieciecza dalej starała się cierpliwie budować ataki, a GKS czekał na kontry. W 18. minucie bohaterem tego meczu mógł zostać Samiec-Talar, lecz jego strzał zza pola karnego o centymetry minął lewy słupek bramki Loski. Już po chwili ten sam zawodnik popchnął zawodnika gości w naszym polu karnym i sędzia po chwili zawahania się i jeszcze dłuższej chwili konsultacji z sędziami w wozie VAR, odgwizdał jedenastkę, czego nie omieszkali głośno skrytykować kibice zasiadający na trybunach. Nie dał się jednak pokonać w tej sytuacji Dawid Kudła, który wygrał tę grę nerwów i obronił strzał przy prawym słupku. Po chwili gry sędzia zarządził powtórkę tego samego rzutu karnego, z powodu zbyt wczesnego wybiegnięcia naszego bramkarza z linii bramkowej. Druga jedenastka została pewnie wykorzystana przez Piotra Wlazło. Na trybunach oraz ławce rezerwowych było bardzo nerwowo po tych wydarzeniach. Nasi zawodnicy kończyli ten mecz jakby bez zapału, czasami próbując długich wrzutek. Sędzia doliczył 5 minut, chociaż same przerwy na konsultacje trwały dłużej.

Po długim meczu żegnamy się z rozgrywkami Pucharu Polski, a nazwisko sędziego na pewno zostanie w pamięci kibiców GieKSy na dłużej. Opaliński podczas drogi do tunelu został wygwizdany, a zawodnicy GKSu usłyszeli gromkie: „Byliście lepsi…”.

27.10.2021, Katowice
GKS Katowice – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 1:2 (0:1)
Bramki:
Samiec-Talar (84) – Mesanović (45), Wlazło (117-k).
GKS Katowice: Kudła – Woźniak (68. Kozłowski), Jędrych, Sadowski, Janiszewski, Rogala (78. Samiec-Talar) – Sanocki (63. Błąd), Urynowicz (63. Figiel), Repka, Kiebzak – Szwedzik (68. Pavlas).
Bruk-Bet Termalica Nieciecza: Loska – Grabowski (66. Kukołowicz), Śpiewak, Radwański (66. Bonecki), Mesanović (118. Stefanik), Grzybek (89. Gergel), Wlazło, Bezpalec, Hubinek, Zeman (66. Wasielewski), Biedrzyczki.
Żółte kartki: Samiec-Talar, Figiel – Śpiewak, Grzybek, Stefanik.
Arbiter: Marek Opaliński (Lubin).
Widzów:
1225.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie do złamania

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.

Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.

Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.

Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.

Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.

Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.

Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.

To był kolejny  tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.

Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.

I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.

Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.

Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.

Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.

Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.

No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.

Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.

Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.

Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.

Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.

Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna Wideo

Stadion znowu eksplodował

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W sobotę GieKSiarze wyglądali imponująco na trybunach i murawie, a stadion (kolejny już raz) eksplodował w 90. minucie. Nowa Bukowa zgromadziła prawie 12,5 tys. fanów, a do Katowic zawitała też liczna grupa sympatyków Cracovii ze swoimi zgodami. Zapraszamy do materiału wideo, na którym zarejestrowaliśmy doping kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Oceny za wyszarpanie z Cracovią

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do zapoznania się z ocenami za emocjonujący mecz z Cracovią, końcowo wygrany 3:2. Waszym MVP został Ilja Szkurin dzięki zdobyciu 30,4% głosów.

Gabriel Kobylak (4-) – Czy miał dużo pracy? Ależ skąd, Cracovia oddała trzy celne strzały, a i w rozegraniu do tyłu niezbyt przeszkadzała. Zasadniczo nie mógł nic poradzić na stracone bramki, może gdyby akurat idealnie wyczuł napastnika i podjął jakąś decyzję w ciemno – po prostu były to tak zwane „stuprocentowe sytuacje”.

Pau Resta (4-) – Świetne podanie już w drugiej minucie zostało przyćmione przez jego przegrane walki powietrzne w drugiej połowie meczu.

Lukas Klemenz (4-) – Bardzo pewnie wyglądał jako środkowa postać naszego bloku obronnego, zresztą jego mocne strony najlepiej pasują właśnie do tej pozycji. Może istnieje jeszcze margines do poprawy w komunikacji z pozostałą dwójką, ale po dwóch latach gry na boku tej formacji to w pełni zrozumiałe. Blisko był wpisania się na listę strzelców, zabrakło nieco szczęścia.

Alan Czerwiński (3) – Był aktywnym i dobrze odnajdywał się tam, gdzie powinien się znaleźć w danym momencie. Nie wychodziło mu co prawda idealnie wykręcanie liczb już na pozycji, ale nie można mu odebrać zaangażowania.

Marcin Wasielewski (3) – Zdecydowanie nie jest to Marcin Wasielewski w formie 'Top’, podobnie jak u Alana Czerwińskiego – prawa flanka nie miała swojego najlepszego dnia. Dzięki niemu cieszyliśmy się z rzutu karnego, nieustępliwie chciał wedrzeć się w szesnastkę i opłaciło mu (i nam) się to.

Mateusz Kowalczyk (4+) – Wrzut z autu na początku spotkania zaskoczył nie tylko nas, także Cracovia nie była przygotowana na taki wariant: ciekawe, czy musiał uzyskać pozwolenie na zostanie trebuszem. Razem z Łukasiakiem szczelnie zamknęli środek pola, jak zwykle dobrze widzieć takiego walczaka na murawie.

Kacper Łukasiak (4) – Cały czas drzemie w nim potencjał i momentami potrafi pokazać swój arsenał, choć czasami brakowało mu decyzji o ułamek sekundy szybszej. Dobrze zastawiał się z piłką i prowokował rywali do pressingu, otwierając tym pozostałe części boiska.

Mateusz Wdowiak (4+) – Ten rogal z pierwszej połowy zasługiwał na skończenie w siatce. Takich wahadłowych chce się oglądać.

Bartosz Nowak (4+) – Ależ z energią wyszedł na to spotkanie, spokojnie mógłby dopisać sobie o bramkę i asystę więcej. Szczęście mu tym razem nie sprzyjało, a cieszy także więcej decyzji o oddawaniu strzału.

Szymon Bartlewicz (4) – Oby skurcz złapany w jego ostatniej akcji został do końca wyleczony w przerwie na reprezentację. Pokazał, że chce zostawić serce na boisku, kolejny piłkarz, dla którego nie ma straconych piłek.

Ilja Szkurin (5, MVP) – Ponownie wygrał nam mecz. Można zaryzykować stwierdzenie, że jest najlepszym napastnikiem na świecie… po 90. minucie. Prawdopodobnie przy odrobinę lepszych decyzjach mógł strzelić bramkę już wcześniej.


Marcel Wędrychowski (4-) – Nie był kluczową postacią tego meczu, choć widać u niego chęć walki na boisku.

Erik Jirka (brak oceny) – Po jego wejściu Cracovia znajdowała mniej okazji na flance.

Bartosz Wolski (brak oceny) – W końcówce pokazał dokładnie to, czego od niego można oczekiwać – zagranie długiej piłki z perfekcyjną precyzją.

Marius Olsen (brak oceny) – Jego wyskok utrzymał przy życiu akcję na 3:2.

Borja Galan (brak oceny) – Zmiana w końcówce skutkująca asystą i kluczową akcją w defensywie? Ciężko oczekiwać więcej od występu trwającego kilka minut.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga